[Demara] Ukraść szczęście


Warowne miasto położone na granicy Równiny Drivii i Równiny Maurat. Słynące z produkcji bardzo drogich i delikatnych tkanin, takich jak aksamit czy jedwab oraz produkcji wyrafinowanych ozdób. Utrzymujące się głównie z handlu owymi produktami.

Postprzez Keira » Śr lis 29, 2017 9:27 pm

        Tik, tak, tik, tak… Serce Keiry biło zgodnie z dźwiękiem wskazówek zegara. Życie uciekało z biednego chłopca, ofiary wampira. Ale to nie krwiopijca był winien jego śmierci, a zabójca stojący obok. Anielica spojrzała na Satharina. Kąciki jej ust uniosły się nieznacznie ku górze, imitując uśmiech pełen żalu i współczucia. A sarkazm bił z oczu piekielnej jak błyskawice.
        - Nie wiem wiele o magii - rzekła do Smilli, ciągle patrząc na elfa. - Znam tylko parę przydatnych sztuczek. - Odwróciła głowę ku wampirzycy i mrugnęła, po czym odsunęła się w kąt i obserwowała atak złości mężczyzny.
        - Chyba potrzebujesz jakiejś herbatki uspokajającej. Tamten karczmarz robił całkiem smaczną. Szkoda, że teraz nie żyje. - To podchwytliwe pytanie. Keira nie miała pojęcia, że mężczyzna, który zaoferował jej swoją troskę, jest martwy. Jednakże Satharin nie zszedł od razu do tuneli, a biorąc pod uwagę czas, w jakim wymordował całą straż, mógł przyczynić się śmierci gospodarza. Anielica to ciągle niebianka, mimo że obecnie jest nieco popsutą laleczką Pana. Jak każdy upadły anioł.

        Nagła sytuacja, w jakiej znaleźli się bohaterowie naszej opowieści, rozpoczynała się właśnie w tej winnicy. Cordelio uśmiechał się beztrosko, jakby wcale nie miał do czynienia z mordercami. Sam w sumie jest kimś potężnym, skoro ciemny zakątek już o nim słyszał. Keira miała tyle pytań wypisanych w oczach, tyle odpowiedzi czekało na wyciągnięcie ręki… Lecz siła, jaką zademonstrował tajemniczy anioł, stawiała ich na przegranej pozycji. Co, jeśli zaraz zginą? Nie mają szans. Lepiej więc milczeć. Każdy ma do tego prawo. Mimo wszystko Mirva zdawał się nie spuszczać wzroku z anielicy.
        - Nie znam cię, blondyneczko - powiedział Cordelio, spoglądając z szerokim uśmiechem na Smillę. - Ty również. Bardzo trafne stwierdzenie. - Powoli schodził ze schodów. Mirva zacisnął pięść, obezwładniając tak Satharina, aby ten nie mógł ponownie zaatakować. - Nie spodoba ci się to, co zaraz usłyszysz, trupie - oświadczył anioł głosem beznamiętnym, jakby włożył w niego tyle emocji, by skryć wszystkie uczucia. Keira cały czas jednak obserwowała.
        - Zwą mnie Cordelio, choć tutaj jestem nie tak znany jak w Danae. Ciebie, słodka moja - zbliżył się do wampirzycy, dzielił ich teraz ledwo metr - poznałem dopiero teraz. Jak masz na imię? A ty, kobieto o wyblakłych, anielskich oczach? A ty, blady człowieku ze szlachetnego drzewa rodowego elfów?
        Keira stała tam jak wryta. Zdradził ją. Tak prosto z mostu porównał ją do istoty niebiańskiej. Instynktownie chwyciła się za ramiona, chroniąc bransoletki. Tylko one jeszcze chroniły jej tajemnicę.
        - Ile wiesz? - odezwała się kobieta. Keira nie mogła pozwolić, aby ktokolwiek rozważał jego słowa. Cordelio tylko wzruszył ramionami w odpowiedzi.
        - Elfie - rzekł szybko “szef”, odwracając się w kierunku swego potencjalnego rozmówcy. - Opowiem ci bajkę o dwóch braciach. Bliźniacy. Pomijając ckliwe szczegóły, postanowili oni po śmierci rodziców założyć paczkę. Złodzieje, idealni rabusie, ale wiesz co? - Cordelio nie potrafił skrywać tego, o czym naprawdę jest ta historia. - Jeden z nich wybił się na sukcesie drugiego. Arvallio jednak jest głupszym bratem. - Uśmiechnął się szeroko, kończąc swą bardzo bezpośrednią wypowiedź. Keira zmarszczyła brwi.
        - Nie wyglądasz na mądrzejszego - powiedziała. Kto w końcu opowiada swym ofiarom historię ze swojego dzieciństwa? Tylko idiota.
        - Nie wierz we wszystko. Tylko część o pokrewieństwie jest prawdziwa. - Cordelio ukradkiem spojrzał na Satharina. - Jesteście zbyt zapatrzeni w głupiego człowieka, wiecie? To zawsze działa.
        Niespodziewanie Keira pisnęła, gdy czyjeś ramiona od tyłu oplotły jej sylwetkę. Została uwięziona. Dosłownie sekundę później to samo spotkało Smillę. Satharin już i tak pozostawał dalej biedny, obezwładniony w kącie.
        - Chcę was do mojej kolekcji - zaapelował Cordelio. - Powiedzmy, że moją “tajemniczą kartą” jest wiedza o waszej przeszłości. - Powoli zbliżył się do Smilli. - Nadal się cieszysz z tego, co się stało z czarodziejem, który cię ocalił? Wiesz… Ja tam nie wiem, jak funkcjonują wampiry. Aczkolwiek skoro nie odczuwacie współczucia, to jeśli opowiem tę historię kilku osobom, wstydu także nie odczujesz? Ach, miłość… - szepnął jej do ucha. Następnie podszedł do Keiry i uśmiechnął się szeroko. - Słonko moje - powiedział czule, leczy płytko. - Myślałem, że gustujesz w czerwieni. Wiem, że chcesz wiedzieć, dlaczego.
Anielica osłupiała. On wiedział. On wie wszystko.
        - Satharinie… - zaczął Cordelio. - Nie… Może raczej Fireanie? - I tak oto miał ich w garści. Wiedział wszystko.
Coś planował. Coś złego. I oni w tym czymś mieli uczestniczyć.
Jednakże w jednym Cordelio się pomylił. Keira nie chce znać odpowiedzi.

        Zdarzyło się to w jednej chwili. Anielica szarpnęła się, natomiast ramiona, które ją otaczały, wystarczająco mocno zacieśniły się wokół niej. Złamały jedną bransoletkę, co wystarczyło. Czarne jak heban skrzydło odrzuciło oprawcę od Keiry, wyłaniając się z jej pleców. Gdy tylko kobieta zdjęła drugą bransoletę, przed oczami wszystkich zebranych pojawił się drugi anioł. Ten, który do niedawna zwiastował śmierć. Ten, którego skrzydła były przeklęte.
Dawniej czerwone.
        Keira zbladła. Ryzykowała zbyt wiele, lecz działała w afekcie. Nie mogła pozwolić teraz, aby ktoś uziemił ją w Demarze - mieście wschodzącego słońca, gdzie każda budowla o poranku miała kolor krwi. W winnicy stały teraz dwa upadłe anioły.
Avatar użytkownika
Keira
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Jane, Isara, Camelia, Sevi, Eliae, Quillithea, Loneyethe,
Rasa: Upadła anielica
Aura: Dość silna emanacja charakteryzuję się tym iż posiada wiele barw. Można jednak stwierdzić, że głównie pokryta jest złotym odcieniem. Gdzieniegdzie występują żelazne zarysowania, jakby ktoś uderzał o powierzchnie mieczem lub inną bronią tego typu. U góry zebrało się mnóstwo srebrzystych drobinek przypominających magiczny pył. Niżej zaś występują nieregularne kobaltowe pasma. Tu i ówdzie można dopatrzyć się miedzianych kształtów, które jakby poruszają się, tworząc niebywałe, maleńkie obrazki. Rubinowa poświata, choć niepokoi wygląda jak koc otulający aurę. Słychać śmiech dzieci oraz liczne głosy, szybko jednak zostają one zagłuszone przez całkiem głośny szmer wody, wraz z którym przychodzi uczucie wilgoci, a także wokół powierzchni unoszą się w magiczny sposób drobne kropelki. Po chwili pojawia się zmysłowy szept ściśle powiązany z silnym zapachem perfum występującym jedynie przez moment. Główna woń niegdyś liliowa teraz zmieniła się w smród siarki. W dotyku twarda popisuje się elastycznością, prezentując przy tym ostre krańce, które tylko czmychają na swą ofiarę skuszoną przez aksamitną powłokę. Lepi się do podniebienia i pozostawia pikantny posmak parzący język i wywołujący pragnienie.
Wygląd: Keira to dobrze wyglądająca kobieta. Ma się czym poszczycić, jeśli chodzi o figurę. Wysoka na około 185cm, z kruczoczarnymi włosami, które kolorem stapiają się z jej ciemnymi skrzydłami. Niegdyś białe jak śnieg pióra, teraz o barwie hebanu - od razu przywodzą na myśl upadłego anioła. Mimo wszystko, Keira stara się ukryć swoją przynależność do tejże rasy.
Ma ładne, ...
(Więcej)

Postprzez Smilla » Pn gru 04, 2017 5:59 pm

        Coś chyba jest nie tak z tymi żyjącymi. Biegają nieustannie, wszędzie wściubiając nosy. Prężą muskuły, unoszą głosy i strzelają błyskawicami z oczu.
        "Och, jestem panem tego świata! Patrz jaki wściekły ze mnie ogar!" Myśli wampirzycy dworowały sobie z Cordelio i jasnowłosa miała szczerą nadzieję, że ten je słyszy. Bo jeśli faktycznie jej nie znał, to skąd nagle ten śmieszny szantaż? Pewnie grzebał jej w głowie. Przeklęty buhaj z przerośniętym ego. Niewypolerowana wersja błazna z koroną na głowie i berłem w ręku. Stworzony, by płodzić robactwo.
        Nie, nie... Smilla nigdy nie będzie jego laleczką. Może należeli do tego samego światka, ale różnili się zbyt bardzo, by dojść do porozumienia.
        Kobieta wwiercała w niego spojrzenie, za nic mając nadęty ton i groźby. Niech sobie myśli co chce. Nic dziwnego, że Satharin tak go nienawidzi.
        Być może wampirzyca widziała w nim tylko zagrożenie dla własnego wizerunku. Co jeśli to czynniki wspólne tak ją dystansowały i irytowały? Mężczyzna pogrywał sobie, tak jak mogłaby to robić ona. I wyglądał przy tym dostojnie, tak jak ona, gdy wypnie pierś i włosy zepnie w koka. A jednak... On pragnął poddaństwa, a ona chwili dobrej zabawy. On był stabilny, ona zmienna. Nie... Nie było żadnego "jeśli". To nie były te same światy.
        Coś chyba jest nie tak z tymi żyjącymi. Zachowują się jak umarli, jakby nic im nie było w stanie zniszczyć planów, jakby mieli żyć wiecznie. Nie widzą jak wszystko jest kruche. Zapominają, że po śmierci przyjdzie czas na przesadę. Smilla dobrze to rozumiała. Była skrajnościami cech życia.

        Kiedy twarz Cordelio zbliżyła się, miała ochotę z tym samym spokojem rozszarpać mu tetnicę. Czy naprawdę myślał, że groźby mogły ją wystraszyć? Co niby miałyby jej zrobić plotki? Jej, wolnemu ptakowi, nigdzie nie zagrzewającemu miejsca. Kim była by się tym przejmować? Choć... Z pewnością bardziej musiałaby się starać, by zapolować na salonach. Istniało jednak jedno niebezpieczeństwo. Mistrz z czarodziejem w "klatce" nie byli wędrowca. Pałac na pustyni był jej jedynym stabilnym elementem życia. Kto jednak miałby się aż tak fatygować i po co, by zapuszczać się tam i niszczyć coś, co może zniszczyć go? Nieee... Groźby były śmieszne. Czy ten ogar myślał, że gra na uczuciach wystarczy? Może miał rację. Wampiry nie były tak wrażliwe jak inni. Ale to raczej wynikało ze znajomości życia. Tylko krew lub jej głód wzmagał intensywność odczuć. Smilla była nietypowym przypadkiem. Była odporna, była silna, gdy chodziło o rzeczy ważne i duże, nie pozwalała sobie na szaleństwo. A jednak zezwalała, by szczegóły, drobnostki wyprowadzały ją z równowagi. Cóż, może robiła to celowo. Było całkiem zabawnie. Bezpiecznie jest delektować się radością, smutkiem i złością...
        O tak, blondynka zdenerwowała się, gdy porywczy zabójca dostał za swoje. Należało mu się. Wiele dzisiaj złego uczynił. Ale nie powinno się to dziać teraz. Teraz powinien być silny. To był najlepszy moment. Stali po tej samej stronie barykady, dlatego wampirzyca nie pozwoliła wszystkiemu zwyczajnie się dziać.
-Kiepska propozycja...
        Rozlane wino, w którym wszyscy brodzili, zabulgotało gniewnie. Dosyć już się nasłuchała. Dziwne słowa padające pod adresem każdego z niedawnych uciekinierów z pewnością zapadły jej w pamięć. Szczególnie te o Keirze, która z każdą chwilą okazywała się być coraz bardziej tajemniczą osobą. Skrywała coś, co najwyraźniej nie powinno zostać wyjawione. I niech na tym stanie. Buhaj wygadał się i na tym powinno stanąć. Nic więcej. Teraz przyszła kolej na nich. Smilla wyobraziła sobie wielkie, czerwone wstęgi groźnie unoszące się nad przeciwnikami. Niech piją. Tylko na tyle ich stać. Niech pójdą w ślady rodziców. I myśli stały się faktem. Po jednym na każdego z przybyłych, wino urosło w pijane węże. A Smilla już ostrzyła kły, już celowała w anioła za nią... Kiedy upadły zareagował. Z gracją doskoczył do niej, chwytając za szyję. Wprowadził atakującą z równowagi. Mimo to jeden z węży zdołał trafić napastnika wampirzycy. Na jego twarzy pojawiła się paskudna rana, a ubranie przy szyi rozerwało się. Jednak dwójka aniołów dalej wytrwale trzymała ofiarę i nie wiadomo było, jaki będzie ich kolejny krok. A ta zaśmiała się, napinając mięśnie. Może była młoda, ale wciąż nadludzko silna. A jakże pięknie byłoby obezwładnić upadłego anioła! Upiornie piękne i zadufane w sobie stworzenie. Mięśnie tamtego z tyłu już drgały, gdy wampirzyca próbowała się uwolnić, jednak nagle wszystko się skończyło.
        Skończyło płaczem. Nadgarstki zamknięte w srebrnym uścisku, między zęby nagle wętknięty knebel. Drewniany, ale jak powiedział oprawca - z wnętrzem z barachitu, więc lepiej nie przegryzać, bo ząbki się złamią, a język wykrwawi. Węże wróciły do morza, a wolna już szyja zwiotczała.
        Marny to był widok. Klasa, którą Smilla starała się trzymać przez całą noc, nagle stała się wspomnieniem. Była teraz tylko słabym krwiopijcą, zwierzęciem we wnykach. Koniec historii. Tak by się mogło wydawać, ale Upadli zawsze muszą mieć swoje ostatnie słowo. A te przybrało postać nieoczekiwaną. Jasnowlosa zapomniała na chwilę o bólu, zszokowana je obserwując.
        W piwnicy pojawił się kolejny anioł. Z niezamierzonym wdziękiem skrzydła wypełniły pole widzenia. Rozłożyły się niczym kurtyna i zapowiedziały kolejny akt.
        Akt drugi - Gra cierpienia
Avatar użytkownika
Smilla
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Kerhje, Eldrizze, Umm, Zgniłek,
Rasa: wampir (przemieniona z półelfa lodowego)
Aura: Aura posiada siłę nie najmniejszą, prawie że średnią, delikatna szmaragdowa poświata całkiem mocno się odznacza. Żelazny odcień otacza całość, a na nim wyraźnie obrysowują się kobaltowe kształty leśnych kwiatów czy listków. Tu i ówdzie widać rtęciowy pyłek unoszący się wokół rzeźbionych roślin w rozkwicie. Wszędzie da się zobaczyć srebrzyste kropelki, które stale są mokre w dotyku, choć wyglądają na zwyczajny malunek. Ponadto można usłyszeć szum wody, powoli przemieniającą się w spokojną i głęboką melodię, co niesie ulgę dla wszystkich zmysłów. Wraz z emanacją niesie się kilka zmieszanych zapachów, najwyraźniejszy z nich to zdecydowanie woń świeżej krwi, gdzieś tam jeszcze można wyczuć las pomieszany z ludzkim potem, ale do tego trzeba mieć dobry węch, ponieważ coraz ciężej jest je wychwycić. W dotyku twarda, ciężko ją czymkolwiek zarysować, jednocześnie jednak gnie się łatwo przy najmniejszym nawet podmuchu wiatru. Ostra niczym kolce róży, ale gładka jak szkło. W smaku natomiast uparcie lepi się do podniebienia.
Wygląd: Smilla jest raczej wysoka, bo mierzy około 6 stóp wzrostu. To, w połączeniu z wyćwiczonym i zahartowanym ciałem zawsze ułatwiało jej życie, gdyż często musiała wykonywać męskie prace, a w walce okazywało się jeszcze większym atutem. Skórę ma bardzo jasną i chłodną, na piętach nieco zrogowaciałą. Może się pochwalić ładną figurą, z wąską talią i szerokimi biodrami, ... (Więcej)

Postprzez Satharin » Pn gru 25, 2017 1:58 am

        Przez świadomość Satharina przebijały się tylko pojedyncze obrazy, dźwięki, urywki zdań, dochodzące do nieprzytomnego elfa leżącego w kałuży wina, które sam rozlał w furii. Podświadomość wyłapywała jednak jeden, główny głos. Pełen patosu, wyższości nad innymi, jednakże niezwykle obojętny, nawet przez sen sprawiał, że zabójcę łapały mdłości. Gdyby elf stał na nogach i był w pełni świadomości, prawdopodobnie nie wytrzymałby i napluł właścicielowi głosu w twarz. Teraz jednak, w odmętach mroku i chłodu, wydawało się to wszystko wyłącznie snem, wytworem podświadomości, projekcją umysłu, który już zakodował postać Cordelio jako ofiarę do upolowania.
        Z utopijnego przekonania o śnieniu wyrwał go chlust zimnego wina prosto w twarz. Strumień rozprysnął mu się między oczami, a potem cofnął się, przyjmując formę węża. Zabójca wzdrygnął się, ale gdy wzrok, z początku rozmazując obrazy pojawiające się przed nim, wyostrzył się, elf dostrzegł wiele węży, podgryzających ich napastników. I tak... To był wprost moment idealny do ataku. Nikt nie spodziewałby się, że nieprzytomny wcześniej elf zaatakuje teraz znienacka, a zanim anioł, albo Cordelio, zorientowaliby się o co chodzi, minęło by trochę czasu.

        Mniej więcej tyle czasu, ile zajęło Satharinowi poczucie bólu...

        Nieliczni tylko znają to uczucie, gdy z bólu chcą się zwinąć w kłębek, ale nawet tego nie potrafią zrobić. Lewa noga była zmiażdżona, jakby roztrzaskać ją w żarnach, co nie było zbyt odbiegającym od rzeczywistości porównaniem, gdyż zgnieciona była kamienną ścianą i kinetyczną mocą. W obu rękach również ból był przeszywający, zabójca ledwo był w stanie go znieść. W klatce piersiowej natomiast uderzenie z impetem w ścianę strzaskało żebra elfa. Nawet gdyby chciał, nie było opcji żeby się ruszyć...
        Jedyną możliwością, i tą której Satharin się w końcu podjął, było wyleczenie się za pomocą magii. Choć wyczerpujące, oszczędzi bólu i da jakąkolwiek możliwość stawienia oporu. Skupiony, co przez niewyobrażalny ból było nadzwyczaj trudne, przenosił energię magiczną pomiędzy częściami ciała. Wpierw odbudował żebra, później zmiażdżoną nogę. Poskładał do kupy prawą rękę. Lewej już nie dał rady. Robił to wszystko w momencie, gdy nikt nie patrzył, a wszyscy skupieni byli raczej na oporze wampirzycy i walce z winnymi wężami. W końcu, zmęczony, lecz mimo to zdolny do ruchu, wstał i korzystając z tego, że nikt na niego nie patrzył, podszedł do Cordelia, skradając się. Dotknął go lekko palcem w ramię. Ten obrócił się, a w tym czasie dłoń zabójcy powędrowała do jego twarzy, uderzając z impetem nasadą dłoni w jego nos. Rozległ się trzask łamanej kości, podczas którego Cordelio cofnął się, momentalnie próbując zatamować rękami krwawienie.
        - Prezent od Arvallio, śmieciu - Syknął Satharin. A zaraz po tym, z impetem wleciał w ścianę. Znów połamano go, tym razem w odwecie. Nie był w stanie przeciwstawić się fali magicznej energii. Przy ostatkach przytomności patrzył niewyraźnym wzrokiem w twarz Cordelio, a krew ciekła mu z ust delikatnym strumykiem.

        Dla Satharina to nie była sztuka teatralna. Zabójca preferował tren. I właśnie zaczynała się jego druga zwrotka. “Na pohybel sukinsynom”. Pytanie tylko: który z nich jest większym sukinsynem?
Avatar użytkownika
Satharin
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Verden, Edgar, Nardani, Elestren, Vivienna,
Rasa: Leśny Elf
Aura: Zanim na dobre wczytasz się i poznasz tę aurę, przywita cię jej nieprzyjemny chłód. Zaraz potem pojawi się bursztynowa łuna rozświetlająca otoczenie. Początkowo bursztyn jest niestały, jakby zagubiony i szukający innej opcji, po chwili jednak nabierze pełnego nasycenia i na próżno będziesz doszukiwał się w nim delikatniejszych aspektów. Zaraz potem zjawi się żelazo. Nie przybiera ono kształtu konkretnej broni jakby liczył się efekt końcowy nie zaś styl walki. Lata używania nieznacznie już przydymiły jego młodzieńczy blask nie kryjąc czasu spędzonego w walce. Drobne krople złota, niczym krew spadają na dość gładką powierzchnię stali, plamiąc jej ostre brzegi. Wokół wybrzmiewają liczne głosy, jakby czymś poruszone. Szybko jednak umilkną a ich miejsce zastąpi zapach lasu. Wyraźna woń igliwia nie daje się ukryć, chociaż i tu wtrąci się stal, drażniąc nos swoją metaliczną nutą. W tym wszystkim aura wydaje się być dość twardą, ale to co szczególnie da o sobie znać, to będzie jej giętkość. Smak jest wyraźnie gorzki, o subtelnie pikantnym odcieniu nieco lepkawy, ale nie na tyle by zalegać w ustach dłuższy czas.
Wygląd: Wyglądem Satharin przypomina trochę trupa. Choć nie można odmówić mu siły, to jest raczej szczupły, mierzy sobie blisko dwa metry wzrostu, a skórę ma nawet nie tyle bladą, co po prostu białą. Ten, któremu nie skojarzy się z umarlakiem albo wampirem, zobaczy w nim lodowego elfa o chorobliwie jasnej karnacji, na co wskazują spiczaste uszy i włosy, wybielone z dawnych, ... (Więcej)

Postprzez Keira » Pt gru 29, 2017 7:17 pm

        Czas zwolnił. Woń wina drażniła nozdrza anielicy, mieszając się z metalicznym zapachem krwi. Keira spokojnie obserwowała ten chaos. Spodziewała się jednak zdziwienia, kiedy pokazała skrzydła; niestety, tajemniczy anioł i jego pan uśmiechali się zadowoleni ze swojego planu. A więc od początku chcieli ją do tego sprowokować. Piekielna prychnęła, oburzona tą sytuacją. Potrzebowała teraz jakiegoś zwrotu akcji, czynnika, który pomoże jej się stąd wydostać. Spojrzała na spętaną Smillę. Jeden z aniołów trzymał ją w żelaznym uścisku i jasno dawał do zrozumienia, że nie ma szans się wydostać. Satharin natomiast pozostawał niezdolny do większego wysiłku. Zwłaszcza po tym, co się teraz stało. A właśnie to przechyliło szalę zwycięstwa na ich stronę. Atak elfa na Cordelio pomógł Keirze wymyślić plan. Kiepski, ale zawsze jakiś.
        Anielica uśmiechnęła się przebiegle. Podniosła bransolety z ziemi i podeszła ostrożnie do Mirvy.
        - Jestem skłonna wysłuchać więcej tego, co macie do powiedzenia. - Wówczas jak czarnowłosa się zbliżała, beczki z winem zaczynały drżeć. Werble brzmiały i zapowiadały najbardziej niebezpieczną chwilę w życiu anielicy. ”Muszę to tylko przeżyć”, myślała.

        Niespodziewanie beczki z winem wybuchły. Nim to się stało, Cordelio zdążył zauważyć, że coś jest nie tak, ale jego reakcja była zbyt wolna. Fala alkoholu zalała go. Wino wypełniło powoli całą piwnicę. Keira dała znać Satharinowi i Smilli, aby podążali za nią. Widząc jednak stan elfa, przeklęła. Używając magii przeniosła mężczyznę na górę - tam właśnie podążyli wszyscy. Anielica założyła bransolety z powrotem na ramiona, co poskutkowało ponownym ukryciem skrzydeł; dzięki temu zyskała przewagę.
- Szybciej, no! - pogoniła Smillę, również bawiąc się falami wina w piwnicy. Musiała jednocześnie przenieść Satharina oraz trzymać aniołki Cordelio zdala od schodów. Obie rzeczy okazały się trudnym wyzwaniem.
Aniele śmierci, biedny aniele…
Czemu to robię, chciała zapytać. Mogłaby ich zostawić na pewną śmierć, zawalić piwnicę... A jednak pewien czynnik pchał ją do tych niezwykle heroicznych czynów. Pytanie tylko, dlaczego?
Avatar użytkownika
Keira
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Jane, Isara, Camelia, Sevi, Eliae, Quillithea, Loneyethe,
Rasa: Upadła anielica
Aura: Dość silna emanacja charakteryzuję się tym iż posiada wiele barw. Można jednak stwierdzić, że głównie pokryta jest złotym odcieniem. Gdzieniegdzie występują żelazne zarysowania, jakby ktoś uderzał o powierzchnie mieczem lub inną bronią tego typu. U góry zebrało się mnóstwo srebrzystych drobinek przypominających magiczny pył. Niżej zaś występują nieregularne kobaltowe pasma. Tu i ówdzie można dopatrzyć się miedzianych kształtów, które jakby poruszają się, tworząc niebywałe, maleńkie obrazki. Rubinowa poświata, choć niepokoi wygląda jak koc otulający aurę. Słychać śmiech dzieci oraz liczne głosy, szybko jednak zostają one zagłuszone przez całkiem głośny szmer wody, wraz z którym przychodzi uczucie wilgoci, a także wokół powierzchni unoszą się w magiczny sposób drobne kropelki. Po chwili pojawia się zmysłowy szept ściśle powiązany z silnym zapachem perfum występującym jedynie przez moment. Główna woń niegdyś liliowa teraz zmieniła się w smród siarki. W dotyku twarda popisuje się elastycznością, prezentując przy tym ostre krańce, które tylko czmychają na swą ofiarę skuszoną przez aksamitną powłokę. Lepi się do podniebienia i pozostawia pikantny posmak parzący język i wywołujący pragnienie.
Wygląd: Keira to dobrze wyglądająca kobieta. Ma się czym poszczycić, jeśli chodzi o figurę. Wysoka na około 185cm, z kruczoczarnymi włosami, które kolorem stapiają się z jej ciemnymi skrzydłami. Niegdyś białe jak śnieg pióra, teraz o barwie hebanu - od razu przywodzą na myśl upadłego anioła. Mimo wszystko, Keira stara się ukryć swoją przynależność do tejże rasy.
Ma ładne, ...
(Więcej)

Postprzez Smilla » N gru 31, 2017 2:44 am

        Dzikie zwierzę. Czy tym właśnie była? Instynktem, zbiorem mięśni i zębów z zaprojektowanym życiem?  Mechanizmem obronnym nastawionym na jak najdłuższe trwanie, bez względu na tego wartość? Czy była kłębowiskiem głodu, żądzy, dumy, agresji i strachu?
        ”Zapchaj pysk, wściekła lwico.”, więc wetknęli jej knebel między kły, skuli czystym srebrem łapy i rzucili w kąt, by nie przeszkadzała. Później ją oskórują.
        Nie popisała się dzisiaj. Nic jej nie wychodziło. Zostawiła broń, na ciało narzuciła owczą skórę i wyruszyła na polowanie. Tyle, że gdy kierowała swe kroki za ofiarą, nie była jedynym łowczym. Byli też inni, którzy przypadkiem schwytali we wnyki więcej niż jedną zdobycz. Trafił im się wściekły kąsek. A właściwie dwa. Jeden chory na wściekliznę, a drugi praktycznie już niejadalny. Martwemu nie pozostaje nic jak rozkładać się, zarażać innych i pożerać. Śmierć nie lubi być samotna. A żołądek drapieżnika pusty. Dzisiaj romantyzm został brutalnie zerwany, na rzecz porażek, na rzecz prawdziwej natury. Czy to była właśnie Smilla?

        Było oczywiste o kogo chodzi. Niepozorna dziewuszka śmierdząca piwem. Dobra duszyczka, może tylko z nieco ostrzejszym języczkiem, niż można by z początku zakładać. Jej krew pachniała słodko. I kłamliwie. Wszystko to było kłamstwem. Krew kiedyś musiała zostać zatruta. Trucizna zmieszała się z czerwoną posoką, a skrzydła zabarwiła na czarno. Były piękne. Piękne, piękne... I złowróżbne. Opowiadające o złu. Będące złem. Gdyby wampirzyca znajdowała się w innej sytuacji, z fascynacją wpatrywałaby się w nie. W tym momencie pomyślała tylko: To siła. Oby stanęła po naszej stronie. Zrozumiała też, że Cordelio i jego świta muszą mieć z nią poważniejsze sprawy do załatwienia. Nie mogło to się jednak dobrze skończyć bez współpracy obojga stron. A na to się nie zapowiadało. Anielica świetnie udawała. Mydliła oczy swoim przypadkowym towarzyszom, pewnie każdego dnia to robiła. A teraz oszukiwała tych, którzy i tak wiedzieli już zbyt wiele. Nawet, gdy akcja wymykała jej się spod kontroli, szybko potrafiła znów przejąć pałeczkę. Smilla z podziwem zapamiętywała tę scenę. I satysfakcją, gdy ta dała jej okazję do ponownego stanięcia na nogi.
        Zaczęło się od elfa. Jakimś cudem nagle znów był w formie, na tyle, by zagrozić samemu Cordelio. Musiał użyć magii, nie było innego wytłumaczenia. Resztek sił zużył by się zregenerować. Podjął ostatnią próbę walki. Jego zawziętość i niesamowita siła na chwilę dały wampirzycy nadzieję. Ale równie szybko ktoś rozpruł jej worek rozlewając energodajną ciecz. Atakujący znów został unieszkodliwiony.  W powietrzu rozpłynął się tylko zapach krwi i wszystko znów wydawało się być beznadziejne.
        Smilla nie była w stanie się skupić przez ból. W pierwszym momencie szamotała się, jakby to mogło ją uwolnić. Przytrzymywana była jednak przez jednego z aniołów, sprzedającego co jakiś czas sugestywne ukłucia metalem w bok okryty zaledwie cienkim materiałem sukni. Kobieta czuła, że jest dla nich nikim, bez względu na słowa, które dane było jej słyszeć. Najpewniej nie była nawet kobietą. A z pewnością nie była dla nich w żadnej części człowiekiem.
        Dobrze było być niedocenianym. Dobrze było być traktowanym jak zwierzę. Bolało paskudnie. Łzy irytująco rozmazywały delikatny makijaż. Kreśliły jasne smugi na ludzkiej masce. Prawdziwie blada skóra wyłaniała się spod warstwy pudru. Szare cienie rozmyły się. Włosy posklejane od wina, usta mokre od śliny. Pochylona do przodu kobieta klęcząca na zimnej posadzce. Przygniatająca kolanami własną dumę. Czy można było zobaczyć bardziej żałosny widok? To bolało, ale... przynosiło też przewagę. W końcu zrozumiała, że tylko bezruch może dać jej złudzenie mniejszego cierpienia. Nie było to znowu nic nie do wytrzymania, choć ręce drżały, a z ust wydobywały się ciężkie sapnięcia. Zawsze, gdy coś boli, ciężko się skupić na czymkolwiek innym. Jeśli jednak ma się w cierpieniu doświadczenie, w końcu można opanować własne odruchy. Choćby na tyle, by zepchnąć ból na dalszy plan i uruchomić instynkt przetrwania.
        Uznali, że mogą poświęcić uwagę swojemu celowi. Keira szybko przeanalizowała sytuację i posłużyła się jej słabymi stronami. Wykorzystała fakt, że to jej poświęcona jest teraz uwaga. Zabawiła się dając innym szansę. Jak gdyby rozumieli się bez słów. Jakby potrafili działać razem, na wspólną korzyść. Odległa muzyka miasta znów zaczęła pobrzmiewać. Beczki z winem drżały, wyznaczając szaleńczy rytm. Wampirzyca postanowiła dołączyć do improwizacji. Zamknęła oczy i skupiła się na przeciwniku za nią. Chwyciła się mniej spektakularnej metody, za to dużo skuteczniejszej. Wymagała precyzji i siły magicznej, co w obecnym stanie mogło być przeszkodą. Niemniej naturalna zdolność kontrolowania żywiołu wody sprawiła, że wszystko poszło gładko i szybko. Na moment przed wybuchnięciem beczek uścisk anioła zelżał. Nim jeszcze zaczął brodzić w kałużach wina, jego płuca poczuły je jako pierwsze. Czerwony płyn wypełnił oskrzela, w jednej chwili doprowadzając właściciela do przerażającego kaszlu. Momentalnie puścił ofiarę z przerażeniem odkrywając słabość fizycznego ciała. Pomiędzy próbami zaczerpnięcia powietrza i krztuszeniem się, próbował utrzymać się na nogach.
- Jesteś tak samo ludzki jak ja, głupcze... – mruknęła wampirzyca i przygotowała się na najgorsze. Skrępowana stanęła na nogi i zebrała w sobie wszystkie siły, koncentrując je na kajdanach. Były grube, mocne... Ale nie niezniszczalne. Smilla zamknęła oczy, zacisnęła zęby i pięści. Czuła jak skóra na nadgarstkach niemal się pali, lecz ona dokładała oliwy do ognia. Napierała na obręcze ze wszystkich sił, pozbawiając się skóry i odsłaniając kości. Aż w końcu brzęknęły. Rozerwane upadły w fale wina. Krzyknęła, zagłuszając wołanie Keiry.
-Pospiesz się, no!
        Ulga, która potem nastąpiła była tak wspaniała, że gdy tylko Smilla zdała sobie z niej sprawę, od razu była gotowa do dalszego działania. Choć miała ochotę odwrócić się, by dokończyć sprawę z Cordelio i jego aniołkami, zrozumiała, że to bezcelowe. Choć teraz chwilowo cios ich ogłuszył, wkrótce mogli przejść do kontrataku. Nie można było czekać.
        Trójka wybiegła wspólnie na zewnątrz. A właściwie dwójka, bo nieprzytomny Satharin był „niesiony” przez anielicę, choć nie wyglądała z tego powodu na szczególnie zadowoloną. Blondynka zresztą wcale jej się nie dziwiła.

        Winnica stała samotnie. W części nadziemnej gromadziła resztę zbiorów – tych mniej wymagających i częściej używanych. Całość była gustownie, choć surowo urządzona. Jedynym źródłem światła była dogasająca pochodnia. Nie poświęcili budynkowi  zbyt wiele uwagi. Najważniejsze były otwarte drzwi. Za nimi przydała się znajomość Smilli majątku Wąchackiego. Sprawnie wyprowadziła ich poza jego teren.
        Tym razem nie było błędów. Przemknęli niezauważeni, mimo niewielkich rozmiarów willi i obecności jednego strażnika i psa. Nieboszczyk oszczędzał nawet na ochronie. Jakimś cudem jednak do kradzieży dochodziło niezwykle rzadko. Wampirzyca sama nie do końca rozumiała na czym to polega. Czyżby nie było tu czego kraść? Taki typ, jak on musiał mieć gdzieś schowane oszczędności. Choć z drugiej strony... Czy komuś zależało konkretnie na nich? Po co się trudzić, jeśli w innych posiadłościach, wystarczy przekroczyć próg, by wystarczająco dużo kosztowności mieć na wyciągnięcie ręki? Co bogatsi mieli manię eksponowania własnego stanu materialnego. Złocili klamki, kołatki, meble, świeczniki a w oknach wieszali zasłony z najcenniejszych materiałów. Martwy już księgowy taki nie był. Jeśli znaleźć u niego coś naprawdę cennego, to istniejące do niedawna wieloletnie wina z najróżniejszych zakątków Alaranii i wspomniane ukryte oszczędności.
        Jednak sytuacja, w której znalazła się złodziejka, zabójca i łowczyni nie nasuwała nawet myśli o potencjalnym zysku, który właśnie został zaprzepaszczony. Szybko okazało się, że po ucieczce trzeba zdecydować się na kolejne plany. Wspólne, których brakowało. Wampirzyca wiedziała tylko jedno – nie ma ochoty dłużej zostawać w mieście, z którego półświatkiem właśnie zadarła. Lubiła przygody, ale nie takie. Ta wcale jej się nie podobała. Miała zbyt... poważny wymiar. Mimo pragnienia zemsty, pragnęła tylko zabrać swoje rzeczy i zniknąć. Ruszyć dalej w drogę. Niestety nie mogła tego zrobić. Nie w tej chwili. Wyraźnie dawały jej o tym znać blade chmury, stające się powoli coraz bardziej widoczne. Szarzało. Księżyc wciąż oświetlał świat pod sobą, ale przestrzeń z każdą chwilą jaśniała jeszcze bardziej, wspomagana morderczym źródłem. Nadchodził świt. A więc moment, w którym krwiopijca powinien schować się w swojej jaskini. Mogła oczywiście zrobić to sama. Zniknąć, tak jak to zawsze robi i przespać dzień, by następnej nocy ruszyć dalej. Ale... to by było nierozsądne. Podczas gdy ona zapadłaby w głęboki sen, nieprzyjaciele mogliby dalej działać. Kto wie jak wiele czasu zajmie im odszukanie jej kryjówki? Jeśli będą chcieli zemsty, nie pominą jej. Rozsądnie było więc pociągnąć tę tragikomedie dalej. Jeśli będzie miała przy sobie kogoś, kto również nie musi kryć się przed słońcem, jest większa szansa, że przeżyje kolejne kilkanaście godzin. Oczywiście nawet Keira i Satharin mogli ją zabić w każdym momencie. Jednak jeśli miała wybierać śmierć z rąk Cordelio lub z rąk towarzyszy – wolała drugą opcję. Po prostu była większa szansa, że tego nie zrobią. Lub, że uda się ich przekupić.
        Tak więc plan zaproponowała wampirzyca. A nie mając innego wyjścia, wszyscy się zgodzili. Zgodnie, przemykając możliwie niezauważenie, biegli w stronę obrzeży miasta.

*w*


        Krwiopijcom raczej nie zapewniano noclegów. Karczmy i motele oferowały pokoje głównie mniej zabójczym klientom. A przynajmniej bardziej „żywym”. Bo przecież w miastach roiło się od przyjezdnych lub bezdomnych przestępców, którzy jakoś znajdowali dach nad głową. Dlaczego więc wampirom miałoby być pod tym względem ciężej? Przecież w gruncie rzeczy są tak samo niebezpieczni, jak każdy inny. Nigdy nie wiadomo, kto stanie się ich ofiarą. Tak jak nie wiadomo, kiedy i komu potencjalny zabójca, którego przyjmiesz pod swój dach, poderżnie gardło. Mimo to, bardziej czujnie spoglądano na tych, którzy wykupywali pokój późną porą. Niemniej pieniądz to pieniądz. W mniej pięknych dzielnicach, w których bieda i krwawe złoto mieszało się na ulicach, każdy mógł znaleźć sobie nocleg. Nawet z odpowiednio dyskretnym portierem i pokojem ukrytym przed promieniami słońca. Co więcej – nie była to waląca się rudera, a stabilny jeszcze budynek z dwoma piętrami i mnóstwem pokoi. Niemniej, mimo swojego wyglądu i dyskrecji, w środku panował chaos. Mieszkało tu wiele osób, bardzo różnej sławy i profesji. Zazwyczaj nikt nie zagrzewał miejsca na dłużej niż tydzień. Co bardzo odpowiadało właścicielowi całości.
        Ciężko byłoby przemknąć niezauważonym z niesionym magią ciałem. Całe szczęście, istniało tylne wejście do noclegowni, z którego teraz to skorzystała trójka towarzyszy. Pora sprzyjała. Był to ten najmniej ruchliwy moment w ciągu doby, kiedy niemal wszyscy śpią, lecz niedługo mają się obudzić. Udało się więc wejść niezauważonym do budynku, a następnie do pokoju Smilli.
        Znajdował się poniżej parteru, czyli tam gdzie zwykle są wyłącznie spiżarnie. Jednak tutejsze piwnice były na tyle duże, że stratą byłoby nie przerobienie ich części na pokoje mieszkalne. Oczywiście wiedziano, że zainteresują się nimi ci... bardziej wymagający klienci. Niosło to ze sobą pewne ryzyko, ale przede wszystkim również zysk. Czasem warto było zaryzykować i włożyć nieco więcej pracy w interes, by ostatecznie zyskać więcej.
        Kiedy weszli do środka Smilla od razu nakazała położyć elfa na wąskim łóżku. Poza nim w pokoju znajdowała się skrzynia, stół z krzesłem, niewielki regał i stołek z blaszaną misą i ręcznikiem. Jedynymi śladami bytności wampirzycy w środku była nadpalona świeca na stole, krzesiwo i niewielkie lusterko. Wszystko inne zostało schowane. W pomieszczeniu nie było też żadnych okien.
- Naprawdę nie wiem co mi strzeliło do głowy – mruczała blondynka krzątając się po pokoju. Podeszła do misy z wodą i obmyła zakrwawione dłonie (rany już się na nich powoli goiły) i twarz. Włosy związała rzemykiem. Miała cały czas szczerą nadzieję, że Satharin nagle ocknie się, rzuci jakiś niepochlebny komentarz i się wyniesie. Na pewno by to zrobił, gdyby mógł. Ale na to się nie zapowiadało. Leżał zakrwawiony na łóżku, brudząc pościel i wyglądał, jakby go ktoś kilka dni temu zabił we śnie. Właśnie w tym miejscu. Jednak jego klatka piersiowa nadal ostrożnie się unosiła. Trzeba więc zająć się nim jak żywym. Cóż za paradoks. Leczyć największego zabójcę w mieście. Wampirzyca miała ochotę się zaśmiać, ale podły nastrój ją powstrzymał.
- Nie potrafisz robić tego co on? Leczyć magią? – pytając, kątem oka zerkała na Keirę, jakby spodziewała się, że znów ujrzy jej skrzydła. Była rozdrażniona. I choć nie zamierzała nikogo oskarżać o niedawne zdarzenia, rozumiała, że ich przyczyną była głównie ciemnowłosa. Wampirzyca nie winiła jej. Być może problemów przysparzało jej jedynie to kim jest. Na to nikt nie ma wpływu. Niemniej złość szukała gdzieś ujścia... - Czy też może upadli potrafią tylko niszczyć?
        Mówiąc to przystawiła misę i ręcznik bliżej łóżka. Nie miała nawet żadnej porządniejszej szmatki, którą mogłaby oczyścić rany. Jeśli Keira nie znała się na leczniczej magii, trzeba będzie zająć się ranami w bardziej standardowy sposób. Choć, jeśli ich losy miały się jeszcze przez jakiś czas łączyć, leczenie będzie trzeba przyspieszyć w jedyny znany Smilli sposób. Tego jednak wolała na razie uniknąć. Zajęła się więc powierzchownym oczyszczaniem ran z zakrzepłej krwi, na tyle, by ocenić ich zasięg. Gorzej będzie ze złamaniami... Smilla próbowała ocenić stan Satharina, choć czynność ta mogła okazać się zupełnie niepotrzebna. Tak naprawdę był to dla niej jedynie sposób na zajęcie czymś rąk, podczas gdy w głowie miała burzę.
- Kim ty jesteś, dziewczyno? – mówiła, nie patrząc już na anielicę. -  I czego właściwie oczekujesz?
        W tym też momencie dostrzegła coś nietypowego w twarzy elfa. Jego cera nie była naturalnie jasna. Jej biel wyglądała na... chorobliwą. Jakby coś kiedyś się z nią stało. A więc, możliwe, że przeczucia Smilli, iż znalazła brata krwi, mogły okazać się złudnymi nadziejami. A jednak wciąż nieśmiało pragnęła, by się myliła...
Avatar użytkownika
Smilla
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Kerhje, Eldrizze, Umm, Zgniłek,
Rasa: wampir (przemieniona z półelfa lodowego)
Aura: Aura posiada siłę nie najmniejszą, prawie że średnią, delikatna szmaragdowa poświata całkiem mocno się odznacza. Żelazny odcień otacza całość, a na nim wyraźnie obrysowują się kobaltowe kształty leśnych kwiatów czy listków. Tu i ówdzie widać rtęciowy pyłek unoszący się wokół rzeźbionych roślin w rozkwicie. Wszędzie da się zobaczyć srebrzyste kropelki, które stale są mokre w dotyku, choć wyglądają na zwyczajny malunek. Ponadto można usłyszeć szum wody, powoli przemieniającą się w spokojną i głęboką melodię, co niesie ulgę dla wszystkich zmysłów. Wraz z emanacją niesie się kilka zmieszanych zapachów, najwyraźniejszy z nich to zdecydowanie woń świeżej krwi, gdzieś tam jeszcze można wyczuć las pomieszany z ludzkim potem, ale do tego trzeba mieć dobry węch, ponieważ coraz ciężej jest je wychwycić. W dotyku twarda, ciężko ją czymkolwiek zarysować, jednocześnie jednak gnie się łatwo przy najmniejszym nawet podmuchu wiatru. Ostra niczym kolce róży, ale gładka jak szkło. W smaku natomiast uparcie lepi się do podniebienia.
Wygląd: Smilla jest raczej wysoka, bo mierzy około 6 stóp wzrostu. To, w połączeniu z wyćwiczonym i zahartowanym ciałem zawsze ułatwiało jej życie, gdyż często musiała wykonywać męskie prace, a w walce okazywało się jeszcze większym atutem. Skórę ma bardzo jasną i chłodną, na piętach nieco zrogowaciałą. Może się pochwalić ładną figurą, z wąską talią i szerokimi biodrami, ... (Więcej)

Postprzez Keira » So sty 27, 2018 7:13 pm

        Chaos. Tylko tak można opisać to, co się działo w winnicy. Wino zalało całe pomieszczenie, zatruwając zmysły znajdujących się w nim istot. Czas zwalniał i sekundy zamieniły się w minuty, które w tej walce były więcej warte niż drogocenne klejnoty lady Rozpustnej. Wino lało się, utrudniając wszystkim wydostanie się w winnicy Wąchackiego.
        Keira zaufała wampirzycy. Obie kobiety miały w sobie pewien mrok, który każda prezentowała na swój sposób. Satharin nadal pozostawał dla anielicy kimś, na kogo należy uważać. Mimo to nie zrobił nic takiego. Cięty język posiadała cała trójka, to trzeba im przyznać. Keira zastanawiała się przez chwilę, co by było, gdyby zaczęli działać razem. Biedni mieszkańcy Demary by nie wytrwali.
Anielica przez chwilę bała się, że im się nie uda. Że Cordelio ich wyprzedzi i znajdą się w kolejnym potrzasku. Ten moment nieuwagi kosztował Keirę kilka cennych sekund - Mirva chwycił ją za kostkę w chwili, w której kobieta znajdowała się blisko wyjścia. Wystarczył krok, jeden stopień do pokonania, i uwolniłaby się od tego koszmaru. Piekielna spojrzała na swego “brata krwi”.
        - Proszę, nie uciekaj. - W jednej sekundzie wydawał się kimś innym. Mężczyzną, który wcale nie chciał jej cierpień. Jakby…
Jakby chciał pomóc.
Keira pokręciła głową. Z niewiadomego powodu przyszło jej to nie tak łatwo, jak przewidywała. Może to wrodzona ciekawość zapanowała nad umysłem anielicy, błagając o więcej odpowiedzi. Jednakże upadła anielica wybrała wolność.
        Wynoszenie elfa za pomocą magii okazało się trudne. Okropnie trudne. Keira nie należała do wielkich i sławnych magów. Zaraz po wyjściu z winnicy, rozejrzała się po pomieszczeniu, w jakim się znaleźli.
Zboczenie zawodowe nakazywało jej sprawdzenie kilku szafek i skrzyń, aczkolwiek strach wygrywał. Anielica jednak zatrzymała się kawałek dalej i w pośpiechu zabrała to, co znalazła w jednej ze skrzyń. O dziwo, to nie były pieniądze, a jedzenie. Keira nie potrzebowała jedzenia, nie aż tak, jak ludzie. Podejrzewała też, że Smilla także nie pokusi się na kawałek czerstwego chlebka. Jednakże jakby nie patrzeć, obie kobiety taszczyły ze sobą zwło… trupiobladego elfa. Rannego zabójcę.
        Keira schowała w płaszczu bochenek chleba i jedno jabłko. Miała nadzieję, że to wystarczy. Następnie wzięła elfa na plecy (doprawdy, widok latającego trupa nawet i w nocy wzbudzi sensację) i wybiegła z domu Wąchackiego.
Zgodziła się na plan Smilli. Nieprzytomny Satharin się wstrzymał. Elf nie miał innego wyjścia, inaczej czeka go pobudka w kajdankach u Cordelio.




        Keira nie należała do najsilniejszych mieszkańców Alaranii. Niesienie potężnego cielska elfa okazało się dla niej wyzwaniem nie do zdarcia. Kiedy tylko cała trójka znalazła się wystarczająco daleko od wścibskiego wzroku miejscowych pijaczyn, kobieta pokusiła się na ponowne użycie magii. Tak oto wampirzyca zaprowadziła ją do swojego obecnego lokum w piwnicy.
Anielica ciągle miała przed oczami twarz Mirvy, który stał obok Cordelio, oraz tego tajemniczego anioła, który prosił ją, aby została. To niemożliwe, żeby to była ta sama osoba. Wydarzenia z dzisiejszego dnia były… dość emocjonujące. Piekielna postanowiła milczeć. Bała się pytań. Spodziewała się oczywiście, że oboje jej obecnych towarzyszy zwali całą winę na nią - atak Cordelio. Zwłaszcza że wcześniej im pomogła, a raczej próbowała, mogą wziąć ją za sprawcę całego nieszczęścia.
        Keira ułożyła Satharina na łóżku, jak nakazała nieumarła. Następnie anielica opadła ciężko na krzesło i ułożyła głowę na stole. Była wykończona. Przez niemal cały dzień posługiwała się magią, biegała z elfem na plecach i przepychała się przez ścieki.
Spoglądała na Smillę. Obserwowała nieświadomie każdy jej ruch. Wampirzyca wszystko robiła z pewnego rodzaju gracją. Keira zaczęła zazdrościć krwiopijcom braku potrzeb fizjologicznych, takich jak spanie. Anielica powoli podniosła głowę i przełknęła ślinę. Powoli wyłożyła na stół to, co zabrała z domu Wąchackiego.
        - Musi coś zjeść, jak się obudzi - zaapelowała cicho, niby ignorując pytanie Smilli. Jednakże po krótkiej chwili Keira wstała i podeszła do elfa, unosząc dłoń nad jego klatkę piersiową. - Jestem amatorką. Kiepską. Ale coś zdziałam. - Zignorowała natomiast kolejne pytanie. Upadłe anioły to nie diabły czy cokolwiek innego, aczkolwiek z góry zakłada się, że skoro zbuntowali się swemu Panu i trafili do piekła, są najgorszym plugastwem, jakie chodzi po ziemiach Alaranii.
Niech już każdy w to wierzy.
        Ciepło powoli spłynęło na koniuszki palców anielicy, dając jej sygnał, że magia się wydostaje. Anielica skupiła się z całych sił. Nie potrafiła wiele, ale wystarczająco, aby kości elfa zrosły się. Keira jednak darowała sobie powierzchowne okaleczenia. Skupiła się na tym, co najważniejsze. Coś poszło niestety nie tak, o czym zawiadomiła ją nowo-powstała rana cięta na policzku Satharina. Kobieta zaklęła pod nosem i skupiła się jeszcze bardziej, tym razem osiągając zamierzony skutek. Najchętniej po tym wszystkim opadłaby na podłogę i zasnęła, lecz nie teraz.
Teraz trzeba czekać, aż elf się obudzi. I ochrzani ją za ranę na policzku. Czy też kto wie, może uzna to za dzieło Cordelio?
        - Tym, czym każdy ode mnie oczekuje. - Keira ledwo poruszała ustami, mówiąc. - Nie zaprzątaj sobie główki tymi zmartwieniami. Jeśli będzie trzeba, zniknę. Aczkolwiek sądzę, że w tym wypadku jesteśmy na siebie skazani - rzekła do Smilli, ponownie zasiadając na krześle. - Współpraca może okazać się owocna. Nie mów mi, że nie jesteś ciekawa, czego chciał od ciebie Złodupiec i spółka? - Uśmiechnęła się, jak gdyby nigdy nic. Jakby wcale sama się nie martwiła, jakby w jej sercu wcale nie pojawiło się ziarno wątpliwości. - Sądzę, że mogę mieć ciekawą propozycję dla ciebie i naszego kochanego zbója.
Avatar użytkownika
Keira
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Jane, Isara, Camelia, Sevi, Eliae, Quillithea, Loneyethe,
Rasa: Upadła anielica
Aura: Dość silna emanacja charakteryzuję się tym iż posiada wiele barw. Można jednak stwierdzić, że głównie pokryta jest złotym odcieniem. Gdzieniegdzie występują żelazne zarysowania, jakby ktoś uderzał o powierzchnie mieczem lub inną bronią tego typu. U góry zebrało się mnóstwo srebrzystych drobinek przypominających magiczny pył. Niżej zaś występują nieregularne kobaltowe pasma. Tu i ówdzie można dopatrzyć się miedzianych kształtów, które jakby poruszają się, tworząc niebywałe, maleńkie obrazki. Rubinowa poświata, choć niepokoi wygląda jak koc otulający aurę. Słychać śmiech dzieci oraz liczne głosy, szybko jednak zostają one zagłuszone przez całkiem głośny szmer wody, wraz z którym przychodzi uczucie wilgoci, a także wokół powierzchni unoszą się w magiczny sposób drobne kropelki. Po chwili pojawia się zmysłowy szept ściśle powiązany z silnym zapachem perfum występującym jedynie przez moment. Główna woń niegdyś liliowa teraz zmieniła się w smród siarki. W dotyku twarda popisuje się elastycznością, prezentując przy tym ostre krańce, które tylko czmychają na swą ofiarę skuszoną przez aksamitną powłokę. Lepi się do podniebienia i pozostawia pikantny posmak parzący język i wywołujący pragnienie.
Wygląd: Keira to dobrze wyglądająca kobieta. Ma się czym poszczycić, jeśli chodzi o figurę. Wysoka na około 185cm, z kruczoczarnymi włosami, które kolorem stapiają się z jej ciemnymi skrzydłami. Niegdyś białe jak śnieg pióra, teraz o barwie hebanu - od razu przywodzą na myśl upadłego anioła. Mimo wszystko, Keira stara się ukryć swoją przynależność do tejże rasy.
Ma ładne, ...
(Więcej)

Postprzez Satharin » Pn lut 12, 2018 4:50 pm

        Przez jego świadomość jeszcze przez jakiś czas przechodziły dźwięki, jakby przygłuszone, z oddali. Krzyk, trzask drewna, brzęk stali, które przynajmniej dawały znać, że dookoła coś się dzieje...
        Później była już tylko pustka, niepokojąca i potencjalnie niebezpieczna cisza. Podświadomość nie odbierała nawet szmerów. Przez głowę przeszły mu niezbyt przyjemne, ujmując delikatnie, myśli. Czy to była śmierć? Czy właśnie zginął, wykrwawił się akurat tam, w padole łez, poniewierany przez anioła i jakiegoś ludzkiego śmiecia? Jakże żałosne i haniebne byłoby takie wyzionięcie ducha. I to nie byle kogo, przecież nie jakiegoś przypadkowego pachoła, ale Satharina. Rzeźnika z Demary. Osoby, której każdy, kto podpadł półświatkowi boi się śmiertelnie, zresztą nie bez powodu. Osoby, o której niektórzy rodzice opowiadają niegrzecznym dzieciom przed snem, zamiast historii o wiedźmach z bagien albo potępieniu w piekle. O której można usłyszeć o północy, przy ciepłym ogniu ognisk zapalonych przez handlarzy z karawan, gdy opowiadają straszne historie, niektóre nawet z własnego doświadczenia. O której szeptają co bardziej tępi kapłani co głupszych bóstw, dysputując, czy to nie przypadkiem ludy piekła nie zesłały na Demarę właśnie Satharina, demona który krąży po mieście niczym kostucha.

        Nie.
        Nie mógł tak zginąć.
        To by było zbyt proste dla wroga, zbyt mało satysfakcjonujące dla Satharina. Zbyt mało zabawne i ironiczne ze strony losu.



        Nareszcie się przebudził. W uszach mu szumiało, a przed oczami miał bliżej niekreślone plamy kolorów, które dopiero po dłuższej chwili poświęconej na skupienie, zlały się w konkretny obraz. Nie był to jednak widok zachęcający. Leżał na łóżku, na niezbyt wygodnym materacu i gapił się na próchniejący powoli sufit pokoju. Przestrzeń dookoła była nieznana i wzbudzała w Satharinie poczucie zagrożenia. Jedynym "przyjaznym" aspektem były znajome głosy prowadzące konwersację, na którą on sam teraz nie zwracał uwagi. Uniemożliwiał mu to silny ból, paraliżujący wręcz. Bolałe całe plecy, kręgosłup, lędźwia i miednica. Wszystko co uderzyło za tamtym razem w ścianę. Mimo wszystko jednak, nie cierpiał tak bardzo jak wtedy, kiedy sam musiał się uleczyć, dogorywając w kałuży wina. Szczególną uwagę zwrócił na fakt, że był w stanie sięgnąć ręką do poszkodowanych części ciała... I z zaskoczeniem odkrył, że nie ma tam obrażeń! Jego ręce były całe, nogi również. Szybkie przejechanie ręką po kościach stwierdziło, że z miednicą i z kręgosłupem chyba nic nie jest. Gdyby był przesądny bądź wierzący w bóstwa, uznałby pewnie z pewnością, że to cud. Jednak stąpając twardo po ziemi, domyślił się, że któraś z tymczasowych towarzyszek musi znać się co nieco na magii leczącej. Zupełnie jak on. Stanowiło to nie tylko ciekawostkę, ale też przewagę w ewentualnej konfrontacji, wszak nie wiadomo było, jak ich nieoczekiwana znajomość się zakończy. A elf miał nadzieję, że się zakończy. Pytanie tylko pozostawało, która z nich to zrobiła?
        Na kolejne słowa Keiry w końcu się poruszył. Oderwał plecy od łóżka, co było dużo łatwiejsze niż się spodziewał, i wciąż osłabiony, usiadł na materacu, spoglądając spode łba na obie kobiety.
        - Tak, cholernie owocna. - Syknął gniewnie. - Współpraca z wami prawie mnie wpędziła do grobu. Gdybyście tylko trzymały nos z dala od nieswoich interesów... Teraz Cordelio będzie je chciał wam urwać. I nie będzie w tym planie samotny. - Na wzmiankę o propozycji, pojawił się na jego ustach kpiący uśmieszek. - Możesz mieć propozycję? Chyba kpisz. Ja MAM propozycję. - Satharin wstał z łóżka i niezbyt składnym krokiem obolałego człowieka, przeszedł parę kroków, wbijając w ścianę pokoju swój sztylet. - Pójdziemy do Arvallio. Zapłaci wam, zbierzemy ludzi, sprzęt, wszystko on nam da. I pokażemy, do kogo należy miasto. Demara spłynie krwią... - kontynuował, na wzmiance o krwi mówiąc z wyraźną pasją - a w jej rynsztokach będą gnić wszyscy, którzy nie są podporządkowani. Trupów będzie tak dużo, że nie pomieści ich lokalne cmentarzysko.  A Cordelio... Cordelio zajmę się osobiście. Przypnę go za łańcuchy, będę go biczować, nacinać nożem, trenować na nim pięściarstwo, zagładzać. Obedrę go ze spełnienia wszelkich ludzkich potrzeb. To będzie kara za robienie problemów i znieważanie mnie! - Nakręcony adrenaliną i podniecony zabójca mówił coraz głośniej, aż w końcu wydarł się na cały głos. - MNIE!
        Mimo odpoczynku i leczenia, elfowi brakło sił i tchu. Po swoim monologu ugięły mu się nogi ze zmęczenia i utrzymał się wyłącznie dzięki swojemu sztyletowi. Nie spał już dość długo, nie jadł przez jakiś czas, ból doskwierał. Satharin był silny, ale nie nadludzki, i musiał wciąż zaspokajać fizjologiczne potrzeby. Nieskładnym krokiem więc podszedł do stołu i zabrał z niego jabłko, jakby ono było całkowicie jego, a potem usiadł bezceremonialnie na podłodze, przy ścianie, rozpoczynając pożeranie swojej zdobyczy. Oczy zamykały mu się samoistnie, choć twardo czekał na odpowiedź kobiet. Gdy tylko rozmowa się skończy, miał zamiar położyć się i zasnąć. Nie robiło mu już róznicy, czy zaśnie w swoim apartamencie, czy tutaj, na podłodze. A "towarzyszki"? Arogancja zabójcy utrzymywała go w pewności, że nie odważą się go drasnąć.
Avatar użytkownika
Satharin
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Verden, Edgar, Nardani, Elestren, Vivienna,
Rasa: Leśny Elf
Aura: Zanim na dobre wczytasz się i poznasz tę aurę, przywita cię jej nieprzyjemny chłód. Zaraz potem pojawi się bursztynowa łuna rozświetlająca otoczenie. Początkowo bursztyn jest niestały, jakby zagubiony i szukający innej opcji, po chwili jednak nabierze pełnego nasycenia i na próżno będziesz doszukiwał się w nim delikatniejszych aspektów. Zaraz potem zjawi się żelazo. Nie przybiera ono kształtu konkretnej broni jakby liczył się efekt końcowy nie zaś styl walki. Lata używania nieznacznie już przydymiły jego młodzieńczy blask nie kryjąc czasu spędzonego w walce. Drobne krople złota, niczym krew spadają na dość gładką powierzchnię stali, plamiąc jej ostre brzegi. Wokół wybrzmiewają liczne głosy, jakby czymś poruszone. Szybko jednak umilkną a ich miejsce zastąpi zapach lasu. Wyraźna woń igliwia nie daje się ukryć, chociaż i tu wtrąci się stal, drażniąc nos swoją metaliczną nutą. W tym wszystkim aura wydaje się być dość twardą, ale to co szczególnie da o sobie znać, to będzie jej giętkość. Smak jest wyraźnie gorzki, o subtelnie pikantnym odcieniu nieco lepkawy, ale nie na tyle by zalegać w ustach dłuższy czas.
Wygląd: Wyglądem Satharin przypomina trochę trupa. Choć nie można odmówić mu siły, to jest raczej szczupły, mierzy sobie blisko dwa metry wzrostu, a skórę ma nawet nie tyle bladą, co po prostu białą. Ten, któremu nie skojarzy się z umarlakiem albo wampirem, zobaczy w nim lodowego elfa o chorobliwie jasnej karnacji, na co wskazują spiczaste uszy i włosy, wybielone z dawnych, ... (Więcej)

Postprzez Smilla » N lut 18, 2018 2:10 pm

        Życie to ogień, a ty jesteś ulewą i sztormem.
        Poszukiwanie intensywności w życiu nie oznacza, że ze wszystkiego będziemy się cieszyć. Zwierzę mogłoby tego nie zrozumieć. Dąży do tego, czego wymaga od niego natura. I nie widzi problemu w braku równowagi lub zbyt małej ilości pewnych doznań. Zwykle je dostaje i nie ma się o co martwić. Co najwyżej głodem. Tym jednak różnimy się od zwierząt, że potrafimy zdefiniować własną naturę i określić czego jej brakuje, by stawała się coraz bardziej wyrazista. Wychodzimy ponad podstawowe potrzeby. Jesteśmy wybredni i ustanawiamy sobie różne cele do osiągnięcia, pragnienia do zaspokojenia. A gdy postawimy pierwszy krok, by się zaspokoić, nogi już nigdy się nie zatrzymają. Wpadamy w ciąg życiotycznego nałogu.
        Intensywność to emocje, a te bywają różne. Bez żalu nie ma szczęścia, a bez szaleństwa spokoju. Wszystko sprowadza się więc do poszukiwania nowości. Kiedy coś nas zaskakuje i wywołuje ciekawe doznania, wtedy uznajemy, że było wyraziście. Decydujemy się nawet na pogarszanie swojego stanu, na pakowanie się w tarapaty, na zadawanie bólu sobie i innym, po to by móc przeżyć coś szczególnego. Mocnego. Potem chwytamy się czegoś kontrastowego, co będzie wyraźnie się odróżniało. Szukamy więc romantycznej miłości, pomagamy innym, udajemy na łono natury by w spokoju kontemplować piękno świata. Wszystko przyjmujemy z otwartymi ramionami, choć w międzyczasie możemy na to narzekać lub pozwalać się sobie nudzić. Wszystko na rzecz końcowego efektu i kolejnego etapu, który da porównanie. Zawsze więc dążymy do kolekcjonowania przeciwieństw. By móc je konfrontować. To sprawia przyjemność.
        Smilla najwidoczniej wkroczyła na etap trudny. Ten w którym masz ochotę przejść już do kolejnego, a jednocześnie jego charakter niezmiernie kusi.

        Niesamowitym zbiegiem okoliczności  była pozytywna odpowiedź Keiry na pytanie o magię leczenia. Idealnie się złożyło, choć może dla świata lepiej by wyszło, gdyby Satharin się wykrwawił. Wampirzyca w milczeniu pozwoliła tamtej zająć miejsce przy łóżku i w milczeniu obserwowała jej ruchy. Jak na „amatorkę” poszło jej naprawdę dobrze. Drobne błędy były do wybaczenia, ale poradzenie sobie z truchłem, jakim wydawał się być zabójca do niedawna, było naprawdę wyczynem. Dobrze było znać takie „sztuczki”. Choć Smilli zazwyczaj wystarczała własna natura i czyjaś krew do wyleczenia się.
        W międzyczasie jednak wampirzyca pozwoliła na wyrzucenie z siebie w emocjach pytań. Pytań które zresztą zadałaby z pewnością jeszcze raz, może tylko w nieco łagodniejszym tonie. W gruncie rzeczy zdążyła polubić ciemnowłosą. Dobrze się z nią działało. Nie była natarczywa, nie miała humorków, a przy tym potrafiła bronić swojego. Kiedy już mówiła, robiła to w sposób swobodny, choć wyraźnie wyznaczający granice. Generalnie jednak była dość cichą osobą. Nic dziwnego. Skoro każdego dnia mogła musieć być kimś innym, skoro ukrywa swoją tożsamość, skoro na karku ma tak niebezpiecznych nieprzyjaciół... Smilla pewnie byłaby wtedy podobna. Na szczęście do tej pory, nie narobiła sobie zbyt wielu prawdziwych wrogów. Prawdopodobnie.
        Wysłuchała odpowiedzi anielicy i postanowiła nie zadawać już więcej pytań. Jednak to co ta powiedziała później, szybko zmienił nastawienie wampirzycy. Chyba jednak będzie musiała pokusić się o wyciąganie kolejnych informacji. Niemniej... Choć mogło się wydawać, że wampirzyca już niedługo zamierza się ulotnić odcinając od problemów, ekscytująca perspektywa pociągnięcia tej gierki jeszcze trochę wydała się niebezpiecznie kusząca.
        W tym samym czasie obie kobiety dostrzegły, że elf w końcu przebudził się. Otworzył oczy i chyba nieco zdezorientowany zaczął badać własny stan. Jego zdziwienie nie mogło dziwić. W końcu chyba zrozumiał sytuację i nie pozwolił Smilli odpowiedzieć na słowa Keiry, samemu reagując na nie bardzo... po swojemu. Poderwał się z łóżka, a z jego ust zaczęły wydobywać się słowa, które z każdą chwilą podnosiły temperaturę krwi w żyłach wampirzycy.Kiedy mówił otworzyła szeroko oczy, zszokowana, że nawet teraz jest tak arogancki. Pozwoliła mu jednak mówić, nie spuszczając go z oczu ani na chwilę. Wwiercała się w jego oczy spojrzeniem, jakby chciała dostać się do tego tunelu prowadzącego prosto do ziarna zarazy, która kiedyś musiała pojawić się pod tą twardą czaszką. Kiedy wstał, by kontynuować swój monolog, dalej siedziała w milczeniu go obserwując. Wyglądała wyniośle lecz spokojnie. Dobrze nakładała swoje maski, podobnie jak Keira. Jednak gdyby ktoś obserwował zamiast elfa ją, dostrzegłby, że nie ukrywa myśli w pełni. W jej oczach powoli zaczęła tworzyć się burza. W końcu kącik ust uniósł się delikatnie ku górze, ale był to uśmiech paskudny.
        Wstała. Wygładziła powstałe na sukni fałdki i sztywnym, dostojnym krokiem przeszła przez pokój do skrzyni, którą otworzyła bardzo gwałtownie. Ze środka wyjęła czarne spodnie, szarą tunikę, kamizelkę i resztę elementów garderoby jej stroju codziennego. Następnie sięgnęła do skrzyni jeszcze raz i ze środka wyjęła pas i broń. Kordelas w pochwie. Wieko skrzyni opadło z powrotem, ubrania wylądowały na nim. Smilla wyjęła kordelas z pochwy i ruszyła z powrotem w stronę stolika oglądając broń, tak jakby miała nosić na sobie jakieś niepożądane ślady używania. Kiedy jednak mijała siedzącego pod ścianą elfa, nagle jakby się obudziła. Wyglądało to tak, jakby raptem dostrzegła jego obecność i przypomniała sobie o czymś, co miała powiedzieć. Zatrzymała się. Potrząsnęła głową i zmarszczyła brwi wydymając usta.
- Chwila, chwila...  – mruknęła. -  Myślisz, że dlaczego tu jesteś?  - ostrze powoli powędrowało pod jego podbródek unosząc go. Z każdym słowem mówiła coraz głośniej, a skrywana wściekłość powolutku zaczynała się ukazywać. Każdą głoskę wymawiała bardzo wyraźnie.
- Wykorzystałeś dobroć aniołka. Naszego bezinteresownego popiołka. Nie mam pojęcia jakie ma wobec nas zamiary, ale zaoferowała pomoc mi i tobie i skorzystaliśmy z niej. Zgodziłeś się, choć wiedziałeś, że to oznacza działanie razem... WSPÓŁ-PRACA. Znasz takie słowo? Bo jeśli nie to powinieneś douczyć się jego znaczenia.  – opuściła kordelas i zaczęła krążyć po pokoju, wciąż jednak blisko elfa i z bronią w pogotowiu.  - Bo wiesz... To nie tylko fizyczne bycie z drugą osobą, ale też docenianie tego co może dla ciebie zrobić. Nie ważne w jakim celu! Każdy z nas ma jakiś. Ale teraz najważniejsze jest, że działamy razem, bo się na to zgodziliśmy. I, do licha! – z  jej oczu błysnęły błyskawice, a tempo przyspieszyło. - Chyba zapomniałeś już kto wtrąca się komu w interesy! Nie znam się na tych mafijnych porachunkach, jestem w mieście od kilku dni. Ten przeklęty Cordelio zdaje się znać was dość dobrze, a wy jego. A Arvallio nie interesuje mnie. I... Wiecie co? Powinnam leżeć teraz w miękkim łóżku pod pościelą z aksamitu, opita do granic i przesypiać przeklęty dzień. Ach... Cholerne słońce! Tymczasem wplątałam się w coś... – urwała i zerknęła w stronę Keiry. - Nie wierzę, że ten byk naprawdę czegoś ode mnie chciał. Po prostu przytrafiłam mu się w WASZYM towarzystwie. Ale mniejsza z tym! Wiesz co jest jeszcze ważne, elfie? To, że jesteś teraz na MOICH kilkunastu metrach kwadratowych. MÓJ TEREN. Rozumiesz? Mój. – gwałtownie zatrzymała się znów przy nim i raptem ściszyła głos, zamieniając go w syk podobny do tego, którego używał sam zabójca. Ostrze zbliżyło się do jego twarzy, lecz nie dotknęło jej. -  I jeśli nie zamkniesz tego ślicznego pyszczka, to chętnie ci go poharatam. Myślisz, że nie dam rady? Ja myślę, że jakkolwiek nazywają cię dzieciaki w mieście i ilu bezsensownych morderstw dokonałeś, tak dla mnie możesz być kolejną ofiarą. Jesteś słaby. Chętnie to wykorzystam... Keira pewnie też. Bo gdyby nie ONA, może w ogóle nie byłbyś w stanie rzucić jakiejkolwiek obelgi. Więc proszę cię bardzo – jeśli nie masz zamiaru teraz wyjść, wysłuchajmy kobiety, która przytaszczyła cię na własnych plecach i uleczyła.  Powtórzę raz jeszcze, żeby wszystkie informacje przebiły się przez twój twardy czerep: Możesz stąd wyjść, jeśli masz ochotę. Ale upewnij się, że nie ściągniesz przez to na nas dodatkowych problemów. A jeśli masz zamiar zostać tu choć chwilę dłużej – to zamilcz i pozwól mówić Keirze.
        Zapadła cisza. Atmosfera była gęsta i niezdrowa. Temperatura jakby podniosła się o kilka stopni, a jasnowłosa kobieta stojąca pośrodku małego pomieszczenia w końcu oderwała spojrzenie od swej „ofiary”, czując niewymowną ulgę po tym wyrzuceniu z siebie emocji. Potrząsnęła lekko głową z dezaprobatą dla wszystkich zdarzeń dzisiejszego dnia. Z jednej strony pragnęła, by elf zdecydował się wyjść. Z drugiej – taka decyzja była niebezpieczna, nieco nierozsądna dla każdego z tu obecnych. I... Zwyczajnie miała nadzieję, że ta komedia potrwa jeszcze chwilę. Byla tak... intensywna! To był jeden z tych momentów, kiedy na rzecz doznań jesteś gotów znęcać się nad sobą i innymi. Nie, Smilla nie chciała, żeby Satharin wyszedł.  Miała szczerą nadzieję, że zostanie. Nie ważne po co. Jeśli teraz nie wyjdzie i tak osiągnie to czego pragnęła. Mógł więc zostać, zrozumiawszy, że wampirzyca ma rację... Lub dalej pociągnąć tę farsę. Próbować znów walczyć o swoje. To bez różnicy. Byle tylko Keira nie uniosła rąk do góry nie wytrzymując i nie wyszła... Tak po prostu. To... To  by odcięło pewien dystans, pewną teatralność całej tej sytuacji.
        Wampirzyca rzuciła kordelas na zakrwawione łóżko. A niech się dzieje co chce – pomyślała,  nagle przypominając sobie o tym w jakim kiepskim stanie sama się znajduje. Miała ochotę zrzucić te brudne szaty, wziąć ciepłą kąpiel, wzmocnić się krwią młodziutkiej dziewki i zwyczajnie nic nie robić. Ale, aby móc zasłużyć na taką nagrodę i nadać jej jeszcze cudowniejszego wymiaru, wpierw trzeba było przeżyć coś innego. Niemniej, jasnowłosa sięgnęła po wyjęte ze skrzyni ubrania.
- A teraz odwróć się, bo chcę się przebrać.
Avatar użytkownika
Smilla
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Kerhje, Eldrizze, Umm, Zgniłek,
Rasa: wampir (przemieniona z półelfa lodowego)
Aura: Aura posiada siłę nie najmniejszą, prawie że średnią, delikatna szmaragdowa poświata całkiem mocno się odznacza. Żelazny odcień otacza całość, a na nim wyraźnie obrysowują się kobaltowe kształty leśnych kwiatów czy listków. Tu i ówdzie widać rtęciowy pyłek unoszący się wokół rzeźbionych roślin w rozkwicie. Wszędzie da się zobaczyć srebrzyste kropelki, które stale są mokre w dotyku, choć wyglądają na zwyczajny malunek. Ponadto można usłyszeć szum wody, powoli przemieniającą się w spokojną i głęboką melodię, co niesie ulgę dla wszystkich zmysłów. Wraz z emanacją niesie się kilka zmieszanych zapachów, najwyraźniejszy z nich to zdecydowanie woń świeżej krwi, gdzieś tam jeszcze można wyczuć las pomieszany z ludzkim potem, ale do tego trzeba mieć dobry węch, ponieważ coraz ciężej jest je wychwycić. W dotyku twarda, ciężko ją czymkolwiek zarysować, jednocześnie jednak gnie się łatwo przy najmniejszym nawet podmuchu wiatru. Ostra niczym kolce róży, ale gładka jak szkło. W smaku natomiast uparcie lepi się do podniebienia.
Wygląd: Smilla jest raczej wysoka, bo mierzy około 6 stóp wzrostu. To, w połączeniu z wyćwiczonym i zahartowanym ciałem zawsze ułatwiało jej życie, gdyż często musiała wykonywać męskie prace, a w walce okazywało się jeszcze większym atutem. Skórę ma bardzo jasną i chłodną, na piętach nieco zrogowaciałą. Może się pochwalić ładną figurą, z wąską talią i szerokimi biodrami, ... (Więcej)

Poprzednia strona

Powrót do Demara

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron