[Mała plaża] Tajemnicze spotkanie


Jedno z trzech legendarnie zaklętych jezior, które swą nazę zawdzięcza księżniczce Sitrinie najstarszej córce króla Filipa, jest to największe z trzech jezior, a jego tafla zawsze mieni się kolorem złota.

Postprzez Josette » So cze 25, 2011 3:00 pm

-Nie! - niemal krzyknęła, kiedy Xan zaproponował pokazanie swej prawdziwej formy. Nie. To ich jedyna przewaga jak na tą chwile, a zrobiło się tłoczno i niebezpiecznie. - Jeszcze nie. - dodała,tym razem ze stoickim spokojem. Tak dziwnym, jak na tak młodą istotę. Mimo ze była wampirem, to i tak było niezwykłe. Z reguły jej pobratymcy w tym wieku byli dość... Dzicy. Niektórym to zostaje, jak na przykład jej braciszkowi.
Wcześniej przysłuchiwała się temu, co Smok mówił o jej ojcu. Czyli nie był taki, za jakiego go miał Orlando. Był dobrym wampirem. Nie zostawił ich, tak jak podejrzewali. Nie stchórzył i nie miał złych intencji. Uśmiechała się lekko i podciągnęła nogi do brody. Mimo że przed chwilą jadła, to była zmęczona i nie do końca panowała nad odruchami. Uroki bycia jeszcze dzieckiem.
Teraz miała okazję obserwować jak PIEKIELNY kaja się przed wampirem! Cóż za wspaniały widok. Nie bardzo wiedziała, czy może okazać rozbawienie, ale powstrzymała się, pozwalając sobie tylko na szeroki uśmiech, który lamie serca z lodu.
- Nie chowam się! - zaprotestowała, kiedy tamten Ren... Chyba. Zwrócił się do niej. O nie! Ona się nie chowała. A jeśli tak, to nieświadomie, bo teraz w jej naturze przewagę ma instynkt samozachowawczy. Obserwowała ter jego ruchy. Powolne, kiedy czyścił flet. Czyżby umiał grać? A może... jak coś zagra, to ona poćwiczy umiejętność władania swoim głosem. Może uda jej się namówić gościa, na duecik. Takie małe odstępstwo od walk i ucieczki. To by było miłe.
- Mój tata został porwany przez króla Liczy. - wyjaśniła cicho. Jej humor wyparował, niczym dotknięty ostrą igłą. W jednaj chwil znikł uśmiech i wesołe iskierki w oczach. - Ta dwójka - wskazała na towarzyszy- Wie gdzie on jest, i mam nadzieję zechce mi pomóc. Choć i tak bym poszła. Nawet sama. Nie powstrzyma mnie jakiś tam samozwańczy król, przed znalezieniem ojca. i myślę, że nie miałabym nic przeciwko twojemu towarzystwu. Chyba że komuś ono przeszkadza...? - powiodła wzrokiem po zgromadzonych.
-Tak! Zagraj. - jej uśmiech wrócił. Znowu zdawała się być beztroska.  - Ale pod warunkiem, ze ja mogę pośpiewać? - Zapytała z cwanym uśmiechem. Była teraz taka urocza, ze to niemal niemożliwe.
Avatar użytkownika
Josette
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Siobhan,
Rasa: Wampir
Aura: Aura o średniej sile, koloru cynowo-miedzianym. Otacza ją ametystowa poświata, przy której nie słychać żadnych dźwięków. Podchodząc bliżej można wyczuć zapach świeżej krwi. W dotyku jest giętka, miękka oraz ostra i gładka. W smaku natomiast można wyczuć kwaśność, łagodność i słodycz, a także lepkość.
Wygląd: Dziewczyna ma długie, niemal za pas włosy, połyskujące przyjemnie odcieniami blondu. Są tak jasne, że niemal wpadają w biel, ale ich piękno i
naturalnie zadbana faktura, zdają się być wyjątkowe, nawet jak na małą wampirkę. Własnie te włosy, okalają śliczną, wiecznie uśmiechniętą twarzyczkę
dziewczyny. Uwydatniają jej czerwone oczy, pełne wesołych ogników i ...
(Więcej)

Postprzez Ren » So cze 25, 2011 9:31 pm

Ren uśmiechnął się delikatnie.
- Dobrze. Ale cóż, znam bardzo mało melodii, do których są słowa.
Powolnym ruchem przyłożył flet do ust, nabrał powietrza i rozpoczął koncert. Rytmicznie poruszał palcami, grając skoczną, wesołą i co najważniejsze znaną pioseneczkę. Opowiadała o młynarce, która zakochała się w szlachcicu. By mu się spodobać, wykonywała śmieszne i niepotrzebne zabiegi upiększające. Jednak on nie zwracał na nią najmniejszej uwagi. W końcu, strasznie tym rozeźlona cisnęła w niego worek mąki. I żyła sobie dalej.
Ren wsłuchał się w muzykę. Jej głos, jego muzyka i pasja obojga doprowadziły, że to, co mogło istnieć bez siebie, tutaj było jednością. Piękno, jakim była ta muzyka, wypływały spod jego palców i jej gardła. Czuł, jakby ona materializowała się w powietrzu. Rozweselała, powodowała salwy śmiechu i łez radości.
Gdy skończyli, wszyscy patrzyli się na nich jak w obraz. Ren odjął flet i rozejrzał się po zgromadzonych.
- Znam jeszcze jeden utwór. Raczej melodię. Nie jest ona wesoła, ale Ci, którzy stracili bliskich, powinni ją zrozumieć.
Ponownie przyłożył instrument do ust. Rozpoczął cicho, palce poruszały się powoli, ale pewnie. Zamknął oczy i zatracił się w muzyce. Melodia, była jak utrata bliskich, jak smutek, żal i tęsknota. Opowiadała, o stracie, bólu. Ale także o nadziei i walce. O końcu i nowym początku. Była wolna, jak morska bryza, cicha jak szelest, ale pełna nieopisanej mocy. wdzierała się do serca, umysłu i oczu słuchającego. Przywoływała dawno zapomniane wspomnienia. Te dobre, jak i te złe.
Ren oczami duszy zobaczył swój dom, którego prawie nie pamiętał. Przyjaciół, rodzinę. Przypomniał sobie swoje walki, z których wychodził zwycięsko. Pasję, z jaką oddawał się sztuce.
Powoli zakończył grać. Nie odzywał się. Zawiesił głowę na piersi. Kontemplował, wspominał. Nie chciał, by czar, który tak trudno było wykonać, zniknął od niechcianego słowa. Dźwięku czyjegoś głosu. Podniósł wzrok na pozostałych. Z ich wyrazu twarzy nie potrafił wyczytać absolutnie nic.
- To tyle. Sam to napisałem. Chciałbym poznać waszą opinię, czy ten utwór, powinna usłyszeć szersza publiczność...
Avatar użytkownika
Ren
Zbłąkana Dusza
 
Rasa: Łowca Dusz
Aura: Aura dość silna, koloru żelaza z nikłymi przebłyskami srebra. Wokół roztacza się szmaragdowa poświata, której towarzyszy trzask płomieni. W aurze można rozróżnić dominujący zapach siarki oraz nikły podmuch palących się włosów. W dotyku jest giętka, twarda oraz ostra, smakuje natomiast łagodnie i słodko, jest trochę lepka.
Wygląd: Lata walk na Arenie spowodowało, że ciało Rena jest zdeformowane bliznami. Jednak nie oszpecają go, jakby się mogło wydawać, ale nadają
charakteru wojownika. Tak samo jak krwiste oczy z poziomymi źrenicami. Bije od nich spokój, determinacja i odwaga. W postaci piekielnej Ren jest
wysoki na dwa metry i chudy. Jego skóra ma szarawy odcień popiołu, a długie, kruczoczarne włosy ...
(Więcej)

Postprzez Xander » So cze 25, 2011 10:05 pm

W końcu doszli do porozumienia pomyślał smok, po czym rozluźnił się i zaczął przysłuchiwać się melodii Rena i śpiewu Jos... Tak, to na prawdę było coś. Mała dała naprawdę piękny popis, tak samo piekielny. Prosta opowieść, dość już oklepana, a jednak wciąż wielce lubiana. Ze szczerym uśmiechem na ustach, poklaskiwał w rytm melodii. Gdy radosnej balladzie przyszedł kres tymi słowy odezwał się do swych towarzyszy:
Co prawda, to prawda... Duet z was wyśmienity, aż miło się słucha tak zgranej pary. pogratulował, z wciąż tym samym, szerokim uśmiechem na twarzy. Teraz miało nastąpić zmienienie klimatów pieśni. Otóż Ren chciał zagrać swoją autorską melodię, która przywodzi mu na myśl dawne czasy oraz to co utracił najcenniejszego, czyli swych bliskich...
Tak... Utwór, właśnie to przyniósł mu do głowy... Dom, góry, rodzinę... Wszystko to pozostawił z własnej decyzji, jednak wciąż niewątpliwie tego żałował. Wyzbył się ich dla odbycia przygód, pomimo że nigdy nie mieli mu tego za złe, czuł się z tym źle... I to bardzo źle. A w szczególności dlatego że zostawił ich samych, tak może są smokami, jednak i smoki spotyka starość. A na domiar złego, musieli wychować kolejne dziecko, jego już stuletnią siostrzyczkę. Tak i to kolejny powód jego żałoby, nigdy nie miał jak porozmawiać ze swą rodzoną siostrą, lecz gdy wyruszał w świat nie odczuwał żadnych braków, żadnej pustki w sercu... Bo wtedy miał ją czym zastąpić, ciągłe przygody, dzięki którym zapominał... Nie, starał się zapomnieć, lecz i to nie trwało długo, wciąż pustka się powiększała, wraz z tęsknotą...
Och, Renie... Nie jestem pewien, czy zwykły motłoch byłby w stanie docenić tematykę twojego utworu... Mnie osobiście, przywiodła ona na myśl dom, ojca, matkę i siostrzyczkę... Rodzime góry w których od stu lat nie przebywałem..
Avatar użytkownika
Xander
Błądzący na granicy światów
 
Rasa: Smok
Aura: Aura o ogromnej sile, w barwie srebra z prześwitami cyny. Emanuje szmaragdową poświatą, której towarzyszą liczne dźwięki, trzask płomieni, podmuchy wiatru, rumor spadających kamieni oraz szum morza. Zapach roztaczający, przez aurę jest ciężki dla zmysłów, gdyż tworzą go przeróżne, niezliczone zapachy. Aura w dotyku jest bardzo twarda i ostra, a zarazem gładka i giętka. Natomiast w smaku czuć pikanterie, słodycz i lepkość.
Wygląd: Xander jest młodym smokiem o średniej wielkości. Czarno-czerwone łuski podkreślają, w którym żywiole czuje się najlepiej. Chyba najciekawszym
elementem wyglądu smoka są jego oczy. Otóż zmieniają one kolor wraz z nastrojem smoka. Owe tęczowe ślepia podkreślają dwa rogi wyrastające tuż
nad
nimi. Całości dopełnia często ukazywany garnitur kłów. Zwykle nosi na ...
(Więcej)

Postprzez Kansei » So cze 25, 2011 10:31 pm

- No i taka postawa jest godna podziwu.. Teraz zaczynam Cię doceniać.. Ren'ie.
Odpowiedział z na prawdę prawdziwym uśmiechem na twarzy, który od dawien nie gościł na twarzy wampira. Zawsze musiał udawać twardziela, nigdy w jego życiu nie było sytuacji, lub chwili, żeby chłopak mógł pokazać swoje zadowolenie poprzez uśmiech. A tu nagle zwykłe słowa sprawiły, że Kansei się.. uśmiechnął. Uścisnął on dłoń piekielnego, a następnie powrócił na swoje dawne miejsce.
(...) Kiedy nowy towarzysz przygody zaczął grać na swym niesamowitym instrumencie, wampir rozejrzał się po twarzach wszystkich zebranych. Wsłuchał się w melodię, kiwając się lekko na boki, do jej rytmu. Cóż za.. piękna scena. W pewien wieczór z pięknym zachodem słońca, spotkały się cztery istoty.. Trzy odmienne rasy, a jednak potrafią się dogadać. Ta scena była po prostu jak z jakiegoś filmu. Myślę, że stworzymy zgraną drużynę, pomyślał, a na końcu spojrzał na Jos.
Gdy piekielny zaczął swą drugą, własną melodię, Kansei'owi nie przypomnieli się jego rodzice, czy też dziadkowie, których nigdy nie miał.. Prawda jest taka, że jego mama i tata po prostu go spłodzili, kobieta urodziła i zostawili go na pastwę Króla Liczy. Żadne z nich nie opiekowało się małym dzieckiem, ponieważ.. bali się tego cholernego króla.
Wampir przymknął lekko oczy i położył się na ziemi, głowę podpierając na dłoniach. Najbardziej tęsknił za swym prawdziwym, a nawet jedynym przyjacielem.. Tassaud'em.
- Powiem Ci chłopie, że.. masz talent! Jesteś niesamowity!
Wykrzyknął wesoło chłopak i spojrzał na Ren'a, który przed chwilą skończył grać..
Avatar użytkownika
Kansei
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Narii,
Rasa: Wampir
Aura: Aura o przeciętnej sile, żelaznego kolorze roztaczająca głęboką, bursztynową poświatę. Wydaje nietypowy, trudny do określenia zapach. Napełnia usta smakiem gorzkim i słonym, ale łagodnym. Aura w dotyku jest giętka i ostra. Wydaje trwający w nieskończoność, rozdzierający duszę krzyk agonii.
Wygląd: Kansei to chłopak o przeciętnej budowie ciała. Postawę ma lekko przygarbioną, często chodzi z rękami w kieszeniach. Mierzy dobre 183cm wzrostu, a waży wprost proporcjonalnie do swojej wysokości. Twarz chłopaka można zaliczyć do mało pociągłych, raczej bardziej jajowatych. Spod wpół przymkniętych powiek, widać znudzone oczy, przeszywające ofiarę niemiłymi dreszczami. Ciągle ... (Więcej)

Postprzez Josette » N cze 26, 2011 10:23 am

Podczas tej skocznej melodii, Jos poprawił się humor i wróciła energia. Nie dość, że jej śpiew niósł się po całej maleńkiej plaży, to jeszcze dziewczyna wstała i wesoło pląsała. jej ruchy były delikatne, dziewczęce. Nie było w nich nic ze zwykłej nieporadności dziewek ze wsi, choć same kroki były bardzo zbliżone. Podczas śpiewu, krążyła pomiędzy mężczyznami, ani trochę nie skrępowana tym, ze oni na nią patrzą. Bo po co?! Jaka to wspaniała zabawa. Włosy miała rozwiewana przy każdym ruchu, jej słodki głos docierał do ludzi, a nogi same niosły, w rytm melodii.
Pomiędzy wersami śmiała się maksymalnie uszczęśliwiona. Teraz nikły każde troski. Choć jak wiadomo wszystko musi się skończyć. Melodia ucichła, a następna natychmiast sprowadziła dziewczynkę na ziemie. Opadła z poważną miną obok Kansei'a. Wszytko zawirowało, a dziewczynka znalazła się w domu. Gdzie brat jeszcze się uśmiechał, gdzie mama śmiała się, patrząc jak jakaś śliczna i malutka wampirka sączy z kubeczka czerwony płyn. Ojciec też tam był. Cały. Szczęśliwy i uśmiechał się do niej, wyciągając zza siebie kolejny piękny strój, który przywiózł z dalekiej wyprawy. A mała dziewczynka tyko się uroczo śmiała, wyciągając łapki.
Gdyby tylko Jos mogła płakać, na pewno teraz by wylewała wszelkie możliwe łzy z oczu. Patrzyła szeroko otwartymi, czerwonymi oczami na Ren'a i lekko drżała. Wszystko powracało ze zdwojoną siłą, powodując u dziewczyny niesamowite uczucia. Z jednej strony smutek, żal, ból, a z drugiej... Szczęście, niepewność, tęsknotę za tym, co minione.
Kiedy tamten skończył Josette milczała przysłuchując się pochwałom płynącym z ust  pozostałych. Nie była pewna, czy może zaufać własnemu głosowi i wolała nie ryzykować. Cały czas opanowywała drżenie ciała, które nie chciało ustąpić. Wiedziała, że Kansei siedzący obok, doskonale czuje to, co się działo z jej małym ciałem, jednak nie chciała się odzywać. W końcu jednak odważyła się i wyszeptała.
- Przepraszam, panowie. Pozwolicie, że się położę, prawda?- i nie czekając na reakcję położyła się na ziemi niecały metr za nimi, w stronę jeziora.
Jej wzrok błądził po niebie, starając się oderwać na chwilę od tamtej wizji. To był pierwszy raz, od zawitania w Granicy, kiedy ona o tym myślała. I to było odrobinę straszne. Mała wyrzuty sumienia, że ledwo pamięta matkę.
Leżała tak, kompletnie zdaje się zapominając, że ma towarzystwo.
Avatar użytkownika
Josette
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Siobhan,
Rasa: Wampir
Aura: Aura o średniej sile, koloru cynowo-miedzianym. Otacza ją ametystowa poświata, przy której nie słychać żadnych dźwięków. Podchodząc bliżej można wyczuć zapach świeżej krwi. W dotyku jest giętka, miękka oraz ostra i gładka. W smaku natomiast można wyczuć kwaśność, łagodność i słodycz, a także lepkość.
Wygląd: Dziewczyna ma długie, niemal za pas włosy, połyskujące przyjemnie odcieniami blondu. Są tak jasne, że niemal wpadają w biel, ale ich piękno i
naturalnie zadbana faktura, zdają się być wyjątkowe, nawet jak na małą wampirkę. Własnie te włosy, okalają śliczną, wiecznie uśmiechniętą twarzyczkę
dziewczyny. Uwydatniają jej czerwone oczy, pełne wesołych ogników i ...
(Więcej)

Postprzez Orlando » N cze 26, 2011 8:29 pm

A więc to tak... jego siostra znowu postanowiła od niego uciec. Dobrze dla niego, iż zawsze wiedział dokąd ona może się udać. Znał ją aż zanadto dobrze, by być przez nią przechytrzony tak jak i tym razem. Zwabiony muzyką jednego z jej towarzyszy dotarł aż nad małą plażę, gdzie obecnie przebywali. Ubrany w to samo co zawsze. Skórzane, zaniedbane ubranie ze spiczastym kołnierzem nadający jego czerwonym oczom groźniejszy wygląd, oczyma czerwonymi jak purpurowa krew obserwował zgromadzenie. W pewnym momencie wkroczył spektakularnie. W mgnieniu oka pojawił się przed samą Josette, otoczoną też przez jej towarzyszy, tak jakby mieli się gdzieś zaraz wybierać... i to bez jego wiedzy.
  - Ty gówniaro, znowu mi się gdzieś wymykasz?
  Zaczął wrogo, wyraźnie ignorując pozostałych.
  - Nie masz pojęcia jak się martwiłem... co ty sobie wyobrażasz? Nie wiem co tym razem kombinujesz i szczerze powiedziawszy mam to gdzieś, ale wracasz ze mną i to w tej chwili!
  Wyciągnął do niej rękę jakby chciał ją zabrać od tego podejrzanego towarzystwa. Jakaś banda wampierzy, demon chyba i smok... święto jakieś?! Do nich się wreszcie zwrócił z przymkniętymi oczyma.
  -Dobrze radzę... od mojej siostry... WARA!  
  Gniewnie zarzucił ostatnie słowo, jakby chciał wywrzeć na zgromadzeniu wielką presję.
Avatar użytkownika
Orlando
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Airandill, Draven,
Rasa: Wampir
Aura: Cynowa aura o słabej sile i rubinowej poświacie. Wokół niej nie słychać żadnego dźwięku. Towarzyszy jej zapach świeżej krwi. W dotyku jest szorstka i miękka a w smaku słona i ostra.
Wygląd: Cóż można o nim powiedzieć... Mężczyzna o słabej posturze, jego wzrost to 171 cm, ma białe krótkie włosy, które bezładnie opadają mu na czoło. Jego oczy
są czerwone, zarówno za dnia jak i w nocy. Bez wątpienia jest więc wampirem i nie kryje się z tym. Zawsze ubiera się na czarno, ze szpiczastym kołnierzem
oraz ciasnymi rękawami. Nie jest za bardzo przystojną ...
(Więcej)
Uwagi: Zimna i niemiła postać, bardzo często aż ma się ochotę go unikać.

Postprzez Josette » N cze 26, 2011 9:14 pm

W pewnym momencie, nie zwracając uwagi na nikogo zerwała się z miejsca. Przez zapachy wszystkich postaci, przebił się ten jeden. Ten, który znała odkąd pojawiła się na świecie. Zapach jej braciszka, który chyba najwyraźniej był wściekły, bo pędził w ich stronę. To znaczyło tyle, co słowa "Świętej Pamięci" przy każdym nazwisku osób zgromadzonych. Wiedziała. Orlando był zbyt nadopiekuńczy.
Kiedy wyskoczył zza krzaków, dziewczyna pisnęła z przerażeniem i natychmiast się skuliła.Wiedziała że on jej krzywdy nie zrobi.  Nie potrafiłby, ale równie dobrze mógł ją tak zrugać, że dziewczyna by do końca życia wlała zostać zakopana 20 metrów pod ziemią, niż gdziekolwiek z nim iść. Szybko jednak odzyskała dawny animusz i starała się zachować kamienna twarz. Aktorstwo nie idzie na marne. Nigdy.
- Po pierwsze. Nie mów tak do mnie. Nie jestem dzieckiem, a żeby było zabawniej, jestem wampirem i potrafię sobie poradzić. - wycedziła przez zaciśnięte zęby. Była bardzo zła. - Po drugie. Nie takim tonem. Dla twojej wiadomości, jesteś wśród ludzi którzy chcą pomóc twojej niby "Ukochanej Siostrzyczce" znaleźć ojca. - dodała. Nadal jej  głos był przepełniony jadem, choć nie można było w nim wyczuć ani grama wrogości wobec młodego mężczyzny.
Odetchnęła przez chwilę, starając się zebrać myśli.
- Nigdzie nie idę. - tym razem jej słowa były spokojne. Wyprane z emocji oczy powiodły po wszystkich, aby znowu zatrzymać się na czerwonych tęczówkach brata. - Chcę znaleźć tatę. Dobrze o tym wiesz, a jak nie, to się właśnie dowiedziałeś. - w ozach zapłonęły jej iskierki, które mogły oznaczać tylko tyle, że rzucała bratu niewidzialną rękawicę. Po tych oczach można było wywnioskować, ze dziewczę ma zamiar grać na emocjach wampira.
- Te istoty, chcą mi pomóc. I czy ci się to podoba, czy nie, zrobią to. Nie bądź tak opryskliwy. Może tobie nie zależy na tacie. Ale im i mnie bardzo. ŻYJE po to aby go uratować.  Nie zniosę kolejnego tygodnia bezczynności. Prędzej czy później sama bym zaczęła szukać, na własną rękę. Chyba lepiej, jeśli będzie mi towarzyszyło paru wytrawnych wojowników. - powiedziała. Miała teraz spokojny, monotonny głos. Mimo, że jej serce szalało ze smutku i żaru determinacji. I to było widać w jej oczkach. Jak każde emocje.
Avatar użytkownika
Josette
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Siobhan,
Rasa: Wampir
Aura: Aura o średniej sile, koloru cynowo-miedzianym. Otacza ją ametystowa poświata, przy której nie słychać żadnych dźwięków. Podchodząc bliżej można wyczuć zapach świeżej krwi. W dotyku jest giętka, miękka oraz ostra i gładka. W smaku natomiast można wyczuć kwaśność, łagodność i słodycz, a także lepkość.
Wygląd: Dziewczyna ma długie, niemal za pas włosy, połyskujące przyjemnie odcieniami blondu. Są tak jasne, że niemal wpadają w biel, ale ich piękno i
naturalnie zadbana faktura, zdają się być wyjątkowe, nawet jak na małą wampirkę. Własnie te włosy, okalają śliczną, wiecznie uśmiechniętą twarzyczkę
dziewczyny. Uwydatniają jej czerwone oczy, pełne wesołych ogników i ...
(Więcej)

Postprzez Orlando » Pn cze 27, 2011 12:57 am

Zaśmiał się złowrogo i w niebogłosy. A więc siostrzyczka chce mnie przy nich poniżyć? Mógł jej równie dobrze nie ratować z płonącego domu... tak pomyślał przy oskarżeniu go, iż nie zależało mu na odnalezieniu ojca. W tym momencie zacisnął pięści. Nie chciał jej walnąć, ale musiał jakoś odreagować tylko na czym?
- Głupia. Skąd pomysł że ja nie chcę go znaleźć? Gdyby to była prawda, to nigdy byśmy tutaj nawet nie byli mała niewdzięcznico. Tyle lat już go szukam i ani śladu. I mam to gdzieś czy pójdziesz go szukać ze mną, sama czy z kimś... do tego nie trzeba byle jakich wojowników. Nawet jeśli coś mu mogło się stać, to na pewno wystarczyłby zabijaka do rozgromienia wieśniaków, którzy mogli go uprowadzić. A po drugie primo może nawet już nie żyć, jak matka.
  Złość w nim narastała po jej słowach. Miał ochotę wszystkimi siłami wpirzyć przysłowiowo jej "najemnikom" nie wiadomo z jakimi zdolnościami, ale zrobiłby to... teraz albo później. Nigdy przecież nie podejmował uczciwej walki. Opuścił wtem rękę wyciągniętą dotychczas w stronę Josette, wiedział że nie przemówi jej do rozsądku.
- Właściwie to nie muszę się tłumaczyć dziecku. Może i jesteś wampirem, ale co ty możesz wiedzieć o przetrwaniu? O byciu wampirem? Ledwie masz 15 lat, a już się czujesz jak wampirzyca? Nie rozśmieszaj mnie... Wojownik ma ciebie nauczyć jak zakradać się z tyłu wroga i ugryść w zad? Uratowałem ciebie.... niechaj będzie. Wkurza mnie jednak to że nigdy nie możesz z siebie tego wyrzucić. Być może teraz... przy tak "licznym" zgromadzeniu mi powiesz, że masz mnie już serdecznie dość? Proszę bardzo! Mam to gdzieś, bo postąpiłbym tak samo. Rzygam wszystkimi innymi istotami jakie tylko stąpają po tej zaplutej ziemi.
  Jego twarz przyjęła jeszcze bardziej groteskową minę, wyglądał jakby zaraz miał eksplodować.
- I wiesz co? Jeszcze jedno ci powiem. Ilekroć mi uciekasz, to żałuję że kiepsko ci to wychodzi. W ogóle nie umiem ciebie zgubić, bo zawsze znajdę łatwą zdobycz.
  Wiedział że są wokół nich jeszcze inni, ale najwyraźniej miał ich w poważaniu. Zniecierpliwiony już zapytał.
- Więc chcesz by inni nas w tym wyręczyli? Nawet nie umiesz zarobić na siebie, a co dopiero zapłacić za pomoc najemnikom...
  Znów się zaśmiał. Wtem zwrócił się do tego, którego muzyka tutaj przed chwilą przywiodła.
- Gdybyś zagrał to we właściwym momenie...
  Odwrócił się do swojej siostry, chwycił za ramię i siłą zaczął za sobą wlec.
- Państwu już podziękujemy... a ty siedź cicho!
Avatar użytkownika
Orlando
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Airandill, Draven,
Rasa: Wampir
Aura: Cynowa aura o słabej sile i rubinowej poświacie. Wokół niej nie słychać żadnego dźwięku. Towarzyszy jej zapach świeżej krwi. W dotyku jest szorstka i miękka a w smaku słona i ostra.
Wygląd: Cóż można o nim powiedzieć... Mężczyzna o słabej posturze, jego wzrost to 171 cm, ma białe krótkie włosy, które bezładnie opadają mu na czoło. Jego oczy
są czerwone, zarówno za dnia jak i w nocy. Bez wątpienia jest więc wampirem i nie kryje się z tym. Zawsze ubiera się na czarno, ze szpiczastym kołnierzem
oraz ciasnymi rękawami. Nie jest za bardzo przystojną ...
(Więcej)
Uwagi: Zimna i niemiła postać, bardzo często aż ma się ochotę go unikać.

Postprzez Xander » Pn cze 27, 2011 6:54 pm

Wyczuł... Tak, kolejnego wampira. Skąd oni się biorą...? pomyślał i wsłuchał się w rozmowę między rodzeństwem, "kochającą się rodzinką". Widział, że Josette, ta na prawdę z wielkim bólem przeciwstawia się bratu, jednak kocha ojca i pragnie go odnaleźć i nic nie zdoła jej w tym przeszkodzić. Najbardziej w tym młodzieńcu Xan uraziło to, jak odnosił się do swojej siostrzyczki. To jednak wytrzymał, tak samo jak gdy nazwał ich najemnikami... Też coś! Ale, gdy siłą chciał odebrać Jos silną wolę, tego już nie wytrzymał. Błyskawicznym ruchem zerwał się na nogi i w mgnieniu oka znalazł się przy tej dwójce. Nie postrzeżenie wyciągając jeden z bliźniaczych ostrzy i w ułamek sekundy później przystawiając go już do gardła wampira. To był wyśmienity dowód sprawności fizycznej smoka.
Drogi Panie, sądzę żeś się pomylił w wielu kwestiach, podczas tej jakże uprzejmej wymiany zdań w jego głoście dało się słyszeć nutę kpiny wobec wampira, jednak twarz pozostawała nie zmienna, z tym kamiennym wyrazem... Po pierwsze, tak nie odnosi się do dam, nawet jeśli są one jeszcze młode i są twoimi "kochanymi siostrzyczkami" to ostatnie dodał z wyraźnym sarkazmem w głosie Po drugie, kolego, nasza trójka nie jest żadnymi płatnymi najemnikami, jak raczyłeś nas nazwać Tym razem w głosie dźwięczała nuta gniewu i złości A po trzecie i ostatnie, zabieraj łapy od Jos, gdyż chce ona odnaleźć ojca, który zarazem był naszym przyjacielem. Wynoś się stąd inaczej moje ostrze, już więcej się nie zatrzyma
Avatar użytkownika
Xander
Błądzący na granicy światów
 
Rasa: Smok
Aura: Aura o ogromnej sile, w barwie srebra z prześwitami cyny. Emanuje szmaragdową poświatą, której towarzyszą liczne dźwięki, trzask płomieni, podmuchy wiatru, rumor spadających kamieni oraz szum morza. Zapach roztaczający, przez aurę jest ciężki dla zmysłów, gdyż tworzą go przeróżne, niezliczone zapachy. Aura w dotyku jest bardzo twarda i ostra, a zarazem gładka i giętka. Natomiast w smaku czuć pikanterie, słodycz i lepkość.
Wygląd: Xander jest młodym smokiem o średniej wielkości. Czarno-czerwone łuski podkreślają, w którym żywiole czuje się najlepiej. Chyba najciekawszym
elementem wyglądu smoka są jego oczy. Otóż zmieniają one kolor wraz z nastrojem smoka. Owe tęczowe ślepia podkreślają dwa rogi wyrastające tuż
nad
nimi. Całości dopełnia często ukazywany garnitur kłów. Zwykle nosi na ...
(Więcej)

Postprzez Ren » Wt cze 28, 2011 10:54 am

Ren kiwnął głową na znak uznania. Uśmiechnął się do swoich myśli. Jednak, dość prędko, z zamyślenia wyrwała go kłótnia rodzeństwa. Jeden rzut oka, na brata Joss wystarczył, by odnieść wrażenie, że to wręcz niesamowity cham. I gdy tylko zaczął gadać, obawy Rena potwierdziły się w całej okazałości.
Na początku nie chciał wtrącać się do kłótni. To była ich sprawa i on nie miał tu nic do powiedzenia. Słuchał tego z pokerową twarzą, która nie wyrażała absolutnie niczego. Nawet wtedy, gdy zaczął o nim mówić, jak o pierwszym lepszym zbirze. Ren miał doświadczenie z takimi osobami. Strasznie dużo gadał, starał się ukryć tym swoja słabość. Ale, skoro tak ostro rozpoczął swoją wypowiedź, musiał mieć cos w zanadrzu...
Xander dał się ponieść emocją. Pewnie skurwysyn na to czekał. No bo po co miałby być aż tak gwałtowny. Coś mi tu nie gra.
Szybko ocenił wampira. Chuderlawy, bledszy niż inne wampiry. Jego ruchy, były niemrawe, ale dość precyzyjne. Czujnie lustrował wzrokiem otoczenie. To nie jest typ wojownika.
Może, zastawił gdzieś pułapkę. Nie... To nie to. A może... Nie.
Ren szybko analizował informację. Jeśli doszłoby teraz do walki, tamten nie miałby szans. Coś na jego ramieniu przykuło uwagę Piekielnego. Skupił swój wzrok, ale nie mógł określić w stu procentach, co to takiego.
Wygląda jak nić, albo jedwab. Jest biała, a on ma czarny strój...
Ren uśmiechnął się. A więc ma na sobie coś, co pomoże mu wygrać. Pierwszym zadaniem, jest określić co to takiego.
- Bardzo piękna przemowa. Ale pozbawiona najmniejszej potrzeby jej wygłaszania. A teraz, lepiej puść swoją siostrę.- Ren miał na razie nadzieję, że tamten go posłucha.- Nie masz szans.Jest nas trzech na jednego. Zanim wykonasz jakiś ruch, Kansei wpakuje w ciebie kilka bełtów, Xander podetnie gardło, a ja... nie będę musiał robić nic. Jeśli jednak, masz tak wielką ochotę na walkę, jestem gotowy.
Wstał powoli i siłą odciągnął elfa, który na pewno nie był elfem. Był na to zbyt szybki i precyzyjny.
- To pułapka.- powiedział do niego szeptem.- Ja się tym zajmę.
W między czasie znalazł proste i skuteczne rozwiązanie.
- Podobała ci się moja muzyka?- zapytał, by odwrócić uwagę wampira.
Błyskawicznym ruchem wyciągnął flet i wygrał kilka prostych akordów. Powietrze delikatnie zafalowało od magii umysłu.
- To jest Fletnia Talentów. Mylącą nazwa, bo dzięki jej muzyce, mogę hipnotyzować wybranych słuchaczy. Znalazłeś się właśnie pod moją kontrolą.
Wygrał kilka prostych akordów, oznaczających puszczenie dziewczyny. Jak zawsze jednak miał przygotowany plan B. Pochwa miecza pokryta od środka specjalnym roztworem, pozwalała na błyskawiczne wyciągniecie miecza, bez opóźnienia, spowodowanego tarciem. W kieszeni, koło jego ręki spoczywała także bomba dymna.
Nie spuszczał spojrzenia z oczu tamtego. Ruchy dłoni, nóg i ciała mogą kłamać. Oczy nie. powoli, opierając się, wampir puścił Joss. Ren błyskawicznie schował flet i wyszarpnął broń.
- Skoro twoja siostra jest bezpieczna, odejdź. Nie mam ochoty cię zabijać. I radze nie używać tej pułapki, czy jak to chcesz nazwać. Mam prawie trzy dekady praktyki walk ze wszystkim.
Jego spojrzenie emanowało spokojem. Był przygotowany na wszystko i wiedział, że jego szybkość, a także około dwa metry przerwy ochronią go przed atakiem wampira.
Avatar użytkownika
Ren
Zbłąkana Dusza
 
Rasa: Łowca Dusz
Aura: Aura dość silna, koloru żelaza z nikłymi przebłyskami srebra. Wokół roztacza się szmaragdowa poświata, której towarzyszy trzask płomieni. W aurze można rozróżnić dominujący zapach siarki oraz nikły podmuch palących się włosów. W dotyku jest giętka, twarda oraz ostra, smakuje natomiast łagodnie i słodko, jest trochę lepka.
Wygląd: Lata walk na Arenie spowodowało, że ciało Rena jest zdeformowane bliznami. Jednak nie oszpecają go, jakby się mogło wydawać, ale nadają
charakteru wojownika. Tak samo jak krwiste oczy z poziomymi źrenicami. Bije od nich spokój, determinacja i odwaga. W postaci piekielnej Ren jest
wysoki na dwa metry i chudy. Jego skóra ma szarawy odcień popiołu, a długie, kruczoczarne włosy ...
(Więcej)

Postprzez Kansei » Wt cze 28, 2011 4:17 pm

A co na to Kansei? On.. przyglądał się całej tej scenie z niesamowitym spokojem. Na jego ustach pojawił się arogancki uśmieszek. Ach te młode wampiry.. Są takie porywcze, a czasami tak się zagalopują, że wpadają w niesamowity szał.. , pomyślał wampir i zaczął przyglądać się swojemu pobratymcowi. Postura nijaka, chuderlak.. Widać, że to nie wojownik. On raczej bawi się w skrytobójstwo.. jak Kansei!
- Ty! Prymitywny szczeniaku!
Krzyknął do niego wesoło.
- Miej chociaż trochę szacunku do młodej damy, albo sam cię go nauczę..
Pokiwał karcąco palcem. Nasz bohater miał niezłą zabawę z tego Orlando. Mówi do siostry, że nie wie co to jest prawdziwe życie wampira, a sam nie jest tego do końca świadomy.. Kiedy wrogi wampir trochę sobie pokrzyczał na siostrzyczkę i chciał pokazać jaki on jest opiekuńczy i tak dalej, po całej tej szopce chciał siłą zaciągnąć Jos gdzieś, przypuszczam, że do domu. Oo.. to nie spodobało się Kansei'owi. Momentalnie zmrużył krwisto czerwone oczy i wlepił je w twarz przeciwnika. Siedział dalej na swoim miejscu i tylko słuchał tego co mówi Xan, a potem Ren. Wampir jakoś nie miał ochoty na to, aby prawić mu kazania na temat tego, że źle robi. On postanowił rozejrzeć się po terenie. Z twarzy Orlando, zjechał na widoki za nim. Przekręcał powoli głowę, jakby czegoś się tam spodziewał.
Ciągle był czujny na każdy ruch wrogiego wampira. "Jos.. chodź tu.. Możesz mu się wyrwać, oprzeć.." - wysłał myśl prosto do mózgu dziewczyny..
Avatar użytkownika
Kansei
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Narii,
Rasa: Wampir
Aura: Aura o przeciętnej sile, żelaznego kolorze roztaczająca głęboką, bursztynową poświatę. Wydaje nietypowy, trudny do określenia zapach. Napełnia usta smakiem gorzkim i słonym, ale łagodnym. Aura w dotyku jest giętka i ostra. Wydaje trwający w nieskończoność, rozdzierający duszę krzyk agonii.
Wygląd: Kansei to chłopak o przeciętnej budowie ciała. Postawę ma lekko przygarbioną, często chodzi z rękami w kieszeniach. Mierzy dobre 183cm wzrostu, a waży wprost proporcjonalnie do swojej wysokości. Twarz chłopaka można zaliczyć do mało pociągłych, raczej bardziej jajowatych. Spod wpół przymkniętych powiek, widać znudzone oczy, przeszywające ofiarę niemiłymi dreszczami. Ciągle ... (Więcej)

Postprzez Orlando » Wt cze 28, 2011 5:09 pm

Smok pierwszy zareagował na ten incydent i już momentalnie Orlando miał ostrze przy gardle. Spodziewał się tego, lecz nie zareagował. Spojrzał tylko na swoją siostrzyczkę sprawdzając czy ma coś do powiedzenia, ale ta wolała milczeć.
- Też szukam ojca chodząca kupo łusek. I nie robiłbym tego na twoim miejscu...
  Wkroczył też ten drugi, grajek.
- I co zamierzasz? Zanudzisz mnie na śmierć? Nie ze mną takie....
  Jakieś tajemnicze siły wywarły na nim ogromną presję i zauważył jak jego ręka wbrew jego woli puszcza powoli Josette. To nie będzie łatwe zadanie... nie chciał mieszać do poszukiwań innych postronnych osób, którym w ogóle nie ufał. I trzymał się tej reguły kurczowo.
- Cholera! Co ty ze mną robisz?! Poczekaj no tylko...
  Teraz miał trzech na karku. Skrytobójca? Zawsze czekał na taką walkę i nie musiała to wcale być walka jeden na jednego lub całą chmara na niego. Wręcz przeciwnie, wyczekiwał tego. Teraz, gdy mógł sprawdzić swoje umiejętności nie omieszkał przy tym ocenić swoich potencjalnych przeciwników. Zaczął od skrytobójcy... miał chyba najsłabszą aurę spośród nich, gdzie aura smoka aż go przytłaczała. Czego nie mógł powiedzieć o tym grajku... ale też nie lekceważył jego siły. Nie powinien był mówić jakiż to on "doświadczony" w walce ze wszystkim co chodzi to tej ziemi. Takich to najłatwiej wprowadzić na manowce. W tym skrytobójcy widział.... mordercę. Ot takiego co lubi zabijać i sprawia mu to przyjemność i daje pewne korzyści. Uśmiechnął się podejrzanie w jego stronę, wtem spojrzał w górę na smoka. Młody, dumny smok stojący nad nim i mierzący ostrzem w jego stronę....  ba! Przystawił go mu nawet. Właśnie z nim najgorzej może być, ponieważ jak tylko zionie ogniem w jego stronę to mogiła. Tamten trzeci wyglądał mu najbardziej tajemniczo. Uznał że muzyka może być jego, albo ulubionym zajęciem, albo jest pewnego rodzaju przykrywką mogącą pozorować jego prawdziwe ja. Ale wiedział jednak, iż ma do czynienia z piekielnikiem.
- Josette, odejdź w bezpieczne miejsce...
  Wyjął zza pazuchy coś co przypominało czarną kulkę. Musiał odejść w bezpieczne miejsce i potrzebował właśnie tego. Trzymał to w prawym ręku unosząc to tak, aby wszyscy widzieli.
- Całujcie mnie w dupę, psie syny!
Wykorzystując tą sekundę braku skupienia bezpośrednio na nim, ledwie wyzwolił się z tej siły muzyki i opuszczając tą kulę, wytworzył wokół siebie dym. Dało to mu ucieczkę przez sztyletem smoka. Nie zwlekając nałożył dwa kastety, ocenił otoczenie... cholera. Niezbyt ono mu sprzyjało, ale mógł wykorzystać pewne elementy przyrody. Kilka drzew, tych leżących też... no to jazda! Schował się tylko bezpiecznie z dala od ich oczu, nie zamierzał nawet walczyć uczciwie więc będzie przez chwilę grał na zwłokę póki czegoś nie wymyśli. Głos jego echem obijał się między drzewami, jakby roznosił go wiatr.
- Nie potrzebujemy was! Zniszczę wszystkich i wszystko co stanie mi na drodze. Nawet jeśli to będzie stutonowy smok, jakiś dziwak i zabijaka.
  Nie gadał długo i w jednym miejscu, by nie zdradzić swojej obecnej pozycji. Chciał najpierw z odległości ich poirytować rzucając w nich czym się da. Nożami do rzucania od czasu do czasu...
Avatar użytkownika
Orlando
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Airandill, Draven,
Rasa: Wampir
Aura: Cynowa aura o słabej sile i rubinowej poświacie. Wokół niej nie słychać żadnego dźwięku. Towarzyszy jej zapach świeżej krwi. W dotyku jest szorstka i miękka a w smaku słona i ostra.
Wygląd: Cóż można o nim powiedzieć... Mężczyzna o słabej posturze, jego wzrost to 171 cm, ma białe krótkie włosy, które bezładnie opadają mu na czoło. Jego oczy
są czerwone, zarówno za dnia jak i w nocy. Bez wątpienia jest więc wampirem i nie kryje się z tym. Zawsze ubiera się na czarno, ze szpiczastym kołnierzem
oraz ciasnymi rękawami. Nie jest za bardzo przystojną ...
(Więcej)
Uwagi: Zimna i niemiła postać, bardzo często aż ma się ochotę go unikać.

Postprzez Xander » Wt cze 28, 2011 8:07 pm

Ren! krzyknął w myślach Xander, gdy w tym samym momencie owy łowca dusz odepchnął go od przeciwnika, który wykorzystał tą chwile, aby rzucić bombę dymną. Refleks Xana znów dał o sobie znać, czym prędzej użył magii powietrza i fala uderzeniowa przegoniła z plaży chmurę dymu. Było jednak za późno Orlando zdołał się schować... Jednak pozostawała jeszcze jego aura, kątem oka spostrzegł jakąś poświatę wydobywającą się zza powalonych przez niego wcześniej drzew. Zaraz po chwili wskazał to miejsce reszcie swoich sprzymierzeńców. Teraz spojrzał na Jos, w jej oczach malował się niepokój i złość.. Szybko wskazał jej głaz tuż za nią, mówiąc:
Biegnij tam! zawołał i po chwili usłyszał jej stłumiony okrzyk, po którym nastąpił świst lecącego ostrza... W ostatniej chwili obrócił się i niemal klaszcząc złapał nóż. Wyrzucił go na ziemię i odezwał się Ren, mówiąc tak aby tylko dwójka jego towarzyszy go usłyszała:
Plan jest taki... powiedział, a zaraz potem objaśnił prosty plan działania, jak unieszkodliwić wampira. Oboje Xan i Kan przytaknęli, po czym wzięli się do roboty. Pobiegli do powalonych drzew, jeden z lewej, drugi z prawej strony. Orlando starał się ich trafić sztyletami, jednak byli zbyt szybcy i żaden nie trafiał. Podczas biegu starali zadać mu chociaż najmniejszą ranę, co udało się w zaledwie ułamku sekundy. Gdy Orlando się wychylił aby wyrzucić kolejny z noży, Xan sformował małą kulę ognia i wystrzelił nią w wampira. Atak można uznać do udanych, dzięki pomocy Kana, który starał się aby to w niego celował Orlando i odbił sztylet własnym. Dzięki temu Xan zyskał czas na magię. Kula oczywiście trafiła w ramie, aby unieszkodliwić możliwość dalszego obrzucania towarzyszy ostrzami. Gdy tak się stało między nich wstąpił Ren krzycząc:
...Teraz!...
Avatar użytkownika
Xander
Błądzący na granicy światów
 
Rasa: Smok
Aura: Aura o ogromnej sile, w barwie srebra z prześwitami cyny. Emanuje szmaragdową poświatą, której towarzyszą liczne dźwięki, trzask płomieni, podmuchy wiatru, rumor spadających kamieni oraz szum morza. Zapach roztaczający, przez aurę jest ciężki dla zmysłów, gdyż tworzą go przeróżne, niezliczone zapachy. Aura w dotyku jest bardzo twarda i ostra, a zarazem gładka i giętka. Natomiast w smaku czuć pikanterie, słodycz i lepkość.
Wygląd: Xander jest młodym smokiem o średniej wielkości. Czarno-czerwone łuski podkreślają, w którym żywiole czuje się najlepiej. Chyba najciekawszym
elementem wyglądu smoka są jego oczy. Otóż zmieniają one kolor wraz z nastrojem smoka. Owe tęczowe ślepia podkreślają dwa rogi wyrastające tuż
nad
nimi. Całości dopełnia często ukazywany garnitur kłów. Zwykle nosi na ...
(Więcej)

Postprzez Ren » Wt cze 28, 2011 11:18 pm

Ren na samym początku wycofał się w głębszy las. Gdy tylko bomba uderzyła, objaśnił im swój plan. Był on prosty, ale i skuteczny. Powoli obszedł las, starając się iść jak najciszej. Gdy tylko znalazł się dostatecznie blisko Joss, chwycił ją za ramię i wciągnął w krzaki, gdzie była bezpieczna.
- Twojemu bratu nie stanie się nic poważnego. Chcę go tylko zdrowo spacyfikować. A ty masz tutaj siedzieć i być jak najciszej.
Piekielny nie rzucił się z wrzaskiem na wampira. Miał czas, by przemyśleć kilka spraw. Pierwsza z nich, to słowa "chodząca kupo łusek". Czyli Xan, był smokiem. To by się zgadzało. Był zbyt szybki, silny no i przemawiał z doświadczeniem, na jakie rzadko stać elfa.
Smok, to cholernie niebezpieczne stworzenie. Trzeba na niego uważać, ale nie dał mi jeszcze powodów, żebym był podejrzliwy...
Teraz nadszedł czas na analizę walki. Ren na samym wstępie stwierdził, że tamten nie wie, co to prawdziwa walka. Zamiast rzucać bombę pod siebie, mógł wrzucić mi ją Piekielnemu na twarz. Wtedy nie dość, że jeden z przeciwników byłby unieszkodliwiony, to chmura pyłu przeszłaby także na dwóch pozostałych.
Następnym błędem była ucieczka na drzewo. Po określeniu jego pozycji, był bardzo łatwym celem. Mógł, zamiast tego uciec w większy gąszcz i czekać, aż po kolei ustawimy się na dogodnych dla niego pozycjach. I wtedy szybkie rzuty nożami i ma ich z głowy.
Nie warto go zabijać. To amator, po drugie chce się czegoś dowiedzieć.
Ren poprawił miecz i elementy zbroi. Na chwilę zamknął oczy, skupiając się na amulecie aktywując go i wystrzelił jak strzała z łuku. Nie zatrzymując się krzyknął do nich, a sam przemienił się w prawdziwego Piekielnego. Korzystając z rozbiegu i kamuflażu nocy wystartował uderzając mocno skrzydłami i chwycił nic nie spodziewającego się wampira za nogi. Wzleciał z nim na wysokość kilku metrów i wykonując piruet z siłą rozbiegu cisnął nim o ziemię. Następnie błyskawicznie wzleciał i opadł ostro pikując uderzając tamtego w sam środek brzucha.
Uderzenia były precyzyjne, dlatego wampir to przeżył. Jednak, sądząc po jego budowie, były wprost miażdżące. Ren zmienił się w człowieka i ukląkł przy tamtym. Sprawnym ruchem uderzył w kłębek nerwowy, co sparaliżowało ofiarę.
- Nie bój się, to nie potrwa długo.- rzucił jakby od niechcenia.
Piekielny wyciągnął flet i postawił go tak, by tamten go widział.
- Przekonałeś się co ta zabaweczka potrafi. Możemy porozmawiać spokojnie, albo zagram. I skończy się bajka.
Nie czekał na odpowiedź. Doszedł do wniosku, że chłopak i tak mu nic nie powie.
- Sam tego chciałeś.- użył muzyki fletni, hipnotyzując wampira.- Mam kilka pytań i czekam na odpowiedzi. Pierwsze, co wiesz o swoim ojcu, bo mam wrażenie, że nie powiedziałeś jej wszystkiego.
To powiedziawszy, skinął na Joss.
- Drugie pytanie. Jak ogólnie się czujesz, bo nie chce cię mieć na sumieniu. I trzecie, ostatnie pytanie. Joss roztacza coś wokół siebie. Coś, przez co wszyscy są dla niej mili, uczynni i opiekują się nią. Chyba nie tylko ja zdałem sobie z tego sprawę. Co to do cholery jest?
Avatar użytkownika
Ren
Zbłąkana Dusza
 
Rasa: Łowca Dusz
Aura: Aura dość silna, koloru żelaza z nikłymi przebłyskami srebra. Wokół roztacza się szmaragdowa poświata, której towarzyszy trzask płomieni. W aurze można rozróżnić dominujący zapach siarki oraz nikły podmuch palących się włosów. W dotyku jest giętka, twarda oraz ostra, smakuje natomiast łagodnie i słodko, jest trochę lepka.
Wygląd: Lata walk na Arenie spowodowało, że ciało Rena jest zdeformowane bliznami. Jednak nie oszpecają go, jakby się mogło wydawać, ale nadają
charakteru wojownika. Tak samo jak krwiste oczy z poziomymi źrenicami. Bije od nich spokój, determinacja i odwaga. W postaci piekielnej Ren jest
wysoki na dwa metry i chudy. Jego skóra ma szarawy odcień popiołu, a długie, kruczoczarne włosy ...
(Więcej)

Postprzez Orlando » Śr cze 29, 2011 9:54 pm

Ileż miał frajdy rzucając w nich czym popadnie. I nie liczyło się czy trafi w nich czy nie. Dla niego uciechą było obserwować jak pozostali pierzchają we wszystkie strony i z tym większym  zapałem cisnął w nich nożami i innymi akcesoriami jakie miał przy sobie. Miał w tym momencie zamiar odbiec od tego miejsca, gdzie obecnie przebywał, pochwycić Josette i uciec przed nimi razem z nią, ale chyba za długo tutaj zastał, gdyż zaraz po komendzie tego pierwszego pojawił się jakiś demon, który wręcz zaskoczył wampira i to mocno.
- O żesz k...!
  Nie zdołał zareagować jak dostał od zwierza skrzydłami i dostał przy tym parę ładnych chwytów od niego. Gdy ten się do niego odezwał, zorientował się, iż to monstrum to ten grajek, z którego się przed chwilą wyśmiewał. Wiercił się wtem niespokojnie, jakby chciał wyrwać z jego siły magicznej, która zaczęła go opanowywać. Całe szczęście, iż to nie jest jego pierwsze starcie z taką mocą, gdyż jego ofiary zazwyczaj potrafiły się bronić, a nic tak nie zaostrza apetytu jak pościg za nimi później. Gdy ten prawie go zahipnotyzował, ten chwycił ziemię w garść i musiał zaryzykować, iż to był jego jedyny plan ucieczki, no i ten ból jaki teraz odczuwał.
- A, wypchaj się!
  I cisnął mu ziemią w oczy, by go zdekoncentrować i wyrwać się z jego siły. Na dokładkę podrzucił mu kolejną kulę, której dym otoczył go dość szybko. Dało mu to najpewniej kilka sekund od niego, a jeszcze pozostała tamta dwójka. Szybko i zwinnie przebiegł między nimi, trzymając się jedną ręką za brzuch, a drugą przebijał się przez krzaki i inne przeszkody. W końcu zlokalizował Josette, ale wiedział że ma już ich na ogonie.
- Chodź tu, spadamy!
  Pochwycił ją, przerzucił za ramię, po czym zaczął biec i skakać, aby tylko się znaleźć jak najdalej od nich. Plan wydawał się poskutkować, ale to go właśnie martwiło. Miał jeszcze tylko trzy zasłony dymne, ale już pewnie znają ten trik i więcej go nie będzie mógł wykorzystać, a przecież nie łatwo teraz będzie mu ich podejść. Tak więc uciekając wymyślił nowy plan jak tu by im umknąć. Jego siostra bardzo się wierciła, co nie ułatwiało mu sprawy, a ból brzucha był nie miłosierny, a przecież nie zostawi swojej siostry w obce ręce... w ICH ręce. Jego gotowość do kontrataku była teraz bardzo wysoka i zdawało mu się, że któryś z nich go teraz atakuje...
Avatar użytkownika
Orlando
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Airandill, Draven,
Rasa: Wampir
Aura: Cynowa aura o słabej sile i rubinowej poświacie. Wokół niej nie słychać żadnego dźwięku. Towarzyszy jej zapach świeżej krwi. W dotyku jest szorstka i miękka a w smaku słona i ostra.
Wygląd: Cóż można o nim powiedzieć... Mężczyzna o słabej posturze, jego wzrost to 171 cm, ma białe krótkie włosy, które bezładnie opadają mu na czoło. Jego oczy
są czerwone, zarówno za dnia jak i w nocy. Bez wątpienia jest więc wampirem i nie kryje się z tym. Zawsze ubiera się na czarno, ze szpiczastym kołnierzem
oraz ciasnymi rękawami. Nie jest za bardzo przystojną ...
(Więcej)
Uwagi: Zimna i niemiła postać, bardzo często aż ma się ochotę go unikać.

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Jezioro Sitrina

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron