[Rubieże Księstwa] Dywersanci


Miasta Karnsteinu są istnym kotłem, do którego wrzucono wielość nacji i upodobań architektonicznych. Wystawne domy w kolorach purpury i złota sąsiadują tutaj z dzielnicami, w których budowle mają być przede wszystkim funkcjonalne. Proste domy ułożone wśród wąskich, równoległych uliczek, wyłożonych kamieniami, zamieszkiwane są głównie przez mroczne elfy, dla których przepych jest zbędny. Po przeciwnej stronie są budowle, które zaskakują dbałością o szczegóły. Kolumny z głowicami przedstawiającymi sceny z legend.

Postprzez Medard » Śr wrz 10, 2014 2:09 am

Uciszenie pijanego kretyna, który myślał, iż jest największym skurwielem w tej pierdolonej karczmie, może i nie należało do najprzyjemniejszych rzeczy, jakie Medard zwykł robić w życiu, jednak, czegóż się nie robi dla zachowania powagi i należnego władcy respektu? Tłum gapił się na pozostałości tego, co jeszcze nie tak dawno było rwącym się do walki knechtem, któremu alkohol i związki niewiadomego pochodzenia rozum do reszty odebrały.
Medard wrzasnął:
- Czołem żołnierze!
- Czołem Mości Książę! - odpowiedziała większość zgromadzonych w karczmie.
- Gdzie, kur'vah, zmierzamy? - rzucił książę, by nadać odpowiedni ton sprawie.
- Na oblężenie! - ryknął pełen zadowolenia tłum.
- Po co, kur'vah, zmierzamy? - spytał władca, zachęcony gromką odpowiedzią żołdaków.
- Po zwycięstwo i chwałę Karnsteinu! - rozległo się jednogłośnie.
- No! I tak ma być! Tylko pamiętajcie o jednej istotnej rzeczy. Wojna nie jest od tego, byście dali się podkładać pod nóż jak ten zapity wieprz, z którego została ta kupa popiołu! Wojna jest od tego, aby ginęli na niej wasi, szlag, wrogowie, jasne?! Wy natomiast miast oddawać żywot swój bez ładu, składu i sensu na placu boju, po skończonej zawierusze winniście narobić Ojczyźnie całe zastępy kochających ją potomków! I to was, a nie von Hodora, job jego kurwancka mać, mają bardowie wysławiać w peanach pochwalnych i pieśniach żołnierskich! Za zwycięstwo! Za Karnstein! Za Monarchię! Śmierć kurwiemu synowi, który ośmielił się nasyłać na nas dzikie centaury ze stepów! Do boju, żołnierze!!!
Medowi aż zaschło w gardle, które darło się wytrwale, by przekrzyczeć wszystkich zgromadzonych w Niedźwiedziu tego wieczora. Przemawiał niczym strateg tudzież pierwszy von Karnstein, który odpędził smoka od miasta Mrocznych Elfów. Właściwy człowiek na właściwym miejscu, który nawet w karczmie nie zapomina, kim jest i jakie obrał cele dla siebie, jak i stada, któremu przewodzi.
Tłum zapomniał o losie kupki popiołu, jął natomiast wiwatować na cześć swego Monarchy i kraju, w którym przyszło im żyć.
Tymczasem w karczmie pojawiła się niespodziewana osoba. Śmiertelna dziewczyna, ubrana bardziej jak gnomi pilot żyrokoptera tudzież krasnoludzki inżynier - oblatywacz, aniżeli niewiasta z jej rasy. Takie kuriozum nie mogło przejść niezauważone obok niemłodych już wampirzych oczu księcia.
Medard chwycił dzban jabłecznika, który usłużne dziewki karczemne właśnie zdążyły postawić na stole, i wypił zawartość w kilku pokaźnych haustach. Następnie nalał sobie miodu do pucharu i obserwował zarzewie rozmowy driady i nowo przybyłego dziwu, który był tuż-tuż na wyciągniecie ręki...
Wyrywna zielonoskóra zaczęła dialog, a Medard, nie czekając na odpowiedź ze strony potencjalnej rozmówczyni Frigg, dorzucił swoje kilka ruenów:
- Właśnie, wszak to zjawisko zupełnie niecodzienne w tych stronach. Zupełnie jakby na dach Niedźwiedzia spadł gnomi żyrokopter, a żołnierzem raczej nie jesteś, nieprawdaż?
Avatar użytkownika
Medard
Splatający Przeznaczenie
 
Rasa: Wampir czystej krwi
Aura: Platyna twarda niczym najlepsza stal połyskująca jeszcze względną świeżością, rozpłynie się przed twoimi oczyma, sięgając samego horyzontu. Tam lśni dorównujący jej w nieustępliwości obsydian, odbijając się w gładkich połaciach szlachetnego metalu. Obraz wydaje się prostym, wręcz surowym, zupełnie jakby swoją szlachecką prezencją odpychał cię przed bliższymi oględzinami, gdy jednak przyjrzysz się uważniej zachowując wszystkie zasady dobrego wychowania, uda ci się dostrzec kruszyny cyny skrzące się nieregularnie, przemieszane z giętkimi smużkami srebra i ubarwione ostrymi w dotyku pociągnięciami żelaza. Smak powietrza jest tu ciężki i lepki zupełnie jak przed tropikalną burzą. Niby da się wyczuć posmak łagodności, jednak to gorycz zakończy bukiet, w efekcie kradnąc prawie całą uwagę. Tak przynajmniej myślałeś. Wtedy w twe nozdrza uderzy metaliczny odór krwi, a krzyk agonii prawie namacalnie rozedrze w strzępy otaczający cię świat. Jeszcze tchnienie minie nim wyrównasz oddech próbując się uspokoić i pojąć czego świadkiem właśnie byłeś.
Wygląd: Medard to wysoki mężczyzna o przeciętnej posturze z przechyleniem szali na umięśnioną. Mierzy bowiem sążeń i dwa palce (ok. 188 cm) przy dwóch cetnarach i kamieniu masy (ok. 90 kg). Skóra na jego dłoniach nie należy do najmiększych co świadczy o tym, że swoje przepracował. Kilka palców zdobią sygnety z herbem Aflaque - wyjącym czarnym wilkiem w tarczy (w klejnocie dwa ... (Więcej)

Postprzez Isobel » Śr wrz 10, 2014 8:23 pm

Zamrugała oczami. Nie spodziewała się tak bezpośredniego ataku.
- Jedzenie - odparła do owej niezwykłej, zielonej istoty. Czyżby to była driada? Dotąd spacerując po miastach napotkała raptem dwie lub trzy, a i to tylko przechodem, toteż gapiła się jej bezczelnie w oczy z trudem próbując skryć swoją ciekawość.
- A także kogoś kto lubi koninę - dodała. Wtedy  zdała sobie sprawę co powiedział ten arystokrata. No, ten ktoś kto wyglądał jak arystokrata. W końcu nie wiedziała czy nim był.

Zmarszczyła brwi. Jedyny jak dotąd żyrokopter jaki w życiu widziała był w pracowni jednego krasnoluda, daleko na północy. Był to prototyp, trzeba też przyznać, że wadliwy. Prawie w całości podtrzymywała go magia, a i tak nie pracował zbyt dobrze. Rzeczony krasnolud szybko porzucił swój projekt twierdząc, że świat jeszcze nie był gotowy na taką technikę. Prawdopodobnie nie podobała mu się ilość magii w niej użyta. Pamiętała, że jej tata był bardzo zawiedziony, że machina została zniszczona. Był w to wszystko tak zaangażowany ...

Otrząsnęła się.

Skąd on u licha wiedział, że istnieje coś takiego, jak żyrokopter? Jedyne notatki miał ten krasnolud (Jak mu tam było? Yaoel? Miał takie dziwne imię ...), który ze złości je zniszczył. Pozostawał tylko ... Zagryzła wargę. Nigdy nie uczyła się blokować umysłu, ale teraz chciałaby to potrafić. Usilnie próbowała myśleć o czym innym. Skupiła się na arystokracie.

- Skąd znasz tą nazwę? - spytała. - Jak dotąd nie spotkałam nawet jednej osoby, która by wiedziała chociażby czym są trybiki. No, prócz krasnoludów, ale ty nim chyba nie jesteś.
Avatar użytkownika
Isobel
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Liddel,
   Ten gracz nie stworzył jeszcze postaci.

Postprzez Frigg » Śr wrz 10, 2014 11:47 pm

Gdy Medard przemawiał do tłumu trzeba było przyznać, że jest... przekonywujący. Nie na tyle by sama driada ruszyła w bój i żeby kogokolwiek się posłuchała, ale wiadome było, że jego hołota tego potrzebuje. Właśnie... JEGO wojownicy...
Kimże dokładnie był ten człowiek? Nie byle ciotą ze złotą tkaniną. Kimś więcej... Kimś przydatniejszym.
Frigg zwróciła głowę w jego stronę. Zaintrygowana i na nowo rozpalona od środka żarem, który pchał ją do przodu. Chciała się dowiedzieć w czym dokładnie babra się nowo poznany mężczyzna. Na takiej znajomości mogła wiele uzyskać. Uśmiech na jej twarzy był zaskakującą rozległy. Jej myśli przerwało hasło, które w żaden sposób nie wiązało się z korzonkami.
"Konina?"
Dojrzała jakże śmiały wzrok nowo przybyłej. Właśnie miała zagrzać się od środka, tym razem od irytacji. Jednak nie pozwoliła jej na to jedna rzecz, a raczej zagadka.
-Żro...topter? -powtórzyła nieumiejętnie.- Co to jest żyrko...tropem?-powtórzyła nieumiejętnie, po raz kolejny.
Przyjrzała się dokładnie dziewuszce.  Pozapinana pasami, niczym mięso wywieszone na sznurach do uwędzenia ( ach, dlaczego wciąż jej na myśl przychodzą porównania do jedzenia?!)  i szal... jakiś dziwaczny i nietypowy. Jednak jej wzrok przykuło coś na głowie, jakby opaska. Podeszła szybkim, zdecydowanym krokiem do nieznajomej i ledwo co sięgnęła gogli, przy czym musiała się wspomóc niewielkim wspięciem na palcach.  Opuściła je w dół i przyciągnęła do siebie. Tym gestem delikatnie szarpnęła dziewczyną, ale nie miała zamiaru przepraszać. Nawet nie wiedząc co to jest, chciała to mieć.
-Co to za szkiełka?! -spytała zachwycona dziwactwem.
Przyjrzała się dokładnie, pomacała szybko ręką. Przyłożyła, jak to określiła Frigg, "szkiełka" do swojej twarzy. Oczywiście od złej strony. Przez jej głowę przeszło tysiące myśli do czego to może służyć. Może mają jakąś moc? Widziała nie raz okular, ale ten różnił się od wszystkich. Z resztą, po co go nosić na głowie?
Trzeba było przyznać, że Frigg była dzikuską z lasu. Znała się na ziołach, dużo dowiedziała się na temat magii, chociaż jej nie stosuje. Wiedziała także o istnieniu wielu rzeczy, które stworzono zaledwie raz w życiu. Większość jednak z nich pozostało legendą dla driady, tak jak reszta baśni i opowiadań, którymi kiedyś dzieliła się z dziećmi.
Ach i wspomniała coś o krasnoludach! Ach...! Krasnoludy! Jak wspaniale czuła się wśród nich! Szkoda tylko, że nie pamiętała aż tak wiele...
-Właśnie...na wojownika to Ty nie wyglądasz. -spojrzała na dziewczynę czekoladowym zainteresowaniem, jakby chciała ją przejrzeć na wylot- No niestety, nie jesteś tak łatwą zagadką do rozgryzienia jak ja!
Driadę często denerwował jej charakterystyczny odcień skóry. Nie dlatego, że był brzydki. Lubiła zielony..był jak liście czy trawa... One zawsze wciągały swoich zapachem w dziwnie przyjemny trans, szczególnie po deszczu. Problem w tym, że nawet tutaj, w Karnstein, od razu wiedziano kim jest. Zero anonimowości.
Avatar użytkownika
Frigg
Tkacz Gobelinu Życia
 
Inne Postacie: Niviandi, Kvaser, Francine, Kavika, Wiladye, Shantti, Namir, Pliszka, Cedr, Paank, Ruu, Grelia, Lasse,
Ranga: Obrazek
Rasa: Driada
Aura: Silna aura o topazowej poświacie, znacznie ciemniejsza i bardziej matowa, niż się na pierwszy rzut oka wydaje. Ma w sobie chłód leśnej gęstwiny, jest jednocześnie aksamitnie gładka i niebezpiecznie ostra, na kształt płatków jakiegoś dziwnego kwiatu. Wije się i wygina, sprężysta jak młody pęd. Pachnie jak leśny miód, nawet lepi się jak on, ale zawiedzie się ten, kto idąc tym tropem będzie w niej szukać miodowej słodyczy - w smaku jest bowiem bardzo mocno gorzka i pikantna. Z otaczającej ją głębokiej ciszy wyłania się co parę chwil śmiech bawiących się dzieci... ale tylko po to, by zaraz znów w niej zatonąć. W kolorze aury dominuje barachit, ale po prawdzie jest ona jak wianek spleciony ze stu kwiatów, z których każdy ma własny, nieco inny odcień.
Wygląd: Pamiętacie te małą zadziorę sprzed niespełna dziesięciu lat? Mocna sylwetka, umięśnione ciało, mocny chód oraz charakter, który organizm musiał z trudem udźwignąć, bo był o wiele cięższy do strawienia niż kawał dobrego mięcha. Wielu więc zada pytanie, cóż to takiegoż się stało skoro opowieść o tej dziewczynie zaczyna się w ten sposób?
Istotka ta nie zaskakuje ...
(Więcej)

Postprzez Medard » Cz wrz 11, 2014 1:11 am

Przemowa książęca uspokoiła wyrywnych żołdaków i najemnych knechtów, których ściągnęła w te tereny żądza łupu wojennego i teoretyczne przejście jeśli nie do historii, to chociaż lokalnych chansons de geste tudzież innych żurawiejek i tym podobnych wytworów pijanego umysłu poety.
Nowinki rozwiniętych cywilizacji robią  zwykle takie wrażenie na dzikich, że ci pragną ich dotykać, czasami rozbić o coś twardego z wielkim łoskotem. Tak też stało się i tego pięknego dnia w Jurnym Niedźwiedziu. Driada, z początku nie mogła się nadziwić niecodziennemu ubiorowi przybyszki, która, choć nie była krasnoludem, zachowywała i odziewała się jak ów brodaty lud z pasją do techniki i alkoholu. Brakowało jej jedynie chamstwa typowego dla tej rasy, ale to akurat można z powodzeniem uznać za zaletę.
Nowa wspominała coś o jedzeniu, zwłaszcza koninie, co umysł Medarda skojarzył z lichej postury, wychudzonym wrakiem rumaka, którego najlepszy rzeźnik nawet na salami nie chciałby przerobić - po prostu nic zeń nie wyciśnie, takie toto słabe. Wąpierz odpowiedział:
- Dobrze smakuje odpowiednio przyrządzona, a to niewielu dzisiaj potrafi... Mam nadzieję, iż nie zamierzasz przerobić na szaszłyki swego wierzchowca, albowiem czegoś tak okropnego to nawet najbardziej głodny krasnolud nie przełknie. Wciąż będzie wolał memleć ten swój kamienny chlebuś... A, bym był zapomniał -krasnoludy krasnoludami- a maniery zostały w lesie. -skłonił się dostojnie, jak na arystokratę przystało i kontynuował:
- Medard de Nasfiret.
Nie zdążył upić kolejnej porcji przedniego półtoraka karnsteińskiego, gdy śmiech z powodu żrykotoptera (czy jakoś tak) zmusił go do wyplucia zacnego specyfiku het - het ku uciesze zgromadzonej gawiedzi.
- Oj Frigg, Frigg - cywilizacja to nie pierwotna puszcza, a to, co lata w przestworzach, czasami bywa krasnoludem albo i gnomem. Wystarczy mieć do tego odpowiednie ustrojstwo. Wyżej wymienieni nazywają toto machinami.
Szybko wypił odebrany mu przez los haust półtoraka i odpowiedział oblatywaczce na frapujące ją pytanie.
- A wyglądam ci ja na krasnoluda? Co do samej nazwy zaś - obiło mi się toto o uszy. Mało brakowało, a gnomy nie produkowałyby tego na większą skalę, bo o tego typu sprzęcie robionym przez nie na zamówienie słyszał już mój ojciec. Sam widziałem testy jednego z wczesnych modeli - niestety - były one dostosowane do rozmiarów gnoma czy krasnoluda, względnie szczupłego i niskiego człowieka. Takie tam kaprysy lokalnych magnatów - nic specjalnego. Ciekawe urządzenie, odpowiednio zmodyfikowane mogłoby robić za niecodzienną, aczkolwiek nie mniej śmiercionośną broń. Szkoda, że niewielu fachowców zna się na rzeczach tego typu - wszak to technika napędza cywilizację... - zamyślił się.
Ciekaw był, ile owa niecodzienna postać wie o machinach, których żyrokopter był jeno przykładem.  Strój jej przywodził na myśl krasnoludzkie warsztaty lub podobne faktorie budowane przez gnomy daleko na Północy. Skąd zatem przybysz z tak odległych krain znalazłby się w Therii? Dużo pytań, tak niewiele odpowiedzi...
Avatar użytkownika
Medard
Splatający Przeznaczenie
 
Rasa: Wampir czystej krwi
Aura: Platyna twarda niczym najlepsza stal połyskująca jeszcze względną świeżością, rozpłynie się przed twoimi oczyma, sięgając samego horyzontu. Tam lśni dorównujący jej w nieustępliwości obsydian, odbijając się w gładkich połaciach szlachetnego metalu. Obraz wydaje się prostym, wręcz surowym, zupełnie jakby swoją szlachecką prezencją odpychał cię przed bliższymi oględzinami, gdy jednak przyjrzysz się uważniej zachowując wszystkie zasady dobrego wychowania, uda ci się dostrzec kruszyny cyny skrzące się nieregularnie, przemieszane z giętkimi smużkami srebra i ubarwione ostrymi w dotyku pociągnięciami żelaza. Smak powietrza jest tu ciężki i lepki zupełnie jak przed tropikalną burzą. Niby da się wyczuć posmak łagodności, jednak to gorycz zakończy bukiet, w efekcie kradnąc prawie całą uwagę. Tak przynajmniej myślałeś. Wtedy w twe nozdrza uderzy metaliczny odór krwi, a krzyk agonii prawie namacalnie rozedrze w strzępy otaczający cię świat. Jeszcze tchnienie minie nim wyrównasz oddech próbując się uspokoić i pojąć czego świadkiem właśnie byłeś.
Wygląd: Medard to wysoki mężczyzna o przeciętnej posturze z przechyleniem szali na umięśnioną. Mierzy bowiem sążeń i dwa palce (ok. 188 cm) przy dwóch cetnarach i kamieniu masy (ok. 90 kg). Skóra na jego dłoniach nie należy do najmiększych co świadczy o tym, że swoje przepracował. Kilka palców zdobią sygnety z herbem Aflaque - wyjącym czarnym wilkiem w tarczy (w klejnocie dwa ... (Więcej)

Postprzez Isobel » Cz wrz 11, 2014 7:21 pm

- Nie musi być dobrze przyrządzona, ważne, żeby mięso było uduszone - odpowiedziała wampirowi. - Albo nie. Niech się smaży. to wystarczająca kara dla konia.

Uwagę o krasnoludach musiała przełknąć. Co jak co, ale kochała ten mały lud. W końcu wśród niego się wychowała, oni ją uczyli podstaw jej fachu ... No dobrze, może nie tyle jej, ale ich fachu. Nie była pewna czy wynalazca to fach. Ale mimo wszystko to krasnoludy były dla niej matką i bratem, a teraz ten człowiek je obraża. Skrzywiła się, ale nie odpowiedziała nic. Już nie raz i nie dwa wpakowała się w kłopoty przez swój niewyparzony język; nauczyła się, że czasem lepiej trzymać go za zębami. Zwłaszcza w obecności człowieka, który przed chwilą pokazał, że tak właściwie to wszechobecna tu tłuszcza należy do niego. Albo przynajmniej się go słucha.

Dlatego niezbyt się zdziwiła, kiedy się przedstawił.
- Pan Medard ... - mruknęła.
Właściwie to znała jego nazwisko raczej ze słyszenia, ot, pogłoski krążące tu i tam przy barze. Właściwie to nie była pewna czym tak właściwie się zajmuje, oprócz bycia niezwykle wpływowym.
- Isobel ... - zawahała się. "A co tam, i tak pewnie nie słyszeli " pomyślała.  - Isobel Steampowers.
Na chwilę zapanowała cisza. Dziewczyna zaczęła gorączkowo zastanawiać się, czy nie powinna dygnąć. Tak właściwie to tego wcale nie umiała zrobić - cóż mogła poradzić na krasnoludzie wychowanie. Na szczęście wtedy driada spytała się o żyrokopter, a arystokrata momentalnie się wtrącił. Odetchnęła cicho. No, wypłynęli na bliższe jej wody.
Kiedy jednak Medard wspomniał o prototypach, nie mogła się nie wtrącić.
- Tak, niewielu fachowców się na tym zna - przytaknęła. - Ale ciekawam jakim cudem plany żyrokopteru wyszły z krasnoludzkiej pracowni. Raptem trzy czy cztery osoby miały je w ręku, poza tym niewielu rzemieślników w ogóle potrafiłoby cokolwiek zrozumieć. Mówisz, że sprzedają sprzęt na zamówienie? I działa? Bo wiesz, widziałam, że sporo w nich błędów konstrukcyjnych, i trzeba było wszystko dociągać magią, choć sama konstrukcja niczego sobie i mo ... - Wtedy Isobel zrozumiała, że wpadła w słowotok. Opamiętała się. - No w każdym razie tak słyszałam.
Po raz kolejny uratowała ją Frigg. Szczerze mówiąc wystarczyło kilka chwil, by polubiła tą driadę. A tak dokładniej to jedna - kiedy zachwyciła się jej goglami. Taka admiracja jej przyrządu, nad którym tyle pracowała, sprawiała jej przyjemność. Doprawdy niewiele trzeba było aby wkupić się w łaski Isobel - wystarczało tylko skomplementować coś co stworzyła.
Próbując ignorować Medarda delikatnie wyjęła przyrząd z palców driady.
- Poczekaj ... - mruknęła, kiedy wyczuła opór. Przekrzywiła gogle tak, aby tamta mogła wszystko dokładnie widzieć i zaczęła delikatnie kręcić pokrętłem z boku. Na szkła gogli zaczęły najeżdżać mniejsze, ciemne szkiełka które w końcu idealnie się do siebie dopasowały układając się niczym zamknięta lilia. Sprawiało to, że pojawiała się kolejna warstwa, która chroniła oczy przed śnieżną ślepotą. Wprawdzie patrząc wtedy na okulary musiała nie zważać na liczne linie przy których szkła się stykały, ale było warto

Podała gogle Frigg, by ta mogła dotknąć szkieł.

Kiedy zaś driada zadała jej pytanie odparła wymijająco:
- Ja jestem tylko podróżniczką ... i z całą pewnością żadną zagadką. A ty jesteś driadą, prawda? I czy możemy usiąść gdzieś na boku? Strasznie rzucamy się w oczy.
Rzeczywiście, wszystkie spojrzenia wędrowały ku nim.
Avatar użytkownika
Isobel
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Liddel,
   Ten gracz nie stworzył jeszcze postaci.

Postprzez Frigg » Cz wrz 11, 2014 9:35 pm

Nie za bardzo chciała się wtrącać w niewielki spór między Medardem a Isobel - jeśli w ogóle można było tak nazwać. Tak czy siak, na takich sprawach się nie znała. Dopiero co dane było jej poznać słowo "machina".
-Mówisz... że można wznieść się w górę i szybować niczym ptaki na niebie? -spytała zdezorientowana spoglądając na mężczyznę
Machiny straciły wiele oczach Frigg. Po co ingerować w sprawy związane z naturą? Jeżeli komuś było dane unieść się w powietrze, to powinno tak zostać. Tak samo Ci, co pozostawiali na ziemi, powinni na niej twardo stąpać i zaopiekować się matką naturą. Nie rozumiała po co tworzyć te magiczne konstrukcje, które łamały prawa natury. Bała się także, że takie sprawy mogą w przyszłości zajść za daleko i spowodować jedynie szkody. O tak. Zdecydowanie była negatywnie nastawiona na "machiny" jak i żrotyp...tora, czy jak mu tam. Były to rzeczy zbyt ryzykowne, coś jak nekromancja, która zaczęła bawić się zmarłą duszą i ciałem albo jak...klątwy... które były w stanie odebrać wszystko. Chociaż z pewnością, owe machiny, niosły ze sobą więcej dobrego, bo przecież można stworzyć coś dla dobra drugiego. Hm... jedną pewnie z takich machin, w pewnym sensie, były wozy ciągane przez konie. Chociaż zwierzę na tym cierpiało... hm...
Potrząsnęła głową chcąc móc się uwolnić od natłoku myśli i wówczas, do jej rąk podane zostały gogle. Wszelkie rozmyślenia na temat maszyn, w mig się ulotniły.Przyglądała im się uważnie, przekładając z dłoni do dłoni, trzymając jedynie opuszkami palców, a tak stukając delikatnie paznokciem o szkiełko, sprawdzając ich twardość. Dziwna rzecz. Jeszcze zmieniała swój kolor przez jakiś dziwaczny dzyndzel u boku.
Po ostatnich słowach dziewczyn, Frigg powstrzymała się od wesołego, głośnego, aczkolwiek przyjaznego śmiechu. Nie rzucać się w oczy. Zielono-skóra istotka, chyba nigdy nie była w stanie pojąc tych słów. Poza tym, towarzyszył im obecnie arystokrata, na którego spojrzenia padały co rusz.
- Nie wiem czy będziemy mieć obecnie na to czas i miejsce, prawda mości Panie? -skierowała pytanie w stronę Medarda, a w jej oku pojawił się błysk - Na koninie to ja się i może nie znam, tak samo, jak na tych dziwacznych ustrojstwach, jednakże sztylet w dłoni dzierżyć potrafię, a i także strzała przebiła niejedno serce.
Driada sięgnęła po kufel Isobel, upiła dość spory łyk złocistego trunku. Zdecydowanie, chociażby na moment, ugasiła pragnienie. Zwróciła  piwo właścicielce, po czym przyozdobiła swoją czuprynę goglami, tworząc w ten sposób prowizoryczną koronę. W dłoniach ujęła krańce swojego płaszcza i dygnęła przed dziewczyną, tak jak nakazywała etykieta. Pełna gracji i nonszalancji.
-Moja godność przedstawia się jako Frigg Lysberg. -obróciła się żywo w stronę arystokraty, aż płaszcz na chwilę zawirował. Ułożyła dłonie na krągłych biodrach. Jej pozycja prezentowała zdecydowanie i niezwykłą pewność siebie - Owszem jestem driadą z krwi i kości... -rzuciła oznajmująco do brązowowłosej, ale kolejne słowa skierowane były już do wampira-...i mam zamiar wziąć udział w tej waszej wojnie. Jeśli to wygramy, a wygramy, to dostanę dostęp do waszych zakazanych i tajnych bibliotek. Umowa stoi? -wyciągnęła dłoń w stronę Medarda oczekując na jego odpowiedzi.
"Jeżeli istnieje choć cień nadziei, że coś w nich znajdę...to warto będzie." -pomyślała cierpko, chociaż nie była zadowolona do końca mieszania się w polityczne sprawy. Jednakże, jeżeli miała odzyskać swoje życie za taką usługę... to nie miała większego wyboru,
Avatar użytkownika
Frigg
Tkacz Gobelinu Życia
 
Inne Postacie: Niviandi, Kvaser, Francine, Kavika, Wiladye, Shantti, Namir, Pliszka, Cedr, Paank, Ruu, Grelia, Lasse,
Ranga: Obrazek
Rasa: Driada
Aura: Silna aura o topazowej poświacie, znacznie ciemniejsza i bardziej matowa, niż się na pierwszy rzut oka wydaje. Ma w sobie chłód leśnej gęstwiny, jest jednocześnie aksamitnie gładka i niebezpiecznie ostra, na kształt płatków jakiegoś dziwnego kwiatu. Wije się i wygina, sprężysta jak młody pęd. Pachnie jak leśny miód, nawet lepi się jak on, ale zawiedzie się ten, kto idąc tym tropem będzie w niej szukać miodowej słodyczy - w smaku jest bowiem bardzo mocno gorzka i pikantna. Z otaczającej ją głębokiej ciszy wyłania się co parę chwil śmiech bawiących się dzieci... ale tylko po to, by zaraz znów w niej zatonąć. W kolorze aury dominuje barachit, ale po prawdzie jest ona jak wianek spleciony ze stu kwiatów, z których każdy ma własny, nieco inny odcień.
Wygląd: Pamiętacie te małą zadziorę sprzed niespełna dziesięciu lat? Mocna sylwetka, umięśnione ciało, mocny chód oraz charakter, który organizm musiał z trudem udźwignąć, bo był o wiele cięższy do strawienia niż kawał dobrego mięcha. Wielu więc zada pytanie, cóż to takiegoż się stało skoro opowieść o tej dziewczynie zaczyna się w ten sposób?
Istotka ta nie zaskakuje ...
(Więcej)

Postprzez Medard » Pt wrz 12, 2014 5:38 pm

- Skoro tak mówisz, niech sobie będzie. Stek z konia także nie jest zły, pod warunkiem, że nikt go nie spartoli, a zdarzało mi się awanturować o zwęglony na wiór kawał mięcha... Brakorobów niestety pełno na tym świecie.
Dalsze docinki o krasnoludach Medard sobie darował, gdyby nie ten brodaty lud, większość cywilizacji nadal bujałaby się na gałęziach szyjąc do przeciwnika co najwyżej z prymitywnych łuków. Prawda jest taka, iże krasnoluda potrafi zrozumieć tylko inny krasnolud, ewentualnie ktoś, kogo takowy wychowywał i wpoił mu krasnoludzki system wartości. Sprawa pozostała zamknięta.
Chwilę później po cyrkach związanych z niczym nie wymuszoną -przynajmniej w teorii- etykietą, Medard kontynuował rozmowę o machinach krasnoludzkich, czego przykładem był żyrokopter, który tak zaciekawił Frigg.
- Niestety, rozpowszechnienie krasnoludzkiej czy gnomiej wiedzy dałoby temu światu potężnego kopa naprzód. Wydaje mi się, że cywilizacja stoi w miejscu, no, co najwyżej lekko truchta miast galopować przez stulecia w pędzie techniczno - naukowym.  Jedynie krasnoludy z gnomami pospołu równoważą ów dziwaczny chocholi taniec, a przydałoby się więcej takich kół zamachowych. Co do żyrokoptera zaś, tak - teoretycznie można poczuć się ptakiem, ale bardziej porównałbym toto do opasłego, nażartego padliną kondora. Tego samego, o którym krążą frywolne piosneczki, że naznosił jaj i zdechł. A to pech.
Sprzęt ów działał bez dwóch zdań, chociaż czasami rozkraczał się podczas startu i ni z tego ni z owego nagle tracił wysokość. Sam lot jednak był dosyć poprawny. - odpoczął trochę, upił łyk miodu i kontynuował- Sęk w tym, iż w ogóle nie miał z krasnoludami za wiele wspólnego. Do Karnsteinu zawitał pewien gnomi wynalazca i gościł tutaj przez czas jakiś. To on przeprowadzał testy i nie wydaje mi się, by używał do tego jakiejś magii, a przynajmniej dużej jej ilości. Poza problemami ze startem wszystko o dziwo działało bez większych spięć. Im więcej takich pomysłowych ludzi, tym lepiej dla świata, nieprawdaż?
Tymczasem Frigg zainteresowała się goglami, jak się potem okazało, wytworem rzemieślniczym Isobel Steampowers. To nazwisko obiło się o uszy Medowi, słyszał o krasnoludzkim klanie wynalazców i konstruktorów, postaci nietuzinkowych, ale to stare dzieje.
Frigg uważnie słuchała wskazówek podróżniczki i poznawała tajniki działania jej cacuszka. Trochę techniki, a nie tylko człowiek potrafi się pogubić. Szczerze powiedziawszy, patent zastosowany w tych niecodziennych goglach zafascynował Medarda, który od razu pomyślał, jak by go zastosować w sztuce militarnej być może w całkiem nie tak odległej przyszłości - w końcu ma się na to całą wieczność, no nie?
- Daruj sobie tego pana. Jak żyję, zawsze miałem tego typu konwenanse głęboko w rzyci. To dobre dla napuszonych Demarczyków, niech ich szlag trafi! Poza tym mości panem się bywa, Medardem jest się przez całą wieczność... Tak mała uwaga.
Rzeczywiście - driada robiła sporo zamieszania. Co i rusz gapił się jakiś żołdak, a i barman ukradkiem zerkał w jej stronę zza kontuaru. Taki widok w karczmie pośrodku stepu to zaiste niecodzienna sytuacja. Medard odparł:
- Masz rację. Zresztą, kto by się przejmował takimi pierdółami, jak wojna trwa w najlepsze. Różnej maści najemnicy zdążają w kierunku karczmy, więc dziwów tu nie zabraknie.
Następnie driada z niesamowitą gracją przedstawiła się dziewczynie. Takim dygiem zaślepiłaby niejednego znawcę savoir-vivre'u rezydującego na dworach królewskich czy w ambasadach - gdzie indziej tacy uczeni nie byli potrzebni. Med, będąc pod wrażeniem, zaczął bić gromkie oklaski. Takiego widoku to się nie spodziewał.
- O, miło mi to słyszeć. Niech zatem będzie. Po zwycięstwie dostaniesz wiedzę, której tak pragniesz, a może i coś więcej... - zamyślił się. Księstwo potrzebowało takich ludzi, może i ten interes okaże się strzałem w dziesiątkę.
Wojsko zbierało się do wymarszu na krwawe oblężenie. Siły będące już na miejscu pomału rozstawiały trebusze, a mamuty bojowe nabierały sił w swych zagrodach. Zapowiadał się widowiskowy koniec Marchii von Hodor.
Avatar użytkownika
Medard
Splatający Przeznaczenie
 
Rasa: Wampir czystej krwi
Aura: Platyna twarda niczym najlepsza stal połyskująca jeszcze względną świeżością, rozpłynie się przed twoimi oczyma, sięgając samego horyzontu. Tam lśni dorównujący jej w nieustępliwości obsydian, odbijając się w gładkich połaciach szlachetnego metalu. Obraz wydaje się prostym, wręcz surowym, zupełnie jakby swoją szlachecką prezencją odpychał cię przed bliższymi oględzinami, gdy jednak przyjrzysz się uważniej zachowując wszystkie zasady dobrego wychowania, uda ci się dostrzec kruszyny cyny skrzące się nieregularnie, przemieszane z giętkimi smużkami srebra i ubarwione ostrymi w dotyku pociągnięciami żelaza. Smak powietrza jest tu ciężki i lepki zupełnie jak przed tropikalną burzą. Niby da się wyczuć posmak łagodności, jednak to gorycz zakończy bukiet, w efekcie kradnąc prawie całą uwagę. Tak przynajmniej myślałeś. Wtedy w twe nozdrza uderzy metaliczny odór krwi, a krzyk agonii prawie namacalnie rozedrze w strzępy otaczający cię świat. Jeszcze tchnienie minie nim wyrównasz oddech próbując się uspokoić i pojąć czego świadkiem właśnie byłeś.
Wygląd: Medard to wysoki mężczyzna o przeciętnej posturze z przechyleniem szali na umięśnioną. Mierzy bowiem sążeń i dwa palce (ok. 188 cm) przy dwóch cetnarach i kamieniu masy (ok. 90 kg). Skóra na jego dłoniach nie należy do najmiększych co świadczy o tym, że swoje przepracował. Kilka palców zdobią sygnety z herbem Aflaque - wyjącym czarnym wilkiem w tarczy (w klejnocie dwa ... (Więcej)

Postprzez Isobel » Pt wrz 12, 2014 6:46 pm

- Och tu nie chodzi o stek - przerwała Medardowi. - Tu chodzi o sam fakt smażenia. I o taką - zaśmiała się - satysfakcję z tego faktu.
Kiedy jednak wspomniał o gnomim wynalazcy zamyśliła się głęboko.
- To zadziwiające. Wygląda na to, że na ten sam pomysł może wpaść równocześnie dwóch wynalazców. To tak jakby ... Jakby niektóre patenty były uniwersalne. No bo na przykład weźmy takie koło ... Proste, więc sporo ludzi musiało na to wpaść, prawda? Lecz im patent trudniejszy tym mniej ... Choć może nie, może to nie polega na tej zasadzie, ale ...
Przerwała. Nie potrafiła znaleźć odpowiednich słów. Mimo wszystko spróbowała.
- Może nie chodzi tyle o jeden pomysł, bo każdy kolejny prowadzi do następnego. Ale o cały zbiór pomysłów. Ale jeśli odkryją je inni nagle coś co było niemożliwe staje się możliwe, co nie? Bo taki żyrokopter ... To nie jest pomysł konkretnego gnoma czy krasnoluda, to jest zbiór pomysłów wynalazców, którzy przed nim pracowali, ale z jego częścią ... Taki pean na cześć nauki i techniki.
Po chwilce zastanowienia ciągnęła dalej.
- Ma pan rację. Za mało jest wynalazców. Za wolny jest postęp techniki. To wszystko przez magię, przez tą przeklętą magię, która nie dość, że zamyka ludziom oczy to jeszcze wprowadza chaos w wynalazki. Ech, świat bez magii byłby rajem techniki.

Uśmiechnęła się na widok driady, która jeszcze przed chwilą wydawała jej się dzika jak zwierzę, a teraz dygnęła przed Isobel jak dama, z goglami udającymi diadem. A właściwie, czemu nie? Zamiast tych wszystkich ciężkich, głupich koron z kamieni nie lepiej by było mieć jakieś funkcjonalne gogle jako symbol władzy, albo i inny wynalazek. Już zaczął w jej umyśle kiełkować koncept.

Wtedy Frigg oświadczyła ... No właśnie, oświadczyła co? Chciała wziąć udział w jakiejś wojnie, prawdopodobnie tej o której Isobel słyszała, z jakimś Podorem, Hodorem czy jakoś tak. To by oznaczało, że powinna znikać. Nie była typem wojownika i nie miała zamiaru zostać wciągniętą w grubszą sprawę. W walce nie opierała się o swoje umiejętności, tylko o swoje gadżety. No, wyjątkiem była walka bliźniaczymi ostrzami, ale i tak już niedawno naprawiała sprzęt. Pierwszy już od dawna przejaw zdrowego rozsądku powiedział jej: Nie mieszaj się, nie twoja sprawa. I, naprawdę, chciała się go posłuchać.

Chcieć, a zrobić to dwie różne rzeczy.

- Można dołączyć do tej wyprawy? - zapytała się z błyskiem w oczach. - Za stosowną zapłatą, oczywiście.
Avatar użytkownika
Isobel
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Liddel,
   Ten gracz nie stworzył jeszcze postaci.

Postprzez Frigg » N wrz 14, 2014 12:16 pm

Ciągłe rozpatrywanie na temat koniny coraz bardziej dręczyło pusty żołądek Frigg. Miała nadzieję, że chociażby stek z chorowitej szkapy będzie podawany w wojskach Karnstein. I tak by się o wiele mocniej nie struła niż już jest.
-Po co takie "machina"? -spytała niepoprawnie, ale to słowo nadal pozostawało dla niej nowością- Niech co lata, lata, a co na ziemi, niech na niej pozostanie. To tak jakby rybę wyjąć z wody i kazać jej oddychać. -rzuciła z niezadowolenie, po czym poprawiła schludnie swoją "koronę"- Natura już zrobiła swoje więc nie warto w nią ingerować. Takie dziwactwa mogą doprowadzić do zagłady.
"I do wygrania Twojej wojny..." pomyślała przelotnie. Przez chwilę milczała, a po jej głowie równie szybko przemknęło następna hasło "...i kolejną, i kolejną...aż wreszcie nawet z mojego marnego drzewa nic nie zostanie".
Powinna się niezmiernie ucieszyć ze zgody, jaką wyraził arystokrata, ale nadal nie byłą pewna czy to nie gryzie się z jej sumieniem. Nie wiedziała czy szala jest wyrównana, czy warto będzie. Wojna tak czy siak się odbędzie, a nie dzieję się bez powodu. Już od dawna nie rozmawiała z praczkami, młodymi dziewczętami na rynku, czy jakimś chociażby przechodnim trubadurem, z nikim kto by ujawnij jej plotki polityczne. A i takim życiem od dawna się nie interesowała. Często owe umowy jakie nawiązywała z wyższymi sferami kończyły się porażką, tak więc i problemy jakiegokolwiek państwa stały się dla niej niczym. Była z resztą zawzięta pacyfistką, jednakże gdyby ktoś zaatakował jej las czy też i jej lud... Broniłaby się. To jedyna wojna, która ma sens. Może i właśnie ów Hodor zagraża jego państwu? Frigg jednak nie końca chyba chciała to wiedzieć. Wolała pozostać w świadomości, że to właśnie Karnstein się broni, a nie atakuje.
Ujęła w dłoni gogle, a jej oczy wypełniły się... właśnie... czymś niecodziennym dla Frigg. Smutkiem?
Wysunęła dłonie w stronę Isobel by oddać te niesamowitą rzecz. Nie za bardzo chciała, ale ona tez by nie oddała sztyletu wykonanego ze smoczej kości (którego, swoją drogą, nadal nie zdobyła). Pewnie te "szkiełka" mierzyły dla dziewczyny taką samą wysoką wartość. Poza tym, dla driady nie były one tak przydatne. I tak nadal nie wiedziała do czego tak na prawdę służą.
Zrobiło się jej jednak o wiele lżej na wieść, że i sama Isobel chce wziąć udział w tym niemałym wydarzeniu. Bała się tylko, że nie poradzi sobie w takim miejscu i pasjonatka "machin" już nigdy nie podzieli się z nikim "szkiełkami".
-Mnie miło słyszeć, że wyraziłeś zgodę na mój udział.
Odparła w stronę wampira z tą samą pewnością siebie, co zazwyczaj. Trzeba było również przyznać, że jego oklaski, mimo wszystko, podniosły driadę na duchu.
Avatar użytkownika
Frigg
Tkacz Gobelinu Życia
 
Inne Postacie: Niviandi, Kvaser, Francine, Kavika, Wiladye, Shantti, Namir, Pliszka, Cedr, Paank, Ruu, Grelia, Lasse,
Ranga: Obrazek
Rasa: Driada
Aura: Silna aura o topazowej poświacie, znacznie ciemniejsza i bardziej matowa, niż się na pierwszy rzut oka wydaje. Ma w sobie chłód leśnej gęstwiny, jest jednocześnie aksamitnie gładka i niebezpiecznie ostra, na kształt płatków jakiegoś dziwnego kwiatu. Wije się i wygina, sprężysta jak młody pęd. Pachnie jak leśny miód, nawet lepi się jak on, ale zawiedzie się ten, kto idąc tym tropem będzie w niej szukać miodowej słodyczy - w smaku jest bowiem bardzo mocno gorzka i pikantna. Z otaczającej ją głębokiej ciszy wyłania się co parę chwil śmiech bawiących się dzieci... ale tylko po to, by zaraz znów w niej zatonąć. W kolorze aury dominuje barachit, ale po prawdzie jest ona jak wianek spleciony ze stu kwiatów, z których każdy ma własny, nieco inny odcień.
Wygląd: Pamiętacie te małą zadziorę sprzed niespełna dziesięciu lat? Mocna sylwetka, umięśnione ciało, mocny chód oraz charakter, który organizm musiał z trudem udźwignąć, bo był o wiele cięższy do strawienia niż kawał dobrego mięcha. Wielu więc zada pytanie, cóż to takiegoż się stało skoro opowieść o tej dziewczynie zaczyna się w ten sposób?
Istotka ta nie zaskakuje ...
(Więcej)

Postprzez Medard » N wrz 14, 2014 1:28 pm

- No, skoro o samo przypiekanie nad ogniem ci chodzi,  to zmienia postać rzeczy. Nie chciałbym się znaleźć w skórze tej twojej szkapiny lub sukinkota, który ci ją sprzedał.
Gdy zeszło na wynalazców i machiny, co do których oboje próbowali przekonać driadę, jak widać z mizernym -no może poza zainteresowaniem goglami- rezultatem, Medard dowiedział się, że nad ulepszeniem żyrokoptera jako takiego pracowały jeszcze jakieś krasnoludy gdzieś na dalekiej Północy. Wot ci niespodzianka! Konwergencja występuje nie tylko w przyrodzie, ale także jest niejako częścią ludzkiej cywilizacji i tworzącej ją techniki. Oby więcej takich niecodziennych zbieżności, a świat stanie się lepszy. O wiele lepszy! Książę odpowiedział:
- Dziwne, jak mówisz, ale prawdziwe. Widać konwergencja występuje nie tylko w naturze, ale także cywilizacje tworzą zbieżne, do złudzenia podobne projekty czy wytwory. Tak też pewnie było w przypadku naszego żyrokoptera. Od koła, na które wpaść mogło i kilkuset łebskich naraz do skopmlikowanej maszynerii latającego statku droga jak widać niedaleka. Wiemy o dwóch, lecz gdzieś na Odległych Lądach jakiś tubylec może właśnie testuje kolejny model? I to jest cecha świata, którą podziwiam! Świat nie lubi próżni - gdy pojawia się wolna nisza, zaraz przyłażą stworki, pragnące uszczknąć co nieco dla siebie i swoich ziomków. I tak ma być, bo to się sprawdza.
Upił nieco miodu i piał peany na cześć wytworu umysłu, jakim był niewątpliwie ów latający statek:
- Jest tak jak właśnie powiedziałaś. Wynalazca żyrokoptera -gnom czy krasnolud- korzystał z setek, jeśli nie tysięcy patentów na każdy kolejny składnik. Każdy trybik w ogromnej machinerii miał przecież swego konstruktora! -uniósł puchar i zaintonował:
-Wypijmy więc za nich wszystkich! Od rzemyczka do koniczka, od trybiczka do żyrokopterka! Niech chociaż po śmierci pamięć o nich trwa! Szybkimi łykami opróżnił swój puchar, a niedługo potem Frigg znów marudziła na temat użyteczności latających machin.
- Wyobraź sobie, iż taki dajmy na to sum wyciągnięty z wody i położony gdzieś tam na lądzie, odnajdzie drogę do domu i nie zdechnie. Oddycha bowiem także powietrzem, cwana bestia. Podobnie jest z żyrokopterem. Taki wynalazek może być użyty do skuteczniejszego zwalczania pożarów twego ukochanego lasu, rozrzucania zeń lekarstw dla chorych zwierząt czy obrony domu przed takim kłusownikiem bądź wojskami buńczucznego króla. Tak poza tym ta twoja "korona" to też swego rodzaju machina, dziwactwo cywilizacji czy inny demon, a przecież tak ci się podoba! Bez postępu nie miałabyś okazji ujrzeć czegoś tak fascynującego i pięknego w swej prostocie.
- Zaiste, jest dokładnie tak jak mówisz. Szkoda, że świat wydaje się należeć do niedorozwiniętych barbarzyńców i tłumoków wymachujących czymś ciężkim wte i we wte., a bierna masa nie reaguje... Postęp by to szybciutko zmienił, ale czarodziejom i domorosłym czarownikom toto nie na rękę - straciliby władzę. To samo szamaństwo - trzeba tępić zabobon, a nie dodawać mu paliwa i rozprzestrzeniać wśród innych ludów. Słupa nie przekonasz, a tak czy srak - rzyć zawsze z tyłu. Może kiedyś będzie lepiej - i właśnie z tego powodu powstał Karnstein ze swoim przesłaniem... Nie będę już zanudzać i daruj sobie tego pana, nie jestem aż tak stary. - zaśmiał się.
- Oczywiście, że tak. Każdy może stać się uczestnikiem tych wydarzeń, jeśli tylko tego chce. Nieważne z jakich pobudek. A co do wynagrodzenia - co proponujesz?  - potem skierował się w stronę Frigg i dodał:
- To mnie jest miło, że taka osoba stoi po mojej stronie. Kto wie, może kiedyś będę musiał się nauczyć zawiadywać driadami? Nigdy nie wiadomo, kto zasiedli tereny okalające rezerwat drachenberski. Ktoś musi - zaśmiał się, ale był to przyjazny śmiech.
Avatar użytkownika
Medard
Splatający Przeznaczenie
 
Rasa: Wampir czystej krwi
Aura: Platyna twarda niczym najlepsza stal połyskująca jeszcze względną świeżością, rozpłynie się przed twoimi oczyma, sięgając samego horyzontu. Tam lśni dorównujący jej w nieustępliwości obsydian, odbijając się w gładkich połaciach szlachetnego metalu. Obraz wydaje się prostym, wręcz surowym, zupełnie jakby swoją szlachecką prezencją odpychał cię przed bliższymi oględzinami, gdy jednak przyjrzysz się uważniej zachowując wszystkie zasady dobrego wychowania, uda ci się dostrzec kruszyny cyny skrzące się nieregularnie, przemieszane z giętkimi smużkami srebra i ubarwione ostrymi w dotyku pociągnięciami żelaza. Smak powietrza jest tu ciężki i lepki zupełnie jak przed tropikalną burzą. Niby da się wyczuć posmak łagodności, jednak to gorycz zakończy bukiet, w efekcie kradnąc prawie całą uwagę. Tak przynajmniej myślałeś. Wtedy w twe nozdrza uderzy metaliczny odór krwi, a krzyk agonii prawie namacalnie rozedrze w strzępy otaczający cię świat. Jeszcze tchnienie minie nim wyrównasz oddech próbując się uspokoić i pojąć czego świadkiem właśnie byłeś.
Wygląd: Medard to wysoki mężczyzna o przeciętnej posturze z przechyleniem szali na umięśnioną. Mierzy bowiem sążeń i dwa palce (ok. 188 cm) przy dwóch cetnarach i kamieniu masy (ok. 90 kg). Skóra na jego dłoniach nie należy do najmiększych co świadczy o tym, że swoje przepracował. Kilka palców zdobią sygnety z herbem Aflaque - wyjącym czarnym wilkiem w tarczy (w klejnocie dwa ... (Więcej)

Postprzez Isobel » N wrz 14, 2014 6:11 pm

Zaśmiała się. Uwaga Medarda kończyła już temat koniny. Chyba.

Podobało jej się, że arystokrata podziela jej zdanie na temat postępu. Wprawdzie nie była pewna czym jest konwergencja, ale założyła, że oznacza to powstawanie czegoś równocześnie w dwóch miejscach. Zgadzała się z jego każdym słowem i gdy wampir wzniósł toast nie mogła powstrzymać się, by nie uczynić tego samego.
- Za pęd człowieka ku technice, ku nauce, ku nieskończoności! - zawołała i uniosła w górę swój kufel z piwem. Zamiast jednak wypić do dna skrzywiła się. Doprawdy, piwo w tej karczmie jakimś cudem robiło się coraz gorsze z minuty na minutę.

Jak tylko Medard skończył tłumaczyć Frigg cuda mechaniki, Isobel radośnie wtrąciła swoje trzy grosze.
- Pójdźmy dalej. W warowniach krasnoludów już rozpoczynają się prace nad maszynami, które mogłyby zastąpić wozy dzięki samej mocy pary. Wprawdzie są jeszcze dość zawodne, ale nie minie rok, dwa i może uda się usunąć wszystkie drobne usterki albo chociaż naprawić je magią. Wyobraź sobie, cóż to by była za moc! Zamiast nieporadnych wozów, które muszą ciągnąć konie maszyny mogące sto, nie, tysiąc razy więcej pomieścić i tysiąc razy szybciej przewieźć niż konie! Tony ryb, które byś zakupiła na Wybrzeżu Cienia już następnego dnia pojawiły by się tutaj, w Karnstein! I to wszystko bez użycia magii, tańsze, a co za tym idzie bardziej dostępne dla zwykłego człowieka! Tylko nieliczni mogą się obecnie wzbić w przestworza, magowie, smoki, anioły ... Z techniką może to zrobić każdy, absolutnie! Technika sprawia, że wszyscy wreszcie są równi, niezależnie od rasy. A pomyśl o ile łatwiej możnaby produkować przedmioty za pomocą techniki! Jeden dzień a miałabyś masę książek, które nauczą przyszłych lekarzy, prawników, budowniczych. Wynalazców ...
Isobel wreszcie przerwała i po chwili wahania sięgnęła po miód. Wolała już zapłacić każdą sumę niż pić to piwo. Zwilżyła gardło, tymczasem Medard mówił o zabobonach i władzy magów. Miał racje.
- Szkoda, że to tylko Karnstein jest takie postępowe. Każda istota powinna zrozumieć, że magia jest tylko dla nielicznych, mechanika dla wszystkich. Technika jest darem, nie przekleństwem. Darem.

Wynagrodzenie ... O tak, to by się jej przydało. Ale po głowie cały czas krążyły jej owe gnomie plany. Przygryzła wargę. Musiała zażądać wiele - wiele potrzebowała. Ale czy arystokrata się zgodzi?
- Potrzebuję pieniędzy ... Sporo pieniędzy. Jak wiesz nauka jest kosztowna - uśmiechnęła się. - Ale przede wszystkim interesują mnie owe gnomie plany, pragnę je zobaczyć i ... skopiować, o ile to będzie możliwe - powiedziała szczerze. Zamyśliła się na chwilę i w końcu dodała - Będę potrzebować też konia. Ale jakiegoś posłusznego, by nie zachowywał się jakby miał uraz do całego świata.

Przerwało jej zawodzenie trąb. Wojsko zaczęło się wysypywać na zewnątrz, masa ludzi wylewała się z nędznej małej gospody. Isobel złapała mocniej swoją torbę i odsunęła się na bok, starając się nie stać na drodze bardziej podchmielonym wojakom. Dlaczego wszyscy nagle wychodzą? Odwróciła się do Medarda. On tu się zdawał dowodzić.

- Co się tu dzieje?
Avatar użytkownika
Isobel
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Liddel,
   Ten gracz nie stworzył jeszcze postaci.

Postprzez Frigg » Wt wrz 16, 2014 2:43 pm

Konwergencja kojarzyła się Frigg wyłącznie z wykorzystywaniem mięśni prostych przyśrodkowych oczu, czyli z robieniem tak zwanego potocznie zeza. Nie potrafiła, a może i nawet za bardzo nie chciała, przekładać tego na aspekt społeczny. Uważnie wysłuchała wypowiedzi swoich towarzyszy, ale od początku było widać jej zdecydowany protest. Nie sprzeciwiała się temu by świat się rozwijał. W końcu gdyby nie odkryto magi życia to wąchałaby kwiatki od spodu. Jednakże wynajdywanie nowych bakterii, nowego sposobu leczenia bądź odkrycie nowego czaru nie było zmianą w naturze. Raczej poznanie wszystkiego co nieznane, ale nie zmienianie tego co jest. Jeżeli miała już w coś wierzyć to z pewnością wierzyła w Matkę Nature.
Co prawda w obecnym momencie nie miała w posiadaniu jakiegokolwiek trunku, ale gdyby nawet dzierżyłaby w ręce kufel piwa i tak by się nie napiła. Nie chciała tym nikogo urazić, po prostu twardo tkwiła w swoich przekonaniach.
-Właśnie...-mruknęła pod nosem-... świat jest pełen barbarzyńców i taki ćwok może tylko dopaść tych waszych cudnych "machin", po czym spalić mój las z góry, bo pewnie te żro...żytro... żryo coś tam będzie można ulepszyć, pf. -urażona założyła dłonie na wysokości piersi- A natura stworzyła suma takiego jakim jest, albo i stworzyła go takiego by mógł rozwinąć te umiejętność - oddychania poza wodą. Nikt go nie czarował, nikt mu nie dał żadnej machiny. Takim go natura stworzyła. -wciąż upierała się przy swoim- Poza tym, kto wie do czego to doprowadzi, ta technika. Jakim kosztem zapłacą wszystkie istoty tego świata, kiedy wymyśli się coraz więcej ustrojstw i kto wie czy nie bardziej niebezpiecznych, czy warto będzie tyle zapłacić. Póki co to marzenia zwykłych kreatorów, którzy chcą wzbić się w niebo jak anioły, ale kiedyś...-ostatnie zdanie wypowiedziała już szeptem, jakby sama do siebie.
Tak, machiny mogą służyć do wielu rzeczy. Wszystko z resztą ma swoje dwie strony medalu. Mimo to wolała pozostać w swoim lesie bez "szkiełek".
Frigg, wbrew pozorom, miała słabość do ludzi kreatywnych i z pasją. Taką osóbką było ludzka dziewczyna, która stała tuż obok niej. Nie miała jej za złe jej sposobu myślenia. Isobel wręcz przesycona była pasją - udowadniała to chociażby przez długie wypowiedzi na ten temat. Nie chciała stworzyć rzeczy do zabijania, ale to nie oznacza, że nikt by jej wynalazków do tego by nie wykorzystał.
-Twoja kreatywność jest darem. A technika... technika w pewnym sensie tym samym co magią, w nieodpowiednich rękach. -myślała na głos- Nigdy nie wiadomo co do czego jest w stanie doprowadzić.
"Właśnie z tego powodu powstał Karnstein ze swoim przesłaniem" - powtórzyła w myślach i momentalnie to księstwo stało się dla niej jeszcze bardziej odległe. Wystarczyło, że drażnił ją widok mrocznych elfów, a niemało ich widziała po drodze!
Karnstein nie było to miejscem ponurym dla Frigg, ale ciemnym, a przez to jakby pozbawione i życia. A jednak to właśnie tutaj technika ma iść do przodu i gromadzić pasjonatów tworzących wynalazki. Nigdy nie czuła się tutaj swojsko, teraz zaś chciała już tutaj nigdy nie wracać. Nie mogła w żaden sposób powiązać się z tym terenem - była tu po prostu obca.
Śmiech arystokraty zadziwił driadę. Nie było to dla niej codziennością spotkać kogoś tak odrębnego, prawdziwego i potrafiącym się uśmiechnąć będąc na tym szczeblu.
Odwzajemniła się szerokim uśmiechem.
-Najpierw to musisz jakiekolwiek znaleźć! W końcu jesteśmy mistrzyniami chowania się w lasach! -stwierdziła żartobliwie, dumnie unosząc przy tym głowę. Ostatnia wzmianka o koniu również ją rozbawiła - Uwierz mi, że zwierzęta mają często duże wymagania co do swoich jeźdźców! -po rzuceniu tego hasła zastanowiła się drugi raz- Nie żebyś była zła! -zamachała dłońmi, chcąc się wybronić - Czasem to koń zachowuję się jak księżną z czystego rodu. Coś o tym wiem...
Driada nigdy nie przepadała na czymś jeździć, bo zawsze każda ze stron miała wymagania. Akurat do konnej jazdy miała wyjątkowy uraz po ostatniej szkapie, która zrzuciła ją z grzbietu podczas ucieczki. Od tamtej pory już nie dosiada żadnych zwierząt, chociaż tak bardzo chciała się tego nauczyć.
Trąby ogarnęły całą okolice, a w jej myślach zawdzięczało imię "Medard". Jakby kiedyś już je słyszała...
W Karnstein nie była od...
Właśnie. Nawet nie pamięta ilu lat. Jej wspomnieniom umknęły również imiona i nazwiska ludzi wysoko urodzonych.
-To już czas, prawda?
Avatar użytkownika
Frigg
Tkacz Gobelinu Życia
 
Inne Postacie: Niviandi, Kvaser, Francine, Kavika, Wiladye, Shantti, Namir, Pliszka, Cedr, Paank, Ruu, Grelia, Lasse,
Ranga: Obrazek
Rasa: Driada
Aura: Silna aura o topazowej poświacie, znacznie ciemniejsza i bardziej matowa, niż się na pierwszy rzut oka wydaje. Ma w sobie chłód leśnej gęstwiny, jest jednocześnie aksamitnie gładka i niebezpiecznie ostra, na kształt płatków jakiegoś dziwnego kwiatu. Wije się i wygina, sprężysta jak młody pęd. Pachnie jak leśny miód, nawet lepi się jak on, ale zawiedzie się ten, kto idąc tym tropem będzie w niej szukać miodowej słodyczy - w smaku jest bowiem bardzo mocno gorzka i pikantna. Z otaczającej ją głębokiej ciszy wyłania się co parę chwil śmiech bawiących się dzieci... ale tylko po to, by zaraz znów w niej zatonąć. W kolorze aury dominuje barachit, ale po prawdzie jest ona jak wianek spleciony ze stu kwiatów, z których każdy ma własny, nieco inny odcień.
Wygląd: Pamiętacie te małą zadziorę sprzed niespełna dziesięciu lat? Mocna sylwetka, umięśnione ciało, mocny chód oraz charakter, który organizm musiał z trudem udźwignąć, bo był o wiele cięższy do strawienia niż kawał dobrego mięcha. Wielu więc zada pytanie, cóż to takiegoż się stało skoro opowieść o tej dziewczynie zaczyna się w ten sposób?
Istotka ta nie zaskakuje ...
(Więcej)

Postprzez Medard » Wt wrz 16, 2014 3:55 pm

Temat koniny i jej przyrządzania odszedł do lamusa - może ktoś kiedyś przy odrobinie szczęścia i alkoholu w żyłach zdoła ponownie go odkurzyć. Tymczasem życie jak i tok rozmowy biegły własnymi torami, niezależnie od innych nawet całkiem wymyślnych czynników.
- Za nas i za postęp! Ku temu, o czym tak ładnie, z przejęciem i swadą opowiadasz. - wychylił resztę miodu z pucharu, po czym zorientował się, że Frigg wrzuciła w ten dialog swoje kilka ruenów, więc postarał się jej odpowiedzieć. Dzikie toto z lasu, zero pojęcia o technice, ale czy skazane na wymarcie? Rzucił zatem szybciutko, od czasu do czasu popijając miód z pucharu:
- Aj - aj! Fakt, dzikusów wymachujących maczugami nigdzie nie brakuje. Nie zmienia to zasady, iż na każdą akcję zawsze prędzej czy później przychodzi odpowiedź z przeciwnej strony.  Załóżmy, że przykładowy dzikus dorwie się do tych naszych żryo-cosiów, jak to powiedziałaś i zaatakuje las, chociaż nie mam bladego pojęcia, czemu miałby to robić. Przecież dla barbarzyńców las jest bezwartościowy. Ominą go szerokim łukiem i to bez wahania. Gdyby jednak coś go tknęło i zdecydowałby się na nalot, spotkałaby go niemiła niespodzianka. Powitałby go grad pocisków kierowanych z ziemi -niczym syf wyrzucany przez aktywny wulkan- niszczących machiny tak, że nie zostaje z nich nawet garstka popiołów, gdyż wiatr wszystko rozniesie po okolicy. Mieszkańcy nie pozostaną bezbronni. Kusza powtarzalna czy krasnoludzki samopał po wyciszeniu i zredukowaniu odrzutu to prawie jeden pies. Małpa nauczyłaby się to obsługiwać, chociaż nie chciałbym być na miejscu tresera, gdyby coś poszło nie tak... - zaśmiał się, widząc w oczach umysłu małpiszona celującego do kłusownika z samopału. Komiczny widok!
- W rzeczy samej, nie trzeba nic dodawać. Trzeba tylko znaleźć te mózgi, sprowadzić je tutaj i dać wolną rękę do tworzenia nowych machin.
Nie przerywał słowotoku dziewczyny chowanej wśród krasnoludów. W chwili, gdy wymieniała szczęśliwców mogących swobodnie szybować w niebiosach, dodał bez wahania:
- Wampiry. Ech, mały nietoperz, a tyle namieszał - rzucił ot tak, nawet nie zastanawiając się, czy którakolwiek z rozmówczyń zrozumie specyficzne nawiązanie do dawnych dziejów Łuski i zamieszkujących ją ras...
- Zawojujemy świat tymi wytworami! Zwykły człowiek sięgnie przestworzy ! - dodał po chwili, po czym znowu sięgnął po miód z dzbana.
- Właśnie, no, może jeszcze państwa krasnoludzkie i gnomie gdzieś daleko na Północy, ale gdzie mi tam do nich...
Tymczasem driada nadal nie była przekonana do postępu technicznego. Zupełnie jakby ktoś dzięki niemu miał pozbawić ją jej leśnego królestwa, o ile takowe istniało. Wzmianek o sumie nie skomentował - po co, to nie wnosiłoby nic nowego. Rzucił tylko:
- Sum nie, ale syreny to inna bajka. Robią w morzach taki sam syf jak my na lądzie. Mają magię, nie wiem, czy dysponują jakimiś machinami, lecz jest to wielce prawdopodobne.
Upił miodu z pucharu i  odpowiedział na zadane przez Isobel pytania tyczące się spodziewanej nagrody.
- Zobaczymy jak sytuacja się rozwinie, ale dostaniesz swoja nagrodę. Co do wierzchowca zaś - niestety nie dysponujemy takim koniem, którego byś chciała. Jest za to pełen wybór wielbłądów - kilka łazi samopas przed karczmą. Ten albinos wygląda całkiem obiecująco... - zamyślił się, a miał oko do wynajdywania unikatowych wierzchowców, bo trudno baktriana określić mianem rumaka.
- A, masz też dostęp do tego, co gnomy po sobie zostawiły. Jest trochę tego towaru... - dodał.
Driada nawiązała do wcześniejszego wątku o zawiadywaniu mieszkańcami lasów. Książę, nie będąc dłużnym, odpowiedział:
- W kupieckim Vaerren widywałem je całymi grupami. Nie wiem, czego tam szukają, ani też co je popchnęło do tak niecodziennych zachowań. Kilka rodzin od pokoleń zamieszkuje to miasto i nawet dorobiło się całkiem sporych sum. Naerin z Vaerren -dajmy na to- została obrana jednym z rajców, więc wiesz. Jakieś doświadczenie w tym temacie się ma, no ale to nie są typowo leśne driady...
Żołdactwo i regularne wojsko opróżniało karczmę na głosy trąb i rogów. Pierwsze kolumny już wyruszyły na miejsce przeznaczenia, a przez otwarte okno wleciał kruczy posłaniec z tajnym listem przyczepionym do jednej z łap. Med rozwinął go i pozwolił ptakowi odpocząć po ciężkim locie. Treść zachował dla siebie, ale wszystko przebiegało zgodnie z oczekiwaniami. Król demarski miał dosyć wybryków nielojalnego wasala i pozostawił gagatka własnemu losowi. Niechaj wypije piwo, którego sobie nawarzył.
- Sygnał wymarszu. Wojsko z karczmy wyrusza na bój. Wreszcie. Dosyć tego przesiadywania po próżnicy, ale inaczej zrobiłyby się zatory, a i dukty stepowe by nie wytrzymały takiej nawały ludzi, wierzchowców i sprzętu... My jeszcze zostaniemy, poczekamy, aż zrobi się luźniej. - oznajmił.
Avatar użytkownika
Medard
Splatający Przeznaczenie
 
Rasa: Wampir czystej krwi
Aura: Platyna twarda niczym najlepsza stal połyskująca jeszcze względną świeżością, rozpłynie się przed twoimi oczyma, sięgając samego horyzontu. Tam lśni dorównujący jej w nieustępliwości obsydian, odbijając się w gładkich połaciach szlachetnego metalu. Obraz wydaje się prostym, wręcz surowym, zupełnie jakby swoją szlachecką prezencją odpychał cię przed bliższymi oględzinami, gdy jednak przyjrzysz się uważniej zachowując wszystkie zasady dobrego wychowania, uda ci się dostrzec kruszyny cyny skrzące się nieregularnie, przemieszane z giętkimi smużkami srebra i ubarwione ostrymi w dotyku pociągnięciami żelaza. Smak powietrza jest tu ciężki i lepki zupełnie jak przed tropikalną burzą. Niby da się wyczuć posmak łagodności, jednak to gorycz zakończy bukiet, w efekcie kradnąc prawie całą uwagę. Tak przynajmniej myślałeś. Wtedy w twe nozdrza uderzy metaliczny odór krwi, a krzyk agonii prawie namacalnie rozedrze w strzępy otaczający cię świat. Jeszcze tchnienie minie nim wyrównasz oddech próbując się uspokoić i pojąć czego świadkiem właśnie byłeś.
Wygląd: Medard to wysoki mężczyzna o przeciętnej posturze z przechyleniem szali na umięśnioną. Mierzy bowiem sążeń i dwa palce (ok. 188 cm) przy dwóch cetnarach i kamieniu masy (ok. 90 kg). Skóra na jego dłoniach nie należy do najmiększych co świadczy o tym, że swoje przepracował. Kilka palców zdobią sygnety z herbem Aflaque - wyjącym czarnym wilkiem w tarczy (w klejnocie dwa ... (Więcej)

Postprzez Isobel » Śr wrz 17, 2014 7:45 pm

Fakt, że Frigg wyrażała protest paradoksalnie ucieszył Isobel. Zauważyła, że driada nie zamierzała dołączyć się do toastu, ale nie uraziło jej. Doskonale rozumiała potrzebę własnego zdania, co więcej wolała nawet by to zdanie było całkowicie przeciwne jej poglądom. Cóż by to była bowiem za dyskusja gdyby każdy zgadzał się ze sobą?
Dlatego gdy tylko Medard skończył komentować obiekcje driady i ona rozpoczęła wywód.
- Poza tym chciałabym widzieć jak taki ćwok obsługuje żyrokopter. Prędzej zrobi sobie krzywdę niż innym, a najbardziej ucierpi na tym maszyna. Pomyśl tylko! Taki wytwór techniki zawsze jest trudne w obsłudze, to nie są przecież gogle. Żeby móc sterować latającą maszyną trzeba wiedzieć jak ją obsłużyć, a i tak jest to ciężkie niemiłosiernie, wierz mi. Zwykły człowiek może latać, ale ... No, jako pasażer. Chyba, że nie jest głupi, to wtedy sterować się nauczy, ale i tak to może trwać miesiące, może lata ... W zależności od maszyny. Poza tym, jak wspomniał Medard, na jedną broń znajdzie się zawsze inna. Nosił wilk razy kilka, ponieśli i wilka - zaśmiała się.
- Ale w pewnym sensie masz rację. Co będzie jeśli do tych cudownych machin dopnie się ktoś o złych intencjach? - Dziewczyna westchnęła. - To nie musi być ktoś głupi, przecież tyle zniszczeń dokonywali ludzie inteligentni ... Ryzyko istnieje. Jest realne i musimy się z nim liczyć. Ale tak samo należy się obawiać, czy ktoś nie użyje magii przeciwko światu. Obiekcje zawsze będą istniały, wiesz? Nawet ja czasem myślę nad takimi konsekwencjami. Myślę jednak, że magia jest o wiele bardziej niebezpieczna, no bo w końcu maszynę można powtrzymać bardzo łatwo, wystarczy wiedzieć jak. Maga już niekoniecznie ...
Nawiązanie arystokraty zbiło ją z tropu.
- Mógłbyś proszę wyjaśnić o co chodzi z tym nietoperzem? - poprosiła. Co do uwagi dotyczącej sprowadzania wynalazców ... Wysłała Medardowi uśmiech. Wprawdzie Karnstein rzeczywiście jeszcze nie dorównywał miastom północy, ale miał pewien potencjał. Potrzebny był tylko ktoś, kto by go wykorzystał ...

Spodobał jej się przykład Frigg, ten z sumem.
- Eee tam, to mechanika musi trzymać się praw świata, a magia ją łamie. No pomyśl, czy natura stworzyła drewno by wybuchało samoistnie ogniem? A przecież mag może nagiąć świat by się tak stało. Za to mechanika odkrywa prawa świata i zamiast je naginać uczy jak je wykorzystać. Zaś koszty zawsze będą istniały.Ale to co technika w zamian daje ... To jest bezcenne.

Komplement Frigg udyerzył ją niespodziewanie pozostawiając ślady czerwieni na policzkach. To naprawdę miłe być docenionym przez inną osobę , zwłaszcza taką, która jest przeciwko technice.
- Jeśli moja kreatywność jest darem, to myślenie jest błogosławieństwem ... którym, na szczęście, i ty, i ja możemy się cieszyć - zripostowała niezdarnie.

Zgodę Medarda na jej żądania przyjęła prostym skinieniem głowy. Spodobał się też pomysł przyjęcia wielbłąda.
- Albinos powiadasz? Mmm ... Wierzchowiec o tak niezwykłej barwie, do tego wielbłąd ... ale będe się wyróżniać, nie ma co. O, i jeśli niektóre konie sądzą, że są co najmniej księżnymi to moja klacz, a raczej już była klacz, twierdzi, że jest cesarzową - zwróciła się do Frigg. - Najwidoczniej mamy podobne doświadczenia - westchnęła współczująco.
Przez umysł przemknął jej pomysł na dyser- cośtam naukowe na temat zadziwiających zdolności krnąbrnych koni do zbliżania ludzi. Roześmiała się.

Okazało się, że jednak zostaną w karczmie jeszcze chwilę. Miło, przynajmniej będzie miała czas, by wypytać Medarda o co dokładniej się będzie toczyć to wszystko. Najpierw jednak czekały pytania najważniejsze.
- Kiedy zatem wyruszamy? - powiedziała, przysuwając sobie stołek. Skoro będą czekać, to niech przynajmniej wie ile. - Będzie czas, by jeszcze przed całą awanturą coś przekąsić? I jaka będzie , jeśli wolno mi się spytać w twoim imieniu,  Frigg,, nasza rola?
Avatar użytkownika
Isobel
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Liddel,
   Ten gracz nie stworzył jeszcze postaci.

Postprzez Frigg » Cz wrz 18, 2014 4:14 pm

-Małpa i żyrocoś?
I wówczas Frigg wyobraziła sobie małą małpkę, w cyrkowej kamizelce, która wsiada do dziwacznego żyrocosiu. Owej machiny nigdy na oczy nie widziała więc nie mogła się zdecydować na żadną jej rozlazłą wersję. Jedna z nich miała zabawny kosz na rządzącego ustrojstwem o skrzydłach nietoperza, kolejna była wielkim kwadratowym klocem o prostych wystających szkieletach, do których przymocowany był materiał tworząc w ten sposób skrzydła. Przy okazji, mała flaga robiła za sterownik. Wyobrażeń o żyrocosiu miała wiele, ale żadne chyba nie było adekwatne do reali.
-Może nie koniecznie małpa, ale osoba o małpim mózgu może się tego dopaść -stwierdziła - Sam wiesz...-zaczęła na nowo kierując te słowa w stronę Medarda -... że ludzie, jak i nieludzie, są powszechnymi idiotami. Nie wiem kto i po co miałby podpalać las, z machiną czy i bez niej, magią bądź i jej braku, nikt tak na prawdę nie ma powodu. Zwykła głupota lub władza czy chęć posiadania więcej, ot co sprawia, że ktoś chce podpalić las. A co takiego ma las? Potrzebny jest do tartaków i zapewne do waszych machin, do tworzenia ich szkieletów i konstrukcji, a później wepchnięcia w tego odrobinę duszy poprzez magię, której tak bardzo jesteście przeciwko. -ostatnie zdania równie wyraźnie skierowała do Isobel. - Bo kto, jak nie inny da wam drzewo? Elfy i driady. Tylko elfy schowają się w górach, wylądują na pustyniach, zbudują nowe państwa, które będą chciały zwyciężyć bądź przebić pomysłowością Waszych machin. A driady? Driada nie zrodzi się na nowo. Pozostanie legendą, ot leśnym stworem, który będzie porywał niegrzeczne dzieci.
Na chwilę myślami przystanęła nad nietoperzem. Nietoperz... nietoperz... nałogowo powtarzała sobie to hasło w myślach chcąc odnaleźć te wspomnienia, które tlą się w jej głowie. Kiedy ostatnio tu była... Ach! Gdyby to były słowa z pewnością miałaby je na końcu języka!
- W sumie... żaden czarodziej, mag czy też i wiedźma, nie odkryli skąd tak na prawdę bierze się magia. Trudno więc powiedzieć czy powstaje zgodnie czy też i sprzecznie z zasadami natury...-mruknęła w zamyśleniu - A przestworzy można sięgnąć lecąc na smoku albo innym latającym stworzeniu, o! -dorzuciła szybko.
Kątem oka dostrzegła, że na policzkach dziewczyny maluje się zaczerwienienie. Była tym zaskoczona równie mocno co żartami arystokraty.
Komplement jednak nie wywołał w niej, jak zgadywała driada, oczekiwanych efektów. Uniosła wysoko brew spoglądając na nią pytająco. Schlebianie Frigg było jak stąpanie po cienkim lodzie. Nigdy nie była przekonana do tego typu konwersacji, aczkolwiek sama dopiero co nieumyślnie wypowiedziała podobne słowa skierowane do Isobel. Mimo to, uśmiechnęła się do niej delikatnie, chcąc pokazać, że nie została tym urażona. Zielono-skóra istotka nie była nawet świadoma, że w głębi duszy, sprawiło jej to przyjemność.
Myślami na chwilę odleciało do swoich sióstr. Driady w Vaerren?
-Gdzie dokładnie znajduję się w Vaerren? -próbowała odtworzyć mapę swoich szlaków, jednakże nigdzie nie mogła odnaleźć tego miejsca.
Gdziekolwiek by to jednak nie było, driady nie wychodziły z lasu, bo po co? Tylko Frigg była rodzynkiem, ale ona była do tego zmuszona! Zielono-skórne istoty umiłowały sobie drzewa i zapach mchu. I co oznacza określenie "nietypowe leśne driady?". Mocno się tym zmartwiła, ale nie miała odkrywać swoich uczuć i emocji. Nie wiedziała nawet, co tak na prawdę myślą jej siostry o niej samej. Czy w ich oczach nadal pozostała zabójcą? W końcu takim mianem określał ją ojciec i rozsiewał nienawiść driad do panny Lysberg.
"Medard..." powtarzała uciążliwie w myślach - "Medard...". Kim on był? Generałem? Nie...oni nie są tacy wykwintni. Też nie zwykły arystokrata z dworu, bo skąd te tajemnicze listy?
Usiadła na krześle by potowarzyszyć przy tym ludzkiej dziewczynie. Wygodnie ułożyła plecy o oparcie, nakładając nogę na nogę. Palce zastukały rytmicznie o podłokietnik.
"Medard...". Myślami wciąż próbowała wygrzebać to COŚ ze wspomnień. Była w tedy w Danee, na rynku. Elfy plotkowały na temat nie aż tak starego księstwa jakim było Karnstein. Niektórzy byli przeciw ideą, którymi kierował się niemalże świeżo upieczony książę tamtejszych terenów. Były zbyt... nowoczesne. Byli też i tacy, którzy nie mieli nic przeciwko - w końcu każdy książę kieruję się to innymi wartościami. Frigg już wielokrotnie obiło się o uszy na temat Karnstein, jednak nigdy nie słyszała o nowoczesności tego księstwa. Chciała je zobaczyć z bliska i dowiedzieć się czy ma rzeczywiście więcej do zaoferowania niż ostatnim razem.
"Medard Alaric Ulrich von Karnstein de Nasfiret!"
Sam książę Karsnetin stoi tuż przy niej! Wampir z krwi i kości!
Aż drgnęła gwałtownie na krześle i spojrzała na mężczyznę wielkimi oczami. Przełknęła dyskretnie ślinę. Tajemnica jej wspomnień i nietoperza, została rozwikłana.
-Właśnie... jaką rolę będziemy odgrywały w tym wydarzeniu? -powtórzyła nieco tempo po Isobel.
Avatar użytkownika
Frigg
Tkacz Gobelinu Życia
 
Inne Postacie: Niviandi, Kvaser, Francine, Kavika, Wiladye, Shantti, Namir, Pliszka, Cedr, Paank, Ruu, Grelia, Lasse,
Ranga: Obrazek
Rasa: Driada
Aura: Silna aura o topazowej poświacie, znacznie ciemniejsza i bardziej matowa, niż się na pierwszy rzut oka wydaje. Ma w sobie chłód leśnej gęstwiny, jest jednocześnie aksamitnie gładka i niebezpiecznie ostra, na kształt płatków jakiegoś dziwnego kwiatu. Wije się i wygina, sprężysta jak młody pęd. Pachnie jak leśny miód, nawet lepi się jak on, ale zawiedzie się ten, kto idąc tym tropem będzie w niej szukać miodowej słodyczy - w smaku jest bowiem bardzo mocno gorzka i pikantna. Z otaczającej ją głębokiej ciszy wyłania się co parę chwil śmiech bawiących się dzieci... ale tylko po to, by zaraz znów w niej zatonąć. W kolorze aury dominuje barachit, ale po prawdzie jest ona jak wianek spleciony ze stu kwiatów, z których każdy ma własny, nieco inny odcień.
Wygląd: Pamiętacie te małą zadziorę sprzed niespełna dziesięciu lat? Mocna sylwetka, umięśnione ciało, mocny chód oraz charakter, który organizm musiał z trudem udźwignąć, bo był o wiele cięższy do strawienia niż kawał dobrego mięcha. Wielu więc zada pytanie, cóż to takiegoż się stało skoro opowieść o tej dziewczynie zaczyna się w ten sposób?
Istotka ta nie zaskakuje ...
(Więcej)

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Księstwo Karnstein

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron