We're all mad here and it's okay


Bardzo duże miasto portowe, mające aż trzy porty, w tym dwa handlowe, a jeden z którego odpływają jedynie statki pasażerskie. Znane z bardzo rozwiniętej technologi produkcji statków i łodzi, o raz hodowli rzadkich roślin nadmorskich.

Postprzez Cat » N lip 23, 2017 11:33 am

Wcześniejsze losy Cat i Luny

        Déjà vu. Kolejne zatłoczone targowisko, tłumy ludzi, donośne krzyki sprzedawców i targujących się kupców, rozładowywane wozy. Dzwony na wieży wybijają południe, a ruch w porcie nie maleje, gdyż właśnie przed chwilą trzy kolejne statki pełne zagranicznych dóbr przybiły do portu. Nie było szans, by nietypowe towarzyszki podróży z przypadku pojawiły się gdziekolwiek w tym miejscu nie zwracając na siebie uwagi.
        Cat huknęła o bruk z głośnym przekleństwem na ustach, bardzo ostrożnie przytrzymując Lunę przy ziemi, by ta wariatka na nikogo nie wpadła. Nie chciała jej robić krzywdy, ale była gotowa znów jej przywalić, jeśli tylko zobaczy te czarne oczyska. Arisa mniej umyślnie spadła prosto na jakiegoś przechodnia, przewracając go na ziemię. Nietoperz i płomykówka usiłowali umknąć z tej plątaniny ciał, tłukąc skrzydłami kogo popadnie, byle tylko jak najszybciej wzbić się w powietrze. Tenebris dostał jednak sowim skrzydłem i poleciał na jakąś starszą kobietę, która z wrzaskiem upuściła kosz zakupów i nie przestając krzyczeć usiłowała pozbyć się nietoperza, który w strachu przyssał się do jej twarzy. Rozpiętość skrzydeł Ra z kolei nie pozwalała mu na swobodny lot pomiędzy ludźmi, więc aby wybić się nad ich głowy po prostu wspinał się po nich przy użyciu szponów. Jak można się domyślić, to również nie przeszło niezauważone.
        - To się nie dzieje – mruknęła Cat, zbierając się powoli z ziemi i pomagając wstać czarodziejce. Nie chciała jej zrobić krzywdy, ale ważniejsze było bezpieczeństwo tych ludzi wokoło. Losie, jak ta kobieta przeszła przez życie z takimi skłonnościami do zabijania?
        Powodem tego całego zamieszania był oczywiście fakt, że Luna upuściła je dokładnie pośrodku targowiska, szkoda tylko że jakieś trzy sążnie nad ziemią. Spadły więc ludziom prosto na głowy, zwracając na siebie całą uwagę tej części ryneczku. Od kiedy wilczyca dowiedziała się co może uaktywnić klątwę, skrupulatnie pilnowała, by żaden z rozjuszonych poszkodowanych nie postanowił odpłacić się Lunie pięknym za nadobne. Odepchnęła więc kilku awanturników, chowając dziewczynę za plecami i odruchowo szczerząc na nich zęby. Nie chciała przemieniać się w wilka na oczach wszystkich, bo chociaż początkowo odstraszyłoby to większość gapiów, to jednocześnie spowodowałoby wzmożoną ciekawość i fatalne dla nich skutki. Na jej korzyść znów podziałało przekonanie, że szaleństwo jest zaraźliwe, więc po pierwszym szoku spowodowanym nagłym pojawieniem się trzech kobiet i dwóch nocnych zwierząt, ludzie zaczęli powoli wracać do swoich codziennych zajęć.
        - Wszyscy cali? – zapytała, rozglądając się po swoich towarzyszkach. Ra porzucił w końcu próby ucieczki, gdy zobaczył, że zrobiło się wokół nich nieco luźniej i podleciał do swojej towarzyszki, lądując jej na ramieniu. Zamachał lekko skrzydłami chcąc utrzymać równowagę, gdy Cat schylała się, by pomóc Arisie podnieść się z ziemi. Chude nóżki syreny zdawały się zupełnie nieprzystosowane do chodzenia, a  ona sama wyglądała na jeszcze bardziej przestraszoną niż pod pokładem statku.
        - Spokojnie, już ci nic nie grozi – próbowała ją uspokoić, ale dziewczę tylko rzucało spłoszonym spojrzeniem na boki.
        - Gdzie jesteśmy?
        - W Leonii, przy samym porcie – powiedziała, wskazując naturiance ocean. – Przejdziesz przez targowisko, wskakujesz do wody i jesteś w domu. Miło było poznać – uśmiechnęła się krótko i odwróciła w stronę Luny, by ustalić dalszy plan drogi, ale zaraz poczuła delikatny dotyk w łopatkę. Zerknęła przez ramię, spoglądając pytająco na Arisę, która nie ruszyła się z miejsca, a oczy miała ciągle wytrzeszczone niczym spłoszony koń. – Tak? – zapytała grzecznie, poganiając nieco dziewczynę.
        - Nie mieszkam w oceanie – powiedziała cichutkim głosem szatynka.
        - A gdzie mieszkasz? – zapytała Cat, siląc się na spokój.
        - W… w Morzu Cienia.
        - No to opłyń sobie, przecież się łączą!
        - Ale… ale… to strasznie daleko! – dziewczyna była już na skraju płaczu, więc Morgan przymknęła oczy i odetchnęła głęboko, żeby się uspokoić.
        - Luna, weź pomóż – westchnęła i rozejrzała się w tym czasie po okolicy.
Avatar użytkownika
Cat
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Callisto, Leila, Avellana, Sonea, Mathias, Emma, Lexi, Maia, Ananke, Ratri, Rakel, Lena,
Rasa: Przemieniona z wilkołaka
Aura: Emanacja odznacza się siłą należącą raczej do tych średnich. Powłoka została chaotycznie pokryta srebrną farbą. Natomiast w miejscach, które nie zostały dobrze pokryte, są żelazne plamki. Na całości znajdują się kobaltowe zawijasy i kwieciste wzory. Szmaragdowe światło stale bije od aury. Słychać zaś zmysłowy głos mówiący o czymś z przejęciem i delikatnością, aczkolwiek będąc niezrozumiałym. Towarzyszy mu słodka woń perfum. Nawzajem zagłusza się ze spokojną, głęboką melodią, która niesie ulgę zmęczonym zmysłom. Właściwy zapach jest bardzo dziwny, praktycznie niemożliwe jest porównanie go z jakimkolwiek znanym. Aczkolwiek od czasu do czasu, przez krótką chwilę przypomina on woń mokrej sierści. Powierzchnia w dotyku zaskakuje twardością. Zgina się i wygina na różne strony, niczym akrobata, ostatecznie zaskakując wszystkich ostrymi jak brzytwa krańcami. Poprzez ten zwariowany taniec nieraz skrywa to, jak jest aksamitna i z jakiegoś powodu ukazuje chropowate miejsca. W smaku uparcie lepi się do podniebienia i na chwilę skleja wargi.
Wygląd: Dziewczyna jest średniego wzrostu, mierzy około 170 cm. Mocno opalona, gładka skóra sprawia, że ciężko ocenić jej wiek na więcej niż dwadzieścia kilka lat, a ciemniejsze piegi pod oczami i na nosie jeszcze bardziej ją odmładzają. Długie blond włosy układają się w naturalne fale i zazwyczaj opadają swobodnie na ramiona i plecy dziewczyny. Na szczupłej twarzy uwagę ... (Więcej)

Postprzez Luna » N lip 30, 2017 3:34 pm

Obie kobiety wylądowały na bruku. Luna natychmiast się rozejrzała, chciała wstać, ale Cat ją przytrzymała. Chciała się wyrwać w pierwszym odruchu, ale w porę się opamiętała, więc poczekała chwile i gdy Cat jej pomogła, oczywiście upewniwszy się najpierw, że nikt nie idzie w ich stronę, a komu mogłaby zrobić przypadkową krzywdę, która aktywowałaby jej klątwę, wstała. Wtem spostrzegła sowę i jej nietoperza jak szamoczą się ze sobą i przychodniami. Czarodziejka uderzyła dłonią w czoło, zwierzaki robiły niemałe zamieszanie i mocno zwracały na siebie uwagę, ponieważ już zbierał się tłum ciekawskich.
Niektórzy szli, w ogóle nie patrząc przed siebie i tylko dzięki przemienionej nie wpadli na pradawną, co powtórzyłoby to, co wcześniej. Niebieskowłosej serce biło mocniej, była o włos od tego, a to pod żadnym względem nie byłoby dobre, może nawet klątwa stałaby się mocniejsza.
Po chwili tuż za sówką przyleciał Tenebris i jak zwykle zadomowił się na karku skrzydlatej. Uśmiechnęła się, czuła się lepiej, gdy wiedziała, że ten mały stworek jest bezpieczny. Natomiast syrenka, biedna, musi się pałętać z takimi… dość nietypowymi osobami. Nic więc dziwnego, że była przerażona. Lunie przez myśl przemknęło czy nie lepiej by jej było zostać na statku, ale przecież by jej tam nie zostawiły. Dobrze, że nie musi z nimi iść gdzieś dalej. Jednakże musiało się okazać, że ona pochodzi z kompletnie przeciwnej strony kontynentu. Pradawna westchnęła.

- Mogę spróbować – powiedziała do Cat, po czym zwróciła się do Arisy – Postaram się ciebie tam teleportować, ale nie znam tego miejsca, musisz je sobie dokładnie wyobrazić. Rozumiesz?

Naturianka skinęła głową i zamknęła oczy. Po czym swym cichym głosikiem powiedziała.

- Jestem już gotowa.

Czarodziejka złapała ją za ramię, a ona zaczęła się rozpływać w powietrzu, aż w końcu zniknęła.

- Uff, mam nadzieję, że nie wylądowała jakoś nieciekawie, ale myślę, że większe prawdopodobieństwo jest, że wszystko poszło dobrze.

Wtem Luna odczuła na sobie czyjś wzrok, rozejrzała się dookoła i spostrzegła w jednej z węższych uliczek jakiegoś mężczyznę w kapturze, który bezczelnie na nią spoglądał, nie miał żadnego konkretnego wyrazu twarzy, wyglądało na to, iż czeka.

- Tenebris – szepnęła i zbudziła go delikatnym głasknięciem, po czym wskazała na Cat, nietoperz nie bardzo wiedział o co chodzi, ale poleciał do niej i skrzydełkami przytulił jej twarzyczkę.

W tym czasie czarodziejka przeteleportowała się do mężczyzny. Jego twarz wyglądała nieco znajomo, ale nie umiała sobie przypomnieć, skąd ją zna.

- Czego chcesz?

Mężczyzna wręczył jej księgę, którą podczas ucieczki przed potępionymi musiała zgubić.

- Pilnuj takich rzeczy, to nie może wpaść w niepowołane ręce.
- A… - zaczęła, ale mężczyzna zniknął, podobnie jak wcześniej syrenka rozpłynął się w powietrzu. Zaraz jednak w taki sposób jak wcześniej wróciła do miejsca, w którym była i zawołała Tenebrisa, by już Cat nie męczył, sama szybko zaś schowała księgę we wcześniej zdobytej torbie.
Avatar użytkownika
Luna
Błądzący po drugiej stronie
 
Inne Postacie: Esmeralda, Sechmet, Luna, Antar, Rozalie, Aurea, Delia, Mari, Nadeya, Nimfea, Anastasja, Xenja,
Uwagi administracji: Użytkowniczka ma prawo posiadać w sumie 10 kont, z czego jeden slot, jest slotem dodatkowym, otrzymanym jako nagroda, za długie i sumienne wykonywanie pracy moderatora.
Rasa: Czarodziejka
Aura: Ta silna aura przyodziana została w srebrną płachtę, na której mienią się gdzieniegdzie cynowe błyski. Charakteryzuje się niezwykłą poświatą, bowiem intensywna, szafirowa barwa pochłaniana jest przez, niemalże piekielny w swym odcieniu, bursztynowy koloryt. W gromkiej ciszy często usłyszeć można liczne głosy bądź głęboką melodię nieprzerwanych jęków. Woń wosku często miesza się z duszącym zapachem kadzideł, co tworzy specyficzną mieszankę odczuć przy kwaśnym smaku, który to w głównej mierze lepi się do podniebienia. Nieznaczna twardość ginie w momencie znacznych wychyleń, a pozornie gładkie i bezpieczne brzegi aż same pragną przeciąć niejedną przeszkodę na swej drodze.
Wygląd: Noc jest piękna i tajemnicza, emanuje swą magiczną aurą. Ci, którzy nie widzieli Księżniczki Nocy, mogą sobie tylko wyobrazić to niesamowite piękno. I, mimo że jej wygląd nie jest typowy, nadal zachwyca. Szczupła sylwetka i długie ciemnoniebieskie włosy to wprost idealne połączenie. Jej twarz jest piękna i wyjątkowa. Błękitne drobne usta oraz oczka w tym samym kolorze tylko ... (Więcej)

Postprzez Niphred » Pt sie 04, 2017 1:58 am

        Ktoś, kto żyje chaosem wyczuwa go podskórnie. Nic dziwnego więc, że poskręcany magią Entropii Niphred Caladellon już od przebudzenia wiedział dokładnie, że ten dzień będzie inny niż zwykle. Trudno tylko po samym przeczuciu stwierdzić czy będzie ważny, ale na pewno będzie inny. I w zasadzie już samo to mu wystarczyło. Wygramolił się więc ze swojego tajnego gabinetu pod rozległymi archiwami miejskiej biblioteki i wiedziony niezawodnym instynktem podreptał w kierunku placu targowego pląsając w rytm podśpiewywanej melodii.
- „…Karuzela gna, w szczekaczkach wciąż muzyka gra
Czuję, jak w jej takt kołyszę się cała…”
        Zjawił się na miejscu akurat w momencie, kiedy z teleportu umieszczonego parę sążni nad ziemią wypadły trzy kobiety i para zwierzaków. Zauważył całą akcję, bo trudno było jej nie zauważyć. Chaos jaki zapanował nie był może przesadnie wielki, wszak nie ogarnął miasta czy choćby dzielnicy, nawet nie miał wpływu na całe targowisko, a jedynie jego niewielki fragment w promieniu może jednego sznura od miejsca ich upadku. Nic poważnego, ale ufał swojej intuicji na tyle, że był przekonany, iż to dla nich się tu zjawił. Wykorzystał fakt, że przechodnie zrobili wolne miejsce wokół przybyszek i zaczął okrążać je tanecznym krokiem nadal nie przestając nucić.
- „…I raz, i dwa, i trzy, i w górę serca, wielki czis
Czujność trochę mdli, jak szarlotka z rana…”
        Nie przeszkadzał im, kiedy ze sobą rozmawiały. Nie stawał na drodze, kiedy ogarniały swoje chowańce. Nie wcinał się, kiedy niebieskowłosa dyskutowała z zakapturzonym nieznajomym. Pomógł jedynie, kiedy odsyłały gdzieś niewysoką, roztrzęsioną szatynkę. Naturianka była zupełnie nieistotna, ale aktywował dyskretnie swoją magię chaosu i zadbał, by lokalizacja, w której wyląduje była całkowicie losowa. Mimo błahości sprawy jakiś impuls w szalonym umyśle nie pozwolił na to drobne uporządkowanie otaczającej rzeczywistości. Przecież dziewczyna Morze Cienia już zna. Niech sobie pozwiedza resztę Alaranii. Opuszczone Królestwo, Góry Druidów, a może pustynia Nanher? Świetne miejsca dla syrenki.
        Zatrzymał się wreszcie i wbił bystry wzrok w łeb niedźwiedzia znajdujący na głowie jednej z pozostałych na rynku kobiet. Kiedyś w księgozbiorach Nowej Aerii znalazł tom o stosunkach międzyludzkich, w której była mowa o „pierwszym wrażeniu”, „asertywności”, „psychologii tłumu” czy „budowaniu relacji”. Nie, żeby jakoś specjalnie interesowały go takie pierdoły, ale pomiędzy księgami magicznymi lubił sobie zrobić przerwę i choćby podczas wizyty w wychodku poczytać o banialukach. Zawsze lepsze to niż poezja. W każdym razie z lektury takich ledwie przekraczających sto stronic broszur Erdecoire pozyskał informacje, że konwersację z grupą należy zaczynać zawsze od tego osobnika, który sprawia wrażenie najinteligentniejszego. Blady jak upiór mężczyzna począł więc warczeć, szczekać i ujadać na wypchanego miśka hojnie obstrzeliwując okolicę śliną i zwracając na siebie uwagę zgromadzonych na targu mieszkańców, nie na tyle jednak, by ktokolwiek zamierzał zbliżyć się do oszołoma. Frantowski uśmiech nie schodził mu z twarzy i facet najwyraźniej dobrze się bawił, a przynajmniej było tak do momentu, kiedy jego wzrok nie opadł nieco niżej i nie skrzyżował się z ponurym spojrzeniem blondwłosej właścicielki płaszcza z niedźwiedziego futra.
- Łooo! – wrzasnął elf wystraszony, jakby dopiero teraz pierwszy raz ją zauważył i odskoczył dwa kroki w tył.
Z zaskoczenia, a może i ze strachu przed groźną miną wyrwało mu się obleśne, przeciągłe pierdnięcie. Szybko jednak emocje Niphreda wróciły do zwykłego mu stanu beztroski. Podszedł z powrotem do wilkołaczki i bez żadnych zahamowań dźgnął ją wyciągniętym kciukiem w pierś.
- To było pozdrowienie w naturiańskim – wytłumaczył swoje zachowanie. – Tak zwana mowa wiatrów.
        Nie było to chyba jakoś szczególnie trafne usprawiedliwienie, ale po szalonym czarowniku trudno było spodziewać się jakiejkolwiek skruchy. Niepoczytalność wyzierała z każdego jego gestu i każdego słowa, a jego oczy były już po prostu oczywistym dowodem obłąkania. Kłopotliwe milczenie przedłużało się, więc Caladellon powrócił do swojego śpiewu.
- „…Co tam nagi brzuch i w górę połatany ciuch.
Czuję ten wiatru pęd, że głowa odpada…”
- Prezenty prezenty! – wrzasnął ni z tego, ni z owego i przerwał swoje zawodzenie. Zaniósł się dzikim chichotem klepiąc się przy tym siarczyście po kolanach. Ów gwałtowny wybuch mógł być dla kobiet zaskoczeniem, lecz zanim zdążyły zareagować, to zielonowłosy wyciągnął zza pazuchy powieszonego na sznurku wielkiego, kanałowego szczura. Zwierzak jeszcze żył, bo wierzgał łapkami całkiem żywiołowo pomimo linki oplatającej jego szyję.
- Fajny nie? – zapytał elf całkiem retorycznie, bo nie czekając na żadną odpowiedź pstryknął swoją ofiarę w nos, po czym zakręcił nią raz i drugi nad głową. Nie wiadomo jednak w jakim celu. Może, żeby pętla mocniej zacisnęła się na krtani zwierzątka i ukróciła jego męczarnie. Jeśli faktycznie taki był cel tej woltyżerki, to nic ona nie dała, bowiem dyndający gryzoń dalej przebierał kończynami – niemrawo, ale jednak wciąż. Erdeciore nie bardzo jednak się tym przejmował, bo jak gdyby nigdy nic wręczył niebieskowłosej czarodziejce problematyczny podarunek.
- Dam tej ładniejszej, bo mam tylko jednego. – wyjaśnił, ale ta i każda następna jego kwestia sprawiały wrażenie, jakby mówił sam do siebie, a nie do niewiast. Tak jakby musiał głośno wypowiadać swoje myśli, by odróżnić je od pozostałych głosów w swojej głowie.
- Ta druga męczy zwierzęta, to nie zasłużyła. – warknął i jeszcze raz zaszczekał na niedźwiedziowy pysk na głowie blondynki.
        - „…I raz i dwa i trzy i wcale nie jest zimno mi
Z góry pluć, gumę żuć, tu wszystko wypada…”
Podśpiewując sobie pod nosem nadal przyglądał się uważnie obu niewiastom jakby coś analizował.
- Macie potencjał – rzekł wreszcie, uśmiechając się przy tym jeszcze szerzej niż zwykle. Wydawało się to niemożliwe, jednak teraz od przejaskrawionego, błazeńskiego grymasu aż popękały strupy ran gojących się na jego policzkach. Podłużne szramy ciągnące się od kącików ust aż niemal pod same zawiasy szczękowe, dotychczas buroszkarłatne od zaschłej na bliznach krwi zaczerwieniły się od świeżej posoki sączącej się całkiem obficie z nowopowstałych pęknięć. Klasyczny wyspiarski „Grin” na mordzie - uśmiech brutalnie poszerzony brzytwą, dosłownie od ucha do ucha. Najwyraźniej nie sprawiało mu to bólu. Ten fakt dodawał surrealistycznej upiorności dotychczas raczej uprzejmej mimice, i przemieniał wychudłą i poobijaną twarz należącą do niegroźnego wariata w złowieszczą, ociekającą krwią maskę.
        - Lubię was! – wyznał radośnie. – Niphred jestem! – wyszczerzył się kolejny raz, a jego srebrzyste uzębienie zamigotało w porannych promieniach wschodzącego nad portem słońca.
- To skoro już się znamy, to zapraszam na salceson. – powiedział zachęcająco, po czym odwrócił się i ruszył w głąb jednej z ulic wesoło przy tym podrygując.
        - „…Karuzela gna, w szczekaczce wciąż muzyka gra…” – powrócił do melorecytacji swojej pseudo-piosenki zaczynając znowu od pierwszej zwrotki.
Avatar użytkownika
Niphred
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Jeremy, Agelatus, Dima, Rufus,
Rasa: elf górski
Aura: Od pierwszych chwil spędzonych na poznawaniu tej emanacji, otoczy Cię nieodparte uczucie chaosu, ukrytego podczas zmatowionych, jakby pokrytych patyną kolorów. Przed oczyma będzie kotłować się stare srebro, początkowo zajmując całą Twoją uwagę. Dopiero gdy oswoisz się ze srebrnymi tumanami kłębiącymi się przed Twymi oczyma, dostrzeżesz ukryte wśród nich, pojawiające się co jakiś czas cynowe smugi, nieregularnie znikające zastępowane osiadłym cynkiem. W całości dopatrzysz się też kobaltowego pyłu, opadającego pośród głównej barwy. Dostrzegane przez Ciebie kolory, otoczone są intensywnymi wirami rozbłyskującego topazu, który dopełnia wrażeń wzrokowych. Gdy już uznasz oglądanie za skończone, możesz zanurzyć się w szaleństwie dźwięków. Najpierw uderzy w Ciebie potężna fala tłumu głosów, cichszych i głośniejszych, które przekrzykując się nawzajem, przedzierają się do Twoich myśli, utrudniając uporządkowanie własnego umysłu. Zaraz po nich pojawią się buczenie i przenikające je brzęczenie, dużo słabsze, ale wciąż nieznośnie męczące słuch. Dopiero koniec, pozwoli Ci się odrobinę wyciszyć, pośród delikatnych gwizdów wiatru dmącego wśród skał i trzasku iskier, rozpalonego w górach ogniska. Zapach jest najłagodniejszą częścią aury, wręcz niepasującą do ogółu. Poczujesz woń kosodrzewin rosnących na graniach i czystego chłodnego powietrza, lekko złamanych nutą starych bibliotek. Początkowo aura jest delikatna i miękka, chociaż swoją giętkością stara się unikać Twoich dłoni, umykając przed dokładniejszym dotykiem. Zaraz potem objawi swoje drugie i ostre oblicze, by na sam koniec ukazać swe chropowate połacie poprzecinane gładkimi powierzchniami, niejednolite niczym skały poszarpane wiatrem i wygładzone wodą. Smak emanacji jest intensywnie pikantny, a zmieszany z soczystą słodyczą, prezentują wyjątkowo lepką całość, wieńczącą zmącone doznania.
Wygląd: Górski elf, średniego wzrostu. Wychudły, nawet jak na elfa. Nienaturalnie blada cera, zapadnięte oczy, obłędny wzrok. Garbaty nos i długie odstające uszy. Usta sinoczerwone, zęby srebrne, błyszczące, metalowe. Szeroki uśmiech, broda wąska, twarz bez zarostu. Średniej długości zielone włosy, zwykle w kompletnym nieładzie. Ciało łącznie z twarzą pokryte czarnymi tatuażami. ... (Więcej)

Postprzez Cat » So sie 12, 2017 7:57 pm

        Splotła ramiona na piersi i przyglądała się Lunie i Arisie. Właściwie to chciała, by czarodziejka pomogła jej z argumentacją, by przekonać dziewczynę do samotnej podróży. Ostatecznie jednak teleportowanie naturianki zdawało egzamin jeszcze lepiej, praktycznie ściągając im z głowy problem. Jedyne wątpliwości, jakie miała Cat dotyczyły skuteczności tej metody. Po pierwsze dopiero w tej chwili dowiedziała się, że można teleportować inną osobę w jakieś miejsce, nie towarzysząc jej w drodze. Po drugie zaś, Luna miała wyraźny problem, by przenieść je z dopływającego do portu statku na ląd kawałek dalej, a co dopiero wysłać inną osobę w miejsce kompletnie obce, tylko wyobrażone przez samą zainteresowaną. Można więc było zrozumieć wątpliwości blondynki, jednak nim ta zdążyła chociaż otworzyć usta, by wyrazić je na głos, było już po ptakach. W sumie dobrze, co z oczu to z serca, brzmi brutalnie, ale taka prawda. Mogą sobie teraz naiwnie wierzyć, że syrenka trafiła bezpiecznie do domu i będzie żyła długo i szczęśliwie. Nie wiedziała jeszcze, jak daleko jest od prawdy.
        Gdy widok zasłoniły jej małe czarne skrzydełka, westchnęła ze zrezygnowaniem. Nietoperz przylepił się do jej twarzy całym swoim włochatym ciałkiem, wczepiając pazurki w wiszące po bokach fragmenty niedźwiedziej skóry i za nic nie chcąc się odczepić. Dopiero gdy Ra z zazdrości zaczął dziobać zwierzątko w bok, Tenebris przepełzł wystraszony na czubek misiowej głowy i został tam, wyglądając lękliwie zza zwierzęcego ucha. Ten krótki moment jednak wystarczył, by Cat umknęła chwilowa nieobecność Luny oraz nagłe pojawienie się nietypowego osobnika, który najwyraźniej miał jakąś sprawę do jej niedźwiedzia. Tak samo donośne, jak niezrozumiałe dla niej dźwięki wydawane przez zielonowłosego przybyłego ani jej nie niepokoiły, ani nie interesowały. Przyglądała mu się tylko pustym spojrzeniem, zastanawiając się, czy te popisy mają coś na celu, czy facet jest po prostu szurnięty. Na jego nagły krzyk, gdy napotkał jej spojrzenie, zareagowała tylko uniesieniem jednej brwi w wyraźnym zdziwieniu, natomiast na jawne zanieczyszczanie powietrza, skrzywiła wargi zniesmaczona. Za to na beztroskie dźgnięcie jej w pierś spojrzała już na niego groźnie i chociaż nie wrzasnęła, nie pisnęła, ani nie rzucała gróźb na wiatr, jej oczy jasno mówiły, że jeszcze jeden taki numer i złamie mu tę rękę. Brak ostrzeżenia nie wynikał jednak z jej złośliwości, ale raczej z tego, że uznała je za bezcelowe. Wariat, pomyślała spokojnie i bez najmniejszej wątpliwości. Normalnie wariat.
        - Daruj nam w takim razie ten dialekt – stwierdziła sucho, gestem dłoni rozganiając skażone powietrze przed sobą.
        Później pojawił się szczur. Catherine zaczynała niecierpliwić się tą szopką, a na sugestię, iż męczy zwierzęta prychnęła pod nosem. Uwaga była jak kulą w płot i to nie tylko dlatego, że padła z ust elfa, który kręcił na sznurku gryzoniem z beztroską podobną kilkuletniemu dziecku, wyrywającemu muszkom skrzydełka. Ra natomiast z ogromnym zainteresowaniem śledził lot szczura, wodząc za nim spojrzeniem, a gdy jego przyszły obiad wylądował na rękach Luny, zerwał się gwałtownie z ramienia wilczycy i porywając w locie gryzonia, odleciał gdzieś ponad głowy tłumu, by w spokoju go skonsumować.
        - Wybacz Luna – mruknęła blondynka, rozcierając sobie szarpnięte lekko szponami podczas gwałtownego zrywu ramię, bardzo starając się ignorować szczekanie w stronę jej głowy. Naprawdę często reagowano na jej niedźwiedzią skórę i były to emocje różnorodne, jednak jeszcze nie zdarzyło się, by ktoś próbował z miśkiem nawiązać jakiś kontakt.
        Ludzie znów zaczynali im się przyglądać, jakieś dziecko rozpłakało się, widząc jak płomykówka rozszarpuje szczura na dachu jednego ze straganów, a Morgan beznamiętnie przyglądała się krwawiącej twarzy rozradowanego wariata o szalonym spojrzeniu zapadniętych oczu. Chociaż można było powiedzieć, że zawodowo wyciąga ludzi z obłędu, w ten umysł nigdy nie chciałaby się zanurzyć, chociażby jej grozili śmiercią.
        - Luna, Cat – przedstawiła je, by dopełnić formalności, wskazując najpierw na czarodziejkę, a później na siebie.
        – Niestety salceson – dodała, ostrożnie powtarzając dziwne słowo i nie mając zielonego pojęcia, co oznacza – nam nie po drodze, ale miło było poznać – mruknęła i łapiąc Niebieską pod łokieć, odwróciła się w przeciwną stronę do tej, w którą zmierzał rozśpiewany elf. Zatrzymała się jednak w momencie, gdy usłyszała głuche uderzenie i znajomy pisk. Jej głowa drgnęła nieznacznie, jakby wilczyca odganiała się od natrętnej muchy, jednak obróciła powoli, powoli zirytowana ogarniając wzrokiem widowisko.
        Mała syrenka nie zaleciała za daleko. O dziwo, magia Luny przeniosłaby ja w miarę blisko miejsca docelowego, zrzucając oczywiście na tyłek kilka staj od wody, ale już w granicach możliwości chudych nóg dziewczęcia. Magiczna linia jej drogi, namotana jednak odpowiednią dawką chaosu, zaczęła się plątać poleceniem mistrza tak posłusznie, że wnet uznała za najbardziej dowcipne, zrzucenie Arisy dokładnie tam, skąd wystartowała. Czyli w miejscu, gdzie aktualnie znajdował się Nipherd. Jego kościste ciało nie złagodziło zbytnio lądowania naturianki, która teraz zbierała się na nogi w popłochu, na zmianę przepraszając mężczyznę, nieświadoma możliwych konsekwencji swojego nieumyślnego upadku, i próbując okryć dłońmi nagie znowu ciało.
        Gdyby nie ten ostatni czynnik, Cat nawet nie zastanawiałaby się nad swoimi krokami i czmychnęła z Luną czym prędzej, nim młódka je dostrzeże. Jednak nawet jej zrobiło się żal smarkuli i mamrocząc pod nosem ruszyła miękko w jej stronę. Po drodze zerwała z pleców płaszcz jakiemuś mężczyźnie, głuchym warknięciem gasząc w zarodku jego protesty, i podeszła do Arisy, zarzucając jej materiał na plecy, i zamykając z przodu klamrą. Syrenka czym prędzej zagarnęła jeszcze bardziej poły okrycia i strzeliła spłoszonym spojrzeniem wokoło.
        - Nie udało się? – pisnęła ze smutną minką.
        - Najwyraźniej – odpowiedziała wilczyca, szukając spojrzeniem czarodziejki.
        - Ojejku!
        - W istocie, „ojejku”.
Avatar użytkownika
Cat
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Callisto, Leila, Avellana, Sonea, Mathias, Emma, Lexi, Maia, Ananke, Ratri, Rakel, Lena,
Rasa: Przemieniona z wilkołaka
Aura: Emanacja odznacza się siłą należącą raczej do tych średnich. Powłoka została chaotycznie pokryta srebrną farbą. Natomiast w miejscach, które nie zostały dobrze pokryte, są żelazne plamki. Na całości znajdują się kobaltowe zawijasy i kwieciste wzory. Szmaragdowe światło stale bije od aury. Słychać zaś zmysłowy głos mówiący o czymś z przejęciem i delikatnością, aczkolwiek będąc niezrozumiałym. Towarzyszy mu słodka woń perfum. Nawzajem zagłusza się ze spokojną, głęboką melodią, która niesie ulgę zmęczonym zmysłom. Właściwy zapach jest bardzo dziwny, praktycznie niemożliwe jest porównanie go z jakimkolwiek znanym. Aczkolwiek od czasu do czasu, przez krótką chwilę przypomina on woń mokrej sierści. Powierzchnia w dotyku zaskakuje twardością. Zgina się i wygina na różne strony, niczym akrobata, ostatecznie zaskakując wszystkich ostrymi jak brzytwa krańcami. Poprzez ten zwariowany taniec nieraz skrywa to, jak jest aksamitna i z jakiegoś powodu ukazuje chropowate miejsca. W smaku uparcie lepi się do podniebienia i na chwilę skleja wargi.
Wygląd: Dziewczyna jest średniego wzrostu, mierzy około 170 cm. Mocno opalona, gładka skóra sprawia, że ciężko ocenić jej wiek na więcej niż dwadzieścia kilka lat, a ciemniejsze piegi pod oczami i na nosie jeszcze bardziej ją odmładzają. Długie blond włosy układają się w naturalne fale i zazwyczaj opadają swobodnie na ramiona i plecy dziewczyny. Na szczupłej twarzy uwagę ... (Więcej)


Powrót do Leonia

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron