[Centrum miasta] Dziedzictwo


Bardzo duże miasto portowe, mające aż trzy porty, w tym dwa handlowe, a jeden z którego odpływają jedynie statki pasażerskie. Znane z bardzo rozwiniętej technologi produkcji statków i łodzi, o raz hodowli rzadkich roślin nadmorskich.

Postprzez Myrna » Wt wrz 30, 2014 7:42 pm

Myrna sama nie wiedziała, dokąd i po co idzie. Włóczyła się po Jadeitowym Wybrzeżu, szukając miejsca, gdzie mogłaby się zaczepić. Noga wciąż ją bolała, zwłaszcza teraz, gdy się w ogóle nie oszczędzała. Nie przejmowała się jednak. Szła samotna jak zawsze, bez celu, pozbawiona energii i zniechęcona. Nie miała do kogo ust otworzyć, czasem tylko udało się porozmawiać z jakimś przypadkowym bywalcem karczmy albo żebrakiem na ulicy. Stwierdziła, że powinna poszukać jakiejś dobrej pracy, w przeciwnym razie oszaleje…
       Owinęła się szczelniej peleryną, przekraczając bramę Leonii. Powitał ją, podobnie jak w Turmalii, gwar głosów. Widocznie wypadał dzień targowy, bowiem ludzie (i przedstawiciele innych ras również) kłębili się niemożebnie, zdążając na główny bazar. Tak zrobiła też i ona, decydując, że dobrze byłoby kupić coś do jedzenia oraz poszukać karczmy – całkiem możliwe, że znajdzie tam kogoś, kto będzie w stanie wskazać dobrą gospodę. No i potem wypadałoby się rozejrzeć za pracą.
       Tymczasem na jednym ze straganów znalazła świeżo upieczony chleb, zapłaciła za niego drobniutkiej staruszce, po czym podjadła z apetytem. Był jeszcze ciepły, skórka przyjemnie chrupała. Rozejrzała się z ciekawością po placu, dostrzegając nawet kilku zmiennokształtnych, najwięcej jednak widziała swoich pobratymców właśnie. Nie dziwiło jej to zresztą, mało kto z obcych ras się tu zapuszczał.
Myrna
Błądzący na granicy światów
 
Rasa:
Aura: Barachitowo-cynowa aura o przeciętnej sile, roztaczająca ciekawą poświatę w barwie obsydianu, który czasem zdaje się zmieniać się w topaz. Towarzyszy jej woń dobrze wyprawionej skóry oraz zapach żywicy. Wokół nie słychać żadnego dźwięku. W dotyku jest twarda i niezwykle giętka, o ostrych krawędziach oraz gładkiej, lepkiej powierzchni, w smaku natomiast łagodnie słona i gorzka.
Wygląd:

Postprzez Linda » Wt wrz 30, 2014 10:07 pm

Własne stopy oraz ciche szepty, niebezpiecznie podobne do głosu Kłamczucha, przywiodły ją pod bramę nie do końca znanego jej jeszcze miasta. Z tego względu, że nie miała ochoty, a w skrytości ducha (do czego nigdy by się nie przyznała) bała się, nie zapytała o informację żadnej z napotkanych osób.
Nie pozostało więc jej nic innego, jak wejść za mury i przekonać się samemu.
Tak, łatwiej powiedzieć niż zrobić... Przez dłuższą chwilę stała jak słup soli, tocząc w sobie wewnętrzną walkę. Tchórzostwo zapewne przypłaciłaby brakiem dachu nad głową, w najlepszym razie tylko dzisiejszej nocy. Idąc dalej, ryzykowałaby za to wyśmianiem.
Weź się w garść i rusz tyłek z traktu, odezwał się cichy głosik w jej głowie, rozwiewając jakiekolwiek wątpliwości, że pluszowy miś maczał w tym łapki. Potem zastanów się, kiedy ostatnio ktoś powiedział cokolwiek na temat twojego wyglądu. Odpowiedź brzmi: dawno. Nawiasem mówiąc bardzo dawno, więc nie zasłaniaj się strachem o opinię innych. Nawet jeśli komuś zdarzy się coś palnąć, to nie znaczy, że masz się za to winić. On cię nie pozna, a ty nic nie stracisz, więc idź teraz dalej i nie zatrzymuj się, dopóki nie znajdziesz tego, czego poszukujesz od tak dawna.
Głos zniknął tak szybko, jak się pojawił, skłonił ją jednak do ruchu. Powolnym, jakby wymuszonym krokiem przeszła przez bramę i pokierowała się w kierunku centrum. Wokół dało się słyszeć różnorakie krzyki, rozmowy i dźwięki, ale ona słyszała tylko jednostajny szum. Była tak pochłonięta rozmyślaniem, czy aby nie traci rozumu, że ocknęła się dopiero w chwili, gdy z powodu braku skupienia na drodze wpadła na jakieś pootwierane worki z mąką.
Świetnie, a na dodatek tracę wzrok, pomyślała, gdy zdołała wygrzebać się z pojemników zawierających biały puch. Sekundę później coś przypomniało jej, że miała się przecież nie zatrzymywać (być może były to niezadowolone wrzaski właściciela towaru, które widocznie wyróżniały się spośród ogólnego gwaru), tak więc czym prędzej otrzepała ubranie pobieżnie z mąki i czmychnęła w najbliższy zaułek, pozostawiając po sobie jasny ślad przywodzący na myśl resztki ektoplazmy ducha, za którego brałyby ją dzieci, gdyby tylko troszkę bardziej pozwoliła się obsypać białawym puchem.
Avatar użytkownika
Linda
Zbłąkana Dusza
 
   Ten gracz nie stworzył jeszcze postaci.

Postprzez Rionya » Wt wrz 30, 2014 10:56 pm

         Rionya czuła się nieswojo wchodząc do centrum miasta Leonii. Straszliwy hałas dochodził z każdej strony.  Na każdym kroku mijała ludzi, na których widok dziewczynie robiło się słabo. Nie przywykła do ich widoku może dlatego, że rzadko napotykała ich w mrocznych puszczach, a do miast zaglądało tylko wtedy kiedy musiała. Nie lubiła zatłoczonych miejsc, do tego pełnych ludzi... Jak na ironię, elfka zobaczyła, że wśród przechodniów nie widzi żadnego przedstawiciela jej rasy. Przechodząc coraz głębiej ku straganom, gdzie kłębił się największy tłum, czuła na sobie wzrok innych ludzi, mówiący jej, że to nie jest jej miejsce i powinna stąd jak najszybciej wybyć. Zdecydowanie nie pasowała do tego towarzystwa i aż nazbyt się wyróżniała. Dziewczyna przyszła tu tylko w jednym celu. Musiała zaopatrzyć się w wodę i jedzenie oraz kupić parę tuzinów strzał. Z ciężkim plecakiem na ramieniu stanęła w kolejce do jednego ze straganów, gdzie jak sądziła zdobędzie potrzebne jej rzeczy i jak najszybciej stąd czmychnie.
         Stojąc tak i czekając aż kolejka się poruszy, Rionya pomyślała o swoim życiu. Podróżowała już przez wiele lat, by poznać wszystkie tajniki tego świata i zwiedzić go wzdłuż i wszerz. By przeżyć w niekorzystnych dla niej warunkach polowała na dzikie zwierzęta i przygotowywała ich mięso przy ognisku. Jak na razie udało jej się unikać większych kłopotów. Jednak takie życie zaczęło ją powoli nużyć.
~ Ależ ono jest nudne! - pomyślała, chcąc wykrzyczeć to na głos i oznajmić całemu światu. Jedyne czego pragnęła to znaleźć na swej drodze miłość, przeżyć niebezpieczne przygody oraz znaleźć zabójcę swojego ojca i rozwiązać zagadkę jego morderstwa. Dziewczyna robiła się coraz starsza, a nic  z listy jej marzeń jeszcze nie udało się wykreślić. ~ Czas to zmienić! - usłyszała głos w swojej głowie.
         Z rozmyślań wyrwał ją krzyk straganiarza, który przywoływał ją ręką, chyba nadeszła jej kolej. Zakupiła to po co tutaj przyszła, zapłaciła, odwróciła się na pięcie i ruszyła, brnąc pomiędzy ludźmi, w stronę wyjścia z miasta. Cieszyła się na samą myśl, że znów wróci na łono natury i będzie mogła poczuć się swobodnie. Nagle poczuła mocne szarpnięcie i obok niej przebiegł jakiś niski chłopak. Rionya zorientowała się, obmacując swój pas, że brakuje przy nim mieszka, w którym trzymała trochę złota. Tacy są właśnie ludzie! Kłamliwi i zdradzieccy, czekający aby wbić komuś nóż w plecy - takie zdanie miała o nich elfka i teraz mogła się przekonać, że miała rację. Zaczęła biec za dzieckiem, wykrzykując:
- Złodziej! Łapcie złodzieja!
Nie liczyła na jakąkolwiek pomoc...
Avatar użytkownika
Rionya
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Tirra, Angie, [*]Kelly,
   Ten gracz nie stworzył jeszcze postaci.

Postprzez Myrna » Wt sty 13, 2015 7:06 pm

Usłyszała krzyk dziewczyny i dostrzegła uciekającego rzezimieszka. Natychmiast ruszyła za nim, kierowana instynktem pomocy. Przepychała się wśród ludzi, nadrabiając straty dopiero w bocznych uliczkach, do których złodziej wbiegł. Niestety, wyprzedzał ją o dobrą odległość, musiała mocno przyspieszyć, żeby go złapać. Potknęła się o leżący na ziemi koszyk, nie zauważyła go na swojej drodze. Zraniona uprzednio noga zapłonęła żywym bólem. Myrna skrzywiła się odruchowo, wściekła. Znowu traciła czas.
       Rozejrzała się bezradnie dokoła, po czym machnęła ręką. Nie dogoni już rabusia, choćby się bardzo starała, nie z tym opóźnieniem i kulawą nogą. Westchnęła, opierając się o ścianę najbliższego domu.
       Do jej uszu dobiegł odgłos kroków. Poruszyła się, czujnie rozglądając. Nie wiedziała jeszcze, czego się spodziewać. Zanim jednak się spostrzegła, zanim wyjąć broń, o ucieczce już nie mówiąc, otoczyła ją zgraja złoczyńców. W sumie wyglądali na zawodowych zabójców, na takich, co parają się morderstwami za pieniądze. Najemnicy, prawdopodobnie. Jeden z nich przystawił do jej gardła sztylet. Nerwowo przełknęła ślinę, sparaliżowana. Nie mogła się poruszyć ani nic zrobić. Tylko wpatrywała się prosząco w stojących w ciszy mężczyzn.
       – Czego ode  mnie chcecie? – Jej głos brzmiał nienaturalnie, piskliwie.
       – Zamknij się – odrzucił szorstko ten sam, który trzymał broń. W następnej chwili sztylet przeciął jej gardło. Upadła na ziemię, brocząc krwią, niewiedząca, że umiera. Ciało szybko osłabło, mięśnie zwiotczały i ręce już dłużej nie powstrzymywały przed całkowitym padnięciem na bruk. Zresztą i tak nie miało to znaczenia, bo dziewczyna nie żyła.
Myrna
Błądzący na granicy światów
 
Rasa:
Aura: Barachitowo-cynowa aura o przeciętnej sile, roztaczająca ciekawą poświatę w barwie obsydianu, który czasem zdaje się zmieniać się w topaz. Towarzyszy jej woń dobrze wyprawionej skóry oraz zapach żywicy. Wokół nie słychać żadnego dźwięku. W dotyku jest twarda i niezwykle giętka, o ostrych krawędziach oraz gładkiej, lepkiej powierzchni, w smaku natomiast łagodnie słona i gorzka.
Wygląd:


Powrót do Leonia

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron