Karczma [Gdzie kończy się jedna przygoda, zaczyna się inna]


Rododendronia od wieków strzeże północnych krańców Środkowego Królestwa, zapewniając położonym bardziej na południe miastom względny spokój. Na północy krążą hordy potworów, których to dzielni wojownicy - swoją drogą jedni z najlepszych - usiłują trzymać z daleka od spokojnych ziem na południu. Królestwo Rododendroni posiada kopalnie najczystszego żelaza, z którego lokalne kuźnie wytapiają najznakomitszą stal, co zdecydowania ułatwia zadanie obrońcom.

Postprzez Kin » Wt kwi 01, 2014 2:06 pm

- Stałe życie wcale nie jest takie nudne! - odparła z uśmiechem. Jakieś krzesło z trzaskiem przewróciło się na podłogę, lecz szybko zostało znowu postawione na nogi. Kin widziała, że nie tam było jego miejsce, ale za sprzątanie miała zamiar zabrać się dopiero, gdy radosna gromadka wyczołga się z karczmy, by udać się do swoich domostw.
- Patrzy na tych tam. Rododendronię zamieszkują na stałe, a z każdym dniem przynoszą mi coraz to nowsze historyjki ze swojego życia - powiedziała radośnie, wciąż wpatrując się w głąb sali. - Choć jak tak na nich patrzę... Pewnie połowa jest zmyślona - dodała po chwili i uśmiechnęła się sama do siebie.
- Karczemną historię? Ha! Jasne, że takie mam. Mam ich mnóstwo. Są pełne piwa, muzyki i... wymiocin - odpowiedziała krzywiąc się trochę. - Czasem trafi się jakiś klient z charakterem i zabrudzi mi krwią podłogę... Ale nie uznaję tego za specjalnie godne uwagi. Za barem to ja głównie przyjmuję zamówienia. Bo widzisz... A zresztą, co ja ci będę opowiadać. Lepiej ci pokażę!
Kin rozejrzała się ostatni raz po sali i gdy uznała, że nic nie odbiega zbytnio od normy, zeskoczyła ze skrzyni, która kolejny raz lekko się zatrzęsła. Zanotowała sobie w pamięci, żeby ją jak najszybciej wymienić. Ominęła kilka worków, które dostarczono jej dzisiejszego ranka, a których zawartości jeszcze nie znała, weszła za ogromny kredens, który stojąc przy ścianie, sprawiał wrażenie, iż do niej przylegał. Kilka stojących nieopodal beczek sprawiało, że do tego miejsca prawie nie docierało światło. Krasnoludzica wyjęła brzęczący pęk kluczy, odruchowo wyciągnęła odpowiedni i otwarła zamek. Drzwi były dużo nowsze od głównych, otwarły się więc płynnie.
- Idziesz, czy nie? - ponagliła norda, przekraczając już próg. - Uwaga, trochę tu ciepło. Zapłaciłam całkiem sporo magowi, który załatwił mi to palenisko... Ogień mi w nim nie gaśnie. Oczywiście trzeba do niego dokładać, żeby się mocniej paliło, ale roboty jest mniej.
Kuźnia Kin nie była duża. Przez spore okno umieszczone dość wysoko wpadało sporo księżycowego blasku. Głównym źródłem światła był jednak płomień w palenisku, który odbijał się od wielu leżących na długim stole świecidełek. Kamienie, stara biżuteria i niedokończone dzieła rzucały kolorowe błyski na zniszczony blat mebla. W centrum kuźni stało oczywiście kowadło, o które tym razem nie było oparte żadne narzędzie.
- No. Tak sobie pracuję - powiedziała z zadowoleniem, opierając ręce na biodrach.
Avatar użytkownika
Kin
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Enadelia, Hatya, Sira, Melisa, Astra,
Rasa: Krasnolud
Aura: Niezwykle jasna i błyszcząca, chociaż przeciętna w swojej sile aura o barwie cynkowej z nutką miedzi, odznaczająca się topazowo-szmaragdową poświatą. Wydziela dość nietypowy zapach, który można określić mianem metalicznego, nie wydaje zaś żadnego dźwięku. W dotyku jest niezwykle twarda, giętka oraz nieco sucha, o ostrych krawędziach. Smakuje pikantnie.
Wygląd: Kin jest postacią, która bez cienia wątpliwości wyróżnia się z tłumu. Jest dość wysoka jak na krasnoludzicę, mierzy aż 130 cm. Jest szeroka w biodrach i ma widoczne krągłości, lecz nie można o niej powiedzieć, że jest otyła. Ma bardzo muskularne ramiona, stara się to jednak ukryć pod luźnymi rękawami koszuli. Skórę w niektórych miejscach szpecą szarawe, lekko wypukłe ... (Więcej)

Postprzez Fûtherg » Wt maja 06, 2014 9:37 pm

Zaciekawiony tym, co też młodziutka nordka chce mu pokazać na zapleczu, krasnolud nie ociągając się ruszył za nią, oczywiście zabierając ze sobą swój nieodłączny topór. Nie zrobiło na nim większego wrażenia ciepło, jakie panowało w prowizorycznej kuźni, w swoim życiu, pracował już w znacznie gorętszych warunkach. Powoli podszedł do stworzonych przez nią wyrobów, krytycznym okiem przyglądając się jej dziełom. Nie było to mistrzowskie wykonanie, jednak dziewczyna musiała wiedzieć co robi. W kilku miejscach dostrzegł skazy, które należało poprawić. Z zadowoleniem jednak pokiwał głową nad wybieranymi przez nią kamieniami. W końcu podszedł do pieca.
- Zadziwiające, że w tym mieście, tak niechętnym w stosunku do magii, pozwolono ci mieć magiczny piec. - Odwrócił się do Kin. - Ha! Skoro już tu jesteśmy, to nie mogę się powstrzymać i zabieram się do pracy. Przyniosę tylko parę rzeczy z wozu...


Krasnolud poświęcił całą no, na dopieszczanie wszelkich szczegółów, choć mógłbym to zrobić znacznie szybciej. Jednak jak na mistrza kowalstwa przystało, nie zamierzał odwalić fuszerki, szczególnie, że efekt miała podziwiać jedna z kobiet jego rasy, a jak wiadomo każdy krasnolud potrafi ocenić staranność z jaką wykonano dany przedmiot. Same zawiasy były gotowe bardzo szybko, idealnie dopasowane tak by przez długie lata chodziły płynnie, nawet gdyby zapomniano je oliwić. Jednak najważniejsza dla norda część, wciąż czekała na ukończenie...
Nieliczni wchodzący do karczmy, zwróciliby na uwagę zmiany jakie w niej zaszły, ale krasnolud był zadowolony ze swojej pracy. Nowe zawiasy nie dość, że chodziły prawie bezgłośnie, to gdyby przyjrzeć im się dokładniej - można dostrzec, że każdy z nich, wydaje się mieć wprawione piękne, srebrne kamienie. Jest to jednak tylko złudzenie, gdyż całość jest jednym stopem metalu, a jedynie wyżłobionym i oszlifowanym tak perfekcyjnie by stwarzać taki efekt. Co ciekawe krasnolud znalazł nawet dość czasu tej nocy, by wymienić również zamek w drzwiach. Choć sam nie znał się zbytnio na działaniu takowych, wykucie odpowiednich elementów oraz podmienienie ich ze starymi - to była dziecinna igraszka. Ten element również był zdobiony, jednak tym razem w miniaturowy bluszcz, który zdawał się wyrastać z dziurki od klucza, by obrosnąć wszystkie elementy widoczne, gdy drzwi pozostają zamknięte.
Gdy pierwsze promienie słońca zajrzały w okna karczmy, wszystko było gotowe, a stary krasnolud siedział przy jednym ze stolików popijając piwo - które sam sobie pozwolił nalać. Miał nadzieję, że Kin nie postanowi urwać mu głowy, za samoobsługę...
Avatar użytkownika
Fûtherg
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
 
Inne Postacie: Akkarin, †Tantlak†, Adrastos,
Rasa: Krasnolud
Aura: Aura o sile przekraczającej przeciętność barwy złota i żelaza. Posiada szafirową, matową poświatę, a jej barwy są wyblakłe. Roztacza przyjemne ciepło, a wokół niej można usłyszeć wyładowania energii. Wydziela won paleniska, jak i stali. W dotyku aura jest twarda i raczej sztywna, jej powierzchnia jest chropowata i ostra. W smaku natomiast można rozróżnić ostrą i gorzką nutę, jest sucha.
Wygląd: Fûtherg mierzy około czterech i pół stopy wzrostu, ma krępą postać, o niedźwiedziej posturze, oraz muskularnych ramionach. Sprawia wrażenie
ociężałego. Jego twarz, o groźnych rysach zdaje się być jakby wyciosana z kamienia. Lekko zgarbiony nos, oraz lazurowe oczy o przenikliwym
spojrzeniu dopełniają obrazu. Śnieżnobiałe z powodu wieku włosy, dodają jego sylwetce ...
(Więcej)

Postprzez Kin » Wt lis 04, 2014 12:13 pm

        Piękna, zgrabna i urocza. Opuściła jeden z pokoi na piętrze, dbając przy tym o to, by nikogo nie obudzić choćby najmniejszym szmerem. Suknia, która niewątpliwie kontrastowała z wyglądem gospody, była równie piękna jak ona sama. Materiał, z której została uszyta niewątpliwie wyglądał na czysto szlachetny. Aż trudno było uwierzyć, że kobieta pozwala trenowi sukni ocierać się o drewnianą podłogę, w którą wycierało buty już tak wielu. Oparła się o balustradę i spojrzała na główną salę, w której można było dostrzec jedynie jedną ewidentnie trzeźwą i aktywną osobę. Czyjaś noga wystawała spod stołu, jakaś ręka ściskająca kufel leżała pod barowym krzesłem. Pochrapujących właścicieli można było jedynie usłyszeć.
        Zeszła ostrożnie po schodach, omijając coś, co przypominało zawartość czyjegoś żołądka. Jej twarz pozostała niewzruszona. Przeszła przez salę, tym razem nie zwracając uwagę na to, by zachować szczególną ciszę. Obcasy butów równie szlachetnych, co reszta jej ubioru, stukały rytmicznie na kamiennej podłodze. Zatrzymała się przy drzwiach wejściowych przyglądając się im uważnie. Uśmiechnęła się ujmująco, nacisnęła klamkę i zrobiła pierwszy krok na zewnątrz. Zatrzymała się jednak, by jeszcze raz obejrzeć się na salę. Wyglądała zupełnie, jakby zostawiała za sobą coś niewyobrażalnie ważnego. A później zniknęła za drzwiami pozostawiając za sobą jedynie cichy trzask, który rozniósł się po karczmie echem.
        - A ta to kto? - spytała z niedowierzaniem Kin, która właśnie wyszła ze swojej pracowni. Była ewidentnie niewyspana. Przez pół nocy starała się ogarnąć biesiadę, która rozpętała się w jej karczmie. Jak łatwo było jednak stwierdzić, bezskutecznie.
        - Cholera... Znowu będę sprzątała do wieczora... - Weszła za bar, znikając za nim kompletnie. Szperała tam chwilę w przeróżnych szafkach i szufladach. - Podwójna cholera. Nie ma nawet nic do żarcia. Pijani wieśniacy żrą, jak smoki. Na szczęście płacą jak szlachcice...
        Przeczesała palcami zlepione miejscami piwem włosy i poprawiła zdecydowanie za dużą koszulę, by wyglądać choć odrobinę, jakby była w pracy. Podeszła do drzwi z istnym zaciekawieniem. Przyglądała się im bardzo długo i naprawdę dokładnie. Dopiero po kilku dobrych minutach odwróciła się w stronę krasnoluda i posłała mu radosny uśmiech.
        - No, no. Próbowałam znaleźć jakieś niedociągnięcia, ale wygląda na to, że nawet w środku nocy potrafisz pracować całkiem nieźle. - Wiedziała, że "całkiem nieźle" miało niewiele wspólnego z faktycznym efektem nocnej pracy.
Avatar użytkownika
Kin
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Enadelia, Hatya, Sira, Melisa, Astra,
Rasa: Krasnolud
Aura: Niezwykle jasna i błyszcząca, chociaż przeciętna w swojej sile aura o barwie cynkowej z nutką miedzi, odznaczająca się topazowo-szmaragdową poświatą. Wydziela dość nietypowy zapach, który można określić mianem metalicznego, nie wydaje zaś żadnego dźwięku. W dotyku jest niezwykle twarda, giętka oraz nieco sucha, o ostrych krawędziach. Smakuje pikantnie.
Wygląd: Kin jest postacią, która bez cienia wątpliwości wyróżnia się z tłumu. Jest dość wysoka jak na krasnoludzicę, mierzy aż 130 cm. Jest szeroka w biodrach i ma widoczne krągłości, lecz nie można o niej powiedzieć, że jest otyła. Ma bardzo muskularne ramiona, stara się to jednak ukryć pod luźnymi rękawami koszuli. Skórę w niektórych miejscach szpecą szarawe, lekko wypukłe ... (Więcej)

Postprzez Fûtherg » So gru 06, 2014 9:30 pm

Fûtherg nie zwrócił większej uwagi na wychodzącą kobietę. Choć dla przedstawiciela innych ras mogłaby uchodzić za uosobienie piękna, dla starego norda nie była warta nawet przelotnego spojrzenia. Jego spojrzenie na urodę było bardzo mocno "skrzywione"... Za chwilę jednak pojawiła się i Kin, we własnej osobie.
Krasnolud zaśmiał się głośno słysząc pochwałę krasnoludzicy. Może i nie słodziła mu nadmiernie, ale on też tego nie oczekiwał. To co powiedziała, skrywało dość pochwał.
- Prędzej wiewrna przez ucho igielne przefrunie, niż ja pozwolę sobie na niezadowolonego klienta. Albo klientkę. - Puścił do niej oko, a potem zaśmiał się ponownie. - Dzisiaj pewno pozbędziesz się mnie na cały dzień. Trza mi będzie się urządzić w końcu. A i stajnia się zwolni! Ale spokojnie dziecinko, spokojnie. Stary krasnolud jeszcze wpadnie w odwiedziny. W końcu szkoda, by tak dobre piwo marnowało się stojąc w beczkach!
Stary krasnolud podniósł się z krzesła, odstawiając pusty kufel. Z sakiewki wysupłał jeszcze kilka monet, które podał młodziutkiej karczmarce.
- To za piwo. A teraz musisz mi wybaczyć, bo trza mi rozprostować kości. - Po tych słowach opuścił przybytek, ruszając na "podbój" miasta. Miasta, które do końca życia miało stać się jego nowym domem...
Avatar użytkownika
Fûtherg
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
 
Inne Postacie: Akkarin, †Tantlak†, Adrastos,
Rasa: Krasnolud
Aura: Aura o sile przekraczającej przeciętność barwy złota i żelaza. Posiada szafirową, matową poświatę, a jej barwy są wyblakłe. Roztacza przyjemne ciepło, a wokół niej można usłyszeć wyładowania energii. Wydziela won paleniska, jak i stali. W dotyku aura jest twarda i raczej sztywna, jej powierzchnia jest chropowata i ostra. W smaku natomiast można rozróżnić ostrą i gorzką nutę, jest sucha.
Wygląd: Fûtherg mierzy około czterech i pół stopy wzrostu, ma krępą postać, o niedźwiedziej posturze, oraz muskularnych ramionach. Sprawia wrażenie
ociężałego. Jego twarz, o groźnych rysach zdaje się być jakby wyciosana z kamienia. Lekko zgarbiony nos, oraz lazurowe oczy o przenikliwym
spojrzeniu dopełniają obrazu. Śnieżnobiałe z powodu wieku włosy, dodają jego sylwetce ...
(Więcej)

Poprzednia strona

Powrót do Rododendronia

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron