[Rapsodia i okolice] Odnajdę cię...


Mówi się o niej Miasto Elfów. Owe osiedle nie zostało jednak założone przez elfy, a przez ludzi, pierwszym jego królem był człowiek, niestety jego dość niefortunne rządy doprowadziły do konfliktu pomiędzy władzą a ludem, wtedy to władzę obijał pierwszy elfi król, od tego czasu co raz więcej efów zaczęło przybywać do miasta, mimo, że oddalone o wiele dni drogi od głównych elfich osiedli ściągało do niego mnóstwo elfich braci, a zwłaszcza tkaczy zaklęć. Miasto położone nad legendarnymi wodospadami, w pięknej i... magicznej okolicy nie mogło zostać nie zauważone przez magów, czarodziejów i elfich tkaczy zaklęć...

Postprzez Elion » So lis 25, 2017 9:32 pm

“Rapsodia. Piękne miasto, pełne pięknych budynków, w których mieszkają piękni ludzie, jedzący piękne jedzenie. Aż szkoda, że znam prawdę o tych ludziach. Że słyszę ich myśli. Że wiem, że ci ludzie są pełni łajna. Z drugiej strony, to właśnie w tym mieście najłatwiej jest stłamsić to natrętne poczucie winy. Przecież wiem, co robię i czemu to robię. A że raz, czy dwa, ruszy mnie serce, nie znaczy, że dam się nabrać na powierzchowne kłamstwa społeczeństwa pełnego g…”

        Myśl zginęła, kiedy cudzy palec został przyłożony do intensywnie czerwonych ust. Młoda kobieta, której wygląd wskazywał na to, iż niedawno dopiero osiągnęła wiek dwudziestu lat, natychmiast zrozumiała ten gest i zachowała się adekwatnie, uciszając swoje myśli. Smukła twarz, sugerująca urodzenie się w wysoko postawionej rodzinie, przyjęła grymas oburzenia, ale tylko na chwilę, gdyż po chwili usta rozbłysły przyjaznym uśmiechem. Czarne kosmyki sięgające do ramion poruszyły się nieznacznie, wraz z nic nieznaczącym ruchem głowy.

        Poprawiła szybkim ruchem ręki materiał, pod którym skrywała swoje ciało. Przez umysł przeszła myśl, jednak szybko została ugaszona, ze względu na okoliczności, w jakich Elion się znajdowała. Gruby, skórzany płaszcz nie był w jej guście, ale teraz nie miała czasu na to narzekać. Po pierwsze, nie chciałaby przecież zabrudzić swojej wyjściowej, czarnej sukni. Zdobycie jej wymagało mnóstwa wysiłku, a te tunele przepełniał bród i stęchłe powietrze, pełne od drobin kurzu, a bogate, koronkowe zdobienia pokrywające całą powierzchnię jej kreacji, która sięgała jej za kolana, wyłapałby wszystko, co wisiało w powietrzu, gdyby nie ów naprędce zdobyte okrycie, skrywające piękno jej ludzkiej formy oraz kreacji przez nią ubranej. Poza tym obecna sytuacja wymagała ukrycia swych wdzięków. Nie chciała rozpraszać powodu, dla którego tunele były bardziej zatłoczone, niż zazwyczaj.

        W jednym ze skrajnych korytarzy w tym labiryncie, około trzystu kroków od najbliższego wyjścia na powierzchnię, znajdowało się miejsce, gdzie korytarz się rozszerzał, tworząc pomieszczenie, wielkością przypominające jadalnie w domku na wsi. Normalnie, nie ma tu nic szczególnego, nawet kurz w tym miejscu jest mniej intensywniejszy niż w pozostałych częściach tej podziemnej struktury. Teraz jednak było tu pięć osób, każda z innym wyrazem twarzy.

        Elion, która teraz, bez większego powodu, zaczęła po raz kolejny rozmyślać nad obecną sytuacją, oparła się wygodniej o ścianę, przy której stała. Byli tu już przez jakiś czas, a sytuacja wciąż nie szła do przodu. To właśnie z powodów nudy zaczęła myśleć o Rapsodii. I kontynuowałaby te myśli, gdyby nie ten palec. Ten słodki, uroczy palec. Oblizała się, obracając głowę w prawo. Anabelle, obecnie znajdująca się pod postacią starszej, dojrzałej kobiety o srebrzystych lokach i bystrym spojrzeniu, patrzyła na nią spod swojego płaszcza, który był jej jedynym odzieniem. Widać było w jej oczach, że do nudy jej daleko. Może to sprawa tego, że ją bardziej interesowało to, co się działo przed nimi. A może to wina tego, że z nich dwóch, to właśnie Anabelle była tą spokojniejszą, bardziej cierpliwą pokusą.

- Wybacz Eli, ale nie słyszałam własnych myśli przez to, co działo się w twojej głowie. - Rzekła Anabelle szeptem, przeznaczonym tylko dla Elion.

- Mogłaś w takim razie nie siedzieć w mojej głowie. Obie dobrze wiemy, jak łatwo odciąć się od cudzych myśli. - Kąśliwe słowa, choć brzmiały agresywnie, były sposobem młodszej pokusy droczenia się ze swoją starszą przyjaciółką.

- Dajcie mu myśleć. W ciszy. - Zapał obydwu pokus uciszył męski, stanowczy głos. Dante, w przeciwieństwie do kobiet, stał w jednym z wejść do tego pseudo pomieszczenia. Stał na straży, patrząc to przed siebie, na wejście numer dwa, to za siebie. Swoją ludzką formę przyjął adekwatnie do swej roli. Prezentował się bowiem jako spory, umięśniony mężczyzna o surowych rysach twarzy, łysej głowie i bliźnie sunącej na wskroś przez środek jego twarzy. Taki sam płaszcz, jaki miały pokusy, prezentował się na nim aż za dobrze, choć z trudem ukrywał on noszone przez Łowcę Dusz skórzane odzienie wysokiej klasy, które wkomponowywało się świetnie w męską sylwetkę.

        Po słowach mężczyzny, cała piekielna, choć obecnie ukryta pod pozorami ludzkości, trójka patrzyła na środek pomieszczenia. Na powód, dla którego tu byli. Gruby i - pospolicie mówiąc - obleśny szlachcic siedział na podłodze w głębokiej zadumie. Nie było to jednak zwykle rozmyślanie. Jego twarz przechodziła wciąż między niepokojącym uśmiechem a poważnym zaniepokojeniem. Krople potu spływały po jego policzkach, a jego ręka co chwila drapała go po łysinie na czubku głowy, otoczonej przez sporadyczne kępki włosów. W swoim umyśle ów człowiek walczył. Walczył z pokusą, którą podsunięto pod jego tłusty, niezgrabny nos. Z pokusą, która jeśli wyjdzie na jaw, to zrujnuje jego reputację oraz resztki tego, co nazwać można życiem społecznym. Co jakiś czas zerkał na źródło owej pokusy. Pod ścianą znajdującą się naprzeciwko dwóch kobiet, a która była zarazem za jego plecami, wiła się malutka postać. Dziewczynka o imieniu Diana patrzyła z przerażonymi oczami na tłustego mężczyznę, który oszukał ją. Ona chciała tylko zobaczyć te słynne tunele od środka. On to wykorzystał. Zabrał ją tutaj, ale tylko po to, by związać jej nogi i ręce sznurem, a usta zakneblować starą szmatą. Z początku po prostu się bała, ale po upływie kilkunastu minut panika przerodziła się w histerię. Niestety, to było już kawał czasu temu. Po tak długim czasie nie miała już zbyt wiele sił na dalsze próby wydostania się z więzów. Pozostało jej jedynie patrzeć i słuchać.

- J-jesteście pewni, że nikt nie chodzi po tym miejscu? - Grubas przemówił nagle, czując, jak zmartwienie przewraca mu w brzuchu wszystko, co jest do przewrócenia. - Nie zrozumcie mnie źle… Jestem wam winny pół królestwa za… p-pomoc. No wiecie. Za wskazanie odpowiedniej dziewuchy. I wymyślenie planu. Ale to miejsce… Czy aby na pewno jest dobrze ukryte?

- Po raz setny, człowieku, tak, to miejsce jest dobrze ukryte! Ale nie po to ci je pokazaliśmy, by zostać jednym ze szkieletów. Pośpiesz się z decyzją. Nie mamy wieczności. - Odpowiedziała niemal natychmiast Elion. Miała dość bycia tutaj. Z tym ścierwem. Chciała jak najszybciej mieć to za sobą i cieszyć się z myśli, że ten zboczeniec po tylu latach patrzenia obrzydliwym wzrokiem na dziewczynki na ulicy zagwarantuje sobie najgorsze miejsce w Czeluściach Piekielnych, jakie tylko jest możliwe. Niestety, aby do tego doszło, musiał on zostać pchnięty na drogę czynu. I niestety tylko tyle mogli zrobić. Pchnąć. Nie mogli go zmusić ani oszukać. Grzech musiał być prawdziwy, a ta myśl doprowadzała Elion o dreszcze. Gdyby nie wsparcie Anabelle i Dantego, nigdy nie zdołałaby zdobyć dla piekła takiej duszy, jak ta tłusta co właśnie siedziała przed nimi, i która wciąż nie mogła się zdecydować.

"Gdy będzie po wszystkim, będę musiała odreagować i to porządnie..."
Avatar użytkownika
Elion
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Lullasy, Hyiaxinthe, Urzaklabina, Drim, Evangeline, Avarralie, Siyne, Violetine, Fonos, Krakenia, Toffee,
Rasa: Pokusa
Aura: W emanacji nie ma jeszcze zbyt wiele siły, można by rzec, iż jest naprawdę słabiutka pod tym względem. Jednakże nie tyczy się to widowiskowej poświaty w kolorze turmalinu, w której nieraz da się odnaleźć smugę szafiru jaśniejącą niczym spadająca gwiazda, pragnąca złożyć czuły pocałunek na przyozdobionej w rosę trawie. Podczas gdy powłoka w barwie kobaltu przypomina okładkę starej księgi zawierającej w sobie prastare dzieje, a miedziany pył tworzący osad podobny do kurzu, dodaje jej lat i tajemniczości. Wszystko to dzieje się w ciszy niezmąconej nawet najmniejszym dźwiękiem wprawia to w stan zamyślenia, aczkolwiek smród siarki szybko przywraca do rzeczywistości. Nie oznacza to jednak koniec nadzwyczajnego pokazu. Pozornie twarda do tej pory powierzchnia będąca okazuje się niebywale miękka i giętka, co uwidacznia poprzez iluzje delikatnie falujących starych stronic wokół całości. Niespodziewanie księga zatrzymuje się i sztywnieje i jakby wystraszona, zamyka swe wnętrze, by nikt nie mógł wyczytać jej sekretów. Jeśli jednak ktoś uparty próbowały je odkryć, ma na tę okazję przygotowane kolce lewitujące wokół i czyhające na śmiałego głupca. Nie wszystkie są tak samo naostrzone, wiec istnieje cień szansy ujścia z życiem. Gdy sytuacja się uspokaja, aura przybiera klasyczną postać, a swą broń skrywa pod chropowatym materiałem, będącym także idealną przykrywką da jej prawdziwego oblicza. Zwłaszcza, iż na ów płachcie wyszyto aksamitne piórka, które kuszą, by sprawdzić, czy są naprawdę tak miłe w dotyku, jak wyglądają. Podczas czytania emanacji w ustach wyczuć można gorzki posmak, a po skończeniu będzie się on utrzymywał jeszcze przez długi czas.
Wygląd: Elion, zależnie od tego, w jakiej formie się znajduje, może wyglądać albo niczym potwór spod łóżka, który dorabia sobie jako pokusa, albo też jak mniej lub bardziej przeciętna ludzka kobieta, w zależności od tego, na co się zdecyduje. Niemniej jednak każda postać ma swoje zalety i wady, dlatego też warto przyjrzeć się każdej, gdy tylko ma się okazje. Kto wie, kiedy ta wiedza ... (Więcej)
Uwagi: Zawsze, absolutnie zawsze, podróżuje z pokusą imieniem Anabelle oraz Łowcą Dusz, zwanym Dante (Prosty opis na końcu historii. Wygląd powinien być opisany, prędzej czy później, w jednym z ... (Więcej)

Postprzez Pani Losu » N gru 03, 2017 4:54 pm

Elf i myszołaczka mogli lada chwila zostać wplątani w dosyć poważną i nieprzyjemną aferę. Taki rozwój wypadków byłby w sumie odmianą jedynie dla mężczyzny - Nefertiti już siedziała, zdawało by się, w samym środku łańcucha tajemniczych wydarzeń i nijak nie mogła się z niego wyplątać. Pomoc kogoś bardziej doświadczonego i z natury opanowanego była bardzo pożądana, choć paradoksalnie gdyby nie Hessan myszka nie zapuściłaby się tak daleko w podziemne korytarze i miała szansę na uniknięcie nieprzyjemnych widoków. A może jednak nie?
Cokolwiek przeznaczone było fioletowowłosej dziewczynie nie było pisane elfowi. Los miał mu dać więcej spokoju niż zaznać mógł u boku Nefertiti, a jednocześnie najpierw trochę sobie z nim poigrać.
Tak też się stało.

       Nie minęło kilka minut, a przed dwójką świeżo upieczonych towarzyszy mignął tajemniczy cień. Myszołaczka zareagowała na niego nerwowo, nie wiedząc czego może się spodziewać. Nie zobaczyła postaci wyraźnie, sądziła jednak, że mógł być to człowiek lub przynajmniej inny rodzaj humanoida. Było tylko jedno ale - mimo, że cokolwiek to było, śmignęło jedynie paręnaście kroków od nich nie dało się słyszeć żadnego odgłosu dobiegającego z tamtej strony. Żadnego tupnięcia, skrobnięcia, oddechu czy nawet szelestu ubrania.
Czy to mogła być ta zjawa, o której Nef znała opowieść?
       Wystraszona, znowu przylgnęła do swojego towarzysza. Choć elf w podziemiach czuł się nieco niepewnie nie wydawał się zbytnio przejęty obecnością kolejnej osoby czy też raczej - bytu i koił nerwy dziewczyny. Pewny swoich umiejętności, stwierdził, że czymkolwiek tajemnicza postać by nie była na pewno sobie z nią poradzą. Nie zdradzał jednak nadal jakie umiejętności właściwie posiada. Póki co zasłaniali się 'pokojowym płomieniem' i to wystarczało.

       Ruszyli dalej, skręcając w korytarz, którym przemknął cień; oboje spięli się lekko mijając graniczną ścianę zasłaniającą im widok, a Hessan przygotował do ewentualnej obrony, ale za murem nic niezwykłego się na nich nie czaiło.
Uśmiechnął się sam do siebie - nie powinien był liczyć na kolejne kłopoty i spodziewać się nie wiadomo czego. Jeśli zaś coś kręciło się po korytarzach to upora się z tym bez większych problemów. Najchętniej zrobiłby to jak najbardziej pokojowo - jeśli to się nie uda co najwyżej użyje swojej broni lub - w ostateczności - odkryje przed myszołaczką część swoich umiejętności. Wątpił jednak by w najbliższym czasie zaistniała taka potrzeba.

       Pomylił się jednak. W kilka chwil jego umysł stał się niespokojny. Myśl błądziła w dziwnym kierunku, mknęła w stronę nieznanej mu, pięknej choć nieszczęśliwej dziewczyny. Nie znał jej, na pewno nigdy wcześniej jej nie widział. A jednak coraz to nowe wizje z jej udziałem plątały mu kroki i przysłaniały oczy. W niepokojące obrazy zakradło się także coś jeszcze - może odległe wspomnienia, może głęboko ukryta niepewność co do własnego losu i pewnych czarodziei... Nie potrzeba było wiele czasu, by elf został chwilowo odcięty od rzeczywistości.
- Poczeekaj chwilkę... - Powiedział jakoś niewyraźnie i jakby niebezpiecznie, zwalniając kroku. - Muszę... coś sprawdzić. - Brzmiał tak jakby sam nie był pewien czy wypowiada właśnie te słowa, które by chciał. Nie przypominał już tego elfa z sadu, który budził ufność i przy którym myszołaczka czułaby się bezpiecznie.
       Nie musiała się go jednak obawiać. A nawet gdyby taka myśl przyszła jej przez głowę, zaraz straciła powód aby ją rozważać - Elf odwrócił się i zataczając się z lekka zaczął biec w sobie tylko znanym kierunku. Tuż przed nim, a jeszcze w zasięgu wzroku dziewczyny zamigotał tajemniczy cień, być może ten sam, który widzieli wcześniej. Cień ubrany w sukienkę i bezgłośnie przeszukujący korytarze...
Chwilę potem płomyk Hessana zgasł, a jego kroki oddaliły się od zostawionej w korytarzu Nef.

       Hessan odzyskał zmysły dopiero gdy znalazł się z powrotem w lesie. Nawet nie w mieście - w lesie, dalej od wszystkiego co mogło niepokoić jego elfią, kochającą naturę duszę. W okół rządziła przyroda i jej harmonijny spokój; słońce raziło przyjaznym blaskiem, a ptaki zrywały się z gałęzi drzew i osiadały gromadami na następnych. Musiał jakoś odnaleźć wyjście z podziemnego labiryntu i dostać się aż tu... a może został przeniesiony? Przyprowadzony? Nie mógł sobie przypomnieć. Ba - nie był pewien gdzie znajduje się w tej chwili. Mogło się okazać, że wcale nie są to okolice zwiedzanej ostatnio przez niego Rapsodii...
Avatar użytkownika
Pani Losu
Urzeczywistniający Marzenia
 
Rasa:
Aura: Nieznana.
Wygląd:

Postprzez Nefertiti » N gru 03, 2017 9:26 pm

Nefertiti coraz bardziej czuła się pogubiona w tym labiryncie, ale nie chciała tego przyznać, w żadnym razie, Hessan byłby na nią zły. Było to dziecinne myślenie, ale ona przecież wciąż dzieckiem była. Biedną sierotą, do której kiedyś uśmiechnął się los, a następnie brutalnie wszystko odebrał.

- Dobrze… - powiedziała cichutkim głosikiem, będąc niepewną co ich czeka, skinęła również głową na kolejne stwierdzenie elfa, może to lepiej, żeby nie wiedziała, może w ten sposób nie będzie aż tak przerażona, ale z drugiej strony jej bujna wyobraźnia zaczęła poduswać zmiennokształtnej różne straszne możliwości, śmierci tych nieszczęśników.

Jednak to, co po chwili dodał Hessan wprawiło ją w całkowicie dobry nastrój, będzie mieć nauczyciela, to takie cudowne! Już sobie wyobrażała tyleee fajnych rzeczy, jakie mogą się zdarzyć, jak będzie władać magią, niczym prawdziwa czarodziejka, a eliksiry robić lepsze niż najpotężniejsze wiedźmy.

- Jestem jak najbardziej za! – zakrzyknęła ucieszona.

Wtem coś przed nimi przemknęło. Myszołaczka chwyciła obiema rączkami dłoń spiczastouchego. Jednak on nagle zaczął się dziwnie zachowywać, kazał jej czekać. Czekała, ale nie spodziewała się, że zostawi ją tu całkiem samą!

- HESSAN! – zawołała, a wręcz pisnęła niczym mysz i zaczęła biec za nim przerażona, zwłaszcza, iż wciąż widziała ten cień. Nie mogła jednak dogonić wysokiego mężczyzny o znacznie dłuższych nogach.

Stanęła pośrodku ciemności, drżąc ze strachu. Ciemność, tylko ciemność miała przed oczami. Zmieniła się w myszkę, by cokolwiek dostrzec, teraz była na równi ze swoimi ogoniastymi przyjaciółmi. Zaczęła wraz z nim biec gdzieś, gdziekolwiek, przemykając mysimi dziurami lub innymi tycimi otworami w ścianach.
Biegła tak co sił w swoich drobnych, różowych łapkach, aż dotarła do sporego pomieszczenia, w którym paliło się światło pochodzące od pochodni. Czyżby ktoś tu był? Nef nie wiedziała, czy siedzieć cicho jak mysz pod miotłą, czy może przybrać znów ludzką postać. Po chwili się wyjaśniło, cztery osoby. Czuła woń ich aur, piekielni i człowiek. Wzdrygnęła się i postanowiła na razie nie dawać znaku życia wraz z Bielinką i Rudym. Nie mogła ich jednak objąć wzrokiem w całości, nie w tej formie. Oczy myszy nie były tak dobre, jak te ludzkie, ale przynajmniej w ciemności się sprawdziły. Po chwili wyczuła też jeszcze jedną aurę, delikatną, też ludzką.
Słyszała też rozmowę, jej kontekst był dziwny i nieco niepokojący, ale nie do końca zrozumiały dla Nef. Zwłaszcza że teraz głos tej piekielnej rozbrzmiał w jej główce tak mocno, przywołując tyle wspomnień, tyle szczęścia. Nie mogła się powstrzymać. Przybrała postać ludzką, czym mogła zdziwić wszystkich obecnych, bo dosłownie pojawiła się jakby znikąd. Pobiegła w stronę, której dobiegał głos, nie do końca rozpoznawała swoją siostrę, ale te czarne włosy, te szmaragdowe oczy. To było takie znajome, choć twarz miała inne kształty, ale ten głos, to był jej głos! A czułych mysich uszek się łatwo nie oszuka, o nie!
Rzuciła się na pokusę, przytulając ją ze wszystkich swoich sił, czyli nie za mocno.

- ELIIIIIZA! Ty żyjesz! – miała łzy w oczach – Wyglądasz nieco inaczej ale to może moja pamięć zawodzi, ale twojego głosu w życiu bym nie zapomniała! A ty… pamiętasz mnie? To ja! Nefertiti! Oh Eliza! – nadal się w nią uparcie wtulała.
Avatar użytkownika
Nefertiti
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Amaranta, Izaura, Set, Azalia, Tean, Adiraella, Melodia,
Rasa: Myszołaczka
Aura: Nie za silna, jaśniejąca aura w kolorze złota, przyozdobiona barachitowymi smugami z domieszką koloru miedzi, z całkiem widocznymi pasmami o barwie cyny. Wokół siebie roztacza szafirową barwę z lekkimi jak mgiełka chmurkami w kolorze szmaragdu. Dominuje w niej zapach sierści wymieszany z nutką zapachu mokrej ziemi, można również wyczuć woń dobrego jedzenia. W dotyku jest całkiem przyjemna, gładka, choć giętka i elastyczna, a miejscami bywa ostra. Pomimo tego, że potrafi otulić miłym ciepłem, w smaku jest odrobinę pikantna i zdarza się, że pozostawi na języku kwaśny posmak.
Wygląd: Nefertiti to drobna dziewczynka. Wciąż jest jeszcze bardzo młoda i jest to bardzo widoczne. Nie może się poszczycić wzrostem, ponieważ można ją zaliczyć do osób raczej niskich. Myszołaczka ma jasną skórę, gdzieniegdzie zdaje się, iż przyjmuje odcień delikatnego różu. Patrząc na twarz najbardziej uwagę przykuwają te duże, błękitne oczy i niesamowicie gęste i długie, ... (Więcej)

Postprzez Azra » N gru 03, 2017 11:35 pm

Azra pędził na złamanie karku, omijając większe głazy i przeskakując te mniejsze, wciąż lawirując między drzewami i wytężając wzrok, by nie stracić z oczu tych, którzy ukradli mu konia. Na całe szczęście teren był pagórkowatym wzniesieniem o łagodnych stokach i grubym poszyciu mchu, dzięki czemu trafienie na przeszkody typu wystający korzeń lub wykort po wycince graniczyło z cudem. Inaczej sprawy układały się nieco dalej, w miejscu, gdzie Azra po raz pierwszy przeciął wyschnięte  koryto rzeki, obecnie zalane w całej swojej szerokości i długości. Spieniona woda biła brzegi z siłą tarana, huczała niczym dzwon, a wszystko, co do niej wpadło, prowadziła na szereg ostrych skał u jej podnóża. Mężczyzna zaklął, widząc brązowy kaftan i kołczan jednego z koniokradów, przemykający pomiędzy drzewami na drugim brzegu. Dzięki boczącemu się na wszystko Bohunowi, który za nic nie dał się prowadzić obcym, były rolnik z każdym sapnięciem skracał dzielący ich dystans. Jednak nawet to nie wystarczyło, by ich dogonić. Najwidoczniej toczący w lesie bitwę chłopi przełamali zaporę zbójców, co w konsekwencji uwolniło całą zebraną tam wodę, która powróciła do swego koryta, przecinając las na pół długą i szeroką wstęgą. Nie chcąc ryzykować, Hamnisz pobiegł wzdłuż strumienia, nasłuchując rżenia i szukając czegoś na kształt brodu lub zwalonego pnia, po którym dałby radę sforsować ciek i odbić przyjaciela. Bez niego nie miał zamiaru się nigdzie ruszać.

Jak się okazało, kawałek dalej rzeka zmieniała się w dwa płytsze rozwidlenia, których odnogi znikały wśród gęstych traw. Jedna prowadziła na południe i oferowała szeroki spływ słabym nurtem, druga zaś na wschód. Ta była węższa i sztucznie zabezpieczana po bokach, jakby ktoś chciał zbudować tu kanał zalewowy pod przyszłe pola. Z tą różnicą, że wykorzystane w tym celu kamienie były omszałe i wiekowe, pokryte zrąbem niszczycielskiego czasu. Wybór padł na tę drugą, ze względu właśnie na owe kamienie, które, jeśli postawił je człowiek, musiały tu zostać przywiezione. A to oznaczało gdzieś w pobliżu stary trakt, drogę lub ścieżkę, której mogli użyć również bandyci. Wszak oni lepiej znali ten teren. Nie zastanawiając się długo, Azra wznowił pościg, próbując zorientować się w swojej lokalizacji. Od minięcia ostatnich znaków do spotkania dziwnej pary na czele uzbrojonych chłopów, mężczyzna podróżował na południowy wschód, razem z rzeką, a potem raptownie zawrócił. Najpierw do obozowiska wroga, a teraz na wschód, ku górom i przełęczą, zwanych, jeśli dobrze pamiętał Szczytami Fellarionu. A to oznaczało rychłe wtargnięcie na tereny państwa Rapsodii, dokąd za żadne skarby trafić nie chciał. A przynajmniej nie teraz - ociekający krwią. Dobrze, że nie swoją i że oprócz konia, nie zwinięto mu sprzed nosa dobytku, jaki stanowiła skórzana torba na ramieniu, broń, pistolet, ubranie i dwa mieszki. Jeden na kule i jeden na pieniądze.

Pędząc tak przez las i przeklinając swój pech, Azra nawet nie zauważył, że łagodny pagórek znacznie urósł, a jego stok zrobił się coraz to bardziej ukośny. Nogom coraz ciężej było znaleźć oparcie, ręce chwytały za pnie i wyrastające jak z podziemii głazy. Bieg przełajowy zmienił się w groteskową wspinaczkę, w której komizmu dostarczały poślizgnięcia oraz zaczepienia o gałęzie. W końcu jednak Azra dotarł na szczyt czegoś, co okazało się polaną otoczoną zewsząd świerkami. Jej lewą i prawą stronę porastały gęste drzewa, których czubki dźgały błękitne niebo, po którym leniwie sunęły chmury. Azra jednak nie zwracał na nie uwagi. Jego wzrok utkwił na tym, co było przed nim - dwóch facetów w zbliżonym do niego wieku, ubranych w brązowe kaftany i półcienne spodnie. Wyglądali jak maratończycy, obaj spoceni i zdyszani, ledwo składający zdania wysuszonymi wargami. Jeden z nich miał kołczan pełen strzał i łuk na plecach, drugi miecz oraz rzemień, na prędce przywiązany do pyska czarnego ogiera, stojącego z boku. Z oczu wierzchowca kipiał gniew i strach, lecz długi marsz po trudnym terenie odebrał mu tymczasowo siły na stawianie dalszego oporu.

- Oddacie mi go po dobroci, czy nie? - zapytał Azra, najspokojniej jak umiał, po czym wyprostował się jak panisko i wziął pod boki, demonstrując nie tylko szablę, ale i pistolet, broń mało znaną, a równie zabójczą co strzał z łuku między oczy. - Nie kryję, że jestem przywiązany do tego konia.
Miny bandziorów momentalnie stężały, a oni sami popatrzyli badawczo, najpierw na siebie, potem na otoczenie. Polana nie gwarantowała kryjówki, oprócz drzew była tu jedynie skarpa za ich plecami, wielka, pionowa ściana, w której ział nieprzyjemny czarny otwór. Najwidoczniej mężczyźni chcieli się tam ukryć, gdyby nie to, że Bohun za nic, by się tam nie zmieścił.
- Może inaczej! - zawołał były rolnik, robiąc krok do przodu. - Zostawcie konia i spadajcie, póki żyjecie! W przeciwnym razie to się zmieni.
- Ty jesteś sam! Nas jest dwóch! - odpowiedział mu ten z łukiem, odzyskawszy język w gębie i pewność siebie.
W tym samym momencie gdy sięgał po broń, Azra złapał za pistolet i bez zastanowienia pociągnął za spust. Broń zaryczała, strzeliła dymem i ogniem, posyłając niedoszłego łucznika na kolana, a w miejscu lewego oka robiąc mu dziurę wielkości małego palca. Mężczyzna zdążył jeszcze wychrypieć co nieco, a następnie legł w trawie.
Widok ten tak wstrząsnął drugim drabem, że ten w oka mgnieniu zapomniał o koniu i czym prędzej czmychnął pod skarpę, gubiąc po drodze miecz. Nawet nie zwrócił uwagi na Azrę i jego stoicki spokój, gdy wyciągał z mieszka żelazną kulkę do ponownego załadowania broni.
- Zaczekaj tu - rozkazał druhowi, uwalniając go z objęć drażniącej i źle wykonanej uzdy.

Zabawa w pościg zaczynała się na nowo, tyle że zamiast lasu, Azra musiał walczyć z mrokiem jaskini. Każdy krok stawiał z rozwagą, sprawdziwszy wpierw obcasem czy to, na co nadepnął nie jest przypadkiem ludzką kością. Wiele w życiu słyszał o wioskowych głupkach, którzy chodzą po pierwszych lepszych górach, wkraczają do jaskiń, jak do siebie i kończą jako przekąska głodnego niedźwiedzia, gryfa lub smoka. Lepiej było nie ryzykować.
Od utraty życia uratował go dziki błysk w oczach. Azra dostrzegł go na moment przed tym, jak wznoszony do ciosu kamień z hukiem trafił w stalagnat zamiast w jego skroń. Następne było pchnięcie barkiem i upadek na kamienie, część których pękła mu pod plecami. Hamnisz zaklął paskudnie i uderzył łokciem w plecy oponenta, który odskoczył i przepełz na bok. To dało szansę im obu na odzyskanie równowagi, lecz tylko rolnikowi udało się to szybciej. Wytężając w mroku swój wzrok, dostrzegł zarys sylwetki, która słaniała się na nogach w drodze w głab jaskini. Bez słowa za nim ruszył i dopadł przy ścianie, na którą go pchnął. Z sufitu poleciał tynk, kurz buchnął im w twarz, a ciała przeleciały na wylot, jakgdyby lita ściana była jedynie kartką papieru.

Korytarz, w którym się obudzili był długim tunelem o ręcznie rzeźbionych ścianach, oświetlony z dwóch stron płonącymi łuczywami. Azra nie miał jednak czasu na podziwianie. Poczuł, jak w ustach zbiera mu się krew, a niewidzialny przeciwnik wymierza mu cios w żebra, nerki i potylicę. Bandyta okazał się lepszy, przyparty do muru walczył jak lew i nie zamierzał dziś umierać. Podobnie z resztą jak Azra. Coś błysnęło, szabla, którą wyrwał mu zbój cięła pionowo w dół i tylko refleks uratował Hamnisza przed utratą ucha i połowy twarzy. Klinga zderzyła się z lufą wzniesionego pistoletu, który nieoczekiwanie strzelił, ogłuszającym echem wypełniając korytarz. Kula uderzyła w ścianę, a następnie rykoszetem w bok zbira, który upadł i przygniótł sobą Azrę, łamiąc sobie upadkiem czaszkę.
Avatar użytkownika
Azra
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Aki, Lav, Arios, Barbarossa,
Rasa: Człowiek
Aura: Nie często ma się okazję spotkać tak pogodną i wesołą emanację. Ta gdy tylko pojawisz się w zasięgu, ta, sama zaprasza do czytania, nie jest jednak nachalna a zwyczajnie przyjacielska. Twarde i giętkie fragmenty wraz z ostrymi brzegami skwapliwie zapewnią o jej niezawodności w trudnych sytuacjach. Aksamitna gładkość daje komfort i budzi sympatię, sprawiając, że lekko pikantny smak silnie klejący się do ust, wcale nie wydaje się przykrym. Jej stabilny i dojrzały połysk jasno lśni przyjemnym szafirem. Brak tutaj dźwięków, ale połączenie cynku i barachitu w zupełności wyda się wystarczającym, roztaczając przed twoim wzrokiem obraz bezkresnych stepów. Pomykający tutaj wiatr niesie ze sobą nie tylko woń aromatycznych traw, ale przede wszystkim zapach ludzkiego i końskiego potu, zmieszanych jakby w jedną nutę. To one właśnie pożegnają cię, niby galopem umykając wraz z wiatrem i zabierając całą aurę ze sobą.
Wygląd: Ciało:
Przystojny i konkretny kawał mężczyzny - tak opisała go większość kobiet, które miały styczność z tym prostym człowiekiem. Nie można odmówić im racji. Mimo surowych rysów, w swoich stronach, Azra uchodzi za bardzo przystojnego człowieka, któremu nie sposób odmówić. Mierzy blisko metr i osiemdziesiąt centymetrów wzrostu i choć jest szczupły, to jego ...
(Więcej)

Postprzez Zira » So gru 30, 2017 5:15 pm

Ziriel szła w ciemności, ciesząc się, że jej wilkołactwo ma takie plusy jak widzenie w ciemnościach. Wszechobecny mrok i nasłuchiwanie wołania o pomoc lub jakichkolwiek głosów sprzyjało przemyśleniom. Jakże ludzkie życia są kruche, przypomniała sobie o spalonym domu i martwych rodzicach. Szkoda, że nie wróciła szybciej, jeszcze by ich zobaczyła, może nawet mogłaby uratować, wyczułaby dym. Byliby razem, znowu i uściskałaby swoją bliźniaczkę, Elizę. Pewnie by już nie pamiętała tego imienia, gdyby nie to, że o niej myślała w każdy dzień rozłąki, całymi latami miała w głowie obraz siostry i to on pomagał jej przejść trudne chwile.
Wilczyca uśmiechnęła się, przywołując mgliste wspomnienia zabawy ze swoją bliźniaczką. Jednak szybko się otrząsnęła. Spostrzegła leżący na ziemi szkielet. To było dobre zrządzenie losu, przynajmniej dla nekromantki, mogła zasięgnąć języka.

- Moretaoratijo – wyszeptała, a po chwili tuż przed nią ukazał się duch żebraka. – Witaj… Powiedz mi czy nie widziałeś tu małej dziewczynki? - Duch skinął głową na tak, ale nic poza tym – A wiesz może, dokąd poszli? Albo gdzie są teraz? – zjawa wskazała drogę po prawej z malującego się w oddali rozwidlenia, nie był zbyt rozmowny – Oh, dziękuję bardzo – powiedziała, a biedny zmarły wrócił tam skąd przyszedł.

Szła, a jej myśli wciąż krążyły wokół Diany i przeszłości. Od czasu do czasu było słychać ciche piski, zapewne szczury uciekały w popłochu, słysząc, iż nadchodzi ktoś, kto może zakłócić ich spokój. Wydawało jej się, że szła w tę samą stronę co ta drobna fioletowowłosa dziewczynka i mężczyzna, ale nie czuła ich, ani nie słyszała.
Szła spokojnie, ale też nie za wolno, brała pod uwagę, iż odgłosy biegu mogłyby spłoszyć dziecko. Zastanowiła się chwilę i wyciągnęła ze swej skórzanej torby lirę. Zaczęła przygrywać przyjemną dla ucha melodię, licząc, iż skusiłoby to zagubioną i mogłaby podążać w stronę kojących dźwięków.
Niestety prócz brzdąknięć instrumentu Ziriel nic nie przerywało ciszy. Niespodziewanie rozległo się echo wystrzału, zmiennokształtna skrzywiła się, głośne. Jednak po chwili, bicie jej serca przyśpieszyło, zaczęła biec w stronę huku, ile tylko miała sił w nogach, rozważała nawet, czy nie zmienić formy, ale nie chciała nikogo nastraszyć, musiała wykorzystać do granic możliwości swą ludzką postać. Kierując się czułym słuchem, nawet nie wiedziała jak to zrobiła, ale przebiegła mnóstwo uliczek, skręcała tam, gdzie echo wciąż jeszcze powtarzało huk.
Zatrzymała się gwałtownie i prawie nie upadła na mężczyznę przygniecionego drugim, prawdopodobnie martwym. Odciągnęła ciało na bok i zajęła się żywym.

- Przepraszam, nic panu nie jest? – spytała, przy okazji rzuciła okiem na otoczenie, bili się, pewnie jacyś rozbójnicy, cudownie, a dziewczynki ani śladu. Nie mogła jednak przejść obojętnie obok człowieka w potrzebie, zwłaszcza skoro już zagadała, może przy odrobinie szczęścia będzie coś wiedział o zaginionej, choć to wątpliwe, ale warto było mieć nadzieję.
Avatar użytkownika
Zira
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Esmeralda, Sechmet, Luna, Antar, Rozalie, Aurea, Delia, Mari, Nadeya, Nimfea, Anastasja, Xenja, Yrin, Zira,
Rasa: Wilkołaczka
Aura: Młode i jasno lśniące pasma miedzi szybko zdefiniują tę wciąż świeżą aurę. Snują się, plączą i wiją niby w tańcu oplatając pozostałe barwy. Znajdzie się tu odrobina barachitu, jednak jest ona słabiutka i niezdecydowana. Wstęgi cyny są już bardziej jednoznaczne, jednak gdy tylko uznasz, że wreszcie je poznałeś, przeistoczą się w stabilny cynk wprowadzając nieznaczny zamęt. Całość rozbłyskuje soczystym szafirem, który wręcz kłóci się z krzykiem agonii jaki niespodziewanie rozedrze spokój. Emanacja intensywnie pachnie mokrym wilczym futrem i niedawno rozkopaną ziemią. Chociaż pewnie spodziewałbyś się czegoś innego, aura jest miękka w dotyku, ale swoją delikatność nadrabia znaczną giętkością oraz ostrymi krawędziami, których tu nie brakuje. Gładkie i aksamitne powierzchnie całkiem przyjemnie współgrają z kwaśnym smakiem. Podobnie sprawa ma się z goryczą, która współpracuje z lepkością i dzięki niej długo pozostanie na podniebieniu.
Wygląd: Ludzka forma:
Rzuca się ona w oczy już z oddali. Dla niektórych wygląda śmiesznie, dla innych całkiem egzotycznie. Jej sylwetka jest bardzo szczupła, a wręcz wychudzona. Należy również do grupy osób wysokich, co jeszcze bardziej podkreśla typ jej figury. Odziedziczyła po ojcu ciemną karnację, na której bardzo wyraźnie widać objawy bielactwa w postaci rozległych białych ...
(Więcej)

Poprzednia strona

Powrót do Rapsodia

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron