[Wzgórza i ich okolice] Każdy tunel skrywa tajemnicę


Wielka równina słynąca przede wszystkim z trzech jezior. Legenda głosi, że trzy siostry Cara, Sitrina i Doren - księżniczki Demary, córki króla Filipa miały zostać wydane za książąt Elisji, Fargoth i Serenai by utrzymać pokój pomiędzy krainami. Jednak żadna nie chciała zostać zmuszona do małżeństwa Księżniczki uciekły więc na północ kraju i nigdy już nie wróciły. Legenda głosi, że stały się one Nimfami i każda objęła panowanie nad jednym z jezior.

Postprzez Jon » Pt lis 02, 2018 5:10 pm

Jon zaczął wędrować w stronę Morza Cienia i przybrzeżnych miast. Poruszał się trasą, którą sam sobie ustalił i znalazł się na terenie Równiny Drivii. Czasem zdarzało mu się, że specjalnie schodził ze szlaku, żeby przemieszczać się lasem lub wśród wysokich traw porastających równinę. Właściwie, nie miał konkretnego celu i nie spieszył się nigdzie, więc mógł pozwolić sobie na wolny marsz wśród natury. Właśnie w ten sposób dotarł też w pobliże wzgórz na terenie tej krainy, a także do lasu, który otaczał naturalne wzniesienia. Zresztą, słońce powoli znikało za horyzontem, więc możliwe, że Jon przenocuje właśnie w tej okolicy. Może nawet wejdzie – lub użyje skrzydeł i podleci – trochę wyżej. Tym samym będzie mógł też obserwować większy obszar.
Zatrzymał się na chwilę i przymknął oczy, wsłuchując się w otoczenie. Już wcześniej wydawało mu się, że ktoś może go śledzić, ale nigdy nie miał pewności, bo gdy zatrzymywał się, żeby sprawdzić to zmysłami… wtedy po prostu już tego nie wyczuwał. Nie sądził, żeby była to dziewczyna, którą spotkał wcześniej. Ona po prostu dość obojętnie przyjęła to, że jednak odejdzie z miejsca, do którego go zabrała i ruszy swoją drogą, nie narażając tamtego zagajnika na to, że jednak diabły wyczują go, pojawią się tam i będą z nim walczyć, przy okazji niszcząc też tamto miejsce. Może była to jakaś grupa zwiadowcza wysłana przez tamtych najemników, którzy odpowiadają za to, że Jon był jeszcze bardziej wyczulony na niebezpieczeństwo, bo przecież powiedzieli mu, że wrócą silniejsi i wtedy wykonają zadanie, które powierzył im ich zleceniodawca. Poza tym, możliwe też, że mogli dostać zadanie zaatakowania go, gdy nie będzie się tego spodziewał i próbę zadania mu ran, aby go osłabić — wtedy ich główne siły mogłyby się pojawić, aby dokończyć dzieła, chociaż łowca dusz nie był pewien, czy chcą go zabić, czy może osłabić i zabrać do kogoś, kto chciał, żeby go pojmali, a nie pozbawiali życia.

Ostatecznie skończyło się na tym, że jednak nie miał zamiaru wspinać się na wzgórza, ale i tak chciał poszukać jakiegoś dogodnego miejsca na odpoczynek, które znajdowałoby się u ich podnóża. Chwilę później usłyszał szelest i od razu odwrócił się w jego stronę… okazało się, że był to wyłącznie lis – może polował, a może wracał ze zdobyczą lub może uciekał przed czymś, co mogło go spłoszyć. W każdym razie, na pewno nie stanowił zagrożenia dla łowcy, który ruszył dalej.
Wędrówka ta nie trwała długo, bo zaledwie po kilku uderzeniach serca piekielny zatrzymał się ponownie i znów wsłuchał się w otoczenie. Tym razem też usłyszał szelest i nawet gałązkę trzaskającą pod czyjąś nogą, jednak teraz przeczucie podpowiadało mu, że nie jest to lis lub inne stworzenie żyjące w tej okolicy.
         – Wyłaźcie, wiem, że tam jesteście – odezwał się w końcu, ale nie odwrócił się w stronę, z której wydawało mu się, że mogą wyjść. Po prostu stał w miejscu, próbując dać im do zrozumienia, że jeszcze mogą spróbować zaskoczyć go i wyjść (lub od razu zaatakować) z miejsca, z którego może nie spodziewać się ataku. Wydawało mu się, że słyszał też szepty i to może w czarnej mowie, jednak żeby być tego pewnym, musiałby mieć naprawdę dobrze wyczulony słuch. Na początku nie działo się nic, co mogłoby zwiastować, że Jon nie mylił się i w krzakach naprawdę siedział ktoś, kto go śledził… Dopiero po tym czasie za jego plecami pojawiła się grupka diabłów złożona z pięciu jednostek. Łowca dusz odwrócił się do nich, przy okazji dobywając broni. Mieli lekkie wyposażenie – miecze i sztylety, a do tego skórzane zbroje – bo przecież byli zwiadowcami i musieli poruszać się w miarę szybko i cicho.
         – Mieliśmy cię tylko śledzić… I zaatakować, gdy zorientujesz się, że tu jesteśmy… - powiedział jeden z nich. Co prawda, mówienie wspólnym sprawiało mu pewne trudności, ale wyglądało na to, że z tej grupy wyłącznie on posługiwał się tym językiem.
         – To zapraszam – odezwał się Jon. Nie zaatakował ich, bo wolał poczekać na to, aż jeden z nich zrobi to pierwszy. Diabły rozdzieliły się i otoczyły go, a później zaatakowały. Łowca dusz też ruszył, dzięki temu nie dość, że pozbawił życia jednego z nich, to uniknął też ich zbiorowego ataku. Gdyby cały czas stał i czekał na ich ofensywę, najpewniej nie uniknąłby któregoś z kolei ciosu. Wydawało mu się, że nie używali pobłogosławionych ostrzy… jednak nie mógł mieć pewności, dlatego musiał postarać się, żeby unikać ich cięć. Wolał taką niepewność niż nadstawianie się tylko po to, żeby sprawdzić, czy ostrza ich broni wyrządzą mu jakąś krzywdę, czy może nie.
W każdym razie, zostało ich czterech, a śmierć jednego z nich chyba tylko podniosła ich morale i zawziętość w walce. Zaatakowali łowcę dusz znów i to podobną taktyką, co wcześniej, tylko że tym razem szybciej i nie patrząc też na to, gdzie celują – po prostu chcieli go zranić, bez różnicy, czy rana ta powstanie na nodze, brzuchu czy gdzieś indziej.
Jon nie zamierzał stać i czekać na ich ruchy, dlatego też zasłonił się mieczem przed sztyletem jednego z nich i wyskoczył z „kręgu” przez lukę między jednym diabłem a drugim. Próbowali go trafić, jednak nie udało im się to. Jon miał więcej szczęścia, bo właśnie skrócił o głowę jednego z nich. Bezgłowie ciało padło na trawę, a głowa potoczyła się kilka kroków do przodu i tam zatrzymała. Została mu trójka zwiadowców do zabicia i czuł, że uda mu się tego dokonać bez problemu.
Avatar użytkownika
Jon
Mieszkaniec Sennej Krainy
 
Inne Postacie: Samiel, Calathal, Cain, Vergil, Kelsier, Nessus, Fenrir, Malthael, Salazar, Constantin, Seviron,
Rasa: Łowca Dusz
Aura: Emanacja zachwyca swą mocno ponadprzeciętną siłą. Została podzielona na trzy barwy. Na dole żelazny odcień, patrząc wyżej, powoli zmienia się on w kobaltowy. Na samej górze zaś w turmalinowym blasku cudownie mieni się srebrna farba. Nagle słychać jęki torturowanych, błagania o litość, wyczuć przy tym można przytłaczający smród. Te głosy i zapach wywołują uczucie zagrożenia i niepokoju. Po chwili zmieniają się one w różne dźwięki, których nigdy wcześniej się nie słyszało. Towarzyszy temu wrażenie obecności czegoś obcego i nienastawionego zbyt przyjaźnie. Niespodziewanie wszystko mija, zastępuje to kakofonia najróżniejszych dźwięków. Jakieś głosy raz się pojawiają, by tuż po chwili zniknąć. Dodatkowo aura zmienia swą siłę i barwy z sekundy na sekundę. Po jakimś czasie to ustaje i głęboka, spokojna melodia niesie ulgę zmęczonym zmysłom. Nos zaś drażni nieprzyjemny zapach siarki. Powłoka w dotyku okazuje się twarda, nie do złamania. Często ukazuje swą elastyczność poprzez specyficzne ruchy podobne do tańca, w którym ujawnia także niebezpiecznie ostre krańce, lekko skryte pod aksamitnym puchem. W smaku lepi się i utrudnia otwieranie ust, niekiedy jednak zamiast tego, staje się sucha i wywołuje pragnienie.
Wygląd: NATURALNA FORMA:
W swojej naturalniej formie nie odstępuje zbytnio od pobratymców, ma czarną skórę i włosy, jego oczy robią się złotawe i mają pionowe źrenice, a z pleców wyrastają duże, nietoperze skrzydła. Może inny łowcy mają większą masę mięśniową, jednak Jon nie narzeka na swoją, najbardziej zbliżoną do atletycznej, budowę ciała, która jest widoczna zarówno ...
(Więcej)

Postprzez Reinar » So lis 03, 2018 10:56 pm

Zaczynało zmierzać. Wiał lekki wiatr niosący zapach stepu - traw, ziół, pyłu. Reinar jednak zostawiał to właśnie za sobą, przynajmniej na jakiś czas, wchodząc w podnóże gór. Odmiana scenerii jednak w żaden sposób nie uspokoiła najemnika, od dłuższego czasu podróżującego po monotonnym terenie Równin Drivii. Powód tego podłego nastroju był bardzo konkretny, i nie napawał optymizmem - od kilku dni Reinar wiedział, że jest śledzony.

Wydawało mu się, że pokonał już na tyle znaczną odległość od swoich rodzinnych stron, że stare problemy zostawił za sobą, ale najwidoczniej się mylił. To nie mógł być przypadek, że uzbrojona grupa szła prawie dokładnie po jego śladach. Narzucił więc ostatnio nieco szybsze tempo marszu, żeby chociaż trochę zwiększyć dystans dzielący go od prześladowców.

Kiedy rozbił swój obóz u podnóża tych gór i wyszedł się rozejrzeć w okolicy, zauważył ich jak szli tym samym szlakiem, którym on sam wędrował kilka godzin wcześniej. Czyli nie udało mu się daleko uciec. Było ich pięciu. Dobrze uzbrojeni (chociaż te rogate hełmy wyglądały nieco jarmarcznie), wyglądali na doświadczonych. To nie poprawiało jego nastroju. Zastanawiał się w co się tak naprawdę wplątał, że wysłano za nim taką drużynę, ale im dłużej nad tym myślał tym bardziej pochłaniały go czarne myśli. Ktoś wyłożył za niego naprawdę spore pieniądze. Na tyle spore, że Reinar nie był pewien czy jego umiejętności wyceniono by na tyle samo.

Uznał, że nie ma sensu czekać aż go dogonią. Ukrył obozowisko, i okrężną drogą zaczął skradać się w ich kierunku. Szli powoli, byli ostrożni. Reinar równie powoli skradał się za nimi. Nagle tuż przed nim zmaterializował się łeb pokryty rudym futrem, zwieńczony parą spiczastych rudych uszu - lis. Drapieżnik również dopiero teraz go dostrzegł; spłoszył się, odwrócił, i machając kitą odbiegł w krzaki. Szlag!

Tamci jednak najwyraźniej uznali, że to oni spłoszyli lisa, i sami też się zatrzymali. Po chwili jednak ruszyli dalej, tym razem nieco ostrożniej.

- Wyłaźcie, wiem, że tam jesteście. - Jakiś nowy głos. Tego się nie spodziewał.

Grupa pięciu mężczyzn słysząc to wstała i już zupełnie nie kryjąc się wyszła na ścieżkę.

- Mieliśmy cię tylko śledzić... I zaatakować, gdy zorientujesz się, że tu jesteśmy... - wycharczał któryś z siepaczy. W tym momencie Reinarowi podniosły się włoski na ciele, a po plecach przebiegły ciarki - zorientował się, że to nie są ludzie, a rogi na ich głowach to nie ozdoba hełmów. Diabły.

Przybliżył się, chcąc lepiej widzieć co się właściwie dzieje. Diabły otoczyły stojącego na ścieżce wędrowca i ruszyły do ataku. Broniący się jednak nie był bierny. Płynnie uniknął pierwszych cięć, po czym sam wyprowadził kontratak - pchnięciem eliminując jednego z przeciwników. Wyglądało na to, że to ich jedynie rozjuszyło. Zaatakowali jeszcze raz. Cięcie od góry, z prawej. Z przeciwnej strony sztylet wycelowany w brzuch. Obrońca wykonał zręczny piruet, zbił sztylet, i zakończył cios dekapitując kolejnego napastnika. Wydostał się z okrążenia. Wyglądało to tak jakby w ogóle się nie zmęczył.

Reinar doszedł do wniosku, że nie ma sensu się kryć w krzakach. Również wyszedł na ścieżkę. Wyciągnął miecz. "Rozpadnij się", wyszeptał, kierując energię w stronę oręża i pancerzy trzech pozostałych diabłów. Przyspieszył. Ciął od dołu po skosie, mając doskonały widok na plecy najbliższego diabła. Zbroja pękła, miecz wszedł w ciało. Ryk jaki wydobył się z gardła ranionego zdecydowanie nie był ludzki. Reinar poprawił cios tnąc między szyję a obojczyk. Diabeł padł na kolana. Reinar dobił go sztychem pod łopatkę.

Nie szło mu tak dobrze jak temu, kogo te diabły rzeczywiście ścigały. Trzy cięcia na jednego przeciwnika? Słabo. Zawsze walczył tylko z ludźmi, i teraz musiał się mocno trzymać żeby nie dopuścić do siebie myśli, że właśnie wszedł w konflikt z istotami z piekła rodem. To nijak nie pomagało w walce.

Pozostałe diabły odskoczyły na boki, spojrzały po sobie, i w ułamku sekundy podjęły decyzję. Jeden z nich ruszył w kierunku Reinara. Drugi powoli zbliżał się do nieznanego Nordowi wojownika.

- Zostało jeden na jednego. Teraz masz równe szanse - Reinar krzyknął do sojusznika, i uniósł ostrze szykując się do odparcia ataku.
Avatar użytkownika
Reinar
Zbłąkana Dusza
 
Rasa: Nord
Aura: Wciąż jeszcze młoda aura o przeciętnej sile, lśni intensywnymi barwami żelaza i cyny, mieszającymi się ze sobą i mieniącymi się w świetle niczym śnieg na lodowcach. W tle połyskuje obsydian w dziwny sposób nadający odbiorowi aury chłodu, zupełnie jakby wiał on od widma śniegu i lodu. Nawet do twoich nozdrzy dotrze woń mrozu i licznej broni pokrytej konserwującym ją olejem i szronem, uzupełniające zimowy krajobraz. Wśród pustkowia próżno szukać schronienia. Nawet trzaskające cichutko płomienie niosą się jedynie falami brzmienia i wypatrywanie ich ciepła nie odniesie skutku, zupełnie jakby zbyt odległe, nie były w stanie rozgrzać oziębłego powietrza. Wtórują im liczne głosy odzywające się z różnym nasileniem, które nikną wraz z kojącą melodią. Aura jest twarda podobnie do bryły lodu. Również jak ona ma niebezpiecznie ostre brzegi. To jednak co może zaskoczyć to niespodziewana giętkość. Smak powietrza jest trudny do zinterpretowania z jednej strony zdaje się lepkawy, a zaraz potem wyda się suchym, pozostawiając cię bez jednoznacznego zdania na ten temat. To co jest bezsprzeczne, to wyczuwalna łagodność i intensywny smak soli wydobywanej w lodowych krainach, które cię odprowadzą.
Wygląd: Zima z roku 771 na 772, Wielkie Bory Zimowe, "Schronisko Bjorgesonna", na północny-zachód od miasta Gorla

Do wieczora zostało jeszcze trochę czasu, jednak przez wiszące nad lasem ciemne chmury było już dość ciemno. Wiał wiatr, padał śnieg. Nikt rozsądny nie wychodził w taką pogodę na zewnątrz, bo po co narażać się na bycie złapanym przez zamieć. Mimo to, na ...
(Więcej)
Uwagi: Reinar wydaje się postacią złą. Nie opowiada się jednak ani po stronie zła, ani dobra; jest neutralny. Płynnie, choć czasami nieco chaotycznie, może balansować między tymi dwoma aspektami ... (Więcej)

Postprzez Sherani » Pt lis 09, 2018 9:40 pm

        Od czasów ucieczki z płonącego Meot i utraty konia minęło kilka tygodni, a Sherani wciąż nie nabyła nowego wierzchowca. Przez cały ten czas wojowniczka podróżowała pieszo, możliwie jak najdalej odganiając od siebie myśl jakoby to nagłe pogłębienie więzi z wewnętrznym duchem drapieżnika czy sentyment po krnąbrnej chabecie wstrzymywały ją od znalezienia nowego konia. Niezmiennie i wyjątkowo sumiennie znajdowała co najmniej kilka czysto praktycznych powodów.
        Przykładowo musiałaby nadkładając drogi, zacząć włóczyć się po większych miastach, gdzie można było liczyć na odpowiedniej wielkości targowisko. Potem poświęcić czas na poszukiwanie właściwego czworonoga, bo przecież niemożliwym było z marszu znalezienie tego nawet nie idealnego co chociaż względnie poprawnego. Potem oczywiście poświęcić się odpowiedniemu układaniu go. Strasznie dużo zachodu a i tak, mimo całego trudu, w niektórych sytuacjach koń był większym utrudnieniem niż ułatwieniem. Trzeba było troszczyć się o stajnie, czy na przykład w przypadku polowania w pręgowanej skórze wracać po niego. Dodatkowo teraz, odkąd nie musiała martwić się o ubrania i broń, mogąc znacznie swobodniej korzystać z własnych czterech nóg, koń przestawał być aż tak niezbędnym. I oczywiście, że nie chodziło o przyjemność jaką po ingerencji demonicy czerpała z podróżowania jako tygrys. To również miało czysto praktyczne aspekty. W ten sposób pokonywała znacznie większe odległości niż pieszo i szybciej nawet niż konny chociażby z u wagi na sprawne przemieszczenie się na przełaj, bez konieczności korzystania z traktów.
        Tak było i tym razem. Truchtała bezszelestnie przez las, z zainteresowaniem odbierając go wszystkimi zmysłami, gdy do tygrysich uszu dotarł hałas charakterystyczny dla zbrojnych potyczek. Zmiennokształtna zatrzymała się na moment, przysłuchując się uważniej i węsząc odruchowo. Normalnie minęłaby bójkę szerokim łukiem by nie tracić czasu ani nie zaplątać się niechcący w coś na co nie miała ochoty. Teraz jednak nie miała roboty ani nawet orientacyjnego kierunku czy planu, w którym miałaby owego zatrudnienia poszukiwać. Tym samym nie miała również celu podróży nawet tak banalnego jak chociażby obiad. Do tego poza oczywistą irytacją związaną z nagłym postawieniem całego życia do góry nogami, już zdążyła zacząć odczuwać nudę. Nie zastanawiając się dłużej podążyła za dźwiękami.  
        Z każdym sążniem hałasy nabierały wyrazistości, a zapachy nie tylko stawały się bardziej nasycone, ale i łatwiejsze do odróżnienia. Od początku tygrysicy zdawało się, że czuła piekielnych, teraz już była tego pewna. To byłby drugi powód, dla którego w zwykłych warunkach dziewczyna unikałaby wtrącania się w nieswoje sprawy i to był drugi powód dla którego tym razem udała się w tamtym kierunku.
        Ani nie musiała długo szukać, ani daleko iść. W prostej linii przez chaszcze, akcja toczyła się całkiem niedaleko. Kocie oczy dojrzały całą scenerię jeszcze zanim ktokolwiek mógł zobaczyć czającego się drapieżnika. Sherani nie siedziała w ciszy obserwując niezauważona, ale i nie ujawniła się od razu. Wpierw na modłę dzikiego zwierzęcia, skryta w gąszczu okrążyła walczących. Szlag by to jasny trafił. Kiedyś dobrze wiedziała, w którym momencie instynkty zwierzęcia przejmowały kontrolę nad ludzkimi odruchami, a przez demonicę z pokręconym poczuciem humoru jaźń jej i zamieszkującego ją tygrysa scaliły się w jedno. Warknęła pod nosem w wyrazie niezadowolenia i wyszła z pomiędzy drzew.
        Wciąż trzymając się umownych obrzeży terenu potyczki, przestąpiła nad jednym z rogatych trucheł i stanęła pod drzewem, ale już nie jako tygrysica a wojowniczka. Przeciągnęła się jak po drzemce na niewygodnym posłaniu i oparła plecy o pień, krzyżując ramiona. Przez chrzaniony tatuaż nawet ból i dyskomfort przeistoczenia zmienił swój charakter, bardziej niż złość i cierpienie przynosząc dziwną satysfakcję. Wcześniej życie zmiennokształtnej było jak ciągła walka dwóch przeciwieństw żyjących w jednym ciele, teraz czuła się jak kompletna całość. To było nienaturalne i chwilowo drażniło Sherani nie mniej niż sama lykantropia. Przechyliła głowę porządkując własne myśli i odczucia, oraz przyglądając się dwójce mężczyzn właśnie kończących pojedynek.
Jeden, brunet, był jej całkiem obcy, ale blondyna gdzieś już chyba widziała. Przyglądała mu się znacznie dłużej niż pierwszemu, mrużąc ślepia i przeszukując pamięć. Wtedy ją olśniło. Na płocie sołtysa jakiejś wiochy mijanej kilka dni temu go widziała. A dokładniej jego podobiznę na liście gończym. To się nazywało szczęście. Jak już nie ścigała przestępców to ci sami jej się nawijali. Pieprzone życie.
Avatar użytkownika
Sherani
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
 
Nagrody: Obrazek Obrazek
Inne Postacie: Nemain, Lucien, Elleanore, Dagon, Indigo, Max, Pagani, Amarok,
Rasa: Tygrysołak
Aura: Młoda aura pełna konkretów. Nie ma w niej żadnej sprzeczności ani zastanowienia. Zrodzona od początku do końca w żelaznej podstawie. Idealnie krągła i gładka, chociaż miejscami zdaje się być chropowata. Pokrywa ją lekka, aczkolwiek bardzo żywa poświata w barwie topazu, a trzask płomieni nie wywołuje uczucia ciepła w sercu, lecz niesie ze sobą istny chaos. Pachnie dziko i zwierzęco, bardzo intensywnie wonią tygrysiego futra. Niewielu więc zdziwi, że jest niebywale twarda, ale przy tym także ujmująco giętka. Wbija się głęboko ostrymi szpikulcami, a może raczej pazurami nie zważając na przeszkody. Bardzo silnie widoczna dla wprawionego czytelnika, który smakować może jej gorzkości, a także oparzyć język pikanterią lepiącą się do podniebienia.
Wygląd: Najemnik, łowca głów czy wykidajło, wyobraźnia od razu wykreuje wizerunek potężnego woja, rzeczywistość jednak nie raz odbiega od wyobrażeń. Sherani nie należy do wysokich kobiet, ze swoimi 160 centymetrami, plasując się raczej w dołach standardów. Z daleka jednak rzuca się w oczy zgrabna sylwetka. Szczupła i drobna, z wyraźnie zaznaczoną talią, podkreśloną przez klasycznie ... (Więcej)

Postprzez Jon » Wt lis 13, 2018 8:51 pm

Nie spodziewał się, że ktoś przyłączy się do jego walki z diabłami. Właściwie, nie spodziewał się, że ktoś będzie tędy w ogóle przechodził. Miejsce to nie znajdowało się blisko traktu, którym woli poruszać się zdecydowana większość podróżników. Jon specjalnie zszedł ze ścieżki, żeby uniknąć przypadkowego spotkania z jakimś podróżującym mężczyzną, kobietą lub grupą osób. Na początku nie wiedział nawet, że jest śledzony, ale gdy już miał tego świadomość… zaczął uważać, że zejście ze szlaku naprawdę było dobrym pomysłem. Co prawda uniknął w ten sposób tego, że przypadkowy nieznajomy zostanie w to wplątany, ale… tylko chwilowo, bo ostatecznie i tak ktoś się przyłączył.
Ten, który dołączył do walki, na początku wydał mu się bardzo wysokim człowiekiem. Trochę zaskoczyło go to, że nieznajomemu udało się pokonać jednego z piekielnych zwiadowców… Zwykły człowiek musiał być naprawdę dobrze wyszkolony i silny, aby mógł zrobić coś takiego. Ewentualnie mężczyzna ten mógłby być nordem, człowiekiem z Północy.
         – Dałbym sobie radę z całą grupą. Nie musiałeś się angażować, nieznajomy – odpowiedział, ciągle przyglądając się diabłowi, który stał bliżej niego i szykował się do ataku. Jego słowa nie były przechwałkami, bo Jon doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jak silny jest i też z tego, jak bardzo rozwinięte są jego umiejętności. Poza tym, to byli jedynie zwiadowcy i nie było ich wielu – może miałby problemy, gdyby wysłali za nim więcej diabłów lub od razu pojawiliby się tutaj wszyscy piekielni najemnicy albo ich większość. Chociaż wtedy mógłby też korzystać z pełni swych sił, co oznaczałoby też, że zmieniłby formę, czego nie robił zbyt często.
Piekielny odskoczył w tył i od razu wyprowadził kontratak, który skrócił o głowę kolejnego diabła. Przebiegło to szybko, a samo cięcie było czyste, od razu sprawiając, że rogata głowa oddzieliła się od ciała i upadła gdzieś obok, wcześniej nawet odbijając się od ramienia pokonanego wroga. Jon machnął mieczem w powietrzu, pozbywając się z niego tej nielicznej krwi piekielnych, a później schował go. Spojrzał też w stronę nieznajomego, który dołączył do walki i zobaczył, że jemu także udało się zabić diabła.

         – Powinieneś stąd odejść i ruszyć swoją drogą. Sam też to zrobię… Te diabły szły za mną i pewnie niedługo pojawi się kolejna grupa z tym samym zadaniem, które miały one – odezwał się, kucając przy tym, którego zabił na końcu i zaczął przeszukiwać jego kieszenie.
         – Jak wspomniałem wcześniej, poradziłbym sobie sam i… nie to, że nie jestem wdzięczny za pomoc, ale nie powinieneś mieszać się w coś, co nie dotyczy ciebie – dopowiedział, wstając. Nie znalazł przy ciele niczego, co mogłoby go zainteresować. Jeden z nich na pewno był dowódcą tej grupki i prawdopodobnie to właśnie przy nim będzie mógł znaleźć jakieś notatki. Niekoniecznie muszą one dotyczyć samego zadania lub wytycznych z nim związanym, może dzięki nim pozna jakiś słaby punkt tej grupy najemników albo dowie się, gdzie ci rezydują… a może zadanie dotyczącego jego osoby nie było jedynym, które mieli? Może mają jakieś inne, w którym łowca dusz będzie mógł im przeszkodzić? Wtedy mógłby sprawić, że albo utrudni im wykonanie go, albo (co byłoby lepsze) sprawiłby, że w ogóle nie będą mogli go wykonać. Dlatego też zamierzał przeszukać ciało każdego z rogatych zwiadowców, przy okazji obserwując też nieznajomego, aby zobaczyć, co ten zamierza. Jon miał nadzieję, że mężczyzna nie będzie chciał zostać, bo to mogłoby sprawić mu pewne problemy i… niekoniecznie chodziło tu wyłącznie o to, że nord mógłby zginąć przez wzięcie udziały w czymś, co go w ogóle nie dotyczyło. Poza tym, miał dziwne przeczucie, że są obserwowani – nie wiedział tylko, czy może przez jakiegoś drapieżnika zwabionego zapachem krwi i martwych ciał, czy może grupa zwiadowców liczyła sobie sześciu członków i ten jeden żywy właśnie ich obserwował.
Avatar użytkownika
Jon
Mieszkaniec Sennej Krainy
 
Inne Postacie: Samiel, Calathal, Cain, Vergil, Kelsier, Nessus, Fenrir, Malthael, Salazar, Constantin, Seviron,
Rasa: Łowca Dusz
Aura: Emanacja zachwyca swą mocno ponadprzeciętną siłą. Została podzielona na trzy barwy. Na dole żelazny odcień, patrząc wyżej, powoli zmienia się on w kobaltowy. Na samej górze zaś w turmalinowym blasku cudownie mieni się srebrna farba. Nagle słychać jęki torturowanych, błagania o litość, wyczuć przy tym można przytłaczający smród. Te głosy i zapach wywołują uczucie zagrożenia i niepokoju. Po chwili zmieniają się one w różne dźwięki, których nigdy wcześniej się nie słyszało. Towarzyszy temu wrażenie obecności czegoś obcego i nienastawionego zbyt przyjaźnie. Niespodziewanie wszystko mija, zastępuje to kakofonia najróżniejszych dźwięków. Jakieś głosy raz się pojawiają, by tuż po chwili zniknąć. Dodatkowo aura zmienia swą siłę i barwy z sekundy na sekundę. Po jakimś czasie to ustaje i głęboka, spokojna melodia niesie ulgę zmęczonym zmysłom. Nos zaś drażni nieprzyjemny zapach siarki. Powłoka w dotyku okazuje się twarda, nie do złamania. Często ukazuje swą elastyczność poprzez specyficzne ruchy podobne do tańca, w którym ujawnia także niebezpiecznie ostre krańce, lekko skryte pod aksamitnym puchem. W smaku lepi się i utrudnia otwieranie ust, niekiedy jednak zamiast tego, staje się sucha i wywołuje pragnienie.
Wygląd: NATURALNA FORMA:
W swojej naturalniej formie nie odstępuje zbytnio od pobratymców, ma czarną skórę i włosy, jego oczy robią się złotawe i mają pionowe źrenice, a z pleców wyrastają duże, nietoperze skrzydła. Może inny łowcy mają większą masę mięśniową, jednak Jon nie narzeka na swoją, najbardziej zbliżoną do atletycznej, budowę ciała, która jest widoczna zarówno ...
(Więcej)

Postprzez Reinar » Śr lis 14, 2018 7:02 pm

- Dałbym sobie radę z całą grupą. Nie musiałeś się angażować, nieznajomy - powiedział wojownik zaatakowany przez diabły. Reinar wierzył mu na słowo, tym bardziej po tym co widział. Skutecznej pracy mieczem mógł mu zazdrościć, a na dodatek wyglądało na to, że walka z rogatymi istotami nie była dla niego niczym nowym. Napotkany szermierz mówił coś jeszcze, ale Reinar nie dosłyszał. Musiał zająć się parowaniem ataków diabła.

Zasłonił się przed silnym cięciem z góry. Cicho wyszeptał "Płoń" i skierował moc w przeciwnika, ale niewiele to dało. Uskoczył przed kolejnym cięciem. Zbił pchnięcie i spróbował wyprowadzić atak. Skierował miecz na korpus diabła, który zrobił nieco zbyt duży wykrok. Zdążył zanim przeciwnik zdołał się zasłonić, naparł masą ciała. Nordowi nie udało się wyrządzić tym manewrem znaczących szkód, ale diabeł stracił równowagę i przewrócił się na plecy. Reinar nie dał mu czasu. Jednym okutym stalą butem stanął na dłoni piekielnego, drugim na jego brzuchu. Obrócił miecz ostrzem w dół i zaczął dźgać. W szyję, klatkę piersiową, ręce. Jak najszybciej i jak najgłębiej. Ostatni cios trafił w rozwarty pysk diabła, pogruchotał mu kły, i sprawił, że w końcu przestał wierzgać.

Szermierz, którego diabły ścigały, zdążył w międzyczasie pozbyć się swojego diabła i nawet wyczyścić miecz.

Zdyszany, spocony, z wciąż ściśniętymi strachem wnętrznościami Reinar odszedł na kilka kroków od diabła, odłożył na ziemię ubabrany krwią, kawałkami mięsa i kości miecz, i spojrzał na to co zrobił. O ile pierwszy zabity był załatwiony mniej-więcej zgodnie ze sztuką, to drugi wyglądał tak jakby stanął naprzeciw rzeźnika w ubojni, a nie najemnika. Z drugiej strony, jeśli jest skuteczność to brak smaku i stylu można wybaczyć. Oparł dłonie o kolana, i pochylony łapał oddech. Żyje. I to się liczy. Teraz można myśleć co dalej.

- ...coś, co nie dotyczy ciebie. - Usłyszał, że jego sojusznik z przypadku coś do niego mówi. Jakaś część wypowiedzi musiała mu umknąć. Chyba nawet ta większa część, bo nieznajomy nie kontynuował, a wziął się za przeszukiwanie zabitych.

Reinar uznał, że bardziej od zawartości kieszenie i mieszków zabitych interesuje go jednak uspokojenie się. Wyjął zza pasa chustę i wziął się za wycieranie miecza. Lepiej nie zostawiać brudu na ostrzu, trudno to potem doczyścić.
Avatar użytkownika
Reinar
Zbłąkana Dusza
 
Rasa: Nord
Aura: Wciąż jeszcze młoda aura o przeciętnej sile, lśni intensywnymi barwami żelaza i cyny, mieszającymi się ze sobą i mieniącymi się w świetle niczym śnieg na lodowcach. W tle połyskuje obsydian w dziwny sposób nadający odbiorowi aury chłodu, zupełnie jakby wiał on od widma śniegu i lodu. Nawet do twoich nozdrzy dotrze woń mrozu i licznej broni pokrytej konserwującym ją olejem i szronem, uzupełniające zimowy krajobraz. Wśród pustkowia próżno szukać schronienia. Nawet trzaskające cichutko płomienie niosą się jedynie falami brzmienia i wypatrywanie ich ciepła nie odniesie skutku, zupełnie jakby zbyt odległe, nie były w stanie rozgrzać oziębłego powietrza. Wtórują im liczne głosy odzywające się z różnym nasileniem, które nikną wraz z kojącą melodią. Aura jest twarda podobnie do bryły lodu. Również jak ona ma niebezpiecznie ostre brzegi. To jednak co może zaskoczyć to niespodziewana giętkość. Smak powietrza jest trudny do zinterpretowania z jednej strony zdaje się lepkawy, a zaraz potem wyda się suchym, pozostawiając cię bez jednoznacznego zdania na ten temat. To co jest bezsprzeczne, to wyczuwalna łagodność i intensywny smak soli wydobywanej w lodowych krainach, które cię odprowadzą.
Wygląd: Zima z roku 771 na 772, Wielkie Bory Zimowe, "Schronisko Bjorgesonna", na północny-zachód od miasta Gorla

Do wieczora zostało jeszcze trochę czasu, jednak przez wiszące nad lasem ciemne chmury było już dość ciemno. Wiał wiatr, padał śnieg. Nikt rozsądny nie wychodził w taką pogodę na zewnątrz, bo po co narażać się na bycie złapanym przez zamieć. Mimo to, na ...
(Więcej)
Uwagi: Reinar wydaje się postacią złą. Nie opowiada się jednak ani po stronie zła, ani dobra; jest neutralny. Płynnie, choć czasami nieco chaotycznie, może balansować między tymi dwoma aspektami ... (Więcej)

Postprzez Sherani » Wt lis 20, 2018 10:56 pm

        Łowczyni zjawiła się akurat gdy walka trwała w najlepsze, pierwsze trupy już leżały na trawie, ale jeszcze nie została w pełni rozstrzygnięta. Dwóch mężczyzn podzieliło się rogatymi stworami i dzielnie stawiało im czoła. Takie pojedynki to można było oglądać, nie jakieś tam turnieje rycerskie. Banda blaszaków okładała się po hełmach mieczami, zupełnie jak gospodynie tłukące chochlami w gary wzywając swoich chłopów na obiad. Albo za pomocą drągów próbowali jeden drugiego zsadzić z konia. Też mi rozrywka. Owszem Sherani znała ogólne zasady rządzące stanem rycerskim, co jednak w żaden sposób nie przeszkadzało jej w nazywaniu rzeczy po imieniu. Żenujące cyrkowe popisy a nie walka, tak widziała całą rycerską szkopkę.
Tu zaś była walka najprawdziwsza, do tego wcale nie tak częsta do spotkania, gdy jednym z walczących obozów była najprawdziwsza piekielna chorda. Może mało liczna jak na zastępy, ale wciąż jak najbardziej rogata. Zapowiadało się całkiem ładnie, lecz kontynuacja była już nieco mniej widowiskowa. O ile brunet trzymał fason, o tyle blondynowi wyraźnie puściły nerwy. Rani przechyliła głowę obserwując młóckę bardziej zaciekawiona niż na początku przyglądania się starciu. Grunt, że gość był skuteczny, to nie turniej, punktów nikt nie przyznawał, a białogłowy chusteczkami nie rzucały, a i tak widok dla niej był dość zajmujący.
        Zdziwiła się jednak słysząc wymianę zdań obu mężczyzn. Od początku była przekonana, że stanowili drużynę albo przynajmniej wspólnie podróżowali, natomiast wychodziło na to, że wpadli na siebie przypadkiem, prawie jak ona na nich. O dziwo zajęci walką i rozmową ze sobą nawzajem oraz dojściem do siebie po bijatyce, wojownicy nawet nie zauważyli postaci stojącej pod drzewem. Uśmiechnęła się pod nosem, uznając przewagę drapieżnika. Cholera jasna, jeszcze trochę i przez tę demonicę - no bo przecież przez kogo, to od tatuażu zaczęły się te przeboje - zupełnie polubi korzystanie z futra. Gdyby była z diabłami, właśnie zupełnie nieświadomi i odsłonięci wystawiliby się na jej atak. Cóż, grzeczność wymagała przywitania się, zanim mężczyźni postanowiliby się wreszcie ocknąć, zorientować, że ktoś ich obserwuje tym samym stanowiąc dla nich potencjalne zagrożenie, i na przykład ruszyć we dwójkę do ataku. Nudziła się, ale nie aż tak by stawiać życie na szali w tak idiotyczny sposób.
        Odepchnęła się od pnia, wychodząc na bardziej otwartą przestrzeń by znaleźć się w polu widzenia obu wojów, a idąc podniosła jeden z rogatych łbów, który oddzielony od tułowia leżał sobie beztrosko na ściółce. Pierwszy raz miała w rękach diabli czerep i widziała piekielnika z tak bliska, szkoda byłoby stracić taką okazję. Ciężki był, za połowę wagi odpowiadało pewnie baranie poroże. Uniosła głowę za rogi właśnie, na wysokość swoich oczu i obracając z lekka na jedną to na drugą stronę oceniła niecodzienną zdobycz, odbijając się w czarnych półprzymkniętych oczach. Z wystających z pyska kłów można by zrobić całkiem fajne, plemienne kolczyki, o ile oczywiście ktoś gustował w podobnej biżuterii z upolowanych pazurów czy kłów.
        - Skąd pewność, że diabły szły za tobą? - tygrysica zagaiła rozmowę przerzucając w rękach diabli łeb, by teraz patrzył w tę samą stronę co ona, czyli dokładnie w twarz Jona.
        - To on jest poszukiwany - kontynuowała, tym razem kierując martwe spojrzenie mrocznych ślepi denata, wprost na Norda. Diabla głowa sprawdzała się doskonale jako wskaźnik, a o ile była zabawniejsza niż wskazywanie kogoś ręką, poza tym oczywistym faktem, że wytykanie ludzi palcami było jawnie niegrzeczne. A przynajmniej łowczynię w tej chwili bawiło doskonale.
        - Chyba, że obu was ścigają. Niemniej polecałabym dupę w troki zabrać stąd jak najszybciej. Ciebie nie widziałam. - Diabli łeb tym razem wylądował pod pachą dziewczyny, która już własną brodą wskazała Jona. - Za to ty ślicznoto, wisisz na każdym płocie w okolicy pięciu staj. - Zielone oczy powędrowały wprost na Reinara. Zaraz potem tygrysie ślepia zmrużyły się zaintrygowane, na chwilę znajdując sobie inny, ciekawszy obiekt niż wojownicy.
Coś odbiło się w trawie, nagłym rozbłyskiem przyciągając wzrok zmiennokształtnej. Nierozłącznie z diablą głową podeszła do miejsca nieopodal kolejnego truchła i podniosła stalową tubę, która chyba w trakcie walki wypadła piekielnikowi zza pazuchy i teraz przeoczona leżała w zaroślach. Była niewiele szersza niż szyjka standardowej butelki. Wokół niej na metalowym łańcuchu, zapętlony był raczej siermiężnie wykonany wisior czy jakaś pieczęć. Nieregularny płat powycieranego i wyraźnie zużytego metalu, z zatopionymi w nim kilkoma nieoszlifowanymi okruchami szlachetnych kamieni. Zdecydowanie nie był to szczyt sztuki jubilerskiej, ale patrząc na dawnych  właścicieli ciekawostki, ciężko by oczekiwać elfickiego arcydzieła. Wzięła ozdobę w palce i zaczęła oglądać ją pod różnymi kątami, ale nie przypominała nic znanego. Co najwyżej nieliczne runy i symbole można było wziąć za maleńką mapę albo artystycznie umieszczone wskazówki.
Avatar użytkownika
Sherani
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
 
Nagrody: Obrazek Obrazek
Inne Postacie: Nemain, Lucien, Elleanore, Dagon, Indigo, Max, Pagani, Amarok,
Rasa: Tygrysołak
Aura: Młoda aura pełna konkretów. Nie ma w niej żadnej sprzeczności ani zastanowienia. Zrodzona od początku do końca w żelaznej podstawie. Idealnie krągła i gładka, chociaż miejscami zdaje się być chropowata. Pokrywa ją lekka, aczkolwiek bardzo żywa poświata w barwie topazu, a trzask płomieni nie wywołuje uczucia ciepła w sercu, lecz niesie ze sobą istny chaos. Pachnie dziko i zwierzęco, bardzo intensywnie wonią tygrysiego futra. Niewielu więc zdziwi, że jest niebywale twarda, ale przy tym także ujmująco giętka. Wbija się głęboko ostrymi szpikulcami, a może raczej pazurami nie zważając na przeszkody. Bardzo silnie widoczna dla wprawionego czytelnika, który smakować może jej gorzkości, a także oparzyć język pikanterią lepiącą się do podniebienia.
Wygląd: Najemnik, łowca głów czy wykidajło, wyobraźnia od razu wykreuje wizerunek potężnego woja, rzeczywistość jednak nie raz odbiega od wyobrażeń. Sherani nie należy do wysokich kobiet, ze swoimi 160 centymetrami, plasując się raczej w dołach standardów. Z daleka jednak rzuca się w oczy zgrabna sylwetka. Szczupła i drobna, z wyraźnie zaznaczoną talią, podkreśloną przez klasycznie ... (Więcej)

Postprzez Jon » Pn lis 26, 2018 10:41 pm

Zajęty był szukaniem… właściwie czegokolwiek, co mogłoby mu powiedzieć coś więcej na temat sytuacji, w której się teraz znajdował. Mimo że wiedział, że ścigają go diabły i prawdopodobnie chcą go zabić, to były to jedyne informacje, jakie posiadał. Nie wiedział na czyje zlecenie działają, dlatego też nie mógł wiedzieć, co złego zrobił osobie, która wysłała za nim zorganizowaną grupę najemników z rogami, chcąc się go pozbyć ich rękami. Skupienie na przeszukiwaniu i chęć znalezienia czegoś, co pomoże mu zrozumieć sytuację sprawiła, że nawet nie dostrzegł obecności trzeciej istoty w okolicy. Owszem, wcześniej wydawało mu się, że są obserwowani, jednak myślałem, że może jest to jakiś leśny drapieżnik, którego zwabił tu zapach krwi. Tymczasem okazało się, że była to istota ludzka i to kobieta, co Jon ocenił po jej głosie, gdy ta postanowiła się odezwać.
         – Stąd, że nie jest to moje pierwsze spotkania z kimś z tej grupy rogatych najemników i wiem, że to właśnie na mnie polują – odezwał się, nawet nie spoglądając w jej stronę. Nadal sprawdzał ciała zabitych piekielnych. Naprawdę chciał znaleźć przy nich coś, co mu się przyda. Co prawda, nie liczył na to, że od razu trafi na treść zlecenia i imię osoby, która jest tymczasowym pracodawcą diabłów, bo coś takiego znalazłby najpewniej dopiero przy ciele jakiegoś ich dowódcy, jeżeli takiego w ogóle mają. Pewnie byłby to najsilniejszy osobnik w grupie czy coś takiego.
         – Może jest, ale na pewno nie przez nich – dopowiedział. On był tego pewien, jednak kobieta wydawała się nie być przekonana jego słowami. Dopiero teraz na nią spojrzał, jednak już wcześniej mógł tak pomyśleć przez słowa, które wypowiedziała. Przyglądał jej się przez chwilę, a później spojrzał też na jej aurę, z której między innymi odczytał to, że jest ona zmiennokształtną, prawdopodobnie tygrysołakiem. Jego wcześniejsze przypuszczenia mogły być prawidłowe, jeśli na początku przyglądała im się, ukrywając się w zaroślach jako tygrys, a nie człowiek.

Przez chwilę przyglądał się sytuacji – kobieta patrzyła na mężczyznę, który mu pomógł w taki sposób, że wydawało mu się, iż chciała go pojmać i oddać gdzieś, gdzie dostanie za niego nagrodę. Mógłby się tym nie przejmować i to zignorować, ale – chcąc lub nie chcąc – nord pomógł mu w walce, nawet jeśli on tej pomocy nie potrzebował.
         – Jeśli chcesz go pojmać, a on będzie stawiał opór… Pomogę mu w walce z tobą za to, że on wcześniej przyłączył się do mojej potyczki z diabłami – odezwał się poważnym i jednocześnie spokojnym głosem. Nie było w nim też wahania, więc można było mieć pewność, że Jon zrobi właśnie to, o czym ich przed chwilą poinformował. A tygrysica… cóż, jego słowa mogła traktować jako swego rodzaju ostrzeżenie.
Jego wzrok także przyciągnęło coś, co leżało w trawie, jednak to zmiennokształtna była najbliżej tego przedmiotu i to ona podniosła go pierwsza. Łowca dusz ruszył w jego stronę, ale nie mógł go zdobyć. Nie znał jej, więc pewnie będzie musiał się o to handlować – przynajmniej tak mu się wydawało.
         – Potrzebuję… zawartości tej tuby – powiedział, patrząc tygrysicy prosto w oczy. Jego wzrok nie mówił, że ma mu go oddać albo będzie z nią o to walczyć. Nie. On nie był taki, dlatego też jeszcze nie skończył mówić.
         – Co chciałabyś w zamian? - zapytał. Był pewien, że w środku znajduje się jakiś pergamin. Tuba ta musiała wypaść jednemu ze zwiadowców i właśnie to, co w sobie ukrywała, było aktualnie największą szansą dla niego na dowiedzenie się czegoś więcej na temat diabłów, ich zleceniodawcy lub czegoś innego, co może mu pomóc.
Avatar użytkownika
Jon
Mieszkaniec Sennej Krainy
 
Inne Postacie: Samiel, Calathal, Cain, Vergil, Kelsier, Nessus, Fenrir, Malthael, Salazar, Constantin, Seviron,
Rasa: Łowca Dusz
Aura: Emanacja zachwyca swą mocno ponadprzeciętną siłą. Została podzielona na trzy barwy. Na dole żelazny odcień, patrząc wyżej, powoli zmienia się on w kobaltowy. Na samej górze zaś w turmalinowym blasku cudownie mieni się srebrna farba. Nagle słychać jęki torturowanych, błagania o litość, wyczuć przy tym można przytłaczający smród. Te głosy i zapach wywołują uczucie zagrożenia i niepokoju. Po chwili zmieniają się one w różne dźwięki, których nigdy wcześniej się nie słyszało. Towarzyszy temu wrażenie obecności czegoś obcego i nienastawionego zbyt przyjaźnie. Niespodziewanie wszystko mija, zastępuje to kakofonia najróżniejszych dźwięków. Jakieś głosy raz się pojawiają, by tuż po chwili zniknąć. Dodatkowo aura zmienia swą siłę i barwy z sekundy na sekundę. Po jakimś czasie to ustaje i głęboka, spokojna melodia niesie ulgę zmęczonym zmysłom. Nos zaś drażni nieprzyjemny zapach siarki. Powłoka w dotyku okazuje się twarda, nie do złamania. Często ukazuje swą elastyczność poprzez specyficzne ruchy podobne do tańca, w którym ujawnia także niebezpiecznie ostre krańce, lekko skryte pod aksamitnym puchem. W smaku lepi się i utrudnia otwieranie ust, niekiedy jednak zamiast tego, staje się sucha i wywołuje pragnienie.
Wygląd: NATURALNA FORMA:
W swojej naturalniej formie nie odstępuje zbytnio od pobratymców, ma czarną skórę i włosy, jego oczy robią się złotawe i mają pionowe źrenice, a z pleców wyrastają duże, nietoperze skrzydła. Może inny łowcy mają większą masę mięśniową, jednak Jon nie narzeka na swoją, najbardziej zbliżoną do atletycznej, budowę ciała, która jest widoczna zarówno ...
(Więcej)

Postprzez Reinar » Śr gru 05, 2018 9:56 am

Reinar otaksował wzrokiem wojowniczkę, która wyszła z ukrycia, oceniając zagrożenie. A takie było, jak zawsze. On i jego przypadkowy towarzysz dopiero co skończyli starcie, a ona wyglądała na wypoczętą i gotową do działania.

- I tak ci się spodobałem, że przyszłaś za mną aż tutaj? Ślicznotko? - Nord spróbował kupić sobie nieco czasu wciągając kobietę w rozmowę. Mówiąc te słowa przestał jednak czyścić broń i poprawił chwyt. Być może za chwilę będzie musiał znów użyć miecza. Przewaga liczebna była po jego stronie; wojownik, który najwyraźniej był wytrawnym zabójcą diabłów, zadeklarował się mu pomóc.
- Wydaje mi się, że nie będzie powodu do walki. Nikt tu nie będzie stawiać oporu, bo też nikt nikogo nie będzie chciał złapać, pojmać, lub w jakikolwiek inny sposób pozbawić swobody pójścia w swoją stronę... prawda, ślicznotko?

Nie był pewien czy jego wypowiedź ktokolwiek usłyszał, a nawet jeśli tak, to czy się nią przejął, bo rozmowa zeszła na inny temat. Wojowniczka i jego towarzysz wydawali się oboje zainteresowani zawartością metalowej tuby, którą miały ze sobą teraz już nieżywe diabły. Niespecjalnie przeszkadzało mu to, że przestał być w centrum uwagi. Im mniej się nim interesował ktokolwiek, kto zwraca uwagę na listy gończe, tym lepiej.

- Może tam jest po prostu mapa z zaznaczonym wejściem do starej kopalni w tej okolicy... Czego innego ci rogacze mogliby szukać w tej dziczy, gdzie nic nie ma, jak nie wejścia na powrót do siebie? - wyszeptał do siebie Nord, po czym kontynuował przysłuchiwanie się rozmowie pozostałych.
Avatar użytkownika
Reinar
Zbłąkana Dusza
 
Rasa: Nord
Aura: Wciąż jeszcze młoda aura o przeciętnej sile, lśni intensywnymi barwami żelaza i cyny, mieszającymi się ze sobą i mieniącymi się w świetle niczym śnieg na lodowcach. W tle połyskuje obsydian w dziwny sposób nadający odbiorowi aury chłodu, zupełnie jakby wiał on od widma śniegu i lodu. Nawet do twoich nozdrzy dotrze woń mrozu i licznej broni pokrytej konserwującym ją olejem i szronem, uzupełniające zimowy krajobraz. Wśród pustkowia próżno szukać schronienia. Nawet trzaskające cichutko płomienie niosą się jedynie falami brzmienia i wypatrywanie ich ciepła nie odniesie skutku, zupełnie jakby zbyt odległe, nie były w stanie rozgrzać oziębłego powietrza. Wtórują im liczne głosy odzywające się z różnym nasileniem, które nikną wraz z kojącą melodią. Aura jest twarda podobnie do bryły lodu. Również jak ona ma niebezpiecznie ostre brzegi. To jednak co może zaskoczyć to niespodziewana giętkość. Smak powietrza jest trudny do zinterpretowania z jednej strony zdaje się lepkawy, a zaraz potem wyda się suchym, pozostawiając cię bez jednoznacznego zdania na ten temat. To co jest bezsprzeczne, to wyczuwalna łagodność i intensywny smak soli wydobywanej w lodowych krainach, które cię odprowadzą.
Wygląd: Zima z roku 771 na 772, Wielkie Bory Zimowe, "Schronisko Bjorgesonna", na północny-zachód od miasta Gorla

Do wieczora zostało jeszcze trochę czasu, jednak przez wiszące nad lasem ciemne chmury było już dość ciemno. Wiał wiatr, padał śnieg. Nikt rozsądny nie wychodził w taką pogodę na zewnątrz, bo po co narażać się na bycie złapanym przez zamieć. Mimo to, na ...
(Więcej)
Uwagi: Reinar wydaje się postacią złą. Nie opowiada się jednak ani po stronie zła, ani dobra; jest neutralny. Płynnie, choć czasami nieco chaotycznie, może balansować między tymi dwoma aspektami ... (Więcej)

Postprzez Sherani » So gru 08, 2018 12:04 am

        Człowiek był miły. Grzecznie ostrzegał, że na wojów mogą czekać kłopoty, a tu go straszyli. No co za niespodzianka. Tygrysica prychnęła w myślach na deklaracje wspólnej walki. Jakby powiedziała, że na kogoś poluje, no co za typ. Zero wdzięczności. Uśmiechnęła się też półgębkiem słysząc słowa norda, który podłapał jej zaczepkę. Ten drugi przynajmniej miał trochę poczucia humoru. Co z tego, że w innym wypadku obiłaby pysk rzucający "ślicznotkami". Tym razem sama zaczęła. Wolna ręka szybko spoczęła na rękojeści szabli, gdy wojowniczka szła w upatrzonym kierunku.
Jedynie na moment zatrzymała się, gdy podnosiła z trawy znalezisko, skupiając się na  fancie. Zaraz potem wznowiła ruch, teraz dryfując nieco w bok, by okrążyć obu mężczyzn.
        - Zawartość tej tuby mówisz - zaczęła mrużąc oczy. Napotkane na swojej drodze ciało, zamiast ominąć, przestąpiła stając na klatce piersiowej diabła.
        - A co jeśli powiem “jego”? - zapytała, stalą wskazując na blondyna. Wiedziała co mogła usłyszeć, wiele opcji nie było. Mimo to prowokowała obu mężczyzn, chyba z nudów. Jednym było uciekać i unikać pościgu. Zupełnie czym innym dobry pościg czy walka. Nie te emocje, nie ta adrenalina. Czemu więc odrobina niewinnych żartów miałaby zaszkodzić?
Nie czekała jednak aż sprawy potoczą się same. Dowcipy swoją drogą, ale wywołać pojedynku nie planowała w tym momencie. Może  pokomplikowały jej się sprawy zatrudnienia i plany na przyszłość, ale nie nabyła w ten sposób skłonności samobójczych. Wprawnym ruchem odwinęła łańcuch i rzuciła tubę brunetowi.
        - Spokojnie chłopcy, nie jestem tu służbowo. - Uśmiechnęła się bezczelnie do obu mężczyzn. - Niestety - dodała jeszcze mruczącym tonem, spoglądając na wisior, który sobie zostawiła. W końcu mowa była o tubie, czyż nie? Czułe uszy wyłapały słowa wypowiadane pod nosem i zaraz zielone oczy spojrzały uważniej na blondyna.
        - Kopalnia z wejściem do piekła, jaja sobie robisz? - zapytała lekko rozbawiona, ale i zainteresowana. To wymyślił. Ciekawe czy do piekła faktycznie można było się tak dostać. Portal chyba musieli by tam jakiś umieścić, a że miejsce mało uczęszczane i łatwe do obrony, to faktycznie mogłoby się dobrze w takiej a nie innej roli sprawdzić.
        Na moment diabla głowa, która zresztą powoli zaczynała ciążyć, zeszła na drugi plan. Wojowniczka postawiła czerep na ziemi i poklepała go po czole jakby na pożegnanie. Potem jakby rozproszona czymś innym zmarszczyła krótko nos i zerknęła na ubrudzoną krwią rękę. Liznęła dłoń i od razu mina zmiennokształtnej jasno sugerowała, że nie był to najsmaczniejszy z możliwych posiłków. Resztę juchy obojętnie wytarła o spodnie, znów skupiając się na domniemanej mapie. Nic nie szło z tego wyczytać, a nieznajomość okolicy i terenu tylko pozbawiała Sherani możliwych punktów odniesienia ułatwiających interpretację. Dziewczyna już nawet nie przejmowała się dziwnymi naleciałościami, które coraz intensywniej przechodziły z tygrysa i na nią. Jak kiedyś zje kogoś a nie coś i to w pełni świadomie, to będzie to wina tej popieprzonej demonicy, jakoś wcześniej nie miała takich problemów, a przynajmniej nie w takim nasileniu. Cóż, przynajmniej dowiedziała się, że na diabły nie ma co ostrzyć zębów.
Z rozmyślań wyrwały ją odległe szelesty. Nic specyficznego, ale Rani zapatrzyła się w las nasłuchując i węsząc ostrożnie.
        - Ja nie w robocie, ale lasem idą tacy, którzy mogą być - odezwała się cicho. Zawinęła łańcuch na nadgarstku i zaczęła iść w stronę zarośli.
Avatar użytkownika
Sherani
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
 
Nagrody: Obrazek Obrazek
Inne Postacie: Nemain, Lucien, Elleanore, Dagon, Indigo, Max, Pagani, Amarok,
Rasa: Tygrysołak
Aura: Młoda aura pełna konkretów. Nie ma w niej żadnej sprzeczności ani zastanowienia. Zrodzona od początku do końca w żelaznej podstawie. Idealnie krągła i gładka, chociaż miejscami zdaje się być chropowata. Pokrywa ją lekka, aczkolwiek bardzo żywa poświata w barwie topazu, a trzask płomieni nie wywołuje uczucia ciepła w sercu, lecz niesie ze sobą istny chaos. Pachnie dziko i zwierzęco, bardzo intensywnie wonią tygrysiego futra. Niewielu więc zdziwi, że jest niebywale twarda, ale przy tym także ujmująco giętka. Wbija się głęboko ostrymi szpikulcami, a może raczej pazurami nie zważając na przeszkody. Bardzo silnie widoczna dla wprawionego czytelnika, który smakować może jej gorzkości, a także oparzyć język pikanterią lepiącą się do podniebienia.
Wygląd: Najemnik, łowca głów czy wykidajło, wyobraźnia od razu wykreuje wizerunek potężnego woja, rzeczywistość jednak nie raz odbiega od wyobrażeń. Sherani nie należy do wysokich kobiet, ze swoimi 160 centymetrami, plasując się raczej w dołach standardów. Z daleka jednak rzuca się w oczy zgrabna sylwetka. Szczupła i drobna, z wyraźnie zaznaczoną talią, podkreśloną przez klasycznie ... (Więcej)


Powrót do Równina Drivii

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron