Tak ten chędożony świat już jest skonstruowany, iż wszystko, co dobre ma tendencję do efemerycznej wręcz obecności pośród żywych, niekiedy niewystarczającej nawet, by zmysły śmiertelnych zdążyły się nacieszyć ową dobrocią szybciutko znikających rzeczy: nieważne, czy to wykwintna potrawa przygotowana przez najznamienitszego szefa kuchni, wino dla marzycieli kosztujące tyle, co niejeden dzianet z rzędem paradnym czy husarski koń bojowy z pełnym rynsztunkiem, pełnia uczucia względem tak zwanej drugiej połowy tudzież cokolwiek innego, równie ulotnego tak samo jak dorosła postać pewnego owada, który jako larwa żyje sobie w toni wodnej przez kilka lat, by przekształcić się w formę zdolną do rozrodu, dokonać tegoż aktu i skończyć w paszczy ryby lub ptasim dziobie jeszcze tego samego dnia. Rasy obdarzone przez naturę długowiecznością lub teoretycznie nieśmiertelne mają –co prawda- czas, by nacieszyć się powyższymi aspektami życia, lecz są one równie wyczekiwane przez nie, co osobniki, którym przyroda poskąpiła lat na tym łez padole i w niecały wiek muszą żegnać się ze światem. Dla wąpierza czy smoka mogącego przeżyć trzydzieści razy tyle, co przeciętny człowiek, żywot tego ostatniego jest jak splunięcie do rynsztoka. A jednak, łączy ich więcej, niźli by się tego spodziewali.
Jednym z takich właśnie momentów życia była niewątpliwie wizyta w Mamucie. Woń potraw przyprawiała o obłęd, a jakość podawanych do nich trunków niejednego przyprawiła o zawrót głowy nie tylko z powodu ceny. Kelnerzy wnieśli właśnie kolejne dania, w tym osławionego jelenia w kurkach i rozmarynie. Medard domówił jeszcze strusią pieczeń i gruszecznik z miejscowych cydrowni.
Tymczasem rozmowa między biesiadnikami rozgorzała w najlepsze. Medard odpowiedział Saavielowi, mając na względzie również to, co usłyszał od Triss:
- Najmici też mają swój system klasowy. Najznamienitsi z nich w ogóle nie odwiedzają takich dziur, chyba że mają w nich jakąś sprawę do załatwienia lub wykonują zlecenie. Co do wina – zgoda.
Magia odpada, gość nie był w ciemię bity, ale za bardzo cenił sobie zarobione złoto. Nigdy nie wydałby ruena, nawet nadgryzionego przez probierzy i ząb czasu na coś tak niedostępnego –w jego mniemaniu- jak usługi czarodzieja tudzież kreomagatora. Wniosek z tego, iż albo miał konszachty ze złodziejami, albo któryś z pracowników winnicy sprzedawał mu stare beczki i butelcyny, które i tak trafiłyby na śmietnik. Fałszerstwa łatwo wykryć, natomiast barachło w oryginalnym opakowaniu wydaje się gminowi tym, co to drugie miało sobą reprezentować, a przecież gnój owinięty w złotogłów nadal cuchnie tak samo.
Mówiąc to, uciął temat oszusta, który najwyższą cenę zapłacił za lekce sobie ważenie prawa i sprzedawanie barachła jako dziedzictwa Księstwa, że o truciu gości –jacy by oni nie byli- i kantach na składzie potraw nie wspominając nawet.
Przy toastach Triss podziękowała za peany prawione na cześć jej wina. Med. odparł:
- Naprawdę nie masz za co dziękować. Wyborność wąpierza jest faktem niezaprzeczalnym, inaczej Anperis nie byłby tym, czym jest od wielu lat, a może nawet stuleci.
Kolejne wznosił winem i wielkim pucharem krwi, niech sobie zmiennokształtna myśli, iż pozoranci jakoś nauczyli się trawić ten drogocenny płyn lub opanowali cudownie odruch wymiotny… Zabawy nigdy dość.
Triss zdecydowała się zatrzymać, to, co znajdzie między monetami w mieszku, a raczej miechu dość pokaźnych rozmiarów. Czy to był dobry znak? Czas pokaże, a Chiropterus wyjaśni – na razie trudno ocenić.
- Niewątpliwie przyda Ci się to niebawem, może już w Chiropterusie…- podsumował Medard.
Grymas czy wzdrygnięcie się Triss na wieść o wychwalaniu Jeżozwierza (do rodziny którego należał Jurny Mamut) książę zrozumiał w lot. Inspektor dobrze zrobił , pozbywając się barachła, lecz niemało krwi napsuł Andremu nasyłając na winnice niezapowiedziane kontrole, i to całymi stadami. Na szczęście teraz Emhyr z rodziną są drugimi po księciu największymi kontrahentami Margothów. Wyroki Śmierci bywają niezbadane.
Erremir za dużo wypił, a podawana w międzyczasie krew obudziła w byłym królu nieciekawe wspomnienia z przeszłości. Poskutkowało to opuszczeniem Mamuta przez rodzinę i zniknięciem jej wśród zawiłych uliczek śródmieścia Anperii. Med -póki co- nie wysyłał kruków, by sprawdziły, co się dzieje z pechowcem, niech medyk ma nieco prywatności, by dojść do siebie za jakiś czas.
Zmiennokształtna znowu zaczęła swoje gierki z upadłym najemnikiem, tym razem większość z nich dotyczyła zakładu o to, czy Medard i Triss są prawdziwymi wampirami, czy tylko pozorantami, ot ludzkimi arystokratami, którzy nie mają co zrobić i z żywotem, i z czasem, a przede wszystkim zarobionymi ruenami.
- To zależy od Ciebie, na ile pozwolimy kotowatej czuć się panią sytuacji. – dodał Medard. Następną część wypowiedzi skierował do Triss już telepatycznie, puszczając w eter następujący komunikat:
- Udawanie człowieka potrafi być całkiem zabawne
Takie były też przekomarzanki zmiennokształtnej z upadłym aniołem dotyczące natury księcia i towarzyszącej mu arystokratki. Med śmiał się jak nigdy, zakąszając wyborną jeleniną w jeszcze lepszym sosie.
Prośba Saaviela doszła uszu księcia i została wysłuchana. Wąpierz odparł:
- Oczywiście. Niech dziewczyna wpierw ochłonie i nauczy się jako takiego moresu, o ile to możliwe w jej wypadku.
Następnie zwrócił się do Triss tak, by nikt poza nią nie usłyszał ich rozmowy:
- Saav tylko udaje najmitę. To piekielny książę, któremu obrzydły diabły i znudziło się tamtejsze życie – po prostu wybrał ziemski padół, by tutaj spróbować swoich sił. Póki co, radzi sobie całkiem nieźle.
Tymczasem w przeciwległym końcu gmachu Jeżozwierz siedział w fotelu i kiwał się w tę i nazad, co jakiś czas sącząc białe wytrawne wino rodem ze skrywanych przed gawiedzią włości von Karnsteinów. Nie widać było po nim, by przejmował się obecnością Triss w Mamucie. Tak się dziwnie złożyło, że taki gość jak ona (Książę był stałym bywalcem) wynosi prestiż Mamuta na wyższy, nieosiągalny większości poziom. Czyżby rodowe niesnaski zanikły lub uległy wyciszeniu?
Keli podekscytowana czymś -z pewnością nie tylko spożytym alkoholem (wąpierz potrafi powalić nawet rosłego draba o sile mamuta)- wybiegła na zewnątrz jadłodajni. Co się stanie dalej - czas pokaże.