Równina Drivii[Dwór Moria] Przybysz.

Wielka równina słynąca przede wszystkim z trzech jezior. Legenda głosi, że trzy siostry Cara, Sitrina i Doren - księżniczki Demary, córki króla Filipa miały zostać wydane za książąt Elisji, Fargoth i Serenai by utrzymać pokój pomiędzy krainami. Jednak żadna nie chciała zostać zmuszona do małżeństwa Księżniczki uciekły więc na północ kraju i nigdy już nie wróciły. Legenda głosi, że stały się one Nimfami i każda objęła panowanie nad jednym z jezior.
Vesper
Rasa:
Profesje:

Post autor: Vesper »

- Prawdopodobnie są tam jakieś kapłanki, jednak ponadto muszą tam przewijać się jakieś kobiety. Wątpię, aby dało się zapanować nad tyloma facetami, gdyby od czasu do czasu nie mieli okazji spółkować - powiedział. Był pewien, że nad większą grupą mężczyzn nie można byłoby zapanować, gdyby każdy z nich chodził podirytowany i niezaspokojony. Pomiędzy tymi najbardziej władczymi dochodziłoby do spięć i walk, a nie tak później takie incydenty byłyby normą.

- Możliwe, że niektórzy mogliby wyciągnąć takie wnioski, ale szczerze wątpię, aby znaleźli jakieś wiarygodne dowody na to. Inaczej sprawa się ma, gdyby takie dowody stworzyli sami. Z tego co wiem, twój ówczesny partner jest wysoko postawiony w tamtejszej hierarchii, więc musi mieć pewne przymioty charakteru. W razie gdy jest władczy, musimy się pośpieszyć. Choć pospiech jest wskazany, na pewno zniknięcie jego oblubienicy wyprowadziło go z równowagi - powiedział, choć słowa jak "ówczesny partner" i "oblubienica" ciężko przechodziły mu przez gardło. Modlił się, aby przez pewien dłuższy okres czasu jego psychika okazała się silna, gdyż może ulec pokusie zlecenia zabójstwa tego mężczyzny. Nie miał nic do jego osoby, ale nikt na jego miejscu nie żywiłby sympatii. Choć w pewnym stopniu rozumiał go, przecież nie był ślepy i doskonale wiedział o atrakcyjności Villemo.

Aby nie rozwodzić się nad ponętnością ciała kobiety, która była tak blisko niego, skupił się na uzupełnianiu informacji o Tinweriel. To pomogło utrzymać jego myśli w ryzach. Gdy skończył, zgrabnym ruchem odłożył pióro do kałamarza, a w tej samej chwili na jego ręce pokazała się Umbra, jak zawsze gotowa spełniać jego rozkazy.
- Przykro mi, przyjaciółko, ale tym razem musisz zanieść tylko ten list Onyxi - powiedział, po czym przymocował za pomocą wstążki do jej ciała list. Żmija nie czekając ani chwili dłużej zsunęła się z jego ręki na podłogę. Wstał i uchylił dla niej drzwi. Wątpliwe, aby spotkała jakiegoś mieszkańca zamku o tej porze, mogłaby kogoś wystraszyć, nawet jeśli wiedzieli, że to towarzysz ich pana.

- No to skoro to mamy za sobą, to może powiesz mi przy kieliszku wina, jak się czujesz w roli Pani tych ziem? - powiedział pochodząc do niewielkiego barku i nalewając im po lampce wina.
Awatar użytkownika
Villemo
Kroczący pośród cudzych Marzeń
Posty: 432
Rejestracja: 13 lat temu
Rasa: Nemorianin
Profesje: Arystokrata , Mag
Kontakt:

Post autor: Villemo »

Villemo usiadła wygodniej w fotelu.

- Oni nie mają uczuć, czasem wydawało mi się, że nawet tak prymitywnych, są zimni jak lodowce północy, jakby pili jakieś eliksiry. Nie wydaje mi się, żeby jakoś szczególnie potrzebowali kobiet, a przynajmniej większość z nich. Ci bardziej narwani pewnie po prostu korzystają z burdeli, na pewno nie wolno im sprowadzać nikogo do obozu, a już w szczególności kochanek czy nierządnic. - Villemo zmarszczyła brwi.

- Mogą ją oskarżyć o co zechcą, a wyciąganie pochopnych wniosków to chyba ich specjalność. Dowody rzadko ich interesują, uwierz mi. - Villemo wcale nie pomagało wspominanie rycerza, mimo wszystko nadal w jej uczuciach trwało zamieszanie. Starała sobie przetworzyć jego obraz, zniszczyć to co było dobre, a pamiętać jedynie to co złe, tak było łatwiej. Takim myśleniem mogła zniszczyć każde dobre uczucie względem niego jakie jeszcze żywiła i zapomnieć, przede wszystkim zapomnieć.

- Wszystko zależy od dnia - rzekła nieco ciszej - Ale podejrzewam, że po moim zniknięciu po prostu wpadł w szał i trawi go teraz chęć zemsty, a Tinweriel może być do tego doskonałym narzędziem. Robiąc jej krzywdę, zemści się na mnie i doskonale o tym wie. Dlatego tak bardzo martwię się jej losem, naprawdę nie chcę, żeby z mojej winy coś się jej stało. Kiedyś poznałam ich kapłana, rzeczywiście, kiedy wyjawiłam mu całą prawdę o mojej wizycie i poszukiwaniach, nie zostałyśmy źle potraktowane, ale wtedy byłam tam ja, w dodatku objęta ochroną, co czyniło Tinweriel, nietykalną. Przez wszystko co się stało, naprawdę uważam, że ona może być w wielkim niebezpieczeństwie.

Villemo oparła głowę o fotel, była już nieco zmęczona, ale nadal miała mnóstwo pytań. W czasie kiedy rozmawiali, kolejne wpadło jej do głowy i nurtowało jej ciekawość. Chciała odmówić wina, ale nie zdążyła, więc nie pozostawało jej nic innego jak skosztować, zapewne wytrawnego trunku.

- Wiesz, że nigdy nie miałam szczególnego problemu jeśli chodzi o zarządzanie - zaśmiała się.
- Zresztą na dworze w Otchłani czułam się doskonale, podejrzewam, że tu będzie podobnie. - Kobieta ziewnęła przeciągle z gracja zasłaniając usta, po czym odebrała kryształowy kieliszek napełniony winem od Vespera.

- Powiedz mi, ile czasu właściwie tu jestem? To znaczy, ile czasu minęło od zabrania mnie z obozu?
Vesper
Rasa:
Profesje:

Post autor: Vesper »

- To zmienia nieco postać rzeczy - powiedział zamyślony. Jeśli to jest aż tak zamknięta społeczność, infiltracja od środka będzie bardzo utrudniona.
- O tym nie trzeba mnie przekonywać. Utrata takiej kobiety jak ty może wyprowadzić z równowagi - dodał z poważną miną, w końcu sam się o tym przekonał, tylko on był pewien, że ją odzyska. Tamten mężczyzna mógł o tym zapomnieć, w innym wypadku nie czeka go nic miłego ani też przyjemnego.

- Jestem pewien, że doskonale sprawdzisz się w roli Pani tych ziem. Choć podejrzewam, że mężczyźni będą bardziej skłonni i potulni przy tobie - powiedział, po czym lekko się zaśmiał. "O tak, mężczyźni będą bardzo potulni" - pomyślał, w końcu widział na własne oczy, jak tutejsi chłopi i mieszkańcy na widok ładnych buzi i okrągłych piersi tracili język i dukali jakby dopiero w tej chwili dowiedzieli się, że powinni się jąkać.

- Jesteś tutaj niespełna dobę - odpowiedział i wyjaśnił - z egoistycznych pobudek przeznaczyłem fundusze naszego domu na portal, który natychmiast cię tu przeniesie - powiedział z przepraszającym uśmiechem.
- Chyba o to nie jesteś zła? A może chciałaś pobyć trochę dłużej z rycerzykiem? - spytał z zaczepną miną, po czym wstał i podszedł do Villemo powolnym krokiem z tajemniczym uśmiechem. Pochylił się i zamknął jej usta w namiętnym pocałunku, aby po chwili oderwać się od niej, choć nie przyszło mu to łatwo.
- Wątpię, aby tak dobrze całował jak ja - dodał pewnym siebie i swoich umiejętności tonem.
Awatar użytkownika
Villemo
Kroczący pośród cudzych Marzeń
Posty: 432
Rejestracja: 13 lat temu
Rasa: Nemorianin
Profesje: Arystokrata , Mag
Kontakt:

Post autor: Villemo »

Villemo poczuła ogromny ból i smutek przeszywający jej serce. Cokolwiek miał na celu, zranił ją, i to bardzo. Rozmowa o Tinweriel i tak już przywoływała wspomnienia, Villemo starała się nie myśleć nawet o imieniu rycerza, a wspomnienie go tak bezpośrednio i szyderczo przez Vespera było dla niej ciosem. Poczuła, jakby celowo ją ranił. Doskonale wiedziała, jak bardzo musi być zazdrosny, dlatego nie chciała o nim wspominać. A teraz, kiedy dowiedziała się, że jeszcze dobę temu była zupełnie gdzie indziej i to targana zgoła odmiennymi uczuciami, poczuła się bezgranicznie samotna w swoim bólu. Jak mógł powiedzieć jej coś takiego, jak mógł posądzać ją, że chciałaby pozostać w obozie z rycerzem… mimo ich rozmowy, mimo jej zachowania, on nadal sądził, że ona mogłaby chcieć tam zostać? To było dla niej jak sztylet prosto w serce. Oczy zaszły jej łzami, miała ochotę natychmiast wybiec z sypialni, ale on zbliżył się by ją pocałować. Machinalnie oddała pocałunek i gdy tylko odsunął się od niej, przechyliła głowę by nie widział jej twarzy… I znów, celowo czy nie, ją zranił… znów musiał powiedzieć coś, co sprawiło jej ból. Czy naprawdę sądził, że mogłaby ich porównywać? W jakimkolwiek stopniu, na jakiejkolwiek płaszczyźnie. Nie chciało jej się wierzyć, że tak bardzo trawiła go zazdrość, myślała, że jest przekonany, że tylko jego kocha.

Przełknęła łzy, nie widziała sensu w pokazywaniu jak bardzo ją zranił. Może nie rozumiał, może zrobił to nieświadomie. Villemo próbowała przekonać sama siebie o niewinnych intencjach męża. Niestety, znała go za dobrze i trudno jej było uwierzyć w to, że nie zrobił tego celowo, chciał jeszcze bardziej uprzykrzyć jej obraz dawnego kochanka, o którym próbowała nie myśleć i jak najszybciej zapomnieć. Przecież musiał zdawać sobie sprawę, że takimi oskarżeniami sprawi jej ból.

Villemo wstała pośpiesznie z fotela, nadal nie odwracając twarzy w stronę Vespera, specjalnie przy wstawaniu lekko pochyliła głowę, by włosy opadły jej na jedną stronę, by w półmroku nie mógł dostrzec jej oczu pełnych łez.
- Chyba Raia płacze – powiedziała krótko i wybiegła cicho z pokoju, zamykając za sobą drzwi. Vesper zdążył jedynie zobaczyć znikającą za drzwiami sylwetkę żony. Raia wcale nie płakała, zapewne spała słodko w swojej kołysce, jednak chęć opieki nad małą była jedyną sensowną wymówką. Vesper wiedział, że Villemo jest przewrażliwiona na punkcie dziecka, kobieta miała jedynie nikłą nadzieję, że Vesper nie podąży za nią.

Villemo pośpiesznie przemknęła przez korytarz i otworzyła drzwi do jedynej komnaty, jaką tutaj znała. Raia zaiste spała i nie potrzebowała w tej chwili nadmiernej opieki. Nemorianka podeszła do kołyski córeczki i pochyliła się nad nią, by spojrzeć na twarz maleństwa. W pokoju było ciemno, rozświetlał go jedynie blask księżyca, ale to wystarczyło, by dostrzegła spokojną twarz śpiącego maleństwa. Tylko ona potrafiła ją uspokoić w najgorszych sytuacjach. Kochała ją bezwarunkowo i na zawsze, przez wiele lat była całym jej światem. To jej widok sprawiał, że wszystko stawało się lepsze, łatwiejsze.
Vesper
Rasa:
Profesje:

Post autor: Vesper »

Coś było nie tak. Zorientował się w momencie, w którym Villemo oddała jego pocałunek. Większego zaangażowania spodziewał już się po głazie, niż po własnej żonie. Jego podejrzenia potwierdziły się, gdy Villemo przechylała głowę, tak aby jej włosy zasłaniały jej oczy. Znał ją zbyt dobrze.
Mało się nie roześmiał, gdy usłyszał tak słabą wymówkę. Kto jak kto, ale on na pewno usłyszałby, jakby jego córeczka zaczęła płakać. Nie był pewien, czy czasem Villemo nie była pewna tego, że on uwierzy w tak oczywiste kłamstwo albo, że je zignoruje.
Z jej reakcji można było jasno wyczytać, że sprawił jej ból. Był pewien, że sama siebie próbowała przekonać o nieświadomości jego zachowania. O niewinności jego zamiarów. Wiedział, że zbyt dobrze go znała i sama nie chciała uwierzyć w to co było... wierutnym kłamstwem. To oczywiste, że Vesper wypowiedział te słowa, on nigdy nie robił niczego bez przyczyny, tym bardziej wypowiadał słowa. Tylko jego życzeniem nie było, nawet w najmniejszym stopniu, zranienie swojej ukochanej.

Nie wiedział czy chciała teraz zostać sama, albo raczej nie widzieć jego twarzy. Był na tyle uprzejmy nie pozwalając jej na to i wstał, aby ruszyć jej śladem. Nieśpiesznie skierował swoje kroki w stronę pokoju, w którym spała jego mała córeczka. To pozwalało mu przemyśleć co powiedzieć, jak się zachować.

O ile zanim wszedł do pomieszczenia, które było jego celem, miał wszystko ustalone w głowie, to po ujrzeniu sylwetki swojej żony nad kołyską jego córki wyleciało mu to z głowy. Gdyby nie to, że nie chciał wyjść na totalnego głupka, a na takiego wyszedłby, gdyby stał w miejscu z najniemądrzejszą miną ciągle wymawiając jedną sylabę "e". Takie zachowanie prędzej pasowało do tak zwanych zombie, czyli nieumarłych, niż do Nemorianina o jego pozycji.

Tym razem to on przytulił ją od tyłu, opierając brodę na jej ramieniu.
- Następnym razem wymyśl lepsze kłamstwo - powiedział neutralnym tonem. Jednak wiedział, że takie słowa nie wystarczą. A miał na tyle odwagi, aby przepraszać prosto w twarz. Dlatego też obrócił do siebie Villemo, po czym uklęknął ujmując jej dłonie. Z jego dumą było mu trudno przyjąć taką pozycję przed kimkolwiek, ale chciał dać do zrozumienia, że szczerze żałuje swoich słów.
- Przepraszam - powiedział, i choć jedno słowo mogło to być niewiele, dla niego znaczyło więcej niż tysiące podobnych, gdyż powiedziane prosto z serca. Miał tylko nadzieję, że i dla niej tyle znaczy.
Awatar użytkownika
Villemo
Kroczący pośród cudzych Marzeń
Posty: 432
Rejestracja: 13 lat temu
Rasa: Nemorianin
Profesje: Arystokrata , Mag
Kontakt:

Post autor: Villemo »

Uśmiechnęła się w duchu. On zawsze taki był, mimo narobionych głupot, potrafił przeprosić. Choć nie przychodziło mu to łatwo. Może właśnie za to go kochała, że mimo całej swojej dumy Nemorianina i szlachcica, wiedział, że są sytuację, w których trzeba przeprosić i odstawić na bok dumę. Wiedziała ile to dla niego znaczy i że nie było mu łatwo. Jej też nie było, nie dało się zapomnieć ot tak, od razu, z dnia na dzień, a ranienie jej na pewno by w tym nie pomogło. Najlepiej było zostawić ten temat na jakiś czas, aż wszystkie uczucia się ustabilizują i jeżeli w przyszłości zajdzie taka potrzeba porozmawiać o tym, ale nie teraz, nie w taki sposób. Villemo musiała mieć czas, by zapomnieć, by przyzwyczaić się do nowego domu, by poczuć w nim pełne bezpieczeństwo, doświadczyć wszystkich uroków bycia z Vesperem na nowo, związać się z ludźmi tutaj, z dworem, z wioską i okolicą. Villemo potrzebowała czasu i on musiał to zrozumieć.

Pochyliła się nad nim i ucałowała go w głowę, po czym delikatnie pociągnęła w górę, by dać mu znak by wstał. Kiedy się podniósł, przywarła do niego na znak, że przeprosiny przyjęte. Objął ją swoimi ramionami, a ona odwzajemniła uścisk. Naprawdę musiał dać jej czas, potrzebowała go, i to bardzo. Po dłuższej chwili milczenia Villemo delikatnie oswobodziła się z jego objęć i odchyliła do tyłu by spojrzeć mu w oczy, w których nadal widziała wypowiedziane wcześniej przeprosiny.

- Po prostu nie rób tak więcej, proszę. Daj mi czas na przyzwyczajenie się do tego domu, do sytuacji, pozwól mi pokochać ten dom, ludzi, okolice, pozwól mi nadal kochać ciebie. Nie rań mnie, nie stawiaj przed trudnymi wyborami, nie każ udowadniać, że nadal cię kocham. Proszę, daj mi czas - szepnęła. Tymczasem w jej oczach widać było nieme błaganie, by więcej jej nie ranił, by nie kazał jej więcej udowadniać swoich uczuć, by nie wystawiał jej na takie próby.

- Przecież wiesz, że cię kocham, nie zostawiłam cię, nie odeszłam, po prostu zaczęłam żyć na nowo, kiedy byłam pewna, że nie żyjesz. Widziałam, jak zostajesz unicestwiony, zniknąłeś, na moich oczach. Nie chciałam żyć bez ciebie, ale miałam Raię i musiałam żyć, musiałam zacząć żyć. I teraz też chcę zacząć żyć, na nowo, z tobą, nie muszę cię poznawać, bo cię znam, ale muszę znów nauczyć się żyć, w tym domu, z tobą, z Raią, muszę odnaleźć w nim poczucie bezpieczeństwa. Pewność, że nic nam już nie grozi. Mnie też jest ciężko, nie wyobrażasz sobie jak bardzo, tak jak ja nie wyobrażam sobie, jak ciężko musi być tobie i przez co musisz przechodzić. - Villemo położyła swoją delikatną dłoń na twarzy męża, by dać mu do zrozumienia, że nadal go kocha.
- Żadnemu z nas nie jest łatwo, ale wiedz, że cię kocham - dodała.
Zablokowany

Wróć do „Równina Drivii”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości