[Okolice Elfidranii] Piękna i Bestia


Spokojna równina zamieszkana głównie przez pokojowo nastawione elfy i ludzi. To właśnie na niej znajduje się słynne Jezioro Czarodziejek i zamek, w którym się spotykają. Na równinie położone jest również osławione królestwo Nandan- Theru. To harmonijna kraina rzek, jezior i lasów.

Postprzez Ayeesha » Śr lip 04, 2018 8:36 am

        W miarę jak świetlisty krąg opadał coraz niżej, wychodząc na spotkanie ginącemu w oddali horyzontowi, cienie wypełzały spod drzew i wydłużały się stopniowo; wyciągały przed siebie czarne macki, aż w końcu cała okolica pogrążyła się w łagodnym mroku. Mgła z wolna gęstniała, by mlecznobiałym kokonem otulić las i ukryć w nim to, co powinno zostać niewidoczne dla cudzych oczu; choć gdzieniegdzie można było dostrzec delikatne smugi światła księżyca, przebijające się przez korony drzew. Przyjazną ciszę nocy od czasu do czasu przerywało stłumione pohukiwanie sów lub trzask gałązek, przydeptywanych przez leśną zwierzynę.
        I kokieteryjne szepty.
        Jeśli ktoś, zabłądziwszy w mglistych oparach, znalazłby się nagle nad jednym z okolicznych jezior, na polanie skąpanej w srebrzystym blasku, stałby się świadkiem niezwykle romantycznej sceny pomiędzy dwojgiem ludzi. Gdyby jednak potencjalny obserwator przyjrzał im się z bliska i dostrzegł lśniące rogi na głowie kobiety, zrozumiałby prawdziwe znaczenie oglądanego zajścia — a następnie albo dał się uwieść i dołączył do zabawy, albo zawiadomił kogo potrzeba i ściągnął piekielnej na głowę co najmniej kilku błogosławionych.
        Lecz Ayeesha zdawała się całkowicie pochłonięta swoją pokusią powinnością i nieszczególnie przejmowała się zagrożeniem, mało zresztą prawdopodobnym. Musiała się skupić, żeby tego wieczoru jak zawsze odegrać swoją rolę perfekcyjnie.
        - Dlaczego… zabrałaś nas w takie… odludzie? - wymamrotał uwodzony przez nią młodziutki mężczyzna w przerwach między pocałunkami, którymi hojnie ją obdarzał.
        Piekielna uśmiechnęła się, przeczesując dłonią włosy swej ofiary.
        - By twa małżonka mogła spać spokojnie.
        Sprawdzała go; sprawdzała jego determinację i oddanie. Gdyby w takiej sytuacji mężczyzna się zawahał, byłby to dla Ayeeshy sygnał, iż nie nadaje się on do wykonania zadania, które zamierzała mu powierzyć. Ale gdy nieszczęśnik przylgnął do niej z jeszcze bardziej żarliwym zapałem, niemal zrywając z siebie ostatni łachman, z ust pokusy wydobył się głęboki, zmysłowy śmiech. Z jego umysłu wyczytała jedynie pożądanie i fascynację.
        O to właśnie chodziło.
        - Doskonale. A teraz... - odezwała się z nieco przesadną artykulacją i pochyliła się nad mężczyzną… tylko po to, by po chwili, nawet go nie dotknąwszy, odsunąć śmiertelnika od siebie. Wyciągnęła rękę w stronę jeziora i czarniejszym od nocy, szponiastym paznokciem wskazała połyskującą taflę. - Teraz wskakuj do wody.
        W oczach biedaka odbiło się zaskoczenie tak wielkie, iż przez chwilę piekielna żałowała, że nie posiada płótna ani pędzla (ani większych zdolności plastycznych), aby uwiecznić jego wyraz twarzy. Ponownie zbliżyła się do mężczyzny, smukłymi palcami unosząc jego podbródek.
        - Gdzieś na dnie znajduje się pewien artefakt - wyjaśniła. - Widzisz, drogi chłopcze, bardzo zależy mi na tym, aby wejść w jego posiadanie. Zdobądź go dla mnie, a obiecuję, że wynagrodzę cię sowicie - na potwierdzenie swych słów, Ayeesha złożyła na ustach ofiary jeszcze jeden pocałunek.
        - Dla ciebie wszystko… Wszystko…
        Wystarczyło kilka sekund, by oszołomiony kochanek zniknął pod wodą. Pokusa zaś rozejrzała się za wystarczająco godnym miejscem, po czym zdecydowała się spocząć na możliwie najbardziej oddalonym od brzegu kamieniu. Westchnęła teatralnie, wznosząc oczy ku niebu. Przez chwilę wpatrywała się w milczeniu w srebrną tarczę księżyca. A kiedy otworzyła usta…
        - Jeśli znowu zaczniesz deklamować jeden z tych swoich okropnych wierszydeł, przysięgam, że utopię cię w tym jeziorze - odezwał się głos, dochodzący z większego mieszka, który piekielna nosiła przy pasku.
        Ayeesha zamarła, nie zdążywszy nawet wypowiedzieć pierwszego wersu. Przewróciła oczami i sięgnęła do worka, wyjmując z niego naturalnych rozmiarów ludzką czaszkę, która mogłaby uchodzić za zwykły kawałek truchła, gdyby nie czerwone znamię klątwy, pionową linią przecinające kość czołową. Czaszce brakowało dwóch trzonowców, a na lewej skroni, tuż przy łuku jarzmowym, widniała szeroka na pół palca dziura. Piekielna kilka razy podrzuciła czaszkę w dłoni, zanim ta uniosła się na wysokość twarzy kobiety.
        - I pomyśleć, że grozi mi coś, czego szczytem możliwości, jeśli chodzi o mobilność, jest bierna lewitacja w jednym miejscu.
        - Wypraszam sobie! - Lear zagrzechotał zębami z oburzenia. - To, że nie mam dwóch metrów idealnego ciała, nie znaczy, że możesz traktować mnie jak przedmiot. Ile razy, do wszystkich przeklętych, mam powtarzać, że jestem KIMŚ, a nie CZYMŚ…?!
        - Jeżeli jaśnie pan do tej pory nie raczył zauważyć, jestem pokusą. Przedmiotowe traktowanie innych to część mojej pracy. A jeśli masz ochotę wtrącić jeszcze jakieś komentarze odnośnie do moich recytacji, to radzę trzymać żuchwę nieruchomo, bo inaczej sam przywitasz się z okolicznymi rybkami.
        - Jasne, a kto potem będzie się tobą opiekował i dotrzymywał ci towarzystwa? - czaszka zawisła nieruchomo naprzeciw swej rozmówczyni. - A skoro już o towarzystwie mowa, chciałem tylko poinformować, że chyba wyczułem czyjąś obecność. I bynajmniej nie mam na myśli tego niewychędożonego głupca.
        - A więc to nie tylko moje urojenia - mruknęła Ayeesha, mrużąc oczy podejrzliwie. - Ja także odnoszę wrażenie, że nie jesteśmy tu sami...
        Oboje natychmiast spoważnieli.
        - Jesteś pewna, że powierzanie tej misji przypadkowemu plebejuszowi jest dobrym pomysłem? - zapytał Lear po chwili milczenia. - Jeżeli coś pójdzie nie tak, Feth znów będzie zatruwał mi życie swoim narzekaniem…
        - Zdajesz sobie sprawę, że inne wyjście nie istnieje, chyba że jednak zmieniłeś zdanie i miałbyś ochotę popływać.
        Pokusa przygryzła lekko wargę. (Nienawidziła tego nawyku, który niszczył jej piękne usta, lecz nijak nie umiała się go pozbyć). Oczywiście, sama miała poważne wątpliwości co do wysługiwania się osobą trzecią. Wątpliwości te nie miały nic wspólnego z podłożem moralnym, bowiem piekielna nie była zdolna do współczucia, a co za tym idzie - nie miała skrupułów, by wykorzystywać innych do swoich własnych celów. Ale kiedy pan, po raz pierwszy od dłuższego czasu powierzył jej zadanie, Ayeeshy nie podobał się fakt, iż w jej planie musiał pojawić się czynnik, nad którym kobieta nie miała całkowitej kontroli. Takie czynniki dają początek lukom, luki rodzą błędy, a błędy… cóż, to mściwe bestie. Niewiele jednak w tej sytuacji mogła zdziałać pokusa, której sam widok wody wystarczał, by każdy mięsień w jej ciele stał na baczność. Dlatego też jej strategia działania była bardzo prosta: znaleźć naiwnego chłopca o słabej woli, wykorzystać go, a zdobyty artefakt złożyć w ręce diabła, zgodnie z jego życzeniem.
        - Ten twój pionek coś długo nie wraca. Na twoim miejscu poszedłbym za nim, żeby sprawdzić, czy nie uciął sobie pogawędki z jakąś nimfą - w głosie Leara pobrzmiewała nuta złośliwości.
        - Wszystko idzie zgodnie z planem. Myśli tego człowieka zdradzają, iż jest godny zaufania.
        - Jego żona pewnie mówiła to samo…
        Ayeesha westchnęła raz jeszcze, po czym z właściwą sobie dystynkcją podniosła się z kamienia i zrobiła krok w stronę jeziora. Nie czuła typowego strachu ani zdenerwowania - te zjawiska również były jej obce - lecz nie umiała też całkowicie zachować swego zwykłego zimnego spokoju. Bo jeśli jej plan się nie powiedzie - mężczyzna zginie, oszuka ją lub wróci z pustymi rękami - piekielna nie będzie miała drugiej szansy. Nie było na to czasu. Stanie przed obliczem niemożliwego zadania.
         - Potrafisz to poczuć, Lear? - spytała, niezbyt jednak interesując się tym, co czaszka ma w tej sprawie do powiedzenia. Wzięła głęboki wdech przed nos. - To napięcie, niepewność, niepokój... Atmosfera aż sprzyja sztuce! Wśród siedmiu mgieł, nad jeziora brzegiem...
        Gdyby jej towarzysz mógł przewrócić oczami, na pewno zrobiłby to w tym momencie.
         - Zaczyna się...
Avatar użytkownika
Ayeesha
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Nevaeh, Gaia, Mikao,
Rasa: pokusa
Aura: Namacalna i jasna aura wydaje się być rozwieszona gdzieś w przestrzeni. Aksamitny materiał, stanowiący ochronę dla samego centrum emanacji, lubuje się w barwie obsydianu choć zmienia ona swoją przejrzystość i kolor pod wpływem pewnych bodźców zewnętrznych. Tych bardziej intuicyjnych i naturalnych dla pokusy – wówczas poświata staje się bardziej matowa i przybiera barwę turmalinową. Niemniej jednak, deski teatru pozostają niezmienne. Wykonane starannie z miedzi i wzmocnione srebrnymi elementami, wzbudzają pewien rodzaj oczekiwania na spektakularne przedstawienie. Delikatne nici żelaza połyskują w jasnym świetle, a platynowe i matowe elementy dostrzeże wyłącznie wprawiony czytelnik. Miękkie w dotyku płachty ozdabiającą scenę i tylko momentami wydają się sztywne. Nie przeszkadza to zbyt mocno, bo częściej wyczuć można giętkość i lekkość materiału. Bardziej przeszkadzają ukryte szpilki bądź nawet ostrza, które z łatwością naruszają ciągłość skóry. Zaciekawieni, którzy sięgną po kielich ze sceny, mogą zasmakować gorzkiego, aczkolwiek łagodnego smaku wytrawnego wina. Przekąski na talerzyku oblane są lepką substancją, lecz same smakołyki są bardzo suche, jakbyś nie był tu pierwszą osobą, która wyczekuje wielkiej chwili. I wtedy właśnie wszystko się zaczynać... Zapach duszącej siarki, gęstniejący dym turmalinu, woń palonych włosów, kojarzenie tego obrazu z rozlewającą się czarną smołą... Pochłania cię to całkowicie. Tracisz wyraźny obraz, opadasz na bok wciąż wlepiając wzrok w scenę, a tam... A tam jedynie cisza, w której giną wszelkie inne odgłosy.
Wygląd: Wiadomym jest, że większość przedstawicieli tej rasy cechuje się niezwykłą zmysłową urodą. I choć zdarzają się wyjątki od tej reguły, Ayeesha zdecydowanie nim nie jest. Oczywiście, piękno jest pojęciem względnym i wiele zależy od gustu obserwatora, lecz jak Alarania długa i szeroka, mało kto zdołałby przejść obojętnie obok tak olśniewającej kobiety, jaką jest panna ... (Więcej)

Postprzez Sarpedon » Śr lip 04, 2018 10:49 pm

        Głęboko pod powierzchnią jeziora, na jego samym dnie, otulone w płaszcz z roślin je porastające, spoczywało podłużne ciało, wtulone w twardy kamień. Klatka piersiowa co chwila unosiła się, to opadała w rytmie sennego oddechu, nie wzbudzając strachu w niewielkich rybkach, które pływały wokół, poszukując jedzenia i z zainteresowaniem badając tę nietypową emanację. Jednakże po zorientowaniu się, że nie jest niczym ciekawym, ani też groźnym, odpływały, a ich miejsce za jakiś czas zajmowały ich jeszcze nieuświadomieni bracia oraz siostry. Następował okres żerowania, więc ryby stawały się nieco bardziej aktywne, ale wciąż na tyle spokojne, aby niczym nie mącić spoczynku niezwykłego stworzenia, które – nawet w tej prezencji – podpierając głowę na złożonych ramionach, przedstawiało się niewinnie oraz nawet uroczo. Nozdrza co chwila wciągały do środka wodę, aby odfiltrować ją z potrzebnego tlenu i zwrócić z powrotem do zbiornika. Sarpedon leżał tak dobrych kilka godzin, zmęczony po wędrówce – podróż w głąb kontynentu okazywała się wyzwaniem, nawet pomimo tego, że starał się trzymać rzeki i mieć stały dostęp do wody. Brakowało mu tak dobrze znanej obecności morza, które to zdawało się dla niego być czymś tak naturalnym, co dla reszty świata wschodzące i zachodzące słońce. Jego brak straszliwie niepokoił. Ale przynajmniej teraz tryton mógł uciec myślami z dala od nieprzyjemnych kwestii oraz zapomnieć o tym, że wcale nie znajduje się w morzu. Odpocząć spokojnie i...
        Jego źrenica gwałtownie się otworzyła, gdy rozległ się plusk, a woda została znęcona. Wszystkie pobliskie ryby uciekły, wyczuwając przebudzenie się drapieżnika, który podniósł się i rozejrzał w poszukiwaniu źródła dźwięku. Na środku jeziora znajdowała się masywna, kamienna kolumna, wyrastająca aż ponad powierzchnie i tworząca niewielką, skalną wysepkę. Tutaj jednak ograniczała ona widoczność, dlatego tryton zaczął płynąć tuż przy dnie, skrywany przez rosnące tu wodorosty i spoglądając w górę, na tle świetlistej tarczy jeziora poszukując tego, co zakłóciło jego spokój. Musiało to być coś dużego. Po przespaniu kilku godzin tryton odczuwał głód. Doskonale sprawdzała się tutaj zasada drapieżnej uwagi – otaczające go rybki nie aktywowały owej, gdyż były zdecydowanie zbyt małe – nagroda nie warta była wysiłku. Ale to coś... instynkt od razu zadziałał.
        W końcu Sarpedon dostrzegł swoją ofiarę. Humanoid, dorosły, bez żadnych widocznych nadzwyczajnych oznak, radzący sobie w wodzie tak, jak przeciętny człowiek, czyli beznadziejnie. Wyglądało to wszystko na dosyć łatwą ofiarę. Mężczyzna – to chwilę potem dostrzegł tryton – płynął w stronę dna, rozglądając się na wszystkie strony i wyraźnie czegoś szukając. Sarpedon wiedział, że tak czy siak ofiara nie zdąży mu uciec – o ile nie ukrywała zdolności nadzwyczajnego pływania, tryton był w stanie dopaść do niej już teraz o wiele szybciej, niż ten osiągnie powierzchnię, nie mówiąc nawet o suchej ziemi. Dlatego czekał. Obserwował, co też zrobi. Jego druga natura była nadzwyczaj zaciekawiona tym nietypowym zachowaniem.
        Przemykał wśród roślin, nie wydając więcej hałasu niż pływające wokół ryby, umykające przed nim na wszystkie kierunki, podobnie jak to czyniły w przypadku człowieka, który tak gwałtownie wkroczył do ich królestwa. Przyglądał się z tego ukrycia, jak to mężczyzna osiąga dno i zaczyna przetrząsać rośliny, wyraźnie czegoś szukając i pływając na wszystkie strony. Sarpedon był jego cieniem. W końcu jednak człowiek dotknął swojej szyi, czując, jak zaczyna brakować mu powietrza i skierował się w górę, chcąc wypłynąć i wziąć kolejny haust. Był już w połowie długości, kiedy coś złapało go za kostkę. Spojrzał w dół, jego oczy rozszerzyły się, a usta rozwarły w stłumionym przez wodę, przerażonym krzyku; kilka bąbelków powędrowało w stronę powierzchni.
        Tryton mocno chwycił nogę człowieka i zaczął ciągnąć go z powrotem na dno, jednocześnie – zmieniając co chwila ręce – wspinać się coraz wyżej na kończynie mężczyzny. Kiedy dotarł do końca jego biodra, oparł się na nie i sięgnął kolejną łapą do jego szyi, stalowym uściskiem przytrzymując tę i uderzając jego głową o dno, które właśnie razem na powrót osiągnęli. Przez chwilę Sarpedon przyciskał ciało mężczyzny do zimnego kamienia, aż w końcu to całkowicie nie znieruchomiało. Tryton przystąpił do posiłku. Nie zjadł całego mięsa, zostawiając tylko kości, na to zdecydowanie nie miał tyle apetytu. Nawet połowy nie udało mu się oczyścić. Trup w wielu miejscach był poszarpany, szczególnie w okolicach organów wewnętrznych, które to naturianin dosyć sumiennie pożarł. W kilku miejscach skóra wciąż jednak była nienaruszona, choć nie było ich zbyt wiele. Woda wokół zabarwiła się na czerwono, ale krew pozostała pod wodą, niewidoczna z powierzchni.
        Sarpedon w końcu się pożywił, odpychając ciało człowieka na dno, a samemu wystrzeliwując w górę, mając zamiar wyjść z jeziora. Jego głowa wynurzyła się wraz z ramionami ponad powierzchnię, a on sam rozejrzał się. Zamarł, gdy dostrzegł drugą istotę, natychmiast znikając ponownie pod powierzchnią – gdy zanurkował, jego masywny, kolczasty ogon wystrzelił z jeziora, przez chwilę zataczając łuk w powietrzu, po czym z pluskiem schował się ponownie pod wodę – uderzenie wywołało wystrzelenie cieczy w powietrze, z której kilka kropel sięgnęło pokusę. Tryton, dryfując pod powierzchnią, przyglądał się nieznanemu stworzeniu, pływając w kółko, przeciwnie do ruchu wskazówek zegara. Co chwila jego ogon był widoczny, gdy jego kawałek wynurzał się na chwilę. Nie upłynęły dwie minuty, gdy ciało nieszczęsnego nurka wynurzyło się na powierzchnie, tworząc wokół siebie krwawą plamę i ukazując nieznajomej dzieło Sarpedona. Ten krążył tak jeszcze kilka minut, aż nie stwierdził, że jednak obca jest zbyt interesująca, aby ją zignorować.
        Wynurzył się przy skalistej wysepce, ponownie ukazując siebie piekielnym oczom. Chwycił się dwóch szczególnie strzelistych kamieni i podciągnął, wyciągając powoli swój długi ogon na suchy ląd. Trwało chwilę, zanim ten ostatecznie opuścił wodę, zamieniając się w parę nóg. Całe ciało trytona także uległo przemianie – potwór z koszmarów marynarzy zniknął, a zamiast niego pojawił się młodzieniec, całkiem przystojny, o wyróżniających się, białych włosach. Leżał na wyspie, oparty na boku, podpierając głowę o ramię wsparte na kamieniach i przyglądał się nieznajomej. Nic sobie nie robił z nagości, a jego wzrok z zaciekawieniem ją oceniał. Gdy przeszedł w świat aur, ku zdumieniu dostrzegł znajomą emanację. A przynajmniej pod jednym względem. Poprawił się, zajmując wygodniejszą pozycję, po czym zdecydował się odezwać.
        - Jesteś pokusą, co? - Ciało jej niedoszłego kochanka dryfowało dokładnie w połowie odległości pomiędzy nimi, przez co tak spokojne pytanie wyglądało naprawdę groteskowo. - Ładne rogi...
Avatar użytkownika
Sarpedon
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Dérigéntirh, Ognaruks, Sarpedon, Malawiasz, Vaela, Ziharria, Natanis, Sitrina,
Rasa: Tryton
Aura: Dość silna emanacja, którą otula niepokojąco bursztynowe światło, migoczące raz silniej, raz mocniej w nieregularnych odstępach czasu. Wylano na nią głównie cynową farbę, jednakże malarz zdecydował, iż dobrym dodatkiem będą żelazne zarysy i wcięcia. Po dłuższym namyśle stwierdził także, że niewielka ilość drobnych miedzianych plamek i zawijasów będzie idealnym dopełnieniem. Wokół panuje wilgoć, co da się bez problemu odczuć. Dodatkowo maleńkie kropelki, które lewitują tu i ówdzie tworzą przeróżne kształty morskich stworzeń, są jednak tak małe, iż naprawdę ciężko to dostrzec. Oczywiście słychać też szum, przywołujący na myśl morskie fale. Po chwili zmienia się w głęboką melodię, która niczym delikatny kobiecy śpiew niesie ulgę zmysłom. Pod koniec wszystko tonie w dziwnej ciszy, pochłaniającej każdy dźwięk. Woń, jaką niesie aura, kojarzyć można z kwiatami i miodem, co ciekawe czasem można też odczuć typowo rybi zapach. Powłoka charakteryzuje się sporą elastycznością i równocześnie jest bardzo twarda. Posiada ostre krańce, tylko czychające na ofiarę oraz odstraszająco chropowatą powierzchnię. W smaku zaś sucha wywołuje natychmiastowe pragnienie, od czasu do czasu jednak potrafi stać się lepką.
Wygląd: Gdy Sarpedon przebywa pod wodą, przypomina trytona. Z tym, że jego pokryty srebrnymi łuskami ogon jest o wiele, wiele dłuższy niż w przypadku innych osobników z jego rasy. W dodatku na całej długości można uraczyć niezbyt duże, czarne kolce, nachylone w tył. Ogon nie służy mu jedynie do przemieszczania się, jest to także bardzo dobra broń do walki, zwłaszcza z innymi morskimi ... (Więcej)

Postprzez Ayeesha » Wt lip 10, 2018 7:43 am

        Nie zważając na protesty swego towarzysza, Ayeesha kontynuowała deklamację. Dawno już przywykła do tego, że ktoś próbował przeszkodzić jej w oddawaniu hołdu jedynej słusznej wartości, jaką była sztuka; a to Feth, który, mimo bycia niekwestionowanym mistrzem podstępów, miewał zaskakująco spore problemy z brakiem zaradności, a to zniecierpliwiony ludzki mężczyzna - jeden z tych, którzy kierują się wyłącznie popędami swojego ciała i nie potrafią docenić głębi prawdziwego piękna - to zaś wspomniany wyżej Lear, wyjątkowo nieuprzejme indywiduum. Czasami pokusa poważnie się zastanawiała, dlaczego do tej pory wciąż znosi utyskiwania czaszki, zamiast porzucić ją w pierwszej napotkanej po drodze czeluści. Zazwyczaj dochodziła do wniosku, iż nawet kompletnie laicka publiczność jest lepsza niż żadna i w dalszym ciągu katowała towarzysza, wybierając co dłuższe poematy.
        Jednak i sam Lear musiał przyznać, że piekielna miała do tego talent. Choćby w spontanicznych występach, takich jak ten, każdy szczegół był perfekcyjny. Począwszy od tonu mowy samozwańczej artystki - każda głoska wypowiedziana z ogromną starannością, a ich całość brzmiała niemalże jak muzyka - na odpowiedniej pozie skończywszy. Nawet księżyc, w którego świetle popielata skóra pokusy mieniła się srebrnym blaskiem, sprawiał wrażenie zupełnie świadomego swojej roli w recitalu Ayeeshy. Może i kobieta posiadała całkowicie nieczułą, zimną jak lód duszę, której rdzeniem była mroczna pustka, za to doskonale potrafiła grać na emocjach innych, wzbudzając w nich dokładnie takie uczucia, jakie wzbudzić pragnęła. Barwa głosu pokusy, zniewalające spojrzenie na wpół przymkniętych oczu i subtelne gesty, wysycone dystynkcją w czystej postaci - wszystko to złożone w jedność było idealne jak zawsze.
        … do czasu, kiedy coś lub ktoś postanowił barbarzyńsko przerwać jej popisy w pełni księżyca. Mimo iż piekielna wydawała się być bez reszty pochłonięta wzniosłym monologiem, jej umysł wciąż bardzo dokładnie rejestrował wszystko, co działo się w otoczeniu. Do jej uszu dobiegł głośny chlupot, lecz zbyt zaabsorbowana sztuką Ayeesha prawdopodobnie byłaby go zignorowała, uznając ów dźwięk za sygnał powrotu zmanipulowanego wysłannika, gdyby nie inny szczegół, który gwałtownie wyrwał ją z artystycznego uniesienia.
        Poczuwszy na skórze dotyk wilgotnych kropel wody z jeziora, pokusa urwała swą wypowiedź w połowie zdania. Całe jej ciało natychmiast wyprostowało się jak struna. Zniknęła dystyngowana płynność ruchów; wszystkie mięśnie napięły się do granic możliwości. Również umysł kobiety błyskawicznie przeszedł w stan gotowości, by pozwolić jej na odpowiednio szybką reakcję, gdyby jakaś nieznana siła postanowiła znienacka złapać ją za dowolną kończynę i zaciągnąć w wodne odmęty.
        - Ucichłaś, kochana - odezwał się Lear ironicznie, przerywając nagłą ciszę. - Czyżbyś aż tak się bała drobnego deszczyku?
        Najczęściej po takim komentarzu piekielna zabiłaby czaszkę wzrokiem, a potem brutalnie wepchnęła z powrotem do worka, lecz tym razem nie zawracała sobie głowy posyłaniem morderczych spojrzeń i tylko uniesioną w górę, otwartą dłonią uciszyła towarzysza, równocześnie nie spuszczając z oczu zmąconej tafli wody. Zdawało jej się, że pomimo odbijającego się od lustrzanego jeziora światła, znacznie utrudniającego patrzenie, dostrzegała ruch blisko powierzchni. Zachowywała wzmożoną czujność; choć tożsamość podwodnego natręta pozostawała tajemnicą, Ayeesha nie miała wątpliwości co do jednej rzeczy: nie był to młodzieniec, którego wysłała w poszukiwaniu zatopionego skarbu. Co zresztą bardzo szybko znalazło potwierdzenie w rzeczywistości, bowiem po krótkiej chwili z głębi jeziora wypłynęło to, co pozostało z wspomnianego nieszczęśnika. Twarz pokusy wykrzywiła się w pełnym niesmaku grymasie; mimo iż wybebeszone truchło czy strumienie posoki nie robiły na piekielnej większego wrażenia - ostatecznie sama od czasu do czasu czerpała przyjemność z krwawych mordów na swoich ofiarach - jednak to dzieło nie miało w sobie ani krzty wyrafinowania, ani grama finezji… Wyglądało bardziej na robotę prymitywnego zwierzęcia niźli istoty rozumnej, a już z pewnością nie takiej, która by wiedziała cokolwiek na temat sztuki.
        Choć jej postawa wyglądała na spokojną i nadal pełną wdzięku, Ayeesha skoncentrowała się jeszcze bardziej. Skoro intruz w ciągu kilku minut zdołał tak bezlitośnie oporządzić biednego człowieka, istniało ryzyko, że owo coś - czymkolwiek by nie było - zaatakuje także pokusę. Niedostrzegalnym ruchem wyjęła sztylet z wysadzaną krwawymi rubinami rękojeścią zza posrebrzanego paska na udzie i położyła go na skale obok siebie, obserwując osobnika, który tymczasem najwyraźniej postanowił się ujawnić. Bacznie śledziła każdy ruch, mimo teoretycznie bezpiecznej odległości, jaka dzieliła ją od wynurzonej kreatury. Piekielna szybko odgadła rasę istoty, chociaż po części były to zwykłe domysły na podstawie zasłyszanych czy wyczytanych informacji, jako że stroniąca od wody kobieta z trytonami nigdy nie miała do czynienia; teraz zamierzała nadrobić te braki, przyglądając się naturianinowi tak, aby dostrzec jak najwięcej szczegółów odnośnie jego cech fizycznych. O ich zapamiętanie nie musiała się martwić.
        Kiedy ciało trytona uległo gruntownej metamorfozie, subtelna zmiana zaszła także w nastawieniu pokusy. Wcześniej, o ile było możliwe wyczytanie czegokolwiek z niemal zupełnie pozbawionej wyrazu twarzy piekielnej, była to namiastka zaciekawienia. Gdy jednak Ayeesha zlustrowała pozornie beznamiętnym wzrokiem nową postać mężczyzny, miejsce ciekawości zajęła niechęć i wzrastająca z każdą sekundą wrogość, którą kobieta potrafiła doskonale ukryć, by nikt, poza nią samą, nie znał jej prawdziwych myśli.
        Skinęła lekko głową, zarówno w odpowiedzi na retoryczne pytanie, jak i komplement, zasadniczo niebędący niczym niezwykłym.
        - Ładne oblicze - odwdzięczyła się tym samym.
        Mężczyzna nie mógł jednak wiedzieć, że podobne słowa w ustach Ayeeshy bynajmniej nie są pochlebstwem. Wręcz przeciwnie, dla wielu naiwnych istot oznaczały ni mniej, ni więcej jak wyrok śmierci. Lecz pokusa nigdy nie działała pochopnie, dlatego, mimo że na widok osobnika obdarzonego pięknym ciałem budziło się jej zimne pragnienie sprawienia mu bólu, przez ciągnącą się w nieskończoność chwilę piekielna siedziała nieruchomo na kamieniu, patrząc trytonowi prosto w oczy. Długo rozważała, jak powinna się zachować w obecnej sytuacji i która taktyka mogłaby przynieść najlepsze efekty; w końcu zrezygnowała z udawania damy w opresji, jak również bezwzględnej łowczyni skarbów i postanowiła grać prawdą. Była to gra ryzykowna, ale przeanalizowawszy wszystkie za i przeciw, piekielna doszła do wniosku, iż ta, odpowiednio poprowadzona, mogła być najefektywniejszą z wszelkich dostępnych metod manipulacji.
        - I cóżeś najlepszego uczynił? - posłała mężczyźnie tajemniczy półuśmiech i westchnęła teatralnie. - Nie dość, że przerwałeś mi recytację, w momencie gdy zbliżałam się do punktu kulminacyjnego, to jeszcze pożarłeś mojego potencjalnego kochanka, tym samym udaremniając mój plan zdobycia czegoś bardzo istotnego… Nie uważasz, że przewinienie to zasługuje na odpowiednią karę? - zarysowała skałę ostro zakończonym paznokciem.
        - Jeśli nie uda nam się zawrzeć porozumienia, będę zmuszona uciec się do bardziej nieprzyjemnych środków - uniosła leżący tuż przy jej nodze sztylet i niby nonszalancko zaczęła się nim bawić, przekładając go z dłoni do dłoni i przesuwając po nim palcami. - Naprawdę wolałabym tego uniknąć, gdyż wodne środowisko daje ci nade mną pewną przewagę i choć zapewne oboje odnieślibyśmy dotkliwe rany, istnieje możliwość, że przegrałabym tę walkę.
        - Możliwość? - parsknął nagle milczący dotąd Lear. - W twoim przypadku to nie jest możliwość, tylko stuprocentowa pewność.
        Pokusa pogroziła mu sztyletem.
        - A ty jesteś dzisiaj niebywale pomocny, dziękuję - odgryzła się. Jej głos ociekał sarkazmem, ale kiedy ponownie zwróciła się do trytona, po złośliwym tonie nie było nawet śladu. - Więc jak będzie? Jesteś kulturalnym mężczyzną i dogadamy się jak dwie cywilizowane istoty czy może tym nieskazitelnym ciałem nadal włada jaźń morskiej bestii i dojdzie między nami do paskudnej, nieestetycznej bitwy?
Avatar użytkownika
Ayeesha
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Nevaeh, Gaia, Mikao,
Rasa: pokusa
Aura: Namacalna i jasna aura wydaje się być rozwieszona gdzieś w przestrzeni. Aksamitny materiał, stanowiący ochronę dla samego centrum emanacji, lubuje się w barwie obsydianu choć zmienia ona swoją przejrzystość i kolor pod wpływem pewnych bodźców zewnętrznych. Tych bardziej intuicyjnych i naturalnych dla pokusy – wówczas poświata staje się bardziej matowa i przybiera barwę turmalinową. Niemniej jednak, deski teatru pozostają niezmienne. Wykonane starannie z miedzi i wzmocnione srebrnymi elementami, wzbudzają pewien rodzaj oczekiwania na spektakularne przedstawienie. Delikatne nici żelaza połyskują w jasnym świetle, a platynowe i matowe elementy dostrzeże wyłącznie wprawiony czytelnik. Miękkie w dotyku płachty ozdabiającą scenę i tylko momentami wydają się sztywne. Nie przeszkadza to zbyt mocno, bo częściej wyczuć można giętkość i lekkość materiału. Bardziej przeszkadzają ukryte szpilki bądź nawet ostrza, które z łatwością naruszają ciągłość skóry. Zaciekawieni, którzy sięgną po kielich ze sceny, mogą zasmakować gorzkiego, aczkolwiek łagodnego smaku wytrawnego wina. Przekąski na talerzyku oblane są lepką substancją, lecz same smakołyki są bardzo suche, jakbyś nie był tu pierwszą osobą, która wyczekuje wielkiej chwili. I wtedy właśnie wszystko się zaczynać... Zapach duszącej siarki, gęstniejący dym turmalinu, woń palonych włosów, kojarzenie tego obrazu z rozlewającą się czarną smołą... Pochłania cię to całkowicie. Tracisz wyraźny obraz, opadasz na bok wciąż wlepiając wzrok w scenę, a tam... A tam jedynie cisza, w której giną wszelkie inne odgłosy.
Wygląd: Wiadomym jest, że większość przedstawicieli tej rasy cechuje się niezwykłą zmysłową urodą. I choć zdarzają się wyjątki od tej reguły, Ayeesha zdecydowanie nim nie jest. Oczywiście, piękno jest pojęciem względnym i wiele zależy od gustu obserwatora, lecz jak Alarania długa i szeroka, mało kto zdołałby przejść obojętnie obok tak olśniewającej kobiety, jaką jest panna ... (Więcej)

Postprzez Sarpedon » Cz lip 12, 2018 12:20 am

        Kiedy Sarpedon po raz pierwszy wynurzył się z jeziora, jego uszu dobiegł dziwny głos, nieprzypominający niczego, z czym tryton miał do czynienia – słowa wypowiadane były w dziwny, niezrozumiały przez drapieżny umysł sposób, mącąc mu w głowie. Dwa czynniki jednak sprawiły, że nie zwrócił na to większej uwagi – jednym był jego przytępiały słuch, niekoniecznie potrzebny w morskich głębinach, więc w znacznym stopniu otępiały. Po drugie, pożywny posiłek zdecydowanie wpłynął na jego czujność, a widok obcej istoty sprawił, że w mniejszym stopniu jednak zwrócił uwagę na wydawane przez nią dźwięki. Krążył spłoszony więc przez jakiś czas, a co chwila jego ogon pokazywał się tuż pod powierzchnią wody, wzburzając niewielkie fale, niosące się po całej powierzchni jeziora. Przyglądał się nieznajomej jeszcze kilka razy, a kiedy w końcu stwierdził, w jaki sposób chce załatwić tę sprawę, wyszedł na suchy ląd. Niewielki, ale jednak suchy. Suchość oznaczała mowę oraz mniejszą skłonność do rzucania się na innych bez powodu, a te dwie rzeczy bez wątpienia znacznie podnosiły szanse na sukces dyplomacji.
        Na komplement Sarpedon wyszczerzył zęby w uśmiechu – dosłownie; wykonał dosyć niejednoznaczny grymas, polegający na efektownym ukazaniu całego uzębienia, które przy dryfującym tuż obok trupie sprawiało dosyć mało apetyczne wrażenie, pomimo idealnej budowy i bieli. Wargi rozszerzone były też na tyle szeroko, że patrzący nie mógł mieć pewności, czy tryton chce się miło uśmiechnąć, czy też rzucić na drugą osobę i zatopić zęby w klatce piersiowej. Chciał tym przypomnieć, że obecne ciało jest tylko przebraniem, a zaraz pod nim kryje się prawdziwy potwór, ale zrobić to w nieco bardziej, hmm, subtelny sposób. Subtelny niczym wielki plusk do wody.
        Grymas jednak zniknął z twarzy trytona, a zamienił się na wyraz zaciekawienia oraz zdziwienia, gdy pokusa zaczęła mówić; doszło do tego, że Sarpedon przekrzywił głowę, wysłuchując jej słów. A dosłyszał ich całkiem sporo, szczególnie ciekawych. „Recytacja”... nie było to słowo, które mocno utkwiło w umyśle trytona i ten musiał się nieco wysilić, aby odnaleźć jego znaczenie. Na całe szczęście pożarł w swoim życiu nieco magów, więc maleńkie kawałki ich wiedzy, połączone razem, obdarzyły naturianina odpowiedzią. Recytacja była używana przez magów przy posługiwaniu się specyficznym rodzajem magii. Dlatego też Sarpedon doszedł do wniosku, iż kobieta próbowała rzucić jakieś zaklęcie. Ów „punkt kulminacyjny” oznaczał pewnie moment, w którym zaklęcie zostanie ostatecznie uruchomione. On sam potrafił posługiwać się magią jedynie za pośrednictwem własnej woli, ale podejrzewał, że w tym przypadku musi to być naprawdę uprzykrzające. Kolejnym ciekawym słowem był „kochanek”, choć z nim nie wiązało się wiele pozytywnych emocji; wielu marynarzy podejrzewało swoje żony o posiadanie takowego. Kiedy jednak Sarpedon przyjrzał się dokładniej znaczeniu tego słowa, stwierdził, że znowu nie musi być to taka zła rzecz... Chociaż... spojrzał jeszcze na trupa mężczyzny. Uważał, że pokusa mogła sobie jednak lepiej wybrać.
        Bardzo ciekawe fragmenty tyczyły się także „zdobywania czegoś cennego”. Tryton podejrzewał, że chodzi o to coś, czego niefortunny nurek poszukiwał na dnie jeziora. On sam pewnie zdołałby to znaleźć w okamgnieniu. Ale... „przewinienie”? „Kara”? Na te słowa Sarpedon prychnął i zdecydował się w końcu odezwać.
        - Zbrodnię i karę wymyśliły sobie społeczeństwa, aby trzymać swoich niewolników w ryzach bez nazywania rzeczy po imieniu – odpowiedział w końcu. - Naprawdę jestem zaskoczony, że istota taka jak ty posługuje się takimi słowami. Skoro istnieje zbrodnia, to oznacza, że jest coś złego. W subiektywnym społeczeństwie jest to to, co szkodzi społeczeństwu. Jednakże powiedz, wierzysz, że cokolwiek, co czynimy, może być złego? Ja niekoniecznie. Kiedy oddziela się od społeczeństwa, liczy się tylko to, co jest dla nas korzystne, a co nie. Moralność to rzecz ludzka, a żadne z nas nie jest człowiekiem. Tym bardziej aniołem. Więc nie. Nie uważam, że cokolwiek zasługuje na karę. Jeżeli chcesz ją wymierzać, to wymierzaj, ale we własnym imieniu, a nie tak, jakby było coś, co by sprawiało, że jakieś działanie na nią „zasługuje”.
        Na następne słowa uśmiechnął się, po czym przesunął, podciągając bliżej na skraj wysepki, zajmując nową pozycję – leżał teraz na brzuchu, dłońmi podpierając się pod szczęką i wpatrując się z zainteresowaniem w kobietę. Gdy ta wyjęła sztylet, cała powierzchnia jeziora jakby się zagotowała, gdyż woda zaczęła się burzyć. Sarpedon nie bał się sztyleciku pokusy, tym bardziej że znajdowali się w jego środowisku. Nie chciał jednak, aby ich znajomość zaczynała się tak, jak spotkanie z poprzednią piekielną. Nauczył się już, że trzymane do góry nogami przez wodne macki pokusy nie są zbytnio skore do współpracy.
        - Pierwsze widzę, aby ludzkie szczątki gadały – powiedział zdziwiony Sarpedon, wyraźnie widząc, jak lewitująca czaszka porusza szczęką i wydobywają się z niej słowa. - Urocza z was para.
        W końcu Sarpedon westchnął i ponownie zmienił pozycję – teraz siedział tuż na skraju wysepki, na płaskim głazie, a jego stopy dyndały kilka cali nad wodą, która zaczęła się już uspokajać. Przez chwilę wpatrywał się w pokusę nieodgadnionym spojrzeniem, po czym się odzewał.
        - Jestem Sarpedon. - Mógł użyć tego imienia stosunkowo bezpiecznie, bo choć na wybrzeżu wszyscy je znali, to w głębi lądu mało kto słyszał o bestii zatapiającej statki na Oceanie Jadeitów, a jeszcze mniej osób znało jej imię. - Porozumienia, hmm? Jak rozumiem, potrzebujesz czegoś z dna tego jeziora? Twój „kochanek” szukał tego, ale nieszczególnie mu się powodziło. Nawet zanim jeszcze się za niego wziąłem. Jednak nie musisz się obawiać, możesz nurkować śmiało, nie ruszę się z tej wysepki, obiecuję. No chyba, że... nie możesz... Po co potrzebowałabyś tego mężczyznę, jeżeli mogłabyś po prostu wziąć tę rzecz? Nie umiesz pływać, zgadza się? Cóż, to żaden problem. Mogę cię w mgnieniu oka nauczyć, znam się na tym, jak mało kto.
        Sarpedon wyszczerzył zęby; choć nie zdawał sobie z tego sprawy, jak większość seryjnych morderców, był narcyzem. Miał w naturze chwalenie się swoimi osiągnięciami oraz czerpanie z tego przyjemności. Dlatego też tak chętnie pogrywał z kobietą – obydwoje wiedzieli, jak skończyłoby się dla niej wejście do wody. Gdyby zdawał sobie sprawę, że pokusa boi się jego żywiołu... miałby jeszcze większą zabawę. Już teraz czuł się panem sytuacji, mogącym zażądać czegokolwiek tylko zechce, ale wtedy... Wtedy nie musiałby nawet żądać...
        - W porządku, rozumiem; mogę dla ciebie wyłowić to coś, nie będzie to większym problemem. Podejrzewam, że dlatego właśnie chcesz się dogadać? Jednak jest znaczące pytanie – co ja będę z tego mieć. Co takiego możesz mi zaoferować w zamian, co mnie zadowoli? Muszę przyznać, że to naprawdę przytulne jeziorko, mógłbym zostać w nim dobre kilka dni, tygodni, może miesięcy... Szkoda byłoby tak coś w nim zmieniać...
        Sarpedon jasno dał teraz pokusie do zrozumienia, że w razie niedogadania się jest gotów uprzykrzać jej życie jeszcze długi czas – w wodzie nikt nie był w stanie się z nim zmierzyć i zdawał sobie sprawę, że pokusa nie znajdzie szybko nikogo, kto zdołałby podołać wyzwaniu. Byłoby to w sumie dosyć ciekawe życie – nie musiałby się o nic martwić, kobieta regularnie dostarczałaby mu posiłek... był gotów nawet wcielić ten plan w życie. Więc pokusa musiała się naprawdę postarać w tych negocjacjach.
Avatar użytkownika
Sarpedon
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Dérigéntirh, Ognaruks, Sarpedon, Malawiasz, Vaela, Ziharria, Natanis, Sitrina,
Rasa: Tryton
Aura: Dość silna emanacja, którą otula niepokojąco bursztynowe światło, migoczące raz silniej, raz mocniej w nieregularnych odstępach czasu. Wylano na nią głównie cynową farbę, jednakże malarz zdecydował, iż dobrym dodatkiem będą żelazne zarysy i wcięcia. Po dłuższym namyśle stwierdził także, że niewielka ilość drobnych miedzianych plamek i zawijasów będzie idealnym dopełnieniem. Wokół panuje wilgoć, co da się bez problemu odczuć. Dodatkowo maleńkie kropelki, które lewitują tu i ówdzie tworzą przeróżne kształty morskich stworzeń, są jednak tak małe, iż naprawdę ciężko to dostrzec. Oczywiście słychać też szum, przywołujący na myśl morskie fale. Po chwili zmienia się w głęboką melodię, która niczym delikatny kobiecy śpiew niesie ulgę zmysłom. Pod koniec wszystko tonie w dziwnej ciszy, pochłaniającej każdy dźwięk. Woń, jaką niesie aura, kojarzyć można z kwiatami i miodem, co ciekawe czasem można też odczuć typowo rybi zapach. Powłoka charakteryzuje się sporą elastycznością i równocześnie jest bardzo twarda. Posiada ostre krańce, tylko czychające na ofiarę oraz odstraszająco chropowatą powierzchnię. W smaku zaś sucha wywołuje natychmiastowe pragnienie, od czasu do czasu jednak potrafi stać się lepką.
Wygląd: Gdy Sarpedon przebywa pod wodą, przypomina trytona. Z tym, że jego pokryty srebrnymi łuskami ogon jest o wiele, wiele dłuższy niż w przypadku innych osobników z jego rasy. W dodatku na całej długości można uraczyć niezbyt duże, czarne kolce, nachylone w tył. Ogon nie służy mu jedynie do przemieszczania się, jest to także bardzo dobra broń do walki, zwłaszcza z innymi morskimi ... (Więcej)

Postprzez Ayeesha » Pt lip 13, 2018 3:35 am

        Dopóki tkwiła na stałym lądzie, Ayeesha niewiele sobie robiła z wyeksponowanych zębów trytona ani zawoalowanych pogróżek, kryjących się w jego myślach. Gdyby przyszło mu do głowy znienacka zaatakować pokusę, potrafiłaby się ona skutecznie obronić - przynajmniej tak długo, jak długo jej ciało trzymało się z dala od jeziora i pozostawało suche - bo choć sztyletu, spoczywającego na kamieniu tuż pod ręką, używała głównie w celu zastraszania bądź torturowania swoich ofiar, jej umiejętność posługiwania się tym rodzajem broni nie była blefem. Może i piekielna nie należała do najszybszych, ale dzięki chłodnemu umysłowi i precyzji ruchów w niczym nie ustępowała innym amatorom walk. Co wcale nie oznacza, że takowe lubiła; chociaż umiała docenić eleganckie pojedynki na miecze, toczone przez wybitnych rycerzy tego świata, to jednak trudno doszukać się kunsztu w brutalnych szarpaninach, podczas których jasność myślenia zostaje zmącona przez pierwotny instynkt przetrwania.
        Na szczęście mężczyzna, póki co, nie wykonał żadnego agresywnego ruchu w kierunku pokusy, jednak Ayeesha nie dawała się zwieść jego pozornie neutralnemu nastawieniu. Po ponad dwóch stuleciach zdołała wyciągnąć odpowiednie nauki z popełnianych błędów i wiedziała już, że zbyt pochopna klasyfikacja osobnika, stanowiącego potencjalne zagrożenie, jako “przyjaciela” zazwyczaj nie kończy się dobrze dla żadnej ze stron.
        Wysłuchała słów trytona z większą uwagą, niż można by ją o to podejrzewać. Podczas jego przemówienia kilka razy zdarzyło jej się nawet delikatnie zmarszczyć brwi - widok należący do rzadkości w przypadku twarzy o kamiennej masce, w dodatku u osoby, która starannie dba o to, by nie pojawiła się na niej jakakolwiek zmarszczka - ale to tylko świadczyło o skupieniu, z jakim pokusa potraktowała wypowiedź swego rozmówcy. Kiedy zaś naturianin powiedział wszystko, co miał do powiedzenia, Ayeesha nie odezwała się od razu. Potrzebowała kilkunastu sekund ciszy, by we własnym wnętrzu przeanalizować stojące za wywodem mężczyzny pytania, a następnie znaleźć właściwe słowa, w które należało ubrać odpowiedzi.
        - Bardzo pięknie powiedziane - rzekła z niejakim uznaniem, gdy w końcu doszła do wniosku, że jej milczenie przeciąga się wystarczająco długo, by zbudować coś w rodzaju napięcia. Kąciki ust piekielnej nieznacznie się uniosły. - Niemal poetycko. Odnoszę jednak wrażenie, iż w twoim rozumowaniu dostrzegam kilka drobnych luk… Skoro twierdzisz, że zbrodnia i kara to wymysł ludzkości, wytłumacz mi, proszę, skąd wzięło się piekło i jaki jest sens jego istnienia? Czy istoty w nim cierpiące, cierpią za niewinność? Jeśli nie, to przeciwko czemu zawiniły? - Jej spojrzenie na moment stało się niezwykle intensywne, oczy pokusy zalśniły dziwnym blaskiem; trwało to może ułamek sekundy, po czym znów zagościła w nich stara, znajoma pustka. - Kolejnym błędem w twoim toku myślenia jest domniemana izolacja. Czy tego chcemy, czy też nie, jesteśmy integralną częścią społeczeństwa, nieważne jak bardzo staramy się od niego uciec. Jesteś tutaj. Rozmawiasz ze mną. Pożerasz ludzi… - wzrok piekielnej na krótką chwilę mimowolnie powędrował w stronę unoszących się na wodzie zwłok, które bardzo powoli dryfowały w jej stronę. - Możesz mnie sprowokować, a wtedy zrobię ci krzywdę. Mężczyzna nie żyje, więc jego bliscy zapewne będą cierpieć. Twoje działania przynoszą konsekwencje w życiu kogoś innego. Jeśli nie nazwiesz społeczeństwem wzajemnego oddziaływania istot na siebie, to co w takim razie nim jest? Może twierdzisz, że to tylko istniejąca w naszych umysłach idea? - rzuciła trytonowi przeciągłe spojrzenie. - Niezależnie od odpowiedzi, w jednej rzeczy muszę przyznać ci rację. Bardzo bym chciała wymierzać karę we własnym imieniu i tylko wtedy, kiedy sama uznam, że tego pragnę. Widzisz, wcale mi nie w smak mieszanie cię do tej sprawy, zwłaszcza jeśli to mieszanie miałoby polegać na dążeniu do konfliktu, lecz wiąże mnie powinność o priorytecie wyższym niż moje własne przekonania.
        Nie mogła nie zwrócić uwagi na nagłą zmianę w zachowaniu powierzchni jeziora. Gładząca sztylet dłoń zatrzęsła się lekko, zsuwając się z ostrza. Umysł Ayeeshy przeszyło gwałtowne ukłucie niepokoju, aczkolwiek w jej twarzy, tak bardzo przyzwyczajonej do aktorstwa, nie drgnął nawet najmniejszy z mięśni. Z pozornym spokojem mówiła dalej, aż do momentu, w którym Lear wybił ją z rytmu swoją kąśliwą uwagą.
        - Na moją udrękę, te akurat gadają.
        - Parą? Po trupie mojego trupa!
        Pokusa i jej towarzysz odezwali się równocześnie, w reakcji na słowa naturianina. W głosach obojga dało się wyczuć wzajemną awersję, lecz nawet ślepy natychmiast by zauważył, że w przedziwny sposób ta osobliwa para kompanów jest dla siebie stworzona, pomimo nieustannych kłótni, jakie ze sobą toczyli - a, kto wie, może właśnie dzięki nim...? Nawet w tej chwili niewiele brakło, by doszło między nimi do ostrej wymiany zdań, ale kiedy tryton postanowił ujawnić swoje imię, piekielna nie pozwoliła sobie na wielki nietakt, jakim byłoby przemilczenie tego faktu.
        - Ayeesha Hamlette - przedstawiła się, kładąc wyraźny nacisk na drugą sylabę swego nazwiska. Podkreśliła go dodatkowo pełnym gracji skinieniem głowy - chciała się upewnić, że mężczyzna zapamięta poprawną formę, z jaką powinien się do niej zwracać - po czym nieznacznie uniosła podbródek, wpatrując się w Sarpedona spod delikatnie zmrużonych powiek. Kiedy słuchała dalszych słów naturianina, usiłując równocześnie podejrzeć jego myśli, nie była pewna czy powinna odegrać sfrustrowaną sposobem, w jaki tryton z nią pogrywał - bo co do tego nie miała najmniejszych wątpliwości - czy raczej udać, że jego złośliwości nie robią na niej najmniejszego wrażenia, a w ostateczności stanowią swego rodzaju rozrywkę. Wybrała ostatnią opcję i zmusiła się do niemal autentycznego śmiechu.
        - Cóż za uprzejma propozycja... - W jej głosie pobrzmiewała nuta rozbawienia, którego piekielna wcale nie odczuwała. Włożyła sztylet z powrotem za pasek i przyciągnęła do piersi jedną z nóg, kładąc dłonie na kolanie, na dłoniach z kolei oparła brodę. - A może zanim zaczniesz mnie uczyć, najpierw ja pokażę ci, jak się tańczy w płomieniach, hm? - przekrzywiła głowę i uśmiechnęła się niewinnie. - Nie powinno się zmuszać nikogo do przebywania w środowisku, do którego nie jest przystosowany. To okrutne. A tylko niemoralne istoty postępują okrutnie, nieprawdaż? - uśmiech Ayeeshy z uroczego zmienił się w cyniczny i bezlitosny.
        Ona także postanowiła nieco się zabawić. "Tak jakby pokusę, mającą na swoim sumieniu wiele ludzkich i nieludzkich istnień, w jakimkolwiek stopniu obchodziła moralność czy też dobro drugiej osoby…" Ale skoro Sarpedon najwyraźniej czerpał przyjemność z naigrywania się z niej, to czemu miałaby pozostać mu dłużna? Zaśmiała się raz jeszcze, po czym z wdziękiem zeskoczyła z kamienia. Powolnym, dostojnym krokiem ruszyła przed siebie, szerokim łukiem omijając brzeg jeziora; zatrzymała się przy pochylonej wierzbie i oparła się o nią plecami. Ani na chwilę nie spuszczała wzroku ze swojego rozmówcy, aż padło zdanie, którego od początku się spodziewała. Tryton nie był pierwszym lepszym naiwnym mężczyzną i piekielna wiedziała, że nie da się nim manipulować tak łatwo jak poprzednim. Wiedziała też, że cena za jego pomoc będzie znacznie wyższa niż kilka mizernych pocałunków, które wystarczały większości jej ofiar.
        - Podołam czy nie podołam - oto jest pytanie - odezwała się, bardziej do siebie niż do Sarpedona. - Pomyślmy, co takiego mogłabym ci zaproponować… Mogłabym obsypać cię złotem, ale nie wyglądasz na kogoś, komu zależałoby na wielkim bogactwie. Mogłabym zapewnić twemu ciału rozkosze, o jakich ci się nawet nie śniło, lecz nie wyglądasz też na kogoś, kogo ten rodzaj rozrywki usatysfakcjonowałby wystarczająco… Mogłabym nakarmić twoją duszę sztuką, ale czy umiałbyś ją należycie docenić…? - odsunęła się od wierzby, na odchodnym naznaczywszy ją jeszcze głęboką rysą za pomocą szponiastego paznokcia. - Powiedz mi, czym jest rzecz, której pragniesz? Mniemam, iż jesteś na tyle rozsądny, by nie prosić o rzeczy niemożliwe do spełnienia, choć jeśli okazałoby się inaczej… - Ayeesha zawiesiła głos, ruchem dłoni przywołując do siebie czaszkę, która ponownie zawisła tuż obok niej. Odwróciła się przodem do naturianina i nieznacznie wzruszyła ramionami. - Cóż, może i zdobycie artefaktu z jeziora ma dla mnie wysoki priorytet, ale nie jestem głupia. Ani aż tak zdesperowana. - Z jej głosu zniknął pobłażliwy ton, a twarz kobiety zdawała się teraz śmiertelnie poważna. Postanowiła zakończyć zabawę. - Zdobycie tego przedmiotu to dla trytona pestka, a w zamian masz szansę coś zyskać. Maksimum korzyści przy minimalnym wysiłku to chyba dobra oferta, nie uważasz? Zastanów się dobrze, nim odpowiesz. A jeśli odrzucisz moją propozycję, to ja nazwę ciebie głupcem.
        - Oboje jesteście świrniętymi głupcami - mruknął Lear. - Normalni ludzie dogadują się dzięki mieszkowi ruenów, ale ja oczywiście musiałem utknąć z hydrofobiczną ladacznicą i przeklętym węgorzem, których rozrywką jest komplikowanie każdej możliwej błahostki…!
Avatar użytkownika
Ayeesha
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Nevaeh, Gaia, Mikao,
Rasa: pokusa
Aura: Namacalna i jasna aura wydaje się być rozwieszona gdzieś w przestrzeni. Aksamitny materiał, stanowiący ochronę dla samego centrum emanacji, lubuje się w barwie obsydianu choć zmienia ona swoją przejrzystość i kolor pod wpływem pewnych bodźców zewnętrznych. Tych bardziej intuicyjnych i naturalnych dla pokusy – wówczas poświata staje się bardziej matowa i przybiera barwę turmalinową. Niemniej jednak, deski teatru pozostają niezmienne. Wykonane starannie z miedzi i wzmocnione srebrnymi elementami, wzbudzają pewien rodzaj oczekiwania na spektakularne przedstawienie. Delikatne nici żelaza połyskują w jasnym świetle, a platynowe i matowe elementy dostrzeże wyłącznie wprawiony czytelnik. Miękkie w dotyku płachty ozdabiającą scenę i tylko momentami wydają się sztywne. Nie przeszkadza to zbyt mocno, bo częściej wyczuć można giętkość i lekkość materiału. Bardziej przeszkadzają ukryte szpilki bądź nawet ostrza, które z łatwością naruszają ciągłość skóry. Zaciekawieni, którzy sięgną po kielich ze sceny, mogą zasmakować gorzkiego, aczkolwiek łagodnego smaku wytrawnego wina. Przekąski na talerzyku oblane są lepką substancją, lecz same smakołyki są bardzo suche, jakbyś nie był tu pierwszą osobą, która wyczekuje wielkiej chwili. I wtedy właśnie wszystko się zaczynać... Zapach duszącej siarki, gęstniejący dym turmalinu, woń palonych włosów, kojarzenie tego obrazu z rozlewającą się czarną smołą... Pochłania cię to całkowicie. Tracisz wyraźny obraz, opadasz na bok wciąż wlepiając wzrok w scenę, a tam... A tam jedynie cisza, w której giną wszelkie inne odgłosy.
Wygląd: Wiadomym jest, że większość przedstawicieli tej rasy cechuje się niezwykłą zmysłową urodą. I choć zdarzają się wyjątki od tej reguły, Ayeesha zdecydowanie nim nie jest. Oczywiście, piękno jest pojęciem względnym i wiele zależy od gustu obserwatora, lecz jak Alarania długa i szeroka, mało kto zdołałby przejść obojętnie obok tak olśniewającej kobiety, jaką jest panna ... (Więcej)

Postprzez Sarpedon » N lip 15, 2018 11:20 pm

        Tryton pozwalał sobie na naprawdę wiele, przekonany o swojej przewadze dzięki sprzyjającym okolicznościom międzyludzkim – pokusa go potrzebowała, on zaś nie potrzebował jej – a także dzięki zwykłemu potencjału bitewnemu, szczególnie w tym miejscu. Zdecydowanie nie odważyłby się zaatakować Ayeeshę na suchym lądzie, jednak zaletą sytuacji było to, że pokusa nijak nie była w stanie zmusić go do tego, aby na ów wyszedł. Jeżeli zaś chodziło o to, jak sprawa ma się w drugą stronę... cóż, tryton posiadał całe jezioro do swoich potrzeb. Gdyby chciał, mógłby wywołać falę, która zaleje kobietę oraz wciągnie ją do zbiornika wodnego, albo też nieco precyzyjniej – uformować z wody kilka macek, które następnie owinęłyby się wokół kończyn piekielnej, sprawiając, że ta znalazłaby się pełni mocy Sarpedona. Wrzucenie ją do wody w ten sposób nie było zbyt wielkim problemem. Naturianin jednak się powstrzymywał. Po pierwsze, ta pokusa wyglądała na znacznie groźniejszą od tej, na której miał okazję przetestować tę sztuczkę wcześniej, dlatego... mimo wszystko wolał nie ryzykować. Po drugie, tym razem chciał zacząć to wszystko znacznie mniej... konfliktowo. Co po części się nie udało, gdy Ayeesha odpowiedziała na jego śmiałą wypowiedź.
        Sarpedon przysłuchiwał się kontrze z uwagą, obserwując uważnie twarz pokusy; nie był w stanie wiele z niej wyczytać, ale miał takie zwierzęce wrażenie, że tym razem zdołał całkiem trafnie przykuć jej uwagę. Nie do końca podobało mu się to, co twierdziła. Kiedy skończyła, zmarszczył brwi, przez chwilę zastanawiając się nad odpowiedzią.
        - Nie wiem zbyt wiele o Piekle, nie jestem w stanie ci powiedzieć, dlaczego istnieje, ale... o ile dobrze się orientuje, kończą w nim tylko ludzie, prawda? - Zadowolony uśmiech pojawił się na twarzy trytona. - Nie nazwałbym tego społeczeństwem. Jeżeli społeczeństwo porównać do organizmu, to pies, który odgryzie rękę, nie staje się przecież jego częścią. Można twierdzić, że wszystkie rzeczy są połączone, ale tylko wzajemnymi relacjami. A społeczeństwo to zbiór relacji polegających na tym, że wiele ludzi chce siebie nawzajem utrzymać przy życiu. Społeczeństwo to życie z kimś, aby samemu się żyło. Czasem w ogóle, czasem lepiej. To synteza. Zabijanie kogoś, aby się żyło nie jest społeczeństwem. To drapieżnictwo. Wilk pożerający owcę nie staje się częścią stada owiec. Społeczeństwo to specyficzne oddziaływanie istot ze sobą. A ich rodzajów istnieje bardzo wiele.
        - Priorytet wyższy niż własne przekonania... - mruknął do siebie Sarpedon. Pokusa mówiła bardzo zawile, ale z tego, co udało się wywnioskować trytonowi, nie chciała zdobyć tego skarbu dla siebie. Naturianin nie lubił tego typu spraw; on, od kiedy działała jego pamięć, robił tylko to, na co sam miał ochotę. Nawet jeżeli – jak w ostatnich czasach się zdarzyło – miało to przynieść korzyści komuś innemu, to robił to tylko dlatego, że oczekiwał konkretnych korzyści. Bycie zależnym od kogoś drugiego... największy koszmar trytona. - Cóż, jak podejrzewam, skoro jest to sprawa tak ważna, tym bardziej będzie ci zależeć na uporaniu się z nią...         Według niego pokusa się teraz odsłoniła i miał zamiar to wykorzystać, wiedząc, jak bardzo jej zależy na tym czymś. Wcześniej jednak... rozbawiła go reakcja tej dwójki. Sarpedon miał okazję podglądać zakochanych z tych bardziej burzliwych istot i skojarzenie od razu pojawiło mu się w umyśle, przez co tylko cicho zachichotał. Po chwili udało mu się poznać imię pokusy. Było dosyć... specyficzne. Rozbawił go sposób, w jaki wypowiedziała swoje nazwisko. Ale stwierdził, że lepiej będzie tego zbytnio nie okazywać.
        Przechylił głowę, gdy pokusa zaczęła odpowiadać na jego propozycję. Na jego twarzy nie widać było, aby zbytnio się tym wszystkim przejął. Ogień... do ognia miał nie do końca ufne podejście, jednak nie bał się go aż tak – wiedział, że dzięki magii wody byłby w stanie taki zgasić. A na kolejne kazania kobiety przewrócił tylko oczami. Naprawdę powinna się wstrzymywać od używania w jego obecności słowa „powinno”. O ile rzecz jasna nie chciała się w nim podrażnić, co było całkiem prawdopodobne.
        Podążał uważnie wzrokiem za pokusą, przyglądając się jej kształtnemu ciału. Wywoływało u niego dwie myśli – obrzydliwe wywołałyby zgorszenie u kapłanów, ale przynajmniej jedna z nich była całkowicie naturalna i normalny mężczyzna nie potępiłby go za nią. Ciekawiło go, do jakich wniosków kobieta dojdzie – z tego, co słyszał, te piekielne były mistrzyniami dawania tego, czego naprawdę się pragnęło. Trytona ekscytowało to, co takiego może Ayeesha wymyślić w jego przypadku. Choć jednak nie uzyskał konkretnej odpowiedzi, to i tak zaciekawiła go. Złoto... cóż, Sarpedon nie śmierdział groszem, więc niby mogłoby mu się przydać, ale nie miał zamiaru marnować takiej okazji na coś tak przyziemnego. Jednak pozostałe dwie... Rozkosze... miał tylko jeden raz w życiu zakosztować tego niby zakazanego owocu i... zdecydowanie nie miał złych wspomnień. A pokusa mówiła o takich, których mu się nie śniło... interesujące. Sztuka? Tryton kojarzył to słowo tylko z ulicznymi występami i innymi zabawami – marynarze nie byli nazbyt wybrednymi ludźmi. Jednak wydawało mu się, że kobieta mówi o czymś zupełnie innym. Zaciekawiło go to. Jak zawsze robiło to nieznane. Podrapał podbródek, zastanawiając się. PZwłaszcza że pokusa stwierdziła, że nie da się aż tak łatwo wykorzystać. Wpatrywał się przez chwilę w wodę, zastanawiając się, aż w końcu zdecydował.         Wstał, prostując się i ukazując się pokusie w pełnej okazałości. Jego palce zaciskały się na krawędzi skały, a ciało nieco pochylało w przód – znajdował się na samym skraju, nagi, gotów w każdej chwili się opuścić i zanurkować pod powierzchnią jeziora w poszukiwaniu artefaktu. Wcześniej jednak...
        - Zrobimy to tak... - mruknął. - Jestem bardzo ciekaw twojej rasy, szczególnie iż te jej przedstawicielki, które spotkałem wcześniej... nie okazały się tak skore do współpracy, jak ty. Rzeczy, o których wspominałaś, także są interesujące, więc... Spędzimy razem trochę czasu, w którego trakcie pokażesz mi zarówno, czym jest ta rozkosz, jak i zaznajomisz mnie ze sztuką, którą tak zachwalasz. Nie przeczę, że zaciekawiłaś mnie. Nie musimy spędzać tego czasu tutaj, w sumie to raczej niezbyt przytulne miejsce. I zastrzegam, mamy spędzić ten czas w sposób przyjemny. Odwiedziny w sali tortur kuszą, ale... jednak chyba preferowałbym coś milszego. Spędzimy razem... tydzień? Wydaje mi się, że to znacznie mniej niż czas potrzebny ci, aby zdobyć ten artefakt w inny sposób.
        Sarpedon skrzyżował ręce na piersi, spoglądając na pokusę. Tydzień to był okres, który uważał za dosyć optymistyczny. Jeżeli zajdzie taka potrzeba, był w stanie zmniejszyć nieco, o połowę, może nawet nieco więcej. Wolał jednak celować w górną granicę, aby ewentualnie później wyciągnąć z tego jak najwięcej. O ile rzecz jasna pokusa się zgodzi. Ale bardzo mu zależało, aby tak było. W ten sposób mógł poznać zarówno ją, jej rasę, rozkosz, którą ofiarowała, jak i sztukę. Nie wiedział nawet, czego najbardziej był ciekaw.
Avatar użytkownika
Sarpedon
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Dérigéntirh, Ognaruks, Sarpedon, Malawiasz, Vaela, Ziharria, Natanis, Sitrina,
Rasa: Tryton
Aura: Dość silna emanacja, którą otula niepokojąco bursztynowe światło, migoczące raz silniej, raz mocniej w nieregularnych odstępach czasu. Wylano na nią głównie cynową farbę, jednakże malarz zdecydował, iż dobrym dodatkiem będą żelazne zarysy i wcięcia. Po dłuższym namyśle stwierdził także, że niewielka ilość drobnych miedzianych plamek i zawijasów będzie idealnym dopełnieniem. Wokół panuje wilgoć, co da się bez problemu odczuć. Dodatkowo maleńkie kropelki, które lewitują tu i ówdzie tworzą przeróżne kształty morskich stworzeń, są jednak tak małe, iż naprawdę ciężko to dostrzec. Oczywiście słychać też szum, przywołujący na myśl morskie fale. Po chwili zmienia się w głęboką melodię, która niczym delikatny kobiecy śpiew niesie ulgę zmysłom. Pod koniec wszystko tonie w dziwnej ciszy, pochłaniającej każdy dźwięk. Woń, jaką niesie aura, kojarzyć można z kwiatami i miodem, co ciekawe czasem można też odczuć typowo rybi zapach. Powłoka charakteryzuje się sporą elastycznością i równocześnie jest bardzo twarda. Posiada ostre krańce, tylko czychające na ofiarę oraz odstraszająco chropowatą powierzchnię. W smaku zaś sucha wywołuje natychmiastowe pragnienie, od czasu do czasu jednak potrafi stać się lepką.
Wygląd: Gdy Sarpedon przebywa pod wodą, przypomina trytona. Z tym, że jego pokryty srebrnymi łuskami ogon jest o wiele, wiele dłuższy niż w przypadku innych osobników z jego rasy. W dodatku na całej długości można uraczyć niezbyt duże, czarne kolce, nachylone w tył. Ogon nie służy mu jedynie do przemieszczania się, jest to także bardzo dobra broń do walki, zwłaszcza z innymi morskimi ... (Więcej)


Powrót do Równiny Theryjskie

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron