[Okolice jeziora Doren] Karczma "Pijany alchemik"


Wielka równina słynąca przede wszystkim z trzech jezior. Legenda głosi, że trzy siostry Cara, Sitrina i Doren - księżniczki Demary, córki króla Filipa miały zostać wydane za książąt Elisji, Fargoth i Serenai by utrzymać pokój pomiędzy krainami. Jednak żadna nie chciała zostać zmuszona do małżeństwa Księżniczki uciekły więc na północ kraju i nigdy już nie wróciły. Legenda głosi, że stały się one Nimfami i każda objęła panowanie nad jednym z jezior.

Postprzez Kolindar » Wt wrz 25, 2018 10:43 pm

        - Szczerze? Nie wiem - przyznał, rozkładając ręce. Poczuł niemiłe mrowienie w piersi, gdy wypowiadał kolejne słowa:
        - Jestem obecnie trwale związany z istotą, której istnienia do końca nie rozumiem. Żeby to prościej wytłumaczyć: czuję się, jakby w jednym ciele mieszkały dwie osoby. Dopóki jestem przytomny, mam nad tym kontrolę; dlatego odrzuciłem wtedy ofiarowany przez ciebie kufel, Mari. Nie wiem co się stanie gdy stracę tę kontrolę, jeszcze nigdy mi się to nie zdarzyło. Czy jestem martwy? - zawiesił pytanie, nachylając się nad stołem. - Możesz sprawdzić. Moje serce dalej bije. Mimo że odniosłem wiele ran, po których już nie powinno. Ten... "Drugi", zdaje się mnie leczyć, na swój pokrętny sposób. Nie daje mi umrzeć tak łatwo. Nie sądzę, by było to z życzliwości, jestem mu najwyraźniej potrzebny do przeżycia.
        Westchnął. Dziwnie było nagle to z siebie wyrzucić przed, technicznie rzecz biorąc, obcymi osobami.
        - Ale prawnie jestem całkowicie martwy. Wszyscy którzy mnie znali przed... - Wykonał tu niezgrabny ruch wokół swojej postaci. - TYM, pochowali pustą trumnę na cmentarzu w Meot. I chyba lepiej, by tak zostało.
        Zapadła w końcu cisza, pozwalając wszystkim zebranym zebrać myśli, przerywana jedynie obecnością - a była to bardzo głośna obecność - krasnoluda w ich towarzystwie.
        Autentycznie ani Kol, ani upiór nie spodziewali się - a co za tym idzie - nie zorientowali się, gdy ciężki klucz do pokoju przeleciał ponad stołem i uderzył cicho o policzek Kolindara, spadając na jego wyciągnięte ręce.
        - Tak właściwie, to tak, potrafię przeniknąć przez ścianę - mruknął, oddając rudowłosej naszyjnik. - Ale na efekt zaskoczenia nie licz; od razu zobaczyłabyś czarny wiatr, którym bym się wtedy stał - dodał, uśmiechając się lekko. - Co do najazdu ropuch, nie wiem. Czas pokaże.
        Wydawało się, że zbliżająca burza się uspokoiła. Pozostała jednak jeszcze sprawa śpiącego na kozetce rycerza. Kolindar spojrzał na Bervisara, w świetle obecnym wydarzeń mierząc go na nowo.
        - Poczekaj - zaczął, zerkając w stronę Mari na potwierdzenie. Czuł się teraz zawstydzony swoimi wcześniejszymi osądami. - Myślę, że nie musisz stąd nigdzie uciekać. Chcąc nie chcąc, jednak obecnie, z jedynej perspektywy jaką znam, czyli z prawnej, siedzimy w tym wszyscy troje. Powinniśmy więc we troje temu zaradzić.
        To mówiąc wstał, robiąc kilka kroków do czającego się za tarczą Bervisara, po czym wysunął w jego stronę otwartą dłoń.
- A jeśli nic nie wymyślimy - dodał zasłyszanym niedawno krasnoludzkim szeptem. - To zawsze mogę wyczarować katapultę.
Avatar użytkownika
Kolindar
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Slade,
Rasa: Upiór
Aura: Emanacja charakteryzuje się średnią siłą, nawet nieco niższą niż przeciętna. Otacza ją bursztynowe światło, jednakże jeśli odpowiednio przymruży się oczy, można dostrzec jeszcze rubinowy blask bijący od środka. Na powłoce natomiast widać migające, srebrzyste niteczki wywołujące wrażenie poruszania się, natomiast całość utrzymana jest w żelaznym kolorycie. Bardzo wyróżniające są na niej kobaltowe odpryski tu i ówdzie. Uszy z łatwością wyłapują głęboki ton i tajemnicze buczenie. Gdzieś obok słychać także echo czyichś słów oraz melodie z oddali. Nie mogą one jednak zagłuszyć wcześniejszego dźwięku. Czuć także burzową woń połączoną z zapachem ozonu. Do tego dochodzi także smród ludzkiego potu. Przechodząc do wrażeń dotykowych, można powiedzieć o znacznej twardości i elastyczności, a także o niebezpiecznie ostrych brzegach. W smaku zaś kompletnie sucha, wywołująca silne pragnienie.
Wygląd: Kolindar wraz z postępującą w jego ciele asymilacją z upiorem, coraz bardziej wyglądem upodabnia się do niego z czasów, gdy chodził po ziemi we własnej osobie. Blond włosy, długo nie strzyżone pokryły się popielatą czernią, która swą starczą aurą kontrastuje z dyskusyjnie młodą twarzą. Oczy koloru srebrzystej stali patrzą na świat niezmiennie kamiennym spojrzeniem, które ... (Więcej)

Postprzez Pani Losu » Cz paź 11, 2018 2:33 pm

Cisza, jaka otoczyła oberżę, okazała się być tylko chwilowa. Strugi deszczu stawały się coraz gęstsze i ostrzejsze, twardo uderzały o ziemię tworząc miriady kałuż. W tym właśnie czasie, gdy okolicę objęła nieokiełznana burza z piorunami, do karczmy zaczęli schodzić się wszyscy podróżnicy oraz wszelcy przechodni. Nagle zrobiło się tłoczno i ciasno, gwar wydawał się być nie do zniesienia, klienci burzliwi, ale w tym całym chaosie dało się usłyszeć szloch kobiety. Zaniepokojony Kolindar skierował się do centrum stolików, w którym niełatwo było odnaleźć źródło tego dźwięki. Poczuł, jak kobieca i stara dłoń obejmuje jego rękę w poszukiwaniu pocieszenie. Mężczyzna skierował na nią wzrok, a ona spojrzała na niego oczami pełnymi łez:
- Gdzieś został mój wnuczek, mój biedny wnuczek... Pobiegł się pobawić, nie mogę go znaleźć już od dłuższego czasu, a teraz ta burza... Gdzie on może być? - załkała staruszka, a Kolindar z lekkim westchnięciem postanowił pomóc starszej kobiecie.
Spojrzał przez okno, a na jego twarzy pojawił się grymas określający w jednoznaczny sposób pogodę – na (co najmniej) nieprzychylną. Zadał babci jeszcze kilka pytań nim wyszedł na zwiady. Sam nie wiedział do końca czemu się tego podjął, może mu było trochę szkoda? Niemniej jednak, chwilę później zniknął, lecz nie zdołał przecisnąć się do Marianne czy Bervisara by ich o czymkolwiek poinformować. Wierzył, że szybko wróci, lecz się pomylił. Co stało się dalej? Czy babcia łkająca nad wnuczkiem okazała się być wiedźmą, która pragnęła sprowadzić Kolindara na manowce? A może sam zgubił drogę? Lub też przeniknął przez ściany niczym prawdziwy upiór? Trudno powiedzieć, lecz jego podróż z pewnością tak szybko nie dobiegnie końca.
Avatar użytkownika
Pani Losu
Urzeczywistniający Marzenia
 
Rasa:
Aura: Nieznana.
Wygląd:

Poprzednia strona

Powrót do Równina Drivii

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron