[Księstwo Karnstein] Przystanek w podróży.


Miasta Karnsteinu są istnym kotłem, do którego wrzucono wielość nacji i upodobań architektonicznych. Wystawne domy w kolorach purpury i złota sąsiadują tutaj z dzielnicami, w których budowle mają być przede wszystkim funkcjonalne. Proste domy ułożone wśród wąskich, równoległych uliczek, wyłożonych kamieniami, zamieszkiwane są głównie przez mroczne elfy, dla których przepych jest zbędny. Po przeciwnej stronie są budowle, które zaskakują dbałością o szczegóły. Kolumny z głowicami przedstawiającymi sceny z legend.

Postprzez Medard » So kwi 12, 2014 8:14 pm

Chlew tętnił życiem, zewsząd dobiegał gwar rozmów rozbawionych biesiadników, stukot i brzęk kufli, kielonów, pucharów i szklanic rozlegał się het, daleko poza obrębem lokalu. Dzień jak co dzień, żyć, nie umierać!
Tymczasem Medard, znudzony oczekiwaniem na Rish, która raczej nie miała ochoty wracać, przejął proponowany mu dzban wina. Wychylił go jednym haustem i pożegnawszy karczmarza, udał się w kierunku wyjścia.
Po rozróbie centaurów nie było już praktycznie żadnych śladów - gdzieniegdzie walały się rozbite fragmenty szklanych kloszy latarni, jakieś papierki czy elementy wykonane z metalu. Poza kilkoma plamami krwi tu i tam - po najeźdźcach nie było już śladu. Służby porządkowe chybcikiem uprzątnęły zalegające truchła, by zaraz potem spalić je w piecach.
Hodor, nasyłając centaurzych ordyńców nie tylko na Chlew, ale także w kila innych miejsc, złamał umowę pomiędzy Demarą a Karnsteinem, więc żadne dyplomatyczne zabiegi w grę nie wchodziły.  Siły zbrojne księstwa stacjonowały już w trzech staniach w pobliżu marchii rodu von Hodor. Kruki z rozkazami ataku właśnie wylatywały, by po krótkim czasie dotrzeć do miejsca przeznaczenia.
Med porozmawiał chwilę z dowódcą wielbłądziej jazdy, pogratulował mu sprawnie przeprowadzonej akcji prewencyjno-pacyfikacyjnej, pożegnał i udał się przed gmach Chlewa, gdzie dreptał jego wierzchowiec.
Migusiem wskoczył na wielbłąda i pogalopował w kierunku granicy z Demarą, do której ściągały coraz to liczniejsze wojska Księstwa.
Szpiedzy donieśli, iż Wielki Chan wyprawił się na tę samą marchię graniczną trzy dni temu., a większość sił Hodorowych zajęta jest walką z koniokształtnymi. Tylko kiep nie wykorzystuje dobrych znaków i zbiegów okoliczności - pierwsze oddziały Karnsteinu przekroczyły granicę z marchią. Więcej nikt nie ośmieli się działać w sposób, jaki zazwyczaj był domeną margrabiów von Hodor.

Ciąg dalszy: Medard
Avatar użytkownika
Medard
Splatający Przeznaczenie
 
Rasa: Wampir czystej krwi
Aura: Platyna twarda niczym najlepsza stal połyskująca jeszcze względną świeżością, rozpłynie się przed twoimi oczyma, sięgając samego horyzontu. Tam lśni dorównujący jej w nieustępliwości obsydian, odbijając się w gładkich połaciach szlachetnego metalu. Obraz wydaje się prostym, wręcz surowym, zupełnie jakby swoją szlachecką prezencją odpychał cię przed bliższymi oględzinami, gdy jednak przyjrzysz się uważniej zachowując wszystkie zasady dobrego wychowania, uda ci się dostrzec kruszyny cyny skrzące się nieregularnie, przemieszane z giętkimi smużkami srebra i ubarwione ostrymi w dotyku pociągnięciami żelaza. Smak powietrza jest tu ciężki i lepki zupełnie jak przed tropikalną burzą. Niby da się wyczuć posmak łagodności, jednak to gorycz zakończy bukiet, w efekcie kradnąc prawie całą uwagę. Tak przynajmniej myślałeś. Wtedy w twe nozdrza uderzy metaliczny odór krwi, a krzyk agonii prawie namacalnie rozedrze w strzępy otaczający cię świat. Jeszcze tchnienie minie nim wyrównasz oddech próbując się uspokoić i pojąć czego świadkiem właśnie byłeś.
Wygląd: Medard to wysoki mężczyzna o przeciętnej posturze z przechyleniem szali na umięśnioną. Mierzy bowiem sążeń i dwa palce (ok. 188 cm) przy dwóch cetnarach i kamieniu masy (ok. 90 kg). Skóra na jego dłoniach nie należy do najmiększych co świadczy o tym, że swoje przepracował. Kilka palców zdobią sygnety z herbem Aflaque - wyjącym czarnym wilkiem w tarczy (w klejnocie dwa ... (Więcej)

Postprzez Pani Losu » N maja 10, 2015 11:25 am

Mężczyzna złośliwości Rish puszczał mimo uszu. Wiedział, że obecnie nie jest w stanie nic zrobić, sam o to zadbał. Ale jedne jej słowa wywołały u niego mieszane uczucia.
- A czy ja chciałem być wampirem? Nie! Zostałem w niego zmieniony, siłą. Nie miałem tego przywileju wybory. Ty też go teraz nie będziesz mieć - Zbliżył się do wampirzycy i spojrzał jej w oczy.
- Jeśli będzie trzeba to wykorzystamy Twoją energię do rytuału - odwrócił się do niej plecami i odszedł kilka kroków.
- I nie próbuj nawet wysyłać sygnałów do Medarda... Skutecznie je blokujemy - wyjaśnił.
Po krótkiej chwili ciszy, przez drzwi, do pomieszczenia weszła kolejna zakapturzona postać, wyszeptała coś do mężczyzny i odeszła. Wampir westchnął ciężko i spojrzał się na Rish.
- A szkoda, miałabyś tyle zastosowań... - uśmiechnął się lubieżnie w jej stronę, ale opanował się wręcz od razu.
- Chyba ucieszy Cię wieść, że mamy teraz innego  "ochotnika" do rytuału - ponownie zbliżył się do wampirzycy. Sięgnął po puchar stojący na komodzie obok.
- Ale nie pozwolę Ci ot tak stąd wyjść - chwycił jej podbródek, rozszerzył jej usta i wlał zawartość pucharu tak by Rish wypiła jak najwięcej. Chwile później Rishann straciła przytomność i została wyniesiona daleko od kryjówki kultystów. Wspomnienia rozmowy z wampirem były widoczne jak przez mgłę.

Ciąg Dalszy: Rishann
Avatar użytkownika
Pani Losu
Urzeczywistniający Marzenia
 
Rasa:
Aura: Nieznana.
Wygląd:

Poprzednia strona

Powrót do Księstwo Karnstein

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron