[Okolice Elfidranii] Karczma "U Svena"


Spokojna równina zamieszkana głównie przez pokojowo nastawione elfy i ludzi. To właśnie na niej znajduje się słynne Jezioro Czarodziejek i zamek, w którym się spotykają. Na równinie położone jest również osławione królestwo Nandan- Theru. To harmonijna kraina rzek, jezior i lasów.

Postprzez Dinitris » N lis 04, 2018 9:35 pm

        Ledwo drzwi wejściowe zdążyły się zatrzasnąć, a już ktoś ponownie je otworzył wpuszczając do środka kolejną porcję orzeźwiającego jesiennego powietrza i zakapturzoną postać młodej kobiety. Rysy jej twarzy nie budziły wątpliwości co do jej rasy. A sposób w jakim omiotła wnętrze lokalu za pomocą dużych, ciemnych oczu stawiał ją raczej na pozycji reprezentantki wysokiego rodu, niż zwykłej podróżniczki. Elfka nie miała ze sobą żadnych tobołów, toreb, broni, czy nawet stosownego odzienia, bo nawet jeśli już można było przymknąć oko na wyjątkowo - nawet jak na standardy górskich elfów - lekki ubiór, to bose stopy wyjątkowo nie pasowały do pory roku jaką widziano za oknami. Ciemno-złote tęczówki oczu zabłysły, kiedy kobieta zatrzymała wzrok na Yarudze. Trwało to tak krótką chwilę, że mogło zostać uznane, za czysty zbieg okoliczności.
        Gdy po zamknięciu za sobą drzwi opuściła kaptur, ujawniając i tym samym potwierdzając swoją rasę, zauważyła wolny stół pod oknem.Takie niestety były łakomym kąskiem dla mniej licznych koleżeńskich grupek, ale nie miała zbytniego wyboru więc od razu tam skierowała swoje kroki - lekkie jak kocie. Dumnie jak królowa przemknęła między zajętymi krzesłami rzucając przelotne spojrzenia gapiącej się na nią męskiej części karczemnej gawiedzi. Nie odpowiadała na niegroźne zaczepki, nie miała humoru na flirty z pijaczkami.
        Wystarczyło jej, że dzieli karczmę z innym jaszczurem.
        - Witamy ponownie. Co podać? - zabrzmiał dziewczęcy głos z boku jej głowy, kiedy wpatrywała się w mozaikę maleńkich szybek i ciemniejącego nieba za nimi.
        Dinitris miała już cel wizyty w tej karczmie. Chciała się napić najzwyklejszego na świecie ciemnego piwa. Jako, że już kiedyś odwiedzała tą mieścinę, było jej znane tutejsze menu i smak gorzały. Szanowała Svena za jego wielki wkład w to, aby nie zamienić tej karczmy w mordownię, przesympatyczny uśmiech i zainteresowanie gościem.
        - Duże, ciemne. I jeśli można... - zatrzymała już odchodzącą kelnerkę. - Zapłacę z góry.
Podała jej wyliczoną liczbę miedziaków na co młodsza dziewczyna zareagowała lekkim zdziwieniem, bowiem nie zauważyła, żeby elfka posiadała przy sobie jakąś sakiewkę. Dinitris odprawiła ją ruchem dłoni, a potem i wyciągnęła spod połów płaszcza jakiś zwój papieru, który rozwinęła na blacie stołu i przysunęła do niego świecznik. Zagłębiając się krzywe linie próbowała rozczytać mapę i nałożyć na nią zapamiętane punkty widziane z ostatniego lotu. Z tego co jej się wydawało, cel jej podróży znajdował się może dwa dni drogi stąd.
        Zawierucha w karczmie wcale jej nie przeszkadzała. Ogólne nasiąknięcie hałasem uznawała za dobrą odskocznię od monotonnej ciszy zawsze towarzyszącej smoczycy. To miejsce oceniała jako kulturalne, pozwalające zasięgnąć ciekawych wieści z okolicy, poznać kupców handlujących ciekawymi towarami. Ze Svenem rozmawiała raz, czy może dwa razy. Wymyśliła mu wtedy, że zajmuje się szamanizmem i uzdrawianiem i zbiera rzadki rodzaj ziół, które rosną tylko w niedalekiej dolinie. Karczmarz na szczęście nie zadawał zbyt wielu pytań, a i Dinitris nie była zbyt wylewną rozmówczynią, więc na tym się skończyła ich rozmowa.
Avatar użytkownika
Dinitris
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Cerrina, Ariela, Melouria,
Rasa: Smok
Aura: Aura odznacza się siłą ponadprzeciętną i emanuje bursztynowym blaskiem już z oddali. Chroni ją twardy, żelazny pancerz, odbijający światło. W wielu miejscach widać także kobaltowe, smocze łuski. Pojawiające się znikąd i dochodzące z każdej strony jęki torturowanych oraz przytłaczający smród potrafią poważnie zaniepokoić. Po chwili coś jakby z tyłu uderzy, szybko da się przypisać to do grzmotu, przez chwilę widać nawet błyskawicę odbijającą się na powłoce. Szybko to zjawisko zanika i zastępują go uderzenia młota kowala. Wszystko ostatecznie kończy się w akompaniamencie harmonijnej melodii, płynnie zmieniającej swą tonację. Woń, która zaczyna stawać się coraz bardziej intensywna, jest ciężka, męczy zmysły i przypomina mieszankę wielu różnych zapachów, zarówno tych dobrych, jak i złych. Z wyjątkiem smoków, nikt inny nie będzie umieć przypisać tej nietypowej woni do czegoś konkretnego. W międzyczasie z dumą prezentuje swą elastyczność oraz ostre jak brzytwa krańce, częściowo pokryte chropowatymi wybrzuszeniami. W większości jednak powierzchnię pokrywa aksamitny meszek. W smaku natomiast niebywale pikantna wywołuje silne pragnienie, jednakże jakby złośliwym zrządzeniem losu jest też lepka i skleja usta.
Wygląd: Dinitris jak (prawie) każdy smok posiada wszystkie jego najważniejsze cechy, czyli wydłużone ciało pokryte łuską, parę błoniastych skrzydeł, cztery łapy, długi, wężowy ogon i rogi na łbie osadzonym na giętkiej, proporcjonalnie długiej szyi. Chciałoby się rzec: "to tyle w temacie", ale nie w przypadku smoków i co za tym idzie - nie w przypadku tego smoka. Dinitris jest ... (Więcej)

Postprzez Yaruga » Pn lis 05, 2018 10:40 am

        Yaruga zaś zgodnie z poprzednim zamiarem - pochłaniał dzika. Zwolnił nieco tępa gdy zaczynał kończyć, wszak porcja była olbrzymia. Wypił też piwo do końca i z radosnym uśmiechem odstawił pusty kufel w kierunku Svena, gestem nakazując by polał jeszcze jedno.
Widząc że kobieta się zbiera spojrzał na nią z lekkim rozczarowaniem. Była przednią rozrywką, nawet jeśli aż tak dużo nie rozmawiali - posiadanie przy sobie ładnej centaurzycy było dość interesujące. Więc gdy tylko ruszyła do wyjścia, złotooki obejrzał się za nią i przez chwilę kontemplował widok. Grę mięśni, poruszanie się poszczególnych partii ciała, oczywiście uwadze nie umknął też koński zad dziewczyny i ogon jaki posiadała. Westchnął z wesołym uśmiechem, zaraz odwracając się do Svena
-Jak myślisz gospodarzu, mały centaur ssie te piękne elfie sutki, czy raczej na dole końskie?- rzucił pytanie z nadzieją na filozoficzną dysputę. Zaraz też po raz ostatni już teraz obtarł twarz z tłuszczu z dzika. Sięgnął nawet gdzieś w wewnętrzną kieszeń płaszcza i wyciągnął wymiętą lnianą szmatkę którą dokończył wycieranie wąsów. Chwycił nawet każdy w dwa palce i delikatnie podkręcił, tak by ułożyły się ładnie i równo po bokach ust.
Wtem do sali weszła nowa postać. Smok! Najprawdziwszy smok! Tyle że... Yaruga tego nie wiedział. Jego zdolność wyczuwania aur i magii byłą równie rozwinięta co sprint u krasnoludów. Czy zatem nie dostrzegł kobiety? Nie. W momencie gdy przechodziła pod okno, Yaruga ponownie szukał małego Eivora, i zamiast małęgo obsmarkańca zobaczył górską elfkę z typową dla siebie pogardą patrzącą na ludzi. Cóż, Yaruga człowiekiem nie był, ale nie rozumiał czemu Elfy mający często ludzi za gorsze istoty, nadal przychodzą do ludzkich karczm. Nadal jednak - absolutnie było mu to obojętne.
Yaruga pochylił się z krzesła i chwycił rękojeść topora w połowie podnosząc zaraz cały tobół ku górze. Sięgnął gdzieś i pogrzebał chwilę. Wyglądał jakby coś liczył. Tak też było w istocie, bo zaraz na stole pojawiło się parę monet. Obliczone za danie podobnych rozmiarów. Yaruga nie był skłonny do dawania napiwków, ale póki co bawił się dobrze.
-Dobra! To może Ty wiesz o jakiś miejscach okrytych legendą, czymś gdzie boicie się chodzić i straszycie swoje dzieci?- stuknął dwiema dłońmi o blat i spojrzał na Svena dziko. Pora było przejść do głównego powodu przybycia do karczmy. Zaraz po kolejnym ciemnym rzecz jasna.
Avatar użytkownika
Yaruga
Błądzący na granicy światów
 
Rasa: Smokołak
Aura: Intensywna słodycz cię tu sprowadziła, zwodząc jednocześnie, byś posmakował pikanterii lepiącej się nieznośnie do ust. Uratuje cię przed nią dopiero suchy posmak, który objawi się wraz z ciężką wonią mokrej ziemi. W bezdźwięcznym powietrzu unosi się też zapach łusek szybko i bezsprzecznie przywodzącą na myśl jakąś gadzinę. Teraz już niewiele ci trzeba by całą swą wyobraźnią poczuć smocze łuski o twardych i ostrych krawędziach. Naturalna i chropowata zbroja ugina się lekko pod dotykiem, połyskując w jasno. A lśni żelazem i cyną. To jednak topaz jest najsilniejszym z tutejszych widoków, swoją esencjonalną poświatą wręcz oślepiając cię i wyganiając z terenu emanacji gdy nastał czas jej opuszczenia.
Wygląd: Jak każdy szanujący się smokołak, Yaruga może przybrać trzy odmienne formy. Mimo to jednak wiele cech wspólnych po których można go rozpoznać. Zacznijmy jednak od najczęściej spotykanej.

Forma Hybrydy
Najbardziej naturalna forma dla smokołaka. W tej formie przybiera kształt atletycznego posągu z dawnych wieków, z rysą szalonego smokopodobnego barbarzyńcy. W stosunku to ...
(Więcej)

Postprzez Sven » Wt lis 06, 2018 1:15 pm

Zaplecze kulturalne Yarugi nie było dla karczmarza, ani jego gości w sumie żadnym zaskoczeniem. Wszak w tym miejscu widywano ludzi, którzy zdecydowanie mniej umiejętnie korzystali z dłoni konsumując swoje posiłki, a prawdę mówiąc znaczna część gości nie używała sztućców, bo jakoś nie było to przez ich ogół uznawane za niekulturalne, co jak wiadomo ludzie z wyższych sfer przyjęliby z ogromnym zdziwieniem i zaskoczeniem. Sven był chyba poniekąd zadowolony widząc, że atmosfera w karczmie po opuszczeniu jej przez miejscowych nieudanych pijaczków nieco się rozluźniła, był spokojny wieczór, jak na tego typu przybytek. To znaczy jeszcze nie rozwinęły się żadne awantury, ani krzyki. Tylko przyjazna, niemal zachęcająca do odwiedzenia tego ciepłego miejsca wrzawa rozmów, odgłosy jedzenia i picia rozlewały się po otoczeniu, jak blask płomieni tańczących w dwóch rozpalonych paleniskach. Właściwie, gdy po paru chwilach obie postaci przy ladzie dokończyły swoje posiłki, a kelnerka zabrała ich naczynia karczmarz ponownie oparł się o blat. Zgarnął też w międzyczasie monety stanowiące zapłatę. Nie zwrócił uwagi na to, jak wysoko wycenił się Yaruga, bo jakoś specjalnie nie potrzebował usług tak wybitnego i potężnego najemnika. Był raczej człowiekiem, który wolał trzymać się z dala od kłopotów, a jak płacił komuś za pracę, to zazwyczaj były to okołokarczemne poboczne fuchy. Nikt chyba nie spodziewałby się smokołaka zamiatającego salę, po tym, gdy ostatni goście ją opuszczą. Sven też nie i mimo, że jeszcze nie zdawał sobie do końca sprawy z jak rzadko spotykaną istotą obcuje, to ciężko było nie domyślić się czegoś po jego atypowym gadzim spojrzeniu, a może nawet nieco zbyt solidnej budowie ciała.
Gospodarz posłał serdeczny uśmiech w odpowiedzi na komplement Cerriny. Skinął głową, a właściwie niemal cały się ukłonił w geście podziękowania.
- Dziękuję... a to, żaden kłopot! Nie pierwsze i nie ostatnie wszak krzesło w tej karczmie, jeszcze dziś to wezmę i skręcę z jaką nową nóżką. Zatem szerokiej drogi, Pani. Spokojnych traktów. - pożegnał ją uprzejmie.
Bywaj zdrowa i wpadnij do Svena jeszcze kiedy! - zakrzyknął, gdy była już niemal pod drzwiami. Zaraz po tym do karczmy weszła następna osóbka, która zdaje się mogła jeszcze dosłyszeć to zawołanie i poznać znajomy głos karczmarza we własnej osobie.

Kelnerka wracając z jednego końca sali właściwie szła nieco za nowo przybyłą osobą do karczmy, gdy kobieta o aparycji elfki pochodzącej z wysokiej arystokracji kierowała się w stronę stolika przy oknie. Sven zdawał się rozumieć ten wybór, chociaż z początku nie poznał, że osoba ta była już jego gościem ze dwa razy. Nie miał wybitnej pamięci do samych twarzy. Młoda dziewczyna natomiast niosła na tacy nieco brudnych naczyń, stolik z którego wracała okupowali kupcy, ale miejscowi. Rzeźnik, łowczy, ze dwóch rybaków i rolnik, który narzekał o tym jak marnie mu w tym roku pola obrodziło. Wszyscy zjedli skromny posiłek po ciężkim dniu pracy. Jeśli chodzi o tutejszych gości, w sensie z najbliższych okolic byli oni chyba najgrzeczniejszą grupką. Można ich było nawet czasami pomylić z podróżnikami, zwłaszcza jak łowczemu załączył się tryb opowiadania swoich historii niesamowitych polowań. - czyli gdzieś po dwóch głębszych. Właśnie zaczynali po zjedzeniu drugą kolejkę, warto zaznaczyć.
Kelnerka była bardzo skromną, dość wątłej budowy dziewczyną. Może nieco nieśmiałą i niezbyt ceniącą własne umiejętności, których jej notabene nie brakowało i Sven chyba widział to, jak nikt inny. Mimo swoich niedużych rozmiarów przemieszczała się po karczmie tak sprawnie i umiejętnie, nigdy nikomu nie wadząc, a nieraz unikając różnych dziwnych kontaktów z gośćmi w nietypowych stanach. Na prawdę mało kiedy zdarzyło jej się coś potłuc, a jeśli nawet to karczmarz był przekonany, że po prostu nie było możliwości temu zapobiec. Cóż niektóre bezwładne cielska są po prostu za duże, by je sprawnie unikać, a ich umiejętności poruszania się bywają późnymi porami bardzo hm.. ograniczone.
Tak, czy siak dziewczyna zatrzymała się przy stole kobiety, przyjęła rzecz jasna zamówienie i pieniążki z góry je opłacające. Nieco zakłopotana, ale z uprzejmym uśmiechem skinęła i odrzekła. - Za momencik podamy pyszne ciemne. - skierowała się delikatnym zręcznym krokiem na powrót do lady, przy której Sven jedynie skinął do niej porozumiewawczo. Dziewczyna mogła zatrzymać parę monet, jako napiwek. Karczmarz dbał o swoich, zwłaszcza tych, z których pracy był najbardziej dumny, a widział sytuację kątem oka, bo starał się obserwować większość nowych gości. Fakt postać elfki zdawała się być mocno nie z tej bajki, ale tacy zdarzali się również w jego karczmie. Jak zwykle kolejny bardzo intrygujący typ gościa, Svenowi było ogromnie żal, że nie wybrała miejsca, które niedawno zwolniła Cerrina. Jednak z dużych oczu kobiety niemal biło indywidualizmem, jakimś instynktem samotnika, a może nawet momentami poczuciem wyższości nad pozostałymi zebranymi w karczmie.
W tym samym czasie Yaruga zgłosił chęć otrzymania dolewki.
- Zróbta dwa duże ciemne - zakrzyknął na tył, by po paru chwilach ta sama kelnerka wyruszyła z tacą w głąb sali z dwoma kuflami. Jeden rzecz jasna Sven zabrał jej zanim jeszcze opuściła obszar za ladą i postawił dźwięcznie na ladzie przed smokołakiem, zabierając stary i siebie za jego polerowanie. Odwróciwszy się by to zrobić zaciągnął się nieco dymem z fajki, którą od jakiegoś czasu miał w ustach, ale nie zwykł popalać przy samej ladzie. Nie wszystkim mogło to odpowiadać, więc zaciągał się jedynie w drobnym odstępie, gdy robił jakieś dodatkowe rzeczy.
- Nie wiem Panie, nie wiem. - odrzekł lekko zakrztusiwszy się dymem. Odłożył swoją fajeczkę na bok.
- I chyba dobrze, że nie zapytałeś Pan u źródła. - dopowiedział po chwili.
Aktualnie przy ladzie znajdował się smokołak, dalej siwowłosa kobieta i na końcu dwóch facetów - drwale, którzy mierzyli się właśnie, by odpowiedzieć sobie na pytanie, który z nich pierwszy odpadnie po wypiciu kolejnej serii mocnego alkoholu. Pani w czarnym płaszczu zamówiła sobie małe piwo, które sączyła bardzo powoli, delektując się niemal. Siedziała bokiem do sali i lady, akurat w kierunku Yarugi i drzwi wejściowych. Zdawała się być bardzo skupiona na obserwowaniu tego, co dzieję się w głębi sali. Jakby analizowała każdy ruch, każdą postać. Z jej zielonych oczu biło nieco inteligencji. Przez nieco mam na myśli znacznie więcej, niż przeciętnie wśród tutejszych mieszkańców. Siwowłosa zdawała się niemal od razu zwrócić uwagę na elfkę, ale czy z wzajemnością.
Za oknami na czystym, ciemnym niebie w oddali tliły się liczne gwiazdy i blady król nieboskłonu - półksiężyc. Chłodne powietrze, które zawiewało od drzwi mogło dla bardziej wrażliwych na tego typu aspekty istot tworzyć taką wyjątkową aurę, jakby miejsce to było nieco oderwane od rzeczywistości. Jeśli dana osoba potrafiła odpowiednio się zapatrzyć na gwiazdy, poczuć ich chłodną magię wwiewaną do środka ze zwykłym zimnym, jesiennym powietrzem. W kontraście z wrzawą i ciepłymi płomieniami wewnątrz karczmy potrafiło to stworzyć dziwne wrażenie. Sven również zapatrzył się nieco na okiennice. Dosłyszał tylko częściowo kolejne pytanie Yarugi.
- Boimy się chodzić? Jest ino parę takich miejsc. Zależy czego waść szukasz, bo większość to i tak drobne patałachy rozgrabiły z tego, co bardziej wartościowe, aczkolwiek... Może jest jedna rzecz. - zamyślił się tutaj nieco dłużej, gładząc po brodzie. Wrócił do swojej fajki i zaciągnął się nieco mocniej, wypuścił dym, po czym powrócił do lady.
- Powiedz Pan, co Pana interesuje, a może opowiem Panu pewną historię. - uśmiechnął się w taki typowy, karczemny sposób, co mogło zapowiadać zarówno garść bardzo interesujących informacji, albo zwyczajną mało prawdziwą bajką, jakich właściwie pełno krąży po karczmach. Czy Yaruga był w stanie odróżnić jedno od drugiego? Nie wiadomo. Czy Sven wiedział o tym ile prawdy skrywa się w historii, która właśnie przyszła mu na myśl?
Szanujmy się, karczmarz jego klasy zawsze wiedział, co ma zamiar opowiedzieć, a im większe mogło to wzbudzić zainteresowanie, tym bardziej był później z siebie dumny. Nawet zielonooka zdawała się być zainteresowana, gdy na chwilę sącząc z kufla zimny złoty napój skierowała swój wzrok na gospodarza. Zerknęła również kątem oka na Pana, który postawił pytanie, gdy ten kompletnie nie zwracał na nią uwagi, bo słuchał odpowiedzi Svena.
Avatar użytkownika
Sven
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Yao, Frey, Hessan, Lilianna,
Rasa: Człowiek (Karczmarz)
Aura: Wyraźna aura o przeciętnej sile, swoim ametystowym blaskiem zaprowadzi Cię wprost do karczmy. Jej przytulne wnętrze kusi byś zatrzymał się na chwilę i odetchnął od biegu codzienności. Zatop się wśród stolików i wybierz ten właściwy dla siebie. Gdy tylko usiądziesz wygodnie, otuli Cię delikatny jakby fajkowy dym. Jego wyraźne kłęby o intensywnie cynkowym zabarwieniu snują się po całym pomieszczeniu. Choć bez problemu dostrzegalne, nie są nachalne i nie zasłaniają wnętrza oberży. Wśród cynku, gdy przyjrzysz się uważniej obłoczkom, dostrzeżesz niewielkie pasma złota. Dopiero jak odkryjesz te drobne niuanse, zechcesz poznać resztę emanacji. Karczma wydaje się pusta, jest jeszcze przed czasem głównego obłożenia. W izbie delikatnie i cichutko roznoszą się zmysłowe szepty, dodające aurze tajemniczości. Czuć tu ludzki pot, zmieszany z zapachem ważonego piwa i tlącego się tytoniu. Jeżeli dłonią dotkniesz blatów stołów, poczujesz, że są wygładzone latami i przyjemne w dotyku. Twarde dębowe deski ścian dają poczucie bezpieczeństwa. Zwiedzając wnętrze znajdziesz też trochę ostrych krawędzi. Powietrze tutaj wydaje się mieć smak. Zdaje się lepić intensywnie, w swej charakterystyce odznaczając się głównie łagodnością. Dadzą się też wyczuć niewielkie nutki goryczki, uzupełniające odczucia.
Wygląd: Sven Ners to mężczyzna dość wysoki i dobrze się prezentujący. Mięśnie niestety nie są już na tyle wyrzeźbione jak za lat młodości, ale mężczyzna zdaje się wciąż trzymać formę, choć pod frakiem brzuch mu się już nieco, na starość, powiedzmy, zaokrągla. Postawę ma dość porządną, dobrze się prezentując, mimo swojego wieku wciąż może budzić respekt. Dłonie jego ... (Więcej)
Uwagi: Svena, poczciwego karczmarza nie da się pomylić z nikim innym na jego własnym terytorium. Poznasz go po nieco zniszczonym już, ale wciąż eleganckim, dodającym mu powagi i idealnie pasującym ... (Więcej)

Postprzez Dinitris » Wt lis 06, 2018 8:18 pm

        Dinitris miała już wiele okazji żeby zapamiętać każdy szczegół mapy. Miała perfekcyjną pamięć, dzięki temu wystarczyło jej jedno rzucenie okiem na stronę papieru ażeby stała się jej już niepotrzebna. Podniosła więc rozprostowaną mapę i dotknęła narożnikiem płomienia świecy i zatrzymała ją nad nim aż płomyk podzielił się na dwoje i zaczął trawić bezużyteczne wskazówki. Patrzyła z zamyśleniem jak falujący jęzor ognia wspina się po powierzchni, ślizgając się do góry coraz bardziej rosnąc i grzejąc. Tusz użyty przez kartografa musiał mieć jakiś chemiczny składnik, bowiem na styku z płomieniem zaczął wydawać na świat małe czerwone iskierki. Nic by jej nie zaszkodził, gdyby dotknął jej dłoni, ale nie chciała sobie ubrudzić palców, więc rzuciła dopalający się papier na pustą blaszaną tacę z pustymi kuflami po piwie.
        W karczmie było bardzo spokojnie i nawet cicho. Dinitris nie spieszyło się z wypiciem przyniesionego piwa. Wyglądało to jakby się nim delektowała, co w istocie miało miejsce. Sven miał dobrego dostawcę, ale żeby zaspokoić apetyt smoczycy powinien potroić zamówienie, a Dinitris musiałaby znaleźć jakąś pracę, żeby mieć czym zapłacić. Dlatego nie rozpędzała się z tym piciem, co akurat dla jej wyglądu było bardzo właściwym zachowaniem. Spędzając czas w takim miejscu jak to nie trzeba było się spieszyć, czas tu płynął szybko, ale w miłej atmosferze.
        Lecz kiedy już policzyła wszystkie gwiazdy za oknem zaczęła się interesować ludźmi rozsadzonymi wewnątrz karczmy. Niektórzy mniej, inni bardziej wstawieni, ale wszyscy zachowywali się kulturalnie. Odróżniała tutejszych mieszkańców od podróżnych. Ciekawiły ją opowieści zarówno tych pierwszych jak i tych drugich. Często gęsto można było wyłapać wśród zmyślonych bajeczek bardzo prawdziwe fakty. Interesujące fakty, jak na przykład odnalezienie złoża złota, czy zgubieniu sakiewki z miesięcznym zarobkiem... Dinitris w jednej z podobnych tej karczm znalazła pierwsze w swoim życiu odpłatne zajęcie. Oczywiście nie chodziło o pracę w karczmie, tylko w terenie. Posłużyła wtedy grupce druidów w przejściu przez góry. To było najprzyjemniejsze dla niej przeżycie, gdyż starcy niemal od razu odgadli jej rasę. Ich reakcja nie była obojętna. Nie. Bardzo się ucieszyli po tym odkryciu, a Dinitris mogła im przewodzić w swojej naturalnej formie. Zarobiła na tym zleceniu dużo więcej niż jej to na początku zaoferowali, no i przede wszystkim odkryła, że warto czasem pomagać ludziom.
        Póki co nie wychwyciła żadnych ciekawych rozmów. Nie interesowały ją problemy z trzodą, jacyś rozbójnicy w lesie, czy zaciążenie czyjejś kochanki. Interesowała ją... przygoda. Chciała wyrwać się nudzie i zrobić coś niebezpiecznego, może nawet szalonego.
        To dlaczego jej wzrok jak przyciągnięty magnesem, znowu przywarł do tego mieszańca? Przytknęła do ust szklany brzeg kufla i wychyliła go aż poczuła na ustach smak gorzkiego w browaru. Patrzyła na plecy Yarugi trochę słabo słysząc o czym rozmawiają. Dopóki nie poczuła na sobie czyjegoś wzroku...
        Kiedy zauważyła zakapturzoną kobietę wpatrującą się w nią, poczuła dziwne mrowienie pod skórą. To był drugi raz w życiu Dinitris, kiedy ktoś patrzył na nią... jakby wiedział. Elfka zachowywała się jakby jej to nie wzruszało. I naprawdę nie wzruszało. Przyzwyczaiła się do różnych reakcji na jej osobę i nauczyła się je ignorować. Dopóki nic jej nie zagrażało - nie była dla nikogo zagrożeniem. Ale siwowłosa kobieta robiła to tak nachalnie, że aż sprowokowała Dinitris do... małego ostrzeżenia. Spokojne spojrzenie elfki nie zdradzało tego co się tu właśnie zadziało. Smoczyca użyła na niej krótkiego czaru, który miał na chwilę wywołać ukłucie nerwu ślimakowego. Nacisk miał być krótkotrwały i nie miał uczynić jej krzywdy, a jedynie przekazać kobiecie małe ostrzeżenie.
Avatar użytkownika
Dinitris
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Cerrina, Ariela, Melouria,
Rasa: Smok
Aura: Aura odznacza się siłą ponadprzeciętną i emanuje bursztynowym blaskiem już z oddali. Chroni ją twardy, żelazny pancerz, odbijający światło. W wielu miejscach widać także kobaltowe, smocze łuski. Pojawiające się znikąd i dochodzące z każdej strony jęki torturowanych oraz przytłaczający smród potrafią poważnie zaniepokoić. Po chwili coś jakby z tyłu uderzy, szybko da się przypisać to do grzmotu, przez chwilę widać nawet błyskawicę odbijającą się na powłoce. Szybko to zjawisko zanika i zastępują go uderzenia młota kowala. Wszystko ostatecznie kończy się w akompaniamencie harmonijnej melodii, płynnie zmieniającej swą tonację. Woń, która zaczyna stawać się coraz bardziej intensywna, jest ciężka, męczy zmysły i przypomina mieszankę wielu różnych zapachów, zarówno tych dobrych, jak i złych. Z wyjątkiem smoków, nikt inny nie będzie umieć przypisać tej nietypowej woni do czegoś konkretnego. W międzyczasie z dumą prezentuje swą elastyczność oraz ostre jak brzytwa krańce, częściowo pokryte chropowatymi wybrzuszeniami. W większości jednak powierzchnię pokrywa aksamitny meszek. W smaku natomiast niebywale pikantna wywołuje silne pragnienie, jednakże jakby złośliwym zrządzeniem losu jest też lepka i skleja usta.
Wygląd: Dinitris jak (prawie) każdy smok posiada wszystkie jego najważniejsze cechy, czyli wydłużone ciało pokryte łuską, parę błoniastych skrzydeł, cztery łapy, długi, wężowy ogon i rogi na łbie osadzonym na giętkiej, proporcjonalnie długiej szyi. Chciałoby się rzec: "to tyle w temacie", ale nie w przypadku smoków i co za tym idzie - nie w przypadku tego smoka. Dinitris jest ... (Więcej)

Postprzez Yaruga » Śr lis 07, 2018 12:30 am

        Czy spojrzenie smoczycy zostało przyciągnięte rasą Yarugi? A może podejrzeniem że jest idealną osobą by wyrwać się z kręgu codziennego  (nudnego nawet dla smoczycy) życia? Ale Yaruga nie był szalony.
On był szaleństwem.
Brodacz parsknął. Z wesołym spojrzeniem zwrócił się do karczmarza -Ale kiedy u źródła było by najciekawiej!- rzucił głośno i zaraz westchnął ciężko, dodając już raczej do siebie -Taka okazja. Muszę dopaść innego centaura-
Następnie chwycił radośnie za drugi kufel, ściskając go z radością nowowyklutego dziecka . Piwo faktycznie było dość dobre. Nadal - pił lepsze - ale na jaja najwyższego, byli w "pierwszej lepszej" karczmie a piwo było porównywalne z bogatymi zajazdami w dużych miastach.
-Kurchan pełen ożywieńców, ruina jakieś twierdzy, leże jakiegoś bandyty który dorwać się musiał do jakiegoś skarbu- zaczął wyliczać, przy ostatnim wskazując dłonią w bliżej nieokreślona przestrzeń, najwyraźniej malując już w wyobraźni topografię takiego miejsca. Dłoń jednak zacisnęła się w pięść i powędrowała na stół uderzając mocno
-Interesuje mnie wszystko co groźne, wymaga spuszczenia łomotu i przede wszystkim uczyni mnie bogatym- wyjawił swój jakże ambitny i skomplikowany plan. Yaruga szukał jeszcze potężnych artefaktów ale tym się jeszcze nie dzielił. Spoglądał też parę razy na siwowlosa ciekaw czy go ktoś nie podsłuchuje.
Avatar użytkownika
Yaruga
Błądzący na granicy światów
 
Rasa: Smokołak
Aura: Intensywna słodycz cię tu sprowadziła, zwodząc jednocześnie, byś posmakował pikanterii lepiącej się nieznośnie do ust. Uratuje cię przed nią dopiero suchy posmak, który objawi się wraz z ciężką wonią mokrej ziemi. W bezdźwięcznym powietrzu unosi się też zapach łusek szybko i bezsprzecznie przywodzącą na myśl jakąś gadzinę. Teraz już niewiele ci trzeba by całą swą wyobraźnią poczuć smocze łuski o twardych i ostrych krawędziach. Naturalna i chropowata zbroja ugina się lekko pod dotykiem, połyskując w jasno. A lśni żelazem i cyną. To jednak topaz jest najsilniejszym z tutejszych widoków, swoją esencjonalną poświatą wręcz oślepiając cię i wyganiając z terenu emanacji gdy nastał czas jej opuszczenia.
Wygląd: Jak każdy szanujący się smokołak, Yaruga może przybrać trzy odmienne formy. Mimo to jednak wiele cech wspólnych po których można go rozpoznać. Zacznijmy jednak od najczęściej spotykanej.

Forma Hybrydy
Najbardziej naturalna forma dla smokołaka. W tej formie przybiera kształt atletycznego posągu z dawnych wieków, z rysą szalonego smokopodobnego barbarzyńcy. W stosunku to ...
(Więcej)

Postprzez Sven » Śr lis 07, 2018 2:14 pm

Sven po raz wtóry przetarł blat rozglądając się dookoła. Rozmowa z Yarugą była dość specyficzna, ale była. Dobre i to. Na zewnątrz zaczynał powiewać jesienny wiatr, co skutkowało słyszanymi niekiedy świstami wiatru przedostającego się do wewnątrz i chwiejącymi się od czasu do czasu pod jego naporem drobnymi płomieniami świec.
- Najbliższe kurhany to są ze dwa dni stąd. Na północny zachód. - odrzekł.
- Zbirów to możesz szukać i klepać, ale bogate to te szubrawce w okolicy nie będo, na to bym nie liczył. - dopowiedział po chwili.
Siwowłosa kobieta właśnie dopijała piwo, gdy miała zamiar odstawić pusty kufel prawą dłonią na blat złapała się dość nagle lewą dłonią za ucho. Oczywiście sprytnie i płynnie wygładziła ten gest, markując zwykłą chęć podrapania się w tamtym miejscu. Uśmiechnęła się jedynie krótko i mimowolnie zagryzła wargę wciąż wpatrzona w ciemną dal za oknem... Przy którym siedziała smoczyca.

Kelnerka na początku, jako strachliwa dziewczyna nie była pewna jak zareagować na jeszcze tlące się ostatnie skrawki mapy. Zerknęła speszona i jakby nieco przestraszona na elifcką kobietę, która zdawała się patrzeć i na nią z wyższością. W zakłopotaniu posłała jej jedynie niewinny uśmiech i opanowała się parę kroków dalej, gdy już wracała do lady i zdała sobie sprawę, że mapa spłonęła na jej tacy nie robiąc żadnego zagrożenia, ni szkody. Właściwie na chwilę obecną większość dań była podana, talerze zebrane. Dziewczyna usiadła przy ladzie niedaleko karczmarza i zrobiła sobie przerwę. W razie, gdy była taka potrzeba drugi karczmarz, przyjaciel i wspólnik Svena wychodził przyjąć zamówienie, czy zebrać to i owo ze stolika, bo gospodarz sprawnie zajmował się obsługą gości przy samej ladzie. I przy okazji stąd najlepiej mógł obserwować całość przybytku.

- A tak swoją drogą, dobry przybyszu jest jeszcze jedna historia. Może Cię zaciekawi. - zanęcił karczmarz, zbliżając się trochę do blatu i ściszając głos. - Klasyczny chwyt, który niemal od razu wywoływał zwiększenie zainteresowania, mimo swojej oczywistości.
- Wiesz Pan, ostatnio dochodzą mnie słuchy, że na moczarach, na południe stąd. Za tamtym lasem. - skinął dłonią w omawianym kierunku.
- Tam kiedyś stare cmentarzysko było, ludzie mówią, że coś tam, no wiesz. Coś straszy. Ja się za speca nie mam, ale trochę żem widział i wiem też, że ino jak mają powód takie istoty się ludziom naprzykrzają. Może to jest jakiś trop, dla kogoś takiego jak Ty? Mógłbym więcej rzec, ale to podania z ludzi do ludzi, wiesz jak, a nie chcę naciągać i bajdurzyć, ino prawdę gadam. - uciął nieco niespodziewanie coś, co zdawało się być nieco dłuższą opowieścią. Ciekawe dlaczego?
Siwowłosa zostawiła kilka monet na ladzie i zsunęła się z podwyższonego stolika przy ladzie, udała się w sobie znanym jedynie kierunku, ale nie opuściła karczmy. Za to dość szybko wtopiła się w tłum. Sven naturalnie zabrał zapłatę i począł polerować kufel.

Rozmowy w karczmie faktycznie miały bardzo, ale to bardzo szeroki wachlarz tematów. W najbliższej okolicy Dinitris znajdowały się trzy stoły, przy których zasiadali kolejno: Kupcy - rozmawiający o interesach, pieniądzach, traktach i biznesie, a jakże. Miejscowi, czyli wcześniej wspomniana grupka z bajdurzącym łowcą na czele, który właśnie omawiał rzekomo nawiedzony gaj na południu. Ostatnią grupką było trzech facetów w dość młodym wieku, w skórzanych strojach, grali w karty. Rozmawiali na różne tematy, ale przewodnim od paru chwil był ich ostatni... "wypad" jak to nazwali. Poruszane przez nich kwestie zdawały się mieć drugie dno, a wykorzystywane słowa, jakby nie zawsze pasowały do tego, o czym była mowa. Rzecz jasna nawet mimo dobrze wyostrzonych zmysłów smoczyca nie mogła słyszeć dokładnie pełnej rozmowy, przez atmosferę panującą w karczmie, toteż jej skrawki czasami zdawały się być jeszcze bardziej enigmatyczne. Może przyciągające w ten sposób, przeplatane z wyzwiskami i okrzykami towarzyszącymi ekscytującej partii w pokera. Grali na wykałaczki, co ciekawe, czyli znali się dobrze i nie rywalizowali o kosztowności.
Avatar użytkownika
Sven
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Yao, Frey, Hessan, Lilianna,
Rasa: Człowiek (Karczmarz)
Aura: Wyraźna aura o przeciętnej sile, swoim ametystowym blaskiem zaprowadzi Cię wprost do karczmy. Jej przytulne wnętrze kusi byś zatrzymał się na chwilę i odetchnął od biegu codzienności. Zatop się wśród stolików i wybierz ten właściwy dla siebie. Gdy tylko usiądziesz wygodnie, otuli Cię delikatny jakby fajkowy dym. Jego wyraźne kłęby o intensywnie cynkowym zabarwieniu snują się po całym pomieszczeniu. Choć bez problemu dostrzegalne, nie są nachalne i nie zasłaniają wnętrza oberży. Wśród cynku, gdy przyjrzysz się uważniej obłoczkom, dostrzeżesz niewielkie pasma złota. Dopiero jak odkryjesz te drobne niuanse, zechcesz poznać resztę emanacji. Karczma wydaje się pusta, jest jeszcze przed czasem głównego obłożenia. W izbie delikatnie i cichutko roznoszą się zmysłowe szepty, dodające aurze tajemniczości. Czuć tu ludzki pot, zmieszany z zapachem ważonego piwa i tlącego się tytoniu. Jeżeli dłonią dotkniesz blatów stołów, poczujesz, że są wygładzone latami i przyjemne w dotyku. Twarde dębowe deski ścian dają poczucie bezpieczeństwa. Zwiedzając wnętrze znajdziesz też trochę ostrych krawędzi. Powietrze tutaj wydaje się mieć smak. Zdaje się lepić intensywnie, w swej charakterystyce odznaczając się głównie łagodnością. Dadzą się też wyczuć niewielkie nutki goryczki, uzupełniające odczucia.
Wygląd: Sven Ners to mężczyzna dość wysoki i dobrze się prezentujący. Mięśnie niestety nie są już na tyle wyrzeźbione jak za lat młodości, ale mężczyzna zdaje się wciąż trzymać formę, choć pod frakiem brzuch mu się już nieco, na starość, powiedzmy, zaokrągla. Postawę ma dość porządną, dobrze się prezentując, mimo swojego wieku wciąż może budzić respekt. Dłonie jego ... (Więcej)
Uwagi: Svena, poczciwego karczmarza nie da się pomylić z nikim innym na jego własnym terytorium. Poznasz go po nieco zniszczonym już, ale wciąż eleganckim, dodającym mu powagi i idealnie pasującym ... (Więcej)

Postprzez Dinitris » Pt lis 09, 2018 1:09 am

        Dinitris dopięła swego i odpędziła od siebie wzrok siwowłosej. Może była trochę przewrażliwiona, bo traktowanie kogokolwiek czarem zsyłającym ból, musiało mieć całkiem poważny powód. Trochę poważniejszy od zwykłego gapienia się. Najwidoczniej nieznana kobieta trafiła na kiepski nastrój smoczycy, co ostatnimi czasy, nie było wcale wielkim wyczynem. Z racji poszanowania tegoż spokojnego miejsca, Dinitris sięgnęła po wyjątkowo delikatną metodę odwrócenia uwagi. Śledziła reakcję dziewczyny, dopóki nie odeszła os lady i nie zniknęła jej z oczu za kilkoma rzędami stołów w dalszej części karczmy.
        Elfka podsłuchiwała najbliższe rozmowy starając się wylapać z nich jakieś ciekawe konkrety. Nawiedzone miejsca średnio ją zachwycały. A na handlu niezbyt się znała, toteż ni w ząb nie potrafiła zrozumieć nawet połowy tego co między sobą odgadywali sąsiadujący przy jej stole przejezdni kupcy.
        Stukanie palcami o do połowy opóźniony kufel piwa nie pomagały w skupieniu się nad najistotniejszą kwestią. Wzrok Dinitris znowu przebił się przez warstwy stołów i ludzi i spoczął na plecach mieszańca. Coś intrygująco omawiającego ze Svenem. Z jednej strony chciała wiedzieć o czym rozmawiają, a z drugiej powstrzymywała ją wrodzona awersja do innych smokowatych. Nawet tych, którym dużo brakowało do miana smoka. Jednakże sytuacja zmieniła się diametralnie, kiedy jakby znikąd wyrosła przed nią siwowłosa nieznajoma. Dinitris teraz zrozumiała dlaczego czuła, że coś z nią jest nie tak. Widziała już te oczy, z bliska wydawały się jej jeszcze bardziej niesamowite niż te, które zapamiętała podczas ich ostatniego spotkania. Pokusa potrafiła się nieźle kamuflować, ale Dinitris nie dała się nabrać na te tanie sztuczki. Zachęciła ją do zajęcia miejsca przy stole naprzeciw niej, ale kobieta nawet nie drgnęła.
        - Masz to? - zapytała używając już zapomnianego języka kalijskiego. Dinitris nie miała problemów ze zrozumieniem jej słów, bowiem biegle posługiwała się niemal każdym piekielnym dialektem.
        - Jeszcze szukam - odpowiedziała jej zastanawiając się, czy nie zrezygnować ze zlecenia. Pokusa zdawała się przejrzeć plany smoczycy i postanowiła pomóc jej w podjęciu decyzji. Uśmiechnęła sie do niej smutno i odrzekła
        - Naprawdę myślisz, że to takie łatwe? Dlatego wybrałam ciebie. A chyba obie nie chcemy żebym się na tobie zawiodła, hm?
        Siwowłosa kobieta przykucnęła przy blacie stołu przy Dinitris i wyciągnęła schowany między piersiami łańcuszek na końcu którego kiwał się półokrągły medalion z dwoma sferami otaczającymi czerwony jak krew, półprzeźroczysty kryształ. Na jego widok Dinitris warknęła gardłowo, aż ucichły rozmowy mężczyzn przy najbliższych stołach. Rysy twarzy elfki wyostrzyły się niebezpiecznie, a wzrok jej uciekł od przeklętego wisorka.
        Widząc reakcję elfki, pokusa położyła dłoń na ręce Dinitris, co tylko podsyciło jej gniew. Z tym samym paskudnym uśmiechem mówiła dalej imitując słodki ton.
        - Spokojnie, dostaniesz go jak wykonasz zadanie. Potrzebna ci tylko mała pomoc. Weź ze sobą tego mięśniaka z toporem. Widzę, że bardzo ci się spodobał. Ja to wiem, bo znam się na tym.
        - Wykluczone! - odmówiła od razu. Jeszcze czego? Nie będzie się zbliżała do żadnego smoka. Nigdy.
        Odmowa Dinitris wcale nie zaskoczyła pokusy, która zareagowała na oczywisty opór po swojemu, czyli... kolejną atrakcyjną propozycją.
        - Jak to zrobisz, dostarczysz mi jego krew, w zamian za twoją. Potraktuj to jak korzystną wymianę. On odwali za ciebie robotę, a ty odzyskasz wolność. Zgoda?
Pokusa miała swoje powody, żeby zyskać takiego narwanego pupila. Dinitris stawiała jej zbyt duży opór, który zmęczył podstępną pikielną. Trzeba jej było kogoś, kogo łatwo by jej było usidlić, a z samcami niemal każdej rasy szło jej to lepiej i... przyjemniej.
        Dinitris na niczym bardziej nie zależało niż nad odzyskaniem wolności. Choć piekielna nie była jakoś przesadnie wymagająca, wystarczyła sama świadomość, że ktoś mógł ją szantażować, budził w niej trudną do przełknięcia frustrację. Dlatego zgodziła się na tą zmianę planów. Niechętnie, ale co miała innego zrobić?
        Teraz pozostało jej zaczekać, aż Yaruga wyjdzie z karczmy i pójść za nim. Zbliżenie się do niego w tak niewielkiej chatce było zbyt niebezpieczne... dla wszystkich wokół. I dla karczmy.
Avatar użytkownika
Dinitris
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Cerrina, Ariela, Melouria,
Rasa: Smok
Aura: Aura odznacza się siłą ponadprzeciętną i emanuje bursztynowym blaskiem już z oddali. Chroni ją twardy, żelazny pancerz, odbijający światło. W wielu miejscach widać także kobaltowe, smocze łuski. Pojawiające się znikąd i dochodzące z każdej strony jęki torturowanych oraz przytłaczający smród potrafią poważnie zaniepokoić. Po chwili coś jakby z tyłu uderzy, szybko da się przypisać to do grzmotu, przez chwilę widać nawet błyskawicę odbijającą się na powłoce. Szybko to zjawisko zanika i zastępują go uderzenia młota kowala. Wszystko ostatecznie kończy się w akompaniamencie harmonijnej melodii, płynnie zmieniającej swą tonację. Woń, która zaczyna stawać się coraz bardziej intensywna, jest ciężka, męczy zmysły i przypomina mieszankę wielu różnych zapachów, zarówno tych dobrych, jak i złych. Z wyjątkiem smoków, nikt inny nie będzie umieć przypisać tej nietypowej woni do czegoś konkretnego. W międzyczasie z dumą prezentuje swą elastyczność oraz ostre jak brzytwa krańce, częściowo pokryte chropowatymi wybrzuszeniami. W większości jednak powierzchnię pokrywa aksamitny meszek. W smaku natomiast niebywale pikantna wywołuje silne pragnienie, jednakże jakby złośliwym zrządzeniem losu jest też lepka i skleja usta.
Wygląd: Dinitris jak (prawie) każdy smok posiada wszystkie jego najważniejsze cechy, czyli wydłużone ciało pokryte łuską, parę błoniastych skrzydeł, cztery łapy, długi, wężowy ogon i rogi na łbie osadzonym na giętkiej, proporcjonalnie długiej szyi. Chciałoby się rzec: "to tyle w temacie", ale nie w przypadku smoków i co za tym idzie - nie w przypadku tego smoka. Dinitris jest ... (Więcej)

Postprzez Yaruga » Pt lis 09, 2018 5:30 pm

        Yaruga upił kolejny łyk z kufla i uśmiechnął się rozbawiony. Nie zdołał jednak odpowiedzieć na słowa o klepaniu bandytów kiedy Sven przeszedł do gwoździa swojego programu.
Legenda! Yaruga nachylił się również w kierunku karczmarza. Skoro ten opowiadał coś pół głosem to musiało to być bardzo ważne. Teraz w takim zbliżeniu gospodarz mógł się mimowolnie przyjrzeć oczom zlotowlosego. Były bez wątpienia gadzie. Złota tęczówka i ta typowa czarna szczelina przez którą patrzył na świat. I jakby to było mało, z tak bliska Sven przez moment zobaczył coś jeszcze. Był to niczym nie opanowany, czysty i kotłujący się chaos. Niepowstrzymywalna siła gotowa wchłonąć wszystko czego sięgnie. Lecz jak szybko odczucie się pojawiło, tak samo nagle zniknęło zostawiając obraz mięśniaka z pół otwarta gębą słuchającym opowieści, najwyraźniej zbyt skupionym na niej by zadbać o szczelność własnej szczęki. W końcu nie wytrzymał, otwarte usta zmieniły się w szeroki uśmiech, a ten w radosny rubaszny śmiech.
-Poważnie?- ryknął wesoło, zwracając na siebie uwagę paru osób -Straszny cmentarz? Ha! Niech będzie- dodał po chwili, upił też z kufla -Narysuj mi konkretniejsza mapę i chętnie to sprawdzę.- oznajmił.
        Wtedy też rozległo się warkniecie. Takie które zwróciło uwagę odpowiednich uszu. Zagrożenie. Yaruga z uśmiechem całkowicie od ucha do ucha, skierował swoje lico w kierunku dwóch gołąbeczków siedzących pod oknem. Jakże się zaskoczył widząc dziwną postać z lady, z dziwna postacią z zewnątrz. Yaruga uśmiechnął się raz jeszcze (tak, jeszcze szerzej, byłby doskonałym obiektem dla znachora stomatologa) i odwrócił ponownie do Karczmarza.
-No rysuje, rysuje- ponaglił. Jednocześnie jednak zaczął nasluchiwać czy coś się tam pod oknem nie dzieje.
Avatar użytkownika
Yaruga
Błądzący na granicy światów
 
Rasa: Smokołak
Aura: Intensywna słodycz cię tu sprowadziła, zwodząc jednocześnie, byś posmakował pikanterii lepiącej się nieznośnie do ust. Uratuje cię przed nią dopiero suchy posmak, który objawi się wraz z ciężką wonią mokrej ziemi. W bezdźwięcznym powietrzu unosi się też zapach łusek szybko i bezsprzecznie przywodzącą na myśl jakąś gadzinę. Teraz już niewiele ci trzeba by całą swą wyobraźnią poczuć smocze łuski o twardych i ostrych krawędziach. Naturalna i chropowata zbroja ugina się lekko pod dotykiem, połyskując w jasno. A lśni żelazem i cyną. To jednak topaz jest najsilniejszym z tutejszych widoków, swoją esencjonalną poświatą wręcz oślepiając cię i wyganiając z terenu emanacji gdy nastał czas jej opuszczenia.
Wygląd: Jak każdy szanujący się smokołak, Yaruga może przybrać trzy odmienne formy. Mimo to jednak wiele cech wspólnych po których można go rozpoznać. Zacznijmy jednak od najczęściej spotykanej.

Forma Hybrydy
Najbardziej naturalna forma dla smokołaka. W tej formie przybiera kształt atletycznego posągu z dawnych wieków, z rysą szalonego smokopodobnego barbarzyńcy. W stosunku to ...
(Więcej)

Postprzez Sven » So lis 10, 2018 6:24 pm

Sven od razu poznał po smokołaku, że ten nawet nie będzie potrzebował dalszych zachęceń, czy głębszego wprowadzenia w tę historię. Zdawał się złapać ją od razu, jak ryba przynętę. Tyle tylko, że opowieść właściwie mogła prowadzić zarówno do podobnie zgubnego losu, ale i do wręcz przeciwnej sytuacji, wzbogacenia się, odkrycia czegoś... Choćby tropu czegoś wyjątkowego.
Karczmarz przy okazji obserwował siwowłosą dziewczynę. Zdawał się ją skądś kojarzyć, ale sam właściwie nie był pewny skąd. Jej zachowanie nie wzbudzało u niego żadnych podejrzeń, bo w miejscach takich, jak to było mnóstwo, na prawdę multum ludzi, czy nieludzi zachowujących się w jakiś tajemniczy, bądź nietypowy sposób. Natomiast fakt, że pojawiła się przy elfce, która niedawno weszła do środka wydał się bardzo intrygujący, a później to nietypowe warknięcie, które zwróciło uwagę paru osób.
Gospodarz pomyślał, że z tymi dwiema coś może być na rzeczy. Skąd tylko mógł wiedzieć co? Pewnie nie mógł, więc jedynie snuł domysły.
Gdy Yaruga zapytał o drogę Sven wyciągnął jedną z paru mapek okolicy, które miał pod ladą. Nie była ona w żaden sposób mapą dobrej jakości, ani precyzyjnie wykonaną, ale mniej więcej dawała pogląd na to co gdzie leży.
Z pomocą pióra i atramentu zaczął kreślić na materiale jakieś znaczki, strzałki i wskazówki, które miały pokierować Yarugę do rzekomo nawiedzonego miejsca, mimo pośpieszającego tonu wypowiedzi tego drugiego karczmarz starał się zaznaczać drogę w miarę starannie i po paru chwilach położył mapę na ladę i wskazał palcem odpowiednie miejsce.
- To tu. -
- Upewnij się tylko Panie, że wrócisz Pan tu z dobrą historią. - rzucił optymistycznie i gdyby nie gadzie oczy i drzemiąca w nich dzikość, chaos i potęga to pewnie poklepał by wędrowca po ramieniu. Z pewnością jednak powstrzymał się, bo trzeba by było być na prawdę mało bystrą istotą, by nie zdać sobie sprawy z nieludzkich cech siedzącego przy ladzie awanturnika.

Pora była już względnie wieczorowa, w karczmie ilość ludzi zaczynała się bardzo powolutku przerzedzać. Padły już pierwsze pytania o nocleg przy ladzie, albo te mniej pewne i skromne o jego cenę. Kupcy krzątali się w tym okresie najwięcej, wchodząc i wychodząc z powrotem, dopinając na ostatni guzik jakieś interesy, czy kwestie bezpieczeństwa swoich karawan przed nocą. Niektórzy zdecydowali się ruszyć w drogę, inni szukali miejsc w stajniach, czy przybytkach takich, jak ten u Svena.
Avatar użytkownika
Sven
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Yao, Frey, Hessan, Lilianna,
Rasa: Człowiek (Karczmarz)
Aura: Wyraźna aura o przeciętnej sile, swoim ametystowym blaskiem zaprowadzi Cię wprost do karczmy. Jej przytulne wnętrze kusi byś zatrzymał się na chwilę i odetchnął od biegu codzienności. Zatop się wśród stolików i wybierz ten właściwy dla siebie. Gdy tylko usiądziesz wygodnie, otuli Cię delikatny jakby fajkowy dym. Jego wyraźne kłęby o intensywnie cynkowym zabarwieniu snują się po całym pomieszczeniu. Choć bez problemu dostrzegalne, nie są nachalne i nie zasłaniają wnętrza oberży. Wśród cynku, gdy przyjrzysz się uważniej obłoczkom, dostrzeżesz niewielkie pasma złota. Dopiero jak odkryjesz te drobne niuanse, zechcesz poznać resztę emanacji. Karczma wydaje się pusta, jest jeszcze przed czasem głównego obłożenia. W izbie delikatnie i cichutko roznoszą się zmysłowe szepty, dodające aurze tajemniczości. Czuć tu ludzki pot, zmieszany z zapachem ważonego piwa i tlącego się tytoniu. Jeżeli dłonią dotkniesz blatów stołów, poczujesz, że są wygładzone latami i przyjemne w dotyku. Twarde dębowe deski ścian dają poczucie bezpieczeństwa. Zwiedzając wnętrze znajdziesz też trochę ostrych krawędzi. Powietrze tutaj wydaje się mieć smak. Zdaje się lepić intensywnie, w swej charakterystyce odznaczając się głównie łagodnością. Dadzą się też wyczuć niewielkie nutki goryczki, uzupełniające odczucia.
Wygląd: Sven Ners to mężczyzna dość wysoki i dobrze się prezentujący. Mięśnie niestety nie są już na tyle wyrzeźbione jak za lat młodości, ale mężczyzna zdaje się wciąż trzymać formę, choć pod frakiem brzuch mu się już nieco, na starość, powiedzmy, zaokrągla. Postawę ma dość porządną, dobrze się prezentując, mimo swojego wieku wciąż może budzić respekt. Dłonie jego ... (Więcej)
Uwagi: Svena, poczciwego karczmarza nie da się pomylić z nikim innym na jego własnym terytorium. Poznasz go po nieco zniszczonym już, ale wciąż eleganckim, dodającym mu powagi i idealnie pasującym ... (Więcej)

Postprzez Dinitris » So lis 10, 2018 9:08 pm

        Yaruga słyszał tylko urywki rozmowy podejrzanych kobiet i choć bardzo się starał żadne z tych powyrywanych z kontekstu słów nie naprowadziło go na treść ciekawej rozmowy. Smokołak słyszał wyraźnie niektóre słowa i mógł być pewien, że nie należały do słownika Aralańskiego. Elfka wyglądała na wzburzoną po odejściu siwowłosej, która ulotniła się z karczmy drzwiami. Błądziła wzrokiem po tłumie od czasu do czasu zaglądając w kierunku lady przy której siedział. Obojętność znowu zagościła na twarzy pięknej kobiety, choć widać było na niej cień zmęczenia.
        Oczekując na ruch mieszańca, Dinitris dopiła już swoje piwo, ale nie zdradzała tego faktu przed kelnerką, która kilkukrotnie kontrolnie zaglądała do niej i podpytywała czy elfka nie skusi się na jeszcze jedną kolejkę, albo na coś do zjedzenia. Dinitris jadła w zeszłym tygodniu, a więc była syta.
        W karczmie robiło się coraz luźniej. Trzy sąsiednie stoliki opustoszały od gości, zostały także uprzątnięte z pustych kufli i talerzy. Dinitris, z braku lepszych atrakcji, patrzyła jak młoda kobieta, wymęczona wieczornym zgiełkiem, przecierała szmatą stoły i zdrapywała pazurem rozlany na blat wosk ze świecy, który został rozlany przez jednego z klientów. Dziewczyna była pracowita i bardzo miła dla wszystkich gości - nawet wobec tych, którzy zachowywali się jak zwykłe świnie. Nie obrażając tych smacznych zwierzątek. Smoczyca dokończyła już swój kufel po piwie i sądząc, że będzie dziwnie wyglądała gapiąc się przez cały wieczór przez okno, postanowiła wyjść z karczmy pierwsza i zaczekać na Yarugę na dworze.
        Skinęła na kelnerkę, kiedy po raz wtóry mijała jej stół i tym razem oddała pusty kufel. Młoda i ładna dziewczyna zabrała naczynie i podziękowała elfce uśmiechając się skromnie. Niestety nie doczekała się odpowiedzi od elfki, ani nawet małego odwzajemnienia uśmiechu. Ale to nie była jakaś złośliwość ze strony smoczycy. Po prostu miała już zepsuty humor przez piekielną i zwyczajnie nie miała humoru. W innych okolicznościach zapewne odwzajemniłaby uśmiech młodej dziewczyny, bo naprawdę szanowała jej pracowitość i szczerą uprzejmość. Dziewczynka lubiła tą pracę, ale Dinitris poradziłaby jej zmianę zawodu na jakiś ambitniejszy. Usługiwanie pijanym samcom jakoś nie należało do szczytnych zajęć. Dinitris zachowała się chociaż o tyle uprzejmie, że nie popatrzyła na dziewczynę wzrokiem wbijającym w podłogę, takim jakim elfy z wyższych sfer raczyły ludzi i krasnoludów.
        Gdy otworzyła drzwi poczuła chłodny i pachnący deszczem wiatr. Aura na zewnątrz zmieniła się diametralnie. Wiatr uginał świerkowe wierzchołki, wył i szumiał z daleka, jakby jakaś monstrualna fala gnała przeciw niej. Dźwięki przyjemne dla ucha, ale zmieni zdanie, kiedy dołączy do nich mozaika deszczowej kompozycji. Ulewa to był jednakowoż najmniejszy problem smoczycy.
        Oddalając się od karczmy obmyślała w głowie plan podejścia do smokołaka. Zanim oddaliła się na kilka kroków miała już ich kilka wersji. Tylko każdy miał jedną zasadniczą wadę: musiała odrzucić wszystkie swoje uprzedzenia, które stanowiły fundament jednej z jej najsilniejszych cech. Gdyby szukać jakiś dobrych stron w sytuacji w jakiej się znalazła, należałoby zwrócić uwagę na płeć Yarugi, która była zdecydowanie na plus dla niego. Dinitris instynktownie nie tolerowała żadnych samic traktując je podświadomie jako rywalki. Miała to zaszczepione w genach i nie panowała nad tym. Samce za to bywały ospałe, zainteresowane tylko swoimi skarbami. Smoczyca nie widziała w nich nic interesującego, bo nawet pod cienką kołderką pierwotnych instynktów, zobaczyła tylko zapatrzoną w siebie kupę kłamstw. Dinitris wolała w tym wypadku bezpośredniość, którą łatwiej jej było przyjąć, bo współgrało to z jej charakterem.
        Elfka wychodząc na trakt zastanawiała się w którą stronę pójdzie Yaruga. Otuliła się szczelniej płaszczem i obejrzała się na boki na rozwidleniu. Pomyślała, że głupio będzie zaskoczyć go na drodze wyskakując z krzaka. Pomysł, choć oryginalny, mógłby sprowokować do niepotrzebnej walki. Dinitris wybrała o wiele subtelniejszy sposób, dlatego zawróciła i zamierzała zaczekać na niego przy karczmie i zaczepić go gdy tylko zatrzaśnie za sobą drzwi. Przy ścianie stało kilka beczek z wodą dla koni, uzupełnianych regularnie deszczówką dzięki prostemu systemowi rynien. Elka rozejrzała się za jakimś ustronnym miejscem i wypatrzyła stare drzewo z zachęcająco obniżonymi konarami, które mogło jej posłużyć jako doskonały punkt obserwacyjny. Podeszła do niego i wdrapała się na drugą od dołu gałąź. Trochę przeszkadzała jej we wspinaczce długa suknia, bo materiał, choć nie ograniczał jej ruchów, targany wiatrem plątał się w gałęziach i zahaczał o korę. Wreszcie, gdy zajęła najlepsze miejsce, oparła się plecami o główny konar i wbiła wzrok w żółte okna karczmy "U Svena". Nie zdziwiłaby się, gdyby smokołak postanowił przenocować u karczmarza, i musiałaby tu moknąć przez całą noc, ale to nie był jeszcze moment na zmianę planów. Może się jej poszczęści.
Avatar użytkownika
Dinitris
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Cerrina, Ariela, Melouria,
Rasa: Smok
Aura: Aura odznacza się siłą ponadprzeciętną i emanuje bursztynowym blaskiem już z oddali. Chroni ją twardy, żelazny pancerz, odbijający światło. W wielu miejscach widać także kobaltowe, smocze łuski. Pojawiające się znikąd i dochodzące z każdej strony jęki torturowanych oraz przytłaczający smród potrafią poważnie zaniepokoić. Po chwili coś jakby z tyłu uderzy, szybko da się przypisać to do grzmotu, przez chwilę widać nawet błyskawicę odbijającą się na powłoce. Szybko to zjawisko zanika i zastępują go uderzenia młota kowala. Wszystko ostatecznie kończy się w akompaniamencie harmonijnej melodii, płynnie zmieniającej swą tonację. Woń, która zaczyna stawać się coraz bardziej intensywna, jest ciężka, męczy zmysły i przypomina mieszankę wielu różnych zapachów, zarówno tych dobrych, jak i złych. Z wyjątkiem smoków, nikt inny nie będzie umieć przypisać tej nietypowej woni do czegoś konkretnego. W międzyczasie z dumą prezentuje swą elastyczność oraz ostre jak brzytwa krańce, częściowo pokryte chropowatymi wybrzuszeniami. W większości jednak powierzchnię pokrywa aksamitny meszek. W smaku natomiast niebywale pikantna wywołuje silne pragnienie, jednakże jakby złośliwym zrządzeniem losu jest też lepka i skleja usta.
Wygląd: Dinitris jak (prawie) każdy smok posiada wszystkie jego najważniejsze cechy, czyli wydłużone ciało pokryte łuską, parę błoniastych skrzydeł, cztery łapy, długi, wężowy ogon i rogi na łbie osadzonym na giętkiej, proporcjonalnie długiej szyi. Chciałoby się rzec: "to tyle w temacie", ale nie w przypadku smoków i co za tym idzie - nie w przypadku tego smoka. Dinitris jest ... (Więcej)

Postprzez Yaruga » N lis 11, 2018 12:06 pm

        Nie słysząc dokładnie słów pod oknem Yaruga był... Całkowicie obojętny. Zasadniczo nie interesowały konkretne słowa które wypowiadały kobiety. Musiał przed sobą już dawno przyznać że nie potrzebuje takich szczegółów by rzucić się w wir chaosu i interweniować w abstrakcyjnie cudowny dla siebie sposób. Zresztą Sven mógł zobaczyć to samo - wszak złotooki nawet nie pozwolił mu kontynuować swojej bajki.
-A więc tu, hę?- spytał bardziej w przestrzeń niźli karczmarza. Oglądał chwilę mapę z zainteresowaniem. Tam skąd pochodził dobra mapa często decydowała o życiu i śmierci całych osad. A tutaj karczmarz rozdaje je spod lady w zamian za opowieść. Twarda dłoń mężczyzny pogładziła gęsty zarost w nieświadomym zwyczaju. W końcu złote oczy oderwały się od rysunków i przeniosły na Svena. Przez sekundę czy dwie Yaruga zdawał się próbować odczytać intencje gospodarza. Zaraz jednak morze szaleństwa wezbrało po brzegi i ukazało się w formie pozornie wesołego uśmiechu. Zeskoczył z siedziska. Buty zastukały o podłogę sugerując szybki wymarsz. Lecz Yaruga uśmiechnął się raz jeszcze.
-Oczywiście że przyniosę Sven!- rzekł z niedźwiedzim wręcz uśmiechem nachylając się bliżej. Wtem prawa ręka opadła na nadgarstek karczmarza chwytając go w potężnym uścisku, choć nie tak by zrobić mu krzywdę. -A jak się okaże że mnie wystawiłeś, to wrócę i utnę Ci dłoń którą to rysowałeś- Rzekł z tym samym uśmiechem co wcześniej. Zaraz też dłoń puścił i sięgnął wgłąb kaftanu. Wygrzebał jeszcze parę monet - tak by akurat zapłacić za swoje - i położył je na ladzie. Zaraz też pochylił się i jakby nigdy nic zaczął zbierać swój pakunek. Po chwili też podniósł się już, trzymając torbę jedną ręką. Mapa była już bezpiecznie wciśnięta w dwa płaty skóry zwinięte w rulon, lekka i skuteczna forma ochrony rzeczy przed wiatrem i deszczem w trakcie lotu.
-Do zobaczenia Sven.- rzucił z wesołym uśmiechem. Tym samym uśmiechem obdarzał wszystkich przez cały wieczór, i ten sam uśmiech skierowany był do wcześniej uciekającego grajka. Uśmiech Yarugi. Rozejrzał się po sali, wyjścia Elfki nie zarejestrował, tak samo jak i siwowłosej. Cóż, czytał mapę.
Następnie ruszył w kierunku drzwi. Zmęczenie nie doskwierało mu specjalnie, spokojnie mógłby jeszcze przez pół nocy maszerować w kierunku wskazanym przez Svena... Ale po co? Tak samo jak i po co było tu nocować? Sven miał niedaleko wypatrzone tymczasowe leże, a jako że pieniądze uwielbia okrutnie, niechętnie płaci za coś czego nie musi.
        Drzwi karczmy zamknął za sobą stosunkowo delikatnie. Zaciągnął się powietrzem. Idzie burza. A na pewno deszcz, smokołak miał często problem przy rozróżnianiu idącej pogody. W górach, jasne, ale tutaj... tutaj wszystko było takie płaskie. HaHA!- rozległa się myśl w głowie. Zaraz też inna, dyktowana zwykłymi potrzebami ciała, pokierowała smokołakiem. Najpierw jednak skłonił się i ściągnął buty i przywiązał je do tobołka. Potem zaś, spojrzał na beczki z deszczkówką, spojrzał na rynienki i spojrzał na najbliższe drzewo. Stare, liściaste, o obiżonych konarach. Dużo więc nie myśląc, z torbą na ramieniu, bosy, podszedł do starego drzewa by sobie ulżyć po dwóch ciemnych...
Avatar użytkownika
Yaruga
Błądzący na granicy światów
 
Rasa: Smokołak
Aura: Intensywna słodycz cię tu sprowadziła, zwodząc jednocześnie, byś posmakował pikanterii lepiącej się nieznośnie do ust. Uratuje cię przed nią dopiero suchy posmak, który objawi się wraz z ciężką wonią mokrej ziemi. W bezdźwięcznym powietrzu unosi się też zapach łusek szybko i bezsprzecznie przywodzącą na myśl jakąś gadzinę. Teraz już niewiele ci trzeba by całą swą wyobraźnią poczuć smocze łuski o twardych i ostrych krawędziach. Naturalna i chropowata zbroja ugina się lekko pod dotykiem, połyskując w jasno. A lśni żelazem i cyną. To jednak topaz jest najsilniejszym z tutejszych widoków, swoją esencjonalną poświatą wręcz oślepiając cię i wyganiając z terenu emanacji gdy nastał czas jej opuszczenia.
Wygląd: Jak każdy szanujący się smokołak, Yaruga może przybrać trzy odmienne formy. Mimo to jednak wiele cech wspólnych po których można go rozpoznać. Zacznijmy jednak od najczęściej spotykanej.

Forma Hybrydy
Najbardziej naturalna forma dla smokołaka. W tej formie przybiera kształt atletycznego posągu z dawnych wieków, z rysą szalonego smokopodobnego barbarzyńcy. W stosunku to ...
(Więcej)

Postprzez Dinitris » N lis 11, 2018 4:15 pm

        Szczęście sprzyjało Dinitris, ale czy tak będzie dalej, to się dopiero okaże. Pochyliła się do przodu, gdy drzwi karczmy otworzyły się wypuszczając mięśniaka. Dinitris wpatrywała się w niego swoimi drapieżnymi ślepiami, nadal pozostając w ukryciu. Tak było do czasu, kiedy samiec zdjął buty, co było dla niej mocnym sygnałem, że szykuje się do lotu. To dlatego Dinitris chodziła boso. Jej to nawet wypadało, ale Yarudze? A co on, hobbit? Zrozumiała, że ma niewiele czasu, więc zaczęła schodzić z drzewa po przeciwnej stronie, aby wyjść zza niego i się z nim przywitać. Kiedy bosymi stopami dotknęła wilgotnych liści i obróciła się, żeby okrążyć drzewo i się mu pokazać. Lecz odgłos zbliżającego się do niej sapania zatrzymał ją w połowie kroku, nerwy przyszpiliły ją plecami do pnia. Dinitris była pewna, że smokołak ją zauważył. W głowie splotła magicznymi zaklęciami atak, który miał zwalić mu na głowę całe to drzewo wraz z korzeniami. Wyczulone uszy elfki wychwyciły jakiś bliżej nie określony dźwięk szurania i cichego dzwonienia metalicznych sprzączek. Brwi elfki ściągnęły się ku sobie, kiedy wyobrażała sobie co za śmiercionośną broń dla niej tam montuje. Byłby to dla niego ostatni błąd w jego parszywym życiu, gdyby z niej wymierzył w jej stronę.
        Miała zamiar zaatakować pierwsza, tak jak to miała w zwyczaju. W jej dłoniach formowała się maleńka iskierka zdolna w mgnieniu oka przerodzić się w niszczycielski pocisk. Coś ją jednak podkusiło, aby jeszcze chwilkę zaczekać. A potem jednak tego pożałowała.
        Po prostu nie wierzyła, że to się dzieje naprawdę. Osłupiała rozproszyła całą wezbraną w niej energię i opuściła ręce z bezradności. Czy musiał do jasnej ciasnej wybrać sobie właśnie to drzewo?! Zrobił to specjalnie, albo miała jednak wyjątkowego pecha.
        Poczuła silny zapach moczu, jeden z najsilniejszych zapachów, po którym najłatwiej było wyśledzić niemal każdego. Jednakże wolałaby, żeby ominęła ją ta wątpliwa dla niej okazja na zaznajomienie się z Yarugi feromonami. Sytuacja w jakiej się znalazła nie była dla niej jakoś bardzo krępująca. Spojrzała w górę zagryzając dolną wargę i czekała nasłuchając aż umilknie charakterystyczny dźwięk, co oznaczać powinien zakończenie ostatnich przygotowań do lotu smokołaka.
        Westchnęła cicho i zerknęła w bok i w dół. Ostatnie kapnięcia ucichły, a więc mogła już wkroczyć do akcji.
        - Słyszałam w karczmie, że jesteś typem poszukiwacza przygód. Pomyślałam, że taki waleczny smok marnował by się na mokradłach, uganiając się za duchami. Dlatego chciałam ci rzucić propozycję bardziej dochodowej pracy... - urwała oparłwszy głowę o pień drzewa i sięgając wzrokiem w dal, gdzie majaczyły na horyzoncie cienie górskich szczytów. Nie wiedziała jeszcze jak mogłaby mu zapłacić, gdyby jednak misja by się powiodła, pokusa wystawiłaby ją do wiatru. Miała nadzieję, ze piekielna dotrzyma słowa, a jak to się stanie, to zapłata nie będzie już jej problemem.
Avatar użytkownika
Dinitris
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Cerrina, Ariela, Melouria,
Rasa: Smok
Aura: Aura odznacza się siłą ponadprzeciętną i emanuje bursztynowym blaskiem już z oddali. Chroni ją twardy, żelazny pancerz, odbijający światło. W wielu miejscach widać także kobaltowe, smocze łuski. Pojawiające się znikąd i dochodzące z każdej strony jęki torturowanych oraz przytłaczający smród potrafią poważnie zaniepokoić. Po chwili coś jakby z tyłu uderzy, szybko da się przypisać to do grzmotu, przez chwilę widać nawet błyskawicę odbijającą się na powłoce. Szybko to zjawisko zanika i zastępują go uderzenia młota kowala. Wszystko ostatecznie kończy się w akompaniamencie harmonijnej melodii, płynnie zmieniającej swą tonację. Woń, która zaczyna stawać się coraz bardziej intensywna, jest ciężka, męczy zmysły i przypomina mieszankę wielu różnych zapachów, zarówno tych dobrych, jak i złych. Z wyjątkiem smoków, nikt inny nie będzie umieć przypisać tej nietypowej woni do czegoś konkretnego. W międzyczasie z dumą prezentuje swą elastyczność oraz ostre jak brzytwa krańce, częściowo pokryte chropowatymi wybrzuszeniami. W większości jednak powierzchnię pokrywa aksamitny meszek. W smaku natomiast niebywale pikantna wywołuje silne pragnienie, jednakże jakby złośliwym zrządzeniem losu jest też lepka i skleja usta.
Wygląd: Dinitris jak (prawie) każdy smok posiada wszystkie jego najważniejsze cechy, czyli wydłużone ciało pokryte łuską, parę błoniastych skrzydeł, cztery łapy, długi, wężowy ogon i rogi na łbie osadzonym na giętkiej, proporcjonalnie długiej szyi. Chciałoby się rzec: "to tyle w temacie", ale nie w przypadku smoków i co za tym idzie - nie w przypadku tego smoka. Dinitris jest ... (Więcej)

Postprzez Sven » Wt lis 13, 2018 11:17 am

Yaruga z każdą chwilą zdawał się być mniej normalny... Może to i lepiej, że zaczynał się kierować do wyjścia. Oczywiście gospodarz nie dał tego po sobie w żadnym ułamku poznać, był równie miły i gościnny co na początku spotkania, tak jak i dla wszystkich gości niezależnie od rasy, płci i paru innych specyfikacji personalnych.
- Otóż tu. - wskazał najdokładniej, jak potrafił. - Tak mówią.
Cała opowieść zdawała się w jakiś dziwny sposób... podniecić smokołaka. Może to lepiej, że karczmarz nie do końca wiedział dlaczego. Był za to już praktycznie pewny, że nie był to zwykły podróżnik, człowiek, niby każdy inny.
Zaśmiał się troszkę nerwowo, ale względnie naturalnie, gdy odczuł mocny chwyt dłoni Yarugi i jego ostatnią uwagę. Pewny był, że kitu mu nie wciskał, ale jakoś ciężej przełknął ślinę, mimo to stał twardo, po raz ostatni spojrzał w opętane chaosem spojrzenie smokołaka.
- Nie będzie takiej potrzeby.
- Hej, hej, bywajcie podróżniku! Za godną przygodę! - zakrzyknął za nim.
W związku ze zbliżającą się nocą w karczmie bardzo powolutku, oczywiście tak, by nie wadzić innym gościom rozpoczęto drobne prace porządkowe. Mycie wolny stolików, zamiatanie podłogi w opuszczonych już zakątkach, dosuwanie ław i krzeseł na odpowiednie miejsca. Sven wyszedł zza lady, zrobił obchód, zerkając przy tym od czasu do czasu za okna, zabrał też przy okazji krzesło zniszczone wcześniej przez centaurzycę na zaplecze.

Warto zaznaczyć, że na zewnątrz wciąż kręciło się trochę ludzi. Głównie wychodzący z karczmy, ale i tacy, którzy wstępowali celem zapytania o nocleg, a także bardzo nieliczne niedobitki imprezowe domierające sobie tu i ówdzie w błogiej niewiedzy, że cali przemokną i niewątpliwie będą żałować tej ostatniej kolejki z zeszłego wieczoru. Nieopodal karczmy była też bardzo niewielka stajnia, gdzie ludzie zostawiali niekiedy swoje wierzchowce.
Księżyc powoli wzbijał się już na nocny nieboskłon, także góry królujące na horyzoncie w oddali skąpane były aktualnie w blasku zachodzącego już Słońca. Pojawiały się na nich też spore cienie, gdy liczne chmury poganiane silnym wiatrem przemierzały niebo, opatulając okolicę swoim szaroburym i zwiastującym niezłą ulewę kocykiem.
Avatar użytkownika
Sven
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Yao, Frey, Hessan, Lilianna,
Rasa: Człowiek (Karczmarz)
Aura: Wyraźna aura o przeciętnej sile, swoim ametystowym blaskiem zaprowadzi Cię wprost do karczmy. Jej przytulne wnętrze kusi byś zatrzymał się na chwilę i odetchnął od biegu codzienności. Zatop się wśród stolików i wybierz ten właściwy dla siebie. Gdy tylko usiądziesz wygodnie, otuli Cię delikatny jakby fajkowy dym. Jego wyraźne kłęby o intensywnie cynkowym zabarwieniu snują się po całym pomieszczeniu. Choć bez problemu dostrzegalne, nie są nachalne i nie zasłaniają wnętrza oberży. Wśród cynku, gdy przyjrzysz się uważniej obłoczkom, dostrzeżesz niewielkie pasma złota. Dopiero jak odkryjesz te drobne niuanse, zechcesz poznać resztę emanacji. Karczma wydaje się pusta, jest jeszcze przed czasem głównego obłożenia. W izbie delikatnie i cichutko roznoszą się zmysłowe szepty, dodające aurze tajemniczości. Czuć tu ludzki pot, zmieszany z zapachem ważonego piwa i tlącego się tytoniu. Jeżeli dłonią dotkniesz blatów stołów, poczujesz, że są wygładzone latami i przyjemne w dotyku. Twarde dębowe deski ścian dają poczucie bezpieczeństwa. Zwiedzając wnętrze znajdziesz też trochę ostrych krawędzi. Powietrze tutaj wydaje się mieć smak. Zdaje się lepić intensywnie, w swej charakterystyce odznaczając się głównie łagodnością. Dadzą się też wyczuć niewielkie nutki goryczki, uzupełniające odczucia.
Wygląd: Sven Ners to mężczyzna dość wysoki i dobrze się prezentujący. Mięśnie niestety nie są już na tyle wyrzeźbione jak za lat młodości, ale mężczyzna zdaje się wciąż trzymać formę, choć pod frakiem brzuch mu się już nieco, na starość, powiedzmy, zaokrągla. Postawę ma dość porządną, dobrze się prezentując, mimo swojego wieku wciąż może budzić respekt. Dłonie jego ... (Więcej)
Uwagi: Svena, poczciwego karczmarza nie da się pomylić z nikim innym na jego własnym terytorium. Poznasz go po nieco zniszczonym już, ale wciąż eleganckim, dodającym mu powagi i idealnie pasującym ... (Więcej)

Poprzednia strona

Powrót do Równiny Theryjskie

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron