[Nienazwana wyspa] Nawet bohater potrzebuje odpoczynku


Wszystkie krainy znajdujące się poza terenami Środkowej Alaranii. Tu można zakładać wątki dziejące się na przykład na Dalekiej Północy, lub innych krainach poza Alaranią, które nie widnieją na mapie.
Dziki świat poza Alaranią, nieznany i tajemniczy dla większości mieszkańców kontynentu. Krainy mroczne i zimne, ale też gorące i egzotyczne. Pełne nieznanych ludziom Alaranii zwyczajów i obrzędów.

Postprzez Sakura » Wt maja 08, 2018 11:04 pm

Na Archipelagu Farrahin było wiele wysp, mniej lub bardziej zamieszkałych, wszystkie jednak znajdowały się niedaleko od siebie. Natomiast kawałek dalej była niewielka wyspa, nikomu nieznana, bez żadnego imienia. Można by pomyśleć, że była bardzo samotna. Nie była to jednak prawda. Po minięciu plaży i gęstych drzew, wśród których kryły się egzotyczne rośliny i groźne zwierzęta. Trzymając się liany, mijając drzewa, huśtała się czerwonowłosa dziewczyna. W pewnym momencie zawisła dość wysoko nad ziemią i podziwiała widok na morze. W tym miejscu był lekki spadek, więc drzewa były niżej i nie zasłaniały krajobrazu. Słońce górowało wysoko nad ziemią, a na horyzoncie jak zwykle, ani jednej, nawet drobnej sylwetki statku. Jak się spojrzało na północną stronę wyspy, widać było jasne góry, na południu natomiast rysował się delikatnie kontur domku Sakury.
Zaczęła się ruszać do przodu i do tyłu, aż do czasu, gdy przy jednym wahnięciu pokonywała sporą odległość, dzięki temu mogła doskoczyć do drugiej liany, przenosząc na nią siłę rozpędu. Skakała z jednej na drugą. W dość szybkim czasie znalazła się na drewnianym podeście. Był on też swego rodzaju tarasem pod daszkiem na planie koła, w którego centrum było drzewo tak jak w większości platform podtrzymujących cały dom upadłej. Od tarasu prowadził mostek do części typowo mieszkalnej i najbardziej zabudowanej. Z oddali wyglądała, jakby była połączeniem różnych budynków, być może to za sprawą tego, iż Saki bardzo lubi ulepszać swoją „skromną chatkę”. Po jej lewej stronie jest pomieszczenie przypominające drobną i prymitywną wieżyczkę obserwacyjną. Przed frontowymi drzwiami, zamykanymi za pomocą druta zahaczonego w odpowiednie miejsce są schody prowadzące na sam dół. Po drodze są dwie platformy. Ze względu na dzikie zwierzęta i chęć spokojnego snu, upadła zawsze przed nocą je podnosi, by nic z dołu nie mogło się do niej dostać i zaatakować, gdy będzie najbardziej bezbronna. Wracając do głównej części, tam, gdzie powinien być już dach, znajduje się piętro z wielkim balkonem.
Oczywiście piekielna mogłaby w ogóle nie używać schodów, lian, bo przecież miała skrzydła, aczkolwiek wielką przeszkodą były tu drzewa, będące tak blisko siebie, że aż utrudniające latanie, szczególnie na takich wielkich skrzydłach. Nie oznaczało to, że wcale ich nie używała, nic z tych rzeczy! Za bardzo to kochała, jeszcze wczoraj ścigała się z młodymi smoczycami na plaży, czy też nad plażą.
Sakuriela z uśmiechem na ustach przekroczyła mostek i weszła do środka bocznym wejściem. W środku wszystko było z drewna i tego, co oferowała im wyspa. Upadła rzuciła się na swoje wygodne łóżko, za jego miękkość odpowiadały skóry zwierząt, które specjalnie przygotowała jedna z córek jej przyjaciela. Nie była to jakaś specjalność, ale ważne, że działała. Często nawet nocą nie trzeba było się okrywać z powodu temperatury, aczkolwiek przychodziły i takie naprawdę zimne.
Stolik, który tu stał i krzesła były zwyczajnymi pieńkami, nieco ociosanymi. Mimo tak skąpych środków, dla anielicy to miejsce było niczym pałac. Tyle miejsca, przestrzeni, po prostu spokój i natura.
Gdy odrobinkę odpoczęła postanowiła zobaczyć co tam u Sargerasa. Niedawno jadła spore śniadanie z jego liczną gromadką, a wedle relacji Eclipsy, tatuś spał jak zabity. Ciekawe co on takiego robił w nocy…
Weszła więc na samą górę i z rozbiegu wskoczyła na jedną z lian. Zawsze towarzyszył temu dreszczyk emocji, odrobinka strachu i przyjemna nutka adrenaliny. Dobrze znała drogę, więc nie musiała się już długo rozglądać za kolejnymi, by przeskoczyć. Po chwili z impetem wpadła do jaskini, jadąc kawałek po ziemi niczym na lodzie. Nie wahała się ani przez chwilę, potrafiła odpowiednio utrzymać równowagę, by się nie przewrócić.
Dumna z siebie omiotła wzrokiem jaskinię w poszukiwaniu pradawnego śpiocha, który spał niczym Prasmok! Szybko odnalazła go po silnych podmuchach wiatru, które tak naprawdę były jego oddechem. Anielica rozłożyła skrzydła, tu było duuuużo miejsca. Podleciała do smoczyska i siadła mu na pysku, po czym ze wszystkich swoich sił krzyknęła mu do ucha:

- OBUDŹ SIĘ ŚPIOCHUU! – Po czym zastygła w powietrzu tuż przed jednym z jego ślepi, dając mu znak, by przybrał elfią formę, aby mogli na spokojnie pogadać, jak równy z równym.

Poczekała, aż dotrą do niego jej słowa i ich sens, po czym znalazłszy znudzone dziewczynki, nie spały już jakiś czas, a Sargi był zbyt nadopiekuńczy, by je gdzieś puścić bez opieki, zaproponowała wspólne pływanie, a nawet nurkowanie, co było niesamowitym przeżyciem, zważywszy na rafę koralową.
Avatar użytkownika
Sakura
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Esmeralda, Sechmet, Luna, Antar, Rozalie, Aurea, Delia, Mari, Nadeya, Nimfea, Anastasja, Sakura, Xenja, Yrin, Zira,
Rasa: Upadła anielica światła
Aura: Aura ta, specyficzna i żywa, zdaje się opowiadać historię o sobie. Średniej siły, na początku może nie zwracać na siebie uwagi, wystarczy się jednak na moment zatrzymać, by odkryć, że ma wiele do przekazania. Zaczyna od nieśmiałego rysowania szmaragdową poświatą niebiańskich wzorów, wyginających się w powietrzu niezbyt mocno, ale czytelnie. Są całkiem gładkie i lepkie. O! Patrz teraz! Powoli przyobleka się w żelazo. Twardnieje. Coraz bardziej i bardziej. Jednak jej smak pozostaje kwaskowaty, a wokół rozchodzą się liczne głosy, wcale niewystraszone. Do czasu. Na pewno nie spodziewasz się tego gwałtownego wybuchu. Fali gorąca zalewającej wszystko dookoła, pikanterii płomieni wciskających się do gardła. Zapach palonych lilii przechodzi w drażniącą nozdrza woń siarki, a wszelkie dotychczasowe odgłosy pochłania głęboka cisza. Nagłe uspokojenie. Ale nie jest to wcale koniec, a ledwie początek kolejnego rozdziału. Niteczki srebra coraz wyraźniej łączą ze sobą dawne obłoki szmaragdu i budzące się do życia rubinowe wiązki o ostrym zarysie. Wygłusza je migrująca cyna, która po jakimś czasie płynnie zmienia się w cynk. Poświaty ukazują się raz jeszcze, aby o sobie przypomnieć, po czym znikają, by nie pozostawić po sobie nic. Jak się to wszystko zakończy?
Wygląd: Ogółem:

Anielica, jak to anielica, jest naprawdę piękna. Należy do grona wysokich, a jej sylwetka jest szczupła i mało kto by przypuszczał, że w tak drobnym ciele znajdują się tak silne mięśnie, które pozwoliły pokonać niejednego rycerza. Jednakże pierwszą rzeczą, którą widać już z oddali, są czerwone włosy. Wiecznie w nieładzie, najczęściej zebrane w kucyk na ...
(Więcej)

Postprzez Sargeras » Wt maja 15, 2018 9:19 pm

        Świat śpiewał jego imię, gdy tylko była chwila, nie ważne, gdzie obecnie się znajdował. Każdy, najmniejszy fragment złota był podpisany jego imieniem. Wszystkie kobiety nie tylko widziały w nim obiekt swych westchnień, ale nawet dobrowolnie oddawały się w jego objęcia. Nie istniało nic, co przetrwałoby jego płomień. Złe istoty spopielał tak, że nawet popiół, który powinien po nich zostać, ulegał wiecznemu zniszczeniu. Żadna rana, ni klątwa nie mogła zaś przetrwać jego magicznych płomieni przeplecionych z dobrą magią. Potrafił tupnięciem kształtować kontynenty. Był niczym Prasmok. Nie! Był kimś o wiele wspanialszym! On był…

“Śpiochem…?!”

        Aż musiał potrząsnąć głową na nie, nie zgadzając się ze słowami, które zniszczyły iluzję, jaką sen wymusił na jego smoczym umyśle. Ten ruch ciała zakończył żywot sennych marzeń, które go otulały, na skutek czego pradawny otworzył powoli swoje ślepia. Przez chwilę zastanawiał się nad spaleniem rozmazanego kształtu, który miał przed okiem. Nim jednak tego dokonał, przebudził się w pełni, dzięki czemu rozmyślił się w kwestii spopielania rudowłosej piękności, bo tym okazała się istota zakrywająca część jego pola widzenia. Zamrugał kilka razy, nim dotarło do niego, że Sakura wpatruje się w niego intensywnie. Na tyle długo znał ją, że wiedział, co oznacza tego typu pobudka - czas wstać i przyjąć znacznie mniejszą formę.

        Zwykle preferował rozpocząć dzień od rozciągnięcia swojego łuskowatego ciała, jednak wiedział, że Sakura nie da mu chwili, a będąc tak blisko niego, byłaby w ryzyku, że zostanie przez przypadek uderzona lub zmiażdżona przez monstrualnego smoka, jakim był niebieskołuski. Dlatego też jedynie lekko potrząsnął swoim ciałem, po czym rozpoczął transformację swojej okazałej formy. Sylwetka smoka traciła zwierzęce aspekty na rzecz tych humanoidalnych, zmniejszając się zarazem z każdą chwilą. Tuż przed momentem, gdy był już niemal w pełni pod postacią elfa, jego nagie ciało otoczył magiczny blask, który przybrał swoją formę w tym samym momencie, kiedy to Sargeras był już pozbawiony resztek smoczego wyglądu. Oczywiście z magii wyłoniło się specyficzne ubranie pradawnego - wykwintny, szyty na miarę strój w kolorach czerni, złota i fioletu. Zaklęcie Lai’nome, choć wymagało ponownego rzucenia co kilkanaście przemian, sprawowało się na medal, przechowując w perfekcyjnym stanie zarówno odzienie smoka, jak i młodszych smoczyc.

- Na twoim miejscu podziękowałbym, że postanowiłem obudzić się po twych niemiłych słowach! - rzekł do upadłej, przyjmując pozę skrzywdzonego przez los śmiałka. Z jedną dłonią na piersi, a drugą ręką wycelowaną wraz ze spojrzeniem w niebiosa, mówił dalej swym aż nazbyt dramatycznym tonem. - Tyle istnień uratowałem, tyle potworów pokonałem! Moje heroiczne czyny, jak i sława, która obiega całą Alaranię, są wielkim ciężarem, który prędzej czy później zmęczy nawet kogoś tak wspaniałego, jak ja!

        Szybko zakończył jednak ten akt swojego drobnego przedstawienia, po czym przybrał mniej aktorską pozę, patrząc w stronę swej rozmówczyni z iskrą pychy w oczach.

- Spokojnie, nie mam ci twej niewiedzy za złe. Wciąż jeszcze młodaś i niedoświadczona w przeciwieństwie do takiego bohatera jak ja. W końcu co jak co, ale ciężko zrozumieć, a co dopiero osiągnąć, moją wspaniałość. - Jakby słowa nie wystarczały, przeciągnął także palcami po swoim majestatycznym wąsie, jakby chcąc pochwalić się tym gestem jego perfekcją. - No nic, zapomnijmy o tym temacie. Sakuro, piękności ty moja, myślę, że już czas, by rozpocząć dzień, co proponujesz na początek?

        Nie musiał czekać na odpowiedź, bo niemal bez słowa czarnoskrzydła zaczęła iść w kierunku wyjścia z jaskini, do miejsca, skąd dochodziły liczne kobiece głosy. Sargeras cieszył się, że córki nie złamały jego prośby - kiedy on spał, one wciąż były blisko. Był aż dumny ze swych kochanych smocząt, że tak grzecznie słuchają tatusia. Aż uśmiech ojcowski zagościł na jego mocno ubrwionej twarzy.

        Wszystkie córki Sargerasa - Eclipsa, Exelria, Persea , Sandye, Lai'nome, Riandyosa, Ayla oraz Kalli - siedziały w kółku wokół ogniska, rozmawiając o wszystkim i niczym. Głównie o kontynencie, aczkolwiek każda dziewczyna mówiła o czymś innym. Najstarsza twierdziła, że samo pójście na kontynent będzie wymagało dyscypliny, jeżeli nie chcemy skończyć lotu na środku oceanu, nie wspominając o tym, że nie wiadomo, czy przypadkiem żadna wojna nie wybuchła w czasie, kiedy oni wszyscy byli na wyspie. Exelria wzdychała, tęskniąc za miastem i atrakcjami pod postacią wina i facetów. Persea marudziła, że miejsce, które posprzątała, znów jest pełne kurzu i liści. Sandye, wierząc w ojca, nie śmiała narzekać, wręcz przeciwnie, uważała, że sam pobyt tutaj to świetny trening dla ciała i umysłu. Lai’nome chciała powiedzieć, że dawno nie odwiedziła biblioteki, ale ledwo zaczęła, a jej sadystyczna siostrzyczka Riandyosa, wtrąciła jej się w słowo, twierdząc, że jej w sumie się tu podoba. Ayla, wiercąc się w miejscu, mówiła, że zwiedziła już całą wyspę, która teraz wydaje się nudna, bo jest po prostu za mała. I w połowie spalona po ostatnim wyczynie Sakury. Kalli tymczasem stwierdziła, że jej pluszowy kot bardzo chciałby wrócić na kontnent i pomiauczeć z innymi kotkami od czasu do czasu.

        Oczywiście, gdy tylko zauważyły, że Sargeras i Sakura nadchodzą, zamilkły, co by przywitać się głośno i - mniej lub bardziej - radośnie ze swoim ojcem i jego bliską przyjaciółką. Sakura szybko oznajmiła, że pogoda jest dobra, by nieco zmoczyć skórę. Wszystkie dziewczyny się ucieszyły - tutaj, wśród roślinności, owady lubiły dręczyć, więc wypad na plażę był bardzo przyjemną wizją. Wszyscy spokojnie ruszyli w stronę, gdzie kończyły się drzewa, a trawa ustępowała piaszczystej plaży, którą otulały gorące promienie słońca. Wyspa, jak zwykle, otoczona była przez wyjątkowo spokojną pogodę. Najwyraźniej taki był urok tego miejsca, rzadko kiedy bowiem nawiedzały ich kaprysy matki natury.

- No dobra córeczki, pamiętajcie o tym, co wam wcześniej wasz wspaniały ojczulek-bohater wspominał odnośnie zagrożeń czyhających w wo… - Nawet nie zdążył wypowiedzieć kolejnej litery tego słowa, a już Ayla była w połowie drogi do wody. Ubrania, które z siebie zrzuciła, nawet nie zdążyły jeszcze spaść na piasek. - Ayla, na wszystko, co wspaniałe, słuchaj, kiedy tatuś mówi o czymś ważnym! - burknął, jednak nie ze złością, a z troską. - No dobra. Idźcie już, tylko ostrożnie! - rzekł, po czym zaczął spokojnie pozbywać się wszystkiego poza czarnymi spodniami. Ubrania rzucił z dala od wody na piasek, po czym wszedł do niej. Wkrótce po tym w ślad jego i Ayli poszła cała reszta wesołej, kobiecej gromadki.

        Wszystkie córki Sargerasa, nie licząc najmłodszej Kalli, poszły popływać bez choćby skrawka odzienia - ich nadopiekuńczy ojciec wychowywał je, więc przed nim nie miały co ukryć, zaś do Sakury przyzwyczaiły się, do tego stopnia, że równie dobrze mogłaby być członkiem ich rodziny. Czasami traktowały ją nawet jak siostrę, szczególnie ostatnimi czasy, gdyż na wyspie ciężko było odizolować się od pozostałych.

        Sargeras, popisując się jak zwykle, popłynął na głębszą wodę. Nie był może wspaniałym pływakiem, ale umiał się utrzymywać na powierzchni, a silne ciało pozwalało mu przemieszczać się w tym środowisku w miarę szybko. Oczywiście co jakiś czas przepływał blisko Sakury, celowo zatrzymując się i naprężając pokazowo swoje mięśnie. Eclipsa pływała bez celu, choć tak naprawdę pilnowała wszystkich dookoła. Nie miała może oczu z tyłu głowy, ale starała się w razie czego pilnować każdej siostry.

        Exelria zanurzyła się w wodzie, potaplała się chwilę, po czym zdecydowała, że położy się na brzuchu w miejscu, gdzie plaża stykała się z oceanem, dzięki czemu mogła pławić się w słońcu, kiedy od barków w dół woda muskała jej ciało. Persea pływała tam, gdzie woda sięgała do pasa. Chociaż bardziej przypominało to chodzenie po dnie - nie chciała, by słony akwen zniszczył jej włosy, już kiedyś bowiem przekonała się, jak bardzo to szkodzi na fryzurę. Jej bliźniaczka, Sandye, chciała zaimponować ojcu i płynęła za nim. Szło jej całkiem nieźle, aczkolwiek widać było, jak przewraca oczami, kiedy Sargeras podpływał na podryw upadłej.

        Lai’nome i Riandyosa bawiły się w nurkowanie. To znaczy Riandyosa, kiedy widziała, że Eclipsa nie patrzy, łapała swoją “kochaną siostrzyczkę” za głowę i pchała ją pod wodę. Nie pierwszy raz tak robiła i wiedziała, kiedy uwolnić swoją ofiarę, by ta nie cierpiała fizycznie tylko psychicznie. Lai’nome jakoś próbowała się bronić, ale brak wiary w siebie, jak i zaklęcie, które nie pozwalało jej wymówić ani słowa, a które to zostało na nią nałożone kilka chwil temu, nie pomagało w tej sprawie.

        Ayla udawała rekina. To znaczy, że podpływała pod wodą do kogoś i szczypała mocno, celując zazwyczaj w tyłek. Szczególnie upodobała sobie za cel Eclipsę, gdyż ta, zbyt przejęta na przyglądaniu się innym, nie pilnowała własnego otoczenia. Kalli zaś siedziała niedaleko Exelrii. Z nogami w wodzie, bawiła się pluszowym kotkiem, którego uczyła pływać. Uwielbiała pluskać, co było widać po jej uśmiechniętej buzi. Kot nie wyrażał dezaprobaty, więc najwyraźniej nie przeszkadzało mu to.

        Przez jakiś czas tak to było. Wciąż ta sceneria trwała przy plaży także wtedy, kiedy to Sargeras na dłuższy moment przystanął przy Sakurze.

- Słuchaj, czy moglibyśmy później naszykować w tym drewnianym domku wśród gałęzi coś w rodzaju uczty? Złapałbym nieco mięsa, wydobył nieco kosztowności z wnętrza jaskini dla siebie i Exelrii na ząb, dziewczyny by pomogły ci z szykowaniem wnętrza i zbieraniem ewentualnych roślin, co by urozmaicić posiłek. Co ty na to? - spytał, a po jego głosie było słychać, że jakaś okazja skrywa się za jego planami. - Oczywiście musielibyśmy się postarać, by to była uczta godna takiego bohatera jak ja! A i oczywiście nie chcę, by dziewczynkom czegoś zabrakło, dlatego też myślę, że należałoby zacząć szykowania wcześnie, może i zaraz. Co ty na to, moja pomocnico w czynach heroicznych?
Avatar użytkownika
Sargeras
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Lullasy, Hyiaxinthe, Urzaklabina, Drim, Evangeline, Avarralie, Siyne, Violetine, Fonos, Krakenia, Toffee, Elion, Sugarro,
Rasa: Smok
Aura: Emanacja, choć odrobinkę już matowa, z oddali widać jej potęgę. I nie chodzi tu o siłę, która akurat wypada dość przeciętnie, lecz o całokształt. Poświata mieni się cudownie szmaragdowym i rubinowym światłem, tworzącym przepiękną zorzę nad powłoką, mieniącą się niby szczere złoto. Widać tu i ówdzie miedziane, koliste wzory, z oddali przypominające monety. Kobaltowe plamy zaś są niczym drogocenne kamienie, jaśniejące w słońcu. U podstaw widać żelazne obramowanie. Bogactwo objawia się również przy wrażeniach dźwiękowych. Śmiech dzieci wraz z licznymi głosami łączy się z trzaskami płomieni oraz uczuciem ciepła. Później zaś w tle można usłyszeć przyjazną, wesołą melodię powoli przechodzącą w bardziej poważną, symetrycznie zmieniającą swój ton. Zmysłem węchu łatwo wychwycić ciężką do zidentyfikowanie i dość męczącą woń. Bardziej zaawansowani czytający odnajdą również dość zaskakujący zapach sera. W dotyku powłoka jest praktycznie nie do ruszenia, twarda niczym głaz i równie sztywna. Mimo to niebezpiecznie ostra oraz pokryta aksamitnym meszkiem. Ponadto ma czelność pozostawiać po sobie gorzki posmak i niemiłosierną lepkość.
Wygląd: Jak na bohatera przystało, Sargeras jest najbardziej męskim osobnikiem, jakiego świat mógł gościć. Jego mięśnie, po napięciu, zrywają ubrania z kobiet w pobliskich wioskach i miastach. Jego olśniewające spojrzenie powoduje omdlenia kobiet i śmierć złoczyńców, których serca nie są w stanie bić w obliczu tego synonimu heroizmu.

Te słowa i jeszcze więcej popłyną z ust ...
(Więcej)
Uwagi: Smokołak podróżuje z ośmioma córkami - Eclipsą, Exelrią, Perseą, Sandye, Lai'nome, Riandyosą, Aylą oraz Kalli (opis każdej znajduje się w adekwatnym rozdziale historii)
Avatar ...
(Więcej)

Postprzez Sakura » Cz cze 14, 2018 8:08 pm

Sakura zachichotała, gdy spostrzegła, że jej smoczy towarzysz w końcu wybudził się z głębokiego snu. Zleciała z jego pyska i wylądowała na ziemi, czekając, aż stanie się jej w miarę równym. Wtedy też przyjacielsko go uściskała, nie zważając na jego marudzenie. Miała dzisiaj wyśmienity humor.

- Ktoś tu wstał lewą łapą… - szepnęła pod nosem. – Co ty bredzisz, Sargi? Na tej wyspie jesteśmy tylko my i twoje córki, z łatwością możesz odpocząć od swej wieeeelkiej sławy. – Oparła ręce na biodrach i zrobiła zawadiacką minę.

Jednakże Sargeras nadal odstawiał istną dramę, jakby występował w teatrze, na co anielica przewróciła oczami.
– Czemu mam wrażenie, że nawet jeśli urodziłabym się te 1793 lat wcześniej, to nadal miałbyś mnie za młodą i niedoświadczoną? – Uniosła jedną brew wyżej.
Na szczęście w końcu przestał się panoszyć ze swoim przerośniętym ego, choć na drobną chwilę i nawet ją skomplementował! Wywołało to piękny uśmiech na jej piegowatej twarzy. Komplementy zawsze wywoływały u niej rumieńce, a wiedząc, że jej przyjaciel to istny kobieciarz, szybko poleciała naprzód, w sensie do jego córek, by tego nie spostrzegł i by się z nimi przywitać.
Ledwo co wymieniła wszystkie ich imiona, już leciały do wody, a Sargeras nawet nie zdążył wygłosić mowy o bezpieczeństwie dla swych w większości dorosłych córek. Upadła, aż spojrzała do tyłu, by zobaczyć jego minę. Była tego warta, aż zaśmiała się na głos, po czym postanowiła jak najszybciej dołączyć do reszty.
Rozłożyła skrzydła i śmignęła niczym błyskawica do plaży. Czasem wolała latać na lianach i skakać z drzewa na drzewo, innym zaś razem wolała wzbić się ponad ich korony i choć przez chwilę przypomnieć sobie jak to kiedyś było. Czuła wiatr we włosach, promienie słońca delikatnie muskały jej skórę, tworząc delikatną opaleniznę. Gdy była już na tyle wysoko, że w zasięgu wzroku miała całą wyspę, złożyła skrzydła i zaczęła spadać. Zamknęła oczy i z pełnym uczuciem spokoju leżała jak gdyby nigdy nic. Oddychała spokojnie, na twarzy gościł uśmiech i dopiero gdy była już niedaleko tafli wody ustawiła się odpowiednio, wyciągnęła ręce naprzód i sprawiła, iż jej skrzydła zniknęły. Był to naprawdę widowiskowy skok, któremu towarzyszył olbrzymi plusk.
Upadła anielica z ogromną prędkością poleciała ku dnie, nim jednak do niego dotarła, zdążyła zatoczyć łuk, by resztka prędkości posłużyła jej do wypłynięcia na powierzchnie, co również zrobiła dość gwałtownie, łapczywie nabierając w płuca powietrza.
Później już relaksowała się, pływając w spokojniejszy znacznie sposób. Bawiło ją to, jak pradawny się przed nią popisuje. W końcu przestała jednak zwracać na to większą uwagę i po prostu dryfowała sobie, leżąc na plecach, wykonując okazjonalne ruchy rękami lub nogami, by nie zatonąć. Wtem Sargi zaczął gadać coś o uczcie, a przecież ledwo co przyszli w praktyce. Sakuriela westchnęła, zwłaszcza że zirytowały ją ostatnie słowa.

- Po pierwsze, zetnę ci te wąsy i brwi, jeśli będziesz mnie wciąż traktował jak jakiegoś giermka, zamiast wspólniczki, w końcu jestem czarnym rycerzem, zapomniałeś? – Uniosła jedną brew wyżej. – Po drugie, uważam, że to dobry pomysł z ucztą, ale nieco… wczesny, tak miło się pływa…

Niespodziewanie anielica zamilkła i zapatrzyła się w horyzont zaskoczona. Przymrużyła oczy i jeszcze bardziej zaskoczona, że to nie jedynie przewidzenie, spostrzegła statek. Ewidentnie kierował się w stronę ich wyspy. Był jeszcze daleko, ale skoro już był widoczny, to zbyt długo nie będą musieli czekać, aż zrzuci kotwicę.

- Sargi… - Wskazała mu to niezwykłe zjawisko w tych stronach. – Hmm, okej, trzeba szybko przyrządzić ów ucztę i zająć się naszymi gośćmi… Pewnie zbłądzili, a może poszukiwacze skarbów… Albo PIRACI! – krzyknęła, zacierając rączki. – Ale najpierw jedzonko – powiedziała już spokojniej i wyszła z wody. Napotkała tam najmłodsza z córek smoka. – Ouh, Kalli, twój kotek będzie teraz bardzo długo się suszył... – skrzywiła się, widząc przemoczonego pluszaka. – Będziesz musiała go później wypłukać w jakimś źródełku, bo będzie cały w soli… PERSEA! – zawołała. – Pomożesz siostrze umyć jej przyjaciela? Ja z Eclipsą za ten czas zajmiemy się przyrządzaniem posiłku, czyż nie – skierowała wzrok w jej stronę i powiedziała na tyle głośno, by usłyszała. – Sandye i Exelria, wy pójdziecie z ojcem, a reszta ze mną – wydała polecenia niczym jakiś dowódca i ruszyła do swej chaty w koronach drzew.

Po drodze dziewczyny pozbierały potrzebne składniki, a w środku wspólnymi siłami, na czele z Eclipsą, która na przyrządzaniu posiłków znała się najlepiej ze wszystkich obecnie pomieszkujących na wyspie, dokonały cudu i stworzyły ucztę na całe dziesięć osób, starczyło nawet miejsca na wyimaginowany posiłek w zabawkowej misce dla futrzaka najmłodszej smoczycy. W międzyczasie dziewczyny mogły ze sobą spokojnie pogadać, ogólnie bliźniaczki i Alya były raczej zajęte sobą, więc dla piekielnej jedyną rozmówczynią była pierworodna Sargiego.
Wszystko tak idealnie się zgrało, jakby w zamian za nadchodzące kłopoty. Stół został przygotowany całkowicie akurat, gdy pozostała piątka weszła do domku upadłej. Wszyscy zasiedli do uczty, anielica tylko co chwilę wypatrywała, jak statek jest już całkiem blisko i niebawem zrzuci kotwicę. Starała się jednak aż tak tym nie przejmować.

- No dobrze Sargeras, może nam wreszcie wyjawisz, czemu odbywamy tak uroczystą ucztę? – spytała, starając się powstrzymać wzrok, który pragnął wciąż spoczywać na przybijającym do brzegu okręcie.
Avatar użytkownika
Sakura
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Esmeralda, Sechmet, Luna, Antar, Rozalie, Aurea, Delia, Mari, Nadeya, Nimfea, Anastasja, Sakura, Xenja, Yrin, Zira,
Rasa: Upadła anielica światła
Aura: Aura ta, specyficzna i żywa, zdaje się opowiadać historię o sobie. Średniej siły, na początku może nie zwracać na siebie uwagi, wystarczy się jednak na moment zatrzymać, by odkryć, że ma wiele do przekazania. Zaczyna od nieśmiałego rysowania szmaragdową poświatą niebiańskich wzorów, wyginających się w powietrzu niezbyt mocno, ale czytelnie. Są całkiem gładkie i lepkie. O! Patrz teraz! Powoli przyobleka się w żelazo. Twardnieje. Coraz bardziej i bardziej. Jednak jej smak pozostaje kwaskowaty, a wokół rozchodzą się liczne głosy, wcale niewystraszone. Do czasu. Na pewno nie spodziewasz się tego gwałtownego wybuchu. Fali gorąca zalewającej wszystko dookoła, pikanterii płomieni wciskających się do gardła. Zapach palonych lilii przechodzi w drażniącą nozdrza woń siarki, a wszelkie dotychczasowe odgłosy pochłania głęboka cisza. Nagłe uspokojenie. Ale nie jest to wcale koniec, a ledwie początek kolejnego rozdziału. Niteczki srebra coraz wyraźniej łączą ze sobą dawne obłoki szmaragdu i budzące się do życia rubinowe wiązki o ostrym zarysie. Wygłusza je migrująca cyna, która po jakimś czasie płynnie zmienia się w cynk. Poświaty ukazują się raz jeszcze, aby o sobie przypomnieć, po czym znikają, by nie pozostawić po sobie nic. Jak się to wszystko zakończy?
Wygląd: Ogółem:

Anielica, jak to anielica, jest naprawdę piękna. Należy do grona wysokich, a jej sylwetka jest szczupła i mało kto by przypuszczał, że w tak drobnym ciele znajdują się tak silne mięśnie, które pozwoliły pokonać niejednego rycerza. Jednakże pierwszą rzeczą, którą widać już z oddali, są czerwone włosy. Wiecznie w nieładzie, najczęściej zebrane w kucyk na ...
(Więcej)


Powrót do Dalekie Krainy

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron