[Gdzieś pomiędzy planami] Przeklinam Cię...


Inne wymiary.
Plany znajdujące się poz łuską Prasmoka obejmującą Alaranię. Krainy znajdujące się na innych, odległych łuskach, do których nie można przejść naturalnie, a jedynie teleportując się lub znajdując portal do nich prowadzący.

Postprzez Rhys » N sie 16, 2015 2:08 pm

- Gdzie ja, u licha, jestem?...
Rhys przebudził się cały obolały na posadzce w nieznanym sobie miejscu. Po krótkiej chwili, gdy ból głowy stał się znośniejszy, Niebianin rozejrzał się wokół i ujrzał... kraty. Cela? Ale jak... Nie dowierzał własnym zmysłom. Wokół panował półmrok, a cienie zlewały się z innymi kształtami. Gdzieś w oddali usłyszeć można było diaboliczny śmiech, gdzieś indziej jakiś człek krzyczał wniebogłosy, choć nikt go nie umiał zrozumieć. Powietrze ciążyło Staffordowi jak nigdy dotąd, więc dla ulżenia sobie położył się na plecach, przymknął oczy i rozmasowywał skronie dłońmi. Minęła jeszcze spora chwila, nim usnął.

***

Zgrzyt, zgrzyt, trzask... Wszędzie wciąż było słychać krzyki i zawodzenia. Pośród tych dźwięków jeden się odróżniał - przypominał stukot pancerza ciężkozbrojnego rycerza, który do tego kuleje na jedną nogę. Trzask, prask, bum... Odgłos stukotu zbroi był coraz bliżej. Wrzaski w lochach również się wzmagały, i były coraz liczniejsze. Wtem trzask ustał, a przy celi Rhysa stanął ponad dwumetrowy, szeroki w barach żołnierz, którego wielkość wzmagała potężna, płytowa zbroja.
- Hej, ty - krzyknął do niebianina - wstawaj. Pan cię wzywa.
Rhys nie był skory do budzenia się, a co dopiero wstawania z podłogi... Chcąc nie chcąc, na chrzęst obracanego w zamku klucza niebianin obrócił się na brzuch i zaczął leniwie wstawać. Żołnierz, widocznie bardzo niecierpliwy, poderwał mężczyznę z ziemi i przerzucił przez bark.
- Przeciwnie do mnie, mój Pan nie jest aż nadto cierpliwy - wytłumaczył, i zaczął iść z półprzytomnym niebianinem przez lochy.

***

- Witaj, mój przyjacielu. Ostatnio nam umknąłeś, lecz teraz możemy porozmawiać - przywitał się Pan.
Rhys z hukiem wylądował na plecach, gdy żołnierz zrzucił go z barku na ziemię. W pierwszej chwili wymknął mu się jedynie cichy jęk. Nie wiedział, gdzie jest, jaka pora dnia akurat panowała... W końcu zdołał przeturlać się na brzuch i usiąść na stopach.
- Umknąłem wam? A cóż to, jestem jakąś zwierzyną łowną, że musieliście mnie szukać?... - odparł, lecz gdy spojrzał na Pana, zrozumiał, z kim ma do czynienia. - Fitz... Ty podły, stary psi pomiocie... Po co ci to było? - dodał.
- Oj, nieładnie, nieładnie... - Fitzroy zacmokał. - Duch światłości, który bluźni? Ale to dobrze, może prędzej wysłuchasz moją propozycję.
- Wypchaj się.
- Przejdźmy do rzeczy w takim razie - kontynuował Upadły, nie przejmując się reakcją Rhysa. - Mam dla ciebie układ: ty zrobisz coś dla mnie, ja dla ciebie. Ty nieco wyczyścisz świat z pewnych... osób, ja pozwolę ci żyć.
- Nie, nie będę dla ciebie pracował...

***

Sytuacja powtarzała się każdego dnia, przez parędziesiąt tygodni. Rhys Stafford, dotychczas silny w swych postanowieniach, powoli się zaczął łamać... Lecz to dopiero był początek pracy piekielnych. Duch nie złamał się jeszcze przez ponad trzy stulecia, aż w końcu się poddał... Wolał umrzeć, niż dalej znosić tortury. I choć miał nadzieję na szybką śmierć, Fitz - jego dawny przyjaciel - przeciągał zakończenie służby przez kolejne pół tysiąca lat. Przez ten czas Rhys mordował i siał zniszczenie we wszystkich możliwych zakątkach Alaranii. W końcu został wezwany na Plany niebiańskie... Niebianin sądził, że to koniec jego udręki i śmierć.
- Nie, Rhysie, służyłeś mi dobrze przez te wszystkie lata... Niestety muszę cię wygnać. Od teraz stajesz się Upadłym Aniołem, Rhysie Staffordzie. Pozbawiam też amuletu jego pełnych umiejętności, więc nie będziesz mógł już swobodnie przemieszczać się na Plany Niebiańskie. Przeklinam cię, Rhysie.

Ciąg dalszy: Rhys
Avatar użytkownika
Rhys
Błądzący po drugiej stronie
 
Inne Postacie: Niloufar, Issisth, Arianrhod,
Rasa: Upadły anioł (dawniej Duch Światłości)
Aura: Silna emanacja przywłaszczyła sobie żelazny kolor, jednakże można dojrzeć wyraźne miedziane oraz srebrne rysy pomiędzy kobaltowymi pasmami. Na pierwszy rzut oka to już cała paleta barw, ale tuż u podstawy kryje się jeszcze cynowy odcień. Poświata niegdyś przyjemnie szmaragdowa teraz stała się rubinowa. Ślad po dawnym blasku coraz bardziej zanika. Słychać przyjemną, wesołą melodię, towarzyszy jej uczucie spełnienia i błogości. Niespodziewanie zmienia się to w zmysłowy szept przynoszący ze sobą woń perfum. Następnie znów zmienia się co innego, czyli pojedynczy, głęboki ton, jakby buczący, stara się by nic go nie zagłuszyło. Wtem pojawiają się liczne głosy i śmiech dzieci. Te nagle następujące po sobie liczne odgłosy mogą nieco niepokoić. Wydziela smród siarki, czasem jeszcze można wyczuć delikatny zapach mirry. W dotyku twarda gnie się z niebywałą łatwością, a także charakteryzuje się niebezpiecznie ostrymi brzegami. Mimo ryzyka zranienia się kusi swą gładką powierzchnią. W smaku zaś lepi się, usiłując skleić wargi.
Wygląd: Rhys jest wysokim (190 cm), szczupłym mężczyzną o delikatnej budowie ciała. Jasna cera, pociągła twarz i perłowe cechy wyróżniają go spośród tłumów, tak jak i każdego Dycha światłości. Ma długie do ramion, jasne włosy, które zawsze ma zapięte w kucyk. Na szyi zawsze nosi amulet z błyskawicą - dar od Najwyższego, który pozwala mu na teleportowanie się w różne miejsca, ... (Więcej)

Powrót do Plany Zewnętrzne

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron