[Droga przez Bagna] Uciekinierzy


Tajemnicza mroczna kraina, gdzie każdy Twój ruch jest obserwowany. Strzeż się każdego cienia i odgłosu bo możesz już nigdy stamtąd nie wrócić.

Postprzez Ayathell » So cze 04, 2011 1:45 pm

Lekko ściągnęła brwi i poruszyła szpiczastymi uszami nasłuchując słów jasnowłosej. Zmierzyła oczami mierzących w nią strzelców i prychnęła pogardliwie.
- Potrzeba wam aż dwudziestu uzbrojonych przeciw mnie jednej? Pochlebiacie mi. - Po tym zwróciła się do wampira:
- Tesso nindel blond zhah deaf. Ka Usstan said, 'zil il z'reninthen nindel Usstan inbal harventh ussta ooble' ulu uktan. speech offended ussta yah. Orbb quar'valsharess Lolth, uk zhaun uns'aa lu' ussta xukuth. Naust d'lil Ilythiiri zhah natha abbil ulu lodias. Unless ol zhah wun nindol ilindith. Ka nind orn bneir'pak, Dorn malar. Ka dos ssinssrin ulu telanth bauth Lolth lu' ilta dogma zhah naut xuil ilta. - Jej mowa zabrzmiała czystym akcentem miasta z Podmroku. Uśmiechnęła się lekko do Medarda i popatrzyła na potężnie umięśnionego mężczyznę, który najwyraźniej obudził się z drzemki. Jedno spojrzenie i rozpoznała w nim zmiennokształtnego. Muskulatura widoczna pod prostym odzieniem zrobiła na niej wrażenie. Człowiek ten spokojnie mógł konkurować z ogrami pilnującymi wejść do podziemnego miasta pajęczej królowej.
- Witaj. Twoja klątwa niech syci twe serce weselem. Pozdrawiam ciebie i twojego ducha - tu w uśmiechu odsłoniła lekko swoje śnieżnobiałe zęby, mocno odcinające się od jej ciemniej twarzy.
- Wspaniała postawa, zmiennokształtny. Zdradzisz, jakiż to duch w tobie mieszka? - tu popatrzyła z pogardą na wymierzone w siebie ostrza i czule poklepała szyję Lohiduhe. Koń lekko zabrzęczał uprzężą i cicho parsknął, kontent z pieszczoty.
Lit waela lueth waela ragar brorna lueth wund nind, kyorlin elghinn

Lohiduhe kusza samopowtarzalna Dol'xis
Avatar użytkownika
Ayathell
Mieszkaniec Sennej Krainy
 
Rasa: Mroczny Elf
Aura: Dość silna aura o srebrno-cynowej barwie i turmalinowej poświacie. Wokół niej słychać odbijające się echem ciche brzęczenie, połączone z uderzeniami grzmotów i szczękiem metalu. Wydziela delikatny zapach lasu. W dotyku jest giętka i ostra a w smaku łagodnie gorzka.
Wygląd: Smukła, niezbyt wysoka (165 cm), szlachetne rysy twarzy. Ciemna skóra, prawie czarna. Białe długie włosy. Kolor oczu blado-niebieski. Pełne usta, duże
piersi i zgrabna figura. Jej paznokcie są czarne, a palce smukłe i długie. Kiedy zachodzi potrzeba widzenia w ciemności, jej oczy stają się czerwone. Ubiera
się na czarno, w dopasowane lecz nie obcisłe ubranie. Płaszcz z ...
(Więcej)

Postprzez Andrew » So cze 04, 2011 11:50 pm

Odpowiedź Elfki lekko zbiła go z tropu. Nie spodziewał się komplementów ze strony kogoś, kogo pół pochodu chce zabić. Przyczyna takiej reakcji dała się dość szybko zauważyć. Elfka prawie pożerała go wzrokiem. Doszedł do wniosku, że musi częściej znajdować kobiety, które będą mu prawić komplementy, gdyż bardzo miło mu się ich słuchało po pobycie wśród mężczyzn.
- Nie wiem, Pani, o jakiej klątwie mówisz, ale dziękuję za komplementy. Ja i mój duch czujemy się pozdrowieni. - Spróbował odwzajemnić uśmiech. - A co do mojej postaci, to niedługo wyjdzie ona na jaw, ponieważ zamierzam ruszyć po trochę mięsa, jak tylko wyjaśni się ta cała sytuacja.
Po czym skupił swoją uwagę na pozostałych.
Neutralność niesie moc, ale również ogromne zagrożenie, będąc neutralnym mogę być wstrętny dla obu stron konfliktu...


Ludzka postać Andrew (bez miecza oczywiście)
Avatar użytkownika
Andrew
Senna Zjawa
 
Rasa: Niedźwiedziołak
Aura: Silna, matowa aura, w kolorze barachitu, o szafirowej poświacie.Roztacza wokół siebie zapach mokrej ziemi i lasu. Słychać przy niej liczne, przyjazne głosy, oraz śmiech dzieci. Jest twarda i niezbyt ostra. W smaku zaś słona.
Wygląd: Rosły, mierzący około sześciu łokci (3,5m), umięśniony mężczyzna o spalonej słońcem cerze. Głęboko osadzone, piwne oczy i toporne rysy twarzy nadają
mu surowego wyglądu. Spod znoszonego ubrania, zszytego niedbale z kawałków skóry, wyzierają liczne blizny, które są pamiątką po stoczonych walkach.
Pomimo swojego zacnego wieku wygląda na około czterdzieści lat. ...
(Więcej)

Postprzez Yasmerin » N cze 05, 2011 1:18 am

Yasmerin uśmiechnęła się do niej szeroko.
- Nie, nie potrzeba. Obawiałam się po prostu, czy pojedyncza kusza dostatecznie wyjaśni ci twoje położenie - odpowiedziała, wciąż bardzo uprzejmie. - Z tego co widziałam do tej pory, jak ci się nie wyłoży czarno na białym, to nie zrozumiesz.
Kobieta miała kuszę ułożoną na siodle, nie mogła nią więc swobodnie manipulować, przynajmniej dopóki nie weźmie jej w dłoń. Yasmerin zmusiła swojego konia, aby przesunął się bliżej mamuta, tym samym schodząc z linii strzału. Nikt w nią nie będzie celował żadnym żelastwem, do stu kalekich nietoperzy!
Chciała zaproponować, że teraz wszyscy powoli opuszczą broń, drowka przeprosi i porozmawiają jak cywilizowane istoty, ale niestety znała język mrocznych elfów. Słowa nieznajomej zirytowały ją raz jeszcze. Po pierwsze, owszem, ich rasy specjalnie się nie przyjaźniły, ale to jeszcze nie daje jej prawa do nazywania wszystkich niewolnikami. To oni byli tu przecież ciemnoskórymi, a funkcją takich zazwyczaj była harówa dla swoich właścicieli.
Słysząc jednak pewną rzecz, parsknęła śmiechem. Jeśli dobrze zrozumiała, zdaniem drowki ona - Yasmerin - obraziła jej boginię. Ciekawe kiedy. Ta kobieta albo była przewrażliwiona, albo znała jedynie podstawy wspólnego i słyszała, co chciała usłyszeć. Obrazić boginię? Oczywiście, jeśli tak bardzo chciała, dało się to dla niej zrobić.
- Usstan h'ros insult foluss, vel'uss xun naut tangis' exist. Udossta scientist inbal natha proof, nindel dosst quar'valsharess zhahus fridj rivvin ilythiiri. Lu' d'jal z'reninth wun ilta, lu'oh yeunn... - wymawiała słowa spokojnie i wyraźnie, by przypadkiem nic nie umknęło ciemnoskórej przybyszce. - Dos shlu'ta el whol ilta, ka dos ssinssrin. Xor mayoe dosst zhennu Lolth orn dormagyn dos? Hahaha, Usstan xuat talinth ji. Plynn dosst taudl t'zarreth lu' alu tarthe, udos xuat inbal draeval whol dos lu' dosst "quar'valsharess".
Denerwowała ją od początku. Ciekawa była, jak elfka teraz postąpi. Miała to, czego chciała - obraziła jej rzekomą boginię. A kusze nadal wycelowane były w ciemną pierś. Yasmerin posłała tylko szybkie spojrzenie Medardowi. Nie była pewna, jak on zareaguje na jej bezczelne słowa, jednak nie przejmowała się tym specjalnie. Akurat kto jak kto, ale on widział ją już zachowującą się dużo gorzej. Także w jego stronę. Umiała sobie pozwalać, nie da się ukryć. Zazwyczaj jednak zwyczajnie sobie żartowała, teraz... cóż, miała nadzieję, że w ciągu najbliższych paru minut z nieznajomej zostanie piękny, czerwony jeż. I nawet jeśli głupio dała się jej sprowokować, to nie zamierzała odpuścić.
Zło nas oślepia i fałszywy nasz blask...
Pogardzać nadzieją, nie wstydzić się kłamstw...
Kochać nienawiść to być jednym z nas...


Yas: tradiszynal | didżital
Avatar użytkownika
Yasmerin
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
 
Inne Postacie: Ita, Seiran,
Ranga: Gwiazdooka
Rasa: człowiek
Aura: Dość słaba aura o rtęciowej barwie i topazowej poświacie. Towarzyszy jej odgłos spadających skał oraz uczucie wilgoci. Wydziela zapach chemikaliów. W dotyku jest ostra i giętka a w smaku słodko - kwaśna.
Wygląd: Niepozorny. Niska i bardzo drobna, przez co wydaje się młodsza niż w rzeczywistości jest. Posiada wyraźnie czesane wiatrem blond włosy do połowy pleców oraz piwne oczy. Sympatyczna, często uśmiechnięta twarzyczka o przyjemnych dla oka rysach oraz zgrabna figura zaliczają ją raczej do tej ładniejszej części populacji. Zdecydowanie ceni sobie wygodę, dlatego zamiast sukienek ... (Więcej)

Postprzez Medard » N cze 05, 2011 2:14 am

Medard ze spokojem patrzył, jak mroczna elfka kopie sobie grób obelgami kierowanymi pod adresem jego ludzi. Dziesiątki pocisków różnego rodzaju tylko czekały na rozkaz, aby znaleźć się w ciele krnąbrnego przybysza tudzież jego wiernego rumaka. I ona do tego myśli, że marna kusza przytroczona do kulbaki jest w stanie pokonać armię gotowych na wszystko zbrojnych? Chyba zmysły wszelakie postradała. Gdy zaczęła banialuki pleść o teoretycznym zbezczeszczeniu wyznawanego przez nią bóstwa, Yasmerin nie wytrzymała i wyciągnęła z rękawa parę asów, trzymanych na tzw. czarną godzinę. Ujawniła znaną w księstwie prawdę o niejakiej Lloth, nie wiedzieć czemu tak hołubionej przez podziemne mroczne elfy. Po takim popisie dzika furia przybyszki wydawała się niemal pewnikiem.
Gdy tylko Yasmerin wycofała się z linii strzału, Med rozkazał kilku z gadziookich żołnierzy zasłonięcie dziewczyny w miarę szczelnym kordonem, co też z pośpiechem wykonali. Następnie zwrócił się do elfki:
- Czy naprawdę uważasz, że agresywnym zachowaniem, graniczącym teraz z czynem godnym samobójcy, zdołasz cokolwiek osiągnąć? Odłóż broń, doskonale wiesz, że nie warto tracić życia dla błahostek. Nie warto ginąć za coś takiego.
Coraz więcej uczestników konwoju mierzyło do elfki z tego, co akurat mieli pod ręką. Zakończenie wydawało się przesądzone, jednak żaden z żołdaków nie ośmielił się wypuścić pocisku bez otrzymania stosownego rozkazu.
So I bless you with my curse
And encourage your endeavour
You’ll be better when you’re worse
You must die to live forever
Jim Steinman

Every night, and every morn,
Some to misery are born.
Every morn, and every night,
Some are born to sweet delight.
Some are born to sweet delight.
Some are born to endless night.
William Blake

Pies patrzy na człowieka z szacunkiem, kot z pogardą, a świnia jak równy z równym. porzekadło Vaerreńczyków
Avatar użytkownika
Medard
Splatający Przeznaczenie
 
Rasa: Wampir czystej krwi
Aura: Platyna twarda niczym najlepsza stal połyskująca jeszcze względną świeżością, rozpłynie się przed twoimi oczyma, sięgając samego horyzontu. Tam lśni dorównujący jej w nieustępliwości obsydian, odbijając się w gładkich połaciach szlachetnego metalu. Obraz wydaje się prostym, wręcz surowym, zupełnie jakby swoją szlachecką prezencją odpychał cię przed bliższymi oględzinami, gdy jednak przyjrzysz się uważniej zachowując wszystkie zasady dobrego wychowania, uda ci się dostrzec kruszyny cyny skrzące się nieregularnie, przemieszane z giętkimi smużkami srebra i ubarwione ostrymi w dotyku pociągnięciami żelaza. Smak powietrza jest tu ciężki i lepki zupełnie jak przed tropikalną burzą. Niby da się wyczuć posmak łagodności, jednak to gorycz zakończy bukiet, w efekcie kradnąc prawie całą uwagę. Tak przynajmniej myślałeś. Wtedy w twe nozdrza uderzy metaliczny odór krwi, a krzyk agonii prawie namacalnie rozedrze w strzępy otaczający cię świat. Jeszcze tchnienie minie nim wyrównasz oddech próbując się uspokoić i pojąć czego świadkiem właśnie byłeś.
Wygląd: Medard to wysoki mężczyzna o przeciętnej posturze z przechyleniem szali na umięśnioną. Mierzy bowiem sążeń i dwa palce (ok. 188 cm) przy dwóch cetnarach i kamieniu masy (ok. 90 kg). Skóra na jego dłoniach nie należy do najmiększych co świadczy o tym, że swoje przepracował. Kilka palców zdobią sygnety z herbem Aflaque - wyjącym czarnym wilkiem w tarczy (w klejnocie dwa ... (Więcej)

Postprzez Orpheus » N cze 05, 2011 11:59 pm

Branson z wciąż przypartym muszkietem do ramienia patrzył na elfkę. Wciąż to samo pytanie - samobójca czy szaleniec? Powtarzane w kółko bez opamiętania. Ilekroć skupić uwagę na czym innym, pojawia się nieustannie jak uparty pies. Samobójca czy szaleniec? Nie do zatrzymania, nie do odegnania. Chociaż? Jedynie kawałek jedzenia w zębach, przerwał na moment ten dylemat. Złudzenie. Język jak świder wbijał się pomiędzy szkliwo wygrzebując kawałki ochłapu. Wybijał jednostajny rytm, jak tykanie zegara. Samobójca czy szaleniec? W końcu udało się, dziwna chrząstna część wpadła pogryziona do gardła. I wtedy znów, powrót tamtejszej myśli -  intensywniejszy, to jak klątwa umysłu. I wciąż pojawia się pytanie. Samobójca czy szaleniec? Samobójca czy szaleniec? Pozbycie się tej myśli było nie do wykonania, w końcu jak automat negując ją doprowadza to do ponownego przypomnienia. Samobójca czy szaleniec? Samobójca czy szaleniec? Branson połknął ślinę, spojrzał na moment na Medarda. Niech on już skończy się bawić. Koniec tych myśli. Niech palec zadrga... Samobójca czy szaleniec?

Wracając do Reventlowa, któy zajął się jak już mówiłem sprawami niezbyt ciekawymi. Właśnie wracał od rodziny Thompsonów, któryu m przytafił sie problem z wierzchowcami, skończyło się na tym, że trzeba było podmienić na twardszego i hardego konia pociągowego. Strasznie ciekawe? Na tym głównie polegało rozwiązywanie zagadek logicznych Orpheusa. Swoją drogą chuć starego Thompsona musiała trzymać się bardzo dobrze skoro pomagało mu pięciu synów, a dwóch i trzy córki, razem z żoną mieszkało sobie w Ekradonie. Niezwykłe.

Oprheus właśnie wracał na czoło orszaku, sprawdzić co się dzieje, wozy po raz kolejny stanęły dęba – co się dzieje? - gdy nagle – cap! - śniada dłoń złapała go za rękę. Szybkie pociągnięcie i znalazł się tuż przy jednym z wozów. Zobaczył śliczną, gładką twarzyczkę z wyraźnymi orientalnymi rysami.
- Malaika?
- Choć tutaj.
Ręka pociągnęła go lekko do góry.
- Ale czasu mi brak...
Popatrzyła na niego ładnie.
- Dobrze wejdę na chwilę.
Powiedział wchodząc do wozu, który był zapełniony żywnością. Przywitały go steki mięsa powywieszane na hak - to miała być dzisiejsza strawa. Sery i beczki wypełnione kapustą oraz solonym jedzeniem. Jadąc można było zauważyć, że co pewien czas wóz jakby opadał, ale nie stawał w miejscu. Choć mogło się to zdarzyć, konsekwencja drogi, która nie była zbyt dobra.
- Co ty tu robisz? Ska tu tyle miejsca? Nie w Lazarecie? Nie pracujesz?
- Mam przerwę na sen. Jednak i tak nie spałam, powinnam jeszcze spać godzinę, ale jakoś nie mogę, czegoś mi brak. Za chwilę przeniesiemy tu trzy osoby, ale póki co jest wolne.
- A Niliian?
- Pracuje, mniejsza o nią. Widzę jaki jesteś zmęczony, musisz chwilę odpocząć.
- Właśnie to robię.
- Myślę, że nie w pełni.
Uśmiechnęła się, mrucząco kończąc ostatni wyraz. Rozpięła guzik swojego Gorsetu, przybliżając się do twarzy złotowłosego.
- Tak?
Bąknął, bo teraz po raz pierwszy zabrakło mu słów. Rozkazywał przeciwnikom, zniewalał tłumy a przy kobiecie zamarł jak kłoda. A przecież kłodą nie był. Nie miał czasu, a nagle kobieta, która była dla niego tak niedostępna, otworzyła się. To była walka odpowiedzialności z przyjemnością.
- A woźnica?
- To kochanek Miriam, nikt się nie dowie.
Złapała chłopaka za szyje i rzuciła przed siebie. Wylądował pomiędzy beczkami pełnymi śledzi. Dziwna atmosfera, ale im to nie przeszkadzało. Dziewczyna oparła się na nim obdarowując go szybkimi pocałunkami. Zwarli się w namiętnym uścisku. Rozpoczęła się miłość i gorący żar dwóch spragnionych serc.

Siedem minut później.

- Malaika?
- Co kochanie?
- Nic.
Krótki jęk, który zamienił się w słowo.
- Słyszysz?
- Nie...
- Orpheusie, przestań mnie obłapywać. Słuchaj!
Rozniósł się szept. W tle słychać było tętent kopyt. Wtem uniesienie, stukot upadającego ciała.
- Au!
- Przepraszam. Muszę zobaczyć co się dzieje. Pomóż mi z tą przepinką, muszę wyglądać jak człowiek.
Chwilę potem trzask, jakaś osoba wypadła z wozu.

Słychać było stukot kopyt. Kłus a może galop, ktoś intensywnie przebijał się przez karawanę, by dotrzeć na sam początek. Wszyscy ustępowali drogi, rozchodząc się na boki. Wchodząc nawet w głębokie błoto. Nikt nie chciał utrudniać. Z resztą niektórym już było obojętnie jak idą i gdzie idą - byli zmęczeni i domagali się postoju. Jednak musieli maszerować jeszcze dwie godziny. Tyle powinno wystarczyć by mogli zapewnić sobie bezpieczny postój. Z masy motłochu widać było końskie głowy i kapelusze. Dyszeli przeraźliwie głośno, słychać ich było nawet z odległości kilkunastu kroków. Z pod jednego brązowego ronda wystawała znajoma kępa czarnych jak noc włosów.
- Sullivanie!
- Orpheusie!
Rozległ się wesoły krzyk dwóch stęsknionych przyjaciół.
I will get to you
And take you down
Tear your insides out
Crush your soul
Avatar użytkownika
Orpheus
Mieszkaniec Sennej Krainy
 
Inne Postacie: Anzhela, Roxalane, Kazimir(Dead),
Ranga: Zakochany Szlachcic
Rasa: Człowiek
Aura: Słaba cynowa aura. Co jakiś czas można zaobserwować jednak delikatne przebłyski platyny. Roztacza wokół siebie obsydianową poświatę oraz głuchą ciszę. Pachnie drogimi perfumami, a jeśli się jej dotkinie poczuć można jej giętkość i niebezpieczną ostrość. Skosztowanie jej zaś skończy się na pewno poczuciem gorzkiego smaku.
Wygląd: Młody Reventlow posiada jasne włosy, zwykle ścięte do długości jego karku. Twarz ma bardzo ładną nie zniszczoną jeszcze życiem. Ciągle treningi fechtunku i jazdy konnej sprawiły, że jest w miarę postawny. Jedno co mu można przyznać to to, że jest niesamowicie przystojny. Jego widok wymusza zduszone okrzyki wśród młodych i pięknych szlachcianek. Już od dawna przyznano mu ... (Więcej)
Uwagi: Orpheusowi towarzyszy zazwyczaj dużo różnych postaci, często oddanych i wiernych. Między innymi jest to Malaika piękna złotowłosa dziewczyna o śniadym kolorze skóry, nieznanego pochodzenia, ... (Więcej)

Postprzez Gersen » Wt cze 07, 2011 10:11 pm

Minęło całkiem niemało czasu, od kiedy Gersen ostatni raz rozmawiał z Medardem, czy w ogóle z kimkolwiek z nieofiicjalnych przywódców tej wędrówki. Nieoficjalnych, bo nikt ich głośno nie wybrał, sami się takimi także nie ogłosili. Działało tu więc prawo silniejszego, co jednak nie odnosiło się do siły mięśni, ale głównie do wpływów owych osób. Rumak, któremu wciąż nie nadano godnego imienia- nie nadano mu żadnego, ale Gersen wolał pozostawić go bezimiennym niźli nazywać wierzchowca niczym zwykłego kota dachowego- zarżał spokojnie i przekopał kopytem ziemię. W równie melancholijnym nastroju, na koniu siedział mężczyzna, na pierwszy rzut oka- czterdziestoletni. Spokojnie popijał z dzbana osadzonego w wiklinowym koszu, pewną ciecz. Czerwonawy strumyk spłynął mu z kącika ust, a w powietrzu zapachniało dojrzałymi jabłkami. Nie chciał być częścią chaosu, który nieustannie towarzyszył karawanie, z którą nie przypadkiem podróżował. Doglądał wszystkiego z boku. Miało to swoje korzyści, z pewnością miał więcej spokoju i bardziej komfortową sytuację od tych, którzy teraz rozwiązują swoje dylematy. Po drugie i być może ważniejsze, mógł swobodnie przyglądać się poczynaniom swych towarzyszy. Każda ich akcja i odruch były obserwowane i analizowane przez obecnego poza głównym nurtem akcji, spokojnego obserwatora. Nawet nie miał ochoty się wtrącić, co nieco go zdziwiło, zwykle przecież właśnie tak działał. Znajdował się w środku akcji i czerpał z tego tyle różnorakich korzyści, ile tylko mógł. Po chwili przyglądania się, poczuł chłód w klatce piersiowej. Obejrzał jeszcze raz dwa szerokie rozcięcie na jego skórzanej kurtce, znajdujące się delikatnie poniżej pachy. Westchnął głęboko, ale jakby od niechcenia i ściągnął lejce swojego konia, kierując go gdzieś bliżej wszystkich wozów karawany. Między nimi ochroni się przed chłodnym wiatrem, a być może nawet znajdzie miejsce, w którym wygodnie się ułoży i prześpi. Spojrzał na karego konia, na którym jeździ już od dawna i poklepał go łagodnie po grzbiecie. Jest łagodny, przywiąże go do wozu i spokojnie pomaszeruje- pomyślał mężczyzna, po czym ruszył szukać potencjalnego miejsca na drzemkę, zupełnie zapominając o napięciu i akcji, która działa się wcale nie tak daleko od niego...
That is not dead which can eternal lie, and with strange aeons even death may die.
Avatar użytkownika
Gersen
Kroczący w Snach
 
Nagrody:
Rasa: Czlowiek
Aura: Niezwykle słaba, praktycznie niewyczuwalna aura o żelaznej barwie i szmaragdowej poświacie. Wydziela trudny do zidentyfikowania zapach.W dotyku jest giętka i twarda a w smaku gorzka i ostra zarazem.
Wygląd: Mijające lata wpłynęły na aparycję Gersena. Swoje zrobiła także mroźna pogoda. Skóra stała się sucha, a na twarz wpełzły zauważalne zmarszczki. Bujną
czuprynę zastąpiła krótka, bardziej praktyczna fryzura. Oczy brązowe, głębokie. Spokojne, ale też bijące nieziemskim chłodem. Zupełnie jakby przejęły aurę
lodowych pustkowi. Od kącika ust pionowo w dół ...
(Więcej)

Postprzez Ayathell » Śr cze 08, 2011 2:23 pm

Cholerny głupi spór z cholerną głupią rasą. Westchnęła i potrząsnęła głową, po czym patrząc w oczy jasnowłosej przejechała przed frontem wciąż mierzących w nią strzelców. Tylec kuszy oparła o udo i odchyliwszy głowę w tył zaśmiała się dziko. Zwolniła tylko na chwilę koło zmiennokształtnego, który jako jedyny wydawał jej się rozsądniejszy od reszty.
- Ten przed którym uchodzicie depcze wam po piętach. Umarli nie potrzebują snu więc strzeż się w nocy. - uśmiechnęła się po raz pierwszy i spięła konia. Gdzieś z tyłu usłyszała krzyki i kiedy się obejrzała, dostrzegła jasnowłosego pozdrawiającego się z elfem który akurat wyłonił się z zarośli otaczających drogę którą tu przyjechała. Widok elfa wykrzywił jej twarz grymasem obrzydzenia.
- Bywaj zmiennokształtny. - odwróciła się jeszcze w stronę wampira przyglądając się jego twarzy, pomyślała jak bardzo ta rasa zmieniła się w ostatnich latach.
- Powodzenia. Jeżeli chcecie mnie zatrzymać to musicie to zrobić inaczej niż słowem. Niech Bogowie oczyszczą twą ścieżkę Medardzie. -

Ciąg Dalszy
Ostatnio edytowano Cz cze 09, 2011 10:16 am przez Ayathell, łącznie edytowano 1 raz
Lit waela lueth waela ragar brorna lueth wund nind, kyorlin elghinn

Lohiduhe kusza samopowtarzalna Dol'xis
Avatar użytkownika
Ayathell
Mieszkaniec Sennej Krainy
 
Rasa: Mroczny Elf
Aura: Dość silna aura o srebrno-cynowej barwie i turmalinowej poświacie. Wokół niej słychać odbijające się echem ciche brzęczenie, połączone z uderzeniami grzmotów i szczękiem metalu. Wydziela delikatny zapach lasu. W dotyku jest giętka i ostra a w smaku łagodnie gorzka.
Wygląd: Smukła, niezbyt wysoka (165 cm), szlachetne rysy twarzy. Ciemna skóra, prawie czarna. Białe długie włosy. Kolor oczu blado-niebieski. Pełne usta, duże
piersi i zgrabna figura. Jej paznokcie są czarne, a palce smukłe i długie. Kiedy zachodzi potrzeba widzenia w ciemności, jej oczy stają się czerwone. Ubiera
się na czarno, w dopasowane lecz nie obcisłe ubranie. Płaszcz z ...
(Więcej)

Postprzez Draven » Śr cze 08, 2011 2:40 pm

Wśród tłumu znalazł się również i on. Te wydarzenia, mające miejsce w Brezenie i jego zmusiły do ucieczki z tego miasta. On sam, na swoim czarnym koniu pomykał żwawo między ludźmi oraz innej rasy społeczności, od czasu do czasu przeskakując przez mniejsze wozy towarowe. Zgiełk był iście wielki. Musowe opuszczenie miasta automatycznie zmusiły go do zwinięcia interesu, więc podążał z innymi, by mieć gdzie ponownie pracować jako płatny zabójca. Zgadza się, Draven zajmował się eliminowaniem celu w zamian za dobrą sumkę, więc miał właściwie co tam robić.... do teraz. Zimnym spojrzeniem spoglądał na pobliskich kupców, czy by to czasem jakiegoś nie zarżnąć i zabrać dla siebie jego dobra. Problem był jeden. Żaden z kupców nie zbaczał z drogi, a wszyscy zgromadzeni rzuciliby się na niego. Głównie to go powstrzymywało do tego czynu. Westchnął tylko głęboko, czuł że ta podróż będzie nie tyle długa i męcząca, co nudna. W pewnym jednak momencie znalazł się za jakimś mamutem, na którym znajdował się wampir. Jeszcze jakaś elfka, człowiek biegnący za nimi... było w czym wybierać, pomyślał. Chociaż nigdy nie miał zlecenia na kobietę, a zawsze musiał rozprawić się z jakimś kmiotkiem, to jakoś nie widział swoich szans w starciu przeciwko wampirowi. Odpuścił więc mu i postanowił ruszyć dalej. Rozglądał się gdzieś za łatwym łupem, gdzie nie będzie musiał martwić się potem o swoje rany. Już od pewnego czasu byli na bagnach, gdzie niektóre wozy utykały i trzeba było je wyciągać, gdzie siła mamutów była wręcz bezcenna, były i takie wozy, gdzie nikt nie garnął się, by im pomóc. Mógł zostać w tyle i wykończyć takie osoby, ale z drugiej strony nie zamierzał tutaj zostawać na dłużej, więc tylko przyśpieszył tempa, by możliwie znaleźć się na początku i zaklepać sobie jakieś wygodne miejsce jak tylko dotrze do portu. Tak więc narzucił swojemu koniowi nieco tempa, ten zaś usłusznie zaczął szybciej stępać kopytami. Był tylko ciekaw urody tej białogłowej, o ciemnym blond kolorze włosów. W krótkim momencie znalazł się na jej widoku, a on kątem oka mierzył jej posturę. Za chwilę zamierzał ruszać dalej.
Avatar użytkownika
Draven
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Airandill,
Rasa: Przemieniony
Aura: Aura o przeciętnej sile i barwie żelaza. Bije od niej obsydianowa poświata. Wokół niej nie słychać żadnego dźwięku. Wydziela mieszaninę trudnych do rozpoznania zapachów. W dotyku jest giętka i gładka a w smaku łagodnie gorzka.
Wygląd: Mierzy sobie 180 cm i jest bardzo szczupłym mieszańcem, jak to inni zwykli go nazywać. Miał bardzo ciemne, proste i długie włosy, oczy zaś były bardzo
zielone, widać je było nawet w ciemnościach, co przerażało niektórych mieszkańców. Ma oczy elfa, postawę człowieka, lecz postawą i umiejętnościami nie
zalicza się do żadnej z tych klas. Ma bardzo bladą cerę, za co ...
(Więcej)
Uwagi: W jego oczach można dostrzec pustkę.

Postprzez Yasmerin » Śr cze 08, 2011 4:58 pm

Wiatr wiał, wzmagając smród mokradeł i porywając co chwilę włosy Yasmerin do dzikiego tańca. Nerwowo zgarniała je z powrotem, jednocześnie patrząc za poddającą się mroczną elfką. No nareszcie. Posłała Medardowi dyskretny uśmiech, i podziękowała gadziookim w ich języku. Niedźwiedziowi przyglądała się przez chwilę, ale nie powiedziała niczego w jego stronę.
- Myślę, że nareszcie możemy ruszać. Oby tym razem obyło się bez niespodziewanych postojów - zwróciła się do Medarda z westchnieniem.
Dopiero teraz zdała sobie sprawę, jak bardzo trzęsą jej się ręce. Havvok nigdy nie należała do najdzielniejszych tego świata, nie mogła jednak dać tego po sobie poznać przed drowem. Ściągnęła wodze konia i zmusiła go, by ruszył w stronę Gersena, dostrzegła bowiem, że pirat raczył się jakimś trunkiem. Potrzebowała tego teraz. Zanim jednak do niego dotarła, zauważyła spojrzenie jakiegoś nieznajomego. Chyba widziała go już w Brezenie, dopiero tutaj jednak uznała, że coś jest z nim nie tak. Uśmiechnęła się, napotkawszy jego wzrok, po czym skierowała konia w stronę jednego z wielu wozów.
Niby to wyciągając butelczynę z podłym winem, wypytała krótko robotników o mężczyznę. Zdania były podzielone, ktoś jednak słyszał o nim podobno jakieś plotki. Wysłuchała ze spokojem, posyłając im wciąż uśmiechy i udając, że mężczyzna interesuje ją z powodów czysto romantycznych. Śmiali się głośno, ale opowiedzieli co tylko wiedzieli. Niewiele. Nadal jednak było w tym coś, co nakazywało ostrożność.
Rozejrzała się za Lisiczką, nigdzie jednak nie widziała małej bestyjki. Ostatecznie podjechała do samego Dravena, dość szybko zrównała z nim konia. Zamiast przywitania po prostu się do niego uśmiechnęła.
- Musiałam łyknąć czegoś mocniejszego po tym zamieszaniu z elfką... - mruknęła, pociągając z flaszeczki - Chcesz? Kurcze, przyłazi taka wywłoka z lasu i psuje mi humor!
Wciągnęła głęboko powietrze, faktycznie zmuszając się do spokoju. Jak by nie była zirytowana, powinna z kolesiem porozmawiać. Do niej należało zbieranie informacji o ewentualnych zagrożeniach, jakie czaiły się wewnątrz grupy. Nie, żeby była tym jakoś specjalnie zachwycona, ale alchemiczka zazwyczaj nie paliła się do żadnej pracy...
- Ach, ale zapomniałam się przedstawić. Jestem Yasmerin - zwróciła się do niego już dużo lżejszym tonem - Nie wyglądasz na typowego Brezeńczyka, no wiesz, spoconego robotnika z dłońmi jak łopaty. Jesteś tamtejszy, czy tak jak ja przypadkiem pojawiłeś się nie tam, gdzie trzeba?
Zło nas oślepia i fałszywy nasz blask...
Pogardzać nadzieją, nie wstydzić się kłamstw...
Kochać nienawiść to być jednym z nas...


Yas: tradiszynal | didżital
Avatar użytkownika
Yasmerin
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
 
Inne Postacie: Ita, Seiran,
Ranga: Gwiazdooka
Rasa: człowiek
Aura: Dość słaba aura o rtęciowej barwie i topazowej poświacie. Towarzyszy jej odgłos spadających skał oraz uczucie wilgoci. Wydziela zapach chemikaliów. W dotyku jest ostra i giętka a w smaku słodko - kwaśna.
Wygląd: Niepozorny. Niska i bardzo drobna, przez co wydaje się młodsza niż w rzeczywistości jest. Posiada wyraźnie czesane wiatrem blond włosy do połowy pleców oraz piwne oczy. Sympatyczna, często uśmiechnięta twarzyczka o przyjemnych dla oka rysach oraz zgrabna figura zaliczają ją raczej do tej ładniejszej części populacji. Zdecydowanie ceni sobie wygodę, dlatego zamiast sukienek ... (Więcej)

Postprzez Medard » Śr cze 08, 2011 7:31 pm

Fetor wydzielany przez butwiejące w bagniskach szczątki roślin, częściowo przemielone na nawóz pokłady torfu ukradkiem odsłoniętego przez przewrócony pień namorzynu, wypuściły kilka potężnych bąbli gazu. Zapach borowiny przez chwilę zagłuszył okropną woń stęchlizny, tak specyficzną dla obszarów podmokłych. Nie tylko  osobniki o bardziej rozwiniętym węchu miały kłopoty z wędrówką wśród moczarów, siedlisko to doskwierało przede wszystkim wierzchowcom. O ile jeszcze lamy miały się całkiem nieźle i nie sprawiało im to większych nieprzyjemności, to konie nadzwyczajnie często atakowane były przez różnego rodzaju insekty i lądowe pijawki. Że też akurat musieli natrafić na wysyp meszek - cholerne muchy wlatywały do ócz, zaplątywały się w sierść i włosy, wędrowały w uszach i nozdrzach uciekinierów.  Nierzadko któryś pozbywał się pasożytów gromkim kichnięciem. Mroczna elfka chyba o tym wiedziała, a jej siwek pewnikiem miał dość mikrych krwiopijców żerujących jego kosztem w najlepsze. Niestety nic nie mogli zrobić - musieliby się wynieść z obszarów podmokłych, a problemy ustałyby same.  Drowka w końcu poszła po rozum do głowy i opuściła kuszę.  Reakcja była niemal błyskawiczna - już tylko pojedynczy obrońcy dzierżyli broń gotową do oddania strzału. Na odpowiedź nie musiała długo czekać:
- Dziękujemy, na pewno się przyda. Zatrzymywać cię zamiaru nie mamy, przekaż swoim, że można współistnieć pokojowo, a z niewolnika nie masz robotnika. Bywaj i szerokiej drogi.
Mroczna elfka zbierała sie do odjazdu, Yasmerin zaś posłała Medardowi skryty uśmieszek. Ileż można zgrywać takiego -no właśnie-: głupiego samobójcę czy szaleńca gotowego na wszystko? Wąpierz odpowiedział tym samym gestem.
Po krótkiej pogawędce z wyznawczynią Lolth wąpierz zabrał się za obserwację przebiegu tego swoistego exodusu ludności Brezeny i stepowców. Uciekinierzy chybcikiem zorganizowali coś w rodzaju samopomocy sąsiedzkiej. Wozy grzęzły w błocie i pilnie potrzebowały siły mamutów, by je stamtąd wyciągnąć. Toteż zarówno gadzioocy, jak i niektórzy z ludzi posiadające owe włochate słoniska, chętnie użyczali zwierzaków do wykaraskiwania towarzyszy z tarapatów. Między wozami przemykał jeździec na karym koniu. Gość, wyglądający na człowieka, za żadne skarby nie był Brezeńczykiem. Rodowici mieszkańcy osady to najczęściej robotnicy bądź rzemieślnicy o zgrubiałych dłoniach i obliczach steranych pracą. On natomiast przypominał najemnika, wojaka bądź łowcę nagród a może działającego na zlecenie skrytobójcę. Yas pojechała sprawdzić, z czym takim przyszło mieć do czynienia. W oddali majaczyły hufce zwiadu posłanego do Ekradonu z poselstwem do króla. Kruk, którego wysłano wcześniej, właśnie nadleciał z wiadomością. Monarcha wyraził przychylne stanowisko wobec naszej sprawy. Dla niektórych spośród wieśniaków pojawiła się szansa na odłączenie się od karawany i osadzenie gdzieś w królestwie. Lepsze to niż nic.
So I bless you with my curse
And encourage your endeavour
You’ll be better when you’re worse
You must die to live forever
Jim Steinman

Every night, and every morn,
Some to misery are born.
Every morn, and every night,
Some are born to sweet delight.
Some are born to sweet delight.
Some are born to endless night.
William Blake

Pies patrzy na człowieka z szacunkiem, kot z pogardą, a świnia jak równy z równym. porzekadło Vaerreńczyków
Avatar użytkownika
Medard
Splatający Przeznaczenie
 
Rasa: Wampir czystej krwi
Aura: Platyna twarda niczym najlepsza stal połyskująca jeszcze względną świeżością, rozpłynie się przed twoimi oczyma, sięgając samego horyzontu. Tam lśni dorównujący jej w nieustępliwości obsydian, odbijając się w gładkich połaciach szlachetnego metalu. Obraz wydaje się prostym, wręcz surowym, zupełnie jakby swoją szlachecką prezencją odpychał cię przed bliższymi oględzinami, gdy jednak przyjrzysz się uważniej zachowując wszystkie zasady dobrego wychowania, uda ci się dostrzec kruszyny cyny skrzące się nieregularnie, przemieszane z giętkimi smużkami srebra i ubarwione ostrymi w dotyku pociągnięciami żelaza. Smak powietrza jest tu ciężki i lepki zupełnie jak przed tropikalną burzą. Niby da się wyczuć posmak łagodności, jednak to gorycz zakończy bukiet, w efekcie kradnąc prawie całą uwagę. Tak przynajmniej myślałeś. Wtedy w twe nozdrza uderzy metaliczny odór krwi, a krzyk agonii prawie namacalnie rozedrze w strzępy otaczający cię świat. Jeszcze tchnienie minie nim wyrównasz oddech próbując się uspokoić i pojąć czego świadkiem właśnie byłeś.
Wygląd: Medard to wysoki mężczyzna o przeciętnej posturze z przechyleniem szali na umięśnioną. Mierzy bowiem sążeń i dwa palce (ok. 188 cm) przy dwóch cetnarach i kamieniu masy (ok. 90 kg). Skóra na jego dłoniach nie należy do najmiększych co świadczy o tym, że swoje przepracował. Kilka palców zdobią sygnety z herbem Aflaque - wyjącym czarnym wilkiem w tarczy (w klejnocie dwa ... (Więcej)

Postprzez Andrew » Śr cze 08, 2011 9:19 pm

Ustaliwszy w końcu, że żadna ze stron nie chce go poinformować o zaistniałej sytuacji już miał coś im powiedzieć, żeby przestali mówić w obcych językach, kiedy Mroczna elfka opuściła kuszę i rzucając kilka słów na pożegnanie oddaliła się od pochodu. Yas zrzuciła mu spojrzenie, które mógł odczytać tylko jako oskarżenie, że nie stanął w jej obronie i wjechała w tłum. Medard też wydawał się go ignorować, więc bez słowa zmienił swoją postać i pobiegł w las. tak jak zamierzał w poszukiwaniu jakiejś zwierzyny nadającej się na pożywną kolację.
Jednak, kiedy oddalił się już od karawany na tyle, żeby nie było go ani widać ani dało się go wyczuć, przypomniał sobie uśmiech i spojrzenia jakimi raczyła go mroczna elfka. Hmm a czemu by nie... Pomyślał zastanawiając się nad podłożem tych zachowań i skierował się w stronę w którą się Ona udała.
Neutralność niesie moc, ale również ogromne zagrożenie, będąc neutralnym mogę być wstrętny dla obu stron konfliktu...


Ludzka postać Andrew (bez miecza oczywiście)
Avatar użytkownika
Andrew
Senna Zjawa
 
Rasa: Niedźwiedziołak
Aura: Silna, matowa aura, w kolorze barachitu, o szafirowej poświacie.Roztacza wokół siebie zapach mokrej ziemi i lasu. Słychać przy niej liczne, przyjazne głosy, oraz śmiech dzieci. Jest twarda i niezbyt ostra. W smaku zaś słona.
Wygląd: Rosły, mierzący około sześciu łokci (3,5m), umięśniony mężczyzna o spalonej słońcem cerze. Głęboko osadzone, piwne oczy i toporne rysy twarzy nadają
mu surowego wyglądu. Spod znoszonego ubrania, zszytego niedbale z kawałków skóry, wyzierają liczne blizny, które są pamiątką po stoczonych walkach.
Pomimo swojego zacnego wieku wygląda na około czterdzieści lat. ...
(Więcej)

Postprzez Draven » Śr cze 08, 2011 9:57 pm

Doprawdy, nie spodziewał się takiego obrotu sprawy. Widział tylko końcówkę sprzeczki między nią, a tamtą elfką i jeszcze podjechała do niego wystarczająco blisko, by ten mógł się jej dokładnie przyjrzeć. Taak, miała wyjątkowo ładne oczy... nigdy w życiu! On przecież jest przemienionym, demonem nie z własnej woli. Niby czemu chciałaby z nim... skarcił swoje myśli robiąc przy tym złowieszczy grymas na twarzy. Jak się okazało szybko jego wyraz twarzy złagodniał, gdyż ona pierwsza wtrąciła do niego ze zdaniem. Spojrzał na nią badawczo swoim wzrokiem kierując się po jej całej posturze.
-A cóż tak młoda i piękna dama jak ty chce od prostego człowieka? Chętnie się napiję... o ile nie chcesz mnie przypadkiem otruć. -Zaśmiał się donośnie, że aż kilka osób zwróciło na niego uwagę.- Nie, nie jestem stąd. Trzymały mnie tutaj tylko i wyłącznie interesy. -Mruknął, po czym ciągnął dalej.- Teraz zaś po tych wszystkich zdarzeniach ani myślę zostać tu dłużej. Gdziekolwiek się teraz udajemy, mam nadzieję, że nie zabraknie też rozrywki.
Sam nie wiedział jak długo jeszcze będą tak podróżowali. Miał tylko nadzieję, że wyniosą się z tego przeklętego miejsca i znajdą się z dala od tego... już nie chciał nawet myśleć o tym miejscu. Dochody i mierne, ale zawsze lepsze to niż nic.
-A co tam dobrego masz? -Spytał, wiodąc wzrokiem po flaszy, którą aktualnie dzierżyła w swoich rękach. Yasmerin... bardzo ładne imię, pomyślał sobie. Całkiem urokliwa dziewczyna jak na swój wiek. Jednak nie łudził się i wiedział, że nie ma co startować. Ale wnosząc po jej odzieniu mogła przypuszczalnie pochodzić z dobrej rodziny, a jeśli się wobec niej nie myli w wielu innych kwestiach, to posiadanie tak dobrego sojusznika jak ona mogłyby być korzystne dla obu stron. Może nawet uda mu się zdobyć w jej dobrą znajomą, ale to w swoim czasie...
Avatar użytkownika
Draven
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Airandill,
Rasa: Przemieniony
Aura: Aura o przeciętnej sile i barwie żelaza. Bije od niej obsydianowa poświata. Wokół niej nie słychać żadnego dźwięku. Wydziela mieszaninę trudnych do rozpoznania zapachów. W dotyku jest giętka i gładka a w smaku łagodnie gorzka.
Wygląd: Mierzy sobie 180 cm i jest bardzo szczupłym mieszańcem, jak to inni zwykli go nazywać. Miał bardzo ciemne, proste i długie włosy, oczy zaś były bardzo
zielone, widać je było nawet w ciemnościach, co przerażało niektórych mieszkańców. Ma oczy elfa, postawę człowieka, lecz postawą i umiejętnościami nie
zalicza się do żadnej z tych klas. Ma bardzo bladą cerę, za co ...
(Więcej)
Uwagi: W jego oczach można dostrzec pustkę.

Postprzez Gersen » Śr cze 08, 2011 10:23 pm

Gersen właśnie przykładał się do snu na zrzuconych do wozu, belach szorstkiego materiału, głównie koloru czerwonego. Zakładając, że nie znajdzie miejsca bardziej dogodnego niż to właśnie odkryte, przywiązał swojego konia do jednej z metalowych zasuwek na wozie. Właśnie miał odpłynąć z tego mokrego i nieprzyjemnego miejsca do kuszącej go od dobrych kilku godzin, krainy snów. Zagłębienie pomiędzy dwoma wspomnianymi belami było wcale wygodne, a mężczyzna nawet szybko zapomniał o tym, że droga, którą jedzie jest istnym piekłem. Zmusił się jeszcze, by wstać. Nie mógł przecież usnąć bez odpowiedniej porcji sfermentowanego jabłkowego specyfiku. Kiedy już z powrotem znalazł się w swym leżu, z butlą napoju pod ręką, jego wymarzony spokój rozwiała para, której nagle zebrało się na pogawędki. Gdy już zmazał z twarzy kwaśną minę, rozpoznał jeden z głosów. Melodyjny i kobiecy, z pewnością należał do kobiety imieniem Yasmerin, tej samej, która wieki temu była bliska skuszeniu się pulsującej w jego żyłach krwi. Gersen obmyślił nawet teorię do zaistniałej wówczas sytuacji. Według niej, nadmierne obcowanie z wampirami promieniuje pewnymi aspołecznymi zachowaniami. Szybko zauważając jednak jej bzdurność, porzucił tą myśl. Drugim głosem dysponował z pewnością mężczyzna. W tym momencie Gersen walczył. Wewnątrz. Wrodzona ciekawość toczyła zacięty bój z potężnym lenistwem łotra. W końcu zdecydował się. Spokojnie otworzył prawe oko i wysondował rozmawiającą parę przez całkiem sporą szparę pomiędzy deskami, z których zbito wóz. Widok był zadowalający, lecz mógł zobaczyć głównie mężczyznę, Yasmerin uciekała mu delikatnie chwilami. Nie potrzebował wiele czasu, by zdać sobie sprawę, że kobieta wywarła na nieznajomym niemałe wrażenie. Gersen mruknął w zastanowieniu- ciekawe, czy ona o tym wie. Uśmiechnął się do siebie, przypominając sobie nieco szelmowską postawę Yas, kiedy jeszcze byli w Brezenie. Był pewien, że tego przedstawienia nie będzie mógł odpuścić.
That is not dead which can eternal lie, and with strange aeons even death may die.
Avatar użytkownika
Gersen
Kroczący w Snach
 
Nagrody:
Rasa: Czlowiek
Aura: Niezwykle słaba, praktycznie niewyczuwalna aura o żelaznej barwie i szmaragdowej poświacie. Wydziela trudny do zidentyfikowania zapach.W dotyku jest giętka i twarda a w smaku gorzka i ostra zarazem.
Wygląd: Mijające lata wpłynęły na aparycję Gersena. Swoje zrobiła także mroźna pogoda. Skóra stała się sucha, a na twarz wpełzły zauważalne zmarszczki. Bujną
czuprynę zastąpiła krótka, bardziej praktyczna fryzura. Oczy brązowe, głębokie. Spokojne, ale też bijące nieziemskim chłodem. Zupełnie jakby przejęły aurę
lodowych pustkowi. Od kącika ust pionowo w dół ...
(Więcej)

Postprzez Yasmerin » Cz cze 09, 2011 12:19 pm

Havvok była jedną z nielicznych osób w tej osobliwej gromadzie, która mogła nie przejmować się smrodem panującym w tym odległym od ludzkich osiedli miejscu. Od dziecka pochylała się nad kociołkiem, wdychając najprzeróżniejsze opary i upośledzając sobie przez to węch. Nie przerażały ją też roje meszek, komarów ani much, gdyż jeszcze w początku podróży nasmarowała sie eliksirem, który owe insekty skutecznie odstraszał. Jechała więc sobie pełna zadowolenia, nie bardzo rozumiejąc, na co inni tak nieustannie narzekają.
- Sama wszak piję z tej butelczyny, a zapewniam, życie jest mi drogie - odpowiedziała, nie komentując tego stwierdzenia o "prostym człowieku" - Cóż, jeśli idzie o rozrywkę, Ekradron nie powinien przynieść ci zawodu. Z pewnością tamtędy będziemy przejeżdżać i tam osiedlą się ocaleni mieszkańcy Brezeny. Cóż za biznes prowadzisz? Mam przyjaciół w kilku ważniejszych miastach, mogę pomóc w rozkręceniu interesu, jeśli będziesz takiego wsparcia potrzebował...
Jeśli nawet dostrzegła wrażenie, jakie na nim wywarła, zupełnie nie dało się tego po niej poznać. Jechała wyprostowana na swoim wierzchowcu, przyglądając mu się ukradkiem. Doszła do nieco innych wniosków niż nieznajomy. Naturalnie, podobały jej się jego długie włosy i ciekawy wygląd, to jednak włączyło w jej głowie ostrzegawcze światełko. Yasmerin nie ufała mężczyznom z zasady, a już zwłaszcza tym przystojnym. Niespodziewanie przypomniał jej się Syrynax i wydarzenia z jaskini w górach Fellarionu. Tak, przystojni mężczyźni to zło!
- Ano wino jakieś, sama nie wiem. Miejscowi wyrabiali - powiedziała, wzruszając ramionami - Wyraźnie czuć wiśnie, chyba zeszłoroczne. I parę rzeczy, o których wolałbyś nie wiedzieć... no, ale na pewno jest lepsze od czegoś, co piłam przed dwoma miesiącami w Fargoth. Nie wspominając o przesłynnej kałówce z południa, do której jednak nie dałam rady się przekonać.
Świergotała, jak to zwykle miała w zwyczaju, nieświadoma faktu, że Gersen słyszy większość, jeśli nie wszystko. Cóż to za grupa, gdzie każdy każdego szpieguje? Cóż, nawet na pierwszy rzut oka widać było, że są bardziej niż specyficzni.
Zło nas oślepia i fałszywy nasz blask...
Pogardzać nadzieją, nie wstydzić się kłamstw...
Kochać nienawiść to być jednym z nas...


Yas: tradiszynal | didżital
Avatar użytkownika
Yasmerin
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
 
Inne Postacie: Ita, Seiran,
Ranga: Gwiazdooka
Rasa: człowiek
Aura: Dość słaba aura o rtęciowej barwie i topazowej poświacie. Towarzyszy jej odgłos spadających skał oraz uczucie wilgoci. Wydziela zapach chemikaliów. W dotyku jest ostra i giętka a w smaku słodko - kwaśna.
Wygląd: Niepozorny. Niska i bardzo drobna, przez co wydaje się młodsza niż w rzeczywistości jest. Posiada wyraźnie czesane wiatrem blond włosy do połowy pleców oraz piwne oczy. Sympatyczna, często uśmiechnięta twarzyczka o przyjemnych dla oka rysach oraz zgrabna figura zaliczają ją raczej do tej ładniejszej części populacji. Zdecydowanie ceni sobie wygodę, dlatego zamiast sukienek ... (Więcej)

Postprzez Orpheus » Cz cze 09, 2011 4:11 pm

Po wymienieniu serdeczności nie było czasu odpoczynek, wszakże Lord Sullivan przybył z ważnymi i niecierpiącymi zwłoki wieściami. Czemu to tak długo trwało - napotkali kłopoty na drodze. Tamtego dnia gdy wyjeżdżali, pierwszym poważnym problemem były te koszmarne chmury Licza, zagrażające i niszczące przyrodzie. Raz musieli zarządzić godzinny postój by ich ciała nie zostały splamione trującą posoką. Jednak było warto dowiedzieli się wiele, jedną z ważniejszych wiadomości było to, że na północ od Brezeny nieumarłych Licza już nie ma z resztą nigdy ich nie było. Został tam wysłany tylko mały oddział, który oficjalnie zawiesił flagę Megdara na maszcie ratusza. Wojsko dowodzone przez generała-czarnoksiężnika Utora przeszło połnocnowschodnią częścią bagien, co było nie lada wyzwaniem, zwłaszcza, że był to teren bardzo niedostępny, dla wozów nie do przejścia. Nieumarły szef zrobił to ograniczając swoje zasoby tylko do nieumarłej piechoty, którą kontrolował za pomocą zaklęć nekromantów. Była to spora grupa, liczyła ponad 500 jednostek. Jednakże gdy napadnie konwój miała powiększyć się o połowę. Ich atutem miało być zaatakowanie z zaskoczenia z Grząskich Rzędów. W sumie mogłoby to się powieść, gdyby nie doszło do wycieku. Więc posiadając takie informacje wychodziłoby na to, że trzeba by zawrócić, jednakże dochodziła jeszcze jedna ewentualność, która okazywała się najciekawsza, ale jednocześnie najbardziej niebezpieczna i wprowadzająca to pobudzającego do życia napięcia. Przejechanie przez Skrajowy Bór i i zatrzymanie się pod Orlim Wzgórzem. To właśnie, dlatego podjął taką decyzję. Pozostałe drogi nie miały dobrego miejsca w którym można by stoczyć walkę z korzyścią tylko dla jednej strony. Takim miejscem był owy pagórek. Droga, którą obrali była najszybsza, ale jej powodzenie dużo zależało od szczęścia. Przez cały czas w głowie chłopaka rozchodziły się myśli na temat złej decyzji, że lepiej powoli, ale nieprzewidywalnie przez Burowiec. Zielony Las i Czerwone Ziemie mogły stać się najrozsądniejszą opcją, gdyż na tamtej drodze dużo było miejsc gdzie można było się nasadzić na przeciwnika, ale były to znane miejsca. Droga, którą wybrał miała tylko takie jedno i to właśnie o nie powinno się bić. Opanowanie tego miejsca zapewniało zwycięstwo a to dlatego, że wyrastało tuż przed Skrajowym Borem - truposze będą miały pod górę. Jednocześnie był głupcem, ale jakże szczęśliwym. To był jego atrybut. Gdyby nie informacje Sullivana musiałby iść naprzód w bór, a tam byłaby rzeź. Teraz wciąż zagrożeni, musieli jak najszybciej dostać się pod wzgórze. Im szybciej tam będą tym większą szansa na wygraną. Mieli kończyć marsz za godzinę, a wygląda na to, że czeka ich jeszcze pięć godzin i to już prawie w nocy. Muszą tam dostrzec dziś, gdyż następnego dnia nie będzie już tej szansy.

Orpheus w końcu dostał się z Sullivanem na początek karawany. Od końca do początku konwoju, dzielili się z tą twardą decyzją dalszego marszu, ku irytacji zmęczonych. Jednak myśl, że każdy zwiększą tym szanse na przeżycie dynamizowała liczbę kroków. Ale trzeba było zrobić coś jeszcze i do tego potrzebni byli mu najlepsi spece, którzy w tym wszystkim będą jeszcze bardziej wytrwali od wszystkich. Mały problem na drodze właściwie tylko ułatwił sytuacje informacja rozeszła się szybko. Wiedział już o niej każdy. Pierwsi oczywiście zostali poinformowani najważniejsi:Ney, Claus, Rilka, Savanarola, Dowódca Nomadów, którego imienia Orpheus nie umiał powtórzyć, pomimo usilnego nauczenia się go na blachę oraz jego dwóch towarzyszy, a także informacja została wysłana na czoło konwoju - do Medarda, Chorążego, Bransona.

Parę minut później Sullivan i Orpheus zajechali na pieniącym się ze zmęczenia wierzchowcu.  Był już na granicy zajeżdżenia, więc to był to już jego ostatni kłus dzisiejszego dnia.
- Jak pewnie wiecie, postój mamy za pięć godzin a nie za jedną, jak planowaliśmy. Będą przy tym dwie przerwy. Ale nie po to tu przybyłem, by was osobiście poinformować. Potrzebni mi ludzie, którzy umieją wyczuwać nieumarłych i ludzkie życia oraz paru bitnych zabijaków, którzy je usuną. Przez ta noc nikt nie może się dowiedzieć gdzie zmierzamy.
I will get to you
And take you down
Tear your insides out
Crush your soul
Avatar użytkownika
Orpheus
Mieszkaniec Sennej Krainy
 
Inne Postacie: Anzhela, Roxalane, Kazimir(Dead),
Ranga: Zakochany Szlachcic
Rasa: Człowiek
Aura: Słaba cynowa aura. Co jakiś czas można zaobserwować jednak delikatne przebłyski platyny. Roztacza wokół siebie obsydianową poświatę oraz głuchą ciszę. Pachnie drogimi perfumami, a jeśli się jej dotkinie poczuć można jej giętkość i niebezpieczną ostrość. Skosztowanie jej zaś skończy się na pewno poczuciem gorzkiego smaku.
Wygląd: Młody Reventlow posiada jasne włosy, zwykle ścięte do długości jego karku. Twarz ma bardzo ładną nie zniszczoną jeszcze życiem. Ciągle treningi fechtunku i jazdy konnej sprawiły, że jest w miarę postawny. Jedno co mu można przyznać to to, że jest niesamowicie przystojny. Jego widok wymusza zduszone okrzyki wśród młodych i pięknych szlachcianek. Już od dawna przyznano mu ... (Więcej)
Uwagi: Orpheusowi towarzyszy zazwyczaj dużo różnych postaci, często oddanych i wiernych. Między innymi jest to Malaika piękna złotowłosa dziewczyna o śniadym kolorze skóry, nieznanego pochodzenia, ... (Więcej)

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Mgliste Bagna

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron