Blaski i cienie.


Miasto kupców, szlachty i handlu. Położone w słonecznej części wybrzeża, stąd jego status Miasta Królewskiego. Znajduje się tu wiele dworów szlacheckich i oczywiście pałac króla.

Postprzez Escrim » Wt wrz 26, 2017 7:08 pm

        Escrim starała się ukryć swoje podenerwowanie. Instynktownie wyczuwała że Gavin również jest zaniepokojony, chociaż w odróżnieniu od czarodzieja, gwardzistka nawet nie miała świadomości o istnieniu czegoś takiego jak aura, a tym bardziej daleka była od uwierzenia, iż jakakolwiek informacja o barwie, kształcie, smaku czy zapachu, może jej w czymś pomóc. To nietypowość sytuacji była czynnikiem który sprawiał iż nerwy ściskały jej żołądek. La Tranchte zdecydowanie wolałaby aby spotkanie w morskiej latarni zamieniło się w zwykłą obławę, pościg i aresztowanie podejrzanego. Miała nadzieję ze Salazar, rzekomy czy prawdziwy, da się sprowokować, przyzna się, ujawni lub zrobi inną głupią rzecz, na przykład pierwszemu sięgają po broń, a wówczas sprawy mogłyby się potoczyć bardziej rutynowo.
        Oczywiście nie lekceważyła swojego przeciwnika. Nigdy nie należało ignorować osaczonego osobnika, któremu odbiera się kolejne możliwości działania. Zdesperowany uciekinier gotów jest do najbardziej nieprzewidywalnych zachowań, a Escrim uważała iż pojmanie przestępcy kosztem zdrowia własnych ludzi, nie jest żadnym sukcesem. Poza tym to całe mówienie os sobie per „mistrz”, mogło być czymś więcej niż tylko nadętym ego.
        Póki co, kapitan dręczyło przekonanie iż ona sama nie jest dobrym mówcą, a układanie się z złodziejami oznaczało złamanie pewnych zasad, co dodatkowo komplikowało czekające ją negocjację. Na szczęście zdążyła zauważyć, że elfowi jakby zaczęło się spieszyć. Już w rezydencji naciskał by przejść do konkretów, a teraz również robił wszystko by pociągnąć ich za języki.  Z nauki szermierki, kapitan wiedziała ze gdy przeciwnik zdradza oznaki zniecierpliwienia, to tym bardziej warto trochę poczekać.
        - Myślałam że najpierw spróbujesz przekonać nas że faktycznie nie jesteś tym którego dotyczy śledztwo. – Zaproponowała gwardzistka. – A potem jakoś przypieczętujemy naszą współpracę. Niestety nie wiem jak to się załatwia w waszych kręgach? Naplujemy na dłonie i uściśniemy sobie ręce? Wymiana fantami? A może jakaś przysięga? Albo wspólne zjedzenie paskudnej surowej ryby? Bylebyśmy tylko nie podcinali sobie żył brudnym ostrzem. Na białej koszuli wyglądałoby to dość niezręcznie.
        La Tranchte uśmiechnęła się chytrze, czkając czy jej strategia przyniesie jakieś efekty.
        - Oczywiście jeśli nie chcesz, to przyniosłam z sobą coś co może pomóc nam przełamać lody. Chciałabym wiedzieć czy potrafisz to otworzyć. – Kontynuowała kapitan, kładąc na stole niewielka szkatułkę.
        Zawartość skrzynki nie była szczególnie cenna. Escrim włożyła tam gęsie pióro, jedno z takich jakie zwykła nosić przy kapeluszu. Istotą zaproponowanej przez nią próby był sam zamek. Konstrukcja zabezpieczenia  zaliczała się do najnowszych osiągnieć techniki, opatentowana przez miejscowego mistrza.  Sama gwardzistka potrzebowała wcześniej kilku prób i dokładnych wytycznych, co  tego jak poradzić sobie z zamkiem, pomimo iż dysponowała kluczami do niego. Sekret polegał na tym iż należało użyć dwóch wytrychów, przy czym ten drugi włożyć dopiero po ustawieniu pierwszego na właściwej pozycji. Co do tego jak otworzyć szkatułę bez odpowiednich zestawów narzędzi, Escrim nie miała pojęcia. Mogła natomiast liczyć iż prawdziwy mistrz złodziei do sobie radę.
        W odróżnieniu od swojego sobowtóra. Tego który skapitulował przy podobnym mechanizmie strzegącym dostępu do sejfu. Nie będąc w stanie dostać się do zawartości skrytki, rzekomy Salazar, najprawdopodobniej próbował wyciągnąć te informacje od mieszkańców posiadłości, a gdy i to nie przyniosło rezultatów, posunął się do rzezi.
        Escrim przeklęła w myślach wszystkie sztormy, szkwały, flauty i inne znane sobie nieprzyjazne zjawiska pogodowe. Ostatnią rzeczą o jaką zdolna byłaby się podejrzewać, to fakt iż kiedykolwiek zacznie działać według teorii wymyślonych przez Peu. Niestety w danej chwili nie miała nic więcej niż niedorzeczne domysły chłopaka, namiętnie zaczytanego w akta śledztwa. Ostatecznie spróbowała przekonać się, że skoro zamierza zaufać złodziejowi, to tym bardziej powinna dać wiarę słowom własnego adiutanta.
Avatar użytkownika
Escrim
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
 
Inne Postacie: Feyla, Ilia, Winka, Nurdin, Bluen, Awel, Groszek,
Rasa: Człowiek
Aura: Jest to stosunkowo silna, jak na swój wiek, aura. Poświata mieni się obsydianem i kończy rozdrożami bardzo słabego topazu, zupełnie niepasującego do soczystego żelaza, którym charakteryzuje się powierzchnia samego centrum emanacji. Nie brzmi żadnym dźwiękiem, ale pachnie intensywnie ludzkim potem. Jest giętka i ostra. Przywołuje na myśl rapier, wykonany z największą skrupulatnością przez długowiecznego elfa. Nie odnajdzie się na niej ni krzty zabrudzenia czy grudek. W smaku lepka, bardzo gorzka, chociaż wielu odnajdzie w niej kwaśną melodię posmaku.
Wygląd: Kryteria opisujące to jak powinien wyglądać królewski gwardzista są ściśle określone, a od reguł powyższych nie zwykło robić się wyjątków nawet dla tak szanowanych rodów jak rodzina La Tranchte. Wzrost, ubiór, sylwetka czy sposób poruszania się ma jednoznacznie świadczyć o sile, stanowczości i pewności siebie, a przy tym budzić zaufanie, roztaczając aurę poczucia ... (Więcej)

Postprzez Salazar » So wrz 30, 2017 12:52 pm

W tej dwuosobowej grupie, która stała przed nim, to Escrim grała pierwsze skrzypce. Było to widoczne nie tylko po tym, w jakiej kolejności weszli do pomieszczenia, lecz także po tym, że Gavin w ogóle się nie odezwał i spojrzał na nią, w oczekiwaniu na to, aż ona pierwsza zabierze głos. Nie, żeby było to czymś ważnym… Salazar po prostu obserwował ich, a wyniki tego przedstawiał sobie w myślach, przy okazji oceniając je pod różnymi kątami, na przykład, jak bardzo są trafne i, w jaki sposób mogą mu się przydać, o ile w ogóle będą przydatne.
Salazar ożywił się trochę, gdy w końcu przeszli do czegoś konkretnego. Właściwie, spodziewał się, że i tak będzie musiał zrobić coś, co udowodni im, że jest sobą, prawdziwym Mistrzem Złodziei, a nie naśladowcą, który urządził sobie rzeź w jednej z posiadłości na terenie miasta.
         – Niech będzie – zgodził się na jej propozycję. Już nawet miał pewne podejrzenia co do tego, jak będzie wyglądać to przekonywanie ich do tego, że jest prawdziwym Salazarem.
         – Z tego, co mi wiadomo, nie praktykujemy przypieczętowań, które stosują gwardziści – odpowiedział spokojnie i uśmiechnął się w podobny sposób, co Escrim. Oczywiście, mógłby podjąć grę i nawet zgodzić się na jeden z wariantów zaproponowanych przez dziewczynę albo nawet wymyślić coś swojego, co byłoby gorsze… mógł też zwyczajnie przemilczeć to wszystko i tym także wskazać, że go to nie ruszyło, jednak on wolał powiedzieć coś takiego i zobaczyć reakcję rozmówczyni.

Mroczny przyjrzał się skrzynce, którą Escrim postawiła na stole. Był Mistrzem Złodziei, więc oczywiste było to, że musi być na bieżąco z wszelakimi odkryciami i nowościami związanymi z zamkami i szeroko pojętym zabezpieczaniem cennych rzeczy przed osobami jego pokroju. Wiedział, że zamek ten został zaprojektowany przez mistrza mającego swój warsztat właśnie w tym mieście, a samo zabezpieczenie nie było znane poza murami miasta. Właściwie… nawet tutaj mało kto o nim wiedział, jednak Salazar należał do tego niewielkiego grona – to, co, że informacje te zdobył drogą, której nie powinno nazywać się legalną.
         – Daj mi chwilę – odparł i kucnął przed szkatułką, żeby jej zamek mieć na wysokości swoich oczu.
Jego zmysły cały czas pozostawały czujne, i to nie tylko dlatego, że musiał nasłuchiwać, czy dobrze poprowadził wytrych. Wolał wiedzieć o nadchodzącym zagrożeniu, zanim będzie za późno. Nie ufał tej dwójce, więc niczym niezwykłym nie było to, że brał pod uwagę możliwość zastawienia przez nich pułapki właśnie na niego. Skupił się trochę bardziej na zamku i otwarciu go – wiedział, że musi użyć tutaj dwóch wytrychów. Mniej więcej, pamiętał to, jak ułożyć pierwszy z nich, dlatego do takiego manewru użył jednego ze zwykłych wytrychów, bo miał dużą pewność, że ten się nie złamie. Klik, klik, klik… klik. Dźwięk ten poniósł się, aż za dobrze po niedużym i cichym pomieszczeniu i jasno zasygnalizował, że pierwszy wytrych został umieszczony na właściwym miejscu. Drugie narzędzie różniło się od pierwszego, bo miało inny kolor i biła od niego słaba, magiczna aura. Gavin mógł ją wyczuć, lecz Escrim niekoniecznie.
Ta część otwierania zamku zajęła mu trochę więcej czasu. Raz nawet się pomylił i musiał ponownie przeprowadzić całą sekwencję z drugim wytrychem. Ostatecznie, ponownie dało się słyszeć kliknięcia i zamek został otwarty. Salazar zabrał wytrychy i podniósł wieko, a po chwili wyciągnął z wnętrza gęsie pióro.
         – To, chyba, należy do ciebie – powiedział do niej, kładąc pióro na stoliku, nie ukrywając przy tym uśmieszku zadowolenia z siebie, który na chwilę pojawił się na jego twarzy.
         – I co? Zdałem test? Będziemy teraz rozmawiać o tym, o czym powinniśmy? - zapytał, spodziewając się odpowiedzi twierdzących na każde z pytań.
         – Może teraz zdradzicie mi, jakie informacje związane ze śledztwem posiadacie? - zaproponował. Oni poddali go próbie, jednak on nadal nie miał niczego, co mogłoby sprawić, że zdecyduje się podzielić z nimi tym, co wie sam, a czego oni mogli się nie dowiedzieć.
Avatar użytkownika
Salazar
Błądzący po drugiej stronie
 
Inne Postacie: Samiel, Calathal, Cain, Vergil, Jon, Kelsier, Nessus, Fenrir, Malthael, Constantin,
Rasa: Mroczny Elf
Aura: Zgłębiając tę dość silną aurę, przed oczyma zjawi Ci się doskonale złoty płaszcz, który cieniem swoich bogatych fal skrywa właściciela. Materiał delikatnie pływa, podczas ruchu, jakby umykając przed Tobą. Doskonale domyślasz się, że mimo prób, nie uda Ci się go doścignąć. W oddali mignie ci jeszcze brzeg lśniącej tkaniny, uświetniony połyskliwą, cynową lamówką, by ostatecznie zniknąć, pozostawiając po sobie wyraźny turmalinowy blask. On jednak również rozpłynie się jakby nigdy nie istniał, zostawiając Cię pośród echa stopniowo cichnących kroków. Poczujesz, jakbyś właśnie zapędził się w głęboką podziemną jaskinię. Pozostały Ci same zapachy, gdyż nie znasz wyjścia. Czujesz wilgotny i chłodny eter, woń upewniającą Cię co do miejsca pobytu. Zaś wraz z subtelnym ruchem powietrza rozpoznasz też zapach długowiecznego lasu. Chcąc wyjść, spróbujesz zapewne nacisnąć na otaczające Cię ściany, doznasz wtedy czegoś dziwnego. Zdadzą Ci się one elastyczne i giętkie, jakby stworzone z jakiegoś sukna. Gdy jednak naprzesz zbyt mocno, staną się twarde i nieustępliwe, hamując Twoje zapędy. W dotyku, choć nie potrafisz odkryć istoty Twojego więzienia, poczujesz jak gładkie ono jest, zdając się wręcz przyjemnym, by za chwilę, na pierwszym pojawiającym się załamaniu, skończyć z delikatnością, witając Cię ostrymi brzegami. Smak, który tu odczuwasz jest przede wszystkim gorzki, płynnie przechodząc w intensywną lepkość, która uparcie przylega do Twych ust. Po chwili poczujesz też sporą dozę łagodności, tak miłą po goryczy, ale bynajmniej nie słabszą.
Wygląd: Patrząc na niego pierwszy raz, widzisz wysokiego osobnika, bo przecież ktoś mierzący sześć stóp i jedną dłoń (około 189 centymetrów) nie może być nazwany niskim. Przybysz ten ubrany jest w skórzany ubiór, przylegający do ciała, przez to widzisz, że jest on zbudowany atletycznie, z dość dobrze widocznymi zarysami mięśni, nawet gdy nie wykonuje pracy, w którą musiałby je ... (Więcej)

Postprzez Gavin » Pn paź 09, 2017 12:12 pm

- Interesuje nas raczej twoja wiedza na ten temat - powiedział, wreszcie wyłaniając się z cienia.
Stwierdził, że skoro jego tożsamość jest mu znana, nie ma sensu grać anonimowego towarzysza. Zdjął kaptur i stał w świetle tak, że jego twarz była dość dobrze widoczna. Dobrze na ile pozwalał na to zmierzch i tańczące światło pochodni, bawiące się cieniami na jego twarzy. Mimo to jego oczy wyraźnie przypatrywały mu się. Nie mrugał.
Przyglądał się podczas próby dłoniom złodzieja. Zaimponowała mu precyzja jego ruchów i szybkość, z jaką potrafił nimi manewrować. Takie wyważone dłonie spisywałyby się świetnie w alchemicznym fachu. Gavin przez chwilę nawet miał ochotę zaproponować mu bycie jego czeladnikiem. Potem zaśmiał się w duchu z tej myśli. Rola nawracania złodziejaszków raczej nie jest mu pisana.
- Udowodniłeś nam, że prawdopodobnie jesteś tym, kogo nazywają "królem złodziei". Jak jednak chcesz nam udowodnić to, że to nie ty stoisz za zbrodnią? Nieważne, w jaki sposób to zostało zrobione, możesz próbować zatuszować to włamanie "nie w twoim stylu", żeby jakoś chronić swoją reputację, bo coś poszło nie tak. Jeśli mamy przejść do jakichś głębszych konkretów, lepiej być pewnym, czy to, co mówisz, nie rozmija się z prawdą. O ile w ogóle będziemy w stanie uwierzyć w coś ze stuprocentową pewnością.
Gavin przyglądał się badawczo Salazarowi, czekając, aż coś powie. Zastanawiał się, czy nie posunąć się nawet do groźby - w końcu dwóch przedstawicieli prawa ma w swoim zasięgu kogoś, kto z pewnością nawet jeśli nie był sprawcą rzezi, to dopuścił się kilku przestępstw.
- Nie jestem tylko pewien, w jaki sposób mógłbyś udowodnić nam swoją "niewinność". Chyba, że kapitan ma i na to przygotowane jakieś zadanie? - dodał niefrasobliwym tonem. Jeśli mieliby pójść na jakieś układy, lepiej przestać mówić w tak surowy sposób. Co nie zmienia faktu, że należy cały czas być czujnym. Kątem oka obserwował okno latarni. Zastanawiał się, jakich zaklęć może użyć, gdyby w razie czego nie trzeba byłoby udaremnić Złodziejowi ucieczkę przez nie....
Avatar użytkownika
Gavin
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
 
Nagrody: Obrazek
Inne Postacie: Gwenfyvar, Rakhszasa, Carmen, Atristan, Soreen, Raia,
Rasa: Człowiek, potomek Pradawnego
Aura: Emanacja charakteryzuje się siłą nie za wielką, ale też nie małą. Całość pokrywa srebrna barwa stale walcząca o miejsce z kobaltową. Przepasają ją delikatnie cynowe paski, nieprzykuwające zbytnio wzroku. Rtęciowe plamy zaś dają efekt odwrotny, mocno rzucają się w oczy. Zarówno górę i dół ozdabiają miedziane drobinki poruszające się czasem pod wpływem wiatru. Słychać trzaski płomieni, nagłe i niespodziewanie zupełnie jak owy podmuch gorąca niosący wielobarwne iskry. Wraz z nimi można wychwycić także zawodzenie wiatru i szept liści zmieniający się delikatnie w szum wody i kropelki lewitujące wokół aury, które wywołują wrażenie wilgoci. Wszystko zmienia okropny rumor spadających głazów w oddali, na szczęście szybko mija i nie jest zbyt głośny. Jeśli wysili się zmysł węchu, możliwym jest odkrycie zapachu, nie tylko starych ksiąg, ale także ten kojarzony z morzem. Powłoka z pozoru twarda ma tu i ówdzie miejsca miękkie, od których sprytnie odwróci uwagę widowiskowymi zgięciami oraz tymi niebywale i nadzwyczajnie ostrymi krańcami. By jednak za bardzo nie przerazić, ukazuje także swoje gładkie strony. W smaku natomiast lepka usiłuje uniemożliwić rozklejenie warg, przez co zostaje na długo w pamięci.
Wygląd: Pamiętam jego spojrzenie.
Sam on sprawia wrażenie "niedokończonego"… Kilkudniowy zarost, nierówno ostrzyżone, czarne włosy. Zachodzą na jego wiecznie podkrążone oczy.
I to jego spojrzenie. Jest tak inteligentne, tak przeszywające… Kiedy patrzy na ciebie, wydaje ci się, że wie o tobie wszystko. Zwłaszcza, kiedy tak delikatnie mruży oczy. Wtedy spod powiek błyszczy ...
(Więcej)
Uwagi: Aura Gavina przytłumiona jest przez srebrny medalion. Sama postać posiada charakterystyczny, południowy akcent.

Postprzez Escrim » Śr paź 11, 2017 11:13 am

        Atmosfera w Morskiej Latarni gęstniała z każdą chwilą, a Escrim nie miała pojęcia co zrobić aby wszyscy obecni nie rzucili się sobie do gardeł. Salazar przypominał jej rysia otoczonego przez sforę psów gończych. Nerwowe czekanie na to co miało się stać, okazywało się dużo bardziej meczące niż ewentualna walka. Na domiar złego, kapitan dręczyło przekonanie, iż z ona sama najmniej nadaję się do roli negocjatora. Nawet nie była śledczym. Do tej pory zajmowała się głównie ochroną osób i mienia, a ściganie przestępstw pozostawiała komuś innemu. Co więcej, aktualną zmianę zakresu swoich obowiązków, wcale nie uważała za jakiś awans w wojskowej hierarchii. Chociaż Peu usilnie próbował przekonać ją iż jest zupełnie inaczej. Z drugiej stron już wcześniej zdawała sobie sprawę, że czekająca ich rozmowa, raczej nie będzie zaliczała się do tych przyjacielskich, więc powinna się do niej lepiej przygotować.
        - Zatem wiemy że jeden Salazar potrafi otworzyć pudełko, a drugi nie. – Podsumowała gwardzistka siląc się na żart. Cały czas zastanawiała się skąd u Mistrza Złodziei ten pośpiech i czy uda jej się wyprowadzić elfa z równowagi, przeciągając rozmowę.
        Dopiero po przybyciu do miasta, Escrim uświadomiła sobie czym jest tajemnica śledztwa. Biorąc pod uwagę wszystkie bzdury jakie znajdywała w aktach Salazara, bez trudu była w stanie wyobrazić sobie, że gdyby podobne informację ujrzały światło dzienne, przestępcy poczuliby się bezkarni, a Serenaa pogrążyłaby się w chaosie. Póki co jedyne co mieli to sterta papierów świadcząca o niekompetencji aparatu państwowego. Ich poprzednicy notowali wszystko, łącznie z najbardziej nieprawdopodobnymi doniesieniami. Salazar zapewne dobrze by się bawił czytając o tym iż ma on dwie twarze, przy czym jedną z tyłu głowy, dzięki czemu widzi wszystko, myśli dwa razy szybciej i doskonale orientuje się w otoczeniu. Był tez opis jego osoby jako samego cienia, nie posiadającego realnego kształtu, co w praktyce czyniło go nieuchwytnym.
        Niestety kapitan la Tranchte miała tylko jednego człowieka by z powyższego stosu bzdur wyciągnąć te nieliczne informacje które mógłby doprawić ich do rozwiązania zagadki, a chociaż Peu prawdopodobnie był najambitniejszym gwardzistą na kontynencie, wciąż pozostawał w swoich działaniach osamotniony.  
        - Poza tym informacje dotyczące śledztwa ledwo mieszczą się w naszych pokojach. Jeśli zaczniemy omawiać je teraz, posiedzimy tu do jutra. Myślę że dużo ważniejsze jest to abyśmy doszli do porozumienia i upewnili się iż gramy w jednej drużynie. – Zasugerowała Escrim. Jej zdaniem jeśli owo spotkanie mało wyglądać w ten sposób, iż obie strony wymienią się posiadaną wiedzą, a następnie zaczną rywalizować o to kto pierwszy dopadnie rzekomego Salazara i załatwi swoje interesy, to cała ich  trójka traciła tylko czas. Pomijać sam fakt kto na takiej wymianie lepiej by wyszedł, kapitan nie zamierzała rozpoczynać współpracy, nie upewniwszy się ze wszyscy maja te same cele.
        - Chciałabym wiedzieć czy zgadzamy się co do tego iż „nasz” Salazar powinien trafić do lochów a zaraz potem na stryczek. Oczywiście wszystko to po tym jak ujawnimy światu jego prawdziwą tożsamość i braki w wykonywanym fachu. Wydaje mi się że dla twojej reputacji to lepsze rozwiązanie niż jakoś cicha rewolta w jakimś zapyziałym zaułku. – Zaproponowała Escrim, mając nadzieje ze samo aresztowanie będzie wystarczającym dowodem iż nie mieli do czynienia z prawdziwym Mistrzem, a ego złodzieja zostanie w ten sposób zaspokojone. Jeśli chciała liczyć na wsparcie z strony elfa, to musiała go przekonać, że pomagając gwardzistom, pomoże również sobie.         Kolejnym dylematem było to czy powinna zaufać w zapewnienia przestępcy, ale od tego miała z sobą Gavina. Nie uwierzy Salazarowi do czasu aż jej czarodziej nie potwierdzi prawdomówności jego słów.
Avatar użytkownika
Escrim
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
 
Inne Postacie: Feyla, Ilia, Winka, Nurdin, Bluen, Awel, Groszek,
Rasa: Człowiek
Aura: Jest to stosunkowo silna, jak na swój wiek, aura. Poświata mieni się obsydianem i kończy rozdrożami bardzo słabego topazu, zupełnie niepasującego do soczystego żelaza, którym charakteryzuje się powierzchnia samego centrum emanacji. Nie brzmi żadnym dźwiękiem, ale pachnie intensywnie ludzkim potem. Jest giętka i ostra. Przywołuje na myśl rapier, wykonany z największą skrupulatnością przez długowiecznego elfa. Nie odnajdzie się na niej ni krzty zabrudzenia czy grudek. W smaku lepka, bardzo gorzka, chociaż wielu odnajdzie w niej kwaśną melodię posmaku.
Wygląd: Kryteria opisujące to jak powinien wyglądać królewski gwardzista są ściśle określone, a od reguł powyższych nie zwykło robić się wyjątków nawet dla tak szanowanych rodów jak rodzina La Tranchte. Wzrost, ubiór, sylwetka czy sposób poruszania się ma jednoznacznie świadczyć o sile, stanowczości i pewności siebie, a przy tym budzić zaufanie, roztaczając aurę poczucia ... (Więcej)

Postprzez Salazar » Pn paź 16, 2017 5:02 pm

         - A mnie interesuje wasza wiedza na temat tej sprawy i to, czy wiecie coś, czego ja nie wiem – odpowiedział. Nawet przed samym sobą nie ukrywał, że może wiedzieć więcej niż gwardziści. Wiedział, że im nie zawsze było na rękę posługiwanie się sposobami, które są niezgodne z prawem, a także nie wszyscy z nich chcieli zdobywać informacje w przestępczym półświatku albo wykorzystując do ich zdobycia kogoś z nim powiązanego. Dobrze, że on nie miał takich oporów, czego jedną z przyczyn mogłoby być to, że jest złodziejem, i to najlepszym, więc nie odnosiłby sukcesów, jeśli przestrzegałby tego samego prawa, co osoby, z którymi teraz rozmawia. Jednak to nie oznaczało, że nie ma swoich zasad.
         – Bo widzisz… przyszedłem tu głównie z ciekawości i za zaproszeniem Escrim – dopowiedział, gdy ponownie wrócił do rozmowy i latarni po tym, jak chwilę pozostał w swoim umyśle, zastanawiając się nad prawem.
         – Jeżeli chcecie przedłużać to śledztwo bardziej, niż jest to potrzebne, moglibyśmy wytropić pewną tygrysołaczkę, która potwierdziłaby wam, że nie było mnie w mieście w czasie, w którym odbyło się włamanie i rzeź. Mógłbym też powołać się na pewnego elfa, którego znaleźlibyśmy w mieście, ale pewnie nie potraktowalibyście go jako godnego zaufania przez moje powiązania z nim… Chyba, że macie kogoś, kto powie wam, czy dana osoba kłamie, czy mówi prawdę – zaproponował, cały czas mówiąc spokojnym głosem. Cały czas patrzył na Gavina, bo teraz to on z nim rozmawiał. Mógłby nawet nadal stać w tym swoim cieniu, a elf i tak widziałby go dokładnie tak, jak widzi go teraz. Dobrze jest mieć oczy, które pozwalają na widzenie w ciemności.

Uśmiechnął się lekko, gdy Escrim wspomniała o tym, że niby mają naprawdę dużo informacji na temat tego śledztwa.
         – Nie spieszy mi się, więc możemy tu siedzieć nawet do jutra. Poza tym, wątpię, żebyście mieli tego tyle, ile próbujesz mi wmówić… wtedy ta rozmowa w ogóle by się nie odbyła i spróbowałabyś mnie pojmać już w rezydencji – odpowiedział jej, nadal mając na ustach uśmiech, chociaż teraz miał on bardziej złośliwy wyraz. Tak naprawdę, nie wiedział, czy dziewczyna mówi prawdę, czy może kłamie… jednak, jeśli miałby wybierać, na pewno skłaniałby się ku temu drugiemu.
Propozycja gwardzistki sprawiła, że Salazar zamyślił się, rozważając ją, jednak nadal czuwał, a jego zmysły były wyostrzone tak, jak zawsze. Na pewno uda mu się wyczuć nadchodzące niebezpieczeństwo i uciec, jeśli sytuacja będzie tego wymagała. Okno, chociaż nieduże, byłoby dość dobrą drogą na zewnątrz, jednak może zostać ono zablokowane przez kogoś, więc najlepszym rozwiązaniem byłoby użycie magii i przeniesienie się w inne miejsce w mieście. Tam, gdzie byłoby bezpieczniej.
         – Na początku myślałem, żeby kilka dni po złapaniu fałszywego Salazara włamać się do więzienia i zabić go, jednak jestem w stanie z tego zrezygnować… Powiedzmy, że zgadzam się na twój plan, bo ostatecznie ten gość i tak skończy martwy – odpowiedział, nad czym przedtem także się zastanawiał. Podjął decyzję i właśnie przedstawił ją gwardzistom. Wcześniej rzeczywiście miał zamiar zrobić to, do czego przyznał się przed chwilą, jednak teraz, gdy wie, że przestępcę i tak czeka stryczek, może zgodzić się na to, co zaproponowała Escrim. Teraz powinno wystarczyć mu to, że pojawi się na egzekucji osoby, która się pod niego podszywała i zrobiła coś, czego on nie zrobiłby nigdy.
         – Tylko będziecie musieli zdradzić mi termin jego egzekucji, bo chciałbym zobaczyć, jak umiera – dodał na koniec i na jego twarzy pojawił się uśmiech, którego mogliby mu pozazdrościć nawet zawodowi szaleńcy.

         – Skoro już to uzgodniliśmy, to może przejdziemy w końcu do wymiany informacjami? Chciałbym porównać wasze informacje ze swoimi – zaproponował. Już drugi albo nawet trzeci raz podchodził do tego tematu, może tym razem rzeczywiście się nim zajmą.
         – Jeśli będzie wam czegoś brakować, a je będę to wiedział… Powiem wam o tym, w ramach tej naszej współpracy – dopowiedział, specjalnie kładąc nacisk na dwa ostatnie słowa. Może nie zachowywał się, jakby miała to dla niego jakieś znaczenie i, może, nawet sprawiał wrażenie osoby, która w pewnym momencie po prostu z tego zrezygnuje i wróci do pracy na własną rękę, jednak Salazar nie rzucał słów na wiatr i, jeśli mówił, że będzie współpracował, to miał zamiar to robić.
         – Jeśli znowu zmienicie temat albo nie będziecie chcieli mówić o tym, co wiecie… to spotkanie będzie dla mnie zakończone – dodał na sam koniec. Wbrew pozorom, nie była to groźba, a tylko stwierdzenie faktu. Nawet sam elf nie silił się na to, żeby wypowiedzieć to w sposób, w który powinno wypowiadać się otwarte groźby. Po prostu zwyczajnie stwierdził, co się stanie, jeśli znowu będą coś kombinować.
Avatar użytkownika
Salazar
Błądzący po drugiej stronie
 
Inne Postacie: Samiel, Calathal, Cain, Vergil, Jon, Kelsier, Nessus, Fenrir, Malthael, Constantin,
Rasa: Mroczny Elf
Aura: Zgłębiając tę dość silną aurę, przed oczyma zjawi Ci się doskonale złoty płaszcz, który cieniem swoich bogatych fal skrywa właściciela. Materiał delikatnie pływa, podczas ruchu, jakby umykając przed Tobą. Doskonale domyślasz się, że mimo prób, nie uda Ci się go doścignąć. W oddali mignie ci jeszcze brzeg lśniącej tkaniny, uświetniony połyskliwą, cynową lamówką, by ostatecznie zniknąć, pozostawiając po sobie wyraźny turmalinowy blask. On jednak również rozpłynie się jakby nigdy nie istniał, zostawiając Cię pośród echa stopniowo cichnących kroków. Poczujesz, jakbyś właśnie zapędził się w głęboką podziemną jaskinię. Pozostały Ci same zapachy, gdyż nie znasz wyjścia. Czujesz wilgotny i chłodny eter, woń upewniającą Cię co do miejsca pobytu. Zaś wraz z subtelnym ruchem powietrza rozpoznasz też zapach długowiecznego lasu. Chcąc wyjść, spróbujesz zapewne nacisnąć na otaczające Cię ściany, doznasz wtedy czegoś dziwnego. Zdadzą Ci się one elastyczne i giętkie, jakby stworzone z jakiegoś sukna. Gdy jednak naprzesz zbyt mocno, staną się twarde i nieustępliwe, hamując Twoje zapędy. W dotyku, choć nie potrafisz odkryć istoty Twojego więzienia, poczujesz jak gładkie ono jest, zdając się wręcz przyjemnym, by za chwilę, na pierwszym pojawiającym się załamaniu, skończyć z delikatnością, witając Cię ostrymi brzegami. Smak, który tu odczuwasz jest przede wszystkim gorzki, płynnie przechodząc w intensywną lepkość, która uparcie przylega do Twych ust. Po chwili poczujesz też sporą dozę łagodności, tak miłą po goryczy, ale bynajmniej nie słabszą.
Wygląd: Patrząc na niego pierwszy raz, widzisz wysokiego osobnika, bo przecież ktoś mierzący sześć stóp i jedną dłoń (około 189 centymetrów) nie może być nazwany niskim. Przybysz ten ubrany jest w skórzany ubiór, przylegający do ciała, przez to widzisz, że jest on zbudowany atletycznie, z dość dobrze widocznymi zarysami mięśni, nawet gdy nie wykonuje pracy, w którą musiałby je ... (Więcej)

Poprzednia strona

Powrót do Serenaa

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron