[Na morzu] Okręt rumem kołysany


Bajkowe wybrzeże Oceanu Jadeitów. Jego nazwa wzięła się od koloru jakim promieniuje. Znajdziesz tu plaże ze złotym piaskiem, palmy i rajskie ogrody. Palące słońce rekompensuje cudowna morska bryza.

Postprzez Jespin » Pn lip 09, 2018 5:50 pm

Około wczesnego południa, kapitan wreszcie wybudził się z ciężkiego snu. Śnił mu się koszmar, a dokładniej wszystkie dusze wszystkich istot, które kiedykolwiek zginęły z jego ręki. Jednak w jego śnie sami zabici nie byli najgorsi. Oj nie... Najgorszy okazał się widok twarzy krewnych i bliskich nieszczęsnych nieboszczyków, których wzrok potrafił wywołać potężne dreszcze na plecach. Te łzy, tyle smutku... Jak widać nawet pirat posiada chociażby najmniejsze serce, które w przypadku Jespina okazało się ruszyć w najmniej odpowiednim momencie. Gdy się zbudził, gwałtownie niczym kula armatnia odciągnął głowę od stołu, wystrzeliwując przy tym strużkę śliny nazbieranej podczas nocy. A gdy wreszcie wstał z krzesła, rozebrał się do naga i zrobił szybką kąpiel w drewnianej wanience, stojącej w jednym z rogów pomieszczenia. Chłód morskiej wody wymieszanej z aromatycznymi solami, postawił w końcu kapitana na nogi. Odświeżony założył nowe ubrania - stare wrzucił do wody, w której się kąpał (i tak już miała zostać wylana, co się będzie marnować?) i oficjalnie rozpoczął kolejny dzień. Zabrał ze stołu tajemniczą mapę i schował ją do kieszeni płaszcza, po czym zszedł na pokład. Widok wszystkich poddanych, którzy zostali opętani przez kaca, nie narobił dobrego humoru kapitanowi.
-Co się tu dzieje pijusy jedne? Pobudka! - Wrzasnął. Krzyk zdecydowanie dla pół-pijanych ludzi, nie jest najbardziej przyjemny, dlatego wszyscy majtkowie w zasięgu jego głosu skulili głowy.
-Paniiie *CHLIP* Kapitanie... Melduję.... gotowość bojową... - Oznajmił leżący na stosie lin Hugo, facet zdecydowanie na chwilę obecną nie nadawał się do żadnej pracy. Aby zbudzić mężczyznę z pijackiego snu, doktor Jespin zastosował kurację ekspresową - zabrał z podłogi przypadkowe wiadro z nieznaną cieczą, (małe szanse by to była woda) i wylał całą zawartość na głowę śpiocha. Ledwo Hugo zdążył ogarnąć co się stało, a już stanął na swych karłowatych nóżkach.
-Co jest kur... Kapitan? Melduję się na stanowisku! - Powiedział, tym razem w pełni trzeźwy majtek.
-Bardzo się cieszę. - Odpowiedział z uśmiechem na twarzy pirat, po czym dodał. -Mam już dla ciebie rozkaz, zastosuj mój sposób na kaca innym kolegom.
-Tak jest! - zasalutował i poszedł wypełnić polecenie. Jespin natomiast udał się do jadalni, głodny był tak, że zjadłby wielbłąda... wieloryba z płetwami. Nie minęła minuta, a już znalazł się w pomieszczeniu gastronomicznym. Przysiadł się do siedzącego barda. Facet był niby na kacu, ale nie jak inni - dało się z nim skontaktować.
-Ciężki dzień, a bardziej noc. Co? - Zapytał ironicznie pirat, zagryzając kawał pieczonego mięsa, który leżał nietknięty na talerzu. Chyba ktoś zapomniał zjeść kolację... Po jakimś czasie wyjął zagadkową mapę i przyjrzał jej się uważnie. Znów nic nie ustalił. Gdy już miał ją schować, zauważył że część pergaminu zmienia barwę pod wpływem światła. Od razu zabrał świeczkę leżącą na stole i przyłożył ją na bezpieczną odległość do mapy. W centrum malowidła pojawił się napis - Gdzie płyną łzy
-Gdzie płyną łzy... Skąd mam to wiedzieć? -  Powiedział na głos zdezorientowany Jespin.
Avatar użytkownika
Jespin
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Barbara,
Rasa: Człowiek
Aura: Morze cyny nie będzie tu zaskoczeniem. Żelazne fale również nie okażą się wyjątkowo niespodziewane w tej śrendniej siły emancji. Za to odrobinę może zaskoczyć jaskrawo bursztynowa poświata, gdyż nawet jeśli nie raz żywiczne kamienie łączy się z morskimi odmętami, to bezczelny blask budzi pewien niepokój. Brak tu dźwięków, za to doskonale daje się wyczuć natrętny zapach rumu, który przytłacza zarówno woń słonej wody jak i ludzkiego potu. Smak jest brutalnie wręcz ostry, płynnie przeistaczając się z lepkiego w suchy i odwrotnie. Ostre aspekty mieszają się tu z tymi bardziej tępymi, a szorstka oprawa pożegna cię swoją wyraźną twardością połączoną z giętkością.
Wygląd: Jespin... Dosyć wysoki facet, jak na rejony, z których pochodzi, bo mierzy on aż jeden sążeń. Ma bardzo bladą karnację... Nie należy do najładniejszych, liczne rany, i blizny oblegające jego ciało spowodowały, że skóra pirata budzi wstręt. Jest kaleką. Nie ma prawego oka, dlatego zakrywa ranę szarą szmatą. Patrząc w jego twarz, od razu na rzuca się lekki zarost, i średniej ... (Więcej)
Uwagi: Jespin przybywając w mieście, (szczególnie w Leonii). Na pewno nie będzie ubrany w swój strój "pirata", zwykle do takich miejsc pirat zakłada cywilne ubranie. Na ogół białą ... (Więcej)

Postprzez Lasota » Pn lip 09, 2018 9:33 pm

- Ajaj, kapitanie! - bąknął poeta, podnosząc butlę czystej wody, kiedy tylko Jespin przekroczył próg. Potem z powrotem przytulił szkło do piersi i spod wpół przymkniętych powiek obserwował sobie dalej świat, zwłaszcza że nagle zaczęło się coś dziać. Trochę żywiej przypomniał sobie to, co wczoraj tak gładko wyrzucił z pamięci, skoro tylko zaczęła się balanga - wszak wczoraj nawet zmartwił się nieco, co tak jego kapitańską mość poruszyło, że jak dwunastu gniewnych w jednej osobie poleciał zamknąć się w swojej kajucie. Teraz była pierwsza od tego czasu okazja, by się człekowi przyjrzeć i na pierwszy rzut oka znać było, że chociaż nie brał udziału w powszechnej zabawie, to tak czy inaczej nie spał dobrze. O ile w ogóle spał! Medykiem to on nie był, ale znał się nieco Lasota na wszelkich przypadłościach. Takie cienie pod oczami i blada twarzyczka oznaczać mogły tylko zupełnie tragiczną noc. Bard uśmiechnął się jakoś mało elegancko i zaraz wychylił nieco do przodu, by odstawić bezpiecznie butelkę. Dokładnie w tej samej chwili kapitan wyraźnie stracił zainteresowanie jedzeniem i w geście niemal tak gorączkowym, jak jego obecny wygląd, wyciągnął coś zza pazuchy - coś, co okazało się być byle świstkiem papieru, no dobrze, wymalowanym w jakieś bajeczne plamy.
- List od damy serca? - strzeli mało trafnie Lasota, otwierając w końcu oczy na tyle, na ile pozwalał mu mało delikatny ból głowy, i dopiero kiedy narobiło się jeszcze więcej zamieszania, skupił się jak należy. Wbił wzrok w ten jednak-nie-tylko-papierek, wstał nawet, żeby spojrzeć na to nad ramieniem kapitana i sam mógłby odczytać wypisany na mapie tekścik - gdyby tylko posiadł umiejętność czytania. Zamiast tego ucieszył się, że zostało to wypowiedziane na głos.
- Co to, poezja? - ożywił się nieco. - Zupełnie bez sensu, żeby umieszczać poezję na jakimś kawalątku mapy, dobry rym prędzej zasługuje, by go wyryć w kamiennej płycie, niż na coś takiego! Co to zresztą jest… „Gdzie płyną łzy”, tak kapitan mówi? To przecież nie może być całość, mam ja rację? Pewnikiem nie całość, tak się nie spisuje poezji, ktoś tu miał bardzo nikłe pojęcie o czymkolwiek… Podświetli lepiej kapitan resztę, może więcej tam tego siedzi.
Gdyby był w lepszym stanie, zaraz mógłby paść początek prawdziwego wywodu na temat: co to jest w ogóle rym i jak używać rytmu, coby się samemu nie zaplątać, ale na całe szczęście umilkł i zaraz przyczaił się tylko znowu za Jespinem, nie chcąc niczego przegapić. W końcu rozumiał, a więc to to musiało zajmować tego biedaka przez całą noc, kto inny chodziłby z takim świstkiem przy piersi! Może to była część łupu, ale nagle zamiast pociechy przyniosła tylko problem.
Poeta odsunął się leniwie i niemal z nonszalancją opadł z powrotem na krzesło, poprawiając mankiety. Na jego twarzy znowu wykwitł jakiś trudny do rozszyfrowania uśmieszek.
- Szczególna sprawa, co?
Avatar użytkownika
Lasota
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Vertan, Mezzrat, Bua, Fabio,
Rasa: człowiek
Aura: Wyjątkowo słaba emanacja ginie w mniej wyczulonych umysłach. Przy tak niewielkiej mocy, jasna i błyszcząca topazowa poświata zdaje się blaskiem bez źródła, rozlewając się delikatnie po zmysłach i zachęcając do poszukiwań. Promienieje w ciszy, lecz brak dźwięków nie zaskakuje, hojnie rekompensowany przez bukiet zapachów, który chociaż subtelny, nie ujawniający żadnego dominującego aromatu, pozwala na odczytanie z niego różnorodnych historii. Właśnie teraz, wiatr niesie ze sobą rozrzedzoną już woń kobiecych perfum, ale też psujący ją zapach krwi i alkoholu oraz kroplę z esencji miasta. Zaintrygowanie doprowadza Cię w końcu do istoty tej emanacji, skromnej w sile, lecz barwnej. W oczy rzucają się spore obszary pokryte błyszczącą miedzią, jednak widać też puste plamy, gotowe na zamalowanie z czasem. Po całej powierzchni wiją się cienkie nitki żelaza, cyny i złota, przeplatając się nawzajem i walcząc o dominację. Tak mocno opleciona zdaje się twarda w dotyku, jednak tylko w miejscach żelaznych nici można poczuć opór, gdyż wszędzie indziej jej powłoka ustępuje miękko pod naciskiem, gnąc się posłusznie i swą elastycznością umożliwiając formowanie jej kształtów. Podobnie z jej strukturą, gładka i aksamitna, do czasu aż zaatakuje chropowatym obszarem, który rani zmysły ostrymi wypustkami. Ciepła, ale nie gorąca. Pikantna, ale w przyjemnie słodko-kwaśnej odsłonie. W ustach pozostawia suchość, jednak lepka powierzchnia czeka tylko, aż ktoś skuszony jej czarem postanowi podejść zbyt blisko.
Wygląd: Lasota wygląda na kogoś, kogo nieszczególnie ma się ochotę spotkać nocą w pustym zaułku. Jest postawny, ale dziwnie nieproporcjonalny, co od razu rzuca się w oczy. Duże stopy i wąskie dłonie. Biodra niemal szersze od ramion. Głowa jakby nieco za długa. Poza tym twarz ma dosyć pospolitą, a przez to nie dla każdego ładną. Nie jest to twarz arystokraty, nawet jeśli zwykle kąciki ... (Więcej)
Uwagi: Widać go z daleka - z naprawdę daleka. Drań jest prawie niemożliwy do przegapienia.
Nie umie czytać ani pisać, to ważne.

Postprzez Jespin » Wt lip 10, 2018 4:56 pm

Korzystając z rady barda, Jespin jeszcze raz prześwietlił dziwny napis na mapie. Tym razem przysunął ognisty język świeczki tak blisko pergaminu, że ten od spodu zaczął czernieć. Jednakże poświęcenie estetyki (już i tak niezbyt ładnego świstka), przyniosło efekty. Na całej mapie pojawiła się wskazówka napisana wierszem, który kapitan przeczytał na głos.

Gdzie płyną łzy zrodzone z cierpienia?
Czy dusze zmarłych wędrują do piekła?
Nad zatoką nieba znajdą odkupienie...
Mając coś na sumieniu, łatwo im nie będzie...
Pomoże ci tylko, to co masz w głowie...
~Król Cień


-No to teraz na pewno wiem więcej...
-Szczególna sprawa, co? - Zadał chyba ironiczne pytanie Lasota.
Aby rozdmuchać wszystkie kłęby pytań jakie teraz zapewne sobie zadawał, Jespin wszystko mu po kolei wyjaśnił. Kiedy i w jakich okolicznościach znalazł mapę, co MOŻE zawierać, jakie sny przeżył, i co go teraz dręczy. Dopiero kiedy powiedział ostatnie słowo, zrozumiał że wygadał cały swój sekret, więc trochę spanikował. Rozejrzał się dookoła, aby zobaczyć czy nikt poza nim i bardem nie znajduje się w pomieszczeniu, po czym wyjął nienabity pistolet (kto musi o tym wiedzieć?), i przyłożył go tak mocno do brzucha Lasoty, że ten aż wypuścił powietrze z ust, po czym kapitan powiedział.
-Słuchaj no... Obiecuję ci, że jeżeli komuś wygadasz to co tu się zaszło, to mogę ci zagwarantować, że zobaczysz swoje śniadanie poza brzuchem. - Jednak rozmowę pirata przerwał dźwięk dochodzący z drugiego końca jadalni.
-Już nic nie musi mówić. - Oznajmiła Catrina wychodząc z zaciemnionego kąta, w którym cały czas się ukrywała. Podeszła zgrabnym krokiem do obu mężczyzn, po czym dodała. -Wszystko słyszałam...
Pirat w tym momencie przestał celować w Lasotę (o ile można nazwać bezpośrednie przyłożenie broni do ciała - celowaniem), dając mu w końcu chwilę spoczynku i zmienił swoją potencjalną ofiarę na kobietę.
-Na nic ci ta wiedza, jak zaraz zejdziesz z tego świata... - Zaczął blefować.
-Czyżby? - Odpowiedziała, dyskretnie przykładając malutką igłę w stronę ciała kapitana. -To cudeńko nasączone jest tak silną trucizną, że człowiek w ciągu chwili, ginie w potwornych męczarniach... Więc teraz się grzecznie pytam, co teraz zamierzacie zrobić?
-Ty...
-Piratko? Dziękuję, a teraz streszczaj się...
Wzrok kapitana teraz spoglądał na artystę. Jednoznacznie Jespin jakby to nie zabrzmiało - potrzebował pomocy.
Avatar użytkownika
Jespin
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Barbara,
Rasa: Człowiek
Aura: Morze cyny nie będzie tu zaskoczeniem. Żelazne fale również nie okażą się wyjątkowo niespodziewane w tej śrendniej siły emancji. Za to odrobinę może zaskoczyć jaskrawo bursztynowa poświata, gdyż nawet jeśli nie raz żywiczne kamienie łączy się z morskimi odmętami, to bezczelny blask budzi pewien niepokój. Brak tu dźwięków, za to doskonale daje się wyczuć natrętny zapach rumu, który przytłacza zarówno woń słonej wody jak i ludzkiego potu. Smak jest brutalnie wręcz ostry, płynnie przeistaczając się z lepkiego w suchy i odwrotnie. Ostre aspekty mieszają się tu z tymi bardziej tępymi, a szorstka oprawa pożegna cię swoją wyraźną twardością połączoną z giętkością.
Wygląd: Jespin... Dosyć wysoki facet, jak na rejony, z których pochodzi, bo mierzy on aż jeden sążeń. Ma bardzo bladą karnację... Nie należy do najładniejszych, liczne rany, i blizny oblegające jego ciało spowodowały, że skóra pirata budzi wstręt. Jest kaleką. Nie ma prawego oka, dlatego zakrywa ranę szarą szmatą. Patrząc w jego twarz, od razu na rzuca się lekki zarost, i średniej ... (Więcej)
Uwagi: Jespin przybywając w mieście, (szczególnie w Leonii). Na pewno nie będzie ubrany w swój strój "pirata", zwykle do takich miejsc pirat zakłada cywilne ubranie. Na ogół białą ... (Więcej)

Postprzez Lasota » Śr lip 11, 2018 6:53 pm

        Gdyby nie fakt, że zaraz po odczytaniu wierszydełka Jespin zabrał głos, Lasota niewątpliwie nie umiałby powstrzymać języka za zębami i sam znowu zacząłby żywo gadać. Bo jeśli nie o tym, jak same wersy zostały złożone, to na pewno o ich głębokim sensie znaczeniowym, o nieprzypadkowych metaforach i całej reszcie, z której połowę zdecydowanie umiał zauważyć tylko on. Całe szczęście! Za bardzo skupiony na kierowanych do niego słowach po prostu elegancko się zamknął i sam nie zauważył nawet, kiedy wczuł się w opowieść i zrobił wyjątkowo durną minę. Bo czyż nie brzmiało to wyjątkowo? Oto kapitan trafił na ślad jakiejś szczególnej zagadki - mapa przedstawiająca tak nieznane krainy, że to aż męczy, a do tego z dołączoną zagadką, czyli nie tak zupełnie bez serca. Jest nadzieja na zrozumienie, o co tutaj dokładnie chodzi. A chodzić musiało o coś wielkiego, to na pewno. Skarby do odkrycia, egzotyczne miejsca, dziwy nad dziwami, może bestie do pokonania albo labirynty do przejścia. Oh, pieśń nad pieśniami musiałaby powstać, gdyby chcieć to wszystko odpowiednio opisać, gdyby chcieć ubrać w słowa i zamknąć w rytmie, a najlepiej było zacząć już teraz, żeby przypadkiem niczego ważnego nie pominąć!
        Żeby przypadkiem nie zaschło mu w gardle, pociągnął Lasota raz jeszcze z gąsiorka z wodą i natychmiast poderwał się z krzesła.
        - Panie...! - zachwycił się… ale było to wszystko, na co mógł sobie teraz pozwolić, bo groźba działała o wiele silniej, niż wszelki zachwyt. Bez zastanowienia pokiwał szybko głową, pobudzając do dzikiego drżenia uczepione beretu pióro. A gdy już gotów był wycofać się i pokornie zapewnić słowem, że nic zbędnego nie wydostanie się z jego ust w tej kwestii, dotarł do nich trzeci głos. I bard zadrżał bardziej nawet, niż gdy pistolet przyłożony był do jego brzucha, zrozumiał bowiem, że o ile on sam był człowiekiem godnym zaufania (cóż!), to ta kobieta - jedyna kobieta na statku i jedyna poza kapitanem, która nie bawiła się wczoraj razem z załogą - stanowiła prawdziwe niebezpieczeństwo. Dobrze, że samemu kapitanowi właśnie nie trzeba było o tym przypominać.
        Ale cała sytuacja przybrała zdecydowanie obrót, którego poeta się nie spodziewał. Cóż z tego, że tamta była uzbrojona w jakieś podstępne sztuczki (trucizna zresztą, broń kobiet i dusz niemężnych!) skoro Jespin miał nabity pistolet! Miał wszakże - czy nie?
        I dobrze, jak też pomyślał sobie Lasota, że przynajmniej on sam miał łeb na karku i serce przepełnione odwagą. No i że kac, ów kac po wczorajszych zabawach, zmusił go do przyjścia tutaj i wyciągnięcia tej butli - bo oto w niej upatrzył teraz sobie nienajgorszą broń!
        - Tyy… podła jędzo! - ryknął teatralnie, ale to,  co zrobił później, przypominało raczej scenę z najciemniejszej karczemnej bijatyki, niźli z desek teatru. Podniósł szklane naczynie nad głowę, zamachnął się i używając tej mocy, której los dodaje nieraz człowiekowi w trudnych sytuacjach, cisnął butlą prosto w Catrinę. Trwało to chwilę dosłownie: szkło z rozbitego naczynia poleciało we wszystkie strony, tocząc się po podłodze… i to dlatego tylko, że pocisk nie trafił wcale w kobietę, która w porę zrobiła bardzo zwinny unik, ale centralnie w twardą ścianę.
        Catrina prychnęła, podrywając się wraz ze swoją burzą włosów.
        - Ha! - krzyknęła. I dało się poznać, że szykuje zaraz po tym jakieś naprawdę solidne określenie na wojowniczego barda, co to jednak miało być za słowo, tego już się nie dowiedzieli. Lasota miał bowiem nie tylko butlę pod ręką i skoro pierwszy pocisk nie trafił, to wyłożył kolejny. Metalowy talerz, z którego jeszcze niedawno jadł Jespin, bardzo nieładnie rozciął skórą na czole kobiety jeszcze zanim ta zdołała odgarnąć włosy z twarzy, i całkowicie skutecznie ją ogłuszył.
        Kiedy padła, nastało kilka bardzo długich chwil milczenia.
        Bard popatrzył na kapitana, kapitan na bard. Potem odwrotnie. I znowu.
        A potem Lasota znowu wpadł na pomysł i wrzasnął, jak przypalany gorącym żelazem.
        - Tragedia, tragedia, poślizgnęła się na mokrej podłodze i uderzyła głową o stół! - biadolił wyjątkowo przekonująco, wpadając w pewien histeryczny bieg dookoła kambuza. W końcu chwycił nawet Jespina za poły płaszcza i potrząsnął nim z przerażeniem. - Kapitanie, panie złoty, ja nic nie mogłem zrobić, jak wszedłem to już tu leżała taka, bogowie zlitujcie się!
        - Nad nami się zlitujcie! - krzyknął gniewnie jakiś marynarz, który jako pierwszy wpadł do kambuza. - Co tu się… na krakena! Catrina!
Avatar użytkownika
Lasota
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Vertan, Mezzrat, Bua, Fabio,
Rasa: człowiek
Aura: Wyjątkowo słaba emanacja ginie w mniej wyczulonych umysłach. Przy tak niewielkiej mocy, jasna i błyszcząca topazowa poświata zdaje się blaskiem bez źródła, rozlewając się delikatnie po zmysłach i zachęcając do poszukiwań. Promienieje w ciszy, lecz brak dźwięków nie zaskakuje, hojnie rekompensowany przez bukiet zapachów, który chociaż subtelny, nie ujawniający żadnego dominującego aromatu, pozwala na odczytanie z niego różnorodnych historii. Właśnie teraz, wiatr niesie ze sobą rozrzedzoną już woń kobiecych perfum, ale też psujący ją zapach krwi i alkoholu oraz kroplę z esencji miasta. Zaintrygowanie doprowadza Cię w końcu do istoty tej emanacji, skromnej w sile, lecz barwnej. W oczy rzucają się spore obszary pokryte błyszczącą miedzią, jednak widać też puste plamy, gotowe na zamalowanie z czasem. Po całej powierzchni wiją się cienkie nitki żelaza, cyny i złota, przeplatając się nawzajem i walcząc o dominację. Tak mocno opleciona zdaje się twarda w dotyku, jednak tylko w miejscach żelaznych nici można poczuć opór, gdyż wszędzie indziej jej powłoka ustępuje miękko pod naciskiem, gnąc się posłusznie i swą elastycznością umożliwiając formowanie jej kształtów. Podobnie z jej strukturą, gładka i aksamitna, do czasu aż zaatakuje chropowatym obszarem, który rani zmysły ostrymi wypustkami. Ciepła, ale nie gorąca. Pikantna, ale w przyjemnie słodko-kwaśnej odsłonie. W ustach pozostawia suchość, jednak lepka powierzchnia czeka tylko, aż ktoś skuszony jej czarem postanowi podejść zbyt blisko.
Wygląd: Lasota wygląda na kogoś, kogo nieszczególnie ma się ochotę spotkać nocą w pustym zaułku. Jest postawny, ale dziwnie nieproporcjonalny, co od razu rzuca się w oczy. Duże stopy i wąskie dłonie. Biodra niemal szersze od ramion. Głowa jakby nieco za długa. Poza tym twarz ma dosyć pospolitą, a przez to nie dla każdego ładną. Nie jest to twarz arystokraty, nawet jeśli zwykle kąciki ... (Więcej)
Uwagi: Widać go z daleka - z naprawdę daleka. Drań jest prawie niemożliwy do przegapienia.
Nie umie czytać ani pisać, to ważne.

Postprzez Jespin » Pt lip 13, 2018 3:26 pm

Wszystko by się skończyło dobrze, gdyby nie nieszczęsny marynarz. Gwoździem do trumny był fakt, iż tym marynarzem był Patrick - jeden z braci kobiety. Z początku był zszokowany, nie wiedział co powiedzieć, zamarł jak kostka lodu. Jednak kiedy wszystkie procesy myślowe wróciły do normy, przeanalizował wszystkie okoliczności: potłuczone szkło, częściowo zachlapane krwią naczynia, i wisienka na torcie - dwójka mężczyzn sterczących nad ciałem nawet atrakcyjnej kobiety.
-Wy... - I gdy już miał się rzucić na potencjalnych oprawców, Jespin i Lasota zaczęli kontynuować wymyśloną szopkę. Talent artystyczny barda w końcu przydał się na statku. Lasota tak grał przekonująco, że nawet kapitan (gdyby nie był świadkiem wypadku), uwierzyłby w jego wersję wydarzeń. Natomiast sam pirat, aby nie zepsuć przykrywki, mówił tylko od czasu do czasu pojedyncze zdania, z których i tak nic nie dało się zrozumieć. Jednakże takie zaangażowanie wystarczyło, Patrick dał się wrobić. Jak to się mówi - ryba złapała haczyk...
-No.. No to tak nie stójcie do cholery, pomóżcie mi! - Oznajmił bardzo miękkim głosem chłopak.
-Podejdź do niej, sprawdź co jej jest! - Odpowiedział Jespin.
-Ale ja się na tym nie znam! - Odparł jeszcze bardziej miękkim głosem.
-A myślisz, że ja się znam? Idź do niej, znasz ją bardziej! - Odrzekł wręcz wojskowym rozkazem kapitan, zamiatając przy tym wszystkie dalsze wytłumaczenia Patricka. Ten nie miał wyboru, podszedł i uklęknął przed nieprzytomnym ciałem siostry, po czym zaczął nią trząść, w nadziei na to, że się wybudzi. Niestety (a może "stety"), tak się nie stało.
-To na nic... O boże, moja siostra zginęła! - Patrick zaczął jęczeć i płakać, narażając na przyjście kolejnych załogantów, Jespin nie mógł na to pozwolić.
-Nie poddawaj się do cholery! - I gdy to powiedział, upewnił się czy chłopak jest w stu procentach skupiony na siostrze, zaraz potem wyjął niedawno schowany pistolet z kabury, trzymając go za lufę - tak aby rączka zaczęła służyć jako pałka, czy też maczuga.
-Próbuj cały czas! - Dodał jeszcze stojąc centralnie nad Patrickiem. Poczekał na odpowiedni moment i z całym impetem walnął go w tylną część głowy. Chłopak nie miał szans - od razu stracił przytomność, upadając idealnie obok ciała Catriny.
Jespin jeszcze przez chwilę sprawdził, czy się szybko nie obudzi, po czym odetchnął z ulgą.
-Ostra jazda co? - Zaśmiał się do barda, po czym dodał. -Musimy ich gdzieś schować i modlić się, aby zapomnieli dzisiejszy dzień... Dopiero potem pomyślimy o mapie...
Avatar użytkownika
Jespin
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Barbara,
Rasa: Człowiek
Aura: Morze cyny nie będzie tu zaskoczeniem. Żelazne fale również nie okażą się wyjątkowo niespodziewane w tej śrendniej siły emancji. Za to odrobinę może zaskoczyć jaskrawo bursztynowa poświata, gdyż nawet jeśli nie raz żywiczne kamienie łączy się z morskimi odmętami, to bezczelny blask budzi pewien niepokój. Brak tu dźwięków, za to doskonale daje się wyczuć natrętny zapach rumu, który przytłacza zarówno woń słonej wody jak i ludzkiego potu. Smak jest brutalnie wręcz ostry, płynnie przeistaczając się z lepkiego w suchy i odwrotnie. Ostre aspekty mieszają się tu z tymi bardziej tępymi, a szorstka oprawa pożegna cię swoją wyraźną twardością połączoną z giętkością.
Wygląd: Jespin... Dosyć wysoki facet, jak na rejony, z których pochodzi, bo mierzy on aż jeden sążeń. Ma bardzo bladą karnację... Nie należy do najładniejszych, liczne rany, i blizny oblegające jego ciało spowodowały, że skóra pirata budzi wstręt. Jest kaleką. Nie ma prawego oka, dlatego zakrywa ranę szarą szmatą. Patrząc w jego twarz, od razu na rzuca się lekki zarost, i średniej ... (Więcej)
Uwagi: Jespin przybywając w mieście, (szczególnie w Leonii). Na pewno nie będzie ubrany w swój strój "pirata", zwykle do takich miejsc pirat zakłada cywilne ubranie. Na ogół białą ... (Więcej)

Postprzez Lasota » Pt lip 13, 2018 5:12 pm

        Że to była chyba najgorsza szopka, jaką Lasota odegrał od bardzo dawna, to on sam doskonale wiedział. Sprawa była gorsza, niż się zdawało - skoro ta panna była siostrą przybyłego marynarza, to nagle z jednego kłopotu wyrastał drugi. Kłamstwo kłamstwem, ale oszukiwanie w sprawach dotyczących najbliższej rodziny to prawdziwa niegodziwość, tak przynajmniej mówiło zwykle prawo ulicy. No, pewnych ulic. I o ile sprawianie wcześniej pozorów nieszczęśliwego wypadku było jeszcze w porządku, tak wciskanie biedakowi, że jego siostrunia po prostu potknęła się (czy bogowie sami wiedzą co zrobiła, ostatecznej wersji nawet sam poeta nie był pewien) i wyzionęła przez  to ducha, to wydawało się już być przesadą. I przez kilka sekund zwątpił - naprawdę zwątpił!
        Ale potem sprawę rozwiązał kapitan.
        Lasota stał tylko i wgapiał się w nieprzytomnych przez kilka chwil, dopóki nie dotarło do niego, że faktycznie się dzieje i nie ma ucieczki. Zamrugał gwałtownie wytrzeszczonymi oczyma, otworzył usta, zamknął je z powrotem… a wreszcie jedynie wzruszył ramionami.
        - Gdzieś schować! - powtórzył z mrocznym rozbawieniem. - Gdyby mi kto opowiedział, to bym chyba nie uwierzył… Na duchy poezji miłosnej! Pan znasz ten okręt, kapitanie, to mi lepiej pomóż…
        Podczas dźwigania obojga Lasota dostatecznie uspokoił się w kwestii, której nie był dotąd pewien, a więc czy Catrina aby nadal żyła. Otóż żyła, całe szczęście! To by dopiero był problem, gdyby po śmierci postanowiła nawiedzać go i mścić się tak długo, aż sam nie wyzionie ducha, a może nawet dłużej, bo w zaświatach. Albo jeszcze gorzej - gdyby pomyślała opętać statek, to by dopiero mieli marynarze zabawę, a sam kapitan na pewno łatwo by mu tego nie zapomniał! A że to wszystko było jakieś mroczne i niepokojące, to jednocześnie niosło za sobą sporą dozę inspiracji i jeszcze przed tym, zanim oboje złożono w oddzielnych kojach - całkiem, jakby im się to tylko przyśniło! - liczył już pod nosem jakieś sylaby, nieposkładane jeszcze, nieistniejące, ale dla niego całkiem już wyraźne. A kiedy było po wszystkim, oznajmił tylko, że musi się znowu napić, bo adrenalina sięgnęła aż zbyt wysokiego poziomu. Na moment odciągnął jeszcze tylko kapitana na bok.
        - Oczywiście nie musicie się, panie złoty, martwić - zarzekł się, zerkając przez ramię, jakby wszędzie czyhali szpiedzy. - A jeśli o ten wierszyk się rozchodzi, to służę pomocą, jak tylko będę umiał! W nocy może, czy coś… chętnie pomogę. Tyle chociaż mogę zrobić za to, żeście mnie ostatecznie nie zarżnęli… Ah, no i tak. Ile jeszcze czasu, nim planujecie cumować w jakimś porcie? Nie, żeby mi się spieszyło, powiadam, ale co przygoda jednak, to przygoda. Możesz sobie, kapitanie mój najmilszy, wyobrazić jak tęskno mi do łóżka, które nie chybocze się na falach…
Avatar użytkownika
Lasota
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Vertan, Mezzrat, Bua, Fabio,
Rasa: człowiek
Aura: Wyjątkowo słaba emanacja ginie w mniej wyczulonych umysłach. Przy tak niewielkiej mocy, jasna i błyszcząca topazowa poświata zdaje się blaskiem bez źródła, rozlewając się delikatnie po zmysłach i zachęcając do poszukiwań. Promienieje w ciszy, lecz brak dźwięków nie zaskakuje, hojnie rekompensowany przez bukiet zapachów, który chociaż subtelny, nie ujawniający żadnego dominującego aromatu, pozwala na odczytanie z niego różnorodnych historii. Właśnie teraz, wiatr niesie ze sobą rozrzedzoną już woń kobiecych perfum, ale też psujący ją zapach krwi i alkoholu oraz kroplę z esencji miasta. Zaintrygowanie doprowadza Cię w końcu do istoty tej emanacji, skromnej w sile, lecz barwnej. W oczy rzucają się spore obszary pokryte błyszczącą miedzią, jednak widać też puste plamy, gotowe na zamalowanie z czasem. Po całej powierzchni wiją się cienkie nitki żelaza, cyny i złota, przeplatając się nawzajem i walcząc o dominację. Tak mocno opleciona zdaje się twarda w dotyku, jednak tylko w miejscach żelaznych nici można poczuć opór, gdyż wszędzie indziej jej powłoka ustępuje miękko pod naciskiem, gnąc się posłusznie i swą elastycznością umożliwiając formowanie jej kształtów. Podobnie z jej strukturą, gładka i aksamitna, do czasu aż zaatakuje chropowatym obszarem, który rani zmysły ostrymi wypustkami. Ciepła, ale nie gorąca. Pikantna, ale w przyjemnie słodko-kwaśnej odsłonie. W ustach pozostawia suchość, jednak lepka powierzchnia czeka tylko, aż ktoś skuszony jej czarem postanowi podejść zbyt blisko.
Wygląd: Lasota wygląda na kogoś, kogo nieszczególnie ma się ochotę spotkać nocą w pustym zaułku. Jest postawny, ale dziwnie nieproporcjonalny, co od razu rzuca się w oczy. Duże stopy i wąskie dłonie. Biodra niemal szersze od ramion. Głowa jakby nieco za długa. Poza tym twarz ma dosyć pospolitą, a przez to nie dla każdego ładną. Nie jest to twarz arystokraty, nawet jeśli zwykle kąciki ... (Więcej)
Uwagi: Widać go z daleka - z naprawdę daleka. Drań jest prawie niemożliwy do przegapienia.
Nie umie czytać ani pisać, to ważne.

Postprzez Jespin » Pn lip 16, 2018 4:55 pm

-Za lądem stęskniony? - Zapytał kapitan. -No cóż...  I tak musimy spieniężyć lazuryt na złoto, więc jeżeli teraz zmienimy kurs, to w jeden dzień zdążymy bodajże zacumować do portów Leoni... Prawdę mówiąc polubiłem cię, masz predyspozycje na prawdziwego pirata, ale jeśli jest taka twoja wola, to co mogę zrobić... No nic.. - Zaraz potem podszedł do leżącej na koi Catriny, wygładził ręką jej włosy, po czym przyłożył zimny kawałek metalu (w tym przypadku klingę miecza) do jej rany na czole.
-A właściwie po co zatajam tą mapę? - Zadał sobie pytanie, jednak widząc mały tatuaż na szyi kobiety, przedstawiający trupią czaszkę, sam sobie odpowiedział na nie. -No tak... Zaufanie pirata... - I zamilkł.
Jeszcze trochę pokrążył wokół skrzyń z rzeczami osobistymi kamratów, a po chwili poszedł w stronę wyjścia. Stojąc przy framudze powiedział za pleców, do barda. -A noc mi odpowiada. Przyjdź do mojej kajuty, kiedy zaświeci pierwsza gwiazda na niebie. Tylko zapukaj! To statek, a nie burdel... Trochę kultury! - Ostatnie słowa, (związane z kulturą) powiedział już bardziej w formie żartu.
Gdy wyszedł już na pokład, udał się na ster. Wszedł po ozdobionych schodach na mostek statku, tam stał tylko Hugo pilnujący, aby nikt nieupoważniony nie zmienił kursu, (jak widać dobrze sobie radził). I zwolnił go z obowiązku.
-No już tak tutaj nie stój, zrób sobie przerwę, zasłużyłeś... - Powiedział Jespin
-Oczywiście. - Odpowiedział, z jego brzucha wydobywało się głębokie burczenie. - Chyba naprawdę zasłużyłem na tą przerwę...
-Na zdrowie. A teraz sio, nie lubię gdy ktoś stoi obok mnie, kiedy steruję statkiem. - I na rozkaz kapitana, Hugo ulotnił się ze stanowiska tak szybko, jak tylko się dało. Kapitan był sam. Wyjął lunetę z torby, po czym wyjrzał przez nią na horyzont. Na jego oko, odległość od lądu wynosiła około trzech smoków, więc na pełnych żaglach, statek mógł się znaleźć w porcie w ciągu jednego dnia, czyli tak jak przypuszczał kapitan.
Bez zbędnego ociągania zmienił kurs i rozstawił żagle. W niedalekiej oddali okręt musiał wyglądać epicko - Długi na sześćdziesiąt metrów, szeroki na piętnaście, żagle stojące w pięknej, bezdennej czerni. Do tego bursztynowo-pomarańczowe niebo. Malarze byliby oszołomieni polem do popisu. Jeszcze przez krótką chwilę kapitan pozostał przy sterze, podziwiał swoje wieloletnie dzieło.
***

-Rany... Moja głowa, co się stało. - Powiedział do siebie Patrick. Wreszcie się obudził, na szczęście niczego nie pamiętał. Wstał z koi i już miał wyjść z pomieszczenia, gdy zobaczył leżącą siostrę.
-Ty też? Co się stało...
***

Był już wieczór i powoli zaczynała się noc. Kapitan zniecierpliwiony czekał na Lasotę. Na tę okazję przygotował specjalny, kilkuletni, wytrawny rum. I nawet przebrał się inaczej: zamiast zielonej, wybrał czarną kurtkę; zdjął brudną chustę z twarzy i wybrał elegancką (jeżeli można to tak nazwać) przepaskę na oko. Niby wyglądał nadal jak pirat, ale jednak jak elegancki pirat, (coś w stylu - Śmietnik chciał być ładny, więc założył kokardę. Teraz był śmietnikiem z kokardą).
Usiadł na swoje miejsce i z niecierpliwością czekał na wizytę barda.
-Kiedy on do jasnej cholery przyj... - I gdy już miał dokończyć zdanie, jego słowa zagłuszyło stukanie do drzwi.
Avatar użytkownika
Jespin
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Barbara,
Rasa: Człowiek
Aura: Morze cyny nie będzie tu zaskoczeniem. Żelazne fale również nie okażą się wyjątkowo niespodziewane w tej śrendniej siły emancji. Za to odrobinę może zaskoczyć jaskrawo bursztynowa poświata, gdyż nawet jeśli nie raz żywiczne kamienie łączy się z morskimi odmętami, to bezczelny blask budzi pewien niepokój. Brak tu dźwięków, za to doskonale daje się wyczuć natrętny zapach rumu, który przytłacza zarówno woń słonej wody jak i ludzkiego potu. Smak jest brutalnie wręcz ostry, płynnie przeistaczając się z lepkiego w suchy i odwrotnie. Ostre aspekty mieszają się tu z tymi bardziej tępymi, a szorstka oprawa pożegna cię swoją wyraźną twardością połączoną z giętkością.
Wygląd: Jespin... Dosyć wysoki facet, jak na rejony, z których pochodzi, bo mierzy on aż jeden sążeń. Ma bardzo bladą karnację... Nie należy do najładniejszych, liczne rany, i blizny oblegające jego ciało spowodowały, że skóra pirata budzi wstręt. Jest kaleką. Nie ma prawego oka, dlatego zakrywa ranę szarą szmatą. Patrząc w jego twarz, od razu na rzuca się lekki zarost, i średniej ... (Więcej)
Uwagi: Jespin przybywając w mieście, (szczególnie w Leonii). Na pewno nie będzie ubrany w swój strój "pirata", zwykle do takich miejsc pirat zakłada cywilne ubranie. Na ogół białą ... (Więcej)

Postprzez Lasota » Pn lip 16, 2018 9:03 pm

        - Ja… piratem! - parsknął w pierwszej chwili Lasota, ale im dłużej o tym myślał, tym bardziej zaczęło mu się wydawać, że to wcale nie taki znowu absurdalny pomysł. Zamyślił się na tyle, że nawet nie zwrócił na dobre uwagi, kiedy właściwie kapitan opuścił już kajutę i sam, nie śpiesząc się wiele, wyszedł dopiero później na pokład. Jego myśli natomiast wcale nie zwalniały, wręcz przeciwnie, wpadły właśnie w tę odnogę rwącej rzeki umysłu barda, która nosi dumne imię Poezji i z której nie tak już łatwo się wydostać. Miłe to ostatecznie było wyobrażenie. On - piratem! Wystarczyło popatrzeć, jak pięknie bawią się takie dzieci oceanów, którzy ograniczenia ustalają sobie sami, chadzają spać kiedy im się chce i nawet ze świtem nie muszą wstawać; którzy cały czas kołysani są przez fale, a z tymi muszą mieć jakąś tajemną ugodę lub po prostu rozumieją je na tyle dobrze, by nie dać się nigdy ich bezlitosnej sile. Gdy mają ochotę, biorą sobie to, czego chcą - i nikt nigdy nie śmieje się z nich, a raczej drży na widok czarnej bandery, bo piraci to zawsze siła wielu. To barbarzyństwo, może trochę i tak…
        A gdzie tak naprawdę po drodze barbarzyństwu i poezji, jakżeby to w ogóle pogodzić? Oparł się poeta o balustradę wieńczącą sterburtę i zapatrzył w dal, gdzie promienie zachodzącego słońca kładły się pomarańczowymi łuskami na atramencie wody. Ładne to było życie, ale żeby tak zaraz w tej gromadzie… Nigdy go żadna gromada nie chciała na dłuższą metę, nie był typem zwierza stadnego! Ah, żeby dało się to wszystko jakoś pogodzić. Poezja, tak jest. Poezja umiała godzić. Trzeba było tylko ułożyć to wszystko w elegancką całość, a potem powinno już być łatwo, legenda przyjęta w pieśni zawsze się przyjmie! O legendy nikt nie pytał, tak jest. Rządziły się swoimi prawami i to było do uszanowania.
        Tego wieczora dało się więc słyszeć jakieś melodie, poprawiane i poprawiane bez końca, dobiegające od dziobu okrętu. Przygrywkę na flecie goniła zaraz część śpiewana - ta urywała się, by zostać powtórzona z nieco zmienionymi słowami, a potem następowało kilka niemiłych słów pod adresem lutni, której się akurat nie ma pod ręką, a z którą o niebo lepiej komponuje się pieśni, jakby nie patrzeć!
        I tak - aż nowa pieśń nie była w zupełności gotowa.

        Potem, zdaje się, nastąpiła w życiu Lasoty mała drzemka. Kiedy wreszcie się obudził, było już trochę po umówionym czasie, działać więc musiał bardzo szybko. Ale nie, nie poleciał bezpośrednio do kajuty kapitana - najpierw wpadł do kambuza, potrącił jakiegoś marynarza, rzucił bardzo szybkie przeprosiny (wiedziałem już bowiem, czym może skończyć się piracki gniew) i wreszcie zabrał to, na czym mu tak zależało. Pod drzwi najważniejszej na okręcie kajuty przybywał z kręgiem sera, kiścią winogron i bochnem czarnego chleba, nie miał bowiem za bardzo możliwości dokonania lepszego wyboru. Jednym łokciem zapukał, jak przykazano, a drugim pchał zaraz drzwi, by dostać się do środka.
        - Kapitan wybaczy! - usprawiedliwił się od progu. - Ale gdy nie najem się solidnie, nie mogę porządnie myśleć, a w nocy to już tym bardziej…
        Zaraz jednak zatrzymał się; wbił wzrok najpierw w stojącą na sekretarzyku flaszkę, potem w strój kapitana, a potem znowu we flaszkę. Niewykluczone, że bez namysłu zwilżył wargi.
        - Ale widzę, że nie tylko ja zdążyłem się przygotować! - ucieszył się, szczerze zadowolony, i już zaraz czuł się jak u siebie. Przyniesiony prowiant rozłożył gdzie tylko znalazł miejsce, a zaraz potem sam mościł się na pierwszym z brzegu fotelu, który dodatkowo przysunął sobie z nieboskim zgrzytem. Poprawił jeszcze coś przy pasie, żeby mu nie przeszkadzało (zdaje się, że jakieś buteleczki z trudną do określenia zawartością) i już było mu dobrze.
        - Gotowy do pracy - zameldował.
Avatar użytkownika
Lasota
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Vertan, Mezzrat, Bua, Fabio,
Rasa: człowiek
Aura: Wyjątkowo słaba emanacja ginie w mniej wyczulonych umysłach. Przy tak niewielkiej mocy, jasna i błyszcząca topazowa poświata zdaje się blaskiem bez źródła, rozlewając się delikatnie po zmysłach i zachęcając do poszukiwań. Promienieje w ciszy, lecz brak dźwięków nie zaskakuje, hojnie rekompensowany przez bukiet zapachów, który chociaż subtelny, nie ujawniający żadnego dominującego aromatu, pozwala na odczytanie z niego różnorodnych historii. Właśnie teraz, wiatr niesie ze sobą rozrzedzoną już woń kobiecych perfum, ale też psujący ją zapach krwi i alkoholu oraz kroplę z esencji miasta. Zaintrygowanie doprowadza Cię w końcu do istoty tej emanacji, skromnej w sile, lecz barwnej. W oczy rzucają się spore obszary pokryte błyszczącą miedzią, jednak widać też puste plamy, gotowe na zamalowanie z czasem. Po całej powierzchni wiją się cienkie nitki żelaza, cyny i złota, przeplatając się nawzajem i walcząc o dominację. Tak mocno opleciona zdaje się twarda w dotyku, jednak tylko w miejscach żelaznych nici można poczuć opór, gdyż wszędzie indziej jej powłoka ustępuje miękko pod naciskiem, gnąc się posłusznie i swą elastycznością umożliwiając formowanie jej kształtów. Podobnie z jej strukturą, gładka i aksamitna, do czasu aż zaatakuje chropowatym obszarem, który rani zmysły ostrymi wypustkami. Ciepła, ale nie gorąca. Pikantna, ale w przyjemnie słodko-kwaśnej odsłonie. W ustach pozostawia suchość, jednak lepka powierzchnia czeka tylko, aż ktoś skuszony jej czarem postanowi podejść zbyt blisko.
Wygląd: Lasota wygląda na kogoś, kogo nieszczególnie ma się ochotę spotkać nocą w pustym zaułku. Jest postawny, ale dziwnie nieproporcjonalny, co od razu rzuca się w oczy. Duże stopy i wąskie dłonie. Biodra niemal szersze od ramion. Głowa jakby nieco za długa. Poza tym twarz ma dosyć pospolitą, a przez to nie dla każdego ładną. Nie jest to twarz arystokraty, nawet jeśli zwykle kąciki ... (Więcej)
Uwagi: Widać go z daleka - z naprawdę daleka. Drań jest prawie niemożliwy do przegapienia.
Nie umie czytać ani pisać, to ważne.

Poprzednia strona

Powrót do Jadeitowe Wybrzeże

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron