[Miasto i jego okolice] W poszukiwaniu wróża


Bardzo duże miasto portowe, mające aż trzy porty, w tym dwa handlowe, a jeden z którego odpływają jedynie statki pasażerskie. Znane z bardzo rozwiniętej technologi produkcji statków i łodzi, o raz hodowli rzadkich roślin nadmorskich.

Postprzez Zinzaar » Pn gru 29, 2014 10:42 pm

        Kiedy mężczyzna w zbroi wszedł do pomieszczenia wszyscy skupili na nim uwagę, a wraz z nimi Zinzaar. Gdy skończył przemawiać udała się do sali treningowej aby wziąć udział w losowaniu.
        Patrząc na wojowników przepychających się przy koszu z patykami westchnęła. "Też mi mężni wojowie. Przepychają się jak dzieciaki przy koszu z cukierkami, baby n targowisku, albo gorzej..." Pierwsze drużyny zaczęły opuszczać już pomieszczenie, więc sama udała się w kierunku kosza, gdzie zrobiło się już luźniej. Wyciągnęła patyczek i zaczęła szukać swojej drużyny.
         Znalazła kościstego mężczyznę o paskudnej bliźnie przecinającej pół twarzy i barczystego wojownika z niewiadomych przyczyn pachnącego rzodkiewką.
- Witajcie, jak widzę jesteśmy razem w drużynie -odezwała się bez ogródek. - Jestem Zinzaar.
- Herwald - odparł kościsty podając jej rękę. Uścisnęła ją.
- A ja jestem Grog - dodał drugi poprawiając miecz o niezwykle szerokim ostrzu przewieszony przez plecy. Ręki na powitanie już nie podał.
- Skoro już się znamy, to chodźmy z tej sali. Żal mi patrzeć na to pobojowisko - Herwald gestem wskazał na rozsypane i podeptane w szale "walki" losy.
Panterołaczka uśmiechnęła się widząc, że ktoś podziela jej zdanie. Skierowali się do jednego z korytarzy.
Avatar użytkownika
Zinzaar
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Arnwald,
Rasa: Panterołak
Aura: Przeciętna w sile aura o jasnym kolorze żelaza, wydzielająca obsydianową poświatę. Roztacza lekkie ciepło, co idzie w parze z cichym trzaskiem płomieni. Wydziela intensywny zapach sierści, zmieszany z wonią mokrej ziemi, w dotyku zaś jest całkiem twarda, giętka oraz lepka, posiada również ostre krawędzie. Smakuje łagodnie słono, chociaż da się wyczuć nutkę osobliwej pikanterii.
Wygląd: Zinzaar jest dosyć wysoką kobietą. Chodzi wyprostowana, jednak w jej ruchach brakuje kobiecej delikatności.
Gęste i aksamitne czarne włosy wiąże w kucyk, z którego wypadają krótsze pasma. Na jedno z niezwykłych oczu koloru miedzi opada
grzywka.
Ma wyraźnie zarysowaną linię szczęki oraz szpiczasty nos. Skóra Zinzaar przybrała ciemny, jakby szary odcień, a spojrzenie ...
(Więcej)
Uwagi: Zinzaar ma przytępioną część cech charakterystyczną dla innych panterołaków.

Z uwagi na swoją androginiczną urodę bywa mylona z mężczyzną o delikatnych rysach.

Postprzez Loring » Wt gru 30, 2014 8:43 pm

Kiedy do sali w której znajdowały się już gotowe grupy wkroczył kosztownie odziany mężczyzna, dwie grupy akurat dyskutowały nad potencjalnymi przeciwnikami których mogą spotkać na swej drodze. Gotlandczycy byli skupieni i w spokoju analizowali wiele potencjalnych rozwojów wydarzeń, zdając sobie w pełni sprawę z tego, że nie są niepokonani. Co innego Kerran, tego nie obchodziło to przeciwko komu wyjdzie, co więcej – w jego mniemaniu im przeciwnicy byli lepsi, tym lepiej, choćby – jak to ujął – miał sam walczyć z trójką gigantów, w czasie kiedy Loring i Ur leżeliby ledwo żywi.
       Po wysłuchaniu słów mężczyzny obecni na sali wojownicy zaczęli się rozchodzić na dwie strony. Obserwacje drużyn wykazały wielką różnorodność, w niektórych każdy członek różnił się od drugiego chyba wszystkim, a w jednej z drużyn była trójka tak identyczna, że chyba nawet bliźniacy się bardziej od siebie różnią. Na ich akurat widok Kerran zaśmiał się głośno i mało dyskretnie, przez co tamci łypnęli na niego groźnie, jednak niczym się nie odezwali i po prostu wkroczyli do jednego z korytarzy.
       - A my do którego wchodzimy? – Odezwał się Pequris. Obydwu drużynom niespecjalnie się spieszyło, przez co bardzo szybko zostali jedynymi obecnymi w pomieszczeniu. – Musimy razem do jednego, byśmy przypadkiem się nie spotkali. Może ten co wcześniej? Wszakże przyniósł nam wszystkim wygraną.
       - Nie mam nic przeciwko. – Odpowiedział spokojnie Loring i ruszył w kierunku już wcześniej wybranego przez nich korytarza, kiedy Bakvst łagodnie go przytrzymał za ramię i wskazał głową za jego plecy, ku wyjściu z sali treningowej.
       - Patrzcie… Ale się dobrali…
       Blondyn odwrócił się, by zobaczyć co ma na myśli, po czym zmrużył oczy przez to co dojrzał. Najwyraźniej losowanie dobiegło już końca, bowiem z pomieszczenia zaczęły wychodzić dobrane drużyny, albo po prostu Weihlonder znów wepchał się na początek i dlatego już miał tą ceremonię za sobą. Jednak to nie jego widok przykuł uwagę melmaro, bowiem brata Dara przecież widzieli już wcześniej. Zadziwiającym była drużyna w której ten się znalazł.
       - Wilkołak, ten gbur z karczmy… - Mruknął Loring, a na machnięcie smoka odpowiedział skinieniem głowy. Co innego pozostała dwójka, ta rzuciła mu wyraźnie nieprzyjemne spojrzenia, w dodatku osiłek coś powiedział, najpewniej nie najprzyjemniejszego, w reakcji na co blondyn zacisnął gniewnie dłonie w pięści.
       - Hej, tylko nad sobą panuj. – Upomniał go spokojnie Urgoth. – Może nam się poszczęści i na nich trafimy, a wtedy będziesz miał okazję się policzyć. Jest tam niestety Weihlonder, a z nim sobie nie poradzimy, ale wtedy byłby to prezent dla Kerrana – niezwykle trudny przeciwnik.
       - Ten w zbroi? – Pożeracz zmrużył oczy i począł się uważnie przypatrywać Weihlonderowi, a kiedy obserwacje go jak widać zadowoliły mężczyznę, ten uśmiechnął się szeroko i przeniósł swój wzrok na pozostałą dwójkę. – Tak, powinien się nadać. Znacie go? A co ważniejsze, kim jest ta dwójka? Bo widzę, że mają z Loringiem na pieńku.
       - Ten jeden jest wilkołakiem. – Bakvst wskazał osobnika Kerranowi. – Zauważył Loringa w karczmie, ale tak naprawdę nie wiadomo czego on chce, bowiem Lor nic mu nie zrobił. Ten drugi to natomiast również znajomość z tej samej karczmy. Loring przez przypadek wylał na niego kufel piwa, przez co ten wpadł w furię i o mało co go nie udusił.
       - Ciekawe… - Mruknął Kerran, wpatrując się w tą dwójkę. – Ciekawe…
       Drużyna Weihlondera spokojnym krokiem zmierzała do końca pomieszczenia, w której to części następowało rozdzielenie pod postacią korytarzy. Po lekkim zakrzywieniu kąta chodu Gotlandczycy pomyśleli, że ci wybiorą ten sam korytarz, ale po głębszej obserwacji spostrzegli, że to wilkołak i jego towarzysz – jak widać musieli się polubić, a może znali się wcześniej? – skręcili bardziej w stronę melmaro, a Weihlonder popatrzył na nich jedynie z niezadowoleniem i ruszył za drużyną. Mijając wojowników, barczysty mężczyzna nie omieszkał zawadzić barkiem Loringa.
       - A nie mówiłem ci Louan, że mają tutaj tragiczne warunki? Gdzie się nie ruszysz, to wpadasz na robactwo. – Zwrócił się do wilkołaka i zaśmiał głośno, przez co tamten wykrzywił usta w słabym uśmiechu.
       - Zoran, gdzie się nie udasz, to coś ci nie pasuje, czego byś chciał?
       - Niech mi dadzą to całe robactwo na arenę, tam rozliczę się z nim i już żaden tchórz mi nie przeszkodzi, posługując się magią.
       - Magią? To ty jesteś tchórzem. Wystarczyło, by tylko na ciebie spojrzał – a był znacznie szczuplejszy i niższy od ciebie -, byś stał się sparaliżowanym ze strachu, a później odszedł posłusznie jak piesek. – Parsknął Loring, rzucając przy tym krótkie spojrzenie Weihlonderowi, mając nadzieję, że ten domyśli się o kogo dokładnie chodzi, po czym spojrzał w górę, w oczy Zorana. – Jeżeli spotkamy się na arenie, to wiesz czym będzie się to różniło od karczmy? Tym, że będę w pełni świadomy i chętny cię pokonać. Jesteś naprawdę niesamowity, chciałeś zabić kogoś kto w danej chwili był prawie jak szmaciana lalka… Wojownik.
       Gotlandczycy zaśmiali się głośno, a na twarzy osiłka pojawił się grymas wściekłości, w międzyczasie inne pary zaczęły już wychodzić, a niektórzy zatrzymywali się, by obejrzeć widowisko.
       - Nie daj się sprowokować, może spotk… - Zaczął wilkołak kierując swe słowa do rosłego mężczyzny, jednak ten przerwał mu, odpychając Loringa i kipiąc wręcz z wściekłości. Całą scenę bardzo dokładnie obserwował Kerran, stojąc w bezruchu blisko mężczyzn i tym razem o dziwo nie uśmiechając się.
       - Myślisz, że jesteś mocny, bo potrafisz się za kimś chować? Nie masz pojęcia o…
       - Skończ szczekać i daj mu wreszcie spokój. – Odezwał się surowo pożeracz, mrużąc oczy, przez co teraz wyglądał o wiele groźniej, niż kiedy był wesołym, roześmianym młodzieńcem. – Nudzi mnie już to twoje wieczne ględzenie, wyjaśnicie sobie wszystko na arenie, a teraz spadaj.
       Na słowa Kerrana cała sala ucichła – a przynajmniej ci którym również niespecjalnie było śpieszno do jednego z korytarzy -, a wilkołak rzucił mu zagadkowe spojrzenie, po czym położył dłoń na ramieniu Zorana. – Hej, idziemy, załatwicie to na arenie.
       - No proszę, kolejny obrońca? – W głosie człowieka słychać wręcz było buzującą wściekłość. – Zobaczymy czy zdoła cię obronić!
       Zoran błyskawicznie popchnął Loringa na pozostałych melmaro i wyprowadził potężny, lewy sierpowy. Cios którego siła z pewnością porządnie uszkodziłaby blondyna, gdyby nie Kerran, którego ręka wyprostowała się, a dłoń zacisnęła – na tyle na ile była w stanie – wokół pięści człowieka. Pożeracz przy tym nawet nie przekrzywił głowy, spojrzenie wciąż miał w jednym miejscu, dopiero po złapaniu ręki w sidła spojrzał na Zorana, wykręcając mu kończynę tak, że ten się zgarbił.
       - Wchodzisz w końcu do tego LEWEGO korytarza, czy chcesz, by wszyscy zebrani tutaj ciekawscy zobaczyli jak umierasz?
Avatar użytkownika
Loring
Mieszkaniec Sennej Krainy
 
Inne Postacie: Setian,
Rasa: Człowiek
Aura: Jasna, przyjemnie ciepła aura o barwie żelaza, spowita szmaragdową poświatą, spod której zdają się przebijać pojedyncze, rubinowe wstęgi. Nawet najwrażliwsze ucho nie wychwyci w jej pobliżu żadnego dźwięku, przy tym jednak wyraźnie wyczuwalny jest zapach przelanej krwi i ozonowa woń powietrza po burzy z subtelną domieszką kobiecych perfum. W dotyku pełna kontrastów, z jednej strony giętka i gładka niczym płat jedwabiu, z drugiej zaś twarda i ostra jak brzytwa. Odrobinę lepi się do podniebienia, zostawiając na nim ostro-gorzki posmak.
Wygląd: Każdy, kto tylko spojrzy na Loringa, zauważa od razu jego długie, przepiękne włosy barwy łagodnego słońca lub drogocennego złota. Obiekt ten, będący wizytówką gotlandczyka, już wiele razy był obiektem zazdrości kobiet. Wspaniale kontrastujące z jego jasną, nieskażoną żadnym defektem, cerą, najczęściej spięte są w „żyjący własnym życiem” koński ogon. Blondyn ... (Więcej)

Postprzez Dérigéntirh » So sty 03, 2015 7:02 am

Podczas kiedy Loring oraz wilkołak z człowiekiem zażarcie się kłócili z sali treningowej wyłaniały się kolejne trzyosobowe drużyny, które czym prędzej ruszały w stronę dwóch tuneli. Dużo osób ze zdziwieniem patrzyło na dyskusję pomiędzy dwoma drużynami, które jako jedyne stały w tym samym miejscu. Zazwyczaj jednak jedno krótkie, przenikliwe spojrzenie Weihlondera wystarczało, aby odstraszyć obserwatorów.
        Weihlonder mógł uspokoić obie grupy niemal w każdym momencie i dobrze o tym wiedział, ale nie chciało mu się tego, przynajmniej póki co. Po pewnym jednak czasie stwierdził, że jednak jest powód, dla którego powinni przestać. Absolutnie nie chciał długo czekać na kolejną walkę, zwłaszcza, że już dostatecznie zawiódł się na tym, że dostał do drużyny wilkołaka.
- Przerwijcie te dziecinne dysputy i idźmy do kolejki – odezwał się tonem nieznoszącym sprzeciwu, w którym dało się usłyszeć cząstkę jego smoczego pragnienia dominacji. Zoran chciał coś powiedzieć, ale umilkł, gdy tylko spojrzały na niego złociste oczy Weihlondera. Dosłownie znieruchomiał na chwilę, aż smok przeniósł spojrzenie na resztę. - Nie rozumiem ludzi. Jeśli macie coś sobie udowadniać, to zaraz macie okazję. Skoro tak bardzo tego pragniecie, to po co tak to odwlekacie?
        Człowiek, którego przed chwilą sparaliżował Weihlonder spojrzał na niego, a w jego oczach odbiło się zdziwienie oraz gniew. Nie odezwał się jednak, choć wyraźnie schmurniał.




Tymczasem Dérigéntirh przysłuchiwał się kolejnym słowom maga traktującym o Dziedzinie Przestrzeni. Póki co rozumiał wszystko, choć mag podkreślał, że będzie musiał dużo razy to przećwiczyć.
        Niemal wszyscy ludzie na trybunach, pozbawieni przedmiotu swojej uwagi zaczęli ze sobą rozmawiać. Panowało małe zamieszanie, hałas robił się coraz głośniejszy, zwłaszcza, że nikt nie przejmował się tym, że ktoś może usłyszeć. Sprawiło to, że gdy odziany w zbroję mężczyzna wszedł na arenę, prawie nikt nie zareagował. Jedynie smok zdołał usłyszeć jego ciężkie kroki i spojrzał w tamtym kierunku. Mężczyzna najwyraźniej wydawał się być rozkojarzony tym, że nikt nie zwraca na niego uwagi. Spojrzał w stronę grupki magów, którzy po chwili skinęli głową.
- Mieszkańcy miasta! - Po trybunach rozniósł się wielokrotnie pogłośniony głos człowieka. - Czas na drugi etap, czyli walki drużynowe. Kolejność walk została już przez nas ustalona oraz ich ilość. To finałowego etapu przejdą dwie drużyny, sześciu zawodników, z których zostaną stworzone trzy dwuosobowe drużyny. Cóż tu jeszcze powiedzieć? Ten etap będzie niewątpliwie najdłuższy, mamy też nadzieje, że w tej kwestii ciekawość także osiągnie podobny poziom. Więc nie przedłużając, niech się zaczną walki!
        Ludzie nagrodzili oklaskami mężczyznę, który po chwili powrócił na trybuny, a na arenę wkroczyły pierwsze dwie drużyny. Jak można się było spodziewać, walka trochę trwała, ponieważ z początku sześciu zawodników nieufnie i długo oceniało możliwości ataku i obrony.
- Mogę mieć pytanie? - spytał smok, doskonale zdając sobie sprawę z tego, co właśnie zrobił.
- Podejrzewam, że nie na temat?
- Nie.
- Śmiało.
- Jestem tu przejazdem – zaczął smok – więc chciałbym spytać, co tak właściwie się stało trzy lata temu?
        Mag przez chwilę milczał.
- To było tak właściwie w Turmalii, nie tutaj. Powiedźmy, że kilku gladiatorów postanowiło odejść z kariery. Przy okazji niszcząc największą arenę na tym wybrzeżu. Od tamtego czasu wszelkie walki to dość delikatny temat.
        Dérigéntirh skinął głową, przemyśliwując to sobie. Zdecydowanie mag nie powiedział wszystkiego, choć możliwe, że nie znał żadnych szczegółów.
- A teraz możemy wrócić do nauki?
- Oczywiście.
Avatar użytkownika
Dérigéntirh
Kroczący w Snach
 
Inne Postacie: Dérigéntirh, Ognaruks, Sarpedon, Malawiasz, Vaela, Ziharria, Natanis, Sitrina,
Rasa: Złoty smok
Aura: Jeśli tutaj trafiłeś, masz nie lada szczęście, nie co dzień bowiem widuje się taką aurę. Jej siła jest wyraźna, wykraczająca poza przeciętność co jako pierwsze przykuje twoją uwagę. Zaraz potem skupisz się na wewnętrznych odczuciach jakie wywołuje, a tu dopadnie cię ambiwalencja. Sam nie wiesz czy od emanacji bije przyjazne ciepło czy też zdystansowany chłód. Łatwo jednak podjąć decyzję o dłuższym pozostaniu w tym miejscu. Owszem chcesz zachowywać się grzecznie, ale nie czujesz się zagrożony. Dopiero teraz potrafisz skupić się na wyglądzie aury, a prezentuje się ona jako solidnie już zmatowiała misterna mozaika. Czas jako jedyny sprawiedliwy na tym świecie, nie szczędzi nikogo, każdego traktując jednakowo. Tak też barwy są wytarte ale nie wypłowiałe. Szafirowa poświata unosi się wokół delikatnie, niczym poranna mgła. Wiele drobnych kobaltowych elementów zazębia się tworząc niezrozumiałe i zawiłe wzory. Z nimi mieszają się podobne im cynowe płytki, ale i one nie wiele ci wyjaśnią. Nawet złote zwieńczenia wplątane w labirynty kolorów, nie ukazują pełni. Rozumiesz znaczenia poszczególnych barw, ale wciąż z ciekawością wypatrujesz ujawnienia całości obrazu. Początkowo w twych pytaniach wspiera cię cisza. Tło jednak pasując do mozaiki również zaczyna ujawniać coraz to kolejne elementy układanki, najpierw rozbrzmiewając brzęczeniem, później przechodząc w liczne głosy grające wesoło. Te subtelnie przechodzą w kojącą melodię, która zniknie wybrzmiewając echem, a ty wciąż jeszcze nie wiesz z czym tak naprawdę się mierzysz. Dotykasz otoczenia i jest takie jakiego byś się spodziewał, twarde ale jednocześnie uginające się pod palcami by nie popękać. Gładkie ale uwieńczone bardzo ostrymi brzegami. Pozostaje ci posmakować otaczającego cię powietrza. A ono pasuje do ogólnych odczuć, jest łagodne z nutą kwasowości oraz intensywnie lepkie. Dopiero teraz pojmiesz mnogość zapachów, która towarzyszyła ci przez cały czas, tylko tego nie dostrzegałeś. To nie mozaika, stoisz na smoczych łuskach.
Wygląd: Każdy, kto kiedyś ujrzał na własne oczy jakiegokolwiek smoka, będzie zmuszony przyznać, że istoty te posiadają jakiś nieziemski urok, niemożliwy do osiągnięcia przez przedstawiciela jakiejkolwiek innej rasy, obraz potęgi, głębi, ale i piękna. Wiąże się to najpewniej z magiczną naturą tych stworzeń, prawdziwych dzieci Prasmoka. Dlatego też nie powinno dziwić, że ... (Więcej)

Postprzez Loring » So sty 03, 2015 8:46 pm

Kiedy tylko Weihlonder się odezwał, na twarzy Kerrana pojawił się szeroki uśmiech, a on sam puścił dłoń Zorana, którą to ten począł od razu rozmasowywać. Ludzie jak widać tracili zainteresowanie widowiskiem, już znaczna część zgromadzonych na sali udała się do wybranych przez siebie korytarzy. Już wcześniej, kiedy Loring mówił o paraliżującym spojrzeniu, pożeracz zmrużył niezauważalnie oczy i słuchał uważnie, a kiedy jeszcze zarejestrował to, jak barczysty mężczyzna nieruchomieje na skutek kontakt z oczami odzianego w zbroję mężczyzny, zrozumiał całą prawdę. Nie potrzebował już więcej dowodów, jednak Weihlonder – specjalnie bądź nie – podarował mu jeszcze jeden, w postaci wypowiedzi jasno zaznaczającej, iż nie należy on do gatunku ludzkiego.
       - Macie rację, to powinien być dla mnie dobry przeciwnik. – Odezwał się wesoło i głośno, swe słowa kierując do melmaro, jednak spojrzenie mając utknięte w bracie Dara, a tak dokładniej w jego oczach. – Tym bardziej, że to smok, co chyba zapomnieliście mi powiedzieć, chyba że sami tego nie widzieliście. Obyśmy się spotkali na arenie, pradawny. – Kerran wyszczerzył się jeszcze szerzej, jednak w jego głosie nie było słychać nabożnego szacunku, kiedy ten wymawiał słowo „pradawny”. – Tylko nie próbuj aby wtedy tej twojej sztuczki z oczami, okej? To na mnie nie działa. Chodźmy już, szkoda mojego czasu, już zbyt dawno się nie pożywiałem, jestem głodny.
       Pożeracz uśmiechnął się na odchodne do trójki potencjalnie wrogiej drużyny, po czym odwrócił się i spokojnym krokiem ruszył ku prawemu korytarzowi.
       - Przepraszam za niego, on, em… - Umilkł na chwilę Loring, nie bardzo wiedząc co powiedzieć Weihlonderowi, tym bardziej, że wypadało już ruszać, by się nie rozdzielić. Drużyna w postaci Bakvsta, Vernary’ego oraz Pequrisa udała się już do korytarza, mijając Kerrana, by być zaraz przed zespołem mieszanym. – Miałem zapytać o to Dara, ale może ty również udzielisz mi jakiejś odpowiedzi. Wiesz cokolwiek o tzw. pożeraczach?
       
       - Skąd wiedziałeś, że jest smokiem? – Zapytał Urgoth, wpatrując się w Kerrana. – Czym się zdradził?
       - Zdradził? A to miał to skrzętnie ukrywać? W takim razie za sprytny to on nie jest. – Zaśmiał się pożeracz. – Naprowadził mnie na ten trop ten wasz paraliżujący wzrok, to o czym mówił Loring. Później jeszcze to jego spojrzenie na tego wielkiego tępaka, władczy ton – jakby myślał, że może każdemu rozkazywać – oraz wypowiedź w której jednoznacznie nie zaliczył siebie do gatunku ludzkiego. W swoim życiu spotkałem już wiele smoków, kilka nawet wyssałem. Mówię ci, nie uwierzyłbyś ile mieszczą w sobie energii, jeden stary smok jest lepszym posiłkiem niż cała zebrana tutaj widownia, oczywiście ta ludzka część.
       - Jesteś bardzo tajemniczy. – Skwitował leśny. – Czyli cała ta energia przez ciebie zgromadzona, cały czas w tobie tkwi? Nie ginie z biegiem czasu, chyba że postanowisz część jej komuś oddać?
       - Dokładnie. – Pożeracz pokiwał głową. – Ale nie przypominam sobie, bym kiedykolwiek komukolwiek ją oddał, więc możesz teraz główkować nad tym jak wiele jej mam i jak silny jestem.
       - To jak zatrzymałeś tą pięść… To nie było normalne. Ta szybkość, siła i precyzja. Z mieczem też jesteś taki szybki?
       - Z mieczem? – Kerran zaśmiał się. – Używam go bardzo rzadko, ostatni raz zrobiłem to, będąc otoczonym przez stu elfów. Zdziwiłbyś się jak bardzo niektóre rasy mnie nienawidzą… Chyba mają to w krwi, bo spotkać pożeracza aktualnie jest niezwykle rzadko, prawie niemożliwie.
       - Dlaczego? – Gotlandczyk przechylił lekko głowę, ciekaw odpowiedzi. Zdecydowanie ten człowiek był jedną, wielką zagadką, to tego taką, której rozwiązanie było nieprzyzwoicie wręcz ciekawe.
       - Ponieważ praktycznie wyginęliśmy. – Ton głosu pożeracza wskazywał na to, że ten nie ma zamiaru zagłębiać się w temat. – Zostało nas niewielu, niezwykle trudno jest nas znaleźć. Ja sam od dawna szukam kogoś od nas i nie jest to takie proste, jednak wiem, że ktoś jeszcze żyje. Przynajmniej w przeszłości było nas wielu.
       - A ty?
       - Co ja?
       - Czy ty też byłeś w tej przeszłości? Ile masz lat? Bo mam jakieś dziwne przeczucie, że możesz żyć znacznie dłużej od ludzi.
       - Każdy z nas był w przeszłości. – Zaśmiał się Kerran. – Sprzeczka z tamtą trójką też jest już przeszłością, a w niej byliśmy. Gdzie ten Loring? Już jesteśmy.
       - Idę, idę! – Rozległ się za nimi głośny głos blondyna, który po chwili przyłączył się do grupy, jednak nie powiedział nic z tego co dowiedział się od Weihlondera – o ile ten cokolwiek wiedział na temat Kerrana. – Gdzie są nasi?
       - Tam dalej. – Odparł w spokoju Ur, wskazując na głębię korytarza, w której widać było zarysy kilku postaci. -  Chodźmy do nich.
       Drużyna z dwoma melmaro i pożeraczem bardzo szybko złączyła się z pozostałymi Gotlandczykami i rozmawiając od czasu do czasu ze sobą, czekała aż nadejdzie ich kolej.
Avatar użytkownika
Loring
Mieszkaniec Sennej Krainy
 
Inne Postacie: Setian,
Rasa: Człowiek
Aura: Jasna, przyjemnie ciepła aura o barwie żelaza, spowita szmaragdową poświatą, spod której zdają się przebijać pojedyncze, rubinowe wstęgi. Nawet najwrażliwsze ucho nie wychwyci w jej pobliżu żadnego dźwięku, przy tym jednak wyraźnie wyczuwalny jest zapach przelanej krwi i ozonowa woń powietrza po burzy z subtelną domieszką kobiecych perfum. W dotyku pełna kontrastów, z jednej strony giętka i gładka niczym płat jedwabiu, z drugiej zaś twarda i ostra jak brzytwa. Odrobinę lepi się do podniebienia, zostawiając na nim ostro-gorzki posmak.
Wygląd: Każdy, kto tylko spojrzy na Loringa, zauważa od razu jego długie, przepiękne włosy barwy łagodnego słońca lub drogocennego złota. Obiekt ten, będący wizytówką gotlandczyka, już wiele razy był obiektem zazdrości kobiet. Wspaniale kontrastujące z jego jasną, nieskażoną żadnym defektem, cerą, najczęściej spięte są w „żyjący własnym życiem” koński ogon. Blondyn ... (Więcej)

Postprzez Cador » So sty 03, 2015 11:18 pm

Kolejka tym razem nie przesuwała się tak szybko - walki drużynowe były bardziej skomplikowane, zajmowały więcej czasu; z tego co usłyszał Cador, dwa razy wymagały już nawet interwencji medyków. Obrońca w końcu zaczął się nudzić. Niestety, w związku z zadziwiająco wolnym tempem poruszania się jednego z członków jego drużyny, byli prawie na samym końcu kolejki.
- Nie - odpowiedział temu właśnie człowiekowi, po raz kolejny zresztą.
- No nie dałbym ci więcej, jak szesnaście - stwierdził mężczyzna.
Ciężko było zdefiniować Cadorowi pochodzenie czy rasę tego wojownika. Niski niczym krasnolud, o krępej budowie ciała i krótkich nóżkach, którymi przebierał z trudem, miał jednak smuklejszą twarz i gładką skórę, bez śladu zarostu. Ubrany był w grube skóry, kołnierz ozdabiało futro w zastanawiającym, zielonym kolorze, w uszach miał za to mnóstwo kolczyków z kości. Posługiwał się nietypowym ostrzem, wykrzywionym w łuk i szerszym na końcu. Przedstawił się jak Hirden i na dzień dobry oskarżył Cadora o bycie nastolatkiem, za młodym, by brać udział w turnieju.
- Mam prawie trzydzieści lat - poinformował obrońca po raz kolejny. - Jak mam ci to udowodnić?
- Nie udowodnisz! - żachnął się towarzysz, grożąc mu palcem. - Ale cię nie zgłoszę, bo by się nam drużyna rozpadła.
Cador wywrócił oczami, uznając, że nie ma po co komentować. Pewnie powinien się cieszyć, że wygląda tak młodo.
Drugi członek drużyny nie odzywał się słowem. Cador nie pamiętał nawet jego imienia, gdyż człowiek ten wymamrotał je niechętnie pod nosem. Nieznajomy cały czas stał oparty o ścianę korytarza, przesuwając się tylko, gdy kolejka szła do przodu. Mimo wszystko Cador czuł do niego nieuzasadnioną sympatię. Mężczyzna ten miał niezwykle uczciwą twarz i oczy, z których wyczytać można było szlachetność. Był to człowiek naprawdę potężny, choć nie krępy - po prostu zbudowany jak na wojownika przystało. Miał ciemny kolor skóry, taki w odcieniu czekolady. Nosił czarną, skórzaną kamizelkę z brązowymi zdobieniami i materiałowe, szare spodnie. Pomimo prób, Cadorowi nie udało sie drugi raz nawiązać kontaktu wzrokowego; wątpił, by jakakolwiek rozmowa była możliwa, choćby na temat taktyki podczas nadchodzącej walki.
- E tam, damy radę - mruknął do siebie pod nosem i, z braku lepszej rozrywki, wyciągnął miecz i zaczął czyścić ostrze.
Czekanie trwało w nieskończoność, ale wydawało się, że zaraz nadejdzie ich kolej.
- Cóż - odezwał się niespodziewanie czarnoskóry mężczyzna. Spojrzał to na Hirdena, to na Cadora. - Niech Bogowie mają nas w opiece.
Avatar użytkownika
Cador
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Anabde, Deian, Rosenna,
Rasa: Człowiek- obrońca
Aura: Żelazna aura o przeciętnej sile i topazowej poświacie. Wokół niej nie słychać żadnego dźwięku. Pachnie skórą, piżmem, stalą i krwią. W dotyku jest ostra, giętka i niezwykle twarda a w smaku słodko-pikantna.
Wygląd: Bardzo wysoki i bardzo szczupły, budowy zupełnie niepozornej- któż by przypuszczał, że w tym przypominającym raczej chłopaczka mężczyźnie drzemie
tyle siły. A jednak, pomimo zdecydowanych braków w masie może się pochwalić nienajgorszymi mięśniami, które różne panny przyprawiają o zawrót
głowy. Jednak, oczywiście, nijak tym mięśniom do bicepsów „byczków”. ...
(Więcej)

Postprzez Dérigéntirh » N lut 01, 2015 11:36 am

Weihlonder zmierzył pożeracza przeszywającym spojrzeniem, które jednak nie miało na celu go unieruchomić. Przyglądał mu się przez chwilę i prychnął, kiedy ten nazwał go pradawnym. Zdecydowanie nie przypadły mu do gustu słowa pożeracza, udało mu się nieco go rozzłościć. ”Ma czelność sądzić, że może mi dorównać? Mam za sobą dwa tysiąclecia doświadczenia, wiedzę i umiejętności, której nigdy nie zdobędzie żadna istota śmiertelna, miliony zabitych stworzeń. Wątpię, aby cokolwiek poza smokiem mogło mnie pokonać. Nawet wtedy, kiedy jestem w tej ludzkiej powłoce.” Pycha smoka była wielka, lecz zazwyczaj jego czyny w pełni ją usprawiedliwiały.
        Gdy odezwał się Loring, Weihlander spojrzał w jego stronę ze złością, w smoczych oczach widniał ogień gniewu. Przyjął przeprosiny melmaro nie zmieniając ani trochę wyrazu twarzy, lecz gdy ten zadał swoje pytanie, w oczach smoka zgasł gniew, a on sam zamyślił się głęboko. ”Pożeracz? Jadłem kiedyś coś takiego? Z nazwą spotykam się po raz pierwszy, ale wydaje mi się być znajoma. Ach, ta ograniczona, ludzka mowa.”
- Mało mnie obchodzą sprawy innych ras – odezwał się w końcu ponuro. - Nigdy wcześniej nie słyszałem tej nazwy. Opisz tego smak lub zapach.
        Mało rzeczy go interesowało, ale musiał przyznać, że coś w tej nazwie go zaintrygowało, nie wiedział jednak, co to takiego. Podejrzewał, że ma to jakiś związek z językiem, w którym teraz przemawiał, a którego nie opanował w wysokim stopniu.
- Albo przynajmniej wnętrzności. Może sobie coś przypomnę.




Dérigéntirh przysłuchiwał się kolejnym słowom maga, jednocześnie starając się odgadnąć, co mag powie w następnej kolejności, co nieraz mu się udawało. Zaczynał naprawdę rozumieć, o co w tej konkretnej dziedzinie magii chodzi, podejrzewał się może łatwo przeróść w tym stojącego przed nim maga, zwłaszcza, że miał na to tak wiele czasu w przyszłości. Od czasu do czasu spoglądał na arenę, starając się nadążać za rozgrywającymi się walkami. Na jego szczęście te rzeczywiście zajmowały całkiem sporo czasu. Zauważył, że wojownicy, którzy nie wstawali w przeciągu jedenastu sekund byli przenoszeni przez magów do podziemnych jaskiń. Zwycięzców teleportowano dopiero wtedy, gdy wszyscy przeciwnicy zostali już przeniesieni. Dérigéntirh zastanawiał się, co się dzieje z członkami zwycięskich drużyn, którzy już przedtem zostali przeniesieni. ”Pewnie przenoszą ich do jakiegoś wspólnego pomieszczenia i dopiero po zakończeniu walki rozdzielani są na zwycięzców i zwyciężonych.”
        Jedna z walk przykuła jego uwagę na chwilę. Spojrzał w dobrym momencie, aby ujrzeć nietypową drużynę wychodzącą na arenę. Dostrzegł człowieka wyglądającego na bardzo młodego, kogoś, kto na pierwszy rzut oka wyglądał na krasnoluda i czarnoskórego mężczyzny. ”Ciekawie się dobrali.” Naprzeciwko nim stanęła drużyna, która prezentowała się wprost przeciwnie. Było to trzech mężczyzn zakutych w stalowe zbroje i z zamkniętymi hełmami na głowie. Wszyscy prezentowali się niemal identycznie, jedynie ich broń stanowiła pewien rodzaj różnorodności. Pierwszy miał ciężki miecz dwuręczny, drugi buławę, a trzeci dzierżył w dłoniach pokaźną halabardę. Wpatrywali się w przeciwników, czekając na ich pierwszy ruch.
        Dérigéntirha przywrócił na miejsce nieco zniecierpliwiony ton maga. Smok zapewnił, że przez cały czas go słuchał, nawet powtórzył dokładnie to, co człowiek przed chwilą powiedział. Zaskoczony tym pokazem pamięci mag kontynuował swój wywód.
Avatar użytkownika
Dérigéntirh
Kroczący w Snach
 
Inne Postacie: Dérigéntirh, Ognaruks, Sarpedon, Malawiasz, Vaela, Ziharria, Natanis, Sitrina,
Rasa: Złoty smok
Aura: Jeśli tutaj trafiłeś, masz nie lada szczęście, nie co dzień bowiem widuje się taką aurę. Jej siła jest wyraźna, wykraczająca poza przeciętność co jako pierwsze przykuje twoją uwagę. Zaraz potem skupisz się na wewnętrznych odczuciach jakie wywołuje, a tu dopadnie cię ambiwalencja. Sam nie wiesz czy od emanacji bije przyjazne ciepło czy też zdystansowany chłód. Łatwo jednak podjąć decyzję o dłuższym pozostaniu w tym miejscu. Owszem chcesz zachowywać się grzecznie, ale nie czujesz się zagrożony. Dopiero teraz potrafisz skupić się na wyglądzie aury, a prezentuje się ona jako solidnie już zmatowiała misterna mozaika. Czas jako jedyny sprawiedliwy na tym świecie, nie szczędzi nikogo, każdego traktując jednakowo. Tak też barwy są wytarte ale nie wypłowiałe. Szafirowa poświata unosi się wokół delikatnie, niczym poranna mgła. Wiele drobnych kobaltowych elementów zazębia się tworząc niezrozumiałe i zawiłe wzory. Z nimi mieszają się podobne im cynowe płytki, ale i one nie wiele ci wyjaśnią. Nawet złote zwieńczenia wplątane w labirynty kolorów, nie ukazują pełni. Rozumiesz znaczenia poszczególnych barw, ale wciąż z ciekawością wypatrujesz ujawnienia całości obrazu. Początkowo w twych pytaniach wspiera cię cisza. Tło jednak pasując do mozaiki również zaczyna ujawniać coraz to kolejne elementy układanki, najpierw rozbrzmiewając brzęczeniem, później przechodząc w liczne głosy grające wesoło. Te subtelnie przechodzą w kojącą melodię, która zniknie wybrzmiewając echem, a ty wciąż jeszcze nie wiesz z czym tak naprawdę się mierzysz. Dotykasz otoczenia i jest takie jakiego byś się spodziewał, twarde ale jednocześnie uginające się pod palcami by nie popękać. Gładkie ale uwieńczone bardzo ostrymi brzegami. Pozostaje ci posmakować otaczającego cię powietrza. A ono pasuje do ogólnych odczuć, jest łagodne z nutą kwasowości oraz intensywnie lepkie. Dopiero teraz pojmiesz mnogość zapachów, która towarzyszyła ci przez cały czas, tylko tego nie dostrzegałeś. To nie mozaika, stoisz na smoczych łuskach.
Wygląd: Każdy, kto kiedyś ujrzał na własne oczy jakiegokolwiek smoka, będzie zmuszony przyznać, że istoty te posiadają jakiś nieziemski urok, niemożliwy do osiągnięcia przez przedstawiciela jakiejkolwiek innej rasy, obraz potęgi, głębi, ale i piękna. Wiąże się to najpewniej z magiczną naturą tych stworzeń, prawdziwych dzieci Prasmoka. Dlatego też nie powinno dziwić, że ... (Więcej)

Postprzez Loring » Wt lut 03, 2015 1:13 pm

Łatwo można było dostrzec, że Kerran skutecznie rozłościł Weihlondera, o ile miał to w planach, gdyż cały powstały gniew wykwitł na twarzy smoka, a z jego oczu zaczęły bić gromy. Z początku Loring nie był do końca pewien tego, czy powinien zawracać w tej chwili mu głowę, gdyż jego spojrzenie na melmaro wskazywało jednoznacznie jego nastrój, a przeprosiny przyjął tak jakby ich nie było, jednak wyglądało na to, że pytanie o istotę Kerrana zastanowiło go na tyle, że gniew minął. Czyżby smoki miały w zwyczaju gniewać się mocno, lecz krótko?
       Gotlandczyk mógł spodziewać się wielu odpowiedzi, jednak ta którą usłyszał zupełnie go zaskoczyła, przez co na chwilę zamarł i wpatrywał się jedynie w brata Dara, zastanawiają się jak może mu odpowiedzieć.
       - Hm… Widzisz, jestem człowiekiem, a ludzie nie jedzą innych istot. Nie mam pojęcia o tym jak wyglądają jego wnętrzności… Chociaż po ciele domyślam się, że tak jak nasze. A co do zapachu lub smaku, to chyba wy macie te zmysły wyczulone, więc powinniście sami móc ocenić. Wszystko co o nim wiem pochodzi głównie od niego samego. Mówił, że potrafi wchłaniać siłę życiową innych istot i magazynować ją w sobie lub komuś podarowywać. A ze swoich obserwacji dokładam pewność siebie której nie widziałem u nikogo innego, dziwną aurę potęgi i nadludzką siłę, kiedy zatrzymał cios wyciągniętą na bok ręką, nawet przy tym nie drgając. Ręka normalnego człowieka w takiej pozycji poleciałaby do tyłu. Nawet gdyby ktoś zatrzymał to stojąc na wprost i podpierając się, jestem pewien, że uderzenie zrobiłoby na nim większe wrażenie. No, ale trudno, może twój brat będzie coś wiedział. Jestem bardzo ciekawy pierwszej jego walki, dlaczego aż tyle trwała, nie wierzę, by trafił na kogoś godnego siebie. Przekonamy się podczas walk grupowych, mam nadzieję, że nie zacznie wariować. Jeszcze raz za niego przepraszam.
       O ile Weihlonder nie miał już nic do powiedzenia, złotowłosy dołączył do drużyny.

       - Ja nadal nie rozumiem. – blondyn skupił spojrzenie na uśmiechniętym Kerranie, który ze skrzyżowanymi na piersiach rękami opierał się o ścianę. – Jak dokładnie wygląda to twoje zabieranie energii? Jak to działa?
       - Heh, dlaczego ciągle o to pytacie? – pożeracz parsknął śmiechem i wyprostował się. – Chcecie, to wam pokażę. Znajdzie się ktoś na tyle ostrożny, by robić za testera?
       Gotlandczycy przez chwilę milczeli, spoglądając po sobie, po czym w końcu naprzód wysunął się Urgoth.
       - Ja.
       - Wspaniale. Wyciągnij zatem dłoń, nieustraszony wojowniku. – mówiąc to, Kerran ściągnął z prawej dłoni rękawiczkę i poczekał aż leśny wyciągnie do niego swą lewą dłoń, po czym uścisnął ją tak jak przy powitaniu. – Teraz nic się nie dzieje, gdyż tego chcę. A w tej chwili pokażę ci jak wygląda energia innych ras, w porządku? Więc zaczynamy.
       Po skończeniu zdania dłoń mężczyzny nie zacisnęła się ani odrobinę mocniej na tej leśnego, jednak on drgnął nagle, jakby wpadł pod lodowaty strumień. W miejscu złączenia ich dłoni zaczął czuć mrowienie i gorąco, a kiedy spróbował lekko pociągnąć, okazało się, że jego skóra jest jak gdyby przyklejona do skóry pożeracza.
       - Jeżeli pociągniesz mocniej, to ją wyrwiesz, ale spokojnie, nic ci złego bez twej wiedzy nie zrobię. – Kerran uśmiechnął się szeroko i kontynuował to co zaczął, a do leśnego zaczęły napływać najrozmaitsze uczucia i wrażenia – ogień, oschłość, lód, nienawiść, radość, pogodność, namiętność, zapalczywość.
       - To jest zwykły człowiek, to kotołak, wampir, wilkołak, przemieniony, przeklęty, łowca dusz, smok, elf, tygrysołak. Mógłbym ci tak jeszcze długo wymieniać, jednak to nie ma większego sensu. Zobaczyłeś już jak to działa. Teraz poczujesz, że tracisz siły. To ja będę ci odbierał twą energię, do czasu aż padniesz na kolana, wtedy ci ją zwrócę.
       Leśny kiwnął jedynie spokojnie głową, po czym drgnął, a jego kończyny zaczęły się delikatnie trząść. Trudno było opisać słowami działanie Kerrana, leśny po prostu czuł jak wyciekają z niego siły. Gdyby nie uścisk pożeracza, jego lewa dłoń dawno by opadła. Trwało to jeszcze chwilę, po czym melmaro po prostu opadł na kolana, a jego głowa zaczęła się chybotać na prawo i lewo.
       Pozostali wojownicy cały czas bardzo dokładnie to obserwowali, zamierzając interweniować jeżeli dojdzie za daleko, lecz Kerran uniósł drugą dłoń i uspokoił ich.
       - Teraz wasz przyjaciel jest na skraju. Pochłonąłbym jeszcze trochę więcej, a padłby martwy i nic by mu nie pomogło, choćby znajdowało się przy nim stu najlepszych magów Alaranii. To co zje pożeracz, zastąpić może JEDYNIE drugi pożeracz. Dlatego kiedy już się pożywię, z chęcią ujrzę bezsilne miny znajdujących się na podeście magów, kiedy ci będą próbowali ratować me ofiary.
       - Do czego zmierzasz? – zapytał uważnie Loring. – Chyba nie planujesz nikogo zabić?
       - Zobaczymy. – Kerran uśmiechnął się wymijająco i skupił na Urze. – A teraz przywrócę ci to co twoje.
       Nagle do ciała leśnego zaczął napływać potok świeżych sił, od którego ten otworzył oczy i uniósł głowę, a po chwili był już na nogach. Pożeracz najwyraźniej zwrócił mu siły w znacznie szybszym tempie niż je zabrał.
       - Lor, zbliż się do Urgotha.
       - Dlaczego? – blondyn zmarszczył brwi na słowa Kerrana, jednak posłusznie podszedł do leśnego.
       - Ur, zaciśnij proszę prawą dłoń na szyi Loringa i spróbuj go podnieść. Bez zbędnych pytań, po prostu to ZRÓB.
       - No dobrze. – Leśny był tak zdziwiony jak pozostali Gotlandczycy, jednak zrobił to co kazał mu pożeracz. Oczywiście nie dał rady podnieść brata chociażby na centymetr.
       - A teraz użyczę ci trochę swej siły. Spróbuj znowu. – po powiedzeniu tego do ciała leśnego poczęły napływać wielkie pokłady sił, od których ten zaczął się trząść, nie mogąc wytrzymać w miejscu. – Nie martw się, zwykła reakcja ciała niestworzonego do podźwignięcia takiej mocy. Spróbuj, śmiało.
       Urgoth zacisnął palce na szyi Loringa, jednak bardzo szybko został pouczony przez pożeracza, by ostrożniej oceniał swą siłę, bo zgniecie przewodniemu tchawicę. Tym razem bez problemu  ciało złotowłosego poszło do góry, do pełnego wyprostowania łokcia ręki leśnego, a on sam czuł, że mógłby teraz po prostu rzucić swym bratem na koniec tunelu.
       - No, już, odłóż go. Teraz ci to odbiorę, byś miał tylko siłę swoją. Mógłbym was wszystkich tak naładować, ale to chyba byłoby nie fair, w końcu… Każdy walczy na tyle, na ile go stać, prawda? – Kerran zaśmiał się głośno i wesoło.
Avatar użytkownika
Loring
Mieszkaniec Sennej Krainy
 
Inne Postacie: Setian,
Rasa: Człowiek
Aura: Jasna, przyjemnie ciepła aura o barwie żelaza, spowita szmaragdową poświatą, spod której zdają się przebijać pojedyncze, rubinowe wstęgi. Nawet najwrażliwsze ucho nie wychwyci w jej pobliżu żadnego dźwięku, przy tym jednak wyraźnie wyczuwalny jest zapach przelanej krwi i ozonowa woń powietrza po burzy z subtelną domieszką kobiecych perfum. W dotyku pełna kontrastów, z jednej strony giętka i gładka niczym płat jedwabiu, z drugiej zaś twarda i ostra jak brzytwa. Odrobinę lepi się do podniebienia, zostawiając na nim ostro-gorzki posmak.
Wygląd: Każdy, kto tylko spojrzy na Loringa, zauważa od razu jego długie, przepiękne włosy barwy łagodnego słońca lub drogocennego złota. Obiekt ten, będący wizytówką gotlandczyka, już wiele razy był obiektem zazdrości kobiet. Wspaniale kontrastujące z jego jasną, nieskażoną żadnym defektem, cerą, najczęściej spięte są w „żyjący własnym życiem” koński ogon. Blondyn ... (Więcej)

Postprzez Cador » Pn lut 09, 2015 9:22 pm

Była to zdecydowanie zabawna walka. Do takiego wniosku doszedł, gdy stał już, oparty o ścianę w sali zwycięzców. Dopiero wtedy dotarło do niego, jak komicznie musiało wyglądać całe zajście; nie wytrzymał, parskając śmiechem w dłoń, którą zakrył sobie usta.

Ich przeciwnicy wyglądali jak sterty zbroi. Gdyby nie to, że się poruszali, a ze szpar wzrokowych hełmów świeciły oczy, stwierdziłby, że to jakiś dobry dowcip. Ewentualnie szansa na dozbrojenie się przez walką.
Pierwszy cios przeciwnika przekonał go jednak, że faktycznie mieli do czynienia z wojownikami. Cador wymienił szybkie spojrzenia z członkami swojej grupy; wyglądali oni na podobnie skonfundowanych i rozbawienych całą sytuacją. Hirden zagwizdał wesoło jakąś krasnoludzką melodię, opierając swoje ostrze o ziemię.
- Te, sterty złomu - rzucił kpiąco do trójki wojowników.
Cador pokręcił głową, zastanawiając się, czy lekceważenie przeciwników to dobry pomysł. Cóż, na pewno nie było to eleganckie.
- Tak, do was mówię - kontynuował Hirden, gdy spod jednej ze zbroi wydobyło się niezadowolone burczenie. - Możecie w tym w ogóle oddychać? Albo się poruszać?
Chcąc udowodnić swoje możliwości, jeden z wojowników ruszył na Hirdena. Jego ruchy były jednak powolne, co wyjątkowo mężczyznę rozbawiło. Przestał się śmiać, gdy z trudem umknął zaskakująco precyzyjnemu ciosowi miecza.
- No dobra, sterty złomu - powiedział, odskakując szybko i znów przybierając zrelaksowanej pozy. - Może po prostu się poddacie?
Cador aż nie wiedział, co ze sobą zrobić. Postanowił poczekać. Trzej zbrojni okrążali właśnie Hirdena; zaraz zamkną go w ciasnym okręgu, a wyminięcie ich chyba będzie trudne. Może jednak zareagować?
Chwycił pewniej miecz, ale nim zdążył postąpić choć krok, przed jego oczami, niczym dziki kot, błysnął ciemnoskóry mężczyzna. Wspiął się po zbroi przeciwnika (zwinne to było niczym małpka, a przecież kawał chłopa!) i bez zastanowienia przejechał krótkim sztyletem po gorzej osłoniętym karku przeciwnika. Gdyby chciał, z łatwością by go zabił.
Nie minęły trzy sekundy, a kompan Cadora już wisiał na kolejnym przeciwniku, tym, który akurat przymierzał się do uderzenia Hirdena. Niewiele się zastanawiając, Cador ruszył do walki z trzecim ze zbrojnych. Choć nie wygrał tej potyczki tak szybko, jak udawało się to ciemnoskóremu, przy swojej szybkości bez problemu pokonał mężczyznę.

- Człowieku! - krzyknął Hirden z niekrytym zachwytem, sięgając wysoko, by poklepać ciemnoskórego kompana w ramię. - Ty to jesteś bestia.
Ciemnoskóry tylko uśmiechnął się nieśmiało.
- Bogowie mieli mnie w swojej opiece.
Avatar użytkownika
Cador
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Anabde, Deian, Rosenna,
Rasa: Człowiek- obrońca
Aura: Żelazna aura o przeciętnej sile i topazowej poświacie. Wokół niej nie słychać żadnego dźwięku. Pachnie skórą, piżmem, stalą i krwią. W dotyku jest ostra, giętka i niezwykle twarda a w smaku słodko-pikantna.
Wygląd: Bardzo wysoki i bardzo szczupły, budowy zupełnie niepozornej- któż by przypuszczał, że w tym przypominającym raczej chłopaczka mężczyźnie drzemie
tyle siły. A jednak, pomimo zdecydowanych braków w masie może się pochwalić nienajgorszymi mięśniami, które różne panny przyprawiają o zawrót
głowy. Jednak, oczywiście, nijak tym mięśniom do bicepsów „byczków”. ...
(Więcej)

Postprzez Dérigéntirh » Wt lut 10, 2015 3:50 pm

Weihlonder przez chwilę przyglądał się Loringowi marszcząc brwi. Wiedział, że ludzie nie jedzą istot podobnych do nich, ale nie miał pojęcia, o czym w tej chwili mówił melmaro. W dodatku mówił to tak, jakby smok miał już kiedyś okazję spotkać tego całego pożeracza. Kiedy jednak usłyszał o wyjątkowej pewności siebie, spojrzał za nowym towarzyszem melmaro, który przed chwilą wywołał w nim taki gniew. Smok podniósł wysoko brwi.
- Wszystkie zwierzęta żywią się innymi istotami – mruknął w stronę Loringa. – Czy jest to świnia, czy też jakieś inne stworzenie, to żadna różnica. Ale mniejsza z tym. Mówisz więc, że ten twój irytujący przyjaciel jest owym pożeraczem?
        Smok zastanawiał się nad tym, co usłyszał od Loringa. Wedle jego słów pożeracza charakteryzowała niezwykła pewność siebie oraz siła nietypowa jak na ludzi. ”Czemu Dérigéntirh wcześniej mi o tym nie powiedział? Może się okazać, że to w końcu dla mnie jakiś godny przeciwnik, a ja musiałem na niego czekać setki lat. Hm, być może ludzie jednak mają o wiele więcej do zaoferowania, niż mogłem podejrzewać. Będę musiał jakiś czas podróżować z Dérigéntirhem, to wszystko się okaże. Byłbym serdecznie zadowolony, gdyby się okazało, że jednak ludzie nie są tacy nieciekawi, jak sądziłem.”
        Weihlonder nie wysłuchał ostatnich słów Loringa, po zwyczajnie je one nie interesowały, w jego naturze nie leżało przyjmowanie przeprosin. Zwykł to załatwiać w zgoła inny sposób, a akurat miał do tego okazję. Teraz pomyślał, że pomimo tego, że wilkołak nie będzie jego przeciwnikiem, to jeszcze może spotkać godnego przeciwnika. ”Choć jeśli dalej tak pójdzie, to najpewniej odpadnie po drodze i nigdy na siebie nie trafimy.” Gdy dowiedział się od Loringa już wszystkiego, czego chciał, skinął na swoich dwóch towarzyszy i razem udali się do lewego korytarza. Człowiek chciał jeszcze coś powiedzieć, ale gniewny wzrok smoka natychmiast go uciszył. Inaczej było z wilkołakiem.
- Proszę, proszę, jednak masz więcej tajemnic, niż można by przypuszczać.
- To u nas rodzinne. – Weihlonder wzruszył ramionami. – I mam ich O WIELE więcej, niż mógłbyś przypuszczać. Lepiej to zapamiętaj.


Smok przypatrywał się kolejnej walce kątem oka, jednocześnie wysłuchując słów maga, który zajęty swoim wykładem nawet nie zauważał, że jego uczeń jest skupiony na czymś innym. Potyczka z trzema zakutymi w zbroję przeciwnikami nie trwała długo i po chwili kolejne drużyny przystąpiły do walk. W pewnym momencie Dérigéntirh dostrzegł znajome postacie. Była to trójka melmaro, ale smok nie dostrzegł wśród nich Loringa. Widocznie był w drugiej grupie, przecież musieli się jakoś podzielić. Przeciwko nim stanęli trzej przeciwnicy. Jeden z nich był uderzająco podobny do trzech identycznych mężczyzn zakutych w zbroję. W dłoniach dzierżył wielki topór. Drugim był elf uzbrojony w dość długą włócznię, jednak zdecydowanie krótszą od tych, które można było ujrzeć na polach bitew. Trzecią osobą był fellarianin, trzymający w dłoniach dziwne ostrze kształtem nieco przypominające łuk.
        Dérigéntirh jednak był zbyt zajęty, aby móc się przyglądać całej walce. Gdy rozległy się oklaski tłumu, spojrzał na arenę i zdążył zauważyć znikających melmaro. Chwilę potem na arenę wyszli kolejni zawodnicy i tym razem smok zdołał dostrzec wśród nich Loringa. Zdziwił się jednak, gdy ujrzał wśród nich tego samego człowieka, który wcześniej wzbudził wśród widowni takie kontrowersje. Magowie przyglądali mu się bardziej, niż pozostałym zawodnikom. Naprzeciwko nim stanęła drużyna, w której skład wchodził fellarianin podobny do tego, który walczył przed chwilą, dzierżący taki sam oręż, lecz zupełnie inaczej nim walczył, dzierżył go odwrotnie – lewa ręka trzymała go, drugą jedynie sobie pomagał. Drugim wojownikiem była kobieta w szarej szacie, walcząca drewnianym kijem, okutym gdzieniegdzie żelazem. Ostatnim przeciwnikiem melmaro był mężczyzna o siwej brodzie. Pomimo tego, że był już w podeszłym wieku, bez problemu trzymał dwa topory. Smok uśmiechnął się, bo naprawdę zapowiadało się na ciekawą walkę, którą tym razem wolał jednak obejrzeć.
Avatar użytkownika
Dérigéntirh
Kroczący w Snach
 
Inne Postacie: Dérigéntirh, Ognaruks, Sarpedon, Malawiasz, Vaela, Ziharria, Natanis, Sitrina,
Rasa: Złoty smok
Aura: Jeśli tutaj trafiłeś, masz nie lada szczęście, nie co dzień bowiem widuje się taką aurę. Jej siła jest wyraźna, wykraczająca poza przeciętność co jako pierwsze przykuje twoją uwagę. Zaraz potem skupisz się na wewnętrznych odczuciach jakie wywołuje, a tu dopadnie cię ambiwalencja. Sam nie wiesz czy od emanacji bije przyjazne ciepło czy też zdystansowany chłód. Łatwo jednak podjąć decyzję o dłuższym pozostaniu w tym miejscu. Owszem chcesz zachowywać się grzecznie, ale nie czujesz się zagrożony. Dopiero teraz potrafisz skupić się na wyglądzie aury, a prezentuje się ona jako solidnie już zmatowiała misterna mozaika. Czas jako jedyny sprawiedliwy na tym świecie, nie szczędzi nikogo, każdego traktując jednakowo. Tak też barwy są wytarte ale nie wypłowiałe. Szafirowa poświata unosi się wokół delikatnie, niczym poranna mgła. Wiele drobnych kobaltowych elementów zazębia się tworząc niezrozumiałe i zawiłe wzory. Z nimi mieszają się podobne im cynowe płytki, ale i one nie wiele ci wyjaśnią. Nawet złote zwieńczenia wplątane w labirynty kolorów, nie ukazują pełni. Rozumiesz znaczenia poszczególnych barw, ale wciąż z ciekawością wypatrujesz ujawnienia całości obrazu. Początkowo w twych pytaniach wspiera cię cisza. Tło jednak pasując do mozaiki również zaczyna ujawniać coraz to kolejne elementy układanki, najpierw rozbrzmiewając brzęczeniem, później przechodząc w liczne głosy grające wesoło. Te subtelnie przechodzą w kojącą melodię, która zniknie wybrzmiewając echem, a ty wciąż jeszcze nie wiesz z czym tak naprawdę się mierzysz. Dotykasz otoczenia i jest takie jakiego byś się spodziewał, twarde ale jednocześnie uginające się pod palcami by nie popękać. Gładkie ale uwieńczone bardzo ostrymi brzegami. Pozostaje ci posmakować otaczającego cię powietrza. A ono pasuje do ogólnych odczuć, jest łagodne z nutą kwasowości oraz intensywnie lepkie. Dopiero teraz pojmiesz mnogość zapachów, która towarzyszyła ci przez cały czas, tylko tego nie dostrzegałeś. To nie mozaika, stoisz na smoczych łuskach.
Wygląd: Każdy, kto kiedyś ujrzał na własne oczy jakiegokolwiek smoka, będzie zmuszony przyznać, że istoty te posiadają jakiś nieziemski urok, niemożliwy do osiągnięcia przez przedstawiciela jakiejkolwiek innej rasy, obraz potęgi, głębi, ale i piękna. Wiąże się to najpewniej z magiczną naturą tych stworzeń, prawdziwych dzieci Prasmoka. Dlatego też nie powinno dziwić, że ... (Więcej)

Postprzez Loring » Śr lut 11, 2015 12:19 pm

Po pokazie Kerrana wojownicy byli bardzo mocno skonsternowani, nie wiedząc za bardzo co o tym myśleć. Zadali pożeraczowi jeszcze kilka pytań, na które ten odpowiedział z uśmiechem, po czym pierwsza grupa Gotlandczyków wezwana została na arenę.
       - Powodzenia. – Loring skinął im głową. – Dacie radę, spotkamy się po drugiej stronie.
       Sam pojedynek wojowników nie należał do długich, zbyt krótki jednak też nie był. Ostatecznie udało się zwyciężyć melmaro, którzy to zostali przeniesieni do pomieszczenia dla zwycięzców, omawiając walkę i debatując nad przeciwnikami na których mogą trafić ich kompani, jak i na zachowanie które pokaże pożeracz. Wszyscy Gotlandczycy zostali przeniesieni jednocześnie, nikt nie odpadł wcześniej. W głównej mierze wynikało to z fenomenalnego zgrania między tą trójką, doskonalonego wieloletnim treningiem. Każdy melmaro musiał być zgrany z drugim, a jeżeli należeli do tej samej specyfikacji, tak jak tym razem – leśny, to już w ogóle nie trzeba się było martwić o ryzyko nieporozumienia.
       Kiedy nadeszła kolej Loringa i jego drużyny, melmaro ze spokojem wyłonili się z tunelu. Czym innym była walka indywidualna, a czym innym pojedynek u boku jednego z braci. Inną sprawą był pożeracz, jednak dawał on poczucie pewnej gwarancji zwycięstwa wojownikom. Najprawdopodobniej będzie gotowy choćby i samemu zwyciężyć, jeżeli dwójka towarzyszy odpadnie.
       - Pamiętajcie, macie walczyć na sto procent – odezwał się Kerran, po czym uśmiechnął się szeroko w reakcji na gwizdy publiczności, wykonał ku ludziom wdzięczny ukłon i pomachał dłonią. – Nie chcę widzieć oszczędzania się, najwyżej was wyleczę. Zamierzam wygrać ten turniej.
       - Dlaczego oni cię tak nie lubią? – mruknął Urgoth, wodząc wzrokiem po niezadowolonej publiczności. – Czy ty podpadłeś całemu światu?
       - Wyglądają na trudnych przeciwników – skwitował Loring, uważnie przyglądając się trójce która wysunęła się z naprzeciwległego korytarza.
       Dopiero teraz i pożeracz spojrzał na rywali, a kiedy dostrzegł wśród nich kobietę, uśmiechnął się szerzej i posłał jej buziaka.
       - A może wolicie oprzeć się wygodnie i pooglądać, a ja sam się tym zajmę, hm?
       Gotlandczycy spojrzeli po sobie zdziwieni, nie wiedząc za bardzo co odpowiedzieć, jednak nie było czasu do namyślania się, bowiem kiedy tylko sędziowie dali znak, że można zaczynać, pożeracz ruszył szybko biegiem, za cel obierając sobie fellarianina.
       - Co on odwala? Sam nie wygra – mruknął zdenerwowany Ur i ruszył do przodu, jednak blondyn zatrzymał go ręką, mając spojrzenie cały czas utkwione w trzecim członku drużyny. – Poczekaj, niech pokaże co tak naprawdę potrafi, skoro tak bardzo tego chce.
       - Myślisz, że da im radę? – leśny zmarszczył brwi, również nie patrząc na rozmówcę.
       - Jestem tego pewien, chcę po prostu zorientować się co umie poza gadaniem.
       - Hm… No dobrze, masz rację. To chyba będzie ciekawe.
       Pożeracz  był niesamowicie szybki, dotarcie do przeciwnika zajęło mu tylko kilka sekund, przez co pozostała dwójka rywali nie zdążyła ustawić się w sposób umożliwiający pomoc towarzyszowi, który jednak refleks miał na tyle dobry, że zdążył przyjąć postawę, a kiedy Kerran zbliżył się wystarczająco blisko, zrobił wypad do przodu i zaatakował, chcąc, by rozpędzone ciało wpadło z impetem na nadlatującą stal. Jednak pożeracz nie dałby się pokonać w tak łatwy sposób. Kiedy tylko dostrzegł co przeciwnik zamierza, wybił się wysoko w powietrze i wykonał podwójne salto poziome, obracając się na czas i lądując za wojownikiem, który obrócił się szybko i spotkał z pięścią pożeracza, która posłała go na ziemię. Dopiero teraz pozostali w pełni zabrali się do roboty – brodacz zaatakował tnąc jednocześnie z dwóch toporów w kierunku środa, a kobieta pchnęła włócznią na wypadek, gdyby pożeracz chciał uciec. Wielu z ludzi siedzących na trybunach krzyknęło z radości, myśląc, że ich wróg publiczny jest już martwy, jednak niektórzy wciąż obserwowali to z kamienną twarzą, wiedząc, że nie można go ignorować. A sam Kerran nie miał zamiaru uciekać. Kiedy dostrzegł co się dzieje, wybił się wysoko do góry, rozchylając szeroko nogi w sposób taki, by łydkami zablokować ręce mężczyzny, a w wyniku ułożenia ciała pożeracza, włócznia przemknęła nad nim, tnąc powietrze. Kiedy tylko pożeracz uderzył plecami o ziemię, podciął brodacza, a sam podparł się na rękach i zakręcił ciałem wraz z nogami, wybijając włócznię, po czym wygiął się i wybił z rąk, lądując na dwóch nogach.
       Oddalił się na kilka kroków, czekając aż każdy wstanie i dobędzie broni, zauważając przy tym, że fellarianin doszedł już do siebie po tym ciosie, wstając przed upływem jedenastu sekund. Na twarzy Kerrana pojawił się uśmiech, a on sam spojrzał na melmaro spojrzeniem mówiącym o tym, by się nie wtrącali, a później na znajdujących się w górze magów, przekrzywiając głowę i powiększając uśmiech.
       - No to co, moi drodzy? – zwrócił się bezpośrednio do drużyny przeciwnej, powoli zdejmując ze swoich dłoni rękawiczki i chowając je do środka płaszcza. Tym razem również nie miał zamiaru używać znajdującego się na jego plecach oręża. – Pora zasiąść do uczty.
       Pożeracz błyskawicznie ruszył do przodu, wbijając się wręcz pomiędzy tą trójkę i poruszając tak szybko i zręcznie, że nie można go było trafić. Kerran prezentował teraz całkowicie inny poziom, coś, czego Gotlandczycy nigdy nie widzieli. Pożeracz padł na ziemię, a raczej znajdował się na rękach, kręcąc nogami i trafiając każdego z przeciwników, po czym błyskawicznie stając na nogach kilkoma potężnymi ciosami każdego ogłuszając i rozbrajając. Jednak po przeciwnikach widać było, że to wojownicy, gdyż ciągle stawiali opór i byli niebezpieczni, jednak i na to Kerran znalazł sposób. Walcząc z nimi bezpośrednio udało mu się każdego złapać w potrzask w sposób taki, że prawa dłoń zacisnęła się na szyi znajdującego się po lewo fellarianina, lewa na stojącym po prawo brodaczu, a utworzony w ten sposób X naciskał na tchawicę kobiety, wgniatając ją w stojącego z tyłu Kerrana. Obserwatorzy mogli zauważyć szamotaninę, a po chwili bezwład jaki wdał się w ciała dwóch trzymanych. Stawiali coraz mniejszy opór, a później ich kończyny zaczęły zwisać, trzymane w górze jedynie dzięki dłoniom pożeracza. Jedynie kobieta walczyła jeszcze o oddech.
       - Macie tak słabo siły, że nawet nie czuję różnicy… - powiedział głosem pełnym zawodu pożeracz, po czym podniósł ich wyżej, wypuszczając kobietę i kopniakiem posyłając ją na ziemię, po czym on sam zakręcił się dookoła własnej osi i rzucił po kolei bezwładnymi – aczkolwiek wciąż utrzymującymi się przy życiu – ciałami o ścianę na której znajdowali się magowie, przez co ta zatrzeszczała, a w kilku miejscach pękła. Gdyby tylko Kerran chciał, bez problemu zawaliłby tą kondygnację, jednak po co? By odwołali turniej który zamierzał wygrać?
       Wolnym krokiem podszedł do kobiety, która krztusiła się, łapiąc oddech, a kiedy się nachylił, ta dobyła dotąd niewidziany nóż skrywany pod szatą i zaatakowała z kolan, jednak jej dłoń spotkała się z żelaznym uściskiem prawej ręki pożeracza, a on sam wierzchem lewej dłoni uderzył ją mocno w twarz, posyłając na ziemię. Szybko wyrwał jej nóż i wbił go jej w brzuch, po czym zacisnął dłoń na jej szyi i uniósł ją wysoko do góry, do maksymalnego wyprostowania ręki. Kobieta zaczęła walczyć o oddech, wierzgając się i chcąc uwolnić, jednak stopniowo przestawała, kiedy Kerran zaczął odbierać jej siły.
       - Może chociaż ty masz w sobie więcej karmy.
Avatar użytkownika
Loring
Mieszkaniec Sennej Krainy
 
Inne Postacie: Setian,
Rasa: Człowiek
Aura: Jasna, przyjemnie ciepła aura o barwie żelaza, spowita szmaragdową poświatą, spod której zdają się przebijać pojedyncze, rubinowe wstęgi. Nawet najwrażliwsze ucho nie wychwyci w jej pobliżu żadnego dźwięku, przy tym jednak wyraźnie wyczuwalny jest zapach przelanej krwi i ozonowa woń powietrza po burzy z subtelną domieszką kobiecych perfum. W dotyku pełna kontrastów, z jednej strony giętka i gładka niczym płat jedwabiu, z drugiej zaś twarda i ostra jak brzytwa. Odrobinę lepi się do podniebienia, zostawiając na nim ostro-gorzki posmak.
Wygląd: Każdy, kto tylko spojrzy na Loringa, zauważa od razu jego długie, przepiękne włosy barwy łagodnego słońca lub drogocennego złota. Obiekt ten, będący wizytówką gotlandczyka, już wiele razy był obiektem zazdrości kobiet. Wspaniale kontrastujące z jego jasną, nieskażoną żadnym defektem, cerą, najczęściej spięte są w „żyjący własnym życiem” koński ogon. Blondyn ... (Więcej)

Postprzez Dérigéntirh » Cz lut 12, 2015 9:09 am

Dérigéntirh zmarszczył brwi widząc, że człowiek z drużyny Loringa zostawia melmaro w tyle i sam rusza do walki. Smok musiał jednak przyznać, że walczyć to on potrafił. Mag przestrzeni przerwał swój wykład i zaczął obserwować człowieka intensywnym spojrzeniem, będąc w każdej chwili zainterweniować. Dérigéntirhowi zdawało się, że magowie tylko czekają, aż człowiek zrobi jakikolwiek błąd i będą mogli go teleportować. W sumie im się nie dziwił – po jego wcześniejszym przedstawieniu można się było spodziewać po nim wszystkiego.
        Smok nie sądził, aby człowiek mógł długo przetrwać w walce sam przeciwko trzech przeciwników, ale ku jego zdumieniu radził sobie doskonale. Z czasem Dérigéntirh uznał, że to jednak nie może być człowiek. Podejrzewał, że Weihlonder mógłby mu być równy w sile, lecz obawiał się także, że może to być dla niego zbyt trudny przeciwnik. Co by zrobił jego brat, gdyby po raz pierwszy w życiu przegrał jakąś walkę? ”Ciężko powiedzieć, choć podejrzewam, że nie wyszłoby mu to na dobre. Jest o wiele zbyt dumny, choć jak na smoka w sam raz. W najlepszym przypadku zdeterminowałby się do tego, aby być jeszcze lepszy i silniejszy. Chociaż... siła to przecież nie wszystko. Liczą się umiejętności, choć temu też ich nie brakuje. Tyle, że Weihlonder rzadko kiedy przybiera ludzką postać, to może się dla niego okazać zgubne.”
        Niedługo potem mężczyzna bez trudu rozłożył na łopatki całą drużynę, po czym cisnął dwoma mężczyznami o ścianę ringu, która się lekko zatrzęsła. Zgromadzeni na trybunach ludzie lekko się zaniepokoili, ale po chwili stało się jasne, że nic im nie zagraża. Kiedy z powrotem mogli skupić wzrok na polu walki, dwóch pokonanych już nie było, a mężczyzna trzymał kobietę za szyję wysoko w górze. Magowie patrzyli na siebie nieco niepewni, aż w końcu jeden z nich, stojący na tyle blisko, aby smoczy słuch mógł go usłyszeć, zaklął głośno i zamachnął kilka razy, po czym kobieta zniknęła, a palce mężczyzny zacisnęły się na pustce. Dérigéntirh spojrzał na stojącego obok niego maga przestrzeni, który wyglądał na strapionego.
- Coś się stało? - spytał smok. - Pomijając oczywiście to, co się przed chwilą wydarzyło. Bo mam przeczucie, że chodzi o coś więcej.
- Ta kobieta. - Mag przełknął ślinę. - Była kapłanką. To, co nas teraz czeka, to będzie istny koszmar. Miał to być pewien eksperyment, ale wątpię, aby kapłani się zgodzili po czymś takim. Poza tym, każdy ją w mieście lubił.
        Dopiero teraz smok dostrzegł, że ludzie na trybunach patrzą na mężczyznę jeszcze bardziej nieprzychylnie, niż wcześniej. Ich ponure nastroje pozostały nawet wtedy, kiedy zwycięska drużyna zniknęła, a na arenę wkroczyły dwie kolejne. Dérigéntirh dostrzegł Weihlondera, wchodzącego na ring razem z wilkołakiem oraz człowiekiem, obydwoma znanymi mu z karczmy. ”Ciekawie się dobrali. Ale mój brat chyba nie wie, kim są te osoby i co je łączy z Loringiem. O ile już coś się nie stało tam na dole.” Naprzeciwko nim stanęły trzy osoby, z których trzy wyglądały tak zwyczajnie, jak tylko można to było sobie wyobrazić – skórzane zbroje, proste hełmy, miecze u boku. Ostatnią osobą był mężczyzna o atletycznej budowie, na którego ramieniu widniały marynarskie tatuaże w dłoniach dzierżył potężny buzdygan. Weihlonder rzec jasna walczył wielkim, dwuręcznym mieczem, który teraz pewnie trzymał w dłoniach. Wilkołak dzierżył ogromny topór, natomiast człowiek dwa niewielkie sztylety. Smok zaśmiał się, widząc ten kontrast.
        Walka rozpoczęła się szybciej, niż człowiek ze sztyletami zareagował. Smok i wilkołak doskoczyli do przodu, atakując dwóch mężczyzn z mieczami. Ich drobne bronie nie miały szans przeciwko tak miażdżącemu atakowi, więc chcąc nie chcąc musieli cofać się do tyłu. Tymczasem mężczyzna z buzdyganem próbował ich obejść tak, aby móc zadać podstępny cios. Gdy Weihlonder to zauważył, spojrzał na wilkołaka, a ten skinął głową. Naparli na dwóch mężczyzn jeszcze bardziej, ale po chwili rzucili do góry swoje bronie, uniknęli zamaszystych ataków wyprowadzonych mieczami, po czym chwycili oręż przerzucony nad przeciwnikami i uderzyli od tyłu, każdy z nich trzymając w dłoniach zupełnie inną broń. Człowiek ze sztyletami przyglądał się temu oniemiały. Tymczasem ostatni z przeciwników właśnie postanowił wykorzystać chwilę i zaatakować, gdy jego towarzysze upadli na ziemię. Weihlonder jednak go dostrzegł. Za pomocą smoczej siły i wilkołaczemu toporowi zablokował cios, a wilkołak ciął dwuręcznym mieczem, trafiając w nogi. Wojownik upadł, wypuszczając z dłoni broń. Smok uderzył go twarz w pięścią tak mocno, że zrobiło mu się ciemno przed oczami. Magowie wyraźnie uznali, że został pokonany, bo niemal natychmiast zniknął. Weihlonder uśmiechnął się do wilkołaka i oddali sobie swoje bronie. Po chwili także zniknęli. ”Cóż, to chyba oznacza, że za chwilę druga runda walk. Nie wiem dlaczego, ale oni zwykli zawsze być na końcu.” Wyglądało jednak na to, że zostało jeszcze kilka drużyn, po po chwili rozpoczęła się kolejna walka.
Avatar użytkownika
Dérigéntirh
Kroczący w Snach
 
Inne Postacie: Dérigéntirh, Ognaruks, Sarpedon, Malawiasz, Vaela, Ziharria, Natanis, Sitrina,
Rasa: Złoty smok
Aura: Jeśli tutaj trafiłeś, masz nie lada szczęście, nie co dzień bowiem widuje się taką aurę. Jej siła jest wyraźna, wykraczająca poza przeciętność co jako pierwsze przykuje twoją uwagę. Zaraz potem skupisz się na wewnętrznych odczuciach jakie wywołuje, a tu dopadnie cię ambiwalencja. Sam nie wiesz czy od emanacji bije przyjazne ciepło czy też zdystansowany chłód. Łatwo jednak podjąć decyzję o dłuższym pozostaniu w tym miejscu. Owszem chcesz zachowywać się grzecznie, ale nie czujesz się zagrożony. Dopiero teraz potrafisz skupić się na wyglądzie aury, a prezentuje się ona jako solidnie już zmatowiała misterna mozaika. Czas jako jedyny sprawiedliwy na tym świecie, nie szczędzi nikogo, każdego traktując jednakowo. Tak też barwy są wytarte ale nie wypłowiałe. Szafirowa poświata unosi się wokół delikatnie, niczym poranna mgła. Wiele drobnych kobaltowych elementów zazębia się tworząc niezrozumiałe i zawiłe wzory. Z nimi mieszają się podobne im cynowe płytki, ale i one nie wiele ci wyjaśnią. Nawet złote zwieńczenia wplątane w labirynty kolorów, nie ukazują pełni. Rozumiesz znaczenia poszczególnych barw, ale wciąż z ciekawością wypatrujesz ujawnienia całości obrazu. Początkowo w twych pytaniach wspiera cię cisza. Tło jednak pasując do mozaiki również zaczyna ujawniać coraz to kolejne elementy układanki, najpierw rozbrzmiewając brzęczeniem, później przechodząc w liczne głosy grające wesoło. Te subtelnie przechodzą w kojącą melodię, która zniknie wybrzmiewając echem, a ty wciąż jeszcze nie wiesz z czym tak naprawdę się mierzysz. Dotykasz otoczenia i jest takie jakiego byś się spodziewał, twarde ale jednocześnie uginające się pod palcami by nie popękać. Gładkie ale uwieńczone bardzo ostrymi brzegami. Pozostaje ci posmakować otaczającego cię powietrza. A ono pasuje do ogólnych odczuć, jest łagodne z nutą kwasowości oraz intensywnie lepkie. Dopiero teraz pojmiesz mnogość zapachów, która towarzyszyła ci przez cały czas, tylko tego nie dostrzegałeś. To nie mozaika, stoisz na smoczych łuskach.
Wygląd: Każdy, kto kiedyś ujrzał na własne oczy jakiegokolwiek smoka, będzie zmuszony przyznać, że istoty te posiadają jakiś nieziemski urok, niemożliwy do osiągnięcia przez przedstawiciela jakiejkolwiek innej rasy, obraz potęgi, głębi, ale i piękna. Wiąże się to najpewniej z magiczną naturą tych stworzeń, prawdziwych dzieci Prasmoka. Dlatego też nie powinno dziwić, że ... (Więcej)

Postprzez Loring » Pt lut 13, 2015 3:17 pm

Loring i Urgoth ze zdumieniem obserwowali wyczyny Kerrana, stojąc cały czas w miejscu i lustrując ruchy pożeracza, jednak były tak płynne, szybkie i skomplikowane, że wiele z nich po prostu umknęło zwyczajnym, ludzkim oczom. Melmaro jeszcze nigdy nie widzieli takiego wojownika, a pokaz im zaprezentowany przekonał ich w stu procentach, że jego pewność siebie to coś więcej niż tylko puste słowa. On po prostu znał swoją wartość i umiejętności.
       - Myślisz, że ich zabije? – odezwał się do Loringa Ur, patrząc, jak Kerran dusi dwójkę mężczyzn.
       - Nie wiem, wydaje mi się, że mimo wszystko nie. Ale na pewno ich powysysa, zobacz, maleje ich opór tak, jak wcześniej miało to miejsce z tobą.
       Ur mruknął ponuro, przypominając sobie tą małą demonstrację i obserwując, jak kończyny wojowników stają się bezwładne, a później jak ich ciała wylatują w powietrze i uderzają o drewnianą ścianę areny. – Nie patyczkuje się…
       - Z chęcią bym się tobą zajął, moja droga – uśmiechnął się szeroko pożeracz, patrząc w jej stygnące oczy. – Ale co to za kłopot dobrać się do nieprzytomnej? Zresztą, takie przyjemności to po turnieju dopiero. Jesteś człowiekiem, to czuję, ale masz w sobie nutkę czegoś innego. Czułem to już wcześniej, tylko co to może być…
       Kerran milczał przez chwilę, jednak później oczy mu zabłysły, a on sam krzyknął radośnie.
       - Już wiem! Jesteś kapłanką, mam rację?
       Właśnie wtedy magowie postanowili teleportować kapłankę, a żelazne palce pożeracza przecięły powietrze.
       - No wiecie co?! – krzyknął oburzony do sędziów, rozkładając szeroko ramiona. – Już nawiązywałem dialog! Kolejny raz psujecie mi zabawę!
       Pożeracz nie miał za dużo czasu na wyrażenie swojego niezadowolenia, gdyż zwycięska drużyna chwilę po tym została przeniesiona do pomieszczenia dla zwycięzców.
       Bardzo szybko zostali wychwyceni przez pozostałych melmaro, którzy odciągnęli ich na boki i opowiedzieli o swojej walce, a później z ciekawością wysłuchali relacji Loringa i Urgotha, patrząc z szokiem na Kerrana, który właśnie zakładał rękawiczki, a później usiadł na podłodze, oparł się plecami o ścianę i począł wesoło pogwizdywać.
       - Widzieliście gdzieś tutaj może Weihlondera?
       - Nie – odpowiedział Bakvst, kręcąc przecząco głową. – Jeszcze musieli nie walczyć, bo nie wierzę w to, że przegrali. Czyli mówicie, że Kerran jest tak dobry za jakiego się uważa?
       - O ile nie lepszy – złotowłosy przyjrzał się uważnie Kerranowi. – W starciu z nim nie mielibyśmy najmniejszych szans.
       - Może nie mam jakieś ultraczułego słuchu – zaśmiał się pożeracz. – Ale głuchy też nie jestem. Ładnie to tak o mnie gadać? Co do waszego przyjaciela-smoka, ja również mam nadzieję, że przejdzie dalej. Już nie mogę się doczekać naszego spotkania na arenie. Specjalnie dla niego nawet użyję miecza, a wierzcie mi – nie robię tego na co dzień.
       - On też ma jakieś magiczne właściwości? – Loring zmarszczył brwi.
       - Ja wysysam energię i moc z istot, on magię i siłę z rzeczy martwych – broni, zbrój i rozmaitych artefaktów. A teraz usiądźcie i zaczekajcie na to co przyniesie nam w najbliższym czasie los.
Avatar użytkownika
Loring
Mieszkaniec Sennej Krainy
 
Inne Postacie: Setian,
Rasa: Człowiek
Aura: Jasna, przyjemnie ciepła aura o barwie żelaza, spowita szmaragdową poświatą, spod której zdają się przebijać pojedyncze, rubinowe wstęgi. Nawet najwrażliwsze ucho nie wychwyci w jej pobliżu żadnego dźwięku, przy tym jednak wyraźnie wyczuwalny jest zapach przelanej krwi i ozonowa woń powietrza po burzy z subtelną domieszką kobiecych perfum. W dotyku pełna kontrastów, z jednej strony giętka i gładka niczym płat jedwabiu, z drugiej zaś twarda i ostra jak brzytwa. Odrobinę lepi się do podniebienia, zostawiając na nim ostro-gorzki posmak.
Wygląd: Każdy, kto tylko spojrzy na Loringa, zauważa od razu jego długie, przepiękne włosy barwy łagodnego słońca lub drogocennego złota. Obiekt ten, będący wizytówką gotlandczyka, już wiele razy był obiektem zazdrości kobiet. Wspaniale kontrastujące z jego jasną, nieskażoną żadnym defektem, cerą, najczęściej spięte są w „żyjący własnym życiem” koński ogon. Blondyn ... (Więcej)

Postprzez Dérigéntirh » Wt lut 17, 2015 8:46 am

Po trzech walkach po arenie rozległ się dźwięk dzwonu, który zabił dwa razy. Smok rozejrzał się za źródłem dźwięku, ale wyglądało na to, że znajduje się ono poza areną. ”Pewnie to jakaś wieża miejska, dźwięk dobiegł gdzieś z tyłu. Przynajmniej pewnym jest, że to będzie druga runda. Przez pewien czas nic się nie działo, ale Dérigéntirh podejrzewał, że organizacja pozostałych gladiatorów może trochę zająć..
        Tymczasem w podziemnym pomieszczeniu zebrał się już komplet zwycięzców. Po raz kolejny ściana się otworzyła i gladiatorzy musieli wyjść. Zaprowadzono ich z powrotem do głównej sali z dwoma tunelami.
- Następna kolejność walk nastąpi w kolejności losowej – odezwał się mężczyzna w zbroi i wskazał na kosz leżący przed jego nogami. – Każda drużyna wyciągnie jedną kartę z numerem oraz numerem tunelu. Jeden to tunel po prawej, dwa – po lewej. Prosimy o organizację, nad przebiegiem losowania czuwają magowie, którzy zareagują, kiedy ktoś zdecyduje oszukiwać.
        Losowanie zajęło trochę czasu, ale niedługo potem wszystkie drużyny były już ustawione w odpowiedniej kolejności. Loring wraz z kompanami trafili niemal na przód kolejki, Weihlonder jeszcze bliżej. Po kilku pierwszych walkach na arenę wkroczyła drużyna smoka, która została powitana gromkimi brawami. Najwyraźniej pokaz ich umiejętności przypadł do gustu większości ludzi. Naprzeciwko nich stanęła drużyna, w której skład wchodził mężczyzna w czarnych szatach dzierżący kosę, drugi mężczyzna walczący za pomocą dziwnego, tępego miecza wykonanego z kości, trzecim przeciwnikiem był człowiek w czerwonej masce walczący szablą. Weihlonder zareagował szybko, wilkołak podobnie. Długo nie zajęło im pokonanie wszystkich przeciwników. Dérigéntirh wysoko podniósł brwi, widząc współpracę Weihlondera i wilkołaka. ”Walczą, jakby się znali przez całe życie. Pewnie chodzi o jakiś instynkt drapieżnika czy coś w tym stylu. Zresztą chyba do siebie pasują.” Jako następne na arenę wkroczyły drużyny Loringa oraz Cadora.
Avatar użytkownika
Dérigéntirh
Kroczący w Snach
 
Inne Postacie: Dérigéntirh, Ognaruks, Sarpedon, Malawiasz, Vaela, Ziharria, Natanis, Sitrina,
Rasa: Złoty smok
Aura: Jeśli tutaj trafiłeś, masz nie lada szczęście, nie co dzień bowiem widuje się taką aurę. Jej siła jest wyraźna, wykraczająca poza przeciętność co jako pierwsze przykuje twoją uwagę. Zaraz potem skupisz się na wewnętrznych odczuciach jakie wywołuje, a tu dopadnie cię ambiwalencja. Sam nie wiesz czy od emanacji bije przyjazne ciepło czy też zdystansowany chłód. Łatwo jednak podjąć decyzję o dłuższym pozostaniu w tym miejscu. Owszem chcesz zachowywać się grzecznie, ale nie czujesz się zagrożony. Dopiero teraz potrafisz skupić się na wyglądzie aury, a prezentuje się ona jako solidnie już zmatowiała misterna mozaika. Czas jako jedyny sprawiedliwy na tym świecie, nie szczędzi nikogo, każdego traktując jednakowo. Tak też barwy są wytarte ale nie wypłowiałe. Szafirowa poświata unosi się wokół delikatnie, niczym poranna mgła. Wiele drobnych kobaltowych elementów zazębia się tworząc niezrozumiałe i zawiłe wzory. Z nimi mieszają się podobne im cynowe płytki, ale i one nie wiele ci wyjaśnią. Nawet złote zwieńczenia wplątane w labirynty kolorów, nie ukazują pełni. Rozumiesz znaczenia poszczególnych barw, ale wciąż z ciekawością wypatrujesz ujawnienia całości obrazu. Początkowo w twych pytaniach wspiera cię cisza. Tło jednak pasując do mozaiki również zaczyna ujawniać coraz to kolejne elementy układanki, najpierw rozbrzmiewając brzęczeniem, później przechodząc w liczne głosy grające wesoło. Te subtelnie przechodzą w kojącą melodię, która zniknie wybrzmiewając echem, a ty wciąż jeszcze nie wiesz z czym tak naprawdę się mierzysz. Dotykasz otoczenia i jest takie jakiego byś się spodziewał, twarde ale jednocześnie uginające się pod palcami by nie popękać. Gładkie ale uwieńczone bardzo ostrymi brzegami. Pozostaje ci posmakować otaczającego cię powietrza. A ono pasuje do ogólnych odczuć, jest łagodne z nutą kwasowości oraz intensywnie lepkie. Dopiero teraz pojmiesz mnogość zapachów, która towarzyszyła ci przez cały czas, tylko tego nie dostrzegałeś. To nie mozaika, stoisz na smoczych łuskach.
Wygląd: Każdy, kto kiedyś ujrzał na własne oczy jakiegokolwiek smoka, będzie zmuszony przyznać, że istoty te posiadają jakiś nieziemski urok, niemożliwy do osiągnięcia przez przedstawiciela jakiejkolwiek innej rasy, obraz potęgi, głębi, ale i piękna. Wiąże się to najpewniej z magiczną naturą tych stworzeń, prawdziwych dzieci Prasmoka. Dlatego też nie powinno dziwić, że ... (Więcej)

Postprzez Loring » So lut 21, 2015 9:56 pm

Obydwie drużyny od razu zauważyły pojawienie się w pomieszczeniu dla zwycięzców drużyny Weihlondera, lecz nie skontaktowali się z nimi, nie widząc takiej potrzeby. Melmaro cały czas rozmawiali ze sobą na najróżniejsze tematy, a Kerran czas spędzał na wesołym pogwizdywaniu i obracaniu miecza który trzymał oparty przed sobą.
       Kiedy po raz kolejny ściana się otworzyła, dwie drużyny powstawały z zajętych dotychczas przez siebie miejsc i udały się w raz z innymi do dużego pomieszczenia z dwoma wychodzącymi tunelami – zresztą tego w którym byli dzisiaj już kilka razy. W spokoju wysłuchali tego co miał do powiedzenia mężczyzna w zbroi, po czym udali się do wyznaczonego kosza, a raczej z drużyny Loringa udał się pożeracz, przepychając się i skutecznie biorąc los jako jeden z pierwszych. Fortuna postanowiła, że dane im będzie walczyć tak jak losować, czyli gdzieś na początku tego całego ogona.
       Wojownicy nie musieli czekać za długo, chociaż co prawda zostali rozdzieleni z pozostałymi braćmi, jednak na to nie było żadnego wpływu. Wychodząc na arenę, Gotlandczycy poinformowali Kerrana, że teraz i oni chcą walczyć, na co ten uśmiechnął się i potaknął głową z aprobatą. Wystarczyło, by tylko wychylili się z tunelu, a już powitało ich bardzo głośne buczenie ludzi na trybunach, gwizdy i wyzwiska. Co prawda wszystko to było skierowane do Kerrana, lecz brakiem entuzjazmu darzono przez niego całą drużynę.
       - Teraz już pozwolę się wam wykazać, moi drodzy towarzysze – parsknął wesoło pożeracz i utkwił wzrok w wyjściu przeciwnego korytarza. – Znudziło mnie granie tym wszystkim zgromadzonym tutaj ważniakom na nerwach, więc zajmę się po prostu walką. Podzielimy się po równo, to jest każdy weźmie na siebie jednego przeciwnika, w porządku? Czy może macie jakieś obiekcje? Jeżeli tak, to z chęcią posłucham.
       - On coś knuje – odezwał się Urgoth do Loringa, mówiąc to na tyle głośno, by wspomniana osoba nie miała problemu z usłyszeniem. – Jest za grzeczny i spokojny…
       - Nie przejmuj się nim – blondyn również nie wysilił się na szept, przez co Kerran parsknął wesoło. – Po prostu zwyciężmy.
       Trójka walczących zaczekała na przeciwników, a kiedy ci się pojawili, dokładnie im się przyjrzała.
       - Biorę tego co wygląda jak dziecko – powiedział pożeracz, wskazując na Cadora. – Wydaje się być najsłabszym z nich, więc weźcie silniejszych, będziecie mieli okazję się wykazać.
       Gotlandczycy spojrzeli po sobie, a później po przeciwnikach. Faktycznie, wybranek Kerrana prezentował się najmniej okazale w aspekcie wojaka, jednak doskonale zdawali sobie sprawę z tego, że bardzo często właśnie tacy są najgroźniejsi. Jednak nie mieli żadnych obiekcji, skoro pożeracz chciał akurat jego, to go po prostu dostanie. Byli przekonani o tym, że nie ważne kogo wybierze z tej trójki, wybranek po prostu przegra.
       - Ja biorę krasnoluda – powiedział Ur, lustrując uważnym wzrokiem swego wybranka, po czym dobył ostrze i odsunął się na jedną z krawędzi areny.
       - Więc mi zostaje czarnoskóry… - Loring mruknął bardziej do siebie niż do kogoś i również się odsunął od środka, tyle że w drugą stronę niż leśny. Każdy z członków drużyny gestem zaprosił do siebie wybranka, co znaczyło, że drużyna chciała to po prostu rozegrać metodą trzech pojedynków, bez bawienia się w grupowe walki.
       - Zapraszam do tańca, młodzieńcze – pożeracz wyszczerzył zęby i poprawił rękawiczki, nie zdejmując ich. – Mam nadzieję, że nie zakończy się przedwcześnie.
       Widać było, że wroga drużyna się waha przed rozdzieleniem. Jej członkowie spojrzeli po sobie kilkukrotnie i zamienili ze sobą kilka słów, jednak później każdy odpowiednio oddalił się i dołączył do swojego przeciwnika. Nie przeszkadzało im to, że zostali wybrani niczym przedmioty. Walka to walka, nie ważne z kim.
       Kerran z uśmiechem zaczekał na to, aż Cador dobędzie ostrza, po czym mrugnął do niego, a po sygnale do startu, rzucił się do przodu, atakując pięścią, wybijając się w powietrze, obracając nad nim i próbując go podciąć, po czym rozpoczął swój dziki, niezwykły taniec, przy którym ostrze przeciwnika wydało się być jedynie celowym urozmaiceniem drugoplanowym.
Avatar użytkownika
Loring
Mieszkaniec Sennej Krainy
 
Inne Postacie: Setian,
Rasa: Człowiek
Aura: Jasna, przyjemnie ciepła aura o barwie żelaza, spowita szmaragdową poświatą, spod której zdają się przebijać pojedyncze, rubinowe wstęgi. Nawet najwrażliwsze ucho nie wychwyci w jej pobliżu żadnego dźwięku, przy tym jednak wyraźnie wyczuwalny jest zapach przelanej krwi i ozonowa woń powietrza po burzy z subtelną domieszką kobiecych perfum. W dotyku pełna kontrastów, z jednej strony giętka i gładka niczym płat jedwabiu, z drugiej zaś twarda i ostra jak brzytwa. Odrobinę lepi się do podniebienia, zostawiając na nim ostro-gorzki posmak.
Wygląd: Każdy, kto tylko spojrzy na Loringa, zauważa od razu jego długie, przepiękne włosy barwy łagodnego słońca lub drogocennego złota. Obiekt ten, będący wizytówką gotlandczyka, już wiele razy był obiektem zazdrości kobiet. Wspaniale kontrastujące z jego jasną, nieskażoną żadnym defektem, cerą, najczęściej spięte są w „żyjący własnym życiem” koński ogon. Blondyn ... (Więcej)

Postprzez Dérigéntirh » Pn lut 23, 2015 3:58 pm

Dérigéntirh przyglądał się uważnie temu, co działo się na ringu poniżej niego. Wyglądało na to, że drużyny postanowiły dobrać przeciwników w pary i w ten sposób stoczyć walkę. Zapowiadało się na ładny potrójny pojedynek, choć smok podejrzewał, że nie będzie aż tak bardzo wyrównana, jak można by się spodziewać.
- Jesteś gotowy na przeniesienie przedmiotu?
        Smok spojrzał na maga, który wskazywał kolejną rzecz – niewielki kubek, który był oparty o krawędź trybun. Smok wziął głębszy oddech i skupił się na materii kubka. Długo mu nie zajęło odpowiednie jego przekierowanie. Po chwili kubek zniknął tylko po to, aby pojawić się kilka centymetrów dalej.
- Brawo, szybko się tego uczysz.
- Mam wprawę w uczeniu się.
- Lepiej
        Teraz już nic nie przeszkadzało im w dalszym obserwowaniu rozgrywających się na arenie walk.
Avatar użytkownika
Dérigéntirh
Kroczący w Snach
 
Inne Postacie: Dérigéntirh, Ognaruks, Sarpedon, Malawiasz, Vaela, Ziharria, Natanis, Sitrina,
Rasa: Złoty smok
Aura: Jeśli tutaj trafiłeś, masz nie lada szczęście, nie co dzień bowiem widuje się taką aurę. Jej siła jest wyraźna, wykraczająca poza przeciętność co jako pierwsze przykuje twoją uwagę. Zaraz potem skupisz się na wewnętrznych odczuciach jakie wywołuje, a tu dopadnie cię ambiwalencja. Sam nie wiesz czy od emanacji bije przyjazne ciepło czy też zdystansowany chłód. Łatwo jednak podjąć decyzję o dłuższym pozostaniu w tym miejscu. Owszem chcesz zachowywać się grzecznie, ale nie czujesz się zagrożony. Dopiero teraz potrafisz skupić się na wyglądzie aury, a prezentuje się ona jako solidnie już zmatowiała misterna mozaika. Czas jako jedyny sprawiedliwy na tym świecie, nie szczędzi nikogo, każdego traktując jednakowo. Tak też barwy są wytarte ale nie wypłowiałe. Szafirowa poświata unosi się wokół delikatnie, niczym poranna mgła. Wiele drobnych kobaltowych elementów zazębia się tworząc niezrozumiałe i zawiłe wzory. Z nimi mieszają się podobne im cynowe płytki, ale i one nie wiele ci wyjaśnią. Nawet złote zwieńczenia wplątane w labirynty kolorów, nie ukazują pełni. Rozumiesz znaczenia poszczególnych barw, ale wciąż z ciekawością wypatrujesz ujawnienia całości obrazu. Początkowo w twych pytaniach wspiera cię cisza. Tło jednak pasując do mozaiki również zaczyna ujawniać coraz to kolejne elementy układanki, najpierw rozbrzmiewając brzęczeniem, później przechodząc w liczne głosy grające wesoło. Te subtelnie przechodzą w kojącą melodię, która zniknie wybrzmiewając echem, a ty wciąż jeszcze nie wiesz z czym tak naprawdę się mierzysz. Dotykasz otoczenia i jest takie jakiego byś się spodziewał, twarde ale jednocześnie uginające się pod palcami by nie popękać. Gładkie ale uwieńczone bardzo ostrymi brzegami. Pozostaje ci posmakować otaczającego cię powietrza. A ono pasuje do ogólnych odczuć, jest łagodne z nutą kwasowości oraz intensywnie lepkie. Dopiero teraz pojmiesz mnogość zapachów, która towarzyszyła ci przez cały czas, tylko tego nie dostrzegałeś. To nie mozaika, stoisz na smoczych łuskach.
Wygląd: Każdy, kto kiedyś ujrzał na własne oczy jakiegokolwiek smoka, będzie zmuszony przyznać, że istoty te posiadają jakiś nieziemski urok, niemożliwy do osiągnięcia przez przedstawiciela jakiejkolwiek innej rasy, obraz potęgi, głębi, ale i piękna. Wiąże się to najpewniej z magiczną naturą tych stworzeń, prawdziwych dzieci Prasmoka. Dlatego też nie powinno dziwić, że ... (Więcej)

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Leonia

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron