[Randil] Witamy w Piekle.


Wszystkie krainy znajdujące się poza terenami Środkowej Alaranii. Tu można zakładać wątki dziejące się na przykład na Dalekiej Północy, lub innych krainach poza Alaranią, które nie widnieją na mapie.
Dziki świat poza Alaranią, nieznany i tajemniczy dla większości mieszkańców kontynentu. Krainy mroczne i zimne, ale też gorące i egzotyczne. Pełne nieznanych ludziom Alaranii zwyczajów i obrzędów.

Postprzez Kimiko » Cz lut 14, 2019 9:54 pm

        Gdy zniknęli spod kamienicy, Kimiko nawet nie miała czasu się zastanowić nad słowami Dagona. Zrozumiała je dopiero, gdy rozpoznała pokój w zajeździe w Demarze. Nie odzywała się wtedy wiele, równie zszokowana, co Rika, ale o wiele lepiej sobie z tym radziła. Przejęła od Laufeya płaczącą dziewczynkę i zniknęła z nią w sypialni, pozwalając diabłu miotać się w spokoju. Próbowała uśpić niemowę, ale ta otwierała z paniką oczy, gdy tylko złodziejka próbowała wstać. Została więc z nią przez prawie godzinę, głaszcząc po głowie i czekając aż dziewczynka ukoi się płaczem do snu. Dopiero wtedy ostrożnie wstała i dołączyła do pijącego Laufeya w salonie. Ustalili tylko tyle, że do aukcji nie mają co pokazywać się w Nowej Aerii. Najlepiej będzie jeśli w ogóle rozdzielą się na jakiś czas i spotkają tutaj dopiero przed aukcją, bo Dagon i tak będzie pojawiał się i znikał. Złodziejka głównie słuchała, przysiadując na brzegu kanapy i pijąc drinka rozmyślała nad własnymi sprawami, przytakując w milczeniu. Nie przyznawała na głos, że jej też to odpowiadało. Musiała nabrać dystansu.
Chociaż zniknęli z miasta prawie nad ranem, w Demarze dopiero zapadł zmrok. Gdy Dagon mruknął, że o reszcie porozmawiają rano, pocałowała go tylko na dobranoc i wróciła do śpiącej Riki. Ułożyła się na moment obok dziewczynki, ale nie spała, rozmyślając wciąż nad wszystkim. Po dwóch godzinach po prostu wstała i zaczęła zbierać swoje rzeczy, gdy nagle drobna dłoń zacisnęła się na diablej koszuli. Kimiko spojrzała na Rikę, która z załzawionymi oczami kręciła przecząco głową.
- Ciii, wszystko będzie dobrze. – Wysiliła się na uśmiech i przysiadła jeszcze na łóżku, ale młoda kucharka pokazywała na jej torbę. – Też potrzebuję trochę czasu, będziesz z Dagonem bezpieczna. – Puściła oko do szatynki i pogłaskała ją po głowie, przytulając mocno do siebie. Znalazła skrawek papieru i naskrobała na nim kilka słów, po czym wcisnęła Rice to ręki. Po pytającym spojrzeniu dziewczynka zajrzała do liściku, ale były tam tylko słowa „Wybacz, nie lubię pożegnań. Do zobaczenia.”
- Dasz mu rano? – zapytała, a Rika pokiwała głową, ale wciąż trzymała złodziejkę za koszulę. – Poleżę z tobą aż nie zaśniesz, dobrze? Rano będzie lepiej, obiecuję – mruczała, układając się z dziewczynką na wielkim łóżku. Gładząc ją powoli po włosach wsłuchiwała się w oddech Riki, a gdy była pewna, że ta zasnęła już głęboko, zabrała swoje rzeczy i po cichu wyszła z sypialni. Jarzące się w ciemności zielone ślepia odnalazły jeszcze sylwetkę śpiącego diabła i Kimiko uśmiechnęła się lekko pod nosem. Później bezszelestnie opuściła pokój.

        Po trzech tygodniach od tamtych wydarzeń Kimiko wylądowała w Randil. Jakoś tak wyszło. Gdzieś na początku podróży natknęła się na Setha, podczas nowiu oczywiście. Później się dupek przyczepił, a z czasem i dziewczyna przestała narzekać na towarzystwo. Do miasta trafili dwa dni temu i dzisiaj Kimiko miała zamiar ruszać w drogę powrotną do Demary, ale postanowiła jeszcze jeden wieczór świętować.
No i teraz była lekko wstawiona. Do bycia pijaną brakowało jej jeszcze dobrych paru godzin, ale miała zamiar dojść do tego etapu w najbliższym czasie, a wyjątkowo przyjazny barman pomagał jej w tym, konsekwentnie uzupełniając kieliszek.
- Ale czym się w sumie różni kotołak od panterołaka? – pytał dalej, opierając się z rozbawieniem o blat i spoglądając w błyszczące zielone ślepia. Uśmiechnął się szerzej, gdy dziewczyna prychnęła obruszona.
        Splecione od czubka głowy w gęsty warkocz włosy odrzucone były na plecy i tylko kilka pasm opadało na twarz, odsłaniając okrągłe uszka, które poruszały się lekko za źródłem dźwięku. Wesoła brunetka, z bujającym się nieustannie ogonem, zwracała uwagę chyba każdego mężczyzny w lokalu. Obcisłe czarne spodnie, z przywiązaną do paska bandycką chustą, i rozpięta skórzana kurtka, męska na dodatek, pod którą dziewczyna miała tylko nieco bardziej zabudowany pod mostkiem czarny biustonosz, nie pomagały nikomu w pilnowaniu własnego nosa. Złodziejka każdego jednak konsekwentnie spławiała, subtelnie i z miłym uśmiechem lub, w przypadku większych natrętów, kładąc uszy po sobie i pokazując kły (lub nóż), by później wrócić niezmiennie pogodna do rozmowy z nim.
- A, przepraszam bardzo, widziałeś kiedyś kota?
- Przecież nie urodziłem się wczoraj. Pałęta się to tałatajstwo po resztki każdego wieczoru.
- No. A widziałeś panterę?
- Hmm… w sumie nie, ale to taki większy kot, nie? – zapytał, ze złośliwym rozbawieniem drażniąc dumę dziewczyny, która wyprostowała się na stołku, ewidentnie nie mogąc pomieścić w sobie tyle oburzenia. Mruczała chwilę pod nosem, przyglądając się groźnie barmanowi, ale machnęła tylko ręką.
- Meh, nieważne, później ci pokażę. – Wyszczerzyła się i wychyliła kolejny kieliszek.

        Złodziejka siedziała w jednej z portowych knajp. Nawet nie najgorszej dziurze, ale całkiem przyzwoitej i klimatycznej nadmorskiej spelunie. Była też w całkiem niezłym humorze. Zrabowany niedawno towar opchnęła szybko w innym mieście i teraz mogła spokojnie się upić. Siedziała więc na wysokim stołku przy ladzie i gadała z barmanem, który okazał się wyjątkowo sympatycznym człowiekiem, gdy już pogodził się z dwiema nieudanymi próbami podrywu, a co najważniejsze, miał sporą wiedzę o mieście, wtajemniczając zainteresowaną okolicą dziewczynę.
        Ta teraz odwróciła lekko głowę, unosząc ją i poruszając płatkami nosa, co obserwował z zainteresowaniem właściwym ludziom, którzy nieczęsto mieli styczność ze zmiennokształtnymi. Później zaś za jej wzrokiem podążył w stronę wejścia do baru, gdzie pojawiła się dziewczyna. Zwróciła uwagę Kimiko nietypowym tutaj pięknym zapachem, subtelnym, na szczęście dla jej wrażliwego nosa, zazwyczaj nie tolerującego sztucznych pachnideł, ale w tym miejscu wybijającym się wyraźnie, jak zapalona w ciemnościach świeca. Sama przybyła była piękna niczym jutrzenka. Złotowłosa, o nieskazitelnej, jasnej cerze i różowych ustach, zaciśniętych teraz nerwowo, podczas gdy ciemnoniebieskie oczy rozglądały się trwożliwie po miejscu, do klimatu którego z pewnością nie była nawykła. Długa ciemnozielona suknia była skromna, ale gatunkowo bogata i idealnie dopasowana do drobnej, chudej niemalże sylwetki. Dziewczyna postąpiła niepewnie kilka kroków, kierując się do szynkwasu, a tam przysiadła na barowym stołku z taką ostrożnością, jakby bała się mieć kontakt z czymkolwiek wokół siebie. Nawet dłonie splotła na podołku, zamiast oprzeć je na drewnianej ladzie, na której beztrosko spoczywały łokcie złodziejki.
        Gdyby nie promieniejąca z blondynki niepewność, przypominałaby do złudzenia Lilię Moris. Ta jednak zamiast okręcać sobie kolejnych zaczepiających ją mężczyzn wokół palca, próbowała spławiać ich z przestraszonym spojrzeniem i uprzejmymi wciąż słowami. Póki co działało, ale nie trwało długo, nim wokół dziewczyny pojawiła się większa grupka, niemal przysłaniając na nią widok i Kimiko teraz tylko wyczuwała bijący od niej strach. Zsuwała się ze swojego stołka, gdy nagle na jej przedramieniu zacisnęła się ostrożnie dłoń barmana. Kimiko znacząco spojrzała na obejmujące jej rękę męskie palce, po czym powoli podniosła ostrzegawcze spojrzenie. Dłoń cofnęła się natychmiast.
- Nie wtrącaj się lepiej – powiedział tylko cicho, dolewając jej tequili.
- Bo co? – prychnęła, niemal uśmiechając się na nieświadomość mężczyzny, który zamiast ją powstrzymać tylko upewnił w przekonaniu, co do słuszności jej działań.
- Bo to ludzie lokalnego bossa. Ten teren jest jego.
- I co, mogą sobie jego chłopcy robić co chcą? – syknęła na dobre już rozdrażniona, ale barman uniósł lekko dłonie w pojednawczym geście, ale nawet słowem nie zaprotestował. Złodziejka uniosła brwi i wychyliła kieliszek. – Jeszcze czego – warknęła już pod nosem i ruszyła w stronę grupki, która powoli przechodziła z rozmów na „niewinne” nagabywanie dotykiem. Tu jeden trącił złote loki, drugi objął ramieniem. Dziewczyna zaś zdawała się na skraju płaczu.
        Złodziejka podeszła bezszelestnie za plecy największego z nich i ostentacyjnie popukała go palcem w plecy. Odwrócił się ze zirytowanym spojrzeniem, ale gdy padło ono na uśmiechniętą brunetkę, natychmiast odwzajemnił wesoły grymas.
- Tak? Mogę w czymś ci pomóc? – zapytał uprzejmym tonem i z uśmiechem znanym złodziejce aż za dobrze.
- Właściwie to tak. Bierz swoich kumpli i zostawcie ją w spokoju – powiedziała Kimiko pewnym siebie głosem.
        Nawet na moment nie straciła pogodnego wyrazu twarzy, co na chwilę zbiło bruneta z tropu, nim w pełni dotarły do niego jej słowa. Wtedy skrzywił się minimalnie, próbując zachować uśmiech na twarzy. Zwróciła już też na siebie uwagę jego ziomków, co przyjęła z ulgą, aż do momentu, gdy zorientowała się, że blondynka w opresji nie ucieka, mając do tego okazję. Dziewczyna jakby wrosła w taboret, spoglądając przestraszona na rozgrywającą się scenkę i Kimiko tylko westchnęła. Narobi sobie kłopotów, jak bum cyk.
- A dlaczego miałbym to robić? – zapytał drab, przeciągając gierkę. – My tylko dotrzymujemy panience towarzystwa, siedzi tak sama, toż to nie wypada. Ale… jeśli chcesz, możesz się dosiąść, pięknych pań nigdy zbyt wiele. Nazywam się Danny – ciągnął z uśmiechem, podchodząc krok bliżej do panterołaczki i obejmując ją w talii pod rozpiętą kurtką. Kimiko odwzajemniła uśmiech, z tym, że w pełni ukazując kły i błyszczące ostrzeżeniem zielone ślepia. Ogon śmignął, przecinając powietrze za jej plecami.
- Zabieraj łapę, Danny, bo ją stracisz – warknęła, a gdy wbrew jej słowom uścisk tylko się wzmocnił, przysunęła się bliżej i facet zamarł w bezruchu, czując ostrze noża wystarczająco mocno przyciśnięte do jego krocza, by nie warto było wykonywać gwałtownych ruchów. Darował sobie już też uśmiech i przez moment spozierał wściekle na panterołaczkę, która teraz była już pewna, że wpakowała się w tarapaty. Ale co tam, czym jest życie bez odrobiny emocji?
Nikt nie zauważył krótkiego impasu i po chwili para znów uśmiechała się do siebie, nieco sztucznie, ale wstawionym klientom w życiu by to nie przyszło na myśl. Brunet odsunął się i skinął na kolegów.
- Panie jednak nie życzą sobie naszego towarzystwa, nie będziemy się przecież narzucać – powiedział, chociaż ton jego głosu nie był w najmniejszym stopniu układny. Kimiko już teraz próbowała sobie przypomnieć na którą stronę portu wybiegało tylne wyjście.
        W końcu jednak faceci odeszli, a złodziejka spojrzała na przestraszoną blondynkę, siedzącą wciąż w tym samym miejscu. Westchnęła i schowała nóż do pochwy przy udzie, podchodząc do dziewczyny i wskakując na stołek obok niej. Panienka drgnęła na jej obecność i Kimiko przyjrzała jej się uważnie.
- Wiesz, gdyby nie te typy to dla śmiechu zapytałabym cię, co tak piękna dziewczyna robi w tak paskudnym miejscu – zażartowała gestem zamawiając sobie tequilę. – Zawsze chciałam to powiedzieć. Teraz jestem tylko ciekawa, czemu nie zwiałaś, jak nadstawiałam dla ciebie karku.
- Nie wiedziałam co robić – odezwała się blondynka słodkim głosem z tak pańskim akcentem, że złodziejka spojrzała na nią znów zaskoczona i podrapała się za uchem. Ale jaja.
- Mam na imię Kimiko.
- Alicja Raspberry Northon. – Szlachcianka niemal dygnęła na stołku, a Kimi parsknęła w swój kieliszek.
- Tak mi się właśnie wydawało. Co ty tu do cholery robisz? – zapytała już wprost, ignorując nawet drgnięcie niebieskookiej na, w jej mniemaniu zapewne, wulgaryzm.
- Miałam się tu z kimś spotkać – powiedziała niepewnie i jej rozmówczyni znowu uniosła wysoko brwi. Złodziejka miała wrażenie, że wpadła w środek jakiejś komicznej sztuki teatralnej.
- Ty? Tutaj? Z kim niby? Planujesz morderstwo męża i szukasz frajera do brudnej roboty? – parsknęła rozbawiona, znów ignorując drgnięcie dziewczyny, która aż się zarumieniła na podobne insynuacje.
- Z koleżankami, dla twojej wiedzy!
- Uhm, ładne mi koleżanki.
- Owszem! To miał być mój wieczór panieński. Jutro wychodzę za mąż. – Wyprostowała się dumnie i uśmiechnęła lekko, a spojrzenie jej złagodniało. Kimiko przyglądała się temu z zainteresowaniem, samej zastanawiając nad czymś chwilę. W końcu potrząsnęła lekko głową, odpędzając myśli.
- I kto wpadł na genialny pomysł zorganizowania ci go tutaj? Czy wy nie macie raczej jakichś bali z ciasteczkami w rezydencjach, a później w jedwabnych piżamkach bijecie się na poduszki?
- Noo… zazwyczaj to właśnie tak, ale Marcia stwierdziła, że powinnyśmy zrobić coś wyjątkowego.
- Marcia?
- Siostra Francisa, mojego narzeczonego i moja przyszła szwagierka. Bo wiesz, ja właściwie jestem z Rapsodii, przyjechałam tutaj, żeby wyjść za mąż. Trochę się obawiałam, ale Francis jest naprawdę cudowny! – westchnęła z uśmiechem, który udzielił się Kimiko, ale złodziejka nagle zamarła z kieliszkiem w połowie drogi do ust i zamrugała, gdy coś do niej dotarło.
- Zaraz, zaraz, moment, bo chyba się pogubiłam. – Potrząsnęła głową i spojrzała na Alicję. – Chcesz mi powiedzieć, że przyjechałaś tu taki kawał, żeby wyjść za faceta, którego nawet nie znałaś? – zapytała kpiąco, ale jej rozmówczyni jakby tego nie usłyszała i zwyczajnie pokiwała głową. Kimiko wciąż mrugała, szukając odpowiednich słów.
- Otrzymałam wcześniej jego portret! - Blondynka próbowała nieco jej wyjaśnić.
- Zgłupiałaś? – palnęła złodziejka, a Alicja aż się zapowietrzyła.
- Wypraszam sobie!
- Wyproś sobie Francisa do cholery, nie znasz faceta!
- Przyjechałam już trzy dni temu!
- Nie no, to świetnie, zapamiętałaś kolor jego oczu – zakpiła Kimiko, dopijając w końcu drinka i gestem wołając o następnego.
- Owszem, ma piękne, orzechowe oczy – wzdychała jej towarzyszka, a złodziejka przyglądała jej się, jak egzotycznemu zwierzątku. Właściwie trochę takim przecież była.
- Dobra, nieważne. Co to za Marcia i jej głupi pomysł spotkania się tutaj? Gdzie ona w ogóle jest? – Lekko już wstawiona Kimiko rozglądała się z przymrużonymi oczami, ale nie dostrzegła nigdzie nikogo równie absurdalnie niepasującego do tego wnętrza.
- No Marcia, czyli siostra Francisa i jej dwie przyjaciółki obiecały zorganizować mi cudowny wieczór panieński – zaczęła Alicja, obracając się w stronę Kimiko na stołku i opowiadając z przejęciem. Dłonie miała wciąż splecione na podołku, a plecy idealnie proste, chociaż jej rozmówczyni prawie leżała na blacie, podpierając czarnowłosą głowę na dłoni i z rozbawieniem przysłuchując się szlachciance, a ta perorowała dalej.
- Marcia jest od niego kilka lat młodsza, ale trochę starsza ode mnie, a jej przyjaciółki są w jego wieku, bo są córkami zaprzyjaźnionej z Northonami rodziny…
- Mówiłaś, że ty jesteś Northon – przerwała jej może lekko pijana, ale wciąż trzeźwa na umyśle brunetka.
- Noo… wiesz, już jutro będę Northon, to tak się przedstawiłam…
- Dobra, nieważne, kontynuuj.
- Tak więc, jak mówiłam, Marcia, jej przyjaciółka i przyjaciółka Francisa…
- Zaraz – przerwała jej znowu Kimiko. – To czyje te przyjaciółki są?
- No ich obojga, tylko jedna w wieku Marcii, więc jakoś się zawsze trzymały razem, a ta druga w wieku Francisa i oni się w sumie wychowywali razem. Ona tyle o nim wie! Dużo mi opowiadała, właściwie całe dnie potrafi o nim mówić, tak wiele się dzięki niej o nim dowiedziałam! Na początku chyba za mną nie przepadała, ale później wymyśliły z Marcią ten wieczór panieński i na pewno chce się pogodzić!
- No na bank… ech. Alicjo. Moja droga. Wydajesz się niezwykle sympatyczną osobą i przykro mi, że to ja ci to muszę mówić, ale ta twoja droga przyszła bratowa…
- Szwagierka.
- …jeden pies, zrobiła cię w jajo.
- Słucham? – dziewczyna zapytała uprzejmie, a Kimiko spojrzała w niewinne niebieskie oczy i znów podrapała się za panterzym uchem. Tam też przeniosło się spojrzenie szlachcianki. - Masz ładne kolczyki.
- Dziękuję.
- To białe złoto?
- Chyba tak.
- Bardzo ładne.
- Dzięki. Teraz słuchaj. Ta przyjaciółka Francisa się w nim kocha, a te dwie małpy jej kibicują, więc cała trójka wysłała cię w to zapomniane przez Prasmoka miejsce, żebyś zwyczajnie stąd nie wróciła, a jeśli by ci się udało to na pewno nie w stanie, w którym Francis by cię wziął… na żonę – odchrząknęła rozbawiona i gestem zawołała kelnera. – Co pijesz?
- Różowe wino, słodkie. Może być ciepłe… z czego się śmiejesz?
- Ach, z niczego. Lane, mój drogi, daruję ci grzechy, ale podaj nam dwie tequile.
- To nie jest dobry pomysł… - zaczęła protesty Alicja.
- Podobnie, jak przychodzenie tutaj – odparowała Kimiko, wbijając bystre spojrzenie w dziewczynę, która chyba wciąż nie przetrawiła informacji. Nie miała więcej niż szesnaście lat.
- To co ja mam zrobić? – zapytała, opierając w końcu łokcie na blacie i wzdychając ciężko.
- Nie mam pojęcia.
- No przecież skoro wiesz to wszystko, to powiedz mi co mam robić! – jęknęła Alicja, ale jej towarzyszka tylko parsknęła śmiechem.
- Po pierwsze, nikomu nie pozwalaj mówić ci, co masz robić – powiedziała poważniejąc i podsuwając blondynce kieliszek pod nos. – Po drugie, jak już musisz wychodzić za mąż to trudno, ale nigdy nie trać głowy dla faceta. Nie warto, uwierz mi. A po trzecie… napij się, skoro już tu jesteś – zakończyła pogodnym tonem i podała oszołomionej blondynce limonkę do ręki i posypała jej soli na dłoń. - Poliż, wypij, zagryź – poinstruowała, z uśmiechem przyglądając się jej pierwszej próbie, po czym parsknęła w głos, gdy dziewczyna się skrzywiła.
- Niedobre…
- Zagryź! – śmiała się panterołaczka, podtykając dziewczynie limonkę do ust i chichocząc bez opamiętania, gdy ta wciąż się krzywiła.
- Nadal niedobre…
- Po trzeciej ci zasmakuje. Lane! – Kimiko machnęła na kelnera.

        - Witam piękne panie. Pijesz beze mnie, kotku?
Seth pojawił się za jej plecami znienacka, zaraz obchodząc dziewczynę i kurtuazyjnie kłaniając się jej towarzyszce, której tequila zdążyła już dodać rumieńców na policzkach.
- Mało masz barów w okolicy? I mówiłam ci, żebyś mnie tak nie nazywał.
- Tu podoba mi się towarzystwo. – Panterołak wyszczerzył zęby, puszczając mimo uszu kolejne pouczenie, podczas gdy złodziejka przewracała oczami. Sam musiał przedstawić się Alicji, która przyglądała mu się z zafascynowaniem, skacząc spojrzeniem od uszu dziewczyny do uszu jej towarzysza.
- Jesteście parą? – zapytała, zaraz znów strzelając skonsternowanym wzrokiem, gdy usłyszała dwie odpowiedzi na raz.
- Tak – wyszczerzył zęby panterołak.
- Nie – prychnęła złodziejka i Seth zaraz obrócił się w jej stronę, gotów do przekomarzania się.
- To czemu chodzisz w mojej kurtce?
- Bo mi się podoba...
- I niby tylko ona…?
- …a mój płaszcz spłonął. Poza tym ją ukradłam, więc jest moja – mruknęła butnie brunetka i tym razem ona uniknęła odpowiedzi, spoglądając nagle uważniej na Setha, jakby coś wpadło jej do głowy. Ten zaś zmarszczył brwi.
- Nie podoba mi się ten wzrok – westchnął już poważniej, wyczuwając kłopoty na staję.
- Seth, mój drogi…
- A to już w ogóle.
- …może odprowadzisz Alicję do domu?
- Ale ja się dopiero zaczynam dobrze bawić! – wtrąciła się pierwszy raz od dawna blondynka i czknęła cicho na potwierdzenie swoich słów, zaraz speszona zakrywając usta dłonią.
- No widzisz? A noc młoda… - Panterołak uśmiechnął się szelmowsko do blondynki i zaraz zgarnął kuksańca od złodziejki.
- Nawet o tym nie myśl. Ona ma jutro ślub, po prostu weź ją bezpiecznie odstaw do domu, co?
- A co ja będę z tego miał? – zamruczał kocur, przenosząc czujne ślepia na Kimiko. Dziewczyna wywróciła oczami.
- Dobry uczynek na koncie? – spróbowała, ale teraz to Seth już zaśmiał się w głos, spoglądając na nią z jawnym rozbawieniem i niedowierzaniem zarazem.
- Kotku, proszę cię, czy my się od wczoraj znamy?
- Jenyyy… widzisz jak ona wygląda? Na pewno są dziani. Odstaw ją do domu i powiedz, że uratowałeś ją z rąk bandytów. Będziesz bohaterem i na pewno coś ci się skapnie – wymyśliła na szybko i spojrzała na Alicję, która trzymała wciąż rękę przy ustach, chichocząc niepohamowanie. Kimiko westchnęła. – I powiedz, że ją odurzyli, czy coś…
- Mhm. Co ci tak zależy w ogóle?
- Jest milutka. A ja nigdy nie miałam koleżanki!
Złodziejka umyślnie wydęła smutno usta i zatrzepotała rzęsami, spoglądając na panterołaka, który na zmianę prychał i rechotał, kręcąc głową. W końcu jednak przetarł twarz dłońmi, zmierzwił nieco dłuższe już włosy i westchnął, co oznaczało zgodę i Kimiko mogła się już normalnie uśmiechnąć, ukazując swoje pełne zadowolenie.
- Nie szczerz się tak. Jesteś mi dłużna. I flaszką się nie wykpisz. A w ogóle to mogłaś sama ją odprowadzić, a nie siedzieć i upijać.
- Mam ogon – odpowiedziała Kimiko spokojnie, na dłużej przyciągając złote ślepia. Seth wciąż się uśmiechał, ale widziała, że spoważniał.
- Tych trzech cwaniaków? Gapią się na was odkąd przyszedłem, ale założyłem, że to twój tyłek ich tak zahipnotyzował.
- Boki zrywać.
- Poważnie mówię, masz...
- Dokończ to zdanie to ci walnę.
- No już, już, nie jeż się. Poradzisz sobie z nimi?
- Ta.
- Na pewno?
- A co, martwisz się o mnie? – Teraz to złodziejka wyszczerzyła się zaczepnie, otrzymując w zamian karcące spojrzenie złotych ślepi. Seth zaraz spojrzał na barmana, który pilnie udawał, że nie podsłuchuje i dopiero teraz zwrócił uwagę na klientów.
– Nie polewaj jej już, co?
- Idź już, tato – parsknęła Kimi, popychając kocura.
- Oby jej rodzinka faktycznie była dziana… – mruczał Seth pod nosem, pomagając Alicji. Blondynka zaraz zachwiała się i oparła na oplatającym ją ramieniu i drugim, które podpierało jej dłoń. Panterołak mruczał coś jeszcze pod nosem, ale skierował się do drzwi, pewnie podtrzymując dziewczynę i Kimiko odetchnęła z ulgą. Został jej tylko jeszcze jeden problem…

        Dopiła ostatniego drinka, polanego przez uczynnego barmana, który zaraz wskazał jej brodą na kogoś za nią. Właściwie trzech ktosiów. Kimiko odwróciła się z westchnieniem, a ten, z którym wcześniej zadarła, z uprzejmym uśmiechem wskazał jej tylne wyjście. Mruknęła coś pod nosem, ale że szybko ją otoczono, posłusznie opuściła bar.
Przyjemnie chłodne, chociaż nie najświeższe powietrze, otrzeźwiło ją nieco, gdy zamknęły się za nią drzwi. Idący za nią blondyn sięgnął do jej uda, by dziewczynę rozbroić, ale momentalnie dostał łokciem w nos, aż poszła pierwsza krew tego wieczoru. Wszyscy cofnęli się o krok, a Kimiko spoglądała po nich kolejno, jeszcze spokojnie bujając za sobą ogonem.
- Spodziewałem się, że skorzystasz z okazji i uciekniesz z kolegą. – Danny skupił na sobie kocie ślepia.
- Nie, nie. Jestem tą… no… - mruczała złodziejka i pstryknęła palcami, pokazując ząbki w uśmiechu, udając, że przypomniała sobie słowo. – Dywersją.
- Pewna siebie, hm? Nie rozumiem tylko dlaczego nie mogliśmy sobie kulturalnie wypić drinka w barze, czemu musiałaś dramatyzować?
- Pyta facet, który z dwoma kumplami wychodzi na zewnątrz za dziewczyną, która go spławiła – parsknęła Kimiko ze szczerym rozbawieniem, opuszczając lekko głowę, a gdy ją podniosła, dostała na odlew w twarz, co skutecznie zmyło uśmiech z jej ust.
- Już nie jest ci wesoło? – zapytał brunet, któremu odpowiedział posłuszny śmiech pozostałej dwójki.
– Ostatnie ostrzeżenie… - warknęła złodziejka, której rzeczywiście humor przeszedł jak ręką odjął.
- Ojej, i co wtedy, kicia? Pokażesz pazurki? – zaśmiał się inny z trójki, popychając ją na ścianę i szarpnięciem zabierając pochwę z nożem od opasającego udo paska.
- Ja tam lubię drapanie po plecach – mruknął dryblas, teraz dociskając złodziejkę do muru i z wrednym uśmiechem wpychając jej jedną rękę pod kurtkę, drugą zaś przeciągając po rzucającym się wściekle ogonie. Tego było już za wiele.
        Wściekły ryk rozdarł nocną ciszę, tylko o sekundy poprzedzając agonalny wrzask faceta, któremu pantera rozszarpała właśnie gardło. Danny zmarł jeszcze zanim upadł na ziemię, a i na to zmiennokształtna nie czekała, skacząc na następnego mądrego. Szarpnięta za ogon zdołała tylko zacisnąć kły na jego barku, nim puściła ofiarę, odwijając się wściekle, ale znów udało jej się jedynie wgryźć w udo kolejnego cwaniaka.
Dlatego nie lubiła przemieniać się w panterę pod wpływem alkoholu. W zwierzęcej formie regenerowała się szybciej, więc procenty ulatywały z niej z każdym oddechem, ale za to wyczulone zmysły były przez ten czas atakowane niczym nawałnicą. Pantera z rykiem zachwiała się na łapach i odskoczyła, starając się oddalić jak najbardziej. Nie chciała przecież nikogo zabijać, jeśli nie musiała, ale ciężko wyjść z szamotaniny z drapieżnikiem i nie mieć rozszarpanej żadnej głównej arterii. Kocica przesadziła chwiejnie kilka susów i odbiła od ściany. Niezadowolona potrząsnęła łbem i wróciła do ludzkiej postaci, łapiąc oddech i oglądając się przez ramię. Jeden już się nie podniesie, pozostali powoli zbierali się do pościgu. Rzuciła się pędem przed siebie, z każdym kolejnym krokiem odzyskując trzeźwość umysłu i równowagę.
        Nie musiała już spoglądać przez ramię, by wiedzieć, że jej nie dogonią. Zignorowała też nadchodzącego z naprzeciwka marynarza ze zwojem liny na ramieniu. Nawet jeśli pofatygowałby się na pomoc rannym, jej już dawno tu nie będzie. Nie przewidziała tylko, cholera jasna, że oni się znają.
- Clint! Zatrzymaj ją! – Usłyszała już za swoimi plecami i tylko przyspieszyła. Mowy nie ma, żeby ją dogonili. Zaniepokoił ją tylko świst liny, której fragment właśnie zobaczyła opadający z góry przed nią.
- Co do cholery… - mruknęła pod nosem, a po chwili krzyknęła odruchowo, gdy coś ciasno oplotło jej kostki, a ona z całym pędem runęła jak długa na bruk.
        Słyszała tupot nóg, ale już nawet nie chciało jej się wstawać. Była obolała jak diabli i coś ciągle ściskało ją mocno w kostkach. Co za wieczór, naprawdę… Odwróciła się z trudem na plecy i spojrzała na zbliżającego się marynarza, zwijającego linę na ramię. Pociągnęła zmęczonym spojrzeniem do jej końca, ciasno oplecionego wokół jej nóg.
- Niezła sztuczka – mruknęła ze szczerym uznaniem, podnosząc się z trudem na łokciach. Blondyn uśmiechnął się sympatycznie.
- Dziękuję. A co tu się właściwie dzieje?
- Zabiła Danny’ego, to się stało! – Kulejący oprych zdążył już do nich dokuśtykać, razem z tym, któremu ręka jakoś dziwnie zwisała. I ten właśnie próbował zamachnąć się, by kopnąć dziewczynę w głowę, ale marynarz go powstrzymał.
- Weź, leży związana. Co wam się do cholery stało?
- Ona się stała!
- Ostrzegałam – warknęła tylko złodziejka i odchyliła się, gdy znów zamierzono się na nią z buciorem. Tym razem dostała jednak w żołądek.
- Dobra, spokój, moment. Sorry, mała – mruknął Clint, przyklękając przy niej i przewracając dziewczynę na brzuch. Nim zdążyła się zorientować, sznur skrępował jej za plecami nadgarstki i marynarz dopiero wtedy rozwiązał jej nogi, prostując się z drugim końcem liny w ręku.
        Powstrzymała się od jęknięcia, słysząc nad sobą głosy i ostrożnie poruszyła rękami, usiłując poluźnić więzy. Nic z tego. Pieprzone portowe miasta z ich cholernymi marynarzami i piekielnymi węzłami. Za dawnych czasów Amarok nauczył ją kilku żeglarskich supłów, które potrafiła wykonać szybko i precyzyjnie, jednak małomówny, ale przyjazny elf zniknął z ich bandy, zanim zdążył nauczyć dziewczynę, jak z takiego cudu się wyplątać. Zakuta w metalowe kajdany mogłaby sobie wystawić kciuk i wysmyknąć dłoń, ale przy zaplecionej ciasno, grubej linie, nie miało to najmniejszego sensu. Nie pozostawało jej więc nic innego, jak leżeć na bruku i słuchać.
- No i co teraz? Zabijemy ją czy co?
- Zgłupieliście do reszty? To tylko jedna dziewczyna. Puśćcie ją i już, nie wygląda na taką, co poleci na straż.
- A co powiemy szefowi? Że mi ramię samo wypadło ze stawu? Że Jim stracił kawałek uda, bo źle obstawił w kasynie? A Danny wkurzył zgraję portowych kotów, więc te rozszarpały mu gardło?!
- Szlag by to trafił. Zachciało mu się panienki…
- Bierzemy ją do szefa i powiemy, że pierwsza zaatakowała. Dostanie za Danny’ego i może ją jeszcze szef opchnie gdzieś.
- Nie licz, że ci coś z tego skapnie, durniu.
- Masz kuźwa lepszy pomysł!?
- A jak powie, jak było?
- A komu szef uwierzy? Nam czy jakiejś lalce?
- Decydujcie szybko, bo mi zaraz łapa odpadnie! Co robimy?
- Rozwiążcie mnie i won stąd, to was nie pozabijam – sapnęła z ziemi Kimiko, próbując podnieść się chociaż na kolana, ale dociśnięto ją butem do bruku. Durne cwele. Tyle dobrego, że już się tak nie cieszyli. Uśmiechnęła się krzywo pod nosem i jęknęła, gdy poderwano ją brutalnie na nogi. Szarpnęła się, próbując zarzucić sobie na bark opadającą z niego brązową kurtkę i spojrzała hardo na faceta przed nią. Wciąż miał jej sztylet.
- Mało ci? Zawsze możemy dokończyć zabawę – prychnął, spoglądając na dziewczynę, ale ta wciąż spoglądała na niego ze złośliwym uśmiechem, co najmniej jakby miała przewagę.
- Idź do diabła – powiedziała niemal uprzejmie, ale między nią, a krwawiącym brunetem pojawił się blondyn, najspokojniejszy chyba z nich wszystkich, chociaż już nie taki uśmiechnięty.
- Żebyś się nie zdziwiła… - mruknął do niej, wywołując błysk konsternacji w oczach dziewczyny. Obrócił ją i kładąc rękę na jej ramieniu poprowadził przed sobą.

        Przeszli w milczeniu kilka przecznic. Kimiko nie przerywała ciszy, próbując wciąż wysupłać dłonie z więzów, w miarę potajemnie, ale szło jej tak samo beznadziejnie, jak wcześniej. Z kolejnej ulicy przeszli do jakiegoś lokalu. Nie przodem, ale od zaplecza. Mnogość zapachów różnych ludzi i alkoholi biła po nozdrzach, ale Kimiko marszczyła brwi, wyczuwając coś jeszcze, coś znajomego, co trącało ją uporczywie, ale nie mogło wydrzeć się ponad wonny chaos. Gdzie do cholery idą? Jedne drzwi, korytarz, kolejne drzwi. Więcej głosów. Sami faceci. Na napastliwe spojrzenia tylko uniosła brodę, a gdy jeden złośliwie podstawił jej nogę, by się potknęła, posłusznie zahaczyła stopę, ale później szarpnęła, posyłając żartownisia na ziemię. Prawie wywołała tym bójkę w wąskim przejściu i Clint przyspieszył kroku, po drodze łapiąc coś ze stolika. Chwilę później czarny materiał przysłonił jej wzrok.
- Teraz? Jak już wiem, gdzie jesteśmy?
- To dla twojego dobra. Może jeszcze się z tego wyplączesz, więc lepiej, byś za dużo nie wiedziała.
- Ej, wszyscy marynarze umieją takie cuda z liną? – zapytała i usłyszała śmiech nad głową.
- Nie, wychowałem się na dalekim zachodzie, tam się tak łapie dzikie konie.
- No wiesz… I na dziewczynę z takimi sztuczkami – mruczała karcąco, uśmiechając się pod materiałem na jawne rozbawienie marynarza. W sumie sympatyczny gość. – Wybaczę ci, jak mnie tego nauczysz.
- Jak stąd wyjdziesz o własnych nogach to nauczę.
        Otworzyły się kolejne drzwi i Clint pchnął mocniej dziewczynę do przodu, chyba na pokaz. Postawiła kilka szybszych kroków, łapiąc równowagę i zadarła lekko głowę, przechylając ją jednocześnie na bok. Węszyła. Po chwili zaś zamarła, niedowierzając własnemu nosowi.
- Niemożliwe – zamruczała powoli, a spod materiału dobiegł stłumiony chichot.
Ktoś zdjął jej worek i dziewczyna potrząsnęła lekko głową, dmuchając w opadające na twarz kosmyki włosów. Lekko tylko rozczochrana, nawet nie nosiła większych śladów bójki poza lekkim ogólnym sponiewieraniem. Po posoce należącej do martwego i aktualnie cierpiących większych śladów na niej nie było, pantera skrupulatnie oblizała pysk. Teraz zielone ślepia błysnęły w nikłym świetle, a na widok znajomej twarzy złodziejka wyszczerzyła ząbki w zadziornym uśmiechu.
- Cześć, Dagon.
Avatar użytkownika
Kimiko
Szukający Snów
 
Nagrody: Obrazek
Inne Postacie: Callisto, Leila, Sonea, Mathias, Emma, Cat, Lexi, Maia, Ananke, Eva, Rakel, Lena, Rain, Kiki, Astarte, Segen, Mimosa, Dayanara, Yuki,
Rasa: Panterołaczka
Aura: Czy znajdziesz chwilę by spojrzeć na tę młodziutką i lśniącą aurę ? By poznać jej wyraźnie złote fale. Obejrzeć jej cynowe ławice, przecinające złociste przestrzenie. Czy zechcesz dostrzec promienie szafiru, które przebijają się z pod obecnych barw, niby właśnie otwarte kocie oczy odsłaniane spod powiek. Jeśli tak, zauważysz też, że szafirowe lśnienie zawiera delikatne skazy i niedoskonałości, ale mimo nich błyszczy dzielnie, stawiając im opór. Wokół nie dosłyszysz żadnego dźwięku, ale jego brak uzupełni silna woń zwierzęcej sierści, charakterystycznej dla drapieżnika. W dotyku aura jest aksamitnie gładka, kusząc swoją delikatnością. Nie daj się jednak zwieść, łagodność nie jest jedynym atrybutem tej emanacji, gdyż posiada ona również doskonale zakamuflowane ostre brzegi, a przed zbyt gwałtownym uciskiem bronić się będzie swoją giętkością i twardością, bynajmniej nie słabszymi od początkowej gładkości. Smak jest przede wszystkim lepki, ale znajdziesz w nim też bardzo subtelne iskierki pikanterii i nieśmiałe kwaskowe nutki.
Wygląd: Kimiko jest niewysoką, mierzącą około 165 cm dziewczyną. Swoim wyglądem nie wyróżnia się z tłumu i dopiero, gdy ktoś zwróci na nią większą uwagę może dostrzec piękne rysy twarzy, których nie spodziewałby się u zwykłej złodziejki. Ma prosty nos o ostrej linii i lekko różowe, pełne usta. Ich kąciki wygięte są zazwyczaj tylko delikatnie, dodając jej tajemniczego ... (Więcej)

Postprzez Dagon » Cz mar 14, 2019 7:28 pm

        Życie prostego człowieka nie było łatwe. Brak trosk i sielanka były dla bogaczy i szlachty. Biedota, jak zwykli mówić członkowie tych bardziej prominentnych grup społecznych, musieli wypracować w pocie i trudzie każdą kromkę chleba, a każdy kolejny dzień okupować licznymi wyrzeczeniami. Brak dostatków i blichtru rekompensowała jedynie wzajemna troska i ciepło charakterystyczne dla domów gdzie jedyną stałą wartością byli bliscy. Tak przynajmniej było gdy mimo wszystko oszczędzono ci pełnego pecha i urodziłeś się w uczciwie pracującej rodzinie. Niektórzy nie mieli nawet tego szczęścia, Rika nie miała aż tyle farta.
Matkę kiedyś miała, w końcu jakąś musiała mieć, z niektórych słów ojca domyślała się, że rodzicielka zwyczajnie odeszła w siną dal. W sumie nawet się temu nie dziwiła. Gdyby mogła też by uciekła. Czemu nie zabrała ich ze sobą, szybko przestała pytać domyślając się przyczyny. Kto chciałby tak bezużyteczną córkę. Jako dziecko swojego ojca nie była dość dobra by się nią przejmować, zresztą razem z siostrą. Bo siostrę też miała, kilka lat starszą, którą przeciwnie do matki pamiętała, chociaż słabo.
Siostra spłaciła długi, gdy Rika miała może z pięć lat. Nie, nie własne, bo dziewczynki na swoje nieszczęście miały też ojca. Ten zaś z pracą rozmijał się częściej niż się jej poświęcał. Za to chętnie przegrywał lub przepijał posiadane pieniądze, a najchętniej robił jedno i drugie na raz, zaciągając niekończące się długi. Starsza siostra została zabrana przez jakiegoś suterena właśnie na poczet tych zaległości i Rika więcej jej już nie spotkała.
W takich chwilach pozostawała tylko wiara i Rika początkowo wierzyła gorliwie, że z niebios przybędzie anioł z przepięknymi białymi skrzydłami i ją uratuje jeśli tylko będzie grzeczną dziewczynką. Szczerze modliła się co wieczór o pomoc i starała się jak mogła by być dobrym człowiekiem godnym niebieskich obietnic. Grzecznie znosiła bicie i burczenie w brzuchu. Dbała o dom i zapitego ojca. Próbowała być najlepszą córką jaką tylko mógł sobie wymarzyć, tak jak nakazywał dobry bóg.
Czy wpierw przestała mówić czy wierzyć w ratunek, nigdy się nie zastanawiała, jedno i drugie zatarł pył codzienności. Później zamiast wiary gdy nadzieja na zmianę i ocalenie upadła, wciąż jeszcze pozostał lęk przed karą. Tej zaznała nieraz i jej istnienia była pewna, a spod rezygnacji zamiast rozgoryczenia przebijały się myśli, że musiała uczynić coś strasznego za co teraz czyniła pokutę. Nie chciała jej rodzona matka więc tym bardziej nie była godna niebiańskiego ratunku. I chociaż nie wiedziała co robiła źle, starała się dalej w towarzystwie przekonania iż poniesie konsekwencje swoich przewin.
        Miała dziesięć lat, chyba, nie obchodziła urodzin i miała jedynie mgliste pojęcie co do swojego wieku wynikające z mijających miesięcy. Aniołowie nie zjawili się nigdy z czym już dawno zdążyła się pogodzić, przybył za to diabeł.
Dostrzegła rogaty cień za elegancko odzianym mężczyzną, potem ze strachu zamknęła oczy. Czart na pewno był ubrany lepiej niż wszyscy poprzedni wierzyciele, ale przecież tak piekło zwodziło ludzi. Wpierw zabrano jej siostrę, teraz przyszła kolej na nią. Przez chwilę nawet zastanawiała się kto miał większego pecha, siostra, którą zabrał podejrzany typ, czy ona.
Z czasem zorientowała się, że to było najlepsze co spotkało ją w życiu. Ratunek, którego oczekiwała od boga, przyszedł z rąk piekieł.
Podczas pożaru ponownie była rozpaczliwie przekonana o swojej zgubie. Tego wieczora diabeł uratował ją po raz drugi i Rika drugi już raz uznała, że w takim razie chyba wolała piekło, bo tylko ono o niej nie zapomniało gdy zrobił to bóg. Podobno tak właśnie diabły kusiły słabych. Obiecywały wygodne życie i mamiły zmysły, i wychodziło im to doskonale, bo Rika w swoim krótkim życiu była szczęśliwa dopiero żyjąc w zamtuzie i jeśli to miało kosztować ją duszę, była gotowa zapłacić tę cenę i nie żałować. Chociaż i co do ceny zaczęła mieć wątpliwości. W końcu kto tak naprawdę był winien, pracująca dziewczyna, która zwykle nie miała innego wyjścia, ten który sprowadził na nią okrutny los czy może klienci domów uciech korzystający na ich nieszczęściu. Szef pewnie jako diabeł tak czy inaczej był potępiony, ale z drugiej strony dziewczynka dawno zweryfikowała i te poglądy. Jedyna dobroć jakiej doświadczyła pochodziła z czarcich łap, podobne rzeczy opowiadały inne, przecież znacznie bardziej doświadczone życiowo dziewczyny.
I chociaż bies długo budził jej lęk, teraz był dla dziewczynki jedyną ostoją bezpieczeństwa. Siedząc na przedramieniu mężczyzny mocniej zaplotła ręce wokół jego karku i wcisnęła zapłakaną buźkę w szyję czarta ani myśląc go puścić, gdy płomienie pochłaniały zamtuz.

        A Dagon trzymał dziewczynkę pozwalając jej łkać w swoją skórę. Starał się unikać nadmiernych zażyłości ze swoją własnością, ale chociaż każda z dziewczyn miała swoją historię, Rika była nietypowym nabytkiem, swojego rodzaju maskotką w burdelu.
        Laufey był wszechstronnym biznesmenem i nie przepuszczał żadnej szansy na zarobek. Wykupywanie weksli zatwardziałych dłużników należało do jednej z obiecujących dziedzin, gdyż czart jak nikt potrafił skłaniać opornych do hojności. Tego wieczora jednak nie poszło tak gładko jak powinno. Pamiętał tę transakcję jakby była wczoraj. Musiał pofatygować się osobiście, czego oczywiście bardzo nie lubił, gdy jego człowiek nie wiedział co czynić z jednym cwaniakiem. Łańcuchowy kundel byłby więcej wart niż córka, którą próbował im wcisnąć i pewnie też byłby mniej zawszony.
Spojrzał z góry na klęczące i błagające o litość ścierwo, które moment temu posłał na klepisko słusznie poirytowany faktem, że ktoś wciskał mu niezły bubel. Tyle, że pijak rzeczywiście nie miał dosłownie nic innego, poza własną skórą i nędznym życiem. Chałupa ledwie stała, trzymając się ostatkiem swoich sił. W środku nic nie przypominało wyposażenia. Pod jedną ze ścian, w zardzewiałym wiadrze stała resztka wody, ciężko powiedzieć czy przyniesiona czy może nałapana dziurami w dachu podczas ostatniego deszczu. Kilka potłuczonych skorup w kącie obok miało chyba robić za naczynia. W drugim kącie kałdun ze szmat obrzydliwych nawet na odległość najwyraźniej robił za siennik. Na nim zaś zwinięta w najżałośniejszy kłębek jaki kiedykolwiek widział, z kolanami ciasno pod brodą i plecami wciśniętymi w sypiący się mur, siedziała jedyna zapłata za weksel jaką mógł wymusić. Dlatego właśnie pracownik nie wiedział co robić. Ktokolwiek był tak durny by pozwolić menelowi na zaciąganie długów, teraz uczynił interes życia pozbywając się problemu robiąc z czarta frajera.
Kopnął zasrańca, chociaż szkoda mu było brudzić butów i podszedł do obrazu nędzy i rozpaczy w najczystszej czy raczej najbrudniejszej postaci. Dziewczynka skuliła się jeszcze bardziej chociaż wydawało się to niemożliwe, jakby przygniótł ją cień piekielnika. Bez dalszych ceregieli bies złapał ją za kark i zniknął z rudery.
        W domu nalał sobie whisky i siadł z rozmachem na kanapie by lepiej przyjrzeć się nabytkowi. Chude, posiniaczone i dygoczące ze strachu nieszczęście bało się nawet uciekać. Czart zmrużył oczy masując nasadę nosa i westchnął ciężko. W żaden sposób nie przypominało to dziewczynki. Szatynka mocniej zadrżała, gdy ciemne spojrzenie biesa znów skupiło się na niej.
        - Umiesz gotować? - Tak gorliwe potakiwanie nie było częstym widokiem.
Dziecko okazało się pracowite i szybko stało się ulubienicą dziewczyn, przydając się mocniej niż diabeł mógłby przypuszczać.
        Poza tym jednak w ogólnym rozrachunku miał dość wygodne życie składające się z raczej udanych interesów, przynajmniej do czasu pojawienia się gada.

        Gdy znikali z Nowej Aerii plan był prosty, nie wychylać się. Szybko ustalili, że prościej będzie rozdzielić się, niż włóczyć się razem, tym bardziej, że Dagon nie planował siedzieć w miejscu, ale jeszcze nie wiedział co tak naprawdę chciał uczynić. A kocica nawet się nie pożegnała wymykając się chyłkiem gdy przysnął na chwilę. Uśmiechnął się jedynie pod nosem czytając liścik będący kwintesencją kociej natury. Podpalił nim cygaro czekając aż powoli dochodząca do siebie dziewczynka zje śniadanie. Potem opuścił Demarę.
Czart też nie cierpiał z powodu takiego rozwiązania, a że Kimiko wróci, nie miał wątpliwości. Jeśli nie tak po prostu z braku wrażeń i dreszczyku emocji to przecież wisiał jej kasę.

        Kolejne tygodnie upłynęły Dagonowi na tym w czym był najlepszy, na kombinowaniu i machlojkach. Nie zaszył się w Trytonii nie mając pewności jak przebiegło spotkanie jaszczurki i Scarlett. Zresztą w chwili gdy spłonął mu cały dom, jednocześnie zapragnął nowych wyzwań i świętego spokoju, co nijak nie szło w parze, więc w diablim umyśle toczyła się cała batalia pomysłów pomieszanych z wściekłością, bo przede wszystkim potrzebował ludzi. W końcu jedno pragnienie nie podlegało dyskusji - zemsta, bies szczerze pragnął gadziej krwi.
        Ostatecznie wylądował w Randill. Spodobała mu się sprawa z całym tym przemytem, a skoro tak się składało, że znał już jednego aroganckiego kapitana, przez minione dni sumiennie budował swoją małą społeczność. Po cichu zaczął kontrolować jedną z dzielnic miasta, a plan nowego biznesu krok po kroku zaczynał nabierać coraz wyraźniejszych kształtów, a to był dopiero początek. Bies coraz częściej i chętniej uznawał, że na dobre skończył z pozorami i legalnym biznesem.  

        Właśnie omawiał szczegóły transportu, gdy do pokoju na zapleczu wpadło trzech jego ludzi ze związaną dziewczyną.
        - Co to za cyrk? - warknął diabeł, skupiając spojrzenie na przybyłych.
        - Zaatakowała nas i okaleczyła - zaczął jeden z rannych.
        - I do tego skrwawiła w alejce Dannego - dodał drugi, podczas gdy piekielnik do nich podszedł. Jedynie Clint milczał większą uwagę poświęcając podłodze, przeżuwając własne emocje.
Bies stanął naprzeciw dziewczyny i ze zmrużonymi oczami podniósł worek zasłaniający jej twarz.
        - Kimi... - wychrypiał przyglądając się złodziejce z nieodgadnionym wyrazem twarzy, co wywołało zmieszanie w szeregach oskarżycieli. Worek ponownie opadł na twarz panterołaczki, a rogaty okrążył brunetkę i stanął przed swoimi ludźmi.
        - Nie lubię się powtarzać - zaczął niskim tonem.
        - Ale to ona zaczęła - zaoponował jeden z poszkodowanych.
        - Nie lubię też głupoty - Laufey kontynuował w głębokim poważaniu mając wymówki swoich ludzi, a pewne siebie miny powoli były wypierane przez strach.
        - Nie sra się do swojego gniazda. Nie robi się brud na swoim terenie, szczególnie takich, których nie umie się wygrać i nie zostawia się niesprzątniętych trupów - skończył stając za Jimem, który głośno przełknął ślinę bojąc się odwrócić. To była ostatnia rzecz jaką zrobił. Potem rozległ się trzask kręgów i wiotkie ciało mężczyzny upadło na podłogę, a w pokoju zapanowała grobowa cisza. Drugi z rzezimieszków próbował nawet uciekać, był w połowie ni to kroku ni obrotu by spojrzeć na rogatego, gdy dołączył do towarzysza.
        - Kto umie dobierać sobie przeciwników dłużej żyje, a jeśli ktoś jeszcze nie potrafi we trzech chłopa pokonać jednej kobiety to niech ich nie zaczepia - wywarczał, chociaż obecni patrzyli na oblicze piekielnika raczej nierozumnie, dopiero trawiąc zdarzenie, którego byli świadkami.
        - Zamierzacie czekać aż Danny zmartwychwstanie i przylezie do dziupli na własnych nogach czy może aż znajdzie go straż miejska? - dopiero to pytanie otrzeźwiło mężczyzn, którzy z nowym zapałem ruszyli znaleźć nieboszczyka.
        - Szefie… - dopiero teraz odezwał się Clint, przyglądając się wydarzeniom z zaciekawieniem i nutką strachu. - A co z dziewczyną?
        - A interesuje cię to bo? - Czart zmrużył oczy.
        - Bo to chyba nie do końca jej wina - odpowiedział na tyle spokojnie na ile udało mu się opanować.
        - Weszła na teren jednego bossa z piekła rodem i narobiła bałaganu, podczas gdy miała trzymać głowę nisko i unikać kłopotów - wychrypiał łapiąc dziewczynę w pół i przerzucając ją sobie przez ramię.
        - Będzie musiała się wykupić - dokończył zabierając linę z rąk blondyna. Zaraz potem Dagon zniknął zostawiając marynarza samego z dwoma trupami. Ten westchnął splątany, skupiając się na tym co najważniejsze. Właśnie przypadło mu zadanie sprzątnięcia trucheł.

        Zmaterializował się w komnacie opuszczonego i zniszczonego zamczyska. Zapomniane ruiny stały w lesie porastającym nadbrzeżny klif. Większość budowli była zniszczona i powoli niknęła pochłaniana przez naturę. Jednak południowe skrzydło, a w zasadzie jakaś jego część oparła się czasowi i siłom przyrody, teraz stając się diablą kryjówką. Ocalone pomieszczenia zaś były już względnie doprowadzone do porządku i używalności.
Upuścił dziewczynę na materac obszernego łóżka. Klęknął nad nią, opierając się na rękach i dopiero ściągnął worek z głowy zmiennokształtnej.
        - I co teraz zrobisz panterko? - wychrypiał czarnymi oczami przyglądając się złodziejce. Niegdyś bez spinek nie ruszał się z domu. Teraz korzystał z nich raczej sporadycznie, ponieważ w nowych przedsięwzięciach rogaty wygląd stał się bardziej atutem niż przeszkodą.
Avatar użytkownika
Dagon
Szukający Snów
 
Inne Postacie: Nemain, Sherani, Lucien, Elleanore, Indigo, Max, Pagani, Amarok,
Rasa: Diabeł
Aura: Witaj przyjacielu. Palisz? Ta aura przywita cię najlepszym cygarem. Poczęstuj się. Śmiało. Zapal. Zaciągnij się. Taak. Cóż za aromat, cóż za smak! Łagodna słodycz na języku. Prawdziwy tytoń, najlepszego gatunku. Widzisz ten blask? Tak, to złoto. Mnóstwo złota. Nieco skażone cynowymi domieszkami, ale są one niewielkie, niemal zniezauważalne wśród istnego bezmiaru złotego kruszcu. Kuszące prawda? Chcesz je mieć? Oczywiście. Żaden problem. Zbliż się. Bierz, wszystko twoje. Tylko nie zwracaj uwagi na bijącą odeń bursztynową poświatę. To pewnie tylko złudzenie. Posłyszysz, jak aura przygrywa ci prawdziwą symfonią najwyższych lotów - kojące dźwięki spokojnej melodii, przeplatane ciągnącymi się sekundami zupełnej, dudniącej w uszach ciszy. Na moment ogarnie cię uczucie spadania, ale nie przejmuj się tym. Wydawało ci się tylko. Aura otuli twój kark z delikatnością jedwabnego fularu. Przyjemne uczucie. Ciepła, giętka i gładka. Najlepszy materiał, najwyższej jakości bisior. Na pewno drogi. Godny królewskiej garderoby. Poczuj się jak magnat przyjacielu. Zachwyć się bogactwem tej aury. Rozsmakuj w jej zbytkach. Delektuj jej splendorem. Rzuć się w jej przepych. Zatop w jej luksusach. Swój błąd poznasz dopiero, gdy będzie za późno. Tylko złoto pozostanie prawdziwe, jednak daleko poza twoim zasięgiem. Ognisty podmuch bursztynowej poświaty uderzy cię swoją wyrazistością w twarz, jakbyś właśnie nachylił się nad kraterem czynnego wulkanu. Nęcący aromat tytoniu zniknie momentalnie, przykryty przez wstrętny swąd siarki i palonych włosów. W ustach po słodkiej rozkoszy pozostanie tylko gorzki, lepiący się popiół. Zdziwisz się, gdzie podziała się delikatność jedwabnej chusty, którą przed chwilą miałeś na szyi. Nim zdążysz zareagować przemieni się w bezlitosną twardość krępujących cię powrozów, a ostrością stryczka wpije boleśnie w twoją krtań. Natychmiast opadnie spokój iluzorycznej kojącej ciszy. Nieokreślone potępieńcze jęki torturowanych wybuchną bezpośrednio w twoich małżowinach kalecząc twój zaskoczony umysł swoim demonicznym jazgotem. Ale nawet to nie będzie najgorsze. Na samym końcu uświadomisz sobie gdzie w tym wszystkim znajduje się twoja dusza. Ona już nie należy do ciebie. Oddałeś ją za miraże. Najgorsza jest właśnie ta agonia konającej w tobie nadziei. Przepadłeś przyjacielu.
Wygląd: Może nie jest najpotężniejszych gabarytów jeśli chodzi o diabelski ród, jednak na ziemskich planach wielu mężczyzn wyda się przy nim drobnymi. W porównaniu z ludźmi nie poskąpiono mu wzrostu i diabeł ten mierzy sążeń z niecałą piędźą (dokładnie 197cm), jeśli nie wliczymy rogów. Te, jeżeli są widoczne, dodają mu coś koło drugiej piędzi wzrostu.
Sylwetkę ma ...
(Więcej)
Uwagi: Na co dzień rogi i szpiczaste uszy skrywa iluzja. Nie obejmuje ona cienia, rzucanego przez Lufeya ani zmysłów dotyku osób mających z nim kontakt.

Postprzez Kimiko » Pn mar 18, 2019 8:45 pm

        Z zainteresowaniem, lekko okraszonym rozbawionym niedowierzaniem, przysłuchiwała się rozmowie Laufeya z jego ludźmi. Nie miała wątpliwości, że to on, nawet zanim jeszcze się odezwał. Niski głos gdzieś poza materiałem był tylko potwierdzeniem zapachu, który rozpozna już wszędzie. Swawolny grymas jednak szybko zszedł z jej ust, gdy usłyszała łgarstwa mężczyzn, ale że pamiętała też jak tę wersję ustalali, prychnęła tylko pogardliwie pod nosem, powstrzymując się od komentarza. Dopiero, gdy czarci palec zadarł worek, na moment uwalniając kocią głowę, przywitała się z uśmiechem, jak zawsze gdy widziała tę rogatą facjatę. Na swoje imię tylko przymrużyła zgodnie ślepia, przechylając lekko głowę i próbując dopatrzeć się czegoś więcej u znajomego, gdy nagle materiał worka na powrót przysłonił jej świat.
        - Hej!! – prychnęła, na diable szczęście oburzona tak, że na moment ją zapowietrzyło, a tym samym uciszyło. Później już tylko warknęła zwierzęco pod workiem, nieświadomie przyciągając krótkie ukradkowe spojrzenia, podczas gdy ogon smagał powietrze, okazując światu jawne niezadowolenie zmiennokształtnej. Co za bezczelny typ, naprawdę, że też ona ma do niego cierpliwość.
        Uspokoiła się szybko, jak zawsze, uznając że podsłuchanie wymiany zdań między biesem a jego ludźmi jest ważniejsze niż urażona duma. Już tylko lekko obrażona strzygła więc uchem, gdy Laufey wykładał podstawy przedsiębiorczości w światku przestępczym, a za chwilę zamarła zaskoczona, słysząc trzask kręgów. Obróciła lekko głowę, uspokajając ogon, a za chwilę dźwięk się powtórzył do wtóru kolejnego upadającego bezwładnie ciała i dziewczyna uniosła brwi. „No proszę, skala diablej tolerancji dość drastycznie spadła ostatnimi czasy”, pomyślała z mieszaniną fachowego uznania i bardziej osobistej już niepewności, jako że mimo wszystko ona również nieco podpadła, nawet jeśli niechcący.
Uśmiechnęła się jednak z zadowoleniem, słysząc że Clint mimo wszystko posunął się nawet do powiedzenia czegoś na jej obronę. Sympatyczny i odważny, proszę jaka przyjemna niespodzianka w czarcich szeregach. To, że przed chwilą jego dwóch kumpli odwróciło głowy o pełen obrót jakoś nie powstrzymało go od wyrażenia swojego zdania. Może jakoś dłużej się z Bajem znają?
        Na odpowiedź Laufeya tylko wywróciła oczami. „Trzymać głowę nisko i unikać kłopotów”, też coś. Przecież nie napadła na bank do cholery, tylko nie pozwoliła sobie spuścić łomotu!
- Aj! – pisnęła odruchowo, niespodziewanie złapana w pół. Nie nawykła do tego, że miała unieruchomione ręce, bardzo dawno nie udało się nikomu związać jej na dłużej. Teraz jeszcze ze skrępowanymi na plecach nadgarstkami została przerzucona przez czarcie ramię, nie mając żadnej możliwości manewru, ani nawet karcącego przywalenia bezczelnemu rogaczowi. Taki brak wpływu na własne poczucie równowagi znosiła wyjątkowo źle, a do tego dochodziło diable poczucie humoru. Wykupić się, dobre sobie…
- Chyba sobie jaja robisz! – warknęła, wierzgając nogami, ale wystarczyło, by bies zrobił jeden krok do przodu, a kocica znieruchomiała. Czarny ogon śmignął po łuku, owijając się wokół szyi Dagona i przylegając kurczowo do jego pleców, gdy Kimiko próbowała odnaleźć się w nietypowo dla niej bezbronnej pozycji.
        Raczej podświadomie wyczuła to, przed czym diabeł jej nie uprzedził i zdążyła pozbierać myśli. Znikną. Ciała zostaną sprzątnięte pod ich nieobecność. A ten martwy padalec ma jej nóż!
- Clint, mój nóż! – zdążyła tylko rzucić, nim coś szarpnęło ją znów w okolicach pępka.

        Nie wiedziała jednak nawet, czy blondyn ją usłyszał, bo miała wrażenie, że zdanie skończyła już gdzieś indziej. A gdzie… to osobna sprawa. Mimo zupełnie niegrzecznego przetransportowania jej, wstrzymała dalszy opieprz, podnosząc lekko głowę i węsząc przez worek. Pachniało starością, zimnem, kamieniem, morzem…
Znów pisnęła, czując, że spada i spięła się cała, usiłując powstrzymać odruch obrócenia się w locie. Szybko jednak wylądowała na czymś miękkim i po krótkiej chwili na rozeznanie rozluźniła się nieznacznie. Mruknęła coś, czując jak materac wokół niej się ugina, a nad nią pochyla się sylwetka. W końcu na dobre zdjęto jej worek i znów potrząsnęła głową, już mniej zadowolona, łypiąc na wiszącego nad nią Laufeya.
- Dobrze się bawisz? – fuknęła na niego, spoglądając w czarne ślepia i odruchowo przenosząc wzrok wyżej, na rogi. Na ochrypłe pytanie tylko zmrużyła oczy, znów wypuszczając powietrze przez nos.
        Zupełnie nie spodziewała się go spotkać w tym mieście, a już na pewno nie w takich okolicznościach. Po głowie kołatało się wiele pytań z nimi związanych, ale w tej chwili musiały poczekać. Bajer znów próbował na niej swoich sztuczek, których zdążyła się już nauczyć o tyle, by nie dać się na nie nabrać, nawet jeśli przed chwilą była świadkiem dość znacznej zmiany w postępowaniu zachowawczego dotychczas biznesmena. Znudziły mu się czyste mankiety? Wciąż był wściekły o Nową Aerię? Ktoś mu wylał drinka? Tak czy siak, nie sądziła by zmieniło się coś znacznie w kwestii ich wzajemnego zaufania, więc zupełnie nie wyglądała na przejętą, a i niezadowolenie powoli jej przechodziło, przeradzając się w zwyczajowe stawianie się nazbyt pewnemu siebie rogatemu. Poza tym skoro już zna się trochę czyjeś zwyczaje, zawsze można zagrać mu na nosie i je uprzedzić.
        Złodziejka podniosła się lekko na łokciach, wyciągając szyję i sięgając twarzą do wiszącego nad nią biesa. Przysunęła nos i usta tak blisko jego skóry, że mógł czuć jej oddech i lekkie mrowienie, mimo że dziewczyna praktycznie go nie dotykała, z cichym pomrukiem obwąchując tylko okolicę diablich ust i policzka, i przyglądając mu się uważnie. W końcu opadła znów na materac, a usta wykrzywił jej zaczepny półuśmiech.
- Wiesz, stęskniłam się nawet i mogłabym przyciągnąć cię za krawat i pocałować tak, że by ci się rogi wyprostowały – zamruczała powoli, spoglądając na Laufeya spod rzęs, nim ślepia błysnęły ostrzej. – Ale po pierwsze w ogóle sobie na to nie zasłużyłeś, przerzucając mną, jak workiem z owsem – prychnęła, - a po drugie i tak mam związane ręce. Dosłownie. Więc, czy mógłbyś? – zapytała, unosząc lekko biodra i znacząco poruszając związanymi pod plecami rękami. – Ten twój Clint zna się na więzach, za cholerę się nie mogę z tego wyplątać – mruknęła już z przebijającym się przez obojętny ton niezadowoleniem, jak za każdym razem, gdy musiała się przyznać do porażki lub słabości, i kręcąc wciąż dłońmi, jakby mimo wszystko miała nadzieję, że jednak poradzi sobie sama.
– A rzuć mną raz jeszcze, to pożałujesz!
        Nie mogła powstrzymać się od ostatniej uwagi. Przez ramię to sobie wiejską dziewkę może przewiesić, ale kotem się nie rzuca! Zwłaszcza drapieżnym. Nie będzie związana w nieskończoność, więc niech sobie uważa, cwaniak.
Avatar użytkownika
Kimiko
Szukający Snów
 
Nagrody: Obrazek
Inne Postacie: Callisto, Leila, Sonea, Mathias, Emma, Cat, Lexi, Maia, Ananke, Eva, Rakel, Lena, Rain, Kiki, Astarte, Segen, Mimosa, Dayanara, Yuki,
Rasa: Panterołaczka
Aura: Czy znajdziesz chwilę by spojrzeć na tę młodziutką i lśniącą aurę ? By poznać jej wyraźnie złote fale. Obejrzeć jej cynowe ławice, przecinające złociste przestrzenie. Czy zechcesz dostrzec promienie szafiru, które przebijają się z pod obecnych barw, niby właśnie otwarte kocie oczy odsłaniane spod powiek. Jeśli tak, zauważysz też, że szafirowe lśnienie zawiera delikatne skazy i niedoskonałości, ale mimo nich błyszczy dzielnie, stawiając im opór. Wokół nie dosłyszysz żadnego dźwięku, ale jego brak uzupełni silna woń zwierzęcej sierści, charakterystycznej dla drapieżnika. W dotyku aura jest aksamitnie gładka, kusząc swoją delikatnością. Nie daj się jednak zwieść, łagodność nie jest jedynym atrybutem tej emanacji, gdyż posiada ona również doskonale zakamuflowane ostre brzegi, a przed zbyt gwałtownym uciskiem bronić się będzie swoją giętkością i twardością, bynajmniej nie słabszymi od początkowej gładkości. Smak jest przede wszystkim lepki, ale znajdziesz w nim też bardzo subtelne iskierki pikanterii i nieśmiałe kwaskowe nutki.
Wygląd: Kimiko jest niewysoką, mierzącą około 165 cm dziewczyną. Swoim wyglądem nie wyróżnia się z tłumu i dopiero, gdy ktoś zwróci na nią większą uwagę może dostrzec piękne rysy twarzy, których nie spodziewałby się u zwykłej złodziejki. Ma prosty nos o ostrej linii i lekko różowe, pełne usta. Ich kąciki wygięte są zazwyczaj tylko delikatnie, dodając jej tajemniczego ... (Więcej)


Powrót do Dalekie Krainy

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości

cron