Graj doskonale. [Wodospad Snów]


Wodospad Snów położony jest na granicy Szepczącego Lasu, niedaleko miasta Menaos. Wodospad jest schronieniem dla leśnych zwierząt, a w skale pod nim znajduje się grota którą zamieszkuje ogromny, ale przyjazny biały smok Zora. Dolina wodospadu jest pełna potliwych chochlików i zwierząt, czasem zaglądają tu druidzi w poszukiwaniu szkarłatnych grzybów, które można znaleźć tylko tutaj.

Postprzez Namir » N gru 17, 2017 9:13 pm

        Namir z błogością przyjął ułożenie się na resztkach wozu. Nawet nie śmiał się zastanawiać nad tym, czy czasem  deski nie załamią się pod jego ciężarem. Ułożył się z ostrożnością zranionego, czyli bardziej patrząc na to by nie zwiększyć bólu niż na samo otoczenie. Westchnął z wyraźną ulgą. Lisołak nie odpowiedział dziewczynie, a jedynie uśmiechnął się do niej. Zacisnął palce na dłoni Leili, mimo wyraźnego zmęczenia zrobił to bardzo zdecydowanie, zupełnie jakby chciał poklepać ją po plecach i kazać ruszyć własną drogą. Chwilę później wysłana dwójki zniknęła, a Verka odchylił głowę wspierając ją o przypadkową poduszkę.
        Wydawało się, że zdołał szybko usnąć, ale marszczący się co rusz nos oraz zaciskające się usta zdradzały, że zmiennokształtnego zadręczał nie tylko ból. Filipie patrzyła na mężczyznę z odległości kija i bała się przekroczyć głową linię wozu.
        - Może złapał jakąś gangrenę i nas pozaraża?  Albo umrze i pozamienia nas w trupy!– powiedziała przerażona aktorka. Namir nie wydusił z siebie chociażby jęku, a jedynie posłał elfce spojrzenie świadczące o tym, że żyje i nie stracił słuchu.
        W tym momencie jego oczom ukazał się Japker, który zmarszczył brwi i przyjrzał się rannemu. Przyłożył dłoń do czoła Namira. Lisołak poczuł, że była chłodna i przyjemna.
        - Masz gorączkę – stwierdził zaniepokojony. – Pokaż tę ranę.
        Jak na zwierzę przystało – Verka syknął odpychając dłonie elfa.
        - Nadal nie zwolniłem koni z lejców… - rzucił surowo artysta, a zmiennokształtny zagryzł wargę. Musiał przyznać, że był to jednak udany szantaż.
        - Wdało się gangrena, mówiłam! – zlękła się Filipie.
        - Nie, to nie gangrena.
        - Naprawdę?! Uf! Co za ulga…
        - Ale może się nią stać.
        - Ajajaj! – aktorka odsunęła się o kolejne kilka stóp do tyłu.
        - W tym miejscu pojawił się stan zapalany. Zdaje się, że ktoś kto dźgnął cię tym tępym narzędziem stracił przy okazji jego kawałek.- Japker po tych słowach spojrzał na Namira. Zmiennokształtny syknął zaciągając koszulkę by zakryć ranę.
        - Cholera… To było zardzewiałe ostrze…
        Filipie nie za bardzo orientowała się w powadze sytuacji, więc w tym momencie wiele działań wydawało się dla niej bardzo proste. Zbliżyła się do dwójki i spojrzała twardo na elfa.
        - To mu to wyjmij. – Rzuciła z pretensją.
        - I czym zaszyję? Złotą nicią do sukienek? Nie mamy innej…
        - Poczekamy na nich – wtrącił się Verka, ale jego wzrok wydawał się być obojętny, jakby z góry pogodził się z ewentualną wersją wydarzeń.
        Aktorka nie mogła znieść tego widoku! Chociaż z drugiej strony była to scena wyjęta prosto z desek teatru. Tragizm, dramat… Umierający! Bliski śmierci! To było ekscytujące! Tylko szkoda, że akurat padło na jej przyjaciela.
        - W razie śmierci będę pisać o tobie poematy! – zapewniła złamanym głosem Fui.
        - Filipie! Tak nie pociesza się umierających – skarcił ją Japker, ale zaraz złapał się na własnych słówkach. – Z resztą, on jeszcze nie umiera. Mógłbym spróbować to wyjąć…
        - Ale?
        - Ale jak to, co w nim utknęło dotyka ważniejszej części jego wewnętrznego ciała to jesteśmy…
        - W dupie – dokończyła z miną smutnej nastolatki Filipie.
        - Tak… W dupie… - powtórzył z niesmakiem artysta. – Dam ci coś na zbicie gorączki i na zmniejszenie bólu.
        - Yhym… - mruknął mnie przytomnie Namir.
        - Tylko daj mu dużo leków – szepnęła na ucho elfka artyście.
        Niedługo potem Filipie wraz z Japkerem siedzieli na wspinającej się wyżynie lasu i czas zdawał się zatrzymać. Gdyby tylko chcieli to mogliby usłyszeć głęboko oddychających w śnie lisołaka oraz Duila, który zbudził się z tajemniczym (dla niego) bólem twarzy, gdy elfka próbowała bezskutecznie zataszczyć aktora do wozu ciągnąc go za nogę. Quinnlikasio ciężko wzdychał patrząc na marne działania Fui. Nawet we dwójkę wątpił by dali radę dotargać elfa na posłanie, choć był to niewielki odcinek. Japker był szczupły i filigranowy, Filipie tym bardziej i oboje przypominali świeżo zasadzone korzonki przy Zortwilkanie, który mimo swej rasy oraz postury, raczej smukłego uszatego towarzysza, ważył o wiele więcej niż mogłoby się zdawać, dzięki czemu ów aktor miał pretekst by przechwalać się jakże wyćwiczonymi mięśniami.

„Będę śpiewać Ci piosenkę,
Tylko proszę pamiętaj kochanie
Będę śpiewać Ci piosenkę
Nim ten okropny dzień nastanie.

Na rozstaju naszych dróg,
Pamiętaj, że czuwa nad tobą bóg.

O Prasmoku, wielki miłosierny
On jest Tobie całe życie wierny,
Nigdy nie zapomnij o mej miłości,
która przeradza się w szaleńczej zaciekłości.
Proszę, nie zabieraj mi go już więcej,
nie zabieraj duszy, choćby odrobinę prędzej,
by śpiewał o mnie zawsze
bo wówczas cały świat mu klaszcze.”


        Nuciła pod nosem Filipie otaczając rękoma zgięte kolana. Japker przeczesał jasne pasmo włosów, które chętnie odbijały jasne promienie słońca nadając im tajemniczo - zimny odcień. Jej blada cera maskowała zmarszczki, a długie i spiczaste uszy idealnie wpasowały się w utworzony kanon niewinności. Elf odsłonił szyję kobiety i tylko niesforny, pojedynczy kosmyk przysłaniał jej policzek. Pochylił się, a jego oddech spoczywał swoim ciepłem na jej skórze.
        - Kocham cię Filipie – szepnął, a ona tylko delikatnie skuliła ogrzane jego oddechem ramię.

        Czas mijał niemiłosiernie wolno, ale wydawało się, że nikomu to nie przeszkadza. Dwóch artystów spokojnie czekało nie słysząc żadnych jęków ani skarg za swoimi plecami. Konie zdecydowanie się uspokoiły i skubały trawę, która nieśmiało wychodziła na wierzch między złożami mchu.
        - Witam. – Rzekł surowo nieznajomy, męski głos i dwójka elfów obróciła głowy. – Czy moglibyśmy się dowiedzieć, cóż takiego tu zaszło?
        - Zaszło? – spoglądała dookoła zagubionym wzrokiem Filipie. – Oh, mieliśmy wypadek… Lecz proszę wybaczyć! – aktorka wstała i strzepała z sukienki trawę w sposób przykuwający uwagę do jej pośladków, co zrobiła „nieświadomie”. – Nie przedstawiłam się, Loe van Devarejlot oraz jakże bliski mojemu sercu towarzysz, panicz Marlos – skłoniła się nisko, a w odpowiedzi otrzymała skinienie. – Czuwacie nad tym lasem?
        - Owszem, czuwamy – przytaknął elf, a u jego boku stało jeszcze czterech innych. – Podążaliśmy śladem kół, które doprowadziły nas tutaj… - rzucił tajemniczo strażnik.
        - Doprawdy? Gdybyście pojawili się tu wcześniej!
        - Tak? – elf twardo spojrzał na Filipie, która wydawała się być nieco spłoszona. Dłuższą chwilę milczała spuszczając głowę w dół, ale zebrała w sobie siły by mówić dalej.
        - Mieliśmy wypadek, mamy rannych, mój cały dobytek… Cóż za nieszczęście!
        - Mhm… - mruknął dowódca straży, po czym postąpił kilka kroków w stronę ów dobytku.
        Nos Namira poruszył się.  Zmiennokształtny zmarszczył brwi, a już krótką chwilę potem mrużył oczy pokazując ostrzejsze kły, jakby z niezadowolenia.
        - Filipie? – szepnął półprzytomnym głosem Verka.
        - Och! Mój synu! – elfka momentalnie doskoczyła do lisołaka przytulając go, a następnie głaszcząc gorączkowo po twarzy. – Filipie tutaj nie ma kochany. Zapewne znów nawiedziła cię w snach – mówiła z niebywałą troską artystka.
        - Syn? – zdziwił się jeden ze strażników.
        - Oczywiście, że mój syn! – zaprotestowała Fui. – Czyś ty kiedykolwiek widział lisołaka, co ma rasową matkę albo ojca? Biedak, nie ma za krzty zdolności do czarowania i porzucił go jakiś okropny czarodziej, gdy był jeszcze małym liskiem – skarżyła się elfka patrząc jednak na Namira z matczyną miłością.
        - Yhym… To jak panienka wytłumaczy, że akurat do was prowadzą ślady z miejsca, gdzie najwidoczniej odbyła się niezła jatka?
        - Jatka? – Fui podniosła ze zdziwienia brwi. – Ależ panie, ja pragnęłam dojechać tylko do Menaos, na festiwal artystyczny!
        - Nie sądzę, bo skąd tak poważna rana? Te ślady prowadzące do was? – naciskał strażnik, a Filipie wydawała się być jeszcze bardziej osłupiała niż kiedykolwiek.
        - Czego chcecie od tej bezbronnej kobiety? – warknął  Verka dociskając dłoń do rany. – Owszem, rana jest poważna, ale nie z powodu jakiejś jatki – powiedział ostro, po czym zagryzł wargę, jakby odczuł niesamowicie wielki ból.
        - Nie nadwyrężaj się – szepnęła zmartwiona Filipie, a lisołak spojrzał porozumiewawczo na swoją towarzyszkę, po czym skierował wzrok na strażników.
        - Nie wiem, co takiego spłoszyło konie, ale mogę zapewnić, że było to nieprzyjemne uczucie. Wyczuwałem w powietrzu niebezpieczeństwo, usłyszałem jakiś hałas… - mówił strapionym tonem Namir. – Konie oszalały, zboczyły z trasy, a później jedyne, co pamiętam to to, że odepchnąłem moją matkę a sam utknąłem między pniem a odstającymi kołkami, które po części wbiły mi się w brzuch. Minęło sporo czasu nim zdołano mnie stamtąd wyciągnąć. Ach, nie wierzycie mi? Zdaje się, że mam lepszy słuch, węch i intuicję zwierzęcia, jakby ktoś nie zauważył – syknął złośliwie.
        - Nie bądź taki porywczy – upomniała go Fui.
        - Nie mogę, gdy widzę, jak cię traktują – sprzeciwił się Verka.
        - O, cholera, co jest? – spytał Duil, który uniósł się na prostej ręce i spojrzał zaskoczony na pięciu strażników. – Przyszli nam z pomocą!
        - My? – spytał zdezorientowany dowódca straży.
        - A nie? – zdziwił się Duilesgar. – Posłaliśmy naszych towarzyszy po pomoc… - wyznał elf. – Nieopodal jest jakaś wioska, nieprawdaż? Chcieliśmy przejechać skrótem, ale był to głupi pomysł.
        - Skrótem, przez Nacre? – zdziwił się strażnik. – Nadrobiliście tylko kawał drogi.
        - Naprawdę?! Ale nas oszukali na tej mapie, ci kupcy po drodze! – zaklął Duilesgar po czym zsiadł z wozu. – Wybaczcie memu przyjacielowi, trudno nad sobą zapanować, gdy doskwiera mu tak mocny ból.
        - Ej szefie, czy on ci kogoś nie przypomina? – szepnął jeden ze strażników do dowódcy, który baczniej przyjrzał się Verce. – On nie jest tym jednym z tych poszukiwanych opryszków w Menaos? – dowódca pokiwał głową w zastanowieniu, a Namir przeklął w myślach swoją charakterystyczną twarz, która teraz wyglądała nieco inaczej niż standardowo, ale jak już odgrywać scenę to do końca i w każdym szczególe.
        - Chcieliśmy tylko dotrzeć do Menaos, na ten festiwal, a taka przydarzyła się nam przygoda… - powiedział ciszej z żalem Namir, ale w sposób odpowiednio głośny by każdy ciekawski go usłyszał.
        - Wynająłem kilka osób do ochrony, między innymi tych braci a i także przyjaciół naszej rodziny. W Menaos odbędzie się festiwal, interesy w Kryształowym Królestwie ostatnio ciężko idą. Dla zwykłej krawcowej tak wielkie królestwo bywa zdradliwe, gdy na scenę wchodzą młodsze dusze o bogatej wyobraźni. Pomyślałem, że projekty podbiją serce artystów w Menaos, zawsze jakiś grosz wpadnie, lecz teraz…teraz żałuję – wyznał cicho Verka spuszczając głowę.
        - Och nie! Nie żałuj! To ja niepotrzebnie wplątałam cię we własne kłopoty! Już wszystko będzie dobrze, tylko proszę wytrzymaj jeszcze chwilę! – płakała Fui skrywając twarz w dłoniach. – Proszę pomóżcie mi! Nie chcę by on umarł! Ściągnijcie jakąś pomoc! Gdzie ta wioska?! Och, syneczku mój!
        Strażnicy stali niczym słupy spoglądając na podróżników, wszystko wydawało się takie prawdziwe w ich ustach, chociaż rozum podpowiadał by nadal być czujnym.
Avatar użytkownika
Namir
Szukający drogi
 
Nagrody: Obrazek
Inne Postacie: Frigg, Niviandi, Deithwen, Kvaser, Francine, Kavika, Wiladye, Shantti, Pliszka, Cedr,
Rasa: Lisołak
Aura: Najpierw czuć w nozdrzach mocny zapach mokrej sierści i ziemi. Początkowo zdaje się nie przyjemny, jednak po pewnym czasie przyzwyczajasz się do niego i gdy nadchodzą pozostałe bodźce, ta woń jest twoją kotwicą na morzu doznań. Nie jest ich jednak aż tak wiele. Nie słyszysz żadnych dźwięków, poza zwykłym otoczeniem, co jest zaskakujące, ale szukasz dalej. Odnajdujesz poświatę bijącą od emanacji. Jest niezwykle jasna i świeci równomiernie szmaragdowym blaskiem, obejmując szczelnie kontur postaci i niechętnie się od niej oddalając. Sama aura jest wyjątkowo słaba, gaśnie szybko w otoczeniu innych, o wiele silniejszych, bardziej rzucających się w oczy. Zwabiony jej gorzkim, ale łagodnym smakiem zbliżasz się, by dokładniej przyjrzeć się jej powierzchni. Tu właśnie najmocniej widać jej młody wiek, gdyż nie jest ona nawet w połowie pokryta farbami, wciąż czekając na dalszy rozwój i kolejne barwy do kolekcji. Na razie chwali się jedynie zamaszystymi pociągnięciami miedzi i kobaltu, oprószonymi delikatnie żelaznymi i złotymi opiłkami. Jej twarda powierzchnia zachwyca gładkością aksamitu, niezwykłą elastycznością i podstępnie skrytymi ostrymi zakończeniami.
Wygląd: Namir w ludzkiej postaci w żaden sposób nie przypomina lisa. Nie jest nawet rudy! Młodzieniec ma brązowe włosy, które sięgają mu prawie łopatek. Chodzi raczej rozczochrany, pozwala swoim włosom układać się tak, jak zechcą. Nawet sterczący kosmyk nie jest dla niego przeszkodą. Splótł sobie kilka dredów i ozdobił je ostro czerwonymi rzemykami, które gdzieś kiedyś podkradł na ... (Więcej)
Uwagi: Verka rzadko kiedy przedstawia się swoimi dwoma, prawdziwymi imionami - czyli Verka lub Namir.

Postprzez Leila » Pn gru 25, 2017 1:03 pm

        Lekki grymas, który przemknął po ustach Zabójcy, dla innych mógł być zaledwie cieniem uśmiechu, nieistotnym lub w ogóle niezauważalnym, nie wypełniając znamion wyrazu zadowolenia w jakikolwiek sposób. Czy ukryty został umyślnie, czy też bezwzględna maska na twarzy mężczyzny po prostu nie tolerowała takich radosnych objawów, ciężko było stwierdzić, ale dla młodej dziewczyny trzymającej Samiela za dłoń było to zupełnie nieistotne. Dla niej był to pełnoprawny uśmiech, którym mężczyzna skwitował jej drobny gest, słuszności którego ona sama do końca nie była pewna. Teraz jednak poczuła zadowolenie charakterystyczne dla kogoś, kto mając za drogowskaz jedynie poszlaki, pociągnął jedną z możliwych wajch i po krótkiej obserwacji pracującego mechanizmu otrzymał zadowalający go rezultat. I chociaż każdy racjonalny człowiek popukałby się w czoło, mając świadomość nadmiernego zadowolenia lisołaczki, ta naprawdę miała zupełnie zerowe doświadczenie w relacjach damsko-męskich i przez większość czasu czuła się, jakby stąpała po ruchomych piaskach. Poza tym, by dziewczynę uczciwie wyśmiać, trzeba byłoby mieć jeszcze wgląd w jej umysł i serce, a te na szczęście nie odbijały się na twarzy Leili niczym, poza lekkim uśmiechem. Cała ta nastoletnia kotłowanina uczuć trwała bowiem tylko chwilę, bo później pierwsze miejsce w sercu lisołaczki zajęła troska o przyjaciół.
        Słuchała uważnie, choć nie wpatrując się uporczywie w mówiącego mężczyznę, a na zmianę błądząc spojrzeniem od jego twarzy, przez prowadzącą ich drogę, po ubitą ziemię pod swoimi nogami, analizując słowa Samiela i zapamiętując informacje. Świadomie martwiła się o Namira i Duila, podświadomie zapamiętywała takie drobiazgi, jak fakt, że kopniak z końskiego kopyta może połamać żebra. Zaufała demonowi w tej kwestii, bo sama nie umiała ocenić szkód, które zostawiali chwilowo za sobą. Namir był zakrwawiony i widocznie cierpiał, jednak mówił i poruszał się, podczas gdy Duil wciąż nie odzyskał przytomności, co martwiło ją w inny sposób, nie dając po prostu żadnych informacji o jego stanie.
        W zamyśleniu przygryzała pękniętą wargę, która szczypała nieznośnie, a gdy Samiel znów się odezwał, Leila przeniosła na niego swoją pełna uwagę. Z błogą nieświadomością w oczach przyglądała mu się, gdy zaczął mówić, a gdy temat w końcu się wyjaśnił, westchnęła cicho, a ramiona jej opadły. Zabójca przyglądał jej się uważnie, więc nietrudno było zobaczyć zmieszanie dziewczyny, która uciekła kilka razy spojrzeniem, nim pogodziła się z faktem, że przed samym tematem nie umknie.
        - Wiem – powiedziała w końcu tylko i do tego tak cicho, że można to było wziąć ledwie za westchnienie. Ostatnie słowa Zabójcy tylko dołożyły się ciężarem do i tak znaczącego bagażu emocjonalnego dziewczyny, która teraz próbowała się zorientować, czy to co powiedział było jakimś większym wyznaniem, czy wręcz przeciwnie. „Mniej obojętna niż inni” nawet w jej uszach nie brzmiało najlepiej, jednak i tak było czymś więcej niż znała zazwyczaj.
        Przez cały czas wyglądała, jakby chciała coś jeszcze powiedzieć, ale ostatecznie milczała, nie potrafiąc nadać myślom żadnego sensu, ani nawet uporządkować ich na tyle, by tworzyły zdanie. Jakie pytanie jej się nie przewijało przez głowę, dziewczyna sama obracała je tyle razy, że traciło sens i kształt. Chciała uczepić się samego dania jej możliwości wyboru, bo czy to znaczyło, że jakiś ma? Że Samiel chciałby dalej z nią podróżować, zgodziłby się na to? Co prawda wyruszyli razem z Adrionu, jednak Leila wciąż bała się, że Zabójcy w końcu znudzi się niańczenie nieprzystosowanej zupełnie do życia dziewczyny i zostawi ją w jakimś mieście, ruszając samemu w dalszą drogę. A skoro teraz dał jej wybór, czy chce iść z nimi, czy z nim, czy to znaczyło, że może iść z nim? Samego pytania jednak nie zadała. Zbyt się bała, że tylko uświadomi mężczyźnie znaczenie jego słów, a on zreflektuje się i poprawi, że miał na myśli tylko to, iż odprowadzi ją do pobliskiego miasta. A jeśli nie? Ech… a jeśli tak?
        Leila nigdy w życiu nie miała prawa do własnego wyboru i stwierdzenie, że przez całe jej życie była wręcz pozbawiona wolnej woli nie byłoby przesadą. W zamku Arsena nie wybierała niczego. Plan jej dnia był ustalany co do minuty, przecież tylko dlatego z Namirem wymykała się po nocach, by psocić w zamku, gdyby miała na to czas w ciągu dnia na pewno nie dałaby się wyrwać z łóżka. Wybierano jej stroje, jedzenie, koleżanki, każdy jej krok był zaplanowany i odpowiednio ograniczony, by nie dać lisołaczce miejsca na własne marzenia, a jednocześnie nie pozwolić jej odczuć braku innego życia. Później było tylko gorzej. Podczas niewoli u Dothra pojęcie wolności samej w sobie było już abstrakcją, nie mówiąc już o swobodzie wyboru czegokolwiek. Chyba tylko, na której poduszce wrzuconej do klatki złoży dzisiaj głowę, a na której nogi. Od samych wspomnień przechodził ją dreszcz strachu.
        Danie jej takiego wyboru było dosłownie poza pojmowaniem dziewczyny. Nie tylko to, że to do niej należy decyzja, ale też jej waga, skutki, bo jak miała wybierać między dwiema najważniejszymi osobami w jej życiu? By nie powiedzieć – jedynymi. Samiela może i znała dopiero kilka dni, ale tyle rzeczy, ile wydarzyło się w międzyczasie starczyłoby jej zdaniem na całe życie. Nie mogła też tak po prostu zapomnieć o tym, co wydarzyło się między nimi, nawet jeśli nie umiała odpowiednio tej relacji nazwać, ocenić obiektywnie jej znaczenia, czy konsekwencji innych niż te rozgrzewające serce. A Namir był przecież jej najlepszym przyjacielem, znali się prawie całe życie! Zmienił się to prawda, nie tylko z wyglądu, ale też jakoś inaczej się względem niej zachowuje, ale przecież oboje swoje przeżyli i jego doświadczenia też musiały odcisnąć swoje piętno. Nie mogła go zostawić. Nie chciała. Ale nie chciała też żeby Samiel odszedł.
        Umysł parował jej od przemyśleń, a serce bolało od uczuć do tego stopnia, że przez moment rozwiązanie w postaci walenia głową w drzewo, aż się wszystko samo nie ułoży, nie wydawało się wcale takie głupie. Na dodatek miała wrażenie, że nikt tego ciężaru nie rozumie, a jednocześnie podświadomie zdawała sobie sprawę, że nie najlepszym pomysłem byłoby zdradzanie się ze wszystkimi swoimi uczuciami. Chociaż zaraz… Felipie! Mogła o tym przecież porozmawiać z Felipie! Chyba… Elfka była specyficzna, to prawda, niezwykle emocjonalna, nie da się ukryć, ale to tym bardziej znaczyło, że radzi sobie z takimi dylematami. Leila nigdy się nikomu nie zwierzała, bo po pierwsze nie miała komu (Caroline była jej najbliższą koleżanką, ale o zaufaniu nie było mowy), a poza tym nigdy wcześniej nie miała z czego. Teraz jednak czuła do nowopoznanej artystki jakąś głębszą sympatię i mimo jej dziwactw, bliskość. Oczywiście postronny obserwator mógłby szybko ocenić, że Leila traktuje Felipie, jak matkę, której nigdy nie miała, ale sama rudowłosa nie była tego świadoma, a też nie byłoby najlepszym pomysłem mówienie tego na głos przy elfiej artystce.
        Trudne rozmyślania przerwało dotarcie do celu, co dziewczyna przyjęła niemalże z zaskoczeniem, gdyż przez ostatnie kilka chwil wędrowała w milczeniu, pogrożona we własnych myślach. Nie przerywała, gdy Samiel zaczepił przechodzącego młodzieńca, ani później, gdy rozmawiał z uzdrowicielem, chociaż ten był raczej małomówny. Leila przyjrzała mu się uważnie, lustrując również torbę, której zawartość musiała pomóc jej przyjaciołom. Oprócz tego, że elf przedstawił im się krótko i oni również podali swoje imiona, uzdrowiciel nie był zbyt rozmowny, co lisołaczce w ogóle nie przeszkadzało. Najważniejsze to szybko wrócić do rannych.

        Ledwo pojawili się na horyzoncie i mogli spostrzec, że przy wozie znajduje się więcej osób niż powinno, gdy rozległ się krzyk i Felipie ruszyła biegiem w ich stronę.
        - Płomyczku! Samielu! Ecae! – krzyczała w pełnym przejęciu, a Leili serce zamarło z trwogi, że stało się coś niedobrego Namirowi albo Duilowi. Artystka jednak ledwie do nich dopadła i objęła mocno dziewczynę szepcząc jej do ucha tak, by również uzdrowiciel i demon mogli zrozumieć jej słowa.
        - Płomyczku, zwracaj się do mnie mamo, a wy Loe – mruczała szybko, zerkając nad płomiennorudymi włosami dziewczyny na obu mężczyzn. – Japker to Marlos, Namir to twój brat, mój syn, przygarnięty oczywiście, ty również skarbie. Trzymać grę! – pisnęła jeszcze, niemalże podekscytowana i znów prawie biegiem wróciła z powrotem do wozów, ciągnąc za sobą dziewczynę i Ecae, przez ramię spoglądając, czy Samiel za nimi nadąża. Uzdrowiciela pchnęła zaraz w stronę Namira (Leila też się zaraz tam dosiadła), samej odwracając się w stronę strażników z łopotem materiałów i teatralnym odgarnięciem rozwianych włosów. Jakkolwiek ostentacyjnie to nie wyglądało, działało, bo dwóch z pięciu mężczyzn nie mogło spuścić z blondynki wzroku, a pozostali po prostu jeszcze z tym walczyli.
        - Jak panowie widzą, nasz przyjaciel – tu przygarnęła do siebie ramię Samiela – przyprowadził pomoc – zgrabna dłoń wskazała uzdrowiciela pochylającego się nad lisołakiem, a mina Felipie znów nie przedstawiała nic więcej poza bezbrzeżną troskę o najbliższych, zgrabnie kryjąc satysfakcję z idealnie dopasowanych elementów wymyślonej pospiesznie przykrywki.
        - Rozumiem, że panowie strzegą bezpieczeństwa w tych lasach i my, zwykli podróżni, przemierzający te tereny, jesteśmy tacy wdzięczni! – perorowała elfka, puszczając już demona i zbliżając się do strażników, by to na jej solowym przedstawieniu skupili swoją uwagę. Mężczyźni spojrzeli po sobie zmieszani, kilku wyprostowało się dumnie, wzmacniając wizerunek nieustraszonych strażników tych ziem, a Felipie rozsyłała uczciwie wdzięczne spojrzenia, ukradkiem tylko ocierając łezki w oku. Tylko jeden nie spoglądał wprost na nią, mimo uporczywego trzepotu rzęs artystki. Zerkał nad jej ramieniem na rudowłosą dziewczynę, która spoglądając na nich trwożnie, siedziała na wozie koło tego lisołaka. Jej szczękę pokrywał lekko barwny siniak.
        - A to kto? – mruknął znów służbowym tonem, a artystka odwróciła się i obdarzyła dziewczynę pięknym uśmiechem.
        - Moja córka – odparła lekko, a widząc marszczące się znów brwi mężczyzny machnęła lekko dłonią w powietrzu, wyjaśniając: - również przybrana, lisołaczka drogi panie, biedne dzieci, porzucone przez…
        - Co jej się stało? I nie mów mi o wypadku, potrafię rozpoznać prawy sierpowy – przerwał jej znów strażnik, ale wytrącenie Felipie z jej roli graniczyło chyba z cudem.
        - Drogi panie, dziewczynę dopiero przygarnęłam, to nie jest rodzeństwo – zaczęła, postępując krok w stronę strażnika i zniżając konspiracyjnie głos. – Przybłąkała się do nas bidula wczoraj zaledwie, bita była, głodzona, biedne dziecko – Fui znów zaczęła chlipać, a strażnik westchnął przez nos, splatając ramiona na klatce. Bicie kobiet zawsze było poza jego pojmowaniem i niechby tylko dorwał tego, kto podniósł na dziewczynę rękę.
        - Mogę z nią porozmawiać? – zapytał, a słysząc jego ułagodzony już głos, Felipie skinęła głową, ocierając wciąż nieistniejące łzy spod oczu.
        Leila obserwowała zbliżającego się mężczyznę spłoszonym wzrokiem, zerkając ukradkiem na Samiela. Miała nadzieję, że ich wszystkich nie pozabija, tylko rozejdą się w pokoju, starczy już na dzisiaj krwi i rannych, trupów i kłopotów z nimi związanych.
        - Dzień dobry panienko, przepraszam, że niepokoję, mam tylko kilka pytań – zaczął strażnik uprzejmym nawet głosem, więc dziewczyna tylko skinęła głową. – Kto ci to zrobił? – elf wskazał wzrokiem na jej twarz i nie trudno było się domyślić, że chodzi o kwitnący na szczęce siniak. Dziewczyna speszyła się na moment, uciekając wzrokiem do Felipie, jednak nim strażnik zdążył wyrazić na głos swoje niezadowolenie z tych porozumiewawczych spojrzeń, elfka rzuciła krótko do dziewczyny, że może opowiedzieć o tym mężczyźnie, który ją trzymał. Lisołaczka odetchnęła niezauważalnie, mając już jakąś informację o szopce, którą ma odstawić i wróciła wzrokiem do elfa.
        - Muszę mówić? – zapytała wprost, podświadomie wczuwając się w rolę uciemiężonej dziewczyny, w którą przecież nie aż tak trudno było jej się wcielić. – Nie chcę, żeby mnie znalazł.
        - Nie masz się czego obawiać – mężczyzna aż zmarszczył brwi zmartwiony jej strachem, powstrzymał się jednak od pocieszającego dotknięcia ramienia dziewczyny, które przecież pobita mogła opacznie odebrać. Gdyby na jego córkę ktoś podniósł rękę, połamałby patałachowi każdą kość w ciele.
        Leila więc opowiedziała krótką historię o swoim przetrzymaniu, gdzie każde jej słowo było prawdziwe, splatało jednak jej losy u Arsena, Dothra i porwanie w Adrionie. Mówiła cicho, oględnie, pomijając nazwiska, a jedynie opisując osoby w taki sposób, by nie dało się ich znaleźć. Ostatecznie jednak wskazała ostatnie miasto swojego pobytu, jako to, z którego uciekła, by chociaż trochę zmylić leśnych strażników i dać im jakiś cel, na którym mogą się skupić. Strażnik nie przerywał jej, chociaż widziała, że w niektórych momentach szczęka chodziła mu z tłumionej złości. Na końcu jednak tylko podziękował jej za informacje i zbliżył się na moment do swoich towarzyszy, rozmawiając z nimi przyciszonym tonem. Felipie podbiegła zaraz do dziewczyny, gładząc ją czule po włosach, chociaż oczy jej się śmiały.
        - Piękna opowieść Kruszynko, imponujące! Byłaby z ciebie świetna aktorka, wiesz, powinnaś o tym pomyśleć, tak szybko taką wiarygodną historię wymyślić, i te brutalne szczegóły, moja złota, brawo! – zachwyciła się jeszcze, przybrała znów smutny wyraz twarzy i popłynęła w stronę dyskutujących strażników, którzy zerkali na całą grupę ukradkiem, wyraźnie coś rozważając.
        Leila tylko westchnęła cicho i siedząc na wozie skrzyżowała nogi, opierając się o nie na łokciach. Taak, wymyślić taką historię byłoby trudno… Zmęczona złożyła twarz w dłoniach.
Avatar użytkownika
Leila
Mieszkaniec Sennej Krainy
 
Inne Postacie: Callisto, Avellana, Sonea, Mathias, Emma, Cat, Lexi, Maia, Ananke, Eva, Rakel, Lena, Rain, Kimiko, Kiki, Astarte, Segen, Mimosa,
Rasa: Lisołaczka
Aura: Podchodząc do aury, jej siła okazuje się niezbyt wyrazista, właściwe można ją nazwać nawet słabą. Została ona pokryta z jednej strony farbą silnie żelazną, natomiast z drugiej przyjemnie miedzianą. Otula ją szmaragdowe światło, które niczym kołdra w burzową noc daje bezpieczeństwo, aczkolwiek nie jest ono takie pewne. Nie słychać żadnych dźwięków co niejednego może zaskoczyć. Wydziela średnio miłą woń mokrej sierści. W dotyku zaskakuje swą miękkością i tym jak wspaniale się wygina na różne strony i sposoby, co świadczy o jej elastyczności. Dodatkowo, a nawet paradoksalnie jest w wielu miejscach ostra jak brzytwa i trzeba uważać, by się nie zranić, będąc zmylonym aksamitnym puchem, który ją pokrywa. W smaku okazuje się lepka, aczkolwiek czasami staje się sucha.
Wygląd: Jako człowiek, Leila jest niezwykle drobną, smukłą dziewczyną, mierzącą zaledwie 165 cm. Bladą twarz w kształcie serca zamieszkują duże, bystro i przenikliwie spoglądające, jasnobłękitne oczy, ciemniejące zdecydowanie wraz z nadejściem nocy lub podczas pochmurnego dnia. Gęsty las czarnych rzęs, otaczających oczy, rzuca cień na nierównomiernie rozrzucone na lekko zadartym ... (Więcej)

Postprzez Samiel » Cz gru 28, 2017 6:05 pm

Może ją o tym uświadomił, a może ona zdawała sobie sprawę z tego, że ta chwila nadejdzie, a Samiel tylko jej o tym przypomniał. W każdym razie, dobrze, że wiedziała, iż będzie musiała wybierać swoją drogę, gdy nadejdzie czas, żeby to zrobić. Przemieniony nie miał nawet zamiaru naciskać na to w jakiś sposób, a także próbować sprawić, że dziewczyna pójdzie z nim. Leila musiała decydować za siebie i wybrać taką możliwość, którą będzie uważała za lepszą dla siebie, dlatego nikt nie powinien w to ingerować, próbując wpłynąć na jej decyzję, co zrobiły na swoją korzyść. Resztę drogi przemilczeli, a Samiel pogrążył się w swoim myślach, co czasem zdarzało mu się robić. Wydawało mu się, że lisołaczka nie puściła jego ręki, chociaż nie mógł mieć co do tego pewności. Cóż… po prostu nie był teraz tak czujny, jak często mu się zdarza i oprzytomniał, gdy dotarli do wioski. Tam sytuacja potoczyła się dość dobrze i szybko, bo dogadali się z pierwszym elfem, którego spotkali. Ten zniknął na chwilę, a gdy się pojawił, prowadził już ze sobą uzdrowiciela, o którym wspomniała im Filipie. Szybko ruszyli w drogę powrotną, a gdy dotarli w pobliże wozu, okazało się, że sytuacja uległa niewielkim zmianom.

Elfka szybko wytłumaczyła im, o co chodzi i, jakie role mają odegrać poszczególne osoby. W duchu ucieszył się, że nie wspomniała o jego obecności, a także o tym, że ma podawać się za kogoś, kim nie jest. Postanowił, że stanie gdzieś w pobliżu, może przy wozie, opierając się o niego plecami i będzie obserwował sytuację, gotów zareagować, gdy stanie się ona nieciekawa… Dla strażników będzie o wiele lepiej, jeśli tak się nie stanie, bo wtedy to najpewniej oni stracą życie i staną się pokarmem dla leśnych drapieżników i padlinożerców. Cieszył się, że jego obecność zeszła na drugi plan, bo zwyczajnie nie przepadał za byciem w centrum uwagi. Był skrytobójcą, ostrzem ciemności atakującym z ukrycia, więc stanie z boku i obserwowanie było dla niego o wiele lepsze niż aktywny udział w tym „przedstawieniu”. Poza tym… zawsze istniała możliwość, że strażnicy mogą przypomnieć sobie jakieś plotki o kimś, kto wygląda podobnie jak on, czy coś takiego, a wtedy zaczną zadawać niewygodne pytania albo od razu o coś go oskarżą i będą chcieli pojmać. Chociaż, Samiel widział małą szansę na to, żeby sytuacja stała się właśnie taka. Obroniłby się, tak czy inaczej, jeśli nie słowami, to ostrzem, które zatopiłby w ciałach tych mężczyzn.
Podążył za Filipie, a także Leilą i Ecae, których ta pociągnęła za sobą. Przemieniony już chciał wcielić swój plan w życie, czyli ustawić się gdzieś na uboczu, z wyrazem twarzy osoby, którą mało obchodzi zaistniała sytuacja i bacznie obserwować, układając sobie w głowie plan działania w razie, gdyby strażnicy zaczęli atakować. Niestety, nie mógł tego zrobić, bo jasnowłosa elfka przyciągnęła go do siebie, przedstawiając go jako ich przyjaciela. Nie odzywał się i tylko czekał na moment, w którym zostanie puszczony, a uwaga innych znowu skupi się wyłącznie na Filipie. Gdy tak się stało, odszedł na bok i oparł się plecami o ścianę wozu. Naprawdę przybrał minę, o której wcześniej myślał… a przynajmniej tak mu się wydawało. Miejsce wybrał tak, żeby móc też słyszeć rozmowy. Uznał, że lepiej będzie wykorzystać więcej niż jeden zmysł, a może też dowie się czegoś nowego, ciekawego i tego, co może będzie mógł wykorzystać prędzej lub później. Dlatego też słyszał cały dialog między jednym ze strażników, a Leilą. Wiedział, że mężczyzna uwierzył w jej historię. Był też świadom, że lisołaczka jej nie zmyśliła, chociaż Filipie tego nie wiedziała i powiedziała jej, że wymyśliła tę opowieść.

Zaczął odnosić wrażenie, że strażnicy będą chcieli porozmawiać z każdym, a to oznaczało, że jego także zaczepią i będą chcieli przesłuchać. Oczywiście, zawsze mogliby uznać, że nie dowiedzą się od niego niczego nowego, co mogłoby im pomóc w ocenie sytuacji, jednak, jeśli miał być szczery, wątpił w to, żeby tak uznali i zignorowali go. Dlatego też zaczął zastanawiać się nad tym, jakie to pytania mogą mu zadać i, co mógłby na nie odpowiedzieć. Najpewniej będą go także oceniali na podstawie wyglądu, uzbrojenia i ubioru. Niby wcześniej mógł zasłonić sobie twarz chustą, ale to zwiększyłoby szansę na to, że podeszliby do niego… nawet tylko po to, żeby „poprosić” o zdjęcie kawałka materiału i odsłonięcie twarzy. Wolał mieć mniejsze szanse na rozmowę z nimi, dlatego też chusta cały czas spoczywała pod szyją Samiela. Właściwie… nie odezwał się słowem od momentu, w którym dotarli do wozu, więc istniała też możliwość, że uznają go za osobę bardzo małomówną lub nawet taką, która nie mówi w ogóle. Z drugiej strony, takie coś byłoby zbyt dobre, a przez to jest też zbyt mało prawdopodobne. Jedyne co mu pozostało, to czekanie na to, jak rozwinie się sytuacja – czy jeden ze strażników podejdzie do niego, żeby zamienić z nim kilka słów, czy może uznają, że nie muszą z nim rozmawiać… a może stanie się coś jeszcze innego.
Avatar użytkownika
Samiel
Kroczący w Snach
 
Nagrody: Obrazek
Inne Postacie: Calathal, Cain, Vergil, Jon, Kelsier, Nessus, Fenrir, Malthael, Salazar, Constantin, Seviron,
Rasa: Przemieniony (z Sanginiera)
Aura: Gęsta żelazna powłoka kryje w sobie drogi, jakby korozje doświadczeń, które wypełnione zostały cynową cieczą. Wciąż żywo lśni i płynie przywarta grawitacją do wyznaczonego pola. Wszystko to wywołuje skojarzenie skalistych terenów, które nie zostały okryte niczym więcej. Dzięki temu emanacja zdaje się być niebywale surowa i twarda - i taka też jest. Trudno jest naruszyć niezłomną powłokę o dosyć gładkiej nawierzchni. Cyna jest tutaj wyboiście giętka, zaś żelazo nastroszone ostrością. Emanacja trwa w bezkresnej afonii. Wydziela z siebie tajemniczy zapach. Trudno go w jakikolwiek sposób ująć czy tez opisać. Z pewnością jest on nietypowy dla wielu czytelników, aczkolwiek kryje w sobie tę jedną nutę rozpoznawalnego, ludzkiego potu. Smakuje gorzko, co idealnie współgra z lepiącą się łagodnością.
Wygląd: Magiczne mutacje, które uczyniły z niego przemienionego, sprawiły też, że, między innymi, proces starzenia się jego ciała uległ mocnemu spowolnieniu i przez to, demon mający na karku trzy i pół setki wygląda jak mężczyzna, który ma około trzydziestu lat. Atletyczne ciało skrytobójcy jest bardzo dobrze zbudowane z widocznymi mięśniami, które, co prawda, nie są, aż tak ... (Więcej)

Postprzez Namir » Śr sty 10, 2018 11:20 pm

        Namir był niezwykle zaskoczony sposobem w jaki Filipie potrafiła rozegrać całą sytuację na swoją korzyść. Rozstawiała wszystkich tak, jak chciała, doprowadzała do wypowiedzi, które po prostu musiały paść, a ona każde posunięcie umiejętnie wykorzystywała. Podrzuciła uzdrowiciela w stronę wozu, który początkowo rozglądał się zagadkowo po każdym uczestniku tej teatralnej rozgrywki, ale nikt nie spodziewał się, że będzie przyjazny. Mieszkańcy z pobliskiej wioski słynęli z braku swego zaufania i najwidoczniej miało się to utrzymać.
        W końcu lisołak zebrał się na to by pokazać ranę, a uzdrowiciel zaczął przytakiwać i dokładnie doglądać swego pacjenta. Baaardzo dokładnie, ale nikt nie zwracał uwagi na przeciąganie badań przez Ecae, gdy Leila poczęła opowiadać swoją historię. Namir momentalnie nastawił uszu i miał już podsunąć się do góry, gdy nagle poczuł pieczenie. Przerzucił wzrok na elfa, który tylko mruknął krótkie „nie chciałem”. Verka zacisnął zęby, a jego słuch ponownie skupił się na historii lisołaczki. Złość oraz trwogę można było dostrzec po ułożonych w tył uszach zmiennokształtnego. Koniec jego ogona trzepotał się niespokojnie, gdy słyszał to wszystko, był niesamowicie wściekły, ale gdy oddech Verki się pogłębił to momentalnie syknął z bólu czując jak Ecae dociska jego ranę. Spiorunował wzrokiem swego wybawiciela, który również patrzył mu w oczy i wręcz z premedytacją ucisnął brzuch lisołaka. Namir zagryzł wargę niemalże do krwi. Czy on robił to specjalnie?
        Historia toczyła się dalej, Filipie była zachwycona, ale Verka pluł sobie w twarz. Te kilka godzin wcześniej… Gdyby kilka godzin wcześniej zrealizował plan za murami ich dawnego właściciela teraz nie siedziałaby i nie opowiadała o tych przeżyciach. Namir przełknął ślinę, trudno mu było utrzymać się w ryzach, a gdy czuł, że ponoszą go emocje zaraz uzdrowiciel przywoływał go do porządku bólem. Dowódca straży spojrzał ukradkiem na rannego, a Verka od razu pochylił się w tył zasłaniając dłonią czoło.
        - Czuję się coraz gorzej – mruknął marudnie zmiennokształtny, a zmylony dowódca ponownie przerzucił wzrok na Leilę.
        Gdy mężczyzna odszedł kierując się do reszty straży, Namir dźwignął się na jednej ręce a wolną dłonią objął ramię dziewczyny.
        - Teraz już ci to nie grozi – zapewnił z wysiłkiem próbując złapać wzrok rudowłosej. Pragnął ją objąć, przyciągnąć do siebie i chronić, ale nagle na nogi zerwał się uzdrowiciel przerywając kontakt między dwójką.
        - Musimy, jak najszybciej dostać się do Nacre! – rzucił nagle Ecae, a Fui mrugnęła kilkukrotnie. Potrząsnęła głową, po czym zbliżyła się do elfa ujmując jego palce w swoje dłonie i głęboko spojrzała mu w oczy.
        - Czy… czy on?... – nie dała rady wykrztusić z siebie pełnego zdania. Ecae znacząco westchnął, a następnie spuścił głowę.
        - Obawiam się, że to może być coś poważnego… - odpowiedział powoli elf. – Sprawa wygląda nieciekawie, ale nie traćmy czasu na tłumaczenia. Muszę ponownie naciąć ranę. Zdaje się, że wdało się zakażenie. Trzeba, jak najszybciej operować! – Namir spojrzał wielkimi oczami na elfa i przełknął ślinę. Ciąć ranę? Aż przeszedł go zimny dreszcz! Przecież on ich wszystkich wyrżnie, jak straci nad sobą kontrolę. Z drugiej strony faktycznie czuł się chyba coraz gorzej, szczególnie po tym jak Ecae bezczelnie sprawiał mu ból. Lisołak pobladł na twarzy, chyba krew mu odpływała.
        - Spójrz, blady jest od utraty krwi.
        - Na Prasmoka… - mruknęła Fui z przerażeniem, ale tym razem nie udawała. – Panie Marlos, zwolnij konie! Musimy dostać się do wioski!
        Nakaz Filipie już dawno był w trakcie realizacji. Japker w trakcie rozmowy między strażą a lisołaczką zaczął uwalniać konie i dokładnie patrzył, czy czasem wóz nie zechce się dalej osunąć. Przyprowadził wierzchowce i jeszcze raz pogłaskał je uspokajająco po grzbiecie.
        - Proszę, weźcie go – skierowała się artystka do Duila oraz Samiela, i chociaż Verka mógłby dojść sam to postanowił nie wyłamywać się z roli jakże śmiertelnie rannego podróżnika, choć teraz to już sam wątpił w swoje aktorstwo i obawiał się słów Ecae.
        - Dasze radę wspiąć się na konia? – spytał Duilesgar i po krótkim wysiłku Verka dźwignął się na wierzchowca, po czym dołączył do niego uzdrowiciel w razie potrzeby.
        Filipie miała już odchodzić i machać im na pożegnanie, gdy nagle rozległ się głos dowódcy.
        - Panno Defajerlot, nie jedziesz z nimi? – zdziwił się strażnik.
        - Ja? – spytała głupio aktorka. – A-a-ależ oczywiście, że jadę! – szybko wykaraskała się Fui. – Będę u boku mega syna, szczególnie w tak patowych sytuacjach! – skarciła tonem głosu dowódcę.
        - Proszę wybaczyć…
        Fui zarzuciła urażona włosami, po czym pogłaskała wolnego wierzchowca. Szlag by to! Nie może przecież zostawić tu swojej sukni! Jeżeli ci strażnicy zaczną szukać… już nie mówiąc o niedozwolonej ilości przetrzymywania środków leczniczo-uzależniających, nietypowych broniach, które w tej krupie służą do zupełnie czegoś innego. Nie mogą niczego skonfiskować! Nie uwierzą, że krawcowa wozi takie rzeczy i takie bogactwa!
        - Kochana moja! – Fui podłapała w ramiona Leilę. – Nie mamy tylu wierzchowców, muszę ruszać wraz z moim synem, a twoim bratem, do wioski. Proszę sprawuj pieczę wraz z resztą nad naszym dobytkiem.
        - Poślemy dla was straż i użyczymy wam wozu, abyście nie musieli się martwić o swoje rzeczy – obiecał Ecae, a Filipie uśmiechnęła się z wdzięcznością.
        - Wszystko będzie dobrze – zapewniła elfka lisiczkę, po czym wsiadła na konia i pozdrowiła wszystkich uniesieniem dłoni. Konie ruszyły i cała trójka zniknęła z oczu reszty towarzyszy i pozostawiając za sobą straż leśną z najcenniejszym skarbem Filipie.
         „Niech to! Obyście dobrze to rozegrali!” klęła Fui wracając myślami do Duilesgara oraz Japkera.
        - Mam nadzieję, że szybko dotrą do wioski – rzucił Duil, gdy po zniknięciu elfki zapadła nieproszona cisza.

***

        Wioska była stosunkowo blisko od miejsca wypadku. Namir z niesmakiem przeżywał każdy ruch wierzchowca. Ta podróż była pełna boleści i już pod koniec naprawdę miał dość. Jego oczom ujawniła się Nacre. Gdzieniegdzie mieszkańcy koczowali w domach, inni w pniach drzew, gdzie te nietypowe kształty musiały wywołać driady. Widać dobrze żyli z naturą oraz zapewne jakimiś nie też aż tak dalekimi sąsiadkami, bo w społeczności widział jedynie elfy.
        - Joena! – pisnęła Filipie zeskakując z konia. – Mój promyczku!
        - Filipie! – oczy młodszej elfki wypełniły się prawdziwą radością. Kobiety dobiegły do siebie i przytuliły się mocno piszcząc i ciesząc się ze swego spotkania. Momentalnie między nimi rozpoczęła się fala plotek oraz komplementów „Ależ urosły ci włosy!”, „A tobie kochana twarz odmłodniała!”, „Zawsze zazdrościłam ci tych szczupłych i długich nóg!”, „Nigdy nie widziałam zgrabniejszego noska od twojego!” i tak dalej, i tak dalej…
        Namir zsunął się z konia i z trudem ustał na nogach. Pochylił się nisko, miał ochotę zwariować.
        - Ach! Słyszałam, że mnie wzywaliście! Wybacz, dopiero co dobiegłam do wioski, byłam zebrać kilka leczniczych roślin.
        - Właściwie… To posłałam po Ecae – powiedziała cichuteńko Fui na ucho mieszkanki wioski. Ta spojrzała na nią zdziwiona, ale szybko odezwała się równie mocno konspiracyjnym głosem.
        - Kochana, ten miesiąc należy do Ecae. Pojechał nad morze, jest morskim elfem, jeziora mu na tak długo nie starczą.
        - O kurczę, zapomniałam…
        - Spokojnie! Aspiruję na medyka! Ecae bardzo wiele mnie nauczył! No co się tak gapicie?! Dalej, pomóżcie!
– krzyknęła elfka do swych braci, którzy z niechęcią podjęli się pomocy dla Namira.
        Mężczyźni prowadzili Verkę w stronę wielkiego drzewa. Lisołak podniósł wzrok. Podziwiał te niebywałą strukturę. W środku rozłożystego buku musiało znajdować się sporo miejsca, a na grubych gałęziach znajdowało się kilka niewielkich mieszkań złożonych raczej wyłącznie z sypialni. Gdy Namir był już wystarczająco daleko od dwójki, Fui uderzyła złożoną piąstką mężczyznę tuż obok.
        - Podszywasz się znowu pod Ecae?! – buchnęła.
        - Ała! – pogłaskał się starszy elf po ramieniu. – Co ty chcesz? Dobrze to rozegrałem – wypiął dumnie pierś mężczyzna.
        - Eace, nie chciałabym byś kiedykolwiek mnie ratował – skwitowała go Filipie krzyżując ręce na klatce piersiowej. Elf uśmiechnął się pogodnie i wzruszył niewinnie ramionami.
        - Nie dziwie się. Jednak pamiętaj, że truciciele potrafią tak samo zabijać, jak i ratować.
        - Uhm… - mruknęła niechętnie Fui. – Ściągnijmy ten wóz i strażników wioski dla moich promyczków, zanim tamci zaczną mi węszyć po rzeczach – odwróciła się na pięcie artystka szukając wsparcia wśród mieszkańców wioski.
Avatar użytkownika
Namir
Szukający drogi
 
Nagrody: Obrazek
Inne Postacie: Frigg, Niviandi, Deithwen, Kvaser, Francine, Kavika, Wiladye, Shantti, Pliszka, Cedr,
Rasa: Lisołak
Aura: Najpierw czuć w nozdrzach mocny zapach mokrej sierści i ziemi. Początkowo zdaje się nie przyjemny, jednak po pewnym czasie przyzwyczajasz się do niego i gdy nadchodzą pozostałe bodźce, ta woń jest twoją kotwicą na morzu doznań. Nie jest ich jednak aż tak wiele. Nie słyszysz żadnych dźwięków, poza zwykłym otoczeniem, co jest zaskakujące, ale szukasz dalej. Odnajdujesz poświatę bijącą od emanacji. Jest niezwykle jasna i świeci równomiernie szmaragdowym blaskiem, obejmując szczelnie kontur postaci i niechętnie się od niej oddalając. Sama aura jest wyjątkowo słaba, gaśnie szybko w otoczeniu innych, o wiele silniejszych, bardziej rzucających się w oczy. Zwabiony jej gorzkim, ale łagodnym smakiem zbliżasz się, by dokładniej przyjrzeć się jej powierzchni. Tu właśnie najmocniej widać jej młody wiek, gdyż nie jest ona nawet w połowie pokryta farbami, wciąż czekając na dalszy rozwój i kolejne barwy do kolekcji. Na razie chwali się jedynie zamaszystymi pociągnięciami miedzi i kobaltu, oprószonymi delikatnie żelaznymi i złotymi opiłkami. Jej twarda powierzchnia zachwyca gładkością aksamitu, niezwykłą elastycznością i podstępnie skrytymi ostrymi zakończeniami.
Wygląd: Namir w ludzkiej postaci w żaden sposób nie przypomina lisa. Nie jest nawet rudy! Młodzieniec ma brązowe włosy, które sięgają mu prawie łopatek. Chodzi raczej rozczochrany, pozwala swoim włosom układać się tak, jak zechcą. Nawet sterczący kosmyk nie jest dla niego przeszkodą. Splótł sobie kilka dredów i ozdobił je ostro czerwonymi rzemykami, które gdzieś kiedyś podkradł na ... (Więcej)
Uwagi: Verka rzadko kiedy przedstawia się swoimi dwoma, prawdziwymi imionami - czyli Verka lub Namir.

Postprzez Leila » So sty 13, 2018 1:57 pm

        Ukradkiem tylko spoglądała na Namira, widząc jak reaguje na niektóre z opowiadanych przez nią przeżyć. Zawsze traktowała je tylko, jako element swojego życia, z którego nie była zadowolona, ale który już przeżyła i zostawiła za sobą. Momenty, w których okazywało się jak niewiele wie, jaka potrafi być naiwna, przyjmowała ze specyficznego rodzaju pokorą, bo w jej mniemaniu stwierdzenie, że zachowuje się, jakby urodziła się wczoraj, nie było dalekie od prawdy. Leila po prostu nie znała świata ani życia, a jej 18 lat było wyjątkowo spaczonym wyznacznikiem wiedzy i doświadczenia, gdyż niemal cały ten czas spędziła w niewoli, mniej lub bardziej tego świadoma.
        Teraz jednak, widząc dość wyraziste reakcje lisołaka na jej słowa, po praz pierwszy zaczęła się wstydzić swojego życia. Nagle nie było tylko przeszłością, o której można zapomnieć i udawać, że nie istnieje, ale cieniem, który bezlitośnie rzuca się na jej życie, zakrzywiając je i upośledzając. Przychyliła się w stronę przyjaciela, gdy ją objął i spojrzała na niego smutno. Na jego słowa tylko skinęła głową, siląc się na uśmiech, ale z ulgą przyjęła rozdzielenie ich przez uzdrowiciela. Nie chciała, żeby Namir widział w niej tylko ofiarę, bo nie chciała nią być, a póki co znała siebie tylko, jako swoje odbicie w czyichś oczach.
        Podniosła gwałtownie głowę, słysząc słowa uzdrowiciela. Strach odbił się w błękitnych oczach, gdy krążyła pytającym spojrzeniem od wykrzywionej bólem twarzy Namira, przez surowe oblicze Ecae aż do równie wystraszonej, co ona, Felipie. Leila zerwała się z wozu i wyłamując palce splecionych dłoni krążyła pomiędzy swoimi towarzyszami, nie wiedząc, co ma ze sobą począć. W końcu podeszła do Samiela, ujmując go pod ramię i z przejęciem przyglądając się przygotowaniom do podróży pozostałych. Nie podobało jej się wcale, że Felipie każe jej tutaj zostać, chciała jechać z Namirem, upewnić się, że nic mu nie będzie, ale posłusznie skinęła głową, nie ruszając się z miejsca.
        Gdy tylko konie ruszyły kopyta, obecni odprowadzali wzrokiem odjeżdżających, aż ci nie zniknęli za wzgórzem. Wówczas zapadła niezręczna cisza, podczas której strażnicy przyglądali się im ukradkiem, szepcząc jeszcze między sobą, a Duil zbliżył się do Leili i Samiela krokiem równie spokojnym, co ostentacyjnie konspiracyjnym, stając tyłem do umundurowanych elfów.
        - Tak więc tego… - zaczął cicho z westchnięciem opierając się o ścianę wozu. – Pozostaje nam czekać – mruknął, spoglądając przez ramię na obecnych wciąż strażników, po czym zerknął na lisołaczkę. – Może pogadasz z nimi, żeby już sobie poszli?
        - Ja? – Leila otworzyła szeroko oczy, wpatrując się w elfa ze zdziwieniem, ale ten tylko wzruszył niedbale ramionami.
        - Najmniej podejrzanie wyglądasz. Samiel sprawia wrażenie, jakby chciał ich powybijać, bez urazy – rzucił lekko w jego stronę, po czym wrócił spojrzeniem do lisołaczki – ja raczej również zaufania nie wzbudzam, chociaż może w nieco innym znaczeniu…
        - Nie rozumiem – rudowłosa odruchowo również ściszyła głos, a Zortwilkan przestąpił z nogi na nogą, czochrając w zmieszaniu włosy na głowie.
        - Powiedzmy, że nie byłoby dla nas dobrze, gdyby ci faceci zainteresowali się bardziej naszym wozem – mruknął, a dziewczyna westchnęła w obliczu kolejnych komplikacji.
        - Ale dlaczego ja? – zamarudziła jeszcze, ale Duil już pchnął ją lekko w stronę strażników.
        Obejrzała się jeszcze na elfa i Zabójcę przez ramię, po czym wolnym krokiem zbliżyła się do mundurowych, mając nadzieję, że nie wygląda tak niepewnie, jak się czuje. Strażnik, z którym rozmawiała dostrzegł, że się zbliża i rozmowy się urwały, a mężczyzna zwrócił się w jej stronę z łagodnym spojrzeniem.
        - Wszystko w porządku?
        - Właściwie chciałam zapytać Pana o to samo – Leila uśmiechnęła się lekko, a leśnik uniósł nieznacznie kącik ust. – Jeśli nie mają Panowie do nas więcej pytań…
        - Mamy sobie iść? – dokończył za nią mężczyzna, chwilowo jeszcze nieco rozbawiony i pobłażliwy dla młodej dziewczyny, która wyraźnie zmieszała się jego słowami, ale też nie dała się zbić z tropu.
        - No jeśli to wszystko to nie widzę powodu, dla którego mieliby panowie dłużej tracić na nas swój czas.
        - Nasza obecność jest problemem? – mężczyzna swobodnie i z lekkim chyba rozbawieniem wdał się w słowną przepychankę, ku rozpaczy rudowłosej.
        - Nie to miałam na myśli – mruknęła przestępując z nogi na nogę i spoglądając ponad jego ramieniem na pozostałych strażników, gdy nagle wpadł jej do głowy pewien pomysł. – Po prostu… nie znam was – specjalnie zaczęła mówić ciszej, mniej pewnie, a głos jej się wahał, jakby mówiła wbrew sobie. – Nie lubię obcych mężczyzn. Wydaje się Pan sympatyczny, ale… - strzeliła znów spojrzeniem na jego towarzyszy i asekuracyjnie splotła ramiona na piersi. Elf zmarszczył brwi, nagle zmartwiony i zaskoczony.
        - Nikt cię nie skrzywdzi dziecko…– powiedział, ale dziewczyna wzruszyła tylko ramionami, odwracając wzrok.
        - Po prostu jeśli to już wszystko, to chciałabym żeby Panowie już poszli – powiedziała bardziej stanowczo, nim głos znów jej złamał. – Proszę? – dodała już ciszej ze słabym uśmiechem.
        Mężczyzna westchnął i wyprostował się, do tej pory pochylając lekko nad niską dziewczyną. Przypatrywał jej się chwilę surowym spojrzeniem, zastanawiając nad tym wszystkim co tutaj zobaczył i usłyszał. To co widział wystarczyło mu, by wiedzieć, że są okłamywani, ale też że nie jest to nic na tyle poważnego, by zadręczać tu obecnych i robić z igły widły. Dziewczyna wyraźnie kłamała, ale jej niepewność i lekki strach były szczere, a to mu wystarczało, by dłużej nie dręczyć dziwnej gromadki, a sam też miał lepsze rzeczy do roboty. Nawet jeśli mieli coś wspólnego z jatką, której ślady znalazł ze strażnikami, elf obstawiał, że ci tutaj byli raczej jej ofiarami, nie prowodyrami. Miał już swoje lata na karku i po prostu wiedział, kiedy może odpuścić. To był ten moment.
        - Dobrze – powiedział tylko krótko i odwrócił się w stronę swoich towarzyszy.
        Lisołaczka stała jeszcze niepewna, spoglądając przez moment na dyskutujących mężczyzn, a później zerkając krótko na Duila i Samiela przy wozie. Ten pierwszy opierał się wciąż niedbale o drewnianą ściankę, a poważna maska na jego twarzy tylko na moment się złamała, gdy dyskretnie puścił do dziewczyny oko. Leila wróciła spojrzeniem do strażników, którzy pozbierali się widocznie, już niemo tylko przyłożyli palce do kapeluszy w geście pożegnania i rzuciwszy ostatnimi surowszymi spojrzeniami w stronę Zabójcy i Zortwilkana powoli odwracali się i odchodzili. Dziewczyna stała jak wrośnięta w ziemię, dopóki ostatni z elfów nie zniknął ostatecznie z zasięgu wzroku, a ich głosy nie ucichły w lesie. Dopiero wtedy odetchnęła głośno i obróciła się w stronę znajomych.
        - Brawo Ruda – zawołał rozbawiony Duil i podszedł do dziewczyny, śladem swojego zmiennokształtnego przyjaciela czochrając dziewczynę po czuprynie. Ta uśmiechnęła się słabo i przygładziła płomiennorude włosy, spoglądając w kierunku wozu.
        - To co tam właściwie jest? – zapytała, a elf uśmiechnął się wesoło.
        - Sukienka Felipie.
Avatar użytkownika
Leila
Mieszkaniec Sennej Krainy
 
Inne Postacie: Callisto, Avellana, Sonea, Mathias, Emma, Cat, Lexi, Maia, Ananke, Eva, Rakel, Lena, Rain, Kimiko, Kiki, Astarte, Segen, Mimosa,
Rasa: Lisołaczka
Aura: Podchodząc do aury, jej siła okazuje się niezbyt wyrazista, właściwe można ją nazwać nawet słabą. Została ona pokryta z jednej strony farbą silnie żelazną, natomiast z drugiej przyjemnie miedzianą. Otula ją szmaragdowe światło, które niczym kołdra w burzową noc daje bezpieczeństwo, aczkolwiek nie jest ono takie pewne. Nie słychać żadnych dźwięków co niejednego może zaskoczyć. Wydziela średnio miłą woń mokrej sierści. W dotyku zaskakuje swą miękkością i tym jak wspaniale się wygina na różne strony i sposoby, co świadczy o jej elastyczności. Dodatkowo, a nawet paradoksalnie jest w wielu miejscach ostra jak brzytwa i trzeba uważać, by się nie zranić, będąc zmylonym aksamitnym puchem, który ją pokrywa. W smaku okazuje się lepka, aczkolwiek czasami staje się sucha.
Wygląd: Jako człowiek, Leila jest niezwykle drobną, smukłą dziewczyną, mierzącą zaledwie 165 cm. Bladą twarz w kształcie serca zamieszkują duże, bystro i przenikliwie spoglądające, jasnobłękitne oczy, ciemniejące zdecydowanie wraz z nadejściem nocy lub podczas pochmurnego dnia. Gęsty las czarnych rzęs, otaczających oczy, rzuca cień na nierównomiernie rozrzucone na lekko zadartym ... (Więcej)

Postprzez Samiel » Pn sty 15, 2018 4:57 pm

Wszystko potoczyło się tak, jak zaplanowała to sobie Filipie, a przynajmniej tak mu się wydawało. Strażnicy może coś podejrzewali i pewne rzeczy mogły być dla nich kłamstwem, co mogło podpowiadać im przeczucie albo doświadczenie związane z wykonywaną pracą. Cóż… dla samego Samiela najważniejsze było to, że ci mężczyźni należeli do grupy, która go nie rozpoznała i nie zdecydowała się na to, żeby spróbować go zatrzymać i oddać sprawiedliwości. Przemieniony broniłby się, to chyba było czymś oczywistym – uznałby strażników za zagrożenia, a poza tym, nie chciałby trafić do więzienia. Całkiem możliwe było to, że i tak udałoby mu się uciec, jednak i tak nie chciał tracić czasu w takich miejscach. Ostatecznie skończyło się na tym, że część z tej grupy pojechała do wioski, gdyż stan Namira pogorszył się, a pozostała część, w tym Samiel i Leila, miała do nich dołączyć, gdy pożegnają się ze strażnikami i przygotują wóz i konie do drogi.

Nie przeszkadzało mu to, gdy lisołaczka podeszła do niego i ujęła go pod ramię. Chociaż, tym razem jakoś zareagował, bo po chwili przysunął się lekko do niej tak, że ostatecznie stali jeszcze bliżej siebie. Może akurat teraz potrzebowała takiej bliskości, więc mógł jej to zapewnić, skoro właśnie tak było. Po chwili podszedł do nich Duil i na barki Leili spadło poproszenie leśnych strażników o to, żeby ruszyli w swoją stronę.
         – Nie uraziłeś mnie. W sumie, dobrze, że tak wyglądam, bo pewnie dlatego nawet nie podeszli do mnie z zamiarem zadania mi kilku pytań – odpowiedział po chwili. Uwaga ta sprawiła też, że Samiel pomyślał, iż to także może być powodem, dla którego nie zdecydowaliby się go pojmać, nawet jeśli rozpoznaliby go. Po prostu obawiali się o swoje życia i, gdyby mieli walczyć z kimś takim, jak on… wiedzieliby, że nie mają z nim szans i lepiej zostawić tę sprawę, a później donieść o tym komuś, kto będzie miał większe prawdopodobieństwo na to, że wygra. Oczywiście, jeśli go rozpoznali. Skrytobójca zdawał sobie sprawę, że myśli jak osoba z paranoją. Tylko, że gdyby czasem tego nie robił, raczej nie udałoby mu się utrzymać tak długo w tym, czym się zajmuje.
         – Dasz sobie radę – odezwał się krótko do zmiennokształtnej. Powiedział to szczerze, gdyż uważał, że dziewczyna naprawdę sobie z tym poradzi. Zrobił to też dlatego, że chciał, aby wiedziała, iż wierzy w nią i w to, że poradzi sobie z czymś takim, może to doda jej odwagi i pewności siebie.
Samiel uważnie obserwował Leilę i strażników, gdy z nimi rozmawiała, a także starał się podsłuchać dialog między nimi. Czuły słuch pozwolił mu na to, aby usłyszeć większość tego, o czym rozmawiali. Mężczyźni zaczęli odchodzić, co oznaczało, że Leila poradziła sobie. Przemieniony odpowiedział jeszcze strażnikom spojrzeniem, które było na równi surowe, co ich spojrzenia, jeśli nie bardziej.

Jego ciało było wytrzymałe, więc naprawdę długie marsze nie były dla niego wyzwaniem. Może myślałby o tym inaczej, gdyby wcześniej został ranny, ale tak się nie stało. Ciężko było zadać rany komuś takiemu jak on. Miał za sobą lata doświadczenia w walce, a także wiele treningów, które poskutkowały tym, że mistrzowsko posługuje się swoją bronią. Sam oręż, a raczej jego właściwości, też są pomocą w starciach, chociaż to nie zmienia tego, że i tak najważniejsze są umiejętności. Owszem, fizyczne atrybuty ciała także są ważne, jednak, jeśli brać pod uwagę konkretną broń, czyli w tym przypadku sztylety, to zręczność i szybkość są tu ważniejsze od fizycznej siły. Przemieniony rozmyślał nadal, cały czas idąc przed siebie. Nawet częściowo pogrążył się w swoim umyśle, o czym świadczył nieco nieobecny wzrok. Jedynie wzrok, a nie cała twarz. Powrócił myślami do tego, co działo się teraz i od razu się odezwał.
         – Skoro sprawa ze strażnikami jest załatwiona, to możemy już ruszać. Prawda? - zapytał, podchodząc do lisołaczki i elfa. Wydawało mu się, że wszystko jest już gotowe na krótką podróż z tego miejsca do Nacré.
         - Chyba ktoś będzie musiał tu zostać, żeby przypilnować wozów...? - odparł po chwili. Wydawało mu się, że, raczej, nie będą tu czekać całą grupką, która tu została. Prędzej część wyruszy do wioski, a pozostali będą pilnować tego, co tu zostawili. Będzie trzeba też znaleźć kogoś, kto pomoże z uszkodzonym wozem, a także przyprowadzić konie, aby zaciągnęły wóz do Nacré.
Avatar użytkownika
Samiel
Kroczący w Snach
 
Nagrody: Obrazek
Inne Postacie: Calathal, Cain, Vergil, Jon, Kelsier, Nessus, Fenrir, Malthael, Salazar, Constantin, Seviron,
Rasa: Przemieniony (z Sanginiera)
Aura: Gęsta żelazna powłoka kryje w sobie drogi, jakby korozje doświadczeń, które wypełnione zostały cynową cieczą. Wciąż żywo lśni i płynie przywarta grawitacją do wyznaczonego pola. Wszystko to wywołuje skojarzenie skalistych terenów, które nie zostały okryte niczym więcej. Dzięki temu emanacja zdaje się być niebywale surowa i twarda - i taka też jest. Trudno jest naruszyć niezłomną powłokę o dosyć gładkiej nawierzchni. Cyna jest tutaj wyboiście giętka, zaś żelazo nastroszone ostrością. Emanacja trwa w bezkresnej afonii. Wydziela z siebie tajemniczy zapach. Trudno go w jakikolwiek sposób ująć czy tez opisać. Z pewnością jest on nietypowy dla wielu czytelników, aczkolwiek kryje w sobie tę jedną nutę rozpoznawalnego, ludzkiego potu. Smakuje gorzko, co idealnie współgra z lepiącą się łagodnością.
Wygląd: Magiczne mutacje, które uczyniły z niego przemienionego, sprawiły też, że, między innymi, proces starzenia się jego ciała uległ mocnemu spowolnieniu i przez to, demon mający na karku trzy i pół setki wygląda jak mężczyzna, który ma około trzydziestu lat. Atletyczne ciało skrytobójcy jest bardzo dobrze zbudowane z widocznymi mięśniami, które, co prawda, nie są, aż tak ... (Więcej)

Postprzez Namir » N lut 18, 2018 8:25 pm

        Słowa demona sprawiły, że Duilesgar momentalnie pobladł. Równie zszokowanym wzrokiem patrzył na niego Japker, który z natury blady teraz wydawał się być niemalże przezroczysty.
Zo...zo...zostawić wóz?!
        Starszy elf przyłożył dłoń do czoła, jakby powstrzymywał się od omdlenia. Trudno mu było to powiedzieć w myślach, a co dopiero powtórzyć na głos.
        Gdyby mieli zostawić tutaj wóz... to już lepiej byłoby im uciec na pustynię Nanhar by Filipie ich przypadkiem nie spotkała więcej na swojej drodze. Oni nie mieli po co wracać bez sprawnego wozu, a targanie sukni przez las było zbyt ryzykowne. Mogła się uszkodzić, pobrudzić (a Duil nie był pewny czy można ją właściwie prać..), a jeżeli ktoś by ją ukradł to wierzył, że skończyłby na pstryczku. Już nie wspominając o tym, że wiele innych oraz cennych rzeczy wiozła ze sobą artystka. Na przykład cienki szaliczek, który dostała od wielmożnej Perq Iralate, albo szkic od Ivaliano de Korte, a nawet igłę do szycia mając przynieść jej szczęście od Merlo z Rapsodii. Te i wiele innych pierdoletów nie mogły być tak po prostu ZOSTAWIONE W LESIE. Mogli być okradzeni przez bandytów, ale nie na własne życzenie!
        -N... Nie... My zostaniemy... - powiedział elf przełykając ślinę, która teraz kuła go ostrzegawczo po gardle. - Znając Filipie to z pewnością kogoś nam tu podeśle z innym wozem. My tu zostaniemy, prawda... Japker?
        -Tak, to mądra decyzja – potwierdził nerwowo drugi aktor.

***

        Namira, prędzej można by rzec, rzucono niż położono na posłanie. Lisołak spojrzał z irytacją na mieszkańców wioski, ale ci odeszli bez słowa. Ułożył się na plecach i odetchnął z ulgą. Jego powieki powoli opadały, był taki zmęczony tą wędrówką, a poza tym zrobił się strasznie głodny. Uparcie próbował przemienić się w lisa, wylizać rany a później upolować jakiegoś królika, ale niemożność zrzucenia obecnego ciała doprowadzała go do szału. Był w więzieniu... a tym więzieniem okazało się jego własne ciało.
        Gdy jego oddech stał się wolny i głęboki, do... drzewa (wszak byli w buku) weszła Joena . Uśmiechając się do rannego, ale od razu przeszła do regałów bogato wyłożonymi książkami oraz specyfikami.
        -Bardzo ci źle? - spytała pewnie sięgając po wybrane produkty, jakby już z góry wiedziała co i jak. - Wybacz, moja wspólna mowa nie jest na wysokim poziomie – dodała niewinnie.
        - Nic nie szkodzi... - odparł Namir.
        -O... Mówisz naszym języku? To trochę ułatwia sprawę.
        -Nie jestem pewien czy nie gorzej niż ty we wspólnym – wymusił się na żart.
        Joena klęknęła przy lisołaku. Milczała tylko przy oglądaniu rany, ale podczas przygotowywania stanowiska cały czas mówiła. O rzeczach mało wspólnych ze stanem swego pacjenta. Opowiadała o kwiatach, o drzewach, o tym, że uwielbia odwiedzać Wodospad Snów, a legendy o tym magicznym miejscu są bardzo różne. Wspomniała o książkach stojących na półkach, a później założyła dziwną maskę, która zasłaniała połowę jej twarzy, a płachta z nią powiązana sięgała aż ramion.
        Wydawała się bardzo sympatyczna i miła, zdecydowanie poprawiła ona humor Namirowi. Czuł się, jak na herbatce u sąsiadki z kamienicy obok. Nawet zapachy już go tak nie drażniły, zapomniał o bólu, a przynajmniej tak mu się wydawało.
        W pomieszczeniu mignęło światło, a sylwetka starego elfa przysłoniła rażące promienie.
        -No chodź, chodź Eace. Tylko załóż maskę, żeby cię kadziła nie otumaniły. Hej, Namir! Dobrze pamiętam? To nie będzie długo trwało. Coś ci tam ugrzęzło w brzuchu – poinformowała beztrosko Joena. - Wyjmę, zaszyję i wszystko będzie w porządku.
        Verka odpowiedział krótkim „uhm”, a później jego głowa wydawała się tak ciężka, że sama wymusiła na nim sen. Myślał, że przeleżał wiele godzin, gdy w końcu się obudził. Przez materiał wiszący i służący za drzwi przebijały się skromnie promienie słońca. Lisołak przetoczył głowę, a w pomieszczeniu dostrzegł jedynie starego elfa.
        -Dużo czasu minęło? - powiedział tępym i suchych głosem Namir.
        -Jakiś jeden przelot kolibra – odparł pogodnie Eace, a Verka musiał przestawić się słówka i słóweczka elfów. Czyli minęło jakieś pól godziny...
        -Czuję się, jakbym przespał co najmniej kilka dni... - dodał zmiennokształtny, a elf wciąż grzebał w naczyniach wypełnionych wodą.
        -O spójrz, kilka takich kawałeczków w tobie znaleźliśmy – Ecae uniósł w chusteczce zardzewiały odpad z broni nie aż tak dawnego przeciwnika lisołaka.
        -Jak miło... Nie będę ich hodował jak ludzie swoich zębów.
        Chwile trwali w ciszy. Namir zauważył, że dosyć ciężko oddycha, a jego nowa opiekunka wciąż zajmuje się wyłącznie własnymi sprawami.
        -Czuję się jakbym był z ołowiu... - wyrzucił z siebie Verka.
        -Ach, wcale ci się nie dziwie. Spokojnie, to minie. Te kadzidła Joeny są strasznie męczące. Jak ich tyle pozapala w drzewie to ludzie padają jak muchy, ale przynajmniej się tak nie wyrywałeś.
        - A w ogóle się wyrywałem?
        - Hm.. Nie będę zdradzał szczegółów. Przyjmijmy, że leżałeś jak kłoda. Namir, tak? Nazywam się Eace, jestem zawodowym trucicielem.
        Elf powiedział to tak swobodnie, że Namir zaczął się zastanawiać czy się aby czasem nie przesłyszał. Gośc mówił o tym, jakby był kwiaciarzem a nie trucicielem. Jednak ów truciciel czyścił właśnie szklane peloty, bardzo pieszczotliwie na nie chuchając a później wycierając białą chusteczką.
        -Joena wzięła twoje ubrania. Były brudne i podarte... Pewnie wyszyje ci specjalną dziurę na ogon – zachichotał elf. - Ale tutaj leżą świeże spodnie.
        Namir spojrzał na Eace, dość idiotycznie. Dźwignięcie się na przedramionach wymagało od niego wiele wysiłku, czuł się taki slaby, jakby zamiast kości miał łamliwe patyki przykryte worami pełnych sztabek złota.
        - Ech, kiedy to minie? - spytał gorzko Verka, a elf zaśmiał się głośno.
        - Hah! Prześpij się jeszcze, jak jesteś taki niecierpliwy.
        Verka tak się postarał usiąść, że teraz nie miał sił się położyć. Westchnął po raz kolejny.
        - Fui powiada, że jesteś jej przyjacielem.
        -Tak... - mruknął w odpowiedzi.
        - Jej przyjaciele są także moimi.
        „Jakbym już to gdzieś słyszał... No proszę, ta sama domena” pomyślał nieco złośliwie lisołak.
        - Na długo pozostaniecie w wiosce?
        Verka dźwignął spojrzenie na Eace. Próbował zbadać intencje elfa, ale ten zachowywał wszelkie pozory codzienności. Pytanie było o tyle kłopotliwe, że Namir sam nie potrafił na nie odpowiedzieć. Gdy już się całkowicie wykaraska z tej rany to co powinien zrobić? Sądził, że już odciął się od czarnego rynku, ale nierozwiązane sprawy ciągnęły się za nim do dziś. Chciał... i wręcz musiał zostać odczarowany, póki jeszcze myśli w miarę czytelnie. Dzikość w nim narastała, nie potrafił nad tym całkowicie zapanować teraz, gdy jeszcze stara się być choć trochę człowiekiem, był jednakże świadom tego, że to z góry przegrana walka. Nie wygra z tym, co w nim siedzi. Za miesiąc, dwa... albo za rok lub też pół, nie wiedział ile czasu będzie w stanie zachować jasny umysł, lecz to w końcu minie. A wówczas jego dobra znajoma czarodziejka, która uwięziła go w tym ciele, nie będzie się nim już interesować. Dla niej równie dobrze będzie mógł sczeznąć w piekle, gdy jego wiedza przeminie i zastąpią ją zwierzęce potrzeby.
        -Nie wiem, raczej niedługo – odpowiedział lisołak sięgając spodni. Nawet nogi miał bardziej włochate, a pazury u stóp ostrzejsze. Potwór w ciele człowieka.
        -Tak myślałem – stwierdził elf. - Dlatego mogę ci zaproponować pewien eliksir...
        Namir od razu zatrzymał się w pół ruchu marszcząc przy tym brwi i patrząc podejrzliwie na truciciela. Eace spojrzał najpierw nieco zaskoczony, ale zaraz na jego twarzy pojawił się złośliwy uśmiech.
        - Czyżbyś miał coś na sumieniu? - spytał.
        - A muszę mieć coś na sumieniu żeby obawiać się eliksiru prosto z rąk truciciela? - odpowiedział buro Namir.
        Eace wpatrywał się w zmiennokształtnego. Napięcie rosło w powietrzu, ale radosny śmiech truciciela zburzył je.
        -Haha! Jakiś ty przewrażliwiony i czujny! Myślisz, że skazałbym się na kobiecy gniew? I to jeszcze gniew Filipie? Pewnie nigdy nie widziałeś jej choćby odrobinkę zezłoszczonej, ale uwierz mi – na te setki lat co z nią przeżyłem nie chciałbym się jej narazić ponownie – elf uśmiechał się szeroko dopieszczając chusteczką szklane naczynie. - Więc jak?
        Zmiennokształtny przyglądał się swemu rozmówcy. Nie za bardzo wiedział, co ma o nim myśleć, ale pierwsze co zrobił to w końcu wciągnął na siebie spodnie. Miał obandażowany brzuch, który chyba stopniowo zaczął go coraz mocniej boleć. Czuł się jednak ogółem dobrze (a na pewno lepiej), wiedział, że to konsekwencje wyciągnięcia odłamów i zszycia.
        - W końcu działanie kadzideł odpuści i nie będzie tak wesoło – dopowiedział Eace, jakby na zawołanie.
        - Ech... A to mnie nie zabije?
        - Nie zabije.
        - A uszkodzi w jakikolwiek inny sposób?
        - Nie uszkodzi. Nie obiecuję, że nie pojawią się skutki uboczne, jak na przykład świąd skóry, albo czerwona tęczówka... ale to tez mija. Jak na chwilę popatrzysz na kogoś diabelskim wzrokiem to się nic nie stanie, a rana pięknie się zagoi... Nie będziesz musiał tu leżeć dwóch dni. Kolejnego rano staniesz swobodnie na nogi!
        - Brzmi tak cudownie, że aż nie uwierzę.
        - Ej no coś ty! Mam tu Filipie sprowadzać, żebyś mi uwierzył?
        - Może teraz lepiej nie...
        Zamilkli.
        - Jesteś jej przyjacielem?
        - Na łuski Prasmoka przysięgam, że nasza przyjaźń trwa kilka wieków – odpowiedział honorowo stary elf bijąc się w pierś.
        -Może lepiej się jej nie chwal, że mówisz, że ma kilka wieków. Ech, niech będzie... Jak mnie to stawi na nogi kolejnego dnia, zaryzykuję.
        Elf z wrodzoną ambicją od razu zaczął przygotowywać składniki. Używał wszystkiego, co dopiero czyścił, jakby właściwie nie szykował się na inną odpowiedź i już wcześniej wiedział, że lisołak da się namówić na jakieś trunki. Namir widząc to zaczął mieć wątpliwości co do podjętej decyzji, ale chyba było mu wszystko jedno. Póki ma za plecami Filipie wie, że przeżyje.
Lisołak powoli ułożył się na posłaniu, leżąc bezwiednie starał się zapełnić czymś myśli niż elf siedzący obok. Poczuł krew, ale nie swoją.
        -Krew... jakiegoś zwierzęcia... panterołaka?
        -Masz dobry węch chłopcze. Ostatnio takiego jednego uratowałem to mi spuścił trochę swojej krwi. Idealna podstawa do tego typu eliksirów! - odpowiadał podekscytowany elf.
Eace, choć był stary, to o dziwo nie drżały mu ręce gdy pipetą spuszczał kilka kropel jakiś innych substancji. Stworzoną mieszankę podgrzewał i odliczając w głos po kolei dodawał kolejne składniki. Wyglądało to na alchemiczne magie i Namir patrzył na truciciela z podziwem. Naprawdę było to coś, co w życiu kochał.
        Na koniec stary elf wylał eliksir do miski, bardzo starannie, tak aby nie umknęła choćby jedna kropla specyfiku. Następnie przysunął naczynie do ust lisołaka zachęcając go do wypicia. Verka wciąż miał wątpliwości, ale przełknął je i po prostu wypił eliksir. Wow, nawet nie smakował tak paskudnie, jakby się tego spodziewał. Być ciepły więc przyjemnie się go piło.
        Elf wstał i otrzepał ręce. Włożył do wielkiej misy wszystkie akcesoria i zbliżył się do wyjścia.
A, i nie wspomniałem, że mogą wystąpić zaburzenia zmysłów, na przykład ślepota albo brak węchu czy słuchu. U niektórych pojawiła się wysypka na ciele, zaburzenia czucia, krztuszenie, problemy z oddychaniem, ale spokojnie to raczej minie! Papa!
        - C-co?!
        Eace machnął pozdrawiając lisołaka i szybko zniknął za opadającym materiałem. Verka wiele się namęczył by usiąść więc o bieganiu za trucicielem nie było mowy.
        -Oby to kurna zadziałało, jak trzeba... - burknął gorzko Namir.



        -Zniknęłaś mi z oczu – powiedział z pretensją Eace.
        - Musiałam przecież załatwić wóz dla moich skarbów! A później porozmawiać z Aerią, Malarois, Ewelibeth...i spytać Kede co u niego, a także ugłaskać tego ich jelonka Puszka. Długo mnie tu nie było! - wyjaśniła Filipie.
        - Och, ciekawe kiedy mój promyczek się tutaj zjawi... Zanim tu przyjdą wypytam Joeny jak tam z Namirem.
        - Z tego, co wiem, to teraz śpi.
        - Wybacz, nie ciebie pytam – prychnęła aktorka oddalając się od truciciela.
Avatar użytkownika
Namir
Szukający drogi
 
Nagrody: Obrazek
Inne Postacie: Frigg, Niviandi, Deithwen, Kvaser, Francine, Kavika, Wiladye, Shantti, Pliszka, Cedr,
Rasa: Lisołak
Aura: Najpierw czuć w nozdrzach mocny zapach mokrej sierści i ziemi. Początkowo zdaje się nie przyjemny, jednak po pewnym czasie przyzwyczajasz się do niego i gdy nadchodzą pozostałe bodźce, ta woń jest twoją kotwicą na morzu doznań. Nie jest ich jednak aż tak wiele. Nie słyszysz żadnych dźwięków, poza zwykłym otoczeniem, co jest zaskakujące, ale szukasz dalej. Odnajdujesz poświatę bijącą od emanacji. Jest niezwykle jasna i świeci równomiernie szmaragdowym blaskiem, obejmując szczelnie kontur postaci i niechętnie się od niej oddalając. Sama aura jest wyjątkowo słaba, gaśnie szybko w otoczeniu innych, o wiele silniejszych, bardziej rzucających się w oczy. Zwabiony jej gorzkim, ale łagodnym smakiem zbliżasz się, by dokładniej przyjrzeć się jej powierzchni. Tu właśnie najmocniej widać jej młody wiek, gdyż nie jest ona nawet w połowie pokryta farbami, wciąż czekając na dalszy rozwój i kolejne barwy do kolekcji. Na razie chwali się jedynie zamaszystymi pociągnięciami miedzi i kobaltu, oprószonymi delikatnie żelaznymi i złotymi opiłkami. Jej twarda powierzchnia zachwyca gładkością aksamitu, niezwykłą elastycznością i podstępnie skrytymi ostrymi zakończeniami.
Wygląd: Namir w ludzkiej postaci w żaden sposób nie przypomina lisa. Nie jest nawet rudy! Młodzieniec ma brązowe włosy, które sięgają mu prawie łopatek. Chodzi raczej rozczochrany, pozwala swoim włosom układać się tak, jak zechcą. Nawet sterczący kosmyk nie jest dla niego przeszkodą. Splótł sobie kilka dredów i ozdobił je ostro czerwonymi rzemykami, które gdzieś kiedyś podkradł na ... (Więcej)
Uwagi: Verka rzadko kiedy przedstawia się swoimi dwoma, prawdziwymi imionami - czyli Verka lub Namir.

Postprzez Leila » N lut 25, 2018 11:18 am

        Leila nawet nie była dumna z tego, że udało jej się spławić strażników, co po prostu ulżyło jej, że już sobie poszli. Sama nie wiedziała, dlaczego czuła się w ich obecności tak niekomfortowo, a pomysł, że i ona miała przecież krew na rękach przeszedł przez jej umysł cicho i niepewnie. Nawet nie zastanawiała się wcześniej nad moralnością swoich ostatnich poczynań, a co dopiero ich legalnością. Wciąż czuła, jakby dopiero pojawiła się w tym świecie, i co tu dużo ukrywać, naiwnie wierzyła, że wszystko w obronie własnej powinno zostać jej wybaczone. Teraz jednak pewien ciężar spadł z jej serca, gdy nie musiała już tłumaczyć się umundurowanym elfom i z tą ulgą wróciła do swoich towarzyszy.
        Stwierdzenie, że owym cennym ładunkiem na wozie była sukienka Felipie nie wywołało w dziewczynie ani oburzenia ani irytacji z tak błahego uzasadnienia tej farsy, którą musieli odstawić. Była po prostu zbyt zaskoczona i nie wiedząc, co ma na to odpowiedzieć po prostu spoglądała niepewnie na Duila, jakby w każdej chwili spodziewając się, że ten przyzna się do żartu. Obaj artyści jednak tylko poważnieli, gdy Samiel zasugerował możliwość zostawienia wozu i chociaż ona sama uznawała to po prostu za ryzykowne, wszak tak łatwo ktoś mógłby go okraść pod ich nieobecność, to mężczyźni wyglądali, jakby ktoś zaproponował im skok w przepaść w ramach rozrywki. Gorączkowe zapewnienia, że absolutnie, oni zostaną i wozu przypilnują, skomentowała uśmiechem i wzruszeniem ramionami.
        - To może my pójdziemy już w kierunku wioski? – zapytała, spoglądając na Samiela. Martwiła się o Namira i chciała jak najszybciej upewnić się, że nic mu nie jest, a jakoś naturalnie przyjęła, że Zabójca będzie jej towarzyszył. Ten też nie protestował i po chwili rozdzielili się, zostawiając Duila i Japkera przy wozie, rozmawiających o czymś przyciszonym głosem, podczas gdy lisołaczka i demon ruszyli ponownie w kierunku Nacre.
        Tym razem nie szli tak szybko, jak ostatnio, wszak nie spieszyli się, by ściągnąć dla zmiennokształtnego uzdrowiciela, ale droga mimo wszystko zdawała się krótsza i po chwili znów pojawili się w wiosce. Tym razem po jej obrębie kręciło się więcej osób. Poprzednio też Leila oddała Samielowi inicjatywę w prowadzeniu rozmowy, teraz jednak sama szybko znalazła kogoś w podobnym do siebie wieku, licząc na jego znajomość wspólnej mowy. Nie przeliczyła się, młoda dziewczyna, zapytana o przybyłych niedawno obcych, w tym jednego chłopaka na noszach, szybko zorientowała się o kogo chodzi i wskazała dwa różne kierunku. W jednym ponoć znajdowała się przybyła artystka, w drugim, w potężnym buku, miał być przyniesiony na noszach ranny. Leila podziękowała jej gorąco i spojrzała na Samiela.
        - Pójdę do Namira, zobaczę jak się czuje. Nie wiem, czy chcesz iść ze mną, czy wolisz znaleźć Felipie? – zapytała.
        Później ruszyła w stronę wskazanego drzewa, jednocześnie pewnym krokiem, ale rozglądając się, czy nikt jej zaraz nie zatrzyma. Nie wiedziała wszak czy wchodzi w ogóle do czyjegoś domu, jakiegoś wspólnego… drzewa, czy może do stanowiska uzdrowicieli. Jej wątpliwości rozwiały się jednak, gdy tylko poczuła bijące z wnętrza silne zapachy. Zmarszczyła nos z niezadowoleniem, fragmentem koszuli osłaniając go przed intensywną wonią nie tylko ziół, ale jakichś innych ostrych substancji. Mimo to jednak weszła śmiało do środka, szybko odszukując wzrokiem przyjaciela.
        - Namir? – szepnęła, zbliżając się ostrożnie. Miał przymknięte oczy, więc albo spał, albo był nieprzytomny po jakiejś operacji, bo spod uniesionej lekko koszulki widać było owinięty bandażem brzuch. Dziewczyna przysiadła ostrożnie na boku posłania, ręką odszukując dłoń chłopaka i zaciskając na niej szczupłe palce. Miała nadzieję, że nic mu nie będzie.
Avatar użytkownika
Leila
Mieszkaniec Sennej Krainy
 
Inne Postacie: Callisto, Avellana, Sonea, Mathias, Emma, Cat, Lexi, Maia, Ananke, Eva, Rakel, Lena, Rain, Kimiko, Kiki, Astarte, Segen, Mimosa,
Rasa: Lisołaczka
Aura: Podchodząc do aury, jej siła okazuje się niezbyt wyrazista, właściwe można ją nazwać nawet słabą. Została ona pokryta z jednej strony farbą silnie żelazną, natomiast z drugiej przyjemnie miedzianą. Otula ją szmaragdowe światło, które niczym kołdra w burzową noc daje bezpieczeństwo, aczkolwiek nie jest ono takie pewne. Nie słychać żadnych dźwięków co niejednego może zaskoczyć. Wydziela średnio miłą woń mokrej sierści. W dotyku zaskakuje swą miękkością i tym jak wspaniale się wygina na różne strony i sposoby, co świadczy o jej elastyczności. Dodatkowo, a nawet paradoksalnie jest w wielu miejscach ostra jak brzytwa i trzeba uważać, by się nie zranić, będąc zmylonym aksamitnym puchem, który ją pokrywa. W smaku okazuje się lepka, aczkolwiek czasami staje się sucha.
Wygląd: Jako człowiek, Leila jest niezwykle drobną, smukłą dziewczyną, mierzącą zaledwie 165 cm. Bladą twarz w kształcie serca zamieszkują duże, bystro i przenikliwie spoglądające, jasnobłękitne oczy, ciemniejące zdecydowanie wraz z nadejściem nocy lub podczas pochmurnego dnia. Gęsty las czarnych rzęs, otaczających oczy, rzuca cień na nierównomiernie rozrzucone na lekko zadartym ... (Więcej)

Postprzez Samiel » Pt mar 02, 2018 6:42 pm

Nie spodziewał się takiej reakcji na swoje słowa. Z drugiej strony, nie wiedział też, że wóz i jego zawartość jest tak ważna dla elfów, że wolą zostać przy nim, mimo że wioska nie znajduje się przecież tak daleko.
         – Jeśli właśnie tego chcecie… W takim razie my tak udamy się do wioski – odparł demon. A później ruszył drogą w stronę wioski, mając lisołaczkę tuż obok siebie. Teraz nie musieli się spieszyć, więc mogli pozwolić sobie na wolniejsze tempo. Mimo wszystko, i tak dotarli do celu dość szybko. Może to przez niedużą odległość, a może przez to, że Samiel i tak narzucił swoje tempo marszu, które i tak nie było zbyt wolne. Cóż… zawsze tak się poruszał, nawet jeśli nigdzie mu się nie spieszyło. Wiedział, że Leila chce sprawdzić, co z Namirem i wydawało mu się nawet, że dziewczyna będzie chciała znaleźć się przy nim jak najszybciej, jednak nie ponaglała i szła z taką samą prędkością, jak on.
Gdy już znaleźli się wśród budynków, tym razem to ona przejęła inicjatywę w rozmowie z jednym z mieszkańców wioski, pytając dziewczynę w wieku zbliżonym to jej o to, gdzie mogą znaleźć Namira i Felipie.
         – Możemy się rozdzielić – odpowiedział po chwili. Samiel miał też zamiar rozejrzeć się trochę po wiosce… albo przeprowadzić zwiad, jeśli ktoś woli nazwać to właśnie w ten sposób. Nie uważał, że Leila będzie go spowalniać czy coś takiego, jednak… wolał zrobić to sam dlatego, że dziewczyna mogła mieć obiekcje co do tego, co chciał zrobić przemieniony. Skrytobójca po prostu powiedziałby, że już ma takie nawyki i woli zorientować się w nowym otoczeniu, przeprowadzić krótką obserwację i tak dalej – obserwację zarówno ludzi, jak i budynków, a także dróg ewentualnej ucieczki i miejsc, w którym można się schować i zaczaić na przeciwnika. Musiał to zrobić i to nie ze względu na to, że widział realne zagrożenie ze strony elfów zamieszkujących wioskę albo przeczuwał, że właśnie tego dnia jacyś rabusie zdecydują się napaść na to miejsce. Po prostu… nie dawałoby mu spokoju to, że nie przeprowadziłby małego zwiadu.

Pożegnał się z Leilą, mówiąc jej, że spotkają się później i docelowo ruszył w stronę, którą wcześniej wskazała młoda elfa, gdy została zapytana o to, gdzie powinni szukać Felipie. Szedł wolno, uważnie przyglądając się wszystkiemu, co mija, a to także dotyczyło osób, obok których przechodził. Gdy już ktoś poczuł, że Samiel mu się przygląda i spojrzał na niego, mógł zobaczyć w jego oczach wyłącznie ciekawość związaną z nowym miejscem. Dopiero pod tym zabójca ukrywał swoje prawdziwe zamiary, jednak nigdy nie spoglądał w czyjąś stronę na tyle długo, żeby dana osoba mogła to ujrzeć. Dlatego też mijane elfy po prostu uznawały, że Samiel jest ciekawskim osobnikiem, który pierwszy raz znalazł się w takiej wiosce i chciał się rozejrzeć. Ostatecznie możliwe, że i tak uda się do miejsca, w którym przebywa Felipie, jeśli nie trafi na nią wcześniej, ale teraz musiał zrobić coś zupełnie innego. Dlatego też przechadzał się po wiosce, obserwując, a także poznając wioskę. Przecież prawdą było to, że konkretnie w tym miejscu był pierwszy raz.
Po jakimś czasie dotarł do miejsca, gdzie można powiedzieć, że zabudowania kończyły się i ustępowały miejsca lasowi. Ktoś mógł nawet powiedzieć, że drzewa służą za coś w rodzaju kamuflażu i, może, nie byłoby to kłamstwo.
         – Chyba powinienem wrócić i poszukać Felipie… - powiedział cicho sam do siebie. Później ruszył tam, gdzie powinien szukać elfki. Tym razem także się nie spieszył. Może nawet będzie tak, że jednak jej tam nie znajdzie i będzie mógł dłużej powłóczyć się po wiosce… a do lisołaków dołączyłby dopiero wtedy, gdyby mu się to znudziło.
Avatar użytkownika
Samiel
Kroczący w Snach
 
Nagrody: Obrazek
Inne Postacie: Calathal, Cain, Vergil, Jon, Kelsier, Nessus, Fenrir, Malthael, Salazar, Constantin, Seviron,
Rasa: Przemieniony (z Sanginiera)
Aura: Gęsta żelazna powłoka kryje w sobie drogi, jakby korozje doświadczeń, które wypełnione zostały cynową cieczą. Wciąż żywo lśni i płynie przywarta grawitacją do wyznaczonego pola. Wszystko to wywołuje skojarzenie skalistych terenów, które nie zostały okryte niczym więcej. Dzięki temu emanacja zdaje się być niebywale surowa i twarda - i taka też jest. Trudno jest naruszyć niezłomną powłokę o dosyć gładkiej nawierzchni. Cyna jest tutaj wyboiście giętka, zaś żelazo nastroszone ostrością. Emanacja trwa w bezkresnej afonii. Wydziela z siebie tajemniczy zapach. Trudno go w jakikolwiek sposób ująć czy tez opisać. Z pewnością jest on nietypowy dla wielu czytelników, aczkolwiek kryje w sobie tę jedną nutę rozpoznawalnego, ludzkiego potu. Smakuje gorzko, co idealnie współgra z lepiącą się łagodnością.
Wygląd: Magiczne mutacje, które uczyniły z niego przemienionego, sprawiły też, że, między innymi, proces starzenia się jego ciała uległ mocnemu spowolnieniu i przez to, demon mający na karku trzy i pół setki wygląda jak mężczyzna, który ma około trzydziestu lat. Atletyczne ciało skrytobójcy jest bardzo dobrze zbudowane z widocznymi mięśniami, które, co prawda, nie są, aż tak ... (Więcej)

Postprzez Namir » So kwi 07, 2018 10:47 pm

        Leila z Samielem odeszli, a Duil pozdrawiał ich dłonią zapewniając, że sobie poradzą. Gdy zniknęli z horyzontu aktorzy odczekali jeszcze sporo czasu nim emocje z nich całkowicie zeszły. Japker usiadł na brzegu wozu, ale z racji tego, że deska złamała się pod jego ciężarem postanowił jednak stać nie ryzykując drzazgi w żadnym niechcianym miejscu swojego ciała.
        - Szlag by to... - syknął starszy elf zaciskając pięści.
        - Za bardzo się przejmujesz – odparł Japker otrzepując spodnie i układając w głowie strategię wyciągnięcia kiecki z tej rozpadliny desek.
        - Ta przeklęta szumowina! Niech no tylko spróbuje...
        - Opanuj się Duilesgar – upomniał towarzysza młodszy aktor.
        - Ale ona...
        - Nie bądź taki zazdrosny – zakpił Japker.
        - Zazdrosny? Pha! Nie znasz go! Powiesi na włosku życie Namira byleby tylko zaimponować Filipie. Pieprzony egoista...
        Młodszy artysta spojrzał blado na swego kompana. Na chwilę między mężczyznami zapadła cisza, ale Quinnlikasio miał umysł jasny i czysty. Nie gonił za myślami, nie dyszał z powodu ich natłoku czy chaosu. Cechował się przejrzystością oraz rozsądkiem, lecz nie ograniczał się tylko do jednej opcji. Wręcz przeciwnie – nie zaciskał na sobie pętli „prawdopodobieństwa” a analizował to, co akurat przychodziło.
        -Tylko zapomniałeś o jednym – podjął na nowo Japker. - Filipie jest jeszcze bardziej zakochana w sobie niż on.


***

        Namir był upojony zapachem roznoszącym się po pomieszczeniu. W głowie tłoczyły mu się sny...a może już i myśli? Sam nie wiedział i miał problem z uchwyceniem chociażby tej jednej myśli, czy też jednego snu. Gdy udało mu się w końcu na czymś skupić to sprawa komplikowała się na tyle by podjąć się kolejnych niewyjaśnionych widzeń, ale zachowywał się nadzwyczaj spokojnie. Jedynie powieki mogły zdradzić jego skupienie, ale ani nos, ani uszy nie poruszyły się. To, co jednak jeszcze można było dostrzec to zmiany w nim zachodzące, pod względem fizycznym.
        Twarz miał bardziej wyrazistą, jeszcze mocniej podkreślona pod względem zagłębień i wypukleń niż uprzednio. Pod oczami pojawiły się delikatne cienie, obrósł włosem nie tylko na rękach, ale także na klatce piersiowej i plecach. Palce zakończone już i tak długimi i twardszymi paznokciami teraz stały się prawdziwymi, grubymi pazurami zwierzęcia, choć wciąż pozostawały jasne i ludzkie a nie ciemne, jak u lisa. Mógł śmiało komuś wydrapać oko jednym z nich, ale najbardziej zauważalna zmiana miała się jeszcze ujawnić.
        Lisołak poczuł ciepło drugiego ciała, gdy Leila przyłożyła dłoń do jego dłoni. To był gest, który go rozbudził. Mężczyzna zmarszczył nos ujawniając nieco mocniej zaostrzony kieł. Po chwili zaczął mrużyć oczy skupiając wzrok na rozmytej postaci obok. Potoczył głową niczym marudne dziecko niechcące zjeść brukselki, lecz w pewnym momencie zerwał się gwałtownie do siadu. W głowie mu się zakręciło, ale jakby nie zwrócił na to uwagi. Potrząsnął czupryną i chwycił się badawczo za nos kończąc na jego czubku i szczypiąc się po skórze.
        - Nie czuję zapachu... - majaczył podpierając się ostatecznie na ręce, bo nagle „zwiało” go na bok. - Znaczy...nie tak, jak wcześniej... - dodał i dopiero w tym momencie jego pochylona ku przodowi głowa skierowała się w stronę Leili. Spojrzał na nią kątem oka, ale to wystarczyło by dostrzec zmienioną barwę tęczówki. Była intensywnie czerwona i lśniła rubinowo-krwawym połyskiem.
        - Agh, Leila... - mruknął wstrzymując napięcie krótką ciszą. - Co za paskudztwo piłem... Ohyda – Namir mlasnął przypominając teraz niezadowolonego liska, który zjadł niesmacznego robala.
        - Ten Eace podsunął mi jakieś lekarstwo. Nie życzę nikomu takiego lekarza – uśmiechnął się złośliwie. Zmiennokształtny przeniósł ciężar ciała na drugą rękę by zbliżyć się do lisiczki. Popatrzył na nią, obejrzał od czubka głowy aż po czubek palców u stóp (w sumie czubek butów) i uśmiechnął, ale tym razem bardziej cwanie.
        - Ale tobie...
        Utulił jej twarz we własnej dłoni. Z początku chciał jedynie troskliwe zgarnąć płomiennie włosy za ucho dziewczyny, ale gdzieś zatrzymał się w pół ruchu. Wówczas spojrzał na nią trzeźwo i w głębi serca naprawdę cieszył się jej obecnością. Nie czuł zapachu lisołaczki jak wcześniej, nie tak intensywnie i w każdym calu. Teraz, na tę chwilę, nauczył się delikatnej dziewczęcej woni, takiej samej jaką wyczuwają ludzie. Było to przyjemne doświadczenie, pełne niesamowitych, choć mało zrozumiałych, pozytywnych wrażeń. Fioletowy siniak na kości policzkowej Leili, zaczął przybierać zielone barwy, gdzieś na krawędziach - to znaczyło, że obicie się goi i ma się całkiem dobrze. Jednak na zmysły mężczyzny szczególnie zadziałało to, że są sam na sam, a ona siedzi tuż obok niego w jego koszuli. Mimo to, oddech lisołaka spokojnie zwolnił. Kciukiem pogłaskał policzek dziewczyny, po czym polizał ją idąc tą samą ścieżką co uprzednio palec.
        - Dobrze, że nic ci nie jest.


***

        Wioska już od samego początku prezentowała się bardzo charakterystycznie. Nawet zwykły głupek ze wsi potrafiłby zauważyć, że jest to teren należący do elfów. Każdy dostrzegłby liany liści, a czasem nawet kwiatów, wiszących między małymi siedzibami. Drzewa zdawały się być tu grubsze i silniejsze, miały rozłożyste i bogate korony, szeleściły przyjaźnie każdemu odwiedzającemu, co nie miało nic wspólnego z nieufnymi mieszkańcami. Elfie oczy ciekawsko śledziły ciekawski wzrok demona próbując rozwiązać tajemnice unoszące się wokół niego. Nikt jednak nie zwrócił mu słownie uwagi. Większość i tak nie potrafiła mówić wspólną mową, a poza tym był to towarzysz cudownej Filipie.
        A gdy już o tym mowa... W momencie zawrotnej drogi Samiela, ku jego niezaskoczeniu, pojawiła się w oddali artystka, która głośno i donośnie krzyknęła:
        - Drano guerra! - machała dłonią rozświergotana elfka, a gdy zwróciła na siebie uwagę (choć się martwiła czy aby za cicho nie krzyknęła choć krzyk miała bardzo donośny) uśmiechnęła się szeroko i promiennie.
        Mieszkanki wioski spojrzały spłoszonym wzrokiem na Samiela. Część z nich zaczęła szeptać, jedne kobiety z podekscytowania, inne zaś ze strachu. Mężczyźni od razu nabrali surowego wyglądu, ale też została w nich zasiana nuta niepewności. „Smoczy wojownik” - ni mniej i ni więcej znaczyły słowa aktorki.
        Elfka skierowała się do Samiela swym arcyseksownym krokiem zgarniając po drodze trzy koleżanki, które to na zmianę rumieniły się i denerwowały.
        - Ara, Drano Guerra – powiedziała Fui wyciągając otwartą dłoń ku Samielowi, jakby był on niebywałym okazem. Każda z dziewcząt przywitała się cicho, choć niepewnie, bo w języku elfów. Artystka dodała im otuchy pocieszającymi słowami, po czym skierowała się ku demonowi.
        - To jest Roana, Quento oraz Karia. To będą gospodynie dzisiejszego wieczoru! Podobno chcą nam mieszkańcy upolować jelenia! Będą niezłe smakołyki – szepnęła ciszej Fui.
        - I jak? Podoba ci się ta przepiękna wioska? - spytała Filipie z zachwytem obserwując okoliczne domy.
        - Nie obawiaj się ich, wyglądają na nieufnych, ale póki ktoś nie ma spiczastych uszu jest niegodny zaufania– wytłumaczyła Filipie uśmiechając się szeroko.
        - Mam nadzieję, że ci to nie przeszkadza? Jadłeś kiedyś jelenia faszerowanego jabłkami? - dociekała elfka, po czym zwracała się z szerokim uśmiechem do dziewcząt „tłumacząc” im słowa przemienionego. Tak... trochę po swojemu, i tak by elfki były zadowolone, onieśmielone, ale i zachwycone nieznajomym. A tak wprost określając – wciskała im cudowne kity w zależności od tego, co chciały usłyszeć.
        - Cóż, poznałeś już moje koleżanki. Najlepsze kucharki w tej wiosce, choć młode to zdolne. Teraz chciałabym abyś poznał moją przyjaciółkę... Ty i Leila zasługujecie na to, by poznać kogoś wyjątkowego... - mruknęła słodko Filipie zbliżając się do Samiela i głaszcząc go opuszkami palców po klatce piersiowej. - To... naprawdę ktoś ważny w moim życiu. Wszak jesteście moją ochroną, to będzie dla mnie przyjemność przedstawić wam kogoś tak mi bliskiego... - przekonywała Fui.
        - Chodźmy – rzekła kusząco. - Trzeba tylko znaleźć Leilę!
Avatar użytkownika
Namir
Szukający drogi
 
Nagrody: Obrazek
Inne Postacie: Frigg, Niviandi, Deithwen, Kvaser, Francine, Kavika, Wiladye, Shantti, Pliszka, Cedr,
Rasa: Lisołak
Aura: Najpierw czuć w nozdrzach mocny zapach mokrej sierści i ziemi. Początkowo zdaje się nie przyjemny, jednak po pewnym czasie przyzwyczajasz się do niego i gdy nadchodzą pozostałe bodźce, ta woń jest twoją kotwicą na morzu doznań. Nie jest ich jednak aż tak wiele. Nie słyszysz żadnych dźwięków, poza zwykłym otoczeniem, co jest zaskakujące, ale szukasz dalej. Odnajdujesz poświatę bijącą od emanacji. Jest niezwykle jasna i świeci równomiernie szmaragdowym blaskiem, obejmując szczelnie kontur postaci i niechętnie się od niej oddalając. Sama aura jest wyjątkowo słaba, gaśnie szybko w otoczeniu innych, o wiele silniejszych, bardziej rzucających się w oczy. Zwabiony jej gorzkim, ale łagodnym smakiem zbliżasz się, by dokładniej przyjrzeć się jej powierzchni. Tu właśnie najmocniej widać jej młody wiek, gdyż nie jest ona nawet w połowie pokryta farbami, wciąż czekając na dalszy rozwój i kolejne barwy do kolekcji. Na razie chwali się jedynie zamaszystymi pociągnięciami miedzi i kobaltu, oprószonymi delikatnie żelaznymi i złotymi opiłkami. Jej twarda powierzchnia zachwyca gładkością aksamitu, niezwykłą elastycznością i podstępnie skrytymi ostrymi zakończeniami.
Wygląd: Namir w ludzkiej postaci w żaden sposób nie przypomina lisa. Nie jest nawet rudy! Młodzieniec ma brązowe włosy, które sięgają mu prawie łopatek. Chodzi raczej rozczochrany, pozwala swoim włosom układać się tak, jak zechcą. Nawet sterczący kosmyk nie jest dla niego przeszkodą. Splótł sobie kilka dredów i ozdobił je ostro czerwonymi rzemykami, które gdzieś kiedyś podkradł na ... (Więcej)
Uwagi: Verka rzadko kiedy przedstawia się swoimi dwoma, prawdziwymi imionami - czyli Verka lub Namir.

Postprzez Leila » Pt kwi 13, 2018 10:35 am

        Tak jak przycupnęła niepewnie na brzegu łóżka, tak została, bojąc się naruszyć więcej z przestrzeni lisołaka, a jednocześnie nie chcąc zostawiać go samego. Nie wyglądał najlepiej – ranny i wyczerpany. Męska dłoń w jej objęciach coraz bardziej przypominała zwierzęcą łapę, wyglądającą tym groźniej, gdy próbowano ją zamknąć w szczupłych i bladych dziewczęcych dłoniach. Leila opuściła lekko głowę, zerkając niepewnie na porośniętą rudym włosiem skórę i wydłużone szpony. Ze zmartwieniem spoglądała na ciemne plamy pod oczami chłopaka, poruszające się pod zamkniętymi powiekami gałki oczne i napiętą niezdrowo skórę na twarzy.
        Rudowłosa westchnęła cicho i wciąż trzymając kurczowo rękę Namira w objęciach swoich dłoni, rozejrzała się po pomieszczeniu, z nadzieją zerkając na jasne łukowate wejście do buku. Czy kogoś nie powinno tu z nim być? Medyka? Nie wiedziała, co robić. Nigdy się nikim nie opiekowała, ba! Nawet sobą nie potrafiła się zająć… Nieopatrznie chyba ścisnęła go za mocno, bo zobaczyła jak jej przyjaciel marszczy nos w niezadowoleniu a spod wykrzywionych warg wysuwa się kieł. Zabrała szybko dłonie, splatając je na podołku i tylko niepewnym wzrokiem śledziła przebudzenie chłopaka, który marudził zupełnie jak ona przy wstawaniu wczesnym rankiem. Ledwie drgnęła, gdy lisołak zerwał się do siadu, i zamiast uciekać uśmiechnęła się ciepło, zadowolona, że wraca do normy.
        - To pewnie jakiś skutek uboczny – powiedziała niezbyt pewnie, tak właściwie nie mając pojęcia o czym mówi. Namir jednak słynął ze swojego doskonałego węchu, domyślała się więc tylko, że jego utrata jest chwilowa i jest skutkiem spożycia tego ohydnego naparu, bo przecież nie traci się węchu od dźgnięcia w bok.
        - Ten Ecae to znajomy Felipie, na pewno nie zrobiłby ci krzywdy. Z jakiegoś powodu wszyscy zdają się obawiać jej ewentualnego gniewu – uśmiechnęła się lekko, chcąc podnieść przyjaciela na duchu. Opuściła wzrok, czując jak odgarnia jej włosy, ale nie kończy gestu. - Namir… - mruknęła w cichym i niepewnym proteście.
        Sama nie umiała powiedzieć przed czym się wzbrania, ale nagle zrobiło się cicho i ciepło, a ona bała się spojrzeć mu w oczy. Westchnęła bezgłośnie, czując jak wygodnie byłoby złożyć głowę w tej dłoni i jak nietypowe było to wrażenie. Nie do tego przyzwyczaił ją w szkole lisołak, zawsze zachowując dystans i nie pozwalając sobie nawet na dłuższy kontakt wzrokowy. Nawet gdy uczył ją walczyć i pokonywał, wycofywał się w ostatniej chwili, tylko by pokazać jej, że przegrała. Jakby nie tylko bał się ją skrzywdzić, co było względnie zrozumiałe, gdyż ich obojga mogłoby wpakować w tarapaty, ale w ogóle dotknąć przez przypadek, inaczej niż w walce, czy czochrając żartobliwie po głowie. Dlatego czuły dotyk tak ją zaskoczył i był taki obcy, mimo że Namira przecież dobrze znała.
        Uśmiechnęła się nieśmiało, czując głaskanie po policzku i wiedząc, że kciuk muska barwny siniak pod jej okiem. Na nagłe zbliżenie się twarzy chłopaka spięła się minimalnie, otwierając szerzej oczy i cofając odruchowo, gdy nagły mętlik w głowie uniemożliwił jej racjonalne myślenie. Wtedy jednak poczuła język na policzku i parsknęła cichym śmiechem, przechylając lekko głowę, by wymknąć się od tych lisich czułości.
        - Nic mi nie jest – potwierdziła rozbawiona i objęła Namira za szyję, przytulając go mocno. – To ty masz na siebie uważać i nie straszyć mnie tak więcej. - Oparła brodę na ramieniu przyjaciela i z ciekawości przesunęła palcami po jego łopatce. – Masz włosy na plecach – zaśmiała się cicho, puszczając w końcu chłopaka i cofając się trochę. – Nie widziałam cię wcześniej w formie hybrydy, nie wiem czemu nas do nich nie przyzwyczajali w szkole. Twoja jest bardziej ludzka niż moja. Ja jestem cała w sierści…
        - Tu jesteś Płomyczku!
        Felipie wpadła do buku z całą swoją donośnością, zapachem perfum i powiewającymi blond włosami, a zaraz za nią wszedł Samiel, który przy promieniejącej artystce wyglądał jeszcze groźniej niż zwykle.
        - Namir! Dobrze, że nic ci nie jest… względnie… bo mój drogi, wyglądasz okropnie!
        Aktorka rozejrzała się po lokum, marszcząc nos z niezadowoleniem i mrucząc coś pod nosem, ale Leila wyłapała tylko „ten Ecae”, co jedynie potwierdzało faktyczną znajomość elfki i uzdrowiciela.
        - Widziałaś się z nim? Z Ecae? Mówił coś o Namirze? – lisołaczka wstała z łóżka rannego, podchodząc do wciąż kręcącej nosem efki.
        - Hm, nie, nie bardzo. Ale spotkałam Joenę i mówiła, że wszystko powinno być w porządku, nie licząc jakichś drobnych efektów ubocznych, ale już nie pamiętam jakich… Tylko ma się nie przemęczać, słyszysz Namir?
        - Przypilnujemy go – Leila uśmiechnęła się uspokajająco.
        - Dobrze, dobrze… to zbierajcie się moi kochani, bo wiele pracy przed nami, a jeszcze więcej zabawy! – zachichotała Felipie i klasnąwszy w dłonie, zamiotła szatą, opuszczając drzewo. Lisołaczka zerknęła pytająco na Samiela, nie bardzo rozumiejąc, co takiego ich czeka.
        - Namir, pomóc ci jakoś? – zapytała, zerkając z troską na lisołaka.
Avatar użytkownika
Leila
Mieszkaniec Sennej Krainy
 
Inne Postacie: Callisto, Avellana, Sonea, Mathias, Emma, Cat, Lexi, Maia, Ananke, Eva, Rakel, Lena, Rain, Kimiko, Kiki, Astarte, Segen, Mimosa,
Rasa: Lisołaczka
Aura: Podchodząc do aury, jej siła okazuje się niezbyt wyrazista, właściwe można ją nazwać nawet słabą. Została ona pokryta z jednej strony farbą silnie żelazną, natomiast z drugiej przyjemnie miedzianą. Otula ją szmaragdowe światło, które niczym kołdra w burzową noc daje bezpieczeństwo, aczkolwiek nie jest ono takie pewne. Nie słychać żadnych dźwięków co niejednego może zaskoczyć. Wydziela średnio miłą woń mokrej sierści. W dotyku zaskakuje swą miękkością i tym jak wspaniale się wygina na różne strony i sposoby, co świadczy o jej elastyczności. Dodatkowo, a nawet paradoksalnie jest w wielu miejscach ostra jak brzytwa i trzeba uważać, by się nie zranić, będąc zmylonym aksamitnym puchem, który ją pokrywa. W smaku okazuje się lepka, aczkolwiek czasami staje się sucha.
Wygląd: Jako człowiek, Leila jest niezwykle drobną, smukłą dziewczyną, mierzącą zaledwie 165 cm. Bladą twarz w kształcie serca zamieszkują duże, bystro i przenikliwie spoglądające, jasnobłękitne oczy, ciemniejące zdecydowanie wraz z nadejściem nocy lub podczas pochmurnego dnia. Gęsty las czarnych rzęs, otaczających oczy, rzuca cień na nierównomiernie rozrzucone na lekko zadartym ... (Więcej)

Postprzez Samiel » N kwi 15, 2018 6:54 pm

Zauważył i usłyszał Filipie, chociaż nie znał mowy elfów, więc nie wiedział, co oznaczały słowa, które do niego krzyknęła. Był pewien, że zwraca się do niego, bo pomachała do niego, gdy tylko spojrzał w jej stronę. Właściwie, przez te jej dwa słowa, wszyscy mieszkańcy wioski zwrócili swe oczy właśnie na niego. Ich spojrzenia były… różne, zależne od płci i charakteru danej osoby, a Samiel dziwnie się z tym czuł. Po prostu nie lubił być w centrum czyjegoś zainteresowania, nie lubił też zwracać na siebie niepotrzebnej uwagi. Co prawda, Filipie zrobiła to za niego, jednak to on teraz żałował, że nic nie zasłaniało jego pokrytej bliznami twarzy i czuł w sobie chęć do złapania za jeden ze sztyletów, konkretniej mówiąc Myrkura, i użycie jego magicznych mocy do zniknięcia. Westchnął i ruszył w stronę elfki, tłumiąc w sobie wszystko to, co czuł przed chwilą. Właściwie… do niej i trzech innych mieszkanek wioski, które prowadziła ze sobą.
         – Możesz mi powiedzieć w mowie wspólnej, jak mnie wcześniej nazwałaś? - zapytał od razu. Ciekawiło go to, bo zaczął przyciągać uwagę krótko po tym, jak te słowa dotarły do uszu jego i mieszkańców wioski. On sam nie znał języka, którym posługują się elfy, więc nie mógł wiedzieć, co oznaczają te słowa. W sumie, teraz żałował, że nigdy nie skorzystał z okazji, żeby poznać przynajmniej podstawy mowy elfów, a miał, przynajmniej, kilka okazji, aby to zrobić.
         – Twoje koleżanki też zachowuję się jakoś dziwnie… Jakbym był kimś bardzo przystojnym albo kimś bardzo ważnym, albo już w ogóle i tym, i tym – odezwał się po chwili. Czasami opłacało się kłamać, jednak przemieniony nie uważał, że taka sytuacja ma miejsce właśnie teraz, więc po prostu powiedział, jakie pierwsze wrażenie odniósł, jeśli chodzi o te koleżanki Filipie.
         – Samiel Caranor – przedstawił im się, skoro one zrobiły to samo i ukłonił się lekko. Nie było tak, że nie był niewychowany… co prawda, na pewno niezbyt wiedziałby, jak zachować się na balu, gdzie otaczaliby go sami szlachcice, jednak nie oznaczało to, że nie znał jakichś podstaw. Z drugiej strony, jakby musiał uczestniczyć w tego typu rozrywkach, to na pewno posiadłby odpowiednie umiejętności.
         – Ładnie tu jest… Tak, spokojnie, chociaż mieszkańcy są nieufni wobec nieznajomych, bo cały czas czułem czyiś wzrok na sobie, gdy chodziłem po wiosce, ale nie dziwię im się, bo sam taki jestem – odpowiedział po chwili. Mówił szczerze i, może, gdyby był długouchym i chciałby zamieszkać gdzieś na stałe, to możliwe, że rozważałby właśnie takie miejsce. Znaczy… nie chodzi o tą, konkretną wioskę, ale ogólnie o wioski elfów. Zaproponowałby im wtedy coś od siebie, a oni w zamian pozwoliliby mu tu zostać. Tak mogłoby być, ale musiałby być inną osobą, bo ten Samiel jest zabójcą, który podróżuje po świecie i nie zatrzymuje się w jednym miejscu na dłużej, niż jest to potrzebne. Chyba, że chce trochę odpocząć, wtedy wynajmuje pokój w karczmie na dłużej, niż na kilka dni.
         – Nie mam im za złe tego braku zaufania. Tylko, że działa to w obie strony, bo ja także im nie ufam – odparł, a przez jego twarz przebiegł grymas, który można by było nazwać uśmiechem, chociaż gościł on tam naprawdę krótko.
         – Kiedyś znałem myśliwego, który raz zaprosił mnie do siebie do domu. Razem z rodziną ugościli mnie właśnie jeleniem faszerowanym jabłkami – odpowiedział. Co prawda, było to naprawdę dawno, a on nie pamiętał już nawet tego, jak smakowało to danie i, czy smakowało mu to, jednak o tym już nie zamierzał wspominać.
Wiedział, że Filipie nie stanowi dla niego zagrożenia, jednak dłonie same chciały powędrować w stronę sztyletów, gdy ta podeszła bardzo blisko, a on mógł poczuć jej palce na klatce piersiowej. Dobrze, że nie trwało to długo, a kobieta zabrała dłoń, bo całkiem możliwe, że sam złapałby ją za dłoń i leciutko odepchnął od siebie.
         – Najpewniej nawet, gdybym się na to nie zgodził, i tak zrobiłabyś coś, żebym poznał osobę, o której mówisz – odezwał się, a przez jego twarz ponownie przemknął ten grymas, który był tam widoczny wcześniej. Tym razem można było mieć większą pewność, że jest to coś w rodzaju uśmiechu.
         – Leila pewnie jest razem z Namirem, więc znajdziemy ją tam, gdzie go zostawiłaś – powiedział do elfki i, razem z nią, ruszył w stronę ich nowego celu.

Wszedł do środka zaraz za Filipie, nie kłopocząc się nawet podchodzeniem bliżej do lisołaków. Po prostu stanął gdzieś w pobliżu przejścia z tego pomieszczenia na zewnątrz i oparł się plecami o ścianę.
Przysłuchiwał się rozmowie, a gdy wyłapał spojrzenie lisołaczki, wzruszył tylko ramionami, dając jej do zrozumienia, że sam nie ma pewności, o co może chodzić.
         – Filipie wspomniała wcześniej, że chce, żebyśmy poznali kogoś, kto jest bardzo ważny w jej życiu. Nie wiem, o co chodzi z tą pracą i zabawą – odezwał się po chwili.
         – Myślę, że powinniśmy iść za nią – dopowiedział, gdy elfka minęła go, a później poszedł w jej ślady i także opuścił drzewo.
         – O jakiej pracy i zabawie mówiłaś wcześniej? - zapytał, gdy zrównał się z jasnowłosą elfką. Oczywiście, że go to interesowało, bo wolałby nie brać udziału w czymś, co jest dla niego niewiadomą. Chciał też wiedzieć, jakie rodzaje zabawy miała na myśli Filipie, bo, szczerze mówiąc, nie był i nawet nie wyglądał na osobę, która z chęcią bierze w czymś takim udział.
Avatar użytkownika
Samiel
Kroczący w Snach
 
Nagrody: Obrazek
Inne Postacie: Calathal, Cain, Vergil, Jon, Kelsier, Nessus, Fenrir, Malthael, Salazar, Constantin, Seviron,
Rasa: Przemieniony (z Sanginiera)
Aura: Gęsta żelazna powłoka kryje w sobie drogi, jakby korozje doświadczeń, które wypełnione zostały cynową cieczą. Wciąż żywo lśni i płynie przywarta grawitacją do wyznaczonego pola. Wszystko to wywołuje skojarzenie skalistych terenów, które nie zostały okryte niczym więcej. Dzięki temu emanacja zdaje się być niebywale surowa i twarda - i taka też jest. Trudno jest naruszyć niezłomną powłokę o dosyć gładkiej nawierzchni. Cyna jest tutaj wyboiście giętka, zaś żelazo nastroszone ostrością. Emanacja trwa w bezkresnej afonii. Wydziela z siebie tajemniczy zapach. Trudno go w jakikolwiek sposób ująć czy tez opisać. Z pewnością jest on nietypowy dla wielu czytelników, aczkolwiek kryje w sobie tę jedną nutę rozpoznawalnego, ludzkiego potu. Smakuje gorzko, co idealnie współgra z lepiącą się łagodnością.
Wygląd: Magiczne mutacje, które uczyniły z niego przemienionego, sprawiły też, że, między innymi, proces starzenia się jego ciała uległ mocnemu spowolnieniu i przez to, demon mający na karku trzy i pół setki wygląda jak mężczyzna, który ma około trzydziestu lat. Atletyczne ciało skrytobójcy jest bardzo dobrze zbudowane z widocznymi mięśniami, które, co prawda, nie są, aż tak ... (Więcej)

Postprzez Namir » Wt maja 15, 2018 8:11 pm

        - To znaczy „Smoczy wojownik” - rzuciła z uśmiechem Filipie. - Wyglądasz na potężnego wojownika, który byłby w stanie takiego smoka pokonać! - dodała z zachwytem elfka na chwilę odrywając się od rzeczywistości.
        - Wyobrażasz to sobie? Ty sam, pośród wysokich i gołych skał, na których spoczywa sadza po potężnych, smoczych płomieniach! Walczysz do ostatniego tchu, pot spływa po twoim czole, ale i tak walczysz do ostatniej kropli krwi... - mówiła dramatycznie aktorka. - Dlatego właśnie tak na ciebie patrzą. Tak się widzi smoczych wojowników – szepnęła artystka szturchając łokciem przemienionego, a że mieszkanki lasu nie rozumiały wspólnej mowy, to oczywiście tłumaczyła wszystko po swojemu.
        Elfka spojrzała przyjemnym wzrokiem na demona, gdy ten uznał wioskę za ładną. Dostrzegła w tych słowach szczerość i na chwilę sama Filipie przystanęła myślami. Nie pamięta już dni, gdy mieszkała w lesie... Właściwie nigdy nie mogła powiedzieć, by w nim spędziła sporo czasu. Filipie Roc Fui to rasowy mieszczuchem lubiącym przepych i bogactwo, ale płynąca w niej krew sprawiła, że widziała piękno w naturze, choć... Filipie we wszystkim widziała piękno.
        - Czas więc pobudzić twoje kubki smakowe! I tak, masz rację, zrobiłabym wszystko byś ją poznał hihi - rzuciła radośnie elfka, po czym oboje ruszyli w stronę zmiennokształtnych.


***


        Gdy Leila objęła szyję Namira i mocno go przytuliła, on chętnie odwzajemnił gest. Cały jego świat zamknięty w drobnym ciele dziewczyny, którą teraz chronił – przynajmniej przez chwilę. Pozwolił sobie na to, mógł... Mógł dopóki byli sami, bo gdy wyjdą poza buk, Leila wróci do silnych i ufnych ramion Samiela. A może wcale nie musi?
        Lisołak przymknął oczy i uśmiechnął się delikatnie. Uniósł powieki dopiero, gdy lisiczka się od niego odsunęła.
        - Będziesz musiała uważać w lato z gubieniem sierści – odparł ze śmiechem w luźniejszej atmosferze, ale pragnienia kotłowały się w nim nadal. Była tak blisko i była tak intensywna, chociaż odczuwał ją całkowicie inaczej. Chyba by zwariował, gdyby jego węch nie zaczął mu szwankować z powodu tajemniczego eliksiru. Czuł, że bardziej chce niż może. Miał wrażenie, że skryci w głębi pnia jednego z drzew są zamknięci na resztę świata. Chroniła ich natura przed spojrzeniami obcych i... wzrokiem Samiela. Próbował wyrwać się z tej pułapki, z humorem odejść od własnych zachcianek, ale gdy znów na nią spojrzał...
        Lisołak pochylił się ku płomiennowłosej dziewczynie. Dłonią objął jej kark i w chwili, gdy miał przyciągnąć ją do siebie wparowała Filipie. Verka w polityczny sposób wyprostował sylwetkę nabierając głębokiego wdechu, zagryzając wargę i spoglądając gdziekolwiek indziej, byleby nie na Fui, którą mógł teraz zabić za wyczucie czasu.
        - Tobie zaś moja droga, jak zawsze towarzyszy piękno i promienność – odparł nieco złośliwie.
        - Ach, wiem! - machnęła dłonią Filipie podsycając dogryzanie, ale widać było, że nie pierwszy raz się w ten sposób przedrzeźniają.
        Gdy Filipie wyszła i wszyscy szykowali się do wyjścia, Namir wsparł się o rękę, lecz nie wstał od razu. Delikatnie zacisnął usta. „Zupełnie jakbym nagle miał rozgrzać kilkusetletnie, zastałe kości” pomyślał, ale ani jedno marudne słowo nie rozbrzmiało w głos. Cicho syknął, gdy ciało zmiennokształtnego mocno się zgięło w momencie wstawania. Mimo to, odczuł niebywałą ulgę stając na dwóch nogach. Jego postawa była niedbała i o ile wcześniej delikatnie się garbił, to teraz w ogólnie nie zwracał uwagi na to, czy pogłębia kifozę czy też nie.
        - Nie, nie trzeba – odpowiedział po fakcie lisołak.
        Odsłaniając kotarę zmrużył oczy krzywiąc się nieco na napotkane promienie słońca. W drzewie czuł się lepiej - jak w norze, teraz musiał przyzwyczaić się do gapiów, którzy niedawno jeszcze widzieli go bez włosów na plecach.
        - Nie psujmy niespodzianki! - odparła elfka niezwykle podekscytowana. - Czy macie się czego bać? - spytała artystka rozpościerając ręce, a Verka tylko uniósł brew spoglądając na wszystkie te nieufne spojrzenia, ciche szepty oraz na mężczyznę ostrzącego miecze. Nie. Nie mieli się czego bać.
        Szli dalej. Lisołak rozglądał się po wiosce zupełnie nie zwracając uwagi na swoich towarzyszy. Szedł krok za nimi wciskając dłonie w kieszenie. Milczał, ale Filipie nadrabiała gadaniem o pierdołach więc nawet nie odczuwał potrzeby odzywania się. W pewnym momencie, depcząc ziemię poczuł wilgoć i niemalże usłyszał plusk pod sobą. Zmiennokształtny spojrzał w dół, na swoją stopę. Ziemia była mocno przesiąknięta wodą i niczym młody, rozdrażniony kociak potrząsnął butem. Uniósł wzrok i dopiero teraz zorientował się, że grupa kieruje się w stronę wierzby.
        „Wierzba między bukiem, sosną a jodłą i bez jeziora?” zastanowił się lis, gdy nagle jedna myśl mu zaświtała.
        - Gdzie my właściwie idziemy? - spytał Verka, a jego uszy uniosły się na baczność.
        - Do mojej przyjaciółki – oznajmiła swobodnie elfka.
        - Przyjaciółki wróżki... Kealowentaraeh Qusin de Uera... - skrzywił się lisołak.
        - A kogo się spodziewałeś?
        - Tej oszustki, Olin.
        - To nie oszustka – szybko starała się bronić Filipie. - Tylko... Piękna kobieta z darem mówcy wykorzystująca swe umiejętności do wróżenia.
        - I wyciąganiu kasy za pokazanie dłoni z linią życia albo linią miłości... Uech, nie mam ochoty się z nią widzieć – uszy lisołaka rozeszły się na boki, a sylwetka mężczyzny delikatnie się przygarbiła. Czuł jednak na sobie wymowny wzrok aktorki, która zaraz wyminęła Leilę oraz Samiela, by przyssać się do ramienia Verki.
        - Ech, Filipie, nie musisz mnie namawiać.
        Słowa lisołaka nieco zbiły z tropu jasnowłosą elfkę, która odpowiedziała krótkim „huh?”.
        - To przecież wyjątkowa dla ciebie osoba. Leila i Samiel powinni ją poznać, nie będę czynił ci przykrości -wyjaśnił lisołak pstrykając elfkę w nos.
        Oczy aktorki zaświeciły iskierkami przelewającego się szczęścia. Uszata aż podskoczyła z ekscytacji i pociągnęła za sobą Płomyczka oraz demona nie zwracając uwagi na coraz to większe kałuże. Zmiennokształtny wzruszył bezradnie ramionami i skierował się za porwaną dwójką oraz aktorką. Wszyscy zniknęli między lianami wierzby. Listki delikatnie uderzały o twarz ciągniętych przyjaciół, bo pełna emocji artystka ani myślała by zwolnić. W końcu wyciągnęła swoich towarzyszy przed wejście do wierzby, których drzwi stanowiła mokra i ciężka szata.
        - Moja przyjaciółka jest dosyć... specyficzna, t-tylko na pierwszy rzut oka! Gdybyście spędzili z nią więcej czasu, tyle co ja, z pewnością uznalibyście ją za oszałamiającą! Lubi tylko dużo wody, ale to zdrowe! - powiedziała ze śmiechem Fui, jakby otaczająca ich ilość wody nie była przesadą. - Usiądźcie proszę na „wysepce” w pomieszczeniu, to suchy skrawek ziemi. Są też tam poduszki... raczej nie są wilgotne, specjalnie przygotowane dla gości! Hihi! No to dalej, za mną!
        Filipie uniosła ręce do góry dając kolejny upust swej radości. Następnie dumnie wyprostowała klatkę piersiową odsuwając ciężką kotarę. Weszła jako pierwsza i od razu zaprosiła resztę do środka, w środku zaś... było specyficznie.
        Krótka ścieżka, zaledwie na dwa kroki, kierowała faktycznie do wysepki. Brzegi ścian wierzby oraz ów skrawek ziemi dzieliła woda – przypominało to płytką fosę. Wybór miejsc był więc ograniczony i chociaż w pierwszej chwili odczuwało się klaustrofobię, to przy dłuższym posiedzeniu można dało się przyzwyczaić.
        W środku wierzby panowała ciemność. Jedynie kilka świetlików przylepionych do brzegów ścian drzewa, lub wyżej przymocowanych półek, dawały jakikolwiek blask. Miejsce na samym środku okazało się na tyle duże, by pomieścić około sześciu osób, a poduszki pozostały zaskakująco suche. W powietrzu zdecydowanie odczuwało się wilgoć, a pojedyncze krople spadały uderzając o taflę wody i tworząc irytującą powtarzalność niedokręconej beczułki z piwem. Wysokości sufitu nie dało się określić, jednak sama Filipie przemieszczała się pochylona do przodu aby czasem nie uderzyć o coś głową.
        - Moja droga, Kealowentaraeh Qusin de Uera! - pisnęła Fui, która tuż przy brzegu zaczęła przemieszczać się na kolanach. Brnęła przez wodę by móc objąć wróżbitkę.
        - Tyle już się nie widziałyśmy! Tęskniłam! Przewidziałaś, że przyjdę? - zachichotała elfka.
        - Poznaj moich drogich towarzyszy podróży, Płomyczek Leila oraz niesamowity wojownik Samiel! Proszę wejdźcie śmiało! - Filipie pacnęła kilkukrotnie dłonią w poduszki zachęcając gości do zajęcia miejsc. Oczywiście lisołaczkę sama pociągnęła do pierwszego rzędu nieco ją ochlapując, ale Fui zadbała aby dziewczyna siedziała na suchym miejscu z jak najsuchszą poduszką.
        - Witajcie Samielu i Leilo – odezwała się wróżbitka, a jej głos był niski, bez uczuć, tajemniczy i ciężki, chociaż bardzo melodyjny.
        - Oraz ty lisie – dodała niemalże beznamiętnie, gdy do wierzby wkroczył Namir.
        - Tak, tak. Witaj  Kealowentaraeh Qusin de Uera.
        - Ależ ty oficjalny! Mówcie jej Uera – zwróciła się Filipie do zmiennokształtnej i przemienionego. - Ten elficki jest dla was równie pokręcony, co dla mnie czasem wspólna mowa – rzuciła konspiracyjnym szeptem aktorka.
        Później nastąpiła krótka rozmowa między Filipie a Uerą. Artystka była bardzo głośna i rozmowna, wróżbitka zaś odpowiadała szczątkowo, bardzo konkretnie. Cały dialog odbywał się w języku elfów, ale nie były to rozmowy zakazane dla słuchaczy. Namir bez problemu zrozumiał każde słowo, ale nawet na podstawie samych domysłów można było stwierdzić, że Filipie pyta o zdrowie, o pogodę lub wspomina ostatnie spotkanie.
        - Que – chrząknął Verka. - Może sprowadzicie więcej robaków by oświetlić pomieszczenie? - wtrącił zmiennokształtny, który choć widział w ciemnościach i czuł się dobrze w takim otoczeniu, to wychodził z założenia, że dla dwójki przybyłych jest to mniej komfortowe. Póki co, nie mogli dokładnie ocenić wyglądu wróżbitki, która nawet na nich nie spoglądała. Wciąż patrzyła w dół w jeden punkt, jakim była woda.
        - Ach, tak! Światło! Doskonały pomysł! Płomyczku, sprowadzimy razem światło! - i nim dziewczyna zdążyła się zorientować, albo o coś zapytać, Fui chwyciła drobne dłonie lisicy i wtopiła je w wodę. Wróżbitka zadała krótkie i niezrozumiałe pytanie Filipie, która zdecydowanie przytaknęła.
        Palce, następnie śródręcza i nadgarstki Leili oblazły niebieską farbą. Artystka mocno przytrzymywała ręce lisołaczki, ale patrzyła na nią pewnie i zapewniała samym wzrokiem, że nic jej nie grozi.
        - Płomyczku, tylko nie uciekaj – szepnęła aktorka pełnym bezpieczeństwa głosem, a jeżeli Leila spojrzała za siebie by uzyskać podpowiedź od Namira, ten przytaknął.
        - Troszkę sobie tylko powróżymy. To będzie super zabawa! – uśmiechnęła się Filipie.
        I wówczas niebieska barwa sięgnęła ramion Leili, a Fui puściła lisicę. Aktorka odsunęła się i wyprostowała oglądając powoli sufit i przestrzeń wokół. Była bardzo cichutko, jakby bała się spłoszyć zaklęcie. Ciemność powoli zastępowały granatowe chmury, które jaśniały małymi drobinkami od samego centrum jakie stanowiła płomiennowłosa dziewczyna. Ciemne obłoczki poczęły niknąć i odsłaniać cienkie linie między punktami. Mgła opadła nisko na ziemię zakrywając jedynie wodę. Klaustrofobiczne pomieszczenie o niskim suficie stało się nagle rozległym, gwieździstym niebem. Można go było niemalże dotknąć, obcować ze srebrnymi konstelacjami, choć dłoń przepływała przez powstały obraz. Niczym aniołowie mogli stąpać przez gwieździste niebo, gdy otwarte oko Prasmoka oświetla ciemną noc Alarańską.
        - Oto cała twoja historia, Leilo – odezwała się wróżbitka, którą teraz było doskonale widać.
        Uera miała jasną skórę z widocznym, niebieskim zabarwieniem. Włosy długie i perfekcyjnie proste. Spływały po całej sylwetce wróżbitki niczym granatowa rzeka sięgając wody. Unosiły się na tafli tworząc jej część. Zadbana grzywka i stopniowe, proste ścięcia nadawały powagi tejże tajemniczej postaci. Uera charakteryzowała się podłużną twarzą, której dodatkowej wyrazistości nadawały elfie uszy, wąski nos oraz oczy w kształcie migdałów. Bujne i nienaturalnie długie rzęsy odsłoniły perłowe białka z cienkimi, ledwo widocznymi źrenicami o nieco ciemniejszej tonacji. Wyglądała na ślepca, ale przenikała swym spojrzeniem każdego, kto usiadł jej naprzeciw. Drobne plamki, przypominające łuski, ciągnęły się gęsto od szyi, ale rzadziej występowały na bokach policzków czy czole. Spostrzegawczy obserwator dojrzałby je także na szczupłych, długich palcach, zaś resztę zakrywała długa, niedbała szata o jasnych barwach.
        Splecione dwa, niewielkie koki ozdobione zostały złotymi spinkami, a do kompletu na uszach zostały zawieszone kolczyki oraz na szyi długi naszyjnik.
        - Możesz wyjąć dłonie z wody, niebieska ciecz sama spłynie – oznajmiła wróżbitka.
        - To, co widzisz wokół siebie, to twoja przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Obraz wydaje się być mocno zaludniony konstelacjami, ale zawsze możemy dostać się do danych zdarzeń bliżej – elfka delikatnie dotykała wody manewrując „niebem” i przybliżyła jedno ze skupisk tak, by pojawiły się one jasno namalowane przed oczami Leili.
        - Na przykład tutaj. Konstelacja Łamanego Koła oznaczała wypadek w podróży, a chwilę wcześniej konstelacja Bliźniąt. Spotkałaś drogiego swemu sercu przyjaciela, on też z pewnością ma te konstelację u siebie. Ja i ty również mamy wspólne drogi, w ten sposób wiedziałam, że będę spodziewać się gości. Każde z tych skupisk oznacza zdarzenie. Jeżeli przyjrzysz się bliżej gwiazdom zobaczysz silne i widoczne konstelacje lub też te blade i niemalże niedostrzegalne. W przeszłości oznacza to twoją pamięć – co lepiej bądź gorzej pamiętasz, zaś w przyszłości prawdopodobieństwo wyboru danej drogi... bowiem nikt nie jest w stanie przewidzieć, co dokładnie się stanie. Wpływa na to zbyt wiele czynników, nasz stan psychiczny, nasze zmieniające się priorytety albo... decyzja osoby, która może zdecydować się z nami obcować lub opuścić. Krótko mówiąc – jesteśmy panami własnego losu – podsumowała morska elfka.
        - Także barwy delikatnie między sobą się różnią. Te białe i najbardziej czyste, bez zaplamień, oznaczają silny wpływ na nasze życie, przykładem może być czyjaś śmierć, która odmieniła spojrzenie na świat danej jednostki. Kolory złote, niebieskie, granatowe lub też zaplamienia wskazują na coraz to mniejsze znaczenie. Mogę więc ocenić, że granatowa i dość widoczna linia z konstelacji Łamanego Koła oznacza, że nie miało ono wielkiego wpływu na twoje życie, zaś te zdecydowanie bielsze, ładniejsze i proste linie z konstelacji Bliźniąt z pewnością nie zostaną przez ciebie szybko zapomniane. Oceniam barwę i widoczność konstelacji, ale także ich ułożenie, wielkość, badam ich położenie w przestrzeni... Mogę odczytać każdy skrawek, ale nie po to tu przybyłaś. To tylko twór moich zdolności, nie będę przeczesywać twojej historii od początku do końca. Zapewne Filipie chciała pobawić się we wróżbitkę – Uera rzuciła oczywiste spojrzenie na Fui.
        - Och, nie do końca! Wiesz Kealowentaraeh, to ma być tylko prosta zabawa jak z kim hajtnie się Plomyczek, albo ile będzie miała dzieci haha! Zacznijmy od prostych rzeczy! Powiedz, co czeka Płomyczka w najbliższym czasie! Jakie przygody ją czekają?! Co będzie robić, gdy dotrzemy do Menaos?! Albo...co się stanie, gdy drogi moje i Płomyczka się rozejdą? - dociekała artystka podpierając bródkę o ramię wróżbitki.
        Morska elfka spojrzała na konstelację, a cichy szmer wody wskazywał na przesunięcia się w przestrzeni gwiazdozbiorów. Uera powędrowała w górę wzrokiem szukając nieco ciekawszych smaczków.
        - To może na początek tak ogólnie... - podjęła się Uera odsuwając od siebie Filipie. - Leilo, widzisz tę niebywale wyrazistą gałąź, która rozwidla się na dwie strony? Czeka cię trudny wybór. Musisz być bardzo ostrożna przy podejmowaniu decyzji, jedna z tych dróg ściągnie na ciebie kłopoty. Będziesz w ciągłym zagrożeniu, choć skrzydła Prasmoka wciąż nad tobą czuwają. W dużo dalszej przyszłości dostrzegam konfrontację, nie unikniesz jej, a po drodze możesz bardzo wiele stracić. Działał zgodnie z własnymi przeczuciami, to intuicja przeprowadzi cię przez palące się mosty i wysokie mury. Na swej drodze spotkasz wiele osób niegodnych zaufania, ale nie uciekaj od nich. Ciągłe uniki nie doprowadzą cię do wysokich osiągnięć. Śpij spokojnie i nie martw się zbyt wiele, widzę rosnący potencjał. Pamiętaj to ty jesteś panią swego losu.
        - Oj, no nie wiem czy ją to zachęciło – burknęła artystka.
        - Hm... Widzę krew, ale to nie ty będziesz ranna.
        - Powiedz jej o czymś miłym! O, na przykład tutaj, za konstelacją tych dwóch krzyżujących się mieczy, jest jakiś dziwny splot – zauważyła Filipie.
        - To Kobiecy Warkocz.
        - Co oznacza?
        - Ekhm... Same przyjemności. Hm...jakby to powiedzieć, zaciśnięcie więzi.
        - Ooo! To jest dobra wiadomość! A te tutaj przesuń, widziałam coś fajnego, tu, po prawo! Co to oznacza?
        - Splot Kwiatów, ktoś cię doceni. Zyskasz honory, jeżeli odsuniesz emocje na bok.
        - A...
        - Filipie, mam małą propozycję. Może niech Leila spojrzy na niebo i sama zapyta... - zwróciła się wróżbitka do aktorki.
        - Chciałam tylko pomóc – burknęła Fui. - Płomyczku, zapytaj o coś! - zacisnęła radośnie dłonie elfka czekając niecierpliwie na pytania lisołaczki.
         – Pytaj o co zechcesz Leilo. Odpowiem na każde twoje pytanie... Nawet jeżeli chcesz dociec szczegółów. Nie zdradzę ci imion i nazwisk, ale widzę, co może nastąpić.
        Niebo mieniło się w srebrzystym natłoku. Krzyżujący ręce Verka opuścił je spoglądając na rozmaite drzewo gwiazd. Odbijały one swoje kropeczki w tęczówkach obserwatorów sprawiając, że spojrzenia napełniały się magiczną głębią. Gdy Uera wędrowała po gwiazdozbiorach, wszystko za plecami Leili również się poruszało, jakby nagle wkroczyli w intymny świat lisołaczki. Przecież wróżbitka nie zdradziła wielkich tajemnic, ale cały ten obraz nabierał w jakiś sposób prywatności. Wróżenie z kuli miało się nijak do konstelacji układających się na wzór galopujących koni czy ozdobnej bramy, a nawet wzory mniej oczywiste i przejrzyste mieniły się olśniewającym pięknem. Mężczyzna był pod wrażeniem, wiedział co to oznacza. Jeszcze sporo lat i zmian nastąpi w życiu Leili. Ogrom wielu możliwości, wielu jeszcze niepodjętych decyzji. Słuchał więc uważnie wypowiedzianych słów, a jego oddech był tak cichy, by nie przeszkadzać w tej na swój sposób wzniosłej chwili.
Avatar użytkownika
Namir
Szukający drogi
 
Nagrody: Obrazek
Inne Postacie: Frigg, Niviandi, Deithwen, Kvaser, Francine, Kavika, Wiladye, Shantti, Pliszka, Cedr,
Rasa: Lisołak
Aura: Najpierw czuć w nozdrzach mocny zapach mokrej sierści i ziemi. Początkowo zdaje się nie przyjemny, jednak po pewnym czasie przyzwyczajasz się do niego i gdy nadchodzą pozostałe bodźce, ta woń jest twoją kotwicą na morzu doznań. Nie jest ich jednak aż tak wiele. Nie słyszysz żadnych dźwięków, poza zwykłym otoczeniem, co jest zaskakujące, ale szukasz dalej. Odnajdujesz poświatę bijącą od emanacji. Jest niezwykle jasna i świeci równomiernie szmaragdowym blaskiem, obejmując szczelnie kontur postaci i niechętnie się od niej oddalając. Sama aura jest wyjątkowo słaba, gaśnie szybko w otoczeniu innych, o wiele silniejszych, bardziej rzucających się w oczy. Zwabiony jej gorzkim, ale łagodnym smakiem zbliżasz się, by dokładniej przyjrzeć się jej powierzchni. Tu właśnie najmocniej widać jej młody wiek, gdyż nie jest ona nawet w połowie pokryta farbami, wciąż czekając na dalszy rozwój i kolejne barwy do kolekcji. Na razie chwali się jedynie zamaszystymi pociągnięciami miedzi i kobaltu, oprószonymi delikatnie żelaznymi i złotymi opiłkami. Jej twarda powierzchnia zachwyca gładkością aksamitu, niezwykłą elastycznością i podstępnie skrytymi ostrymi zakończeniami.
Wygląd: Namir w ludzkiej postaci w żaden sposób nie przypomina lisa. Nie jest nawet rudy! Młodzieniec ma brązowe włosy, które sięgają mu prawie łopatek. Chodzi raczej rozczochrany, pozwala swoim włosom układać się tak, jak zechcą. Nawet sterczący kosmyk nie jest dla niego przeszkodą. Splótł sobie kilka dredów i ozdobił je ostro czerwonymi rzemykami, które gdzieś kiedyś podkradł na ... (Więcej)
Uwagi: Verka rzadko kiedy przedstawia się swoimi dwoma, prawdziwymi imionami - czyli Verka lub Namir.

Postprzez Leila » Pt maja 18, 2018 8:43 pm

        Mówią, że niewiedza jest błogosławieństwem, i tak jest w istocie. Gdyby Leila miała choćby najmniejsze pojęcie o uczuciach kłębiących się w sercu jej przyjaciela, prawdopodobnie spanikowałaby i uciekła… jeśli w ogóle dotarłaby do niej powaga sytuacji. Teraz tylko chętnie przytulała chłopaka, ściskając go w trosce i poczuciu ulgi, że nic mu się nie stało. Również, gdy odsunęła się lekko, nie dostrzegła nic nietypowego w wyrazie twarzy lisołaka i tylko zaśmiała się wesoło na żart. Dopiero, gdy Namir pochylił się w jej stronę, obejmując dłonią kark, otworzyła nieco szerzej oczy, spoglądając na niego pytająco. Nawet się nie speszyła, a zwyczajnie niczego nie podejrzewała, więc gdy do buku wpadła Felipie, tylko zmiennokształtny prostował się szybko. Leila spojrzała na nią spokojnie, później przenosząc ciepły wzrok na Samiela, gdy artyści sobie dogryzali.
        Pogoniona wstała szybciutko, ale zatrzymała się przy Namirze, wciąż czuwając przy nim, czy na pewno da radę ustać. I chociaż skarciła lekko elfkę wzrokiem na jawne wytknięcie tego, jak lisołak wygląda… zgadzała się z nią po części. Nie chciała być jednak nachalna, więc gdy powiedział, że sobie poradzi skinęła głową i ruszyła za Felipie, zerkając na niego tylko od czasu do czasu.
        Później tylko szła posłusznie, uśmiechając się lekko, gdy słuchała przekomarzań. Sama nie miała żadnego nastawienia do przepowiadania przyszłości. Wydawało jej się to wyjątkowo mało prawdopodobne, by ktoś rzeczywiście był w stanie dostrzec wydarzenia, które nie miały jeszcze miejsca, ale jak powiedziała Felipie – miała otwarty umysł. Nawet jeśli to wszystko to tylko bajka, to chociaż nowe doświadczenie. Tych zaś, dopiero co wyzwolonej z okowów lisołaczce, chyba ciągle było mało.
        Z niegasnącym lekkim uśmiechem pozwoliła się poprowadzić między zwisające do ziemi gałązki wierzby, a nastrój artystki chyba jej się udzielał, bo nawet zachichotała cicho, gdy listki plątały się jej we włosach i otulały postać. Już było bajecznie! Ostrożnie omijała kałuże, ale też nie przejmowała się specjalnie, gdy but osunął jej się w mokrej ziemi, wówczas tylko łapiąc mocniej Felipie za dłoń. Zatrzymała się dopiero przed ciężką kotarą, będącą wejściem do drzewa i spojrzała łagodnie na artystkę.
        - Na pewno będzie wyjątkowa – powiedziała uspokajająco i skinęła głową na instrukcje. Później… później weszli w inny świat.
        Obszerna wierzba, niemal w pełni wydrążona w środku, wypełniona była ciemnością i wilgocią. Od tej pierwszej ratowały niewielkie owady, które dawały nikłe źródła światła i niezastąpiony czar, od tej drugiej natomiast wysepka, o której mówiła Fui i poduszki. Ostrożnie podążyła za elfką, starając się nie zwracać uwagi na przemakające już nieco nogawki spodni i krople wody, kapiące na rude włosy. Wylądowała oczywiście na samym przodzie, ostrożnie zajmując miejsce na poduchach. Taki drobiazg, a i tak przywołał nieprzyjemne wspomnienia, jednak zdeterminowana odepchnęła złe myśli. Nic tutaj nie było takie, jak kiedyś, a otoczona była przyjaznymi ludźmi, więc należało się wziąć w garść!
        - Witaj… Uera – dziewczyna przywitała się uprzejmie, skłaniając wróżbitce, której skrócone imię chętnie podłapała od Felipie. Gdy elfki pogrążyły się w rozmowie, Leila skorzystała z okazji, by odwrócić się w stronę Samiela.
        - Ale tu magicznie! – szepnęła, przychylając się w jego stronę, chyba jednocześnie nieco niepewna, ale i podekscytowana. – Nigdy nie widziałam czegoś takiego…
        Urwała, gdy Felipie ożywiła się na nowo i lisołaczka szybko odwróciła w jej stronę spojrzenie. Początkowo pytające spojrzenie, gdy nie wiedziała, w jaki sposób ma sprawić, by stało się jaśniej, zastąpiło zaskoczenie, gdy artystka złapała ją mocno za dłonie i wciągnęła do wody. Leila zachwiała się lekko, przyklękając na poduchach i niepewnie zerkając na swoje ręce, zanurzone po nadgarstki, nachodzące nagle niebieską farbą. Zaskoczona wzięła głęboki oddech i próbowała zabrać dłonie, ale artystka przytrzymywała ją zaskakująco silnie, najpierw budząc tym niepokój i spłoszone spojrzenie dziewczyny, później zaś szybko uspokajając słowami. Leila przełknęła ślinę i skinęła głową, spoglądając przez ramię na Namira, a gdy ten potwierdził skinieniem, znów na swoje ręce.
        Rude włosy osypały się przez jej ramię, po części mocząc delikatnie końcówkami w wodzie, podczas gdy jedno pasmo niefortunnie musnęło przedramię, barwiąc się na niebiesko. Mogła wyprostować się dopiero, gdy jej ręce były niebieskie aż po łokcie, i wtedy przysiadła na piętach, niepewnie trzymając dłonie w powietrzu, nie wiedząc, co powinna zrobić. Spojrzała na Felipie, a później, podążając za jej wzrokiem, zadarła głowę w górę.
        - Och! – westchnęła z wrażenia, spoglądając w zasnuwające sklepienie ciemne niebo.
        Z rozchylonymi ustami spoglądała na kłębiące się nad nią i wokół niej granatowe chmury i przebijające z pomiędzy nich jasne punkciki, powoli łączące się ze sobą cienkimi liniami. Blask pojawiających się gwiazd odbijał się w otwartych szeroko oczach lisołaczki, która niepomiernie zdziwiona bała się wręcz oddychać, by nie zburzyć magii dziejącej się wokół niej. To jej historia.
        Niechętnie oderwała wzrok od nieba i spojrzała na wróżbitkę, zamykając usta i przełykając ślinę. Elfka była wyjątkowo intensywna w odbiorze i Leili zajęło chwilę ogarnięcie jej postaci wzrokiem, nim skuszona znów rozejrzała się wokół. Po mgle. Po niebie. Po swojej historii. Po swojej przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Nigdy wcześniej nie doświadczyła czegoś podobnego i wszelkie zastrzeżenia, jakiekolwiek wątpliwości i zdystansowanie, zniknęły momentalnie, pozostawiając po sobie jedynie zachwyt, fascynację i ciekawość.
        Słuchała uważnie, obserwując wskazywane jej konstelacje i starając się nadążyć za wróżbitką. Odnajdywała wzory i słuchała interpretacji, a gdy Uera wspomniała o spotkaniu przyjaciela, Leila odwróciła się w stronę Namira, obdarzając go krótkim, ale radosnym uśmiechem. Zaraz jednak wróciła pełnią uwagą do morskiej elfki, wręcz pożerając każde słowo, jakie padało z jej ust i odnosząc do tego co wiedziała i co widziała. Kiwała też głową na znak, że rozumie, a stwierdzenie, że nie da się w pełni przewidzieć przyszłych zdarzeń spodobało jej się i tylko upewniło w tym, że kobieta zna się na tym, co robi. Trudno byłoby jej bowiem uwierzyć, gdyby twierdziła, że zna każdy przyszły krok dziewczyny.
        Uśmiechnęła się znów, gdy wskazano, jak ważny jest dla niej Namir i zapamiętała Konstelację Bliźniąt, która wyjątkowo jej się spodobała. Zaraz jednak parsknęła cichym śmiechem, słysząc Felipie i jej priorytety. Z kim się hajtnie, że też naprawdę… Szybko się opanowała, próbując przywołać na twarz powagę, ale i tak nie powstrzymała się od żartobliwie karcącego spojrzenia na elfkę. Później podążyła wzrokiem za Uerą, która wskazywała jej rozwidlenie, tak łatwo dostrzegalne nawet dla niej. Skinęła głową, na moment tracąc uśmiech. Wiedziała doskonale, przed jakim wyborem stanie, a fakt że nawet na tym niebie nie było widać jej decyzji nieco ją przygnębił. Naiwnie sądziła, że może tak naprawdę wie, co zrobi, broniąc się tylko przed samą decyzją, ale najwyraźniej nadal nie miała pojęcia. Uh! Grube gałęzie magii rozwidlały się na dwie różne strony, zwężając się coraz bardziej i wzbogacając o kolejne odnogi, tym cieńsze i bledsze, im dalej od głównej drogi. Musiała wybrać.
        - Ja…
        Zawahała się, gdy miała zadać pytanie. Nie przeszkadzało jej wcale, że robi to za nią Felipie, przynajmniej mogła pooglądać swoje losy. Nie peszyła ją obecność elfki, a też zwyczajnie zapomniała o siedzących za nią Samielu i Namirze, którzy również mieli wzgląd w jej losy. W tym niebie przeszłości, teraźniejszości i przyszłości była sama.
        - Uero… czy możesz mi powiedzieć… jak mam wybrać? – zapytała cicho, zebrawszy się w końcu na odwagę, by samej sięgnąć do gwiazd i przysunąć obraz rozgałęzienia. Jej losy rozbiegały się ostentacyjnie, każde żyjąc własnym życiem, nieczułe na bezradny wzrok lisołaczki. Również elfka pokręciła głową.
        - Niestety nie. Sama musisz dokonać tego wyboru i nawet nici losu ci w tym nie pomogą.
        - A możesz mi opowiedzieć o tych drogach? Na przykład, co mnie czeka tutaj? – zapytała, przysuwając między nie jedną z gałęzi, tą bardziej obfitą w odnogi i poboczne konstelacje.
        - To właśnie ta bardziej niebezpieczna – zaczęła Uera, oglądając fragment z różnych stron. – Jak mówiłam, tutaj czekają cię niebezpieczeństwa i wiele trudnych wyborów. Dużo zmian, widzisz te supły? Tutaj się one dokonują, w tobie i twoim życiu. Walka, zagrożenie, ale też szczęście i satysfakcja.
        - A ta druga?
        - Ta jest spokojniejsza. Trudna jednak na inny sposób. Trudniej dostępna. Widzisz? Ma mniej rozgałęzień, to oznacza mniej wyborów. Zauważ jednak, że są one o wiele grubsze niż na tej drugiej, a sploty większe.
        - Co to oznacza?
        - Że chociaż będziesz napotykała na tej drodze mniej rozterek, będą one dla ciebie bardziej znaczące, a zachodzące w tobie zmiany trwalsze.
        - A ten zawijas?
        - Tutaj twoja przeszłość miesza się z przyszłością… - zaczęła wróżbitka, a Leila otworzyła szeroko oczy, spoglądając na kobietę z przestrachem. Ta zdaje się odpowiednio odczytała jej wcześniejsze losy, bo przymknęła łagodnie oczy i pokręciła głową. – Przeszłość to nie tylko złe doświadczenia Leilo. Wiem, że w tej chwili tylko to pozostało w twoich wspomnieniach, ale przepowiednie są mętne. Brak tu jednak Konstelacji Sierpu, to oznacza brak zagrożenia podczas tego splotu. Bądź świadoma znaczenia swoich wyborów. Nie próbuj kierować się wyłącznie rozsądkiem lub tylko emocjami. I nie próbuj kontrolować swoich losów, one i tak żyją własnym życiem. Rozumiesz?
        - Chyba tak… Wiem… wiem, że wiem niewiele więcej, niż wcześniej – dziewczyna zdobyła się na lekki uśmiech, podnosząc niebieskie oczy na wróżbitkę, a ta skinęła głową z wyraźnym zadowoleniem.
        - Bo tak właśnie jest.
        - Mimo wszystko, dziękuję Uero.
        - Proszę.

        Farba już zupełnie spłynęła z dłoni dziewczyny i został po niej tylko niewielki ślad na jednym kosmyku włosów. Również niebo rozwiało się, a konstelacje zniknęły, sprawiając, że Leila zamrugała, wracając do rzeczywistości i… wierzby. Odetchnęła głęboko i wycofała się na swoje poduchy, wciąż otrząsając się z obezwładniającego wrażenia nierealności. Aż bała się wyjść na zewnątrz i ryzykować, że słońce obedrze ją z magii i wyjątkowości tego miejsca.
        - Samiel, teraz ty! – zawołała szeptem, łapiąc Zabójcę za dłonie i pochylając się w jego stronę. – Spróbuj, proszę. To jest niesamowite!
        Odurzona panującym tu klimatem odważyła się pociągnąć Samiela za sobą i tak, jak wcześniej Felipie zanurzyła jej ręce w wodzie, tak teraz ona szczupłymi dłońmi przytrzymała nadgarstki mężczyzny. I znów, niebieska farba zaczęła piąć się po skórze kolejnej osoby i to na niego przeniosła wzrok Uera
        - Witaj Samielu…
Avatar użytkownika
Leila
Mieszkaniec Sennej Krainy
 
Inne Postacie: Callisto, Avellana, Sonea, Mathias, Emma, Cat, Lexi, Maia, Ananke, Eva, Rakel, Lena, Rain, Kimiko, Kiki, Astarte, Segen, Mimosa,
Rasa: Lisołaczka
Aura: Podchodząc do aury, jej siła okazuje się niezbyt wyrazista, właściwe można ją nazwać nawet słabą. Została ona pokryta z jednej strony farbą silnie żelazną, natomiast z drugiej przyjemnie miedzianą. Otula ją szmaragdowe światło, które niczym kołdra w burzową noc daje bezpieczeństwo, aczkolwiek nie jest ono takie pewne. Nie słychać żadnych dźwięków co niejednego może zaskoczyć. Wydziela średnio miłą woń mokrej sierści. W dotyku zaskakuje swą miękkością i tym jak wspaniale się wygina na różne strony i sposoby, co świadczy o jej elastyczności. Dodatkowo, a nawet paradoksalnie jest w wielu miejscach ostra jak brzytwa i trzeba uważać, by się nie zranić, będąc zmylonym aksamitnym puchem, który ją pokrywa. W smaku okazuje się lepka, aczkolwiek czasami staje się sucha.
Wygląd: Jako człowiek, Leila jest niezwykle drobną, smukłą dziewczyną, mierzącą zaledwie 165 cm. Bladą twarz w kształcie serca zamieszkują duże, bystro i przenikliwie spoglądające, jasnobłękitne oczy, ciemniejące zdecydowanie wraz z nadejściem nocy lub podczas pochmurnego dnia. Gęsty las czarnych rzęs, otaczających oczy, rzuca cień na nierównomiernie rozrzucone na lekko zadartym ... (Więcej)

Postprzez Samiel » Wt maja 22, 2018 8:57 pm

Smoczy wojownik… Też to sobie wymyśliła. Znaczy, w pewnym sensie takie określenie mogłoby się zgadzać, tylko że wtedy Samiel nadal musiałby być tym, kim był przed przemianą. Oczywiście, elfka i tak miała swoją definicję „smoczego wojownika” i była ona dość daleka od tego, jak myślał o tym zabójca. W jego żyłach nadal płynęła krew smoków, która dawała mu odporność na wysokie temperatury i ogień, a także pozwalała na korzystanie ze Smoczego Oka. Sam mężczyzna do teraz miał w pamięci swe zaskoczenie, gdy dowiedział się, że przemiana nie zabrała mu wszystkich cech, które wyróżniały jego poprzednią rasę. Co prawda, te myśli pochłonęły go nieco, jednak i tak udało mu się odpowiedzieć Filipie zwykłym wzruszeniem ramion.

Później odwiedzili Namira i Leilę, a także zabrali ich ze sobą, gdy wychodzili. Szli do kogoś, kogo jasnowłosa elfka nazwała swą przyjaciółką. Samiel miał mieszane uczucia. Z jednej strony nawet ciekawiło go to, kogo poznają, a z drugiej… chyba wolałby nadal przechadzać się po wiosce – wyłącznie w swoim towarzystwie – aby później zaszyć się gdzieś na drzewie czy coś. Może już za bardzo przyzwyczaił się do tego, że podróżował i pracował samotnie, bo powoli zaczynał mieć wrażenie, że zbyt długo przebywa w towarzystwie innych. Może później uda mu się to zrealizować, przynajmniej na jakiś czas – na tyle długo, żeby mógł „odpocząć” i jednocześnie tak krótko, że nikt nie będzie go szukał, bo będzie obawiał się, że gdzieś zaginął albo ich opuścił.
Słuchał też dialogów, które rozgrywały się tuż obok, chociaż nie poświęcał im dużej uwagi, przez co niektóre słowa albo nawet całe wypowiedzi mogły mu umknąć – chociaż, i tak przyznałby się wyłącznie przed samym sobą i na pewno nie pytałby „o co chodzi?” albo „czy ktoś mógłby powtórzyć?”.
No tak, przyjaciółka elfki mieszkała w wierzbie płaczącej, bo dlaczego nie. Chociaż zabójca wyczuwał tu jakąś ingerencję magii, to i tak całość robiła ciekawe wrażenie i chyba chciał zobaczyć, co i kto znajduje się w środku. Znaczy… to i tak nie do końca zależało od niego, bo Filipie przecież i tak zaciągnie ich do środka. Tam także było ciekawie, chociaż trochę za dużo wody, jeśli miałby być ze sobą szczery. Samiel od razu skierował się w stronę suchej przestrzeni, o której wcześniej wspomniała Filipie. Przywitał się też z wróżbitką i nawet nie dziwiło go to, że zna jego imię. Zajmując miejsce siedzące na poduszkach, usiadł gdzieś z tyłu, jakby chciał mieć całą sytuację pod kontrolą. Poza tym, dzięki temu mógł też widzieć wszystko to, co działo się w wierzbie. Chciał jakoś zareagować, gdy jasnowłosa elfka nagle chwyciła nadgarstki Rudej i zanurzyła je w wodzie, jednak powstrzymał się, bo przecież nie działo się nic, co zagrażałoby życiu zmiennokształtnej. Niebieska, magiczna farba zaczęła wspinać się po rękach lisołaczki i w tym samym czasie zaczęła tworzyć się iluzja nocnego nieba, nawet z gwiazdozbiorami, których liczba regularnie się powiększała.
         – Ja chyba sobie daruję – odparł cicho, gdy Filipie powiedziała, że „trochę sobie powróżą”. Jakoś nigdy za tym nie przepadał, chociaż praktycznie na co dzień miał do czynienia z czymś, co działało podobnie jak wizję przyszłości wróżbitów. Chodziło oczywiście o jego Smocze Oko, które przecież pozwalało mu na dostrzeganie ruchów przeciwnika na kilka chwil przed tym, jak je wykona. Na chwilę odwrócił wzrok od gwiazdozbiorów, żeby przyjrzeć się Uerze. Właściwie, nawet mógłby to zrobić wcześniej, bo przecież miał możliwość widzenia w ciemności… Nie przekraczając granicy między patrzeniem się a za długim przyglądaniem się, Samiel odwrócił wzrok i znowu spojrzał na „historię lisołaczki”.
Próbował przypomnieć sobie, czy wcześniej spotkał się już z taką metodą wróżenia – wyszło na to, że nie, co pewnie wynikało też z tego, że nie wykorzystywał okazji, gdy mógł usiąść naprzeciw kogoś, kto proponował mu wróżenie. Uważnie słuchał tłumaczeń Uery – zawsze jest to jakaś nowa wiedza na temat czegoś, z czym wcześniej nigdy nie miał do czynienia. Wyglądało na to, że każda z konstelacji dotyczyła innego, konkretnego wydarzenia, a ich ilość była równa z ilością wydarzeń w życiu danej osoby. Idąc tym tokiem rozumowania, wychodziło na to, że im dłużej żyje konkretna osoba, tym więcej konstelacji jest obecnych w jej historii. Tym bardziej, że „nocne niebo” było związane z przeszłością, teraźniejszością i przyszłością. Samiel na własne oczy mógł zobaczyć, jak wiele gwiazdozbiorów znajduje się w historii lisołaczki… i wydawało mu się, że ta liczba jest niczym, jeśli porówna się ją z tym, co będą mogli zobaczyć u niego. Doskonale zdawał sobie sprawę też z tego, że to wróżenie może także wskazać im jego wiek, chociaż akurat i tak nie będzie dało się go konkretnie określić – akurat z towarzystwa zebranego wewnątrz wierzby, tylko Leila wiedziała, ile ma on lat.
Uwadze przemienionego nie uszło też to, że gwiazdozbiory znikają, gdy niebieska farba całkowicie spłynie z rąk osoby, która rozmawia z wróżbitką o swoim życiu. Właściwie, nie wiedział, do czego przyda mu się ta wiedza – żeby ocenić długość seansu, musiałby liczyć czas od momentu, w którym nocne niebo Leilii zaczęło się tworzyć, a przecież tego nie robił.

Obdarzył lisołaczkę złym spojrzeniem, gdy dziewczyna wykorzystała jego chwilę nieuwagi, złapała jego nadgarstki i zanurzyła mu dłonie tak, że teraz niebieska farba wspinała się właśnie po nich. Mrugnął, a po tej jednej emocji nie było już śladu – zamiast niej znów pojawiło się tam spojrzenie pełne neutralności, która zasłaniała inne emocje niczym mur chroniący mieszkańców atakowanego miasta przed bronią oblężniczą przeciwników.
         – Trudno… Teraz już nie ma odwrotu – odezwał się, chociaż bardziej powiedział to do siebie, niż do Rudej czy ogólnie osób znajdujących się wewnątrz drzewa.
         – Witaj Uero – odpowiedział wróżbitce, nawet spróbował zachować tak samo poważny ton, jak ona sama. Chwilę później zaczął się drugi seans…
Jak wcześniej, mogli zobaczyć niebo i granatowe chmury, a później gwiazdozbiory i gwiazdy, które je tworzyły – tym razem to Samiel był ich centrum. A jeśli o ich ilość chodzi… Przed oczami wszystkich zgromadzonych pojawiały się miriady gwieździstych grup, które oznaczyły każde – zarówno te ważne, jak i mniej ważne – przeszłe, przyszłe i teraźniejsze wydarzenia w życiu przemienionego. Było ich o wiele więcej niż w przypadku lisołaczki.
         – Twoje ciało ukrywa w sobie wiele lat doświadczeń… Jego kondycja fizyczna w ogóle na to nie wskazywała – odezwała się Uera, wpatrując się w gwiazdozbiory składające się na historię Samiela.
         – Jesteś wróżbitką. Myślałem, że poznałaś mój wiek w tym samym momencie, w którym wiedziałaś, jak mam na imię – odpowiedział jej zabójca, przenosząc też wzrok z powrotem na iluzję nocnego nieba. Nawet nie było trzeba patrzeć na obraz za długo, żeby dostrzec, że pojawiają się konstelacje, których nie było u zmiennokształtnej.
         – Co chciałbyś wiedzieć? - zapytała go elfka. Przemieniony milczał przez chwilę, cały czas wpatrując się w to, co miał nad sobą i wokół siebie. Na swój sposób było to naprawdę ładne… ale nie wiedział, o co chce zapytać. Poza tym, tak jakby uczestniczył w tym wbrew swojej woli.
         – Nie wiem… Może powiedz mi, co spotka mnie w niedalekiej przyszłości – odparł, wzruszając lekko ramionami. Miał tylko nadzieję, że Filipie nie postanowi wtrącić się w jego seans, co przecież zrobiła, gdy Leila oglądała swoją historię.
         – Hmm… To może tutaj, konstelacja Łabędzia – powiedziała wróżbitka i zaczęła manewrować całym obrazem tak, żeby przed oczami zgromadzonych pojawił się gwiazdozbiór, o którym wspomniała przed chwilą.
         – Oznacza ona, że niedługo spotkasz osobę, z którą już wcześniej miałeś do czynienia. Konstelacja ta wskazuje też, że osoba ta jest kobietą. Gdyby był to mężczyzna, gwiazdozbiór miałby kształt orła. Będziesz musiał podjąć kilka decyzji, mniej ważnych lub ważniejszych, a także zrobić coś wbrew sobie. Możesz się zaprzeć i nie zgodzić się na to, jednak decyzja ta może być ważnym czynnikiem w relacji twojej i tej kobiety… Łączy się ona też z podobnymi konstelacjami z twojej przeszłości, które mogą być waszymi wcześniejszymi spotkaniami. Tylko, że Łabędź z przyszłości ma jaśniejsze gwiazdy – odpowiedziała i po chwili gwiazdozbiór oddalił się z powrotem na nocne niebo.
         – Tyle mi wystarczy – odezwał się zabójca. Może niektóre osoby liczyły na więcej informacji na jego temat i więcej pytań z jego strony, jednak on nie zamierzał tego robić. Zresztą, niebieska farba już i tak zeszła z jego rąk niemalże w całości, więc Samiel postanowił wykorzystać te dodatkowe chwile na zwyczajne podziwianie swej historii, która została przedstawiona w tak oryginalny sposób. Liczył tylko na to, że nikt (i głównie chodziło tu o pewną jasnowłosą elfkę) nie zdecyduje się zadać jakiegoś pytania związanego z jednym ze zbiorów gwiazd.
Avatar użytkownika
Samiel
Kroczący w Snach
 
Nagrody: Obrazek
Inne Postacie: Calathal, Cain, Vergil, Jon, Kelsier, Nessus, Fenrir, Malthael, Salazar, Constantin, Seviron,
Rasa: Przemieniony (z Sanginiera)
Aura: Gęsta żelazna powłoka kryje w sobie drogi, jakby korozje doświadczeń, które wypełnione zostały cynową cieczą. Wciąż żywo lśni i płynie przywarta grawitacją do wyznaczonego pola. Wszystko to wywołuje skojarzenie skalistych terenów, które nie zostały okryte niczym więcej. Dzięki temu emanacja zdaje się być niebywale surowa i twarda - i taka też jest. Trudno jest naruszyć niezłomną powłokę o dosyć gładkiej nawierzchni. Cyna jest tutaj wyboiście giętka, zaś żelazo nastroszone ostrością. Emanacja trwa w bezkresnej afonii. Wydziela z siebie tajemniczy zapach. Trudno go w jakikolwiek sposób ująć czy tez opisać. Z pewnością jest on nietypowy dla wielu czytelników, aczkolwiek kryje w sobie tę jedną nutę rozpoznawalnego, ludzkiego potu. Smakuje gorzko, co idealnie współgra z lepiącą się łagodnością.
Wygląd: Magiczne mutacje, które uczyniły z niego przemienionego, sprawiły też, że, między innymi, proces starzenia się jego ciała uległ mocnemu spowolnieniu i przez to, demon mający na karku trzy i pół setki wygląda jak mężczyzna, który ma około trzydziestu lat. Atletyczne ciało skrytobójcy jest bardzo dobrze zbudowane z widocznymi mięśniami, które, co prawda, nie są, aż tak ... (Więcej)

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Wodospad Snów

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron