Niesieni na falach...


Bajkowe wybrzeże Oceanu Jadeitów. Jego nazwa wzięła się od koloru jakim promieniuje. Znajdziesz tu plaże ze złotym piaskiem, palmy i rajskie ogrody. Palące słońce rekompensuje cudowna morska bryza.

Postprzez Kiraie » So lip 14, 2018 5:04 pm

        Aweker wciąż na wpół leżał na łóżku w tej lecznicy tak, jak podczas rozmowy z Kiraie. Miał posępny i zamyślony wyraz twarzy kiedy przyszedł do niego wampir, na którego zwrócił uwagę dopiero po chwili. Musiał intensywnie nad czymś się zastanawiać, gdyż oznaki tego wciąż były widoczne w jego szarych oczach, wpatrujących się uważnie wrogiemu kapitanowi. Dziwić jedynie mogło to, że prócz niechęci oraz wrogości kryło się w nich również wahanie z dobrze widoczną rozterką, jaką teraz admirał niewątpliwie przeżywał.

        - Kto by pomyślał, że kiedyś dożyję dnia kiedy zobaczę jak Postrach Jadeitów się waha - zaczął od razu, pomijając zbędne uprzejmości i nawet nie starał się być nawet odrobinę łagodniejszy dla nieumarłego, choć gdyby nie jego szybka reakcja w udzieleniu otrutemu pierwszej pomocy, Rion niewątpliwie by umarł, a przynajmniej tak wynikało z relacji Rafaela, którą leończyk został poczęstowany praktycznie zaraz po swoim wybudzeniu się. - Nie martw się Barbarossa, obaj jesteśmy w tej samej sytuacji. - Zasępił się przez moment, a po chwili westchnął ciężko. Wciąż był pełen obaw do tego co postanowił i do końca nawet w to nie wierzył, że kiedykolwiek byłby zdolny do czegoś takiego, ale... Nie miał większego wyboru. Jak to się mówi, zawsze lepiej wybrać mniejsze zło.

        - Dbaj o nią i chroń choćby za cenę własnego... nieżycia, jak przystało na prawdziwego mężczyznę - wydusił z siebie z widocznym trudem. - Jeśli dojdą do mnie wieści, że była przez ciebie nieszczęśliwa, przysięgam ci, że cię dopadnę i zatłukę jak psa - warknął groźnie znów przypominając starego siebie, dumnego i surowego.
        - Nie licz też, że cię polubię tylko przez to, że uwiodłeś i omamiłeś moją córkę. Przez to mam jeszcze więcej powodów by cię nienawidzić, ale nie bież sobie tego do serca. Taka już ojcowska rola, by gnębić i upuszczać krwi mężczyźnie, który zabiera jego małą dziewczynkę.

        Ponownie zamilkł na dłuższy moment i wydawać by się mogło, że to co teraz zamierzał powiedzieć było dla niego jeszcze trudniejsze do przełknięcia niż ofiarowanie Barbarossie ręki Kiraie i dość oryginalne pobłogosławienie ich związkowi. Elfka nie musiała mówić Rionowi, że nieumarły kapitan zagościł w jej sercu, ponieważ sam się tego domyślił. W końcu był jej ojcem i do tego jeszcze nie ślepym, zwłaszcza, że dziewczyna, która jeszcze jakiś czas temu bała się, a nawet gardziła piratami, których bez wahania oddała by na szafot, teraz starała się ich bronić i udowodnić ojcu, że obie strony konfliktu tak bardzo się od siebie nie różnią. Awerker powoli zaczynał dostrzegać te podobieństwa i może właśnie to zaważyło na podjętej przez niego decyzji, z której nie zamierzał tak łatwo zrezygnować.

        - Mam do ciebie tylko jedną prośbę, Barbarossa, za to, że bez problemu przystałem na wasz związek - odezwał się nagle z przyprawiającą o gęsią skórkę surowością oraz stanowczością w głosie. - Pozwól mi i moim ludziom, jeśli tylko takie będzie ich życzenie, tu zostać. - Wbił w niego swoje poważne spojrzenie. Nie wyglądało na to by miał to być tylko kiepski żart. - Tak przecież będziesz mieć pewność, że położenie waszej wyspy wiąż będzie nieznane władzom Jadeitowych Miast, prawda? - Tak jak Kiraie, tak i Rion podjął decyzję o swoim przyszłym losie i nic nie było w stanie jej zmienić.
        Dla niego proszenie o to i dostosowanie się do tej społeczności było chyba jeszcze trudniejsze niż wydanie werdyktu w tej sprawie przez wampira. Jak już zostało wcześniej wspomniane, były admirał nie miał większego wyboru. W Leonii był skończony nie tylko jako zdrajca, ale jeszcze renegat, a co za tym idzie cały jego majątek i posiadłość nie są już dla niego dostępne. Zapewne też obok listów gończych z podobizną Barbarossy i jemu podobnych, wiszą już szkice przedstawiające członków załogi Wyzwolenia z kapitanem na czele. I wątpił by król zechciał okazać mu jakąkolwiek łaskę, bo nie był osobą honoru. Dla niego liczyła się tylko rozrywka i pieniądze, a co jest bardziej rozrywkowe niż widok byłego admirała dyndającego w odcieniach szarości na szafocie wraz z jakimiś podrzędnymi rabusiami i oczywiście piratami? Nie był jednak w stanie poprosić o wcielenie go i jego ludzi do pirackich szeregów, choć ciężko mu było z myślą pożegnania się z bezkresem oceanu pod kochanymi żaglami Wyzwolenia wygrywającymi na wietrze przepiękną muzykę. Wiedział, że prosiłby o zbyt wiele, zwłaszcza, że dla wszystkich z wyspy jest czołowym wrogiem publicznym. Z resztą... Nawet nie wiedział czy byłby w stanie wykonywać rozkazy jakiś piratów.

        - Jeśli mi nie wierzysz, czemu się nie dziwię, rozbierz Wyzwolenie na części, albo oddaj jednemu ze swoich podwładnych na własność, zostawiając odholowany bryg dla tych z mojej załogi, którzy postanowią podjąć ryzyko udobruchania króla i powrotu do domu - dodał jeszcze, przerywając przedłużającą się ciszę.

***
        Po wyjściu z lecznicy, Kiraie skorzystała z podanego przez Rafaela ramienia i pełna obaw poszła wraz z nim. Przebywanie w ogrodzie działało na nią niezwykle uspokajająco, co też od razu można było dostrzec na jej twarzy, z której powoli zaczynało uciekać całe napięcie. Dodatkowo jeszcze bardziej się rozweseliła, gdy zobaczyła lewitującą przyjaciółkę, więc bez większego wahania usadowiła się wygodnie na ławce pod dachem altanki. Nie mogła się jednak długo nacieszyć spokojem ducha, gdyż Tamika postanowiła przypomnieć o swojej wścibskości.
        - A skąd w ogóle o tym wiesz? - starała się ukryć irytację i niepokój, do których doszła również nutka złości, gdy zjawa postanowiła wyciąć numer Silvie, na co ptak zaskrzeczał z wyraźnym oburzeniem. Otrzepał się z ziemi i poleciał, aby usiąść na oparciu ławki przy Kiraie. - Myślę, że jeśli będzie taka możliwość to zostanę w komnacie, którą do tej pory zajmowałam - odparła z nieukrywaną nadzieją, że to nieco ugasi entuzjazm nieumarłej.

        Nie minęła dłuższa chwila, gdy w zasięgu ich wzroku pojawił się okazały puchacz, który zaraz przed nimi wylądował. Silva nastroszył ostrzegawczo swoje pióra, w każdej chwili gotów do walki z nieznanym osobnikiem, aczkolwiek od razu zrezygnował po pierwszym skrzeku. Patrzył z uznaniem na drugiego ptaka i zdawał się rozumieć powody jego przybycia.
        - Piękny jesteś - powiedziała spokojnie z zachwytem Kiraie, wyciągając dłoń w stronę czarnej sowy, aby spróbować ją pogłaskać.
        - Irina Barbarossa? - powtórzyła pod nosem ze zdziwieniem. Nie do końca rozumiejąc, a przynajmniej do momentu, gdy Tamika nie postanowiła rozwiać nieco tej tajemnicy. - ...Narzeczona? - spytała równie cicho, zasępiając się i lekko spuszczając głowę, a zaraz ziewnęła teatralnie udając zmęczenie. - Przepraszam was, to był ciężki dzień... Chyba pójdę się położyć - powiedziała pośpiesznie, chcąc odejść w stronę rezydencji i zamknąć się w komnacie, z której jak dotąd korzystała. Może ten list był sygnałem od losu, że nie podjęła dobrej decyzji i powinna jak najszybciej wracać z ojcem do Leonii zapominając jak najszybciej o Barbarossie i całej jego zgrai. Pilnowała cały czas żeby się nie rozpłakać, dopóki nie znajdzie się w bezpiecznym, według siebie, pomieszczeniu.
Avatar użytkownika
Kiraie
Błądzący po drugiej stronie
 
Inne Postacie: River, Yve, Aldaren, Valerian, Dantalian, Dragosani,
Rasa: Leśna elfka
Aura: Aura o przeciętnej sile w słońcu mieni się w odcieniu barachitu, efekt potęguje szmaragdowe światło, które wręcz oślepia. Gdy wzrok przywyknie, można dostrzec rtęciowe symbole alchemiczne, losowo rozsiane po całości. Na górze wiruje, delikatnie lewitując nad powłoką, miedziany pyłek. Na dole zaś kobaltowa wstęga oplątująca emanacje delikatnie wije się nawet przy delikatnym wietrze. Słychać śmiech dzieci i liczne głosy jakby w pobliżu ktoś urządził huczne przyjęcie. Typowo leśna woń sprawia, iż nawet będąc w na rynku w mieście można mieć wrażenie pobytu wśród drzew. W dotyku miękka i przyjemna jak aksamit. Jednocześnie też niebywale ostra na ząbkowatych krańcach i zaskakująco elastyczna. W smaku uporczywie lepka pozostawia po sobie łagodny posmak.
Wygląd: Spacerując ulicami miasta nie raz czuła na sobie pełne pożądania spojrzenia kawalerów i zdarzało jej się słyszeć tanie a zarazem żałosne komplementy porównujące ją do anioła. Fakt, że jest bardzo urodziwa i ma jasne, płowe włosy, wcale nie musi oznaczać, iż została zesłana na ziemię przez Najwyższego. Niewątpliwie długie i szpiczaste, elfie uszy psują wizję o niej, ... (Więcej)

Postprzez Barbarossa » Wt sie 07, 2018 10:18 am

- A ja nie sądziłem, że kiedyś będę pić z człowiekiem, który przez tyle lat życzył mi śmierci - odpowiedział pirat, przykładając zlewkę do ust i cały czas mierząc Awerkera podejrzliwym spojrzeniem, jakby w każdej chwili miał nastąpić z jego strony zdradziecki atak. Jednak w zniszczonym mundurze i twarzy, powoli usuwającej objawy zatrucia, starszy elf nie prezentował się już tak godnie, jak kiedyś. Wydawał się zagubiony, jak dziecko, które w ciemnym tunelu straciło ostatnią zapałkę. Mimo to wciąż towarzyszył mu status wroga wszystkich piratów i każdy mieszkaniec wyspy z przyjemnością widziałby go na szafocie.
- Jednak życie uwielbia nas zaskakiwać - westchnął wampir, odkładając naczynie na stół i stając przed byłym admirałem z dłonią opartą na szabli. - Obaj marzyliśmy o tej chwili, prawda? By stanąć twarzą w twarz z bronią w ręku i na śliskich od krwi deskach naszych okrętów rozstrzygnąć, który jest silniejszy. Dziś mam okazję udowodnić, że to ja jestem górą. Mógłbym cię teraz zabić, ciało strącić z klifu i okrzyknąć światu nowinę, że największy łowca piratów w końcu poległ. Tego jednak nie uczynię. Nie kiedy leżysz bezbronny niczym prosię czekające na przyjście rzeźnika.

Już miał odwrócić się i wyjść, życząc mu wcześniej szybkiego powrotu do zdrowia i domu, kiedy to niespodziewanie elf wyprzedził jego intencje, udzielając błogosławieństwa jemu i swojej córce. Barbarossa nie ukrywał swojego zdumienia, choć fakt, że Awerker o wszystkim sam musiał się domyśleć postawił go w nieco krępującej sytuacji. W końcu gdy on tu walczył z trucizną o życie, wampir, jak gdyby nigdy nic, oddawał się rozkoszy z jego najcenniejszym skarbem, który przez ostatnie dni u niego gościł. Teraz dowiadywał się, że odwieczny wróg nie zamierza mu go odbierać, lecz nawet z przychylnością losu pozostawić pod opiekę, której ojciec nie mógł już zapewnić.
- Ma być przy mnie szczęśliwa? - powtórzył pytanie, by je lepiej zrozumieć, lecz i nawet to nie pomogło. Robiąc krok w tył, Barbarossa rozłożył bezradnie ręce, jakby zaraz miało nadejść śmiertelne pchnięcie srebrnym kołkiem. - Nawet nie wiesz o co prosisz. Jestem piratem, nie porządnym marynarzem. Zabijam, torturuję, sprawiam, że ludzie zapominają co to szczęście. Twoja córka nie jest mi obojętna i nie jest też na tyle głupia, by nie wiedzieć, że z każdym powrotem do portu będę miał na rękach cudzą krew. Jeśli mimo tego wciąż będzie chciała przy mnie trwać, nie odtrącę jej, ale nie mogę ci przyrzec, że znajdzie przy moim boku takie szczęście, o którym zawsze dla niej marzyłeś.
- Będzie za to bezpieczna i wolna - kontynuował po krótkiej przerwie. - O resztę będzie musiała sama się pomartwić.

Barbarossa nie zamierzał ukrywać przed admirałem gorzkiej prawdy i jeśli ten chciałby go teraz utłuc, to lepsza okazja niż ta, już mu się nie trafi. Takie były jednak fakty. Kiraie, która przez te wszystkie lata żyła w zamknięciu czterech ścian, nawet na porwaniu nie widziała dość, by wiedzieć co może ją spotkać. Jeśli zostanie, przeżyje z pewnością wiele rozczarowań, nie raz przyjdzie jej jeszcze płakać. Żywot pirata nie opływał luksusami, choć własna wyspa i posiadłość ze służbą mogły temu przeczyć, to Barbarossa sam nie życzył elfce takiego życia. Trwałaby w ciągłej niepewności, co przyniesie jutro, jednocześnie marząc bardziej niż kiedykolwiek o złotej klatce w bezpiecznym mieście z dala od oceanu i przy boku ojca. Gdy jednak i ten wystąpił z prośbą o azyl dla siebie i załogi, kapitana Nautiliusa zamurowało. Do niedawna on i Awerker gryźli się, jak dzikie kundle, a teraz miałby go przygarnąć pod swój dach. Po tych wszystkich latach?

- Masz rację, nie wierzę ci - odpowiedział zamiast wyśmiać jego prośbę, po czym podsunął sobie krzesło, by spotkać się z admirałem na jednym poziomie. - I prędzej wszystkim wam poderżnąłbym gardła, gdybyście tylko postawili nogę w moim porcie. Ale znam granice dobroci. Rządasz ode mnie za wiele, Rionie. Twoi ludzie mordowali moich, nasze okręty ścierały się wielokrotnie, jak myślisz, co się może stać kiedy wypłynę zatapiać statki, a ty i twoi marynarze zostaniecie na łasce Wyspy Czaszek?
Barbarossa wstał, robiąc długą i mroczną przerwę. Cisza, która zapadła była bardziej nieznośna niż wszystkie inne. W końcu jednak przerwał ją skrzyp zawiasów otwieranych drzwi i odgłos wychodzącego wampira.
- Idź do swoich i wróć z tymi, którzy zechcą tu zostać razem z tobą - padło już z korytarza, a następnie ucichło.
Dla wampira spotkanie dobiegło końca, nie chciał on mówić tego Awerkerowi w twarz, by przypadkiem nie odkryć słabości. W gruncie rzeczy nie życzył mu już śmierci, a skoro Rion sam zaproponował zakopanie topora wojennego, to pirat pomoże mu wykopać odpowiednio głęboki dół.

Teraz jednak samotnie podążał korytarzami rezydencji, chcąc jak najszybciej znaleźć się we własnej komnacie. W głowie huczało mu od myśli, figury na szachownicy stały bez porządku, a on nie miał już asów w rękawie na dokończenie tej partii. Mógł jedynie czekać.

***

- O to należy spytać samego kapitana - odpowiedział czarodziej, chowając list za pazuchą szaty, by przy najbliższej okazji oddać go kapitanowi. - Barbarossa niechętnie rozprawia o swojej rodzinie. Do niedawna sam żyłem w przekonaniu, że poza nami żadnej nie posiada.
- To smutne - wtrąciła Tamika, przyglądając się puchaczowi. - Ale Irina Barbarossa to raczej nie jest zwykła przyjaciółka, skoro zna położenie wyspy. Inaczej ten ptak nigdy by tu nie trafił.
- To prawda - zgodził się Rafael. - Ale to wciąż za mało, by sądzić, że to jego narzeczona - dodał, widząc na twarzy Kiraie malujący się smutek, który dawał do myślenia. - Raven i Adewall na pewno będą wiedzieć więcej. Znają naszego kapitana najlepiej z całej wyspy. Ja jestem tylko medykiem, z resztą nigdy nie czułem potrzeby wypytywania go o rodzinne strony.
- Ja tak, ale zawsze mnie zbywał - dorzuciła swoje zjawa, która na widok odchodzącej elfki, rzuciła się za nią, zostawiając czarodzieja i oba ptaki samych sobie.

- Hej, zaczekaj! Przepraszam za to, co powiedziałam. I za moje wścibsko. Na swoją obronę dodam, że was nie podglądałam. Znam granicę. I nie chciałam mówić tego przy Rafaelu, choć pewnie sam się już domyślił, ale uważam, że dobrze się stało. Pasujecie do siebie. Ty i kapitan. Od początku wiedziałam, że coś jest na rzeczy.
Trajkotania nieumarłej nie było końca, nawet wtedy, gdy obie kobiety znalazły się pod dachem posiadłości. Idąc jej kolejnymi korytarzami, Tamika próbowała przekonać elfkę do współlokatorstwa, raz czy dwa napominają przypadkiem, że pewnie wampir zaprosi ją do siebie. Jako dobra koleżanka odradzała jej też odmowę, powołując się na swoją martwą zdolność swatania ludzi. W końcu niebawem cała wyspa się dowie, po co mieliby się z tym kryć?
Avatar użytkownika
Barbarossa
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
 
Inne Postacie: Aki, Lav, Arios, Barbarossa, Azra, Hanti, Arno,
Rasa: Wampir czystej krwi
Aura: Aura nie posiada zjawiskowej siły magicznej jednakże wyróżnia się czym innym. Na jej powłoce widnieje iluzja falującego morza w kolorze żelaza, a na nim z determinacją płynie do przodu niewielki względem otoczenia kobaltowy statek. W tle widać turmalinowe światło wiecznie zachodzącego słońca. Można nawet wyczuć charakterystyczną nadmorską woń, która po chwili słabnie, pokornie ustępując zapachowi świeżej krwi. Jeśli znajdzie się śmiałek chcący zanurzyć dłoń w żelaznej toni, to niestety by się rozczarował, ponieważ fale okazują się niebywale giętki i uciekają przed dotykiem. Statek natomiast w całości twardy jak głaz i niemożliwy do zatopienia w tym magicznym oceanie. Sprawne oko może wypatrzeć na jego pokładzie drobne, miedziane sylwetki trzymające ostre jak brzytwa szable, których blask najbardziej przyciąga wzrok. U góry powłoki emanacji kłębią się aksamitne chmurki. Wrażenia smakowe zaś ciężko określić inaczej niż lepkimi.
Wygląd:
Ogólne:

Jeśli patrząc na Barbarossę spodziewałeś się ujrzeć bladego jak kreda wampira o czerwonych oczach i długich kłach to powiem ci, że powinieneś odstawić książki i wyjść na świeże powietrze, gdyż nie wszystko, co przeczytałeś pokrywa się z rzeczywistością. Kapitanowi daleko bowiem do żądnego krwi mordercy, który wychodzi na żer po zachodzie ...
(Więcej)

Postprzez Kiraie » Cz sie 09, 2018 1:53 pm

        - Wybacz moją uwagę, ale użyłeś nietrafionej metafory - zaczął wyniośle, co było nie dość, że charakterystyczne dla elfów, to jeszcze dla ludzi jego pokroju i rangi. - Największym rzeźnikiem jakiego znam jest jeden tryton z twojej załogi, któremu, znów wybacz moją opinię, w okrucieństwie i szaleństwie nie dorastasz nawet do pięt. Jednakże nie to jest teraz najważniejsze, nie przeszkadzaj więc sobie i kontynuuj - powiedział z nutą aroganckiej żartobliwości i niewiadomym było czy zrobił to z czystej złośliwości, by pokazać, że jeszcze długi czas minie nim zmieni swoje nastawienie do wrogiego kapitana, czy po to, aby rozluźnić gęstniejącą wokół nich atmosferę.

        - Tak jak powiedziałeś. Ona nie jest głupia i ma własny rozum. Jeśli jej się narazisz, wierz mi, że może być wtedy bardziej okrutna niż ja bym był, gdybyś w Leoni wpadł w moje ręce, w najlepszym wypadku wątpię by się wahała z odejściem od ciebie. Chodzi mi tylko o to byś o nią dbał - podsumował wypowiedź Barbarossy, nie odrywając od niego, pełnego niechęci wzroku. Ciężko będzie mu się pogodzić z faktem, że jego mała córeczka zakochała się w takim draniu i mordercy, ale zabraniając jej tego unieszczęśliwiłby ją jeszcze bardziej niż ostatnim razem. Kto wie jaka wtedy by nastąpiła tragedia, może nawet coś gorszego niż porwanie przez piracką zgraję. Awerker wolał tego nie sprawdzać i z pokorą przyjąć to co dawał mu los. Zawsze mógł mieć nadzieję, że Kiraie szybko przejrzy na oczy i pośle tego łotra w trzy diabły tam, gdzie jego miejsce.

        - A jednak, mimo swoich słów ręce cię w mojej obecności świerzbią, aby sięgnąć po ostrze. Wiem, że jesteś człowiekiem...honoru, ale skoro ma cię to męczyć to po prostu nas wszystkich zabij i poślij Wyzwolenie na dno oceanu, dla nas i tak cała przygoda ma tylko jedno zakończenie - śmierć. Różnicą jest tylko to gdzie ona nas spotka, czy tu, czy w Leonii. Nie naciskam na ciebie, zrobisz co będziesz uważał za słuszne. Przy podjęciu decyzji bądź jedynie dalej dobrym przywódcą i podstępnym strategiem, kierującym się jedynie dobrem swoich ludzi. - W jego głosie pobrzmiewała całkowita kapitulacja, nawet na dalszą wędrówkę ścieżkami swojego życia. Był całkowicie pogodzony ze swoim losem i faktem, że poniósł sromotną klęskę w swojej odwiecznej walce z piratami, zwłaszcza tym jednym. Awerker jak nigdy dotąd był zdecydowany złożyć broń i się poddać, choć nie mógł zrezygnować z jednego - rozciągającego się przed nim widoku bezkresnego oceanu. Miał świadomość, że właśnie postawił wampira w piekielnie trudnej sytuacji, dlatego nie oczekiwał od niego podjęcia natychmiastowej decyzji.
        - Wiedz jednak, że obecnie największym zagrożeniem dla ciebie i całej wyspy nie jestem ja, lecz jeden zdradziecki szczur, który tylko czeka, by wrócić do leońskiego portu i zdać królowi raport - dodał na zakończenie, a po tym, wciąż osłabionym wzrokiem, obserwował jak jego rozmówca odchodzi.

        Ostatnie słowa Barbarossy, które rozbrzmiały nim zniknął za zamkniętymi drzwiami, tym razem zamurowały byłego admirała. Szczerze? Nie spodziewał się czegoś takiego z jego strony i nawet doszukiwał się kryjącego w tym podstępu, jednakże nie mógł zmarnować otrzymanej szansy. Odetchnął głęboko i zebrał nadal lekko nadwątlone siły by zwlec się z łóżka, doprowadzić do względnego porządku i pójść do swoich za poleceniem nieumarłego, którego nigdzie nie było widać, gdy kroczył korytarzem w stronę wyjścia. Nie chciał się jednak samopas panoszyć po rezydencji wampira, więc poprosił jedną ze służek - kuzynek Raven, o odprowadzenie go do wyjścia z posiadłości.

***

        Kiraie w milczeniu przysłuchiwała się rozmowie przyjaciół na temat nieznanej nikomu Iriny Barbarossy, a obawy i podejrzenia tylko w niej narastały. Co prawda Rafael miał rację, aby zbyt pochopnie nie wyciągać takich wniosków, ale argumenty Tamiki potwierdzające silną relację z nieznajomą Barbarossówną były równie przekonywujące. W ostatecznym rozrachunku elfka oprócz wzbierającej w niej zazdrości, nieznanej do tej pory, czuła się również zagubiona, zrozpaczona i wykorzystana. Coraz trudniej było jej się powstrzymać od płaczu, ale wciąż mocno się trzymała, aby nie uronić przy nich ani jednej łzy. Pomysł z wypytaniem Raven (bo do Adewalla bez żadnych przychylnych jej świadków wolała nie podchodzić) wydawał się dobry i naturalnie sensowny, jednakże świadczyłoby to jedynie o brakach w jej wychowaniu i podobieństwie do Tamiki. Była niemal całkowicie przekonana, że na wyspie wystarczy jedna chorobliwie wścibska osoba, a raczej zjawa, bo przecież o takie rzeczy najlepiej chodzić po odpowiedzi do źródła, a nie szukać ich z drugiej ręki.

        - Dziękuję ci Rafaelu za opiekę nad moim ojcem i miło spędzony czas, ale późno się robi i pójdę już do siebie - powiedziała z lekkim uśmiechem na twarzy, mającym ukryć pod sobą, że dziewczyna była bardziej przejęta tą sytuacją niż się wydawała. Uściskała go jeszcze przyjacielsko na pożegnanie i poszła do rezydencji, nie oglądając się za zjawą, której towarzystwa szczerze sobie w tej chwili nie życzyła.

        Idąc korytarzem, cierpliwie znosiła cały ćwierkany potok słów jaki wydobywał się z ust nieumarłej i w ostateczności zadowalała ją jedynie zdawkowymi odpowiedziami, acz powoli zaczynało ją to irytować. W końcu, wchodząc po schodach, westchnęła głośno, chcąc wyrzucić z siebie natłok negatywnych emocji, zatrzymała się i odwróciła do niej z tym samym przyjaznym uśmiechem co wcześniej.
        - Wybacz Tami, ale czy mogłabyś mnie zostawić przez chwilę samą? Jestem zmęczona, ale jeśli chcesz możesz znaleźć Raven i ją o to zapytać. Może uda ci się ją nawet do mnie przyprowadzić i zrobimy sobie babski wieczór, z nocowaniem i rozmowami przez całą noc. Co ty na to? - zapytała chcąc jak najskuteczniej odnieść się do niemal nastoletniej mentalności zjawy. W prawdzie wolałaby tę noc spędzić samotnie, ale może nocowanie w gronie przyjaciółek nie byłoby takie złe? A nóż polepszyłby się jej przez to humor.
Avatar użytkownika
Kiraie
Błądzący po drugiej stronie
 
Inne Postacie: River, Yve, Aldaren, Valerian, Dantalian, Dragosani,
Rasa: Leśna elfka
Aura: Aura o przeciętnej sile w słońcu mieni się w odcieniu barachitu, efekt potęguje szmaragdowe światło, które wręcz oślepia. Gdy wzrok przywyknie, można dostrzec rtęciowe symbole alchemiczne, losowo rozsiane po całości. Na górze wiruje, delikatnie lewitując nad powłoką, miedziany pyłek. Na dole zaś kobaltowa wstęga oplątująca emanacje delikatnie wije się nawet przy delikatnym wietrze. Słychać śmiech dzieci i liczne głosy jakby w pobliżu ktoś urządził huczne przyjęcie. Typowo leśna woń sprawia, iż nawet będąc w na rynku w mieście można mieć wrażenie pobytu wśród drzew. W dotyku miękka i przyjemna jak aksamit. Jednocześnie też niebywale ostra na ząbkowatych krańcach i zaskakująco elastyczna. W smaku uporczywie lepka pozostawia po sobie łagodny posmak.
Wygląd: Spacerując ulicami miasta nie raz czuła na sobie pełne pożądania spojrzenia kawalerów i zdarzało jej się słyszeć tanie a zarazem żałosne komplementy porównujące ją do anioła. Fakt, że jest bardzo urodziwa i ma jasne, płowe włosy, wcale nie musi oznaczać, iż została zesłana na ziemię przez Najwyższego. Niewątpliwie długie i szpiczaste, elfie uszy psują wizję o niej, ... (Więcej)

Postprzez Barbarossa » Śr sie 15, 2018 11:00 am

Zjawie nie trzeba było dwa razy powtarzać. Głośne westchnienie, wzruszanie ramionami i przyjazny, choć z lekka wymuszony uśmiech wystarczyły, by Tamika zrozumiała ukryty przekaz i oddaliła się pośpiesznie, zostawiając elfkę sam na sam z myślami. Oczywiście nie miała jej tego za złe, sama doskonale zdawała sobie sprawę, iż jej gadulstwo i wścibstwo potrafią poważnie zirytować wszystkich dookoła, ale w końcu lepszego pomysłu na swoje nieżycie nie posiadała. Była ciekawska z natury i gdyby tylko mogła pewnie napisałaby nie jedną książkę o prywatnym życiu każdego pirata na wyspie. Zanim jednak przeszła przez najbliższą ze ścian, do końca wysłuchała propozycji elfki i uraczyła ją szerokim uśmiechem, zatwierdzającym plan na zbliżający się wieczór.
- Już nie mogę się doczekać - zapiszczała, pozwalając nogom przekroczyć barierę z cegieł, podczas gdy głowa, która nie skończyła jeszcze konwersacji, wciąż lewitowała pomiędzy Kiraie, a olejnym obrazem o marynistycznym motywie. - Nawet nie pamiętam kiedy ostatni raz brałam udział w takim nocowaniu. Zaraz odnajdę Raven i wszystkim się zajmiemy.
Gdy zniknęła, korytarz na piętrze stał się najcichszym miejscem w całej posiadłości. Kiraie mogła nawet odnieść wrażenie, że przeniosła się w inny wymiar, gdzie jedynym dźwiękiem był ten towarzyszący oddychaniu. Nie trwało to jednak długo, kiedy na końcu korytarza pojawiły się sylwetki służących, zajętych pracami porządkowymi. Widząc samotnie stojącą elfkę, podeszły się przywitać oraz wypytać o samopoczucie, a następnie przeprosiły, gdyż czekały na nie kolejne obowiązki.

W tym samym czasie Barbarossa, omijając szerokim łukiem wszelkie osobistości, z którymi mieszkał pod jednym dachem, udał się do miejsca, w którym mógłby spokojnie przemyśleć pewne sprawy, a w którym nikt by mu nie przeszkadzał. Nieużywana od ponad wieku komnata kapitana Xeratha była ku temu najbardziej odpowiednia, a po złamaniu pieczęci na drzwiach i ich otwarciu, nie było już odwrotu. Przekraczając próg, nawet najpotężniejszy wampir musiałby ulec i solidnie odkaszlnąć, co Barbarossa właśnie uczynił, gdy uderzył w niego zebrany tu przez lata kurz. Jednak po za tym, że zalegał on nawet na suficie, pokój mentora niewiele się zmienił. Regały uginające się od nadmiaru ksiąg wciąż się nie połamały, podobnie jak wielkie łoże, szafy i komódka na alkohol do przyjmowania gości. Wszędzie na podłodze leżały ubrania oraz broń, lich nigdy nie nazwałby tego bałaganem, a po jego śmierci nikt nie miał serca tu wejść i posprzątać toteż następstwem było to, że w najdalszym kącie gniazdo uwiła sobie parka pająków. Stając pośrodku chaosu, Barbarossie zebrało się na wspomnienia. Pierwsze wyjście w morze u boku kapitana i jego zepsutej - dosłownie - załogi. Xerath, co tu dużo mówić, uwielbiał towarzystwo ghuli i zombie, posiadał wiedzę jak ożywiać zwłoki wzorem nekromantów z Maurii, tworzących żołnierzy dla kraju i taką załogę też kompletował. Na morzu nie było lepszych marynarzy, tak bezgranicznie posłusznych i sumiennych w obowiązkach, co z tego, że w walce nieco topornych. Przynajmniej słowo bunt na pokładzie było dla nich tym, czym dla wampira dotykanie srebra - zakazane i nie do pomyślenia. Podnosząc z ziemi jedną ze starych ksiąg, Barbarossa przetarł jej grzbiet i ze zdziwieniem stwierdził, że na okładce odcisnęły się ślady ptasich nóżek. A dokładniej kruczych. Podnosząc wzrok, wampir szybko zlokalizował okno, za którym, na szerokim parapecie, siedział, czy też raczej siedziała sprawczyni całego zamieszania.
- Nie wstydź się - powiedział pirat, uchylając okno tak, by ptak mógł spokojnie wlecieć do środka i zmienić się w kobietę o czarnych włosach i śmiertelnie bladej cerze.
- Wybacz - mruknęła dhampirka, poprawiając suknię i stając naprzeciwko kapitana. - Czasami się tu zakradam, by powspominać i pomyśleć. Jedyne miejsce w domu, gdzie nikt nie przeszkadza.
- Nie przepraszaj. W końcu dom należy do ciebie.
- Wiem, ale jakoś nie potrafię inaczej. Ojciec przepisał go tobie bo wierzył, że z czasem wrócę na kontynent i nie będę miała nic wspólnego z jego pirackim życiem. Chciał dla mnie jak najlepiej.
- To mnie zawsze w nim intrygowało. Nie było dnia, żeby kogoś nie zabił, ale podjął się wychowywania córki i zrobił to, jeśli mogę, cholernie dobrze.
- Dziękuję - odparła Raven, uśmiechając się radośnie. - Ale chyba nie przyszedłeś tu rozpamiętywać mojego ojca, prawda?
- Nie. Awerker poprosił mnie o udzielenie azylu jemu i jego ludziom. W Leonii czeka na nich szafot, a tutaj mają szansę na nowe życie. Mniej godne, a jakieś na pewno.
- Rion powiesił, a następnie spalił mojego ojca żywcem bez sądu - przypomniała kobieta. - Wuja Karsa też zabił. A przez kolejne pół wieku próbował dorwać i ciebie. Chcesz ot tak wpuścić go pod dach?
W ciszy, jaka zapadła słychać było jedynie jak para pająków uwija się przy powiększaniu gniazda.
- To przez Kiraie, tak? - zapytała w końcu Raven, a później dodała: - Chcesz to zrobić dla niej?
- Tak...
Tylko tyle wydusił z siebie wampir, zanim jego ciało postanowiło poddać się przemianie. Zrobiło to jednak w sposób bezbolesny, tak że mężczyzna nawet nie poczuł wyrastania ogona, uszu i sierści. Dwa uderzenia serca później dhampirka patrzyła już nie na kapitana piratów, a na czarnego kota w stercie ubrań, niezdarnie próbującego się wygrzebać. Biorąc go na ręce, Raven wyszła z pokoju i udała się na obchód, wpierw zaglądając do elfki. Wolała zostawić kota w jej rękach.
- Witaj. Mogłabyś przypilnować kapitana? - zapytała, uwalniając zwierzę, które spadło na cztery łapy i podreptało na łóżko. - Tu są jego ubrania - dodała, kładąc spodnie, koszulę i płaszcz na oparciu krzesła. - A gdy dojdzie do siebie, przekaż mu że Irina przysłała list. Tamika zdążyła mnie poinformować.

***

Tymczasem na Wyzwoleniu zdołano uporać się już z rannymi oraz zabrać tych, których rany okazały się zbyt rozległe na jakąkolwiek pomoc. Trzeba było przyznać, że piraci wykonali kawał dobrej roboty, stawiając na nogi znaczną liczbę leońskich marynarzy, którzy, o dziwo, wysilili się wobec nich na miłe gesty podziękowania. O wiele mniej przyjemna atmosfera miała miejsce w kajucie, gdzie Adewall, Jokar i Kasino w towarzystwie Menurki, Horonera i elfa-zdrajcy próbowali dotrzeć do prawdy, kto z całego tego łajdactwa odpowiadał za otrucie admirała Awerkera. Większość śladów wskazywała na ofiarę trytońskich tortur, lecz po wysłuchaniu nowych faktów wychodziło na to, że w zbrodnię może być zamieszanych więcej głów. Dla prywatnego kata Barbarossy nie była to wielka różnica, pociąć na kawałki jednego, a trzech spiskowców to bułka z masłem, jednak w domu czekało na niego małe stadko młodych żon, którym obiecał wrócić przed wieczorem, a ten z kolei zbliżał się już wielkimi krokami. W podobnej zadumie trwał minotaur, który pod nieobecność kapitana sprawował tu władzę i na równi z nim mógł decydować o wszystkim. Jednakże otrucie admirała obchodziło go równie mocno, co zeszłoroczny śnieg, tak więc zostawił to w rękach towarzyszy.
- Póki co nie wskazujemy nikogo palcem - powiedział pokojowo krasnolud, pokazując młodzikowi stołek. - Chcemy tylko dotrzeć do prawdy, kto otruł kapitańskiego gościa. Panie Horoner, jeśli tak bardzo wierzy pan w chłopaka, nie powinien mieć pan nic przeciwko małemu spacerowi do naszego czarodzieja. Rafael zna się na truciznach, a ja na kucharzeniu i wiem, że jeśli coś się przyrządza, śladów na rękach nie sposób tak łatwo zmyć. Wiem co mówię. Kiedyś marynowałem ośmiornicę w occie z cytryną i nie mogłem zmyć tego zapachu przez kilka dni.
- To chyba nie będzie potrzebne - odezwał się nagle Jokar, dając niemy znak kwatermistrzowi, który złapał elfa za ramię i usadził w krześle. Tryton niemal natychmiast znalazł się przy nim i z całych sił przebił mu udo nożem, celowo chybiając, by nie rozerwać tętnicy.
- Powiedziałeś tojad - stwierdził głosem pełnym grozy. - Tylko garstka wie, co zostało podane admirałowi. Jak to wyjaśnisz?
Oczy elfa momentalnie zaszły łzami, kiedy jego oprawca naciskał na ostrze z całych sił i pewnie robiłby to dalej, gdyby drzwi do kajuty nie otworzyły się nagle, ukazując postać admirała Awerkera. Jego przybycie zostało radośnie powitane ze strony załogi i z lekką pogardą ze strony piratów. Adewall, jako największy z towarzystwa, postąpił krok naprzód, a następnie wskazał na więźnia.
- Pewnie ucieszy cię fakt, że znaleźliśmy odpowiedzialnego za ten incydent. Jest twój. My wracamy do swoich spraw - oznajmił, dając znak Kasinowi i Jokarowi do opuszczenia okrętu.
Los elfa znajdował się teraz w bardziej odpowiednich rękach.
Avatar użytkownika
Barbarossa
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
 
Inne Postacie: Aki, Lav, Arios, Barbarossa, Azra, Hanti, Arno,
Rasa: Wampir czystej krwi
Aura: Aura nie posiada zjawiskowej siły magicznej jednakże wyróżnia się czym innym. Na jej powłoce widnieje iluzja falującego morza w kolorze żelaza, a na nim z determinacją płynie do przodu niewielki względem otoczenia kobaltowy statek. W tle widać turmalinowe światło wiecznie zachodzącego słońca. Można nawet wyczuć charakterystyczną nadmorską woń, która po chwili słabnie, pokornie ustępując zapachowi świeżej krwi. Jeśli znajdzie się śmiałek chcący zanurzyć dłoń w żelaznej toni, to niestety by się rozczarował, ponieważ fale okazują się niebywale giętki i uciekają przed dotykiem. Statek natomiast w całości twardy jak głaz i niemożliwy do zatopienia w tym magicznym oceanie. Sprawne oko może wypatrzeć na jego pokładzie drobne, miedziane sylwetki trzymające ostre jak brzytwa szable, których blask najbardziej przyciąga wzrok. U góry powłoki emanacji kłębią się aksamitne chmurki. Wrażenia smakowe zaś ciężko określić inaczej niż lepkimi.
Wygląd:
Ogólne:

Jeśli patrząc na Barbarossę spodziewałeś się ujrzeć bladego jak kreda wampira o czerwonych oczach i długich kłach to powiem ci, że powinieneś odstawić książki i wyjść na świeże powietrze, gdyż nie wszystko, co przeczytałeś pokrywa się z rzeczywistością. Kapitanowi daleko bowiem do żądnego krwi mordercy, który wychodzi na żer po zachodzie ...
(Więcej)

Postprzez Kiraie » Śr sie 15, 2018 11:14 pm

        Niemałą ulgę wywołała u elfki chwila, w której w końcu została sama, acz zrobiło jej się wstyd, że tak potraktowała przyjaciółkę, zwłaszcza, że ta z wielkim entuzjazmem zareagowała na pomysł wspólnego nocowania ich trójki w jednym pokoju. Radość nieumarłej nawet minimalnie udzieliła się Kiraie i nieco poprawiła jej humor, lecz jak już zostało wspomniane, długoucha zaczęła żałować, że odprawiła zjawę. Podjętej decyzji już niestety nie cofnie, a rozpaczliwe zawrócenie do siebie Tamiki oraz niezdecydowanie w kwestii czyjegokolwiek towarzystwa najpewniej byłoby jeszcze bardziej gorszące, niż jedynie grzeczne poproszenie o chwilę samotności. Westchnęła ciężko i wznowiła wędrówkę korytarzem do swojego pokoju. Nie miała już chęci cię rozpłakać i szczerze powiedziawszy nawet nie wiedziała co o tym wszystkim myśleć. O tajemniczej Irinie Barbarossie, o swoim nowym życiu na pirackiej wyspie, o najgorszym piracie ze wszystkich, którego czuła, że kocha całym swoim sercem. Może i nie było tego wiele, ale niewątpliwie były to nazbyt poważne sprawy do przemyślenia, ale nie miała odwagi, ani siły się w nie zagłębić.

        Wróciła do komnaty, której wciąż nie była pewna i mogłaby nazwać "swoją". Rozsunęła ciężkie zasłony, aby wpuścić do pomieszczenia trochę ostatnich promieni światła i otworzyła drzwi od balkonu, wpuszczając do środka Silvę, który od razu usadowił się swojej nowej właścicielce na ramieniu i łebkiem ocierał się o jej policzek, domagając się pieszczot. Kiraie drapała go lekko pod delikatnie zakrzywionym dziobem, idąc w stronę łóżka, na którego oparciu ptak sobie zasiadł, umożliwiając elfce położenie się i odpoczynek. Oczywiście martwił się o nią, bo widział, że coś jest nie tak, nawet jeśli wszystko słyszał, acz nie do końca rozumiał o co było to całe zamieszanie.

        Nim jednak dziewczyna zdążyła usnąć na dobre, po pokoju rozległo się pukanie do drzwi i o ile Silva nie ruszył się ze swojego miejsca i nie przerwał drzemki, o tyle Kiraie musiała się pofatygować do wejścia i je otworzyć. W końcu nie mogła się tu czuć jak u siebie, a poza tym mogło to być coś ważnego, na przykład na temat jej ojca. Szczerze, widok Raven ją zaskoczył, ale jeszcze mniej spodziewała się ujrzenia kapitana w kocim stanie. Myślała, że Barbarossa mógł już zapomnieć o tej dolegliwości, bo jednak od kilku dni w ogóle nie widziała go takim. Otworzyła szerzej drzwi, wpuszczając kocura do środka i odprowadziła go wzrokiem w stronę łóżka, a następnie skupiła się na dhampirce przewieszającej przez oparciu krzesła, stojącego pod ścianą nieopodal wejścia, jego ubrania.
        - Co się stało? - zapytała, jednakże sądząc po pośpiechu w jakim nieumarła przekazała rzeczy kapitana i jego samego, oraz brak jakichkolwiek wyjaśnień czy odpowiedzi, widać było, że albo się gdzieś spieszyła, albo była niezwykle zajęta.

        Pozostawiona praktycznie sama sobie dziewczyna westchnęła i ponownie zamknęła drzwi, po czym wróciła na łóżko do kota i feniksa. Uprzednio też starannie poskładała i ułożyła na skrzyni przed łóżkiem ubrania wampira. Położyła się z powrotem obserwując uważnie poczynania czarnego dachowca, którego wciąż nie wiedziała jak tak naprawdę traktować. Nie mogła się oprzeć przed wyciągnięciem w jego stronę dłoni i pogładzeniem jego mięciutkiego futerka, drapiąc go za uszkiem i pod bródką.
        - Nie wiem dlaczego, ale mam dziwne wrażenie, że zrobiłeś to specjalnie, kapitanie - mruknęła, a z wezgłowia zeskoczył na poduszki Silva, sadowiąc się obok Barbarossy i również domagając się pieszczot, których Kiraie zaraz mu dostarczyła. - Czy to przez mojego ojca? Chyba nie powinnam was zostawiać samych, teraz nie musiałbyś tak cierpieć. - Mimo głaskania i zwracania uwagi także na feniksa, i tak najbardziej skupiona była na piracie, za którego obecny stan zaczęła się obwiniać, a do oczu napłynęły jej łzy. - Przepraszam, kapitanie - wyrzuciła cicho z siebie przytulając go do siebie. Był niezwykle ciepłu i miał przyjemnie mięciutkie futerko, ale największym zaskoczeniem dla elfki było to, że mimo obfitego owłosienia i przemienionego ciała, miała wrażenie, że pachniał tak samo, jak mężczyzna, któremu jeszcze nie tak dawno się oddawała, przeżywając z nim wspólną rozkosz. W sumie nie powinno być w tym nic dziwnego skoro dachowiec i Barbarossa byli jednym i tym samym, ale spodziewała się, że jako kot będzie po prostu pachniał jak zwierze, albo wyda jej się bezwonny.
        - A może to na wieść, że Irina do ciebie napisała i zdenerwowałeś się przez obecną sytuację ze mną. - Uśmiechnęła się smutno na własne słowa, których nie bała się wypowiedzieć głośno do kota, acz najpewniej do kapitana w swojej ludzkiej formie, nie miałaby odwagi się tak odezwać.

***
        Awerker nie miał najprzyjemniejszej drogi z zamku do portu, zwłaszcza kiedy pokonywał miasto. Co prawda nikt go nie zaatakował, ani nie przerywał jego marszu, ale czego się na słuchał za swoimi plecami to było jego. I miał świadomość, że jeśli tu zostanie nie będzie wcale lepiej, a za to sprawi również niemały kłopot tutejszemu włodarzowi - Casterowi Barbarossie. Jeśli będzie taka konieczność, a wampir nie pozbawi go Wyzwolenia, przy jednoczesnym zaufaniu elfowi, że nie wykorzysta go do popełnienia głupstwa, mógłby nawet całe swoje życie spędzić na tym okręcie dożywotnio zacumowanym w tutejszym porcie, nawet gdyby miał zostać na nim sam i to codziennie obrażany oraz wyszydzany. Naprawdę nie miał innego wyjścia, gdyż pozbawienie się życia było by w tej sytuacji dla niego jednoznaczne z tchórzostwem.

        Przechodząc po głównym pokładzie w stronę kapitańskiej kajuty, szczerze podziękował piratom pomagającym jego załodze, która na widok swojego kapitana niezmiernie się ucieszyła i jeszcze bardziej ożywiła. Odgłosy tego przebijały się nawet przez dębowe drzwi kajuty, za którymi atmosfera była dużo chłodniejsza i cięższa. Elfi zdrajca biegał ukradkiem przerażonym wzrokiem po pomieszczeniu, niczym jakiś szczur szukając dla siebie odpowiedniej kryjówki albo drogi ucieczki, Menurka był bliski płaczu, a Horoner wysłuchiwał uważnie rady krasnoluda, traktując tą sprawę śmiertelnie poważnie, co nie powinno dziwić skoro pod nieobecność Riona to on był obecnie tu kapitanem. Otworzył usta i nabrał powietrza, aby wyrazić swoje zdanie na temat zaproponowanego pomysłu, lecz nie dane mu było choćby pół słowa z siebie wyrzucić, gdyż młodzik postanowił wyrwać się z szeregu.
        - Zrobię wszystko by dowieść swojej niewinności. Co tylko panowie rozkażą - wtrącił rozpaczliwie, gotów nawet w tej chwili udać się do wspomnianego maga i poddać się testom jakie by one nie były.
        - Milcz, kiedy nikt od ciebie nie oczekuje odpowiedzi - wysyczał karcąco przez zęby leoński tryton, starając się odnaleźć w sobie resztki cierpliwości do młodego kamrata. - Z chęcią poddałbym tych obu do oglądu waszemu czarodziejowi, albo nawet i całą załogę... - Chciał dodać jeszcze coś, jednakże tym razem odezwał się Jokar, a wzrok Horoner od razu się w niego wbił z widocznym zaskoczeniem. Opuścił ręce i przyglądał się poczynaniom piratów. Zapach krwi wypełnił całe pomieszczenie, podobnie jak pełen bólu krzyk jednorękiego zagłuszył okrzyki radości z zewnątrz. Menurkę sparaliżowało na stołku, a zastępujący Riona tryton nie zdążył ani zapytać o powody takiego działania, ani tym bardziej im zapobiec, gdy zaraz też otrzymał odpowiedź.

        Jego wzrok znów powędrował na zdrajcę i tym razem nie miał już najmniejszej ochoty przerywać w sadystycznych zabawach pirackiego pobratymcy. Zwłaszcza, że okaleczony elf na nowo zaczął kręcić, rzucając na lewo i prawo bezsensownymi wyjaśnieniami, które jakby się nad nimi bardziej zastanowić nie miały żadnego związku z tą sprawą, ani choćby odzwierciedlenia w rzeczywistości. Brakowało do tego tylko wytłumaczenia, że zrobił to dla swojej ciężarnej żony i piątki głodujących dzieci wyczekujących jego powrotu. Żyjąc w cieniu Awerkera i przez swój paskudny, dwulicowy charakter nie miał żadnego powodzenia u pań, a nawet gdyby z jakąś miał dzieci, na pewno nie były by głodujące przez fakt, że członkowie leońskiej floty, a zwłaszcza kapitanowie, również ci z niższymi rangami i pośledniejszych jednostek zarabiali tyle, by starczyło na godne życie średniej klasy szlachcica, więc nikt z jego rodziny by nie głodował. Na szczęście cała szopka się skończyła, gdy przez drzwi przeszedł główny kapitan tego okrętu. Przerażony młokos nie mógł się powstrzymać i od razu zerwał się w stronę byłego admirała od razu obejmując go w pasie i wypłakując się w jego tors, tuż pod mostkiem. W końcu z tego co się wszyscy orientowali chłopak miał poniżej piętnastu lat, może dwanaście albo trzynaście. Rion pogładził mniejszego od siebie po bujnych, potarganych włosach na głowie i powiódł wzrokiem po zgromadzonych, od razu dostrzegając malującą się na twarzy swojego zastępcy ulgę.
        - Dziękuję wam i przepraszam za oderwanie od waszych zadań. Obiecuję, że odpowiednio zajmę się tą sprawą - skinął im z uznaniem i wdzięcznością głową i poczekał aż wyjdą, ignorując skomlenie jednorękiego.
        - Horoner, przyjacielu, pozwól ze mną - zwrócił się po chwili do trytona i delikatnie odkleił od siebie Menurkę. - A ty chłopcze, nie krępuj się. Kiedy dojdziesz do siebie, wyjdź na główny pokład i przypilnuj okrętu.
        Raz jeszcze pogładził go po czuprynie, po czym wyszedł z naturianinem, zostawiając chłopca samego z kaleką. - Pod żadnym pozorem nie otwierajcie tych drzwi, a przynajmniej dopóki nie rozkażę inaczej - poinformował po wyjściu resztę swojej załogi i odchodząc z pierwszym oficerem na mostek, oddał się długiej rozmowie z nim na temat swojej decyzji i polecenia Barbarossy, ani trochę nie przejmując się przeraźliwym krzykiem pełnym agonii dochodzącym z kajuty i mrożącymi krew w żyłach odgłosami prawdziwej bestii.
Avatar użytkownika
Kiraie
Błądzący po drugiej stronie
 
Inne Postacie: River, Yve, Aldaren, Valerian, Dantalian, Dragosani,
Rasa: Leśna elfka
Aura: Aura o przeciętnej sile w słońcu mieni się w odcieniu barachitu, efekt potęguje szmaragdowe światło, które wręcz oślepia. Gdy wzrok przywyknie, można dostrzec rtęciowe symbole alchemiczne, losowo rozsiane po całości. Na górze wiruje, delikatnie lewitując nad powłoką, miedziany pyłek. Na dole zaś kobaltowa wstęga oplątująca emanacje delikatnie wije się nawet przy delikatnym wietrze. Słychać śmiech dzieci i liczne głosy jakby w pobliżu ktoś urządził huczne przyjęcie. Typowo leśna woń sprawia, iż nawet będąc w na rynku w mieście można mieć wrażenie pobytu wśród drzew. W dotyku miękka i przyjemna jak aksamit. Jednocześnie też niebywale ostra na ząbkowatych krańcach i zaskakująco elastyczna. W smaku uporczywie lepka pozostawia po sobie łagodny posmak.
Wygląd: Spacerując ulicami miasta nie raz czuła na sobie pełne pożądania spojrzenia kawalerów i zdarzało jej się słyszeć tanie a zarazem żałosne komplementy porównujące ją do anioła. Fakt, że jest bardzo urodziwa i ma jasne, płowe włosy, wcale nie musi oznaczać, iż została zesłana na ziemię przez Najwyższego. Niewątpliwie długie i szpiczaste, elfie uszy psują wizję o niej, ... (Więcej)

Postprzez Barbarossa » N sie 19, 2018 11:56 am

Caster Barbarossa jako czarny kot niewiele miał wspólnego z dzikim, drzewnym łowcą polującym na wszystko co się rusza. Jego drapieżnej egzystencji przeczył fakt, że gdy tęczowy feniks wylądował na łóżku tuż obok niego, ten nawet na niego nie spojrzał, zbyt skupiony na dłoni, która dostarczała mu pieszczot. Skierowany ku górze ogon tylko utwierdzał w przekonaniu, że ta część kociego umysłu, która odpowiada za uczucie szczęścia, nie ma zamiaru dopuścić do głosu uwięzionego w podświadomości wampira. Nie teraz, kiedy uszy są tak przyjemnie masowane. Wzięty na ręce kot zamruczał jeszcze głośniej i zaczął pocierać głową o ciało elfki, a następnie zeskoczył na jej kolana i przekręcił na grzbiet, odsłaniając wrażliwy brzuch. Komuś, kto nie miał zielonego pojęcia o drugiej naturze dachowca ciężko byłoby uwierzyć, że ten miły sierściuch to tak naprawdę zakapior, który na codzień stoi za sterem i prowadzi pirackie bandy ku kolejnym abordażom. A przecież wyglądał tak uroczo, gdy wyciągał do Kiraie swoje włochate łapy i muskał wąsatym noskiem jej skórę. Gdyby tylko istniało urządzenie zdolne uwiecznić ten moment, by pokazać wampirowi co wyczynia jego kocia strona medalu, ten z całą pewnością chodziłby zawstydzony, nie mówiąc już o tym, że jego szacunek do samego siebie i innych strasznie by zmalał.

Kiedy jednak, w trakcie swojego monologu, Kiraie wypowiedziała imię Iriny, uszy czarnego kota zastrzygły wyraźnie, a on sam utracił resztki chęci na wspólną zabawę. Teraz siedział naprzeciwko elfki, wsłuchany i zaciekawiony, przekrzywiając głowę za każdym razem, gdy nie rozumiał jakiegoś słowa. A trochę ich było, zważywszy na fakt, iż do wampira docierała co trzecia sylaba lub pozbawiony kontekstu wers. Trwał więc tak w nieruchomej pozie, co jakiś czas machając ogonem, by pokazać że żyje, lecz zastanawia się nad czymś ważnym. Umysł Barbarossy pod tą postacią działał znacznie wolniej niż normalnie. Pierwszeństwo zawsze miały zwierzęce instynkty, potrzeby natury fizjologicznej, rozrywkowej i własne bezpieczeństwo. Reszta się nie liczyła. Kiedy w końcu pirat przeanalizował to, co do niego mówiono, zamiauczał z cicha i opadł na przednie łapy, cały czas nie spuszczając oczu z elfki. A chwilę później zaczął się przemieniać.

Trwało to dłuższy czas, ale tak jak pierwsze tego dnia przeobrażenie i to nastąpiło bezboleśnie. Cofnięty w linię kręgosłupa ogon zabrał ze sobą całą sierść, łapy przywróciły palcom ich naturalny kształt, a uszy zmalały do rozmiarów ludzkich i ukryły się w burzy rozczochranych, czarnych włosów. W miejscu, gdzie jeszcze przed chwilą siedział kot, znów zaistniał wysoki i umięśniony mężczyzna, tyle że w stanie półprzytomnym, z głową opartą na udzie towarzyszącej mu dziewczyny.
Unosząc ociężałe powieki, wampir ponownie ujrzał świat ze swojej łajdackiej perspektywy i uśmiechnął się lekko, gdy znów poczuł czucie w kończynach. Nie od razu zorientował się jednak, że jest zupełnie nagi i w dodatku w łóżku z elfką, którą miłował. Do tego doszedł po złapaniu dłuższej chwili oddechu, kiedy próbował wstać, ale skręt żołądka ponownie przygniótł go do jej kolan.
- Powiedz, że nie zmieniłem się w kota, kiedy my... no wiesz - westchnął, starając się zachować swoją młodzieńczą brawurę i jednocześnie przypomnieć sobie co wywołało przemianę. Widząc jednak, że Kiraie miała na sobie ubrania, zdał sobie sprawę, że raczej nie byli w trakcie romansowania. Ale bardzo szybko mogli to naprawić.
- Słońce wschodzi czy zachodzi? - zapytał, zerkając na żółtą tarczę za oknem, a następnie, unosząc się na łokciach, odnalazł oczy elfki, by w nie spojrzeć i usta, by ich posmakować.

Jednak, że tym razem wszystkie znaki na niebie i ziemii zdawały się być przeciw niemu. Nie odnajdując w tym pocałunku ze strony Kiraie chęci podzielenia z nim łoża, Barbarossa odsunął się od niej i chwiejąc się jak boja na morzu, usiadł na skraju łóżka, przecierając twarz dłońmi. Ze wzrokiem utkwionym w podłodze, wampir zaczął się zastanawiać jak daleko ona jest i czy jeśli wstanie, to czy zdoła wyciągnąć rękę, by zamortyzować upadek. Czuł jak pod czaszką wzbierały siły, których nie zagłuszy się butelką rumu. Uderzyła w niego rzeczywistość. Był samotną beczką w pustej ładowni, którą ktoś zapomniał przywiązać, a okręt właśnie wpłynął w sam środek sztormu. Potrzebował solidnego kawałka liny, który go utrzyma w pionie.
- Potrzebuję krwi - oznajmił słabym głosem, zaciskając zęby. - Poślij po Rafaela.
Choć głód w nim zbierał, Barbarossa za nic w świecie nie chciał skierować tej prośby do elfki. Za bardzo się bał, że może wyrządzić jej krzywdę, wypić za dużo lub kompletnie się zatracić. A tego by sobie nie wybaczył.
Avatar użytkownika
Barbarossa
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
 
Inne Postacie: Aki, Lav, Arios, Barbarossa, Azra, Hanti, Arno,
Rasa: Wampir czystej krwi
Aura: Aura nie posiada zjawiskowej siły magicznej jednakże wyróżnia się czym innym. Na jej powłoce widnieje iluzja falującego morza w kolorze żelaza, a na nim z determinacją płynie do przodu niewielki względem otoczenia kobaltowy statek. W tle widać turmalinowe światło wiecznie zachodzącego słońca. Można nawet wyczuć charakterystyczną nadmorską woń, która po chwili słabnie, pokornie ustępując zapachowi świeżej krwi. Jeśli znajdzie się śmiałek chcący zanurzyć dłoń w żelaznej toni, to niestety by się rozczarował, ponieważ fale okazują się niebywale giętki i uciekają przed dotykiem. Statek natomiast w całości twardy jak głaz i niemożliwy do zatopienia w tym magicznym oceanie. Sprawne oko może wypatrzeć na jego pokładzie drobne, miedziane sylwetki trzymające ostre jak brzytwa szable, których blask najbardziej przyciąga wzrok. U góry powłoki emanacji kłębią się aksamitne chmurki. Wrażenia smakowe zaś ciężko określić inaczej niż lepkimi.
Wygląd:
Ogólne:

Jeśli patrząc na Barbarossę spodziewałeś się ujrzeć bladego jak kreda wampira o czerwonych oczach i długich kłach to powiem ci, że powinieneś odstawić książki i wyjść na świeże powietrze, gdyż nie wszystko, co przeczytałeś pokrywa się z rzeczywistością. Kapitanowi daleko bowiem do żądnego krwi mordercy, który wychodzi na żer po zachodzie ...
(Więcej)

Poprzednia strona

Powrót do Jadeitowe Wybrzeże

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron