[Księstwo Karnstein] Przystanek w podróży.


Miasta Karnsteinu są istnym kotłem, do którego wrzucono wielość nacji i upodobań architektonicznych. Wystawne domy w kolorach purpury i złota sąsiadują tutaj z dzielnicami, w których budowle mają być przede wszystkim funkcjonalne. Proste domy ułożone wśród wąskich, równoległych uliczek, wyłożonych kamieniami, zamieszkiwane są głównie przez mroczne elfy, dla których przepych jest zbędny. Po przeciwnej stronie są budowle, które zaskakują dbałością o szczegóły. Kolumny z głowicami przedstawiającymi sceny z legend.

Postprzez Medard » Pt lut 07, 2014 12:33 am

Medard znowu słuchał ciągnącego się od pogranicza z Demarą  tematu wylewnych centaurów, którzy tak lubią świat, że obdarowują go swym najcenniejszym ładunkiem. Gówno ich obchodzi, iże świat tego prezentu nie chce za żadne skarby, choćby i nawet był centaurzycą. Co za dziwny lud...
- Otóż to, lepiej nie zaprzątać sobie głowy takimi indywiduami, szkoda na nie czasu. - dodał, wypił kolejny łyk wina i dołączył się do obserwowania karnsteińskich ulic.
- Wiesz, tutaj u nas jest ciut inaczej niż w krainach ludzkich czy częściowo elfich. Owo usidlenie, o którym wspomniałaś było raczej obopólne, korzystne dla obu stron spisujących kontrakt. Musisz wiedzieć, że nie istnieje w karnsteińskim prawie instytucja małżeństwa rozumiana tak, jak ludzie na ogół to odbierają. Są natomiast kontrakty zawierane w obecności urzędnika książęcego, jako że Karnstein zwalcza wszelki zabobon - wszystko zostało ujednolicone, by nie robić zbędnego zamieszania. Teraz jest prościej i lepiej, a co najważniejsze mieszkańcy chwalą sobie udoskonalony system. - wszedł w dygresję, a gdy się zorientował po chwili namysłu ciągnął temat:
- Dziwne, ale prawdziwe.
Następnie rozmowa zeszła już na inny temat, bardziej dotyczący tragicznych zdarzeń z życia Medarda. Powiadają, że taki władca wszystko ma z przysłowiowej górki i podtykane pod sam nos, jednak to tylko wymysły łyczków, którym się zbytnio nudzi. Inny jest tylko rozmiar kłopotów, które dręczą królów od tych danych do doświadczenia takiemu dajmy na to bankierowi czy rusznikarzowi.
- Zaiste - jeden błysk i musiałem sobie jakoś poradzić. Zresztą nie tylko ja; Klaus i Vera nie mieli wtedy łatwego życia.... - zamyślił się.
- Jest tragiczna w swej prostocie i trywialności. Ot, zwykły kataklizm czyni nas niemal bezradnymi w swym obliczu i zrównuje z ludźmi, którymi pogardzamy. Co za śmierć - zginąć, będąc przywalonym przez kupę kamiennego gruzu, chyba nikt nie chciałby takiego końca. - dodał, niby zupełnie obojętnie, lecz były to tylko pozory.
- Dokładnie, chociaż pod wieloma względami życie nas rozpieszczało i nadal pozwala nam na wiele, nie to, co te chorowite śmiertelne istoty... - urwał, pijąc wino.
Patrząc na potajemnie wymykających się cichcem kochanków, dokopał w swej pamięci to, iż nie były to anonimowe postacie. A to ci dopiero! Historia jak z najprzedniejszej tragedii antycznej. Miłość przedstawicieli dwóch zwaśnionych rodów, rywalizujących o prymat w mieście...
- Nawet najwięksi z największych czasami mają jej zbyt mało. Tak jak ci dwoje, mają wszystko, niepotrzebnie tylko ich krewniacy piorą się po łbach przy każdej nadarzającej się okazji. Tak to już jest z d'Haerinami i Leeuvaardenami - od wieków ten sam schemat i bałagan jeden. Może ci dwoje unikną  tego błędnego koła, zanim ich nie rozjedzie. Miejmy nadzieję, że im się uda.
- Otóż to, Karnstein w mroku nocy czy dnia jasnościach kryje za każdym węgłem, w każdym zakamarku niezliczone historie, intrygi, zdrady, romanse i wiele, wiele więcej. Nic więc dziwnego, że ściąga w te strony tyle indywiduów wszelakiej maści.  - dodał przez śmiech.
- Mhmmm, - odparł, a na jego twarzy pojawił się wiadomy uśmieszek...
Avatar użytkownika
Medard
Splatający Przeznaczenie
 
Rasa: Wampir czystej krwi
Aura: Platyna twarda niczym najlepsza stal połyskująca jeszcze względną świeżością, rozpłynie się przed twoimi oczyma, sięgając samego horyzontu. Tam lśni dorównujący jej w nieustępliwości obsydian, odbijając się w gładkich połaciach szlachetnego metalu. Obraz wydaje się prostym, wręcz surowym, zupełnie jakby swoją szlachecką prezencją odpychał cię przed bliższymi oględzinami, gdy jednak przyjrzysz się uważniej zachowując wszystkie zasady dobrego wychowania, uda ci się dostrzec kruszyny cyny skrzące się nieregularnie, przemieszane z giętkimi smużkami srebra i ubarwione ostrymi w dotyku pociągnięciami żelaza. Smak powietrza jest tu ciężki i lepki zupełnie jak przed tropikalną burzą. Niby da się wyczuć posmak łagodności, jednak to gorycz zakończy bukiet, w efekcie kradnąc prawie całą uwagę. Tak przynajmniej myślałeś. Wtedy w twe nozdrza uderzy metaliczny odór krwi, a krzyk agonii prawie namacalnie rozedrze w strzępy otaczający cię świat. Jeszcze tchnienie minie nim wyrównasz oddech próbując się uspokoić i pojąć czego świadkiem właśnie byłeś.
Wygląd: Medard to wysoki mężczyzna o przeciętnej posturze z przechyleniem szali na umięśnioną. Mierzy bowiem sążeń i dwa palce (ok. 188 cm) przy dwóch cetnarach i kamieniu masy (ok. 90 kg). Skóra na jego dłoniach nie należy do najmiększych co świadczy o tym, że swoje przepracował. Kilka palców zdobią sygnety z herbem Aflaque - wyjącym czarnym wilkiem w tarczy (w klejnocie dwa ... (Więcej)

Postprzez Rishann » N lut 09, 2014 11:35 am

Rishann odstawiła kielich na stoliku i odwróciła się w stronę Medarda.
- Taki układ brzmi całkiem ciekawie, może nawet lepiej niż zawarcie małżeństwa, ale pytanie gdzie jest haczyk? - zapytała z uśmiechem.
- Nie spotkałam się nigdy z takim zwyczajem o jakim mówisz, choć egzystuję już niemało, ale jak widać... Uczymy się przez całe życie. - powiedziała spokojnym tonem.
- Zapewne wielu rzeczy jeszcze nie wiem o Twoim Księstwie, a zdaje się być ono dosyć nietypowym miejscem. - dodała po chwili i podeszła do niego.
Później Wampir powrócił do tematu dotyczącego jego egzystencji na tym świecie, która, z tego co zdążyła zauważyć Rish,  wcale nie była usiana samymi powodzeniami, rozrywkami i wszystkim co najlepsze.
- Jak widać, silny z Ciebie wampir. - odezwała się nieco bardziej zaczepnym tonem, by wyrwać Meda z nieprzyjemnych wspomnień.
Wampirzyca chciała pociągnąć temat i dowiedzieć się czegoś więcej, bo dzięki temu, mogła też poznać Medarda, jednak szybko zrezygnowała z dalszego wyciągania informacji, uznając, że nie będzie to ani miłe, ani przyjemne dla Wampira. Rish dostrzegła, że mężczyzna próbuje ukryć to co tak naprawdę czuje. Nie była pewna jakie są te uczucia, ale sądząc po tym co już powiedział - nie było to nic wywołującego uśmiech na twarzy na samo wspomnienie niektórych wydarzeń.
- Masz rację, nasze życie jest darem, ale dla wielu jest niestety przekleństwem. Dar ma to do siebie, że trzeba umieć z niego korzystać, a my należymy do wampirów, które to potrafią i tego się trzymajmy. - przeskoczyła na inny temat, chcąc póki co to co niemiłe, zostawić na inną okazję.
- Ciekawa jestem  czy nikt ich nie przyłapie na schadzce. - podeszła do Meda i uśmiechnęła się.
- Dobrze, że my tego problemu nie mamy . - rzuciła nieco tajemniczo, ale z nutką zaczepności w głosie, stojąc bardzo blisko Meda i zerkając na niego.
- Chyba, że zazdrościsz tamtym? - dodała żartobliwie, uśmiechając się odrobinkę  złośliwie.
Avatar użytkownika
Rishann
Szukający Snów
 
Inne Postacie: Arayo, Ignea, Careylissa, Tiva, Farico, Irme, Raena, Yoraa, Gloren,
Uwagi administracji: Konto Raena, jest prezentem urodzinowym dla użytkowniczki od administracji (z dnia 3.10.2013) i liczy się jako dodatkowy slot na postać. Raena (konto) jest postacią dodatkową, z czego wynika, że użytkowniczka może posiadać 7+1+1postaci na normalnych zasadach + 1 dodatkowych slotów, jeden jako prezent. Zatem użytkowniczka ma prawo posiadać razem 10 kont.
Rasa: Wampir (Czysta krew)
Aura: Średniej siły aura cała oblana jest srebrną barwą połączoną z cynową. Tu i ówdzie widać żelazne pasy oraz miedziane drobinki. Otacza ją rubinowy blask. Słychać zmysłowy szept, któremu towarzyszy woń mocnych perfum powoli przekształcający się w zapach świeżej krwi, połączony z metalicznym posmakiem w ustach. Po dotknięciu można się przekonać, iż powłoka jest całkiem twarda i z łatwością wygina się na różne strony, prezentując, jak bardzo jest elastyczna. Kusi niezwykła aksamitnością tylko czekając na ofiarę bardzo ostrych krawędzi. Lepi się nieznośnie, sklejając wargi.
Wygląd: Rishann jest kobietą, której uroda przyciąga spojrzenie niemal każdej napotkanej osoby. Długie, czarne włosy, na których gdzieniegdzie
odznaczają się jaśniejsze pasemka, opadają swobodnie na plecy. Jej oczy o kolorze płynnego złota oraz kuszące, czerwone usta, podkreśla blada, wampirza skóra, która dodatkowo nadaje Rish pewnego uroku. Wampirzyca doskonale zdaje sobie sprawę ...
(Więcej)

Postprzez Medard » N lut 09, 2014 9:09 pm

Chlew i okolice należały do niewielu miejsc, w których nigdy nikt na nudę nie narzekał. Mało tego, zaliczano je do tych nielicznych ostoi, gdzie przysłowiowe Słońce nigdy nie zachodziło - taki tam panował rejwach - porównywalny chyba tylko z największymi targami w republikach kupieckich tudzież Kryształowym Królestwie, z którym nota bene Karnstein utrzymywał stosunki bliskie sojuszowi co najmniej gospodarczemu, co było w interesie obydwu krajów.
Tymczasem Medard zajęty był rozmową z Rish, która trwała w najlepsze, pomimo upływu czasu:
- Tam, gdzie cwańsza strona pozostawiła go w partnerskim kontrakcie i przedwstępnej umowie. W ludzkich krainach też mają takie coś, nazywają toto intercyzą - całkiem przydatna rzecz, jeśli obawiasz się, że przyszły życiowy partner wyprowadzi Cię na manowce. Twórca tego systemu miał łeb nie od parady, prawdziwy geniusz!
Medard upił nieco więcej wina z pucharu, zebrał myśli i nadal konwersował z towarzyszką.
- Powiadają, że człek z wiekiem rozumny. Niestety, u śmiertelnych jest to zazwyczaj wieko od trumny bądź sarkofagu. A całe życie chyba wszyscy poświęcają na doskonalenie starych i naukę nowych rzeczy. Tak to już ciekawie urządziliśmy ten świat i chyba dlatego - ta różnorodność i innowacyjność, swego rodzaju racjonalizm powodują, że chce mi się władać tym wszystkim, a każdy dzień przynosi nowe wyzwania...
- Tak, to wyjątkowe miejsce, nawet mnie zaskakuje i to nie tylko tempem rozwoju, które zdaje się być oszałamiające. gdy uciekaliśmy od tych ohydnych centaurów, mijaliśmy miasteczko pośród stepu, a jeszcze pięć lat temu nie było go nawet w najdalszych zamysłach. W pół roku powstało coś, co ludziom zajmuje kilka dziesięcioleci, chyba że chodzi o kruszce szlachetne. Wtedy potrafią się wykazać, chociaż Khazadów i tak nikt nie jest w stanie pobić w tej konkurencji.
Następny temat nie był już tak wesoły i zachwycający - ba - sprowadzał żywot wampira do roli ledwie trybiku w wielkiej machinie świata, na siły którego nawet dobrze wyposażony krwiopijca nie jest w stanie nic zdziałać. Odpowiedział zdawkowo:
- Jak widać wtedy nie miałem wyboru, ale dziękuje za komplement - uśmiechnął się swoim zwyczajem i kontynuował picie wina.
- W rzeczy samej. Ci "przeklęci"  zazwyczaj kończą jako pustelnicy lub samobójcy, nikt po nich łzy nie uroni. Nas spotkało to szczęście, iż się takimi urodziliśmy, a taki człowiek ugryziony przez bele chłopka - roztropka sam musi odkrywać tajniki żywota odmiennego od tego, który tak dobrze znał. Może więc dlatego takie z nimi problemy wśród śmiertelników? - spytał filozoficzne.
- Nie sądzę. To mafiosi, mają więc poważniejsze sprawy na łepetynach niż szpiegowanie chłystków po karczmach. Choćby nawet takich jak Chlew. - oznajmił, wiedząc co nieco o zwyczajach lokalnych capi di tutti capi.
Na twarzy wąpierza pojawił się szyderczy uśmieszek.
- Nie, zabawy w chowanego kręciły mnie jako małego sysuna niemal półtora wieku temu.  - uśmiechnął sie do Rish i upił kolejna porcję trunku.
- W rzeczy samej. Nikt nam -w przeciwieństwie do tych dwojga- nie będzie przeszkadzał. - odparł również zaczepnie.
- Haha! Teraz nie mam czego, poza odrobiną adrenaliny, ale nie każdy może być na szczycie... - urwał w połowie, czekając na odpowiedź Rish.
Avatar użytkownika
Medard
Splatający Przeznaczenie
 
Rasa: Wampir czystej krwi
Aura: Platyna twarda niczym najlepsza stal połyskująca jeszcze względną świeżością, rozpłynie się przed twoimi oczyma, sięgając samego horyzontu. Tam lśni dorównujący jej w nieustępliwości obsydian, odbijając się w gładkich połaciach szlachetnego metalu. Obraz wydaje się prostym, wręcz surowym, zupełnie jakby swoją szlachecką prezencją odpychał cię przed bliższymi oględzinami, gdy jednak przyjrzysz się uważniej zachowując wszystkie zasady dobrego wychowania, uda ci się dostrzec kruszyny cyny skrzące się nieregularnie, przemieszane z giętkimi smużkami srebra i ubarwione ostrymi w dotyku pociągnięciami żelaza. Smak powietrza jest tu ciężki i lepki zupełnie jak przed tropikalną burzą. Niby da się wyczuć posmak łagodności, jednak to gorycz zakończy bukiet, w efekcie kradnąc prawie całą uwagę. Tak przynajmniej myślałeś. Wtedy w twe nozdrza uderzy metaliczny odór krwi, a krzyk agonii prawie namacalnie rozedrze w strzępy otaczający cię świat. Jeszcze tchnienie minie nim wyrównasz oddech próbując się uspokoić i pojąć czego świadkiem właśnie byłeś.
Wygląd: Medard to wysoki mężczyzna o przeciętnej posturze z przechyleniem szali na umięśnioną. Mierzy bowiem sążeń i dwa palce (ok. 188 cm) przy dwóch cetnarach i kamieniu masy (ok. 90 kg). Skóra na jego dłoniach nie należy do najmiększych co świadczy o tym, że swoje przepracował. Kilka palców zdobią sygnety z herbem Aflaque - wyjącym czarnym wilkiem w tarczy (w klejnocie dwa ... (Więcej)

Postprzez Rishann » Pn lut 10, 2014 5:54 pm

Rishann stała spokojnie i słuchała tego co mówił Medard, czasem rozglądała się po uliczkach Karnsteinu, którego klimat bardzo jej pasował. Westchnęła cicho choć wcale nie musiała tego robić. Spojrzała na swojego towarzysza i uśmiechnęła się lekko.
- Intercyza dotyczy bardziej podziału majątku w razie jakichś problemów, a Ty mówisz o całym układzie, w którym taka umowa byłaby jedynie częścią całości. - wypowiedziała swoje przemyślenia, wciąż patrząc na Medarda.
- I cwańszą stroną zapewne jest kobieta, zawsze wie jak usidlić faceta, by wyjść na swoje, bez względu na wszystko. Często nawet zdawać się może, że przegrała, ale okazuje się po chwili, że przegrana jest wygraną w jakimś sensie. - wzruszyła lekko ramionami. Nie raz napatrzyła sięw swoim życiu na to, jak zachowywały się kobiety, poza tym.. Sama kobietą jest, więc doskonale zna wszelkie zagrywki by omotać faceta i wykorzystać według własnego uznania, aczkolwiek niektórzy są całkiem uroczy w swoich postępowaniach.
Wampirzyca słuchała kolejnych słów Medarda, jak zawsze robiła to z uwagą i przemyślała to co mówił, by również móc wyrazić swoją opinię,
- To jest plus nieśmiertelności, możemy patrzeć jak zmienia się świat, jak powstają nowe miasta, jak rozwijają się rasy, kultury, zwyczaje, ale szkoda, że często niektóre zmiany są na gorsze. - wzruszyła lekko ramionami.
- Ale co zrobić, zapewne nasza rasa będzie mogła obserwować upadek wielu. - dodała po chwili i zamilkła na jakiś czas.
- Kruszce... Przekleństwo śmiertelnych. - parsknęła śmiechem cicho.
- Ale nie każdy odznacza się silną wolą i rozsądkiem. A jak mówisz Khazadzi to jednak inna bajka. Chyba wszyscy, mimo częstych uprzedzeń, doceniają to co potrafią tamci. - zerknęła na ulice miasta, a potem znowu na Medarda.
- Co do nas, to możliwe, że masz racje. My mamy komfort bycia wampirami od samego początku, przemienieni niekoniecznie potrafią odnaleźć się w nowym życiu, ale cóż... Prawo natury, zostają najsilniejsi. - skomentowała krótko i uśmiechnęła się przy tym, jakby to wszystko było oczywiste.
Po chwili Rish zaśmiała się wesoło.
- Już sobie wyobrażam Ciebie, chowającego się po kątach, chcąc zabawić się z jakąś kobietą. - powiedziała zaczepnie.
- Jakoś nie wyglądasz mi na takiego, co musiałby się ukrywać. - dodała po chwili, kręcąc przy tym głową.
- Pytanie tylko kto zdobywa Ty, czy kobieta, bo raczej nie przechodzisz od razu do sedna. - zerknęła na niego.
- Adrenalina jest całkiem przyjemna i niesamowicie uzależniająca. - powiedziała leniwie i przeciągnęła się lekko, a potem usiadła na parapecie.
- Na szczycie jest ten kto wie czego chce i działa tak, że druga osoba niekoniecznie zdaje sobie sprawę, że będąc góra, tak naprawdę oddaje władzę komuś innemu. - powiedziała dość pokrętnie, patrząc na Medarda pewnym siebie wzrokiem.
Avatar użytkownika
Rishann
Szukający Snów
 
Inne Postacie: Arayo, Ignea, Careylissa, Tiva, Farico, Irme, Raena, Yoraa, Gloren,
Uwagi administracji: Konto Raena, jest prezentem urodzinowym dla użytkowniczki od administracji (z dnia 3.10.2013) i liczy się jako dodatkowy slot na postać. Raena (konto) jest postacią dodatkową, z czego wynika, że użytkowniczka może posiadać 7+1+1postaci na normalnych zasadach + 1 dodatkowych slotów, jeden jako prezent. Zatem użytkowniczka ma prawo posiadać razem 10 kont.
Rasa: Wampir (Czysta krew)
Aura: Średniej siły aura cała oblana jest srebrną barwą połączoną z cynową. Tu i ówdzie widać żelazne pasy oraz miedziane drobinki. Otacza ją rubinowy blask. Słychać zmysłowy szept, któremu towarzyszy woń mocnych perfum powoli przekształcający się w zapach świeżej krwi, połączony z metalicznym posmakiem w ustach. Po dotknięciu można się przekonać, iż powłoka jest całkiem twarda i z łatwością wygina się na różne strony, prezentując, jak bardzo jest elastyczna. Kusi niezwykła aksamitnością tylko czekając na ofiarę bardzo ostrych krawędzi. Lepi się nieznośnie, sklejając wargi.
Wygląd: Rishann jest kobietą, której uroda przyciąga spojrzenie niemal każdej napotkanej osoby. Długie, czarne włosy, na których gdzieniegdzie
odznaczają się jaśniejsze pasemka, opadają swobodnie na plecy. Jej oczy o kolorze płynnego złota oraz kuszące, czerwone usta, podkreśla blada, wampirza skóra, która dodatkowo nadaje Rish pewnego uroku. Wampirzyca doskonale zdaje sobie sprawę ...
(Więcej)

Postprzez Medard » Pn lut 10, 2014 10:10 pm

Chlew był jednym z tych miejsc, w których nikt nie narzekał ani na nudę, ani brak tak zwanej wyższej formy rozrywek, w dodatku działa bez przerwy, nie licząc zdarzeń losowych,  niezależnie od niczego psujących krew właścicielom i pracownikom, a także niedoszłym gościom.
Medard starał się słuchać Rish w skupieniu, ale nie zawsze mu to wychodziło tak, jakby sobie tego życzył. Karnstein co chwila dawał o sobie znać - a to potajemna schadzka kochanków, a to feralny koń goniący po uliczkach miasta, to znów te cholerne centaury, które właśnie śpiewały peany na cześć ulubionego wina, niech ich Śmierć zetnie! Akurat teraz musieli wychynąć z naprzeciwka, by rozruszać pijackie gardła, nadwerężone nie tylko piciem, lecz i dzikimi wrzaskami. Medard odpowiedział towarzyszce, gdyż chyba zaszło jakieś małe nieporozumienie:
- Od tego się zaczyna - przy kontrakcie, złośliwie nazywanym przez niektórych cyrografem, jest o wiele więcej roboty. Problemy zaś mogą się pojawić zawsze, ale często bez wstępnych umów i docierania wyskakują w liczbie nie do przeskoczenia przez zwyczajnego człowieka, a na pewno leniwego, czekającego aż coś lub ktoś rozwikła wszystko za niego. Niestety, coraz więcej tego typu przypadków wyłazi na światło dzienne i razi oko. Wracając do właściwego tematu, taka intercyza staje się wtedy swego rodzaju aneksem do ważniejszego dokumentu.
Kolejny problem i kolejne pytania wymagały wypłukania zmęczonego gardła, więc Medard sięgnął po puchar pełen wina i upił zeń nieco trunku. Następnie kontynuował:
- Niestety, zazwyczaj tak bywa. Faceci z reguły nie używają w tych i pokrewnych sprawach mózgu do analizy sytuacji, a użytek czegoś innego prowadzi do umoczenia rąsi w przysłowiowym nocniku.  Co do zwycięzcy, nawet tego pozornego także - nawet w chwili klęsko niekiedy okazuje się, iż mamy do czynienia z czymś więcej, pojęciem o klasę wyżej... - dodał.
- Są różnie postrzegane plusy. Możemy się tak naoglądać wszystkiego, iż na starość zachowujemy się niczym znudzony życiem tetryk o usposobieniu arcycholeryka. Nie chciałbym spotkać takiego gagatka na swej drodze. Nigdy, już wolę te centaury za oknami, chociaż w tym przypadku to jak z deszczu pod rynnę.
Centaury zaczęły bardziej zawodzić. Sprośne przyśpiewki ich końskich zalotów działały na nerwy nie tylko Medardowi, jednak póki co żaden wykidajło nie ruszył sprawić im manta. Może dlatego, że wpierw pomyślał o skutkach kopania się z kopytnymi? Kto to raczy wiedzieć?
- Tak - i to właśnie jest straszne i poniekąd śmieszne zarazem. Ludzki upadek jest rzeczą naturalną, nawet jeśli chodzi o całe cywilizacje czy kultury, ongiś panujące nad znanym ich światem.  Zaleta i przywara w jednym... - dorzucił szybko, po czym upił trochę wina z pucharu.
- Nawet krewniacy żrą się o nie jak dwa psy z obcych sfor. I to jest najbardziej tragiczne w psychice ludzkości jako takiej. Ech, ludzie, nigdy się nie zmienią. - rzucił, nieco zdenerwowany, aczkolwiek przyzwyczajony do śmiertelników i ich dziwacznych zachowań. To jedno irytowało go niezmiernie - pazerność na drogocenne kruszce.
- Jakby wszyscy je mieli, nie byłoby państwowości, a eremy pustelników. - dodał ze śmiechem.
- Tak, ale większe cuda wykonują gnomy, krewniacy Khazadów. Jednak oni nie pokazują się w świecie ludzi nazbyt często, a szkoda. - oznajmił, zafascynowany kulturą gnomów i ich społecznościami daleko na Północy.
- Dokładnie. Mamy to szczęście, a tamci go nie dostali - cóż - natura bywa okrutna w swoich działaniach. Nie dopuści do wydania na świat produktu o wdzięcznej nazwie bubel, brak - dodał z przekąsem.
- Hahaha, chyba tylko błazna w podobnym stroju. Nie kryłem się z tymi sprawami nawet jako młokos, ale nie każdy może sobie pozwolić na ten luksus... - zaśmiał się.
- Każdy zapewne swoją osobę uważa za głównego zdobywcę, nikt i nic tak naprawdę nie wie, kto rzeczywiście takowym się okazał - problem godny filozofa.
- Jeśli ktoś usilnie jej pragnie, ja nie mam takich dziwnych upodobań. Może dlatego, że już mi się przejadły... Ech, stare dobre czasy...
- Znowu filozofie rodem ze Wschodnich Ziem, ech. Zupełnie nie zwracam uwagi na te ich farmazony - niech sobie tracą na nie czas. To jest tak pokręcone, że bardziej już się nie da.  Czasami jest zupełnie na odwrót - szczyt zdobywa ktoś zupełnie nierozgarnięty, w przypadku takiej państwowości to prawdziwy horror. Nie zawsze jest aż tak tragicznie - zależy od sytuacji, naturalnie poza wymienioną powyżej. Związki rządzą się dziwnymi prawami, nieopisanymi przez nikogo.  - dodał, uśmiechając się półgębkiem.
Tymczasem centaury rozhasały się na dobre. Jeden z nich, bardziej krewki ogier, przyuważył pobliski kosz na śmiecie, dobrał się do niego i wywaliwszy zawartość na kocie łby chodnika, cisnął żeliwnym pojemnikiem jakby był wykonany z papieru. Potężny łoskot dał się słyszeć w całym niemal centrum miasta. Ten wybryk to zapowiedź większych incydentów z tą bandą dzikusów.
Centaury...
Avatar użytkownika
Medard
Splatający Przeznaczenie
 
Rasa: Wampir czystej krwi
Aura: Platyna twarda niczym najlepsza stal połyskująca jeszcze względną świeżością, rozpłynie się przed twoimi oczyma, sięgając samego horyzontu. Tam lśni dorównujący jej w nieustępliwości obsydian, odbijając się w gładkich połaciach szlachetnego metalu. Obraz wydaje się prostym, wręcz surowym, zupełnie jakby swoją szlachecką prezencją odpychał cię przed bliższymi oględzinami, gdy jednak przyjrzysz się uważniej zachowując wszystkie zasady dobrego wychowania, uda ci się dostrzec kruszyny cyny skrzące się nieregularnie, przemieszane z giętkimi smużkami srebra i ubarwione ostrymi w dotyku pociągnięciami żelaza. Smak powietrza jest tu ciężki i lepki zupełnie jak przed tropikalną burzą. Niby da się wyczuć posmak łagodności, jednak to gorycz zakończy bukiet, w efekcie kradnąc prawie całą uwagę. Tak przynajmniej myślałeś. Wtedy w twe nozdrza uderzy metaliczny odór krwi, a krzyk agonii prawie namacalnie rozedrze w strzępy otaczający cię świat. Jeszcze tchnienie minie nim wyrównasz oddech próbując się uspokoić i pojąć czego świadkiem właśnie byłeś.
Wygląd: Medard to wysoki mężczyzna o przeciętnej posturze z przechyleniem szali na umięśnioną. Mierzy bowiem sążeń i dwa palce (ok. 188 cm) przy dwóch cetnarach i kamieniu masy (ok. 90 kg). Skóra na jego dłoniach nie należy do najmiększych co świadczy o tym, że swoje przepracował. Kilka palców zdobią sygnety z herbem Aflaque - wyjącym czarnym wilkiem w tarczy (w klejnocie dwa ... (Więcej)

Postprzez Rishann » Pn lut 10, 2014 11:05 pm

Kobieta wysłuchała tego co mówił Wampir. Siedziała wciąż na parapecie widząc, że mężczyzna czasem odpływa myślami w miejsca, o których Rish nie miała zielonego pojęcia.
- W takim razie ... Lepiej omijać pakowanie się w niewygodne umowy. - wzruszyła ramionami, bo przecież ten fakty był aż nadto oczywisty.
- Nooo nie... - powiedziała nie wierząc własnym uszom. - Znowu oni? - odwróciła się i spojrzała na ulicę, którą szła kompania centaurów, wyśpiewując jakieś obleśne piosenki, opiewające krągłe kształty ich kobiet i nie tylko, oraz wszelkie, inne zberezeństwa. Wampirzyca pokręciła głową, ale gdzieś za całą ekipą dostrzegła postać... Jak mniemała był to mężczyzna, ale długi płaszcz i naciągnięty kaptur nie pozwalały dokładnie określić tej osoby. Zaraz potem osobnik szybko znikł gdzieś w uliczce i Rish nie widziała go już zupełnie. Nie powiedziała Medardowi o tym, uznając, że to pewnie jakiś biedak, który żebrze na coś do picia i na pewno nie na wodę.
Kobieta spojrzała na swojego towarzysza i myślami powróciła do niego, wsłuchując się w kolejne słowa i czasem kiwając głową, w momentach, w których zgadzała się z nim.
- Nie myślmy póki co o upadku, starości i wszelkich nieprzyjemnych sprawach. - uśmiechnęła się do niego i zgrabnie zeskoczyła z parapetu.
- Istoty są rozumne, jeśli mają sobie dać radę w życiu to dadzą, jeśli nie? Zaoszczędzą światu wstydu. - skwitowała i zerknęła na ulicę.
- Ani to wyczucia, ani sensu... Denerwują mnie... - skomentowała wyjących centaurów.
- Związki mój drogi są różne. A zasady czasem są tak jasne, że po prostu nie zwracasz na nie uwagi. - dodała, wyrażając swój, kobiecy punkt widzenia. Po tym uśmiechnęła się do niego i zaczęła przechadzać się po pomieszczeniu, a potem jej kroki zakończyły się tuż przed łukiem, za którym znajdowało się pomieszczenie z dużym łóżkiem. Cóż, może akurat tutaj nie będzie słychać aż tak tego hałasu, jaki robili pijacy.
- Ja wchodzę w związek jeśli wiem, że warto. - powiedziała podchodząc do łóżka, a potem stanęła do niego tyłem i padłą wygodnie na plecy.
- No, no, no... o to widzę akurat zadbali. - skomentowała miękkość i westchnęła cicho, zamykając przy tym oczy.
- Odnoszę wrażenie, że brakuje Ci miłej rozrywki. - powiedziała ot tak, całkiem miłym tonem, leżąc sobie wygodnie.
- Co za barany... - warknęła, bo centaury były coraz głośniejsze.
- A tak swoją drogą, zawsze zatrzymujesz się w takich miejscach, mój książę? - zapytała z uśmiechem.
- Karnstein jest Twój, więc pewnie masz lepsze miejsca niż to.- dodała po chwili.
Avatar użytkownika
Rishann
Szukający Snów
 
Inne Postacie: Arayo, Ignea, Careylissa, Tiva, Farico, Irme, Raena, Yoraa, Gloren,
Uwagi administracji: Konto Raena, jest prezentem urodzinowym dla użytkowniczki od administracji (z dnia 3.10.2013) i liczy się jako dodatkowy slot na postać. Raena (konto) jest postacią dodatkową, z czego wynika, że użytkowniczka może posiadać 7+1+1postaci na normalnych zasadach + 1 dodatkowych slotów, jeden jako prezent. Zatem użytkowniczka ma prawo posiadać razem 10 kont.
Rasa: Wampir (Czysta krew)
Aura: Średniej siły aura cała oblana jest srebrną barwą połączoną z cynową. Tu i ówdzie widać żelazne pasy oraz miedziane drobinki. Otacza ją rubinowy blask. Słychać zmysłowy szept, któremu towarzyszy woń mocnych perfum powoli przekształcający się w zapach świeżej krwi, połączony z metalicznym posmakiem w ustach. Po dotknięciu można się przekonać, iż powłoka jest całkiem twarda i z łatwością wygina się na różne strony, prezentując, jak bardzo jest elastyczna. Kusi niezwykła aksamitnością tylko czekając na ofiarę bardzo ostrych krawędzi. Lepi się nieznośnie, sklejając wargi.
Wygląd: Rishann jest kobietą, której uroda przyciąga spojrzenie niemal każdej napotkanej osoby. Długie, czarne włosy, na których gdzieniegdzie
odznaczają się jaśniejsze pasemka, opadają swobodnie na plecy. Jej oczy o kolorze płynnego złota oraz kuszące, czerwone usta, podkreśla blada, wampirza skóra, która dodatkowo nadaje Rish pewnego uroku. Wampirzyca doskonale zdaje sobie sprawę ...
(Więcej)

Postprzez Medard » Wt lut 11, 2014 2:07 am

Cholerne centaury! Czemu akurat ta dzika rasa musi działaś cywilizacjom na nerwy? Dlaczego nie została na swoim stepie, tylko jak dzikie zwierzęta wtargnęła do miasta, by je zdemolować? Tego nie wie chyba nikt, poza samymi sprawcami bajłaganu przed Chlewem i w okolicznych uliczkach. Nawet ostrożny szpieg, pozostający w ukryciu ulotnił się w bezpieczne miejsce - lepiej nie pozostawać w pobliżu rozjuszonego mamuta, wkurwionego krasnoluda i pijanego centaura, jak mawiają w Karnsteinie od setek lat.
- Otóż to, pomyśl zawczasu, nip parafujesz cokolwiek - najlepsza z rad, jakie ktokolwiek udzielił komukolwiek na przestrzeni dziejów - nie straciła nic na aktualności. - dodał, pijąc wino z pucharu.
Niestety, centaury chędożone dały znać o sobie. Ich bezeceństwa koniowi spod ogona wyjęte donośnym rykiem rozchodziły się po mieście, a pijackie krzyki zmuszały lokalne spasione koty do jak najszybszego dania drapaka.
- Ci tam na dole chyba pomylili to miasto z theryjskim buszem, z którego przygalopowali albo z demarskim targiem niewolników, jeśli istnieją przesłanki do uznawania innych ras za podistoty, to zachowanie, którego jesteśmy  świadkami mimo chęci świetnie sie do tego przyczynia. Nie wytrzymam z tymi jełopami!
Medard wyjrzał przez okno i zauważył zakapturzonego jegomościa, dającego dyla w niedużej odległości od spitych na umór centaurów. Charakterystyczna szata podpowiadała mu jedno - wywiad nigdy nie udaje się na spoczynek. Skoro po mieście krąży tajniak, ani chybi najbliższy oddział wielbłądników zrobi z gagatkami porządek jeśli będzie trzeba. Mroczne elfy nie mają w zwyczaju patyczkować się z dzikusami, ot co!
Tymczasem Medard kontynuował rozmowę, starając się, by pijanice nie zagłuszyły jego wypowiedzi, lawirował pomiędzy poszczególnymi wrzaskami docierającymi z zewnątrz:
- To dobre dla ludzi - zaśmiał się, pomimo nieznośnego hałasu, jaki panował z wiadomego powodu.
- I staną się posiłkiem kogoś lepiej od nich dostosowanego do zastanych warunków - natura rządzi się twardymi prawami - skomentował, uśmiechając się w typowy dla siebie sposób. - ponownie łypnął na to, co działo się za oknem.
- To zaczyna być nudne. Włazi taki niedźwiedź do miasta i pierwsze, co musi zrobić, to wypirzyć śmiecie z kubła i cisnąć nim het przed siebie. To nie są igrzyska dla gawiedzi w Arturonie ani ekradońskie popisy mocarzów. Gorzej niż zwierzęta... - skwitował, zgadzając się z Rish.
- Fakt, a co do zasad - niekiedy masz rację, ale często postronny widz nie obserwuje ich wcale. Wszystko zależy od partnerów ów związek tworzących - dodał.
Rish zaczęła szukać miejscami bardziej ustronnego niż to, w którym przebywali obecnie. Wrzaski centaurów i hurgot ciskanych kubłów na śmiecie stawał się nie do zniesienia. Uszy aż puchły, więc wąpierze postanowiły przenieść się w dalsze pomieszczenia apartamentu. chlew i tym razem nie zawiódł oczekiwań obojga, pokazując swoją klasę i przepych, z jakim został urządzony.
W obszernym pokoju stało solidne łoże, a dzikie krzyki pijaków z zewnątrz zdawały się być niemal całkowicie stłumione - żyć nie umierać!
- Postępuję tak samo - po co pchać się tam, gdzie cię nie chcą i gdzie nie zaznasz ani krztyny dobrych emocji czy choćby zwyczajnego spokoju, nieraz tak potrzebnego każdemu, nawet tym psubratom za oknami, niech ich szlag! - rzucił, złorzecząc na pijane centaury. W tym samym czasie Rish wybadała jakość łoża, chwaląc personel Chlewa - jakość przede wszystkim.
- Wspominałem, że tutaj stawiają na jakość, więc spodziewaj się lepszych udogodnień. - rzucił ot tak, po czym walnął się na łóżko tuż obok Rish.
- Doprawdy? - rzucił z przekąsem, rozbawiony całą sytuacją.
- Jedyną formę kultury stanowią mikroby bytujące w ich trzewiach, chociaż wątpię, że są świadomi ich istnienia. - dodał.
- Nie wtedy, gdy pod oknami grasuje banda dzikich centaurów - tego typu atrakcje przydarzyły się po raz pierwszy. - odpowiedział nieco wkurzony zachowaniem koniokształtnych, jednak nie tracąc dobrego humoru
- Oczywiście. Przy Chiropterusie nawet Chlew jawi się niewielką karczemką, jakich niemało w okolicznych wsiach i mniejszych mieścinach., jednak to parę stajań stąd, w Anperii.
Tymczasem na zewnątrz dało się słyszeć przytłumiony tętent kopyt odmienny od tego, jaki wydają te należące do koni. Posiłki nadjeżdżały, w oddali niosły się bojowe okrzyki elfów. Zanosiło się na rzeź.
Avatar użytkownika
Medard
Splatający Przeznaczenie
 
Rasa: Wampir czystej krwi
Aura: Platyna twarda niczym najlepsza stal połyskująca jeszcze względną świeżością, rozpłynie się przed twoimi oczyma, sięgając samego horyzontu. Tam lśni dorównujący jej w nieustępliwości obsydian, odbijając się w gładkich połaciach szlachetnego metalu. Obraz wydaje się prostym, wręcz surowym, zupełnie jakby swoją szlachecką prezencją odpychał cię przed bliższymi oględzinami, gdy jednak przyjrzysz się uważniej zachowując wszystkie zasady dobrego wychowania, uda ci się dostrzec kruszyny cyny skrzące się nieregularnie, przemieszane z giętkimi smużkami srebra i ubarwione ostrymi w dotyku pociągnięciami żelaza. Smak powietrza jest tu ciężki i lepki zupełnie jak przed tropikalną burzą. Niby da się wyczuć posmak łagodności, jednak to gorycz zakończy bukiet, w efekcie kradnąc prawie całą uwagę. Tak przynajmniej myślałeś. Wtedy w twe nozdrza uderzy metaliczny odór krwi, a krzyk agonii prawie namacalnie rozedrze w strzępy otaczający cię świat. Jeszcze tchnienie minie nim wyrównasz oddech próbując się uspokoić i pojąć czego świadkiem właśnie byłeś.
Wygląd: Medard to wysoki mężczyzna o przeciętnej posturze z przechyleniem szali na umięśnioną. Mierzy bowiem sążeń i dwa palce (ok. 188 cm) przy dwóch cetnarach i kamieniu masy (ok. 90 kg). Skóra na jego dłoniach nie należy do najmiększych co świadczy o tym, że swoje przepracował. Kilka palców zdobią sygnety z herbem Aflaque - wyjącym czarnym wilkiem w tarczy (w klejnocie dwa ... (Więcej)

Postprzez Rishann » Śr lut 12, 2014 10:52 pm

Wampirzyca leżała sobie wygodnie, na bardzo miękkim łożu, ale o delektowaniu się chwilą nie było mowy. Centaury były tak głośno i robiły taką rozróbę, że jeszcze trochę, a dotrą do drzwi Chlewu i wyważą je, waląc cały budynek. Romantyczny wieczór to to nie był, spokojny tym bardziej. Co jeszcze mogło pójść nie tak? Aż strach było pytać... Rish westchnęła głośno, nie mając już siły by znosić tak durne zachowanie stada czworonogów. Przeczesała dłonią długie włosy, które swobodnie i w nieładzie ułożyły się na łóżku wokół jej głowy.
- Naprawdę nie dziwię się, że mają tak złą sławę i nie cieszą się cudowną opinią. Ani to nie ma etyki ani nic... No co to w ogóle za bydlęta. - warknęła cicho.
- Niektórzy potrafią się zachować, a to to przeczy wszelkim prawom jakiegokolwiek obycia z czymkolwiek. - parsknęła śmiechem i pokręciła głową, nie mając zamiaru ruszać się  ze swojego miejsca.
Medard wszedł do pokoju co odrobinę ją zaskoczyło, bo była pewna, że zostanie przy oknie i nawet nie pomyśli by przyjść do niej.
- A to Ci niespodzianka. - skomentowała to po cichu, choć zapewne to słyszał i zaśmiała się wesoło.
- No wiesz, związki rządzą się swoimi prawami, ale niekiedy są one naprawdę bardzo jasne, tylko, że właśnie partnerzy niepotrzebnie komplikują sobie życie. - powiedziała normalnym tonem, po czym otworzyła oczy i zaczęła wpatrywać się w sufit swoim jasnym spojrzeniem. Kiedy Wampir położył się obok, dziewczyna obróciła się na bok i podparła się na łokciu.
- O nich to raczej nie zapomnimy... - zerknęła na Medarda i uśmiechnęła się, bo nic więcej zrobić nie mogła. Przyglądała się mu uważnie przez dłuższą chwilę, a potem odezwała się całkiem miłym tonem głosu.
- Z miłą chęcią zobaczę miejsce, o którym mówiłeś. Skoro tutaj jakość jest tak wysoka, to tam w ogóle musi być niesamowicie. - przeciągnęła się lekko i wróciła do pozycji, podpierając się na łokciu.
- I tam zapewne nie byłoby ich... - dodała po chwili.
- Czyżby ktoś postanowił zająć się tym harmidrem? - rzuciła i odruchowo odwróciła głowę w kierunku wyjścia z pokoju, kiedy jej uszu dobiegł tętent kopyt, ale zupełnie inny niż ten, jaki dobiegał od centaurów.
- Cóż, każdego szkoda, długo się zapewne nie pobawią. - powiedziała już bez uśmiechu.
- Ale przynajmniej my będziemy mogli w końcu skupić się na czymś innym. - spojrzała zaczepnie na Meda i uśmiechnęła się nieco rozbawiona.
Avatar użytkownika
Rishann
Szukający Snów
 
Inne Postacie: Arayo, Ignea, Careylissa, Tiva, Farico, Irme, Raena, Yoraa, Gloren,
Uwagi administracji: Konto Raena, jest prezentem urodzinowym dla użytkowniczki od administracji (z dnia 3.10.2013) i liczy się jako dodatkowy slot na postać. Raena (konto) jest postacią dodatkową, z czego wynika, że użytkowniczka może posiadać 7+1+1postaci na normalnych zasadach + 1 dodatkowych slotów, jeden jako prezent. Zatem użytkowniczka ma prawo posiadać razem 10 kont.
Rasa: Wampir (Czysta krew)
Aura: Średniej siły aura cała oblana jest srebrną barwą połączoną z cynową. Tu i ówdzie widać żelazne pasy oraz miedziane drobinki. Otacza ją rubinowy blask. Słychać zmysłowy szept, któremu towarzyszy woń mocnych perfum powoli przekształcający się w zapach świeżej krwi, połączony z metalicznym posmakiem w ustach. Po dotknięciu można się przekonać, iż powłoka jest całkiem twarda i z łatwością wygina się na różne strony, prezentując, jak bardzo jest elastyczna. Kusi niezwykła aksamitnością tylko czekając na ofiarę bardzo ostrych krawędzi. Lepi się nieznośnie, sklejając wargi.
Wygląd: Rishann jest kobietą, której uroda przyciąga spojrzenie niemal każdej napotkanej osoby. Długie, czarne włosy, na których gdzieniegdzie
odznaczają się jaśniejsze pasemka, opadają swobodnie na plecy. Jej oczy o kolorze płynnego złota oraz kuszące, czerwone usta, podkreśla blada, wampirza skóra, która dodatkowo nadaje Rish pewnego uroku. Wampirzyca doskonale zdaje sobie sprawę ...
(Więcej)

Postprzez Medard » So lut 15, 2014 3:43 pm

Fatum jakoweś zawisło nad Chlewem i całym niemal miastem, iże sprowadziło doń te cholerne centaury! Skąd toto się bierze?! Niech wracają gadziny jedne na swój step i dają ludziom żyć w spokoju! Chcąc nie chcąc, Med postanowił zignorować hałasujące na zewnątrz końskie bydło i zajął się rozmową, chociaż w tych warunkach było to niezmiernie trudne...:
- Szkoda czasu na tych szkodników, pewne jednostki, a nawet i społeczności as po prostu niereformowalne pod żadnym względem. Ci na dworze należą właśnie to tej grupy. Na takiego tylko kij... - przerwał, upił nieco więcej wina z pucharu i kontynuował:
- Co poniektórzy to nawet z własnym - nie przymierzając- ptakiem mają problemy.  - zaśmiał się wraz z Rish.
- Oj tam zaraz niespodzianka, trzeba się ruszyć, bo się przyrośnie do uprzednio zajmowanego miejsca - rzucił żartując.
Gdy przeszli na temat związków, odpowiedział:
- Czasami tak je sobie utrudniają, iż zupełnie nie wiedzieć  czemu tworzą sobie nawzajem swoiste błędne koło. Do czego toto prowadzi - chyba tylko do rozwalenia wszystkiego z wielkim hukiem. Ludzie bywają dziwni, choć to nie tylko ludzka przypadłość.
Centaury dawały się we znaki coraz bardziej - widać znudziły im się szaleństwa z kubłem na śmiecie w roli głównej.
- Wydaje mi się, że ów niedźwiedziowaty osobnik ma jeszcze parę wyskoków w zanadrzu. Reszta tylko biernie stoi i się przypatruje. Pokręcone to stworzenia, za grosz kultury! - rzucił ot tak.
Temat awanturników dobiegł końca, natychmiast po nim padła propozycja zmiany lokum na inne, posiadające wyższe standardy i takie, w którym nie zdarzają się inwazje band centaurzych.
- Cieszę się, że tak mówisz -dodał Med- Takich zawodników tam nie uświadczysz. Centaury, oczywiście mieszkają w Anperii - nikt nie może im tego zabraniać, ale takich dzikusów to nie uświadczysz pomiędzy nimi, a step daleko.
Słysząc tętent kopyt wierzchowców wielbłądziej jazdy Med poczuł ulgę. Wreszcie miasto poradziło sobie bez odgórnej interwencji kogokolwiek ważniejszego od miejscowego mera. Znak nowych czasów i posunięć taktycznych sprzed niecałego roku. Garnizon mobilnych sił uderzeniowych bywa przydatny szczególnie w takich miejscach, jak to tutaj.
-  I bardzo dobrze. Niedźwiedź zginie, za pierzchającą resztą miasto wyśle pościg zakończony pewnikiem walką z tymi ze stepów. Taki los pogranicza... - dodał, nieco filozofując, lecz wiedział, co może sie stać w takich przypadkach - nie od dzisiaj zajmował się kolonizacją pogranicza i stepowych terenów Therii, do których jak na razie nikt nie rościł sobie pretensji terytorialnych.
- Miło byłoby się pozbyć tych łachmaniarzy drących modry za oknami tak, by już nie wrócili w te strony nigdy więcej. - odpowiedział
Centaury nie próżnowały - "Niedźwiedź", znużony demolowaniem śmietników i ciskaniem kubłów na odległość, zaintonował kolejną bojową pieśń stepowców. Tekst utworu po przetłumaczeniu na bardziej cywilizowany język i wyeliminowaniu wpływu pijackiego bełkotu wyglądał mniej więcej tak:
Orzeł sobie frunie z dala,
w górze Słońce napierdala,
mamut w błocie dupsko moczy.
Rekch-vaell!! Co za dzień uroczy!

Wszyscy kompani Misia ochoczo przyłączyli się do intonującego - co prawda równie zaprawionego winem i ziołami trawiastych obszarów Therii, lecz naturalnie obdarzonego zdolnością irytowania postronnego widza, z reguły niezainteresowanego dodatkowymi wrażeniami bólowymi w uszach. Jednak centaury nic sobie z tego cierpienia postronnych osób nie zwykły robić, ba, jęły drzeć gardła jeszcze głośniej, niż było to w zwyczaju, a z ust Kudłacza popłynęła kolejna zwrotka pijackiej pieśni:
- W górze orzeł popierdala.
Ale co to?!
Nagle skała...
Ptak miał chyba w rzyci oczy!
Teraz leży i krwią broczy!

- Hej! - gromki okrzyk kompanów raz jeszcze przerwał spokojną karnsteińską noc.
Niebawem żadnemu z koniokształtnych nie będzie już do śmiechu. Jeszcze parę chwili, a zostaną zmieceni niczym to, co ich niedźwiedzi przywódca wywalił z kubła na trotuar. Wielbłądnik nie zna litości dla nikogo, tym bardziej jeśli ma do czynienia z przestępcą i dzikusem zarazem.
Avatar użytkownika
Medard
Splatający Przeznaczenie
 
Rasa: Wampir czystej krwi
Aura: Platyna twarda niczym najlepsza stal połyskująca jeszcze względną świeżością, rozpłynie się przed twoimi oczyma, sięgając samego horyzontu. Tam lśni dorównujący jej w nieustępliwości obsydian, odbijając się w gładkich połaciach szlachetnego metalu. Obraz wydaje się prostym, wręcz surowym, zupełnie jakby swoją szlachecką prezencją odpychał cię przed bliższymi oględzinami, gdy jednak przyjrzysz się uważniej zachowując wszystkie zasady dobrego wychowania, uda ci się dostrzec kruszyny cyny skrzące się nieregularnie, przemieszane z giętkimi smużkami srebra i ubarwione ostrymi w dotyku pociągnięciami żelaza. Smak powietrza jest tu ciężki i lepki zupełnie jak przed tropikalną burzą. Niby da się wyczuć posmak łagodności, jednak to gorycz zakończy bukiet, w efekcie kradnąc prawie całą uwagę. Tak przynajmniej myślałeś. Wtedy w twe nozdrza uderzy metaliczny odór krwi, a krzyk agonii prawie namacalnie rozedrze w strzępy otaczający cię świat. Jeszcze tchnienie minie nim wyrównasz oddech próbując się uspokoić i pojąć czego świadkiem właśnie byłeś.
Wygląd: Medard to wysoki mężczyzna o przeciętnej posturze z przechyleniem szali na umięśnioną. Mierzy bowiem sążeń i dwa palce (ok. 188 cm) przy dwóch cetnarach i kamieniu masy (ok. 90 kg). Skóra na jego dłoniach nie należy do najmiększych co świadczy o tym, że swoje przepracował. Kilka palców zdobią sygnety z herbem Aflaque - wyjącym czarnym wilkiem w tarczy (w klejnocie dwa ... (Więcej)

Postprzez Rishann » Wt lut 18, 2014 12:21 pm

Wampirzyca roześmiała się, nie mogąc powstrzymać tego odruchu. Centaury zupełnie zepsuły jej plan, za co jeszcze bardziej nie lubiła tej rasy stworzeń, ale co zrobić... Zarówno świat jak i ona, musieli znosić ich obecność, istnienie... Dobrze, że były śmiertelne.
- Sądzę, że w ich wypadku nie ma nawet co mówić o takcie, etyce i czymkolwiek, co znane jest istotom rozumnym. Ale z drugiej strony wiesz co trunki robią z myśleniem u śmiertelników. Parę mocniejszych kropel, a istota nie wie kim jest  i zachowuje się jakby była w najprzedniejszym cyrku... - pokręciła głową i wstała z łóżka, bo zupełnie poirytowała ją ta sytuacja. Nie takie miała plany na dziś i nie tego się spodziewała. Czemu ma takiego pecha? Cóż... Któż to wie, ale Rish i tak dopnie swego.
- No nie, talentu to oni też nie mają... - spojrzała na Meda zupełnie bezradnie, kiedy tamci zaczęli wyć jakieś teksty na poziomie rynsztoka.
- Nie wierzę.... Oni naprawdę nie posiadają niczego co mogłoby choć odrobinę imponować? - przewróciła oczami i rozłożyła bezradnie ręce.
Wampirzyca przeczesała dłonią włosy i potem znowu zerknęła na Medarda.
- Skoczę po wino, mam nadzieję, że do tego czasu tamte kreatury sobie pójdą, albo ktoś zrobi z nimi porządek. - powiedziała i udała się do drzwi, po czym zeszła po schodach i udała się wprost do gospodarza tego przybytku.
Mężczyzna uśmiechnął się promiennie i wpatrzył w Rishann nieco maślanym spojrzeniem, a kiedy ta poprosiła o dzban wina, ten bez zwłoki podał jej to o co prosiła i jeszcze dał zniżkę. Dziewczyna uśmiechnęła się w podzięce, choć przywykła do pewnych ulg wynikających z tego kim jest i jaka jest.

Po chwili poczuła coś dziwnego... Odwróciła się  gwałtownie w stronę drzwi, choć nikogo tam nie było, Rish czuła coś... Wyjątkowego?
- Me..Medard... Musisz tu przyjść... - powiedziała zupełnie inaczej niż zazwyczaj, ale nie wiedziała, że coś zakłócało ten przekaz i zapewne Med nie usłyszał tego na tyle wyraźnie. Wampirzyca czuła coś niezwykłego... Zapach krwi, jakiego nigdy wcześniej nie czuła. Był on tak intensywny i kuszący, że dziewczyna poczuła pragnienie skosztowania tego idealnego trunku, niemal w całym swoim ciele... To co czułą zupełnie ją omotało, sprawiło, że straciła jasność myślenia i zdrowy rozsądek. Ten zapach...Był po prostu cudowny... Kobieta podążyła do wyjścia i bez wahania pchnęła drzwi by wydostać się z budynku. Na zewnątrz szalało stado Centaurów, ale tym razem dziewczyna miała to w głębokim poważaniu... Nie to było dla niej najważniejsze.
- Med... To jest niesamowite... - jeszcze cichszy i mniej wyraźny przekaz.
Rishann Poszła w kierunku, z którego czuła tę niesamowitą woń świeżej krwi, a w końcu dotarła do jednej z uliczek i wszystko jakby zniknęło. Wampirzyca była otępiała i nie wiedziała co się dzieje, jak mogła zgubić taki zapach, a może to jakaś halucynacja?
- Brać ją.- usłyszała niewyraźnie jakiś męski głos. Przed nią pojawiła się ta zakapturzona postać, którą widziała wcześniej, ale kobieta nie zdążyła nawet zapytać o cokolwiek, ruszyć się, uciec, czy coś innego, bo dwóch napastników zaszło ją od tyłu i zasłoniło usta, po czym skrępowało tak, by nie mogła wykonywać żadnych gestów. Zakapturzony osobnik uniósł rękę, którą wykonał jakiś gest, którego Rish nie zrozumiała.
- I gotowe. - powiedział niskim głosem.
- Zabierzcie ją stąd. - polecił swoim podwładnym.
- Nie martw się, nikt cię nie usłyszy. Zadbałem nawet o to by twoje przekazy mentalne zostały zablokowane. - wyjaśnił i znikł w mroku uliczki, a RIsh poczuła szarpnięcie, kiedy dwójka napastników spełniała życzenie swojego pana.
Avatar użytkownika
Rishann
Szukający Snów
 
Inne Postacie: Arayo, Ignea, Careylissa, Tiva, Farico, Irme, Raena, Yoraa, Gloren,
Uwagi administracji: Konto Raena, jest prezentem urodzinowym dla użytkowniczki od administracji (z dnia 3.10.2013) i liczy się jako dodatkowy slot na postać. Raena (konto) jest postacią dodatkową, z czego wynika, że użytkowniczka może posiadać 7+1+1postaci na normalnych zasadach + 1 dodatkowych slotów, jeden jako prezent. Zatem użytkowniczka ma prawo posiadać razem 10 kont.
Rasa: Wampir (Czysta krew)
Aura: Średniej siły aura cała oblana jest srebrną barwą połączoną z cynową. Tu i ówdzie widać żelazne pasy oraz miedziane drobinki. Otacza ją rubinowy blask. Słychać zmysłowy szept, któremu towarzyszy woń mocnych perfum powoli przekształcający się w zapach świeżej krwi, połączony z metalicznym posmakiem w ustach. Po dotknięciu można się przekonać, iż powłoka jest całkiem twarda i z łatwością wygina się na różne strony, prezentując, jak bardzo jest elastyczna. Kusi niezwykła aksamitnością tylko czekając na ofiarę bardzo ostrych krawędzi. Lepi się nieznośnie, sklejając wargi.
Wygląd: Rishann jest kobietą, której uroda przyciąga spojrzenie niemal każdej napotkanej osoby. Długie, czarne włosy, na których gdzieniegdzie
odznaczają się jaśniejsze pasemka, opadają swobodnie na plecy. Jej oczy o kolorze płynnego złota oraz kuszące, czerwone usta, podkreśla blada, wampirza skóra, która dodatkowo nadaje Rish pewnego uroku. Wampirzyca doskonale zdaje sobie sprawę ...
(Więcej)

Postprzez Medard » N mar 02, 2014 12:41 am

Centaurom chyba nie tylko wino uderzyło do łbów. Ewidentnie musiały czymś jeszcze poprawić ów pijacki amok, z którego znane były nie tylko na obszarze stepowym w Therii, ale i w promieniu paru smoków wokół tegoż. Zła sława rozszerza się bardzo szybko - niemal niczym plaga szczurów. Na szczęście koniokształtni nie mnożą się w tak straszliwym tempie. Jeden pozytyw w tym nieciekawym towarzystwie negatywnych skutków ichniej działalności. Donnerwetter!
- Śmiertelnicy nie zachowują się aż tak skandaliczne. Przynajmniej większość z nich, zaś te kreatury po wypiciu czegokolwiek mocniejszego zmieniają się w machiny do obracania wszystkiego wniwecz. Wszak to dzikie ludy! Stepowcy nieprzywykli do cywilizacji w naszym rozumieniu tego słowa. Przecież dla nich liczą się tylko wojenne łupy, jasyr i ilość samic w haremie, a raczej jego centaurzej imitacji - szkoda na nich czasu... - odpowiedział Medard
- Mają, do irytowania ludzi i zatruwania im życia, w czym są podobni do cyrkowej małpy - towarzyszki trefnisia. Równie dobrze działają na nerwy. - rzucił, upijając nieco wina. Wtedy właśnie centaury dały popis rynsztokowej muzyki biesiadnej. Czego tam nie było, brakowało tylko...No nie! Ci pijacy nie mieli dosyć, znów zaczęli drzeć gardła z kolejna pieśnią na ustach:
- W wielkich górach Hur-Bamajach mamut wisi na swych jajach! Hop! Dziś! Dziś!
- Mamut wisi na swej trąbie i jajami w skałę rąbie! Hop! Dziś! Dziś! - dokończył Niedźwiedź, gdy zobaczył nadjeżdżający wojsko. Dla niego było już za późno na jakąkolwiek reakcję. Nadciągający szwadron wielbłądzi dosłownie zmiótł go z powierzchni ziemi, po czym przejechał po zwalonym cielsku, w międzyczasie dotkliwie rażąc przeciwnika sejmitarami. Zły sposób na śmierć obrał sobie stepowy wojownik, oj bardzo niedobry.
- Poza tym tutaj nie mają.  - dodał Medard, gdy Rish już schodziła po kolejny gąsiorek z winem. Wąpierz podszedł do okna, podziwiając pościg dzielnych wielbłądników za stepowcami hałasującymi w mieście. Kopyta centaurów jakby odmawiały im posłuszeństwa, przez co nie mogli chybcikiem oddalić się od grożącego im niebezpieczeństwa. Chyży jeźdźcy szybciutko dopędzili uciekinierów, zadając im dotkliwe razy śmiercionośną bronią. Jeden dzikus oddał się do niewoli - będzie komu sprzątać syf, którego narobili ostatniej nocy!
Przekazy telepatyczne Rish nie dotarły do uszu odbiorcy - najwidoczniej w eterze zapanowało lekkie przeciążenie lub ktoś albo coś celowo zakłócało przekaz. W końcu zapanował błogi spokój, a Medard zszedł na dół, by zaznajomić się ze szkodami, jakie spowodował najazd dzikich, którego był świadkiem.
Avatar użytkownika
Medard
Splatający Przeznaczenie
 
Rasa: Wampir czystej krwi
Aura: Platyna twarda niczym najlepsza stal połyskująca jeszcze względną świeżością, rozpłynie się przed twoimi oczyma, sięgając samego horyzontu. Tam lśni dorównujący jej w nieustępliwości obsydian, odbijając się w gładkich połaciach szlachetnego metalu. Obraz wydaje się prostym, wręcz surowym, zupełnie jakby swoją szlachecką prezencją odpychał cię przed bliższymi oględzinami, gdy jednak przyjrzysz się uważniej zachowując wszystkie zasady dobrego wychowania, uda ci się dostrzec kruszyny cyny skrzące się nieregularnie, przemieszane z giętkimi smużkami srebra i ubarwione ostrymi w dotyku pociągnięciami żelaza. Smak powietrza jest tu ciężki i lepki zupełnie jak przed tropikalną burzą. Niby da się wyczuć posmak łagodności, jednak to gorycz zakończy bukiet, w efekcie kradnąc prawie całą uwagę. Tak przynajmniej myślałeś. Wtedy w twe nozdrza uderzy metaliczny odór krwi, a krzyk agonii prawie namacalnie rozedrze w strzępy otaczający cię świat. Jeszcze tchnienie minie nim wyrównasz oddech próbując się uspokoić i pojąć czego świadkiem właśnie byłeś.
Wygląd: Medard to wysoki mężczyzna o przeciętnej posturze z przechyleniem szali na umięśnioną. Mierzy bowiem sążeń i dwa palce (ok. 188 cm) przy dwóch cetnarach i kamieniu masy (ok. 90 kg). Skóra na jego dłoniach nie należy do najmiększych co świadczy o tym, że swoje przepracował. Kilka palców zdobią sygnety z herbem Aflaque - wyjącym czarnym wilkiem w tarczy (w klejnocie dwa ... (Więcej)

Postprzez Rishann » Pn mar 10, 2014 5:00 pm

Rish zupełnie straciła swoje zmysły, jedyne co działało jako tako, był jej słuch, który mocno się przytępił. Ktoś mocno owładnął jej ciało magią, która blokowała telepatię i wszelkie rozeznanie się w obecnej sytuacji. Słyszała głosy, dwójki mężczyzn, zdawało się, że trzeci z nich milczał, najwyraźniej nie mając nic ciekawego do dodania. Dwójka omawiała miejsce, w którym przez jakiś czas miała pozostać Rish, omawiany był również plan na najbliższy czas, ale urywki zdań, które wyłapywała Wampirzyca wcale nie układały się w całość... Kajdany, ciemność, piwnica, ale traktowanie z należytym szacunkiem. Gdyby mogła, wybuchnęłaby śmiechem, wyśmiewając całą tę sytuację.
Pięknie.. Jeszcze nigdy nie była porwana, raczej zawsze ona grała rolę porywaczki-kusicielki, a potem ewentualnie morderczyni.
W końcu trawiła do jakiegoś pomieszczenia, w którym dostrzegła świece, jakieś stare meble, łóżko i .. Kajdany na ścianie? A może tylko jej się zdawało. Właściwie cały obraz zdawał się być rozmyty, a jej nawet nie chciało się myśleć. Za późno zareagowała by w ogóle obronić się przed jakąkolwiek zasadzką, teraz nie bardzo miała jakiekolwiek wyjście.
Kliknięcie w drzwiach... Ktoś ją zamknął? Została sama? Nawet nie zauważyła kiedy pozostawiono ją na łóżku w tym dziwnym miejscu. Powoli odzyskiwała świadomość, ale jej poziom nie był zadowalający. Wciąż nie widziała wyraźnie, miała wrażenie ,że ktoś wyłączył jej telepatię, zupełnie jakby ktoś zdmuchnął płomień świecy, który pozostawił po sobie cieniutką stróżkę dymu.
Rish rozglądała się, ale nie miała pojęcia gdzie się  znajduje. Kobieta postanowiła czmychnąć z pomieszczenia, ale myślała jak tego dokonać. Kot! No przecież... Taka forma była znacznie wygodniejsza i zwinniejsza, jeśli o ucieczkę chodzi.
Wampirzyca skupiła się z całej siły na przemianie, której chciała dokonać, ale po otwarciu oczu, zobaczyła, że zupełnie nic się nie zmieniło. Westchnęła uznając, że zwyczajnie się  zestresowała i coś po prostu poszło nie tak. Kolejna próba została wykonana z większym skupieniem i nakładem tego co pozostało z jej energii. Ale i tym razem... Nic z tego.
Dziewczyna przewróciła oczami zupełnie poirytowana tym, że ktoś śmiał zablokować również i tę umiejętność. Wampirzyca przeczesała dłonią włosy i zamarła na moment. Dłoń wróciła na czubek głowy, na którym znajdowały się małe, kocie uszka.
- No nie wierzę... - westchnęła jeszcze mocniej podirytowana i usłyszała głuchy dźwięk, czegoś miękkiego uderzającego o coś innego...
Do uszek dołączył ogon... Koci ogon... A co robią koty, kiedy są poddenerwowane?
- Uch! - warknęła wkurzona i wstała z łóżka. Ktoś miał za mało siły by całkowicie zablokować zdolność przemiany....


Tymczasem w Karczmie wszystko wyglądało jakby zupełnie nic się nie stało, aczkolwiek burdel jaki zrobiły  stworzenia kopytne  był wewnątrz widoczny, lecz czego to już ten przybytek nie widział. Gospodarz obserwował wszystko i wszystkich, uważnie przyglądając się swoim gościom, bo przez to co działo się na zewnątrz, nie miał ochoty na niepotrzebną utratę  klientów. Polecił swoim najlepszym kelnerkom, by jak najlepiej zadbały o pozostałych gości. Jedna nawet podeszła do Medarda, oferując mu kielich najprzedniejszego wina. Uśmiechnięta wręczyła mu trunek, oferując między wierszami coś więcej niż tylko picie.
Karczmarz przyglądał się Księciu, intensywnie rozmyślając o czymś. Po chwili skinął głową na jedną z kobiet obsługujących gości, a ta podeszła do niego. Mężczyzna wyjaśnił jej coś szybko, a ta podeszła do Medarda.
- Panie, polecono mi przekazać, że pańska towarzyszka wyszła jakiś czas temu z karczmy. Nie wydawało się, by miała wrócić. Mogłabym jakoś umilić panu czas? - powiedziała miło i skłoniła się lekko. Goście najważniejsi, a gospodarz oko do i na klientów miał...
Avatar użytkownika
Rishann
Szukający Snów
 
Inne Postacie: Arayo, Ignea, Careylissa, Tiva, Farico, Irme, Raena, Yoraa, Gloren,
Uwagi administracji: Konto Raena, jest prezentem urodzinowym dla użytkowniczki od administracji (z dnia 3.10.2013) i liczy się jako dodatkowy slot na postać. Raena (konto) jest postacią dodatkową, z czego wynika, że użytkowniczka może posiadać 7+1+1postaci na normalnych zasadach + 1 dodatkowych slotów, jeden jako prezent. Zatem użytkowniczka ma prawo posiadać razem 10 kont.
Rasa: Wampir (Czysta krew)
Aura: Średniej siły aura cała oblana jest srebrną barwą połączoną z cynową. Tu i ówdzie widać żelazne pasy oraz miedziane drobinki. Otacza ją rubinowy blask. Słychać zmysłowy szept, któremu towarzyszy woń mocnych perfum powoli przekształcający się w zapach świeżej krwi, połączony z metalicznym posmakiem w ustach. Po dotknięciu można się przekonać, iż powłoka jest całkiem twarda i z łatwością wygina się na różne strony, prezentując, jak bardzo jest elastyczna. Kusi niezwykła aksamitnością tylko czekając na ofiarę bardzo ostrych krawędzi. Lepi się nieznośnie, sklejając wargi.
Wygląd: Rishann jest kobietą, której uroda przyciąga spojrzenie niemal każdej napotkanej osoby. Długie, czarne włosy, na których gdzieniegdzie
odznaczają się jaśniejsze pasemka, opadają swobodnie na plecy. Jej oczy o kolorze płynnego złota oraz kuszące, czerwone usta, podkreśla blada, wampirza skóra, która dodatkowo nadaje Rish pewnego uroku. Wampirzyca doskonale zdaje sobie sprawę ...
(Więcej)

Postprzez Medard » Cz mar 20, 2014 11:35 pm

Całe miasto uspokoiło się po rozprawieniu się wielbłądników z najazdem dzikusów z okolicznych stepów. Przy trupie jednego z koczowników strażnik znalazł glejt opatrzony pieczęcią włodarza granicznej marchii w Demarze. Natychmiast wręczył znalezisko dowódcy jazdy, która stłumiła zamieszki. Zwierzchnik rozerwał pieczęć, a to, co zobaczył wewnątrz, przerosło oczekiwania chyba każdego obywatela Karnsteinu. Hrabia Hodor Hodorovitz von Hodor opłacił pomniejszego chana, by ów nękał Karnstein swymi ordami, a unicestwione dzikusy nie były pojedynczym wybrykiem pijanego centaura - tego typu przypadków na Pograniczu naliczono paręnaście, w tym cztery poważniejsze z udziałem koczowniczych armii. Nie wróżyło to nic dobrego, oj nie! Nie wyglądało toto na falsyfikat, nawet wosk był przedniej jakości, nie mówiąc już o papierze czerpanym, z jakiego zwykł korzystać ów latyfundysta. Ciekawe, czy wybryki lennika doszły już uszu i oczu królewskich i co na to Jegomość Król odpowie... Porucznik wielbłądzi natychmiast polecił wysłać poselstwo do ambasadora przy Królestwie Demary, by sprawę wyjaśnił z odpowiednimi osobami - pominąwszy wspomnianego wyżej awanturnika...
Tymczasem na graniczące ze stepami tereny ściągały coraz to liczniejsze oddziały z głębi Karnsteinu wsparte ordyńcami Wielkiego Chana, do niedawna trzymającego w ryzach dzikusów z ziem niezagospodarowanych przez twory państwowe. Konflikt z demarskimi latyfundystami, a co najmniej z Hodorem z Hodoru wisiał na włosku.

W karczmie zaś znów zapanował błogi spokój. Rish nie wracała długo, a przecież poszła tylko do oberżysty po kolejny dzban wina. Czego jak czego, ale własnej produkcji trunków, to w Chlewie nigdy nie brakowało, więc taki przestój wydawał się nie na miejscu.
Medard ruszył na dół, gdzie natknął się na jedną z karczemnych dziewek. Zapewne przysłali ją właściciele, by doglądała, czy tak dostojnemu gościowi niczego nie brakowało.  Dziewczyna oznajmiła, że Rish wybiegła nie wiadomo gdzie i nie wydawało się -przynajmniej jej zdaniem- że wróci do karczmy, ale co tak siksa może wiedzieć o zwyczajach gości i to nietutejszych?! Med odpowiedział:
- Dziękuję, na razie możesz odejść. A, i jeszcze jedno - lepiej nie wpuszczać tu stepowców, a zwłaszcza ziomków tych kretynów, którzy kilka chwil temu spowodowali taki bajzel. Dawno takie awantury w tym mieście się nie zdarzały...
Chlew nadal żył własnym rytmem, a zamieszki spowodowane przez centaury zdawały się nie mieć wpływu ani na funkcjonowanie lokalu, ani tym bardziej na przebywających wewnątrz gości.
Avatar użytkownika
Medard
Splatający Przeznaczenie
 
Rasa: Wampir czystej krwi
Aura: Platyna twarda niczym najlepsza stal połyskująca jeszcze względną świeżością, rozpłynie się przed twoimi oczyma, sięgając samego horyzontu. Tam lśni dorównujący jej w nieustępliwości obsydian, odbijając się w gładkich połaciach szlachetnego metalu. Obraz wydaje się prostym, wręcz surowym, zupełnie jakby swoją szlachecką prezencją odpychał cię przed bliższymi oględzinami, gdy jednak przyjrzysz się uważniej zachowując wszystkie zasady dobrego wychowania, uda ci się dostrzec kruszyny cyny skrzące się nieregularnie, przemieszane z giętkimi smużkami srebra i ubarwione ostrymi w dotyku pociągnięciami żelaza. Smak powietrza jest tu ciężki i lepki zupełnie jak przed tropikalną burzą. Niby da się wyczuć posmak łagodności, jednak to gorycz zakończy bukiet, w efekcie kradnąc prawie całą uwagę. Tak przynajmniej myślałeś. Wtedy w twe nozdrza uderzy metaliczny odór krwi, a krzyk agonii prawie namacalnie rozedrze w strzępy otaczający cię świat. Jeszcze tchnienie minie nim wyrównasz oddech próbując się uspokoić i pojąć czego świadkiem właśnie byłeś.
Wygląd: Medard to wysoki mężczyzna o przeciętnej posturze z przechyleniem szali na umięśnioną. Mierzy bowiem sążeń i dwa palce (ok. 188 cm) przy dwóch cetnarach i kamieniu masy (ok. 90 kg). Skóra na jego dłoniach nie należy do najmiększych co świadczy o tym, że swoje przepracował. Kilka palców zdobią sygnety z herbem Aflaque - wyjącym czarnym wilkiem w tarczy (w klejnocie dwa ... (Więcej)

Postprzez Pani Losu » Wt kwi 01, 2014 9:31 pm

I nagle Rish mogła usłyszeć dźwięk przekręcanego w zamku klucza, a zaraz po tym skrzyp otwieranych drzwi. Do jej pokoju weszła wysoka osoba, odziana w długi, skórzany płaszcz z kapturem, którym to zakrywała swą twarz.
- Cóż ja widzę. Nasz ptaszek w klatce się zbudził. - rzekł głosem niskim, co zdradzało płeć tej osoby.
- Moi ludzie jak zwykle nawalili. Mieli sprowadzić tutaj Medarda, kogoś wpływowego, a nie jakąś wampirzą ladacznicę. - w jego głosie słychać było pewną dozę zdenerwowania.
- To już któraś próba, gdy im się nie udaje. Już kilka razy sprowadzali do mnie, ten tak zwany, plebs wśród waszej rasy, czyli przemienionych, a nie szlachetne wampiry jak sam von Karnstein. - dalej prowadził swą wypowiedź, obserwując spod kaptura wampirzycę. Westchnął ciężko.
- Żeby to chociaż były wampiry czystej krwi... - odwrócił się plecami do swego gościa i zdjął z siebie płaszcz.
- Gorąco tu nieprawdaż? - powiedział teraz radośniej. Znów stanął do Rish przodem ukazując swój strój, który wskazywał na wysokie pochodzenie. Twarz dalej była zakryta, lecz nie cała, a ty połowa, bo na oczach widniała czarna maska przypominająca łeb kruka, do której były przyczepione czarne pióra. Mężczyzna zbliżył się znacząco do wampirzycy, nachylił się nad nią i chwycił ją za brodę dłonią, by móc skierować jej spojrzenie na siebie.
- Chociaż Ty też możesz mi się przydać. - powiedział szeptem, oblizując wargi. Puścił jej głowę, wyprostował się i odszedł kilka kroków od łóżka, na którym była Rish. Chciał zobaczyć jej reakcje, bo ewidentnie ją prowokował do czegoś.
- Gdy spałaś upuściłem Ci trochę krwi, mam nadzieję, że nie będziesz się za to gniewać. - zaśmiał się i sięgnął po stojący nieopodal puchar wypełniony krwią. Zanurzył w palec w zawartości naczynia i oblizał go.
- Wiedziałaś, że wampirza krew jest smaczniejsza od krwi innych istot? Pewnie nie, bo tacy jak wy boją się spróbować krwi swoich własnych braci. Tak ja też jestem wampirem. - i znów z wesołego stał się poważny, jak na samym początku.
- Lecz nie takim jak Wy, ja zostałem przemieniony. -
- Ale dosyć o mnie, pewnie zastanawiasz się po co Cię tu sprowadziłem. A raczej, czemu chciałem tutaj sprowadzić księcia Karnsteinu, ale moi nieudolni słudzy spaprali robotę! - na ostatnią część zdania wybuchł gniewem i rzucił z impetem pucharem o ścianę, rozlewając przy tym zawartość. Jednak uspokoił się.
- Nie szkodzi, pobiorę jeszcze trochę krwi. - powiedział do siebie pod nosem - No, ale wracając do tematu! - wyszczerzył się i klasnął dłońmi składając je razem, żeby potem nimi potrzeć. - Potrzebuję przeprowadzić pewien rytuał, nie będę Cię zanudzał jaki, ale potrzebuję kilku składników. - zaczął krążyć po pomieszczeniu - Dziewicy, źródła energii magicznej, czternaście szkieletów żołnierzy z jakiejś wojny i jak wampira o jak najczystszej krwi. - wymieniał, wyliczając na palcach. Zatrzymał się zaraz obok Rishann. - Dlatego potrzebny mi jest Medard, a nie ktoś taki jak ty! Ty mi nie rozdziewiczysz tej dziewicy! - znów nerwowy wybuch, tym razem uderzył Rish w twarz. Mężczyzna widocznie nie był zrównoważony psychicznie.
Avatar użytkownika
Pani Losu
Urzeczywistniający Marzenia
 
Rasa:
Aura: Nieznana.
Wygląd:

Postprzez Rishann » Śr kwi 02, 2014 10:09 am

Wampirzyca próbowała skontaktować się jakoś z Medardem, który zapewne nawet nie wiedział, że ktoś porwał ją ot tak... Jakie to było irytujące... Jak w ogóle mogła dopuścić do tego ,że ktoś tak bardzo ją zwiódł? Teraz musiała zrobić coś by wydostać się z tego paskudnego miejsca, ale nie było to takie łatwe. Przyblokowane zdolności, niemożność komunikacji mentalnej, cóż miała zrobić? Na pewno coś, co sprawi, że wyrwie się z łap tego, który ją porwał.
Rishann podniosła głowę, kiedy usłyszała, że ktoś przekręca klucz w zamku, by otworzyć drzwi. Dziewczyna zmrużyła oczy, bo miała wrażenie, że to właśnie ten mężczyzna, który nie wiadomo czemu zabrał ją w to dziwne miejsce.
I nie pomyliła się... Osobnik w długim skórzanym płaszczu z kapturem, wszedł do pomieszczenia i odezwał się do niej dość pewnym siebie głosem.
- Czego ode mnie chcesz... - powiedziała niemiło, przyglądając się mężczyźnie, który na samym wstępie drażnił ją swoją obecnością.
- Nie jestem ladacznicą. Ja wiem czego chcę. - odparła i uniosła lekko głowę, co wyglądało dość dumnie.
Mężczyzna był zdenerwowany, na co Rish uśmiechnęła się nieco złośliwie, bo przynajmniej w małej części od początku psuła jego tak misterny plan.
Kiedy odwrócił się do niej plecami, prawie zaśmiała się słysząc złość w jego głosie.
- Jaki pan, tacy podwładni. - rzuciła pod nosem swoim złośliwym tonem.
Wampirzyca nie przestawała przyglądać się mężczyźnie, który chwilę potem zdjął płaszcz i znowu stanął do niej przodem. Było jasne, że nie należy do zwykłego plebsu, a wręcz przeciwnie - biła od niego aura wysokiego pochodzenia. Czego taki ktoś chciałby od wampirów? Czarna maska przykuła uwagę Rish, ale po chwili dziewczyna odwróciła spojrzenie, zastanawiając się jak mogłaby teraz uciec. Z zamyślenia wyrwał ją głos mężczyzny, który podszedł do niej o miał czelność ująć jej brodę i zbliżyć się tak, że Rayweth miała ochotę zrobić mu krzywdę.
- Nie, dotykaj, mnie. - wycedziła przez zęby, patrząc groźnym wzrokiem na mężczyznę, który wciąż próbował wyjaśnić jej czemu znalazła się w tym miejscu.
- W niczym ci nie pomogę. Tknij mnie raz jeszcze, a przestanę być taka bezbronna. - warknęła na niego, kiedy w końcu odsunął się. Było w tym osobniku coś, co nie dawało spokoju kobiecie, nie wiedziała co to jest, ale wkrótce ten problem miał się rozwiązać.
Kiedy usłyszała o tym, że śmiał również upuścić nieco jej krwi, zacisnęła usta i spiorunowała go wzrokiem. Na co sobie jeszcze pozwolił? Bezczelny typ, który pożałuje, że w ogóle z nią  zadarł...
- Nie jesteś wampirem, a zwykłą hańbą dla tej rasy. - zaskoczona tym co powiedział, ukryła swoje zdziwienie pod maską złośliwości. Medard będzie zaskoczony jeśli jakimś  cudem dotrze w to miejsce...
- Ktoś tutaj ma zły dzień... - Spojrzała na niego takim uroczym spojrzeniem, które zarazem było bardzo niebezpieczne, kiedy mężczyzna rzucił pucharem o ścianę.
- O mojej krwi możesz zapomnieć. A kiedy Medard mnie znajdzie, nie będziesz taki wesoły. - warknęła na niego i wstała z łóżka.
- Nie zadziera się z nami... A to co chcesz zrobić jest zwyczajnie chore! - powiedziała ostrzejszym tonem.
- Nic z tego nie wyjdzie, możesz być tego pewien. - dodała po chwili i skrzyżowała ręce.
- Medard... Gdzie jesteś... - posłała gdzieś, ale nie była pewna, że ktokolwiek to usłyszy, już dość próbowała, a nic z tego nie wyszło...


Mijały kolejne minuty, godziny... A Rish wciąż nie wracała do Chlewu. Właściciele przybytku próbowali zadowolić Księcia, który został tam sam, przynosząc mu wino, próbując zabawić. Tymczasem w Karczmie pojawili się  wysłannicy porywacza, którzy otrzymali rozkaz obserwowania Medarda.
Avatar użytkownika
Rishann
Szukający Snów
 
Inne Postacie: Arayo, Ignea, Careylissa, Tiva, Farico, Irme, Raena, Yoraa, Gloren,
Uwagi administracji: Konto Raena, jest prezentem urodzinowym dla użytkowniczki od administracji (z dnia 3.10.2013) i liczy się jako dodatkowy slot na postać. Raena (konto) jest postacią dodatkową, z czego wynika, że użytkowniczka może posiadać 7+1+1postaci na normalnych zasadach + 1 dodatkowych slotów, jeden jako prezent. Zatem użytkowniczka ma prawo posiadać razem 10 kont.
Rasa: Wampir (Czysta krew)
Aura: Średniej siły aura cała oblana jest srebrną barwą połączoną z cynową. Tu i ówdzie widać żelazne pasy oraz miedziane drobinki. Otacza ją rubinowy blask. Słychać zmysłowy szept, któremu towarzyszy woń mocnych perfum powoli przekształcający się w zapach świeżej krwi, połączony z metalicznym posmakiem w ustach. Po dotknięciu można się przekonać, iż powłoka jest całkiem twarda i z łatwością wygina się na różne strony, prezentując, jak bardzo jest elastyczna. Kusi niezwykła aksamitnością tylko czekając na ofiarę bardzo ostrych krawędzi. Lepi się nieznośnie, sklejając wargi.
Wygląd: Rishann jest kobietą, której uroda przyciąga spojrzenie niemal każdej napotkanej osoby. Długie, czarne włosy, na których gdzieniegdzie
odznaczają się jaśniejsze pasemka, opadają swobodnie na plecy. Jej oczy o kolorze płynnego złota oraz kuszące, czerwone usta, podkreśla blada, wampirza skóra, która dodatkowo nadaje Rish pewnego uroku. Wampirzyca doskonale zdaje sobie sprawę ...
(Więcej)

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Księstwo Karnstein

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości

cron