Na koszt państwa.


Thenderion zbudowany jest głównie z kamienia, więc domy są tu masywne i trwałe, ale ich wnętrza są zimne mimo dość ciepłego klimatu. Budynki mieszkalne mają zazwyczaj jedno lub dwa piętra, zaś budynki użyteczności publicznej są zwykle wyższe i bardziej rozległe jak np. gmach sądu. Okna masywniejszych budowli zdobią barwne witraże. W mieście znajduje się rezydencja króla Arina, sprawuję on głównie władzę nad miastem.

Postprzez Veryvin » Cz gru 06, 2018 12:46 am

        Gorgonie nie w smak było uczestniczenie w tej niewerbalnej kłótni jaką toczyli z sobą Veryvin i smoczyca. Wpatrywali się w siebie iście bazyliszkowym wzrokiem i naprawę wężycy nic by to nie obchodziło, gdyby pomiędzy byłym narzeczeństwem nie było jej syna. Prawda była taka, że w przypadku bardziej wygodnej dla demonów sytuacji, po postu zabrałaby swoje potomstwo i zostawiła kochanków samych sobie, albo raczej bez najmniejszego zainteresowania, a zwłaszcza interwencji, pozwoliłaby kuzynowi nafaszerować pradawną strzałami. I to był by chyba najmniej kłopotliwy scenariusz, ale przez Sylara nie doszło do jego realizacji. Po części rozumiała syna, sama miała już dość siedzenia w tych ciemnościach pełnych przeciągów i z dala od jakiegokolwiek innego towarzystwa niż pięćdziesiątka łuskowatych dzieci. Wiedziała jednak że w Alaranii od razu znalazłby się ktoś, kto chciałby ją zabić i powiesić sobie jej łeb nad kominkiem. Podobnie zapewne skończyły by jej starsze latorośle, a młodsze by pochwycono, zamknięto w klatce jak zwierzęta i po prostu sprzedano by jako niezwykły, egzotyczny okaz. Zrobiłaby wszystko, by dziadek zezwolił jej i dzieciom na powrót do Otchłani.
Pojawienie się Veryvina w jej skromnych progach było jak manna z nieba, gdyż zdawało się, że z całej rodziny tylko on miał najlepszy kontakt z tym oziębłym staruchem. To dlatego starała się posłusznie spełniać wolę kuzyna, miała nadzieję, że gdy dziadek się pojawi, markiz napomknie słowo w sprawie Gorgony.

        - Rękaw do wypłakania? - zdziwiła się, lecz po chwili zaśmiała się rozbawiona. - Na pewno nie Vinek - pokręciła głową, do wyobrażenia sobie takiego kuzyna. Wesołość nie schodziła jej z twarzy, gdy pełzła przez tunel do swojej groty wraz z Ruu. - Odkąd tylko pamiętał był raczej osobą, która albo sama sobie poradzi ze swoim problemem, albo całkowicie go zignoruje i zapomni o nim uznając za jakąś nic nieznaczącą błahostkę.
        Zerknęła kątem oka na towarzyszkę niosącą jej syna na plecach. To co smoczyca zrobiła nemorianinowi na pewno nie zaliczało się do tej drugiej kategorii, dlatego podejrzanym wydało się wężycy zachowanie markiza, jego rezygnacja i oddalenie się, niby naglony ważniejszymi sprawami. Rozumiała, że gdyby między nimi nie było Sylara, mężczyzna na pewno by puścił strzałę od razu jak tylko spostrzegłby pradawną. Chociaż wydawało jej się, że gdyby naprawdę chciał zabić zielonowłosą, zrobiłby to choć w inny sposób by nie skrzywdzić wężowego chłopca, który teraz stał się po prostu słabą wymówką. Z drugiej jednak strony chyba naprawdę wolała nie wnikać, co też jubiler kombinował, szczególnie, że potrafił dogadać się z najstarszym Raronarem rodu w przeciwieństwie do innych, a jak powszechnie wiadomo: ciągnie swój do swego. Lekko zadrżała na samą myśl, że markiz mógłby się stać taki sam jak ich dziadek. To była naprawdę niepokojąca wizja.

        - Proszę, częstuj się. Myślę, że Vin nie zauważy, tym bardziej że ma całą urodzajną kopalnie - przewróciła oczami i zaraz się zatrzymała i spojrzała na smoczycę zatrzymując się przed wejściem do okazałych rozmiarów groty, w której zmieściłby się dość sporawy smok, rozświetlonej skromnie świecącymi jak gwiazdy kryształami.
        W ścianach była wydrążona niezliczona ilość ciemnych jam, najwidoczniej pokojów licznego potomstwa wężowej. Wystrój był prymitywny, a wszelkie umeblowanie zrobione z kamienia. Po środku tliło się duże palenisko, nieopodal dokoła rozścielone niezbyt umiejętnie zdjęte skóry zwierząt, gdzieś w kącie walające się kości ludzi i zwierząt. Pod jedną ze ścian kilka kamieni w roli siedziska otaczających płasko ścięty głaz służący jako stół. W innej zaś części wydrążone w ziemi oczko wodne, do którego wgłąb odchodziło krystalicznie czyste źródełko, a do którego stale ściekała woda ze ściany. Gdzieś w tym wszystkim było również jedno, wyraźnie często użytkowane miejsce, na co wskazywało wytarte do gołego kamienia podłoże, dające łatwo do zrozumienia gdzie sypiała królowa tutejszych węży. Tak więc duża i przestronna "komnata", skromnie przyozdobiona tym co dało się znaleźć w jaskiniach, lesie i okolicy kopalni, była jednocześnie i kuchnią i salonem, i sypialnią, i łaźnią, i nie wiadomo czym jeszcze. Za to właśnie jamy dzieci Gorgony były oddzielonymi od tego przestrzeniami.

        - Z pięć wiosen na pewno - odrzekła pełznąc w stronę paleniska by znów je rozpalić. - Akurat Veryvina w życiu bym się nie spodziewała w tej części Alaranii, a tym bardziej interesującego się tutejszym górnictwem, ale jak widać w akcie desperacji można zrobić wszystko. Środowisko faktycznie nie jest zbyt sprzyjające, ale nie mogłam w nieskończoność na ślepo pełznąć po tych ziemiach w poszukiwaniu odpowiedniego domu, nie z taką gromadką, a im się póki co tu podoba. Co do trudności z odnalezieniem najlepszego domu dla mojej rodziny najwidoczniej nie wiesz jak jest w Otchłani. Uwierzyłabyś, że tam mam najmniej dzieci ze wszystkich demonów swojego rodzaju? - uśmiechnęła się nostalgicznie do własnych myśli. Bardzo długo nie miała innego towarzystwa, dlatego nie potrafiła być przez cały czas wrogo nastawiona do byłej małżonki swojego kuzyna, a przy tym strasznie się rozgadała.
        - Fajne nie fajne, szkoda że odziedziczyły w większej mierze charakter po ojcu cymbale, który zostawił nas dla jakiejś wyliniałej, starej gadziny - prychnęła z wrogością, nie zdając sobie spawy, że Ruu miała Gorgonę za nową żonę Veryvina. Bardzo ciężko było wyprowadzić wężową z równowagi, zwłaszcza przy takiej gromadce dzieciaków w różnym wieku, ale wspomnienie o ojcu swoich dzieci mogło do tego doprowadzić z łatwością. Właśnie dlatego cieszyła się, że smoczyca zaraz zmieniła temat i postanowiła dopiąć formalności na ostatni guzik.
        - Gorgona Raronar, a do ciebie klei się...
        - Sylar Regulus! - wykrzyczał radośnie z dumą chłopiec, lecz zaraz struchlał widząc surowy wzrok matki. Niby wiedział, że mama nie lubiła już taty z jakiegoś powodu, ale dla niego naprawdę było największą dumą, że był synem zabijającego wzrokiem Bazyliszka. W sumie większość młodszych potomków wciąż tęskniła za ojcem i nie rozumiała gniewu matki, kiedy tylko komuś wyjawiali kto był ich ojcem.
        - Sania! - zawołała gorgona, a gdy przypełzła młoda wężyca o pustynnym odcieniu łusek, trochę bardziej niż nieśmiała, dodała: - Zabierz brata i przypilnuj rodzeństwa, by mi się tu nie pałętało. Dorośli chcą porozmawiać w spokoju.
        - Dobrze matko - mruknęła bardzo cichutko, ledwie słyszalnie, po czym wzięła na ręce wykłócającego się brata i odpełzła do jednego z "pokoi".

***

        U Veryvina natomiast wszystko powoli zaczęło się sypać. Był zmęczony dzisiejszymi przeżyciami, rozdrażniony, nie mógł się doczekać przyjazdu dziadka, by może z jego pomocą raz na zawsze pozbyć się smoczycy, albo przynajmniej ją zupełnie unieszkodliwić. Nie miał przez to całkowicie głowy do papierologii, a tu jeszcze Owo postanowił złożyć mu wizytę, choć...wyraz jego twarzy raczej nie zwiastował niewinnej pogawędki o pogodzie przy filiżance herbatki. Odłożył pióro i odwrócił się na krześle do gościa, któremu uważnie się przyjrzał.
        - Pakuj swoje lumpy paniczyku i wynoś się stąd jak najprędzej, inaczej będziesz miał spore kłopoty - warknął brodacz, wyjmując spod pazuchy delikatnie zakrzywione, bogato zdobione ostrze. Demon przewrócił oczami i przyglądał się ze znudzeniem żałosnym poczynaniom swojego brata.
        - Czego tu szukasz Ingvarze? - Nie wytrzymał w końcu. Krasnolud zrobił naburmuszoną minę i nadął jeden policzek.
        - Skąd wiedziałeś? - jęknął żałośnie "zmieniając" się nagle w nastoletniego nemorianina o potarganych włosach i zmiętoszonych ubraniach. Aż wstyd było się przyznawać do takiego rodzonego brata.
        - Po twojej krnąbrności w kwestii nauki etykiety. Aż dziw bierze, że ojciec jeszcze sobie nie odpuścił... Ale mniejsza, co ty tu robisz?
        - Rodzice mieli coś załatwić w mieście, a mnie zabrali do pilnowania dorożki. - Oparł się o futrynę balansując postawionym na swoim palcu sztyletem tak by nie spadł.
        - Nie widzę tu żadnej dorożki wiesz? - Veryvinowi zaczęła drgać dolna powieka, gdy patrzył bez przekonania na swojego brata. Marną przyszłość wróżył swojemu rodowi jeśli Ingvar nie dorośnie...znaczy zmądrzeje.
        - Rodzina do ciebie przyjeżdża a ty taki niemiły... - Zrobił urażoną minę i założył ręce na piersi. Postanowił jednak odpuścić, gdy oko starszego brata zaczęło ociekać zabójczym jadem. - Rodzice się dowiedzieli, że wzywałeś dziadka. Uważają, że za bardzo na nim polegasz, odcinając się przy tym od najbliższej rodziny. Chcieliby pomóc. Nie patrz już tak na mnie!
        - Podziękuj im ode mnie za troskę, ale sam sobie poradzę - warknął przez zaciśnięte zęby odwracając się znowu w stronę papierów, dając jasno do zrozumienia, że audiencja dobiegła końca.
        Naprawdę nie chciał pomocy najbliższych, bo ostatnim razem w zamian chcieli dziesięć procent jego całkowitych zysków, gdzie przy dokładniejszym przeanalizowaniu sprawy okazywało się, że to co chcieli mu pożyczyć, byłoby jedynie kroplą w oceanie tych dziesięciu procent przez bliżej nieokreślony okres czasu. Chcieli się wzbogacić na niedoli syna, niedoczekanie! Właśnie dlatego nie chciał obecnie ich pomocy i wolał nawet nie myśleć czego zechcieliby w zamian.
Avatar użytkownika
Veryvin
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: River, Yve, Aldaren, Valerian, Kiraie, Dantalian, Dragosani, Selim, Mana,
Rasa: Nemorianin
Aura: Witaj w krainie złota wędrowcze. Mojej krainie. MOJEGO złota. Jesteś ciekawy co tu znajdziesz? Proszę bardzo. Wiem, wiem, kram niezbyt okazały, przeciętnych rozmiarów i wcale nie leciwy, ale warto się nim zainteresować. Dlaczego? Otóż mam tu ozdoby z platyny, bardziej twardej niż miękkiej, najwyższej jakości. Parę srebrnych naszyjników, których łańcuszki giętko opadają na palach, jak drogocenne wstążeczki. Miedziane kolczyki i sygnety o rzadko spotykanej lepko-suchej powierzchni, precjoza z jedwabiście gładkiego barachitu oszlifowanego tak, by aż ranił palce swoją ostrą, zniewalającą urodą. I złote, złote bransolety. Wszystko to otacza niezmiernie delikatna poświata w turmalinowych odcieniach, dowód, że możesz mi ufać. Dźwięki zaś? Proszę! Tu nie ma żadnych dźwięków. Wszystko pochłania cisza tak głęboka, że nieprzyzwoicie wręcz łatwo śledzić rozpływające się po ciele i duszy uczucie spełnienia. Dopiero trudny do sprecyzowania, tajemniczy zapach i nagłe wrażenie, że cały świat drga pod stopami zaburza tę równowagę. W otwarte w zaskoczeniu usta wprasza się słona gorycz o łagodnym posmaku. No - więc co kupujesz?
Wygląd: Przeciętnego wzrostu nemorianin, choć wysoki w stosunku do ludzkich mężczyzn (190 cm). Jest średniej budowy ciała z delikatnie zarysowanymi mięśniami, gdyż jego praca nie jest ciężka fizycznie, a trening umiejętności bojowych to dla niego niepotrzebna strata czasu. Chód ma pewny siebie i pełen gracji, jakby cały świat należał do niego i nie było w nim nic coby mężczyźnie ... (Więcej)

Postprzez Ruu » Śr gru 12, 2018 3:56 pm

        Na twarzy Ruu pojawiły się wypieki oraz irytacja, gdy wężyca zwracała się o jej ex-narzeczonym w pieszczotliwy sposób. „Vinek...”, pomyślała zgryźliwie smoczyca, wciąż jednak utrzymując fason szybko zanikającymi oznakami złości na rzecz beztroskiego podejścia do życia. Z czasem robiło się coraz dziwniej, przynajmniej według zachłannego smoka solarnego. Gorgona pozwalała częstować się rubinami, jakby były surowym ziemniakiem. To już zdecydowanie zbiło pradawną z tropu, bo zajrzała w niejeden zakątek świata i nigdzie jej nie częstowano kosztownościami jak przysłowiowymi pyrkami. Kartofle bezproblemowo hodowane były prawie na całym kontynencie Alaranii, sprzedawało się je za marne grosze, ale stawały się rarytasem na przykład w okolicach śnieżnego lasu, gdzie taka pyrka nie miała szans przeżyć. Rubiny były taką właśnie pyrką w Śnieżnym Lesie, a Gorgona zachowywała się, jakby łupanie w kopalni i wyżeranie kosztowności było na porządku dziennym. Później Ruu pomyślała, że chyba ta kobieta nie była zbyt świadoma tego co mówi, a raczej – do kogo. Albo też zastosowała całkiem sprytną technikę, gdzie pozwalając komuś na wszystko nagle takie pożeranie traci sens. Rayruu nie mogła się skupić, nie rozumiała tej sytuacji. Zaczęła nawet obgryzać pazury zastanawiając się do czego „żona” Veryvina dąży. Ruu nie znalazła czystej odpowiedzi, czy też ta stosuje wobec niej jakieś sztuczki czy może faktycznie wypowiedziane słowa są dla niej bez głębszego znaczenia.
        - No...ehm... nie sądzę – stwierdziła pierwszy raz w swoim życiu tak zakłopotana sytuacją. - Przecież każdy rubin to zysk – dopowiedziała zaraz, tym razem nabierając pewności siebie.
        A może była nienormalna? Albo była jednym z tych ludzi, co stwierdzają, że niczego w życiu nie potrzebują prócz miłości? Głupi tacy. Nie ma życia bez potrzeb, ani tym bardziej bez pragnień. Nie da się nie chcieć!
        Potem kobiety dotarły do właściwego domu Gorgony, dziurawy niczym ser, ale Ruu przecież mnie mogła spodziewać się czegoś innego. Właściwie te jamy były całkiem słodkie, jakby tak pomyśleć, że tyle gadów smyknie sobie do własnej kryjówki. Bardzo okrojona smocza wersja.
        - Sprzyjające czy nie sprzyjające... Chyba zależy dla kogo. Wiem, że tacy jak wy mieszkają w ładnych posiadłościach z obrazami na ścianach i z wygodnymi łóżkami z pościelą... mrrr... - Ruu rozkojarzyła się wspominając sobie te cudowne poranki, gdy leżała w wyśmienitym posłaniu i tonęła w dotyku gładkiej, aksamitnej poszewki w barwie kości słoniowej, u boku mężczyzny, którego czule pieściła po klatce piersiowej.
        Smoczyca potrząsnęła głową wybudzając się z wyobraźni, a wracając do rzeczywistości. Nie zauważyła nawet, że na jej nosie pojawiły się delikatne wypieki nie będące niczym innym jak rumieńcem, ale Rayruu skupiła się na fakcie, że jest w jednym pomieszczeniu z domniemaną żoną Veryvina. Musiała zająć się tym co tu i teraz!
        - Ale hej, skromne progi zawsze można urozmaicić! Kwestia podejścia, teraz gdy masz „VINKA” na zewnątrz może ci co nieco sprowadzić – zakpiła, ale zaraz chrząknęła nie chcąc wprowadzać wrogiej atmosfery.
        - Zostawił cię?! - wzburzyła się momentalnie smoczyca. - Dla jakieś flądry?! Wyliniałej, starej gadziny?... - Wściekłość u Ruu powoli zaczęła przeistaczać się w kolejne analizy. To wszystko było takie nielogiczne! Smoczyca rozglądała się po ścianach, było tu strasznie ciemno, mimo że adaptowała się do takich miejsc łatwo, to nigdy za ciemnością nie przepadała i przepadać nie będzie. Nim jednak wybuchnęła poczekała aż Sylar wpełźnie do swojego „pokoju”. Dzieci nie miały tu nic do powiedzenia!
        - Jak dla starej i wyliniałej?! Ja nawet futra nie mam tylko łuski! A siedemset lat to prawie wiek młodzieżowy przy smokach solarnych! A ich ojciec to skończony cymbał! Nie tylko cymbał, ale i dupek, który myśli, że może sobie każdą wykupić! I!.... Chyba przestaję rozumieć co się tu wyprawia, bo skoro nazywasz ją wyliniałą gadziną to musiałaś ją widzieć?... Czy ty sobie ze mną pogrywasz?! To oznacza, że... Na Prasmoka! Ukatrupię go! To on miał dzieci?! I to pięćdziesiąt węży?! Co za niedoruchany królik! Ale to oznacza, że chciał zostawić ciebie i dzieci dla mnie? Nie... Nie on! Ja bym mu pięćdziesięciu dzieci nie urodziła! Jedno jajo złożyła może na dwieście lat! I by mnie też zostawił dla innej, bo mogę mu dać tylko jedno, żrące rubiny dziecko? Nie widzę w tym logiki, zero zmysłu handlowego! Niby taki zachłanny, a nielogiczny! Wcześniej chciałam mu dać popalić, ale teraz... Agrr! W dodatku jesteś po pięćdziesięciu dzieciach i masz taką ładną figurę! Faceci to świnie!
        Wściekła Ruu zacisnęła pięści, po czym padła na czworaka i najnormalniej uciekła z mieszkania Gorgony by wydostać się na zewnątrz. Nie jest niczyim zwierzakiem, by nie mogła wyjść z jaskini! Dopadnie go, dopadnie a potem!... Nie wiedziała, ale miała ochotę go rozszarpać. I kochać zarazem.
Avatar użytkownika
Ruu
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Frigg, Niviandi, Kvaser, Francine, Kavika, Wiladye, Shantti, Namir, Pliszka, Cedr, Paank,
Rasa: Smok Solarny
Aura: Połysk topazu przebudzi cię niczym jasność brzasku zrywa ze snu wędrowców. Promienie rozbłysną nasyconą barwą, powoli rozjaśniając ciemności i ujawniając szczegóły otoczenia. Złote nasypy, całe góry i usypiska kosztowności z drogocennego kruszcu oraz stworzonych zeń małych czy większych dzieł sztuki, zajmują całą emanację aż po jej horyzont. Jedynie cynowy cień smoka strzegącego tej jaskini cudów, rozpływający się na ich tle i burzy monotonię barw. Nie miesza się jednak ze złotem, a ostrymi krawędziami odcina się od skarbów. W powietrzu unosi się wiele rozmaitych zapachów, jest ono ciężkie i lepi się do ust starając się zwrócić uwagę tylko i wyłącznie na siebie. Jego pikanteria jest wyraźna, a ubarwiona nutką goryczy z pewnością daje do myślenia, współgrając z intensywnym topazem. Dźwięki są równie wyraziste. Trzask płomieni roznosi się wokół, nijak nie przypominając łagodnego szmeru płonących w kominku gałązek. Złowrogie brzmienie żywiołu potęguje echo powielające trzask każdej najmniejszej iskierki. Coś jednak kładzie się trudną do zinterpretowania, mroźną smugą na wszystkich odczuciach, a ci bardziej wyczuleni domyślą się iż nie jest to tylko kurz wieków matowiący koloryt, gdy dźwięki wydają się brzmieć ciszej niż powinny. Podobnie z typowo namacalnymi doznaniami. Choć kosztowności są gładkie i wypolerowane. Chociaż kolie i łańcuchy giętko umykają między palcami, a klejnoty twardo stawiają zdecydowany opór opuszkom palców, wciąż wydaje się jakby czegoś im brakowało, jakby to wszystko nie było właściwą im, ostateczną formą.
Wygląd: Ruu to olśniewająca smoczyca – nieważne czy przybierze formę ludzką, smoczą czy też mieszaną. Poczynając jednak od tej pierwszej – bardziej przypomina uroczego elfika z lasu czy też driadę, niż człowieka z wielkiego królestwa. Biała, gładka i aksamitna skóra rzadko kiedy łapała promienie słońca. Mimo wielu godzin spędzonych na polanie, Ru nie zdarzyło się nigdy ... (Więcej)

Postprzez Veryvin » Wt gru 18, 2018 1:34 pm

        Słysząc zakłopotanie po stronie towarzyszki, Gorgona nieco zwolniła tempo i spojrzała na smoczycę z ciepłym uśmiechem na twarzy. Coraz bardziej zaczynała lubić byłą partnerkę swojego kuzyna i lepiej rozumiała dlaczego ich związek nie dość, że nie przetrwał to jeszcze nie wyszedł tej dwójce na dobre. A reakcja Rayruu na zaoferowane częstowanie się rubinami tylko wężową utwierdziła w jej teorii.
        - Zdaje mi się, ale chyba niewiele o sobie nawzajem wiedzieliście - rzuciła w eter i się krótko zaśmiała z matczynym rozbawieniem kręcąc głową. - Veryvin gdyby tylko zechciał przekształciłby garść piasku w kamień, a kamień w rubin, z którego mógłby po tym zrobić pierścionek albo jakiś naszyjnik. Tak wyglądały początki jego profesji, gdy pieniędzy miał niewiele na zakup potrzebnych surowców, a co dopiero na podróże między państwami by wykupywać kopalnie. Więc wierz mi, gdyby tylko zechciał i odpowiednio się postarał mógłby cały swój dom w Efne zmienić w rubinowy pałać, w którego piwnicach rozłupywałby ściany i je naprawiał, żeby tylko mieć nieskończony dostęp do surowca. Nie robi tego tylko dlatego, że nie chce by trzymała się go opinia oszusta co w naszej rodzinie jest dość powszechne, a dla samego Vinka bolesne - wyjaśniła, choć teraz zaczęła się zastanawiać czy potrzebnie. Mogła się przecież mylić i Rayruu o tym wszystkim wiedziała, a demonica ją tylko niepotrzebnie zanudzała. Ale skoro już rozwinęła ten temat, nie mogła cofnąć wypowiedzianych słów i jedynie pozostawało czekać aż wyparują w powietrzu i zostaną zapomniane.

        Z czasem zaczęło się okazywać, że może jednak Gorgona powiedziała o wiele za dużo, przez co atmosfera zgęstniała, a smoczyca wyglądała na coraz bardziej poirytowaną. Tutejsza królowa węży nie do końca rozumiała do czego pije pradawna, a przez to nie wiedziała jak wyprowadzić ją z błędnej opinii.
        - Mógłby... ale nie chcę Veryvina prosić o błahostki tym bardziej, że może niedługo tu zostaniemy, a on pomoże mi z powrotem wrócić do domu - odpowiedziała w zamyśleniu zgodnie z prawdą, starając się rozgryźć co Rayruu ma na myśli, szczególnie że nie wyglądała na zachwyconą, a stan ten pogorszyła jedynie kolejna wypowiedź wężowej.
        - Tak, niewyobrażalnie dużo starszej od niego samego, a ode mnie wystarczająco dużo by mnie to raziło i bolało. - Westchnęła ciężko, a po chwili zorientowała się jak wielkim błędem było wspominanie o swojej nieudanej miłości. Smoczyca po prostu wybuchła i popłynęła wraz z potokiem słów lejącym się z jej ust. - Emm... Rayruu...? Hej... Czekaj! O czym ty mówisz... Nie, to nie tak musiałaś źle zrozumieć... Hej, posłuchaj mnie... - Starała się jej wtrącić w monolog, lecz zaślepiający smoczycę gniew uniemożliwiał Gorgonie przemówienie Ruu do rozumu i wyjaśnienie sprawy, bo pradawna najwyraźniej zrozumiała, że to Veryvin był partnerem wężowej kobiety i ojcem jej dzieci, co było nie do pojęcia, przecież nemorianin był jej kuzynem! - RAYRUU...!!!! - krzyknęła za nią zaniepokojona widząc, jej przemianę i nagłe opuszczenie jaskiń kopalni. Wężyca zaklęła pod nosem z niemałą obawą. "Veryvin mnie zatłucze" - pomyślała żałośnie i wezwała Sanię, Sandera, Shlaza, Sigvena i Scynię by zaopiekowali się rodzeństwem. Gorgona nie miała wyjścia, musiała jak najszybciej ruszyć za smoczycą i spróbować jej wszystko na spokojnie wyjaśnić, załagodzić sytuację. Miała bardzo złe przeczucia.

***

        Choć Veryvin bardzo chciał odpocząć, albo choćby zająć się pracą, ciężko mu było się temu oddać w obecności brata. Ingvar zdawał się mieć w głębokim poważaniu zdanie starszego nemorianina i nic sobie nie robił z jego wyproszenia go ze swojego pokoju jak również ignorowania. Młodszy mia wiele wad, a jedną z najgorszych był chyba jego ośli upór, nie rezygnował dopóki nie postawił na swoje, a im dłużej czekał tym bardziej irytujący i niezniśny się stawał dla drugiej osoby. Jak dziecko, albo chochlik. Jubiler nie mogąc się skupić przez napastliwą obecność młokosa sapnął, albo nawet zawarczał z niezadowoleniem porzucając wszystko i furią w oczach odstąpił od biurka idąc razem z bratem.
        - Ostatni raz toleruję twoje zachowanie i obecność w moim pobliżu. Jeśli jeszcze kiedyś cię zobaczę, każę Tigrze cię wypatroszyć - burknął rozwścieczony, że zajęto i skradziono mu jego bezcenny czas.
        - Jasne, jasne braciszku. Jak słoneczko - zaćwierkał radośnie, że znów mu się udało i wyszedł z Veryvinem z karczmy, gdzie została tygrysica by pilnować papierów i rzeczy demona. Zawsze mógł być to jakiś podstęp ze strony ich rodziców, którzy mogliby go okraść, podczas gdy Ingvar ciągałby go po mieście.

        Gdy dłuższy czas kluczyli między uliczkami Thenderionu, Veryvin coraz bardziej tracił cierpliwość i utwierdzał się w swoich podejrzeniach, że z rodzicami uknuli jakiś spisek przeciwko markizowi, obierając za cel jego nowo zarobione pieniądze.
        - Długo jeszcze będziemy się pałętać po mieście? Nie musisz mnie po nim oprowadzać, zwiedziłem je pierwszego dnia jak tu przybyłem. Co wy knujecie? - wydusił w końcu gdy jego cierpliwość była już na wyczerpaniu, cieszył się, że zostawił Tigrę na posterunku, może nie zrobi krzywdy jego rodzicom, ale domagając się pieszczot i uwagi z ich strony, na pewno nie dopuści by położyli swoje lepkie łapy na jego własności.
        Ingvar milczał pochłonięty własnymi myślami, aż nie rozpromienił się gdy stanęli przed jakąś zapuszczoną posiadłością z zawalonym wejściem do kopalni na tyłach posesji. Veryvin przyglądał się uważnie okolicy uznając ją za opuszczoną od co najmniej trzydziestu lat, zapewne przez wyczerpanie się złóż w tutejszej kopalni. Zwrócił także uwagę na to, że znaleźli się dobrą staję od miasta, co go zaskoczyło bo wydawało mu się, że cały czas snuli się jego uliczkami. To nie napawało jubilera optymizmem. Sytuacja jednak skomplikowała się jeszcze bardziej, gdy nagle pojawiły się dwa demony. Ich psie głowy zwieńczone były trzema ostrymi rogami między uszami, miały wyprostowaną, ludzką postawę, choć poruszały się na kozich nogach, utrzymując równowagę przy pomocy usłanego kolcami, jaszczurzego ogona. Miały dobre trzy sążnie wysokości i nim zdenerwowany nemorianin zwrócił się w stronę brata, demony pochwyciły go za ręce, unieruchamiając i zaczęły ciągnąć w stronę domu szarpiącego się mężczyznę.
        - Jak mogłeś nauczyć się tej magii?! Wiesz, że jest zakazana! - wydarł się na brata, starając się uwolnić, lecz bezskutecznie. Skoro od samego początku taki był plan młokosa, Veryvin domyślił się, że w mieście wcale nie było jego rodziców, a on dał się oszukać. - Czego ty ode mnie chcesz?!
        - Jak łatwiej zdobyć władzę w domenie demonów jak nie właśnie za sprawą magii demonów? To, że została zakazana tam, nie znaczy, że nie można się jej nauczyć tu. Nie znaczy też, że nie może się jej nauczyć demon. - Wyszczerzył się podstępnie idąc beztrosko za pojmanym bratem.
        - Więc to o władzę ci chodzi? Co ja mam do tego?
        - Ty? Nic kochany braciszku. Ze swoją magią i umiejętnościami, a raczej brakiem jakiś mi zagrażających, jesteś całkowicie nieszkodliwy.
        - Więc dlaczego?
        - Po prostu cię nie lubię - uśmiechnął się pogodnie, zadając jubilerowi cios pięścią w twarz, tak silny, że z nosa zaczęła lecieć mu krew. - Poza tym zawsze byłeś tym najlepszym, tym pierwszym i najwspanialszym, a ja nawet na moment nie mogłem wyjść z twojego cienia. W prawdzie powinienem ci za to podziękować, bo dzięki temu nikt za specjalnie nie zwracał uwagi na to co robię, a dzięki temu mogłem się szkolić w magii zła i demonów. Nie martw się nie zabiję cię. Chcę jedynie udowodnić rodzicom, że jestem lepszy od ciebie i całkowicie zniszczyć cię psychicznie. Więc... pozwolisz, że gdy ty będziesz się tu regenerował, ja zaopiekuję się twoim dobytkiem? - spytał niewinnie wymierzając jeszcze dwa uderzenia w głowę i w brzuch markiza.
        - Czyli... - wypluł krew zbierającą mu się w ustach - ...to ty nasłałeś na mnie Rayruu, by mnie okradła... - Bardziej stwierdził niż zapytał.
        - Nie bracie, sam na nią wpadłeś. Ona mi jedynie poddała pomysł na to, co zrobić by cię bardzo mocno zabolało i to na dość długi okres czasu. Będę musiał jej więc podziękować, ale... najpierw praca, rozumiesz mnie. - Poklepał przyjaźnie brata po ramieniu i się odwrócił by przywłaszczyć sobie ostatni dobytek Veryvina. - Bądź miły dla moich piesków, one bardzo łatwo mogą się zdenerwować i zapomnieć w swoich rozkazach. Papatki.

        Gdy Ingvar odszedł demony, wrzuciły markiza do starego domu, gdzie przelewały na niego cały gniew tego, który je kontrolował, tak długo, że Veryvin nie był już nawet w stanie krzyczeć z bólu. Zdolność regeneracji była w tym przypadku przekleństwem, gdyż przez nią męczarnie mogły trwać w nieskończoność, choć najbardziej bolał fakt, że jubiler znów został zdradzony przez najbliższą mu osobę.
Avatar użytkownika
Veryvin
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: River, Yve, Aldaren, Valerian, Kiraie, Dantalian, Dragosani, Selim, Mana,
Rasa: Nemorianin
Aura: Witaj w krainie złota wędrowcze. Mojej krainie. MOJEGO złota. Jesteś ciekawy co tu znajdziesz? Proszę bardzo. Wiem, wiem, kram niezbyt okazały, przeciętnych rozmiarów i wcale nie leciwy, ale warto się nim zainteresować. Dlaczego? Otóż mam tu ozdoby z platyny, bardziej twardej niż miękkiej, najwyższej jakości. Parę srebrnych naszyjników, których łańcuszki giętko opadają na palach, jak drogocenne wstążeczki. Miedziane kolczyki i sygnety o rzadko spotykanej lepko-suchej powierzchni, precjoza z jedwabiście gładkiego barachitu oszlifowanego tak, by aż ranił palce swoją ostrą, zniewalającą urodą. I złote, złote bransolety. Wszystko to otacza niezmiernie delikatna poświata w turmalinowych odcieniach, dowód, że możesz mi ufać. Dźwięki zaś? Proszę! Tu nie ma żadnych dźwięków. Wszystko pochłania cisza tak głęboka, że nieprzyzwoicie wręcz łatwo śledzić rozpływające się po ciele i duszy uczucie spełnienia. Dopiero trudny do sprecyzowania, tajemniczy zapach i nagłe wrażenie, że cały świat drga pod stopami zaburza tę równowagę. W otwarte w zaskoczeniu usta wprasza się słona gorycz o łagodnym posmaku. No - więc co kupujesz?
Wygląd: Przeciętnego wzrostu nemorianin, choć wysoki w stosunku do ludzkich mężczyzn (190 cm). Jest średniej budowy ciała z delikatnie zarysowanymi mięśniami, gdyż jego praca nie jest ciężka fizycznie, a trening umiejętności bojowych to dla niego niepotrzebna strata czasu. Chód ma pewny siebie i pełen gracji, jakby cały świat należał do niego i nie było w nim nic coby mężczyźnie ... (Więcej)

Postprzez Ruu » N sty 13, 2019 11:09 pm

        Rayruu wypadła z jaskini przybierając całkowicie ludzką postać. Słońce na moment ją oślepiło i niemalże powaliło na ziemię. Syknęła wściekle, po czym zasłoniła się przedramieniem.
        - Ruu? - usłyszała znajomy głos i rozejrzała się po okolicy. W pierwszej chwili przed jej oczami malowały się czarne, niekształtne plamy, dopiero gdy oswoiła się z jasnym otoczeniem dostrzegła niskiego grubasa.
        - Owo? - zdziwiła się. - A co ty tutaj robisz?
        - Martwiłem się o ciebie, elfiku! Słyszałem, że poszłaś do kopalni. Sama! Szalona!
        - Nah – machnęła ręką. - Przecież Veryvin o poranku ogłosił swoje zwycięstwo nad bestią – zauważyła.
        Z początku chciała wyminąć krasnoluda. Chwilę się z nim kiwała, ale smoczyca przystanęła w miejscu widząc, jak ten wyciąga szyję by zajrzeć do środka kopalni.
        - A więc to prawda?
        - Oczywiście! - szybko i niecierpliwie potwierdziła smoczyca, która ugryzła się w język. - Wybacz, tyle mnie dzisiaj spotkało, odczuwam zmęczenie – wyznała zbliżając się do mieszkańca Thenderionu i owijając rękę wokół jego barków.
        - Rozumiem... - mruknął dając się obrócić i skierować do zejścia po skalnych schodach.
        - Dziękuję, że się o mnie martwisz. Jednak powinieneś tutaj być? Nie zrozum mnie źle, to może zostać odebrane jako... ekhm, szpiegostwo - ostatnie słowa Ruu wyszeptała do ucha niskiego jegomościa.
        - Och, tak, ale przyjaciele są najważniejsi! I ich dobro – przyznał z dumą Owo nie wstrzymując ani na chwilę kroku.
        - Jesteś słodki. Nie ryzykuj opinii dla mnie, tam naprawdę nic nie ma prócz ciemności i rubinów. Poza tym, kopalnie są brudne, nieprzyjazne i w ogóle się zastanawiam, jak krasnoludy mogą zachwycać się takim pejzażem czerni!
        Handlarz zaśmiał się głośno rozumiejąc elfią estetykę, tak absurdalnie odległą od tej krasnoludzkiej. Rozmowa toczyła się dalej, a Ruu tylko ukradkiem spojrzała na wejście jaskini upewniając się, że Gorgona w nim pozostała. Uniosła głowę z wyższością, gdy opuszczała to miejsce. Owo całkowicie przypadkiem powstrzymał smoczycę przed wpadnięciem w szał i zrównaniem królestwa z ziemią, bowiem Ruu nie chciała pokazać, że to wszystko jest jej winą. Wściekłego smoka zechcą zabić, bo jest wściekły, ale gdy dowiedzą się, że Markiz sam go sprowadził albo rozwścieczył... W tedy zechcą zabić i ją, i jego, przy czym ona miała z tego wyjść cało. Nie było innej opcji.
        - Nie znalazłam nikogo w kopalni, sadziłam, że któryś z pracowników wie, gdzie Veryvin się znajduje – przyznała pradawna, gdy znaleźli się w centrum miasta.
        - Pewnie odpoczywa po walce.
        - Tak, ale nie wiem gdzie... - westchnęła smutno.
        - Widziano, jak kieruje się do karczmy, gdzie dzień wcześniej piliśmy. Hah! Zbieg okoliczności, to było wam przeznaczone!
        - Doprawdy? - Uniosła głowę.
        - Na pewno warto sprawdzić. – Krasnolud poklepał dziewczynę po ramieniu.
        - Och, tak, na pewno... - powiedziała cicho. - Sprawdzę! Muszę myśleć pozytywnie! - Wyprostowała się smoczyca bijąc się dłonią w pierś.
        - Tak, na pewno. Dobrze, że nic ci się nie stało i że plotka o pokonanej bestii okazała się prawdziwa.
        - Taaa...
        „Szlag!”, zaklęła w myślach.
        Po raz kolejny tego dnia, Ruu pożegnała się z krasnoludem, a następnie skierowała się do karczmy. Do budynku weszła całkowicie pewnym krokiem i nawet na zatrzymała się aby podpytać barmana o pokój Veryvina. Weszła na tzw. "pewniaka", co pozwoliło zwątpić tym, którzy byli pewni, a u tych nieświadomych nie wywołać zbędnych pytań czy zaciekawienia. Gdy znalazła się na górze i zniknęła z oczu obserwatorów, skupiła się na jednym ze swoich zmysłów – na węchu. Zaczęła niuchać ściany chyląc łeb ku podłodze. Zapach nemorianina był słaby, ale za to futro zwierzęcia dawało jej nieźle po nozdrzach.
        - Mam cię... - mruknęła z satysfakcją, po czym zbliżyła się do drzwi i zaledwie jednym zaklęciem przestrzeni przesunęła odpowiednio zatrzaski zamka, by ten się otworzył.
        Ruu z siłą pchnęła drzwi, które uderzyły o ścianę, lecz w pokoju... nie spotkała demona. Jedynie wierną mu tygrysicę, która jeżyła się i cicho warczała szykując się do ataku. Smoczyca odpowiedziała podobnym warknięciem, które miało ostrzec zwierzę przed agresywną odpowiedzą, o ile ta na nią naskoczy.
        - Gdzie twój głupi pan? Planuję go zniszczyć - powiedziała zaciekle rozglądając się po pomieszczeniu.
Rayruu zmrużyła oczy badając jeszcze jeden zapach znajdujący się w pomieszczeniu, dosyć podobny do Vinkowego, oblany tylko tandetnymi perfumami.
        - Przydupasa sobie znalazł? - spytała w głos nie bardzo kierując te słowa do kogokolwiek.
        - Świetnie, to w takim razie na niego poczekam albo... Ej! Mamy w tym wspólny interes. Ty go znajdziesz, bo jest twoim panem, a w kopalni go nie ma, a ja go wypatroszę smołą, a potem podpalę. Co ty na to? - zakpiła wchodząc do środka i spoglądając na jego biurko, może akurat leżało tam coś kosztownego.
        - Niech będzie jasne, do ciebie nic nie mam. Potrzebuję tylko Veryvina do zabicia Veryvina... - mruczała przesuwając dokumenty na jego biurku i z niesmakiem stwierdzając, że chyba nic tutaj nie zdziała. Niewiele się przejmowała. Wyminęła mebel sunąc palcami po gładkim blacie, po czym usiadła na wygodnym krześle, w którym dosłownie utonęła.
        - Och... - westchnęła momentalnie się rozluźniając i przypominając sobie, jak zrobiła mu miłą niespodziankę, gdy wrócił po ciężkim dniu do posiadłości, a ona czekała na niego owinięta w kokardkę w jego biurze.
        Tym, co jednak sprawiło jej największa radość, były wiszące kulki, które uderzały o siebie po tym, jak wprawiło się je w ruch. Ten prosty wynalazek nudził się wielu zaledwie po kilku minutach, ale nie Ruu, która godzinami potrafiła wpatrywać się w uderzające o siebie kulki.
Avatar użytkownika
Ruu
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Frigg, Niviandi, Kvaser, Francine, Kavika, Wiladye, Shantti, Namir, Pliszka, Cedr, Paank,
Rasa: Smok Solarny
Aura: Połysk topazu przebudzi cię niczym jasność brzasku zrywa ze snu wędrowców. Promienie rozbłysną nasyconą barwą, powoli rozjaśniając ciemności i ujawniając szczegóły otoczenia. Złote nasypy, całe góry i usypiska kosztowności z drogocennego kruszcu oraz stworzonych zeń małych czy większych dzieł sztuki, zajmują całą emanację aż po jej horyzont. Jedynie cynowy cień smoka strzegącego tej jaskini cudów, rozpływający się na ich tle i burzy monotonię barw. Nie miesza się jednak ze złotem, a ostrymi krawędziami odcina się od skarbów. W powietrzu unosi się wiele rozmaitych zapachów, jest ono ciężkie i lepi się do ust starając się zwrócić uwagę tylko i wyłącznie na siebie. Jego pikanteria jest wyraźna, a ubarwiona nutką goryczy z pewnością daje do myślenia, współgrając z intensywnym topazem. Dźwięki są równie wyraziste. Trzask płomieni roznosi się wokół, nijak nie przypominając łagodnego szmeru płonących w kominku gałązek. Złowrogie brzmienie żywiołu potęguje echo powielające trzask każdej najmniejszej iskierki. Coś jednak kładzie się trudną do zinterpretowania, mroźną smugą na wszystkich odczuciach, a ci bardziej wyczuleni domyślą się iż nie jest to tylko kurz wieków matowiący koloryt, gdy dźwięki wydają się brzmieć ciszej niż powinny. Podobnie z typowo namacalnymi doznaniami. Choć kosztowności są gładkie i wypolerowane. Chociaż kolie i łańcuchy giętko umykają między palcami, a klejnoty twardo stawiają zdecydowany opór opuszkom palców, wciąż wydaje się jakby czegoś im brakowało, jakby to wszystko nie było właściwą im, ostateczną formą.
Wygląd: Ruu to olśniewająca smoczyca – nieważne czy przybierze formę ludzką, smoczą czy też mieszaną. Poczynając jednak od tej pierwszej – bardziej przypomina uroczego elfika z lasu czy też driadę, niż człowieka z wielkiego królestwa. Biała, gładka i aksamitna skóra rzadko kiedy łapała promienie słońca. Mimo wielu godzin spędzonych na polanie, Ru nie zdarzyło się nigdy ... (Więcej)

Postprzez Veryvin » Śr sty 16, 2019 5:04 pm

        Tygrysica po wyjściu swojego pana, postanowiła umościć się wygodnie na aksamitnym kocu pod ścianą naprzeciw drzwi i oddać się higienie osobistej, która tak ją pochłonęła, że kocica nie zwróciła uwagi na dłuższą nieobecność demona. Przez co gdy usłyszała dźwięk odblokowywanego zamka w drzwiach, zamarła w połowie wylizywania łapki i zawiesiła wzrok na wejściu. Widząc jednak nie swojego pana, a znienawidzoną przez niego smoczycę, nie było nawet czasu na wahanie, od razu stanęła na równe łapy i zaczęła warczeć i się jeżyć na intruza. Tigra spuściła nieco z tonu, nie przez to, że Ruu jej odwarknęła, ale ze względu, że łuskowata od razu przeszła do rzeczy. Tygrysica usiadła w miejscu, w którym jeszcze przed chwilą stała i wznowiła mycie swojej kończyny, lekceważąco zerkając na smoczycę by mieć pewność, że ta nie narobi żadnych kłopotów ani nie okradnie znów demona.

        Nie odpowiadało jej obecne towarzystwo, ale nic nie mogła z tym zrobić, gdyż nie miała ze smokiem i to jeszcze bez Veryvina najmniejszych szans. Musiała to jakoś znieść, acz nie było łatwo bo zielonowłosa cały czas gadała. Ale! Zawsze mogło być gorzej. Kobieta rozsiadła się wygodnie w krześle, a Tigra nie mając szczerze co robić położyła się na swoim legowisku, lecz wciąż uważnie obserwowała pradawną.

        Czas mijał, demona ani widu ani słychu, kotka zaczęła przysypiać pomimo narastającego w niej zmartwienia. Wtem jak burza wszedł do pokoju Veryvin i bez słowa skierował się w stronę rozwalonych na biurku dokumentów. Zamarł jednak w półkroku gdy dostrzegł siedzącą w krześle kobietę.
        - Witaj pani, nie sądzę jednak by twoje usługi były mi dziś potrzebne, proszę więc o opuszczenie mojego pokoju - uśmiechnął się ciepło choć w jego głosie wybrzmiewała pogarda, a słowa ociekały jadem.

        Nie zdążył jednak poczynić następnego kroku, gdyż Tigra się najeżyła i rzuciła na demona powalając go na ziemię przy jednoczesnym przejechaniu pazurami po jego twarzy. Stała na nim i warczała wściekle. Mężczyzna pod nią się zdenerwował i kopnął kocicę niespodziewanie w brzuch, zrzucając ją z siebie. Zerknął kątem oka na domniemaną prostytutkę rozlewającą się w krześle i podszedł do biurka, by zabrać wszystkie dokumenty i schować do płaszcza jakby nigdy nic.
        - Ty nic tutaj nie widziałaś, jasne kurtyzanko? - spytał pogodnie chcąc wrócić do wyjścia.

***
        Veryvin dalej był przetrzymywany w starym domu, którego podłoga spijała kolejne wiadra jego krwi, gdy bardziej bezrozumne demony go katowały. Obecnie leżał z połamaną niezliczoną ilością kości i wpatrywał się tępo w sufit, a jego ciało się stopniowo regenerowało, lecz te regeneracje były coraz wolniejsze, obejmowały jedynie najbardziej krytyczne obrażenia i wymagały coraz to większych nakładów energii do zaleczenia ran. Oprawdcy natomiast jedynie czekali, aż markiz do pewnego stopnia odzyska siły i znów przystąpiły do otwierania starych oraz tworzenia nowych ran
Avatar użytkownika
Veryvin
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: River, Yve, Aldaren, Valerian, Kiraie, Dantalian, Dragosani, Selim, Mana,
Rasa: Nemorianin
Aura: Witaj w krainie złota wędrowcze. Mojej krainie. MOJEGO złota. Jesteś ciekawy co tu znajdziesz? Proszę bardzo. Wiem, wiem, kram niezbyt okazały, przeciętnych rozmiarów i wcale nie leciwy, ale warto się nim zainteresować. Dlaczego? Otóż mam tu ozdoby z platyny, bardziej twardej niż miękkiej, najwyższej jakości. Parę srebrnych naszyjników, których łańcuszki giętko opadają na palach, jak drogocenne wstążeczki. Miedziane kolczyki i sygnety o rzadko spotykanej lepko-suchej powierzchni, precjoza z jedwabiście gładkiego barachitu oszlifowanego tak, by aż ranił palce swoją ostrą, zniewalającą urodą. I złote, złote bransolety. Wszystko to otacza niezmiernie delikatna poświata w turmalinowych odcieniach, dowód, że możesz mi ufać. Dźwięki zaś? Proszę! Tu nie ma żadnych dźwięków. Wszystko pochłania cisza tak głęboka, że nieprzyzwoicie wręcz łatwo śledzić rozpływające się po ciele i duszy uczucie spełnienia. Dopiero trudny do sprecyzowania, tajemniczy zapach i nagłe wrażenie, że cały świat drga pod stopami zaburza tę równowagę. W otwarte w zaskoczeniu usta wprasza się słona gorycz o łagodnym posmaku. No - więc co kupujesz?
Wygląd: Przeciętnego wzrostu nemorianin, choć wysoki w stosunku do ludzkich mężczyzn (190 cm). Jest średniej budowy ciała z delikatnie zarysowanymi mięśniami, gdyż jego praca nie jest ciężka fizycznie, a trening umiejętności bojowych to dla niego niepotrzebna strata czasu. Chód ma pewny siebie i pełen gracji, jakby cały świat należał do niego i nie było w nim nic coby mężczyźnie ... (Więcej)

Poprzednia strona

Powrót do Thenderion

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron