[Mała plaża] Tajemnicze spotkanie


Jedno z trzech legendarnie zaklętych jezior, które swą nazę zawdzięcza księżniczce Sitrinie najstarszej córce króla Filipa, jest to największe z trzech jezior, a jego tafla zawsze mieni się kolorem złota.

Postprzez Xander » Cz cze 30, 2011 12:59 pm

Eh... Dość tego. powiedział Xander na tyle głośno, aby każdy mógł go usłyszeć. Wystawił jedna rękę z otwartą dłonią w kierunku, w którym uciekał Orlando wraz z Josette. W tym samym momencie gdy zacisnął pięść ciało Orlando w jednej chwili wessała ziemia. Teraz widać było jedynie jego głowę, a jako iż wampir był słabszy od przeciętnych z jego gatunków, nie miał szans na wydostanie się z tej pułapki. Wyszczerzył zęby do Rena, który właśnie miał wykonać kolejna kombinację ciosów na uciekającym, jednak teraz mógł jedynie kopnąć go w wystającą z ziemi głowę.
Wiesz, drogi Orlando... zaczął Xan niewinnie Źle zaczęliśmy naszą znajomość, może zrobimy tak: Ja cię uwolnię, a ty dasz nam wyruszyć w spokoju wraz z twoją siostrą zasugerował, po czym przybliżył się do spoczywającego w sidłach matki natury wampira. W jego oczach dało się dostrzec złość i nienawiść... Tak... Zapewne to właśnie czuł, gdy pokonała go "chodząca kupa łusek". Smok, w postaci pół elfa wygodnie usadowił się tuż obok twarzy Orlanda i wpatrywał się w niego z rozbawieniem w oczach.
Mierz siły na zamiary, kolego pouczył go z identycznymi iskierkami w oczach jak przed chwilą, jednak twarz jego pozostawała nie zmącona żadnym grymasem, po prostu trwała w beznamiętności, niczym maska.
Avatar użytkownika
Xander
Błądzący na granicy światów
 
Rasa: Smok
Aura: Aura o ogromnej sile, w barwie srebra z prześwitami cyny. Emanuje szmaragdową poświatą, której towarzyszą liczne dźwięki, trzask płomieni, podmuchy wiatru, rumor spadających kamieni oraz szum morza. Zapach roztaczający, przez aurę jest ciężki dla zmysłów, gdyż tworzą go przeróżne, niezliczone zapachy. Aura w dotyku jest bardzo twarda i ostra, a zarazem gładka i giętka. Natomiast w smaku czuć pikanterie, słodycz i lepkość.
Wygląd: Xander jest młodym smokiem o średniej wielkości. Czarno-czerwone łuski podkreślają, w którym żywiole czuje się najlepiej. Chyba najciekawszym
elementem wyglądu smoka są jego oczy. Otóż zmieniają one kolor wraz z nastrojem smoka. Owe tęczowe ślepia podkreślają dwa rogi wyrastające tuż
nad
nimi. Całości dopełnia często ukazywany garnitur kłów. Zwykle nosi na ...
(Więcej)

Postprzez Josette » Cz cze 30, 2011 4:48 pm

Przez cały czas kompletnie nie wiedziała co się dzieje, bo najnormalniej nie kontaktowała ze światem. Nie słyszała co mówili, tylko machinalnie wykonywała polecenie. Nie ważne czy z ust brata, smoka, piekielnego czy wampira. Robiła to co kazali, ale jej ciało nie wykonywało po za tym żadnych ruchów. Dopiero kiedy Orlando złapał ją i chciał uciec,ona zaczęła się szamotać i wyrywać z jego silnego uścisku. W końcu dotarły do nie słowa wypowiadane w myślach przez Kansei'a. "Uda mi się. Nie jestem jego własnością."
W końcu się udało! Stanęła na własnych nogach, patrząc po wszystkich. Brat w sidłach, Smok się z niego śmieje  stawia warunki. Nie... Tak nie może być. Dość. Dosyć tego.
- PRZESTAŃCIE! - wrzasnęła. - Natychmiast macie się wszyscy uspokoić. - zażądała, tupiąc drobną stópką o ziemie. Wyglądała dziecinnie i wiedziała o tym, ale wiedziała też, że łatwiej jej będzie, jak roztoczy wokół siebie znowu aurę uroku. To będzie rostrze, jak się jej poddadzą, niżeli by mała walczyć czy siłą ich powstrzymywać. - Nie możemy się jakoś dogadać? jakkolwiek. Wystarczy, żeby nie było walki. Już wole  stracić ojca na zawsze, niż widzieć jak powoli wy się zabijacie. Dogadajcie się. Każdy z was ma jakiś zdolności, które w jakimś stopniu mogłyby nam pomóc. Wszyscy chcemy tego samo. Mam racje? - zapytała  lekko. Mówiła spokojny, delikatnym głosem, który w ogóle nie odzwierciedlał żądzy mordu w jej umyśle. Jak noni śmieli, podnieść rękę na jej brata, a jak on mógł zrobić to z jej przyjaciółmi?! To takie... Miała ochotę ich wszystkich zmieść z powierzchni ziemi, bo wolą marnować energię na takie zabawy niż zrobić to, ratując jej ojca. - On teraz może umierać. Może jutro umrze. A WY BAWICIE SIĘ W JAKIEŚ ZAWODY "KTO PIERWSZY GO ZABIJE"! - znowu krzyczała. Nie mgła opanować wszech ogarniającej złości na te istoty. - Skoro tak. Z nikim nie pójdę. Ani z tobą Orlando, - zwróciła swoją twarz na brata. - ani z wami. - tu raczyła spojrzeć na resztę. - Po za tym... Orlando. Nie jestem twoją własnością. - dodała i siadła na samym środku całego przedstawienia, unosząc w górę głowę, tak że wyglądała jak nadąsana księżniczka.
Avatar użytkownika
Josette
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Siobhan,
Rasa: Wampir
Aura: Aura o średniej sile, koloru cynowo-miedzianym. Otacza ją ametystowa poświata, przy której nie słychać żadnych dźwięków. Podchodząc bliżej można wyczuć zapach świeżej krwi. W dotyku jest giętka, miękka oraz ostra i gładka. W smaku natomiast można wyczuć kwaśność, łagodność i słodycz, a także lepkość.
Wygląd: Dziewczyna ma długie, niemal za pas włosy, połyskujące przyjemnie odcieniami blondu. Są tak jasne, że niemal wpadają w biel, ale ich piękno i naturalnie zadbana faktura, zdają się wyjątkowe, nawet jak na małą wampirkę. Własnie te włosy, okalają śliczną, wiecznie uśmiechniętą twarzyczkę dziewczyny. Uwydatniają jej czerwone oczy, pełne wesołych ogników i lekko kpiarskiego ... (Więcej)

Postprzez Kansei » Cz cze 30, 2011 9:53 pm

A Kansei z niesamowitym jak na niego spokojem, przyglądał się całej tej zabawnej scenie. Na jego twarzy widniał lekki, cwaniacki uśmieszek, a słuch oraz wzrok ciągle pilnowały Orlando. Od razu widać, że tamten to dystansowiec, woli walczyć z ukrycia, niż w zwarciu. Wampir ciągle siedział tam gdzie siedział, a przed nim siedziała Jos. Chłopak poczuł do niej niesamowitą sympatię, która się powiększyła po tym, jak Kansei wysłał do niej myśl, która pomogła dziewczynie uwolnić sie od brata. W końcu Josette sie przemogła i postarała sie rozdzielić walczących. Dobra.. umie już postawić się bratu.. teraz trzeba nauczyć ją polować na coś większego niż króliki, na.. ludzi, pomyślał wampir, a w jego oku pojawił się błysk.
- Jos ma rację chłopaki.. nie możemy się jakoś dogadać?Zapytał ze sceptycznym sarkazmem i wpatrzył się w punkt, w którym wystawała głowa Orlando.
- Chłopcze.. jeżeli dalej będziesz stanowił dla nas przeszkodę, będziemy musieli cię usunąć, a tworząc zespół, uda nam się to w niecałe 3 sekundy.. A osobiście bym tego nie chciał, ponieważ sądzę, że Josette była by nie zadowolona, a polubiłem ją.
Powiedział chłopak i w ułamku sekundy pojawił się przy dziewczynie, która walnęła focha na wszystkich wokoło. Usiadł obok niej i objął ją ramieniem. – Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko? – wysłał do niej myśl i powiedział:
- Jeżeli sami się nie uspokoją, to sam to za nich zrobię..
Mruknął Jos do ucha.. Chociaż i tak wiedział, że wszyscy to usłyszą..
Avatar użytkownika
Kansei
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Narii,
Rasa: Wampir
Aura: Aura o przeciętnej sile, żelaznego kolorze roztaczająca głęboką, bursztynową poświatę. Wydaje nietypowy, trudny do określenia zapach. Napełnia usta smakiem gorzkim i słonym, ale łagodnym. Aura w dotyku jest giętka i ostra. Wydaje trwający w nieskończoność, rozdzierający duszę krzyk agonii.
Wygląd: Kansei to chłopak o przeciętnej budowie ciała. Postawę ma lekko przygarbioną, często chodzi z rękami w kieszeniach. Mierzy dobre 183cm wzrostu, a waży wprost proporcjonalnie do swojej wysokości. Twarz chłopaka można zaliczyć do mało pociągłych, raczej bardziej jajowatych. Spod wpół przymkniętych powiek, widać znudzone oczy, przeszywające ofiarę niemiłymi dreszczami. Ciągle ... (Więcej)

Postprzez Ren » Pt lip 01, 2011 10:06 am

Ren wytarł oczy z piasku. Tamten wampir nieźle go wkurzył, ale gdy Xander złapał go w swoją pułapkę, on stracił nim zainteresowanie. Usłyszał krzyki Joss. Znowu poczuł tą fale czegoś... Zebrał w sobie całą swoją silną wolę i po prostu to olał. Płynnym ruchem poprawił miecz na plecach i usiadł niedbale na ziemi. Wtedy, usłyszał co mówi Kanse’i. Uśmiechnął się z politowaniem. Tamten nie miał szans z nim i smokiem. Po prostu mówił tak, by uspokoić dziewczynę.
Jednak, choć bardzo chciał, nie odpowiedział na tamto. Po dzisiejszej scenie, doszedł do wniosku, że powinien pozostać neutralny. Nie mieszać się w żadne konflikty rasowe, rodzinne, a tym bardziej najbanalniejsze z tych wszystkich, czyli o Joss.
Ren powoli rozumiał, jak działa ten dar. W czasie walki praktycznie go nie wyczuwał, co oznaczało, że mała go nie kontroluje i w czasie silnych emocji on zanika. I można się mu czasami oprzeć. Duży wpływ na ten dar, ma też sposób jej bycia, poruszania się i mówienia. Ale każdy urok można odeprzeć.
Może jedna ze starych sztuczek Łowców tu się przyda.
Ren powoli złożył ręce w gniazdo. Z umysłu wyrzucił wszystkie myśli, wspomnienia. Pozwolił, by jego umysł zalała wola oporu, walki i przeciwstawienia się urokowi. Gdy wyczuł odpowiedni moment zamknął te uczucia w części swojego umysłu. Siedział tak jeszcze kilka minut, przyswajając i ucząc się z tego korzystać.
Uśmiech powoli wypełnij jego twarz. Ziarno oporu, które zasadził, wykiełkowało pozwalając na praktyczne zniwelowanie uroku. Jednak w ciąż nie całkowite, jednak na tą chwilę, to musiało mu wystarczyć. Odkrył też, że pomaga dziewczynie, bo może zdobyć jakiś artefakt, lub po prostu mieć okazję, by trochę powalczyć.
- Kiedy ruszamy? Ta okolica nie jest bezpieczna, a my narobiliśmy tu trochę hałasu. Lepiej, byśmy szybko stąd odeszli.
Avatar użytkownika
Ren
Zbłąkana Dusza
 
Rasa: Łowca Dusz
Aura: Aura dość silna, koloru żelaza z nikłymi przebłyskami srebra. Wokół roztacza się szmaragdowa poświata, której towarzyszy trzask płomieni. W aurze można rozróżnić dominujący zapach siarki oraz nikły podmuch palących się włosów. W dotyku jest giętka, twarda oraz ostra, smakuje natomiast łagodnie i słodko, jest trochę lepka.
Wygląd: Lata walk na Arenie spowodowało, że ciało Rena jest zdeformowane bliznami. Jednak nie oszpecają go, jakby się mogło wydawać, ale nadają
charakteru wojownika. Tak samo jak krwiste oczy z poziomymi źrenicami. Bije od nich spokój, determinacja i odwaga. W postaci piekielnej Ren jest
wysoki na dwa metry i chudy. Jego skóra ma szarawy odcień popiołu, a długie, kruczoczarne włosy ...
(Więcej)

Postprzez Orlando » Pt lip 01, 2011 3:15 pm

Coś wciągnęło go pod ziemię i nie wiedział kompletnie co się dzieje. W mgnieniu oka został unieruchomiony. Zaczął się szamotać, próbował wykonać nawet najmniejszy ruch, ot chociażby poruszyć palcem, ale cały wysiłek spełzł na niczym. Uśmiechnął się tylko pod nosem, a wiedział że zdołali go już pokonać, ale wolał dalej zgrywać wojownika. Ze stoickiego spokoju wyrwała go przemowa Josette, która zaczęła "jęczeć" naokoło jak to zwykła robić w tym wieku, jak na dzieciucha przystało. Znał ją zbyt dobrze, ale z tym, że robiła się coraz bardziej zdecydowana.... to dobrze. Mniej jej będzie miał do przekazania jako brat, co ma robić itd. W końcu przecież musi umieć się o siebie zatroszczyć.
- A więc to tak? Po tym wszystkim co zrobiłem moja siostrzyczka się chce ode mnie odwrócić?  *Na jego twarzy namalował się złowieszczy uśmieszek, wiedział bowiem że małej niedługo powinno przejść. Wkurzało go tylko, że postanowiła się z tym zwrócić do kogoś innego, niż poszukać go obydwoje, razem. Zwrócił się do całej reszty, która głupawo zaczęła pieprzyć triumfalnie od rzeczy.* - Puszczaj! To moja siostra, a nie twoja. Damy sobie radę i bez was.
  Chociaż mówiąc to, wiedział jak wygląda sytuacja.... "dam sobie radę", a zagrzebany jest w ziemi po szyję. Zaśmiał się w duszy, ale dalej pozostawał wściekły. Sprawę postawił jasno, ale ze względu na zaistniałą sytuację będzie musiał z nimi pójść na ugodę.... ale pod jednym warunkiem.
- Jestem zdany na Josette, bo z nikim obcym nie zamierzam się zadawać.
  Tego, co przed chwilą do niego powiedziała już raczej nie skomentował. Tkwił w bezruchu zakopany w ziemi. Pająk łażący mu po ciele wyszedł wreszcie na powierzchnię, ale zagwizdał cicho, by ten na razie nikogo i niczego nie atakował. Kazał mu się zatem schować, całą swoją uwagę zaś skupił na swojej siostrze.
Avatar użytkownika
Orlando
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Airandill, Draven,
Rasa: Wampir
Aura: Cynowa aura o słabej sile i rubinowej poświacie. Wokół niej nie słychać żadnego dźwięku. Towarzyszy jej zapach świeżej krwi. W dotyku jest szorstka i miękka a w smaku słona i ostra.
Wygląd: Cóż można o nim powiedzieć... Mężczyzna o słabej posturze, jego wzrost to 171 cm, ma białe krótkie włosy, które bezładnie opadają mu na czoło. Jego oczy
są czerwone, zarówno za dnia jak i w nocy. Bez wątpienia jest więc wampirem i nie kryje się z tym. Zawsze ubiera się na czarno, ze szpiczastym kołnierzem
oraz ciasnymi rękawami. Nie jest za bardzo przystojną ...
(Więcej)
Uwagi: Zimna i niemiła postać, bardzo często aż ma się ochotę go unikać.

Postprzez Josette » So lip 02, 2011 9:42 am

Nie miała zamiaru ani ustępować, ani reagować w jakikolwiek sposób. Albo się uspokoją, albo ona ich wszystkich zostawi. Bo co to jest?! Zachowują się jak rozkapryszone bachory. Gorzej od niej. Szczyt wszystkiego. Nic tylko ich wszystkich pozamykać za kare w swoich pokojach i kolacji nie dać.
Teraz jednak miała wielką ochotę odsunąć się i schować w ramionach Orlando, a to za sprawą dotyku obcego mężczyzny. Czuła się dziwnie i niekoniecznie dobrze. Póki co neutralnie, ale może się to zmienić. Jeden nieostrożny ruch. jak na razie jednak wiedziała, że tu jest najbezpieczniejsza. Jak oni zaatakują, to Kansei stanie w jej obronie, i oberwie tylko on i reszta. Ona będzie cała. Jednak co z tego, skoro nie zapowiadało się  na kolejną walkę? Jak na razie wszyscy wydawali się być pochłonięci kontemplowaniem tego, czy dziewczyna nie ma przypadkiem racji. A miała i to było jasne.
A jeżeli ten pomruk z jego  strony miał ją uspokoić, to się wampirek przeliczył. Tak się nie stało, a żeby było zabawniej miała ochotę znowu protestować. Zrobiłby to SIŁĄ. A o SIŁĘ się rozchodziło. Nie. Nie może tego zrobić.
W w tej chwili zobaczyła, że Demon wyrwał się spod jej uroku. Zobaczyła, bo wyczuć nie mogła, ale chytry uśmiech na jego twarzy utwierdził ją w tym przekonaniu. Westchnęła cicho. Idiota. Nie wie co robi. Po co mu to było? Może jej uwierzyć, że lepiej być pod działaniem jej uroku, bo tak jest po prostu bezpieczniej. No chyba że a wyjątkowo silną wole.
- Nie, braciszku. Wierz aż za dobrze, że jesteś co najmniej połową mojego świata, ale nie zniosę twojej dumy. Nie robię tego, bo się od ciebie odwracam. Robię to, bo uważam, ze ciągłe błądzenie w ciemności po omacku nie ma żadnego sensu. Poznałam osobę - tu spojrzała na Smoka- która znała dobrze tatę. Później dołączył do nas wampir, który był jego przyjacielem. PRZYJACIELEM, Orlando. Jeżeli wierz co oznacza to słowo, to powinieneś zdawać sobie sprawę z tego, że on jest w stanie oddać życie, za dzieci swojego druha. Za dzieci. A tymi dziećmi jesteśmy my. -  odetchnęła przez chwilę. Po chwili,  kiedy on zaczął znowu gadać coś o tym, że niby sobie poradzą, ponownie w niej rozkwitła żądza uciszenia go, choćby siłą. - Nie, bracie. Nie porazimy sobie. Ja jestem za słaba, żeby sama polować. A  ty, spójrzmy prawdzie w oczy, nie nadajesz się do otwartej walki. To cud, że radziliśmy sobie do tej pory. - powiedziała. Mówiła spokojnym głosem, jakby tłumaczyła coś małemu dziecku.
Obserwowała jego reakcję, ale nie miała okazji rozpoznać o co mu chodzi. Ucieszyła się jednak, kiedy nie miał zamiaru dłużej walczyć i się zda na nią. Może w końcu zauważy, że dziewczyna jest lepszym negocjatorem od niego.
- Uwolnijcie go. Proszę. Nic nie zrobi. Mam nadzieję. - powiedziała, jednak ostatnie zdanie wymówiła niemal bezszelestnie i usłyszeć je mógł tylko Kansei. - A teraz. Ja muszę odpocząć. Wy też powinniście. Wszyscy. Zatem wszystko ustalcie siebie jak ja udam sie na spoczynek, albo jutro rano. Wyruszamy moim zdaniem jak najszybciej, ale nie ja tu się na tym znam. - zakończyła, wstając i nie zważając na wszystkich udała się w jak najdalsze miejsce, osłonięte od wiatru, aby w końcu odpocząć i się uspokoić.
"Wyruszam po tatę! Niedługo znów będziemy  razem!"
Avatar użytkownika
Josette
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Siobhan,
Rasa: Wampir
Aura: Aura o średniej sile, koloru cynowo-miedzianym. Otacza ją ametystowa poświata, przy której nie słychać żadnych dźwięków. Podchodząc bliżej można wyczuć zapach świeżej krwi. W dotyku jest giętka, miękka oraz ostra i gładka. W smaku natomiast można wyczuć kwaśność, łagodność i słodycz, a także lepkość.
Wygląd: Dziewczyna ma długie, niemal za pas włosy, połyskujące przyjemnie odcieniami blondu. Są tak jasne, że niemal wpadają w biel, ale ich piękno i naturalnie zadbana faktura, zdają się wyjątkowe, nawet jak na małą wampirkę. Własnie te włosy, okalają śliczną, wiecznie uśmiechniętą twarzyczkę dziewczyny. Uwydatniają jej czerwone oczy, pełne wesołych ogników i lekko kpiarskiego ... (Więcej)

Postprzez Kansei » Pn sie 22, 2011 9:23 pm

Kansei niemal natychmiastowo zdjął rękę z młodej wampirzycy, kiedy poczuł, że ta czuje się nieswojo i cóż.. w końcu Josette ma dopiero 15 lat, a nasz arystokrata 123. To taka trochę pedofilia, nie? Od tego momentu Kan postanowił nie dotykać dziewczyny, dopóki ta nie oswoi się z całą tą sytuacją. Gdy dziewczyna odeszła gdzieś na bok, by udać się na spoczynek, wampir pojawił się tuż przed Orlando. Jednym silnym ruchem wbił dłonie w ziemię i łapiąc brata Jos za ubranie, wyciągnął go siłą z ziemi. Postawił młodzieniaszka przed sobą i z uśmiechem na ustach zaczął lekko otrzepywać chłopaka z ziemi.
- No.. Tak o wiele lepiej, nieprawdaż, przyjacielu?
Mruknął.
- A teraz doprowadź się do porządku.. - zwrócił się ku Xanderowi - Nie wiem jak wy, ale ja uważam, że powinniśmy wziąć przykład z młodej damy i walnąć w kimę. A bynajmniej ja mam taki zamiar..
Kiwnął głową ku obu mężczyznom i niemal bezszelestnie udał się pod jedno z wielkich drzew. Nie miał zamiaru zakopywać się w ziemi, wdrapywać się na gałąź lub kombinować na różne sposoby, aby mu było wygodnie. Po prostu walnął swój arystokratyczny tyłek pod drzewem, plecami opierając się o nie. Zgiął nogi w kolanach i opierając na nich ręce, powoli przymknął oczy. Jednak nie miał zamiaru udać się do krainy Morfeusza.. O nie. Kansei udał się w sen raczej jakby medytacji. Słuchem i węchem ciągle obserwował otoczenie. Byłby głupcem, gdyby nie pilnował się w obcym i nowo poznanym towarzystwie..
Avatar użytkownika
Kansei
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Narii,
Rasa: Wampir
Aura: Aura o przeciętnej sile, żelaznego kolorze roztaczająca głęboką, bursztynową poświatę. Wydaje nietypowy, trudny do określenia zapach. Napełnia usta smakiem gorzkim i słonym, ale łagodnym. Aura w dotyku jest giętka i ostra. Wydaje trwający w nieskończoność, rozdzierający duszę krzyk agonii.
Wygląd: Kansei to chłopak o przeciętnej budowie ciała. Postawę ma lekko przygarbioną, często chodzi z rękami w kieszeniach. Mierzy dobre 183cm wzrostu, a waży wprost proporcjonalnie do swojej wysokości. Twarz chłopaka można zaliczyć do mało pociągłych, raczej bardziej jajowatych. Spod wpół przymkniętych powiek, widać znudzone oczy, przeszywające ofiarę niemiłymi dreszczami. Ciągle ... (Więcej)

Postprzez Xander » Pn sie 22, 2011 10:45 pm

Widząc jakim sposobem Kansei wyciąga braciszka Josette z ziemi, pop prostu chciał zaryczeć gromkim śmiechem. Przecież najnormalniej w świecie mógł anulować zaklęcie, lecz zamiast tego woleli cali się ubrudzić i posiłować.. Rozejrzał się dookoła gdzie spostrzegł małą wampirkę, którą mącił już sen, a zaraz potem usłyszał głos najstarszego z wampirów. Już miał mu odpowiedzieć, gdy w słowo wszedł mu Ren, który oświadczył, że dość ma wampirów i wynosi się z tej pokręconej brygady, bez słowa pożegnania po prostu odszedł w swoją stronę. Cóż, bywa, pomyślał Moran wracając do tematu sapania. Spojrzał po wampirach i rzekł po chwili zastanowienia:
- Wszyscy troje potrzebujecie snu. Idźcie spać ja obejmę całonocną wartę, nie potrzebuję takiego snu jak wy, więc się nie martwcie - dodał z uśmiechem, po czym poważnie skupił wzrok na chłopakach - Tylko proszę bez żadnych kłótni i bójek, to że nie potrzebuję snu, nie znaczy, że nie potrzebuje spokoju.. No, chyba, że wolicie spędzić noc zakopani po szyje w ziemi - powiedział z zadziornym uśmiechem i oddalił się do głazu stojącego w cieniu, z dobrym widokiem na całą polanę. Ponownie się rozejrzał, a stwierdziwszy, ze nic nie zapowiada kolejnych atrakcji oddał się ćwiczeniom trudnej sztuki zeza. Oczywiście wzrok, słuch i co najważniejsze zmysł magiczny dalej miał czujny.
Avatar użytkownika
Xander
Błądzący na granicy światów
 
Rasa: Smok
Aura: Aura o ogromnej sile, w barwie srebra z prześwitami cyny. Emanuje szmaragdową poświatą, której towarzyszą liczne dźwięki, trzask płomieni, podmuchy wiatru, rumor spadających kamieni oraz szum morza. Zapach roztaczający, przez aurę jest ciężki dla zmysłów, gdyż tworzą go przeróżne, niezliczone zapachy. Aura w dotyku jest bardzo twarda i ostra, a zarazem gładka i giętka. Natomiast w smaku czuć pikanterie, słodycz i lepkość.
Wygląd: Xander jest młodym smokiem o średniej wielkości. Czarno-czerwone łuski podkreślają, w którym żywiole czuje się najlepiej. Chyba najciekawszym
elementem wyglądu smoka są jego oczy. Otóż zmieniają one kolor wraz z nastrojem smoka. Owe tęczowe ślepia podkreślają dwa rogi wyrastające tuż
nad
nimi. Całości dopełnia często ukazywany garnitur kłów. Zwykle nosi na ...
(Więcej)

Poprzednia strona

Powrót do Jezioro Sitrina

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron