Kaer Natherini


Miasto położone na granicy Równiny Drivii i Wschodnich Pustkowi, jedno z głównych miast środkowej Alarani, położone na szlaku handlowym, prowadzącym przez Opuszczone Królestwo aż do Wybrzeża Cienia.

Postprzez Feyla » Cz sie 02, 2018 9:28 am

        Feyla w skupieniu obserwowała lot strzały. Miała nadzieję, że tym razem nastąpi przełom.  Od rana testowała kolejne rodzaje łuków, w nadziei uzyskania odpowiedniego efektu. Sprawdzała jaki wpływ na ich działanie ma gatunek użytego drzewa, od cisów przez wiąz i modrzew, co zmienia promień ugięcia, pozycja strzelecka oraz materiał stosowany jako cięciwa. Dodatkowo eksperymentowała również w budowie samych strzał, kolejno zmieniając groty i lotki. A wszystko przez osławiony wśród rzemieślników Fargoth, turniej Mota. W zmaganiach tych chodziło o to aby uzyskać jak największy zasięg broni miotających.  W zasadzie bez znaczenia był jej rodzaj. Dopuszczano łuki, kuszę, procę a nawet trebusze, pod warunkiem, że uczestnik był w stanie samemu go przenosić i obsługiwać. Celność pocisku, w tym przypadku bełtu, strzały, kulki, dysku, kamienia czy czegokolwiek, nie miała tu żadnego wpływu na ostateczny werdykt. Podobnie zresztą jak szybkość posługiwania się bronią. Liczyła się tylko uzyskana odległość, a co najzabawniejsze, zwycięzca zyskiwał sobie miano wybitnego twórcy i mistrza rzemiosła. Dziwnym trafem nikt nie brał pod uwagę faktu, że dany kowal mógł wygrać tylko dlatego, że posiada ramiona jak pień, a na swoją cięciwę zamiast strzał mógłby naciągać kłody.  Siłą rzeczy taka chudzina jak Feyla musiała solidnie się przyłożyć jeśli nie chciała skrewić całej rywalizacji.  
        Poza samymi testami, kowalka zmuszona została wprowadzić jakiś system analizy uzyskiwanych wyników, w czym wymiernie pomagała jej czeladniczka w osobie brązowej sowy. Każda wystrzelona strzała uprzednio została znakowana odpowiednim kolorem farby, podobnie jak zestaw kamieni znajdujący się obok stanowiska łuczniczki. Po zakończonej próbie, ptak leciał sprawdzić gdzie znalazł się dany kolor, a następnie wracał i przesuwał kamyki na planszy. Dzięki temu Feyla wiedziała, iż obecnie prowadzi żółty, tuż przed pomarańczowym, jednocześnie nie musząc za każdym razem pokonywać kilkuset kroków by sprawdzać efekty swojej pracy.
        Dziewczyny w branży kowalskiej zdarzały się niezwykle rzadko, ale właśnie to pozwalało Feyli pozbyć się uprzedzeń odnośnie tego jak powinien prezentować się typowy rzemieślnik. Skoro ona mogła być mistrzem w swoim fachu, to sowa mogła być idealnym pomocnikiem, a opinia pozostałych przedstawicieli branży niewiele ją interesowała. Nie jej winą było iż większość kowali miała konserwatywne poglądy, niechętnie podchodząc do jakichkolwiek nowinek w swojej pracy. Tymczasem ptak w swojej roli odnajdywał się doskonale, a obecne zadanie było tego najlepszym dowodem. Przynajmniej jak do tej pory.
Kowalka liczyła na jakaś diametralną zmianę jak chodzi o uzyskiwane wyniki, jednak to co się wydarzyło przerosło jej oczekiwania. Swobodnie szybująca strzała nagle rozpłynęła się w powietrzu, przepadając bez wieści.
        - Sprawdź. – Poleciła Feyla, przekonana że przez słońce i upał, w wyniku którego powietrze drgało jakby było cieniutką taflą wody, ona sama mogła przegapić moment w którym strzała wylądowała na ziemi.
        Sowa natychmiast poderwała się do lotu. Jednak tym razem przeprowadzona przez nią weryfikacja wyniku wyglądała zupełnie inaczej. Ptak kilkukrotnie zatoczył koło wokół polany, po czym zawrócił do łuczniczki, a zielony kamyk zamiast przesunąć się do przodu, został przez niego strącony z planszy.
        - Jak to nie ma?! – Domyśliła się Feyla. – Niemożliwe. Nabijasz się ze mnie. Wiedz, że jeśli to ja ją znajdę, bierzesz moje trzy kolejki przy zmywaniu naczyń.
        Przerzucając sobie łuk przez ramię, dziewczyna ruszyła na poszukiwanie zguby. Sowa trzymała się tuż za nią, wyraźnie obrażona sugestią iż ktoś może podważać jej wzrok. Szybko zresztą okazało się że miała rację, ponieważ mimo intensywnych starań, Feyla nie była w stanie odnaleźć zielonej strzały. Kolejne powiększanie obszaru poszukiwań również nie przynosiło spodziewanych rezultatów.
        - Para i popiół. – Zaklęła kowalka. - Musi gdzieś tu być. Cholerny zielony. Łajza musiała nie wbić się w ziemię tylko się po niej ślizgać, a jak leży w trawie to jej nie widzimy.
        - Hu. – Zaprotestowała sowa siadając na ramieniu łuczniczki, wyraźnie chcąc podkreślić, że nie ma czegoś takiego jak „niewidzenie”.
        Tymczasem zapatrzona w ziemie Feyla, zupełnie nie zdawała sobie sprawy z faktu co ma przed sobą. To co wcześniej przyjęła za drgania gorącego powietrza, teraz coraz wyraźniej przypominało zwierciadło. Co więcej nie było to już tylko i wyłącznie stacjonarne zjawisko. Tajemniczy, niewyraźny kształt nagle przesunął się przenikając przez dziewczynę. Kowalka poczuła jedynie delikatne mrowienie, jednak gdy po raz kolejny rozejrzała się wokół siebie, zdała sobie sprawę że jest w zupełnie innym miejscu.
Avatar użytkownika
Feyla
Kroczący w Snach
 
Inne Postacie: Winka, Nurdin, Ilia, Awel, Bluen, Escrim, Groszek, Nyllef,
Rasa: Człowiek
Aura: Bardzo jasna, błyszcząca jak diamenty emanacja swoją siłą jawiącą się w umyśle zbliża się do przeciętnej, choć jest wyraźnie słabsza. Jej barwa przypomina mieszaninę cynku z pływającymi w niej drobinami miedzi, które przywodzą na myśl rozgrzany metal pod młotem kowala. Całość lśni delikatną, szmaragdową poświatą opływającą aurę nikłym, chłodnym strumyczkiem. W nozdrza uderza niesamowity zbieg różnych zapachów, z którym najwyraźniejsza jest woń rozgrzanego metalu, pieca oraz kowadła w warsztacie. W dotyku przypomina fartuch krasnoluda pracującego w kuźni: twarda oraz sztywna, w niektórych punktach zaś chropowata. Wrażenia smakowe mają, jak przy dobrym winie, dwa etapy. Wpierw pozostawia na języku gorzki posmak, by nagle uderzyć pikanterią godną ostrych przypraw.
Wygląd: Dostrzeżenie w Feyli urokliwej dziewczyny wymaga nie lada zdolności. Tajemnicą dla samej kowalki jest fakt że pomimo ciężkiej fizycznej pracy wciąż zachowuje kobiecą sylwetkę. Jej wygląd jest dla niej powodem do zmartwień, a dla pracującego z nią krasnoluda okazją do drwin. Gdyby miała wybierać Feyla wolałaby być tęgą babą o ramionach grubych niczym konary dębu. Cóż z ... (Więcej)
Uwagi: Feyla posiada siostrę bliźniaczkę Kasję.

Postprzez Quarantio » Wt sie 07, 2018 5:34 pm

        Ta pora roku była doskonała do polowań w Otchłani – nie żeby to miejsce posiadało wiosnę czy jesień, ale magia wypełniająca tę krainę zdawała się podlegać okresowym zmianom. Okresy, w których niszczycielskie magiczne burze były wszechobecne. Okresy, w których trudno było je uraczyć. Okresy, w których świat był bardziej agresywny i te, w których zdawał się spokojny – oczywiście jak na demoniczne standardy. Ten ostatni właśnie był w trakcie, dlatego Kaer Natherini z twierdzy na skraju wymiaru o wiele chętniej wyruszali na polowania, na których musieli się znacznie mniej obawiać o własne życie; był to też czas, w którym Quarantio znacznie więcej czasu spędzała w mrocznym terenie – podczas nasilania się magicznych burz z reguły odwiedzała Alaranię, wykorzystując złe okoliczności tak, jak tylko mogła.
        Teraz jednak od kilku godzin podążała śladami wyjątkowego stworzenia. Ich kształt był charakterystyczny dla gadów, jednak nasilenie sugerowało, że istota posiada znacznie więcej niż dwie pary odnóży. Także rozmiar był nadzwyczaj imponujący. Średnica dwóch trzecich stopy to było naprawdę coś, szczególnie zważywszy na okrągły kształt, a nie podłużny, jak u humanoidów. Obiekt musiał być wielki. Niebezpieczny? Pewnie tak, ale przez to nadzwyczaj interesujący. W końcu Natherini go zauważyła.
        Stało się to w pobliżu starego mostu, kruszącego, ale wciąż trzymającego się dzięki magii – prowadził przez rzekę, w której teraz płynęła substancja przemieniona z wody – energetyczna ciecz o fioletowym zabarwieniu i lekkim połysku, która jednak była gotowa zabić wszystko, co nawiąże z nią kontakt. Most był dosyć sporych rozmiarów i prowadził do wielkiego miasta, które znajdowało się w ruinie, smagane magicznymi burzami przez tysiąclecia. Czarne, pokruszone budynki na tle czarnego nieba, rozświetlanego czasem jedynie rozbłyskami magii. Teren po tej stronie mostu był jednak równiną, pozbawioną roślin, zbudowaną tylko z ziemi o szarej barwie. Stwór odpoczywał tutaj, zwinięty w kłębek. Przypominał jaszczura, jedynie o blisko dziesięciu stóp wysokości oraz kilkudziesięciu długości, obdarzony był ośmioma kończynami. Posiadał także ostro zakończone łuski, a nawet kilka kolców.
        Quarantio podkradała się do niego na trybie pancerza przeznaczonego właśnie do dyskretnych działań, a Iskierka jej towarzyszyła, szybując tuż nad ziemią, cicho, poruszając się w sposób charakterystyczny dla węży. W dłoni dzierżyła włócznię – jedną z wielu, które zabrała ze sobą w pokrowcu na plecach. W razie walki potrafiła stworzyć własna, magiczną broń, ale problem pojawiał się, gdy potrzeba było nią ciskać – jej rodzaj magii sprawiał, że im dalej taka wyczarowana włócznia by się znalazła, tym więcej mocy by czerpała. Dlatego też używała fizycznych, choć nie pozbawionych wyjątkowych właściwości.
        Była już blisko, kiedy nagle rozległ się świst, a po chwili wściekły ryk gigantycznego jaszczura. Zaskoczona Quarantio natychmiast opuściła tryb niewidzialności i cisnęła włócznią, wiedząc, że musi działać szybko. Stwór syknął, po czym zerknął w jej stronę, ale jego spojrzenie skupiło się na Iskierce, w której kierunku zaszarżował. Energetyczna istota bez trudu uniknęła szarży, a Kaer Natherini zaatakowała od boku, ciskając w przeciwnika kolejną włócznią. Ich wyjątkowość polegała na tym, że zostawiały po sobie magiczną linę, której jeden koniec przymocowywał się do gruntu. Teraz jeszcze bardzo elastyczne i rozciągliwe, ale Quarantio jedną myślą mogła sprawić, aby się napięły, unieruchamiając stwora. O ile będzie ich dostatecznie dużo, aby ich nie zerwał...
        Po tym ataku jaszczur ponownie rzucił łbem w stronę Natherini, ale jego oczy prześlizgnęły się po niej bez żadnego błysku; Quarantio zaczęła podejrzewać, że widzi jedynie ciepło, a Iskierka emanowała go całkiem sporo. Jej własna zbroja tłumiła wszelką temperaturę, która mogła wynikać z wypełnienia jej magiczną energią. Była zimna. Niewidoczna. Idealnie. Dzięki temu mogła swobodnie manewrować wokół wielgachnego gada, uważając jedynie, aby ten przypadkowo jej nie zmiażdżył, gdy próbował dopaść Iskierkę, która to zwinnie unikała jego ataków. Coraz więcej błękitnie jarzących się lin łączyło ciało jaszczura z gruntem, tylko czekając na jedno polecenie, aby się zacisnąć. Kaer czekała, chcąc mieć pewność, że to wystarczy, przy okazji obawiając się, aby nie przesadzić i nie doprowadzić do śmierci istoty. Wtedy nagle...
        Oczy stwora się rozszerzyły, gdy spojrzał w nowym kierunku, po czym ruszył biegiem. Zdziwiona Quarantio także tam skierowała wzrok i ze zdumieniem dostrzegła... człowieka. Kobietę w dodatku. Tak po prostu stojącą sobie kilka sążni od jaszczura. Ją już mógł doskonale dostrzec. Natherini działała szybko i bez większego zastanowienia. Wysłała impuls, przez który wszystkie magiczne liny przestały się rozciągać. Stworem szarpnęło i ten padł na ziemię z rykiem, ale próbował walczyć. Jedna z lin pękła. Quarantio skoczyła, wybijając się mocniej dzięki magii sił, w locie wyciągając dwie włócznie, po jednej na każdą dłoń. Następnie wbiła je w kark stworzenia, a liny napięły się jeszcze bardziej, przyciskając go do podłoża mocniej. Znajdując się na grzebiecie jaszczura i próbując utrzymać równowagę, wbiła jeszcze kilka włóczni w kolejne części jego ciała, aż w końcu stwierdziła, że wystarczy. Zeskoczyła na ziemię i rozejrzała się. Iskierka krążyła wokół bestii na wypadek, gdyby udało jej się uciec. Natherini ze zdziwieniem spojrzała teraz na to, co wywołało szaleństwo bestii. Strzała, wbita pomiędzy jego łuski. Quarantio wyciągnęła ją z ciała potwora i przyjrzała się jej. Zabrudzona była teraz po części krwią, ale zielona farba była wciąż łatwo dostrzegalna.
        Natherini przeniosła spojrzenie na człowieka i ruszyła w jego stronę. Podeszła, spoglądając na kobietę z góry i wyciągnęła w jej kierunku strzałę.
        - Myślę, że to należy do ciebie – telepatyczny głos rozległ się w umyśle kobiety, brzmiąc głęboko, z pogłosem, ale mimo to wyraźnie posiadając przy tym żeński ton. - Skąd się tu wzięłaś? Co tutaj robisz? To zdecydowanie nie jest bezpieczne miejsce dla istot z twojego świata. Jak pewnie mogłaś przed chwilą zauważyć, fauna nie jest zbyt przyjazna. Z florą jest niewiele lepiej. Radzę ci szybko wracać do Alaranii. Bo stamtąd jesteś, prawda?
        Iskierka krążyła wokół nich w bezpiecznej odległości, czasem się nieco zbliżając. Szczególnie zainteresowana była sową, do której to z zaciekawieniem zbliżała "łebek".
Avatar użytkownika
Quarantio
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Dérigéntirh, Ognaruks, Sarpedon, Malawiasz, Vaela, Ziharria, Natanis, Sitrina,
Rasa: Kaer Natherini
Aura: Siła aury należy do ponadprzeciętnych, jednak to nie ona najbardziej zwraca uwagę. Za szczególne wrażenia odpowiada dziwna woń, pierwsze co przychodzi do głowy to coś jak siarka lub dym, jednakże potem da się wyczuć coś łagodniejszego, co kompletnie się nie zgadza z wcześniejszym założeniem. Ostatecznie nie da się dokładnie przypisać woni do czegokolwiek znanego i typowego. Gdzieś w tle majaczy słaba, obsydianowa poświata, towarzyszą jej odgłosy grzmotów oraz uderzenia kowalskiego młota, mieszające się ze sobą nawzajem. Ponadto gdzieś, jakby z boku dosłyszeć można dziwne, niepokojące i obce dźwięki połączone z pewnego rodzaju obecnością. Powłokę okrywa gruba warstwa kobaltu. Na niej widnieją skrzyżowane, srebrne linie tworzące siatkę drobnych kwadracików. Wewnątrz nich widać żelazne drobinki. W dotyku zaskakująco miękka i bardzo elastyczna. Ponadto nie zachwyca swą szorstkością i groźnie wyglądającymi, ostrymi zakończeniami. W losowy sposób pozostawia po sobie suchy lub lepki posmak w ustach.
Wygląd: Pośród swojej rasy nie sprawia zbyt wielkiego wrażenia; obdarzona wzrostem nieco ponad siedmiu stóp (215 cm) należała raczej do dosyć niskich przedstawicieli Kaer Natherini, aczkolwiek podobny rozmiar sprawia, że przez wiele z istot zamieszkujących Alaranię uważana jest za niezłego wielkoluda. Uroda jest dla jej gatunku rzeczą abstrakcyjną, gdyż w wyniku braku rozmnażania ... (Więcej)

Postprzez Feyla » Cz sie 09, 2018 10:03 am

        Feyla z zdziwienia przecierała oczy. Usiłowała zrozumieć co się stało, że świat wokół niej nagle się zmienił? Niby wszystko pozostało na swoim miejscu, a jednak całość wyglądała jakoś inaczej. Tak jakby patrzyła na otoczenie przez jakieś olbrzymie soczewki zniekształcające rzeczywistość. Kolory, światła, dźwięki, zapachy i reszta tych rzeczy, z istnienia których na co dzień nawet nie zdawała sobie sprawy, obecnie zdawały się krzyczeć, dopominając się o uwagę. Tak jakby usiłowały podkreślić swoją przemianę. Co prawda kowalka wciąż miała niebo nad sobą i ziemię pod swoimi stopami, tyle że to pierwsze stało się teraz jakby brunatne, nie dało się  na nim dostrzec chmur, jak również słońca, chociaż z całą pewnością była to pora dnia, natomiast to co powinno być trawą, okazało się suche i sztywne, bardziej przypominając włosie od szczotki, niż element flory.
        Kowalce od razu przyszła do głowy jedna myśl. Magia. Nie przepadała za czarami, jak również za osobami parającymi się ową sztuką. Miała nadzieje, że ten który obecnie zabawiał się jej kosztem, czyni to dlatego iż jest do niej nieprzychylnie nastawiony. Jeśli bowiem ktoś próbował w ten sposób zaimponować Feyli, oznaczałoby to, że ma do czynienia z głupcem, samodzielnie pakującym się w kłopoty. Z wrogiem można było się jakoś dogadać, natomiast dojść do porozumienia z błaznem byłoby ciężko. Plusem tej dziwnej sytuacji był fakt, iż jej sprawca nie kazał na siebie długo czekać. Oczywiście ponieważ wszystko wokół niej wyglądało nienormalnie, trudno było się spodziewać iż prowodyr całego zajścia będzie prezentował się przeciętnie. I rzeczywiście dziewczyna nie pomyliła się ani drobinę.
        Nagle stanęła oko w oko (pomijając rzecz jasna fakt iż z racji hełmu na głowie, oczy jej rozmówczyni pozostawały ukryte), z najdziwaczniejszym osobnikiem jakiego kiedykolwiek widziała w pobliżu Fargoth. Wysoka, szczupła, żeby nie powiedzieć wychudzona postać, odziana od stóp po czubek głowy w mieniąca się zbroję, na pierwszy rzut oka karykaturalnie pasującą do polowania w lesie, uzbrojona była w coś, co po części przypominało włócznie, trochę miecz, a co za daleka równie dobrze można było uznać za bicz. Kowalka ironicznie podsumowała iż prawdopodobnie przegapiła gdzieś informację o rozgrywającym się w mieście turnieju dziwolągów. Od razu tego pożałowała, jako że takim dało się wcisnąć byle co, uprzednio sugerując iż ma się na sprzedaż prawdziwe dzieło sztuki.
        Sposób komunikacji jakim posługiwała się nieznajoma, okazał się być równie irytujący co wywołany przez nią magiczny pokaz. Feyla nie przywykła do sytuacji w której ktoś siłą wdziera się do jej głowy, z naruszeniem prywatności bawiąc się w jakieś telepatyczne sztuczki. Może i sama była bliżej z kulturą do krasnoludów niż elfów, jednak nie przeszkadzało jej to wytykać błędy innym. W normalnych okolicznościach od razu podniosła by raban, robiąc awanturę o wszystkie te kuglarskie sztuczki, iluzje i śmieszne popisy, ale tym razem zdecydowała, iż  zniesie pewne niedogodności w imię osiągnięcia założonego celu.
        - Dzień dobry, rycerzanko.  – Przywitała się grzecznie, starając się dostrzec w nieznajomej jakieś pozytywne cechy. Na przykład zbroja. Kowalka musiała przyznać że ta była imponująca. Nawet pomimo ewidentnych niedociągnięć związanych z hełmem, przez który nie tylko nie dało się mówić, ale nawet oddychać. Feyla uznała że wystarczy kilka poprawek i całość mogła być jeszcze wspanialsza. Poza tym wrażenie zrobił na niej również sposób w jaki kobieta polowała na te dziwaczne kreatury. Dziewczyna nie wiedziała co to za gatunek. Pierwszy raz widziała takie stworzenia. Co prawda nie dostrzegała ich pysków, ale sądząc po ilości odnóży, nieznajomej udało się schwytać w sieć od razu dwie sztuki, co samo w sobie musiało być wyczynem.
        - Strzała rzeczywiście jest moja. Możesz mi wskazać miejsce w którym upadła? Potrzebuję zrobić pomiar. To ważne. Chodzi o turniej Mota. – Feyla nie uznała za stosowne tłumaczyć nieznajomej o jakieich zawodach mówi. Wszyscy w Fargoth je znali, więc śmiało mogła założyć że i ta tutaj zrozumie w czym rzecz. Jednocześnie kowalka daleka była od tego aby przejąć się ostrzeżeniem o niebezpieczeństwie związanym z miejscowymi drapieżnikami. Od czasu jak spotkała smoka, a mówiąc precyzyjniej zaprzyjaźniła się z smokiem (przynajmniej sama kowalka tak twierdziła, z racji tego iż smoki raczej nie ofiarowują swoich łusek przypadkowym osobom), potrzeba było znacznie więcej aby wzbudzić w niej strach. Na pewno te dwa małe gady tego nie zrobiły.
        - Ta pułapka? Sama ją zrobiłaś? Fiu, fiu.. przyznaję że wygląda na całkiem zręczną. Gratulację. – Pochwaliła dziewczyna. Feyla stała nieruchomo jako że cały czas w głowie miała liczbę sto sześć oznaczającą ilość kroków jaką zrobiła od stanowiska strzeleckiego, a ponieważ ostatnia próba najpewniej miała okazać się ta rekordową, rzemieślniczka nie chciała przerywać pomiaru. .
        Tymczasem towarzysząc jej sowa skupiła swoją uwagę na  Iskierce. Nie podobało jej się to, że coś co najwyraźniej nie ma oczu, łypie na nią złowrogo.  Ptaszysko uznało że bezpieczniej będzie pozostać na ramieniu swojej właścicielki i stamtąd obserwować poczynania przeciwnika. Przynajmniej w starciu na spojrzenia, sowa mogła czuć się pewnie.
Avatar użytkownika
Feyla
Kroczący w Snach
 
Inne Postacie: Winka, Nurdin, Ilia, Awel, Bluen, Escrim, Groszek, Nyllef,
Rasa: Człowiek
Aura: Bardzo jasna, błyszcząca jak diamenty emanacja swoją siłą jawiącą się w umyśle zbliża się do przeciętnej, choć jest wyraźnie słabsza. Jej barwa przypomina mieszaninę cynku z pływającymi w niej drobinami miedzi, które przywodzą na myśl rozgrzany metal pod młotem kowala. Całość lśni delikatną, szmaragdową poświatą opływającą aurę nikłym, chłodnym strumyczkiem. W nozdrza uderza niesamowity zbieg różnych zapachów, z którym najwyraźniejsza jest woń rozgrzanego metalu, pieca oraz kowadła w warsztacie. W dotyku przypomina fartuch krasnoluda pracującego w kuźni: twarda oraz sztywna, w niektórych punktach zaś chropowata. Wrażenia smakowe mają, jak przy dobrym winie, dwa etapy. Wpierw pozostawia na języku gorzki posmak, by nagle uderzyć pikanterią godną ostrych przypraw.
Wygląd: Dostrzeżenie w Feyli urokliwej dziewczyny wymaga nie lada zdolności. Tajemnicą dla samej kowalki jest fakt że pomimo ciężkiej fizycznej pracy wciąż zachowuje kobiecą sylwetkę. Jej wygląd jest dla niej powodem do zmartwień, a dla pracującego z nią krasnoluda okazją do drwin. Gdyby miała wybierać Feyla wolałaby być tęgą babą o ramionach grubych niczym konary dębu. Cóż z ... (Więcej)
Uwagi: Feyla posiada siostrę bliźniaczkę Kasję.

Postprzez Quarantio » Wt sie 14, 2018 11:09 pm

        ”Rycerzanka”... doprawdy było to osobliwe przywitanie. Ale Quarantio była przyzwyczajona do dziwniejszych; w sumie nic dziwnego. Jednakże nawet ton głosu człowieka wyraźnie wskazywał, iż ów znajdował się zdecydowanie nie tam, gdzie powinien być. Cała jego postawa krzyczała „nie mam pojęcia, w co się wpakuję, zjedźcie mnie”. Kaer Natherini rozejrzała się zaniepokojona, czy już teraz coś nie zbliżało się do ich pozycji; wpadnięcie na grupę innych łowców z twierdzy byłoby teraz straszliwe w skutkach. Nie dość, że człowiek skończyłby na stole operacyjnym, to w dodatku ona sama zostałaby poddana pewnemu śledztwu.
        - Witaj, człowieku. – Quarantio zdała sobie sprawę, że sama się nie przywitała, tylko zaczęła od bardzo konkretnych informacji oraz pytań; zdecydowanie nie najlepsze pierwsze wrażenie. -Turniej Mota, cóż... nie wiem, o czym mówisz, ale rozumiem, jak bardzo ważna potrafi byś rywalizacja, zarówno w procesie udoskonalania wcześniejszych osiągnięć własnych oraz świata, jak i dla wywołania satysfakcji oraz innych emocji pchających do przodu, jednak jestem przekonana, że testowanie czegoś takiego tutaj nie jest najmądrzejszą myślą dla kogoś takiego jak ty.
        Kaer Natherini zmrużyła oczy; kobieta zdecydowanie nie zachowywała się tak, jakby obawiała się tego całego miejsca – po części sprawiała wrażenie, jakby jej tutaj obecność była czymś naturalnym. Coś takiego mogło być tylko sztuczką, a przesadna pewność siebie bywała zgubna, jednakże... Quarantio nie była w stanie pozbyć się uczucia zawahania, tak znajomego ludziom w podobnych chwilach. Tak czy owak... człowiek spytał o miejsce wylądowania strzały, dlatego demonica odsunęła się i wskazała jej podniszczony most, za którym wznosiło się upiorne miasto. Błękitny rozbłysk rozświetlił właśnie niebo, a w powietrzu rozniósł się dźwięk nieprzypominający żadnego grzmotu, jakiego można by się spodziewać w Alaranii.
        - Strzała trafiła to stworzenie, które udało mi się schwytać. – Mimo wszystko Quarantio rozumiała, jak ważne potrafią być podobne pomiary i nie miała zamiarów ich utrudniać; szczególnie, gdy miały się okazać bardziej kłopotliwe. - Spało bądź odpoczywało właśnie w tym miejscu, tuż przed mostem. Trafiło w nie, dokładniej w szyję, od boku. Problem w tym, że nie jestem w stanie stwierdzić, po jakim kątem względem gruntu znajdowała się w chwili uderzenia, dlatego obawiam się, że określenie dokładnej odległości nie będzie zbyt możliwe. Ewentualnie mogłabyś zbliżyć się do niego i obejrzeć ranę, po czym spróbować odtworzyć w głowie, w jaki sposób mogło leżeć na ziemi, ale to nic pewnego. Plus nie radzę zbytnio blisko podchodzić, nie jestem w stanie zapewnić, że liny zdołają utrzymać go w spokoju, gdy wyczuje twój zapach tak blisko. Desperacja schwytanych okazów czyni je jeszcze niebezpieczniejszymi niż przebywających na wolności. Jeżeli zdecydujesz się... ISKIERKA, NIE.
        Magiczne stworzenie po chwili krążenia wokół sowy zdecydowała się zbliżyć jeszcze bardziej swój łebek, na którego końcu pojawiły się magiczne iskry. Kiedy tylko jednak usłyszała reprymendę, Iskierka szybkim ruchem oddaliła się od zwierzęcia oraz jej właścicielki i wyprostowała się w powietrzu, spoglądając pytająco na swoją przyjaciółkę.
        -Zostaw sowę. Zamiast tego lepiej przypilnuj, czy nic się do nas nie zbliża, mała.
        Magiczny wąż zaiskrzył kilka razy wesoło, po czym odpłynął w powietrzu, zaczynając krążyć w promieniu kilkudziesięciu stóp od rozmawiających, wypatrując wszelkiego niebezpieczeństwa. Gdyby miała usta, Quarantio westchnęłaby, ale zamiast tego przeniosła wzrok z powrotem na człowieka.
        - Pułapka? Ach, mówisz o włóczniach? Tak, zrobiłam je sama. Dziękuję. Cóż... - Kaer Natherini czuła się teraz niezręcznie. Nie była przyzwyczajona do takich pochwał i niespecjalnie wiedziała, co takiego ma teraz powiedzieć; doszła do wniosku, że chyba powinna zrobić podobnie. Odpowiedzieć reakcją na akcję. Tylko... niezbyt wiedziała, co takiego mogłaby w nieznajomej pochwalić. - Ten turniej to jakieś wyjątkowe wydarzenie? Co takiego właściwie testujesz? Kształt pocisku wyklucza balistę czy kuszę... łuk? Pytałaś, gdzie wylądowała... interesuje cię odległość? Czy to tylko jeden z kilku współczynników. Jak właściwie idzie ci testowanie? Wyniki zadowalające?
        Pytania wychodziły Quarantio dziwnie i brzmiały niepewnie oraz nieswojo w umyśle Feyli, która była w stanie doskonale wyczuć, że przekaz niósł ze sobą także emocje pewnego zagubienia nieznajomej – przez to ostatnie słowa nabierały nieco niezręcznego i sztucznego wybrzmienia.
Avatar użytkownika
Quarantio
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Dérigéntirh, Ognaruks, Sarpedon, Malawiasz, Vaela, Ziharria, Natanis, Sitrina,
Rasa: Kaer Natherini
Aura: Siła aury należy do ponadprzeciętnych, jednak to nie ona najbardziej zwraca uwagę. Za szczególne wrażenia odpowiada dziwna woń, pierwsze co przychodzi do głowy to coś jak siarka lub dym, jednakże potem da się wyczuć coś łagodniejszego, co kompletnie się nie zgadza z wcześniejszym założeniem. Ostatecznie nie da się dokładnie przypisać woni do czegokolwiek znanego i typowego. Gdzieś w tle majaczy słaba, obsydianowa poświata, towarzyszą jej odgłosy grzmotów oraz uderzenia kowalskiego młota, mieszające się ze sobą nawzajem. Ponadto gdzieś, jakby z boku dosłyszeć można dziwne, niepokojące i obce dźwięki połączone z pewnego rodzaju obecnością. Powłokę okrywa gruba warstwa kobaltu. Na niej widnieją skrzyżowane, srebrne linie tworzące siatkę drobnych kwadracików. Wewnątrz nich widać żelazne drobinki. W dotyku zaskakująco miękka i bardzo elastyczna. Ponadto nie zachwyca swą szorstkością i groźnie wyglądającymi, ostrymi zakończeniami. W losowy sposób pozostawia po sobie suchy lub lepki posmak w ustach.
Wygląd: Pośród swojej rasy nie sprawia zbyt wielkiego wrażenia; obdarzona wzrostem nieco ponad siedmiu stóp (215 cm) należała raczej do dosyć niskich przedstawicieli Kaer Natherini, aczkolwiek podobny rozmiar sprawia, że przez wiele z istot zamieszkujących Alaranię uważana jest za niezłego wielkoluda. Uroda jest dla jej gatunku rzeczą abstrakcyjną, gdyż w wyniku braku rozmnażania ... (Więcej)

Postprzez Feyla » Cz sie 16, 2018 8:34 am

        Kowalka zdawała sobie sprawę że coś jest nie tak, jednak chwilowo odsuwała od siebie te rzeczy, koncentrując się na sprawach jej zdaniem najważniejszych.  W pracy zwykła podchodzić do tematów zadaniowo. Układała je według priorytetów, zabierając się za kolejny dopiero wówczas gdy jego poprzednik został ukończony. Iskrzące węże bez kształtu i formy, dziwne zwierzęta w które na pewno nie celowała, a które jednak trafiła, kobieta mówiąca jej w głowie i oddychające przez metal, a w końcu również zmiana otoczenia i nienaturalne pioruny biorące się nie wiadomo skąd, wszystko to musiało poczekać na swoją kolej. Obecnie dla Feyli liczyło się przede wszystkim to, iż nieznajoma, będąca najprawdopodobniej elfką, znała się na rzeczy, to znaczy widać było iż nie obce są jej bojowe wynalazki, jak również prowadzenie istotnych pomiarów związanych z określeniem ich parametrów.  
        - Więc mówisz że ten dziwny stwór oberwał w czasie snu? I wciąż leży w tym samym miejscu? A nie biegał potem jak oszalały ciskając się na wszystkie strony? – Kowalka miała świadomość że jeśli w skutek rany zwierzę się spłoszyło, to cały jej pomiar szlag trafił. Dlatego tez naoczny świadek całego zajścia mógł okazać się bezcenny. – Stałam tam i …
        Feyla nagle zorientowała się że nie jest w stanie wskazać miejsca gdzie usytuowała swoją strzelnicę. Tego to już było zdecydowanie za wiele. Dziewczyna nie miała nic przeciwko żartom, o ile te nie przeszkadzały jej w pracy. Przez chwilę pomyślała że być może przysnęła na polanie, a spotkanie z rycerzanką i tajemnica zmiana otoczenia jest jakimś wytworem jej wyobraźni, jednak zdecydowanie dziobnięcie sowy, mające znaczyć „broń mnie przed tym świecącym”, wykluczyło taką możliwość. A to dlatego iż bolało jak cholera.
Pozostawała zatem druga możliwość. Feyla uznała iż znalazła się w jakimś dziwnym wymiarze … za sprawą podłego oszustwa. Od razu też znalazła winnego całego zajścia. Oczywistym stało się dla niej iż parszywy Dimdulin gotów był zrobiłby wszystko byle by tylko nie dopuścić do jej udziału w turnieju.  Krasnolud doskonale zdawał sobie sprawę, że w zawodach Mota Feyla jest dla niego jedyną poważną konkurencją, a że był przesiąknięty chęcią wygrania za wszelka cenę, tak jak jego broda była nasiąknięta tłuszczem, jasnym stawał się fakt iż nie cofnie się przed niczym, na czele z próbą wysłania kowalki choćby i do Otchłani.
        - A więc kantujemy, tak. Niedoczekanie gagatku. Chcesz grać nieczysto to proszę bardzo. – Stwierdzała Feyla, kierując te słowa do samej siebie. Skoro Dimdulin pierwszy sięgnął po zagrywki poniżej pasa, to równie dobrze ona może poprosić o pomoc tą tutaj twórczynie dziwnych włóczni. Postać w zbroi mówiła strasznie dużo, szybko i po części niezrozumiale, co najpewniej wynikało z faktu iż nie musiała tracić czasu na wypowiadanie słów, ale widać było że dokładnie zdaje sobie sprawę z powagi czegoś takiego jak rzemieślnicza rywalizacja. Nawet jeśli jakimś cudem ten konkretny turniej był jej nieznany.  Nie tracąc więc czasu kowalka zwróciła się do nieznajomej.
        - Nie uszło mojej uwagi że zna się panienka na rzeczy. Może chciałabyś rzucić okiem na moje prototypy? Chętnie przyjmę każdą cenną wskazówkę. A tak w ogóle jestem Feyla, a to jest sowa. – Dziewczyna wyciągnęła dłoń w kierunku rycerzanki. Przy okazji doszła do wniosku że powinna nazwać jakoś te swoje ptaszysko, inaczej niż „ej ty” czy „huu hu” – Znaczy się mój czeladnik. Tylko jedna sprawa. Właściwie to nie wiem gdzie one teraz są.
        Tymczasem przedstawiona przed chwilą sowa poderwała się do lotu. Pośrednio ona również odebrała informację iż powinna wypatrywać zagrożenia, a ponieważ  za największe z nich uznawała iskrzącego węża, zdecydowała się nie spuszczać go z oczu. Iskierka krążyła wokół rozmawiających, natomiast sowa latała nad jej głową, szybko dochodząc do wniosku iż jest to świetna zabawa.
Avatar użytkownika
Feyla
Kroczący w Snach
 
Inne Postacie: Winka, Nurdin, Ilia, Awel, Bluen, Escrim, Groszek, Nyllef,
Rasa: Człowiek
Aura: Bardzo jasna, błyszcząca jak diamenty emanacja swoją siłą jawiącą się w umyśle zbliża się do przeciętnej, choć jest wyraźnie słabsza. Jej barwa przypomina mieszaninę cynku z pływającymi w niej drobinami miedzi, które przywodzą na myśl rozgrzany metal pod młotem kowala. Całość lśni delikatną, szmaragdową poświatą opływającą aurę nikłym, chłodnym strumyczkiem. W nozdrza uderza niesamowity zbieg różnych zapachów, z którym najwyraźniejsza jest woń rozgrzanego metalu, pieca oraz kowadła w warsztacie. W dotyku przypomina fartuch krasnoluda pracującego w kuźni: twarda oraz sztywna, w niektórych punktach zaś chropowata. Wrażenia smakowe mają, jak przy dobrym winie, dwa etapy. Wpierw pozostawia na języku gorzki posmak, by nagle uderzyć pikanterią godną ostrych przypraw.
Wygląd: Dostrzeżenie w Feyli urokliwej dziewczyny wymaga nie lada zdolności. Tajemnicą dla samej kowalki jest fakt że pomimo ciężkiej fizycznej pracy wciąż zachowuje kobiecą sylwetkę. Jej wygląd jest dla niej powodem do zmartwień, a dla pracującego z nią krasnoluda okazją do drwin. Gdyby miała wybierać Feyla wolałaby być tęgą babą o ramionach grubych niczym konary dębu. Cóż z ... (Więcej)
Uwagi: Feyla posiada siostrę bliźniaczkę Kasję.


Powrót do Fargoth

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości

cron