Wycieczka na misji ratunkowej


Elfie pałace zbudowane głęboko w ukrytych leśnych polanach. Wieże strażnicze wznoszące się ponad chmurami, gdzieś wśród ostrych skał - to wszystko możesz spotkać tutaj w Kryształowym Królestwie, gdzie zbiegają się szlaki elfich książąt, magów i smoków.

Postprzez Nemain » Wt lip 11, 2017 9:38 pm

        Dwójka mężczyzn rozsiadła się wygodnie jak gdyby nigdy nic, żując tytoń. W tym czasie cała odpowiedzialność jak zawsze spadła na barki Nemain bo kogóż by innego. Jak zawsze też nie narzekając wypełniła swoje zadanie zrywając włos z głowy elfki. Skrzydlata okazała się jednak pewna swojej oceny i zrezygnowała z testów. Kopytna bez żalu wyrzuciła znalezisko i odwzajemniła intensywne spojrzenie Nireth, z pewnymi różnicami. Wzrok łuczniczki nie wyrażał choćby odrobiny pozytywnych emocji. Nemain uśmiechała się jak to ona, wesoło i szczerze. Nawet miała ochotę lekko zamachać, gdy dowódczyni nie zmieniała swojej postawy i wciąż patrzyła w jej stronę. Stała jednak na tyle blisko, że gest byłby głupi. Poprzestała więc na uśmiechaniu się.
- Kiedy my naprawdę za moment odejdziemy, tylko zwyczajnie jeszcze nie możemy - odparła równie beztrosko jak chwilę wcześniej stała. Choć powstrzymała się od dreptania w miejscu.
        Kordon powitalny szybko zaczął się zbierać, gdy tylko elfka usłyszała iż wezwanie było fałszywym alarmem, a mistrz jak głupio by nie wyglądał, raczył się minotaurzymi przysmakami razem z rogatym i nie był ani trochę zagrożony.
Groszek jednak poddawała się znacznie wolniej niż uszata. Nie dając za wygraną podążyła tropem łuczniczki od razu siadając jej na ramieniu.
Widząc to Nemain nie zwlekając poszła w ślady wróżki, towarzysząc odchodzącej elfce. Z raźnym stukotem podków na podłodze szybko dogoniła odchodzące. Teraz szła tuż za plecami dowódczyni prawie literalnie depcząc jej po piętach, gdyż odległość jaką od niej utrzymywała była minimalna.
- Ej czekajcie na mnie! - zakrzyknęła Sinfee, widząc jak bibliotekę opuściły w jej mniemaniu jedyne rozsądne istoty z całej ekipy. Zerwała się szybko podążając ich przykładem.

        W trakcie wędrówki ulicami miasta, Nemain powstrzymała się od powtarzania pytań, licząc, że Nireth sama ułatwi im misja, w końcu dzieląc się swoimi problemami. Nic bardziej mylnego. Mimo to na razie szła milcząco, od czasu do czasu tylko rozglądając się ciekawsko wokół, gdy zaczęła słyszeć szepty.  Rozejrzała się ostrożnie po raz kolejny, ale nie odnalazła szeptacza. Dopiero gdy ponownie doszły ją ciche głosy, zorientowała się, że dochodzą z jej juków.
Fakt ten jakby uspokoił Karą, która wróciła do spokojnego dreptania za uszatą ignorując dalsze gadanie księgi. Zweryfikuje wszystko później, ale najpierw nauczy się czytać, o tak. Teraz zaś uratują Jarzębinę.

        Nireth jednak wyraźnie się zawzięła i ani myślała puścić pary z ust. Choćby najmniejszej sugestii czy podpowiedzi. Nic, tylko szła naburmuszona i poirytowana, udając obojętną. Tak samo próbowała nie zwracać uwagi na spojrzenia jakimi obdarowywały ją inne elfy, obserwując towarzyszący jej barwny zastęp.
W taki sposób dotarli aż do mieszkania łuczniczki. Uszata weszła do domostwa razem z siedzącą na niej wróżką. Następnie próbowała zamknąć za sobą drzwi, odgradzając się chociaż od pozostałych nieproszonych ratowników. Ku jej rozpaczy niestety bezskutecznie. Zamknęła wrota na tułowiu centaura. W tym samym momencie, w którym elfka postanowiła zatrzasnąć drzwi, Nemain postanowiła wejść do domu. Oczywiście nie całkowicie, gdyż zwykłe domy w przeciwieństwie do wiekowych pałaców czy bibliotek miały znacznie mniej pokaźne rozmiary i koń nie mieścił się w nich tak samo jak w domach innych dwunogich istot. Tak więc Kara weszła tyle ile dała radę, blokując przejście, jednocześnie nachylając się do środka by chociaż częściowo uczestniczyć w rozmowach.
- Ładny dom - odezwała się pogodnie, szybko przechodząc do sedna - To z czym się borykasz? My naprawdę z chęcią ci pomożemy - dodała równie wesoło. Niestety prezencja centaura nie stanowiła najlepszego poręczenia. Wręcz odwrotnie, Nemain wyglądała na całkowite przeciwieństwa kompetencji.
Jakby tego było mało, księga znów się odezwała. Tym razem jednak po raz pierwszy zrozumiała przekaz „Biegnij”
Też coś, nastroszyła się w myślach, również w głowie dodając „Zamknij się” Tom o dziwo umilkł choć wyczuła jego niezadowolenie.
- To jak? - wznowiła pytanie, wślepiając się w Nireth.
Avatar użytkownika
Nemain
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
 
Inne Postacie: Sherani, Lucien, Elleanore,
Rasa: Centaur
Aura: Wzrok zachwyca gnąca się w zjawiskowym tańcu emanacja, której żelazna barwa lśniąca w słońcu mocno rzuca się w oczy. Barachitowe listki uczepione u dołu falują targane wiatrem, zaś miedzianą wstęgą o cynowych zdobieniach, zgrabnie zakreśla w powietrzu różnorodne kształty. Zupełnie odwraca to uwagę od jej niewielkiej siły. Dodatkowo efekt potęguję wesoło migoczące szmaragdowe światło. Wszystko dzieje się w zupełnej ciszy bowiem aura nie została obdarzona żadnym dźwiękiem. Mimo to uzupełnia to silna i słodziutka woń miodów i kwiatów rosnących na kolorowych łąkach. Ta cudowna delikatność sprytnie maskuje ostre jak brzytwa brzegi oraz te bardziej tępe i zniszczone. Jeśli zdoła się dojrzeć paskudną chropowatość, może ona całkiem zbić z tropu, kompletnie nie pasując do całości. Aczkolwiek dopasowała się jednak do twardej powierzchni jak ulał. W smaku zaś lepi się nieznośnie, jednakże pod koniec o dziwo pozostawia suchy posmak.
Wygląd: O ile rasę Nemain można rozpoznać po jednym spojrzeniu, o tyle większe problemy nastręcza wiek i płeć karego podróżnika. Uważne oko zauważy, że centaur jest dziewczyną, ale sylwetkę zarówno ludzkiej części jak i końskiej, ma ona chudą i szkapowatą, która gdyby nie była zbudowana z suchych, żylastych mięśni, przywodziła by na myśl ofiarę długotrwałego głodu. Z tych ... (Więcej)

Postprzez Agelatus » Cz lip 13, 2017 5:39 pm

        Szopka prezentowana przez dziewczyny dobiegła końca. Pogadały, połaziły, pofruwały i podziwaczyły. Jedna użyła siły, druga się popłakała, inna zwariowała, a tej czteronożnej głupkowaty uśmiech nie schodził z buźki. Tragikomedia w stylu nowoaeriańskim. Sen wariata, sztuka dla sztuki i cyrk w ciapki. Nikt nie wie o co chodzi. Oczywiście olały dwóch żujących tytoń mężczyzn sikiem prostym obojętnym. W sumie to zrozumiałe - rozsądek nijak nie pasuje do damskich poczynań. W końcu jednak aktorki kiepskiego przedstawienia zdecydowały się zakończyć tę chałturę. Opuściły scenę bez ukłonów i (na szczęście) bez bisów i oddaliły się z biblioteki. Pomiędzy księgozbiorami pozostało tylko myślące towarzystwo, pomijając głupiego Mitrelina, który kulił się gdzieś u ich stóp.
        - Po co przybyliście do Kryształowego Królestwa? – Yrinjakis zaczął rozmowę od razu od poważnych tematów, gdyż szkoda było w ogóle komentować oglądane przed chwilą sceny rodzajowe z domu dla umysłowo chorych.
- Miałem polecenie, by siostrom pomóc, więc jestem – odparł Agelatus.
- Nie wyjaśniło mi to zbyt wiele – stwierdził siwowłosy.
- Trudno tak naprawdę powiedzieć – przyznał druid. – Widziałeś co tu się działo.
- Spróbuj chociaż. – zachęcił go. – Nie pomogę wam, jeśli nie będę wiedział o co chodzi.
Elf miał rację. Trzeba mu jakoś streścić te groszkowe szaleństwa w przystępnej formie. Rogaty podparł pięścią brodę i zafrasował się. Ależ mu chuderlak postawił zadanie. Myślał, myślał, myślał - aż się spocił, ale w końcu wymyślił.
- Jarzębinie, – przemówił głośno – koleżance naszej Groszek coś się w głowie poprzestawiało. Żywot wróżki zaś jest w jakiś tam sposób powiązany z żywotem innej żywej istoty. Mniej więcej chodzi o to, że jak cierpią, to obie naraz. – Popatrzył na magika, a ten pokiwał głową na znak, że zrozumiał. Półbyk zatem kontynuował. – U wróżki Jarzębiny brak wiarygodnych przyczyn załamania nerwowego, dlatego szukamy problemów z drugiej strony. I z tego co zrozumiałem, to tą drugą stroną jest tamta stanowcza łuczniczka.
        Opowieść pasowała do małej, zielonej, skrzydlatej istotki, ale wypowiedziana dudniącym basem ponurego minotaura brzmiała co najmniej zabawnie. Inglorion powstrzymał się jednak od uśmiechu i postarał się sprecyzować niejasności.
- Jakich problemów? – zapytał z troską.
- Nie wiem. – wzruszył ramionami wielki barbarzyńca. – Jakie kobieta może mieć problemy?
- W sumie też nie wiem. – Czarodziej wydął usta i świsnął głośno wypuszczając powietrze.
- Ale na waszych samicach znasz się lepiej niż ja. – zauważył słusznie naturianin. – Dawaj. Zaproponuj coś.
- Ale co?
- Nie mam pojęcia. – prychnął szaman. – Ja się naprodukowałem, żebyś coś pokumał z bełkotu Groszek. Teraz twoja kolej. Wysil się. – ponaglił bibliotekarza.
Mag zmarszczył czoło w procesie intensywnego myślenia.
- Przytyła i jej tyłek nie mieści się w spodnie – strzelił wreszcie.
- To jest problem?
- U was nie?
- U nas nie. Im więcej ciała do kochania tym lepiej.
- Tego nie słyszałem.
- A to, że na kościach się źle leży?
- To tak.
- No to o to samo chodzi.
Wiekowy uczony uśmiechnął się.
- No to być może w twoim klanie jest tak, jak mówisz. Ale u nas przybranie na wadze może być wielkim kobiecym nieszczęściem.
- Hmm… – mruknął druid nieprzekonany. – Masz jakieś inne propozycje?
- Złamała paznokieć?
- Wystarczająco głupie, żeby baba się tym przejęła, ale nadal chyba nie tego szukamy.
- Nie ma się w co ubrać.
- A bardziej tragiczne?
- Pierwszy siwy włos.
Niespodziewanie do rozmowy wtrącił się Mitrelin, który jakby zapanował wreszcie nad swoim strachem, przemógł siłę ściskającą go za gardło i uniemożliwiającą mówienie w obecności śmierdzącego minotaura.
- Oczko jej poszło w pończochach – powiedział takim tonem, że trudno było poznać, czy chciał sobie zażartować, czy mówił prawdę.
- Komu? – dopytał Yrin.
- Nireth. – wyjaśnił krótko uczeń i dopiero teraz znać było, że mówi na poważnie.
- W czym? – naturianin za to zdziwił się niepomiernie.
- W pończochach. – powtórzył pomocnik bibliotekarza.
- Co to jest?
- Taki element stroju. – adept popatrzył wyniośle na druida dumny z siebie i zadowolony z faktu, iż kolejny raz dobitnie okazało się jakim prymitywem jest rogaty olbrzym. – Zakłada się je na nogi, żeby ładnie wyglądały i były gładkie i błyszczące. A poza tym troszkę grzeją w chłodne dni.
- Widzę mój drogi uczniu – odezwał się rozbawiony rozmową Olwe. - Że się świetnie orientujesz w damskiej garderobie.
- No co? – speszył się chłopak. – Ty sam mistrzu niejednokrotnie powtarzałeś, że wszechstronna wiedza jest zaletą. Nigdy nie wiadomo co się może przydać do przeżycia.
- Mhm… – pokiwał wielkim łbem szaman. – Daj znać jak kobiece fatałaszki uratują ci kiedyś życie.
Mitrelin na tą zaczepkę gwałtownie odwrócił zezłoszczoną twarz do Agelatusa i chciał odszczekać się czymś jeszcze bardziej wrednym, ale sam widok rozbudowanej muskulatury barbarzyńcy spowodował, że elf porzucił swój pochopny zamiar żartowania z niego.
- A długo już jesteście ze sobą tak blisko, że ci się zwierza? – zainteresował się za to inną kwestią siwowłosy i z uprzejmym uśmiechem wyczekiwał odpowiedzi. Ponieważ jednak pomocnik spojrzał na niego tępym, nierozumiejącym wzrokiem, to sprecyzował o co mu chodzi. – Skąd wiesz, że jej poszło oczko?
Najmłodszy z mężczyzn natychmiast ukrył zawstydzone oczy i odwrócił się gdzieś w bok.
- Nireth ma bardzo ładne nogi. Lubię na nie patrzeć. – wymamrotał. Zrobił krótką przerwę, ale stwierdził, że coś w jego wypowiedzi wymaga sprostowania. – Oczywiście gdy nie widzi, bo inaczej bym dostał od niej po pysku – wyjaśnił szybko. – W ogóle jest bardzo ładna – dorzucił jeszcze rozmarzonym tonem.
        Zapadła cisza. Druid i mag niemal jednocześnie wymownie westchnęli. Wszystko jasne. Nie trzeba nic więcej mówić. Uszy młodemu pomocnikowi aż poczerwieniały, gdy wspomniał o urodzie dowódczyni łuczników. Zakochany jak nic. Pozostawiony bez żadnego komentarza Mitrelin doszedł jednakże do wniosku, że dwaj siedzący na postumencie mężczyźni wyczekują kontynuacji, a ich westchnięcie zinterpretował jako ponaglenie, więc bez zastanowienia wypalił wyznaniem.
- Codziennie ją podglądam. – palnął bez żadnego zażenowania. – Podczas ćwiczeń, podczas strzelania z łuku, podczas snu, czasem się uda podczas kąpieli w jeziorze. – przyznał, a oczy aż mu się zaświeciły. – Ale najczęściej podczas płaczu.
- Płaczu? – zdziwił się Yrinjakis.
- Tak mistrzu – potwierdził pomocnik. – Nireth bardzo dużo płacze w samotności. Gdy myśli, że nikt jej nie widzi. Bo nie wie, że ja ją widzę – zaznaczył chyba tylko po to, by podkreślić jakim sprytnym jest zboczeńcem.
- Od dawna tak się dzieje? – dopytał swego ucznia zainteresowany tematem bibliotekarz.
- Od pewnego czasu.
- A dlaczego płacze?
- Trudno powiedzieć – zaczął się wykręcać Mitrelin.
- Wiesz czy nie wiesz? – ryknął na niego minotaur, a jego wielka pięść zacisnęła się na kamiennym rancie monumentu.
- Wiem! – krzyknął pospiesznie chłopak, bo szyja jeszcze go bolała po poprzednich próbach złoszczenia naturianina.
- To gadaj!
- Jakieś pół roku temu, gdy w mieście szalał chaos, mieliśmy mnóstwo problemów. Rozprężenie obyczajów, zanik prawa i ruina dyscypliny. Ogromny kryzys Kryształowego Królestwa. Nikt nikomu nie ufał, nikt nikomu nie pomagał, każdy niuchał tylko za swoim interesem. Straszne czasy…
- Już tą legendę słyszałem – Agelatus przerwał mu lanie wody. – Do rzeczy.
- Ekhm… - zmitygował się młodzieniec. – Dobrze zatem. – chrząknął i kontynuował. – Najbardziej niebezpiecznym elementem wtedy okazały się być samoczynnie otwierające się w całym królestwie portale. Różne. Do innych krain i do innych planów. Zarówno przyjaznych, ale do tych przeklętych też. – Przerwał, jakby niepewny, czy powinien dalej mówić. Popatrzył na swojego mentora wzrokiem, z którego wyzierała czarna rozpacz, a usta zaczęły mu drżeć. – Trudno powiedzieć czyja to była wina… – zaznaczył nieśmiało, choć wyraźnie nie utożsamiał się z tym stwierdzeniem. –  …ale chodziła plotka… – nadal wahał się czy wywalić na wierzch wszystkie zasłyszane wtedy rewelacje. Po policzku spłynęła mu łza. Patrzył na nauczyciela, a jego spojrzenie wyraźnie przybrało wyraz przepraszający. – Mistrz Inglorion był już w terminalnej fazie swojej choroby i nikt nad nim nie mógł zapanować. – rozpłakał się wreszcie młodzieniec. Ryczał długo i rzewnie. – Oni wszyscy obwiniali cię mistrzu za te portale! – zdołał tylko wydukać między pochlipywaniami.
        Yrinjakis poczuł się nieswojo, jakby mu ktoś wyszarpnął dywan spod nóg. Był pewnym siebie magiem z rozległą wiedzą i potężną magią na usługach. Zdawało mu się, że nie ma rzeczy, która mogłaby go zaskoczyć. Jednak wydarzenia z czasów jego szaleństwa przeraziły go. Zdołał jednak się opanować i zajął się histeryzującym Mitrelinem.
- Powiedz nam co przytrafiło się Nireth – wprowadził swojego ucznia na porzucony temat, gdy ten nieco się już uspokoił.
- Nireth jako królewska gwardzistka bardzo poważnie podeszła do swoich obowiązków. – Mówił powoli, cedząc słowa i pociągając nosem. – Jako jedna z nielicznych zdołała utrzymać swój pluton w karności. Stworzyła z niego jednostkę szybkiego reagowania. Zawsze, gdy z otwartej magicznej bramy zaczynały wysypywać się do miasta czarty czy inne plugastwo, to oni tam byli i szyli w najeźdźców strzałami, póki atak nie ustał. Wiele takich szturmów powstrzymała. Zalazła za skórę na pewno niejednemu piekielnemu watażce. A oni nie są wyrozumiali ani litościwi. Ludzkim prawem wojennym też się nie przejmują. Któregoś razu więc w zemście za te wszystkie przegrane bitwy do chaty Nireth wpadła brygada demonów i uprowadziła jej trzyletniego synka do innego planu. Mówią, że do otchłani, ale nie wiem. Nie znam się na tym.
- Ale za to na pończochach się znasz – wtrącił złośliwie mało empatyczny szaman. Yrinjakis położył rękę na bicepsie naturianina tym niemym gestem prosząc go o ciszę. Mag miał dar przekonywania, albo władał nie tylko magią przestrzeni, bowiem Agelatus po tym jednym dotknięciu zamknął pysk i nie komentował dalszych słów Mitrelina.
- Nikt się na tym nie zna. – kontynuował pomocnik bibliotekarza jakby usprawiedliwiając się. – Znaczy mało kto. A nikt tak świetne jak pan, mistrzu – ukłonił się staremu czarodziejowi.
- Dziękuję – skinął głową siwowłosy, lecz natychmiast dodał. – Proszę, nie przerywaj znowu. Mów co było dalej.
- Gdy zorientowała się było już za późno. Portal zamknął się zaraz za porywaczami. Próbowała chłopcu pomóc, zorganizować jakąś wyprawę ratunkową do tamtego planu, ale tu wszystko sprzysięgło się przeciwko biednej dziewczynie. Wieża magów pogrążona była w swadach i intrygach, wojsko grzęzło w pijaństwie, król zajmował się hulanką i rozpustą, a mistrza Yrinjakisa, najlepszego maga przestrzeni w królestwie opętało szaleństwo i nie on był w stanie normalnie funkcjonować. – przerwał na chwilę, by podkreślić dramatyzm swoich słów. – W tym całym chaosie nikt nie chciał jej pomóc uratować dzieciaka. Została z tym sama. A kiedy wszystko się skończyło, ucichło, wróciło do normy, to gwardzistka Nireth Faelivrin dostała złoty order za obronę miasta, ale nikt już nie pamiętał o jej nieszczęściu i porwanym synu. Ona zaś zamknęła się w sobie, z nikim nie gada, rozpacza w samotności i tego jestem niemal pewien, że w głębi duszy to właśnie mistrza Ingloriona obwinia za zniknięcie małego Sivitha.
        Zapadła cisza tak głucha i nienaturalna, że brzęczenie muchy odczuwało się jakby rozchodziło się donośnym echem po wielkiej bibliotece. Trzej mężczyźni pogrążeni w rozmyślaniach nie zakłócali jej przez dłuższy czas. Mitrelin milczał uparcie po zakończeniu opowieści. Jego myśli krążyły wokół urodziwej gwardzistki, jej tragedii, jej syneczka i jej zgrabnych nóg w białych pończoszkach, po których zerwane oczko pędziło w górę pod kusą sukienkę. Sędziwy mag mniej dumał nad samym pojedynczym przypadkiem Nireth, a bardziej zastanawiał się jak mógł dać się tak zmanipulować, oszukać, wykorzystać, by jego własne czary posłużyły do sprowadzania kataklizmów i czynienia krzywd elfim współplemieńcom. Nie łudził się nawet, że młoda łuczniczka jest jedyną ofiarą rozbestwienia się samopas jego potężnej magii. Natomiast Agelatusa, mimo iż niewzruszony i gruboskórny, jednak ukłuła w serce smutna historia gwardzistki i parszywy los jej potomka.
- „Małe dziecko od pół roku w otchłani!? Matko jedyna!” – przez rogaty łeb śmignęła piorunująca myśl. Nic dziwnego, że elfka porzuciła nadzieję. Tylko cud mógł sprawić, że odzyska jeszcze zdrowe i normalne dziecko.
- No cóż. – westchnął wreszcie Yrinjakis przerywając ciszę. – Spróbujmy naprawić to, co się spieprzyło. – powiedział spokojnym, ale smutnym głosem. – Chodźmy zatem do panny Faelivrin.
        Wyszli. Mitrelin prowadził, za nim zadumany podążał jego mistrz z zaplecionymi za plecami rękoma, a Agelatus szedł na końcu rozgłośnie klekocąc kopytami o kamienny bruk.
Avatar użytkownika
Agelatus
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Jeremy, Niphred, Dima, Rufus,
Rasa: Minotaur
Aura: Czytając tę aurę, jako pierwsza dotrze do Ciebie jej siła, która jest wyraźna i wykraczająca ponad przeciętne emanacje. Jej energia sprawia, że barwy sięgające Twoich zmysłów są wyraźne i soczyste. Zarówno początek i rozwinięcie aury stworzone są z barachitu, który intensywnie plącze się i snuje wokół gęstymi smugami. W centrum dostrzeżesz silny rdzeń złączonych ze sobą, żelaza i cyny, które w całość zespalają wszechobecne barachitowe powrozy. Dookoła blask swój roztacza jasna ametystowa poświata. Gdy skupisz się na doznaniach słuchowych, otoczą Cię liczne głosy, których mnogość stoi w sprzeczności z prostotą i minimalizmem obrazów. Zaś pomiędzy głosami, w regularnych odstępach słychać silne uderzenie młota. Mimo tych różnych dźwięków i nieustannie panującego gwaru, nasłuchując doskonale rozpoznasz w ich połączeniu subtelną i kruchą harmonię. Przez cały tan czas towarzyszyć Ci będzie delikatny zapach wiosennych kwiatów. W dotyku aura ta najbliższa jest odłupanemu, marmurowemu głazowi. Pod dłonią, powierzchnia jego jest sztywna i twarda z ostrymi krawędziami, w miejscu odłamania, które potrafią ciąć niczym nóż. Nieprzyjemnie szorstki i chropowaty, ale ku swojemu zaskoczeniu, znajdziesz na nim też wyślizgane i gładkie miejsca. Smak emanacji jest wyraźny, stanowiąc połączenie łagodności z goryczą, przeplecionych lepkością.
Wygląd: Mężczyzna, jak przystało na minotaura postawny, zwalisty i dobrze umięśniony. Wzrost około dwunastu stóp, plus imponujące rogi, z których jest bardzo dumny, i lepiej wyrażać się o nich dobrze, albo wcale. Szerokie nozdrza, pociągły pysk, wyniosły wzrok, równo przycięty szpakowaty zarost nosi tylko pod dolną szczęką. Zgodnie z tym, co mówi o nim imię, jego mimika jest bardzo ... (Więcej)

Postprzez Groszek » Pt lip 14, 2017 1:05 pm

        Podążając za elfką, wróżka intensywnie próbowała rozwiązać wewnętrzny dylemat związany z pytaniem, czy skoro w Kryształowym Królestwie mieszka druga Jarzębina, to znajdzie tu również drugą siebie? Im dłużej zastanawiała się nad ową kwestią, tym bliżej była wniosku, iż Nireth jest nieszczęśliwa właśnie dlatego iż nie ma przy sobie odpowiednika Groszek.
        - Nic się nie martw. Skoro ty jesteś, to na pewno znajdziemy również mnie, a wtedy ta druga będzie mogła zamieszkać obok ciebie i wszystko się ułoży. – Na swój sposób zapewniła łuczniczkę. Skrzydlata nawet nie zdawała sobie sprawy iż niektóre z posiadanych przez nią informacji, to ściśle strzeżone tajemnice społeczności wróżek, które pod żadnym pozorem nie powinny być ujawniane przed światem. Groszek była zbyt ufna, naiwna i lekkomyślna aby rozumieć zagrożenie, jednak wśród mieszkańców Sokownika była tez jedyną chętną do podjęcia się misji ratowania Jarzębiny, wobec czego reszta wróżek również nie zastanawiała się nad konsekwencjami takiego wyboru.
        Z powyższego zdania, elfka nie zrozumiała ani słowa, jasno dając do zrozumienia jak bardzo irytuje ją takie towarzystwo. Niestety skutek starań Faelivrin był dokładnie przeciwny temu co elfka chciała osiągnąć. Groszek była zachwycona. Nareszcie miała swoją, najprawdziwszą Jarzębinę.  I tylko to się dla niej liczyło. Wobec tak nieprzychylnych okoliczności i nieudanej próby zmiażdżenia centaura przy pomocy zamykanych drzwi, Nireth była zmuszona zmienić swoją taktykę. Spróbowała podstępem pozbyć się niechcianego towarzystwa, na przykład wymyślając coś, w co te trzy jątrzące naturianki będą w stanie uwierzyć – jakby tego wszystkiego nie było mało, pod nogami kopytnej do mieszkania elfki wcisnęła się jakaś karłowata driada - i dadzą jej spokój.
        - Ładny – potwierdzała Groszek – chociaż masz tu straszny bałagan. I strasznie mało żołędzi.  Jarzębina zawsze pilnowała się aby mieć wszystko na swoim miejscu. Chociaż teraz jej dom również przypomina pobojowisko, ale jak jeszcze była Jarzębiną, znaczy się sobą, to nawet palmy miały u niej idealnie równe kształty.  
        - Ale co ja mam do tego? Dobrze, powiem wam. Tylko wejdźcie do środka. Wszystkie. – Elfka uznała ze nie ma na co czekać. Wymagało to sporo wysiłku, ale po wielu trudach udało jej się w końcu wcisnąć całego centaura do niewielkiej izby. Przeciągniecie Nemain przez próg okazało się być najbardziej żenująca czynnością jakiej podjęła się Faelivrin, jednak był to też niezbędny element planu, polegającego na zgubieniu całej trójki.
        Nireth zapewniła towarzyszki że wszystko im wyjaśni, jednak zanim to zrobi musi przynieść coś ważnego z swojej piwniczki. Poprosiła by te cierpliwie czekały, po czym znikając z oczu driadzie, Kopytnej i Skrzydlatej, udała się po przygotowane zawczasu pakunki z zamiarem wyruszenia w od dawna planowaną podróż. Ostatnie miesiące poświęciła na intensywnym pogłębianiu swojej wiedzy dotyczącej otchłani i sposobów aby się tam dostać. Kierowała nią złość, gorycz i poczucie winy. Gdy w mieście panował chaos, to z jej domu uczyniono ostatni bastion normalności, a przerażone elfy obawiając się zamieszek, powierzali jej pod opiekę nie tylko własne kosztowności, ale również swoje pociechy. Jako nieliczna miała odwagę stawić czoła zagrożeniu, a mimo to obwiniano ją o to iż nie zdołała uratować wszystkich. Faelivrin była zdeterminowana aby odzyskać to co jej odebrano, zwrócić  dzieciaka rodzicom, a klejnoty cisnąć w ręce prawowitych właścicieli, po czym raz na zawsze opuścić to pełne niewdzięczników miasto.
        Tymczasem w domu łuczniczki jej niedoszłe wybawicielki czekały na powrót swojej gospodyni.
        - Te łuki są śliczne. Nie to co mój. Myślicie że mogłabym być w jej oddziale? – Czekając na Nierth, Sinfee podziwiała kolekcje broni umieszczona na ścianie. – Ciekawe po co jej tyle rysunków, talizmanów i wszystkich tych książek.
        - Pewnie często czegoś zapomina. - Zawyrokowała Groszek milknąc na chwilę. Było to dziwne, bo przecież Jarzębina nigdy niczego nie zapomina i nie gubi. Wróżka nagle uświadomiła sobie iż nie powinny tracić elfki z oczu. Sporo się napracowały aby ja odnaleźć wiec teraz warto było zadbać aby ta praca nie poszła na marne. Skrzydlata chciała od razu ruszyć za Nierth, jednak na przeszkodzie stał jej centaur, który skutecznie blokował otwierające się do wewnątrz drzwi. – A tak poza tym jest cudowna, prawda? Przyznaj Nemain że od razu ją polubiłaś.  Yyy … czy mogłabyś na chwilę zrobić cos z swoimi gabarytami? Polecę sprawdzić co u niej.
Avatar użytkownika
Groszek
Błądzący po drugiej stronie
 
Nagrody: Obrazek
Inne Postacie: Feyla, Winka, Nurdin, Awel, Bluen, Escrim, Ilia,
Rasa: Wróżka
Aura: Niezbyt silna aura otworzy się przed Twymi oczyma jako rozległa łąka. Jej ogrom stworzony z soczystego barachitu, z daleka wydaje się jednolity, choć złożony jest z wielu maleńkich ździebełek, składających się na puszyste błonie. Przyglądając się dokładniej, zobaczysz maleńkie kwiaty dzikiego groszku, uwikłane pomiędzy trawy, które kołyszą na wietrze swoimi kobaltowymi główkami usadowionymi na cynowych łodyżkach. Łąkę otacza wyraźna szmaragdowa łuna, a wśród tutejszego sielankowego spokoju brakuje jakichkolwiek dźwięków, mącących beztroskę. Nawet trawy poruszane podmuchami powietrza czynią to bezszelestnie. Jak to na łące, otoczy Cię tu cudowny i słodki zapach kwiatów, niesiony wraz z ciepłą bryzą. Jeżeli zaś usiądziesz pośród przytulnego kobierca, by delektować się otoczeniem, docenisz jego miękkość podobną puchowi. Giętkie listki ustąpią Twojemu naciskowi i przyjemnie otulą Cię swoją gładkością. Pośród całej tej delikatności, trafiają się jednak ostre trawy, których nie powinieneś lekceważyć. Smak tej emanacji odbierzesz jako wyraźnie lepki, niczym świeży pszczeli miód, spływający po złocistych plastrach.
Wygląd: Groszek jest niewysoka nawet jak na wróżkę. Przy swoim wzroście spokojnie mieści się na ludzkiej dłoni. Ma śliczne duże skrzyła, które sugerują że gdyby bardziej niż o odkrywanie zewnętrznego świata, wróżka zadbała o poszukiwanie wewnętrznego piękna, mogła by być naprawdę urodziwa. Ale Groszek nie ma zwyczajnie na to czasu. Ceni sobie prostotę, dlatego zwykle przywdziewa ... (Więcej)

Postprzez Nemain » N lip 16, 2017 10:41 pm

        Nemain zupełnie nie mogła pojąć, dlaczego elfka uparła się by wciągnąć ją do mieszkania. Przecież z drzwi widziała i słyszała wszystko doskonale. Skoro jednak uszata się zawzięła, Kara starała się pomagać jak tylko mogła. Zapierała się wszystkimi czterema nogami i wciągała rękoma. W końcu mozolne działania przyniosły efekt i Nem wcisnęła się do środka, znacznie ograniczając przestrzeń salonu, do którego bez żadnego holu, prowadziły drzwi wejściowe.
Nireth zniknęła, mówiąc, że zaraz wróci, zostawiając gości w co najmniej niezręcznym położeniu. Dostrzegając wokół masę przedmiotów, kopytna stanęła w bezruchu, starając się nie narobić szkód. Obok stał stolik z wazonem wyglądającym dość krucho. Szafa stojąca przy ścianie również nie ułatwiała sprawy, znacznie ograniczając przestrzeń. Na wolnej ścianie zaś wisiały łuki, o które bardzo łatwo można było zawadzić, a które właśnie poczęła podziwiać driada.
Czekały dość długo, ale ich gospodyni nie wracała. Wtedy z ulicy odezwał się gajłak, który pozostał na zewnątrz. Nem odwróciła głowę słysząc krótkie wycia. Jednak gdy tylko otrzymała całą informację, porzuciła dbanie o wnętrze domostwa, na rzecz pilniejszych spraw.
- Ona nam ucieka! - zakrzyknęła centaurzyca, wspinając się na tylne kończyny by obrócić się w stronę wyjścia. Sufit nie był przystosowany do goszczenia istot większych niż elfy, a na pewno nie centaurów, dlatego Nem, która wcześniej w zgarbieniu uważała na głowę teraz rąbnęła o powałę plecami. Posypał się tynk, a żyrandol zachwiał się niebezpiecznie, ale centaur znalazł się frontem do wyjścia. Niestety stolik i szafa nie miały tyle szczęścia. Przy otwieraniu drzwi nie wytrzymały starcia z karym zadem. Stolik przewrócił się do wtóru kakofonii tłuczonej porcelany, nań zaś upadła szafa dodając do muzyki swoje dźwięki, które również świadczyły o szerokiej skali zniszczeń.
Zniszczoną futrynę, drzwi wiszące już na tylko jednym zawiasie i kilka zerwanych kopytami desek, później, Nemain wypadła na ulicę jak opętana, a w ślad za nią nie mniej oburzona całym oszustwem ekipa.
        Baal biegł pierwszy prowadząc grupę niczym pies gończy. Za nim szalonym cwałem rwał centaur. Peleton zamykała Sinfee wraz z Groszek.
Bruk nie należał do najlepszego podłoża i na zakrętach Kara ślizgała się niby na lodzie, ale nie spowalniało to kopytnej w najmniejszym stopniu. Pogoń jedynie zyskiwała na widowiskowości, gromadząc i jednocześnie przeganiając gapiów.
Z taką prędkością szybko dogoniły swój cel, który właśnie niepostrzeżenie opuszczał mury Kryształowego Królestwa, a w zasadzie niepostrzeżenie opuściłby, gdyby nie dość barwny, pędzący w ślad za łuczniczką ogon, który właśnie zaczął nawoływać Nireth.
- Czekaj - krzyknęła Nem. Elfka tylko przyspieszyła kroku. Kara zdwoiła wysiłki, dopadając łuczniczki w następnych susach.
- Czemu nas oszukałaś? - zapytała wyraźnie urażona i z wyrzutem. - Jeżeli chciałaś się udać na wyprawę wystarczyło powiedzieć. Wyprawy to nasz specjalność. Cały czas gdzieś idziemy i wypełniamy misje. Robi się to wręcz nudne, ale to nie znaczy, że ci nie pomożemy, prawda? - ostatnie słowa zwróciła również do Groszek i Sinfee.
Nireth obserwowała cały ten cyrk z mieszaniną złości, rozgoryczenia, niesmaku i rozpaczy. Popatrzyła na szczerzącego się nierozumnie centaura. Czego to było takie szczęśliwe. Co ona w ogóle mogła wiedzieć o kłopotach z jakimi musiała się zmierzyć. Z jej domu porwano dzieciaka, którego miała za zadanie chronić. To z jej domostwa ukradziono powierzone jej kosztowności. Zaś to dziwne stworzenie zapewniało o gotowości swej pomocy, podczas gdy główni zainteresowani woleli ją obwiniać, miast wesprzeć? Z centaura przeniosła wzrok na resztę drużyny. Sama nie wiedziała co liczyła tam dojrzeć. Więcej rozsądku?  
Westchnęła ciężko. W sumie lepsza była taka pomoc niż żadna, a i tak zapewne zginą nie wykonawszy misji. Westchnęła jeszcze raz.
- Idziemy do otchłani, musimy uratować chłopca i jak dobrze pójdzie odzyskać kosztowności - mimo pogodzenia się z losem, Nireth zdziwiły jej własne bezpośrednie słowa.
- Otchłani…? - zawiesiła głos Kara. Na twarzy elfki zagościł sarkastyczny uśmiech. "Tak, dobrze wycofajcie się i dajcie mi spokój"
- Świetnie! Tam jeszcze nie byłam - centaur uśmiechnął się jeszcze szerzej o ile w ogóle było to możliwe, zaś uśmiech uszatej zniknął ustępując miejsca skrajnemu niedowierzaniu. Czy ta dziwaczna kopytna hybryda była tak nieustraszona czy tak głupio beztroska. Elfka ponownie wzrokiem odszukała wróżkę i driadę, ale to co zobaczyła w żaden sposób nie rozwiało jej wątpliwości, ani nie udzieliło odpowiedzi na nurtujące ją pytania.
Nemain zaś słysząc wzmiankę o czymś czego nie widziała czy nie znała, cieszyła się... jak to Nemain właśnie. Pogodnie całą sobą, ociekając wręcz ciekawością oraz głodem wyzwań i szalonych przygód.
Avatar użytkownika
Nemain
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
 
Inne Postacie: Sherani, Lucien, Elleanore,
Rasa: Centaur
Aura: Wzrok zachwyca gnąca się w zjawiskowym tańcu emanacja, której żelazna barwa lśniąca w słońcu mocno rzuca się w oczy. Barachitowe listki uczepione u dołu falują targane wiatrem, zaś miedzianą wstęgą o cynowych zdobieniach, zgrabnie zakreśla w powietrzu różnorodne kształty. Zupełnie odwraca to uwagę od jej niewielkiej siły. Dodatkowo efekt potęguję wesoło migoczące szmaragdowe światło. Wszystko dzieje się w zupełnej ciszy bowiem aura nie została obdarzona żadnym dźwiękiem. Mimo to uzupełnia to silna i słodziutka woń miodów i kwiatów rosnących na kolorowych łąkach. Ta cudowna delikatność sprytnie maskuje ostre jak brzytwa brzegi oraz te bardziej tępe i zniszczone. Jeśli zdoła się dojrzeć paskudną chropowatość, może ona całkiem zbić z tropu, kompletnie nie pasując do całości. Aczkolwiek dopasowała się jednak do twardej powierzchni jak ulał. W smaku zaś lepi się nieznośnie, jednakże pod koniec o dziwo pozostawia suchy posmak.
Wygląd: O ile rasę Nemain można rozpoznać po jednym spojrzeniu, o tyle większe problemy nastręcza wiek i płeć karego podróżnika. Uważne oko zauważy, że centaur jest dziewczyną, ale sylwetkę zarówno ludzkiej części jak i końskiej, ma ona chudą i szkapowatą, która gdyby nie była zbudowana z suchych, żylastych mięśni, przywodziła by na myśl ofiarę długotrwałego głodu. Z tych ... (Więcej)

Postprzez Agelatus » So lip 22, 2017 12:54 pm

        Dziwny korowód przemierzał miasto. Mitrelina mieszkańcy Kryształowego Królestwa mieli za niedouczonego aroganta, więc na jego widok pukali się w czoła, albo prychali ze wzgardą na jego zadarty nos i hardą, dumną nie wiadomo z czego postawę. Niczego w życiu nie dokonał, niczego nie osiągnął, niczym się nie zasłużył, a teraz tylko odcinał od tego kupony.
        Później dostrzegali kroczącego z wolna mistrza Ingloriona, więc kłaniali się nabożnie przed potężnym magiem. Dopełniali wszelakich rytuałów świadczących o dobrym wychowaniu, żeby nie narazić się sędziwemu czarodziejowi, ale gdy już ich minął nie omieszkali rzucać w jego kierunku ciekawskich spojrzeń, tak jakby chcieli się upewnić czy faktycznie opuściło go szaleństwo, tudzież by być naocznymi świadkami jego widowiskowego i niezwykle destruktywnego czarowania, gdyby poprawa stanu zdrowia zasłużonego bibliotekarza była tylko chwilowa lub w ogóle wydumana.
        Na końcu pochodu sunął niespiesznie wielki minotaur. Rogaty stos mięśni i futra, wspierając się ciężko na grubym kosturze znaczył swój szlak odciskami potężnych kopyt, stajennym smrodem końskiego nawozu, zjełczałego potu i zaflejowanej zwierzęcej sierści. Nie spoglądał pod nogi. Mając wzrok wysoko ponad głowami przechodniów zdawał się nie dostrzegać nikogo i niczego poniżej dziesięciu stóp wysokości. Milczał tak jak pozostałych dwu wędrowców, ale ciężko oddychał świszcząc donośnie przez bydlęce chrapy, tym głośnym sapaniem oznajmiając wszem wobec zbliżanie się muskularnego barbarzyńcy. Każde jego prychnięcie rozsiewało po okolicy mętną plwocinę i razem z nią kolonie bakterii gnilnych z zaniedbanej paszczy. Większość elfów widząc go wolała dać nogę przed prymitywnym szamanem, zwłaszcza, że towarzyszył mu Yrinjakis - jeden z nielicznych wystarczająco doświadczonych i potężnych magów w metropolii, który ewentualnie mógłby stawić mu czoła, ale on widocznie utrzymywał z rogatym druidem relacje ewidentnie sojusznicze.
        Byli niemal na miejscu, gdy towarzyszki szamana wystrzeliły jak poparzone z chaty panny Faelivrin i popędziły w dół ulicy.
- Patrzcie! Są! – krzyknął Mitrelin. – Coś się dzieje! Gdzie one biegną? Gonią kogoś? – ekscytował się i nie oglądając się za siebie rzucił się w pogoń. Szybko odstawił dwu pozostałych towarzyszy.
- Ty nie biegniesz? – zdziwiony Yrinjakis odwrócił się do Agelatusa.
- A ty?
- Ja już jestem za stary na takie rzeczy – usprawiedliwił się swoim wiekiem czarodziej.
- A do mojego biegu nie jest przystosowane wasze miasto – wzruszył ramionami barbarzyńca. – Lepiej dla was, jeśli tu nie biegam.
- Nie wyglądasz na takiego, co przejmuje się innymi.
- A ty nie wyglądasz, jakbyś był w stanie wytrzymać silniejszy wiatr.
- Oj – westchnął elf nieco zmarkotniały, że szaman każdą uwagę od razu bierze do siebie. - Zdziwiłbyś się.
- Nie sądzę. – odparł rogaty beznamiętnie. – No chyba, że opieranie się podmuchom wiatru to najciekawsze sztuczki jakie masz w zanadrzu.
- Mam coś lepszego.
Siwowłosy pochylił głowę i zaczął pod nosem szeptać inkantację. Po chwili zamachał rękami. Widać było, że jest nieco zdziwiony, iż same słowa nie wystarczyły. Gestem sięgnął po więcej mocy i efekt od razu był widoczny. Obaj mężczyźni unieśli się nad ziemię. Widocznie magik za pierwszym razem nie docenił wagi druida. Teraz jednak, gdy byli już w powietrzu całkiem wartko polecieli ponad ulicą omijając ciżbę, unikając ewentualnych zniszczeń spowodowanych szarżą minotaura i niemal natychmiast wyprzedzając przedzierającego się przez tłum Mitrelina. Z góry szybko zlokalizowali najbardziej wyróżniającą się na ulicach centaurzycę, a wraz z nią wróżkę, driadę i poszukiwaną elfkę. Łagodnie wylądowali w ich pobliżu.
- Wszystko już wiecie? – zapytał Agelatus wtrącając się do rozmowy.
        Nireth zamilkła zakłopotana, że kolejny raz zmuszają ją do wywnętrzania się na środku gościńca. Koleżanki z drużyny barbarzyńcy jednak zrobiły typowe dla siebie szoł. Groszek gadała jak zwykle bez ładu i składu, Sinfee z przerażenia zaczęła się jąkać, Nemain niemalże wiwatowała niewyraźnie z wielkiej radości, a Lotka dalej dziobała torbę niewiele wnosząc do ogólnego rozgardiaszu. Gajłakiem, który nie wychylał się powyżej poziomu intelektualnego tuczonych kartofli nikt normalny by się nie przejmował, więc zgodnie z utartą tradycją zignorowali jego skamlenie. Ale nawet bez tego mężczyźni mieli kolejny twardy orzech do zgryzienia. Wykazali się jednak silną wolą i dobrymi chęciami, żeby wyłuskać z tego harmidru jakiś sens. Udało się zrozumieć kilka najważniejszych faktów. O otchłani i dziecku już wiedzieli wcześniej, ale pozostałe rewelacje z opowieści dziewczyn nie do końca siedziały z tym, co naopowiadał im pomocnik bibliotekarza. Minotaur wściekły wyprostował się, aż chrupnęły mu kości w karku i plecach. Jak chyba każdy nie przepadał, gdy go oszukiwano. Gniew zapłonął pod rogatym deklem. Gdyby miał Mitrelina w zasięgu ręki, biedny chłopak raczej by tego nie przeżył. Na szczęście jednak chuderlak ciągle jeszcze gdzieś tam biegł w ich kierunku. Z braku ucznia, druid zwrócił się do mistrza.
- Skąd ty wziąłeś tego głupka? – zapytał pogardliwie.
- Nie ma tu za dużego wyboru – usprawiedliwił się Yrin.
- Ale aż tak? – zdziwił się szaman.
- Niestety – pokiwał tamten siwą głową. – Takie pokolenie chyba.
- Tego głąba to jednak musiałeś jakoś specjalnie wyselekcjonować. – nie dawał za wygraną minotaur.
- Chyba po prostu żal mi się go zrobiło. – wytłumaczył się mag.
- Litość nie jest w takich sytuacjach najlepszym doradcą.
- No co ty nie powiesz?
- Trzeba było lepiej psa przygarnąć. – mięśniak nie zareagował na zaczepkę.
- Być może – przyznał czarodziej.
Przerwał, bo u jego boku stanął zdyszany pomocnik.
- Nareszcie was dogoniłem. – Sapał urywając końcówki wyrazów przy gwałtownych wdechach. – Straszne tłumy się szlajają po mieście i nikt nie dba o kulturę. Żaden mojemu autorytetowi nie chciał ustąpić z drogi. – Otarł ręką pot z czoła. – Szybko biegacie. – pochwalił niewiasty. – A i pan mistrzu świetnie sobie poradził. Widziałem z dołu. – zmarszczył czoło jakby miał trochę żal do nauczyciela, że ten przelatując nie wyciągnął go ze ścisku. Momentalnie jednak się rozpogodził i kontynuował – Ale ja też jak widać nie jestem w ciemię bity i jakoś sobie poradziłem. Już jestem, więc możemy rozwiązywać problemy i ratować świat…
- Drogi uczniu – przerwał tę tyradę Olwe.
- Tak mistrzu?
- Biorąc pod uwagę dzisiejsze okoliczności zdecydowałem o dalszym toku twojej nauki u mnie – stwierdził chłodno i wyrachowanie.
- Jestem do usług panie – młodzian aż podskoczył ucieszony, że zaraz zostanie oficjalnie podniesiony na wyższy poziom wtajemniczenia.
- Od tego momentu jeszcze raz wchodzisz w studia nad kamieniem. – Czarodziej brutalnie sprowadził swojego pomocnika z krainy marzeń na ziemię.
- Kamieniem? – zawołał tamten zszokowany. Kamień to nauka dla dzieci. Abecadło. Elementarz. Podstawy podstaw. Propedeutyka.
- Tak – potwierdził spokojnie mag. – Kamieniem.
- Jak to? Po co? – niemal krzyczał przekonany, że ponowne studia nad materią nieożywioną były dla niego niezasłużoną obelgą i ujmą na honorze.
- Masz się od niego czegoś nauczyć.
- Czego mam się nauczyć od kamienia? – wzdragał się nadal zbulwersowany do żywego taką decyzją.
- Milczeć.
Młodzieniec z rozdziawioną gębą popatrzył na starego nauczyciela. Chyba zrozumiał o co chodzi. Powiódł wzrokiem po wpatrzonych w niego twarzach reszty towarzystwa. Zwłaszcza na widok Nireth spłonił się, a ponure spojrzenie barbarzyńcy sprawiało, że zimny dreszcz przebiegł mu po plecach. Kolejny raz odkryli jego manipulacje i oszustwa. I to w obecności starego Ingloriona. Ale wstyd i hańba. Spuścił oczy, w których zaperliły się pierwsze łzy.
- Przepraszam – wydukał, ale Yrinjakis gwałtownym gestem dłoni uciął jego mazgajenie.
- Od dzisiaj nie odzywasz się niepytany. Zrozumiałeś? – popatrzył w twarz pomocnika i czekał.
- Tak mistrzu – odpowiedział wreszcie tamten niemrawo.
- Jeśli złamiesz warunki tej próby, albo jeszcze raz złapię cię na kłamstwie, to zostaniesz oddalony z mojej praktyki nie ukończywszy szkolenia.
Uczeń podniósł zalękniony wzrok na siwowłosego w niemym błaganiu o litość, ale nie wzruszyło to sędziwego mentora. Augur w dziedzinie przestrzennej magii patrzył nań surowo i wyniośle, czekając tylko jednej, krótkiej odpowiedzi zwrotnej. Nie interesowało go żadne marudzenie. Młody pomocnik nie miał wyboru.
- Tak mistrzu – poddał się posłusznie jego woli.
- Chcesz jeszcze o coś zapytać?
- Jak długo to potrwa?
- Ja o tym zdecyduję. – powiedział wymijająco. – Nie martw się. Na pewno dowiesz się jako pierwszy, gdy zakończysz.
               Yrinjakis odwrócił się do pozostałych i uśmiechnął się przepraszająco. Popatrzył łagodnie na Nireth, bo to głównie do niej miał zamiar skierować swoje zapytanie.
- Jak możemy pomóc?
Rozłożył szeroko ręce jakby dla podkreślenia, że ma na myśli nie tylko siebie i Mitrelina, ale całe zgromadzone wokół niej towarzystwo.
Avatar użytkownika
Agelatus
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Jeremy, Niphred, Dima, Rufus,
Rasa: Minotaur
Aura: Czytając tę aurę, jako pierwsza dotrze do Ciebie jej siła, która jest wyraźna i wykraczająca ponad przeciętne emanacje. Jej energia sprawia, że barwy sięgające Twoich zmysłów są wyraźne i soczyste. Zarówno początek i rozwinięcie aury stworzone są z barachitu, który intensywnie plącze się i snuje wokół gęstymi smugami. W centrum dostrzeżesz silny rdzeń złączonych ze sobą, żelaza i cyny, które w całość zespalają wszechobecne barachitowe powrozy. Dookoła blask swój roztacza jasna ametystowa poświata. Gdy skupisz się na doznaniach słuchowych, otoczą Cię liczne głosy, których mnogość stoi w sprzeczności z prostotą i minimalizmem obrazów. Zaś pomiędzy głosami, w regularnych odstępach słychać silne uderzenie młota. Mimo tych różnych dźwięków i nieustannie panującego gwaru, nasłuchując doskonale rozpoznasz w ich połączeniu subtelną i kruchą harmonię. Przez cały tan czas towarzyszyć Ci będzie delikatny zapach wiosennych kwiatów. W dotyku aura ta najbliższa jest odłupanemu, marmurowemu głazowi. Pod dłonią, powierzchnia jego jest sztywna i twarda z ostrymi krawędziami, w miejscu odłamania, które potrafią ciąć niczym nóż. Nieprzyjemnie szorstki i chropowaty, ale ku swojemu zaskoczeniu, znajdziesz na nim też wyślizgane i gładkie miejsca. Smak emanacji jest wyraźny, stanowiąc połączenie łagodności z goryczą, przeplecionych lepkością.
Wygląd: Mężczyzna, jak przystało na minotaura postawny, zwalisty i dobrze umięśniony. Wzrost około dwunastu stóp, plus imponujące rogi, z których jest bardzo dumny, i lepiej wyrażać się o nich dobrze, albo wcale. Szerokie nozdrza, pociągły pysk, wyniosły wzrok, równo przycięty szpakowaty zarost nosi tylko pod dolną szczęką. Zgodnie z tym, co mówi o nim imię, jego mimika jest bardzo ... (Więcej)

Postprzez Groszek » N lip 23, 2017 9:32 pm

        Nireth nie wytrzymała. Sporo wysiłku kosztowało ją by jakoś zaakceptować towarzystwo natrętnej wróżki i wiecznie uśmiechniętego centaura, którego pogodny i przyjacielski nastrój ni jak nie licował z pokaźnym wzrostem i mieczem wiszącym przy pasie. Łuczniczka starała się być szorstka, odpychająca, nieczuła, a nawet złośliwa. Wszystko byleby tylko zniechęcić do siebie takie towarzystwo. Niestety dla Faelivrin  jej działania nie przyniosły oczekiwanego skutku, podobnie zresztą jak próba wystraszenia członków tej dziwnej kompani, poprzez wskazanie im nietypowego celu jakim była otchłań. Wyglądało na to że optymizmu Skrzydlatej i Kopytnej nic nie jest w stanie złamać. Jednak tym co przelało czarę goryczy, było pojawienie się pary mężczyzn i ich dołączenie do spisku mającego na celu uprzykrzanie życia strażniczce. A zwłaszcza ostatnie zdanie wypowiedziane przez Yrinjakisa.
        - Jak widzę długi wypoczynek sprawił iż humor znacznie ci się wyostrzył mistrzu Inglorionie – Nireth na pokaz ukłoniła się przed bibliotekarzem – oczywiście potraktuje to jako pytanie retoryczne i chętnie posłucham w jaki sposób sam zamierzasz udzielić na nie odpowiedzi? Dziwne stworzenia atakują Kryształowe Królestwo. Nikt nie wie czym są, skąd się wzięły ani jak z nimi walczyć. Mieszkańcy zachowują się jakby w jednej chwili zapomnieli czym jest rozum, sumienie, honor odwaga i siła elfów. Zamiast brać sprawy w swoje ręce, spoglądają na tego jedynego, który miał ich uratować przed podobnym nieszczęściem, a tymczasem ich opiekun zapada w tajemniczą drzemkę, w kwestii obrony ludu nie kiwając nawet palcem. Aaa nie wspomniałam że jedyne co zrobił, to fakt iż prawdopodobnie przyczynił się od całego zamieszania. – Nireth wyrzucała z siebie latami nagromadzoną złość, gestykulując przy tym energicznie.
        – Ci którzy starają się walczyć, zostają oskarżeni za to ze uratowali wielu, a przecież powinni byli uratować wszystkich. Uznano nas winnymi, tylko dlatego iż pozostaliśmy przy zdrowych zmysłach. Za to mistrza Ingloriona, gdy tylko raczył się ocknąć, znów ogłoszono bohaterem Królestwa. Co zaś ważniejsze, nikt nie raczył pytać czego lub kogo te dziwne istoty tutaj szukały? Czy zdobyły to po co przyszły, a przede wszystkim czy ich atak może się jeszcze powtórzyć. Starałam się namówić doradców królewskich aby przygotować się na ewentualne kolejne ataki. I nic. Kilka z tych bestii udało mi się schwytać żywcem, po to aby spróbować dowiedzieć się od nich wszystkiego, a w zamian usłyszałam tylko tyle, iż zło należy bezwzględnie zniszczyć, a nie trzymać w klatce. Wszystkie moje sugestie zostały odrzucane, ponieważ … ponieważ nie jestem tobą. – Głos łuczniczki powoli zaczął się łamać, a z poczucia bezsilności, jedyne co mogła zrobić to wyładować własną złość, bijąc  pięściami w tors Yrinjakisa. – Dlaczego? Dlaczego na święte gaje musisz być taki jaki jesteś? Nienawidzę cię za to!
        - Ha, moja Jarzębinka w całej krasie. – Uradowała się Groszek. Wróżka nie miała pojęcia w czym leży sedno sprawy, ale zwykle niewiele rozumiała z długich monologów swojej przyjaciółki, dlatego też taki stan rzeczy przyjęła za dobra monetę. Poza tym miała przy sobie Nemain, tłumaczkę od wszystkiego co dziwne i nielogiczne.
        - Czy ja też mogłabym nauczyć się tego kamienia? – Zupełnie bez związku zapytała Sinfee, wciąż zafascynowana widokiem Rogatego Pyszczka unoszącego się w powietrzu.
        W powstałym zamieszaniu najszybciej odnalazł się Mitrelin, wietrzący swoja szansę na powrót do łask. Wystarczyło teraz dzielnie stanąć u boku swojego mistrza, nakrzyczeć na tego który rzuca fałszywe oskarżenia, aby a powrót zyskać uznanie w oczach Ingloriona.
        - Ja śmiesz tak kłamliwie … znaczy się, tak nie wolno, yyy no bo można to było powiedzieć… bardziej taktownie… - Spróbował wtrącić Mitrelin, niestety dla siebie szybko zorientował się iż  zruganie Faelivrin nie przyniesie mu nic dobrego, a do tego młodemu adeptowi nauk magicznych zabrakło odwagi by stanąć pomiędzy łuczniczką a swoim mistrzem, gdyż taki ruch za nadto zbliżyłby do go stojącego w pobliżu minotaura.
        Mimo to los zdawał się sprzyjać Mitrelinowi, ponieważ być może w skutek jego słów, a bardziej prawdopodobnie dlatego iż w końcu ochłonęła i poczuła się głupio, Nireth spuściła głowę i przestała się awanturować.
        - Przepraszam. – Wyszeptała elfka.
Avatar użytkownika
Groszek
Błądzący po drugiej stronie
 
Nagrody: Obrazek
Inne Postacie: Feyla, Winka, Nurdin, Awel, Bluen, Escrim, Ilia,
Rasa: Wróżka
Aura: Niezbyt silna aura otworzy się przed Twymi oczyma jako rozległa łąka. Jej ogrom stworzony z soczystego barachitu, z daleka wydaje się jednolity, choć złożony jest z wielu maleńkich ździebełek, składających się na puszyste błonie. Przyglądając się dokładniej, zobaczysz maleńkie kwiaty dzikiego groszku, uwikłane pomiędzy trawy, które kołyszą na wietrze swoimi kobaltowymi główkami usadowionymi na cynowych łodyżkach. Łąkę otacza wyraźna szmaragdowa łuna, a wśród tutejszego sielankowego spokoju brakuje jakichkolwiek dźwięków, mącących beztroskę. Nawet trawy poruszane podmuchami powietrza czynią to bezszelestnie. Jak to na łące, otoczy Cię tu cudowny i słodki zapach kwiatów, niesiony wraz z ciepłą bryzą. Jeżeli zaś usiądziesz pośród przytulnego kobierca, by delektować się otoczeniem, docenisz jego miękkość podobną puchowi. Giętkie listki ustąpią Twojemu naciskowi i przyjemnie otulą Cię swoją gładkością. Pośród całej tej delikatności, trafiają się jednak ostre trawy, których nie powinieneś lekceważyć. Smak tej emanacji odbierzesz jako wyraźnie lepki, niczym świeży pszczeli miód, spływający po złocistych plastrach.
Wygląd: Groszek jest niewysoka nawet jak na wróżkę. Przy swoim wzroście spokojnie mieści się na ludzkiej dłoni. Ma śliczne duże skrzyła, które sugerują że gdyby bardziej niż o odkrywanie zewnętrznego świata, wróżka zadbała o poszukiwanie wewnętrznego piękna, mogła by być naprawdę urodziwa. Ale Groszek nie ma zwyczajnie na to czasu. Ceni sobie prostotę, dlatego zwykle przywdziewa ... (Więcej)

Postprzez Nemain » Wt lip 25, 2017 7:43 pm

        Już wydawałoby się, że wszystko wyjaśnione, cel został określony i jasno sprecyzowany a uratowanie Jarzębiny nabrało wreszcie wyraźniejszych wskazówek jak samo odnalezienie jej bliźniaczej duszy i udzielenie jej pomocy, gdy wszystko znów zaczęło wymykać się z cugli. Nemain cofnęła się o krok widząc nagły wybuch złości Nireth.
- To u niej to normalne? - zapytała skrzydlatą towarzyszkę, nie do końca będąc pewną czy aby takie zachowanie nie jest właśnie objawem choroby z którą powinni się uporać w pierwszej kolejności. Wróżka jednak była wyraźnie zadowolona z takiej formy ekspresji jaką właśnie prezentowała łuczniczka.
        Kopytna obserwowała jak Nireth powoli puszczały nerwy i kobieta zaczyna dawać upust swoim frustracjom. Z każdym słowem Kara traciła swoje radosne nastawienie. Sytuacja zgoła inna, pobudki całkowicie odmienne, a jednak to co złościło elfkę, wydawało się Nemain jakieś dziwnie bliskie. Radość związaną z niesieniem pomocy powoli zastępował bunt i opór. Po co w takim razie Nireth chciała cokolwiek ratować i gdziekolwiek iść. Przecież dla takich ludzi nie warto. Z rozmyślań wyrwał ją coraz bardziej znajomy głos.
- "Ocknij się..."
- Czego znowu?
- "Oni wszyscy kłamią, słuchaj i obserwuj a nie wierzysz we wszystko co ci mówią"
- O co ci chodzi? Czemu mieli by kłamać? - księga westchnęła głęboko i kontynuowała - "By uzyskać to czego chcą?" - zapytała retorycznie, by szybko tego pożałować.
- Przecież wystarczyłoby by poprosili - odparła w myślach Nemain, jakby była to najbardziej oczywista rzecz na świecie. Tom westchnął ponownie, ale wyraźnie zaczął tracić cierpliwość - "Skup się!"
- Nie krzycz na mnie! A w ogóle to niby od kiedy mam słuchać książki? - nastroszyła się Kara, a cały prowadzony wewnętrznie monolog malował się wszystkimi emocjami na twarzy centaura.
- "Zacznijmy więc od początku. Myślisz, że te stwory zjawiły się w królestwie ot tak sobie? Myśl! Nigdy nie musiałaś, ale chociaż teraz spróbuj!"
- Myślisz, że obrażając mnie coś zyskasz? - kopytna też powoli traciła cierpliwość. Co jak co, ale jakaś tam książka nie będzie jej ubliżać. Wolumin się jednak nie poddawał i wyraźnie był nie mniej temperamentny od centaurzycy.
- "Wysil się koniu! Nie znasz świata i życia, ale to nie znaczy, że ignorancja będzie ci darowana!"
Nem nadęła się niby najeżka, ale zamilkła słuchając książki uważniej. Księga ją złościła, ale jednocześnie strasznie Karą zaciekawiło, co też elfy ukrywają. To właśnie ciekawość zwyciężyła. Tom poczuł się usatysfakcjonowany więc kontynuował.
- "Ten tam stary, zgrywający niewinną ofiarę... Tak naprawdę to on był jedną z przyczyn całego bałaganu. W poszukiwaniu wiedzy, jak to sam określa, ale przede wszystkim potęgi, otworzył portal do miejsc, których nie powinien był niepokoić. Rzekomy winowajca, siewca chaosu, który podobno zbiegł, był jedynie częściowo winien. To bibliotekarz podjął wszystkie decyzje. To on wykorzystał wariata. Teraz próbuje się wyłgać propozycją pomocy, ale tak naprawdę chce mieć pretekst by znów otworzyć portal." - Nemain nie odpowiedziała, ale zaczęła się poważnie złościć.
- "Jak myślisz dlaczego ta wasza Nireth chce tam wrócić?"
- By ratować dziecko? - bardziej zapytała niż odpowiedziała.
- "To chcieliście usłyszeć. Jeżeli naprawdę chcecie uratować Jarzębinę..."
- Skąd wiesz, że chcemy ocalić wróżkę?!
- "Wiem wiele, ale... - książka próbowała wrócić do właściwego tematu rozmowy. Z marnym skutkiem, gdyż centaur ufiksował się na świeższym frapującym ją problemie.
- Czym ty jesteś? Nie jesteś chyba czymś złym, moje amulety nie reagują na ciebie...
- "Jestem czymś ponad dobro i zło, ale do sedn..."
- Nie rozumiem.
- "Nie masz rozumieć, skup się!"
- Nie krzycz na mnie!
- "Nie krzyczę, wysil tę swoją ciemną makówkę i zakoduj, że ratowanie Jarzębiny nie ma najmniejszego związku z całą wyprawą do Otchłani jak to oni określili ten wymiar, nieprawidłowo zresztą, ale to chwilowo nieistotne."
- Jak to? - skonsternowała się Nem, a księga na powrót ku swej uciesze uzyskała jej pełną uwagę.
- "A tak to. Elfka jest chora, to jest wasz prawdziwy problem. Ugryzł ją jeden z gości z innego planu i uszata obawia się, słusznie zresztą, że zmieni się w jednego ze stworów, które ten zadufany w sobie starzec przez swoją arogancję sprowadził tutaj. By ratować miasto chce się ostatecznie poświęcić, zniknąć w wymiarze bestii."
Dialog z książką przebiegał znacznie szybciej niż werbalne rozmowy i zakończył się dokładnie w momencie gdy Nireth kończyła swoje wyrzuty wobec Yrinjakisa.
Powróciwszy myślami do realnego świata, weszła między elfy potrącając Mitrelina zadem, oczywiście niechcący. Jednocześnie tymże tyłem odwraciła się do powszechnie szanowanego mistrza. Otoczyła ramieniem dowódczynię strażniczego oddziału i odciągnęła odrobinę na bok.
- "Prawe ramię" - usłyszała Kara w swojej głowie. Złapała więc uszatą za rękę i podwinęła jej rękaw. Łuczniczka złościła się i protestowała, niestety przegrywając ze wścibskim kopytnym. Oczom Nem ukazała się sina ręka wraz ze znajdującą się w centrum ropiejącą raną. Gdy tylko centaur zbliżył dłoń do obrażenia, dzwonki wplecione we włosy zaczęły nieśmiało brzęczeć.
Wzrokiem odnalazła pysk Agelatusa i to spojrzeniem właśnie wskazała ranę elfki. Jakby nie patrzeć z całej ekipy, to on najlepiej znał się leczeniu. Nie prosiła, ani nie tłumaczyła. Jakimś cudem wtedy wszystko szło na opak. Liczyła, że rogaty domyśli się o co chodzi.

        Gdy druid wziął się do pracy, Nem stanęła z boku obserwując proces leczniczy.
- Czyli nie pójdziemy do tam gdzie mieliśmy iść...
- "A chcesz brać udział w bezprawnej napaści na cudzy dom?"
- No nie...
- "No to chwilowo wstrzymaj się z podróżą"
- Co będziesz robić, jak już uratujemy Jarzębinę - Kara zwróciła się do Skrzydlatej, widząc jak powoli zasklepia się brzydka rana na ramieniu elfki, zwiastując rychły sukces ich wyprawy. Do minotaura chwilowo się nie odzywała, by ten znów nie wpadł na jakiś durny pomysł by znów robić wszystko tylko nie to co należało, jak to miewał w zwyczaju.
Avatar użytkownika
Nemain
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
 
Inne Postacie: Sherani, Lucien, Elleanore,
Rasa: Centaur
Aura: Wzrok zachwyca gnąca się w zjawiskowym tańcu emanacja, której żelazna barwa lśniąca w słońcu mocno rzuca się w oczy. Barachitowe listki uczepione u dołu falują targane wiatrem, zaś miedzianą wstęgą o cynowych zdobieniach, zgrabnie zakreśla w powietrzu różnorodne kształty. Zupełnie odwraca to uwagę od jej niewielkiej siły. Dodatkowo efekt potęguję wesoło migoczące szmaragdowe światło. Wszystko dzieje się w zupełnej ciszy bowiem aura nie została obdarzona żadnym dźwiękiem. Mimo to uzupełnia to silna i słodziutka woń miodów i kwiatów rosnących na kolorowych łąkach. Ta cudowna delikatność sprytnie maskuje ostre jak brzytwa brzegi oraz te bardziej tępe i zniszczone. Jeśli zdoła się dojrzeć paskudną chropowatość, może ona całkiem zbić z tropu, kompletnie nie pasując do całości. Aczkolwiek dopasowała się jednak do twardej powierzchni jak ulał. W smaku zaś lepi się nieznośnie, jednakże pod koniec o dziwo pozostawia suchy posmak.
Wygląd: O ile rasę Nemain można rozpoznać po jednym spojrzeniu, o tyle większe problemy nastręcza wiek i płeć karego podróżnika. Uważne oko zauważy, że centaur jest dziewczyną, ale sylwetkę zarówno ludzkiej części jak i końskiej, ma ona chudą i szkapowatą, która gdyby nie była zbudowana z suchych, żylastych mięśni, przywodziła by na myśl ofiarę długotrwałego głodu. Z tych ... (Więcej)

Poprzednia strona

Powrót do Kryształowe Królestwo

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron