[Rubieże Księstwa] Dywersanci


Miasta Karnsteinu są istnym kotłem, do którego wrzucono wielość nacji i upodobań architektonicznych. Wystawne domy w kolorach purpury i złota sąsiadują tutaj z dzielnicami, w których budowle mają być przede wszystkim funkcjonalne. Proste domy ułożone wśród wąskich, równoległych uliczek, wyłożonych kamieniami, zamieszkiwane są głównie przez mroczne elfy, dla których przepych jest zbędny. Po przeciwnej stronie są budowle, które zaskakują dbałością o szczegóły. Kolumny z głowicami przedstawiającymi sceny z legend.

Postprzez Medard » Cz wrz 25, 2014 1:31 am

- Każdy spór da się szybko rozwiązać, organizując chociażby tak popularne wśród krasnoludów zawody w piciu, nieprawdaż?
Uśmiechnął się do Isobel, wszak wychowywanej przez khazadów. Medard widział, ile trunków różnej maści zdołała pochłonąć Frigg, więc zapowiadał się poważny bój, nie ma to tamto.
Jakieś dziwaczne niby-aury wokół stolika w Niedźwiedziu nie przemawiały do twardo stąpającego po ziemi księcia. Kolejny zabobon, jakich niestety niemało w tym regionie.
No! wreszcie ktoś pomyślał o tym, co tygrysy lubią najbardziej. Pojawienie się półmisa z żarciem nieco usatysfakcjonowało Medarda. Wodził wzrokiem wokół naczynia i czegoś mu brakowało... Tak! Nie wiem, co ten cały oberżysta sobie myślał, ale żeby nie podać gościom miejscowego specjału - dzika w cydrze? To nie powinno w ogóle mieć miejsca! Chybcikiem zerwał się od stolika i podrałował do karczmarza. Na miejscu domówił dwa półmisy owego frykasa i jak gdyby nigdy nic wrócił do towarzyszek.
- Wygląda nieźle, ale czegoś mi tu brakuje... - rzucił zdawkowo. Musicie sobie zostawić miejsce na owe coś.
Na wzmiankę o lustrze Med ryknął śmiechem, mało nie opluwając półmisów cydrem zakąszanym jakimiś kałafutami kuraka w dziwnym sosie. Dziwna potrawa.
- Z takim gnatem zamiast berła wyglądałabyś tylko komicznie - zero posłuchu, za to kupa śmiechu. Może lepiej zafundować sobie coś w ten deseń? - rzucił, a następnie wyjął zza pasa legendarne wilcze berło z Brezeny i położył na stole.
- I koniecznie gogle zamiast korony. - dodał.
- Nie tylko one, pewien centaur też dużo by oddał za przyjmowanie go z odpowiednimi honorami... To chyba dość powszechne wśród rozumnych ras.
- Mhm. Skoro tak chcesz, mnie tak nic do tego. Wznieśmy toast za  Silje Erle Hannson zatem! W każdym razie już niedługo...
Avatar użytkownika
Medard
Splatający Przeznaczenie
 
Rasa: Wampir czystej krwi
Aura: Platyna twarda niczym najlepsza stal połyskująca jeszcze względną świeżością, rozpłynie się przed twoimi oczyma, sięgając samego horyzontu. Tam lśni dorównujący jej w nieustępliwości obsydian, odbijając się w gładkich połaciach szlachetnego metalu. Obraz wydaje się prostym, wręcz surowym, zupełnie jakby swoją szlachecką prezencją odpychał cię przed bliższymi oględzinami, gdy jednak przyjrzysz się uważniej zachowując wszystkie zasady dobrego wychowania, uda ci się dostrzec kruszyny cyny skrzące się nieregularnie, przemieszane z giętkimi smużkami srebra i ubarwione ostrymi w dotyku pociągnięciami żelaza. Smak powietrza jest tu ciężki i lepki zupełnie jak przed tropikalną burzą. Niby da się wyczuć posmak łagodności, jednak to gorycz zakończy bukiet, w efekcie kradnąc prawie całą uwagę. Tak przynajmniej myślałeś. Wtedy w twe nozdrza uderzy metaliczny odór krwi, a krzyk agonii prawie namacalnie rozedrze w strzępy otaczający cię świat. Jeszcze tchnienie minie nim wyrównasz oddech próbując się uspokoić i pojąć czego świadkiem właśnie byłeś.
Wygląd: Medard to wysoki mężczyzna o przeciętnej posturze z przechyleniem szali na umięśnioną. Mierzy bowiem sążeń i dwa palce (ok. 188 cm) przy dwóch cetnarach i kamieniu masy (ok. 90 kg). Skóra na jego dłoniach nie należy do najmiększych co świadczy o tym, że swoje przepracował. Kilka palców zdobią sygnety z herbem Aflaque - wyjącym czarnym wilkiem w tarczy (w klejnocie dwa ... (Więcej)

Postprzez Isobel » Cz wrz 25, 2014 6:18 pm

Skrzywiła się na wzmiankę o zawodach w piciu. Akurat tej cechy krasnoludów bardzo nie lubiła; ich nadmiernej miłości do wszelkiego rodzaju trunków. A zawody w piciu, lub nie daj boże żłopanie ... Brr. Są rzeczy, których nawet krasnoludzie wychowanie nie zdoła wszczepić - trzeba się z tym urodzić i tyle.
- Wolę rozwiązania innymi drogami. Każdymi, byle nie zawodami w piciu.

Jedzenie podziałało na towarzystwo kojąco. Pełne półmiski, kufle, a po tym jak wampir skoczył by zamówić dzika w cydrze i wspomniany dzik już przybył nastrój zrobił się wręcz odświętny. Zajadała ze smakiem, nie przejmując się tym, ze ktoś będzie musiał za to zapłacić. Nie przejmując się niczym.  

Na stół zaś nadchodziły kolejne frykasy; Isobel zaczęła się zastanawiać, czy aby karczmarz nie chce się wkupić w łaski księcia, czy może Medard sam to wszystko zamówił. Ona z pewnością tego nie zrobiła.

Sytuacja jednak zrobiła się dziwna, gdy nagle jakiś cudem pojawiły się desery. Owsiane ciastka i miód, i pszenne placki, i różnokolorowe głowy cukru, jakieś kremy, a to były zaś galaretki i ... lody? Lody czasem podawano u krasnoludów, ale bardzo rzadko, natomiast tu w Alaranii nigdy się z nimi nie spotkała. I do tego wina, miody różnorakiego smaku i rodzaju. co się stało z tym piwem, które raptem chwilę temu tu sprzedawali. Co się tu tak właściwie dzieje?

- Medard? Ty o to wszystko zadbałeś? - zapytała nieco już zaniepokojona.

Zaciekawiona podniosła wilcze berło i obracała w palcach.
- Co to jest ? - mruknęła ciekawa. - Dobra, wiem że to berło, ale co dokładnie robi?

Na wzmiankę o koronie uśmiechnęła się.
- Nie, korona dla Frigg musi być inna, wyjątkowa ... Lekka, z delikatnymi listkami, i żeby też była użyteczna, na przykład chroniła jej głowę, jak hełm ...

- To chyba normalne wśród wszelkich ras. Kto by chciał umrzeć zapomniany? - podsumowała.

- Za pierwszą Panią - driadę tych ziem, księżnę Silje, oby rządziła nimi długo i szczęśliwie!
Avatar użytkownika
Isobel
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Liddel,
   Ten gracz nie stworzył jeszcze postaci.

Postprzez Frigg » Pt wrz 26, 2014 3:43 pm

Zaśmiała się głośno na pierwsze słowa Medarda.
-Wojna między dwoma królestwami, która polega na piciu?! Światem zawładnęłyby Krasnoludy!
"I może ja..." pomyślała gorzko. Nie miała okazji spotykać nadmiernie tej rasy. Przewijali się jej czasem między nogami na rynku bądź na ścieżkach handlowych, z rzadka też gnieździła się w krasnoludzkich wioskach, a jednak chyba ze wszelakich ras (nie wliczając swojej), ich lubiła najbardziej. Nie zgadzała się często z panującymi tam poglądami,przez co wiecznie trwały kłótnie przerywane gorzołą, ale zawsze, z każdym krasnoludem walczyła ramie w ramię. Byli  lojalni, honorowi i zawsze mówili to co myślą - pewnie dlatego obie strony miały w zwyczaju obdarzyć się sympatią.
Stół napełniał się to dokładkami nowości, z którymi do czynienia miała...wiek temu! Mięsa, których smaki dawno były już zapomniane przez driadę, teraz gościły na stole, tuż przed nią. Dochodziły także wina, których daty były nawet starsze od samej Frigg. Wiele nazw pojawiło się jej pierwszy raz na oczy. Chciała skosztować po łyku każdego z nich! I...Oh!...na Matkę Naturę! Dzik w cydrze... Wargi aż zadrżały jej z narastającego apetytu. Miała wrażenie, że litry śliny napływają jej do ust. Już sama nie wiedziała czy z głodu czy może po prostu dawno nie jadła nic porządnego. Życie jak królewna przyniesie jej przynajmniej kuchenne cuda tego świata.
Sięgnęła po butelkę wina, która wydawała się najstarsza swoim wiekiem i wlała, odrobinę, do pucharku.
Berło rzeczywiście lepiej prezentowało się od nóżki kurczaka. Frigg przyglądała mu się z daleka, jakoś odczuła wewnętrzną obawę przed nim. Niech póki co, Isobel się nim nacieszy.
-Hm...Imponujące.-rzuciła wlepiając ślepo wzrok w godnie prezentujący się symbol władzy.
Wzmianka na temat korony wywołała serdeczny uśmiech na twarzy Frigg. Nie dlatego, że towarzyszka wspomniała o koronie dla niej, ale w jaki sposób to robiła! Czysto logiczny. Przedmiot ma być ładny, ale funkcjonalny! Typowy sposób funkcjonowania Isobel.
-A ty? Ty jaką byś sobie zafundowała?-spytała ciekawsko.
Uniosła pucharek by wypić swoje własne zdrowie.
-Ale kolejne to pijemy za Ciebie! A później już za naszą wygraną wojnę!
Avatar użytkownika
Frigg
Tkacz Gobelinu Życia
 
Inne Postacie: Niviandi, Kvaser, Francine, Kavika, Wiladye, Shantti, Namir, Pliszka, Cedr, Paank, Ruu, Grelia, Lasse,
Ranga: Obrazek
Rasa: Driada
Aura: Silna aura o topazowej poświacie, znacznie ciemniejsza i bardziej matowa, niż się na pierwszy rzut oka wydaje. Ma w sobie chłód leśnej gęstwiny, jest jednocześnie aksamitnie gładka i niebezpiecznie ostra, na kształt płatków jakiegoś dziwnego kwiatu. Wije się i wygina, sprężysta jak młody pęd. Pachnie jak leśny miód, nawet lepi się jak on, ale zawiedzie się ten, kto idąc tym tropem będzie w niej szukać miodowej słodyczy - w smaku jest bowiem bardzo mocno gorzka i pikantna. Z otaczającej ją głębokiej ciszy wyłania się co parę chwil śmiech bawiących się dzieci... ale tylko po to, by zaraz znów w niej zatonąć. W kolorze aury dominuje barachit, ale po prawdzie jest ona jak wianek spleciony ze stu kwiatów, z których każdy ma własny, nieco inny odcień.
Wygląd: Pamiętacie te małą zadziorę sprzed niespełna dziesięciu lat? Mocna sylwetka, umięśnione ciało, mocny chód oraz charakter, który organizm musiał z trudem udźwignąć, bo był o wiele cięższy do strawienia niż kawał dobrego mięcha. Wielu więc zada pytanie, cóż to takiegoż się stało skoro opowieść o tej dziewczynie zaczyna się w ten sposób?
Istotka ta nie zaskakuje ...
(Więcej)

Postprzez Medard » Pt wrz 26, 2014 6:24 pm

Dziwne to było - jak osoba chowana wśród krasnoludów może nie lubić zawodów w piciu? Są na tym świecie różne typy, więc może trafił się taki biały kruk...
- Cóż, skoro tak, to nie było propozycji. I o jakiej wojnie mówimy? Miałem na myśli konflikty między wami, takie małe cosie najlepiej rozwiązywać przy pomocy śmiechu lub picia właśnie...
Wąpierz widział, ile alkoholu potrafi wypić Frigg. Dziwne to było, ponieważ driady w ogóle nie sięgają po ten rodzaj napitku. Przecież ona była zdolna położyć na łopatki niejednego krasnoluda! A to ci dopiero!
Uczta przerodziła się w iście lukullusowe szaleństwo. Właśnie wszedł dzik w cydrze - karnsteiński specjał, o który ongiś zabiegał niejeden władca. Wszyscy delektowali się wykwintnymi daniami, zagryzając od czasu do czasu wypity trunek, a i tego przybywało z biegiem ucztowania.
- Dzik to mój pomysł. Reszta zaś - no cóż. To jest właśnie Karnstein! Różnorodność i przepych, od których niejednego podróżnika niemalże powala na ziemię. Przysłowiowe mleko i miód tej niecodziennej krainy i jej mieszkańców. - dodał.
Isobel z werwą badacza oglądała wilcze berło. Medard odpowiedział:
- To jest wilcze berło. W niecodziennych sytuacjach rubinowe ślepia wilka jarzą się czerwonym blaskiem. Poza tym berło to umożliwia transformację w leśnego drapieżnika, ale to nic nieznaczący bonus. - wzniósł puchar i wypił łyk miodu.
Wzmianki o koronie dla Frigg były jednym z wielu akcentów humorystycznych tego wieczora. Zjawiskowa i praktyczna zarazem - co by to nie było - każdy od razu zachowa w pamięci ten widok. Imponujące wejście.
- Też jestem tego ciekaw, a co do toastów - przyłączam się do obydwu.
- Za zwycięstwo! - oznajmił.
Avatar użytkownika
Medard
Splatający Przeznaczenie
 
Rasa: Wampir czystej krwi
Aura: Platyna twarda niczym najlepsza stal połyskująca jeszcze względną świeżością, rozpłynie się przed twoimi oczyma, sięgając samego horyzontu. Tam lśni dorównujący jej w nieustępliwości obsydian, odbijając się w gładkich połaciach szlachetnego metalu. Obraz wydaje się prostym, wręcz surowym, zupełnie jakby swoją szlachecką prezencją odpychał cię przed bliższymi oględzinami, gdy jednak przyjrzysz się uważniej zachowując wszystkie zasady dobrego wychowania, uda ci się dostrzec kruszyny cyny skrzące się nieregularnie, przemieszane z giętkimi smużkami srebra i ubarwione ostrymi w dotyku pociągnięciami żelaza. Smak powietrza jest tu ciężki i lepki zupełnie jak przed tropikalną burzą. Niby da się wyczuć posmak łagodności, jednak to gorycz zakończy bukiet, w efekcie kradnąc prawie całą uwagę. Tak przynajmniej myślałeś. Wtedy w twe nozdrza uderzy metaliczny odór krwi, a krzyk agonii prawie namacalnie rozedrze w strzępy otaczający cię świat. Jeszcze tchnienie minie nim wyrównasz oddech próbując się uspokoić i pojąć czego świadkiem właśnie byłeś.
Wygląd: Medard to wysoki mężczyzna o przeciętnej posturze z przechyleniem szali na umięśnioną. Mierzy bowiem sążeń i dwa palce (ok. 188 cm) przy dwóch cetnarach i kamieniu masy (ok. 90 kg). Skóra na jego dłoniach nie należy do najmiększych co świadczy o tym, że swoje przepracował. Kilka palców zdobią sygnety z herbem Aflaque - wyjącym czarnym wilkiem w tarczy (w klejnocie dwa ... (Więcej)

Postprzez Isobel » Pt wrz 26, 2014 7:24 pm

- To ja już wolę śmiech. Lubię czasem trochę wypić, ale aż takiej miłości do alkoholu jak moi pobratymcy to ja nie mam. I dobrze, bo wolę mieć jasny umysł. I dlaczego miałybyśmy mieć konflikty? Że co, jak niby baby to się od razu kłócą? - wojowniczo podniosła - Ja tam nie pamiętam, byśmy były na siebie złe, a ty Frigg? - mrugnęła wesoło do driady.

Mimo uspokojenia Medarda Isobel zaczęła coraz bardziej podejrzliwym okiem przyglądać się jedzeniu.
- Wiesz Medard, zazwyczaj w karczmie nagle nie zmieniają menu z prostego na wykwintne. Przecież tu przed chwila podawali tak kiepskie piwo, że aż robiło się niedobrze; i nagle się okazuje, że mają tu na składzie najlepsze wina i miody, a także ucztę dla świty królewskiej. Tak, tak, pamiętam, że jesteś księciem - machnęła dłonią - ale pamiętam też, że wyruszamy na wojenną wyprawę. Nie podoba mi się to.

Mimo, że jedzenie ją kusiło zaczęła się obawiać choćby tknięcia. Jedyną rzeczą którą teraz wkładała do ust była konina, co do której była pewna, że pochodziła z jej własnego konia - miała o wiele gorszy smak niż reszta potraw. Mimo to była zła na siebie, bo wcześniej zjadła już sporo z tych wspaniałości wystawionych na stole. Bała się jednego - trucizny. Kto wie, czy ktoś nieprzychylny księciu nie dosypał czegoś do jedzenia ...

Zamiast więc jeść słuchała wampira bawiąc się jego niezwykłym berłem.
- Chyba raczej na odwrót - mruknęła. Zauważyła, że ślepia wilka roztaczają delikatną, czerwoną mgiełkę. Cóż o może znaczyć? Zamyślona potarła brodę i podała berło Frigg.

- Sobie? Mmm ... Z trybików, które nasuwałyby mi szkła na nos, o! A berło to w ogóle będzie cud świata, takie strzelające strugami ognia i roztopionym metalem. I do tego tron , który będzie się obracał, jeśli będę chciała, tak, że będziemy miały iście królewską karuzelę i zapadnie na męczących poddanych, którzy też będą chcieli się przejechać - śmiała się.

Toastu nie wypiła, ale jak pozostali podniosła kubek.
Avatar użytkownika
Isobel
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Liddel,
   Ten gracz nie stworzył jeszcze postaci.

Postprzez Frigg » N wrz 28, 2014 3:17 pm

-Jeszcze nie wyskoczyłam do Isobel ze sztyletem! -zaśmiała się driada- Taką broń zostawia się na specjalne okazje...jak na przykład wojna! A nie jakieś słowne potyczki, które są ulotne niczym owoce mniszka pospolitego!
Frigg sięgnęła po kolejną butelkę wina. Chciała skosztować jak najwięcej smaków i póki nie była arystokratką, mogła sobie pozwolić na tego typu zachowanie - otwieranie i zostawianie niemalże pełnych butelek.
Wypełniła pucharek zaledwie łykiem wytworu. Upiła go z wielką przyjemnością. Delikatnie oblizała usta. Trunek był nadzwyczaj słodki, a ona gustowała w słodyczy. Skosztowała także dzika w cydrze, ale czegoś jej brakowało. Jakiegoś smaczku... brakowało mu delikatności. Nie miała zamiaru wcale o tym głośno mówić, był to chwilowy nawrót z jej przeszłości kiedy to topiła się w garach.
Dlaczego rozmowa znowu zahacza o to kim możesz się stać, ale nim nie jesteś?
Ujęła ostrożnie berło w słonie zielone dłonie.
-Wyłącznie w wilka? -spytała przyglądając się czerwonym kryształkom.- A coś jeszcze robi? Czy tylko potęguje Twój wygląd?
Ciekawe jak to jest być wilkiem... Pewnie podobnie jak do bycia driadą. W końcu one też biegały po lesie, jadły wszystko co zaoferował im las. Tylko one jeszcze mogły wspinać po drzewach i je formować. No i rozmawiać.
Frigg próbowała sobie zobrazować dziwaczny tron ludzkiej dziewczyny. Nie za bardzo była w stanie sobie to rozrysować, wyglądało prędzej jak wielka rozklekotana platforma niżeli tron. Tak więc jej myślenie z pewnością było błędne.
Nalała kolejny łyk wina do pucharku i ze śmiechem skosztowała także i jego. Tym razem był bardziej cierpki, ale mimo to w głowie Frigg nadal tkwił jej rozklekotany wymysł, dlatego z jej twarzy nie schodził uśmiech.
Avatar użytkownika
Frigg
Tkacz Gobelinu Życia
 
Inne Postacie: Niviandi, Kvaser, Francine, Kavika, Wiladye, Shantti, Namir, Pliszka, Cedr, Paank, Ruu, Grelia, Lasse,
Ranga: Obrazek
Rasa: Driada
Aura: Silna aura o topazowej poświacie, znacznie ciemniejsza i bardziej matowa, niż się na pierwszy rzut oka wydaje. Ma w sobie chłód leśnej gęstwiny, jest jednocześnie aksamitnie gładka i niebezpiecznie ostra, na kształt płatków jakiegoś dziwnego kwiatu. Wije się i wygina, sprężysta jak młody pęd. Pachnie jak leśny miód, nawet lepi się jak on, ale zawiedzie się ten, kto idąc tym tropem będzie w niej szukać miodowej słodyczy - w smaku jest bowiem bardzo mocno gorzka i pikantna. Z otaczającej ją głębokiej ciszy wyłania się co parę chwil śmiech bawiących się dzieci... ale tylko po to, by zaraz znów w niej zatonąć. W kolorze aury dominuje barachit, ale po prawdzie jest ona jak wianek spleciony ze stu kwiatów, z których każdy ma własny, nieco inny odcień.
Wygląd: Pamiętacie te małą zadziorę sprzed niespełna dziesięciu lat? Mocna sylwetka, umięśnione ciało, mocny chód oraz charakter, który organizm musiał z trudem udźwignąć, bo był o wiele cięższy do strawienia niż kawał dobrego mięcha. Wielu więc zada pytanie, cóż to takiegoż się stało skoro opowieść o tej dziewczynie zaczyna się w ten sposób?
Istotka ta nie zaskakuje ...
(Więcej)

Postprzez Medard » N wrz 28, 2014 5:09 pm

- A miałaś po temu poważny powód? - zaśmiała się. Wyskakiwanie z nożami z bele powodu przypominało Medardowi pojedynki uliczników po pijaku tudzież krasnoludzkich tarczowników, którzy wlali w siebie zbyt duże -nawet jak na nich- ilości spirytusu bez zagrychy.
Dzik jak to dzik - nie był spartolony, co może się zdarzyć, ale problem tkwił gdzie indziej. Cydr stanowiący podstawę sosu wzięty był z innego źródła. Med po chwili namysłu wiedział, co to takiego. Podgórski jabcok z Vaerren! Szef kuchni był vaerreńczykiem, job jego mać! Tylko oni przyrządzają dziczyznę, uprzednio nurzając ją w takim kwasiborze przez kilka godzin. Niebywałe, zupełnie jakby przejęli zwyczaje kulinarne mrocznych elfów.
- Incydent z piwem już się nie powtórzy, a partacz mający z nim najwięcej wspólnego słono za to zapłacił. Teraz kuchnię przejął fachowiec. Szef garnizonu z kupieckiego Vaerren. -dodał szeptem- Vastyrr Baenurden.  Temu te małmazje na stole i vaerreński dzik.
Wyprawa? Tam już w najlepsze oblegają główny zamek, a to, co widzieliśmy jeszcze nie tak dawno, to posiłki mięsa armatniego do łażenia po murach. Takie realia nowoczesnej wojny. Zero powodów do paniki.
Upił nieco wina z piwnic Chiropterusa i przysłuchiwał się dywagacjom na temat korony, tronów i innych insygniów władzy lordowskiej.
- Ha! Masz mnie! O to właśnie chodziło!  Nie wspomniałem o tym, iż wilk berłowy lubi krew i w styczności z nią potrafi świecić ślepiami tak jak przed chwilą. Potężna zabawka... Następnie skierował się do driady i odpowiedział:
- Z tego, co mi wiadomo, to niestety tak, ale zapewnia posiadaczowi wilczą regenerację - potężna rzecz. Gdyby przyznawało jeszcze jakieś przemiany, byłoby o nich coś gdzieś w jakichś dawnych zapiskach... Nie oznacza to, że cała wiedza zaklęta w tym berełku ujrzała już światło dzienne... Ciągle wyskakuje coś nowego...
Jak to jest być wilkiem? Ciekawie, ale najlepiej o to zapytać jakiegoś wilkołaka. Oni są tymi zwierzętami na co dzień, a takie czary - mary z berłem to tylko cyrkowe sztuczki...
Ze spokojem pił wino i obserwował jak vaerreńczycy zasiedlają karczmę. Piwny partacz dawno gryzł piach...
Avatar użytkownika
Medard
Splatający Przeznaczenie
 
Rasa: Wampir czystej krwi
Aura: Platyna twarda niczym najlepsza stal połyskująca jeszcze względną świeżością, rozpłynie się przed twoimi oczyma, sięgając samego horyzontu. Tam lśni dorównujący jej w nieustępliwości obsydian, odbijając się w gładkich połaciach szlachetnego metalu. Obraz wydaje się prostym, wręcz surowym, zupełnie jakby swoją szlachecką prezencją odpychał cię przed bliższymi oględzinami, gdy jednak przyjrzysz się uważniej zachowując wszystkie zasady dobrego wychowania, uda ci się dostrzec kruszyny cyny skrzące się nieregularnie, przemieszane z giętkimi smużkami srebra i ubarwione ostrymi w dotyku pociągnięciami żelaza. Smak powietrza jest tu ciężki i lepki zupełnie jak przed tropikalną burzą. Niby da się wyczuć posmak łagodności, jednak to gorycz zakończy bukiet, w efekcie kradnąc prawie całą uwagę. Tak przynajmniej myślałeś. Wtedy w twe nozdrza uderzy metaliczny odór krwi, a krzyk agonii prawie namacalnie rozedrze w strzępy otaczający cię świat. Jeszcze tchnienie minie nim wyrównasz oddech próbując się uspokoić i pojąć czego świadkiem właśnie byłeś.
Wygląd: Medard to wysoki mężczyzna o przeciętnej posturze z przechyleniem szali na umięśnioną. Mierzy bowiem sążeń i dwa palce (ok. 188 cm) przy dwóch cetnarach i kamieniu masy (ok. 90 kg). Skóra na jego dłoniach nie należy do najmiększych co świadczy o tym, że swoje przepracował. Kilka palców zdobią sygnety z herbem Aflaque - wyjącym czarnym wilkiem w tarczy (w klejnocie dwa ... (Więcej)

Postprzez Isobel » Pn wrz 29, 2014 7:17 pm

Wytłumaczenie Medarda ją trochę uspokoiło, więc wróciła do jedzenia. A miała do czego wracać. Przez chwilę niemal zła była na siebie, że próbowała się powstrzymać od tej przyjemności, ale szybko skupiła się na najważniejszym -  na jedzeniu, no i i na rozmowie.

Dzik może nie smakował trochę tak jak powinien, ale i tak był wyśmienity. Zresztą Isobel nie lubiła wybrzydzać; ostatnio i tak nie jadła niczego lepszego, więc co za różnica?

Berło było fascynujące, ale dziewczyna wolałaby zostać przy swojej technice. Niby przysłuchiwała się Medardowi, ale jej myśli zaczęły już krążyć wokół innych rzeczy.

Medard podsunął jej mimochodem pomysł, pomysł, który już rozkwitał w młodej głowie wynalazczyni. Uniwersytet. Tak, to by było coś. Stworzyć pierwszy uniwersytet, który by nauczał podstaw wszechświata, medycyny, matematyki, fizyki, ale przede wszystkim mechaniki. Inżynierii. I może jeszcze ukrytej pasji dziewczyny - aeronautyki.

- Medard? A są tam w ogóle jakieś warownie? - spytała.
Avatar użytkownika
Isobel
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Liddel,
   Ten gracz nie stworzył jeszcze postaci.

Postprzez Frigg » Pt paź 03, 2014 2:36 pm

Frigg wraz z łykiem wina przełknęła ślinę. Odniosła wrażenie, jakby wąpierz odczytywał każdą jej napływającą myśl. Czuła się coraz bardziej nieswojo. Ów dzik nie smakował tak jak go pamiętała jak powinien smakować, aczkolwiek nadal był wyśmienity. Wiedziała także, że arystokraci mają różne zboczenia, nawet na delikatną zmianę smaku. Nie chciała więc więcej komentować ani myśleć na ten temat.
Bardziej jednak zestresowała ją informacja na temat berła i to właśnie w momencie spojrzenia Medarda plwocina zmieszana z trunkiem przecisnęła się przez jej gardło. Wilcza regeneracja? Może właśnie to wzbudziło w niej wcześniej obawy. To co było w nim wiadome, jak i te wszystkie nieodkryte tajemnice, które mogły ze sobą nieść różne konsekwencje. W tym negatywne. Frigg tkwiła raczej w przekonaniu, że obecny świat wyhodowany jest jedynie na zasadzie "Nie ma nic za darmo. Coś za coś". Tak samo z nią samą było. Nie umarła, nadal żyje, tylko jedną nogą stoi w krainie śmierci. Teraz zaś spotkała zabawkę, która mogła przynieść jej wieczną regenerację płacąc za to jednak czyjąś krwią. W pewnym sensie, byłoby to rozwiązanie. Nie rozwiązałoby to jednak jej problemu, nie odpieczętowałaby klątwy. Coś za coś.
Dłonie zadrżały jej na moment. Czy mogłaby kiedykolwiek posiąść tego typu magiczną rzecz?
Oddała berło w ręce właściciela. Przyniosło jej to ulgę, ale i też wzbudziło w niej dziwną złość, że należy to zrobić. Nienawidziła tego typu mieszanych uczuć w sobie.
-Ruszamy na wojnę? Chyba Twoi wojacy są już gotowi do ataku.-stwierdziła nie mając już ochoty na dzika, kurczaka ani też na żadne wieloletnie wino.
Avatar użytkownika
Frigg
Tkacz Gobelinu Życia
 
Inne Postacie: Niviandi, Kvaser, Francine, Kavika, Wiladye, Shantti, Namir, Pliszka, Cedr, Paank, Ruu, Grelia, Lasse,
Ranga: Obrazek
Rasa: Driada
Aura: Silna aura o topazowej poświacie, znacznie ciemniejsza i bardziej matowa, niż się na pierwszy rzut oka wydaje. Ma w sobie chłód leśnej gęstwiny, jest jednocześnie aksamitnie gładka i niebezpiecznie ostra, na kształt płatków jakiegoś dziwnego kwiatu. Wije się i wygina, sprężysta jak młody pęd. Pachnie jak leśny miód, nawet lepi się jak on, ale zawiedzie się ten, kto idąc tym tropem będzie w niej szukać miodowej słodyczy - w smaku jest bowiem bardzo mocno gorzka i pikantna. Z otaczającej ją głębokiej ciszy wyłania się co parę chwil śmiech bawiących się dzieci... ale tylko po to, by zaraz znów w niej zatonąć. W kolorze aury dominuje barachit, ale po prawdzie jest ona jak wianek spleciony ze stu kwiatów, z których każdy ma własny, nieco inny odcień.
Wygląd: Pamiętacie te małą zadziorę sprzed niespełna dziesięciu lat? Mocna sylwetka, umięśnione ciało, mocny chód oraz charakter, który organizm musiał z trudem udźwignąć, bo był o wiele cięższy do strawienia niż kawał dobrego mięcha. Wielu więc zada pytanie, cóż to takiegoż się stało skoro opowieść o tej dziewczynie zaczyna się w ten sposób?
Istotka ta nie zaskakuje ...
(Więcej)

Postprzez Medard » So paź 04, 2014 11:40 am

Dzik rzeczywiście nie był taki, jakim pamiętał go Medard z czasów hulaszczych orgii w Chiropterusie - pewnie to dlatego, iż miejscowi użyli lokalnego jabcoka zamiast najprzedniejszego cydru. Kwasibór nieco zepsuł smak całości, aczkolwiek nie na tyle, by potrawa stała się całkowicie niejadalna - dodatek słodkawych owoców załatwiłby sprawę.

jakiś czas później berło wróciło w ręce właściciela, a Isobel dopytywała się o jakieś drobnostki związane z działaniami wojennymi.
Medard odparł:
- Takich z prawdziwego zdarzenia, jakie to zwykłe budować krasnoludy, nie uświadczysz.  Jedynie Hir-Karak posiada solidne mury, ale miejscowe krasnoludy nie przepadają za Hodorem. Zostaje jeszcze stołeczne zamczysko, postawione przez ludzi na zgliszczach wioski centaurów. Zdaje się, iż teraz wszędzie poza Marchią toto znane jest pod nazwą Koh-i-Noor, od spalonej osady naturian.
Tak czy siak, stanowi ostatni bastion margrabiego von Hodor i lada chwila padnie. Trebusze uwijają się niczym w ulu, a i mamuty dotarły już na miejsce... Reszta to po prostu kilka osad rzemieślniczych, wioski ludzi i step, step, step...
Potem zwrócił się do driady:
- Masz rację, zbierajmy się!
Odszedł od stolika i podrałował w stronę wyjścia.

***

Po chwili dopadł wierzchowca, wskoczył nań i z wolna ruszył w kierunku Marchii, czekając na towarzyszki.

ciąg dalszy
Ostatnio edytowano Cz paź 16, 2014 12:58 am przez Medard, łącznie edytowano 1 raz
Avatar użytkownika
Medard
Splatający Przeznaczenie
 
Rasa: Wampir czystej krwi
Aura: Platyna twarda niczym najlepsza stal połyskująca jeszcze względną świeżością, rozpłynie się przed twoimi oczyma, sięgając samego horyzontu. Tam lśni dorównujący jej w nieustępliwości obsydian, odbijając się w gładkich połaciach szlachetnego metalu. Obraz wydaje się prostym, wręcz surowym, zupełnie jakby swoją szlachecką prezencją odpychał cię przed bliższymi oględzinami, gdy jednak przyjrzysz się uważniej zachowując wszystkie zasady dobrego wychowania, uda ci się dostrzec kruszyny cyny skrzące się nieregularnie, przemieszane z giętkimi smużkami srebra i ubarwione ostrymi w dotyku pociągnięciami żelaza. Smak powietrza jest tu ciężki i lepki zupełnie jak przed tropikalną burzą. Niby da się wyczuć posmak łagodności, jednak to gorycz zakończy bukiet, w efekcie kradnąc prawie całą uwagę. Tak przynajmniej myślałeś. Wtedy w twe nozdrza uderzy metaliczny odór krwi, a krzyk agonii prawie namacalnie rozedrze w strzępy otaczający cię świat. Jeszcze tchnienie minie nim wyrównasz oddech próbując się uspokoić i pojąć czego świadkiem właśnie byłeś.
Wygląd: Medard to wysoki mężczyzna o przeciętnej posturze z przechyleniem szali na umięśnioną. Mierzy bowiem sążeń i dwa palce (ok. 188 cm) przy dwóch cetnarach i kamieniu masy (ok. 90 kg). Skóra na jego dłoniach nie należy do najmiększych co świadczy o tym, że swoje przepracował. Kilka palców zdobią sygnety z herbem Aflaque - wyjącym czarnym wilkiem w tarczy (w klejnocie dwa ... (Więcej)

Postprzez Isobel » Pn paź 13, 2014 4:12 pm

Pokiwała głową.
- Koh-i-Noor, ładna nazwa. Przemianuję tak połówkę marchii, brzmi o wiele lepiej niż Hodor.

Podobało jej się określenie step. Step. Masa rozległej ziemi, idealnie. Miała tylko nadzieję, że owe Koh-i-Noor znajduje się w samym środku... Znów zaczęła marzyć i nawet nie zauważyła, kiedy okazało się, że mają się zebrać przed karczmą. Nieprzytomnie mruknęła "Co, już?" i szybko zbierając swe rzeczy wypadła przed karczmę. Z tyłu karczmarz zaczął się krzątać nad resztkami uczty.

Przed karczmą jej kobyłki nie było (całe szczęście), ale czekał na nią ów wielbłąd albinos, który został przedtem już najwidoczniej przygotowany do podróży. Ciekawa była, czy Medard po prostu nakazał to komuś czy był to wierzchowiec jakiegoś żołnierza, który zaraz zamierza urządzić jej tu awanturę z powodu przewłaszczenia albinosa. Jednakże, mimo tych obiekcji, zarzuciła torbę na wierzchowca by już nie musieć jej dźwigać. Jeszcze zanim wskoczyła na wielbłąda szybko przeszukała torbę i wyjęła z niej mały pakunek, z którego wyciągnęła skórzane paski tworzące uprząż. Założyła ją na siebie,zaś pakunek spoczywał między jej łopatkami niczym plecaczek.

Wdrapała się na wierzchowca, usadowiła się wygodnie i podjechała do Medarda.
- Niezłe macie tu uzbrojenie - mruknęła z aprobatą. - Nie wiedziałam, że jakaś armia już produkuje pistolety na szeroką skalę. Ale to jeszcze te wolnoładujące ... - zawiesiła głos na chwilkę. - Bardziej przydałyby się wam takie.

Wyjęła spod kurtki swój ukochany dwulufowy pistolet. Była to rzecz z której naprawdę była dumna, absolutny prototyp, nie tylko ze względu na posiadanie dwóch luf, ale i przeładowywanie. Cacuszko.
Avatar użytkownika
Isobel
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Liddel,
   Ten gracz nie stworzył jeszcze postaci.

Postprzez Frigg » Śr paź 15, 2014 10:19 pm

Frigg wyszła z wielkim zaniepokojeniem spojrzała ku transportom w postaci zwierząt. Zwątpiła nie na żarty, nie posiadała umiejętności jeździectwa a i też była anty takiej propagandzie. Rozejrzała się wokoło. Karnstein nie było obfite w roślinności, co wcale jej nie zaskoczyło, podróż z gałęzi na gałąź nie wchodziła w grę.
Spojrzała na owe cacuszko z dwoma lufami. Nie chciała pytać o jego użycie i możliwości, chociaż pewnie powinna. Miała nadzieję, że dojrzy działania tego wynalazku w trakcie bitwy.
Nigdy w życiu nie dosiadała wielbłąda, ba! Nawet nie widziała tego stworzenia na oczy, a wydawało się, że jej oczy doświadczyły wszystkiego. "Koń" Medarda zdawał się bardziej ufny, ale odebrałoby mu "godności". Postacie, samotne, na klaczy zawsze wydawały się potężniejsze. Chodziło tu wyłącznie o wizerunek, nic więcej.  Nie wiedziała także jak dosiąść dziwaczne zwierzę o dwóch garbach, ale bez pytania jakoś to zrobiła. Z początku wydawało się to co najmniej zabawne a jej niewiedzę można było wręcz wyśmiać. Osiągnęła jednak mały sukces. Była gotowa do boju,
Avatar użytkownika
Frigg
Tkacz Gobelinu Życia
 
Inne Postacie: Niviandi, Kvaser, Francine, Kavika, Wiladye, Shantti, Namir, Pliszka, Cedr, Paank, Ruu, Grelia, Lasse,
Ranga: Obrazek
Rasa: Driada
Aura: Silna aura o topazowej poświacie, znacznie ciemniejsza i bardziej matowa, niż się na pierwszy rzut oka wydaje. Ma w sobie chłód leśnej gęstwiny, jest jednocześnie aksamitnie gładka i niebezpiecznie ostra, na kształt płatków jakiegoś dziwnego kwiatu. Wije się i wygina, sprężysta jak młody pęd. Pachnie jak leśny miód, nawet lepi się jak on, ale zawiedzie się ten, kto idąc tym tropem będzie w niej szukać miodowej słodyczy - w smaku jest bowiem bardzo mocno gorzka i pikantna. Z otaczającej ją głębokiej ciszy wyłania się co parę chwil śmiech bawiących się dzieci... ale tylko po to, by zaraz znów w niej zatonąć. W kolorze aury dominuje barachit, ale po prawdzie jest ona jak wianek spleciony ze stu kwiatów, z których każdy ma własny, nieco inny odcień.
Wygląd: Pamiętacie te małą zadziorę sprzed niespełna dziesięciu lat? Mocna sylwetka, umięśnione ciało, mocny chód oraz charakter, który organizm musiał z trudem udźwignąć, bo był o wiele cięższy do strawienia niż kawał dobrego mięcha. Wielu więc zada pytanie, cóż to takiegoż się stało skoro opowieść o tej dziewczynie zaczyna się w ten sposób?
Istotka ta nie zaskakuje ...
(Więcej)

Postprzez Froksendh » Pt gru 05, 2014 9:45 pm

Ból i krew. Śmierć... Przyszła po niego wtedy, gdy upadł. Jednak go nie zabrała. Pogroziła mu tylko suchym palcem i zniknęła.
Karczma była już prawie pusta, w momencie gdy sie ocknął. Medard, Frigg...
Wszyscy go opuścili, zostawili na pastwę losu. Budził sie w nim gniew, przyćmiewając ból i wstyd. Nie wybaczy. Nie zapomni takiego upokorzenia...

Błyskawicznie stanął na nogi i z gniewem w oczach, rozejrzał się po karczmie. Dojrzał dwóch pijaków, których głowy spokojnie spoczywały na drewnianych blatach, a ich twarze pogrążone były w śnie.
Dojrzał też karczmarza i jego pachoła. Oboje wyglądali na wstrząśniętych jego przebudzeniem. Nekromanta w szale porwał nóż ze stołu i rzucił się na śpiących. Oboje skończyli z rozcharatanymi gardłami.
Nekromanta skinął kosturem na karczmarza i chłopca.
- Wywlec truchła do piwnicy, żywo!- syknął i skierował swe kroki ku schodom na dół.

Dwie godziny pózniej opuścił już "Jurnego Niedźwiedzia" w towarzystwie dwóch, zakapturzonych postaci. Pachniały one śmiercią i krwią. Świeżą krwią.
Nekromanta zamierzał opuścić Księstwo, upokorzeny i przepełniony pragnieniem zemsty. Driada i Wampir. Dwa cele, dla których jeszcze kiedyś tu powróci...


Ciąg dalszy: Froksendh
Avatar użytkownika
Froksendh
Błądzący po drugiej stronie
 
Rasa: Człowiek, Nekromanta
Aura: Srebrna barwa aury otoczona jest bursztynową poświatą. Nie jest ona już tak jasna, jak niegdyś, lecz wciąż łatwo zauważyć jej blask. Agonalne krzyki mieszają się z jękami boleści, powodując na przemian uczucie straty i zagrożenia. Nieokreślone dźwięki oraz dziwna obcość niepokoją, natomiast potężne grzmoty idealnie wpasowują się w tę wrogą melodię. Zapach niesiony jakby wiatrem wydaje się pochodzić ze starych, cennych ksiąg. W dotyku gnie się łatwo mimo swej twardości. Przyjemnie gładka powierzchnia kończy się niezwykle ostrymi zarysami. Do podniebienia zaś lepi się i pozostawia po sobie gorzki smak w ustach.
Wygląd: Froksendh jest dosyć wysokim i szczupłym człowiekiem. Ma lekko bladą skórę, idealnie pasującą do drobnej postawy. Porusza się z wrodzoną gracją i wyższością, a spojrzenie jego niebieskich oczu niemal zawsze daje do zrozumienia obrzydzenie jakie Nekromanta żywi do otaczającego go świata. Długie czarne włosy zazwyczaj spływają luźno na raczej niezbyt szerokie ramiona ... (Więcej)

Poprzednia strona

Powrót do Księstwo Karnstein

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron