[Rapsodia i okolice] Odnajdę cię...


Mówi się o niej Miasto Elfów. Owe osiedle nie zostało jednak założone przez elfy, a przez ludzi, pierwszym jego królem był człowiek, niestety jego dość niefortunne rządy doprowadziły do konfliktu pomiędzy władzą a ludem, wtedy to władzę obijał pierwszy elfi król, od tego czasu co raz więcej efów zaczęło przybywać do miasta, mimo, że oddalone o wiele dni drogi od głównych elfich osiedli ściągało do niego mnóstwo elfich braci, a zwłaszcza tkaczy zaklęć. Miasto położone nad legendarnymi wodospadami, w pięknej i... magicznej okolicy nie mogło zostać nie zauważone przez magów, czarodziejów i elfich tkaczy zaklęć...

Postprzez Elion » So lis 25, 2017 9:32 pm

“Rapsodia. Piękne miasto, pełne pięknych budynków, w których mieszkają piękni ludzie, jedzący piękne jedzenie. Aż szkoda, że znam prawdę o tych ludziach. Że słyszę ich myśli. Że wiem, że ci ludzie są pełni łajna. Z drugiej strony, to właśnie w tym mieście najłatwiej jest stłamsić to natrętne poczucie winy. Przecież wiem, co robię i czemu to robię. A że raz, czy dwa, ruszy mnie serce, nie znaczy, że dam się nabrać na powierzchowne kłamstwa społeczeństwa pełnego g…”

        Myśl zginęła, kiedy cudzy palec został przyłożony do intensywnie czerwonych ust. Młoda kobieta, której wygląd wskazywał na to, iż niedawno dopiero osiągnęła wiek dwudziestu lat, natychmiast zrozumiała ten gest i zachowała się adekwatnie, uciszając swoje myśli. Smukła twarz, sugerująca urodzenie się w wysoko postawionej rodzinie, przyjęła grymas oburzenia, ale tylko na chwilę, gdyż po chwili usta rozbłysły przyjaznym uśmiechem. Czarne kosmyki sięgające do ramion poruszyły się nieznacznie, wraz z nic nieznaczącym ruchem głowy.

        Poprawiła szybkim ruchem ręki materiał, pod którym skrywała swoje ciało. Przez umysł przeszła myśl, jednak szybko została ugaszona, ze względu na okoliczności, w jakich Elion się znajdowała. Gruby, skórzany płaszcz nie był w jej guście, ale teraz nie miała czasu na to narzekać. Po pierwsze, nie chciałaby przecież zabrudzić swojej wyjściowej, czarnej sukni. Zdobycie jej wymagało mnóstwa wysiłku, a te tunele przepełniał bród i stęchłe powietrze, pełne od drobin kurzu, a bogate, koronkowe zdobienia pokrywające całą powierzchnię jej kreacji, która sięgała jej za kolana, wyłapałby wszystko, co wisiało w powietrzu, gdyby nie ów naprędce zdobyte okrycie, skrywające piękno jej ludzkiej formy oraz kreacji przez nią ubranej. Poza tym obecna sytuacja wymagała ukrycia swych wdzięków. Nie chciała rozpraszać powodu, dla którego tunele były bardziej zatłoczone, niż zazwyczaj.

        W jednym ze skrajnych korytarzy w tym labiryncie, około trzystu kroków od najbliższego wyjścia na powierzchnię, znajdowało się miejsce, gdzie korytarz się rozszerzał, tworząc pomieszczenie, wielkością przypominające jadalnie w domku na wsi. Normalnie, nie ma tu nic szczególnego, nawet kurz w tym miejscu jest mniej intensywniejszy niż w pozostałych częściach tej podziemnej struktury. Teraz jednak było tu pięć osób, każda z innym wyrazem twarzy.

        Elion, która teraz, bez większego powodu, zaczęła po raz kolejny rozmyślać nad obecną sytuacją, oparła się wygodniej o ścianę, przy której stała. Byli tu już przez jakiś czas, a sytuacja wciąż nie szła do przodu. To właśnie z powodów nudy zaczęła myśleć o Rapsodii. I kontynuowałaby te myśli, gdyby nie ten palec. Ten słodki, uroczy palec. Oblizała się, obracając głowę w prawo. Anabelle, obecnie znajdująca się pod postacią starszej, dojrzałej kobiety o srebrzystych lokach i bystrym spojrzeniu, patrzyła na nią spod swojego płaszcza, który był jej jedynym odzieniem. Widać było w jej oczach, że do nudy jej daleko. Może to sprawa tego, że ją bardziej interesowało to, co się działo przed nimi. A może to wina tego, że z nich dwóch, to właśnie Anabelle była tą spokojniejszą, bardziej cierpliwą pokusą.

- Wybacz Eli, ale nie słyszałam własnych myśli przez to, co działo się w twojej głowie. - Rzekła Anabelle szeptem, przeznaczonym tylko dla Elion.

- Mogłaś w takim razie nie siedzieć w mojej głowie. Obie dobrze wiemy, jak łatwo odciąć się od cudzych myśli. - Kąśliwe słowa, choć brzmiały agresywnie, były sposobem młodszej pokusy droczenia się ze swoją starszą przyjaciółką.

- Dajcie mu myśleć. W ciszy. - Zapał obydwu pokus uciszył męski, stanowczy głos. Dante, w przeciwieństwie do kobiet, stał w jednym z wejść do tego pseudo pomieszczenia. Stał na straży, patrząc to przed siebie, na wejście numer dwa, to za siebie. Swoją ludzką formę przyjął adekwatnie do swej roli. Prezentował się bowiem jako spory, umięśniony mężczyzna o surowych rysach twarzy, łysej głowie i bliźnie sunącej na wskroś przez środek jego twarzy. Taki sam płaszcz, jaki miały pokusy, prezentował się na nim aż za dobrze, choć z trudem ukrywał on noszone przez Łowcę Dusz skórzane odzienie wysokiej klasy, które wkomponowywało się świetnie w męską sylwetkę.

        Po słowach mężczyzny, cała piekielna, choć obecnie ukryta pod pozorami ludzkości, trójka patrzyła na środek pomieszczenia. Na powód, dla którego tu byli. Gruby i - pospolicie mówiąc - obleśny szlachcic siedział na podłodze w głębokiej zadumie. Nie było to jednak zwykle rozmyślanie. Jego twarz przechodziła wciąż między niepokojącym uśmiechem a poważnym zaniepokojeniem. Krople potu spływały po jego policzkach, a jego ręka co chwila drapała go po łysinie na czubku głowy, otoczonej przez sporadyczne kępki włosów. W swoim umyśle ów człowiek walczył. Walczył z pokusą, którą podsunięto pod jego tłusty, niezgrabny nos. Z pokusą, która jeśli wyjdzie na jaw, to zrujnuje jego reputację oraz resztki tego, co nazwać można życiem społecznym. Co jakiś czas zerkał na źródło owej pokusy. Pod ścianą znajdującą się naprzeciwko dwóch kobiet, a która była zarazem za jego plecami, wiła się malutka postać. Dziewczynka o imieniu Diana patrzyła z przerażonymi oczami na tłustego mężczyznę, który oszukał ją. Ona chciała tylko zobaczyć te słynne tunele od środka. On to wykorzystał. Zabrał ją tutaj, ale tylko po to, by związać jej nogi i ręce sznurem, a usta zakneblować starą szmatą. Z początku po prostu się bała, ale po upływie kilkunastu minut panika przerodziła się w histerię. Niestety, to było już kawał czasu temu. Po tak długim czasie nie miała już zbyt wiele sił na dalsze próby wydostania się z więzów. Pozostało jej jedynie patrzeć i słuchać.

- J-jesteście pewni, że nikt nie chodzi po tym miejscu? - Grubas przemówił nagle, czując, jak zmartwienie przewraca mu w brzuchu wszystko, co jest do przewrócenia. - Nie zrozumcie mnie źle… Jestem wam winny pół królestwa za… p-pomoc. No wiecie. Za wskazanie odpowiedniej dziewuchy. I wymyślenie planu. Ale to miejsce… Czy aby na pewno jest dobrze ukryte?

- Po raz setny, człowieku, tak, to miejsce jest dobrze ukryte! Ale nie po to ci je pokazaliśmy, by zostać jednym ze szkieletów. Pośpiesz się z decyzją. Nie mamy wieczności. - Odpowiedziała niemal natychmiast Elion. Miała dość bycia tutaj. Z tym ścierwem. Chciała jak najszybciej mieć to za sobą i cieszyć się z myśli, że ten zboczeniec po tylu latach patrzenia obrzydliwym wzrokiem na dziewczynki na ulicy zagwarantuje sobie najgorsze miejsce w Czeluściach Piekielnych, jakie tylko jest możliwe. Niestety, aby do tego doszło, musiał on zostać pchnięty na drogę czynu. I niestety tylko tyle mogli zrobić. Pchnąć. Nie mogli go zmusić ani oszukać. Grzech musiał być prawdziwy, a ta myśl doprowadzała Elion o dreszcze. Gdyby nie wsparcie Anabelle i Dantego, nigdy nie zdołałaby zdobyć dla piekła takiej duszy, jak ta tłusta co właśnie siedziała przed nimi, i która wciąż nie mogła się zdecydować.

"Gdy będzie po wszystkim, będę musiała odreagować i to porządnie..."
Avatar użytkownika
Elion
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Lullasy, Hyiaxinthe, Urzaklabina, Drim, Evangeline, Avarralie, Siyne, Violetine, Fonos, Krakenia, Toffee, Sargeras,
Rasa: Pokusa
Aura: W emanacji nie ma jeszcze zbyt wiele siły, można by rzec, iż jest naprawdę słabiutka pod tym względem. Jednakże nie tyczy się to widowiskowej poświaty w kolorze turmalinu, w której nieraz da się odnaleźć smugę szafiru jaśniejącą niczym spadająca gwiazda, pragnąca złożyć czuły pocałunek na przyozdobionej w rosę trawie. Podczas gdy powłoka w barwie kobaltu przypomina okładkę starej księgi zawierającej w sobie prastare dzieje, a miedziany pył tworzący osad podobny do kurzu, dodaje jej lat i tajemniczości. Wszystko to dzieje się w ciszy niezmąconej nawet najmniejszym dźwiękiem wprawia to w stan zamyślenia, aczkolwiek smród siarki szybko przywraca do rzeczywistości. Nie oznacza to jednak koniec nadzwyczajnego pokazu. Pozornie twarda do tej pory powierzchnia będąca okazuje się niebywale miękka i giętka, co uwidacznia poprzez iluzje delikatnie falujących starych stronic wokół całości. Niespodziewanie księga zatrzymuje się i sztywnieje i jakby wystraszona, zamyka swe wnętrze, by nikt nie mógł wyczytać jej sekretów. Jeśli jednak ktoś uparty próbowały je odkryć, ma na tę okazję przygotowane kolce lewitujące wokół i czyhające na śmiałego głupca. Nie wszystkie są tak samo naostrzone, wiec istnieje cień szansy ujścia z życiem. Gdy sytuacja się uspokaja, aura przybiera klasyczną postać, a swą broń skrywa pod chropowatym materiałem, będącym także idealną przykrywką da jej prawdziwego oblicza. Zwłaszcza, iż na ów płachcie wyszyto aksamitne piórka, które kuszą, by sprawdzić, czy są naprawdę tak miłe w dotyku, jak wyglądają. Podczas czytania emanacji w ustach wyczuć można gorzki posmak, a po skończeniu będzie się on utrzymywał jeszcze przez długi czas.
Wygląd: Elion, zależnie od tego, w jakiej formie się znajduje, może wyglądać albo niczym potwór spod łóżka, który dorabia sobie jako pokusa, albo też jak mniej lub bardziej przeciętna ludzka kobieta, w zależności od tego, na co się zdecyduje. Niemniej jednak każda postać ma swoje zalety i wady, dlatego też warto przyjrzeć się każdej, gdy tylko ma się okazje. Kto wie, kiedy ta wiedza ... (Więcej)
Uwagi: Zawsze, absolutnie zawsze, podróżuje z pokusą imieniem Anabelle oraz Łowcą Dusz, zwanym Dante (Prosty opis na końcu historii. Wygląd powinien być opisany, prędzej czy później, w jednym z ... (Więcej)

Postprzez Pani Losu » N gru 03, 2017 4:54 pm

Elf i myszołaczka mogli lada chwila zostać wplątani w dosyć poważną i nieprzyjemną aferę. Taki rozwój wypadków byłby w sumie odmianą jedynie dla mężczyzny - Nefertiti już siedziała, zdawało by się, w samym środku łańcucha tajemniczych wydarzeń i nijak nie mogła się z niego wyplątać. Pomoc kogoś bardziej doświadczonego i z natury opanowanego była bardzo pożądana, choć paradoksalnie gdyby nie Hessan myszka nie zapuściłaby się tak daleko w podziemne korytarze i miała szansę na uniknięcie nieprzyjemnych widoków. A może jednak nie?
Cokolwiek przeznaczone było fioletowowłosej dziewczynie nie było pisane elfowi. Los miał mu dać więcej spokoju niż zaznać mógł u boku Nefertiti, a jednocześnie najpierw trochę sobie z nim poigrać.
Tak też się stało.

       Nie minęło kilka minut, a przed dwójką świeżo upieczonych towarzyszy mignął tajemniczy cień. Myszołaczka zareagowała na niego nerwowo, nie wiedząc czego może się spodziewać. Nie zobaczyła postaci wyraźnie, sądziła jednak, że mógł być to człowiek lub przynajmniej inny rodzaj humanoida. Było tylko jedno ale - mimo, że cokolwiek to było, śmignęło jedynie paręnaście kroków od nich nie dało się słyszeć żadnego odgłosu dobiegającego z tamtej strony. Żadnego tupnięcia, skrobnięcia, oddechu czy nawet szelestu ubrania.
Czy to mogła być ta zjawa, o której Nef znała opowieść?
       Wystraszona, znowu przylgnęła do swojego towarzysza. Choć elf w podziemiach czuł się nieco niepewnie nie wydawał się zbytnio przejęty obecnością kolejnej osoby czy też raczej - bytu i koił nerwy dziewczyny. Pewny swoich umiejętności, stwierdził, że czymkolwiek tajemnicza postać by nie była na pewno sobie z nią poradzą. Nie zdradzał jednak nadal jakie umiejętności właściwie posiada. Póki co zasłaniali się 'pokojowym płomieniem' i to wystarczało.

       Ruszyli dalej, skręcając w korytarz, którym przemknął cień; oboje spięli się lekko mijając graniczną ścianę zasłaniającą im widok, a Hessan przygotował do ewentualnej obrony, ale za murem nic niezwykłego się na nich nie czaiło.
Uśmiechnął się sam do siebie - nie powinien był liczyć na kolejne kłopoty i spodziewać się nie wiadomo czego. Jeśli zaś coś kręciło się po korytarzach to upora się z tym bez większych problemów. Najchętniej zrobiłby to jak najbardziej pokojowo - jeśli to się nie uda co najwyżej użyje swojej broni lub - w ostateczności - odkryje przed myszołaczką część swoich umiejętności. Wątpił jednak by w najbliższym czasie zaistniała taka potrzeba.

       Pomylił się jednak. W kilka chwil jego umysł stał się niespokojny. Myśl błądziła w dziwnym kierunku, mknęła w stronę nieznanej mu, pięknej choć nieszczęśliwej dziewczyny. Nie znał jej, na pewno nigdy wcześniej jej nie widział. A jednak coraz to nowe wizje z jej udziałem plątały mu kroki i przysłaniały oczy. W niepokojące obrazy zakradło się także coś jeszcze - może odległe wspomnienia, może głęboko ukryta niepewność co do własnego losu i pewnych czarodziei... Nie potrzeba było wiele czasu, by elf został chwilowo odcięty od rzeczywistości.
- Poczeekaj chwilkę... - Powiedział jakoś niewyraźnie i jakby niebezpiecznie, zwalniając kroku. - Muszę... coś sprawdzić. - Brzmiał tak jakby sam nie był pewien czy wypowiada właśnie te słowa, które by chciał. Nie przypominał już tego elfa z sadu, który budził ufność i przy którym myszołaczka czułaby się bezpiecznie.
       Nie musiała się go jednak obawiać. A nawet gdyby taka myśl przyszła jej przez głowę, zaraz straciła powód aby ją rozważać - Elf odwrócił się i zataczając się z lekka zaczął biec w sobie tylko znanym kierunku. Tuż przed nim, a jeszcze w zasięgu wzroku dziewczyny zamigotał tajemniczy cień, być może ten sam, który widzieli wcześniej. Cień ubrany w sukienkę i bezgłośnie przeszukujący korytarze...
Chwilę potem płomyk Hessana zgasł, a jego kroki oddaliły się od zostawionej w korytarzu Nef.

       Hessan odzyskał zmysły dopiero gdy znalazł się z powrotem w lesie. Nawet nie w mieście - w lesie, dalej od wszystkiego co mogło niepokoić jego elfią, kochającą naturę duszę. W okół rządziła przyroda i jej harmonijny spokój; słońce raziło przyjaznym blaskiem, a ptaki zrywały się z gałęzi drzew i osiadały gromadami na następnych. Musiał jakoś odnaleźć wyjście z podziemnego labiryntu i dostać się aż tu... a może został przeniesiony? Przyprowadzony? Nie mógł sobie przypomnieć. Ba - nie był pewien gdzie znajduje się w tej chwili. Mogło się okazać, że wcale nie są to okolice zwiedzanej ostatnio przez niego Rapsodii...
Avatar użytkownika
Pani Losu
Urzeczywistniający Marzenia
 
Rasa:
Aura: Nieznana.
Wygląd:

Postprzez Nefertiti » N gru 03, 2017 9:26 pm

Nefertiti coraz bardziej czuła się pogubiona w tym labiryncie, ale nie chciała tego przyznać, w żadnym razie, Hessan byłby na nią zły. Było to dziecinne myślenie, ale ona przecież wciąż dzieckiem była. Biedną sierotą, do której kiedyś uśmiechnął się los, a następnie brutalnie wszystko odebrał.

- Dobrze… - powiedziała cichutkim głosikiem, będąc niepewną co ich czeka, skinęła również głową na kolejne stwierdzenie elfa, może to lepiej, żeby nie wiedziała, może w ten sposób nie będzie aż tak przerażona, ale z drugiej strony jej bujna wyobraźnia zaczęła poduswać zmiennokształtnej różne straszne możliwości, śmierci tych nieszczęśników.

Jednak to, co po chwili dodał Hessan wprawiło ją w całkowicie dobry nastrój, będzie mieć nauczyciela, to takie cudowne! Już sobie wyobrażała tyleee fajnych rzeczy, jakie mogą się zdarzyć, jak będzie władać magią, niczym prawdziwa czarodziejka, a eliksiry robić lepsze niż najpotężniejsze wiedźmy.

- Jestem jak najbardziej za! – zakrzyknęła ucieszona.

Wtem coś przed nimi przemknęło. Myszołaczka chwyciła obiema rączkami dłoń spiczastouchego. Jednak on nagle zaczął się dziwnie zachowywać, kazał jej czekać. Czekała, ale nie spodziewała się, że zostawi ją tu całkiem samą!

- HESSAN! – zawołała, a wręcz pisnęła niczym mysz i zaczęła biec za nim przerażona, zwłaszcza, iż wciąż widziała ten cień. Nie mogła jednak dogonić wysokiego mężczyzny o znacznie dłuższych nogach.

Stanęła pośrodku ciemności, drżąc ze strachu. Ciemność, tylko ciemność miała przed oczami. Zmieniła się w myszkę, by cokolwiek dostrzec, teraz była na równi ze swoimi ogoniastymi przyjaciółmi. Zaczęła wraz z nim biec gdzieś, gdziekolwiek, przemykając mysimi dziurami lub innymi tycimi otworami w ścianach.
Biegła tak co sił w swoich drobnych, różowych łapkach, aż dotarła do sporego pomieszczenia, w którym paliło się światło pochodzące od pochodni. Czyżby ktoś tu był? Nef nie wiedziała, czy siedzieć cicho jak mysz pod miotłą, czy może przybrać znów ludzką postać. Po chwili się wyjaśniło, cztery osoby. Czuła woń ich aur, piekielni i człowiek. Wzdrygnęła się i postanowiła na razie nie dawać znaku życia wraz z Bielinką i Rudym. Nie mogła ich jednak objąć wzrokiem w całości, nie w tej formie. Oczy myszy nie były tak dobre, jak te ludzkie, ale przynajmniej w ciemności się sprawdziły. Po chwili wyczuła też jeszcze jedną aurę, delikatną, też ludzką.
Słyszała też rozmowę, jej kontekst był dziwny i nieco niepokojący, ale nie do końca zrozumiały dla Nef. Zwłaszcza że teraz głos tej piekielnej rozbrzmiał w jej główce tak mocno, przywołując tyle wspomnień, tyle szczęścia. Nie mogła się powstrzymać. Przybrała postać ludzką, czym mogła zdziwić wszystkich obecnych, bo dosłownie pojawiła się jakby znikąd. Pobiegła w stronę, której dobiegał głos, nie do końca rozpoznawała swoją siostrę, ale te czarne włosy, te szmaragdowe oczy. To było takie znajome, choć twarz miała inne kształty, ale ten głos, to był jej głos! A czułych mysich uszek się łatwo nie oszuka, o nie!
Rzuciła się na pokusę, przytulając ją ze wszystkich swoich sił, czyli nie za mocno.

- ELIIIIIZA! Ty żyjesz! – miała łzy w oczach – Wyglądasz nieco inaczej ale to może moja pamięć zawodzi, ale twojego głosu w życiu bym nie zapomniała! A ty… pamiętasz mnie? To ja! Nefertiti! Oh Eliza! – nadal się w nią uparcie wtulała.
Avatar użytkownika
Nefertiti
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Amaranta, Izaura, Set, Azalia, Tean, Adiraella, Melodia,
Rasa: Myszołaczka
Aura: Nie za silna, jaśniejąca aura w kolorze złota, przyozdobiona barachitowymi smugami z domieszką koloru miedzi, z całkiem widocznymi pasmami o barwie cyny. Wokół siebie roztacza szafirową barwę z lekkimi jak mgiełka chmurkami w kolorze szmaragdu. Dominuje w niej zapach sierści wymieszany z nutką zapachu mokrej ziemi, można również wyczuć woń dobrego jedzenia. W dotyku jest całkiem przyjemna, gładka, choć giętka i elastyczna, a miejscami bywa ostra. Pomimo tego, że potrafi otulić miłym ciepłem, w smaku jest odrobinę pikantna i zdarza się, że pozostawi na języku kwaśny posmak.
Wygląd: Nefertiti to drobna dziewczynka. Wciąż jest jeszcze bardzo młoda i jest to bardzo widoczne. Nie może się poszczycić wzrostem, ponieważ można ją zaliczyć do osób raczej niskich. Myszołaczka ma jasną skórę, gdzieniegdzie zdaje się, iż przyjmuje odcień delikatnego różu. Patrząc na twarz najbardziej uwagę przykuwają te duże, błękitne oczy i niesamowicie gęste i długie, ... (Więcej)

Postprzez Azra » N gru 03, 2017 11:35 pm

Azra pędził na złamanie karku, omijając większe głazy i przeskakując te mniejsze, wciąż lawirując między drzewami i wytężając wzrok, by nie stracić z oczu tych, którzy ukradli mu konia. Na całe szczęście teren był pagórkowatym wzniesieniem o łagodnych stokach i grubym poszyciu mchu, dzięki czemu trafienie na przeszkody typu wystający korzeń lub wykort po wycince graniczyło z cudem. Inaczej sprawy układały się nieco dalej, w miejscu, gdzie Azra po raz pierwszy przeciął wyschnięte  koryto rzeki, obecnie zalane w całej swojej szerokości i długości. Spieniona woda biła brzegi z siłą tarana, huczała niczym dzwon, a wszystko, co do niej wpadło, prowadziła na szereg ostrych skał u jej podnóża. Mężczyzna zaklął, widząc brązowy kaftan i kołczan jednego z koniokradów, przemykający pomiędzy drzewami na drugim brzegu. Dzięki boczącemu się na wszystko Bohunowi, który za nic nie dał się prowadzić obcym, były rolnik z każdym sapnięciem skracał dzielący ich dystans. Jednak nawet to nie wystarczyło, by ich dogonić. Najwidoczniej toczący w lesie bitwę chłopi przełamali zaporę zbójców, co w konsekwencji uwolniło całą zebraną tam wodę, która powróciła do swego koryta, przecinając las na pół długą i szeroką wstęgą. Nie chcąc ryzykować, Hamnisz pobiegł wzdłuż strumienia, nasłuchując rżenia i szukając czegoś na kształt brodu lub zwalonego pnia, po którym dałby radę sforsować ciek i odbić przyjaciela. Bez niego nie miał zamiaru się nigdzie ruszać.

Jak się okazało, kawałek dalej rzeka zmieniała się w dwa płytsze rozwidlenia, których odnogi znikały wśród gęstych traw. Jedna prowadziła na południe i oferowała szeroki spływ słabym nurtem, druga zaś na wschód. Ta była węższa i sztucznie zabezpieczana po bokach, jakby ktoś chciał zbudować tu kanał zalewowy pod przyszłe pola. Z tą różnicą, że wykorzystane w tym celu kamienie były omszałe i wiekowe, pokryte zrąbem niszczycielskiego czasu. Wybór padł na tę drugą, ze względu właśnie na owe kamienie, które, jeśli postawił je człowiek, musiały tu zostać przywiezione. A to oznaczało gdzieś w pobliżu stary trakt, drogę lub ścieżkę, której mogli użyć również bandyci. Wszak oni lepiej znali ten teren. Nie zastanawiając się długo, Azra wznowił pościg, próbując zorientować się w swojej lokalizacji. Od minięcia ostatnich znaków do spotkania dziwnej pary na czele uzbrojonych chłopów, mężczyzna podróżował na południowy wschód, razem z rzeką, a potem raptownie zawrócił. Najpierw do obozowiska wroga, a teraz na wschód, ku górom i przełęczą, zwanych, jeśli dobrze pamiętał Szczytami Fellarionu. A to oznaczało rychłe wtargnięcie na tereny państwa Rapsodii, dokąd za żadne skarby trafić nie chciał. A przynajmniej nie teraz - ociekający krwią. Dobrze, że nie swoją i że oprócz konia, nie zwinięto mu sprzed nosa dobytku, jaki stanowiła skórzana torba na ramieniu, broń, pistolet, ubranie i dwa mieszki. Jeden na kule i jeden na pieniądze.

Pędząc tak przez las i przeklinając swój pech, Azra nawet nie zauważył, że łagodny pagórek znacznie urósł, a jego stok zrobił się coraz to bardziej ukośny. Nogom coraz ciężej było znaleźć oparcie, ręce chwytały za pnie i wyrastające jak z podziemii głazy. Bieg przełajowy zmienił się w groteskową wspinaczkę, w której komizmu dostarczały poślizgnięcia oraz zaczepienia o gałęzie. W końcu jednak Azra dotarł na szczyt czegoś, co okazało się polaną otoczoną zewsząd świerkami. Jej lewą i prawą stronę porastały gęste drzewa, których czubki dźgały błękitne niebo, po którym leniwie sunęły chmury. Azra jednak nie zwracał na nie uwagi. Jego wzrok utkwił na tym, co było przed nim - dwóch facetów w zbliżonym do niego wieku, ubranych w brązowe kaftany i półcienne spodnie. Wyglądali jak maratończycy, obaj spoceni i zdyszani, ledwo składający zdania wysuszonymi wargami. Jeden z nich miał kołczan pełen strzał i łuk na plecach, drugi miecz oraz rzemień, na prędce przywiązany do pyska czarnego ogiera, stojącego z boku. Z oczu wierzchowca kipiał gniew i strach, lecz długi marsz po trudnym terenie odebrał mu tymczasowo siły na stawianie dalszego oporu.

- Oddacie mi go po dobroci, czy nie? - zapytał Azra, najspokojniej jak umiał, po czym wyprostował się jak panisko i wziął pod boki, demonstrując nie tylko szablę, ale i pistolet, broń mało znaną, a równie zabójczą co strzał z łuku między oczy. - Nie kryję, że jestem przywiązany do tego konia.
Miny bandziorów momentalnie stężały, a oni sami popatrzyli badawczo, najpierw na siebie, potem na otoczenie. Polana nie gwarantowała kryjówki, oprócz drzew była tu jedynie skarpa za ich plecami, wielka, pionowa ściana, w której ział nieprzyjemny czarny otwór. Najwidoczniej mężczyźni chcieli się tam ukryć, gdyby nie to, że Bohun za nic, by się tam nie zmieścił.
- Może inaczej! - zawołał były rolnik, robiąc krok do przodu. - Zostawcie konia i spadajcie, póki żyjecie! W przeciwnym razie to się zmieni.
- Ty jesteś sam! Nas jest dwóch! - odpowiedział mu ten z łukiem, odzyskawszy język w gębie i pewność siebie.
W tym samym momencie gdy sięgał po broń, Azra złapał za pistolet i bez zastanowienia pociągnął za spust. Broń zaryczała, strzeliła dymem i ogniem, posyłając niedoszłego łucznika na kolana, a w miejscu lewego oka robiąc mu dziurę wielkości małego palca. Mężczyzna zdążył jeszcze wychrypieć co nieco, a następnie legł w trawie.
Widok ten tak wstrząsnął drugim drabem, że ten w oka mgnieniu zapomniał o koniu i czym prędzej czmychnął pod skarpę, gubiąc po drodze miecz. Nawet nie zwrócił uwagi na Azrę i jego stoicki spokój, gdy wyciągał z mieszka żelazną kulkę do ponownego załadowania broni.
- Zaczekaj tu - rozkazał druhowi, uwalniając go z objęć drażniącej i źle wykonanej uzdy.

Zabawa w pościg zaczynała się na nowo, tyle że zamiast lasu, Azra musiał walczyć z mrokiem jaskini. Każdy krok stawiał z rozwagą, sprawdziwszy wpierw obcasem czy to, na co nadepnął nie jest przypadkiem ludzką kością. Wiele w życiu słyszał o wioskowych głupkach, którzy chodzą po pierwszych lepszych górach, wkraczają do jaskiń, jak do siebie i kończą jako przekąska głodnego niedźwiedzia, gryfa lub smoka. Lepiej było nie ryzykować.
Od utraty życia uratował go dziki błysk w oczach. Azra dostrzegł go na moment przed tym, jak wznoszony do ciosu kamień z hukiem trafił w stalagnat zamiast w jego skroń. Następne było pchnięcie barkiem i upadek na kamienie, część których pękła mu pod plecami. Hamnisz zaklął paskudnie i uderzył łokciem w plecy oponenta, który odskoczył i przepełz na bok. To dało szansę im obu na odzyskanie równowagi, lecz tylko rolnikowi udało się to szybciej. Wytężając w mroku swój wzrok, dostrzegł zarys sylwetki, która słaniała się na nogach w drodze w głab jaskini. Bez słowa za nim ruszył i dopadł przy ścianie, na którą go pchnął. Z sufitu poleciał tynk, kurz buchnął im w twarz, a ciała przeleciały na wylot, jakgdyby lita ściana była jedynie kartką papieru.

Korytarz, w którym się obudzili był długim tunelem o ręcznie rzeźbionych ścianach, oświetlony z dwóch stron płonącymi łuczywami. Azra nie miał jednak czasu na podziwianie. Poczuł, jak w ustach zbiera mu się krew, a niewidzialny przeciwnik wymierza mu cios w żebra, nerki i potylicę. Bandyta okazał się lepszy, przyparty do muru walczył jak lew i nie zamierzał dziś umierać. Podobnie z resztą jak Azra. Coś błysnęło, szabla, którą wyrwał mu zbój cięła pionowo w dół i tylko refleks uratował Hamnisza przed utratą ucha i połowy twarzy. Klinga zderzyła się z lufą wzniesionego pistoletu, który nieoczekiwanie strzelił, ogłuszającym echem wypełniając korytarz. Kula uderzyła w ścianę, a następnie rykoszetem w bok zbira, który upadł i przygniótł sobą Azrę, łamiąc sobie upadkiem czaszkę.
Avatar użytkownika
Azra
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Aki, Lav, Arios, Barbarossa, Azra, Hanti,
Rasa: Człowiek
Aura: Nie często ma się okazję spotkać tak pogodną i wesołą emanację. Ta gdy tylko pojawisz się w zasięgu, ta, sama zaprasza do czytania, nie jest jednak nachalna a zwyczajnie przyjacielska. Twarde i giętkie fragmenty wraz z ostrymi brzegami skwapliwie zapewnią o jej niezawodności w trudnych sytuacjach. Aksamitna gładkość daje komfort i budzi sympatię, sprawiając, że lekko pikantny smak silnie klejący się do ust, wcale nie wydaje się przykrym. Jej stabilny i dojrzały połysk jasno lśni przyjemnym szafirem. Brak tutaj dźwięków, ale połączenie cynku i barachitu w zupełności wyda się wystarczającym, roztaczając przed twoim wzrokiem obraz bezkresnych stepów. Pomykający tutaj wiatr niesie ze sobą nie tylko woń aromatycznych traw, ale przede wszystkim zapach ludzkiego i końskiego potu, zmieszanych jakby w jedną nutę. To one właśnie pożegnają cię, niby galopem umykając wraz z wiatrem i zabierając całą aurę ze sobą.
Wygląd: Ciało:
Przystojny i konkretny kawał mężczyzny - tak opisała go większość kobiet, które miały styczność z tym prostym człowiekiem. Nie można odmówić im racji. Mimo surowych rysów, w swoich stronach, Azra uchodzi za bardzo przystojnego człowieka, któremu nie sposób odmówić. Mierzy blisko metr i osiemdziesiąt centymetrów wzrostu i choć jest szczupły, to jego ...
(Więcej)

Postprzez Zira » So gru 30, 2017 5:15 pm

Ziriel szła w ciemności, ciesząc się, że jej wilkołactwo ma takie plusy jak widzenie w ciemnościach. Wszechobecny mrok i nasłuchiwanie wołania o pomoc lub jakichkolwiek głosów sprzyjało przemyśleniom. Jakże ludzkie życia są kruche, przypomniała sobie o spalonym domu i martwych rodzicach. Szkoda, że nie wróciła szybciej, jeszcze by ich zobaczyła, może nawet mogłaby uratować, wyczułaby dym. Byliby razem, znowu i uściskałaby swoją bliźniaczkę, Elizę. Pewnie by już nie pamiętała tego imienia, gdyby nie to, że o niej myślała w każdy dzień rozłąki, całymi latami miała w głowie obraz siostry i to on pomagał jej przejść trudne chwile.
Wilczyca uśmiechnęła się, przywołując mgliste wspomnienia zabawy ze swoją bliźniaczką. Jednak szybko się otrząsnęła. Spostrzegła leżący na ziemi szkielet. To było dobre zrządzenie losu, przynajmniej dla nekromantki, mogła zasięgnąć języka.

- Moretaoratijo – wyszeptała, a po chwili tuż przed nią ukazał się duch żebraka. – Witaj… Powiedz mi czy nie widziałeś tu małej dziewczynki? - Duch skinął głową na tak, ale nic poza tym – A wiesz może, dokąd poszli? Albo gdzie są teraz? – zjawa wskazała drogę po prawej z malującego się w oddali rozwidlenia, nie był zbyt rozmowny – Oh, dziękuję bardzo – powiedziała, a biedny zmarły wrócił tam skąd przyszedł.

Szła, a jej myśli wciąż krążyły wokół Diany i przeszłości. Od czasu do czasu było słychać ciche piski, zapewne szczury uciekały w popłochu, słysząc, iż nadchodzi ktoś, kto może zakłócić ich spokój. Wydawało jej się, że szła w tę samą stronę co ta drobna fioletowowłosa dziewczynka i mężczyzna, ale nie czuła ich, ani nie słyszała.
Szła spokojnie, ale też nie za wolno, brała pod uwagę, iż odgłosy biegu mogłyby spłoszyć dziecko. Zastanowiła się chwilę i wyciągnęła ze swej skórzanej torby lirę. Zaczęła przygrywać przyjemną dla ucha melodię, licząc, iż skusiłoby to zagubioną i mogłaby podążać w stronę kojących dźwięków.
Niestety prócz brzdąknięć instrumentu Ziriel nic nie przerywało ciszy. Niespodziewanie rozległo się echo wystrzału, zmiennokształtna skrzywiła się, głośne. Jednak po chwili, bicie jej serca przyśpieszyło, zaczęła biec w stronę huku, ile tylko miała sił w nogach, rozważała nawet, czy nie zmienić formy, ale nie chciała nikogo nastraszyć, musiała wykorzystać do granic możliwości swą ludzką postać. Kierując się czułym słuchem, nawet nie wiedziała jak to zrobiła, ale przebiegła mnóstwo uliczek, skręcała tam, gdzie echo wciąż jeszcze powtarzało huk.
Zatrzymała się gwałtownie i prawie nie upadła na mężczyznę przygniecionego drugim, prawdopodobnie martwym. Odciągnęła ciało na bok i zajęła się żywym.

- Przepraszam, nic panu nie jest? – spytała, przy okazji rzuciła okiem na otoczenie, bili się, pewnie jacyś rozbójnicy, cudownie, a dziewczynki ani śladu. Nie mogła jednak przejść obojętnie obok człowieka w potrzebie, zwłaszcza skoro już zagadała, może przy odrobinie szczęścia będzie coś wiedział o zaginionej, choć to wątpliwe, ale warto było mieć nadzieję.
Avatar użytkownika
Zira
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Esmeralda, Sechmet, Luna, Antar, Rozalie, Aurea, Delia, Mari, Nadeya, Nimfea, Anastasja, Xenja, Yrin, Zira,
Rasa: Wilkołaczka
Aura: Młode i jasno lśniące pasma miedzi szybko zdefiniują tę wciąż świeżą aurę. Snują się, plączą i wiją niby w tańcu oplatając pozostałe barwy. Znajdzie się tu odrobina barachitu, jednak jest ona słabiutka i niezdecydowana. Wstęgi cyny są już bardziej jednoznaczne, jednak gdy tylko uznasz, że wreszcie je poznałeś, przeistoczą się w stabilny cynk wprowadzając nieznaczny zamęt. Całość rozbłyskuje soczystym szafirem, który wręcz kłóci się z krzykiem agonii jaki niespodziewanie rozedrze spokój. Emanacja intensywnie pachnie mokrym wilczym futrem i niedawno rozkopaną ziemią. Chociaż pewnie spodziewałbyś się czegoś innego, aura jest miękka w dotyku, ale swoją delikatność nadrabia znaczną giętkością oraz ostrymi krawędziami, których tu nie brakuje. Gładkie i aksamitne powierzchnie całkiem przyjemnie współgrają z kwaśnym smakiem. Podobnie sprawa ma się z goryczą, która współpracuje z lepkością i dzięki niej długo pozostanie na podniebieniu.
Wygląd: Ludzka forma:
Rzuca się ona w oczy już z oddali. Dla niektórych wygląda śmiesznie, dla innych całkiem egzotycznie. Jej sylwetka jest bardzo szczupła, a wręcz wychudzona. Należy również do grupy osób wysokich, co jeszcze bardziej podkreśla typ jej figury. Odziedziczyła po ojcu ciemną karnację, na której bardzo wyraźnie widać objawy bielactwa w postaci rozległych białych ...
(Więcej)

Postprzez Elion » N lut 18, 2018 11:19 pm

        Zarówno piekielną trójcę, niedoszłego grzesznika i takowa ofiarę zamurowało niespodziewane pojawienie się zmiennokształtnej, teraz wyglądającej jak przeciętne, choć już dojrzewające dziecko z ulicy. Dante, który z początku nie wierzył własnym oczom gdy zobaczył, kto biegnie w ich stronę, dopiero teraz chwycił za skrytą pod płaszczem broń - krótki miecz, który równie dobrze mógłby być przerośniętym sztyletem. Czemu to zrobił - sam nie wiedział. Znał bowiem Nefertiti i wiedział, że za sam fakt dobycia oręża Elion może go wrzucić w ognie piekielne. W każdym razie jego ręka wciąż miętoliła rękojeść, jakby to miało uspokoić sytuację, która nagle wymknęła się spod kontroli.

- C-co to ma znaczyć?! Nie umawialiśmy się na osoby postronne, TAK NIE MIAŁO BYĆ! - ryknął po chwili ciszy szlachcic, który natychmiast wstał, o mało co przy tym nie wywracając się na własną twarz. - Odwołuje w-wszystko! Wszystko!

        Z drżącymi rękoma oraz twarzą, która błyszczała od intensywnego pocenia, uwolnił dziecko, które uprowadził.

- N-nikomu nawet nie próbuj o tym mówić, nikt ci nie uwierzy, n-nikt! - wykrzyczał w stronę Diany, którą podniósł, a następnie rzucił w kierunku jednego z korytarzy. - Idź, przepadnij, przeklęta dziewucho! - krzyknął, po czym przerażonym wzrokiem spojrzał na osoby, których wcześniej ustalony kontrakt właśnie zerwał. Wystarczył jeden gest poderżnięcia gardła w wykonaniu Anabelle, by szlachcic zakwilił jak poparzony; tylko po to, by uciec w kierunku przeciwnym, niż ten, gdzie udała się mała Diana.

        Elion tymczasem… była oszołomiona. Niemalże nie pojmowała sytuacji - tak bardzo jej umysł odciął się momentalnie od rzeczywistości. Półświadomie objęła Nefertiti, która nie powinna przez najbliższe lata w ogóle wiedzieć, że Elion kroczy wśród żywych.

- Tak… Pamiętam cię - powiedziała, jej głos był nie oschły, a zaskoczony. Spojrzała na Dantego, który, gdy tylko zobaczył, że pokusa mu się przygląda, westchnął, po czym przerwał kontakt ze swoją bronią. Jeden obrót głowy później siostra myszołaczki patrzyła na Anabelle, która… Ze łzami w oczach próbowała nie śmiać się na cały głos. Była cała czerwona na twarzy i wszystko wskazywało na to, że ta sytuacja jest z jej punktu widzenia na tyle absurdalna, że aż śmieszna.

        Grymas aż pojawił się na twarzy nieudanej pokusy. Anabelle zawsze uważała, że sytuacja z Elion i Nefertiti była zabawna, a to było za czasów, kiedy pokusa pozostawała w ukryciu. Teraz jednak, kiedy najwyraźniej wszystko wyszło na jaw? Cóż, nic dziwnego, że starsza piekielna z trudem powstrzymywała się przed wybuchem śmiechu.

“Zaraz, nie wszystko” - pomyślała Elion, która w końcu otrząsnęła się, z początkowego otumanienia. - “Ona najwyraźniej dopiero co mnie zauważyła. Znalazła mnie przez przypadek. A to oznacza, że w obecnej chwili jestem po prostu zaginioną siostrą, odnalezioną po pewnym czasie. Ona nie wie, że jestem…”

        Dreszcz przeszył ją po całym ciele, nawet po pokusim ogonie, którego nawet w tej formie nie posiadała. Niemal natychmiast zajrzała do umysłu swojej siostry, ale nim cokolwiek wyszukała, usłyszała myśli drugiej pokusy.

“Już sprawdziłam to za ciebie, złociutka. Najwyraźniej gdy tylko zobaczyła twoją formę, o której tyle razy ci mówiłam, że jest zbyt podobna do twego wyglądu zza życia, to niemal odcięła się od wszystkiego innego. Nie ma zielonego pojęcia o tym, co tu się w ogóle działo. Nawet nie zarejestrowała tego faceta, o dziewczynce nie wspominając. Potocznie mówiąc, w rowie miała wszystko poza faktem, że znów jest ze swoją ukochaną siostrunią! Czyż to nie słodkie? Ciekawe, czy ona też do nas dołącz...”

- ANI. MI. SIĘ. WAŻ - wycedziła Elion przez zęby szeptem, który równie dobrze mógł być sykiem grzechotnika.

        Anabelle poddała się, nim Elion przeszła do argumentów siłowych, co zresztą ogłosiła niemal natychmiast, podnosząc ręce do góry, jakby w jej stronę był właśnie wycelowany śmiercionośny czar, a nie spojrzenie jej najlepszej przyjaciółki. Wciąż jednak uśmiechała się niemal złowieszczo, bowiem dla niej to była tylko zabawa w droczenie się, bo co jak co, ale z osobami bliskimi droczyć się trzeba, tak przynajmniej ona uważa.

        Dante już miał zasugerować by udać się w miejsce, gdzie będą mogli opanować sytuacje, kiedy to przez cały system podziemnych korytarzy przeszło potężne dudnienie, jakby właśnie zawaliła się góra. Był to dla nich obcy dźwięk, a co za tym idzie, interesujący. Skoro bowiem ich praca na dziś się nie udała, to nic nie przemawiało przeciw temu by zrelaksować się po zawalonej robocie i pójść w ślady tajemniczego odgłosu.

        Dante i Anabelle niemal w tym samym czasie spojrzeli na siebie, kiwając głowami na tak. Pozostawała tylko jedna osoba do przekonania - a konkretnie dwie. Łowca dusz i pokusa spojrzeli na Elion, która obecnie odwdzięczała się Nefertiti, przyciskając ją do siebie, a co za tym idzie do szorstkiego, niewygodnego płaszcza. Starsza z rodzeństwa Schwarzherz poczuła na sobie ten wzrok i nie protestowała, ale to oznaczało, że musiała coś zrobić ze swoją siostrą.

- Ja też tęskniłam, nawet nie wiesz jak bardzo, kochana. Ale teraz… To znaczy… Tu jest… Egh, później ci wytłumaczę. Teraz pójdziemy za tym dziwnym odgłosem, bo mam jakieś bliżej nieokreślone przeczucie, które podpowiada mi, że trzeba to sprawdzić, dobrze? Tylko najpierw poproszę cię o coś. - W tym momencie pokusa dłonią uniosła twarz swej siostry, aby ta patrzyła jej prosto w oczy. - Trzymaj się cały czas tuż przy mnie. Cokolwiek się będzie działo, nie panikuj. A i najważniejsza rzecz… Nie zadawaj pytań. Później o wszystkim porozmawiamy, dobrze?

        Mówiła poważnym tonem, jednak po chwili na twarzy Elion zagościła niepewność, połączona ze zmartwieniem. To nieprzyjemne uczucie sprawiło, że skryta w ludzkiej postaci piekielna złożyła pocałunek na czole swojej siostry, aby upewnić się, że ta nie będzie zmartwiona. No i aby siostrzana miłość dalej mgliła jej oczy. Nefertiti nie była gotowa na prawdę, pewnie nigdy nie będzie, dlatego też trzeba było ją przed nią chronić.




        Błądzili przez kilka chwil. Dante na tyłach, Anabelle na czele, zaś Elion wraz z niewinną, niczego nieświadomą siostrą szły wewnątrz tego korowodu. Było cicho, co jakiś czas resztki echa odbijały się od ścian korytarzy. Dante już powrócił do swojego zwyczajowego stanu, jakim jest spokój absolutny. Anabelle była podekscytowana tym, jak mogą potoczyć się dalsze sprawy. Elion zaś… cóż, co jakiś czas mocniej ściskała rękę swej siostry, głównie wtedy, kiedy strach przeszywał jej serce. Wszystko mogło się rozlecieć. Wszystko mogło wkrótce przepaść.

        Na całe szczęście, nie miała wieczności na rozmyślanie. W którymś momencie ujrzeli korytarz, w którym unosił się pył, wskazujący na to, że coś się stało w głębi tej ścieżki. Kilkanaście kroków później, dotarli do miejsca, gdzie nad przygniecionym przez bandziora człowiekiem stała jakaś chudzina, wyraźnie zmartwiona. Ludzka kobieta wyglądała jak bezdomna, i to taka rzadka, bo wyglądał doprawdy nietypowo. Mężczyzna zaś najwyraźniej toczył jakąś niesnaskę tuż przed chwilą, sądząc po sytuacji, w której obecnie się znajdował.

        Anabelle wyczuła okazję - w końcu to może być jakiś awanturnik, u których grzeszenie czasami łatwiej przychodzi niż higiena. Rzuciła spojrzenie Dantemu. Umięśniony mężczyzna, który jako jedyny wyglądał jakoś sensownie w swoim grubym, skórzanym płaszczu, nie potrzebował większej zachęty. Podszedł, po czym, nie chcąc zniżać się w celu udzielenia pomocy, nogą podważył cielsko, które leżało na Hamniszu, a które to po odpowiedniej, siłowej zachęcie, sturlało się z niego. Choć trzeba było przyznać, swoje ważyło, i łowca dusz niemal chciał rozważyć podnoszenie nieprzytomnego, bądź martwego, mężczyzny gołymi rękami.

- Co tu się stało? Kim jesteście? - przemówił Dante. Nie brzmiał przyjaźnie, ale co zrobić, taka była jego rola. Na całe szczęście jego wizerunek ocieplił fakt, że po krótkim czasie wyciągnął dłoń w stronę Azry, coby ten nie musiał wstawać o własnych siłach.
Avatar użytkownika
Elion
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Lullasy, Hyiaxinthe, Urzaklabina, Drim, Evangeline, Avarralie, Siyne, Violetine, Fonos, Krakenia, Toffee, Sargeras,
Rasa: Pokusa
Aura: W emanacji nie ma jeszcze zbyt wiele siły, można by rzec, iż jest naprawdę słabiutka pod tym względem. Jednakże nie tyczy się to widowiskowej poświaty w kolorze turmalinu, w której nieraz da się odnaleźć smugę szafiru jaśniejącą niczym spadająca gwiazda, pragnąca złożyć czuły pocałunek na przyozdobionej w rosę trawie. Podczas gdy powłoka w barwie kobaltu przypomina okładkę starej księgi zawierającej w sobie prastare dzieje, a miedziany pył tworzący osad podobny do kurzu, dodaje jej lat i tajemniczości. Wszystko to dzieje się w ciszy niezmąconej nawet najmniejszym dźwiękiem wprawia to w stan zamyślenia, aczkolwiek smród siarki szybko przywraca do rzeczywistości. Nie oznacza to jednak koniec nadzwyczajnego pokazu. Pozornie twarda do tej pory powierzchnia będąca okazuje się niebywale miękka i giętka, co uwidacznia poprzez iluzje delikatnie falujących starych stronic wokół całości. Niespodziewanie księga zatrzymuje się i sztywnieje i jakby wystraszona, zamyka swe wnętrze, by nikt nie mógł wyczytać jej sekretów. Jeśli jednak ktoś uparty próbowały je odkryć, ma na tę okazję przygotowane kolce lewitujące wokół i czyhające na śmiałego głupca. Nie wszystkie są tak samo naostrzone, wiec istnieje cień szansy ujścia z życiem. Gdy sytuacja się uspokaja, aura przybiera klasyczną postać, a swą broń skrywa pod chropowatym materiałem, będącym także idealną przykrywką da jej prawdziwego oblicza. Zwłaszcza, iż na ów płachcie wyszyto aksamitne piórka, które kuszą, by sprawdzić, czy są naprawdę tak miłe w dotyku, jak wyglądają. Podczas czytania emanacji w ustach wyczuć można gorzki posmak, a po skończeniu będzie się on utrzymywał jeszcze przez długi czas.
Wygląd: Elion, zależnie od tego, w jakiej formie się znajduje, może wyglądać albo niczym potwór spod łóżka, który dorabia sobie jako pokusa, albo też jak mniej lub bardziej przeciętna ludzka kobieta, w zależności od tego, na co się zdecyduje. Niemniej jednak każda postać ma swoje zalety i wady, dlatego też warto przyjrzeć się każdej, gdy tylko ma się okazje. Kto wie, kiedy ta wiedza ... (Więcej)
Uwagi: Zawsze, absolutnie zawsze, podróżuje z pokusą imieniem Anabelle oraz Łowcą Dusz, zwanym Dante (Prosty opis na końcu historii. Wygląd powinien być opisany, prędzej czy później, w jednym z ... (Więcej)

Postprzez Nefertiti » Pt lut 23, 2018 10:44 pm

        Gdy tak Nefertiti tuliła się do ukochanej siostry, dobiegł ją głos mężczyzny; spojrzała na niego kątem oka. Wciąż ściskała Elion, a ten facet, którego wcześniej nie zauważyła, teraz ją nieco niepokoił. Narobił strasznego rabanu odnośnie do jakiejś umowy, a teraz zwiał przerażony. Ogólnie bardzo dziwny człowiek. Od takich lepiej trzymać się z daleka.
        Teraz i tak było ważniejsze to, co powiedziała pokusa, pamiętała ją. Nef nie mogła wytrzymać, po jej policzkach popłynęły łzy szczęścia. Jak dobrze było znów poczuć to ciepło bijące z serduszka kochającej Elizy.
        Wtem do jej czułego noska dotarł dziwny zapach - siarki. To pochodziło od Elion i od… tych innych, co stali niedaleko; kim oni w ogóle byli? W główce Nef zaczęło roić się strasznie wiele pytań i już nie mogła wytrzymać - zwłaszcza gdy przypomniała sobie, że siarką śmierdzą piekielni.
        Jednakże nim zdążyła wyrzucić z siebie wszelkie wątpliwości, coś huknęło - niczym piorun, a przecież byli pod dachem, więc to akurat należało do rzeczy średnio możliwych. I zanim cokolwiek powiedziała, uprzedziła ją piekielna.

        - Dobrze… - spojrzała jej w oczy, wciąż nie mogąc uwierzyć w to wszystko. – Oczywiś… Ale… No dobra… - odparła przybita, że nie może się niczego dowiedzieć. Przecież było tak wiele czasu do nadrobienia, tak wiele spraw do wyjaśnienia…

        Nawet ten pocałunek nie zamydlił jej oczu. Może i była jeszcze młoda, ale uważała, iż ma prawo do odpowiedzi. Gdy szli i panowała nieprzyjemna cisza, myszka w końcu nie wytrzymała.

        - Eliza! Czemu pachniesz jak jakiś diabeł? – spytała nieco wystraszona. – Przecież ty zawsze byłaś taka dobra… To przecież niemożliwe, powinnaś pachnieć jak las… a nie, lilie, jak anioły! I kim oni właściwie są? – Wskazała na Dantego i Anabelle. – Tak długo cię szukałam… a teraz nawet nie chcesz ze mną szczerze porozmawiać. Wiesz, gdzie byłam? Nawet w Rubidii! – rozkrzyczała się, rozgoryczona i zawiedziona.

        Nef nie zamierzała dalej iść bez wyjaśnień, uparcie stanęła i czekała. Przynajmniej już doszli do tego, co spowodował hałas. Nie obchodził on jednak zmiennokształtnej, nawet jej złodziejskie instynkty postanowiły się wyciszyć na rzecz sprawy z Elion, a tamta kobieta była obca, zwyczajnie obca dla fioletowowłosej, więc nie przywiązywała do niej większej wagi.
        Rudy i Bielinka przyglądali się całej sytuacji z ramion swej pani i nieszczególnie byli zadowoleni z jej smutku. Szczególnie Rudy. Choć był tylko małym panem myszą, to w akcie desperacji, bohaterstwa lub brania sprawy w swoje ręce skoczył prosto na pokusę i zaczął jej buszować po włosach. Powodując przy tym iście piekielne łaskotki.
Avatar użytkownika
Nefertiti
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Amaranta, Izaura, Set, Azalia, Tean, Adiraella, Melodia,
Rasa: Myszołaczka
Aura: Nie za silna, jaśniejąca aura w kolorze złota, przyozdobiona barachitowymi smugami z domieszką koloru miedzi, z całkiem widocznymi pasmami o barwie cyny. Wokół siebie roztacza szafirową barwę z lekkimi jak mgiełka chmurkami w kolorze szmaragdu. Dominuje w niej zapach sierści wymieszany z nutką zapachu mokrej ziemi, można również wyczuć woń dobrego jedzenia. W dotyku jest całkiem przyjemna, gładka, choć giętka i elastyczna, a miejscami bywa ostra. Pomimo tego, że potrafi otulić miłym ciepłem, w smaku jest odrobinę pikantna i zdarza się, że pozostawi na języku kwaśny posmak.
Wygląd: Nefertiti to drobna dziewczynka. Wciąż jest jeszcze bardzo młoda i jest to bardzo widoczne. Nie może się poszczycić wzrostem, ponieważ można ją zaliczyć do osób raczej niskich. Myszołaczka ma jasną skórę, gdzieniegdzie zdaje się, iż przyjmuje odcień delikatnego różu. Patrząc na twarz najbardziej uwagę przykuwają te duże, błękitne oczy i niesamowicie gęste i długie, ... (Więcej)

Postprzez Azra » So mar 03, 2018 4:08 pm

Ten dzień nie zaczął się dla niego zbyt dobrze. Najpierw napadli go bandyci, zmuszając do szaleńczego galopu przez nieznany las, potem natknął się na dziwną gromadkę chłopów z widłami, na czele których stał dziwny mężczyzna i kobieta w płytowej zbroi, a następnie znów trafił na bandytów. Tego ostatniego mógł co prawda uniknąć, ale zwyciężyła w nim ciekawość zobaczenia, w jaki sposób farmerzy mieliby pokonać lepiej uzbrojonych maruderów. A na koniec jeszcze próba porwania jego najlepszego przyjaciela i jedynego środka transportu. I tak należały im się gromkie oklaski za dystans, jaki pokonali przy aktywnym oporze ze strony wierzchowca. Ułożony Bohun rzucał się i wierzgał na wszystkie strony, kopał powietrze, próbował gryźć i uderzać bandziorów łbem, a ci mimo to zaciągnęli go pod samą jaskinię, zapewne tymczasowy skarbiec, w którym zamierzali poczekać na rozwój wypadków, a później sprzedać konia w jakiejś wiosce za worek złota. Jedynie Azra wiedział, że w przeliczeniu na zysk materialny ogier nie jest wart nawet garści spleśniałego ziarna. Mierzyć go należy poprzez pryzmat przebytych doświadczeń, jego miłość i lojalność do właściciela. W ten sposób stawał się bezcennym nabytkiem.

        Młody szlachcic wciąż pamiętał dzień, kiedy ojciec mu go podarował. Razem z najstarszym bratem pracował w stodole przy związywaniu snopów siana. Tomir miał siłę, a Azra małe dłonie, dzięki którym plótł mocne węzły w zaskakująco szybkim czasie. We dwóch wyrabiali się zatem w pół dnia z robotą, którą czworo ludzi wykonywałoby od wschodu do zachodu. Gdy skończyli i siedli pod belką, do stodoły zawitał ich ojciec z ciężarną klaczą, która, ledwo dysząc, o mało nie padła z wycieńczenia. Tomir, jako że asystował już przy takich zabiegach, od razu skoczył po wrzątek, samogon, nóż i igły z nićmi na wszelki wypadek, a Azra pomógł ojcu ułożyć konia. Wtedy to głowa rodziny wpadła na pomysł, że poród odbierze najmłodszy syn, który do tej pory jedynie czytał, jak to się robi. W praktyce zwykle wyręczali go bracia, bowiem za dziecka Hamnisz nie za dobrze radził sobie na widok krwi. Tego dnia się przełamał i pomógł młodemu źrebakowi przyjść na świat. Gdy było po wszystkim, Azra owinął czarnego jak noc ogierka kocem i przysunął do matki, a jego własny ojciec powiedział wtedy, że koń jest jego.

        Od tamtej pory Azra nie patrzył już na wierzchowce jak na zwierzęta pociągowe, lecz jak na członków rodziny. Jego przywiązanie do Bohuna określone było nawet legendarnym ponieważ nikt jeszcze nigdy nie widział podobnej więzi pomiędzy człowiekiem i koniem. Kiedy więc tamci bandyci odważyli s        ię go porwać, Azra wpadł w złość i czym prędzej za nimi ruszył.

        Na szczęście zagrożenie w porę minęło i Azra mógł się teraz skupić na rzeczach najważniejszych. Po pierwsze, leżał przygnieciony zbirem, z obitą głową i chyba złamanym żebrem. Po drugie, nie wiedział, gdzie się znajduje i po trzecie, solidnie zaschło mu w gardle. Sporo by oddał za kufel zimnego piwa.
        Nagle do jego uszu dotarły jakieś głosy, czy może raczej strzępki rozmów, a zaraz po tym ujrzał nad sobą jakieś twarze. Lekko oszołomiony zamrugał kilka razy, gdy kierowano do niego pojedyncze słowa, a następnie skinął głową i uchwycił wyciągniętą ku niemu dłoń.
        - Nic mi nie jest - sapnął, wycierając twarz z resztek kurzu i doprowadzając się do względnego porządku. Dopiero po tym spojrzał przytomniej na zebraną dookoła grupę i cofnął się o krok, wzrokiem szukając swojej broni.
        - A wy to kto? - zapytał, poprawiając wąsy i zwisający bokiem czub. - I co w jaskini robi korytarz? Cholera, chyba ciut za mocno oberwałem.
        - Azra Hamnisz - przedstawił się szlachcic w odpowiedzi na pytanie dziwnego rogacza, po czym złapał za szablę oraz pistolet i wycelował nimi w jego pierś. - A ty?
        Chwiejąc się na nogach, Azra nie wyglądał na groźnego, nie można było zatem brać go w tym momencie na poważnie. Zwłaszcza, że twarz znów zniekształcił mu cień podłego uśmiechu.
        - Nie szukam kłopotów, w przeciwieństwie do tej dwójki. - Wskazał ma martwych bandytów. - Ukradli mi konia. Chciałbym za to dowiedzieć się, gdzie jestem?
Avatar użytkownika
Azra
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Aki, Lav, Arios, Barbarossa, Azra, Hanti,
Rasa: Człowiek
Aura: Nie często ma się okazję spotkać tak pogodną i wesołą emanację. Ta gdy tylko pojawisz się w zasięgu, ta, sama zaprasza do czytania, nie jest jednak nachalna a zwyczajnie przyjacielska. Twarde i giętkie fragmenty wraz z ostrymi brzegami skwapliwie zapewnią o jej niezawodności w trudnych sytuacjach. Aksamitna gładkość daje komfort i budzi sympatię, sprawiając, że lekko pikantny smak silnie klejący się do ust, wcale nie wydaje się przykrym. Jej stabilny i dojrzały połysk jasno lśni przyjemnym szafirem. Brak tutaj dźwięków, ale połączenie cynku i barachitu w zupełności wyda się wystarczającym, roztaczając przed twoim wzrokiem obraz bezkresnych stepów. Pomykający tutaj wiatr niesie ze sobą nie tylko woń aromatycznych traw, ale przede wszystkim zapach ludzkiego i końskiego potu, zmieszanych jakby w jedną nutę. To one właśnie pożegnają cię, niby galopem umykając wraz z wiatrem i zabierając całą aurę ze sobą.
Wygląd: Ciało:
Przystojny i konkretny kawał mężczyzny - tak opisała go większość kobiet, które miały styczność z tym prostym człowiekiem. Nie można odmówić im racji. Mimo surowych rysów, w swoich stronach, Azra uchodzi za bardzo przystojnego człowieka, któremu nie sposób odmówić. Mierzy blisko metr i osiemdziesiąt centymetrów wzrostu i choć jest szczupły, to jego ...
(Więcej)

Postprzez Zira » So mar 17, 2018 8:38 pm

Zira z nadzieją czekała, aż mężczyzna się obudzi. Nie był martwy, to na pewno. Między innymi przez to przez moment poczuła ochotę na mięso, ludzkie. Prawie nieświadomie pochyliła się nieco bardziej nad mężczyzną, jej twarz był przy jego ręce. Choć taki mały kawałek…
Wtem zaskoczył ją cudzy głos, prawie odskoczyła od nieprzytomnego. Miała sobie za złe tę chwilę słabości. W każdym razie postanowiła udawać, iż nie zamierzała zrobić nic złego. Wstała. Otrzepała spódniczkę z kurzu. I uśmiechnęła się przyjaźnie.

- Witajcie. Jestem Zira. Zastanawiam się, czy nie widzieliście tu, aby małej dziewczynki, to moja siostrzenica, lubiła bawić się w tych tunelach, ale nie wróciła do domu na czas… Może przypadkiem gdzieś ją spotkaliście? – spytała, dodając nieco barwnego i niewinnie brzmiącego opisu, w międzyczasie spojrzała na całą grupkę, fioletowowłosa, widziała ją wcześniej, na pewno i te mysie uszy i ogon… Tylko dlaczego była taka naburmuszona? Natomiast pozostała trójka wyglądała normalnie, aczkolwiek te płaszcze. Wilkołaczce aż się zrobiło gorąco, jak można być o tej porze roku tak grubo ubranym?! – Proszę wybaczyć pytanie, ale czy nie jest państwu gorąco w tych ubraniach? – spytała zaciekawiona, jak to pies i detektyw, musiała wtykać nos w cudze sprawy.

Wtem nieznajomy mężczyzna zaczął odzyskiwać przytomność, a jeden z tych zmarzluchów szybko zareagował podaniem mu ręki. Bardzo dobrze, ona sama nie dałaby rady, chyba że w formie półwilczej, ale to nie wchodziło w grę, używała tej formy jako drugiej osobowości tak w praktyce. Natomiast ten tutaj osobnik to był naprawdę kawał chłopa, przy nim Ziriel wypadała naprawdę drobnie.

- Dobrze to słyszeć – uśmiechnęła się do mężczyzny, pierwsze wrażenie jest niebywale ważne – Jestem Zira. Jaskini? Hmm, nie sądzę, pod miastem jest sieć tuneli, to bardzo prawdopodobne, że łączą się z jakąś jaskinią – rozłożyła ręce.

Gdy Azra wyciągnął broń, wilzyca cofnęła gwałtownie, wiedziała, co to jest i jaką ma siłę, a ponadto jak bardzo trzeba się naszukać, by to zdobyć i mieć naprawdę dużo pieniędzy. Różnokolorowe oczy dziewczyny prawie że zamigotały. Nieraz marzyła o czymś takim.

- Pistolet… - powiedziała zachwycona i to tak bardzo, że strach powoli uciekał gdzieś w kąt – Proszę, ja oraz domniemam, że tamta gromadka również ich nie szuka. Najwyraźniej zbłądzili w tych tunelach. Łatwo do nich wejść przez piwnicę jednej z kamienic. Cóż, obecnie przebywamy w, a raczej pod Rapsodią – mówiła ze spokojem, w takich sytuacjach opanowanie jest bardzo ważne – Proszę wybaczyć, ale ta niezwykła i niedostępna broń naprawdę mnie zaciekawiła, jeśli można spytać to, gdzie ją pan posiadł?

Mówią, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła jednakże Ziriel dopadło już coś, co zwą zboczeniem zawodowym i musiała dostać odpowiedzi na nurtujące ją pytania, nawet jeśli najprostszy sposób ich zdobycia miałby zawieść.
Avatar użytkownika
Zira
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Esmeralda, Sechmet, Luna, Antar, Rozalie, Aurea, Delia, Mari, Nadeya, Nimfea, Anastasja, Xenja, Yrin, Zira,
Rasa: Wilkołaczka
Aura: Młode i jasno lśniące pasma miedzi szybko zdefiniują tę wciąż świeżą aurę. Snują się, plączą i wiją niby w tańcu oplatając pozostałe barwy. Znajdzie się tu odrobina barachitu, jednak jest ona słabiutka i niezdecydowana. Wstęgi cyny są już bardziej jednoznaczne, jednak gdy tylko uznasz, że wreszcie je poznałeś, przeistoczą się w stabilny cynk wprowadzając nieznaczny zamęt. Całość rozbłyskuje soczystym szafirem, który wręcz kłóci się z krzykiem agonii jaki niespodziewanie rozedrze spokój. Emanacja intensywnie pachnie mokrym wilczym futrem i niedawno rozkopaną ziemią. Chociaż pewnie spodziewałbyś się czegoś innego, aura jest miękka w dotyku, ale swoją delikatność nadrabia znaczną giętkością oraz ostrymi krawędziami, których tu nie brakuje. Gładkie i aksamitne powierzchnie całkiem przyjemnie współgrają z kwaśnym smakiem. Podobnie sprawa ma się z goryczą, która współpracuje z lepkością i dzięki niej długo pozostanie na podniebieniu.
Wygląd: Ludzka forma:
Rzuca się ona w oczy już z oddali. Dla niektórych wygląda śmiesznie, dla innych całkiem egzotycznie. Jej sylwetka jest bardzo szczupła, a wręcz wychudzona. Należy również do grupy osób wysokich, co jeszcze bardziej podkreśla typ jej figury. Odziedziczyła po ojcu ciemną karnację, na której bardzo wyraźnie widać objawy bielactwa w postaci rozległych białych ...
(Więcej)

Postprzez Elion » N kwi 01, 2018 9:50 pm

        Elion, ze względu na swoją upartą i nieco zbyt domyślną siostrę, była najbardziej z tyłu względem wszystkich pozostałych osób, stojąc tyłem do Azry i reszty, a przodem do Nefertiti, która uparcie nie chciała ruszyć się ani kroku dalej bez wyjaśnień.

        Krzyki nie pomagały sytuacji, oj nie pomagały. Pokusa miała nadzieje, że nie przeszkodzi to jej towarzyszom w ewentualnych kontaktach z obcym mężczyzną i kobietą, która przy nim była. W każdym razie musiała uspokoić swoją siostrę, a to oznaczało, że musiała choćby ksztynę prawdy wydusić z siebie.

- Nie pachnę jak diabeł! I nie krzycz. Krzyki nie pomogą. Tam jest ktoś, kto jest uzbrojony i zupełnie nam obcy, nie chcemy go rozłościć! - Wyszeptała w stronę siostry tuż po tym, jak stanęła tuż przed nią. Po chwili zeszła z tonu, który był nieco ostry, na łagodniejszy, bardziej siostrzany. - Słuchaj. Nie wszystko poszło tak, jak tego chciałam. Jakbyś ty chciała, by było. Zrobiłam i robię rzeczy, których twoje delikatne uszy nie powinny słuchać. Dlatego pachnę tak. Bo jestem istotą, która robi takie rzeczy. A ci, którzy są ze mną, są tacy jak ja.

        Nim jej młodsza siostra zdążyła odpowiedzieć, Elion przytuliła ją do siebie z całych sił.

- Ale to nie ma znaczenia. Gdy tylko mogłam, byłam przy tobie. Podrzucałam ci nawet rzeczy, gdy czegoś potrzebowałaś, a ja byłam w stanie. Wiem, że byłaś w Rubidii. Czuwałam nad tobą w miarę swoich możliwości. Nieważne jak pachnę, jestem twoim aniołem stróżem i zawsze nim będę. Rozumiesz? Po prostu… nie chciałam, byś wiedziała, jaki spotkał mnie los. Kim się stałam. Bałam się, że twoje drobne serduszko nie wytrzyma. A wtedy moje też by pękło wraz z twoim.

        Po chwili ciszy przemówiła kolejne słowa. Tak cicho, jak to było możliwe, wprost do ucha myszołaczki.

- Zrobię wszystko, co zechcesz, wyjaśnię ci każdą sekundę mojego życia, odkąd zostałyśmy rozdzielone. Błagam cię w zamian o jedno… Nie zdradź mnie i moich towarzyszy przed tymi obcymi.

        Uścisk siostrzany trwał w najlepsze, tymczasem kilkanaście, może kilkadziesiąt kroków dalej, w zasięgu wzroku Nefertiti, kontynuowała była rozmowa, dosyć napięta rozmowa, bowiem Azra wyciągnął broń. Nie wyglądał na w pełni sprawnego fizycznie na tę chwilę, ale broń palna była dla piekielnych niczym legenda, a to oznaczało, że nie wiedzieli o niej wiele, poza tym, że boli i potrafi zabić. Tyle dobrego, że w drugiej ręce dzierżył nieco bardziej pospolity oręż.

        Dante, gdy tylko zauważył ten gest, wystawił swoje ręce w górę, na znak, że nie zamierza sięgnąć po żadną broń. Odsunął się także o krok od uzbrojonego szlachcica, co by dać mu nieco przestrzeni wolnej od obcych.

- Zwą mnie Dante. Kobiety, które także odziane są w płaszcze, to moje towarzyszki, Anabelle oraz Elion. Jesteśmy ludźmi i przeszukiwaliśmy te tunele pod miastem ze względu na plotki, które słyszeliśmy. Ta czwarta, zmiennokształtna, to Nefertiti, znaleźliśmy ją niedaleko. Przybyliśmy, bo usłyszeliśmy odgłos twojego… artefaktu. To ta tak zwana “broń palna”, tak? - Powiedział ten, którego obecna, człowiecza forma równie dobrze pasowałaby do agresywnego rabusia. Jego zachowanie do pewnego stopnia kłóciło się z tym, jak się prezentował, nie wspominając o tym, że stwierdził, że są ludźmi, jakby nie był to oczywisty fakt. Mało ostrożna — bądź niezwykle ufna — osoba mogłaby to zrzucić na dziwactwo ze strony Dantego.

        Anabelle tymczasem, która cały czas pilnowała, by płaszcz zakrywał ją niemal całkowicie, nie licząc twarzy rzecz jasna, podeszła o krok w stronę Ziry, by odpowiedzieć na jej wcześniejsze pytania.

“Widać, że dociekliwa suka z tej tutaj. Trzeba będzie uważać” - Pomyślała, mając nadzieje, że jej piekielni towarzysze odczytają jej myśli, a co za tym idzie, ostrzeżenie dotyczące Ziry.

- Widzieliśmy ją, to znaczy dziewczynkę, i nie tylko ją. Szła przez tunele, trzymana za rękę przez jakiegoś niskiego mężczyznę przy kości, w średnio zamożnym odzieniu. Na nasz widok on uciekł, każąc dziewczynce spadać stąd i “nie mówić nikomu o nim” - Co jak co, ale kłamstwo było raczej silną stroną pokus. Anabelle miała tylko nadzieje, że ani słowa, ani płaszcz, pod którym nosiła absolutnie nic, nie wymskną się jej przez przypadek.

- Co do płaszczy zaś… Nie sądzi pani, że to nie jest istotne w tej sytuacji? - Odezwała się, pewna, że jej słowa spławią dociekliwą. - A nawet jeśli, to każdy ma swój gust. Proszę, aby to pani uszanowała, panno Ziro.

- Przepraszam, że przerywam spokojne rozmowy, ale… - Odezwał się Dante po raz kolejny. - Jeśli dobrze widzę, pan, któremu skradziono konia, wydaje się nie być w najlepszym stanie. Proponuje wrócić tunelami do Rapsodii, znaleźć kogoś, kto zajmie się obrażeniami, a później dokończyć wszystkie nasze rozmowy. Dobrze? I tak jeszcze w temacie... Azra, dasz radę iść, czy potrzebna ci pomocna dłoń? O ile w ogóle zechcesz opuścić broń i iść z nami, to znaczy.

“Ten cały Azra zapowiada się dobzre. Spróbujemy go przeciągnąć?” - Pomysłał Dante, a Anabelle i Elion, po odczytaniu jego myśli, odpowiedziały mu jednogłośnie.

“Tak”
Avatar użytkownika
Elion
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Lullasy, Hyiaxinthe, Urzaklabina, Drim, Evangeline, Avarralie, Siyne, Violetine, Fonos, Krakenia, Toffee, Sargeras,
Rasa: Pokusa
Aura: W emanacji nie ma jeszcze zbyt wiele siły, można by rzec, iż jest naprawdę słabiutka pod tym względem. Jednakże nie tyczy się to widowiskowej poświaty w kolorze turmalinu, w której nieraz da się odnaleźć smugę szafiru jaśniejącą niczym spadająca gwiazda, pragnąca złożyć czuły pocałunek na przyozdobionej w rosę trawie. Podczas gdy powłoka w barwie kobaltu przypomina okładkę starej księgi zawierającej w sobie prastare dzieje, a miedziany pył tworzący osad podobny do kurzu, dodaje jej lat i tajemniczości. Wszystko to dzieje się w ciszy niezmąconej nawet najmniejszym dźwiękiem wprawia to w stan zamyślenia, aczkolwiek smród siarki szybko przywraca do rzeczywistości. Nie oznacza to jednak koniec nadzwyczajnego pokazu. Pozornie twarda do tej pory powierzchnia będąca okazuje się niebywale miękka i giętka, co uwidacznia poprzez iluzje delikatnie falujących starych stronic wokół całości. Niespodziewanie księga zatrzymuje się i sztywnieje i jakby wystraszona, zamyka swe wnętrze, by nikt nie mógł wyczytać jej sekretów. Jeśli jednak ktoś uparty próbowały je odkryć, ma na tę okazję przygotowane kolce lewitujące wokół i czyhające na śmiałego głupca. Nie wszystkie są tak samo naostrzone, wiec istnieje cień szansy ujścia z życiem. Gdy sytuacja się uspokaja, aura przybiera klasyczną postać, a swą broń skrywa pod chropowatym materiałem, będącym także idealną przykrywką da jej prawdziwego oblicza. Zwłaszcza, iż na ów płachcie wyszyto aksamitne piórka, które kuszą, by sprawdzić, czy są naprawdę tak miłe w dotyku, jak wyglądają. Podczas czytania emanacji w ustach wyczuć można gorzki posmak, a po skończeniu będzie się on utrzymywał jeszcze przez długi czas.
Wygląd: Elion, zależnie od tego, w jakiej formie się znajduje, może wyglądać albo niczym potwór spod łóżka, który dorabia sobie jako pokusa, albo też jak mniej lub bardziej przeciętna ludzka kobieta, w zależności od tego, na co się zdecyduje. Niemniej jednak każda postać ma swoje zalety i wady, dlatego też warto przyjrzeć się każdej, gdy tylko ma się okazje. Kto wie, kiedy ta wiedza ... (Więcej)
Uwagi: Zawsze, absolutnie zawsze, podróżuje z pokusą imieniem Anabelle oraz Łowcą Dusz, zwanym Dante (Prosty opis na końcu historii. Wygląd powinien być opisany, prędzej czy później, w jednym z ... (Więcej)

Postprzez Nefertiti » Cz kwi 12, 2018 8:57 pm

Nefertiti nadymała policzki i czekała na wyjaśnienia. Westchnęła, słysząc prośbę o ciszę, ciągle tylko nie krzycz, nie mów, nie pokazuj się, niczym przybrani rodzice. Jeszcze nie do końca rozumiała, co się stało z jej siostrą, ponieważ emocje tłumiły logiczne myślenie. Aczkolwiek miała trochę racji, tamten facet miał broń, ale przecież cały czas obok niego nie byli!

- To, czemu czuje zapach siarki? – powiedziała nadal poddenerwowana, ale przynajmniej też ściszyła głos, nieco złagodniała, gdy jej siostra spuściła z tonu – Jestem już duża Eliza… Czym się stałaś? – spytała, jej pytanie połączone ze spojrzeniem błękitnych, wielkich oczu było niekomfortowo przeszywające. Jakby właśnie bezprawnie wdzierało się do najmroczniejszych zakamarków duszy. Myszołaczka intuicyjnie wiedziała, co może usłyszeć, dlatego tak patrzyła na siostrzyczkę. Zawsze miała ją za anioła, przez chwilę nie mogła wyrazić żadnych słów.

Wtem piekielna ją przytuliła. To było miłe, tak długi czas marzyła o tym uścisku, by poczuć go po raz kolejny. Jednakże nie był taki, jak się spodziewała. Był inny, trochę obcy, czegoś mu brakowało. Oczywiście, odwzajemniała go, ale nie tak jak kiedyś.

- Eli… Wiesz, kim jestem – zaczęła nieoczekiwanie – Nie czeka mnie zbyt długie życie. Tak wiele dni upłynęło, myślałam, że cię straciłam, moja wiara zaczęła powoli słabnąć, a ty? Ty byłaś obok. Serce by mi pękło, gdybyś odeszła na zawsze. Powinnaś mnie już na tyle znać, by wiedzieć, że kimkolwiek będziesz, dla mnie zawsze będziesz moją ukochaną siostrą. Nic tego nie zmieni, ale też nic nie cofnie tego czasu, który płynie dla mnie tak szybko, a który mogłybyśmy przeżyć razem.

Myszołaczka spojrzała w bok, prosto w ziemię, jej uszka lekko oklapły. Złość, niedowierzanie, wszystko zniknęło. Pozostał jedynie żal.

- Nie zdradzę – powiedziała cicho, prawie bez emocji.

Wyszła nieco bardziej do przodu i spojrzała na Azrę trochę zaciekawiona, próbując odwrócić swoją uwagę od burzy szalejącej w jej myślach. Włożyła rękę do niewielkiej, ale dobrze zamaskowanej kieszonki i nieco się zmartwiła. Znalazła tam sakiewkę, pewnie należała do Elion, a ona już była tak bardzo przyzwyczajona do złodziejskiego trybu życia, że podświadomie ją zwinęła. Wolała jednak w tej chwili się do tego nie przyznawać, ten mężczyzna ewidentnie nie lubił rabusiów.
Spojrzała też na Zirę, a wtedy aż cofnęła się o krok. Miała kłopoty. Pani detektyw z Rapsodii przypomniała sobie, jak widziała ludzi, którzy podchodzili do niej po występach i prosili o pomoc. Przed mysimi uszkami nic się nie ukryje!
Natomiast Nefer była dosyć charakterystyczną myszką i miała na koncie trochę rabunków. Jak kobieta przestanie się zastanawiać nad tamtymi to pewnie i przyjdzie jej kolej, a wtedy zostanie srogo ukarana. Schowała się ostrożnie za Elion i szepnęła jej do ucha.

- To detektyw, ta łaciata – powiedziała, a głos jej drżał – Boję się… Nie chce trafić do lochów albo gorzej…

Bielinka i Rudy nawet się teraz nie wychylali, wyczuli strach fioletowowłosej i postanowili, iż siedzenie przy karku dziewczyny będzie najbezpieczniejsze w tej chwili, bo przecież nie zamierzali zostawić swojej pani.
Avatar użytkownika
Nefertiti
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Amaranta, Izaura, Set, Azalia, Tean, Adiraella, Melodia,
Rasa: Myszołaczka
Aura: Nie za silna, jaśniejąca aura w kolorze złota, przyozdobiona barachitowymi smugami z domieszką koloru miedzi, z całkiem widocznymi pasmami o barwie cyny. Wokół siebie roztacza szafirową barwę z lekkimi jak mgiełka chmurkami w kolorze szmaragdu. Dominuje w niej zapach sierści wymieszany z nutką zapachu mokrej ziemi, można również wyczuć woń dobrego jedzenia. W dotyku jest całkiem przyjemna, gładka, choć giętka i elastyczna, a miejscami bywa ostra. Pomimo tego, że potrafi otulić miłym ciepłem, w smaku jest odrobinę pikantna i zdarza się, że pozostawi na języku kwaśny posmak.
Wygląd: Nefertiti to drobna dziewczynka. Wciąż jest jeszcze bardzo młoda i jest to bardzo widoczne. Nie może się poszczycić wzrostem, ponieważ można ją zaliczyć do osób raczej niskich. Myszołaczka ma jasną skórę, gdzieniegdzie zdaje się, iż przyjmuje odcień delikatnego różu. Patrząc na twarz najbardziej uwagę przykuwają te duże, błękitne oczy i niesamowicie gęste i długie, ... (Więcej)

Poprzednia strona

Powrót do Rapsodia

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron