Graj doskonale. [Wodospad Snów]


Wodospad Snów położony jest na granicy Szepczącego Lasu, niedaleko miasta Menaos. Wodospad jest schronieniem dla leśnych zwierząt, a w skale pod nim znajduje się grota którą zamieszkuje ogromny, ale przyjazny biały smok Zora. Dolina wodospadu jest pełna potliwych chochlików i zwierząt, czasem zaglądają tu druidzi w poszukiwaniu szkarłatnych grzybów, które można znaleźć tylko tutaj.

Postprzez Namir » Wt sie 22, 2017 7:31 pm

        Słowa Samiela utwierdziły Namira, co do profesji nieoficjalnego chłopaka Leili. A więc był zabójcą. Gdy demon znikł w zaroślach lisołak wygiął kwaśno usta. O ironio losu, sam był niegdyś ćwiczony na wojownika, by zabijać na rozkazy swego właściciela, ale z natury Verka nie był zabójcą i nikogo pozbawiać życia nie chciał. Nawet jeżeli byłby w tym doskonały to wewnętrzne opory mu na to nie pozwalały. Teraz powoli wywijał się z czarnych interesów i z wielką chęcią odmieniał życia na takie, którego pragnął, czyli poświęcając się sztuce. Wiedział, że kilka mroźnych podmuchów na karku wciąż chłodzą jego marzenia, ale gdy tylko zerwie wszelkie zlecenia z czarnego rynku będzie wolny. Ku wielkiemu zaskoczeniu Leila, która miała dla kogoś tańczyć teraz ćwiczy się na zabójcę. Nie mógł znieść tej myśli, nie mieli zamieniać się rolami!
        - Naprawdę to jest to czego pragniesz w życiu? – spytał wbijając w pierwszej chwili wzrok w ziemię. – Rozumiem, że chcesz umieć się bronić. Nie mam ku temu nic przeciwko, ale chcesz żeby cię wynajmowano do takich zleceń jakie przyjmuje Samiel? – mówił, lecz tym razem przerzucając wzrok na lisicę. Tutaj nie mieli wrogów, szli sami, zagłuszani przez stukot kopyt i toczące się koła. Namir gdzieś w głębi duszy chyba miał nadzieję, że Leila nie do końca rozumie z czym wiążę się praca mężczyzny. Wówczas był gotów ją całkowicie uświadomić, nawet jeżeli miałaby się na niego obrazić. Obiecał być szczerym! Będzie, będzie totalnie szczery! Skupił się w następnych chwilach by dokładnie wysłuchać dziewczyny.
        W pewnym momencie lisołak nagle się wyprostował przypominając odrobinę doglądającą okolicę surykatkę. Jego wzrok od razu nabrał innego wyrazu i nie krył się z węszeniem okolicy. Przygotowujący zasadzkę nie spodziewali się, że niedoczyszczona broń może tak rozbudzić zwierzę, a w szczególności takie z przewrażliwionym nosem, jaki posiadał Namir. Muzyk zaczął łączyć fakty. Samiel dość długo nie wracał, a kolorowa karawana na pewno rzuciła się już wcześniej w oczy. Zmiennokształtny próbował określić źródło zapachów, ale znajdowały się one niemalże wszędzie. Przed zasadzką musieli się bardzo dużo kręcić po niewielkim obszarze.
        - Zatrzymaj wóz! – krzyknął, a Japker wychylił łeb nastawiając ucha.
        - Co?! – krzyknął elf.
        - ZATRZY… - nie dokończył, gdy drużynę ogłuszyły rwące się nawzajem gałęzie opadającego drzewa. Wszyscy, jak jeden mąż, patrzyli nieco osłupiale na lecący naturalny słup. Filipie zdawała się na swój sposób najbardziej oniemiała, ale i też najbardziej podekscytowana. Wstała klaszcząc w dłonie by wygłosić plan, ale od razu usiadła widząc elfa o białych włosach oraz niezbyt przyjaznym nastawieniu. Musiała przyznać, że gość z czarną brodą wydał się całkiem przystojnym mężczyzną. Szkoda tylko, że chciał ją zabić.
        Artystka piszczała przerażona, gdy poleciały pierwsze bełty. Białowłosy elf aż przetarł palcem ucho, gdy Fui pozostawiła przeciągły pisk w jego pamięci. Japker momentalnie zsunął się z wozu porywając za sobą blondynkę by znaleźli się między końmi.
        - Nikt nie każe im nas trzymać jako jeńców, niech chociaż darują nam życie! Jestem za piękna by ginąć z tak błahego powodu, jakim są kosztowności! – poskarżyła się klęcząc skulona między wozem a końmi.
        - Oto twoja przygoda.
        - To nie przygoda, tylko napad! – prychnęła, gdy nagle rozległ się zduszony krzyk z zarośli.
        Japker popchnął Filipie w stronę krzaków, gdzie znajdował się prawdopodobnie (wg niego) Samiel.
        - Schowaj się w wozie – nakazał, a sam sięgnął ręką pod wóz.
        Tymczasem z tyłu wozu niewiele mogło się zadziać. Namir pociągnął do siebie Leilę, gdy jedna ze strzał posłana była w ich stronę. Ukryty łucznik był na tyle mądry by spróbować trafić w ochronę podążającą za wozem. Samiel długo pogrywał sobie z bandą, którą doskonale rozbił i zdezorganizował. Verka rozstawił nogi lekko zginając kolana, chwycił lisołaczkę za dłoń posyłając dziewczynie ostatnie spojrzenie przed walką. Pełne determinacji i wsparcia.
        - Jestem przy tobie – zapewnił, po czym nabrał wdechu i ruszył biegiem w stronę frontu przeciwników.
        Z pewnością zwrócił na siebie sporą część uwagi. Człowiek wybiegający naprzeciw ich strzałom – to brzmiało szaleńczo, ale Namir skoczył i na krótką chwilę przemienił się w lisa, by ponownie wrócić do ludzkiej postaci. Wszystko to stało się w półlocie, jakby nagle zniknął pozostawiając jedynie obraz przecinających się czarnych pazurów. Przeciwnicy nie za bardzo wiedzieli, co właściwie nastąpiło, ale ostatecznie mężczyzna biegł w ich stronę żywy. Łatwo było więc zadać pierwszy cios jednemu z łuczników, któremu lisołak podciął gardło. Verka od razu przeskoczył do cięższej strony przeciwników, w której znajdywali się ci walczący mieczem, włócznią i toporem. Ten z włócznią był najgorszym dla lisołaka przeciwnikiem. Najbardziej zaburzał jego rytmiczne uniki, bo broń miał stosunkowo lekką i niestety długą. W połączeniu z dwoma mieczami stał się istnie kłopotliwy. Kiwał się z bandytami podejmując się roli osoby na przegranej pozycji. Chciał podkusić włócznika i dodać mu odrobinę zbyt dużej pewności siebie tak, aby kolejny atak przebił kompana a nie zmiennokształtnego, któremu wystarczyło podnieść rękę i odchylić tułów zaledwie o kilka palców. Zszokowany włócznik mocno trzymał swoją broń. Verka od razu to wykorzystał i wbił sztylet w jego dłoń. Szarpnął ostrze w swoją stronę przecinając część ciała niemalże na pół. Gość zawył, od razu objął w nadgarstku ranną rękę patrząc na nią z przerażeniem. Namir nie musiał wyrywać włóczni. Wystarczyło ją chwycić i skrócić żywot rannego nie dając mu możliwości zemścić się na lisołaku. W tym także pomógł mu Japker, który strzelił z kuszy prosto w łeb bandyty. Verka cofnął się dwa kroki w tył i obrócił odstraszając miecznika, który chciał do niego dobiec szykując zamach. Zatrzymał się, a zdyszany zmiennokształtny szybko zliczył towarzystwo wokół. Brakowało mu kogoś.
        Filipie wrzasnęła, ale krzyk elfki trwał bardzo krótko. Musiała dostać w głowę, bo Verka wyczuł zapach jej krwi. Wyciągnął szyję, ale białowłosy elf nagle stanął mu na drodze. Postąpił kolejne dwa kroki w tył wiedząc, że za plecami ma miecznika. Lisołak spojrzał wrogo na głównego wroga i  z okrzykiem ruszył w jego stronę. Zadowolony elf już zacisnął ręce na łuku, ale lis wykiwał go w epicki sposób, czyli wbijając ostrze włóczni w ziemię i skoczył nad gościem wykorzystując broń jako tyczkę. Namir wylądował niczym piórko, gdy jego stopy dotknęły ziemi. Białowłosy elf został postrzelony przez Japkera w ramię i machnął głową Verce by ruszał dalej.
        - Leila, jestem twoimi plecami! – krzyknął artysta asekurując lisołaczkę, o ile zaszła taka potrzeba.
        Verka skrył się za kotarą drzew biegnąc ile sił starczyło mu w nogach. Japker strzelił po razu kolejny, elf zawył i spojrzał na artystę z nienawiścią.
        - Co jest kur.wa?! – rozległ się głos Duila, który stanął z krótkim mieczem w ręku patrząc na obraz toczącej się potyczki. Miał przekrwione oczy, ale był na tyle świadom by także móc pomóc towarzystwu.

        Verka biegł w ślad za gościem z toporem. Jak na kogoś kto obsługuje tak ciężką broń nieźle biegał. Szczególnie, że na ramieniu miał bezwładne ciało artystki. Na moment więc  Namir przemienił się w lisa. Jako zwierzę brnął szybciej. Nie miał tylu przeszkód, był mniejszy, węższy i mieścił w wielu zaroślach, gdy takie napotkał. Chciał okrążyć przeciwnika by stanąć mu na drodze, ale zgubił trop. Bieg zmienił się w trucht. Namir dreptał rozglądając się w dezorientacji. Czuł, że w powietrze się zmieniło, a las nabrał złowrogiego obrazu. Lisek w końcu stanął patrząc na boki. Wrócił do ludzkiej formy. Zgarbił się wyraźnie czując narastające napięcie. Otoczyła go mleczna mgła, ale Verka nie tracił opanowania. W tej nieciekawej sytuacji wyczuł znajomą woń. Woń, której nie lubił. Wychwycona postać zorientowała się i ani trochę przejęła. Wyszła mu naprzeciw.
        - Lovisa, jakże miło cię tu spotkać. W lesie – Namir strzyknął sobie kością w kręgosłupie.
        - Widzę, że młodość wciąż się ciebie trzyma – zażartowała zakrywając usta, gdy z mgły wyłoniła się niska kobieta ubrana w czerń. Srebrne włosy zakrywał czarny kapelusz z wielkim rondem i nietrudno było się domyśleć, że była to z pewnością wiedźma lub czarownica. Verka nigdy nie pytał o jej wiek, ale był niemalże pewien, że niejedną młodość sobie zawłaszczyła.
        - Zawsze pojawiałem się w twoim towarzystwie, gdy chciałaś „załatwić” z kimś sprawę. Teraz nie masz u swego boku nikogo… a ty przyszłaś do mnie – zauważył niemalże warcząc.
        - Och, tak. Zawsze byłeś taki spostrzegawczy… Evir się upomina. Zobowiązałeś się do wykonania zlecenia, a od wielu miesięcy nie pisnąłeś chociażby słówkiem. Bał się o ciebie czy aby nadal żyjesz – udała smutną minkę.
        - Zobowiązałem się już tak dawno temu, że powinien o mnie zapomnieć. A więc to twoja sprawka z tymi bandytami? Zawsze uważałem, że stać cię na więcej – powiedział zgryźliwie.
        - Mówisz o ty patałachach? Ach! Proszę cię! Ja im tylko powiedziałam, że chcę te elfkę. Wszak honorowy z ciebie mężczyzna, kobiety w opałach nie zostawisz – odpowiedziała zbliżając się do lisołaka, który automatycznie się odsuwał.
        - Mans, co się z tobą stało? – zdziwiła się Lovisa. – Nie widzę cię nawet na Czerwonych Ulicach…
        - Już nie zobaczysz. A teraz wybacz, ratuję damę w opałach.
        Namir zwrócił się do Lovisy plecami, ale w tedy mgła zacisnęła swój okrąg.
        - Nie pojawiłam się tu bez powodu, Mans. Jestem wierna Evirowi, a ty za daleko już zaszedłeś by cię tak puścić. Wykonasz to zlecenie, nie puszczę cię wolno – głos kobiety był niebezpieczny. Namir  patrzył zdezorientowany na gęstnącą mgłę. Niczym oparzony wycofał rękę, gdy jej dotknął, chociaż nic mu nie zrobiła. Nic, dopóki nie zaczęła się unosić. Lisołak dostrzegł wyrysowany na trawie znaki, chciał zetrzeć jeden z nich by przerwać czar, ale nie zdążył. Mgła go ogłupiła. Wdarła się do jego nozdrzy, wiedział, że jego podatność na zapach stała się teraz jego słabością. Lovisa zbliżyła się do mężczyzny i objęła dłońmi twarz lisołaka. Chciał się z tego wyrwać, ale czar zerwał kontakt między duszą a ciałem. Kobieta czule głaskała policzek Verki. Przeczesała drobną dłonią jego włosy i szeptała łącząc ich oddech w jedno. Cicho wypowiedziała zaklęcie, Namir nie wiedział ile czasu minęło, lecz gdy tylko wyczuł, że wreszcie może się wyrwać – zrobił to. Lovisa zaśmiała się okrutnie i zaciągnęła za sobą płaszczyk.
        - Wróć do mnie kiedy załatwisz sprawę. Wiesz gdzie mnie szukać! – po tych krótkich słowach wykonała piękny obrót pochłaniając całą mgłę.
        - Nie uciekniesz mi – usłyszał jak jego głos się zmienił, a jego percepcja zaczęła szaleć. Ból przeszył ciało lisołaka. Verka zgiął się w pół czując narastający brak kontroli. Wszystkie jego mięśnie napinały się kurczowo, ginął w spazmach jakiejś dominującej nad nim siły. Warczał ochryple z tego powodu, niczym oszalałe zwierzę, ale już po chwili wszystko zaczęło się stabilizować. Wyciągnął ręce w stronę Lovisy, która powoli troiła się i dwoiła w oczach. Słyszał jej bezlitosny śmiech. Miał ochotę chwycić ją za gardło i udusić, to przez nią zaraz oszaleje.
        - Wybieraj więc, ja czy ona – rzuciła prowokacyjnie i jednym skokiem w górę przemieniła się w czarnego kruka. Namir przeklął siarczyście, wiedział, że woli zająć się Filipie.

        Wiódł go czysty instynkt. Teraz już nieważne było otoczenie i przeszkody, biegł za wonią kobiecej krwi, którą zapamiętał. Wszystko trwało zaskakująco szybko, głównie z powodu adrenaliny, która nią targała. Niewiele czasu poświęcił sytuacji. Po prostu ruszył łapiąc się pierwszej  lepszej myśli. Dojrzał bandytę oraz Filipie. Artystka się ocknęła i najwidoczniej wyrwała, bo Verka spojrzał na dwójkę w momencie, gdy rabuś pchnął elfką w drzewo. Fui boleśnie uderzyła plecami o pień, przy okazji dorobiła się kolejnego guza na głowie. Upadła wyciągając z bólu ciało. Namir nawet nie wiedział, co też gość gada. Wybiegł z zarośli, w pierwszej chwili chciał się przemienić, ale zwolnił na kilka kroków. Zdziwił się, że nie może przybrać innej formy niż hybryda. Bandzior wykorzystał nieuwagę lisołaka i obrócił się w jego stronę.
        - Kogo my tu mamy! – zarechotał od razu atakując zmiennokształtnego. Ten jednak stracił odrobinę ludzkiego rozumu więc nie zastanawiał się tyle, co przedtem. Zbił z toru atak poprzez uderzenie w broń bandyty długim, płaskim sztyletem, po czym uderzył pięścią w podbródek porywacza. Zęby zadzwoniły w szczęce trafionego, który przetarł rękawem usta. Spojrzał złowrogo na Verkę nie chcąc bawić się w głupie żarty. Jednak nie było co doszukiwać się szans dla bandyty. Namirem wiodły zwierzęce wyższości. Machanie wciąż w powietrzu toporkiem ostatecznie skończyło się kopnięciem w zagłębienie łokcia, by następnie lisołak doskoczył do mężczyzny gryząc ofiarę w odsłoniętą część ciała, tuż przy szyi. W postaci hybrydy Namir miał ostro zakończone zęby, można by rzec, że niemalże zdarł skórę z przeciwnika. Zmiennokształtny wyrwał szczęki dopiero, gdy bandyta zranił go tępym nożem, który trzymał przy pasie. Verka odskoczył. Oczy zmiennokształtnego wypełniła zwierzęcość i dzikość. Bandzior wrzeszczał trzymając krwawiącą ranę, ale przerażenie owładnęło nim dopiero, gdy dojrzał jak lisołak sięga po wypuszczony topór.
        - Błagam, litości!
        - Ty byś nie miał litości dla tej pani – warknął człapiąc w stronę porywacza. Był niczym boa dusiciel, zapędzał bandytę w sytuację bez wyjścia, nie miał gdzie iść ani uciekać. Łzy wypełniały kąciki oczu rabusia, które niemalże wyskakiwały mu z czaszki. Namir wykonał ostatni zamach, tak mocny, że topór przeciął głowę w połowie. Ciało bezwładnie padło na ziemię, a Verka zbliżył się od razu do Filipie.
        Artystka była w takim szoku, że dopiero w ostatniej chwili obróciła się by podjąć próbę ucieczki. Namir chwycił elfkę za skrawek sukni, tak, że upadła. Próbowała uciec jeszcze na czworaka, ale lisołak przyciągnął ją do siebie, gdy tylko zdołał złapać elfkę za kostkę. Fui okrywała się rękoma, byleby nie patrzeć na twarz zmiennokształtnego.
        - Tylko nic mi nie rób! – krzyczała i wyrywała się z rąk. Verka  przycisnął ją do ziemi. Musiał siłą uspokajać Fui.
        - Nic ci nie zrobię – warczał, a rozpacz Filipie narastała.
        - Nie jestem tego taka pewna… Woooah! Potrafię sama wstać! Ach, moja sukienka… Aj! Nie trzymaj tak mocno! – marudziła, gdy Verka chwycił kobietę za nadgarstek i pociągnął za sobą.
        Dłuższą część przemierzanego odcinka milczeli. W końcu lisołak puścił elfkę, która szła, jak na szpilkach.
        - Na-Namir… to naprawdę ty? – spytała jakby chciała otrzymać inną odpowiedź. Jednak ten spojrzał na nią pobłażliwie, szybko jednakże kierując wzrok przed siebie.
        - Masz… brudne… - dokończyła pokazując dłonią obszar ust i brody. Namir zatrzymał się i zaczął wycierać koszulą twarz. Polizał językiem zęby, poprawił to i owo, a następnie wyjął sztylet by zobaczyć się w odbiciu. Wszystkie rejony po jego zwierzęcym wszczepieniu szczęk w ludzkie ciało wydawały się już czyste. Zatrzymał spojrzenie na dłużej w swoim odbiciu. Jego rysy były wyostrzone, włosy na całym ciele bardziej gęste, chociaż nie miał futra. Palce zakończone pazurami, ostre zębiska jak u drapieżnika. Był roztargniony, ale to jego oczy zdradzały niepohamowane decyzje, szaleństwo i dzikość.
        Verkna przełknął głośno ślinę, jabłko Adama na jego gardle poruszyło się wyraźnie. Na miejscu opuszczonej broni pojawiło się oblicze Filipie, która patrzyła na niego wielkimi oczami.
        - Ja jej nic nie powiem.
        Doskonale wiedziała czego chciał uniknąć. Nienawidził tej postaci. Wstąpił w niego potwór i nie mógł się przemienić. Tkwił w pułapce w jakiej niegdyś była Leila. Tylko on zabijał, gdy tylko odrobina chaosu wytrącała go z równowagi. Przeniósł spojrzenie dalej. Przez chwilę zastanawiał się czy nie zostawić Filipie i uciec, ale straciłby wówczas lisicę na zawsze. Rozłąka między nimi trwała zbyt długo, ale nie wyobrażał sobie by Leila widziała go w takim stanie. Rozjuszonego, gotowego w każdym momencie zadać śmiertelny cios lub stracić rozum w przeciągu kilku sekund. Lisie uszy Namira rozłożyły się na boki a ogon bujał niespokojnie, gdy nagle Filipie zachwiała się na nogach. Verka złapał elfkę w ramiona. Dzisiaj miała i dużo wrażeń i dużo guzów na głowie.
        Mężczyzna zakradł się do obozu trzymając Fui w rękach. Musiał najpierw zorientować się w sytuacji czy aby jego towarzysze nie potrzebują pomocy.
Avatar użytkownika
Namir
Błądzący na granicy światów
 
Nagrody: Obrazek
Inne Postacie: Frigg, Niviandi, Deithwen, Kvaser, Francine, Kavika, Wiladye, Shantti,
Rasa: Lisołak
Aura: Najpierw czuć w nozdrzach mocny zapach mokrej sierści i ziemi. Początkowo zdaje się nie przyjemny, jednak po pewnym czasie przyzwyczajasz się do niego i gdy nadchodzą pozostałe bodźce, ta woń jest twoją kotwicą na morzu doznań. Nie jest ich jednak aż tak wiele. Nie słyszysz żadnych dźwięków, poza zwykłym otoczeniem, co jest zaskakujące, ale szukasz dalej. Odnajdujesz poświatę bijącą od emanacji. Jest niezwykle jasna i świeci równomiernie szmaragdowym blaskiem, obejmując szczelnie kontur postaci i niechętnie się od niej oddalając. Sama aura jest wyjątkowo słaba, gaśnie szybko w otoczeniu innych, o wiele silniejszych, bardziej rzucających się w oczy. Zwabiony jej gorzkim, ale łagodnym smakiem zbliżasz się, by dokładniej przyjrzeć się jej powierzchni. Tu właśnie najmocniej widać jej młody wiek, gdyż nie jest ona nawet w połowie pokryta farbami, wciąż czekając na dalszy rozwój i kolejne barwy do kolekcji. Na razie chwali się jedynie zamaszystymi pociągnięciami miedzi i kobaltu, oprószonymi delikatnie żelaznymi i złotymi opiłkami. Jej twarda powierzchnia zachwyca gładkością aksamitu, niezwykłą elastycznością i podstępnie skrytymi ostrymi zakończeniami.
Wygląd: Namir w ludzkiej postaci w żaden sposób nie przypomina lisa. Nie jest nawet rudy! Młodzieniec ma brązowe włosy, które sięgają mu prawie łopatek. Chodzi raczej rozczochrany, pozwala swoim włosom układać się tak jak zechcą. Nawet sterczący kosmyk nie jest dla niego przeszkodą. Splótł sobie kilka dredów i ozdobił je ostro czerwonymi rzemykami, które gdzieś kiedyś podkradł na ... (Więcej)
Uwagi: Verka rzadko kiedy przedstawia się swoimi dwoma, prawdziwymi imionami - czyli Verka lub Namir.

Postprzez Leila » Pn sie 28, 2017 9:12 pm

        Gdy Samiel powiedział, że odchodzi na chwilę na krótki zwiad, przytaknęła mu od razu i odprowadziła mężczyznę wzrokiem, aż nie zniknął jej pomiędzy zaroślami. Marszczyła przy tym delikatnie brwi, zastanawiając się, czy Zabójca może mieć rację i czy zwierzęta nie zostały przez kogoś spłoszone. Powinna wcześniej o tym pomyśleć, zamiast od razu bagatelizować zagrożenie. Musi się jeszcze wiele nauczyć. Od rozmyślań oderwał ją głos Namira. Zaskoczył ją nagłą zmianą tematu i samym pytaniem nawet, ale gdy spojrzała na niego zaskoczona, wzrok miał wbity w ziemię. Spojrzał na nią dopiero po chwili, ale wówczas dziewczyna zdążyła już przyjąć postawę obronną. Nie tylko wobec siebie.
        - Nie wiesz przecież, jakie zlecenia bierze – burknęła, odruchowo broniąc Samiela i dyplomatycznie pomijając fakt, że ona również nie ma pojęcia na jakich zasadach przyjmuje zlecenia Zabójca. Poza tym te słowa jej przyjaciela były najłatwiejsze do obalenia, gdyż pytanie o to, czego pragnie w życiu było dla dziewczyny jak policzek. Zacięła się na moment, a jej twarz spoważniała, gdy Leila próbowała ubrać w słowa kierujące nią emocje.
        - Chcę być taka silna jak on – powiedziała w końcu, patrząc na drogę przed sobą. – Nie chcę się nikogo bać i przed nikim uciekać. I nie chcę już dla nikogo tańczyć.
        Ostatnie słowa niemal wyszeptała, z wyraźnie słyszalną goryczą w głosie. Objęła ramiona dłońmi, jakby dla ogrzania ciała, chociaż dzień był ciepły. Głowę miała opuszczoną i wyglądała na zasmuconą tematem rozmowy, ale gdy i do niej doleciał obcy zapach, zatrzymała się w pół kroku, moment po Namirze, unosząc lekko głowę, gdy węszyła, niby jego mniejszy cień.
        Obcy.

        Obserwowała, jak drzewo wali się na ziemię niby w zwolnionym tempie. Gdy pierwszy bełt przeciął powietrze Leila zerwała się w stronę wozu, chcąc przede wszystkim chronić Felipie. Po pierwsze dlatego, że obiecała, zobowiązując się do jej ochrony, a po drugie dlatego, że oprócz artystki każdy sobie jakoś poradzi. Kolejny deszcz strzał zmusił ją jednak do przykucnięcia przy wozie i tylko kątem oka obserwowała, jak Japker ściąga kobietę na ziemię i chowa się z nią między końmi. W tym samym czasie Namir złapał lisicę w pasie, odciągając w bok, gdy w ziemię koło nich zaczęły wbijać się kolejne pociski. Dziewczyna fuknęła wściekle przez nos, usiłując dojrzeć napastników pomiędzy zaroślami. Tchórze!
        Uśmiechnęła się słabo do Namira i z dziwnie ściśniętym sercem obserwowała jak biegnie w stronę napastników. Wiedziała, że lis sobie poradzi, musi, bo inaczej ona mu tego nie daruje, ale i tak okropnie się o niego martwiła. Odczekała na moment, gdy większość strzelców ładowała kolejną strzałę czy bełt i ruszyła biegiem wzdłuż wozu, dopadając do piszczącej w niebogłosy i straszącej konie elfki.
        - Felipie!
        - AAAaaaaaa!
        - Felipie, to ja!
        - Płomyczku! Oni strzelają!! Do mnie!!!
        - Wiem, chodź ze mną. Nie wychylaj się.
        Japker osłaniał je z kozła, gdy wyciągała trzęsącą się artystkę spomiędzy stąpających nerwowo końskich kopyt i prowadziła bokiem na tył wozu. Po drodze usłyszała głos Samiela, jawnie naigrywający się jeszcze ze znacznie przewyższających ich liczbą napastników i uśmiechnęła się wesoło, zupełnie niepomiernie do okoliczności. Nie wiecie z kim zadarliście, a teraz jest już za późno, pomyślała, nasłuchując biegu Zabójcy przez zarośla.
        Gdy dotarły z elfką do tyłu wozu, z poduch gramolił się właśnie Duil, trzeźwiejąc szybko, chociaż z widocznym trudem, gdy nad uchem świsnęła mu strzała. Leila wepchnęła bezceremonialnie elfkę na wóz i, ignorując jej donośne protesty, przykryła kocami. W ostatniej chwili. Zdążyła tylko się odwrócić, gdy przed nią stanęło dwóch rosłych mężczyzn, jeden z jakimś wielkim toporem, drugi ze zwykłym mieczem. Spojrzała pytająco na Duila, a ten westchnął ciężko.
        - Dobra, biorę tego z toporem.
        - Dzięki! – uśmiechnęła z ulgą.
        Napastnicy ruszyli na nich w tym samym czasie, zupełnie ignorując ustalenia lisołaczki i elfa. Leila ledwo odskoczyła, nim ciężki topór roztrzaskał tylne koło wozu. Korzystając jednak z okazji, że ostrze wbiło się ostatecznie w ziemię, skoczyła na drzewce, biegnąc po nim niczym po linie i kopiąc ciężkim butem zaskoczonego mężczyznę w głowę, która aż odleciała mu do tyłu. Może nawet udałoby jej się poderżnąć mu gardło, ale w tym samym czasie usłyszała za sobą charakterystyczny świst, o wiele za późno by zareagować. Strzała ledwie ją drasnęła, przecinając na wylot koszulę, ale tylko muskając bok dziewczyny. Wystarczyło jednak, by lisica straciła równowagę i przewagę. Wściekły topornik wykorzystał daną mu przez los szansę i szarpnął dziewczynę za nogę, ściągając z kija na ziemię, aż huknęła w nią głową. Szczęście w nieszczęściu, że jednak zostawił broń wbitą w ziemię, by przyłożyć leżącej Rudej z pięści w twarz.

        Ocknęła się po krótkiej chwili, walka wciąż trwała w najlepsze, ale ona nie widziała wokoło ani topornika, ani tego z mieczem, ani Duila. Trzymając się za głowę ruszyła chwiejnym krokiem w stronę wozu i gwałtownym ruchem odrzuciła koce, tylko po to, by przekonać się, że Felipie zniknęła. Leila tupnęła wściekle nogą, gdy nagle poczuła, jak ktoś pcha ją gwałtownie na wóz, a po chwili odciąga za włosy do tyłu.
        - Zobacz, co mam! – wrzasnął jej nad uchem męski głos, a dziewczyna jęknęła w proteście, gdyż wciąż kręciło jej się w głowie.
        - Szef mówił, żeby nie brać jeńców – rozległ się drugi głos, a Leila skupiła rozdwojone wciąż spojrzenie, akurat by dostrzec drugiego nadchodzącego mężczyznę z mieczem. Ten który trzymał ją za włosy prychnął cicho, najwyraźniej kompletnie nie obawiając się żadnego oporu ze strony swojej ofiary.
        - No weź, szkoda żeby się zmarnowa…aaagh! Ty mała suko! – wrzasnął i odepchnął od siebie dziewczynę.
        - Trzeba było tyle nie gadać – prychnęła lisołaczka, odsuwając się szybko i niechętnie orientując, że znalazła się pomiędzy dwoma przeciwnikami. Tak jeszcze nie uczyła się walczyć, ale na szczęście jeden z nich szybko odpadnie, skoro przed chwilą rozorała mu sztyletem tętnicę udową. Opierał się teraz z trudem o wóz, jedną ręką usiłując zahamować krwawienie, nim osunął się na ziemię, żywy, ale niezdolny do walki. Jego miecz leżał mu pod nogami. Nawet po niego nie sięgała, to nie była jej broń.
        Źle się czuła, bolała ją głowa i szczęka, a w ustach czuła nieprzyjemny smak krwi. Była jednak wściekła, jak jej się chyba nigdy w życiu nie zdarzyło, i nagle dotarło do niej, że prędzej dałaby się znów zakuć w obrożę niż pozwolić, żeby skrzywdzono jej przyjaciół. Bez słowa czy ostrzeżenia gestem, skoczyła na drugiego mężczyznę, jednocześnie umykając pod jego mieczem i atakując dwoma sztyletami. Nawet jeśli walczył od niej lepiej, ona była szybsza, mniejsza i zwinniejsza. Nie bez wysiłku, ale skutecznie, umykała przed ciężkim ostrzem, za każdym razem wykorzystując odsłonięcie się mężczyzny do pchnięcia go sztyletem. Czasem trafiała, czasem nie, ale musiała być wyjątkowo irytująca, bo jej przeciwnik klął coraz głośniej i zupełnie tracił rytm, ostatecznie machając bronią na ślepo, aż nie udało jej się skoczyć za jego plecy i z rozmachem wepchnąć mu sztylet w kręgosłup. Charknął kilka razy i upadł na twarz, a próbująca wyjąć spowrotem swoją broń Leila poleciała razem z nim.
        - No co za cholerstwo, utknęło – mruknęła niepomiernie zdziwiona, klęcząc na plecach trupa, gdy nagle znów usłyszała świst strzały i przypadła odruchowo do ziemi.
        - To nie do ciebie rudzielcu – usłyszała znajomy głos i podniosła spojrzenie na Japkera, który zbliżał się w jej stronę z łukiem. Ktoś ranił go w ramię, miał cały rękaw zakrwawiony, ale nie skomentowała tego, podążając za jego wzrokiem za siebie. Leżał tam kolejny z napastników, ze strzałą w piersi i mieczem w ręce. Spojrzała znów na elfa z uśmiechem.
        - Dzięki.
        - Nie ma za co. Gdzie reszta? Na drodze został tylko Samiel i.. no trupy.
        - Nie wie… Namir! – zerwała się na równe nogi, widząc zbliżającego się od strony lasu przyjaciela, który niósł na rękach… - Felipie! Nic wam nie jest? – podbiegła do nich, porzucając wbity w trupa sztylet i dopadła do przyjaciela, zatrzymując się nagle o krok od niego. Spomiędzy dredów wystawały lisie uszka, a zza pleców wyglądała bujna kita. Dziewczyna otworzyła buzię ze zdziwienia, pierwszy raz widząc chłopaka w formie hybrydy. Ale przynajmniej teraz już nie musiał się ukrywać. Uśmiechnęła się więc szeroko i przeniosła na niego błyszczące oczy.
        - Cześć lisie – zaświergotała, szczerząc radośnie ząbki.
        W tym czasie Japker wciąż rozglądał się ze zmarszczonymi brwiami.
        - Gdzie jest Duil?
        Leila znów rozejrzała się bezradnie, ale nie umiała powiedzieć nic więcej poza tym, że straciła go z oczu w tym samym czasie, gdy straciła przytomność. Zaraz jednak dostrzegła zbliżającego się do nich Samiela i wyszła mu naprzeciw.
        - Miałeś nosa z tymi jeleniami. Nic ci nie jest? – zapytała z troską, przyglądając mu się uważnie w poszukiwaniu obrażeń. Nie wiedziała jeszcze, że sama jest prawie cała we krwi i ziemi, a na kości policzkowej rozkwita jej piękny, kolorowy siniak.
        - Samiel, sztylet mi utknął – poskarżyła się, wyraźnie zawstydzona, wskazując wystającą z pleców leżącego mężczyzny rękojeść.
        - WINA! – wydarła się w jękliwie Felipie, opadając znów bezwładnie w ramionach lisołaka.
Avatar użytkownika
Leila
Mieszkaniec Sennej Krainy
 
Inne Postacie: Callisto, Avellana, Sonea, Mathias, Emma, Cat, Lexi, Maia, Ananke, Eva, Ratri, Rakel, Lena, Rain,
Rasa: Lisołaczka
Aura: Podchodząc do aury, jej siła okazuje się niezbyt wyrazista, właściwe można ją nazwać nawet słabą. Została ona pokryta z jednej strony farbą silnie żelazną, natomiast z drugiej przyjemnie miedzianą. Otula ją szmaragdowe światło, które niczym kołdra w burzową noc daje bezpieczeństwo, aczkolwiek nie jest ono takie pewne. Nie słychać żadnych dźwięków co niejednego może zaskoczyć. Wydziela średnio miłą woń mokrej sierści. W dotyku zaskakuje swą miękkością i tym jak wspaniale się wygina na różne strony i sposoby, co świadczy o jej elastyczności. Dodatkowo, a nawet paradoksalnie jest w wielu miejscach ostra jak brzytwa i trzeba uważać, by się nie zranić, będąc zmylonym aksamitnym puchem, który ją pokrywa. W smaku okazuje się lepka, aczkolwiek czasami staje się sucha.
Wygląd: Jako człowiek, Leila jest niezwykle drobną, smukłą dziewczyną, mierzącą zaledwie 165 cm. Bladą twarz w kształcie serca zamieszkują duże, bystro i przenikliwie spoglądające, jasnobłękitne oczy, ciemniejące zdecydowanie wraz z nadejściem nocy lub podczas pochmurnego dnia. Gęsty las czarnych rzęs, otaczających oczy, rzuca cień na nierównomiernie rozrzucone na lekko zadartym ... (Więcej)

Postprzez Samiel » N wrz 03, 2017 5:17 pm

Smocze oko, które pozostało mu z czasu, gdy jeszcze nie był przemienionym demonem, czasami było naprawdę pomocne. Aktualna sytuacja była tego świetnym przykładem, bo Samiel wykorzystywał je, żeby widzieć wypuszczone strzały, zanim te dosięgnął celu, czyli jego. Dzięki temu unikał ich bez problemu, co strasznie denerwowało białowłosego elfa. Najwidoczniej uważał się za świetnego strzelca i nie podobało mu się to, że ktoś z taką łatwością uchyla się od jego śmiercionośnych pocisków. Miarka się przebrała w momencie, w którym Samiel wykonał krzyżowe cięcie i zniszczył nim strzałę na chwilę przed tym, jak miała wbić się w jego klatę piersiową. Długouchy wrzasnął zrezygnowany i odbiegł w inne miejsce, szukając kogoś łatwiejszego do zabicia.
Ehh… A Samiel już miał zamiar zaatakować go, a nie wyłącznie unikać jego strzał. No trudno, będzie musiał go poszukać.
         – Wracaj tu, miałeś zająć się mną osobiście – powiedział głośno przemieniony, tak, żeby białowłosy łucznik usłyszał go. Ton głosu zabójcy wskazywał na jawną drwinę, a także na to, że uznał go za zwykłego tchórza. To wywołało kolejny wrzask elfa, jednak nie wrócił się on do demona i nadal szukał sobie łatwiejszego celu. Samiel nie miał zamiaru pozwolić na to, żeby zabił go ktoś inny. Można było powiedzieć, że białowłosy został naznaczony znakiem Zabójcy, a ten będzie go ścigał, aż nie wbije w niego ostrza, co byłoby równoznaczne z pozbawieniem go życia.

Przemieniony zabił leśnych bandytów, którzy napatoczyli się po drodze. Próbowali go atakować, jednak im to nie wychodziło. Chyba domyślili się, z kim mają do czynienia i chcieli być tymi, którzy zabili kogoś takiego, jak Samiel. Niestety dla nich, kończyło się to na jednym i precyzyjnym cięciu, które pozbawiało życia każdego z nich. Celem zabójcy był przywódca łuczników, który teraz walczył z Namirem. Japker trafił go w ramię, jednak wydawało się, że elf w ogóle się tym nie przejął. Ciało napędzane adrenaliną aktualnie starało się ignorować rany, aby walczyć jak najlepiej.
Samiel wyskoczył w górę, gdy był już niedaleko białowłosego łucznika i wykonał kopnięcie z półobrotu, którego celem było ranne ramię przeciwnika. Trafił. Przecież nie mogło być inaczej. Długouchy odleciał kilka kroków w bok, jednak nie stracił równowagi.
         – Ja się nim zajmę – powiedział stanowczo do Japkera i odwrócił się w stronę przeciwnika.
         – Teraz nie uciekniesz. Nie pozwolę ci na to – rzucił do łucznika i spojrzał na niego Smoczym Okiem. Dreszcz przerażenia, który przebiegł po ciele białowłosego był, aż za bardzo, widoczny. Jednak, mimo tego, udało mu się dość szybko opanować i od razu posłać strzałę w kierunku przemienionego. Oczywiście, Samiel uniknął strzały, bo oczywiście nie mogło być inaczej. Był w pełni sił, więc takie rzeczy były dla niego czymś normalnym. Tym razem od razu przystąpił do kontrataku – zaatakował podwójnym cięciem, jednak elf zablokował oba ostrza swoim łukiem, a także odskoczył w tył. Szybko schował łuk i dobył sztyletów. Mimo, że jasnowłosy był ranny, i tak udawało mu się nadążyć za tempem Samiela. Cóż… to było coś, czego nie widzi się na co dzień.
Zabójca nie miał zamiaru bawić się z nim, więc postanowił skończyć to, jak najszybciej, mimo że przeciwnik najpewniej mu to nieco utrudni. Co prawda, obaj walczyli sztyletami, jednak ostrza przemienionego były dłuższe, co dawało mu trochę większy zasięg. Zaatakował ponownie, jednak tym razem była to tylko sztuczka, bo prawdziwy atak odbył się niżej – Samiel kopnął białowłosego na wysokości łydek. Było to dość niezwykłe, jednak długouchy wyskoczył w górę i uniknął upadku. Cóż… zabójca był na to przygotowany i od razu wykonał drugie kopnięcie. Po prostu cofnął nogę, którą kopał przed chwilą i ponownie nadał jej pęd. Tym razem pięta trafiła właśnie tam, gdzie celował wcześniej i elf wywrócił się, padając plecami na ziemię. Teraz jednej cios mógł zakończyć całą walkę, jednak długouchy musiał to utrudniać. Przeturlał się w bok, jednak noga Samiela i tak go dosięgnęła, trafiając prosto w żebra. Coś strzeliło i dźwięk ten przypomniał odgłos łamanych kości. Żebra zostały złamane, o czym także poświadczyła krew, którą wykaszlał białowłosy. No… może teraz bardziej brązowowłosy.
         – To już koniec, nie wiem, po co przeciągasz własną śmierć – powiedział do niego zabójca. Tym razem nie mówił za głośno, nie chciał, żeby usłyszał go ktoś poza elfem. Ten odpowiedział mu krwawym splunięciem, które wycelowane było w niego, jednak przeleciało obok. Samiel wzruszył tylko ramionami, błyskawicznie doskoczył do przeciwnika i dobił go, wbijając mu ostrze prosto w pierś, zatrzymując tym jego serce.

Było po wszystkim, przynajmniej tak mu się wydawało. Otaczały go ciała, na szczęście leżeli tam tylko zabici bandyci. Mimo wszystko, pierwszym, co zrobił nie był powrót do towarzyszy, a powrót do zawalonego drzewa. Zrzucił z niego ciała, a później własnoręcznie przesunął spróchniałe drzewo tak, żeby można było tamtędy przejechać. Był silny, to prawda, jednak adrenalina także dawała tu co nieco od siebie, mimo że jej wpływ na ciało Samiela malał z sekundy na sekundę. Dopiero później dołączył do reszty, zauważając też, że wszyscy wrócili w pobliże wozu. On sam miał to do siebie, że jego ataki były na tyle szybki, że nie brudził się krwią wrogów. Wbrew pozorom, osiągnięcie takiego efektu nie było czymś prostym – to nie zależało wyłącznie od szybkości, bo precyzja cięcia także była tu ważna.
         – Mnie nic… - odpowiedział i zaczął uważnie przyglądać się lisołaczce. Obejrzał ją od góry do dołu, na krótką chwilę zatrzymując wzrok na wysokości klatki piersiowej dziewczyny.
         – Za ty mogłabyś zmyć z siebie tę krew – odparł po chwili. Tą czerwień ciężko będzie też zmyć z ubrań, jeśli w ogóle da się to zrobić.
         – I, chyba, będziesz też musiała zmienić ubranie… A przynajmniej koszulę – dodał. Jej spodnie i buty nie miały na sobie śladów krwi, tylko koszula przez nie ucierpiała i to właśnie tę część ubrania Leilii przydałoby się zmienić.
         – Co? Sztylet? - zapytał i spojrzał na pobliskie ciało, z którego wystawała broń należąca teraz do zmiennokształtnej. Samiel podszedł do zwłok, nachylił się przy nich i sięgnął do rękojeści sztyletu. Po chwili szarpnął, raz i porządnie, a ostrze zostało uwolnione z ciała.
         – Proszę – powiedział i oddał jej ostrze.
         – Droga jest już, niby, przejezdna, ale możemy przepchnąć drzewo całkowicie na pobocze – odparł. Drzewo było lżejsze, niż mogłoby się wydawać, a to wszystko przez to, że jest ono spróchniałe. Jemu było to, w sumie, obojętne, bo zrobił na drodze tyle miejsca, żeby ich karawana mogła spokojnie przejechać.
Avatar użytkownika
Samiel
Szukający Snów
 
Nagrody: Obrazek
Inne Postacie: Calathal, Cain, Vergil, Jon, Kelsier, Nessus, Fenrir, Malthael, Salazar, Constantin,
Rasa: Przemieniony (z Sanginiera)
Aura: Gęsta żelazna powłoka kryje w sobie drogi, jakby korozje doświadczeń, które wypełnione zostały cynową cieczą. Wciąż żywo lśni i płynie przywarta grawitacją do wyznaczonego pola. Wszystko to wywołuje skojarzenie skalistych terenów, które nie zostały okryte niczym więcej. Dzięki temu emanacja zdaje się być niebywale surowa i twarda - i taka też jest. Trudno jest naruszyć niezłomną powłokę o dosyć gładkiej nawierzchni. Cyna jest tutaj wyboiście giętka, zaś żelazo nastroszone ostrością. Emanacja trwa w bezkresnej afonii. Wydziela z siebie tajemniczy zapach. Trudno go w jakikolwiek sposób ująć czy tez opisać. Z pewnością jest on nietypowy dla wielu czytelników, aczkolwiek kryje w sobie tę jedną nutę rozpoznawalnego, ludzkiego potu. Smakuje gorzko, co idealnie współgra z lepiącą się łagodnością.
Wygląd: Magiczne mutacje, które uczyniły z niego przemienionego, sprawiły też, że, między innymi, proces starzenia się jego ciała uległ mocnemu spowolnieniu i przez to, demon mający na karku trzy i pół setki wygląda jak mężczyzna, który ma około trzydziestu lat. Atletyczne ciało skrytobójcy jest bardzo dobrze zbudowane z widocznymi mięśniami, które, co prawda, nie są, aż tak ... (Więcej)

Postprzez Namir » Pt wrz 08, 2017 10:33 pm

        Gdy lisołak usłyszał swoje imię od razu jego uszy spłaszczyły się grzecznie, jakby przed chwilą dostał burę a nie został przywitany. Nawet bardzo cicho syknął, gdy został tak nagle nakryty z Filipią w ramionach. Miał ochotę obrócić twarz, schować wszelakie lisie elementy i udawać, że nic takiego nie nastało, ale nie mógł… i to było jeszcze gorsze! Jednak speszenie rozwiało się w mgnieniu oka, gdy do nozdrzy zmiennokształtnego doszedł zapach krwi Leilii. Od razu wyprostował się podrzucając delikatnie elfkę i nerwowo rozglądał się po okolicy wychodząc całkowicie zza krzewów. Wokół mnóstwo trupów, żadnego po ich stronie, chociaż ranni się znaleźli. Wśród nich była także lisołaczka. Twarz Verki nabrała zupełnie innego wyrazu. Jego nastawienie gwałtownie się zmieniło, na początku chciał się ukryć teraz mógł dosłownie zabić, gdy dotarło do niego, że zagrożona jest osoba ze stada. Stada? Czy on myślał jak zwierzę?
        Mężczyzna delikatnie rozdziawił usta, jakby chciał wykrztusić z siebie potok słów, ale zdołał tylko powiedzieć:
        - Leila?... – bardziej spytał, po tym ujrzał poharataną twarz dziewczyny. Gdyby nie Filipie to z pewnością od razu by podbiegł do lisicy oglądając jej rany, ale powstrzymał się… chociaż był blisko porzucenia nieprzytomnej artystki. Przerażało go to instynktowne działanie. Był gotowy po zwierzęcemu wylizać rany lisołaczki i miał ochotę pukać głową w mur by wybić tego typu myśli. Muzyk potrząsnął głową, mrugnął kilka razy by oczy nie świdrowały mu na boki, był tak pobudzony zapachem krwi, szczególnie Leili. Ostatecznie wykrzesał z siebie uśmiech zaciskając palce na ciele Fui, bo zrobił to z niemałym wysiłkiem.
        W tedy na horyzoncie pojawił się Japker poszukujący ostatniego artysty. Spojrzał wpierw na buty zmiennokształtnego, a po chwili podniósł głowę łapiąc spojrzeniem całą sylwetkę swego znajomego. Verka mógł dostrzec, że na twarzy towarzysza pierwszy raz (poza sceną) dostrzegł coś poza bezgraniczną łagodnością, a było to mianowicie zdziwienie.
        - Namir? – ciągnął nieświadomie grę wypowiadania imion. Oboje stali gapiąc się na siebie w milczeniu i nie za bardzo wiedząc, jak na siebie zareagować. Artysta właśnie dostał dawkę nowych informacji, zaś Verka otrzymał spotęgowaną ilość zapachów. Jeżeli wcześniej był wyczulony na konkretne wonie tak teraz mógł dosłownie oszaleć. Osoby zbliżały się do niego i oddalały, wszystko było teraz całkowicie inne, ilość bodźców była niezwykle przytłaczająca.
        Artysta wykonał pierwszy ruch by wyjść z konsternacji, postanowił po prostu zignorować wygląd przyjaciela i obrócił się by odetchnąć pod pretekstem szukania Duilesgara. Verka jeszcze na moment podążył wzrokiem za rudowłosą, która poszła skarżyć się na sztylet. Aghrrr! Teraz Filipie była balastem w jego rękach! Zrobił kilka kroków w stronę Leili, ale jak miał wyjąć ostrze mając zajęte ręce? Nawet nie mógł przyjrzeć się rannej lisicy! Musi pozbyć się ciała. Znaczy… zwolnić ręce!
        Zmiennokształtny drgnął, gdy Filipie krzyknęła. Obrócił z niechęcią łeb, ale to był dobry znak – skoro prosiła o wino to znaczy, że była zdrowa. Mimo wszystko zadbał o artystkę i pokierował się na tylną część wozu by ułożyć Fui wygodnie na posłaniu. Japker obchodząc pobliskie krzaki usłyszał za to Duila.
        - Japker… zaparz mi korzeń mniszka lekarskiego… - wydusił z siebie elf z bólem. Młodszy kolega wyjrzał w stronę Duilesgara i od razu zmarszczył brwi prychając.
        - Czemu wyżerasz moje lekarstwa? – rzucił z pretensją.
        - Bo nas na to stać? – odparł elf ciężko oddychając i pochylając się w stronę krzewu. – No nie bądź taki… - mruknął trzymając dłoń na brzuchu w okolicach żołądka. Japker pokręcił głową krzyżując dłonie na wysokości klatki piersiowej.
        - Gdybyś ty chociaż chory był…
        - Przecież jestem!
        - Nie jesteś chory a skacowany. – Skwitował artysta artystę.
        - No weź… - stęknął Duil. – Taki z ciebie kolega? Gdzie idziesz? Jap… BLEEEEH!
        - Jak to mawiają ludzie – cierp ciało co chciało.
        Japker machnął ręką, po czym skierował się w stronę wozu. Verka ostrożnie poprawiał pazurem pasmo blond włosów. Elf dostrzegł w tym geście troskę, chociaż wewnątrz Namir bardzo chciał podejść do Leili. Mimo to, lisołak wolał odmeldować całkowicie artystkę i oddać ją w ręce bardziej obeznanego w temacie leczenia elfa, który już na pierwszy rzut oka mógł powiedzieć, że wszystko jest w porządku. Aktor chwilę przyglądał się temu majestatycznemu obrazkowi. Piękna kobieta, która wybijała się swoją kolorystyką na tle powieszonych, drogich i raczej ciemnych tkanin. Niczym śniąca królewna czekająca na swego wybawiciela, a tuż obok bestia z sercem. Skupiając się odrobine na Verce Japker dostrzegł, jak nozdrza lisołaka wciąż się poruszają, jak uszy stają na baczność a po chwili rozsuwają się na boki, jakby cały świat nagle stał się czterema ścianami, które na niego naciskają. Szczęście, że to akurat on, a nie Duil właśnie miał zbliżyć się do Namira, bo Japker znał się na zwierzętach, z natury był łagodny i nie działał tak pochopnie, jak jego współpracownik.
        Aktor zbliżył się na tyle do powozu, by to jego zapach okazał się tym głównym w okolicy. Verka przyjął to bardzo instynktownie, wyczuł artystę, ale nie reagował. Japker otrzymał akceptację, mógł spokojnie podejść bliżej. Namir był mu wdzięczny za takie zachowanie, wciąż trudno mu było się uspokoić.
        - Przeżyje – rzucił elf wspinając się na wóz i spokojnie siadając obok Filipie. Spod stert wygodnych poduszek wygrzebał skrzynkę, która służyła za apteczkę. Wyjął buteleczkę ze spirytusem oraz chwycił pobliską chustkę, aby oczyścić ranę i zabandażować ją. Gdy tylko Filipie poczuła cholernie pieczenie od razu zerwała się całkowicie żywa, po czym zaczęła wyzywać elfa w ojczystym języku. Artysta uśmiechnął się pogodnie ocierając policzek Fui. Wyzwiska przemieniły się w pojękiwania. Wiedziała, że Japker musi się nią odpowiednio zająć, ale ile musiała za to poświęcić!
        Lisołak także odrobinę się rozluźnił. Powoli sytuacja się uspokajała. Zostawił więc dwójkę, a sam poszedł w stronę kolejnej pary. Namir obszedł wóz przyglądając się jego stanowi, jedno z kół nie wyglądało za ciekawie, ale teraz ważniejsza była Leila. Zmiennokształtny podszedł do demona oraz lisicy wyłapując propozycję Samiela.
        - Musimy je jeszcze odrobinę przesunąć, żeby wóz nie zahaczył o tę dziurę. Jedno z kół nie wygląda chyba zbyt najlepiej… - odpowiedział, po czym skierował wzrok na Leilę.
        - Powinnaś zgłosić się do Japkera, twoja twarz… - Verka szukał odpowiednich słów by czasem nie urazić swojej towarzyszki. – Jesteś po prostu ranna – nagle tonacja jego głosu złagodniała. Namir delikatnie odchylił rude włosy i przyjrzał się dziewczynie.
        - Powiem mu aby przygotował jakieś środki przeciwbólowe. Teraz tego nie czujesz, ale jak tylko zejdą pierwsze emocje zaraz zacznie pękać ci głowa. Dobrze się czujesz mimo wszystko? Mam nadzieję, że nie złamał ci nosa. Ach… – Namir cicho warknął zagryzając wargę. Mógłby sobie teraz powiedzieć, że dałby niezły łomot temu kto to zrobił, ale cóż… Gość już nie żył, a jego śmierć z pewnością nie należała do lekkich.
        - Nosz kur-wa! – przeklął zbolały Duil, który wreszcie zdołał doprowadzić się do jako takiego stanu i wyłonił się z krzaków. – Szprychy mi zniszczyli! Niech to…
        Duilesgar patrzył na uszkodzenia drapiąc się po głowie. Mamrotał pod nosem w elfickim języku zastanawiając się czy być może ma coś, co by pomogło odratować koło. Posiadał narzędzia, ale żadna inna drewniana część by tu teraz nie pomogła.
        - No nic, odjedziemy kawałek dalej. Nie mam zamiaru tłumaczyć się przed strażą leśną, gdy nas przyłapią z tymi martwymi ciałami. Do skrzyżowania w stronę Menaos jakieś pół godziny, tyle powinno wytrzymać. Kto wie, może spotkamy jakiegoś handlarza – uśmiechnął się optymistycznie.
        - O stary! Co ci się stało?!... – spytał zaskoczony artysta patrząc na grajka, gdy wreszcie oderwał wzrok od koła.
        Verka nie odpowiedział, a jedynie przytaknął na pomysł aktora. Postanowione, ruszają dalej. Lisołak zbliżył się do drzewa, które z całych sił pchnął. Droga była gotowa do przejazdu, ale sam mężczyzna syknął, gdy zwolnił uścisk. Piekący ból rozprowadził się po brzuchu i żebrach, mimo to zignorował to i popchnął drzewo jeszcze raz, by nikt nie musiał obawiać się o wóz. A Filipie o suknię.
        Otarł ręce z zadowolenia, lecz nie dał rady swobodnie się wyprostować. Ból przeszył go po raz kolejny. Jego nauki na temat odczuwania prawdziwego cierpienia „po czasie” szybko wyszła w praktyce. Lisołak spojrzał na ranę, jaką zadał mu bandyta tępym nożem, gdy ratował Fui. Przetarł delikatnie bok brzucha umazując dłoń we krwi. Podwinął nieznacznie koszulkę wyginając usta z niezadowolenia. Nie pamiętał czy  tępe narzędzie czasem nie było także zardzewiałe. Na myśl o oczyszczeniu rany aż zesztywniały mu wszystkie stawy, ale przecież nie mogą tu zostać zbyt długo. Będzie musiał wytrzymać te pół godziny.
        - Ruszajmy – burknął, a może bardziej warknął Namir.
Avatar użytkownika
Namir
Błądzący na granicy światów
 
Nagrody: Obrazek
Inne Postacie: Frigg, Niviandi, Deithwen, Kvaser, Francine, Kavika, Wiladye, Shantti,
Rasa: Lisołak
Aura: Najpierw czuć w nozdrzach mocny zapach mokrej sierści i ziemi. Początkowo zdaje się nie przyjemny, jednak po pewnym czasie przyzwyczajasz się do niego i gdy nadchodzą pozostałe bodźce, ta woń jest twoją kotwicą na morzu doznań. Nie jest ich jednak aż tak wiele. Nie słyszysz żadnych dźwięków, poza zwykłym otoczeniem, co jest zaskakujące, ale szukasz dalej. Odnajdujesz poświatę bijącą od emanacji. Jest niezwykle jasna i świeci równomiernie szmaragdowym blaskiem, obejmując szczelnie kontur postaci i niechętnie się od niej oddalając. Sama aura jest wyjątkowo słaba, gaśnie szybko w otoczeniu innych, o wiele silniejszych, bardziej rzucających się w oczy. Zwabiony jej gorzkim, ale łagodnym smakiem zbliżasz się, by dokładniej przyjrzeć się jej powierzchni. Tu właśnie najmocniej widać jej młody wiek, gdyż nie jest ona nawet w połowie pokryta farbami, wciąż czekając na dalszy rozwój i kolejne barwy do kolekcji. Na razie chwali się jedynie zamaszystymi pociągnięciami miedzi i kobaltu, oprószonymi delikatnie żelaznymi i złotymi opiłkami. Jej twarda powierzchnia zachwyca gładkością aksamitu, niezwykłą elastycznością i podstępnie skrytymi ostrymi zakończeniami.
Wygląd: Namir w ludzkiej postaci w żaden sposób nie przypomina lisa. Nie jest nawet rudy! Młodzieniec ma brązowe włosy, które sięgają mu prawie łopatek. Chodzi raczej rozczochrany, pozwala swoim włosom układać się tak jak zechcą. Nawet sterczący kosmyk nie jest dla niego przeszkodą. Splótł sobie kilka dredów i ozdobił je ostro czerwonymi rzemykami, które gdzieś kiedyś podkradł na ... (Więcej)
Uwagi: Verka rzadko kiedy przedstawia się swoimi dwoma, prawdziwymi imionami - czyli Verka lub Namir.

Postprzez Leila » So wrz 23, 2017 4:30 pm

        Lisica szybko wyłapała posyłane w jej stronę znaczące spojrzenia i speszyła się nieco, odgarniając włosy za ucho i spuszczając wzrok.
        - To nie moja krew – mruknęła w swojej obronie, zarówno do Samiela, jak i Namira. – No… nie cała jest moja.
        Rzeczywiście dała się trochę pochlapać, koszula znowu była do wymiany. Ona sama nie odniosła jednak większych obrażeń. Ot, draśnięcie na boku, które zdradzało się lekką plamą krwi na materiale szaty, ale to nic poważniejszego. Ból jeszcze nie przebił się przez mur adrenaliny, prawdopodobnie uderzy, gdy dziewczyna się w końcu rozluźni. Pęknięta warga z jednej strony, tam gdzie dostała pięścią, i obita kość policzkowa od tego samego ciosu. Ciało dziewczyny było dość delikatne, chociaż ona sama nawykła do ciosów. Za czasów swojej niewoli nawet jeśli starała się być grzeczna, czasem wywinęła coś, co wymagało kary, albo po prostu Dothr miał gorszy dzień. W każdym razie siniak  był widoczny, ale bez przesady, nie była ze szkła. Oblizała pękniętą wargę i spojrzała na Samiela, który przyniósł jej sztylet.
        - Dzięki – powiedziała cicho, chowając sztylet do pochwy przy biodrach. – Nieźle poradziłeś sobie z tymi facetami. Ilu ich było? – zapytała, gdyż wcześniej tylko słyszała pojedyncze krzyki, gdy Zabójca przemierzał zarośla wzdłuż drogi. Była jednak zbyt zajęta wydostawaniem Felipie z pomiędzy koni, by liczyć głosy. Dobrze, że ostatecznie nic jej się nie stało. Któryś musiał ją uprowadzić, gdy ona oberwała i straciła przytomność. Namir ją chyba znalazł.
        Na wspomnienie przyjaciela odwróciła się w jego stronę, ale ten już gdzieś zniknął. Rozglądała się przez moment skonsternowana i w końcu westchnęła cicho. Coś było nie tak, dziwnie się zachowywał. Nie wiedziała, co spowodowało, że zdecydował się na przemianę w hybrydę, skoro chciał zachować swoją rasę w tajemnicy, ale wyraźnie nie był zadowolony z takiego rozwoju zdarzeń. Ona co prawda też nie lubiła swojej hybrydziej formy, była za bardzo… „pomiędzy”. Ale nie miała nawet szansy porozmawiania o tym z przyjacielem, bo zniknął gdzieś zaraz, a gdy wrócił, zaczęli rozmawiać z Samielem o dalszej drodze. Nie odzywała się, za wiele nie pomoże przy przepychaniu drzewa, a za chwilę lisołak zwrócił się w jej stronę. Westchnęła, gdy znów wrócił dziwnym wzrokiem do jej twarzy, ale nie odsunęła się, gdy odgarniał jej włosy.
        - Nic mi nie jest, nie przesadzaj – stwierdziła chmurnie, bo zachowywał się, jakby dostała nie raz, a kilkanaście razy. – Bliskie spotkanie z męską pięścią, nie pierwszy raz, przeżyję.
        Wcale nie zgrywała bohaterki, po prostu wiedziała, że rany goiły się na niej jak na psie. Najlepszym dowodem był fakt, że kilka dni temu oberwała podobnie i to z ręki w metalowej rękawicy, w drugą stronę twarzy, po czym nie było już śladu. Swoją drogą nie wiedziała, dlaczego tak często obrywa po buzi, może była po prostu na takiej wysokości?
        Widziała jednak, że Namir nie ma nic złego na myśli, więc uśmiechnęła się do niego słabo i przechyliła lekko głowę. Powolnym ruchem sięgnęła do jego głowy i pogłaskała go palcami po lisim uchu.
        - Pierwszy raz cię takiego widzę – powiedziała, zabierając dłoń i splatając ją z drugą za plecami. – Wymagająca walka? – strzeliła na ślepo, zastanawiając się nad przyczyną przemiany chłopaka. Nawet jeśli nie trafi, to pewnie ją poprawi, a wtedy wszystko się wyjaśni. Nie do końca było też dla niej jasne, dlaczego Namir w swojej hybrydziej formie był tak bardzo ludzki. Ona w formie pośredniej wyglądała jak lisek na dwóch nogach, miała nawet pyszczek. A przecież stworzył ich jeden człowiek. Czy to znaczyło, że miała w sobie więcej z lisa, czy to po prostu zwykły przypadek? Różnorodność, jak w wyglądach ludzi?

        Odprowadziła Namira i Samiela wzrokiem, gdy ruszyli przepychać drzewo z drogi, po czym sama skierowała się w stronę wozu. Wcale nie do Japkera, jak sugerował lisołak, tylko zobaczyć, jak czuje się Felipie.
        - Płomyczku! Och, jak dobrze, że jesteś. Podaj mi tę poduszkę proszę, jest tak daleko! Tak, tą , dziękuję ci kwiatu… och! Co ci się stało?!
        Leila parsknęła cicho śmiechem na tak zadane pytanie i chwilę milczała, zastanawiając się czy elfce chodzi o siniaka, pękniętą wargę czy koszulę.
        - Dostałam trochę, nic takiego – machnęła ręką, a tajemnica szybko się wyjaśniła, gdy artystka szarpnęła ją za ubranie.
        - Musisz się przebrać! W sukienkę! – piszczała, szarpiąc wciąż materiałem koszuli, a dziewczyna mimo zmęczenia zaczęła się głośno śmiać, usiłując wyplątać ze szponów Felipie.
        - Na pewno nie w sukienkę – sprostowała, uwalniając w końcu materiał koszuli od szczupłych palców kobiety. – Sama widzisz, że muszę się normalnie ubierać, wyobrażasz sobie, żebym walczyła w tej sukience?
        - Och nie wiem słonko, tak mnie boli głowa. Wybierz coś sobie z wozu. Jak nie moje, to Duila. I zawołaj tego łachmytę, zostawił mnie tu samą, a wino tak daleko! Moja głowaa! – zajęczała Fui i opadła na poduszki, teatralnym gestem przysłaniając czoło przedramieniem.
        Może i się tylko zgrywała, ale naprawdę wyglądała pięknie, w tej pozie, z rozrzuconymi po kolorowych materiałach blond włosami. Dziewczyna usłużnie podała jej pozostawioną łokieć dalej butelkę i wdrapała się na wóz, w poszukiwaniu czegokolwiek, co nie jest sukienką i jest pozbawione frędzli. Trwało to jednocześnie długo i krótko, bo chociaż ubrań artystka nie miała wiele, to takich zupełnie normalnych jeszcze mniej. W końcu zdecydowała się na rzuconą błaho propozycję artystki i wzięła jedną z męskich koszul leżących obok, przebierając się w nią szybko i znów podwijając za długie rękawy do łokci. Nie wiedziała oczywiście, że to nie Duilowa koszula, ale należąca do Namira, który zostawił ją tu na tyle dawno, że jego zapach wywietrzał, pozostawiając tylko mieszaninę woni elfiego towarzystwa.
        Wyskoczyła na zewnątrz, pogłaskawszy wcześniej odpoczywającą Felipie po jasnych włosach, minęła wymiotującego w krzakach Duila i podeszła do reszty grupy. Japker akurat pogonił konie, które wolno zaczęły ciągnąć za sobą wóz po oczyszczonej już drodze. Ona z kolei właśnie przyłapała spojrzeniem Namira, jak ogląda swoją ranę, a mimo jej powagi, opuszcza koszulkę i rusza dalej. Zmarszczyła brwi i dogoniła go.
        - Pokaż – mruknęła i uniosła materiał, a płatki jej nosa poruszyły się, gdy zrobiła gniewną minę.
        - Ja mam iść do Japkera z siniakiem, ale ty możesz biegać z rozciętym bokiem? – fuknęła na niego. – Głupek – dodała już ze słabym uśmiechem. Już ona dopilnuje, żeby opatrzyli go, jak tylko się zatrzymają. Najważniejsze, to zostawić trupy za sobą.
Avatar użytkownika
Leila
Mieszkaniec Sennej Krainy
 
Inne Postacie: Callisto, Avellana, Sonea, Mathias, Emma, Cat, Lexi, Maia, Ananke, Eva, Ratri, Rakel, Lena, Rain,
Rasa: Lisołaczka
Aura: Podchodząc do aury, jej siła okazuje się niezbyt wyrazista, właściwe można ją nazwać nawet słabą. Została ona pokryta z jednej strony farbą silnie żelazną, natomiast z drugiej przyjemnie miedzianą. Otula ją szmaragdowe światło, które niczym kołdra w burzową noc daje bezpieczeństwo, aczkolwiek nie jest ono takie pewne. Nie słychać żadnych dźwięków co niejednego może zaskoczyć. Wydziela średnio miłą woń mokrej sierści. W dotyku zaskakuje swą miękkością i tym jak wspaniale się wygina na różne strony i sposoby, co świadczy o jej elastyczności. Dodatkowo, a nawet paradoksalnie jest w wielu miejscach ostra jak brzytwa i trzeba uważać, by się nie zranić, będąc zmylonym aksamitnym puchem, który ją pokrywa. W smaku okazuje się lepka, aczkolwiek czasami staje się sucha.
Wygląd: Jako człowiek, Leila jest niezwykle drobną, smukłą dziewczyną, mierzącą zaledwie 165 cm. Bladą twarz w kształcie serca zamieszkują duże, bystro i przenikliwie spoglądające, jasnobłękitne oczy, ciemniejące zdecydowanie wraz z nadejściem nocy lub podczas pochmurnego dnia. Gęsty las czarnych rzęs, otaczających oczy, rzuca cień na nierównomiernie rozrzucone na lekko zadartym ... (Więcej)

Postprzez Samiel » Pt wrz 29, 2017 2:28 pm

         – To dobrze – odpowiedział krótko. To, że krew na jej koszuli należała do mężczyzn, których zabiła, oznaczało, że te kilka lekcji, które mieli za sobą, przyniosły jej jakąś nową wiedzę. Wiedzę, którą mogła wykorzystać w praktyce, przy okazji sprawdzając, czy to rzeczywiście działa. Samiel nadal uważał się za osobę, która nie powinna uczyć innych tego, co umie on sam, jednak, z drugiej strony, dobrze, że te nauki nie poszły na marne. Osobiście, i tak wątpił w to, że zmieni zdanie na ten temat i bardzo możliwe było to, że Leila pozostanie jedynym wyjątkiem od reguły. Był też pewien, że nie nauczy jej wszystkiego, co należało do wiedzy „normalnej”, bo nie miał zamiaru przekazywać komuś swoje własne techniki, które opracował w pojedynkę. Niczym niezwykłym nie powinno być to, iż niektóre cięcia i kombinacje wykonywane przez przemienionego, można zauważyć wyłącznie u niego. Ktoś musiałby mieć doskonałą pamięć i przeżyć walkę z nim, żeby później móc użyć takich technik. W międzyczasie, kucnął przy jednym z ciał i wyciągnął stamtąd sztylet, który później podał lisołaczce. Może była szybka i zwinna, jednak trochę siły także było jej potrzebne, w końcu prędzej lub później nastanie czas, gdy sama będzie musiała wyciągać swoje ostrza z ciał wrogów.
         – Hmm… - mruknął Samiel, pamięcią wracając do niedawnych wydarzeń, żeby policzyć łuczników, których zabił, gdy ci ukrywali się w zaroślach.
         – Tylko sześciu. W dodatku byli to łucznicy, a to tylko ułatwiło robotę – odezwał się w końcu. Trzech zabił ostrzami, a kolejną trójkę bełtami, które wypuścił jeden po drugim – tak szybko, jak było to możliwe przy jego umiejętnościach, zręczności i szybkości.

Przemieniony kiwnął tylko głową, gdy Namir zaproponował, żeby jeszcze bardziej przesunęli powalone drzewo. Do drogowej przeszkody dotarł jako pierwszy, bo lisołak rozmawiał jeszcze z jednym z elfów. Później, we dwóch, bez problemu poradzili sobie z drzewem i zepchnęli je na pobocze tak, że cały trakt stał się przejezdny. W dodatku, sam powalony pień mógł też robić za miejsce przyszłych odpoczynków, czy tam postoi.
         – Powinieneś to opatrzyć – odezwał się Samiel, gdy zauważył, że Namir jest ranny i na jego boku zaczyna pojawiać się krew. Nie wiedział, w jakich okolicznościach powstała ta rana, jednak, według niego, ktoś powinien zająć się nią jak najszybciej.
Zabójca postanowił wykorzystać czas, który mu pozostał i przeniósł na pobocze ciała zalegające na drodze – w pierwszej kolejności zajmując się tymi, które leżały na drodze wozu elfów. Z tego, co wiedział, jedno z kół było uszkodzone, więc lepiej, żeby ich środek transportu miał drogę z jak najmniejszą liczbą przeszkód. Martwi łucznicy cały czas leżeli w zaroślach, więc nimi nie musiał się martwić. Najpewniej zajmą się nimi leśne drapieżniki, które wyczują zapach krwi. Dopiero po tym dołączył do reszty, gdy ci już ruszyli, jednak nie oddalili się za bardzo od miejsca zasadzki, w którą wpadli i walki, którą wygrali.
Nie chciał wątpić w wartości bojowe towarzyszy, jednak wiedział, że z taką grupą dałby radę rozprawić się w pojedynkę. Nigdy nie przepadał za wypowiadaniem takich przechwałek na głos, ale to nie oznaczało, że czasami pojawiały się one w jego myślach. Cóż… znał swoje możliwości, wiedział, co umie i, jak długo już żyje. Samiel mógł uważać się za szczęściarza, bo miał naprawdę dużo czasu na to, żeby posiąść wiedzę, której niejeden może mu pozazdrościć. Poza tym, udało mu się utrzymać w zawodzie naprawdę długo i to, mimo że cały czas jest dla kogoś konkurencją, co jakiś czas przeprowadzane są zamachy na jego osobę, a organizacje łączące zabójców, nadal próbują go zwerbować, chociaż już od jakiegoś czasu odbywa się to coraz rzadziej. Może, w końcu, naprawdę zrozumieli, że Samiel pracuje w pojedynkę i naprawdę nie interesują go oferty, które słyszy. Szedł w ciszy przy wozie, niedaleko lisołaczki. Pogrążył się w swoich myślach, jednak cały czas miał ją na oku. Ją, a także okolicę, żeby ponownie dostrzec ewentualne zagrożenie, zanim zrobi się niebezpiecznie.
Avatar użytkownika
Samiel
Szukający Snów
 
Nagrody: Obrazek
Inne Postacie: Calathal, Cain, Vergil, Jon, Kelsier, Nessus, Fenrir, Malthael, Salazar, Constantin,
Rasa: Przemieniony (z Sanginiera)
Aura: Gęsta żelazna powłoka kryje w sobie drogi, jakby korozje doświadczeń, które wypełnione zostały cynową cieczą. Wciąż żywo lśni i płynie przywarta grawitacją do wyznaczonego pola. Wszystko to wywołuje skojarzenie skalistych terenów, które nie zostały okryte niczym więcej. Dzięki temu emanacja zdaje się być niebywale surowa i twarda - i taka też jest. Trudno jest naruszyć niezłomną powłokę o dosyć gładkiej nawierzchni. Cyna jest tutaj wyboiście giętka, zaś żelazo nastroszone ostrością. Emanacja trwa w bezkresnej afonii. Wydziela z siebie tajemniczy zapach. Trudno go w jakikolwiek sposób ująć czy tez opisać. Z pewnością jest on nietypowy dla wielu czytelników, aczkolwiek kryje w sobie tę jedną nutę rozpoznawalnego, ludzkiego potu. Smakuje gorzko, co idealnie współgra z lepiącą się łagodnością.
Wygląd: Magiczne mutacje, które uczyniły z niego przemienionego, sprawiły też, że, między innymi, proces starzenia się jego ciała uległ mocnemu spowolnieniu i przez to, demon mający na karku trzy i pół setki wygląda jak mężczyzna, który ma około trzydziestu lat. Atletyczne ciało skrytobójcy jest bardzo dobrze zbudowane z widocznymi mięśniami, które, co prawda, nie są, aż tak ... (Więcej)

Postprzez Namir » Cz paź 05, 2017 7:35 pm

        Źrenice Namira poszerzyły się diametralnie, gdy tylko do jego uszu dotarła wieść o tym, że Leila nie pierwszy raz odczuła na sobie męską pięść. Zagotował się od środka, nie powinna podchodzić do tego tematu tak zwyczajnie i błaho, nie zasługiwała na takie traktowanie – nieważne kto był oprawcą, taki dupek powinien dostać po mordzie… aż za mocno. Zagryzł jednakże swoje zębiska raniąc się w język. Zmiennokształtna przez wiele lat była niewolnicą obleśnego typa, nie da się więc nie mieć nijak spaczonego wyobrażenia o zasadach świata po tak ciężkich przeżyciach. Tknęły go okrutne myśli tego, co prawdopodobnie miało miejsce podczas jej niewolniczej służby. Pragnął w jakiś sposób oczyścić jej umysł z takich niezdrowych przyzwyczajeń i nauczyć na nowo żyć na wolności, ale przeszłości nie dało się wymazać… nawet, gdy amnestia dotknie wspomnień to dusza i przeczucia pozostają takie same. Męczyły go od środka tajemnice z niedalekiej przeszłości Leili, a swoją nerwowość wyraził to zaciskającymi, to rozluźniającymi się palcami, aż do momentu bodźca jakim był dotyk dziewczyny.
        Spojrzał na nią jaśniejszym wzrokiem, a nieco ugłaskany lisołak zdołał skupić rozbiegane myśli tylko na swojej kompance.
        - Walka?... – powtórzył tempo, ale od razu potrząsnął czupryną. Miał wrażenie, że w jego głowie pędzi stado chomików i każdy z nich biega w drewnianym kole tworząc jakiś niewyobrażalny tłok irytujących drobiazgów.
        - Niestety to nie walka… - odparł poważnie, a jego wzrok umknął gdzieś na bok. Nie potrafił odpowiedzieć jeszcze, co ma zamiar zrobić, nie ułożył żadnego planu, ale w tym szaleńczym pędzie odbierania wzmożonych bodźców pamiętał o swojej obietnicy. Nigdy więcej już nie zatajać przed nią prawdy.
        - Wyjaśnię ci wszystko, tylko najpierw się stąd zwińmy – zaproponował pojednawczo głaszcząc Leilę po ramieniu. Musieli przepchnąć te felerne drzewo i ruszać przed siebie.
        Drzewo tym razem miało okazać się najmniejszym problemem w przyszłości tej niewielkiej kompanii. Namir oddychał dosyć szybko, ale miarowo. Rzucił Samielowi krótkie spojrzenie, gdy mężczyzna zwrócił uwagę na jego ranę. Przytaknął w podzięce, ale zaraz tłumaczył się jak najszybszym wybyciem z miejsca niezapowiedzianej potyczki. Naprawdę nikomu nie na rękę była straż leśna. Gdyby takowych strażników spotkali to od razu rozpoczęły się niezliczone godziny przesłuchiwań, a sam lisołak prędzej by się wykrwawił albo zdechł z powodu wdania się infekcji niż wyszedł poza mury lochów. Taki pobyt w więzieniu mógłby ominąć jedynie Filipie, która swoją charyzmą oraz gamą zmyślonym złych samopoczuć nie pozwoliłaby by się wtrącić gdzieś poniżej poziomu ziemi.
        Verka czuł jednakże ulgę, że tak sprawnie idzie im cała akcja, a przesuwaniem ciał głównie zajęli się pozostali mężczyźni z ekipy. Nim Namir sięgnął po jakiekolwiek martwy dowód rzeczowy, wpierw dostrzegł zbliżającą się Leilę, która niefortunnie przyłapała go na doglądaniu rany. Nie zmartwił się w żaden sposób tym co pomyśli, ponieważ co innego wzbudziło w nim zainteresowanie. Kojarzył materiał, który obecnie na sobie miała i próbował wygrzebać z pamięci do kogo narzuta należała. Patrzył na lisołaczkę badawczo poruszając przy tym płatkami nosa by spróbować wyłapać zapach znajdujący się na koszuli, gdy Leila znalazła się wystarczająco blisko. Niestety – jedynie typowo wywietrzała woń zmieszana z piżmem, który stanowił podstawę perfum Filipie pryskającej każdy swój ciuch, o ile zbliżała się do miasta. To mu niewiele pomogło, ale i też ta niewiedza mu nie przeszkadzała. Flanelowa koszula w szaro-czarną kratę dodawała lisicy ostrzejszego charakteru, ale luźny i za duży materiał łamał ten kontekst sprawiając, że wygląda delikatnie i niewinne. Taka mieszanka zazwyczaj oznaczała wiele niespodzianek, a Namir lubił taki niespodzianki. Gęste, rude włosy idealnie wkomponowały się w gamę kolorów i bardziej miał ochotę zedrzeć z niej ten materiał oraz wgryźć się pocałunkiem w jej szyję, ale to ona uniosła skrawek jego koszuli doglądając rozcięcia.
        Na chwilę przerzucił wzrok na piekącą ranę, ale kątem oka wciąż widział tylko szaro-czarną kratę. Wędrował spojrzeniem po zapięciu koszuli i dostrzegł ten jeden, różniący się od reszty jasno brązowy guzik. W odpowiedzi na jej pretensje jego usta ułożyły się w długim uśmiechu, nieco zbyt pewnym siebie.
        - Ano głupek – potwierdził czochrając dziewczynę po czuprynie.
        - Nawet z tym okropnym siniakiem potrafisz się ładnie zaprezentować w mojej koszuli – dodał nie ukrywając zadowolenia i delikatnie pogłaskał ją kciukiem po podbródku. – Wolałbym częściej cię widzieć w moich ubraniach – powiedział cicho i zaczepnie.
        Wóz zdołał już ruszyć więc Verka kiwnął głową lisołaczce, by nie zostawali w tyle. Kawałek drogi przeszli w całkowitej ciszy, jakby nikt nie chciał aby ktokolwiek ich usłyszał w obawie przed nachalną strażą. Nastał spokój. Namir szedł delikatnie pochylony, gdyż automatycznie jego ciało szukało wygodnej pozycji, która sprawiłaby najmniej bólu dla rany. Jedyne, co go irytowało to ocierający ranę materiał bluzki, ale dopiero na rozwidleniu dróg mogli zrobić postój. Nie marudził tylko grzecznie szedł, wszak wykaraskał się z o wiele gorszych sytuacji. No… jeszcze do szału doprowadzała go dominacja instynktu. Jego uszy wciąż to stawały na baczność bądź też rozchodziły się na boki, a nos poruszał, ponieważ nie potrafił zignorować szemrającej w krzakach myszy albo zapachu pobliskiego królika. Owiana ciszą kompania była idealną chwilą, by wyjaśnić Leili niesprzyjające okoliczności w jakich się znalazł, ale nie ukrywał także swoich problemów przed Samielem. W końcu na ten moment byli drużyną, a Ruda bardzo ufała demonowi.
        - Wracając do… mojej postaci… - zagaił cicho, by nie obudzić śniącej w wozie Filipie.
        - Widzisz… wkręciłem się w czarny rynek, gdzie najmniej skomplikowanym zadaniem było kogoś… „uciszyć” poprzez podcięcie mu gardła, ale takie zlecenia mnie nie kręcą. Gdy nie muszę to nie zabijam… - wyznał nieco skrępowany. – Właściwie to w ogóle czarny rynek nie jest dla mnie, ale wcześniej nie wiedziałem z czym to się przysłowiowo je. Lubiłem wykorzystywać swoją inteligencję do wykonywania zadań i to niestety mnie zgubiło. Początkowo błahe zlecenia zaczęły być coraz bardziej skomplikowane, musiałem być z każdym ruchem ostrożniejszy, dokładniejszy, w pewnych momentach bawiło mnie to wszystko, ale czasem trafiałem na propozycje według mnie nie do przyjęcia. Jednak środowisko, w które się wszczepiłem niełatwo odpuszcza i tak jest tym razem. Chciałem to wszystko rzucić, nie znajdować się w sytuacjach, w których ktoś rzuca mi zlecenie i każe robić, a gdy się nie zgadzam to wykorzystuje moje słabości. Każdy jakąś słabość ma… I każdy szpieg musi mieć haka na innego szpiega, by móc coś ugrać. Inaczej niedługo się pożyje w takim towarzystwie, a już wolę nie mieć co do pyska włożyć niż zmuszać się do czegoś czego robić nie chcę. Usuwałem się więc delikatnie w cień by dyskretnie wykraść się z czarnego rynku, przez jakiś czas z resztą nie działałem w ciasnych uliczkach załatwiając własne sprawy, ale ktoś się o mnie upomniał.
        Wóz gwałtownie podskoczył wpadając na jakiś kamień. Duil aż jęknął ze strachu wpatrując się w koło. Kazał wszystkim się zatrzymać i zaraz poleciały przekleństwa oraz sprzeczka między dwoma artystami, których nikt nie starał się zrozumieć. Elficki język nie pasował do tak naturalnych sytuacji, jakim jest sprzeczka. Był zbyt melodyjny na rzucanie „kurwami” wokół siebie, ale można było się domyśleć, że tym razem wcale słowa nie były tak piękne.
        - La roue s'est effondrée! Faire a la.
        - Commantu ea? Je mooentre cheval – odpowiedział niespotykanie podirytowany Japker.
        - Que?... – wysunęła rozczochraną głowę Filipie. Przewróciła oczami, gdy każdy z artystów próbował się wytłumaczyć. Ostatecznie zsunęła się płynnych ruchem na ziemię, po czym podeszła by zjednoczyć skłóconych kompanów. Dla Namira był to widok znany, chociaż nieczęsty. Machnął ręką by odczekać chwilową burzę. Duil miał manię na temat technologii (w tym przypadku względem zbudowanego jego rękoma wozu), a Japker miał bzika na punkcie zwierząt, których nie można zmuszać by szły bardziej tak, a nie inaczej. Na tej płaszczyźnie ich wartości niestety się mijały.
        - Zaraz skończą się kłócić albo dadzą sobie po papie i będzie wszystko w porządku – zapewnił Verka nie ukrywając rozbawienia sytuacją.
        - A póki jeszcze możemy rozmawiać… - lisołak zwrócił się ku zmiennokształtnej oraz przemienionemu.
        - Upomniał się o mnie pewien gość, którego na oczy nigdy nie widziałem, chociaż znam całą szajkę sieci jaką operuje. Podjąłem się odnalezienia pewnego szpiega działającego wiele… ale to wiele lat temu na rzecz królewskiej rodziny. Na pewnym etapie byłem najbliżej rozwikłania tajemnicy kto nim jest lub też gdzie go odnaleźć  i zgaduję, że nikt dalej ode mnie nie zaszedł. Inaczej zleceniodawcy nie szkoda by było gdybym zaginął albo nigdy nie wrócił. Hehe… Właściwie wiem o wiele więcej niż im mówiłem. Dobry szpieg nie mówi za dużo, gdy wyczuje niepewność, lecz cóż… Coś musiało pójść nie tak, skoro zjawiła się po mnie jego prawa ręka w postaci znajomej mi czarownicy. Wiedziała co robić… Skoro przemieniła mnie w hybrydę i uniemożliwiła zmianę postaci… - Namir wcisnął dłonie w kieszenie spodni i stanął luźno. Ogon poruszał się niespokojnie, nie wiedział co zrobić. Przed sobą miał trudny wybór, w którym mógł albo wplątać w to wszystko Leilę bądź też rozdzielić się i załatwić sprawy po cichu. To był dopiero początek jego dylematów. Doskonale zdawał sobie sprawę do jakiej skrajności jest w stanie popaść w tej postaci i wolał aby lisołaczka nie ryzykowała dla niego zbyt wiele. Nawet jeżeli u boku zmiennokształtnej stał profesjonalista to nie nic nie dawało mu gwarancji na bezpieczeństwo dziewczyny.
        - Gdybym kiedykolwiek wpadł w szał to nie próbujcie mnie ratować, a jeżeli trzeba będzie… - spauzował Namir, chociaż wszystko mówił z dziecinną lekkością i przyzwyczajeniem, tak samo niezdrowym jak bicie kobiet w przypadku Leili.
        - … to nie bójcie użyć się ostrza – uśmiechnął się zadziorne sam do siebie.
        Poczuł świeżą krew, jakiś drapieżnik właśnie upolował sobie zacny obiad. Krew… była w tylu miejscach. Na nieoczyszczonych ostrzach, na jego ubraniu, pociekła stróżka z jego rany, ale przede wszystkim pamięcią wracał do tej, która znajdowała się w jego zębiskach. Zarówno topornika, którego zabił niedawno w lesie i… i jeszcze kogoś.
        Verka gwałtownie pochylił się do przodu wtapiając palce w roztargnione włosy. Uderzyła go mozaika chaotycznych wspomnień rozpoczynających się na krótkich scenach w kanałach, a kończąc na prażącym słońcu wśród zawiłych uliczek jednego z królestw. Wówczas polało się wiele krwi, czego dowodem był obraz odsłaniającej się kości upapranej w szkarłatnej barwie odchodzącego mięśnia.
        Lisołak warknął zatopiony w tym niedokończonym obrazie, a gdy tylko ktoś z zewnątrz próbował go dotknąć od razu odepchnął rękę i postąpił jeszcze kilka kroków by się oddalić. Sapał ciężko pobudzony do ataku czegokolwiek lub kogokolwiek. Szukał ofiary, na której mógł się wyżyć, chociaż nie miał ku temu konkretnego argumentu. Był wściekły po prostu, a nie z jakiegoś powodu.
        - Strażnicy… - powiedział nagle Verka całkowicie nie swoją tonacją głosu. – Cholera, niedaleko są strażnicy.
        - Jesteś pewien? – spytała bardzo ostrożnie Filipie, której lekkomyślność stawała się w takich sytuacjach bardzo przydatna. Duilesgar oraz Japker spoglądali zagadkowo na lisołaka zadając sobie w głowie tysiące pytań. Wciąż nie docierał do nich fakt przemiany ich przyjaciela w hybrydę lisa i człowieka, w dodatku w zachowaniu mocno różniącego się od poprzedniego. Artystów wyraźnie męczył niepokój, tylko jeszcze nie wypowiedzieli tego w głos.
        - Czuję elfy… A jeden z nich to strażnik z Menaos. Wlazłem mu kiedyś na odcisk.
        - Nie wiedziałam, że masz tylu znajomych, którzy cię nie lubią – złożyła w dziubek usta Fui, lecz jak zwykle elfka momentalnie doznała olśnienia.
        - Wiem! – klasnęła w dłonie zachwycona kobieta. Duil psychicznie szykował się na przyjęcie jakiegoś absurdalnego pomysłu Filipie.
        - Oni zapewne czekają na tym rozdrożu by przeszukiwać wozy, prawda Japker?
        - Całkiem możliwe.
        - Możemy więc ich zgrabnie ominąć jadąc przez Nacré! – uśmiechnęła się lśniąco Fui.
        - O nie! – sprzeciwił się Duil. – Nie jedziemy tam! Nie ma w ogóle mowy!
        - Och, ale dlaczego?!
        - Pytasz jakbyś nie wiedziała! Nie jedziemy tam! Znowu pójdziesz do tej głupiej wróżki!
        - Nie jest głupia!... I nie pójdę!
        - Obiecujesz?
        - Obiecuję!
        - Ta, jasne… Nagada ci jakiś farmazonów, a później będziesz miała jakieś „przeczucia”. Poza tym, wysuwaj ręce do przodu! Zapewne je krzyżujesz. Nie, nie wierzę ci, pokazuj dłonie! – Filipie zmarszczyła w niezadowoleniu brwi, ale posłuchała elfa. Duil dokładnie przyglądał się palcom aktorki, zarówno tymi na dłoni, jak i tym na stopie. – Obiecuj, a ty Samiel patrz czy nie krzyżuje palców u stóp!
        - Dlaczego nie Leila?!
        - Bo biedaczkę jeszcze weźmiesz na litość albo solidarność kobiecą. A co? Jednak chcesz przejść się do wróżki?
        Filipie zacisnęła usta, ale już po chwili nabrała elfiej godności. Zarzuciła włosy na plecy, podniosła dumnie głowę utrzymując dłonie przed sobą.
        - Obiecuję, że nie pójdę do wróżki by zajrzała w moją przyszłość.
        Duil stał twardo wpatrując się w obliczę artystki, która w niezłomnej postawie czekała na reakcję mężczyzny, która mocno ją zawiodła.
        - I tak nie pojedziemy.
        - Czemu?! Przecież obiecałam!
        - La roue détruira… - odparł elf.
        - Ja ci zaraz dam to twoje „la roue”! Uwieszę cię na tym „la roue”! Na tych…tych o, tutaj… co to jest?!
        - Szprychy – podpowiedział Japker.
        - Szprychach, a później przetoczę po chodniku pełnym zgniłych pomidorów!  Chcesz mieć do czynienia ze strażnikami i się tłumaczyć dlaczego mamy broń we krwi, hę? Pewnie już dostali zgłoszenie o tym, że coś stało się po drodze. Elfy mają długie uszy! – na nic zdawały się wyzwiska artystki, Duil wciąż wstał niewzruszony. – W dodatku w Nacré mają pełne wyposażenie sprzętu do leczenia, a nam się kończy opium, bo wszystko wypaliłeś.
        - Do Menaos wytrzymam – stwierdził sucho Duilesgar.
        - Ale nam się przyda i… i Namir o, zobacz jest ranny! Namir, na bratki w ogródku mojej ciotki, ty jesteś ranny?!
        - Cóż za wysoki poziom spostrzegawczości – wtrącił się ironicznie Verka.
        - No zobacz, Duilesgar! Tyle dobrych argumentów! Spójrz, jaki blady jest! Poza tym… - zamilkła niespodziewanie Filipie by zwrócić na siebie spojrzenia wszystkich wokół, a gdy już to zrobiła to uwiesiła się na szyi elfa ciągnąc go zgodnie z siłą grawitacji, czyli do ziemi.
        - Prrrrrrrroszę! Proszę, proszę, proszę! Tak ładnie prrrroszę! A tak ładnie proszącej kobiecie odmówisz przy tak wielu par oczu? – Fui zatrzepotała długimi rzęsami spoglądając artyście w oczy czystą niewinnością. Duil próbował uciekać, udawać, że nie widzi tego magicznego spojrzenia, ale wlepiona jak sroka w gnat aktorka nie dawała za wygraną.
        - Ale Filipie, tam są takie wyboje. Ciasna ścieżka, pełno jakiś szyszek…  Nie dojedziemy z takim kołem do wioski w lesie- próbował jakoś wybronić się Duilesgar.
        - I tęsknie za moimi znajomymi, dawno ich nie widziałam – mówiła słodko jakby ignorując słowa mężczyzny. – Tęsknie za moją przyjacióóóółkąąąąą…
        - Ta… szczególnie tą najlepszą – wróżką.
        - Nieprawda! Ella pewnie się zastanawia kiedy ją odwiedzę! Prrrroszę… Ładnie prrrrroszę!
        - Właściwie to przydałoby się zahaczyć o Nacré – dodał po namyśle Japker.
        - Ech!... Jeżeli reszta się zgodzi to niech będzie. Niech ten wóz tylko się tam dotoczy… Na twoją odpowiedzialność Filipie!
        - Yay! Dziękuję! Hihihi! Was też mam prosić czy się zgodzicie? – Fui zalotnie zagryzła paznokieć wpatrując się w resztę towarzyszy.
Avatar użytkownika
Namir
Błądzący na granicy światów
 
Nagrody: Obrazek
Inne Postacie: Frigg, Niviandi, Deithwen, Kvaser, Francine, Kavika, Wiladye, Shantti,
Rasa: Lisołak
Aura: Najpierw czuć w nozdrzach mocny zapach mokrej sierści i ziemi. Początkowo zdaje się nie przyjemny, jednak po pewnym czasie przyzwyczajasz się do niego i gdy nadchodzą pozostałe bodźce, ta woń jest twoją kotwicą na morzu doznań. Nie jest ich jednak aż tak wiele. Nie słyszysz żadnych dźwięków, poza zwykłym otoczeniem, co jest zaskakujące, ale szukasz dalej. Odnajdujesz poświatę bijącą od emanacji. Jest niezwykle jasna i świeci równomiernie szmaragdowym blaskiem, obejmując szczelnie kontur postaci i niechętnie się od niej oddalając. Sama aura jest wyjątkowo słaba, gaśnie szybko w otoczeniu innych, o wiele silniejszych, bardziej rzucających się w oczy. Zwabiony jej gorzkim, ale łagodnym smakiem zbliżasz się, by dokładniej przyjrzeć się jej powierzchni. Tu właśnie najmocniej widać jej młody wiek, gdyż nie jest ona nawet w połowie pokryta farbami, wciąż czekając na dalszy rozwój i kolejne barwy do kolekcji. Na razie chwali się jedynie zamaszystymi pociągnięciami miedzi i kobaltu, oprószonymi delikatnie żelaznymi i złotymi opiłkami. Jej twarda powierzchnia zachwyca gładkością aksamitu, niezwykłą elastycznością i podstępnie skrytymi ostrymi zakończeniami.
Wygląd: Namir w ludzkiej postaci w żaden sposób nie przypomina lisa. Nie jest nawet rudy! Młodzieniec ma brązowe włosy, które sięgają mu prawie łopatek. Chodzi raczej rozczochrany, pozwala swoim włosom układać się tak jak zechcą. Nawet sterczący kosmyk nie jest dla niego przeszkodą. Splótł sobie kilka dredów i ozdobił je ostro czerwonymi rzemykami, które gdzieś kiedyś podkradł na ... (Więcej)
Uwagi: Verka rzadko kiedy przedstawia się swoimi dwoma, prawdziwymi imionami - czyli Verka lub Namir.

Postprzez Leila » So paź 07, 2017 2:13 pm

        „Tylko sześciu”. Ona zabiła dwóch, przy czym w kręgach jednego utknął jej sztylet, a wcześniej dostała tak w twarz, że wyłączyło ją z akcji na minutę. Ale tym się już chwalić nie będzie, bo znowu ją potraktują jak dziecko i wyląduje na wozie obok Felipie. Same liczby nie działały bardzo na jej niekorzyść, w końcu dopiero się uczyła i właściwie po części cieszyła się, że ciągle żyje, jednak sam przebieg walki pozostawał wiele do życzenia. Jeśli o Samiela chodzi to bardziej pasowałoby stwierdzenie, że swoich przeciwników po prostu wyeliminował. Ona nie tylko walczyła o swoje i cudze życie, ale też oberwała bardziej niż powinna, a na pewno większe oczekiwania wobec niej miał Zabójca. Lisołaczka nie mogła jednak już nic poradzić na to, że na jej delikatnym ciele nawet draśnięcie od strzały sprawiało ból, jak przy poważniejszej ranie i momentami krzywiła się nieznacznie.
        Było to jednak nic w porównaniu z obrażeniami Namira, więc Leila nie skarżyła się słowem. Uśmiechnęła się lekko, gdy zwróciła w końcu na siebie jego uwagę, chociaż spoważniała zaraz, gdy i w jego głosie zabrzmiała dziwna surowość. Zmarszczyła brwi na to niedopowiedzenie o walce, ale dosłownie ugłaskana skinęła głową, pozwalając na odłożenie rozmowy. Później zniknęła w wozie, gdzie się przebrała i pomogła Felipie tyle, ile mogła. Gdy wróciła do Namira i Samiela, drzewo było już przesunięte, a oni maszerowali wzdłuż wozu. Lisołak przyglądał jej intensywnie, gdy się zbliżała, a ona tylko uciekała wzrokiem, nie wiedząc o co mu chodzi. Później przyłapała go na skrywaniu rany i tym się zajęła. Jej twarz złagodniała nieco, gdy lisołak nie kłócił się z nią, tylko poczochrał po głowie, znajomym gestem. Jak zawsze fuknęła na niego i wymknęła się spod dużej dłoni, chociaż uśmiechała się rozbawiona zaczepkami. Uśmiech spływał powoli z twarzy, gdy docierały do niej znaczenia jego kolejnych słów. Najpierw zaskoczona, spojrzała na siebie, jakby sprawdzała co dokładnie ma na ciele, a później uniosła gwałtownie głowę.
        - Przepraszam, nie wiedziałam, że to twoja, była u Felipie… – tłumaczyła się szybciutko, ale sama widziała, że Namir nie wyglądał na urażonego. Przeprosiny były chyba tylko po to, by mogła się zająć czymś konstruktywnym, zamiast wpatrywać się w szeroki, zadowolony uśmiech lisołaka, usiłując go rozwikłać. Jej umysł poddał się jednak zupełnie, gdy chłopak pogłaskał ją pod brodą, kolejnymi słowami zupełnie zbijając z pantałyku. Czuła jak delikatne rumieńce oblewają jej policzki i zamrugała szybko, po czym uciekła wzrokiem przed intensywnie niebieskimi oczami. Nawet nie zauważyła, że zatrzymała się w miejscu, dopóki przyjaciel nie pogonił jej gestem, gdy zostali w tyle. Wyrównała zaraz krok, wpatrując się w czubki swoich butów i znów ukrywając twarz za kurtyną rudych włosów.
        Nie sposób było opacznie zrozumieć Namirowych słów, jednak ona bardzo starała się znaleźć dla ich inne wytłumaczenie, mimo że wyczuła jego intencje tak samo, jak wyczuwała jego zadowolenie lub złość. To, że zupełnie nie pasowały do relacji, jaka była między nimi, to osobna sprawa. Przyjaźnili się przecież od dziecka… nie, na pewno źle zrozumiała, przecież on na pewno nie… nie chodziło mu o to, że… oh rety, rety. „Nie no bez przesady, przecież to Namir! Wygłupia się jak zawsze, to wszystko, co też mi po głowie chodzi”, postanowiła sobie w myślach miętosząc w palcach rant koszuli. Zaraz puściła go jednak speszona i wygładziła szorstki materiał, zerkając ukradkiem na lisa.
        Jej myśli uspokoiły się nieco, gdy zmiennokształtny zaczął opowiadać. W międzyczasie zbliżyła się do Samiela i wędrowała przy jego boku, jednocześnie spoglądając na Namira, gdy mówił. Cieszyła się, że nie ukrywa się ze swoją historią przed Zabójcą. Początkowo słuchała przyjaciela ze wzrokiem utkwionym przed sobą lub po bokach drogi, z czasem jednak zaczęła znów spoglądać na niego, a gdy jego opowieść się rozwinęła, nie spuszczała już z niego oczu. Teraz zrozumiała niechęć, z jaką przyjmował wieść o profesji Samiela i to, że ona miała podobne aspiracje. W końcu Leila sama pchała się w coś, z czego on się ledwo wyrwał. A właściwie nawet nie uciekł do końca, bo przeszłość najwyraźniej się o niego upomniała.
        Spojrzała wystraszona na wóz, gdy koło uderzyło z hałasem w jeden z wystających kamieni, ale wbrew jękom Duila nie było z wozem najgorzej. Potoczyła chwilę wzrokiem po kłócących się elfach, ale nie skupiła na nich większej uwagi, przejęta tym, co mówił Namir.
        - Teraz się tu pojawiła? – zapytała z niedowierzaniem. – Teraz, podczas walki? I uwięziła cię w tej postaci? – syknęła przyciszonym głosem, nie mogąc wręcz uwierzyć w to, co mówi. Sytuacja nie tylko była nieprzyjemnie irracjonalna, ale trącała też czułą nutę w sercu dziewczyny. Ją uwięziono w ludzkiej formie na lata, Namira teraz w pośredniej, której tak nie lubił. Drobne dłonie Leili zacisnęły się w pięści.
        - Czego chce? – zapytała wprost, uznając za oczywiste, że trzeba szybko uporać się z tym zadaniem i przywrócić Namirowi wolność. Słysząc nietypową prośbę potrząsnęła głową zaskoczona, aż podskoczyły rude pukle.
        - Chyba sobie żartujesz – fuknęła, zupełnie nie biorąc takiego rozwiązania pod uwagę. Chyba do reszty mu padło na głowę, jeśli myśli, że ona mogłaby go kiedykolwiek skrzywdzić. Nie zrobiłaby tego, nawet gdyby on miał zranić ją. Zaskoczenie przemieniało się powoli w irytację, ale ta nagle zgasła niczym zdmuchnięty płomień świecy, gdy zastąpiło ją zmartwienie. Odruchowo wyciągnęła rękę za Namirem, gdy ten zaczął miotać się w szale, ta jednak szybko została odtrącona i Leila przyciągnęła dłoń do siebie. Przyglądała mu się tylko niepewnie, nie wiedząc, co się stało i szukając wzrokiem odpowiedzi kolejno u Duila i Japkera. Szybko jednak zdała sobie sprawę, że znajomi lisa jeszcze jakiś czas temu nie wiedzieli w ogóle, że jest zmiennokształtnym, więc i pewnie z tym zachowaniem nie są zaznajomieni. Stała więc tylko bezradnie, obserwując jak jej przyjaciel walczy z samym sobą, nim uniósł się nagle, informując o zbliżających się strażnikach. Sama nie poczuła ich wcześniej i teraz zadarła lekko głowę, węsząc w powietrzu, a płatki jej nosa poruszały się nieznacznie. Dolatywał do niej słaby zapach obcych, ale Namir zawsze miał bardziej wyczulony zmysł powonienia niż ona, więc uwierzyła mu nawet, gdy rozpoznał jednego ze strażników.
        Mimo lekkiego niepokoju, z rozbawieniem obserwowała wymianę zdań między Duilem a Felipie, przy czym artystka trajkotała z szybkością szczebioczącego ptaka, tylko dodając barw swoim wypowiedziom. Leila jawnie się już uśmiechnęła, gdy Samiel został wybrany na ochotnika, by pilnować prawdomówności elfki. Z jakiegoś powodu postawienie poważnego Zabójcy w takiej sytuacji wydawało jej się strasznie śmieszne i kątem oka zerkała na Przemienionego, czy ulegnie, czy będzie protestował. Nie rozumiała oporów Duila przed tym, by Felipie udała się do znajomej, w końcu czym mogło to grozić? Felipie była… Felipie. Nawet Leila to widziała, zaledwie po jednym dniu znajomości, i niewiele było chyba osób i rzeczy, które mogły ją zmienić. A tego się chyba obwiał elf, jakiejś zwiększonej intensywności zachowania artystki. Lisica obserwowała ją ciągle, jak gra na emocjach, jak przemawia, słowami i mimiką, wymagając na swoim towarzyszu decyzję. Chociaż przez większość czasu zachowywała się śmiesznie, stawiała jednak zawsze na swoim, co nie umknęło uwadze Leili. Na pytanie, które padło w jej stronę jedynie wzruszyła ramionami z miłym uśmiechem.
        - Felipie, zatrudniłaś nas, idziemy tam gdzie ty – pozwoliła sobie odpowiedzieć za nich obojga, zerkając tylko pytająco na Samiela, czy nie ma jednak nic przeciwko. Tak czy siak musieli ominąć przecież straże, a Namira koniecznie trzeba było opatrzyć. Nie wykrwawi się, ale chodzenie z rozbabraną raną na pewno mu nie pomoże.
Avatar użytkownika
Leila
Mieszkaniec Sennej Krainy
 
Inne Postacie: Callisto, Avellana, Sonea, Mathias, Emma, Cat, Lexi, Maia, Ananke, Eva, Ratri, Rakel, Lena, Rain,
Rasa: Lisołaczka
Aura: Podchodząc do aury, jej siła okazuje się niezbyt wyrazista, właściwe można ją nazwać nawet słabą. Została ona pokryta z jednej strony farbą silnie żelazną, natomiast z drugiej przyjemnie miedzianą. Otula ją szmaragdowe światło, które niczym kołdra w burzową noc daje bezpieczeństwo, aczkolwiek nie jest ono takie pewne. Nie słychać żadnych dźwięków co niejednego może zaskoczyć. Wydziela średnio miłą woń mokrej sierści. W dotyku zaskakuje swą miękkością i tym jak wspaniale się wygina na różne strony i sposoby, co świadczy o jej elastyczności. Dodatkowo, a nawet paradoksalnie jest w wielu miejscach ostra jak brzytwa i trzeba uważać, by się nie zranić, będąc zmylonym aksamitnym puchem, który ją pokrywa. W smaku okazuje się lepka, aczkolwiek czasami staje się sucha.
Wygląd: Jako człowiek, Leila jest niezwykle drobną, smukłą dziewczyną, mierzącą zaledwie 165 cm. Bladą twarz w kształcie serca zamieszkują duże, bystro i przenikliwie spoglądające, jasnobłękitne oczy, ciemniejące zdecydowanie wraz z nadejściem nocy lub podczas pochmurnego dnia. Gęsty las czarnych rzęs, otaczających oczy, rzuca cień na nierównomiernie rozrzucone na lekko zadartym ... (Więcej)

Postprzez Samiel » Cz paź 12, 2017 6:12 pm

Właściwie, mógł powiedzieć, że było ich „sześciu”, a nie „tylko sześciu”. Dopiero później zdał sobie sprawę, że mogło to zabrzmieć, jakby się przechwalał… a on nie przepadał za robieniem czegoś takiego. Nie wiedział, ilu zabiła lisołaczka, jednak na pewno liczba ta była mniejsza niż ta, którą podał – może nie zauważyłaby tego, gdyby nie to „tylko”. Z drugiej strony, on pewnie nie przejmował się, gdyby ktoś o wiele lepiej wyszkolony zabił więcej ludzi niż on, oczywiście, jeśli byłby na miejscu zmiennokształtnej. Jak dobrze, że aktualnie, osoby zabijające lepiej od niego są rzadkością. W każdym razie, droga była odblokowana, a ciała, mniej więcej, sprzątnięte na bok, więc mogli ruszyć dalej.

Mimowolnie przyspieszać kroku, dołączył do dwójki lisołaków. Na początku nie przysłuchiwał się ich rozmowie, jednak później zmienił nastawienie i zaczął słuchać opowieści Namira, chociaż na początku spodziewał się, że nie będzie chciał o tym mówić, gdy nie może rozmawiać z Leilą w cztery oczy. On i dziewczyna znali się już wcześniej, więc niczym dziwnym nie było to, że ufał jej bardziej niż jemu… o ile w ogóle można było mówić tu o zaufaniu między nimi dwoma. Im dłużej Namir opowiadał o swoim życiu, tym bardziej Samiel rozumiał, jego niechęć do tego, że lisołaczka chce uczyć się zabijania, a później, może, właśnie w ten sposób zarabiać na życie. Mógłby coś powiedzieć na ten temat, jednak nie chciał przerywać, chociaż chwilę później i tak do uszu wszystkich dobiegł dźwięk koła uderzającego o kamień, co po chwili zmieniło się w kłótnię w języku elfów. Najpierw ograniczyło się to do Duilego i Japkera, jednak później dołączyła do nich Filipie, którą najpewniej musieli zbudzić. Chyba chciała pogodzić kłócących się mężczyzn, jednak Namir wrócił do swojej opowieści, a Samiel zaczął słuchać go ponownie.
         – Pewnie, chociaż myślę, że użycie ostrzy będzie naprawdę ostatecznością – odpowiedział po chwili. Możliwe, że słowa te wypowiedział ze względu na Leilę, chociaż dziewczyna na pewno zareaguje jakoś na to, że Samiel będzie gotów zabić jej przyjaciela, jeśli sytuacja będzie naprawdę zła. Z drugiej strony, zapewnił, że po sztylety sięgnie w ostateczności, więc lisołaczka mogła mieć pewność, iż przedtem spróbuje zrobić wszystko, co nie będzie wymagało poważnego zranienia Namira albo nawet zabicia go.

Nagle zmiennokształtny wydawał się zachowywać tak, jakby chciał zaprezentować przykład, jak może wyglądać początkowa faza wpadania przez niego w szał… przynajmniej tak stwierdził sam Samiel, oczywiście wyłącznie w swojej głowie. Prawą ręką zagrodził drogę przed Leilą, wykorzystując do tego to, że cały czas szła obok niego. Przekaz był jasny i mówił, że lepiej teraz nie podchodzić do Namira.
Strażnicy… Cóż, Samiel też nie miał o nich najlepszego zdania, a także nie był z nimi w dobrych stosunkach. Już kilka razy na własnej skórze przekonał się o tym, że, jeśli ma się możliwość, powinno się ich jakoś ominąć, żeby szybciej dotrzeć na miejsce. Możliwe, że akurat ci strażnicy nie skojarzą go, jednak to nie zmienia faktu, że i tak zaczęliby dochodzenie, gdyby tylko zauważyli ślady po walce, czym mogłyby być plamy krwi albo wgłębienia jasno świadczące o tym, że z właśnie z tego, konkretnego miejsca została wyrwana strzała. W dodatku przeszukują oni wozy, więc Samiel był niemalże pewien, że jeden z nich w końcu zauważy coś, co sprawi, że zatrzymają ich na kilkugodzinne przesłuchanie, będą chcieli sprawdzić miejsce, w którym walczyli z leśnymi bandytami i tak dalej… a to może potrwać naprawdę długo.
         – Myślę, że ominięcie ich jest dobrym pomysłem, jeśli nie chcemy spędzić połowy dnia na przesłuchaniach. Uwierzcie mi, że wiem, o czym mówię – odparł, a słowa te mimowolnie przyniosły ze sobą wspomnienia dawnych lat…
Był wtedy w podobnej sytuacji, jednak podróżował w tamtym czasie z grupką najemników. Wyszkolonych najemników. Zostawili wtedy za sobą trzydzieści dwa ciała, bo bandyci myśleli, że liczebnością będą w stanie przewyższyć umiejętności Samiela i sześciu innych, którzy z nim podróżowali. Przeliczyli się i to bardzo, bo zabójca i najemnicy skończyli z kilkoma ranami, z którym żadna nie była groźna. Co do bandytów… cóż, wszyscy zginęli. Poszli szlakiem dalej, zmierzając ku swemu celowi. Co prawda, wiedzieli, że na skrzyżowaniu spotkają strażników, jednak nic sobie z tego nie robili. Sytuacja okazała się bardziej skomplikowana, niż im się wydawało, bo jeden z mężczyzn zauważył ich rany i od razu zaczął zadawać pytania. Każdy z nich wiedział, co zaszło, więc ich wersje zgadzały się, jednak strażnicy i tak im nie wierzyli, a ich dowódca kazał jednemu z nich zaprowadzić jego i trzech innych na miejsce. Powiedział, że ciała będą wystarczającym dowodem i muszą je zobaczyć, żeby potwierdzić ich opowieści, albo zaprzeczyć im, co może wiązać się z nieprzyjemnymi konsekwencjami. Grupa zagrała w prostą grę i przegrany miał pójść ze strażnikami – wypadło na Samiela. Pogodził się z tym i zaprowadził ich na miejsce… Wszystko skończyło się dobrze, co więcej, dostali nawet nagrodę pieniężną, bo okazało się, że szef tamtej bandy był poszukiwanym przestępcą. Sumę podzielili między sobą i ruszyli dalej. Niby wszystko skończyło się dobrze, jednak stracili praktycznie cały dzień na to „śledztwo”.

Wspomnienie wciągnęło go w siebie na chwilę, niczym wzburzone wody podczas sztormu zaciągają w głębiny nieszczęśników, którzy, zmuszeni przez coś lub kogoś, właśnie w nich pływają. Przez to nie słyszał części rozmowy między elfami, a także mimowolnie zgodził się na to, czego chciał od niego Duil. Dopiero po chwili zdał sobie sprawę, że poprosił go o to, żeby patrzył na palce u stóp Filipie i pilnował, żeby elfka ich nie krzyżowała.
         – Moglibyśmy jechać prosto i wpaść na strażników, jeśli macie naprawdę dobre wytłumaczenie na te plamy krwi na wozie i ślady po strzałach – wtrącił Samiel. Wiedział, że Filipie może odebrać to jako stawanie po jej stronie, jednak dla niego nie miało to znaczenia. Według niego, jego słowa były dość dobrym argumentem i ktoś, kto był już w podobnej sytuacji, powinien zrozumieć, co też kryje się w tym zdaniu.
         – Leila ma rację – stwierdził krótko, gdy to w ich rękach pozostała decyzja co do tego, gdzie mają jechać. Samiel naprawdę nie miał nic przeciwko omijaniu straży.
Avatar użytkownika
Samiel
Szukający Snów
 
Nagrody: Obrazek
Inne Postacie: Calathal, Cain, Vergil, Jon, Kelsier, Nessus, Fenrir, Malthael, Salazar, Constantin,
Rasa: Przemieniony (z Sanginiera)
Aura: Gęsta żelazna powłoka kryje w sobie drogi, jakby korozje doświadczeń, które wypełnione zostały cynową cieczą. Wciąż żywo lśni i płynie przywarta grawitacją do wyznaczonego pola. Wszystko to wywołuje skojarzenie skalistych terenów, które nie zostały okryte niczym więcej. Dzięki temu emanacja zdaje się być niebywale surowa i twarda - i taka też jest. Trudno jest naruszyć niezłomną powłokę o dosyć gładkiej nawierzchni. Cyna jest tutaj wyboiście giętka, zaś żelazo nastroszone ostrością. Emanacja trwa w bezkresnej afonii. Wydziela z siebie tajemniczy zapach. Trudno go w jakikolwiek sposób ująć czy tez opisać. Z pewnością jest on nietypowy dla wielu czytelników, aczkolwiek kryje w sobie tę jedną nutę rozpoznawalnego, ludzkiego potu. Smakuje gorzko, co idealnie współgra z lepiącą się łagodnością.
Wygląd: Magiczne mutacje, które uczyniły z niego przemienionego, sprawiły też, że, między innymi, proces starzenia się jego ciała uległ mocnemu spowolnieniu i przez to, demon mający na karku trzy i pół setki wygląda jak mężczyzna, który ma około trzydziestu lat. Atletyczne ciało skrytobójcy jest bardzo dobrze zbudowane z widocznymi mięśniami, które, co prawda, nie są, aż tak ... (Więcej)

Poprzednia strona

Powrót do Wodospad Snów

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron