Rynek w centrum miasta


Rododendronia od wieków strzeże północnych krańców Środkowego Królestwa, zapewniając położonym bardziej na południe miastom względny spokój. Na północy krążą hordy potworów, których to dzielni wojownicy - swoją drogą jedni z najlepszych - usiłują trzymać z daleka od spokojnych ziem na południu. Królestwo Rododendroni posiada kopalnie najczystszego żelaza, z którego lokalne kuźnie wytapiają najznakomitszą stal, co zdecydowania ułatwia zadanie obrońcom.

Postprzez Azajasz » Śr lip 11, 2018 8:26 pm

Azajasz jakby na chwilę ogłuchł i przez kilka sekund nie odpowiadał. Dopiero usłyszawszy głos Safiry wrócił do rzeczywistości. Dziewczyna mówiła coś, ale dla anioła było to zupełnie niezrozumiałe. Za to krew, którą kaszlała była sygnałem, że nie ma na co czekać. Musiał się zgodzić na teleportowanie jej do miasta. Było gorzej, niż sądził. Magia Safiry, Malachiego i Azajasza powinna postawić ją do pionu, tymczasem nie było z nią dobrze. Mężczyzna w głębi duszy był przerażony jak nigdy dotąd, bo z Safiry uchodziło życie. Jedna część jego duszy chciała być przy niej, druga, ta bardziej świadoma wiedziała, że jedyną saensowną decyzją była teleportacja.
- Weźcie ją - odpowiedział, gdy dotarł do niego również krzyk dowódcy. Azajasz nie zachowywał się normalnie i z pewnością jego kompani to zauważyli. Jednak mało go to obchodziło, bo liczyła się Safira i tylko ona.
- Niech zabierze ją do królewskiej uzdrowicielki - powiedział już bardziej rzeczowo.
- Ona na pewno coś poradzi. W zamku są magowie, oni też muszą pomóc. Strzała musiała być zatruta, inaczej nie kaszlałaby krwią. Musi mieć krwotok wewnętrzny, którego nie zdołaliśmy uleczyć. A jeśli my tego nie potrafimy, to musimy zawierzyć ją magom z twierdzy. Tylko oni mają silniejsze moce. Jej płuca zalewa krew. Jeśli szybko jej nie pomogą, to się udusi - Azajasz mówił już całkiem do rzeczy, krzyk Malachiego całkowicie wyrwał go z letargu. Wstał biorąc na ręce omdlałą Safirę. Była cała we krwi. Tunikę miała w plamach, po ręce ciekła jej stróżka czerwonej posoki. Zresztą Malachi i Azajasz nie wyglądali lepiej. W końcu próbowali ratować przyjaciółkę.
- Bierz ją, już! - ponaglił współtowarzysza Ananke.
- Nie można czekać...
Avatar użytkownika
Azajasz
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Niara, Villemo, Saira, Aruviel, Jasmina, Nani, Sava, Siren, Ziva, Zayra, Aurelia, Rumianek, Sasanka, Nivalia, Anette,
Rasa: Anioł Światła
Aura: Jest to już niezbyt połyskliwa aura, chociaż do leciwych przydymionych barw wciąż jej daleko. Nie przywita cię ona zbyt chętnie. Od razu da się tutaj wyczuć chłód skłaniający do zachowania dystansu i rozsądku, chociaż emanacja wybrzmiewa przyjaznym i harmonijnym tonem licznych głosów. Próżno też czekać wywołanych przez nią pogodnych wrażeń. Jej smak jest pełen goryczy, ubarwiony delikatnie lepkim aspektem. Dominuje tutaj żelazo, będąc jakby całym sednem tej aury. Jest gładko wypolerowane i wystarczająco twarde jak na ten metal. Nie brak w nim również ostrych krawędzi. Jedynie miejscami wypatrzysz niewielkie skazy pośród stali, drobne opiłki cyny i cynku mieszające się ze sobą, z jednej strony sprzeczne, z drugiej opowiadające niespokojną drogę emanacji. Intensywny obsydian odbijający się we wszystkich powierzchniach, zdaje się być wręcz żałobnym. Wraz z ciężką wonią mirry stanowią wyraziste połączenie, dobrze komponujące się z resztą srogiej w odbiorze aury. Na koniec da się tu wyczuć ledwie uchwytny cień kwaskowego posmaku dobrze zamaskowanego przez resztę doznań, a może tylko ci się wydawało...
Wygląd: Azajasz jest postawnym mężczyzną o szerokich barkach i stosunkowo wąskich biodrach. Mierzy 190 cm wzrostu, co czyni go wysokim, choć przy dowódcy i tak wygląda na niskiego. Ogółem jednak spokojnie można pokusić się o stwierdzenie, że jest potężnym mężczyzną o sporej muskulaturze. Ma wyćwiczone ramiona od miecza. Jego brzuch jest płaski i twardy dzięki codziennym ćwiczeniom. ... (Więcej)

Postprzez Ananke » Śr lip 18, 2018 6:25 pm

        Ananke stała wyraźnie spięta i rozdarta między chęcią natychmiastowego działania w sytuacji bezpośredniego zagrożenia, a szacunkiem wobec żalu Azajasza oraz niechęcią do wyszarpywania mu rannej z ramion. Czas jednak płynął nieubłaganie. Krwotok został zatamowany, ale strzały nie były zwykłe. Ich groty musiały być otrute lub zaklęte, bo Saphira zachowywała się co najmniej jak odurzona lub wciąż ranna mimo tak licznych magicznych ingerencji w jej organizm, który powinien dawno już poradzić sobie z obrażeniami. Potrzebna była jednak interwencja Malachiego, by Azajasz się opamiętał i Ananke nie czekała już na kolejne potwierdzenie. Skinęła tylko głową i Bastien doskoczył do anielicy, ostrożnie przejmując ją w ramiona. Nawet nie kłopotał się ze wstawaniem, tylko zniknął tak, jak klęczał, z kobietą w objęciach.
        Zapadła nienaturalna cisza. Wysłana na polowanie grupa smoczych jeźdźców oddaliła się już na tyle, że nie było słychać nawet ciężkich kroków ich wierzchowców po udeptanym trakcie. Ananke, Malachi i Azajasz stali zaś niby wrośnięci w ziemię, spoglądając w miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą leżała anielica. Teraz po niej i Bastienie zostały tylko plamy krwi, powoli wsiąkające w ziemię. Pierwsza otrząsnęła się elfka.
        - Chyba i my powinniśmy wracać – powiedziała cicho i odwróciła się, kierując w stronę Iana. Zatrzymała tylko na moment przy Azajaszu. Nie znała go zbyt dobrze, więc powstrzymała się od pokrzepiającego gestu i ręce trzymała przy sobie.
        - Nic jej nie będzie. Już są na miejscu i otrzyma niezbędną opiekę – stwierdziła krótko, ale miękkim tonem. – Może jedź przodem? Będziemy zaraz za tobą.
        Po tych słowach podeszła do swojego smoka i sprawnie wspięła się na jego grzbiet. Znajomym już gwizdem dała sygnał reszcie swojego oddziału i wszyscy jej ludzie zawrócili swoje łuskowate wierzchowce na trakcie, przez moment czyniąc tym małe zamieszanie, ale już po chwili ruszając formacją w stronę miasta.
Avatar użytkownika
Ananke
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Callisto, Leila, Avellana, Sonea, Mathias, Emma, Cat, Lexi, Maia, Eva, Rakel, Lena, Rain, Kimiko, Kiki, Astarte, Segen, Mimosa,
Rasa: Lodowy Elf
Aura: Aura jest wyrazista i silna, nie pozostawiając wątpliwości czy niedomówień. Pierwsze zobaczysz lśniące, wypolerowane żelazo, jednak nie daj się tak łatwo zwieść, gdyż w morzu stali tkwi znacznie więcej barw. Na całej powierzchni możesz dostrzec srebrne opiłki tworzące wraz z żelazem metaliczną mozaikę, dodatkowo upstrzoną kroplami barachitu. Całości dopełniają niknące po chwili smugi kobaltu, oraz wstęgi cyny pojawiające się raz gęściej raz rzadziej, by w najmniej oczekiwanym momencie zniknąć ucięte cieniutkim, acz nieustępliwym łańcuszkiem platyny. Całość lśni piękną szafirową poświatą, gdy zaś wsłuchasz się swym zmysłem w brzmienie aury, dosłyszysz pojedynczy dźwięk niby kurant wybijający godzinę, by momentalnie zostać przywitany radosnym śmiechem licznych dzieci. Gdy przeniesiesz się z wesołego harmidru, ukoi Cię zapach mroźnego lasu, gdzie woń igliwia i żywicy, miesza się z mroźnym wiatrem i rześkim zimowym powietrzem. Próbując dotknąć aury, będzie się ona gięła zwinnie umykając zmysłom, gładka niby jedwab, jednak gdybyś spróbował nacisnąć mocniej spotkasz niezłomny opór twardej powierzchni, która przywita Cię swoimi ostrymi krawędziami. W smaku lepkość doznań jest wręcz trudna do zniesienia, jakby chciała uwięzić Cię na wieki w swej kleistej toni. Cały czas towarzyszyć Ci będzie intensywnie kwaśny posmak, czasem delikatnie przełamany subtelną goryczką.
Wygląd: Ananke już na pierwszy rzut oka kojarzy się z zimnem. Długie, śnieżnobiałe włosy układają się na jej plecach, ucięte równo w połowie ich długości. Niemal zawsze wyglądają na lekko zmierzwione, jakby dziewczyna dopiero co zsiadła z konia lub smoka. Dwa pasma opadają z przodu na jej pierś, splecione niedbale, odsłaniając spiczaste, zakolczykowane uszy. Owalną twarz o ... (Więcej)
Uwagi: Imienia Ananke się nie odmienia, w przeciwieństwie do skrótu - Ana.

Postprzez Azajasz » Śr sie 29, 2018 3:19 pm

Azajasz usłyszał słowa Ananke, ale odpowiedział tylko uniesieniem jednego kącika ust do góry. Ni to uśmiech, ni to grymas, nie dało się jednoznacznie określić czym była jego odpowiedź. Dobrze, że była jakakolwiek, bo znający anioła mogło nie być jej wcale. Martwił się o Safirę niemożliwie. Wręcz odchodził od zmysłów, ale nie dał tego po sobie poznać. Jego uczucie do anielicy jakby wezbrało i teraz uderzało w niego jak serce dzwonu o jego wnętrze. Bez słowa wskoczył na konia. Był cały w krwi, ale nie miał czasu teraz o tym myśleć. Spojrzał na Malachiego, nie chciał odjeżdżać bez pozwolenia dowódcy, ale ten tylko skinął głową. Azajasz nie czekał już dłużej. Spiął konia i ruszył do przodu, wyjeżdżając przed resztę oddziału. Galop jego konia szybko przeszedł w cwał. I tyle widzieli Azajasza. W mgnieniu oka zniknął im z oczu. Nim drużyna zebrała się do kupy anioł był już daleko. Mógł pokazać swoje skrzydła i polecieć. Jego konia mogła zabrać reszta, ale w ten sposób zdradziłby dużynie Ananke swoje pochodzenie. Ona wiedziała kim są, ale reszta nie. Gnał na złamanie karku, by jak najszybciej znaleźć się w mieście, ale odległość była długa, a koń po pewnym czasie zaczął zwalniać. Z cwału przeszedł w galop, a do Azajasza dotarło, że jeśli nie zwolni wykończy swojego wierzchowca. Koń dyszał ciężko, więc anioł zwolnił, ale nie chciał dać mu odpoczywać w kłusie. Musiał wytrzymać. Do miasta było co raz bliżej. W końcu wyjechał z lasu. Wieże na murach obronnych Rododendronii majaczyły w oddali. Był już blisko. Jako anioł miał wstęp do twierdzy. Musiał tylko wjechać boczną bramą, której używali dostojnicy królewscy. Tam go znali, wiedzieli kim jest. Martwił się o Safirę jakby była jego żoną, choć ona nawet nie wiedziała, że Azajasz czuje do niej jakiś afekt. Przypomniało mu się co czuł, kiedy zobaczył swoją rodzinę w kałużach krwi. Miał wrażenie, że jego serce rozdziera się na milion kawałków. A co jeśli ona umrze? Co jeśli odejdzie nawet nie wiedząc, że ktoś, tu na ziemi darzył ją uczuciem? Może powinien jej powiedzieć co czuje? Może powinien jej wyznać wszystko już dawno. Dlaczego tego nie zrobił... Czy naprawdę to, że była w jego drużynie było aż taką przeszkodą? Przecież to tak naprawdę niewiele. Nie musiała go kochać, ale co jeśli ona też coś do niego czuła? Co jeśli jednak wolałby jego niż Malachiego? W głowie Azajasza kłębiły się myśli. Znów pognał konia zmuszając go do cwału. Kiedy wjechał do miasta zwolnił. Tutaj nie mógł tak gnać. Zsiadł z konia i oddał go strażnikowi. Mężczyzna dobrze znał anioła. Azajasz poprosił strażnika by ten odprowadził jego konia do stajni przy ich kwaterach, ten się zgodził.

Anioł ruszył biegiem przez miasto. Wybierał mniejsze uliczki, żeby ominąć tłum. Biegł i biegł, choć czuł, że forsuje swój organizm, to nie zamierzał przestać. Wpadł przez boczną bramę na dziedziniec twierdzy. Odbił w bok i ruszył do bocznego wejścia. Zatrzymali go strażnicy. Dwaj młodzi mężczyźni pilnowali wejścia. Azajasz musiał wszystko tłumaczyć, mówić kim jest, dlaczego przyszedł, ale nie chcieli go wpuścić. Cenne minuty mijały, a on stał pod drzwiami jak osioł. Dopiero kiedy wezwano generała Azajaszowi udało się wejść do środka. Generał znał cały oddział Malachiego. Nie było więcej problemów.
Avatar użytkownika
Azajasz
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Niara, Villemo, Saira, Aruviel, Jasmina, Nani, Sava, Siren, Ziva, Zayra, Aurelia, Rumianek, Sasanka, Nivalia, Anette,
Rasa: Anioł Światła
Aura: Jest to już niezbyt połyskliwa aura, chociaż do leciwych przydymionych barw wciąż jej daleko. Nie przywita cię ona zbyt chętnie. Od razu da się tutaj wyczuć chłód skłaniający do zachowania dystansu i rozsądku, chociaż emanacja wybrzmiewa przyjaznym i harmonijnym tonem licznych głosów. Próżno też czekać wywołanych przez nią pogodnych wrażeń. Jej smak jest pełen goryczy, ubarwiony delikatnie lepkim aspektem. Dominuje tutaj żelazo, będąc jakby całym sednem tej aury. Jest gładko wypolerowane i wystarczająco twarde jak na ten metal. Nie brak w nim również ostrych krawędzi. Jedynie miejscami wypatrzysz niewielkie skazy pośród stali, drobne opiłki cyny i cynku mieszające się ze sobą, z jednej strony sprzeczne, z drugiej opowiadające niespokojną drogę emanacji. Intensywny obsydian odbijający się we wszystkich powierzchniach, zdaje się być wręcz żałobnym. Wraz z ciężką wonią mirry stanowią wyraziste połączenie, dobrze komponujące się z resztą srogiej w odbiorze aury. Na koniec da się tu wyczuć ledwie uchwytny cień kwaskowego posmaku dobrze zamaskowanego przez resztę doznań, a może tylko ci się wydawało...
Wygląd: Azajasz jest postawnym mężczyzną o szerokich barkach i stosunkowo wąskich biodrach. Mierzy 190 cm wzrostu, co czyni go wysokim, choć przy dowódcy i tak wygląda na niskiego. Ogółem jednak spokojnie można pokusić się o stwierdzenie, że jest potężnym mężczyzną o sporej muskulaturze. Ma wyćwiczone ramiona od miecza. Jego brzuch jest płaski i twardy dzięki codziennym ćwiczeniom. ... (Więcej)

Postprzez Malachi » N wrz 02, 2018 6:07 pm

Malachi musiał ogarnąć drużynę. Część ruszyła w las szukać bandytów część została tutaj. Azajasz zostawił ich za sobą. Malachi rozkazał jednemu ze swoich towarzyszy zabrać z drogi ranną kobietę, bo jego zastępca ruszył wprost do Rododendronii za Safirą. Oni też nie mogli tutaj po prostu stać, ich ranni także potrzebowali pomocy. Malachi cofnął się do swojego rumaka. Ranna dziewczynka leżała na trawie tuż obok niego. Wziął ją na ręce, a potem posadził na koniu opierając ją o końską szyję. Następnie sam wskoczył na grzbiet rumaka i oparł dziewczynkę o swoja pierś.
- Czas jechać - oświadczył - one obie potrzebują pomocy - dodał i ruszył przodem. Połączone drużyny Malachiego i Ananke, a właściwie ich część, ruszyły w stronę miasta. Nie mogli jechać zbyt szybko, ze względu na omdlałe kobiety, ale szybki kłus był jak najbardziej na miejscu. Nie rozmawiali z Ananke. Wszyscy jechali w milczeniu. Sytuacja, która ich spotkała była trudna. Trzeba było poszukać w mieście tego Czarnobrodego, czy jak mu tam było. Ale na razie należało odwieźć chore do medyczki.

Po godzinie jazdy wreszcie zobaczyli wieże Rododendronii. Malachi trochę przyspieszył. Ani dziewczynka, ani jej matka nie odzyskały przytomności. Do miasta wpuszczono ich bez problemu, w końcu strażnicy znali obie drużyny. Malachi rozdzielił się z towarzyszami. Musiał dojechać do zamku, bo dziewczynka była zatruta magicznie. Jego drużyna udała się ze starszą z kobiet do szpitala, a drużyna Ananke pojechała za nią.
- Spotkamy się wieczorem - rzekł spokojnie do lodowej elfki. Nie pytał, raczej oświadczył, wiedział, że jeśli ona go nie odwiedzi to on pójdzie do niej. Mieli sporo do omówienia. I nie chodziło tylko o prywatne sprawy. Musieli obmyślić jakiś plan dotyczący wyśledzenia tego cholernego oprycha. Malachi ruszył do Żelaznej Twierdzy zostawiając wszystkich za sobą. Chciał oddać dziewczynkę w ręce Alaji i magów, oni z pewnością będą w stanie wyleczyć dziewczynkę. Poza tym chciał odwiedzić Safirę. Bardzo się o nią martwił. Nie tylko jak o członka drużyny, ale także jak o przyjaciółkę.
Avatar użytkownika
Malachi
Błądzący po drugiej stronie
 
Inne Postacie: Tristan, Troy, Tauros, Tenebris,
Rasa: Anioł Światła
Aura: Ponadprzeciętna emanacja ukazuje się przyodziana w niebywale żelazny odcień, gdzie u dołu powłoki idealnie wpasowało się kobaltowe wykończenie. Natomiast na szczycie dostrzec można delikatne, barachitowe zawijasy. Obsydianowe światło migocze tu i ówdzie, ostatecznie otulając całą aurę, która tonie w ciszy niezmąconej żadnym odgłosem. Niesie przyjemną woń lilii, zmienia się ona po dłuższej chwili w zapach mirry. W dotyku twarda, próba jej złamania nie skończy się dobrze dla tego, kto pragną jej uszkodzenia. Zachwyca swą elastycznością i poprzez nią prezentuje swe ozdobne, aczkolwiek ostre jak brzytwa wykończenia. Przy okazji kusi również swą niebywałą aksamitnością i delikatnym białym puchem na jej szczycie. W smaku zaś bardzo lepka potrafi skleić na chwile wargi, na długo pozostaje w pamięci.
Wygląd: Gdyby ktoś miał okazję spotkać Malachiego w Planach Niebiańskich, ujrzałby pięknego i dostojnego mężczyznę, w białych szatach i srebrnej zbroi, rzeźbionej i zdobnej w szlachetne kamienie. Jego płaszcz jest pięknie haftowany srebrnymi nićmi w fantazyjne wzory. Nosi srebrne, stalowe karwasze i płytowe rękawice, a także podobne im nagolenniki. Zazwyczaj chodzi w pełnej zbroi, a na ... (Więcej)

Postprzez Ananke » So wrz 15, 2018 6:27 pm

        Ananke jechała w milczeniu, wymieniając tylko myśli z Ianem. O tym, co się wydarzyło, o tym, co może na swojej drodze spotkać pozostała część ich drużyny, o Czarnobrodym i ich dalszych planach. Smok był świadom, że nie będzie nieustannie towarzyszył swojej przyjaciółce, więc nadrabiali teraz wszystkie możliwości, zanim rozstaną się w stajni.
        Nastroje drużyny były co najmniej marne. Wszyscy znali realia, nie wydarzyło się teoretycznie nic, z czym by się nie liczyli, ale trafiona anielica, chociaż nie wszyscy wiedzieli kim jest naprawdę, poruszyła każdym. Safira była piękna do bólu, a widok jej, spadającej z konia ze strzałą niemalże w sercu poruszył nawet wojownikami, dla których najgorsze rany były codziennością. Nie było to nic nowego, ale nigdy też nie reagowano obojętnością na obrażenia współwalczących. W bitwie byli zespołem, którego każde ogniwo jest istotne, nie tylko ze względu na skuteczność drużyny, ale lojalność i wzajemne zaufanie ludzi. Tylko wtedy to działało, gdy mogli na sobie polegać.

        Dojechali do miasta wczesnym popołudniem. Słońce chyliło się już ku zachodowi, wisiało jednak jeszcze na tyle wysoko, by mieli parę godzin przed zmierzchem. Elfka w milczeniu skinęła Malachiemu i odprowadziła go zmartwionym spojrzeniem. Wiedziała, jak troszczy się o każdego ze swojej drużyny, tak jak ona dbała o swoich ludzi, ale Safira była chyba jedną z bliższych mu osób. Domyśliła się, że będzie chciał zostać przy niej jakiś czas, upewnić się, że się z tego wyliże. Później jednak będą musieli wrócić do pracy.
        Gwizdem zebrała swoich chłopaków i gestem dała sygnał do rozejścia się. Jeszcze chwilę poruszali się zwartą grupą, odstawiając smoki do potężnych stajni, a później kierując się do koszar. Ananke poszła dalej do swojej kwatery, znajdującej się w tym samym budynku, ale posiadającej osobne wejście, zarówno dla jej komfortu i dyskrecji, jak i dla spokoju chłopców. Może i wszyscy byli zgrani, ale żaden żołnierz nie chciałby w każdej chwili móc natknąć się przypadkiem na swojego przełożonego. Wszyscy potrzebują prywatności.
        Dopiero u siebie pozwoliła sobie na chwilę słabości i zatrzymała się za drzwiami, przymykając oczy i zaciskając zęby. Nie mogła wyrzucić z głowy widoku bladych nóg kobiety, rozrzuconych na trakcie. Zawsze chłodna i spokojna elfka teraz walczyła z własną złością.
        - Kuźwa! – warknęła, waląc pięścią w ścianę i odepchnęła się od drzwi, ruszając w stronę łazienki. Zrzuciła z siebie ubrania i weszła do wanny.
        Nie wiedziała, ile tak siedziała. Gorąca woda najpierw rozgrzewała zmęczone mięśnie, powoli uspokajając elfkę, ale ta w zamyśleniu nawet nie zauważyła, gdy kąpiel wystygła i dalej siedziała w balii wypełnionej zimną już wodą. Myślała o Malachim, o diabłach, o tej, która sprawiała, że Ananke wzbogacała swoje słownictwo o styl rynsztokowy, o napastnikach, o swoich ludziach, o rannej Safirze i kobietach z traktu. W końcu jednak wyszła z wody i doprowadziła się do porządku, zakładając czystą odzież i odruchowo przypasała broń, po czym wyszła do swoich ludzi.
        Bastiena znalazła już u niego w pokoju. Dzielił go z Nolanem, który wyruszył z drugą częścią drużyny dalej, więc byli sami. Saahas usiadła na łóżku nieobecnego podwładnego i oparła się na łokciach o kolana, wbijając wzrok w żołnierza.
        - Co z nią?
        - Alaja mówi, że się wyliże – zaczął mężczyzna, by uspokoić Smoczycę, ale minę miał nietęgą, więc elfka ponagliła go gestem. – Ale mocno oberwała. Powinna nie żyć – stwierdził znacząco, spoglądając Ananke w oczy. Odpowiedziało mu spokojne, łagodne spojrzenie. Kapitan była wobec nich lojalna i uczciwa, więc chociaż wiedział, że zachowuje coś przed nimi w tajemnicy, nie uznawał, by miał prawo do jakichś roszczeń. Nie mówiła, więc nie musiał wiedzieć, to mu wystarczało. – Jest nieprzytomna – kontynuował. – Azajasz wyrzucił mnie, wszystkich właściwie, gdy tylko dotarł na miejsce, pewnie ciągle z nią jest.
        Ananke skinęła głową. Było źle, ale stabilnie, na razie nie mogła wymagać więcej.
        - Dziękuję. Muszę porozmawiać z Malachim. Gdyby Ares wrócił w nocy niech mnie znajdzie, chociaż myślę, że nie ma co się ich spodziewać przed jutrem – myślała na głos, a podwładny tylko potwierdził skinieniem. Nie mając już nic więcej do dodania wstała i wyszła, dając reszcie grupy wolne. I tak wyrwała ich z przepustki, więc chociaż sytuacja była wyjątkowa, wystarczało jej, że w razie wezwania będą w gotowości. Poza tym mieli wolną rękę.

        Do kwatery Rachmieliego zapukała dopiero po zmierzchu. Domyślała się, że odwiedził Safirę i odstawił dziewczynkę do uzdrowiciela, ale o tej porze powinien już być u siebie. Musieli porozmawiać, dał jej to do zrozumienia, ale elfka miała poza tym większe plany. Planowała odwiedzić dzisiaj Lisi Ogon, licząc że spotka tam Czarnobrodego. Jeśli anioł będzie chciał jej towarzyszyć będzie musiał pozbyć się swojej zbroi i zwyczajnie iść z nią do karczmy na piwo. Okrutny żart był taki, że marzył jej się taki odpoczynek z Malachim już od dawna i nie mieli do niego okazji, a teraz, gdy wreszcie wyjdą razem, będzie to zwiad. Ale takie było ich życie.
Avatar użytkownika
Ananke
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Callisto, Leila, Avellana, Sonea, Mathias, Emma, Cat, Lexi, Maia, Eva, Rakel, Lena, Rain, Kimiko, Kiki, Astarte, Segen, Mimosa,
Rasa: Lodowy Elf
Aura: Aura jest wyrazista i silna, nie pozostawiając wątpliwości czy niedomówień. Pierwsze zobaczysz lśniące, wypolerowane żelazo, jednak nie daj się tak łatwo zwieść, gdyż w morzu stali tkwi znacznie więcej barw. Na całej powierzchni możesz dostrzec srebrne opiłki tworzące wraz z żelazem metaliczną mozaikę, dodatkowo upstrzoną kroplami barachitu. Całości dopełniają niknące po chwili smugi kobaltu, oraz wstęgi cyny pojawiające się raz gęściej raz rzadziej, by w najmniej oczekiwanym momencie zniknąć ucięte cieniutkim, acz nieustępliwym łańcuszkiem platyny. Całość lśni piękną szafirową poświatą, gdy zaś wsłuchasz się swym zmysłem w brzmienie aury, dosłyszysz pojedynczy dźwięk niby kurant wybijający godzinę, by momentalnie zostać przywitany radosnym śmiechem licznych dzieci. Gdy przeniesiesz się z wesołego harmidru, ukoi Cię zapach mroźnego lasu, gdzie woń igliwia i żywicy, miesza się z mroźnym wiatrem i rześkim zimowym powietrzem. Próbując dotknąć aury, będzie się ona gięła zwinnie umykając zmysłom, gładka niby jedwab, jednak gdybyś spróbował nacisnąć mocniej spotkasz niezłomny opór twardej powierzchni, która przywita Cię swoimi ostrymi krawędziami. W smaku lepkość doznań jest wręcz trudna do zniesienia, jakby chciała uwięzić Cię na wieki w swej kleistej toni. Cały czas towarzyszyć Ci będzie intensywnie kwaśny posmak, czasem delikatnie przełamany subtelną goryczką.
Wygląd: Ananke już na pierwszy rzut oka kojarzy się z zimnem. Długie, śnieżnobiałe włosy układają się na jej plecach, ucięte równo w połowie ich długości. Niemal zawsze wyglądają na lekko zmierzwione, jakby dziewczyna dopiero co zsiadła z konia lub smoka. Dwa pasma opadają z przodu na jej pierś, splecione niedbale, odsłaniając spiczaste, zakolczykowane uszy. Owalną twarz o ... (Więcej)
Uwagi: Imienia Ananke się nie odmienia, w przeciwieństwie do skrótu - Ana.

Postprzez Malachi » Wt wrz 18, 2018 11:59 pm

Sprawy nie miały się dobrze. Najpierw Evelyn, teraz to. Malachi czuł, że nic dobrego z tego nie będzie, ale nie spodziewał się, że będzie aż tak źle. Nie dość, że ranne były kobiety, to jeszcze Safira. Malachi nie kochał jej tak jak ona jego, ale była jego przyjaciółką. W końcu tyle nocy spędzili na rozmowach i znali się na wylot. Anielica była bardzo bliska jego sercu i martwił się o nią tak mocno jak to było możliwe. Jednak jako dowódca nie mógł sobie pozwolić na to by się zdekoncentrować. Część drużyny pojechała na zwiad, część, z Malachim na czele ruszyła do miasta. Trochę trwało nim tam dotarli. Przy wjeździe do miasta rozstali się. Malachi pojechał ze swoją ranną do czarodziejki, nie tak jak planował do pałacu. Wolał nie nadwyrężać Alaji, zwłaszcza kiedy miała pod opieką Safirę. Anioł znał pewną uzdrowicielkę, która tak się składało była także czarodziejką. Miała wszystkie pozwolenia z twierdzy i mogła leczyć i uzdrawiać magią. Czarodziejka miała na imię Anna. Dotarli do niej bardzo szybko. Choć jej dom znajdował się w środku miasta.

Malachi wszedł do środka z ranną dziewczyną na rękach. Anna natychmiast kazała położyć ją na stole. Zajęła się nią tak szybko jak to było możliwe. Anioł najchętniej od razu pojechałby do twierdzy, do Safiry, ale nie mógł. Musiał zostać i dowiedzieć się co z dziewczynką.

Anna przyłożyła obie dłonie do klatki piersiowej rannej.
- Jest w ciężkim stanie - powiedziała kręcąc głową.
- Nie wiem, czy uda mi się ją uratować. Rzucono na nią potężny czar, dlatego jest nieprzytomna. Spróbuję ją uleczyć i odwrócić działanie tamtego zaklęcia, ale jeśli nie wybudzi się w przeciągu nocy, może już w ogóle nie odzyskać przytomności. Nie mogę nic obiecać Malachi. Kto jej to zrobił?
- Chciałbym to wiedzieć... Nie mam pojęcia. Zastaliśmy ją i jej matkę na trakcie.
- Wiesz ile ma lat?
- Nie. Ale wygląda na jakieś dwanaście, trzynaście. Nie więcej.
- To możliwe - odparła Anna.
- A co z jej matką?
- Nie wiem, jeden z moich odwiózł ją do medyczki. Ale na nią nikt nie rzucił zaklęcia, wyczułbym to.
- Rozumiem. Posłuchaj, nie ma sensu żebyś tutaj siedział. Podam jej zioła i spróbuję użyć na niej moich mocy, ale jej wybudzanie potrwa. Siedzenie tutaj nic nie zmieni, poza tym wolę mieć spokój. Przyjdź rano, daj mi i jej czas. Zrobię co w mojej mocy.
- Dobrze, masz rację - przytaknął anioł i ruszył do drzwi.

Malachi nie wrócił do kwater. Musiał dowiedzieć się co z Safirą. Od razu poszedł do pałacu. Wpuszczono go bez problemu. Alaja miała swoje komnaty na dole twierdzy i tam właśnie się udał. Nie wpuszczono go. Do ratowania Safiry wezwano trzech najwyższych magów. Pod drzwiami do izb Alaji na długiej, drewnianej ławie siedział zmartwiony Azajasz. Ręce miał oparte o kolana i spuszczoną głowę. Widać było jak bardzo cierpi nie wiedząc co z anielicą. Malachi usiadł obok niego i położył mu rękę na ramieniu.
- Wszystko będzie dobrze - powiedział.
- Niby skąd to wiesz - odparł Azajasz.
- Po prostu to wiem. Safira jest silna, silniejsza niż nam się wydaje. Wyjdzie z tego.
- Nie byłbym tego taki pewien - mruknął ciemnowłosy.
- Azajasz. Nie bądź taki. Trzeba mieć nadzieję.
W odpowiedzi ponury anioł tylko coś odburknął. Mimo sytuacji w jakiej się znaleźli nadal był tym samym pesymistą co zawsze. A może właśnie przez to taki był. Siedzieli w milczeniu nieskończoną ilość czasu, aż w końcu z komnat wyszła Alaja. Azajasz wstał natychmiast i spojrzał dziewczynie w oczy.
- Będzie dobrze - powiedziała spokojnie. Jej ubranie wygadało strasznie, całe było we krwi. Ręce były brudne od maści i czerwonej posoki. Jej fartuch cały był poplamiony.
- Można do niej wejść? - spytał Azajasz.
- Tak. W zasadzie przydacie się, trzeba ją przenieść do łóżka - wyjaśniła. Weszli do środka. Magowie siedzieli z boku zmęczeni jak po wielkiej walce. Oni też byli cal we krwi. Wyglądało to jakby walczyli w jakiejś bitwie. Jeden z nich siedział na podłodze i ocierał pot z czoła. Safira leżała na długim stole, była prawie bez ubrania. Jej nagie piersi były pokryte krwią. Rany miała jednak pobandażowane.
- Trzeba ją umyć i przebrać, ale ja nie mam już siły. Wy musicie się tym zająć - Alaja w odróżnieniu od innych kobiet nie przejmowała się tym, że mężczyźni widzą kobietę półnagą. Wychodziła z założenia, że byli jej najbliżsi, traktowała ich jak braci Safiry, dlatego oddała im sprawy bardziej przyziemne. Azajasz podszedł do stołu, wziął anielicę na ręce i wyniósł ją z izby. Malachi otworzył mu drzwi. Alaja natomiast pokierowała ich do komnaty, gdzie układała rannych. Przenieśli Safirę na wyższe piętro do pokoju, który był ładny i komfortowy. Malachi rozłożył na posłaniu świeże prześcieradło, a Azajasz położył na nim Safirę.
- Idź już - powiedział zaskakująco łagodnym głosem Azajasz.
- Poradzisz sobie? - spytał Malachi.
- Umyję ją, przebiorę i zostanę tak długo jak będzie trzeba.
Anioł tylko kiwnął głową i wyszedł.

Do kwater dotarł kiedy zaczynało się zmierzchać. Był zmęczony. Bardzo zmęczony. Wchodząc do swojego pokoju zatrzasnął za sobą drzwi.  Nim jednak zdążył od nich odejść usłyszał pukanie. Zaklął w duchu. Odwrócił się i otworzył je. Serafin, który stał za drzwiami spojrzał na Malachiego pytająco.
- Wyjdzie z tego - odpowiedział na jego nieme pytanie.
- Ale to musi potrwać. Azajasz z nią jest. Możesz przekazać to reszcie.
- A co z dziewczynką? - zapytał.
- Jeszcze nie wiadomo.
- Dziękuję - rzekł Serafin i odszedł.
Malachi wreszcie został sam na sam ze sobą. Zdjął z siebie zbroję i ubrania. Wszystko miał we krwi Safiry. Umył się dokładnie i przebrał w czyste odzienie. Zarzucił na siebie czarną tunikę i proste, lniane spodnie wiązane na sznurki. Miał ochotę się położyć, ale wiedział, że nie zaśnie. Usiadł więc na krześle przy biurku i oparł głowę o ręce. Za dużo się działo. Zdecydowanie za dużo. Westchnął głośno. Nie miał pojęcia ile tak siedział, ale w końcu wokół niego zaczęło robić się ciemno. Wstał i zapalił świecie rozjaśniając pomieszczenie. Niedługo po tym jak to zrobił ktoś zapukał do jego drzwi. Wstał niespiesznie i podszedł do klamki. Zamiast powiedzieć "proszę", po prostu otworzył drzwi. Za nim stała Ananke. Nie ważne jak bardzo była zmęczona i zmartwiona dla niego i tak wyglądała pięknie. Anioł chwycił ją w pasie, przyciągnął do siebie i pocałował. Dlaczego to zrobił? Bo kiedy tak siedział i myślał nad tym co się stało uświadomił sobie, że to mogła być ona. Dopiero kiedy oderwał usta od jego warg zamknął za nimi drzwi.
Avatar użytkownika
Malachi
Błądzący po drugiej stronie
 
Inne Postacie: Tristan, Troy, Tauros, Tenebris,
Rasa: Anioł Światła
Aura: Ponadprzeciętna emanacja ukazuje się przyodziana w niebywale żelazny odcień, gdzie u dołu powłoki idealnie wpasowało się kobaltowe wykończenie. Natomiast na szczycie dostrzec można delikatne, barachitowe zawijasy. Obsydianowe światło migocze tu i ówdzie, ostatecznie otulając całą aurę, która tonie w ciszy niezmąconej żadnym odgłosem. Niesie przyjemną woń lilii, zmienia się ona po dłuższej chwili w zapach mirry. W dotyku twarda, próba jej złamania nie skończy się dobrze dla tego, kto pragną jej uszkodzenia. Zachwyca swą elastycznością i poprzez nią prezentuje swe ozdobne, aczkolwiek ostre jak brzytwa wykończenia. Przy okazji kusi również swą niebywałą aksamitnością i delikatnym białym puchem na jej szczycie. W smaku zaś bardzo lepka potrafi skleić na chwile wargi, na długo pozostaje w pamięci.
Wygląd: Gdyby ktoś miał okazję spotkać Malachiego w Planach Niebiańskich, ujrzałby pięknego i dostojnego mężczyznę, w białych szatach i srebrnej zbroi, rzeźbionej i zdobnej w szlachetne kamienie. Jego płaszcz jest pięknie haftowany srebrnymi nićmi w fantazyjne wzory. Nosi srebrne, stalowe karwasze i płytowe rękawice, a także podobne im nagolenniki. Zazwyczaj chodzi w pełnej zbroi, a na ... (Więcej)

Poprzednia strona

Powrót do Rododendronia

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron