[Anperia] Przepraszam, gdzie mogę znaleźć...


Miasta Karnsteinu są istnym kotłem, do którego wrzucono wielość nacji i upodobań architektonicznych. Wystawne domy w kolorach purpury i złota sąsiadują tutaj z dzielnicami, w których budowle mają być przede wszystkim funkcjonalne. Proste domy ułożone wśród wąskich, równoległych uliczek, wyłożonych kamieniami, zamieszkiwane są głównie przez mroczne elfy, dla których przepych jest zbędny. Po przeciwnej stronie są budowle, które zaskakują dbałością o szczegóły. Kolumny z głowicami przedstawiającymi sceny z legend.

Postprzez Saaviel » So cze 23, 2018 9:09 pm

Miły wieczór prawda? Saaviel niestety nie mógł się kompletnie zgodzić z owym stwierdzeniem, bo o ile Medard wykazał się gestem i zaprosił całą gromadkę do jakże wspaniałego Mamuta, o tyle samo towarzystwo, cóż bywało problematyczne... Choć może nie do końca całe towarzystwo, a konkretnie pewna łuczniczka która w tym momencie jawiła się pod postacią czarnej pantery, która to w tym momencie pochłaniała lwią część jego uwagi, czy tego chciał, czy nie... W końcu trudno było się skupić na otaczającym Ciebie świecie, gdy ciężka pantera leżała na Tobie wśród pozostałości krzesła na którym jeszcze chwilę siedziało się spokojnie, delektując chwilą. Choć trzeba było przyznać, Kelisha całkiem dobrze zniosła jego nad wyraz "okrutne" sprowadzenie do rzeczywistości. Nie licząc kichnięcia, które tylko Saavielowi pomogło, zachowała się w mało spodziewany sposób, co jak co, ale Upadły był pewien że będzie walczyła więcej, ale nie ta zaraz potem uznała że obliże go, co może i miało na celu złagodzenie sytuacji, ale na pewno nie było czymś przyjemnym dla samego poszkodowanego... Westchnął cicho, ale szczerze co miał zrobić? Pozwolił jej na nieco swobody, skoro wyglądało że ta będzie się zachowywać, choć dalej nie puszczał jej ucha, przymilanie się to było jedno, posłuszeństwo, drugie, a tego drugiego jeszcze nie okazała... Przynajmniej na tyle na ile znał koty... Szczególnie że delikatna zmiana pozycji pantery sprawiła że ten głośno wypuścił powietrze z płuc i warknął cicho. Nie dość że musiał użerać się z nią, to jeszcze musiał uważać na swoje skrzydła, które mimowolnie jednak rozpostarły się całkiem szeroko, coby nie wyglądał jakby unosił się stopę nad ziemią... I szczerze, nie była to wygodna pozycja, przynajmniej nie w momencie gdy coś na nim leżało, a on nie mógł pozwolić sobie by "objąć" ją, nie wiedząc co tej zaraz może wpaść do głowy... I szczerze była to dobra decyzja, patrząc jak wielki kot nagle warknął w stronę Emireya, jednocześnie wbijając pazury w ciało Saaviela. Ten jednak nie pokazał po sobie jakby cokolwiek poczuł, a jedynie nieco pociągnął za kolczyk.
- Uspokój się. - Warknął cicho. W teorii rozumiał dlaczego pantera tak reagowała na ojca smoczycy, ale czy otwarte pokazywanie wrogości miało jej w czymś pomóc? Szczerze wątpił w to, ba, wiedział że jedynie pogarszało jej sytuację, co by nie stało się w ciągu tych kilku chwil gdy byli poza Mamutem. Zdecydowanie takie zachowanie nie sprawiało by Upadły w ogóle rozważył opcję uwolnienia Kelishy ze swego uścisku... No i właśnie w tym momencie stało się coś, czego już kompletnie się nie spodziewał... Szczerze widząc jak służka wylewa wino na Medarda, parsknął cichym śmiechem, przez chwilę zapominając w jakiej sytuacji był on sam. Przynajmniej do momentu kiedy jego własny śmiech został zagłuszony przez potężny ryk. To właśnie wtedy przypomniał sobie, wraz z rozchodzącym się po jego klatce piersiowej bólem, że Kelisha w tym momencie była by w stanie go zabić gdyby poświęciła swoje ucho... Warknął cicho i spojrzał prosto w oczy wielkiego kota, po czym poprawił chwyt, tak by ta musiała położyć swój łeb na nim.
- Nie chcesz mnie rozzłościć Keli... Wystarczy że już obraziłaś Księcia, chcesz pogorszyć swoją sytuację? - Wysyczał cicho, uśmiechając się lekko, mimo faktu że każdy o lepszym węchu mógł poczuć jakże przyjemny zapach krwi Upadłego. Cóż jego ubrania jednak nie broniły przed pazurami, a ta najwyraźniej nie robiła sobie nic z faktu że wbijała je w jego klatkę piersiową...
- A może chcesz abym odpłacił się za te twoje pazurki, co? - O ile wcześniej mogła nie zwrócić po prostu uwagi na to, Saaviel nie zamierzał od tak pozwolić jej na wyjście z tej sytuacji bez choćby odrobiny pokory, szczególnie że koszula pod jej łapami wyraźnie stawała się coraz bardziej mokra...
- Jak będzie moja droga? - Zamruczał już z szerokim uśmiechem na twarzy. Wbrew pozorom wcale nie było tak że nie czuł pazurów, ba, ból był całkiem silny, jednak nie zamierzał pokazać tego po sobie, chociażby z racji, że cóż, tak sytuacja wyglądała, zabawniej... Przynajmniej z jego punktu widzenia, wolał aby to najemniczka przeraziła się co takiego nieświadomie zrobiła... Jednocześnie jeśli ktokolwiek przyglądał się mu w tym momencie, mógł dostrzec jak jeden z kawałków krzesła po prostu znika spod niego, jakby go tam nigdy nie było. Upadły odetchnął w myślach, jeden z kawałków drewna zaczął nieprzyjemnie wbijać mu się w plecy po tym jak Kelisha próbowała się wyrwać, więc ulga jaką poczuł gdy w końcu postanowił zaradzić coś na ten fakt, była wręcz niebiańska... O ile piekielny mógł tak powiedzieć... W końcu niebo wcale nie było tak miłe jak mogło się wydawać po tym co mówili kapłani Najwyższego...
Avatar użytkownika
Saaviel
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Alantar,
Rasa: Upadły Anioł
Aura: To aura całkiem słusznej siły - zniewala ogromem żelaza zgromadzonego w jej wnętrzu, a liczne ostrza co chwila przecinają gęstą niczym smoła, rubinową poświatę. Wszystko tu zdaje się uginać i uciekać przed dotykiem, choć powierzchnie są przyjemnie gładkie i miło byłoby ich w końcu dosięgnąć. Okazałyby się wtedy całkiem twarde i różnorodne pod względem lepkości - gdzieniegdzie kleiste i zaczepne, w innych miejscach ukazujące suche połacie obojętności. Unoszący się wokół tych wrażeń zapach siarki dusi i wyciska łzy z oczu; dezorientuje, otumania i nie pozwala się skoncentrować. Mimo to da się usłyszeć dźwięki. Jednak są obce, nie do zidentyfikowania… intuicja podpowiada, że w pobliżu czai się coś co może je wydawać, ale może to tylko złudzenie? Zaraz zresztą wszystko wpada w wynaturzoną głębię ciszy, która ogarnia całą emanację. Widać cynowe przebłyski lecz potem bodźce znikają - zostaje tylko nieznośnie słony smak i gorycz, którą trudno zapomnieć.
Wygląd: Nigdy nie wyróżniał się specjalnie wzrostem, ba można by powiedzieć że jego nawet nie całe cześć stóp to niewiele jak na upadłego anioła. W gruncie rzeczy nie ma w nim nic imponującego, owszem jest przystojny i jego upadek nie zmienił tego, ale szczupłe ciało nie zdradza nic nadzwyczajnego. Nikt kto widzi go po raz pierwszy uznał by go za tego kim był. A jednak pod ubraniami ... (Więcej)
Uwagi: O ile ma na sobie czarny płaszcz, jego skrzydła pozostają niewidoczne! Dalej można ich dotknąć, ale iluzja zgrabnie je ukrywa.

Postprzez Medard » N cze 24, 2018 12:11 am

Jak Karnstein długi i szeroki, Jurny Mamut nie przestawiał zadziwiać tym, co działo się w jego podwojach. Nie chodzi bynajmniej o jakość serwowanych tam potraw czy napitków, bo ta zawsze trzymała swój odwieczny wysoki poziom, ale przyciąganie niecodziennych –nawet jak na nietypową specyfikę wielokulturowego kraju rządzonego od wieków przez dynastię krwiopijców- gości tudzież wydarzeń, jakie nie wynikały z samego li tylko położenia jadłodajni czy charakteru Księstwa.
       
Jednakowoż biesiadnicy nie śmieli nawet narzekać na tego typu cudaczne rozrywki, gdyż lokal –jako jeden z niewielu w Therii, jeśli nie jedyny- zapewniał takie atrakcje niemal za półdarmo. Pewnie dlatego jak muchy do gnoju tudzież dziki do obierek ciągnęła do gospody arystokracja, magowie i burżuazja z całego niemal państwa, o Anperii przez grzeczność nie wspominając. Nierzadko można było napotkać przybysza z dalekich nieraz miejsc, oddalonych od Therii o wiele staj, a nieraz nawet i smoków. Późna pora nie wpływała na liczbę klientów w Mamucie, ba, można by było rzec, iż nawet z godziny na godzinę ludu przybywało. A dzisiejszego wieczora pierwszorzędnego towarzystwa zeszło się niczym małp do kitu ze świeżo odsłoniętej barci. Wszyscy możnowładcy i bogatsi burżuje jak jeden partner w związku cywilnym zwany gdzie indziej mężem podrałowali do gospody, by najeść się, napić, dowiedzieć się tego czy owego oraz –jeśli kostur Przedwiecznego będzie sprzyjał- ujrzeć jakieś cuda lub dziwy (i nie chodzi tutaj o tzw. panie nocy urzędujące po lupanarach). Takiego cyrku, to nawet Emhyr var Emreis w swym długim, bo dwustuletnim żywocie nie oglądał na oczy. Niemal natychmiast w eter wzbił się donośny rechot inspektora, a solidny tron kołysał się jakby był zaopatrzony w równie mocne bieguny, określane także jako płozy.
Tymczasem w loży książęcej o nudzie nie było nawet mowy. Wszechobecny rozgardiasz i przekomarzanki Emireya z córą przebiło widowisko z udziałem zmiennokształtnej, tym razem w kociej formie i upadłego walczących –zdawać by się mogło- w morderczym boju niczym dwa dzikie psy stepowe z wrogich sobie watah.

Cezar, cudaczny kocur Triss, jak zwykle pokazał, że więcej w niego bezszelestnego drapieżnika o dziewięciorgu życiach aniżeli pięknie upierzonego tropikalnego kuraka. Zwierzak nic sobie nie zrobił z zaistniałej sytuacji i po prostu czmychnął na ręce właścicielki, a z nich zeskoczył na ocalałe krzesło, by tam w spokoju wyczyścić się tak z wina, śliny zmiennokształtnej, jak i pyłu po rozwalonym meblu. Zuch!
Poirytowana cyrkiem, jaki zaczął rozgrywać się na jej oczach Triss oznajmiła, by książę przypomniał inspektorom lub personelowi karczmy, by uprzątnęli pierdzielnik, przecież Jurny Mamut to nie chlewik, a i tarzająca się w wiórach, trocinach i połamanych deskach para zapaśników chyba pomyliła szynk z polem bitwy albo kręgiem do walk sportowych. Tego było już za wiele, przecież kronikarze czy też zwyczajne gryzipiórki tylko czekają na nowinki z życia klas rządzących. Medard odparł:
-  Masz całkowitą rację. Co za dużo, to i wieprzotoperz nie zje, a dzisiejszy spektakl niejednego przyprawiłby o mdłości.
Książę natychmiast przywołał Emhyra, by ten w towarzystwie swych ludzi zrobił porządek z zapaśnikami, którzy rozrabiali coraz śmielej, dając popis kunsztu walki wręcz lub –wziąwszy pod uwagę zmagania Saaviela z dzikim kotem- poskramiania bestii. Co się zaś tyczy bałaganu spowodowanego przez nie pierwszej już świeżości mebel, który z wielkim trzaskiem pożegnał się z żywotem, zawsze czujny Eimyr var Emreis w te pędy posłał sprzątaczy, by doprowadzili wygląd pobojowiska do stanu pierwotnego lub –jeśli to graniczyłoby z cudem- przynajmniej względnej używalności.

W tym samym czasie jedna ze służek, która wysłana została, by zanieść dzban Anperisa ucztującemu księciu i zaproszonym przezeń gościom, gdy nagle przydługa suknia zaczepiła o wystające z połamanego krzesła gwóźdź, co spowodowało potknięcie się dziewczyny i rozlanie Dumy Karnsteinu wprost na Monarchę. Kurwasz mać! Jak nie urok, to przemarsz wojsk, jak nie szalejący po pijaku kot, to znowuż nieplanowana kąpiel w winie! Ciężkie jest życie władcy.  Coś jednak dziwnego było w kelnereczce. Nie skłoniła się przed Niosącym Życie i Śmierć (wedle bajań gminu) Najjaśniejszym Księciem, Panem na Karnsteinie, Grododzierżcą Vaerren, Zwierzchnikiem i Protektorem Lasu Duchów, Jarlem Khaz Adnar Medardem I de Nasfiret, za to rozmawiała z nim niemal równy z równym. Do tego te delikatne, wręcz aksamitne dłonie – dziewczyna nie nawykła do harówy chłopek tudzież plebejuszek. A na dodatek kwiecisty sposób wysławiania się  dość charakterystyczny dla arystokracji. Gdy wino się rozlało, a wystraszona (choć nie spanikowana) dziewka rzuciła się, by zmazać plamę na honorze – a książę przyjrzał jej się wystarczająco, by mieć pewność, kto podszywa się pod kelnereczkę w Mamucie. Wampirzy nos i heterochromatyczne tęczówki oczu dopełniły dzieła. Służką okazała się być Lae Lain, potomkini marszandów, stała bywalczyni książęcych uczt, balów czy polowań. Med odparł, nieco zdziwiony nową profesją starej znajomej:
- Lae, a co Ty tutaj robisz?! Znudziło Ci się obcowanie wśród dzieł sztuki? Wszakże powinnaś siedzieć na zadku i ucztować, a nie usługiwać! Czyżby Twoje kelnerowanie to sprawka Jeżozwierza, jak mniemam? Oj, udał mu się dowcip, nie przeczę. Porozmawiamy o wszystkim w Chiropterusie, w ciut normalniejszych warunkach, z dala od tego całego cyrku.
Następnie także towarzysząca księciu Triss zaofiarowała się, by pomóc z doprowadzeniem do ładu szat, na które niefortunnie rozlał się wąpierz. Sam władca oczywiście też próbował oczyścić materiał z wina. Dobrze, że na czarnym nie widać tego typu plam. Lud miałby uciechę, ujrzawszy księcia - kocmołucha!
Medard wiedział o odtrąceniu hrabiego Venceslausa de Nosfery du Lac przez młodą "kelnereczkę", ale iż absztyfikant należał do rodu wyjątkowych szumowin i buców, samemu wykazując rodzinne cechy charakteru i usposobienia, książę nie miał dziewczynie tego za złe i postanowił przemilczeć temat. Na koniec podziękował obu kobietom za dzielne ratowanie monarszego majestatu i wszystko -miejmy nadzieję- powróci do normy, chociaż po Mamucie niczego nie można być pewnym.

Po syfie drzewnym na posadzce nie było już śladu, natomiast wojownicy nadal tarzali się w morderczym zwarciu. Jeżozwierz gwizdnął dwa razy, zaskrzeczał niczym nielotny ptak drapieżny, co dało sygnał inspektorom, że coś dzieje się w jadłodajni. Niemal od natychmiast łobuzów otoczył krąg gotowych do strzału kuszników, a następni funkcjonariusze celowali do nich z dołu.
Emhyr, poddenerwowany takim, a nie innym obrotem spraw, wrzasnął, by przypadkiem ferwor bitewny nie zagłuszył wypowiadanych z tak wielką powaga słów inspektora:
- Z rozkazu jaśnie wielmożnego księcia, zakończcie wreszcie ten cyrk, nie znajdujecie się przecież w chlewie tudzież zagrodzie mamutów, na kostur Przedwiecznego!
Tego, że w przeciwnym razie, tj. przy braku porozumienia, inspektorzy zmuszeni będą do użycia drastycznych środków przymusu bezpośredniego, już nie dodał – nie widział potrzeby.

Tymczasem zawodnicy na niecodziennej macie w postaci kamiennych płyt posadzki Mamuta, a gdzieniegdzie także parkietu nadal –nie zważając na otaczających ich inspektorów- tarzali się  niczym profesjonaliści na igrzyskach.
Wydawać by się mogło, iż zmiennokształtna, zrozumiawszy swą pozycję, w końcu da za wygraną i problem zniknie sam, ale niestety tak się nie stało. Upadły wykaraskał się z wcześniejszych kłopotów i umiejętnie przesunął szale zwycięstwa na swoja stronę. Zgromadzeni goście słyszeli jeszcze donośny ryk pantery, potem zaś nastąpiła niepokojąca cisza. Czy zdrowy rozsądek pokona dzikość, z której ci zmiennokształtni są znani – pokaże najbliższa przyszłość.
Avatar użytkownika
Medard
Splatający Przeznaczenie
 
Rasa: Wampir czystej krwi
Aura: Platyna twarda niczym najlepsza stal połyskująca jeszcze względną świeżością, rozpłynie się przed twoimi oczyma, sięgając samego horyzontu. Tam lśni dorównujący jej w nieustępliwości obsydian, odbijając się w gładkich połaciach szlachetnego metalu. Obraz wydaje się prostym, wręcz surowym, zupełnie jakby swoją szlachecką prezencją odpychał cię przed bliższymi oględzinami, gdy jednak przyjrzysz się uważniej zachowując wszystkie zasady dobrego wychowania, uda ci się dostrzec kruszyny cyny skrzące się nieregularnie, przemieszane z giętkimi smużkami srebra i ubarwione ostrymi w dotyku pociągnięciami żelaza. Smak powietrza jest tu ciężki i lepki zupełnie jak przed tropikalną burzą. Niby da się wyczuć posmak łagodności, jednak to gorycz zakończy bukiet, w efekcie kradnąc prawie całą uwagę. Tak przynajmniej myślałeś. Wtedy w twe nozdrza uderzy metaliczny odór krwi, a krzyk agonii prawie namacalnie rozedrze w strzępy otaczający cię świat. Jeszcze tchnienie minie nim wyrównasz oddech próbując się uspokoić i pojąć czego świadkiem właśnie byłeś.
Wygląd: Medard to wysoki mężczyzna o przeciętnej posturze z przechyleniem szali na umięśnioną. Mierzy bowiem sążeń i dwa palce (ok. 188 cm) przy dwóch cetnarach i kamieniu masy (ok. 90 kg). Skóra na jego dłoniach nie należy do najmiększych co świadczy o tym, że swoje przepracował. Kilka palców zdobią sygnety z herbem Aflaque - wyjącym czarnym wilkiem w tarczy (w klejnocie dwa ... (Więcej)

Postprzez Erremir » Śr cze 27, 2018 11:28 am

Upadły w dalszym ciągu nie poświęcał zbyt wiele uwagi otoczeniu, przez co umknęła mu sytuacja ze służką, której wylało się wino prosto na księcia. Gdyby nie to, pewnie z przyjemnością dodałby parę słów o jakości usługi w tym „elitarnym” lokalu, tak aby usłyszał o tym sam Emhyr, którego obserwował od czasu do czasu. Reakcję właściciela nie dziwiły, zwłaszcza że w książęcej loży robił się po prostu chlew.

— Buuu, jak już karmisz pannę, to poświęcaj jej więcej uwagi, łosiu ty!
Erremirowi drgnęła brew na ową wypowiedź, odkładając sztućce i łapiąc smoczycę tak, że nie mogła wyciągnąć głowy spomiędzy ręki, a jednego z boków. Po czym złowieszczo się uśmiechnął i zaczął szorować po pięknie ułożonych włosach zaciśniętą pięścią. Taya wyrywała się i darła jakby się na całą książęcą lożę.
— PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM!
— Oh, ho, ho. Nie słyszę? Co mówisz? — zapytał upadły, przysuwając głowę bliżej.
— Będę już grzeczna, tylko przestaaaaaań.
Obiecała to dosyć łamiącym się głosem, prawie jakby nie miała stu lat, a był zwykłym dzieckiem. Zapowiadało się, że jak jej nie puści, to się po prostu rozpłacze. Możliwe, że trochę za dużo siły użył i owa sytuacja naprawdę doprowadziła córkę do takiego żałosnego stanu. Nie chcą doprowadzić jej do tego stanu, poluzował chwyt, a dziewucha wyrwała się i pobiegła w stronę zejścia ze schodów z loży. W trakcie zdążyła się jeszcze odwrócić i pokazać język do upadłego, co go irytowało jeszcze bardziej niż nazwanie go „łosiem”. Teraz przynajmniej był pewny, że byłaby niezłą aktorką. Zanotował sobie w pamięci, że gdy powróci do zamku Medarda, to ma dać małej rozbójnicy lekcję wychowania. Nie mógł czasami zrozumieć, czemu dziewucha mająca setkę lat, zachowuje się w tak dziecinny sposób.

To, co działo się w książęcej loży, przechodziło wszelkie pojęcia. Były król jednak tylko się uśmiechnął, widząc, jak do jednej Łapy potrzebny jest tłum dorosłych samców, a do tego z kuszami. O ile rozumiał, że właściciel i Medard pragnęli doprowadzić wnętrze Mamuta do porządku, zabierali się od tego tylnymi drzwiami. Do tego jedną z najgorszych metod w wypadku kogoś z krwią zwierzołaków.

„W tym rozwiązaniu brak elegancji i prostoty. Lepiej interweniować, zanim komuś »przypadkiem« wystrzeli pocisk z kuszy w koci łeb”
Sama myśl poprawiła upadłemu humor, gdy oczami wyobraźni widział przebity, łeb kota wraz z wystającym z niego grotem strzały, który rozszarpał tkankę mózgu. Niezbyt przyjemna śmierć, ale przynajmniej szybka i mieszcząca się w jego zasadach.
„Nie tym razem, może następnym”
Popędził się w myślach, wyciągając z kieszeni spodni flakonik z czystym alkoholem. Chwycił zręcznie czysty nóż, oblewając szpic zawartością flakonika, która rozlała się po stole i podłodze. Obracając nóż między palcami i pozbywając się w ten sposób nadmiaru cieczy, schował pusty flakonik do poprzedniego miejsca spoczynku.
Leniwie wstał z krzesła, pomagając sobie przy tym dłonią opartą o stół, aby skierować się do Łapy i jej towarzysza, otoczonych przez kuszników z palcami na spustach. Gdy zbliżył się do „ściany” okręgu, poklepał jednego z kuszników po ramieniu.
— Psia mać, jestem zajęty człowieku. Spieprzaj albo zasadzę ci bełt między oczy. — stwierdził twardym tonem, obracając się do Emireya i celując kuszą w upadłego.
Upadły powstrzymał się przed niepotrzebną pomocą, aby pomóc nastawić biedakowi krzywe zęby, więc jedynie westchnął, próbując się uspokoić. Zmrużył oczy, nie przerywając obracać ostrym nożem między palcami. Pomagało mu to skupić emocje w innym miejscu niż na kuszników.
— Odsunąć się
Wypowiedź upadłego zwróciła na niego tym razem większą uwagę grupy kuszników, zwłaszcza tych będących najbliżej jego osoby.

Spojrzenia i wyrazy twarzy wszystkich patrzących wypełnione kpiną w spojrzeniach, jak i wyrazach twarzy. Kim byli? Elitarną jednostką, czemu mieliby posłuchać kogoś, kto nawet nie miał prawa rozkazywać. Jeden w końcu nie zatrzymał i zaśmiał się szyderczo.
— Kim jesteś, nawet gość księcia nie będzie nam rozkazywał. Wracaj na krzesło, zanim to z ciebie zrobimy jeża, cwaniaczku.
Facet popatrzył na bladego i wychudzonego w jego oczach mężczyznę, zdenerwowany brakiem odpowiedzi, jak i ignorancją.
— Ogłuchłeś czy jak, wypad na krzesło! — warknął i chwycił kuszę jedną dłonią, aby drugą chwycić upadłego za nadgarstek.
Wszystko trwało nie dłużej niż mrugnięcia oka. Gdy tylko dłoń mężczyzny wylądowała na Erremirze, znajdował się on już w powietrzu. Z boku sytuacja wydawała się nierealna, bo rosły facet wyleciał w powietrze jak pocisk, lądując z impetem w ścianie mamuta z wystarczającą siłą, aby zawalić normalną, drewnianą konstrukcję. Upadły przy tym wykonał tylko ruch ręką, gdzie został złapany bez jego zgody. Ściana złowieszczo pękała, ale jedyne co spadło to ciało nieprzytomnego kusznika. O ile osobnik wyglądał na całego, Erremir był pewny, że złamał mu ręką w przynajmniej dwóch miejscach i zdyslokował ramię.
Reszta z kuszników zrobiła przejście dla upadłego, ale każda z nich nie była opuszczona, ale skierowana na nowy cel, którym był właśnie on. W oczach tych inspektorów chudzielec był niebezpieczeństwem, a nie tarzająca się parka na ziemi.
— Banda rosłych mężczyzn, nie potrafi poradzić sobie z kotem. Żałosne — mruknął pogardliwie pod nosem, gdy klękał przy zwartej z najemnikiem Łapie.
Dłoń z nożem wykonała nagły, ale precyzyjny ruch, przebijając grubą skórę czarnej pantery i trafiając na odpowiedni nerw między karkiem a łopatką zwierzęcia. Nie miał przy sobie igieł, więc czubek noża zastąpił mu ów sprzęt. Nie było to ani bolesne, ani krwawe, bo stalowe ostrze zatrzymał się precyzyjnie na wspomnianym nerwie. Efekt owej czynności nie był od razu, zwłaszcza że nóż gwałtownie się zatrzymał, tak że nie przebił nerwy, a tylko to „ruszył”.
Jedyną osobą, która oprócz niego wiedział, co się dzieje, był najemnik. Odczuwał mniej intensywny ból w miejscu powbijanych pazurów, które pochowały się w tym samym momencie, co akcja upadlaka. Kusznicy nie chcieli dopuścić do rozlewu krwi i prawie wypuścili bełty, gdyby nie szybka reakcja Medarda.

„Ten stary drań, o wiele za dużo wie. Nieważne, zaraz odzyska władzę w łapach, muszę działać”

Nie czekając na oklaski, odsunął nóż i rzucił na podłogę, i chwycił dłonią panterę za kark jak kociaka. Wyprostował się i podniósł ją wysoko w powietrze jak kocia matka niosąca swe kocięta. Stalowy uchwyt upadłego był jak kajdany, które nie chciały puścić bez względu na to, jak mocno się rzucała. Trzymał ją w powietrzu w taki sposób, że była grzbietem do niego, więc zabezpieczył się, jakby zwierzę zmieniło cel na niego.
— Oy, skarbie — rzucił do Łapy zmęczonym głosem.
— Zawsze chciałem wiedzieć, czy to prawda, że koty mają dziewięć żyć. Zainteresowana „romantycznym” eksperymentem? Tylko ty i ja — uśmiechnął się złowieszczo, co Keli mogła widzieć w zakresie swej zwierzęcej wizji.
Przy okazji wypowiadania tych słów, wszyscy w pobliżu odczuli delikatną zmianę, iż słowa i aura upadłego ociekają zabójczymi zamiarami i nie było w nich żartu. O ile pantera robiła, co chciała, okrąg kuszników, zrobił krok w tył podświadomie. Erremir był pewny, że zwierzęcy instynkt Łapy wyraźnie wyłapie ów niuans i sprowadzi ją do trzeźwości umysłu.
Avatar użytkownika
Erremir
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
 
Inne Postacie: Sherreri, Thilivern, Celine,
Rasa: Upadły anioł
Aura: Emanacja charakteryzuje się sporą siłą magiczną, co należy raczej do zjawiska rzadkiego. Pierwsza barwa, jaka rzuca się w oczy jest platynowa, miesza się z równie widocznym żelaznym odcieniem. Na powłoce widać starannie wymalowane kobaltowe piórka, wokół których oplata się miedziane, delikatne pasmo zdające się poruszać przy wietrze. Niżej barachitowe plamy, jakby nieuważnemu malarzowi chlapnęła farba. Jednakże nawet te zabrudzenia nie są przypadkowe, każdy nieregularny kształt ma ozdobny rtęciowy kontur obsypany cynowym pyłem. Wszystkie odcienie bez wyjątku błyszczą się magicznie oświetlone szmaragdowym blaskiem. Słychać liczne głosy, a także śmiech dzieci co potęguję wrażenie pobytu w jakimś żywym miejscu, wraz z tym puls przyśpiesza. Wszystko zmienia się w głęboki ton niespodziewanie i brutalnie przerwany przez rumor spadających głazów. Występuje głównie z wrażeniem dziwnego nacisku na klatkę piersiową. Szybko następuje spokój przerywany jedynie echem czyiś słów i delikatną melodią z oddali, która wręcz usypia. Przez chwilę może pojawić się strach przez uczucie spadania. Zmysłowy szept I zapach mocnych perfum stara się jednak to ukoić. Prócz tej cudnej woni aura charakteryzuje się też zapachem siarki połączonym z czymś obcym, jakimś zapachem, który ciężko zidentyfikować jakby nie należał do tego świata. Powłoka niebywale twarda, prędzej złamie się na niej ostrze niźli powstanie choćby rysa. Elastyczna i do tego kusząco aksamitna powierzchnia tylko czeka na kogoś, kto nadzieje się na ostre jak brzytwa brzegi. W smaku zaś lepi się uparcie, sklejając wargi, nie chcąc pozwolić na ich otworzenie.
Wygląd: ⌘ Wygląda bardzo młodo w porównaniu do wieku ciążącego mu na barkach. Wzrost wynosi w przybliżeniu 1 sążeń i 2 palce (ok. 195 cm), chociaż sam upadły nigdy nie przywiązywał do tego specjalnej uwagi. Waga wynosi około 2 cetnary, 1 kamień i 8 funtów (ok. 90-94 kg). Jego budowa jest smukła i zadbana. Stulecia poświęcone treningom i wojaczce w widoczny sposób odbiły się na ... (Więcej)
Uwagi: Erremir podróżuje ze swoją przybraną, smoczą córką Tayą pod ludzką postacią(npc). Opis jej postaci znajduje się w końcowej części historii postaci upadłego - jest to wyróżnione.

Poprzednia strona

Powrót do Księstwo Karnstein

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron