Na koszt państwa.


Thenderion zbudowany jest głównie z kamienia, więc domy są tu masywne i trwałe, ale ich wnętrza są zimne mimo dość ciepłego klimatu. Budynki mieszkalne mają zazwyczaj jedno lub dwa piętra, zaś budynki użyteczności publicznej są zwykle wyższe i bardziej rozległe jak np. gmach sądu. Okna masywniejszych budowli zdobią barwne witraże. W mieście znajduje się rezydencja króla Arina, sprawuję on głównie władzę nad miastem.

Postprzez Ruu » So lip 14, 2018 10:17 pm

        Thenderion. Miasto ludzi i krasnoludów. Czy w środkowej Alaranii istnieje lepsze miejsce na odnalezienie kosztowności oraz odpowiedniej jaskini? Rasą ludzką tak bardzo Ruu się nie sugerowała, ale te małe grubasy z wąsami zawsze otoczone są jakimś ustrojstwem i złotem. Cały garncami złota! Stosem mieniących się świecidełek... Oooo taaaak...
        Smoczyca oblizała wargi przemierzając ścieżkę w lesie, która prowadziła do potężnego królestwa. Miała tyle lat na karku a nie pamiętała by kiedykolwiek odwiedziła te okolicę... albo była tu i opluła kwasem połowę mieszkańców... albo ich zeżarła. Kobieta podrapała się po policzku w zamyśleniu. To nie miało teraz znaczenia! Bardzo chciała dotrzeć do krainy zamieszkałej przez krasnoludy. Miała już nawet plan, dostać się do ich kopalni, a najlepiej skarbca, a następnie zgarnąć wszystko dla siebie! Szczegóły planowała dopisać w trakcie zdarzeń. Jeszcze nie znała kultury tutejszych mieszkańców (lub jej nie pamiętała). Nie wiedziała, co im się podoba, co im smakuje... prócz piwa. Tym chyba żywią się te okrągłe knypki, piwem. Tak, jak ona złotem.
        Ruu wyobraziła sobie złoty kielich wysadzony kryształami. Wypełniony po brzegi naszyjnikami i wylewającymi się perłami... Wypiłaby wszystko naraz! A później łamałaby i smakowała się drogocennym pucharkiem...
        Smoczyca delikatnie się zgarbiła, jakby wabiła ją woń kryształów.
        - Mhmmmm... - mruknęła kusząco. Chciała dostać się tam jak najszybciej!
        Modły pradawnej wydawały się spełnić. Tuż za jej plecami zaskrzypiały koła. Ruu obróciła się i ujrzała zbliżający się wóz kupiecki.
        - Tak! - podskoczyła uradowana Rayruu machając dłonią w stronę woźnicy.
        To z pewnością był niebywały widok. Młoda, niezwykle piękna kobieta w środku lasu. Z początku mężczyzna nie był pewien czy powinien się zatrzymać, ale pełne nadziei spojrzenie pradawnej zdołało przekupić resztki niepewności. Wóz stanął, starszy gość spojrzał na uszatą. Bał się odezwać, lecz to nie był problem dla smoczycy. Ona śmiało przejęła inicjatywę.
        - Witajcie i wybaczcie, że przerywam spokojną podróż. Próbuję dostać się do tego wielkiego królestwa nieopodal, ale ciągle mylę ścieżki. Czeka tam na mnie pewien człowiek, szukałam go tyle lat panie... Mam nadzieję, że rozumiecie... - ostatnie słowa Ruu powiedziała bardzo cichutko i nieśmiało.
        - Doprawdy? Za miłością gonicie? - uśmiechnął się kupiec.
        - Och... - lekko speszyła się smoczyca. - Ja...
        - Nic nie mów. Rozumiem choć i dziw jestem, że elf i człowiek potrafią być razem... Nie oceniam, nie zrozumcie mnie źle. To po prostu szalone – uznał mężczyzna.
        - Być może, ale nie po to przebyłam szmat drogi, by teraz nie dotrzeć do... do...
        - Thenderion?
        - Tak! Nie umiem tak sprawnie władać wspólną mową... - wyznała Ruu. - Przybyłam aż z Szepczącego Lasu, nie mogę się teraz cofnąć! - zlękła się smoczyca.
        - Och, nie miałbym serca odmówić, lecz proszę usiądźcie z przodu.
        - Oczywiście! - podekscytowała się kobieta. - Jestem niezwykle wdzięczna! Tyle dla mnie robicie... Wynagrodzę to panu! Naprawdę! - zapewniała Ruu wspinając się na przód wozu w bardzo charakterystyczny dla siebie sposób – czyli jak najbardziej niezdarny i seksowny. Mężczyzna obracał wzrok, gdy lekki materiał opinał się na pośladkach domniemanej elfki. Onieśmielony nie spytał czy aby nie potrzebuje pomocy... jakoś tak nie potrafił.
        Rayruu usiadła na drewnianym siedzisku uśmiechając się pokrzepiająco do kupca.
        - To niezwykle miłe. Jesteście kupcem w Thenderion? Nawet pańskie konie są piękne! Ludzie tak potrafią zadbać o swoje zwierzęta...
        I tak miała rozpocząć się jej przygoda. Ruu zaczęła gadać, ale nie byle jak. Umiejętnie! Chciała się dowiedzieć czym handluje kupiec i... czy warto go okraść jeszcze przed bramą królestwa. Cóż, Ruu jeszcze nie wiedziała, jak jej kłamstwo jest bliskie prawdy. Szukała, owszem, może i nie z wielkim zapałem, ale z pewnością gdzieś przy okazji pewnego nemorianina. Niegdyś bogatego... lecz wciąż niezwykle przystojnego! I nie z powodu miłości, chyba, że uznać chęć dokonania zemsty za bardzo specyficzny rodzaj miłości. Będzie mu łamać kości, każdą po kolei, wyrywać mięśnie, kosztować jego ust, gdy będzie krwawił... a jeżeli cokolwiek mu zostało to oskubie go całkowicie z tych wszystkich sygnetów!
        Ech, jakie jednak są szanse znowu go spotkać?
Avatar użytkownika
Ruu
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Frigg, Niviandi, Kvaser, Francine, Kavika, Wiladye, Shantti, Namir, Pliszka, Cedr, Paank,
Rasa: Smok Solarny
Aura: Połysk topazu przebudzi cię niczym jasność brzasku zrywa ze snu wędrowców. Promienie rozbłysną nasyconą barwą, powoli rozjaśniając ciemności i ujawniając szczegóły otoczenia. Złote nasypy, całe góry i usypiska kosztowności z drogocennego kruszcu oraz stworzonych zeń małych czy większych dzieł sztuki, zajmują całą emanację aż po jej horyzont. Jedynie cynowy cień smoka strzegącego tej jaskini cudów, rozpływający się na ich tle i burzy monotonię barw. Nie miesza się jednak ze złotem, a ostrymi krawędziami odcina się od skarbów. W powietrzu unosi się wiele rozmaitych zapachów, jest ono ciężkie i lepi się do ust starając się zwrócić uwagę tylko i wyłącznie na siebie. Jego pikanteria jest wyraźna, a ubarwiona nutką goryczy z pewnością daje do myślenia, współgrając z intensywnym topazem. Dźwięki są równie wyraziste. Trzask płomieni roznosi się wokół, nijak nie przypominając łagodnego szmeru płonących w kominku gałązek. Złowrogie brzmienie żywiołu potęguje echo powielające trzask każdej najmniejszej iskierki. Coś jednak kładzie się trudną do zinterpretowania, mroźną smugą na wszystkich odczuciach, a ci bardziej wyczuleni domyślą się iż nie jest to tylko kurz wieków matowiący koloryt, gdy dźwięki wydają się brzmieć ciszej niż powinny. Podobnie z typowo namacalnymi doznaniami. Choć kosztowności są gładkie i wypolerowane. Chociaż kolie i łańcuchy giętko umykają między palcami, a klejnoty twardo stawiają zdecydowany opór opuszkom palców, wciąż wydaje się jakby czegoś im brakowało, jakby to wszystko nie było właściwą im, ostateczną formą.
Wygląd: Ruu to olśniewająca smoczyca – nieważne czy przybierze formę ludzką, smoczą czy też mieszaną. Poczynając jednak od tej pierwszej – bardziej przypomina uroczego elfika z lasu czy też driadę, niż człowieka z wielkiego królestwa. Biała, gładka i aksamitna skóra rzadko kiedy łapała promienie słońca. Mimo wielu godzin spędzonych na polanie, Ru nie zdarzyło się nigdy ... (Więcej)

Postprzez Veryvin » Pn lip 16, 2018 7:40 pm

        Co go sprowadzało do Thenderionu? Oczywiście interesy, które w najbliższej okolicy jego domu rzadko kiedy są warte choćby zainteresowania się nimi. A tu? Kraj rubinami i winem płynący, gdzie właśnie to pierwsze najbardziej skusiło nemoriana do przybycia w te strony. Otóż właśnie miał stać się właścicielem jednej z kopalni, ponoć najbardziej, według założeń kilku jego znajomych geologów, obfitującej w złoża rubinów. Wiadomo w przetargu nie tylko on brał udział, gdyż cena była komicznie niska, ale konkurencją już zdążył się odpowiednio zająć i tak zmanipulował ich umysły, że zrezygnowali niemal po pierwszych trzech licytacjach. Teraz czekało go najtrudniejsze - przeżycie i załatwienie wszelkich formalności związanych ze swoim nowym nabytkiem. Stosy papierów do wypełnienia, a zwłaszcza do przejrzenia, czy nikt nie zamierza go podstępnie orżnąć, niemalże przyprawiały go o ból głowy oraz irytację, ale w ten sposób przynajmniej będzie miał tanią i jedynie na wyłączność dostawę rubinów, z których będzie mógł tworzyć na sprzedaż swoje precjoza, przez niektórych uważane już za dzieła sztuki. Czego się nie robi dla pieniędzy?

        A przynajmniej to był jeden z głównych powodów tak znacznego oddalenia się Veryvina od swojej rezydencji w Efne. Demon chciał się zaznajomić z krasnoludzkimi wynalazkami, może byłoby coś pomocnego w ubiciu smoka, a także znaleźć kogoś, kto pomógłby mu w schwytaniu tej łuskowatej poczwary. Wiadomo jednak, że tylko on będzie miał zaszczyt wyrwania ostatniego tchnienia jaszczurzej pokrace, która śmiała go oszukać i zrabować cały jego majątek ze skarbca. Jeśli zakupiona kopalnia i wydobywane w niej rubiny, miałby mu w tym pomóc, był bardziej niż gotów poświęcić tyle tych kamieni szlachetnych ile będzie trzeba, aby zwabić do siebie smoczycę. A nóż przez przypadek udławiłaby się kawałkiem jak ziarenko piasku i... O nie! To on własnoręcznie miał pozbawić ją życia, nie jakiś przypadek i złośliwość losu! Chciał się skąpać w jej krwi!
        - Wszystko w porządku, markizie? - zapytał przygarbiony, starszy krasnolud w urzędowym fraku, siedzący po drugiej stronie biurka zawalonego podpisywanymi przez Veryvina dokumentami.
        - Tak sądzę... Nie widzę tu nic podejrzanego - mruknął ze znudzeniem demon w odpowiedzi, podrapał pod brodą towarzyszącą mu tygrysicę i złożył podpis na czytanym przez siebie arkuszu.
        - Z całym szacunkiem panie, ale jak markiz może nas podej... - Urzędnik zamilkł nagle przełykając z obawą ślinę, gdy wbiły się w niego jadowicie zielone oczy.
        - Jeśli to wszystko...
        - Oczywiście, jednakże...
        - Do widzenia panu - rzucił ze znudzeniem, dając jednoznacznie do zrozumienia, że to spotkanie dobiegło już końca, na co starzec, czy chciał czy nie musiał przystać. Zwłaszcza, że Veryvin był już niemal w połowie drogi do wyjścia z gabinetu.
        - Proszę uważać w tej kopalni! Podobno zamieszkuje ją jakaś bestia! - krzyknął do pleców markiza nim ten całkowicie zniknął za ciężkimi drzwiami.
        - Jeśli smok to lepiej dla mnie, zwłaszcza jeśli to będzie TA smoczyca - powiedział cicho sam do siebie, a Tigra podniosła na niego pytające spojrzenie, idąc cały czas przy jego nodze. Zaraz jednak zamruczała z przyjemnością, kiedy nemorianin obdarzył ją czułą pieszczotą w postaci podrapania za uchem. - Wypadałoby odpocząć i dowiedzieć się nieco o tej całej "bestii".

        Westchnął ze zmęczeniem, wietrząc kolejny ubytek swoich i tak mizernych środków finansowych, ale nie miał innego wyboru. W życiu nie było nic za darmo, nawet plotki, które jeśli okażą się prawdziwe, będzie musiał nająć do roboty kilku najemników, coby się pozbyli domniemanego stwora z JEGO kopalni. Dopiero po tym przystąpi do szukania pracowników do wydobywania i dostarczania dla niego rubinów. Należałoby się z tym pospieszyć zanim ceny pójdą w górę. Jeszcze się zdarzy, że znów zostanie okradziony i co wtedy? Utknie na zawsze w Thenderionie bez grosza przy duszy, jedynie z jakąś tam kopalnią, z której i tak nie będzie mógł już nic wydobyć. Nie mógł na to pozwolić.
Avatar użytkownika
Veryvin
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: River, Yve, Aldaren, Valerian, Kiraie, Dantalian, Dragosani, Selim, Mana,
Rasa: Nemorianin
Aura: Witaj w krainie złota wędrowcze. Mojej krainie. MOJEGO złota. Jesteś ciekawy co tu znajdziesz? Proszę bardzo. Wiem, wiem, kram niezbyt okazały, przeciętnych rozmiarów i wcale nie leciwy, ale warto się nim zainteresować. Dlaczego? Otóż mam tu ozdoby z platyny, bardziej twardej niż miękkiej, najwyższej jakości. Parę srebrnych naszyjników, których łańcuszki giętko opadają na palach, jak drogocenne wstążeczki. Miedziane kolczyki i sygnety o rzadko spotykanej lepko-suchej powierzchni, precjoza z jedwabiście gładkiego barachitu oszlifowanego tak, by aż ranił palce swoją ostrą, zniewalającą urodą. I złote, złote bransolety. Wszystko to otacza niezmiernie delikatna poświata w turmalinowych odcieniach, dowód, że możesz mi ufać. Dźwięki zaś? Proszę! Tu nie ma żadnych dźwięków. Wszystko pochłania cisza tak głęboka, że nieprzyzwoicie wręcz łatwo śledzić rozpływające się po ciele i duszy uczucie spełnienia. Dopiero trudny do sprecyzowania, tajemniczy zapach i nagłe wrażenie, że cały świat drga pod stopami zaburza tę równowagę. W otwarte w zaskoczeniu usta wprasza się słona gorycz o łagodnym posmaku. No - więc co kupujesz?
Wygląd: Przeciętnego wzrostu nemorianin, choć wysoki w stosunku do ludzkich mężczyzn (190 cm). Jest średniej budowy ciała z delikatnie zarysowanymi mięśniami, gdyż jego praca nie jest ciężka fizycznie, a trening umiejętności bojowych to dla niego niepotrzebna strata czasu. Chód ma pewny siebie i pełen gracji, jakby cały świat należał do niego i nie było w nim nic coby mężczyźnie ... (Więcej)

Postprzez Ruu » Śr sie 15, 2018 11:02 pm

        Ruu dotarła do kamiennego grodu krasnoludów. Słońce obejmowało ostre ramy gór ciepłą barwą żółci i pomarańczu. Miasto było cudowne i żywe, a istoty tu chodzące interesujące. Smoczyca chętnie rozmawiała z mieszkańcami, przemierzała najbardziej tłoczne miejsca, by zdobyć odrobinę pożywienia w postaci monet, sygnetów czy naszyjników. Tego dnia skromnie posiłkowała się ozdobami, ale oczekiwała czegoś więcej. Marne miedziane ozdoby przetrawiła w przeciągu godziny, na dłuższy czas to zdecydowanie jej nie wystarczy, szczególnie, że i tak w ciągu ostatnich minionych tygodni jadła bardzo skromnie. Wiedziała jednak, że jest to królestwo krasnoludów, to oznacza, że są tu kopalnie, a kopalnie to duża ilość żarcia!
        Musiała się tylko dowiedzieć gdzie, co i jak, a czy istnieje lepsze miejsce od karczmy?
        Pradawna wyszykowała się na wyjście, nie ma co! Umyła wcześniej włosy nad strumykiem, a za ładne oczy otrzymała od zielarki jakiś specyfik do nich, który miał za zadanie je wygładzić. Faktycznie, układały się tak jakoś lepiej. Wypsikała się perfumami, które ktoś oferował na targowisku, poprawiła spódnicę z rozcięciami na bokach, ukradła ze sznurka kobiecy, czerwony płaszczyk z satynowym wykończeniem. Ładnie połyskiwał, gdy powstawały zagłębienia i uwypuklenia podczas jej ruchów. Krótko mówiąc – wyglądała i czuła się bosko.
        Kapturek naciągnęła do połowy głowy, by zielone kosmyki kontrastowały z czerwoną barwą materiału. Miała nadzieję, że wcześniej tu nie bywała, ale w razie czego mogła szybko zaciągnąć kaptur na głowę i skryć pod nim swoje oblicze. Wchodząc w towarzystwo szybko się dostosowała, chociaż głośne bekanie, i to niemalże w jej twarz, trochę jej przeszkadzało, mimo to nie komentowała zachowań niskich, opasłych gości. Starała się im zaimponować kobiecością i pewnością siebie, opowiadała o miłości, która podobno przebywa na tych terenach oraz piła co tylko jej podali. Wbrew pozorom zdobyła szacunek tutejszych zawziętością, bo przecież nawet i krasnoludy potrafią przytaknąć na romantyczną historię o przebyciu połowy Alaranii za ukochanym. Jednak Ruu nie skupiała się na sobie, a na swych towarzyszach oraz na klientach karczmy. Jej wzrok spoczywał na rozmówcy, ale uszy miała niemalże przyklejone do ściany... tylko do momentu, gdy na twarzy pradawnej w końcu pojawiły się rumiane policzki. Humor zaczął jej dopisywać pod wpływem procentów, a trochę kufli tej nocy musiała wypić by coś na nią zadziałało. Rozbawiona, ale zmęczona wieczorem usiadła na wysokim krzesełku obracając się w stronę ściany i podpierając łokcie na wąskiej ladzie, tuż przy oknie. Smoczyca westchnęła i zaciągnęła kaptur na głowę sącząc ze znudzeniem wino. Niczego się nie dowiedziała! Prócz tego jak bekać.
        - Słyszałeś, jakiś szaleniec wykupił te kopalnię nieopodal Korestor!
        - Doprawdy? - zdziwił się rozmówca.
        - Cii! - skarcił go pierwszy.
        - Ale... jak to? - wyszeptał drugi.
        - Chyba nie wiedział, jak podpisywał umowę. Albo idiota jakiś. Nietutejszy pewnie, ktoś to musiał w końcu kupić.
        - Niby tak... Ale on wie o tej bestii tam grasującej? Jak chce się jej pozbyć?
        - A bo ja wiem?
        „Bestia?”, pomyślała smoczyca prostując sylwetkę. „W kopalni?!”, wzburzyła się marszcząc brwi i składając usta w dzióbek. „Z moimi skarbami?!”, Ruu uderzyła ręką w blat. Nie może być!
        - Paliłaś kiedyś? - spytał Owo, krasnolud, z którym chwilę temu piła przy barze wraz z jego znajomymi.
        - Huh? - pradawna spojrzała na ręce krasnoluda. W dłoniach trzymał pięknie rzeźbioną fajkę, którą już zdołał nabić tytoniem.
        - Fajkę – wyjaśnił. - Młodo wyglądasz. Nie wydaje się byś próbowała takich rzeczy, ale jeszcze ledwo po zachodzie słońca nie sądziłem, że jesteś w stanie tyle wypić. Więc?
        - Nie... Nie wiem czy powinnam – wyjaśniła Rayruu.
        - Zapomniałem, elfy takiej mocnej głowy nie mają! - roześmiał się Owo.
        - Ale za to ładnie rzeźbią. – Ruu tknęła krasnoluda w nos, jakby chciała bronic swoich.
        - No chodź! Nie daj się namawiać!
        Ruu niepewnie zsunęła się z siedziska i podążyła za Owo. Dym, tytoń... Czy to mogło jej zaszkodzić? Raczej nie bardzo. Miała nozdrza odporne na dym, nie dusiła się, ale kto wie, co oni tam palą.
        Rozmowa na nowo się rozkręciła. Towarzystwo śmiało się głośno, a tytoń pozostawiał niesmak na języku. Smoczyca grała doskonale uszatą elfkę. Czekała aż nosy krasnoludów staną się wystarczające czerwone, by w końcu mogła zapytać.
        - O co chodzi z tą kopalnią, nieopodal Korestor?
        Towarzysze spojrzeli wielkimi oczami na zielonowłosą „elfkę”.
        - Łeee... Nie pytaj.
        - Muszę! - Niemalże krzyknęła i tłum na krótką chwilę ucichł, lecz ciekawskie spojrzenia rozeszły się po uniesieniu kufli przez krasnoludy.
        - Muszę – powtórzyła cichuteńko do Owo. - Bo mój ukochany... On opowiadał o Korestor. Jeżeli pracuje akurat w TEJ kopalni! - pisnęła Ruu obgryzając paznokcie.
        - Meh... Nic ci więcej na ten temat nie umiem powiedzieć – bąknął krasnolud od niechcenia. - A ten ukochany? Jak się nazywa? Może wypytam o niego. Chętnie pomogę ci go odnaleźć.
        - Ehm... - zdziwiła się pradawna. - Veryvin. Nazywa się Veryvin – rzuciła luźno, choć w głowie gotowała się na myśl o nemorianinie. To przez niego jest taka słaba! I taka głodna.
Avatar użytkownika
Ruu
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Frigg, Niviandi, Kvaser, Francine, Kavika, Wiladye, Shantti, Namir, Pliszka, Cedr, Paank,
Rasa: Smok Solarny
Aura: Połysk topazu przebudzi cię niczym jasność brzasku zrywa ze snu wędrowców. Promienie rozbłysną nasyconą barwą, powoli rozjaśniając ciemności i ujawniając szczegóły otoczenia. Złote nasypy, całe góry i usypiska kosztowności z drogocennego kruszcu oraz stworzonych zeń małych czy większych dzieł sztuki, zajmują całą emanację aż po jej horyzont. Jedynie cynowy cień smoka strzegącego tej jaskini cudów, rozpływający się na ich tle i burzy monotonię barw. Nie miesza się jednak ze złotem, a ostrymi krawędziami odcina się od skarbów. W powietrzu unosi się wiele rozmaitych zapachów, jest ono ciężkie i lepi się do ust starając się zwrócić uwagę tylko i wyłącznie na siebie. Jego pikanteria jest wyraźna, a ubarwiona nutką goryczy z pewnością daje do myślenia, współgrając z intensywnym topazem. Dźwięki są równie wyraziste. Trzask płomieni roznosi się wokół, nijak nie przypominając łagodnego szmeru płonących w kominku gałązek. Złowrogie brzmienie żywiołu potęguje echo powielające trzask każdej najmniejszej iskierki. Coś jednak kładzie się trudną do zinterpretowania, mroźną smugą na wszystkich odczuciach, a ci bardziej wyczuleni domyślą się iż nie jest to tylko kurz wieków matowiący koloryt, gdy dźwięki wydają się brzmieć ciszej niż powinny. Podobnie z typowo namacalnymi doznaniami. Choć kosztowności są gładkie i wypolerowane. Chociaż kolie i łańcuchy giętko umykają między palcami, a klejnoty twardo stawiają zdecydowany opór opuszkom palców, wciąż wydaje się jakby czegoś im brakowało, jakby to wszystko nie było właściwą im, ostateczną formą.
Wygląd: Ruu to olśniewająca smoczyca – nieważne czy przybierze formę ludzką, smoczą czy też mieszaną. Poczynając jednak od tej pierwszej – bardziej przypomina uroczego elfika z lasu czy też driadę, niż człowieka z wielkiego królestwa. Biała, gładka i aksamitna skóra rzadko kiedy łapała promienie słońca. Mimo wielu godzin spędzonych na polanie, Ru nie zdarzyło się nigdy ... (Więcej)

Postprzez Veryvin » Cz sie 16, 2018 11:22 pm

        Spacer ulicami miasta, a raczej wypytywanie napotkanych mieszkańców na temat bestii mieszkającej w JEGO kopalni. Obecnie nawet nie mógł myśleć o szukaniu do niej pracowników, gdyż zdawało się, że wszyscy wolą trzymać się jak najdalej od tego miejsca, a przede wszystkim całkowicie o nim zapomnieć. Tigrę powoli zaczynała męczyć ta niekończąca się wędrówka brukowaną drogą między krasnoludzkimi schronieniami i coraz częściej ziewała senna i znudzona. Markiz również z każdą kolejną osobą i brakiem jakichkolwiek interesujących go informacji irytował się coraz bardziej, nie lubił podejmować działań, które nie przynosiły mu żadnych efektów, a obecne wydawały się jedynie stratą czasu. Dobrze, że w pewnym momencie postanowił magią ukradkiem zmieniać kamienie w coś co do złudzenia przypominało srebrne orły, inaczej nie miałby po godzinie już nawet złamanego miedziaka. Okrutny los znów postanowił sobie z niego zakpić, jeszcze dobitniej udowadniając mu, że czego by demon nie robił, w bezkrwawej walce z kapryśnymi siłami wyższymi nigdy nie wygra. Choć nie powinien się teraz czuć aż tak żałośnie pokonany, w końcu obecna sytuacja była praktycznie niczym w porównaniu z oszukaniem go przez smoczycę i zakoszeniu przez nią jego całego skarbca, ale sam fakt, że znów miał jedynie pod górkę wystarczył, by wprowadzić markiza w ten ponury nastrój. Tygrysica próbowała jak tylko mogła pocieszyć swojego pana, łasząc się do niego i mrucząc głośno, jednakże nic to nie dało i wróciła za ostatecznie zrezygnowanym Veryvinem do jednej z najlepszych karczm w mieście, gdzie za nie duże pieniądze mieli wynajęty przytulny i nawet dość elegancki pokój na najbliższy tydzień, z racji tego, że demon musiał oszczędzać swoje niemal ostatnie pieniądze i nie mógł sobie pozwolić zbyt długo przebywać poza Efne, w końcu musiał nadzorować pracę innych swoich inwestycji, a przede wszystkim samemu się nią zająć, tworząc i sprzedając coraz to bardziej unikatowe, eleganckie i wyszukane świecidełka. W końcu to one były dla niego pierwszym i głównym źródłem dochodów oraz dorobienia się niemałej fortuny (choć tej obecnie już nie miał).

        Po wejściu do przybytku nie uraczył nikogo spojrzeniem, a co dopiero słowem, ukrywając zniesmaczony grymas pod maską obojętności. Nie pierwszy raz był w krasnoludzkim mieście, jednakże brak jakichkolwiek manier widoczny u znacznej większości mieszkańców oraz prostackie, o ile nie po prostu świńskie, zachowania wciąż były dla niego odrażające. Gdyby priorytetem nie były jego interesy i odzyskanie swojego majątku, w ogóle by nie nawiązywał najmniejszych kontaktów z tymi krępymi ludzikami. Najchętniej trzymałby się od nich jak najdalej w obawie, że zarazi się ich chamstwem i prostactwem.
        - Panie, jakaś młoda elfka... - odezwał jakiś niepozorny, młody krasnoludzki chłopak, któremu jeszcze nie zaczęła rosnąć bujna broda, najpewniej pachołek szlachcica.
        - Nie ma mnie, chyba że wie coś na temat Bestii spod Korestor - przerwał mu rozdrażniony i zmęczony dniem nemorianin. Zdawać by się mogło, że we krwi miał ucinanie wypowiedzi innych jeśli wydawała mu się jedynie zbędnym i nieinteresującym potokiem przypadkowo zlepionych słów.
        - Panie... Ona twierdzi, że jesteś... - nie miał zamiaru się poddać, nawet gdy towarzysząca markizowi tygrysica zaczęła warczeć na natrętnego sługę - ... jej ukochanym. - Dokończył, ale on już nie słuchał, znikając u szczytu schodów za rogiem. Chłopak westchnął ciężko i zrezygnowany zeskoczył z trzech początkowych stopni po czym wrócił do swojego kufla i opuszczonych towarzyszy.

        W zaciszu wynajmowanej alkowy Verywin oddał się ostatnim analizom i przemyśleniom odnośnie swojej najnowszej inwestycji i panoszącego się tam problemu, o którym wszyscy bali się wspominać. Według kilku najemników odpoczywających w tym mieście od swoich wypraw i szukających nowych zleceń, w kopalni najpewniej zadomowiło się jakieś smoczydło, które owszem mogliby ubić, ale za opłatą (i to aż nazbyt wysoką jak za takie zlecenie) z góry. Nie pierwszy raz nemorianin spotkał się z takimi mięśniakami chcącymi zgrywać cwańszych niż pozwalały im na to ich ptasie móżdżki, wiedział, że po "wynajęciu" ich i opłaceniu, obudziłby się na następny dzień w jakiejś uliczce z guzem niemal takim jak głowa, albo w ogóle nie otworzyłby już oczu, a o nich i jego pieniądzach ślad by zaginął, nawet nie racząc wykonać podjętego zlecenia. Poza tym gdyby to był smok, mieszkańcy nie baliby się o nim mówić. Fakt, wciąż nikt nie zapuszczałby się w okolice kopalni by go nie niepokoić, ale przecież taka istota zdawała się być największą atrakcją i prawdziwą perełką w najbliższej okolicy, zwłaszcza, że te gadziny nie były już tak często widywane w swoich naturalnych środowiskach i postaciach, poddając się postępowi cywilizacyjnemu i po prostu osiedlając się w miastach oraz żyjąc jak zwykli ludzie. Po drugie nawet jeśli, to już niemal w ogóle nie słyszało się o agresywnych smokach napadających osady i pożerających ludzi, a w obawie właśnie przed łowcami wybierały miejsca raczej trudno dostępne, a co za tym idzie bezpieczne - kopalnia taka nie była, nie ważne, z której strony spojrzeć. Może w okolicy się zadomowił po prostu jakiś gryf? Chociaż raczej nie trudno rozpoznać gryfa, nawet w półmrokach jaskini, poza tym raczej wybierają zbocza gór, albo bawet szczyty, nie zawalające się kopalnie, gdzie pełno wąskich i zawiłych przejść, które potrafią być prawdziwym labiryntem... A może mieszka tam coś bliższego ludziom i nie koniecznie ze względu na urodzajne złoża rubinów, a właśnie przez niekończące się korytarze i panujące tam niemal piekielne ciemności? Markiz czuł, że rozwiązanie zagadki znajduje się już na wyciągnięcie ręki, nawet jeśli wciąż nie mógł go nazwać ani do końca zidentyfikować. Postanowił, że z samego rana zbierze kilku przygłupów, którzy bez większego sprzeciwu wejdą do kopalni i potwierdzą bądź zaprzeczą jego podejrzeniom. Jeśli nie wrócą, cóż... Znajdzie jakiś innych, aż nie dowie się wszystkiego. O! I to był genialny plan.
Avatar użytkownika
Veryvin
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: River, Yve, Aldaren, Valerian, Kiraie, Dantalian, Dragosani, Selim, Mana,
Rasa: Nemorianin
Aura: Witaj w krainie złota wędrowcze. Mojej krainie. MOJEGO złota. Jesteś ciekawy co tu znajdziesz? Proszę bardzo. Wiem, wiem, kram niezbyt okazały, przeciętnych rozmiarów i wcale nie leciwy, ale warto się nim zainteresować. Dlaczego? Otóż mam tu ozdoby z platyny, bardziej twardej niż miękkiej, najwyższej jakości. Parę srebrnych naszyjników, których łańcuszki giętko opadają na palach, jak drogocenne wstążeczki. Miedziane kolczyki i sygnety o rzadko spotykanej lepko-suchej powierzchni, precjoza z jedwabiście gładkiego barachitu oszlifowanego tak, by aż ranił palce swoją ostrą, zniewalającą urodą. I złote, złote bransolety. Wszystko to otacza niezmiernie delikatna poświata w turmalinowych odcieniach, dowód, że możesz mi ufać. Dźwięki zaś? Proszę! Tu nie ma żadnych dźwięków. Wszystko pochłania cisza tak głęboka, że nieprzyzwoicie wręcz łatwo śledzić rozpływające się po ciele i duszy uczucie spełnienia. Dopiero trudny do sprecyzowania, tajemniczy zapach i nagłe wrażenie, że cały świat drga pod stopami zaburza tę równowagę. W otwarte w zaskoczeniu usta wprasza się słona gorycz o łagodnym posmaku. No - więc co kupujesz?
Wygląd: Przeciętnego wzrostu nemorianin, choć wysoki w stosunku do ludzkich mężczyzn (190 cm). Jest średniej budowy ciała z delikatnie zarysowanymi mięśniami, gdyż jego praca nie jest ciężka fizycznie, a trening umiejętności bojowych to dla niego niepotrzebna strata czasu. Chód ma pewny siebie i pełen gracji, jakby cały świat należał do niego i nie było w nim nic coby mężczyźnie ... (Więcej)

Postprzez Ruu » Pt wrz 07, 2018 10:33 pm

        Świat powoli stawał się nieco niemrawy w oczach Ruu. Smoczyca mocno zaciągnęła się fajką, przechylając ciało ku tyłowi, jakby leżała na czerwonej kanapie i była otoczona złotem czy też drogocennymi świecidełkami. Jej nogi nabrały długości, gdy zarzuciła jedną na drugą, a skromna spódnica odkrywała ich sporą część. Nonszalancko i nieco nieprzytomnie wypuściła dym z ust. Robiła to bardzo delikatnie i w subtelny sposób składała usta w dzióbek. Ponownie wetknęła między wargi fajkę i zaciągnęła się drugi raz, patrząc na rozpływający się w karczmie szary obłok. Rozszedł się on na boki, ujawniając schody prowadzące do pokoi na wynajem. W tedy właśnie zauważyła mężczyznę, którego znała aż nazbyt doskonale.
        Oczy Ruu stały się okrągłe i wielkie, a jej twarz zanurzyła się w szarym dymie. „To niemożliwe...”, pomyślała mimowolnie. Wściekłość kobiety nagle osiągnęła apogeum. Nabierając wdech zapomniała, że wciąż rozpala tytoń w fajce i już po chwili zakaszlała dławiąc się używką. Smoczyca pochyliła się nisko łapiąc oddech, krasnoludy w jej towarzystwie zaczęły się śmiać, a Owo z niedosłyszalnymi żartami klepał „elfkę” po plecach, by czasem dusza dziewczyny nie zaszła do krainy zmarłych. Echo rozmów stało się rozmyte, zapłakane oczy oraz wylatujący dym z nosa nie przeszkadzały smoczycy wpatrywać się w jedno miejsce. Rozpoznałaby go z odległości kilku sążni, jego sposób chodzenia, poruszania się... Oślepiona rozpoznałaby jego głos czy też zapach, a teraz kroczył, jakby w zwolnionym tempie po schodach do pokoju. Chciała wierzyć w omamy, pragnęła uszczypnąć go w nos, a po usłyszeniu jego głosu od razu wzięłaby się za najokrutniejsze tortury i zabójstwo w swoim życiu. Przeciągałaby każdą chwilę jego krwawienia do maksimum, wykorzystałaby każdą sekundę jego świadomości, aby pamiętał wyłącznie cierpienie, błagałby ją o śmierć, a ona podarowałaby mu jeszcze trochę życia, by móc zabijać go na nowo. W końcu by oszalał, ale nim chwyciłby za sztylet, aby się zabić, ona wyrwałaby mu serce. Tak. Taki był pierwszy plan.
        Ale teraz ciężka głowa Ruu opadła na ladę, oparła czoło o przedramię, a czerwony kaptur zakrył zielone włosy smoczycy.
        - Co on tu robi...? - jęknęła Ruu.
        - Och, nie przejmuj się tak bardzo. Twój ukochany z pewnością jest cały i zdrowy – pocieszał ją Owo, lecz ich głosy niknęły gdzieś w głośnym gwarze karczmy.
        - No właśnie... - bąknęła do siebie pod nosem.

        Czy to naprawdę on? Tego pytania nie zadawała sobie Rayruu. Pamiętała go doskonale. Wiedziała gdzie ma pieprzyk na swoim ciele, jakie ma paznokcie u stóp, dotykała jego ciała już tyle razy... A twarz... Tej twarzy nie da się zapomnieć. Jadowicie zielone oczy, ostre kanty brody i ten przeklęty kapelusz na jego łbie. Najpierw zacznie od zniszczenia tego kapelusza. Tylko... chwilę odpocznie.


        Ruu obudziła się na czyimś dachu. Słońce powoli ogrzewało jej ciało. Nie za bardzo pamiętała końca tej jakże ekscytującej nocy, ale chyba chciała dokonać tak doskonałej zemsty, że postanowiła się na chwilę zdrzemnąć. I oto jest. Ruu zmrużyła oczy. Na pewno go widziała, na pewno! Ale po co go było zabijać, gdy myślami odlatywała zupełnie gdzie indziej? Chciała pamiętać to ich ostatnie spotkanie, lecz najpierw musiała się dowiedzieć co tutaj robi, czego szuka. Nie chciała prostej zemsty. Nie widziała zabawy w tym, by go spotkać i utłuc, chciała się jeszcze odrobinę zabawić, tak by cierpiał nie tylko fizycznie, ale psychicznie.
        Smoczyca zaciągnęła kaptur na głowę i postanowiła nie zrobić nic innego, jak go śledzić i podsłuchiwać. Tylko musiała trzymać się na dystans, żeby ten przerośnięty kocur jej nie wyczuł!
        Ruu wciąż chowała się na dachach, uważnie obserwując oberżę. Doglądała ją z każdej strony, jakby się bała, że zaraz straci go z oczu i ucieknie oknem. Przecież jej nie widział! Agh, Rayruu pacnęła się otwarta dłonią w czoło. "Skup się dziewczyno!"
        Miała wielką ochotę przemienić się w hybrydę i bujać ogonem niczym przyczajona tygrysica. Była tak podekscytowana nadchodzącą zemstą!
Avatar użytkownika
Ruu
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Frigg, Niviandi, Kvaser, Francine, Kavika, Wiladye, Shantti, Namir, Pliszka, Cedr, Paank,
Rasa: Smok Solarny
Aura: Połysk topazu przebudzi cię niczym jasność brzasku zrywa ze snu wędrowców. Promienie rozbłysną nasyconą barwą, powoli rozjaśniając ciemności i ujawniając szczegóły otoczenia. Złote nasypy, całe góry i usypiska kosztowności z drogocennego kruszcu oraz stworzonych zeń małych czy większych dzieł sztuki, zajmują całą emanację aż po jej horyzont. Jedynie cynowy cień smoka strzegącego tej jaskini cudów, rozpływający się na ich tle i burzy monotonię barw. Nie miesza się jednak ze złotem, a ostrymi krawędziami odcina się od skarbów. W powietrzu unosi się wiele rozmaitych zapachów, jest ono ciężkie i lepi się do ust starając się zwrócić uwagę tylko i wyłącznie na siebie. Jego pikanteria jest wyraźna, a ubarwiona nutką goryczy z pewnością daje do myślenia, współgrając z intensywnym topazem. Dźwięki są równie wyraziste. Trzask płomieni roznosi się wokół, nijak nie przypominając łagodnego szmeru płonących w kominku gałązek. Złowrogie brzmienie żywiołu potęguje echo powielające trzask każdej najmniejszej iskierki. Coś jednak kładzie się trudną do zinterpretowania, mroźną smugą na wszystkich odczuciach, a ci bardziej wyczuleni domyślą się iż nie jest to tylko kurz wieków matowiący koloryt, gdy dźwięki wydają się brzmieć ciszej niż powinny. Podobnie z typowo namacalnymi doznaniami. Choć kosztowności są gładkie i wypolerowane. Chociaż kolie i łańcuchy giętko umykają między palcami, a klejnoty twardo stawiają zdecydowany opór opuszkom palców, wciąż wydaje się jakby czegoś im brakowało, jakby to wszystko nie było właściwą im, ostateczną formą.
Wygląd: Ruu to olśniewająca smoczyca – nieważne czy przybierze formę ludzką, smoczą czy też mieszaną. Poczynając jednak od tej pierwszej – bardziej przypomina uroczego elfika z lasu czy też driadę, niż człowieka z wielkiego królestwa. Biała, gładka i aksamitna skóra rzadko kiedy łapała promienie słońca. Mimo wielu godzin spędzonych na polanie, Ru nie zdarzyło się nigdy ... (Więcej)

Postprzez Veryvin » Pn wrz 10, 2018 1:36 pm

        Ze swojego zamyślenia wyrwał go niepewny pomruk Tigry, na którą zaraz spojrzał i podrapał za uchem, jak tylko się do niego zbliżyła. Miał oparcie i prawdziwe godne towarzystwo tylko w niej, gdy wokół było tylu idiotów. Choć nie powinien raczej na to narzekać, skoro ćwierćinteligentów łatwiej oszukać i zmanipulować na swoją korzyść. Zamiast zastanawiać się co oblega jego kopalnie, powinien raczej skupić się na tym, jak znaleźć ochotników tego ciemnego narodu, którzy bez wahania pójdą sprawdzić co się tam zalęgło. Jak już zdążył się przekonać, na "zawodowych" najemników nie miał co liczyć, bo głupsze to to od tutejszych górników, a bardziej cwane i łase na pieniądze chyba od smoka. Musiał to dokładnie przemyśleć i zaplanować, nie mówiąc już o wdrożeniu w życie i to nawet w miarę najszybciej jak się da. Zaplanowany przez niego pobyt w tym mieście za kilka dni dobiegnie końca, a on, choć z papierem świadczącym o tym, że kopalnia jest jego własnością, był nadal w czarnej rzyci i praktycznie nie zrobił nic. A przecież najważniejszym było zatrudnienie do niej pracowników, którzy wydobywali by dla niego rubiny i zorganizowanie najlepszego transportu, obarczonego najmniejszym ryzykiem związanym z napadami rabusiów i innymi zdarzeniami losowymi, ku uciesze złośliwego losu. Ten mógłby już zostawić w spokoju biednego nemorianina, z naciskiem na BIEDNEGO.

        Znów do rzeczywistości przywróciła go kocica, która tym razem zamiauczała z boleścią i po chwili prychnęła na swojego pana z niezadowoleniem, gdy ten w swoim wzburzeniu zapomniał o głaskanej przez siebie tygrysicy i ciut za mocno szarpnął ją za futro i ucho.
        - Wybacz. - Zrehabilitował się i pogładził ją już delikatniej, lecz ta nie miała już ochoty na pieszczoty. Odeszła obrażona na rozłożone dla siebie futro z jagnięcej skóry na ziemi w nogach łóżka i położyła się odwrócona do niego grzbietem. Demon przyglądał jej się przez chwilę i pokręcił głową podirytowany jej humorami, które przypominały mu kogoś, kogo z przyjemnością zadusiłby gołymi rękami, jakby tylko spotkał. Westchnął cicho i poszedł do łaźni znajdującej się w drugim pomieszczeniu, graniczącym z jego "apartamentem". Musiał się wykąpać po całym dniu pracy, nawet jeśli była to praca w głównej mierze umysłowa, ale przecież miał styczność z pospólstwem. Osoba jego pokroju i urodzenia musiała się przecież godnie prezentować, bez tego ciężko mu będzie zyskać posłuch cymbałów, dla których, jak uważał, arystokraci mający możliwość zapewnienia im pracy byli dla nich bogami.

        Oddając się kojącej kąpieli z pachnącymi, dobrze wpływającymi na skórę i włosy olejkami, nie mógł całkowicie zapomnieć o obecnej przeszkodzie stojącej mu na drodze. Przede wszystkim nie wiedział, jak przebić się przez wyssane z palca plotki, o jakiejś bestii nie z tego świata, panoszącej się po kopalni, które zatruwały również umysły przejezdnych i napawały ich serca strachem przed tym miejscem. Wątpił by szybko się to zmieniło, szczególnie do momentu aż ktoś nie pozbędzie się tej zarazy i nie pokaże tutejszym debilom, że można już tam bez obaw pracować...

        W jednej chwili wyskoczył z wody jak oparzony, nie wycierając się, błyskawicznie przywdział na siebie swoje odzienie, płaszcz, buty i kapelusz, zbudził Tigrę i jeszcze szybciej niż się ubrał, wybiegł z pokoju. Nie zapomniał jednak o zamknięciu go na klucz po swoim wyjściu, nie był jeszcze na tyle głupi by narazić swoje ostatnie pieniądze i ważne dokumenty na brudne łapy jakiś thenderiończyków. Biegnąc przez miasto potrącił jakąś niezbyt kontaktującą ze światem dziewczynę w czerwonej pelerynie i rzucając za nią tylko: "Patrz jak leziesz".
        Zniknął między budynkami, a po niedługiej chwili opuszczał miasto i gnał, jak opętany w stronę swojej kopalni. Tygrysica była zaniepokojona tym gwałtownym zachowaniem swojego pana i co rusz starała się dowiedzieć chociaż części tego o co chodzi, wydając z siebie serię cichych, krótkich ryków i pomruków, lecz nic to nie dało. Przynajmniej na razie, gdyż Veryvin wyjaśnił jej wszystko jak znaleźli się już na miejscu, albo raczej prawie na miejscu, bo demon nie był idiotą by samemu, bez żadnej ochrony pchać się do pieczary jakiejś maszkary na niechybną śmierć.
        - Ufasz mi, prawda? - zapytał zdyszany łagodnym tonem i pogładził czule kocice po głowie. Ta widząc przebłyski czegoś szalonego w jego oczach niepewnie pokiwała głową, acz w jej ślepiach widać było strach.
        - Więc się nie bój i rób co mówię - polecił i przystąpił do działania.

        Do miasta wrócił dopiero nad ranem, a o jego zbliżającej się postaci zawiadamiały krzyki mieszkańców, jeszcze długo przed tym jak inni go faktycznie zobaczyli. Ranny i sponiewierany, ledwo trzymając się na własnych nogach, ciągnął za sobą na ćwiekowanym łańcuchu ryczące wściekle i z boleści stworzenie, któremu ów łańcuch wżynał się w skórę i ranił potwornie. Miało ciasno przywiązane do tułowia ogon skorpiona i nietoperzowe skrzydła, łapy spętane tak, by mogło iść, ale nie miało możliwości zaatakowania swoimi pazurami, a pysk otaczał fragment porządnej, zaklętej liny, która od razu raziła mantykorę prądem jak tylko ta otwierała swoją paszczę. Bestia wyglądała jakby była u kresu swoich sił i obficie krwawiła z licznych ran na swoim ciele. Markiz chciał wszystkim ogłosić dobrą nowinę i na własne oczy udowodnić, że Bestia z Korestor już nie będzie ich nękać, w tym właśnie celu udał się z potworem na główny rynek, potrzebował publiki do swojego przedstawienia, a im liczniejsza tym lepiej, nie będzie musiał powtarzać i narażać się na ryzyko powstania jakiś kolejnych niestworzonych historii.
        Na miejscu opowiedział kwieciście o swoich zmaganiach ze szkaradą, kilka razy udając, że otrzymane rany zaraz pozbawią go całkowicie sił i przytomności, przejęci tym mieszkańcy proponowali mu pomoc i wołali medyka, lecz on odmawiał wyjaśniając, że odpocznie jak dokończy tę sprawę i raz na zawsze zniszczy koszmary nękające tutejszych mieszkańców odnośnie zamieszkałej jeszcze do niedawna przez tego potwora kopalni. Dzieci patrzyły na niego jak na największego na świecie bohatera, kobiety na przemian wzdychały do niego i opłakiwały jego stan - "Był takim pięknym mężczyzną". Mężczyźni natomiast byli zdumieni, pełni podziwu, szacunku, a także zazdrości, jak również wstydu, że jakiś paniczyk pozbył się ich miejskiego potwora, a nie oni. Byli przez to wściekli. Ktoś z tłumu nazwał go szarlatanem, ale jacyś "patrioci" się zajęli tym osobnikiem i był już spokój. Veryvin jednak zrobił zbolałą minę, jakby naprawdę się przejął tym mianem, pasującym do niego aż nazbyt dobrze i poprosił kogoś z "widowni" o miecz. Gdy go otrzymał, obciął jednym machnięciem szkaradzie głowę i rzucił ją tłumowi na dowód, że nie są to żadne jarmarczne sztuczki.
        Bestia z każdą kroplą krwi tryskającej na zebranych, zaczęła zmieniać się w kamień, a on z uniwersyteckim znawstwem wyjaśnił ciemnocie jedynie, że każda bestia tego rodzaju zawsze po zabiciu zamieni się w kamień. Wśród pospólstwa rozgorzała walka o kamienną głowę mantykory, a raczej zwykły głaz ukształtowany magią na podobieństwo łba przerośniętego lwa. Markiz niby próbował zażegnać ten spór, ale w duchu się śmiał z głupoty tutejszych ludzi. "Poobcinał" od truchła jeszcze kilka fragmentów ciała, a gdy na placu zapanował istny chaos, zabrał resztę truchła do najbliższego zaułka, gdzie zdjął z siebie i z Tigry iluzję. Tygrysicy nawet włosek z głowy nie spadł i czuła się wyśmienicie jak jej pan, prócz tego, że była strasznie senna po nieprzespanej nocy. Miała być ruszającym się modelem mantykory i tak też było, nikt by przecież nie uwierzył gdyby od razu przyniósł martwe stworzenie, a do tego targanie taki kawał kamienia nie byłoby lekkim zadaniem.
        - Zasłużyłaś na odpoczynek - pochwalił ją i pogładził po głowie. Strzepnął kurz ze swojego ramienia i poprawił płaszcz, po czym bocznymi uliczkami wrócił do opustoszałej karczmy, nie wiedząc, że znienawidzona przez niego smoczyca obserwuje jego nadejście, choć zapewne spodziewała się raczej jego wyjścia, a nie powrotu.

        W pokoju postanowił chwilę odpocząć, w końcu zużył ogromne pokłady magicznej energii, a po tym miał w planach zorganizowanie jakiegoś werbunku do swojej "bezpiecznej" kopalni. Będzie musiał na poważnie zająć się tym potworem, inaczej w świat rozejdzie się opinia, że faktycznie jest szarlatanem i oszustem.
Avatar użytkownika
Veryvin
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: River, Yve, Aldaren, Valerian, Kiraie, Dantalian, Dragosani, Selim, Mana,
Rasa: Nemorianin
Aura: Witaj w krainie złota wędrowcze. Mojej krainie. MOJEGO złota. Jesteś ciekawy co tu znajdziesz? Proszę bardzo. Wiem, wiem, kram niezbyt okazały, przeciętnych rozmiarów i wcale nie leciwy, ale warto się nim zainteresować. Dlaczego? Otóż mam tu ozdoby z platyny, bardziej twardej niż miękkiej, najwyższej jakości. Parę srebrnych naszyjników, których łańcuszki giętko opadają na palach, jak drogocenne wstążeczki. Miedziane kolczyki i sygnety o rzadko spotykanej lepko-suchej powierzchni, precjoza z jedwabiście gładkiego barachitu oszlifowanego tak, by aż ranił palce swoją ostrą, zniewalającą urodą. I złote, złote bransolety. Wszystko to otacza niezmiernie delikatna poświata w turmalinowych odcieniach, dowód, że możesz mi ufać. Dźwięki zaś? Proszę! Tu nie ma żadnych dźwięków. Wszystko pochłania cisza tak głęboka, że nieprzyzwoicie wręcz łatwo śledzić rozpływające się po ciele i duszy uczucie spełnienia. Dopiero trudny do sprecyzowania, tajemniczy zapach i nagłe wrażenie, że cały świat drga pod stopami zaburza tę równowagę. W otwarte w zaskoczeniu usta wprasza się słona gorycz o łagodnym posmaku. No - więc co kupujesz?
Wygląd: Przeciętnego wzrostu nemorianin, choć wysoki w stosunku do ludzkich mężczyzn (190 cm). Jest średniej budowy ciała z delikatnie zarysowanymi mięśniami, gdyż jego praca nie jest ciężka fizycznie, a trening umiejętności bojowych to dla niego niepotrzebna strata czasu. Chód ma pewny siebie i pełen gracji, jakby cały świat należał do niego i nie było w nim nic coby mężczyźnie ... (Więcej)

Postprzez Ruu » Pt wrz 28, 2018 7:53 pm

        Ruu rozdziawiła usta widząc Veryvina, który WRACA do karczmy, a nie z niej WYCHODZI. Uniosła głowę niczym surykatka wolno przemieszczając ją w przestrzeni i śledząc wzrokiem mężczyznę.
        - Ale... ale... - jęknęła do siebie cichuteńko zaciskając palce na dachówce, którą dosłownie zmiażdżyła. Tak była wściekła! I głodna.
        Przespała jego wyjście! A on sobie teraz wróci i zaśnie na wygodnym łóżku! Szuja! Ten alkohol jest taki zdradziecki, że też ktoś coś takiego wymyślił. Inaczej – miał służyć do obezwładniania i uwodzenia Alarańczyków, a nie do otumaniania jej samej! Źle to rozegrała, bardzo źle to zaczęła, ale przecież on jeszcze nie wie nic o jej obecności.
        - Hmm?... - zastanowiła się pradawna wychylając łeb do przodu.
        A niech to, co on taki sponiewierany? Może zasnął pijany w rowie... Nie, to do niego nie pasowało. Nigdy nie widziała go pijanego... choć kto wie, może po stracie kosztowności topił smutki?
Rayruu zmarszczyła brwi i dmuchnęła nosem z poirytowania. Sama nie wiedziała co o tym myśleć, czy spadł na samo dno slumsów i teraz wygląda jak miernota, czy też właśnie kombinuje...
        Kobieta wyprostowała się i usiadła pewnie na dachu, gdy sylwetkę mężczyzny zasłonił budynek. Skrzyżowała ręce na piersi, nie mogła jakoś uwierzyć, że ten niegdyś przystojny, bogaty, pociągający... ekhem! Że ten gość, mógł się zataczać. Poza tym, była z nim ta tygrysia. Prezentowała się jak zawsze doskonale... jak na tygrysa. Arystokrata nie szedł skulony, czy obolały... Coś tu ewidentnie pachniało pozłacaną podróbą!
        Ruu zsunęła się z dachu. Szybko się odświeżyła, spięła włosy w niesforny kok i zaciągnęła czerwony kapturek na głowę. W pierwszej chwili chciała ponownie skierować się do karczmy, nie miała żadnego planu, ale jej uwagę przykuły przedziwne zachwyty oraz szepczące, ale podekscytowane głosy. Kobieta rzuciła tylko krótkie spojrzenie na kierunek, w którym stała karczma. Prychnęła urażona, po czym wtopiła się w tłum, a w samym sercu rynku odnalazła znajomego krasnoluda. Twarz Ruu od razu nabrała promieni, lecz sytuacja, w jakiej go spotkała sprawiła, że poczekała z okrzykiem radości.
        - Chyba sobie żartujesz, knypie jeden?! - wrzasnął ochryple Owo, który ewidentnie miał zdarte gardło po poprzednim wieczorze. - Spieprzaj mi stąd, spieprzaj zanim palnę ci kłodą w ten nieprosperujący w niczym łeb. Zastanów się jeszcze, tak z dziesięć razy, a potem możesz spróbować wrócić i mi to powtórzyć! Kur... - klął pod nosem krasnolud.
        - Przecież on jest wyższy od ciebie... O co najmniej połowę - zauważyła smoczyca, zbliżając się do krasnoluda.
        - O, nasz elfik! Może i wzrostem wyższy, ale rozumu to mu brakuje. Nawet połowy szklanki nie wypełni inteligencją. Dziad jeden...
        - Starszy też od niego jesteś – zaśmiała się Ruu. - Co też ci takiego powiedział, że biedaka wyzywasz? - zainteresowała się z troską zielonowłosa, gdy krasnolud sięgał po beczkę.
        - Ach, nie chcę narzekać. To nie będzie z pewnością mój dzień – westchnął.
        - Widać, nie wyspałeś się – zauważyła.
        - Kac nic nie zabrania. Robota zaś zmusza, takie życie... Nic nie poczeka. Szczególnie, jak się prowadzi interesy i kopalnie. Choć ty akurat powinnaś się cieszyć.
        - Jak to?
        - Podobno był tu ten Veryvin, na środku rynku. Stanął machając łbem bestii.
        - Doprawdy? - mruknęła gniewnie pradawna, ale szybko się uśmiechnęła, jakby zmieszana sytuacją.
        - Czekaj no, Hekla przyjdzie to ci opowie wszystko. Jedyny porządny, co został w domu. Pewnie mu baba w tany zabroniła pójść, ale dobrze taką babę mieć. Dałbym każdemu kobiecinę, co trzyma rękę na pulsie, wtedy wszyscy by codziennie wstawali żeby mnie obudzić haha! Hekla, chodź tu mi... Mów coś widział - machnął pośpiesznie krasnolud.
        - Prócz twojego zapitego nosa z rana? - odkrzyknął Hekla.
        Rudowłosy pracownik Owo zbliżył się do dwójki i powitał „elfkę”. Ruu musiała przyznać, że bardzo starał się utrzymać jakiś poziom etykiety, jak na kogoś z tej zgrai grubych karłów. Opowiedział jej o całym zajściu, a zdziwienie smoczycy potęgowało się z każdym kolejnym zdaniem. Jaka bestia? Jaki do cholery łeb?!
        - Hah, teraz to się problem zacznie. Ludzie oczekują, że dostaną więcej w Korestor niż zarobią u Owo. Niech się szef nie martwi, jeszcze z niczym ten mieszczuch nie wyszedł. Nawet nie wie ile się tu zarabia, a dopiero biznes chyba otwiera. Z czego ma im płacić?
        - Hekla, zamknij ty no jadaczke. Toż to ukochana tego „mieszczucha” - warknął Owo.
        - O, ojej doprawdy?! Ja, ja nie chciałem!
        - Nic nie szkodzi – uspokoiła Ruu. - Wybacz, Owo...
        - Daj spokój, to interesy. Jeśli będzie wam się dobrze wiodło to będę się chociaż tym cieszył. – Krasnolud wyszczerzył zęby.
        - Ja będę u ciebie pracował aż do śmierci! - Bił się w pierś rudowłosy.
        Nagle smoczyła chwyciła kołnierz Hekly i zbliżyła do niego twarz. Spojrzała na niego kryształowymi od łez oczami, a głos jej drżał z lęku.
        - Był bardzo ranny?
        - O...ehm... ja, nie. Znaczy, oczywiście nie była to łatwa walka, to było po nim widać, ale myślę, że jak odpocznie to się ze spokojem z tego wykaraska. Nie martw się. Dzielny ten twój ukochany, a teraz to i biznes rozkręci. Będzie ci tu jak w raju – uśmiechnął się rudzielec.
        - A mówił coś o tej zbiórce? Kiedy ludzi chce zebrać? Albo chociaż wiecie, gdzie teraz przebywa? - spytała głosem, w którym powoli gasła nadzieja.
        - Nie... Jeszcze nie, lecz gdy tylko się czegoś dowiemy to od razu zostaniesz o tym powiadomiona! Jest w tym mieście, a to już wystarczy – zapewnił Owo.
        Rayruu pożegnała się z handlowcami i od nich oddaliła. Pozbył się bestii... Jeszcze czego. Nie pozwoli Veryvinowi zarobić tu złamanego ruena! Mantykora, też jej coś! Ona takie zjada na śniadanie! Skoro tak bardzo bali się marnej podróby lwa, to co powiedzą na prawdziwego smoka? Niech no zbierze tu choćby garstkę ludzi i grubasków, jedni będą służyć za wykałaczkę, drudzy za przekąskę. Ruu postanowiła odnaleźć kopalnie Veryvina i w niej... zamieszkać, jako nowy współlokator. Stały dopływ do kryształów (czy co on tam u diaska ma!), a wystarczy tylko odstraszać i przekonać wszystkich do tego, że nadęty, przystojny i pociągający panicz kłamie! Jeszcze nie ogłosił zbiórki ochotników do pracy, zdąży się tam zasiedlić i wszystkich przepędzić.
Avatar użytkownika
Ruu
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Frigg, Niviandi, Kvaser, Francine, Kavika, Wiladye, Shantti, Namir, Pliszka, Cedr, Paank,
Rasa: Smok Solarny
Aura: Połysk topazu przebudzi cię niczym jasność brzasku zrywa ze snu wędrowców. Promienie rozbłysną nasyconą barwą, powoli rozjaśniając ciemności i ujawniając szczegóły otoczenia. Złote nasypy, całe góry i usypiska kosztowności z drogocennego kruszcu oraz stworzonych zeń małych czy większych dzieł sztuki, zajmują całą emanację aż po jej horyzont. Jedynie cynowy cień smoka strzegącego tej jaskini cudów, rozpływający się na ich tle i burzy monotonię barw. Nie miesza się jednak ze złotem, a ostrymi krawędziami odcina się od skarbów. W powietrzu unosi się wiele rozmaitych zapachów, jest ono ciężkie i lepi się do ust starając się zwrócić uwagę tylko i wyłącznie na siebie. Jego pikanteria jest wyraźna, a ubarwiona nutką goryczy z pewnością daje do myślenia, współgrając z intensywnym topazem. Dźwięki są równie wyraziste. Trzask płomieni roznosi się wokół, nijak nie przypominając łagodnego szmeru płonących w kominku gałązek. Złowrogie brzmienie żywiołu potęguje echo powielające trzask każdej najmniejszej iskierki. Coś jednak kładzie się trudną do zinterpretowania, mroźną smugą na wszystkich odczuciach, a ci bardziej wyczuleni domyślą się iż nie jest to tylko kurz wieków matowiący koloryt, gdy dźwięki wydają się brzmieć ciszej niż powinny. Podobnie z typowo namacalnymi doznaniami. Choć kosztowności są gładkie i wypolerowane. Chociaż kolie i łańcuchy giętko umykają między palcami, a klejnoty twardo stawiają zdecydowany opór opuszkom palców, wciąż wydaje się jakby czegoś im brakowało, jakby to wszystko nie było właściwą im, ostateczną formą.
Wygląd: Ruu to olśniewająca smoczyca – nieważne czy przybierze formę ludzką, smoczą czy też mieszaną. Poczynając jednak od tej pierwszej – bardziej przypomina uroczego elfika z lasu czy też driadę, niż człowieka z wielkiego królestwa. Biała, gładka i aksamitna skóra rzadko kiedy łapała promienie słońca. Mimo wielu godzin spędzonych na polanie, Ru nie zdarzyło się nigdy ... (Więcej)

Postprzez Veryvin » So wrz 29, 2018 1:42 pm

        Jego odpoczynek nie trwał długo, przerwany niespokojnym zachowaniem Tigry i czyimś dobijaniem się do drzwi jego pokoju. A zapowiadał się taki przyjemny dzień. Demon westchnął poirytowany, zwlekając się z niechęcią z łóżka i pogładził Tigrę by się już uspokoiła.
        - Idę, już idę - zakomunikował zmierzając w stronę nieustającego pukania. - Czego zakłócasz mój spokój Mernir? - warknął zaraz po otworzeniu drzwi i ujrzeniu za nimi czarnobrodego grubaska sięgającego mu w kapeluszu klatki piersiowej.
        - Spałeś panie? Wybacz, wybacz żem cie zbudził, jednakowoż po tym coś zrobił w Korestor i dla miasta, ubijając potworę szkaradną, kilku moich kompanów jest zainteresowanych pracą dla ciebie markizie. Z dziada pradziada pracowali w Korestor, do dnia aż nie zalęgła się tam poczwara, a teraz dzięki tobie miłościwy panie, mogą znów tam wrócić - mówił pobladły ze strachu widząc płonący w jego oku gniew, który wydawać by się mogło zaczął stopniowo słabnąć.
        - Kilku to znaczy? Konkrety Mernir, konkrety - zażądał chwytając się nasady nosa i lekko rozmasowując czoło. Zawsze wiedział, że pozory mogą mylić, ale żeby aż tak piękny dzień miał się okazać jednym z najcięższych w jego życiu? Czuł się zawiedziony i oszukany, nawet ślepy zauważyłby, że Veryvin nie jest dziś w najlepszym humorze.
        - Tuzin, tych co znam i wiem na pewno. Jest jeszcze kilku moich ziomków co to u Owo robili, ale mieszkają niedaleko Korestor i słyszeli, że tam złoże na złożu czystego rubinu, więc praca lekka, nie to co u Owo gdzie trzeba coraz głębiej niemal pod same wrota czeluści piekielnych żeby znaleźć tyle coby chociaż wypłatę dostali - odpowiedział posłusznie. Na te słowa oko nemorianinowi zaskrzyło jak najprawdziwszy szmaragd. Może w ogóle nie będzie musiał się bawić w organizowanie werbunku chętnych do pracy. Tuzin powinien na początek starczyć, szczególnie, że kopalnia faktycznie jest jedną wielką żyłą rubinu, a tu jeszcze kilku od jego konkurenta chciało do niego przejść. Może nie będzie to taki straszny dzień jak mu się wydawało... choć będzie musiał się pozbyć potwora szybciej niż planował.
        - Mernir, do diabła, do rzeczy! W czym problem?! - westchnął ciężko. Krasnoludy były najlepszymi pracownikami w kopalni, w Thenderionie się od nich roiło i mając takiego znajomego żadna nowinka cię nie ominie, do tego niezrównany kompan do kufla piwa... Jednakże chyba największą ich wadą było gadulstwo i zbyt częste rozchodzenie się po tematach. Ale cóż zrobić? Gdyby każda rasa była taka idealna jak nemorianie, w życiu nie miałby łatwo i interesy pewnie już by się tak nie układały dobrze jak obecnie.
        - Bo pan Owo im płaci, a o markizie mówią, że stracił cały majątek i nie będzie miał z czego górnikom płacić... - powiedział cicho, bardzo cichutko pod nosem domyślając się jak to się skończy.

        Veryvin poczuł się jakby dostał obuchem w samo serce i stał jak nigdy z ogromnym zdziwieniem na twarzy, szeroko otwartym okiem i lekko rozdziawionymi ustami. Zaraz jednak było widać jak ogarnia go potężna furia i zaciśnięte do białości pięści zaczynają mu drżeć. Krasnolud skulił się widząc co się dzieje z jego pracodawcą i walczył z sobą by pozostać dumnie w miejscu a nie uciec jak najdalej od tego mężczyzny...
        - Niech ten tuzin będzie gotowy w każdej chwili do pracy, może być tak, że za parę dni na nowo ożywimy Korestor, ale to dam ci znać...
        - A co z tymi od Owo? - przerwał mu krasnolud, lecz zaraz się skulił gdy demon na niego spojrzał ostrzegawczo. I tak niemałym zaskoczeniem było dla brodacza to, że markiz nie wybuchł, a przemawiał do niego ze spokojem i niemałym rozsądkiem.
        - Nie będę wykradał pracowników poczciwemu Owo. Tym co o pokoleń robili i dalej chcą robić w Korestor przekaż, że co tydzień za pracę będą dostawać dwa złote gryfy i pół.
        - Z-za tydzień? Panie... Cz-czy się czasem nie pomyliłeś? Nie miało być za miesiąc pracy? - Mernir wybałuszył oczy nie mogąc uwierzyć w to co usłyszał. Chciał się nawet zaśmiać myśląc, że to jakiś żart, ale widząc grobową powagę na twarzy swojego rozmówcy, postanowił jednak odpuścić sobie okazanie rozbawienia.
        - Czy się zająknąłem?
        - Nie markizie...
        - Nie markizie, no właśnie! Dwa i pół na początek mam nadzieję, że wystarczy, gdy kopalnia będzie pracowała na pełnych obrotach i niemały będzie z niej przychód, kto wie czy nie będzie to pięć złotych gryfów.
        Krasnolud zachłysnął się powietrzem słysząc to i nie zauważył kiedy nemorianin zniknął we wnętrzu pokoju, zamykając przed nim drzwi.

        Veryvin poszedł do łaźni się odświeżyć, a Tigra za nim pomrukując pytająco.
        - Nie oszalałem i nie jest to żaden postęp kochana. Krasnoludy nie umieją trzymać języka za zębami, szczególnie przy piwie, a w swojej karłowatej społeczności każdy zna każdego, nim się obejrzymy te wiadomości dojdą do pracowników starego Owo i sami będą chcieli robić w naszej kopalni. Obrót się zwiększy, wydobycie będzie większe i szybsze, a co za tym idzie również przychód. Jeśli do tego jeszcze w pewnym momencie przestaniemy zatrudniać nowych pracowników, te pięć złotych gryfów co tydzień dla jednego krasnoluda będzie jedynie kroplą w morzu jeśli ten sam krasnolud tygodniowo będzie dla mnie zarabiał pięćdziesiąt złotych gryfów - wytłumaczył szykując sobie kąpiel.
        Tygrysica potrząsnęła głową i krótko ryknęła.
        - Z takim wydobyciem kamienie najwyższej jakości wykorzystam do robienia doskonałej biżuterii, te gorsze mogę sprzedawać nieobrobione, a z najgorszych robić tanie podróbki tych najlepszych, które pójdą do paserów i rozejdą się po czarnych rynkach. Poza tym dzięki takim podróbkom bardzo wiele osób się pomyli i przepłaci, albo będzie można drugi raz sprzedać ten najwyższej jakości. W końcu... Jaki to dla mnie problem lekko nagiąć rzeczywistość? - uśmiechnął się delikatnie zanurzając w bali gorącej wody z pachnącymi, pielęgnacyjnymi olejkami. Kocica nie odrywała od niego nieprzekonanego spojrzenia, siedząc i machając na boki smukłym, giętkim ogonem.
        - Wiem co masz na myśli, nie martw się, uszykuję się do wyjścia i pójdziemy rozejrzeć się po naszej kopalni. Wypadałoby też znaleźć jakieś zaklęcie ochronne coby chroniło kopalnię przed kradzieżami, albo jakimiś innymi potworami. Może dziadek coś wymyśli...

        Zrobił tak jak powiedział i zaplanował. Skontaktował się telepatycznie z dziadkiem i skierował się w stronę kopalni, przy której przystanął i odetchnął głęboko. Dziadek mu pomoże dopiero za dwa dni, w ciągu których miał się pozbyć poczwary z kopalni i samemu jakoś postarać się jej chronić. Jednakże wszystko po kolei...
Avatar użytkownika
Veryvin
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: River, Yve, Aldaren, Valerian, Kiraie, Dantalian, Dragosani, Selim, Mana,
Rasa: Nemorianin
Aura: Witaj w krainie złota wędrowcze. Mojej krainie. MOJEGO złota. Jesteś ciekawy co tu znajdziesz? Proszę bardzo. Wiem, wiem, kram niezbyt okazały, przeciętnych rozmiarów i wcale nie leciwy, ale warto się nim zainteresować. Dlaczego? Otóż mam tu ozdoby z platyny, bardziej twardej niż miękkiej, najwyższej jakości. Parę srebrnych naszyjników, których łańcuszki giętko opadają na palach, jak drogocenne wstążeczki. Miedziane kolczyki i sygnety o rzadko spotykanej lepko-suchej powierzchni, precjoza z jedwabiście gładkiego barachitu oszlifowanego tak, by aż ranił palce swoją ostrą, zniewalającą urodą. I złote, złote bransolety. Wszystko to otacza niezmiernie delikatna poświata w turmalinowych odcieniach, dowód, że możesz mi ufać. Dźwięki zaś? Proszę! Tu nie ma żadnych dźwięków. Wszystko pochłania cisza tak głęboka, że nieprzyzwoicie wręcz łatwo śledzić rozpływające się po ciele i duszy uczucie spełnienia. Dopiero trudny do sprecyzowania, tajemniczy zapach i nagłe wrażenie, że cały świat drga pod stopami zaburza tę równowagę. W otwarte w zaskoczeniu usta wprasza się słona gorycz o łagodnym posmaku. No - więc co kupujesz?
Wygląd: Przeciętnego wzrostu nemorianin, choć wysoki w stosunku do ludzkich mężczyzn (190 cm). Jest średniej budowy ciała z delikatnie zarysowanymi mięśniami, gdyż jego praca nie jest ciężka fizycznie, a trening umiejętności bojowych to dla niego niepotrzebna strata czasu. Chód ma pewny siebie i pełen gracji, jakby cały świat należał do niego i nie było w nim nic coby mężczyźnie ... (Więcej)

Postprzez Ruu » Pt paź 12, 2018 2:21 pm

        Ruu była niezwykle zdeterminowana, aby wprowadzić swój plan w życie. Zapamiętała wszelkie wskazówki od Owo na temat tego, gdzie znajduje się kopalnia wykupiona przez Veryvina, a że miała doskonałą pamięć to nie pominęła najmniejszego szczegółu. Głupio by było w końcu pomylić kopalnię.
         Smoczyca dotarła na miejsce oglądając uważnie okolicę. Słońce wznosi się tuż za brzegiem skał Korestor, a zachodzić będzie naprzeciw tunelu. Na jej skarpie, przy samym wejściu, jest idealny widok na gmach sądu znajdujący się w centrum miasta. Wydawał się taki malutki z tej perspektywy! Wejście otoczone zostało linami i postawiono przed nim drewnianą bramkę z ostrzeżeniem, jakby miała jakkolwiek pomóc w ujarzmieniu potwora. Zapewne mieszkańcy bali się zasypać wejście skałami, to by bardzo rozgniewało potwora, który póki wyłącznie mieszkał to było dobrze. Nie wychodził palić mieszkańców królestwa, więc chyba nikt nie kwapił się do podjęcia ogromnego ryzyka, jakim była potyczka z bestią. Rayruu wyminęła zasieki z lin. Delikatnie głaszcząc ich szorstką powierzchnię, przeszła się wokół, jakby chciała zapamiętać ten obraz. Tak, to tutaj po raz drugi zrujnuje nemorianina.
        Kobieta uśmiechnęła się podstępnie, czuła jak satysfakcja w niej narasta. W końcu zbliżyła się do tunelu. Wyminęła bramkę, przeszła dalej. Czuła się niesamowicie, aż oczy się jej zaokrągliły, gdy już na wejściu wyczuła rubiny. Pogłaskała zimne ściany, jej paznokieć zatrzymał się na drobnym krysztale. To był zaledwie drobny ułamek tego, co znajduje się w środku. Bogactwo, ogromne bogactwo!
        Oczy smoczycy delikatnie się zwęziły, gdy szła dalej. Podniosła z ziemi pochodnię, zapaliła miernym czarem ognia. Będzie co zwiedzać. Oj będzie co zwiedzać!
        Tylko nie za głęboko i nie za daleko, musi słyszeć najmniejszy szmer. Jednak głód i pragnienie zdecydowanie ją zdominowały. Zaciskała zęby na wargach, bardzo starała się powstrzymać myśli, ale już sama nie wiedziała kiedy przemieniła się w hybrydę i skubała ściany pazurami. Gdy się już nażarła, powypluwała te gorsze kąski, to zaczęła nieco marudzić. Właściwie przydałoby się tu kilka grubasów, co by jej te pyszności wykopali, ale gdy tylko postawią tu choćby jedno rusztowanie to nie odpuszczą. Przepędzą ją, gdy poczują siłę. Mogła jednak obrócić kota ogonem, skoro Veryvina uznają za kłamcę to ona mogłaby go ośmieszyć, przegnać... może zabić, a sama zgarnąć pracowników, dawać im jakąś część rubinów żeby sobie pohandlowali, a ona większość by żarła... Tylko kto pójdzie na taki układ. Przeklęta chciwość Thenderiończyków, na pewno by nie pozwalali smokowi jeść czegoś, co sami mogą sprzedać! Z resztą, czy ona sama faktycznie trzymałaby się tak kurczowo odpalanych w procencie kryształów? Nie, to nie wchodzi w grę. Chyba, że byłaby i potworem i prowadzącą biznes elfką... ale tyle w tym papierów do wypełniania! Za dużo utrudnień! Najlepiej pozostać tą straszną bestią, której naruszają spokój!
        Właściwie, dlaczego przestali pracować? Jak to się stało, że codziennie pracujący tu ludzie i krasnoludy nagle przerwali swoje obowiązki z powodu potwora, który z dnia na dzień pojawił się w kopalni? Czy mantykora była w stanie wkraść się do Korestor, a później stopniowo pozbywać się pojedynczych górników, plotki szybko się rozsiały i ludzie rezygnowali czy też było jedno wielkie bum, gdy potwór przepędził wszystkich zaledwie w ciągu jednego dnia? Wciąż znajdowały się tu narzędzia i rusztowania, jakby niektórzy uciekli w popłochu, resztę pewnie bali się zabrać z kopalni. Wszak nikt nie postawi na życia szali, by odzyskać kilka wagoników albo desek.
Ruu westchnęła i nieco zgarbiona dalej zdrapywała pazurem kamienie. Ciężki ogon otaczał jej sylwetkę, będąc już najedzona (chociaż nigdy nie było za mało!) mogła teraz czekać na Veryvina. Właściwie już chciała by się pojawił, tu z tą bandą pracowników, wtedy ryknie z głębin kopalni i będzie po sprawie! Gdy zobaczyła go w karczmie, patrzyła na niego otumanionym wzrokiem, nie mogła uwierzyć w jego obecność. Wzrok pradawnej powędrował gdzieś wyżej, błądziła nim po ścianach i przypominała sobie dokładnie każdy detal jego dostojnej twarzy o wyraźnych rysach oraz oczy w barwie jadowitej zieleni. Ciekawe ile kobiet nimi oszukał... Mienił się w nich blask biznesu, lubiła każde jego spojrzenie, a szczególnie to, które spoczywało na niej wieczorami, gdy mogli pobyć sami w złotym świetle ognia oraz świeczników. Wosk spływał wzdłuż długich świec, a ona siadała na jego kolanie w delikatnej szacie z lśniącymi wyszyciami i wplecionymi diamencikami. Wdychał nie zapach jej włosów, lecz złotych kolczyków i wielorzędowego naszyjnika z brylantami. Wyobrażał sobie, jak jego skarbiec powiększa się o kolejne kosztowności. Mieli te samą pasję i rozumieli się doskonale, choć nigdy by na nią nie spojrzał, gdyby tego wszystkiego nie ukradła, gdyby nie stworzyła wizerunku bogatej panny bez męża z ogromnym posagiem.
        Ruu zacisnęła pięść na krysztale, który rozkruszył się w jej dłoni. Smoczyca warknęła, a jej ogon klapnął niespokojnie o ziemię. Przeklęty bogacz! Powinien już tu dawno się pojawić!
        Wściekła pradawna obróciła się, po czym w wygodniejszej dla siebie pozycji hybrydy, czyli na czworaka, przekradła się w stronę wyjścia. Zdaje się, że coś słyszała! Może to ten przeklęty, zrujnowany bogacz... Nie miała zamiaru pokazać mu się od razu na oczy. Niczym rozwścieczona lwica kryła się za skałami w bezpiecznej dla siebie okolicy by doglądać wejścia. Miała ogromna nadzieję, że dziadek już dawno zna prawdę o nim i go wyśmiał, nie zaoferuje mu żadnej pomocy... ale Veryvin to doskonały gracz oraz kłamca. Musiała go zdecydowanie pilnować!
Avatar użytkownika
Ruu
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Frigg, Niviandi, Kvaser, Francine, Kavika, Wiladye, Shantti, Namir, Pliszka, Cedr, Paank,
Rasa: Smok Solarny
Aura: Połysk topazu przebudzi cię niczym jasność brzasku zrywa ze snu wędrowców. Promienie rozbłysną nasyconą barwą, powoli rozjaśniając ciemności i ujawniając szczegóły otoczenia. Złote nasypy, całe góry i usypiska kosztowności z drogocennego kruszcu oraz stworzonych zeń małych czy większych dzieł sztuki, zajmują całą emanację aż po jej horyzont. Jedynie cynowy cień smoka strzegącego tej jaskini cudów, rozpływający się na ich tle i burzy monotonię barw. Nie miesza się jednak ze złotem, a ostrymi krawędziami odcina się od skarbów. W powietrzu unosi się wiele rozmaitych zapachów, jest ono ciężkie i lepi się do ust starając się zwrócić uwagę tylko i wyłącznie na siebie. Jego pikanteria jest wyraźna, a ubarwiona nutką goryczy z pewnością daje do myślenia, współgrając z intensywnym topazem. Dźwięki są równie wyraziste. Trzask płomieni roznosi się wokół, nijak nie przypominając łagodnego szmeru płonących w kominku gałązek. Złowrogie brzmienie żywiołu potęguje echo powielające trzask każdej najmniejszej iskierki. Coś jednak kładzie się trudną do zinterpretowania, mroźną smugą na wszystkich odczuciach, a ci bardziej wyczuleni domyślą się iż nie jest to tylko kurz wieków matowiący koloryt, gdy dźwięki wydają się brzmieć ciszej niż powinny. Podobnie z typowo namacalnymi doznaniami. Choć kosztowności są gładkie i wypolerowane. Chociaż kolie i łańcuchy giętko umykają między palcami, a klejnoty twardo stawiają zdecydowany opór opuszkom palców, wciąż wydaje się jakby czegoś im brakowało, jakby to wszystko nie było właściwą im, ostateczną formą.
Wygląd: Ruu to olśniewająca smoczyca – nieważne czy przybierze formę ludzką, smoczą czy też mieszaną. Poczynając jednak od tej pierwszej – bardziej przypomina uroczego elfika z lasu czy też driadę, niż człowieka z wielkiego królestwa. Biała, gładka i aksamitna skóra rzadko kiedy łapała promienie słońca. Mimo wielu godzin spędzonych na polanie, Ru nie zdarzyło się nigdy ... (Więcej)

Postprzez Veryvin » Wt paź 16, 2018 4:25 pm

        Nie mógł powiedzieć, że droga do kopalni minęła mu spokojnie i bezproblemowo. Był tym poirytowany bo już od samego rana wiedział, że to będzie paskudny dzień, choć słońce pięknie świeciło na bezchmurnym niebie, a dzieci bawiły się radośnie na ulicach miasta. Prychnął pod nosem i to nie raz w odpowiedzi na tę aluzję od życia, nie potrzebował zobrazowania swojego własnego charakteru, ale ze złośliwym losem w żaden sposób nie idzie pogadać. I tak o to właśnie ledwo wyszedł z karczmy i przeszedł dwie przecznice, gdy zaczepiło go kilkoro mieszkańców, najpierw jakaś "zmartwiona" panienka, aż nazbyt chętna by zająć się jego obrażeniami po heroicznej walce z potworem z Korestor. Jakież było jej zdziwienie, gdy przy bliższym przyjrzeniu się markizowi nie dostrzegła w nim już żadnego zmęczenia i nawet najdrobniejszych oznak po niedawnej walce.
        - Eliksir regeneracji, jestem zapracowanym człowiekiem nie stać mnie na odpoczynek - wyjaśnił nim zdążyła się odezwać. - A teraz przepraszam, mam masę spraw na głowie. Miłego dnia, panienko. - Zgiął się w głębokim, teatralnym ukłonie, przy którym ujął jej dłoń i musnął ustami wierzch. Wyminął po tym zarumienioną i oszołomioną młódkę - prawdopodobnie kurtyzanę, jeśli sugerować się jej strojem, albo rozpieszczoną, nazbyt pewną siebie i swoich wdzięków dziewuchę - idąc dalej w stronę bramy miasta.

        Po jakiś pięciu, może dziesięciu minutach napatoczył się Mernir w towarzystwie dwóch krewniaków. Jak się można domyślić krasnolud również był zdziwiony szybkim odzyskaniem sił przez swojego pracodawcę, szczególnie, że praktycznie przed chwilą się z nim widział. Veryvin znów wyjaśnił swoje ozdrowienie działaniem mikstury, ale nie skończyło się na tym, jednakże to tylko i wyłącznie na życzenie markiza.
        - Mówiłeś już swoim? - zapytał Veryvin, niby od niechcenia i tak też szczerze było, bo za specjalnie nie interesowali go byli górnicy Korestor. Chciał się przekonać, czy Mernir połknął haczyk, a misterny plan przejęcia tutejszego monopolu i zniszczenia wygryzienia Owo zaczął się powoli realizować.
        - N-nie markizie... Jeszcze n-nie - wyjąkał pobladły, widząc jak na swoją odpowiedź, pochmurnieje mężczyźnie lico, a w oczach wzbiera gniew. - W-wie markiz... Miałem im powiedzieć, ale... o suchym pysku ciężko rozmawiać o pracy... I-i daleko do domu trochę, a samemu się nie da... - Zabawnie było patrzeć jak grubasek z każdym swoim słowem truchleje coraz bardziej i gubi się w zeznaniach, nie wiedząc jak zacząć, jak przejść do sedna, jak wyjaśnić i wybronić się z tej sytuacji. To było niezwykle satysfakcjonujące, zwłaszcza, że krasnolud doskonale zdawał sobie sprawę, że spartolił swoje zadanie i zawiódł chlebodawcę.
        - Mernir... - zawarczał cicho demon, a powietrze przeciął odgłos przełykanej głośno śliny. Nie wiadomo nawet kiedy dwójka jego krewniaków się ulotniła. W końcu to prywatna rozmowa o pracy, więc w dobrym takcie byłoby gdyby nie podsłuchiwali i się oddalili.
        - Piłem z kilkoma ziomkami od Owo i przez przypadek powiedziałem im ile będziemy zarabiać w Korestor... - zaskomlał, lecz zamiast się uspokoić jeszcze bardziej pobladł i się skulił, gdy powietrze przeciął złowrogi głos markiza.
        - Mernir...
        - Wiem panie, obiecałem, ale oni zaczęli śmiać się i szydzić, że gdy zacznę pracować w Korestor dla markiza to już skończy się picie piwa, bo z żebractwa albo chleb się kupi albo piwo... No to ja żem się oburzył. Trzasnąłem kuflem w stół i wrzasnąłem na nich, że ich nie będzie stać na piwo, a ja będę mógł nie jeden browar wybudować z pracy w Korestor to się zaciekawili i zapytali, to żem ich z tych emocji powiedział... Ale gdyby markiz widział jak im oczy wybałuszyło, no jak głupie cielęta wyglądali. Wtedy mi się przypomniało, że miałem swoim ziomkom o tym powiedzieć i zostawiłem ich samych... - wyrzucił niemal na jednym wdechu i był już gotów wołać o pomoc, gdy Veryvin podniósł i wyciągnął w jego stronę swoją rękę.
        - Dobra robota Mernir, wracaj do domu i odpocznij, jesteś niezdrowo blady. Mam nadzieję, że nie rozchorujesz się. - Demon poklepał krasnoluda po ramieniu, a ten całkowicie zbaraniał. - Nie zapomnij porozmawiać ze swoimi ziomkami - powiedział spokojnie i poszedł dalej.

        To był jedyny znak tego, że ten dzień mógł jednak stać się tym jednym z lepszych dni. Był zadowolony jak nigdy, że jego plan wykiełkował i właśnie puszczał korzenie. Niezwykle satysfakcjonujące. Wiedział, że przerażony nord do tego zmierzał od początku, a podczas całej rozmowy, o ile można to tak nazwać, starał się nie wybuchnąć śmiechem, albo w jakiś inny sposób się nie zdradzić i nie przerwać swojej szopki. Było dobrze, nawet bardzo dobrze... Musiał się pospieszyć z tym potworem z Korestor. Póki co szczęście mu dopisywało, ale wolał na nim za specjalnie nie polegać tylko myśleć racjonalnie, a zwłaszcza tak działać.

        Kawałek za miastem znów został zaczepiony przez kkrasnoludzkich mieszkańców miasta, tym razem tych od Owo, z którymi pił Mernir. Dla nich nie miało znaczenia, że markiz już dużo lepiej wyglądał, najbardziej byli zainteresowani tym czy Mernir faktycznie mówił prawdę co do zarobków w Korestor, czy nie odniósł się czasem jakimś wyjątkowo głupim i lekkomyślnym rodzajem dumy. Demon lekko im przytaknął, że to prawda i odszedł dalej już przez nikogo nie zatrzymywany. Nie uszedł jednak jego uwadze widok twarzy pracowników konkurencyjnej kopalni. Mernir miał rację, ten widok był bezcenny.

        Nie mógł jednak odetchnąć, gdy ujrzał w dali przed sobą swoją najnowszą inwestycję, gdyż Tigra zwolniła i zaczęła węszyć, a gdy z powrotem zrównała się z demonem, była cała napięta i nastroszyła futro. Veryvin myślał, że wyczuła tę poczwarę, która się tam zalęgła. Nie miał pojęcia, że tygrysica wyczuła dużo gorszą i groźniejszą istotę - byłą partnerkę markiza. Demon odetchnął głęboko, nawet nie zwrócił uwagi na to kiedy sam się napiął i poddenerwował. Nie mógł pokazać, że się boi, to było odwieczne prawo natury - jeśli się boisz, jesteś na przegranej pozycji, zwłaszcza podczas spotkania z jakąś maszkarą. Co prawda już ustalił, że raczej jakaś humanoidalna istota tam zamieszkała, ale nie wiedział czy jest to rozumne stworzenie, czy zna Wspólny, czy raczej jest kompletnie zdziczała, kierowana zwierzęcymi instynktami. Przyszedł bez łuku, czy jakiegoś ukrytego ostrza, bo nie chciał przelewać krwi, przynajmniej nie taki był jego wstępny plan. Zakładał, że jednak mieszkało tu coś rozumnego, a co za tym idzie miał dosyć ciekawy pomysł na interes z tą poczwarą. Owszem, mógł się mylić w końcu był tylko demonem, nie Wszechwiedzącym, wtedy właśnie liczyłby na pomoc swojej pieszczoszki i najlepszej towarzyszki.

        I nie przeliczył się w tej kwestii za specjalnie, ponieważ gdy tylko coś się poruszyło w mroku szyldu kopalni i doszedł jego uszu niepokojące syczenie wraz z odgłosem szurania czegoś ciężkiego po ziemi, Tigra wyszczerzyła zęby i zaryczała wściekle, jednym susem znajdując się przed swoim panem. Nagle z wnętrza tunelu wypełznął przed kopalnię ogromny wąż o smoczym pysku i z ostrym grzebieniem wyrastającym z kręgosłupa. Tygrysica już była gotowa do skoku, a gadzina uniosła swoją przednią część ciała do góry rozdziawiając szeroko paszczę, jakby chciała jednym kłapnięciem pożreć i mężczyznę i jego kocicę. Wtedy stało się coś dziwnego, demon powstrzymał Tigrę kładąc jej dłoń na głowie, a z wnętrza pyska wężydła wychynęła niezwykle piękna kobieta, a przynajmniej jej górnej połowa, całkowicie naga o zielonkawym odcieniu skóry.
        - Veryvin! - wykrzyknęła czarnowłosa i jakby nigdy nic owinęła się ogonem wokół niego i przyległa do niego swoim ciałem przeszczęśliwa. W ogóle się jego nie spodziewała.
        - Gorgona? Co ty tutaj robisz? - Był zaskoczony jej obecnością tutaj, a zaraz wybuchnął śmiechem i objął kobietę lekko przytulając do siebie. Tigra zastygła w bezruchu, ani trochę nie rozumiejąc tego co tu właśnie zaszło.
        - Mieszkam, głuptasie, a na co ci to wygląda? - odpowiedziała cofając się od niego po przywitaniu i uśmiechnęła się zadziornie. - Mogłabym cię zapytać o to samo, gdybym nie widziała twoich wczorajszych podchodów. Na prawdę chciałeś mnie zabić? Chociaż czekaj, nie odpowiadaj, bo widzę, że nie to było twoim obecnym celem.
        - Nie wiedziałem, że tu mieszkasz, jak mógłbym zabić swoją kuzynkę?
        - Daleką, kochany daleką kuzynkę.
        - Bez znaczenia. Nie wiem czy powinienem się cieszyć z takiego obrotu sytuacji, czy raczej wściekać. - Westchnął z rozbawionym prychnięciem. - Nie wyrzucę cię stąd, więc tak na mnie nie patrz, a nawet myślę, że moglibyśmy dojść do zadowalającego dla naszej dwójki porozumienia. Nie chciałabyś dla mnie strzec kopalni przed złodziejami i wszystkim co mogłoby mi zaszkodzić? Nie ważne co zrobisz z tymi co będą próbowali, w zamian obiecuję, że wstawię się za tobą u dziadka.
        - Dziadka...? - powtórzyła z niepokojem rysującym się na twarzy.
        - Opowiem wszystko, ale może mnie zaprosisz? - zaśmiał się z rozbawieniem. - W ogóle jak dzieci?
        - Z nimi w porządku pełzają tu i tam, bardzo im się tu podoba... Ale nie jestem pewna czy powinieneś tu być Vinku, ktoś przed tobą wszedł do jaskini jak byłam na polowaniu, dzieciaki bały się zbliżyć i pozbyć intruza, ale wygląda na to, że ktoś się na ciebie zasadził. Jeszcze nie miałam okazji tego sprawdzić - wyjaśniła konspiracyjnym szeptem, zerkając w stronę odmętów kopalni.

        Demona to nie zaniepokoiło, a na jego ustach pojawił się złowrogi uśmiech. Szepnął coś w odpowiedzi do wężowej kuzynki, której ludzka połowa została wchłonięta z powrotem przez gadzie cielsko i została zastąpiona wężowo-smoczym łbem, po czym zanurkowała w ziemi przed nim zostawiając przekopany użyźniony fragment po dziurze. Markiz się skupił by wysłać kryjącemu się w mrokach intruzowi dość ciekawą iluzję, a może rzeczywistość? o pobłyskującym za jego plecami, ukrytemu przejściu do kryształowej, świecącej komnaty. Skoro ktoś się tu zaszył, pewnie chciałby zostać nieco dłużej, a Veryvin był chętny odpowiednio ugościć takiego bezczelnika. Może być ciekawie, szczególnie z kuzynką i jej dziećmi po swojej stronie. A pomyśleć, że pierwotnie chciał zabić mieszkającą tu poczwarę, los faktycznie miał interesujące poczucie humoru.
Avatar użytkownika
Veryvin
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: River, Yve, Aldaren, Valerian, Kiraie, Dantalian, Dragosani, Selim, Mana,
Rasa: Nemorianin
Aura: Witaj w krainie złota wędrowcze. Mojej krainie. MOJEGO złota. Jesteś ciekawy co tu znajdziesz? Proszę bardzo. Wiem, wiem, kram niezbyt okazały, przeciętnych rozmiarów i wcale nie leciwy, ale warto się nim zainteresować. Dlaczego? Otóż mam tu ozdoby z platyny, bardziej twardej niż miękkiej, najwyższej jakości. Parę srebrnych naszyjników, których łańcuszki giętko opadają na palach, jak drogocenne wstążeczki. Miedziane kolczyki i sygnety o rzadko spotykanej lepko-suchej powierzchni, precjoza z jedwabiście gładkiego barachitu oszlifowanego tak, by aż ranił palce swoją ostrą, zniewalającą urodą. I złote, złote bransolety. Wszystko to otacza niezmiernie delikatna poświata w turmalinowych odcieniach, dowód, że możesz mi ufać. Dźwięki zaś? Proszę! Tu nie ma żadnych dźwięków. Wszystko pochłania cisza tak głęboka, że nieprzyzwoicie wręcz łatwo śledzić rozpływające się po ciele i duszy uczucie spełnienia. Dopiero trudny do sprecyzowania, tajemniczy zapach i nagłe wrażenie, że cały świat drga pod stopami zaburza tę równowagę. W otwarte w zaskoczeniu usta wprasza się słona gorycz o łagodnym posmaku. No - więc co kupujesz?
Wygląd: Przeciętnego wzrostu nemorianin, choć wysoki w stosunku do ludzkich mężczyzn (190 cm). Jest średniej budowy ciała z delikatnie zarysowanymi mięśniami, gdyż jego praca nie jest ciężka fizycznie, a trening umiejętności bojowych to dla niego niepotrzebna strata czasu. Chód ma pewny siebie i pełen gracji, jakby cały świat należał do niego i nie było w nim nic coby mężczyźnie ... (Więcej)


Powrót do Thenderion

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron