[Rubieże Księstwa] Dywersanci


Miasta Karnsteinu są istnym kotłem, do którego wrzucono wielość nacji i upodobań architektonicznych. Wystawne domy w kolorach purpury i złota sąsiadują tutaj z dzielnicami, w których budowle mają być przede wszystkim funkcjonalne. Proste domy ułożone wśród wąskich, równoległych uliczek, wyłożonych kamieniami, zamieszkiwane są głównie przez mroczne elfy, dla których przepych jest zbędny. Po przeciwnej stronie są budowle, które zaskakują dbałością o szczegóły. Kolumny z głowicami przedstawiającymi sceny z legend.

Postprzez Medard » Cz wrz 18, 2014 6:57 pm

Medard nie wytrzymał i zaśmiał się gromkim śmiechem, gdy Isobel dywagowała na temat ćwoka pilotującego krasnoludzki lub gnomi żyrokopter.  Nawet małpiszon za sterami by tam pasował!  No, może nie sam małpiszon, a człowiek o pojętności przeciętnego małpiego kuzyna, o. Medard tym razem powstrzymał się od komentowania tych dosyć oczywistych dywagacji na temat idiotów obsługujących cokolwiek, rzucił tylko:
- Nic na tym świecie nie jest niezniszczalne, durnie są zbyt pomysłowi. Las - prędzej czy później odrodzi się bez niczyjego udziału. Elfy jakoś sobie poradzą, jak właśnie powiedziałaś, może będą próbowały odbić utracone tereny, zaś driady - no cóż - czeka straszny los...
Gdy wynalazczyni zaczęła rozprawiać na temat magii, jej użycia i rozmaitych pacanów ten proceder uprawiających, dodał:
- Tego typu przypadek jest najtrudniejszy do wytropienia, nie mówiąc już o neutralizacji delikwenta bawiącego się zapałkami...
Dziki czarodziej czy mag praktykujący takie rzemiosło siedzi na beczce prochu, a kiedy ów wybuchnie - często jest za późno na jakąkolwiek reakcję. Dlatego magią powinni się zajmować specjalnie dobrani ludzie. U czarodziejów jakoś toto funkcjonuje od stuleci, ale człowiek zawsze musi postawić na swoim, chociaż w rzyci był i hovno ujrzał na oczy. Takie życie człowieka - wszędzie go pełno i wszystkiego chciałby liznąć, a że nie jest smokiem tudzież czarodziejem, co ma millennia do dyspozycji, wszystko to robi po macoszemu, nawet się z grubsza nad tym nie zastanawiając.
Skończywszy wątek, książę upił resztę miodu z pucharu, a gdy rozmowa zeszła na owego feralnego dla niektórych nietoperza, dorzucił:
- Malutki nietoperz, któremu chciało się wleźć nekromancie w rytuał, dzięki któremu miał drzewiej powstać potężny, nieumarły sługus czarownika. Na szczęście dla niedoszłego prawie - niewolnika mały ssak wrzucił do całości nieco własnej energii życiowej i tak zrodził się pierwszy wąpierz. Można powiedzieć, że efekt nietoperza i przypadek zadecydowały o przyszłości nowej, nikomu nieznanej dotąd rasy drapieżców, którym niestraszne są mroki nocy i najczarniejsze ciemności. - tak to z magią bywa, czasami jej skutków nikt, włącznie z samym twórcą, nie może przewidzieć.
Co do Vaerren zaś, miasto to leży gdzieś w połowie drogi między Anperią a portem w Varhelu, to jeden z większych ośrodków handlowych na Równinach, nie sposób go nie zauważyć. Codziennie setki, jeśli nie tysiące wozów ciągną w te i nazad przez wrota miasta, przynosząc chlubę i złoto Księstwu. Oby tak przez całe wieki!
Isobel ucieszyła się na wieść o otrzymaniu nietypowego jak na Alaranię wierzchowca, w dodatku albinosa. Rzeczywiście, poza Therią i okolicami wielbłąd wierzchowy był rzadkim widokiem, a co dopiero taki albinos. Medard odparł:
- Rad jestem, że albinos przypadł ci do gustu. Raczej nie powinien sprawiać większych kłopotów, to nie krnąbrny koń, chociaż i wielbłądy mają swoje humory.
Uśmiechnął się w odpowiedzi na wesołą minę i wybuch radości rozmówczyni, po czym upił kolejny już łyk miodu, uprzednio uzupełniwszy płyn z dzbana.
- Wyruszamy jak tylko ta zbieranina będzie na tyle daleko, by spokojnie przemierzyć całą trasę i nie wpakować się w czop, o który ostatnimi wojennymi czasy wcale nie tak trudno. Możecie być spokojne - zdążymy zjeść i co tam jeszcze chcecie. Ta dzicz nieprędko opuści Niedźwiedzia, a zanim ułożą się w szyku marszowym minie trochę chwil. Co do waszej roli w tym wszystkim - na omówienie szczegółów przyjdzie czas po wojnie, natomiast ziemiami możecie podzielić się już teraz.
Mówiąc to wyjął mapę i rozłożył przed dziewczynami. Wygramolił też z torby dwa pisaki, będące węglami w fikuśnych obudowach, zapewne scheda po gnomich inżynierach - oblatywaczach.
Żołnierze nadal wyłazili z karczmy, lecz harmider początkowy zaczynał pomału cichnąć.
Avatar użytkownika
Medard
Splatający Przeznaczenie
 
Rasa: Wampir czystej krwi
Aura: Platyna twarda niczym najlepsza stal połyskująca jeszcze względną świeżością, rozpłynie się przed twoimi oczyma, sięgając samego horyzontu. Tam lśni dorównujący jej w nieustępliwości obsydian, odbijając się w gładkich połaciach szlachetnego metalu. Obraz wydaje się prostym, wręcz surowym, zupełnie jakby swoją szlachecką prezencją odpychał cię przed bliższymi oględzinami, gdy jednak przyjrzysz się uważniej zachowując wszystkie zasady dobrego wychowania, uda ci się dostrzec kruszyny cyny skrzące się nieregularnie, przemieszane z giętkimi smużkami srebra i ubarwione ostrymi w dotyku pociągnięciami żelaza. Smak powietrza jest tu ciężki i lepki zupełnie jak przed tropikalną burzą. Niby da się wyczuć posmak łagodności, jednak to gorycz zakończy bukiet, w efekcie kradnąc prawie całą uwagę. Tak przynajmniej myślałeś. Wtedy w twe nozdrza uderzy metaliczny odór krwi, a krzyk agonii prawie namacalnie rozedrze w strzępy otaczający cię świat. Jeszcze tchnienie minie nim wyrównasz oddech próbując się uspokoić i pojąć czego świadkiem właśnie byłeś.
Wygląd: Medard to wysoki mężczyzna o przeciętnej posturze z przechyleniem szali na umięśnioną. Mierzy bowiem sążeń i dwa palce (ok. 188 cm) przy dwóch cetnarach i kamieniu masy (ok. 90 kg). Skóra na jego dłoniach nie należy do najmiększych co świadczy o tym, że swoje przepracował. Kilka palców zdobią sygnety z herbem Aflaque - wyjącym czarnym wilkiem w tarczy (w klejnocie dwa ... (Więcej)

Postprzez Isobel » Cz wrz 18, 2014 8:13 pm

Isobel zagryzła wargę.
- Do machin wcale ne potrzeba więcej drewna. Przede wszystkim trzeba metalu, skóry i szkła, dużo szkła. Ale potrzebny jest też papier, do delikatniejszych konstrukcyj, i do szkiców, planów, wreszcie książek, które będą kształcić przyszłe pokolenie wynalazców. A papier bierze się jak wiadomo z drzew ... - przerwała zasępiona. - To o czym mówisz, wybicie driad, byłoby istną katastrofą. Czekaj, powiedz mi, czy wszystkie drzewa są zamieszkane przez driady, czy tylko niektóre?

- Hej, nie obrażaj tak ludzi - zaśmiała się. - Zdziwiłbyś się, jacy potrafimy być kreatywni. Poza tym nawet, a raczej szczególnie tacy idioci działają na rzecz nauki; pokazują czego nie należy robić, by pożyć jesze trochę na tym pięknym świecie.

Historia o nietoperzu zadziwiła Isobel. Nigdy jeszcze nie słyszała historii powstania wampirów. Inną sprawą było to, że historię znała ogólnie dość słabo. W końcu kiedy inne dzieci uczyły się nauk humanistycznych, ona poznawała tajniki rzemiosła. Teraz jednak zdała sobie sprawę z swoich luk w wykształceniu.
- Powiedz mi proszę, cóż to w ogóle za rasa? W końcu jesteś z Karnstein, a tam jest dużo wampirów, a ja w ogóle nie znam nieumarłych.

- Ale często człowiek ma szanse dosiąść tak mitycznej istoty? Ot, zagwozdka.

Na uśmiech driady odpowiedziała swoim. Miała nadzieję, że nie popełniła żadnego nietaktu. Nie potrafiła za dobrze komplementować, a kowenanse  były dla niej rzeczą dość odległą.

Gdy tylko Medard oznajmił, że mają jeszcze nieco czasu, dziewczyna przeprosiła na chwilę. Dyskusja dyskusją, ale jej kiszki odgrywały już nie marsz, ale koncert z orkiestrą i wszystkim innym w dodatku. Podeszła do karczmarza i, nie przejmując się jego nieco ponurą miną (Na prasmoka, cóż za dziwny człowiek) zamówiła koninę, tak tę wredną szkapinę przed budynkiem, oraz dzbsn miodu. Szybko wróciła do towarzyszy, by Medard mógł skończyć.

- Ziemiami? - spytała zdezorientowana. Zmarszczyła brwi wpatrując się w mapę rozłożoną tuż pod jej nosem.
Avatar użytkownika
Isobel
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Liddel,
   Ten gracz nie stworzył jeszcze postaci.

Postprzez Frigg » Cz wrz 18, 2014 11:03 pm

-Taa...-zaczęła wesołym, rozmarzonym głosem - Ludzie to dla mnie dziwne istoty. Ich zadziwiająca większość to idioci, reszta to ludzie inteligentni, ale istnieją też wybitne rodzynki. Najdziwniejsze jest w tym wszystkim to, że pragną tego samego - chcą mieć więcej. -driada nie zważała na to czy jej słowa brzmią obraźliwie - Są tak zwyczajni i bezradni...nie mają skrzydeł, nie oddychają pod wodą, nie potrafią bezszelestnie skradać się między drzewami, nie piją krwi... Cóż im się dziwić, że pragną posiąść tego wszystkie albo żeby chociażby to na chwilę wcielić się w kogoś kim nie są? -zastukała palcami jeszcze raz - Ale za to ich podziwiam. Są w stanie osiągnąć to czego żaden wampir ani elf ani krasnolud, nie jest w stanie. No bo...czy wampir chciałby być elfem? Albo czy smok chciałby pozostać człowiekiem? -odchyliła głowę nieco w tył.
Cóż innego mogłyby robić te istoty? Czuły się przecież niczym, nawet przy driadzie. Frigg w pewien sposób im współczuła. Co takiego jest niezwykłego w człowieku? To, że jest w stanie podrobić cechy innych ras? Zielono - skórna zawsze cieszyła się z tego kim jest i pałała się dumą, ale większość ludzi nie cieszyło się z bycia człowiekiem. Byli krusi i słabi, a jednak to najbardziej w nich uwielbiała. Te ich ludzkość.
-Przynajmniej miałaś od kogo brać nauki! Od takich cweli! -zaśmiała się wesoło.
Frigg czuła, ze będzie musiała się udać do Vaerren, zobaczyć co to za "nietypowe leśne driady". Musi to zapamiętać, bo póki co to ona idzie na wojnę!
Pytanie Isobel było dość niewygodne dla driady i nagle powróciło w łaski jej myśli. Z początku niezbyt była skłonna odpowiedzieć. Była trochę zdezorientowana brakiem wiedzy Isobel na ten temat i w zwyczaju miała na nie nie odpowiadać. Jednak ta ludzka dziewczyna...ech...jak mogłaby jej odmówić?
-Mówią o nas, że jesteśmy duchami drzew. Hm... duchami dębów. Mamy co prawda swój las, ale to nie oznacza, że drzewa driad zasadzone są wyłącznie w tamtym miejscu. Te potężne rośliny rosną praktycznie w całej Alarnii i kto wie, który z nich jest nasz? Jedynie właścicielka będzie o nim wiedzieć. Czasem mi się wydaję, że to ciało to jedynie skorupa. Jakby zaledwie wypuszczona w świat część drzew, która ma je chronić, bo dęby same w sobie nie potrafią się tak bronić jak my, driady. Nie potrafią strzelać z łuku ani użyć magii. Mogą jedynie dać tlen i materiały budowlane. Kiedy takie drzewo umrze...zostanie ścięte...wyrwane z korzeniami... to... -spojrzała łaskawym okiem na dziewczynę-...to ginie i sama właścicielka. Czy warto jest choćby ściąć z przypadku takie jedno drzewo dla zaledwie jednej części machiny? -skwitowała smutno.
Historii o pierwszym wampirze akurat nie słyszała więc miło było się z nią zapoznać. Nadal jednak trudno było jej uwierzyć, że znajduję się blisko samego księcia. Kiedyś, będąc młodą panienką, wielokrotnie odwiedzała różnorodne dwory. Widywała się nawet z królami! I to dziwne uczucie z tamtych czasów napłynęło ogromną falą, zalewając jej serce dziwnym uczuciem. Nie chciała wracać do tego co było, nigdy tego nie robiła i nie miała zamiaru do tego wracać. A teraz, sam książę wykłada przed nią mapę i każe podzielić się...ziemiami?
-Czy...ja dobrze zrozumiałam? -spytała niepewnie pochylając się nad papierem - Mam sobie wybrać... teren? I mam niż...rządzić? I go mieć? Ja?-wskazała na siebie kpiąco palcem.
Frigg i rządzenie? Miastem? Ludźmi? Elfami? Ma wrócić do wyższych szczebli? Dla terenu? Trudno było jej odpowiedzieć na te nierealistyczne wyobrażenia.
Avatar użytkownika
Frigg
Tkacz Gobelinu Życia
 
Inne Postacie: Niviandi, Kvaser, Francine, Kavika, Wiladye, Shantti, Namir, Pliszka, Cedr, Paank, Ruu, Grelia, Lasse,
Ranga: Obrazek
Rasa: Driada
Aura: Silna aura o topazowej poświacie, znacznie ciemniejsza i bardziej matowa, niż się na pierwszy rzut oka wydaje. Ma w sobie chłód leśnej gęstwiny, jest jednocześnie aksamitnie gładka i niebezpiecznie ostra, na kształt płatków jakiegoś dziwnego kwiatu. Wije się i wygina, sprężysta jak młody pęd. Pachnie jak leśny miód, nawet lepi się jak on, ale zawiedzie się ten, kto idąc tym tropem będzie w niej szukać miodowej słodyczy - w smaku jest bowiem bardzo mocno gorzka i pikantna. Z otaczającej ją głębokiej ciszy wyłania się co parę chwil śmiech bawiących się dzieci... ale tylko po to, by zaraz znów w niej zatonąć. W kolorze aury dominuje barachit, ale po prawdzie jest ona jak wianek spleciony ze stu kwiatów, z których każdy ma własny, nieco inny odcień.
Wygląd: Pamiętacie te małą zadziorę sprzed niespełna dziesięciu lat? Mocna sylwetka, umięśnione ciało, mocny chód oraz charakter, który organizm musiał z trudem udźwignąć, bo był o wiele cięższy do strawienia niż kawał dobrego mięcha. Wielu więc zada pytanie, cóż to takiegoż się stało skoro opowieść o tej dziewczynie zaczyna się w ten sposób?
Istotka ta nie zaskakuje ...
(Więcej)

Postprzez Medard » Pt wrz 19, 2014 11:40 am

Mimo, iż żołnierza, a także landknechci i zwykłe ciury obozowe wysypywali się z Niedźwiedzia niczym ziarna grochu z obszernego wora, oberża nie pustoszała - miejscowi cywile od razu wykorzystali wolną niszę, by delektować się lokalnymi specjałami, grać w kościanego pokera czy też najzwyczajniej w świecie pogawędzić przy dobrym napitku.
Tok rozmowy zboczył znów na machiny. Med odparł:
- Zależy od rodzaju maszyny, ale metal póki co jest jej nieodzownym składnikiem. Co do papieru zaś - można go zastąpić pergaminem czy  papirusem. Niektóre krasnoludy wytwarzają papier z łachmanów i nici, które nie schodziły w pasmanteriach. Na upartego nawet ze słomy dałoby się wyprodukować papier, co prawda kiepskiej jakości, ale zawsze. No, o starym papierze nawet nie wspominając, bo to chyba oczywiste. Zachowacie swoje lasy, zresztą właśnie po to niektóre ludy właśnie sadzą nowe połacie zieleni...
Gdy temat przesunął się w stronę śmiertelników, książę z początku nie zabierał głosu, przysłuchiwał się tylko - wszak to z ludzi wywodziła się jego rasa. Potem jednak włączył się w dywagacje na temat dziwaczności człowieka.
- W pomysłowości bijecie na łeb większość ras. Co do idiotów zaś - tych niestety nie brak i pośród elfów czy krasnoludów. Pojedynczy przypadek nauce nie zaszkodzi, ale cała masa potrafi obrzydzić ją całym społecznościom - tak to już jest. - zwrócił się do Frigg i wił nadal wątek ludzki-
- Słyszałem o krasnoludzie, któremu odwaliło na stare lata i kutafil jeden postanowił zostać elfem! Żył wśród uszaków, przejął ich zwyczaje, nawyki, a nawet mentalność. Dziwne? Więc nie tylko człowiek potrafi udawać kogoś, kim nie jest. Zaś co do picia krwi - niektóre ludy praktykują ów zwyczaj i całkiem nieźle radzą sobie w trudnych środowiskach. Smoki zaś przybierają formy elfów, ludzi czy wampirów, by żyć w ich społecznościach niepostrzeżenie, chociaż wyżej wymienieni dawno opracowali metody wykrycia takiego gada w ludzkiej skórze.
Medard wybuchł śmiechem na wzmiankę o cwelach, którzy ponoć uczyli Isobel fachu. Driady i ich cięty język...
Następnie rozmowa zeszła na driady. Medard nie miał za wiele do czynienia z driadami zamieszkującymi lasy, a Naerrin i jej pobratymczynie to już inny gatunek. Nie wtrącał się zatem, tylko uszów nadstawiał. Opłaciło się.
Następnie Isobel chciała dowiedzieć się czegoś o wampirach, o których krążyło mnóstwo zabobonów i nieprawdziwych mitów. Odparł więc:
- Taka sama, jak i ludzie czy elfy. Tylko pora aktywności inna. Gdybym miał ową rasę do jakiegoś stadnego drapieżnika.
W życiu można robić wiele rzeczy. Nawet tygrysa w rzyć kopnąć, tylko po co? Człowiek nie pyta, nie zastanawia się nad tym, tylko ładuje kuksańca tygryskowi w zad! Człowiek ginie, ale na jego miejsce przyłazi dziesięciu jemu podobnych. Kot ginie, ucieka lub staje się domowym Mruczusiem. Tak działa większość z waszych podbojów. Gdyby miast ludzi na owe hipotetycznie ziemie dotarł któryś z naszych, ominąłby kota (co komu przeszkadza taki kot? przecież kontroluje liczebność płowego zwierza, a poza tym może przynieść niezłe zyski, ściągając gapiów pragnących ujrzeć go na własne oczy.), następnie przysłał po ziomków, dalej byłoby podobnie jak z ekspansją w wykonaniu człowieka, z tym, że lokalne rasy nie ucierpiałyby tak bardzo.-ziewnął, ukazując rynsztunek prawdziwego drapieżnika, napił się miodu i słuchał, co też rozmówczynie mają do powiedzenia.
Wizja podziału ziem zbója von Hodor mocno zdziwiła zarówno driadą, jak i wynalazczynię. Medard odpowiedział Frigg, zaznaczając rysikiem obszar puszczy:
- Nie znam się na lasach, a nie chciałbym niczego sknocić. Dlatego prosiłbym, byś zajęła się tym terenem na swój sposób.
Następnie zwrócił się do Isobel:
- Bierzesz resztę marchii. Coś musi utrzymywać twój pęd ku nauce, rozwijać potrzebę wiedzy... Może w przyszłości powstanie tam ośrodek uniwersytecki? To byłoby COŚ.
Czekał na rozwój sytuacji, a w międzyczasie zamówił u karczmarza kilka dzbanów napoju, którego człowiek nie tknie, po prostu go nie trawi...
Avatar użytkownika
Medard
Splatający Przeznaczenie
 
Rasa: Wampir czystej krwi
Aura: Platyna twarda niczym najlepsza stal połyskująca jeszcze względną świeżością, rozpłynie się przed twoimi oczyma, sięgając samego horyzontu. Tam lśni dorównujący jej w nieustępliwości obsydian, odbijając się w gładkich połaciach szlachetnego metalu. Obraz wydaje się prostym, wręcz surowym, zupełnie jakby swoją szlachecką prezencją odpychał cię przed bliższymi oględzinami, gdy jednak przyjrzysz się uważniej zachowując wszystkie zasady dobrego wychowania, uda ci się dostrzec kruszyny cyny skrzące się nieregularnie, przemieszane z giętkimi smużkami srebra i ubarwione ostrymi w dotyku pociągnięciami żelaza. Smak powietrza jest tu ciężki i lepki zupełnie jak przed tropikalną burzą. Niby da się wyczuć posmak łagodności, jednak to gorycz zakończy bukiet, w efekcie kradnąc prawie całą uwagę. Tak przynajmniej myślałeś. Wtedy w twe nozdrza uderzy metaliczny odór krwi, a krzyk agonii prawie namacalnie rozedrze w strzępy otaczający cię świat. Jeszcze tchnienie minie nim wyrównasz oddech próbując się uspokoić i pojąć czego świadkiem właśnie byłeś.
Wygląd: Medard to wysoki mężczyzna o przeciętnej posturze z przechyleniem szali na umięśnioną. Mierzy bowiem sążeń i dwa palce (ok. 188 cm) przy dwóch cetnarach i kamieniu masy (ok. 90 kg). Skóra na jego dłoniach nie należy do najmiększych co świadczy o tym, że swoje przepracował. Kilka palców zdobią sygnety z herbem Aflaque - wyjącym czarnym wilkiem w tarczy (w klejnocie dwa ... (Więcej)

Postprzez Isobel » Pt wrz 19, 2014 6:38 pm

- Czy to jednak jest takie dziwne, że pragniemy być kimś kim nie jesteśmy? Jak często zwykły oszust udaje arystokratę, młoda panna cnotkę. Zawsze gramy, udajemy, zachowujemy się inaczej w stosunku do przyjaciela i do wroga, w stosunku do przełożonego i do własnego brata czy ojca. Poza tym jeśli taki krasnolud chce być elfem, czy to jest złe? Dajcie spokój.

Rzuciła jej się w oczy, a raczej w uszy wzmianka o wampirach. "Dziwne ..." pomyślała. "Mówi jakby był jednym z nich ...

Zaczepka Frigg dotknęła Isobel. Co jak co, ale ze swoich umiejętności była bardzo dumna i ta uwaga o cwelach jej się nie spodobała.
- Jeśli już musisz wiedzieć to fachu uczyłam się od krasnoludów. Jeśli jesteś wynalazcą i nie masz solidnej wiedzy nie żyjesz - odparła chłodno. - Zakładam jednak, że nie chciałaś mnie urazić ... Prawda? - spojrzała bystro w oczy driady. Zdążyła ją już polubić i nie chciała by ten drobny incydent coś namieszał. Z drugiej strony istniały dwie rzeczy z których innym absolutnie nie wolno było kpić - jej wynalazki i jej zdolności. Była bardzo czuła na tym punkcie.

Na szczęście został podany miód i atmosfera szybko oczyściła się, gdy driada zaczęła opowiadać jej o swoim gatunku. Dla Isobel było to nowością; móc zobaczyć świat oczami innego gatunku.
- Duchami dębów, tak? A czy nie byłoby prościej, gdyby ludzie zaczęli uprawiać takie drzewa, w których nie rodzą się driady, na drewno i papier? No wiesz, tak jak warzywa. W końcu zapotrzebowanie na drewno zawsze będzie rosło, a wycięcie drzewa driady .. - wzdrygnęła się. - To byłoby po prostu morderstwo.

Zachichotała, kiedy Medard przytoczył przykład człowieka kopiącego tygrysa w zad.
- Dziwisz się nam? Jesteśmy szalenie ciekawskim gatunkiem, włącznie z wspomnianymi już idiotami. I choć możesz śmiało uznać to za przywarę to jednak jest to zarówno zaleta. Jak cokolwiek może zostać odkryte bez ciekawości? I co ty mi tu opowiadasz o ekspansji, ja chcę wiedzieć czym się odznacza ta rasa. Naprawdę piją krew? Dlaczego nie lubią światła? I po kiego licho im te trumny? - pytała śmiejąc się ukradkiem.

- Czekaj, czekaj ... - mruknęła Isobel, kiedy Medard już chciał rozdzielać teren. - Kim ty właściwie jesteś, skoro możesz rozdzielać teren niczym władca?

Miny Frigg i Medarda właściwie dopowiedziały jej resztę. Teraz dopiero przypomniała sobie kim był władca Karnsteinu ... oraz dlaczego wydawało się jej, że słyszała już imię Medard. "O boże, jaka ja jestem głupia ...

- No, ładnie - mruknęła - Ty jesteś księciem Karnstein, prawda? No tak, Medard ... No i co teraz, wasza wampiryczność?
Skrzyżowała ręce. Wprawdzie był to książe, ale nie mogła powstrzymać się by nie zironizować. Mógł się przedstawić od razu, jak człowiek, przepraszam, wampir, a ona tymczasem wyszła na idiotkę. Zacisnęła wargi.

- Dlaczego w ogóle chcesz oddać te ziemie nam? Ja kompletnie się nie nadaję. I co, kim mam niby zostać? Królową? Isobel I Steampowers von Machina i Trybiki - spróbowała zażartować. - Nie, to raczej nie wypali. Poza tym, dlaczego oddajesz jakieś marchie dwóm dziewczynom, które poznałeś raptem chwilę temu? Przecież na pewno masz swoich dworzan, bo ja wiem, generałów, którzy na to zasłużyli. Dlaczego my?
Avatar użytkownika
Isobel
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Liddel,
   Ten gracz nie stworzył jeszcze postaci.

Postprzez Frigg » Pn wrz 22, 2014 4:20 pm

Frigg jak zwykle najpierw powiedziała nim pomyślała. Odpowiedziała równie bystrym spojrzeniem dziewczynie.
-Och! Daj spokój Isobel! Nie miałam nic złego na myśli! -machnęła ręką - Nie podważam Twoich kompetencji. W sumie ich nie znam, ale im jakoś dziwnie ufam. Może to przez te szkiełka albo tym opowiadaniem o machinach, cokolwiek by to nie było, cwelem nie jesteś! -zapewniła towarzyszkę- Ale nikt mi nie wmówi, że istnieje gatunek bez idioty. -mruknęła na koniec twierdząco
Ale za to tym razem, wypowiedź Isobel na temat drzew nie przypodobał się driadzie. Jej wzrok wypełniła wręcz wściekłość.
-Sadzić i ścinać drzewa?! Jak ze świniami! -przymknęła oczy aby wziąć to kilka wdechów i wydechów, aby się uspokoić. Dużo to nie pomogło- Hodować po to by później wykorzystać! Ścinanie drzew to też morderstwo! Poza tym...-spojrzała na wampira- ...nie wierzę, aby drzewa stały się tak nieprzydatne dla tych waszych machin.
Przez dłuższą chwilę milczała, wciąż wściekła. Zwierzęta się zabija by przeżyć, a drzewa? Po co się ścina? Po co się niszczy naturę? Nie chciała nic mówić, albo raczej wybuchać pod wpływem tak silnych uczuć. A była blisko wygłosić swoją opinię i po prostu wyjść. Odzwyczaiła się od dyskusji na takie tematy, bo nigdy nie kończyły się zgodą jednej czy drugiej strony. Swój światopogląd uważała zaś za najbardziej logiczny i normalny.
Kątem oka dojrzała zaznaczony obszar, który obejmował wyłącznie las. Ramiona, wcześniej mocno spięte ze wściekłości, teraz nieco się opuściły w rozluźnieniu. Czy to właśnie było jej wyjściem? Chronić las? Nie swojego drzewa, nie lasu driad. Nowego terenu, który pochłonięty może być na nowo dębami. Tylko, która z jej sióstr będzie chciała mieszkać u mordercy?
Ostatnie pytania dziewczyny były bardzo celne. Wyprostowana, stabilna sylwetka Frigg wyglądała dość...arystokratycznie, jakby nagle sobie przypomniała, że siedzi tuż obok księcia, który prowadzi z nią jako taki interes.
-Jeżeli za kilka lat, zechcesz odebrać nam te ziemie, choćby dla drewna, to od razu je zgarnij dla siebie. -stwierdziła - Jesteś pewien, że chcesz nam to wszystko oddać? Twoje księstwo nie urośnie w potęgę? W końcu, uwolnisz te terenu spod władzy jakiegoś nieudacznika, zdobędziesz sławę, potęgę, szacunek. Zyskasz rzeczy, a raczej wartości, których nie zyskuję się od tak, jako książę. I co powie na to Twój lud? Twoje elfy? Ludzie, którzy mogliby budować maszyny na terenach, które chcesz oddać Isobel? Przemyślałeś to doskonale?
Avatar użytkownika
Frigg
Tkacz Gobelinu Życia
 
Inne Postacie: Niviandi, Kvaser, Francine, Kavika, Wiladye, Shantti, Namir, Pliszka, Cedr, Paank, Ruu, Grelia, Lasse,
Ranga: Obrazek
Rasa: Driada
Aura: Silna aura o topazowej poświacie, znacznie ciemniejsza i bardziej matowa, niż się na pierwszy rzut oka wydaje. Ma w sobie chłód leśnej gęstwiny, jest jednocześnie aksamitnie gładka i niebezpiecznie ostra, na kształt płatków jakiegoś dziwnego kwiatu. Wije się i wygina, sprężysta jak młody pęd. Pachnie jak leśny miód, nawet lepi się jak on, ale zawiedzie się ten, kto idąc tym tropem będzie w niej szukać miodowej słodyczy - w smaku jest bowiem bardzo mocno gorzka i pikantna. Z otaczającej ją głębokiej ciszy wyłania się co parę chwil śmiech bawiących się dzieci... ale tylko po to, by zaraz znów w niej zatonąć. W kolorze aury dominuje barachit, ale po prawdzie jest ona jak wianek spleciony ze stu kwiatów, z których każdy ma własny, nieco inny odcień.
Wygląd: Pamiętacie te małą zadziorę sprzed niespełna dziesięciu lat? Mocna sylwetka, umięśnione ciało, mocny chód oraz charakter, który organizm musiał z trudem udźwignąć, bo był o wiele cięższy do strawienia niż kawał dobrego mięcha. Wielu więc zada pytanie, cóż to takiegoż się stało skoro opowieść o tej dziewczynie zaczyna się w ten sposób?
Istotka ta nie zaskakuje ...
(Więcej)

Postprzez Medard » Pn wrz 22, 2014 10:58 pm

- W sumie masz rację. Niech każdy będzie, kim chce. Człowiek ma tyle twarzy, ile osób zdążył poznać w ciągu swego krótkiego życia. Dłużej żyjące rasy mają ich jeszcze więcej. Kto by się w tym wszystkim połapał? Niejeden mag umysłu postradał swój rozum zgłębiając ów tajnik, więc dajmy temu spokój - w końcu żyje się raz. - zakończył temat udawania i swego rodzaju aktorstwa w sztuce zwanej życiem.
W takich sytuacjach Medard wykorzystywał niekiedy wampirze zdolności. Jednak w tym przypadku wytaczanie wielkich armat nie było konieczne. Zastanawiające zaś było to, iż z początku dziewczyna -może za sprawą chowania przez krasnoludy- nie zdawała sobie sprawy z tego, z kim tak naprawdę ma do czynienia i nie chodzi tutaj o tytuły, które w każdej chwili można utracić, nawet w dosyć głupi sposób. Cóż - może to i lepiej. Po co siać niepotrzebny zamęt? Gdy temat wrócił do specyficzności rasy wampirów, książę nie wahał się udzielić odpowiedzi:
- Nikomu się nie dziwię. Z jednej strony to dobrze, ciekawość popycha cywilizacje do przodu, a z drugiej mamy przypadki wspomnianego wyżej tygrysa. Debili i samobójców - fetyszystów nie brakuje pośród każdej rasy... Co do wampirów zaś - już wszystko tłumaczę, by potem nie było dziwactw i zabobonów.
W tym momencie na stole pojawiły się dzbany z krwią. Med nalał pełny puchar z jednego z nich i powoli sączył, ciekaw reakcji rozmówczyń. W międzyczasie kontynuował wywód:
- Owszem, krew jest podstawowym źródłem energii dla większości wampirów. Ba, niektóre ludy także piją krew, co prawda nie w takich ilościach, ale jakoś dają sobie radę w trudnych warunkach. Światło - no cóż - a czemu puchacz lub nietoperz wkurza się, gdy coś lub ktoś obudzi go za dnia i będzie zmuszony szukać sobie cichego lokum wśród hałaśliwej hałastry? Co do tych zaś, którzy kiedyś byli ludźmi bądź elfami i zostali poddani rytuałowi przejścia, tj. przemienieni, nie mają tak dobrze. Obserwuje się u nich reakcję alergiczną na promienie słoneczne, a to niekiedy prowadzi do śmierci delikwenta, gdy ów zapomni schować się przed dniem. Niestety, takie życie. Coś za coś.  Trumny zaś -parsknął śmiechem- to zwykły zabobon. Prawda, istnieją rody wampirze zajmujące się ich wyrobem czy pochówkiem jako takim i taki grabarz -z braku odpowiedniego wyrka- może sobie zapaść w sen w łożu nieboszczyka, jak czasami robią to śmiertelnicy. Bywa, że trumna jest jedynym sensownym schronieniem przed zabójczymi promieniami słońca, co też sprytny wąpierz wykorzystuje, by jakoś przeczekać dzień - zwykle są to wędrowcy, niechcący zwracać na siebie uwagi. Temu wybierają lochy, katakumby czy krypty, ba - nawet dół w ziemi starczy im za lokum. Inni zaś, choć to bardzo nieliczny odłam, po prostu lubią trumny, nie wiedzieć czemu. Taki fetysz. Większość zaś w trumnach nie sypia, w ogóle potrzebujemy mało snu, by zregenerować siły na następna porę aktywności. Nie dają tez one żadnych bonusów do regeneracji ani nie są nieodzownym warunkiem do życia wąpierzów. Ot, zabobon powstały, gdy wystraszony człowiek niechcący obudził wędrownego wąpierza, który akurat -z braku czegoś lepszego- wlazł do krypty i spędził dzień w trumnie lub sarkofagu ludzkim, być może przodka owego nieszczęśnika. Nikt nie wie, skąd toto się wzięło.
Skończył, co miał do powiedzenia i po chwili wytchnienia znowu cholerne pytania...  Tylko co je powodowało? Atmosfera Niedźwiedzia, podawany w nim alkohol czy może jeszcze co innego? Tego się nie spodziewał. " - Kim ty właściwie jesteś?"! Zerknął ukradkiem na Frigg i wymienili między sobą znaczące spojrzenia. Typowy krasnolud. Trybiki, micha i porządne wyrko, reszta zaś głęboko w rzyci, a choćby i cały świat. Typowe dla tego ludu, lecz zupełnie niepospolite w Therii i okolicach.  Nie miał chłop kłopotu, najął krasnoluda!
- Jak to co? Życie. -zaśmiał się, po czym ciągnął temat:
- Kim masz zostać? Bądź sobą. Tym, kim byłaś przed tym wszystkim. Właśnie kogoś takiego mi potrzeba.: pomysłowego, czującego wiatr przemian i nowinki techniczne. Kogoś, kto ten zapyziały grajdół przekształci w region nowych technologii, miejsce, gdzie każdy będzie mógł znaleźć coś dla siebie, gdzie wynalazcy i konstruktorzy nie będą musieli kryć się po stodołach i gdzie uczeni w spokoju przeprowadzą potrzebne im doświadczenia! Tylko to i aż to. Żaden z dworzan i dowódców do tego się nie nada. Właśnie dlatego Was wybrałem.
Zwrócił się do driady:
- Nie znam się na lasach, a moje działania mogłyby zniszczyć to, czego ten kretyn nie zepsuł do końca. Żyją tam o dziwo zwierzęta, które dawno już zniknęły z innych części Therii, a kiedyś były tutaj dość powszechne - na tyle, na ile środowisko pozwalało. Na przykład taki mastodont, niespotykany nigdzie indziej, a ten buc Hodor jakoś nie pałał chęcią do zmiecenie go z powierzchni ziemi. Może łobuz nie wiedział, co takiego kryje się w gąszczu jego lasów? Nie zamierzam upominać się o ziemię, na której te lasy stoją. Raz dana, będzie wasza, póki Karnstein istnieje. A maszyny obejdą się bez TEGO drewna z TEGO lasu, zawsze można posadzić własny erzac lasu do tego celu lub sprowadzić elementy skądinąd czy wykorzystać wiatrołom - to nie problem.  To ma powinno być zachowane dla potomności. Kto wie, czy to nie ostatni taki las na tych terenach... Przecież takie skarby są bezcenne... Wszystko zostało przemyślane, nie martw się o to.
Avatar użytkownika
Medard
Splatający Przeznaczenie
 
Rasa: Wampir czystej krwi
Aura: Platyna twarda niczym najlepsza stal połyskująca jeszcze względną świeżością, rozpłynie się przed twoimi oczyma, sięgając samego horyzontu. Tam lśni dorównujący jej w nieustępliwości obsydian, odbijając się w gładkich połaciach szlachetnego metalu. Obraz wydaje się prostym, wręcz surowym, zupełnie jakby swoją szlachecką prezencją odpychał cię przed bliższymi oględzinami, gdy jednak przyjrzysz się uważniej zachowując wszystkie zasady dobrego wychowania, uda ci się dostrzec kruszyny cyny skrzące się nieregularnie, przemieszane z giętkimi smużkami srebra i ubarwione ostrymi w dotyku pociągnięciami żelaza. Smak powietrza jest tu ciężki i lepki zupełnie jak przed tropikalną burzą. Niby da się wyczuć posmak łagodności, jednak to gorycz zakończy bukiet, w efekcie kradnąc prawie całą uwagę. Tak przynajmniej myślałeś. Wtedy w twe nozdrza uderzy metaliczny odór krwi, a krzyk agonii prawie namacalnie rozedrze w strzępy otaczający cię świat. Jeszcze tchnienie minie nim wyrównasz oddech próbując się uspokoić i pojąć czego świadkiem właśnie byłeś.
Wygląd: Medard to wysoki mężczyzna o przeciętnej posturze z przechyleniem szali na umięśnioną. Mierzy bowiem sążeń i dwa palce (ok. 188 cm) przy dwóch cetnarach i kamieniu masy (ok. 90 kg). Skóra na jego dłoniach nie należy do najmiększych co świadczy o tym, że swoje przepracował. Kilka palców zdobią sygnety z herbem Aflaque - wyjącym czarnym wilkiem w tarczy (w klejnocie dwa ... (Więcej)

Postprzez Isobel » Wt wrz 23, 2014 5:50 pm

Atak Frigg zaskoczył Isobel. Nigdy nie patrzyła na to z perspektywy ... No, drzewa.
- Spójrz na to ze strony świni. Przecież wszyscy moglibyśmy zostać wegetarianami, prawda? Dla świni to też morderstwo - westchnęła. - Poza tym gdzie jest zapotrzebowanie, tam zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie ścinał drzewa. A jeśli będzie to robił nielegalnie, to nie będzie go obchodziło, czy razem z drzewem nie zetnie i driady ... Albo i całego lasu driad. W sumie jeszcze papier możnaby robić z jakiś roślin i szmat, choć najbardziej potrzebny jest papier wysokiej jakości oczywiście. A jak twój lud zapatruje się na zbieranie chrustu, Frigg? I na wykorzystywanie starych drzew? I co z przycinaniem drzew jak żywopłot, czy to dla was jest równie okrutne?

Ostentacyjne zachowanie Medarda już przesądziło sprawę. "Wampir. Na trzysta sześćdziesiąt stopni wampir". Nie było to jednak nic złego, jasna sprawa. Tylko robiło się ... ciekawiej. Pozostawało jedynie pytanie, czy ten płyn, który tak z lubością wysysał był krwią. Prawdopodobnie.

Isobel rzeczywiście była podobna do krasnoludów, jednak w jej przypadku należało odjąć żarcie i wyrko, a dodać jeszcze więcej trybików. Tak z kilka ton. Jeśli chodziło o pracę, to przerwy dla niej praktycznie nie istniały. Co tam, że w żołądku burczy już od dwóch dni, co tam, że nie spała już od trzydziestu godzin. Najważniejsze: dokończyć wynalazek.

Ale jako, że była człowiekiem dochodziły jeszcze dwie bardzo ważne cechy, mianowicie ciekawość i umiłowanie wolności. Z tych właśnie powodów zdecydowała się opuścić swoją wygodna pracownię i ruszyć w świat. Nie była jak typowy krasnolud. Nie do końca.

Propozycja Medarda naprawdę zbiła ją z pantałyku. Popatrzyła na mapę. Stary gród, wioski, miasteczka ... Szczególnie zainteresował ją kawał równin, należący jeszcze do ziem Hodora. Musiały tam być cudowne warunki do szybowania, a gdyby ugadać się z centaurami i jeszcze rozszerzyć teren równinny ... Otrząsnęła się.
- Przestań prawić nam ideologię i powiedz nam, co z tego będziesz miał. Daniny? Będziemy twoimi wasalkami, tak? Poza tym jak myślisz, jak nas przyjmą mieszkańcy tych ziem? Myślisz, że będą szczęśliwi, gdy oświadczymy im, że teraz my rządzimy wszystkim? Mniejsza o las, ale co z miastami? Przecież do władania ziemiami potrzeba, ja wiem, tytułów, arystokratycznych rodów, posłuchu ...
Avatar użytkownika
Isobel
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Liddel,
   Ten gracz nie stworzył jeszcze postaci.

Postprzez Frigg » Wt wrz 23, 2014 9:12 pm

Frigg zdawała się coraz to mocniej naburmuszona. Ostatnie słowa szczególnie nią ruszyły. Odniosła wrażenie, że kpi sobie z driad i ich umiłowania do natury.
-Zdaje się...-zaczęła ostro-...że aby lis przeżył musi wpieprzać myszy, ryś ptaki, tak samo ludzie i nieludzie wpieprzają świnie! -skwitowała pierwszą część wypowiedzi dziewczyny, ale na tym się nie zakończyło...-A co ty, ogrodnik rangi arcymistrza jesteś? -powoli traciła nad sobą panowanie- Jeżeli chcesz wiedzieć, to niektóre rośliny lepiej jest przyciąć, w tedy szybciej się rozrastają. Poza tym, żadna z driad nie odczuwa potrzeby przycinania drzew, chyba, że któryś z dębów niebezpiecznie się przechyli. Odrąbuje się kilka gałęzi, a może nawet i więcej niż kilka, żeby dąb trwał jak najdłużej, żeby się nie runął z korzeniami, bo przecież życie każdej z sióstr jest dla nas cenne. Drzewo za ileś tam milionów lat będzie wydobywane jako węgiel, a jeśli nie to nie szkoda nam jest go wykorzystać, bo przecież jest już martwe.
Dzban wypełniony krwią, zwrócił uwagę Frigg i zatrzymał jej nadchodzący wybuch. Przyglądała się z dziwnym lękiem jak książę sączy trunek w postaci krwi. Wiedziała o tym czym żywią się wampiry, słyszała i opowiadała o nich legendy, ale... Jeszcze nigdy nie było jej dane zobaczyć na własne oczy jak istota tego gatunku rozkoszuję się tym płynem.
-A Ty... Czy Ty... lubisz się wpijać z kłami w kobiece szyje? -spytała i mimo, że wciąż przyjmowała godną postawę pałającą pewnością siebie, w jej głosie można było usłyszeć nutkę nieśmiałości i zażenowania. Nie wiedziała czy nie jest w sumie zbyt osobiste i czy było na miejscu mu takie zadawać.
Pomysł z sadzeniem i ścinaniem drzew nadal nie przekonywał driady, ale przecież to nie było jej księstwo i jej teren.
I kolejne słowa Isobel, które na swój sposób zirytowały Frigg. Mniejsza o las? Gdyby nie zgadzała się z jej poprzednimi pytaniami, pewnie i by jej przerwała. Postanowiła jednak ugryźć się w język.
-Powiedz nam po prostu, jak sobie wyobrażasz przyszłość z takimi...władczyniami. Przecież w przyszłości możemy stać się dla Ciebie zagrożeniem, nie obawiasz się tego? Albo i przyszłe pokolenia będą niebezpieczeństwem dla Karnstein. Jak chcesz przekazać mieszkańcom tych ziem, że nie są już pod władzą Hodora? Są z pewnością jakieś grupy, które go ubóstwiają, nie sądzisz, że mogą wziąć odwet?
Frigg dziwiła się cierpliwości księcia. Kolejno zalewały go pytaniami, które wcale nie brzmiały nazbyt przyjaźnie.
Avatar użytkownika
Frigg
Tkacz Gobelinu Życia
 
Inne Postacie: Niviandi, Kvaser, Francine, Kavika, Wiladye, Shantti, Namir, Pliszka, Cedr, Paank, Ruu, Grelia, Lasse,
Ranga: Obrazek
Rasa: Driada
Aura: Silna aura o topazowej poświacie, znacznie ciemniejsza i bardziej matowa, niż się na pierwszy rzut oka wydaje. Ma w sobie chłód leśnej gęstwiny, jest jednocześnie aksamitnie gładka i niebezpiecznie ostra, na kształt płatków jakiegoś dziwnego kwiatu. Wije się i wygina, sprężysta jak młody pęd. Pachnie jak leśny miód, nawet lepi się jak on, ale zawiedzie się ten, kto idąc tym tropem będzie w niej szukać miodowej słodyczy - w smaku jest bowiem bardzo mocno gorzka i pikantna. Z otaczającej ją głębokiej ciszy wyłania się co parę chwil śmiech bawiących się dzieci... ale tylko po to, by zaraz znów w niej zatonąć. W kolorze aury dominuje barachit, ale po prawdzie jest ona jak wianek spleciony ze stu kwiatów, z których każdy ma własny, nieco inny odcień.
Wygląd: Pamiętacie te małą zadziorę sprzed niespełna dziesięciu lat? Mocna sylwetka, umięśnione ciało, mocny chód oraz charakter, który organizm musiał z trudem udźwignąć, bo był o wiele cięższy do strawienia niż kawał dobrego mięcha. Wielu więc zada pytanie, cóż to takiegoż się stało skoro opowieść o tej dziewczynie zaczyna się w ten sposób?
Istotka ta nie zaskakuje ...
(Więcej)

Postprzez Medard » Wt wrz 23, 2014 10:03 pm

- To nie musi być od razu szyja, a i gatunek stworzenia jest w sumie kwestią przyzwyczajenia. Dla większości równie dobra będzie krew wieprza, pogaduchy o śladach na szyjach można przypisać ludzkim bajarzom. Jeśli się gryzie, trzeba wiedzieć, jak to robić, by nie zostawić widocznych śladów... Poza tym dziesiątki stworzeń zostawiają zbliżone ślady żerowania.- rzucił pokrętnie.
- Wolę wbić je we wroga i urządzić go tak, by już się nie podniósł. - dodał.
Kolejna bezsensowna seria chędożonych pytań! Po kij tyle tego, bloede caerme! Ktoś ci daje włości za friko, to bierz i siedź cicho! A nie czemu to, czemu tamto, czemu sramto czy owamto! Medard wnerwił się nie na żarty. Wzrokiem, który niejeden hodorski zabobonnik nazwałby złym okiem, popatrzył na rozmówczynie i odrzekł:
- Żeby pobierać daniny, podatki czy inne myta, należy najpierw mieć z czego. Myślicie, że ten skretyniały pasibrzuch Hodor i jego pazerny dworek w odpowiednim momencie o tym pomyśleli? Czy tamto tatałajstwo w ogóle potrafi używać mózgu do czegoś innego aniżeli wydajnego korzystania z womitorium po uczcie? Śmiem wątpić. Zatem po kolei: główne miasto zamieszkują w większości krasnoludy. Jak się dowiedzą, że ich krajanka zacznie nimi komenderować - natychmiast zaatakują siły ciemiężyciela! W lesie praktycznie nie ma ludzi, tylko kilka nieznaczących osad elfich i mieszanych, czyli zero problemu. Zróbcie z tych ziem coś użytecznego, wszystko będzie lepsze dla tej garstki mieszkańców niż satrapa Hodór. Nawet dzikie centaury ze stepów być może nie będą stanowić większego problemu, jak się je odpowiednio podejdzie. A teraz słuchajcie, bo nie będę powtarzać. Tytuły? Gdy w okolicy mieszka jakaś szlachta lub ktoś na tyle wpływowy, by za taką uchodzić to jak najbardziej, ale tutaj takiej sytuacji raczej nie będzie. Wybadacie pozostałych i jeśli okażą się godni, otrzymają stosowne kwity, ale to już zależy tylko od was. Te ziemie -jak już zdążyłem zaznaczyć- staną się częścią Księstwa, ale to Wy będziecie mieć je na własność i nikt nie powinien wtrącać się w to, co z nimi robicie, chyba że będzie to w ewidentny sposób zagrażało bezpieczeństwu państwa. Co do zagrożenia, to z tego, co udało mi się do tej pory zobaczyć, bardziej jesteście zagrożeniem dla siebie nawzajem, aniżeli czegokolwiek innego. Ciekawe, co z tego wyniknie za jakiś czas...
Avatar użytkownika
Medard
Splatający Przeznaczenie
 
Rasa: Wampir czystej krwi
Aura: Platyna twarda niczym najlepsza stal połyskująca jeszcze względną świeżością, rozpłynie się przed twoimi oczyma, sięgając samego horyzontu. Tam lśni dorównujący jej w nieustępliwości obsydian, odbijając się w gładkich połaciach szlachetnego metalu. Obraz wydaje się prostym, wręcz surowym, zupełnie jakby swoją szlachecką prezencją odpychał cię przed bliższymi oględzinami, gdy jednak przyjrzysz się uważniej zachowując wszystkie zasady dobrego wychowania, uda ci się dostrzec kruszyny cyny skrzące się nieregularnie, przemieszane z giętkimi smużkami srebra i ubarwione ostrymi w dotyku pociągnięciami żelaza. Smak powietrza jest tu ciężki i lepki zupełnie jak przed tropikalną burzą. Niby da się wyczuć posmak łagodności, jednak to gorycz zakończy bukiet, w efekcie kradnąc prawie całą uwagę. Tak przynajmniej myślałeś. Wtedy w twe nozdrza uderzy metaliczny odór krwi, a krzyk agonii prawie namacalnie rozedrze w strzępy otaczający cię świat. Jeszcze tchnienie minie nim wyrównasz oddech próbując się uspokoić i pojąć czego świadkiem właśnie byłeś.
Wygląd: Medard to wysoki mężczyzna o przeciętnej posturze z przechyleniem szali na umięśnioną. Mierzy bowiem sążeń i dwa palce (ok. 188 cm) przy dwóch cetnarach i kamieniu masy (ok. 90 kg). Skóra na jego dłoniach nie należy do najmiększych co świadczy o tym, że swoje przepracował. Kilka palców zdobią sygnety z herbem Aflaque - wyjącym czarnym wilkiem w tarczy (w klejnocie dwa ... (Więcej)

Postprzez Isobel » Wt wrz 23, 2014 10:37 pm

Isobel wzięła głęboki wdech. Później drugi i trzeci.
Ciągłe ataki driady wpędziły już ją w ten dziwnie spokojny stan jaki zwykle człowiek osiąga zanim robi się wściekły. Nazywają ją ciszą przed burzą. mimo to, a może właśnie dlatego spróbowała jeszcze raz.
- Frigg, uspokój się. Jeśli jakoś obraziłam twoje uczucia swoimi pytaniami, to bardzo przepraszam, nie znałam punktu widzenia driad aż do teraz. Widzę po prostu problem miedzy ludźmi a driadami, który, jeśli nie zostanie w przyszłości rozwiązany drogą pokojową skończy się źle. Czy to moja wina, że chcę go po prostu rozwiązać i nie wiem jak ?! - Zdała sobie sprawę, że powoli podnosi głos. Dlatego ostatnie zdania powiedziała już kilka tonów ciszej. - Chcę tylko znaleźć wyjście z tego problemu. Ale, oczywiście, jeśli ty masz lepsze pomysły to podziel się nimi ze mną. Nie chcę doprowadzać do kłótni - skończyła z naciskiem.

Uśmiechnęła się widząc rosnące podenerwowanie księcia. A niech to, dlaczego wszystkich wokół denerwują zwykłe pytania. "Kto pyta nie błądzi", jak to mówią.

- Czyli po prostu chcesz, żeby poddźwignąć ten obszar z nędzy, rozumiem. - Pochyliła się nad mapą. - Mówisz, że to miasto zamieszkują głównie krasnoludy? Cudownie, będziesz miał ich wsparcie. - Zerknęła w oczy wampira. - Po trochu o to ci też chodziło, nie?

Delikatnie wodziła palcem po mapie. Własne ziemie ... Medard miał racje, mogła zrobić z nimi tyle niesamowitych rzeczy. Na przykład założyć uniwersytet, nie, Uniwersytet Techniki i Nauki. A tam nowe miasto, ogromną metropolię z sięgającymi nieba wieżami z metalu i szkła ...
- Będzie trzeba zmienić nazwę - mruknęła zamyślona. - I zrobić coś z arystokracją. I zebrać pieniądze na rozbudowę, i założyć szkoły, i sprowadzić więcej ludzi, nieludzi, wszystkich... Cała masa pracy ...

Wyprostowała się i lekko uśmiechnęła się do Medarda. jej oczy iskrzyły się, a głowa była pełna weny i pomysłów.
- Nawet nie wiem, czy przeżyję tę kampanię. Ale jeśli tak, to przyjmuję twoją propozycję.
Avatar użytkownika
Isobel
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Liddel,
   Ten gracz nie stworzył jeszcze postaci.

Postprzez Frigg » Śr wrz 24, 2014 12:07 am

Driada nie wierzyła by kiedykolwiek tego typu konflikt będzie zażegnany. Chyba, że jeden z gatunków zejdzie z powierzchni ziemi. Frigg zdawało się, że prędzej znikną leśne duchy niżeli ludzie.
A jednak był człowiek, który idealnie dogadywał się z driadami i nie tylko. Hergils Lysberg. Człowiek honoru, odważny, nieustraszony. I wielki - ale nie tylko z powodu swojej masy. Wydawało się, że nie ma gatunku ani miejsca, który nie słyszałby tego nazwiska. Frigg pamiętała jeszcze jedno z bliskich spotkań z krasnoludami. Gdy miała okazję się im przedstawić, oczy karłowatych istot nabrały rozpiętości. Panna Lysberg? Pytali zaskoczeni, ale nie wiedzieli w jaki sposób zginął Hergils. Nie byli nawet świadom jego śmierci! Przyniosło to ulgę zielono-skórnej. Zaciągnęli ją do jednego stołu i wystawili gorzołę, a później całą noc opowiadali różne historie, głównie związane z jej ojcem. Nie był to z pewnością człowiek idealny, perfekcyjny, a to właśnie za to, między innymi, go szanowano. Potrafił umiejętnie wykorzystać swoje słabości. Odnosił zwycięstwa, ale zdarzały się także porażki, a mimo to nadal walczył. Nadal był godnym podziwu wojownikiem. Facet z głową na karku, czysty umysł taktyczny. I był ludzką istotą, taką samą jak Isobel. Tak samo jak ona, miał nietuzinkowe pomysły, ale jego były bardziej powiązane z działaniami wojennymi niżeli do wynalazków.
Generał Lysberg zawsze był świadom zielonej, drobnej istotki. Jej pochodzenia, jej rasy, a przede wszystkim, jej duszy, która nierozerwalnie połączona była z dębem. Mimo kiepskiego małżeństwa, nie miał nadmiernej urazy do driad. W końcu jego dziecko było tak perfekcyjne... nieskazitelne, niewinne...
-Dlatego driady nie wychodzą poza tereny swojego lasu. -jej głos był dość spokojny, ale i wypełniony smutkiem.-Póki nikt nie wchodzi sobie w drogę...
Taka była prawda. Ludzie jak i nieludzie, mogli hodować sobie drzewa i je ścinać. Jaki wpływ mają na to driady? Mogą tego zabronić? Zielone istoty nie były w stanie zatrzymać budowania domów z kamieni czy drewna. Oczywiste było, że każdy chciał czuć się bezpiecznie, chociaż Frigg nie do końca rozumiała, czemu cztery ściany są mniej niebezpieczne niż lasu. I to właśnie brak zrozumienia jednej czy drugiej strony rodził konflikty, których nie można było do końca nigdy rozwiązać. Walkę zawsze można podjąć, ale czy warto? Nikt po prostu nie przekraczał niczyich granic.
Wypowiedź Medarda jakoś wybitnie nie uspokoiła Frigg. Czasem dobrze jest mieć zatrutą krew w żyłach...
Złość, dziwnym trafem, nie odchodziła od stolika. Jedna sprzeczka rodziła drugą. Co to za przeklęty stolik?
-Nie denerwuj się, nikt Ci na złość nie chce zrobić. Trochę więcej wyrozumiałości, nie na co dzień spotykamy księcia, który chce się podzielić włościami!-rzuciła nieco bardziej żartobliwie-Mówisz las... -przyłożyła palce w zamyśleniu- Isobel, nie martw się, nie zginiesz z rąk jakiegoś władcy fajtłapy! Mogę Ci to nawet obiecywać, nie pozwolę na to!-zarzekła się pewna swego -A co do lasu... -ponownie zwróciła się do księcia-Panie Medardzie, i tym razem nie mówię tego nijak ironicznie, z chęcią przyjmę te lasy pod swoją pieczę. Proszę Cię jednakże abyś nie zdradzał nikomu mojego prawdziwego imienia i nazwiska. Panno Steampowers, do Ciebie również się z tym zwracam.-głos driady był poważny, aż niepodobny do jej zachowania.
Avatar użytkownika
Frigg
Tkacz Gobelinu Życia
 
Inne Postacie: Niviandi, Kvaser, Francine, Kavika, Wiladye, Shantti, Namir, Pliszka, Cedr, Paank, Ruu, Grelia, Lasse,
Ranga: Obrazek
Rasa: Driada
Aura: Silna aura o topazowej poświacie, znacznie ciemniejsza i bardziej matowa, niż się na pierwszy rzut oka wydaje. Ma w sobie chłód leśnej gęstwiny, jest jednocześnie aksamitnie gładka i niebezpiecznie ostra, na kształt płatków jakiegoś dziwnego kwiatu. Wije się i wygina, sprężysta jak młody pęd. Pachnie jak leśny miód, nawet lepi się jak on, ale zawiedzie się ten, kto idąc tym tropem będzie w niej szukać miodowej słodyczy - w smaku jest bowiem bardzo mocno gorzka i pikantna. Z otaczającej ją głębokiej ciszy wyłania się co parę chwil śmiech bawiących się dzieci... ale tylko po to, by zaraz znów w niej zatonąć. W kolorze aury dominuje barachit, ale po prawdzie jest ona jak wianek spleciony ze stu kwiatów, z których każdy ma własny, nieco inny odcień.
Wygląd: Pamiętacie te małą zadziorę sprzed niespełna dziesięciu lat? Mocna sylwetka, umięśnione ciało, mocny chód oraz charakter, który organizm musiał z trudem udźwignąć, bo był o wiele cięższy do strawienia niż kawał dobrego mięcha. Wielu więc zada pytanie, cóż to takiegoż się stało skoro opowieść o tej dziewczynie zaczyna się w ten sposób?
Istotka ta nie zaskakuje ...
(Więcej)

Postprzez Medard » Śr wrz 24, 2014 9:30 pm

W karczmie zaczynało się robić pustawo, ponieważ ogromna większość ze zgromadzonego tam żołdactwa zdążyła właśnie opuścić teren lokalu. Wreszcie można było odetchnąć czymś więcej niż dymem i zapachem piwska, o pocie nawet nie wspominając.
- W rzeczy samej. Ziemie te niemal obumarły pod rządami tego kretyna. Do tego ciągłe problemy z centaurami... On to chyba specjalnie robił. To sobie zabawę znalazł.... Dobrze że pomału doprowadzamy rzeczy na właściwy bieg. Co do krasnoludów zaś - masz trochę racji, a coś im się przecież od życia należy! Niech mają swoje pięć minut, by być panami na własnych śmieciach! Jeśli jakaś arystokracja jeszcze tam została, to z pewnością są to krasnoludy, a z nimi nie będziesz mieć żadnego problemu. - dodał.
Ledwo zdążył odpowiedzieć Isobel, już Frigg znalazła kolejne rzeczy do omówienia. Co za młyn z tymi ziemiami!
- Dziwne, że miejscowi go nie sprzątnęli. Może nie mieli na to środków? Co do lasu zaś - zawsze będziesz mogła powiększyć go o okoliczne tereny. Tam nie ma żywego ducha - same stepy i centaury dokoła. A co do śmierci z rąk kogokolwiek - nikt tutaj nie zginie, no poza tym nieudacznikiem. I tak dość nabroił.
Gdy usłyszał nietypową prośbę ze strony Frigg, odpowiedział:
- Nie widzę żadnych przeszkód. Powiedz tylko, jak w kronikach i u heroldów wszelakich ma być tytułowana nowa władczyni tych ziem.  Swoją drogą to najdziwniejsza prośba, jaką słyszałem w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat... Taka niepodobna do tego, o czym marzą ludzie... - zaśmiał się.
Avatar użytkownika
Medard
Splatający Przeznaczenie
 
Rasa: Wampir czystej krwi
Aura: Platyna twarda niczym najlepsza stal połyskująca jeszcze względną świeżością, rozpłynie się przed twoimi oczyma, sięgając samego horyzontu. Tam lśni dorównujący jej w nieustępliwości obsydian, odbijając się w gładkich połaciach szlachetnego metalu. Obraz wydaje się prostym, wręcz surowym, zupełnie jakby swoją szlachecką prezencją odpychał cię przed bliższymi oględzinami, gdy jednak przyjrzysz się uważniej zachowując wszystkie zasady dobrego wychowania, uda ci się dostrzec kruszyny cyny skrzące się nieregularnie, przemieszane z giętkimi smużkami srebra i ubarwione ostrymi w dotyku pociągnięciami żelaza. Smak powietrza jest tu ciężki i lepki zupełnie jak przed tropikalną burzą. Niby da się wyczuć posmak łagodności, jednak to gorycz zakończy bukiet, w efekcie kradnąc prawie całą uwagę. Tak przynajmniej myślałeś. Wtedy w twe nozdrza uderzy metaliczny odór krwi, a krzyk agonii prawie namacalnie rozedrze w strzępy otaczający cię świat. Jeszcze tchnienie minie nim wyrównasz oddech próbując się uspokoić i pojąć czego świadkiem właśnie byłeś.
Wygląd: Medard to wysoki mężczyzna o przeciętnej posturze z przechyleniem szali na umięśnioną. Mierzy bowiem sążeń i dwa palce (ok. 188 cm) przy dwóch cetnarach i kamieniu masy (ok. 90 kg). Skóra na jego dłoniach nie należy do najmiększych co świadczy o tym, że swoje przepracował. Kilka palców zdobią sygnety z herbem Aflaque - wyjącym czarnym wilkiem w tarczy (w klejnocie dwa ... (Więcej)

Postprzez Isobel » Śr wrz 24, 2014 10:24 pm

- Wiesz, skończmy ten temat. Prowadzić będzie do kłótni, a ja nie chcę kłótni.

Westchnęła. Na razie nie było wyjścia z tego problemu. To było smutne, ale prawdziwe. Miała nadzieje, że nauka rozwiąże w końcu ten problem, że wszystkie rasy będą mogły żyć w zgodzie. Kto wie, może kiedyś ...

Isobel zgadzała się też z driadą w jeszcze jednym aspekcie, choć nie zdawała sobie z tego sprawy. Jakoś za dużo było złości w tym miejscu. Czy to była wina czegoś nadprzyrodzonego czy ...

I wtedy jej nozdrzy doszedł nęcący nosa zapach. Ach, jakie to cudowne. Zapach jedzenia. Najwyższa już pora.
Karczmarz wniósł parujący półmisek mięsa i talerz chleba. Z zadowoleniem zauważyła, że dodał także kilka czerwonych jabłek i gruszek. Wreszcie, coś do jedzenia. popatrzyła się na Frigg i Medarda.
- No śmiało, częstujcie się. No chyba - i tu wyraźnie zerknęła na wampira - że nie możecie.

Jedzenie nieco załagodziło atmosferę. Zadziwiające, jak wpływa na nastrój taka prosta rzecz. Kto wie, może wszyscy byli tacy źli, bo głodni? Uśmiechnęła się.

Medard miał rację, z krasnoludami pójdzie jak po maśle. Jeszcze będą im dziękować, że tego idiotę im wyrzucą. Bardziej niepokoiła się centaurami, nie znała ich i nie wiedziała czego się po nich spodziewać. Ale i tak - spróbuje.

- Tak w ogóle to niektórzy nie spotykają księcia na co dzień. Ty masz łatwiej, bo masz lustro - zażartowała.

Podziękowała skinieniem driadzie za obietnicę. Zastanawiało ją tylko dlaczego nie chce ujawniać swojego imienia. Postanowiła jednak się nie pytać, to jej prywatna sprawa. Jeśli kiedyś będzie czuła potrzebę, to jej powie.

- Obiecuję, że cię nie wyjawię, jeśli tego chcesz. Ale Medard ma rację; jak mamy cię zatem nazywać ? I nie tylko ludzie marzą o sławie, Wasza Mroczność - zaśmiała się - Założę się, że niektóre wampiry też.
Avatar użytkownika
Isobel
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Liddel,
   Ten gracz nie stworzył jeszcze postaci.

Postprzez Frigg » Śr wrz 24, 2014 11:48 pm

Driada, w głębi duszy, ucieszyła się, że temat dobiegł końca. Nie było co rozkopywać niepotrzebnych dziur, które i tak do niczego nie doprowadzą. Mogła za to nacieszyć się przepysznym jedzeniem!
W oczach Frigg, karczma momentalnie wypełniła się kolorami, a stolik stracił swoją negatywną moc. Pysznie przyprawione mięsa, różnorodnego rodzaju, umieszczone były kolejno na talerzu. Soczysta pierś z kurczaka ułożona była obok świńskiej, dobrze wysmażonej wątróbki uwodziła nozdrza Frigg. Ustawione w rzędzie sosy, mogły tylko spotęgować magię przypraw. Nie zabrakło także trunku dla osób nie pijących krew, tak więc... Brzydko byłoby odmówić!
Gdyby nie była w towarzystwie, najnormalniej w życiu rzuciłaby się i wszystko wręcz pożarła. Nie potrafiła już walczyć z głodem, który zdawał się pochłaniać pusty żołądek. Jadła więc stosunkowo wolno, rozkoszując się raz po raz piwem. Nie chciała też by rozbolał ją brzuch od przeżarcia, później występują, chyba każdemu znane, dolegliwości.
Żarty Isobel i Medarda wyraźnie ją rozbawiły.
-Gdy zostanę władczynią tych ziem, też sobie postawię lustro! Będę się wpatrywać w siebie dniami i nocami! -dodała żartobliwie używając nóżki jako swoje berło- Wtedy to dopiero żywe istoty zapragną żyć w moim królestwie, o!-skwitowała kąsając kawał mięsa.
Frigg trudno było sobie wyobrazić siebie jako władcę. Rządzeniem lasem jednak samo w sobie nie mogło być dość trudne... Nie miała w planach stworzyć z tego miejsca państwa, tylko nowy, gęsty las, w którym driady będą czuć się bezpiecznie. Nie mogła także zapomnieć o elfach.
Elfy...
To był wbrew pozorom wielki krok dla driady. Miała pod swoją władzą mieć elfy... Była to przerażająca wizja. Przeszedł ją zimny dreszcz. Nie mogła przecież ich wygnać z lasu, do którego tak się przywiązały te istoty. W końcu i one pokochały sobie trawy czy też i dęby. Bała się, że będzie wobec nich niesprawiedliwa. To był kolejny powód by nikt nie poznał jej prawdziwego mienia. Gdyby elfy dowiedziałyby się o jej przeszłości i niechęci do ich rasy... doszukiwałyby się najmniejszych problemów by wbić jej szpile w stopę. Trudny orzech do zgryzienia...
-Będą mnie znać jako Silje Erle Hannson-zakończyła dumnie.
Avatar użytkownika
Frigg
Tkacz Gobelinu Życia
 
Inne Postacie: Niviandi, Kvaser, Francine, Kavika, Wiladye, Shantti, Namir, Pliszka, Cedr, Paank, Ruu, Grelia, Lasse,
Ranga: Obrazek
Rasa: Driada
Aura: Silna aura o topazowej poświacie, znacznie ciemniejsza i bardziej matowa, niż się na pierwszy rzut oka wydaje. Ma w sobie chłód leśnej gęstwiny, jest jednocześnie aksamitnie gładka i niebezpiecznie ostra, na kształt płatków jakiegoś dziwnego kwiatu. Wije się i wygina, sprężysta jak młody pęd. Pachnie jak leśny miód, nawet lepi się jak on, ale zawiedzie się ten, kto idąc tym tropem będzie w niej szukać miodowej słodyczy - w smaku jest bowiem bardzo mocno gorzka i pikantna. Z otaczającej ją głębokiej ciszy wyłania się co parę chwil śmiech bawiących się dzieci... ale tylko po to, by zaraz znów w niej zatonąć. W kolorze aury dominuje barachit, ale po prawdzie jest ona jak wianek spleciony ze stu kwiatów, z których każdy ma własny, nieco inny odcień.
Wygląd: Pamiętacie te małą zadziorę sprzed niespełna dziesięciu lat? Mocna sylwetka, umięśnione ciało, mocny chód oraz charakter, który organizm musiał z trudem udźwignąć, bo był o wiele cięższy do strawienia niż kawał dobrego mięcha. Wielu więc zada pytanie, cóż to takiegoż się stało skoro opowieść o tej dziewczynie zaczyna się w ten sposób?
Istotka ta nie zaskakuje ...
(Więcej)

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Księstwo Karnstein

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron