Jezioro przeczuć.


Piękne, lśniące jezioro leżące we wschodniej cześć Równiny Theryjskiej, w bezpośrednim sąsiedztwie Zamku Czarodziejek. Wody owego jeziora są od tysięcy lat zaklęte i posiadają niezliczone magiczne właściwości, a to za sprawą zamku Czarodziejek, w którym młode dziewczęta uczą się magii.

Postprzez Ratri » Śr maja 31, 2017 12:08 pm

        Obróciła lekko głowę w stronę elfa, gdy zaczął mówić, lecz nie przerywała mu. Słuchała uważnie, skupiając się na każdym słowie i marszcząc czasem brwi, gdy jakiegoś nie do końca rozumiała. Większość znaczeń wyłapała z kontekstu, jednak przy jednym się zatrzymała, a poważna mina Pliszki kazała jej uznać to za ważne. Zbruździć?
        -Sully – rozległ się cichy szept w jej głowie, a ona skinęła niezauważalnie głową. Martwił się, że jej imię może zostać skalane. Niepotrzebnie. Uśmiechnęła się lekko.
        - W moim świecie nie byłam jedynym bóstwem – powiedziała, by nieco uspokoić swojego towarzysza. Nie wiedziała, jak wiele o niej wie, więc wolała utwierdzić go w jakimś przekonaniu niż narażać ich na zbędne nieporozumienia. – Nie będę obnażona, jeśli osoby, które spotkamy, nie będą wiedziały kim jestem – wyjaśniła, nieświadoma swojej językowej pomyłki i spojrzała za jego wzrokiem na dryfującą Margot. Zmarszczyła brwi, zastanawiając się, jak najbezpieczniej wybudzić dziewczynę, gdy elf zaproponował inne rozwiązanie. Wzruszyła ramionami.
        - Nie muszę spać. Ale możemy się zatrzymać, chętnie pooglądam widoki – powiedziała i podała lewitującą czarodziejkę prosto w dłonie Pliszki, który umościł jej całkiem wygodne posłanie w objęciach korzeni drzew.
        Usiadła na ziemi obok elfa, spoglądając za jego wzrokiem na jezioro. Było nie tylko piękne, ale też pomocne. Ratri czuła płynącą z niego magię, którą czerpała ostrożnie, by uzupełnić braki w swoich pokładach energii. Słysząc znajome słowo znów spojrzała na swojego towarzysza, a jej twarz rozjaśnił uśmiech.
        - Tak, w moim języku to oznacza wierny, wierzący. Czasem ja przypadkiem używa słów ze swojego ojczystego języka, ciągle się jeszcze uczę waszej wspólnej mowy - mówiąc to, przyjęła jednocześnie podane jej okrycie, uznając odmowę za niegrzeczną, nawet jeśli teraz nie czuła chłodu. Narzuta spoczęła na razie na jej zgiętych lekko kolanach, zamotanych w luźną suknię.

        Przez chwilę siedzieli oboje w milczeniu, przyglądając się wywołanym lekkim wiatrem śladom na wodzie, dopóki Pliszka nie przerwał milczenia. Chociaż pytanie padło znienacka, nietrudno było zauważyć nagły entuzjazm u jego rozmówczyni. Ratri ciąge poznawała Alaranię, uczyła się o niej, starała korzystać poprawnie z używanego tu języka i dostosować się do norm tutaj panujących. Wciąż też odkrywała zagadki własnej nowej istoty, rasy, jak tutaj mówią. I chociaż Bjorn sprawił, że ta nowa kraina stała się jej domem, trudno było jej zapomnieć, że niemal 3 milenia spędziła w innym świecie i kochała go przez cały ten czas. Z radością odpowiedziała więc na pytanie związane, dla odmiany, z czymś co tak dobrze zna.
        - Och, są przepiękne - powiedziała z widocznym wspomnieniem na wygiętych w uśmiechu ustach - Wyglądają zupełnie inne, bo u nas były trzy słońca, a u was tylko jedno. Bo to było tak, że trzy boginie słońca mieliśmy, każda chciała mieć swoja gwiazda. Pierwsze dwie były przede mną jeszcze, i jak ja powstała to były już dwa słońca. Ale jakiś tysiąc lat po mnie powstała inna bogini i też chciała mieć swoja gwiazda, bo mówi, że inaczej ludzie w nią nie uwierzą. No i nagle Terrania ma trzy słońca - zaśmiała się i spojrzała na Pliszkę, ciekawa jego reakcji, zaraz jednak kontynuując.
        - No i to tak pięknie wygląda, jak każde słońce się po kolei chowa za hozorynt. I ciemnieje niebo powoli i wchodzą księżyce. One też piękne, bo pięć aż i każde innej wielkości. Ale tam nie było kłótni, bo rodzeństwo. Chociaż nie, raz się pokłócili i jeden księżyc jest ułamany, nie idealnie okrągły, zabrali mu kawałek. Ale to i tak ładnie wygląda. Nie mówię za dużo? - zapytała nagle, spoglądając na niego, a jej dobry humor jakby zawiesił się na moment, czekając na pozwolenie, by dalej się rozwinąć.
Avatar użytkownika
Ratri
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Callisto, Leila, Avellana, Sonea, Mathias, Emma, Cat, Lexi, Maia, Ananke, Eva, Rakel, Lena, Rain,
Rasa: Maie
Aura: Emanację z pewnością należy zaliczyć do specyficznych i nietypowych. Jej barwy zmatowiały pod naporem tysięcy lat, ale zdaje się nabywać świadomość ruchową dopiero teraz. Jednak nie chodzi tu o brak giętkości, aura potrafi nabyć niezwykle głębokich łuków, ale robi to w sposób zaskakujący, nieco niezborny, jakby próbowała nauczyć się przetrwania w nowym środowisku. Zjeżona szpikulcami mroźnego srebra ociepla swój obraz miedzianą gładzią. Koi barachitową miękkością, która w sposób grafitowy przechodzi do twardych powierzchni w kolorze cyny. Otacza ją płachta złożona ze wszystkich żywiołów, bowiem w ametystowej poświecie czuć wolną woń lasu. Słodki miód zlepia dziko wargi, a kwiaty mogą wywołać mylne wrażenie kwaśnego posmaku. Płynie gęstym dźwiękiem szmeru wody utrzymując ten stały i głęboki ton. Szepcze bardzo zalotnie liśćmi do ucha, kilkoma głosami na raz zlewających się w jedną, błogą melodię. Ich echo nie przygniata, nie męczy, aczkolwiek utrzymuje się przez baaaardzo długi okres czasu, co wskazuje na niebywałą siłę. Lecz zgubny bywa los dla tych, którzy wierzą w jej bezgraniczny ład i harmonię. Potrafi zerwać się w nagłym chaosie, pozwala pochłonąć topazowym łańcuchom i zapiec kilkoma pikantnymi ogniwami na języku.
Wygląd: Jest istotką niewysoką, gdyż do jednego sążnia wzrostu brakuje jej niecałej piędzi, a jej waga mieści się w zaledwie pięciu kamieniach. Chociaż jej cera jest jasna, nie bije po oczach bladością, lecz łowi każdy promień słońca i zamienia go na ciepły blask, jakby cień opalenizny na skórze. Ratri ma owalną buzię o delikatnych, dziewczęcych rysach, zupełnie zwyczajnym nosek, ... (Więcej)
Uwagi: Uwaga nr 1: specyficzny sposób mówienia Ratri jest zamierzony, wszelkie błędy stylistyczne, czy językowe również. Wynika to z tego, że ona dopiero rozwija swoją znajomość Wspólnej ... (Więcej)

Postprzez Pliszka » Śr lip 05, 2017 12:59 pm

        Pliszka uśmiechnął się i lekko przechylił głowę dostrzegając entuzjazm Bogini. Mogła przecież zawsze nie chcieć wspominać poprzedniego świata. Męczyły go kolejne pytania, zastanawiał się jak dużą władzę posiada jego Wielka Pani.
        Zdziwił się nieco słysząc, że w Terrani znajdują się trzy słońca. Jak więc u nich wygląda dzień? Ile trwa godzin? To było dla niego nie do wyobrażenia, chociaż odwiedził tyle światów. Widział dwa słońca, dwa księżyce, ale aż trzy? Tu już nie potrafił się powstrzymać.
        - Nie paliła się Wasza ziemia Pani? – spytaj odrobinę się prostując. - Czy były one tak zimne, że rosła roślinność czy też odporność ludu jest tak wielka? Od naszego jednego czasem jest strasznie parno i gorąco, przy dwóch zmienia się bardzo klimat…a przy trzech…- zamyślił się Pliszka.
        - Nigdy nie widziałem trzech słońc.  – wytłumaczył się pod koniec, mimo, że nie było to potrzebne.
        Anegdota o powstaniu ostatniej, palącej gwiazdy rozbawiła go, co wyraził ochrypłym, lecz krótkim śmiechem. Podchodził do tematów kłótni Bogów nieco pobłażliwie, może i też odrobine nieodpowiednio. Ten kto posiada dużą władzę zawsze stara się zaspokoić własne kaprysy. W tedy niewiele się zastanawia nad tym, co odczują ci, którzy służą. Może właśnie dlatego po części odszedł od Przyjaciół?  Nie, to nie dlatego. Ale z tego powodu na pewno nie chciał odwiedzać czarodziejek. Posiadały dużą moc, były kapryśne, mimo, że pomocne dla wielu. Lecz nie dla takiego Pliszki, co bawi się trupami.
        Elf próbował sobie wyobrazić noc w Terrani. Szło mu to z wielkim trudem. Głównie z powodu ich ilości, chociaż wyobrażenie różnych kształtów przyszło mu łatwo, to cała reszta stawała się tajemnicą. Odruchowo spojrzał w niebo. Tutaj panowały gwieździste noce, które ozdabiały księżyc Alaranii. Oko Prasmoka. Czy w Terrani Oko Prasmoka przykrywały księżyce rodzeństwa? Tutaj łatwo jest odnaleźć konstelacje, gwiazdę północną, łatwo dojrzeć drogę mleczną. Ile z tych wspaniałości widać w pierwotnym świecie Bogini? O ile właściwie był jej pierwszym.
        - Pięć księżyców… - zamyślił się. – Czy noce są tam jaśniejsze?  Czy widać te maleńkie, niby nic nie znaczące gwiazdy? I czy one należą do Bogów?– ciągnął dalej pulę pytań. Nie ograniczał się. Miał przed sobą Boginię, która posiadała dużą wiedzę. Jak nie skorzystać z takiej okazji?
        - Wybaczcie moją wścibskość – odparł nim odpowiedziała. – Mam nadzieję, że tak samo pasjonujący jest dla ciebie i nasz świat. Może… może kiedyś uda mi się odwiedzić Terranię. Nie tak dosłownie, musiałbym mieć tysiąc lat na karku i zapewne tyle doświadczenia, co tuzin czarodziejów, by przenieść się poza granicę Alaranii – zaśmiał się nieco potwornie – Miło by było obejrzeć świat, chociażby z perspektywy hm… Ducha.
        Spojrzał na nią. Mógł patrzeć na Ratri godzinami. Nie wiedział czy jest to kwestia nietypowej urody czy też bycia Bogiem. Miała w sobie siłę, którą można było oglądać godzinami, a źródła i tak by się nie odnalazło. Jest kimś wielkim w oczach Pliszki, niepojętym. Wierzył w nią z całych sił, chociaż teraz, gdy ponownie analizował całą sytuację, mógł też szybko także uwierzyć, że to sen. Ich spotkanie. Jakim cudem? Może nie żyje od wieków i widzi ją w zaświatach?  Sam jest duchem, a ona Bogiem śmierci a nie życia. To jest tak nierealne, jak trzy słońca i pięć księżyców. A jednak coś kazało mu wierzyć w realność.
        Czarodziejka chrapnęła głośno. Pliszka aż wzdrygnął się na ten nagły dźwięk. Spojrzał na Mergot i od razu skwaśniała mu mina. A jeżeli to wszystko to tylko żart czarodziejek? Wolał o tym nie myśleć. Wówczas to by dał popalić całemu światu za tak nietrafny żart.
        Pliszka, choć opanowany, to był świadomy, że mógłby stać się potworem zapisanym w księgach z powodu chęci spełnienia zemsty. To słodki sok, który kusiłby go aż za mocno. Zasmakował i ba! Piłby krew z własnych rąk nasączonych krwią niewinnych. Wiedział, że sam jest trochę taką bestią.
Avatar użytkownika
Pliszka
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Frigg, Niviandi, Deithwen, Kvaser, Francine, Kavika, Wiladye, Shantti, Namir,
Rasa: Leśny elf
Aura: Z lekka męcząca swoim wyrazistym natężeniem aura z miejsca oblepia czytającego obmierzłymi, do granic wręcz lepkimi mackami wciągając go w istną otchłań chaosu własnych czeluści. Z początku oślepia jadowicie obsydianowa poświata, nie szczędząca ani na brutalnej intensywności ani trującym odcieniu. Wszechogarniające uczucie spadania otumania, a echo słów wielu obcych osób nie daje pozbierać rozproszonych myśli; delikatny zapach lasu unoszący się w tej chłodnej przestrzeni wyłożonej srebrnymi włosami najdzikszej z bestii wydaje się być kojący, naprawdę jednak przesiąknięty jest niepokojem i już po kilku chwilach ma się ochotę od niego uciec - zamiast ratującego zmysły wyjścia trafia się jednak na rzeźnię, po której nieprzyjemnie szorstkiej i twardej, kamiennej podłodze spływają strumienie krwawej rtęci kapiące z ciał niezmierzonej liczby stworzeń wiszących u góry, tam gdzie wolność i uwięzienie spotykają się z końcem i nowym początkiem. W okół panuje cisza tak głucha, że pochłania pluski spadających kropel oraz odgłosy cieczy napływającej do butów. Można tylko biec dalej - nieokiełznane uczucie straty i stagnacji dopadnie jednak każdego wbijając się w jego umysł ostrzem cierpienia. Nieludzkie ryki agonii docierają do uszu z opóźnieniem, jakby wszystko co było martwe ożyło, by cierpieć po raz wtóry. Uginające się pod stopami barachitowe bagno wciąga przy pierwszej okazji, potrzeba więc nie lada determinacji, aby przebrnąć dalej - ale wszystko jest lepsze od pozostania w miejscu. Trakt w którymś momencie uwyraźnia się i twardnieje, by można było w końcu dotrzeć po jego krętych ścieżkach do krańca tej potwornej wyprawy; nim to jednak nastąpi zatęchłe powietrze przecina coraz bardziej obezwładniający, głęboki, lekko buczący ton nie dający się zagłuszyć przez żadne inne dźwięki. Nagłe uczucie spełnienia zatrzymuje szaleńczy bieg ku uwolnieniu paraliżując niemal całkowicie, lecz wtedy zdradziecko i jak najbardziej umyślnie tysiące połyskujących odpychającym odcieniem żelaza, a zbitych w niepowstrzymaną chmarę, owadów wpada do oczu i ust wypełniając te ostatnie taką goryczą, że krok tylko dzieli od popadnięcia w szaleństwo. Miotając się panicznie, niespodziewanie wpada się do jeziora pełnego trującej substancji rażącej najokrutniejszym z kobaltów, a gęstej od soli tak, że aż trudno się w niej poruszyć. Na szczęście sama wypycha na powierzchnię i wyrzuca na brzeg zostawiając sól i inne podejrzane osady na całym ciele delikwenta. Już nie ma się więcej sił - chce się tylko dobrnąć do końca; nie czuć, nie widzieć i nie słyszeć nic więcej. Wtem otwiera się oczy - dookoła jest spokojniej - słychać szczery, niosący się przez leśne ostępy śmiech dzieci, a puls przyspiesza w wyrazie radosnego podekscytowania. Posmak w ustach nabiera łagodności, a wszelka nieczystość znika momentalnie z ubrań i ze skóry. Wreszcie można odejść!
Wygląd: Pliszka. Niegdyś silny, mocno rozbudowany (i kiedyś zapewne przystojny), dziś szczupły i nadal tak samo wysoki. Nie stanowi to dla niego problemu, nie odczuwa z tego powodu kompleksów. Poświęcając czas w lesie na rytuały i nową wiedzę nie mógł mieć wszystkiego w życiu, chociaż nadal pozostał dosyć zwinny i bardzo zręczny. Trudno jednak do końca orzec, jak wygląda w swojej ... (Więcej)

Postprzez Ratri » Pn sie 14, 2017 8:33 am

        Pokręciła lekko głową z uśmiechem, widząc konsternację na twarzy elfa. Wciąż nie opanowała dokładnie wspólnej mowy i jej wypowiedzi były często o wiele dłuższe niż potrzebne do przekazania danej informacji, gdyż kobieta próbując uniknąć trudnego słowa, opowiadała o nim dłuższą chwilę. Ponadto gdy mówiła trochę więcej niż kilka słów, słychać było wyraźniej jej akcent, przebijający się mocno przez obce dla niej słowa. Cieszyła się jednak, że ffyddlon jest zainteresowany Terranią i mogła opowiedzieć trochę o swoim świecie, zamiast ciągle uczyć się nowego.
        - Nie, nie paliła. Ty wiesz, jedna gwiazda, pierwsze słońce, była taka prawdziwa, jak tu, dająca ciepło ziemi – mówiła, odruchowo zniżając nieco głos, może nie do szeptu, ale w wyrazie lekkiego plotkowania. – Pozostałe to były takie gwiazdy dla bóstw tylko. One były daleko i chociaż wyglądały zupełnie jak słońce, nie wpływały tak mocno na Terranię. Ale było je dobrze  widać w dzień, a boginie miały swoje gwiazdy – uśmiechnęła się zaczepnie, jakby zdradziła wielką tajemnicę i po części tak było. W Terranii nawet gdyby ktoś się o tym dowiedział to nie uwierzyłby, będąc przesiąknięty wiarą w swoją bogini, lub by go to w ogóle nie obeszło. Ludzie wtedy nie pojmowali też tak dokładnie wszystkiego, nie byli tacy inteligentni, jak jej ffyddlon, on zadawał mądre pytania, więc Ratri tym chętniej na nie odpowiadała.
        - Księżyce były inne – zmarszczyła lekko brwi, nabierając poważnej miny. – Widzisz, boginie chciały mieć swoje słońca, bo były piękne, bracia chcieli mieć księżyce, bo były silne! Więc gwiazdy mogły nie mieć takiego samego efekt, jak pierwsze słońce, ale księżyce już tak. To był problem – pokiwała lekko głową. – Morza szalały! Byli huragany! Ale to bracia musieli pilnować, to było ich zadanie, żeby księżyce nie przeszkadzały. Ale były piękne te księżyce, nawet ten ułamany. Jasne, tak, ale widać było gwiazdy. One nie wiem czyje są. Kogoś przede mną chyba, bo nikt nie brał prawa do nich za moich czasów. Ja też nie wie za wiele o gwiazdach – wzruszyła lekko ramionami, uznając swoją niewiedzę, i oparła się plecami o pień drzewa.
        - Możesz pytać, chętnie odpowiem, jeśli będę wiedziała – rozwiała wątpliwości elfa i sama zainteresowała się jego słowami, przechylając głowę, gdy mówił. – Czy ty umiesz być jak duch? Jak to? – nie zrozumiała, chociaż podświadomie czuła o jakim rodzaju magii mówi, ale chciała wiedzieć więcej. W jej oczach teleportacja może nie była najprostsza na świecie, ale z pewnością nie mogła być o wiele trudniejsza od zamieniania się w ducha. Czy to było to, co widziała na polanie? Sama dobrze nie pamiętała, co mówiły jej oczy, zbyt skupiona była na nadziei spotkania swojego ffyddlon i przesiąknięta rozchodzącą się wokół magią. Przy takim jej stężeniu, takie zmysły jak wzrok czy słuch, zawsze odchodziły na dalszy plan, ona wówczas odbierała świat magicznie.
        Podążyła za jego wzrokiem na czarodziejkę i zamyśliła się nad jej osobą. Wbrew temu, co mówiła Pliszce, trochę stresowała się odwiedzinami w zamku czarodziejek. Jak na boginię przystało zawsze była wyjątkowo pewna siebie, jednak od kiedy rozbiła się w Alaranii i stała się maie, zupełnie inaczej podchodziła do ludzi. Nie traktowała ich nigdy aż tak bardzo z góry, ale teraz miała wręcz wrażenie, że to oni tak na nią spoglądają, bo różni się od nich wyglądem. Zazwyczaj się tym nie przejmowała, wiedząc, że wciąż może zmieść ich z powierzchni ziemi, jednak teraz zmierzała do wielkiego zamku pełnego uzdolnionych magicznie osób. To było chyba takie samo ryzyko, jak szansa. W końcu ileż mogłaby się dowiedzieć z takiego miejsca! Z pewnością mają więcej ksiąg z wiedzą niż ten kolega Bjorna, może pozwoliłyby jej spędzić tam trochę czasu? Ale przecież… nie. Ffyddlon mówił, że one za nim nie przepadają, więc jak mają jej pomóc, skoro nie tolerują służącego naturze elfa? Nie chciała się uprzedzać zbyt wcześnie, ale zachowanie rudowłosej do tej pory nie świadczyło najlepiej o zasadach panujących w zamku. Cóż, będzie musiała sama się przekonać.
Avatar użytkownika
Ratri
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Callisto, Leila, Avellana, Sonea, Mathias, Emma, Cat, Lexi, Maia, Ananke, Eva, Rakel, Lena, Rain,
Rasa: Maie
Aura: Emanację z pewnością należy zaliczyć do specyficznych i nietypowych. Jej barwy zmatowiały pod naporem tysięcy lat, ale zdaje się nabywać świadomość ruchową dopiero teraz. Jednak nie chodzi tu o brak giętkości, aura potrafi nabyć niezwykle głębokich łuków, ale robi to w sposób zaskakujący, nieco niezborny, jakby próbowała nauczyć się przetrwania w nowym środowisku. Zjeżona szpikulcami mroźnego srebra ociepla swój obraz miedzianą gładzią. Koi barachitową miękkością, która w sposób grafitowy przechodzi do twardych powierzchni w kolorze cyny. Otacza ją płachta złożona ze wszystkich żywiołów, bowiem w ametystowej poświecie czuć wolną woń lasu. Słodki miód zlepia dziko wargi, a kwiaty mogą wywołać mylne wrażenie kwaśnego posmaku. Płynie gęstym dźwiękiem szmeru wody utrzymując ten stały i głęboki ton. Szepcze bardzo zalotnie liśćmi do ucha, kilkoma głosami na raz zlewających się w jedną, błogą melodię. Ich echo nie przygniata, nie męczy, aczkolwiek utrzymuje się przez baaaardzo długi okres czasu, co wskazuje na niebywałą siłę. Lecz zgubny bywa los dla tych, którzy wierzą w jej bezgraniczny ład i harmonię. Potrafi zerwać się w nagłym chaosie, pozwala pochłonąć topazowym łańcuchom i zapiec kilkoma pikantnymi ogniwami na języku.
Wygląd: Jest istotką niewysoką, gdyż do jednego sążnia wzrostu brakuje jej niecałej piędzi, a jej waga mieści się w zaledwie pięciu kamieniach. Chociaż jej cera jest jasna, nie bije po oczach bladością, lecz łowi każdy promień słońca i zamienia go na ciepły blask, jakby cień opalenizny na skórze. Ratri ma owalną buzię o delikatnych, dziewczęcych rysach, zupełnie zwyczajnym nosek, ... (Więcej)
Uwagi: Uwaga nr 1: specyficzny sposób mówienia Ratri jest zamierzony, wszelkie błędy stylistyczne, czy językowe również. Wynika to z tego, że ona dopiero rozwija swoją znajomość Wspólnej ... (Więcej)

Postprzez Pliszka » Cz wrz 21, 2017 7:42 pm

        Pliszka z racji tego, że był równie długi, co wysoki, chętnie pochylił się w stronę Bogini, która zniżyła głos. Zupełnie jakby nie chciał psuć klimatu rozmowy, a to co usłyszał faktycznie wzbudziło w nim rozbawienie. Nie miał nic do Bogów, w końcu wierzył w siły wyższe… i w końcu siedział przed własną zmaterializowaną Boginią, ale szczerze bawiła go próżność potężnych osób. I wcale się temu nie dziwił. Nie każdemu odbijała szajba z poczucia wyższości, lecz nieobce mu były zasady władzy (w tym świecie - i pieniędzy). Sam z resztą ustawiał się w społeczeństwie odrobinę wyżej niż w rzeczywistości robili to inni. Ciut próżności każdemu się należała. Poza tym, dodatkowe słońca nikomu nie zaszkodziły, a wręcz spowodowały uniknięcie katastrofy, jaką Bogowie mogą uczynić. To, co w Alaranii jest tylko materiałem staje się niczym w obliczu wielkich sił Bogów. Pomyśleć, że szlachta trwa w przekonaniu o niezwyciężonej potędze. Śmiechu warte.
        Elf z uwagą przysłuchiwał się opowieściom swej Pani. W pewnych momentach musiał się bardziej skupić by odpowiednio poskładać słowa białowłosej, a to z powodu zmiany języka. Słychać było wyraźny akcent Ratri i nawet gdyby do perfekcji opanowała Wspólną Mowę to i tak nie zdołałaby ukryć tych kilku charakterystycznych nacisków na daną literę.
        W końcu truciciel wyprostował się po opowieściach kobiety rozluźniając kilkoma ruchami swoje barki.
        - Bogowie mają swoje kaprysy – odpowiedział rozbawiony, przez co jego słowa nie brzmiały złośliwie. Nadał im lekkości i zwyczajności, bo wszak ten kto ma siłę to ma i władzę.
        - U nas też widać gwiazdy – rzucił krótkie spojrzenie na niebo – ale z pewnością nie są tak widoczne, jak u was Pani. Nie przy obliczu ułamanego księżyca – uśmiechnął się przytulnie i już po chwili położył się na jednym boku podpierając głowę o zgiętą w łokciu rękę. Urwał źdźbło trawy aby mieć co mielić w palcach lub przygryzać zębami. Zamyślił się chwilę, nie mógł używać nadzwyczaj skomplikowanego słownictwa. Chciał by go rozumiała.
        - Niestety nie urodziłem się z naturalnym talentem do magii, która wyzwalałaby się pod wpływem emocji, albo moich rozkazów. Umiejętności nabyłem dopiero, gdy sam tego zachciałem. Mogę śmiało tak to określić, bo jestem uzależniony od czynników zewnętrznych. Moje czary zależne są od fazy księżyca, pogody albo głupiego komara i dopiero gdzieś na końcu znajduję się ja oraz moja kontrola. Przeniesienie się do innego świata byłoby z pewnością łatwiejsze, gdyby nie to, że do rytuałów potrzebuję hm… stabilizatora. Punktu, który utrzymuje czar. W ten sposób mogę przemierzać światy, ale jako osoba niematerialna. I faktycznie, można powiedzieć, że przenoszę tam swojego ducha, inni określiliby to słowami iż w innym świecie jestem tylko świadomością, ale tak naprawdę jestem w tedy między światami. Nie umiem przeniknąć w sposób fizyczny np. do Terrani, albo Axelusa, który jest znacznie bliżej położoną łuską wobec Alaranii. Przenoszę tylko część siebie, która jest uzależniona od wymienionego stabilizatora. Inaczej mógłbym się już na zawsze zamknąć gdzieś między światami. Istnieje bowiem teoria, chyba dosyć słuszna, że nasze światy dzieli przestrzeń między łuskami i to właściwie w nich sobie tak podróżuje. Im bliżej jestem granicy do drugiego świata tym lepiej go widzę, czasami nawet mogę się kontaktować dźwiękami, ale jestem za słaby by się teleportować… a może nawet nie chcę? Istnieje ryzyko, że nigdy bym nie wrócił tutaj… - rozejrzał się po okolicy, jakby nagle jego serce skradł sentyment.
        - A tu jest mi dobrze.
        Pliszka ułożył się wygodnie na trawie, tym razem przekręcają się na plecy. Pobłądził wzrokiem po gwiazdach, tej nocy mógłby wykonać dobry rytuał, bo konstelacje mu sprzyjały, ale zamiast spuszczać krew ze zwierzęcia wolał poświęcić ten czas Bogini.
        - Chcesz się czegoś dowiedzieć o gwiazdach? – spytał odrzucając na bok wymiętolony kawałek trawy.
Avatar użytkownika
Pliszka
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Frigg, Niviandi, Deithwen, Kvaser, Francine, Kavika, Wiladye, Shantti, Namir,
Rasa: Leśny elf
Aura: Z lekka męcząca swoim wyrazistym natężeniem aura z miejsca oblepia czytającego obmierzłymi, do granic wręcz lepkimi mackami wciągając go w istną otchłań chaosu własnych czeluści. Z początku oślepia jadowicie obsydianowa poświata, nie szczędząca ani na brutalnej intensywności ani trującym odcieniu. Wszechogarniające uczucie spadania otumania, a echo słów wielu obcych osób nie daje pozbierać rozproszonych myśli; delikatny zapach lasu unoszący się w tej chłodnej przestrzeni wyłożonej srebrnymi włosami najdzikszej z bestii wydaje się być kojący, naprawdę jednak przesiąknięty jest niepokojem i już po kilku chwilach ma się ochotę od niego uciec - zamiast ratującego zmysły wyjścia trafia się jednak na rzeźnię, po której nieprzyjemnie szorstkiej i twardej, kamiennej podłodze spływają strumienie krwawej rtęci kapiące z ciał niezmierzonej liczby stworzeń wiszących u góry, tam gdzie wolność i uwięzienie spotykają się z końcem i nowym początkiem. W okół panuje cisza tak głucha, że pochłania pluski spadających kropel oraz odgłosy cieczy napływającej do butów. Można tylko biec dalej - nieokiełznane uczucie straty i stagnacji dopadnie jednak każdego wbijając się w jego umysł ostrzem cierpienia. Nieludzkie ryki agonii docierają do uszu z opóźnieniem, jakby wszystko co było martwe ożyło, by cierpieć po raz wtóry. Uginające się pod stopami barachitowe bagno wciąga przy pierwszej okazji, potrzeba więc nie lada determinacji, aby przebrnąć dalej - ale wszystko jest lepsze od pozostania w miejscu. Trakt w którymś momencie uwyraźnia się i twardnieje, by można było w końcu dotrzeć po jego krętych ścieżkach do krańca tej potwornej wyprawy; nim to jednak nastąpi zatęchłe powietrze przecina coraz bardziej obezwładniający, głęboki, lekko buczący ton nie dający się zagłuszyć przez żadne inne dźwięki. Nagłe uczucie spełnienia zatrzymuje szaleńczy bieg ku uwolnieniu paraliżując niemal całkowicie, lecz wtedy zdradziecko i jak najbardziej umyślnie tysiące połyskujących odpychającym odcieniem żelaza, a zbitych w niepowstrzymaną chmarę, owadów wpada do oczu i ust wypełniając te ostatnie taką goryczą, że krok tylko dzieli od popadnięcia w szaleństwo. Miotając się panicznie, niespodziewanie wpada się do jeziora pełnego trującej substancji rażącej najokrutniejszym z kobaltów, a gęstej od soli tak, że aż trudno się w niej poruszyć. Na szczęście sama wypycha na powierzchnię i wyrzuca na brzeg zostawiając sól i inne podejrzane osady na całym ciele delikwenta. Już nie ma się więcej sił - chce się tylko dobrnąć do końca; nie czuć, nie widzieć i nie słyszeć nic więcej. Wtem otwiera się oczy - dookoła jest spokojniej - słychać szczery, niosący się przez leśne ostępy śmiech dzieci, a puls przyspiesza w wyrazie radosnego podekscytowania. Posmak w ustach nabiera łagodności, a wszelka nieczystość znika momentalnie z ubrań i ze skóry. Wreszcie można odejść!
Wygląd: Pliszka. Niegdyś silny, mocno rozbudowany (i kiedyś zapewne przystojny), dziś szczupły i nadal tak samo wysoki. Nie stanowi to dla niego problemu, nie odczuwa z tego powodu kompleksów. Poświęcając czas w lesie na rytuały i nową wiedzę nie mógł mieć wszystkiego w życiu, chociaż nadal pozostał dosyć zwinny i bardzo zręczny. Trudno jednak do końca orzec, jak wygląda w swojej ... (Więcej)

Postprzez Ratri » N paź 08, 2017 11:06 am

        Ratri siedziała na boku, podwijając nieco zakutane w spódnicę nogi, i opierając się na jednej ręce, szponami drugiej przeczesując w zamyśleniu źdźbła trawy. Sole pojawił się znów w okolicy i położył kawałek dalej od nich, opierając pysk na łapach i przyglądając się elfowi i maie. Towarzyszący im wcześniej żółty wąż pełznął znów po nogach Ratri, oplatając ją w pasie i spoczywając z głową na podołku kobiety, która spoglądała wciąż na swojego rozmówcę czerwonymi ślepiami.
        - Ty odprawiasz rytuały, rozumiem – uśmiechnęła się, skinąwszy głową na znak, że ten rodzaj magii nie jest dla niej obcy. Co więcej, w Terranii istniał dość sztywny podział na władanie magią i praktycznie tylko istoty nadprzyrodzone operowały inną formą niż rytuały, które zarezerwowane były dla wierzących, by mogli w odpowiedni sposób przyzywać swoje bóstwa.
        Szczególnie zainteresowała się, gdy Pliszka opisywał działanie swojej magii, ze względu na to, że mógł zaglądać do duchowego świata i podróżować w nim w odległe krainy. Do Terranii, miedzy innymi. Oczy Ratri błysnęły nagle, gdy uświadomiła sobie, że mógłby dla niej zajrzeć do jej domu i powiedzieć, co tam się teraz dzieje. Czy istnieje tam magia? Czy dalej są tam bóstwa? Czy może ludzie zniszczyli już ten świat i nie pozostał kamień na kamieniu? To była nieprawdopodobna okazja i szczęście, że udało jej się spotkać kogoś takiego, a zwłaszcza kogoś kto już był w Terrani! W pewnym sensie oczywiście. Oznaczałoby to jednak, że musiałaby powiedzieć elfowi nieco więcej, niż zdradzała aktualnie, a sama nie wiedziała, czy była na to gotowa. Zresztą, nawet jeśli, to nie był to odpowiedni moment. Było już późno, a i tak rankiem mieli udać się do Zamku Czarodziejek, więc temat musiał poczekać.
        Słuchała jednak swojego ffyddlon uważnie, mimowolnie dochodząc do wniosku, że jeśli ze swoich katalizatorów nie składał ofiar, to mogłaby mu nawet pomóc w rytuałach. Nie tylko miałby potężne źródło mocy, ale wówczas z pewnością łatwiej byłoby mu zajrzeć do Terrani. Och, nie mogła przestać o tym myśleć, ale zaczynała też mieć delikatne wątpliwości. A co jeśli tam jest magia? Co, jeśli jest już bezpiecznie i mogłaby wrócić? Czy chciałaby wrócić? Też było jej tu dobrze. Czy byłaby w stanie? W końcu teraz o mało nie zginęła podczas podróży. I czy, gdyby jej się udało, byłaby tą samą sobą - Eostre? I czy Bjorn poszedłby razem z nią? Pytania kłębiły się w jej głowie, jedynie nieznacznie odbijając się na zamyślonej twarzy maie.
        By odciągnąć myśli przeniosła spojrzenie na wyrzucone niedbale przez Pliszkę źdźbło trawy. Skrawek rośliny uniósł się lekko nad ziemię, wyprostował i niby w przyspieszonym tempie wypuścił maleńki korzonek. Ratri odesłała trawkę spowrotem na ziemię, a ta wbiła się w nią delikatnie, rozpychając się wśród wilgotnej ziemi i wtulając w grunt, jakby nigdy nie została wyrwana. Zdradzała się tylko lekkimi zagnieceniami po palcach elfa, ale kto zwracałby uwagę na taką małą roślinkę?
        - Opowiedz, jeśli nie jesteś jeszcze znużony – opowiedziała i spojrzała jeszcze na wyrastający znad wody zamek. – I może coś o czarodziejkach, nim spotkamy się z nimi jutro? – dodała, wracając do niego spojrzeniem.
Avatar użytkownika
Ratri
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Callisto, Leila, Avellana, Sonea, Mathias, Emma, Cat, Lexi, Maia, Ananke, Eva, Rakel, Lena, Rain,
Rasa: Maie
Aura: Emanację z pewnością należy zaliczyć do specyficznych i nietypowych. Jej barwy zmatowiały pod naporem tysięcy lat, ale zdaje się nabywać świadomość ruchową dopiero teraz. Jednak nie chodzi tu o brak giętkości, aura potrafi nabyć niezwykle głębokich łuków, ale robi to w sposób zaskakujący, nieco niezborny, jakby próbowała nauczyć się przetrwania w nowym środowisku. Zjeżona szpikulcami mroźnego srebra ociepla swój obraz miedzianą gładzią. Koi barachitową miękkością, która w sposób grafitowy przechodzi do twardych powierzchni w kolorze cyny. Otacza ją płachta złożona ze wszystkich żywiołów, bowiem w ametystowej poświecie czuć wolną woń lasu. Słodki miód zlepia dziko wargi, a kwiaty mogą wywołać mylne wrażenie kwaśnego posmaku. Płynie gęstym dźwiękiem szmeru wody utrzymując ten stały i głęboki ton. Szepcze bardzo zalotnie liśćmi do ucha, kilkoma głosami na raz zlewających się w jedną, błogą melodię. Ich echo nie przygniata, nie męczy, aczkolwiek utrzymuje się przez baaaardzo długi okres czasu, co wskazuje na niebywałą siłę. Lecz zgubny bywa los dla tych, którzy wierzą w jej bezgraniczny ład i harmonię. Potrafi zerwać się w nagłym chaosie, pozwala pochłonąć topazowym łańcuchom i zapiec kilkoma pikantnymi ogniwami na języku.
Wygląd: Jest istotką niewysoką, gdyż do jednego sążnia wzrostu brakuje jej niecałej piędzi, a jej waga mieści się w zaledwie pięciu kamieniach. Chociaż jej cera jest jasna, nie bije po oczach bladością, lecz łowi każdy promień słońca i zamienia go na ciepły blask, jakby cień opalenizny na skórze. Ratri ma owalną buzię o delikatnych, dziewczęcych rysach, zupełnie zwyczajnym nosek, ... (Więcej)
Uwagi: Uwaga nr 1: specyficzny sposób mówienia Ratri jest zamierzony, wszelkie błędy stylistyczne, czy językowe również. Wynika to z tego, że ona dopiero rozwija swoją znajomość Wspólnej ... (Więcej)

Poprzednia strona

Powrót do Jezioro Czarodziejek

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron