[W głębi lasu] Szukając Zemsty


Tajemnicza kraina, nad którą od wieków zalega mrok. Słońce świeci tu niezwykle rzadko. Nie ma tu tętniących życiem wiosek, jedynie jedno, warowne miasto ostało się w tej czeluści mroku, a i o nim nie można powiedzieć, pełne życia...

Postprzez Anaya » Pt lip 10, 2015 11:42 pm

Po sytej kolacji Tyrael (bo tak nieznajomy się przedstawił) ruszył w las mówiąc, że ma zlecenie. Alchemik wraz ze sową rozsiedli się na brzegu wysepki. Elfka pozostała przy ognisku. Choć wdzięczna za ratunek wciąż była wściekła. Kamień Zniknięcia był dla niej bardzo ważny. Dawał przewagę w walce. Ani myślała bratać się z ludźmi. Dla niej ta rasa to banda barbarzyńców niszczących wszystko na swej drodze. Nie ważne czy to mały obóz na wysepce czy rodzinna wioska. Tamtego poranka,kiedy biały wilk wyzionął ducha w jej ramionach poprzysięgła zemstę.
Z przemyśleń wyrwał ją głos Alana. Podeszła powoli, niepewnie. Mężczyzna trzymał w dłoni Klejnot Zniknięcia. Elfkę opuściła nagle cała złość, pchnięta emocjami rzuciła się Alanowi na szyję. Była bardzo szczęśliwa. Nie czuła czegoś takiego od śmierci jej rodziny. Przez chwilę pustka w jej sercu wypełniła się. Uścisk nie trwał długo. Natychmiast kiedy się zorientowała co robi odskoczyła. Na jej twarzy pojawiły się rumieńce. Przyjęła klejnot.
-Dziękuję.- powiedziała cicho. Założyła klejnot na szyję, przemieniła się w wilka i ruszyła w las. Biegła, biegła i biegła póki starczyło jej tchu.
-Co ja wyprawiam?-zastanawiała się-nie wolno mi się bratać z ludźmi, nie po tym co mi zrobili. Oni wszyscy są tacy sami. Powinnam opuścić tą krainę. Wrócić na północ, w góry i zapomnieć... skoro zemsta się nie powiodła, cóż innego pozostaje? A może... może jest jeszcze szansa na pomszczenie bliskich. przecież bandyci musieli działać wtedy na czyjeś zlecenie. To nie była jedyna wioska, na którą napadli. - wtedy Anaya przypomniała sobie rozmowy, które słyszała siedząc na drzewie. Mowa była o jakimś Visarro. Kimkolwiek jest ten jegomość,  z całą pewnością nie znosi elfów. Miał zapłacić im za głowy nie-ludzi złotem. To jego trzeba wytropić. W sercu Kobiety znów zapłonął ogień. Czym prędzej wróciła do obozu i opowiedziała o wszystkim alchemikowi.
-Musimy udać się do Maurii i dowiedzieć się kim jest Visarro i gdzie możemy go znaleźć... to znaczy jeżeli oczywiście zechcesz mi pomóc... czarodzieju.-Powiedziała z lekkim uśmiechem. Pierwszy raz odkąd się znają zatytułowała go w ten sposób.-Ach! No i jeszcze Tyrael... mówił ci gdzie się wybiera?
Avatar użytkownika
Anaya
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Eloise,
Rasa: Lodowy Elf
Aura: Silna aura o barwie głównie cynowej, mieszającej się z przebłyskami żelaza. Cała powłoka pokryta jest srebrzystą spiralą, wśród której widnieją batrachitowe kropki. Otacza ją szmaragdowy blask, w którym widać cień dawnego, szafirowego odcienia. Słychać dźwięki przypominające zawodzenie upiorów lub czegoś, co już raczej żywe nie jest, powoduje ciarki i wywołuje lekki strach. Zmysłowy szept wymieszany z przepiękną wonią perfum uspokaja, natomiast śmiech dzieci oraz liczne głosy sprawiają, iż łatwo zapomnieć o tym, co dało się słyszeć z początku. Niesie wraz z sobą zapach lasu iglastego. Powierzchnia emanacji charakteryzuje się twardością oraz daje popis przez wyginanie się w najróżniejsze strony, kusząc swą aksamitnością, by następnie zaniepokoić ostrymi brzegami. Lepi się do podniebienia, pozostawiając gorzki posmak, który niechętnie znika.
Wygląd: Szczupła, wysoka - ma nieco ponad sążeń wzrostu. Jej duże, błyszczące oczy o bystrym spojrzeniu miały kolor jaskrawego błękitu. Gęste i miękkie jak jedwab włosy w kolorze biało-złotym sięgały za łopatki. Z pomiędzy lekko falowanych kosmyków sterczą spiczaste uszy. Jej cera była blada, policzki delikatnie zarumienione, a usta jasnoczerwone. Łagodne rysy twarzy sprawiały, ... (Więcej)

Postprzez Tyrael » So lip 11, 2015 1:18 pm

Tyrael zwolnił kroku w połowie drogi i zaczął się zastanawiać. "Nie mogę uczynić tego. Nie ja załatwiłem herszta więc nie mogę odebrać nagrody. Niech przepadnie. I tak dostanę już jedną za poprzednie zlecenie. Zawsze mogę się jeszcze wybrać do jaskini za pomocą mapy, którą znalazłem w obozowisku bandytów. Czy mam jakiś sens wracać do Alana i tej elfki? W sumie chciałem dla niej odzyskać rzecz, która jako mi się wydaje ukradł jej zbój, ale nie wiem czy ma to dalszy sens. Musieli by czekać na mnie przynajmniej dwa dni. To długi czas. Pewnie tego nie zrobią. Jestem dla nich nieznajomym, który pojawił się przez ułamek sekundy w ich życiu. Nigdy się z nikim tak nie spoufalałem. I ta tajemnicza i intrygująca elfka... Aj! O czym ja myślę? Nie powinienem zaprzątać sobie myśli takim czymś." Tyrael posępniał po czym całkiem się zatrzymał. Wyciągnął mapę, którą wcześniej zdobył i ruszył według jej wskazówek. Błądził po lesie przez jakiś czas stanowczo omijając jezioro i wyspę. W końcu dotarł jak się okazało na mapie. Nie było widać żadnego wejścia. Była tam tylko jednolita skała. Na kawałku papieru nie było widać żadnych podpowiedzi co do otworzenia kryjówki, lecz Tyrael kręcąc się trochę w końcu znalazł w końcu przesmyk między skałami. Wszedł do środka.
Avatar użytkownika
Tyrael
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Xelliks, Maro,
Rasa: Człowiek - Łowca Nagród
Aura: Emanacja posiada żelazny odcień przecinany w niektórych miejscach cynowymi pasmami. Są one tak wymalowane, iż sprawiają, jak gdyby ktoś zrobił skazę na powłoce jakimś ostrym narzędziem. Całość opatula szmaragdowa, jasna poświata. Natomiast mówiąc o woni, jaką aura wydziela, można stwierdzić, że to coś podobnego do zapachu wilczej sierści. Jednak naprawdę ciężko to wychwycić, łatwiej wyczuwalny jest ludzki pot. Powłoka zaś jest twarda, lecz gnie się z niebywałą łatwością. Gładka powierzchnia kusi, jednakże trzeba uważać na ostre zarysy. Nieznośnie lepi się do języka, usiłując też skleić wargi. Po chwili można wyczuć gorzki posmak, który nie łatwo znika z pamięci.
Wygląd: Tyrael jest dobrze zbudowanym, o wręcz atletycznej formie człowiekiem. Jest w miarę wysoki bo jego wzrost wynosi trochę ponad sążeń. Jego oczy są ciemnobrązowe, a krótkie włosy i mała bródka są koloru ciemnego blondu. Ma dosyć jasną karnację pomimo przebywania w dużej ilości na słońcu. Jego wysportowana sylwetka to wynik dużej ilości podróży jak i walk w starciu z ... (Więcej)

Postprzez Alan » So lip 11, 2015 11:53 pm

Elfka przytuliła Alana. Mag poczuł się trochę niezręcznie, jednak Anaya szybko odskoczyła, zamieniła w wilka i pobiegła gdzieś. Mężczyzna myśląc o całej sytuacji siadł przy prawie wypalonym ognisku. Zeheryzalda latała gdzieś nieopodal.
- Zeheryzaldo, przynieś mi trochę żywokrzewu.
- Ojoj.
Powiedział ptak i poleciał. Alan w tym czasie rozpalił ogień i wstawił wodę.
Po krótkim czasie sowa przyleciała trzymając pęk roślin w dziobie. Mag popatrzył na rośliny po czym nawet ich nie płukając wrzucił do wrzątku. Sowa patrzyła na to ze zdziwieniem.
Przyszła Anaya. Herbatka akurat się ugotowała. Elfka zadała pytanie na co Alan odpowiedział:
- Jeżeli chcesz, aby taki niezdarny mag ci towarzyszył, to oczywiście. Tyrael nic mi nie mówił, gdzie idzie. Może herbatki. Wrociłaś bardzo zmęczona. Żywokrzew działa najlepiej. Może opowiemy sobie nawzajem swoje historie? Od czasu spotkania w jaskini nie było między nami dobrych relacji.
Avatar użytkownika
Alan
Szukający drogi
 
Rasa: Człowiek Mag-Alchemik
Aura: Silna aura promieniuje szafirowym blaskiem, zza którego dojrzeć można srebrzystą barwę mieszają się z rtęciowymi pasami. Słychać przy niej spokojny szmer wody połączony z uczuciem wilgotności. Jeśli dobrze się przyjrzy można dostrzec unoszące się nad powłoką maleńkie skrzące się błękitem kropelki. Z zamyślenia wybudzają grzmoty, które okazują się jeszcze wciąż odległe, choć można poczuć delikatne drętwienie na skórze. Po chwili rozbrzmiewa śmiech dzieci wraz z innymi wesołymi głosami, sprawia to iż puls przyspiesza. Niesie woń starych, zakurzonych ksiąg. Powierzchnia gnie się z łatwością, pozwalając na ujrzenie ostrych wykończeni, skrywających jej gładkość. W smaku raz lepi się uparcie by niespodziewanie stać się suchą, a następnie taką jak wcześniej.
Wygląd: Wysoki mężczyzna, ma niewiele ponad sążeń wzrostu. Jego włosy są koloru ciemnobrązowego z lekkimi odcieniami czerni, gęste i zdrowe opadają luźno na skronie. Oczy bystre, jaskrawoniebieskie z ciekawością i uwagą obserwują otoczenie. Twarz pokryta lekkim zarostem pociągła, młoda, próżno szukać na niej blizn czy innych skaz. Nie często gości na niej choćby cień ... (Więcej)
Uwagi: Bardzo, a wręcz panicznie boi się pająków. Nie znosi także ciasnych pomieszczeń (klaustrofobia).

Postprzez Anaya » Pn lip 13, 2015 3:37 pm

Anaya siedziała z alchemikiem przy ognisku popijając herbatkę z żywokrzewu. Gorący napój był koloru czarnego, pachniał intensywnie. W smaku słodki, pozostawiał po sobie delikatną goryczkę na podniebieniu. Elfka nie przepadała za tego typu smakami, wypiła jednak i grzecznie podziękowała.
-Masz rację, ale wtedy... to było zaraz po... może zacznę od początku. Od urodzenia mieszkałam w małej elfiej wiosce na północy Fellarionu. Razem z matką i siódemką rodzeństwa. Od śmierci ojca to ja jako najstarsza musiałam pomagać matce, polowałam, zapewniałam jedzenie. Później mama zachorowała i spadła na mnie cała reszta obowiązków. Przez osiem lat sama prowadziłam dom, zajmowałam się dziećmi i nie chodzącą już matką. Zapewniałam jedzenie i zarabiałam marne grosze polując w pobliskich lasach. Jednak pierwszej nocy sierpniowego nowiu ci właśnie bandyci spalili całą wioskę i wymordowali całą moją rodzinę. Pewnie też bym tam zginęła, gdyby nie przypadek. Jeden z przestępców uderzył mnie tak mocno, że wpadłam do piwniczki. Zapomnieli o mnie. Z pożaru wyniósł mnie oswojony wilk, mój przyjaciel. Zapłacił za to własnym życiem. To był niezwykły towarzysz i zrobił dla mnie coś niezwykłego  - oddał swoją duszę. Teraz nade mną czuwa i pozwala przybrać właśnie taką postać.-Anaya demonstracyjnie przybrała wilczą postać, aby ukazać się Alanowi w całej okazałości, potem znów powróciła do ludzkiej.-Jestem całkiem sama i jedyna rzecz, jaka mi pozostała to zemsta. Muszę pomścić Rodzinę... muszę odnaleźć Visarro i zaszlachtować go własnoręcznie.
Gdy mówiła ostatnie zdanie w jej głosie nie było wściekłości, tylko wielki smutek i pustka. Niebieskie oczy szkliły się niby woda w jeziorze oświetlona porannym słońcem, ani myślała uronić łzy. Tylko słabi płaczą...
-A jaka jest twoja historia?- otarła oczy ukradkiem.
Avatar użytkownika
Anaya
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Eloise,
Rasa: Lodowy Elf
Aura: Silna aura o barwie głównie cynowej, mieszającej się z przebłyskami żelaza. Cała powłoka pokryta jest srebrzystą spiralą, wśród której widnieją batrachitowe kropki. Otacza ją szmaragdowy blask, w którym widać cień dawnego, szafirowego odcienia. Słychać dźwięki przypominające zawodzenie upiorów lub czegoś, co już raczej żywe nie jest, powoduje ciarki i wywołuje lekki strach. Zmysłowy szept wymieszany z przepiękną wonią perfum uspokaja, natomiast śmiech dzieci oraz liczne głosy sprawiają, iż łatwo zapomnieć o tym, co dało się słyszeć z początku. Niesie wraz z sobą zapach lasu iglastego. Powierzchnia emanacji charakteryzuje się twardością oraz daje popis przez wyginanie się w najróżniejsze strony, kusząc swą aksamitnością, by następnie zaniepokoić ostrymi brzegami. Lepi się do podniebienia, pozostawiając gorzki posmak, który niechętnie znika.
Wygląd: Szczupła, wysoka - ma nieco ponad sążeń wzrostu. Jej duże, błyszczące oczy o bystrym spojrzeniu miały kolor jaskrawego błękitu. Gęste i miękkie jak jedwab włosy w kolorze biało-złotym sięgały za łopatki. Z pomiędzy lekko falowanych kosmyków sterczą spiczaste uszy. Jej cera była blada, policzki delikatnie zarumienione, a usta jasnoczerwone. Łagodne rysy twarzy sprawiały, ... (Więcej)

Postprzez Tyrael » Pn lip 20, 2015 7:04 pm

Znalazł się w środku jaskini. Początkowo światło padające ze szczeliny dawało mu światło lecz im dalej się zagłębiał tym ciemniej się robiło. Na szczęście znalazł pochodnię, którą dał radę rozpalić. W końcu ogień stał się jedynym źródłem światła w mrocznych tunelach. Według mapy idąc jeszcze kawałek powinien do czegoś dojść. I tak się stało. Tunel doprowadził go w końcu do wielkiej groty. Brnął cały czas przed siebie. W jaskini paliło się parę świateł, które wystarczająco oświetlały ją całą. Tyrael wdepnął w dużą kałużę, z której dźwięk pluśnięcia rozniósł się po jaskini donośnym echem. Nagle ktoś odezwał się zza skał.
-Hazar to ty? Gdzie się tak długo podziewałeś ze swoimi ludźmi? Powinniście tu być już parę dni temu. Mam nadzieję, że nie stało się nic złego i macie nadal mój łup.-Kiedy skończył mówić wyszedł zza skał. Mężczyzna był człowiekiem dużych gabarytów. Był wysoki i umięśniony. Tyrael sądząc po jego budowie domyślił się, że człowiek taki jak jego oponent nie mógł przejść przez szparę, którą się tu dostał. Prawdopodobnie był to brat herszta, na którego polował on i elfka. Mężczyzna kiedy zobaczył Tyraela od razu wyciągnął swój dwuręczny topór o ogromnym dwustronnym ostrzu.
-Kim jesteś i czego tutaj szukasz nieznajomy? Zgaduję, że trafiłeś tutaj przez bandę nowych kretynów, których wysłałem parę dni temu na patrol.
Avatar użytkownika
Tyrael
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Xelliks, Maro,
Rasa: Człowiek - Łowca Nagród
Aura: Emanacja posiada żelazny odcień przecinany w niektórych miejscach cynowymi pasmami. Są one tak wymalowane, iż sprawiają, jak gdyby ktoś zrobił skazę na powłoce jakimś ostrym narzędziem. Całość opatula szmaragdowa, jasna poświata. Natomiast mówiąc o woni, jaką aura wydziela, można stwierdzić, że to coś podobnego do zapachu wilczej sierści. Jednak naprawdę ciężko to wychwycić, łatwiej wyczuwalny jest ludzki pot. Powłoka zaś jest twarda, lecz gnie się z niebywałą łatwością. Gładka powierzchnia kusi, jednakże trzeba uważać na ostre zarysy. Nieznośnie lepi się do języka, usiłując też skleić wargi. Po chwili można wyczuć gorzki posmak, który nie łatwo znika z pamięci.
Wygląd: Tyrael jest dobrze zbudowanym, o wręcz atletycznej formie człowiekiem. Jest w miarę wysoki bo jego wzrost wynosi trochę ponad sążeń. Jego oczy są ciemnobrązowe, a krótkie włosy i mała bródka są koloru ciemnego blondu. Ma dosyć jasną karnację pomimo przebywania w dużej ilości na słońcu. Jego wysportowana sylwetka to wynik dużej ilości podróży jak i walk w starciu z ... (Więcej)

Postprzez Alan » Pn lip 20, 2015 10:36 pm

- Ja również zacznę od początku. Mój rodzinny dom znajduje, a raczej znajdował się w Rapsodii. Dorastałem tam spokojnie razem z dwoma siostrami - Lidią i Nadią. Pewnego dnia wybuchł pożar. Zginęła mama, tata, Lidia i Nadia. Było to dla mnie okropne przeżycie. Po tej tragedii przygarnęła mnie ciotka Adelajda z wujem Albertem. Ciotka zajmowała się magią zakazaną. Chciała mnie jej uczyć. Na początku się jej nie udawało lecz później nie miałem siły się dalej bronić. Zaczęło mi się to nawet podobać. Miałem bardzo dobre stosunki z ciotką. Wuj Albert był zły na ciotkę. Pewnego dnia usłyszałem ich kłótnie. Wuj mówił,  iż ciotka ma wyjawić mi tajemnicę. Rozpłakała się i zaczęła mówić,  że nie chciała zabić swojej siostry,  czyli mojej mamy.
Pamiętam jak dzień wcześniej przed tym pożarem ciotka pokłóciła się z mamą. W tedy ułożyłem to sobie w całość. Ciotka ze złości podpaliła nasz dom. Chciała mnie zatrzymać lecz tylko pogorszyła sytuację. Wytworzyła silna falę energi. Wywróciłem się. Gdy wstałem krzyknąłem, iż jest morderczynią. Wybiegłem z domu. Wyparłem się całej magii, której nauczyła mnie ciotka. Całą wściekłość i smutek przelałem na kostur. Znalazłem się w jaskini i tam poznałem ciebie. Teraz pragnę zemsty. Wrócę do Adelajdy. Zabije ją za to, że zabiła mi całą rodzinę.
To chyba tyle. Powiedz jaki masz plan. Gdzie my teraz idziemy? Co zrobimy gdy tam dojdziemy?
Avatar użytkownika
Alan
Szukający drogi
 
Rasa: Człowiek Mag-Alchemik
Aura: Silna aura promieniuje szafirowym blaskiem, zza którego dojrzeć można srebrzystą barwę mieszają się z rtęciowymi pasami. Słychać przy niej spokojny szmer wody połączony z uczuciem wilgotności. Jeśli dobrze się przyjrzy można dostrzec unoszące się nad powłoką maleńkie skrzące się błękitem kropelki. Z zamyślenia wybudzają grzmoty, które okazują się jeszcze wciąż odległe, choć można poczuć delikatne drętwienie na skórze. Po chwili rozbrzmiewa śmiech dzieci wraz z innymi wesołymi głosami, sprawia to iż puls przyspiesza. Niesie woń starych, zakurzonych ksiąg. Powierzchnia gnie się z łatwością, pozwalając na ujrzenie ostrych wykończeni, skrywających jej gładkość. W smaku raz lepi się uparcie by niespodziewanie stać się suchą, a następnie taką jak wcześniej.
Wygląd: Wysoki mężczyzna, ma niewiele ponad sążeń wzrostu. Jego włosy są koloru ciemnobrązowego z lekkimi odcieniami czerni, gęste i zdrowe opadają luźno na skronie. Oczy bystre, jaskrawoniebieskie z ciekawością i uwagą obserwują otoczenie. Twarz pokryta lekkim zarostem pociągła, młoda, próżno szukać na niej blizn czy innych skaz. Nie często gości na niej choćby cień ... (Więcej)
Uwagi: Bardzo, a wręcz panicznie boi się pająków. Nie znosi także ciasnych pomieszczeń (klaustrofobia).

Postprzez Anaya » Pn lip 27, 2015 8:35 pm

-Poczekaj chwilę, niech się zastanowię... Magią, której uczyła cię ciotka była zakazana magia, ale czy podejrzewasz jaką sama posiadała? Ja chyba się domyślam. Jej wrodzonym żywiołem jest chaos. Potężna moc,którą nie sposób okiełznać. Wszystkie zaklęcia rzucone przez nią były przypadkowe i spowodowane silnymi emocjami. Znałam kiedyś kogoś, kto był w podobnej sytuacji. Zabił wszystkich swoich bliskich. Ludzie nazywali go potworem i mordercą. Tymczasem on nic nie mógł poradzić na swoją moc. Popełnił samobójstwo. Moim zdaniem powinniście spojrzeć sobie w oczy i jeszcze raz powiedzieć całą prawdę. Jeżeli moja teoria jest słuszna to twoja ciotka potrzebuje pomocy, a nie zemsty, trzeba pozbawić ją tej mocy zanim jeszcze komuś stanie się krzywda. Jeśli nie, cóż... musicie to załatwić między sobą. A ja... mogę pójść z tobą. Jeśli ty później pomożesz  mi odnaleźć Viasrro.
Elfka wstała i rozejrzała się.
-Tyraela ani śladu... jak się pojawił tak wsiąkł... On w ogóle zamierza wracać?
Anaya wstała i poszła w kierunku lasu.
-Idę na polowanie, wrócę przed zmrokiem.-powiedziała znikając między drzewami.
Avatar użytkownika
Anaya
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Eloise,
Rasa: Lodowy Elf
Aura: Silna aura o barwie głównie cynowej, mieszającej się z przebłyskami żelaza. Cała powłoka pokryta jest srebrzystą spiralą, wśród której widnieją batrachitowe kropki. Otacza ją szmaragdowy blask, w którym widać cień dawnego, szafirowego odcienia. Słychać dźwięki przypominające zawodzenie upiorów lub czegoś, co już raczej żywe nie jest, powoduje ciarki i wywołuje lekki strach. Zmysłowy szept wymieszany z przepiękną wonią perfum uspokaja, natomiast śmiech dzieci oraz liczne głosy sprawiają, iż łatwo zapomnieć o tym, co dało się słyszeć z początku. Niesie wraz z sobą zapach lasu iglastego. Powierzchnia emanacji charakteryzuje się twardością oraz daje popis przez wyginanie się w najróżniejsze strony, kusząc swą aksamitnością, by następnie zaniepokoić ostrymi brzegami. Lepi się do podniebienia, pozostawiając gorzki posmak, który niechętnie znika.
Wygląd: Szczupła, wysoka - ma nieco ponad sążeń wzrostu. Jej duże, błyszczące oczy o bystrym spojrzeniu miały kolor jaskrawego błękitu. Gęste i miękkie jak jedwab włosy w kolorze biało-złotym sięgały za łopatki. Z pomiędzy lekko falowanych kosmyków sterczą spiczaste uszy. Jej cera była blada, policzki delikatnie zarumienione, a usta jasnoczerwone. Łagodne rysy twarzy sprawiały, ... (Więcej)

Postprzez Tyrael » Wt sie 04, 2015 12:50 am

-Nie pomyliłeś się. Nie byli dla mnie żadnym wyzwaniem. Patrząc na ciebie to ty musiałeś ich nauczyć jak się przegrywa.- Rzucił cięto Tyrael.
-Powstrzymaj swój język kanalio. Jesteś niczym i skończysz gorzej niż oni. Jestem postrachem wśród okolicznych hersztów, a okoliczne matki straszą swoje dzieci historiami o mnie.
-No i prawidłowo. Tylko dzieci się ciebie boją.-powiedział łowca szarżując na herszta ze swoim sztyletem.
-Niech cię szlag weźmie. Ciebie i twoją niewyparzoną gębę.-odpowiedział po czym bandyta dobył swój topór i zablokował atak.
Tyrael jednak się nie dał i szybkim rucham odblokował się po czym wbił nóż w gardło zbója. Łowca zebrał część kosztowności i wydostał się z jaskini. Nie miał już potrzeby wracać do tej elfiej panny i dziwnego czarodzieja. Zebrał wszystkie swoje rzeczy i ruszył w świat.
Ostatnio edytowano Pn sie 10, 2015 7:55 pm przez Tyrael, łącznie edytowano 1 raz
Avatar użytkownika
Tyrael
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Xelliks, Maro,
Rasa: Człowiek - Łowca Nagród
Aura: Emanacja posiada żelazny odcień przecinany w niektórych miejscach cynowymi pasmami. Są one tak wymalowane, iż sprawiają, jak gdyby ktoś zrobił skazę na powłoce jakimś ostrym narzędziem. Całość opatula szmaragdowa, jasna poświata. Natomiast mówiąc o woni, jaką aura wydziela, można stwierdzić, że to coś podobnego do zapachu wilczej sierści. Jednak naprawdę ciężko to wychwycić, łatwiej wyczuwalny jest ludzki pot. Powłoka zaś jest twarda, lecz gnie się z niebywałą łatwością. Gładka powierzchnia kusi, jednakże trzeba uważać na ostre zarysy. Nieznośnie lepi się do języka, usiłując też skleić wargi. Po chwili można wyczuć gorzki posmak, który nie łatwo znika z pamięci.
Wygląd: Tyrael jest dobrze zbudowanym, o wręcz atletycznej formie człowiekiem. Jest w miarę wysoki bo jego wzrost wynosi trochę ponad sążeń. Jego oczy są ciemnobrązowe, a krótkie włosy i mała bródka są koloru ciemnego blondu. Ma dosyć jasną karnację pomimo przebywania w dużej ilości na słońcu. Jego wysportowana sylwetka to wynik dużej ilości podróży jak i walk w starciu z ... (Więcej)

Postprzez Alan » Śr sie 05, 2015 11:03 am

Słowa Anayi dały Alanowi dużo do myślenia. Może jego ciotka rzeczywiście ma problem z magią chaosu. Może tej nocy, gdy spłonął jego rodziny dom Adelajda nie chciała tego zrobić? Może ta owa magia chaosu nią ,,zawładnęła"?
,,Co mam teraz zrobić? Ciotce rzeczywiście należy pomóc. Jaki byłem głupi! Ale wuj Albert jest w niebezpieczeństwie! Przecież ona nie kontroluje swojej magii! Muszę znaleźć Anayę!"
Zdenerwowany Alan zaczął wołać elfkę.
- Musimy uratować wuja Alberta! Pospiesz się!  
Krzyczał wciąż mag. Po chwili usłyszał kroki.
- To ty Anaya? Nie strasz mnie! Wyłaź!
Roślinność zaczęła się ruszać. Przerażony mag utworzył magiczną tarczę. Jego oczom ukazała się kaczka. Miała brązowe pióra na głowie i części tułowia. Ogon i resztę pokrywały zielono-żółte pióra. Lekko otwarty dziób koloru pomarańczowego i roześmiane czarne oczy dawały do zrozumienia, iż kaczka była nastawiona przyjaźnie. Trzęsąc swym kaczym kuperkiem podeszła do Alana. Mag zdjął tarczę.
- Jaka słodka kaczuszka. I ja się bałem takiego miłego ptaszka! Heh!
Śmiejąc się mężczyzna schylił się i pogłaskał kaczkę.
- Zgubiłaś się?
- Ojoj!    Powiedziała Zeheryzalda.
- Jak myślisz Zeheryzaldo, przygarniemy ją?
Kaczka kwacząc potwierdziła.
- Może damy ci imię? Nazwę cię... Ewa! Tak, to bardzo ładne imię. Pasuje do kaczki.
Ptak patrzył się na Alana i Zeheryzaldę swoimi czarnymi oczkami.
- Zeheryzaldo, leć i poszukaj Anayi. Co ona robi tyle czasu? Wiem! Zaparzę herbatkę z żywokrzewu! Chyba zasmakowała Anayi. Na pewno się ucieszy! Ewo kaczko, wiesz jak wygląda żywokrzew?
Kaczka patrzyła wciąż na maga.
- Eh... musisz się dużo nauczyć. Tymczasem ja idę sam poszukać żywokrzewu a ty pilnuj obozu.
Alan wyruszył na poszukiwania. Znalazł roślinę pod jednym z drzew. Wracając pomyślał ,,Co mnie na padło,  aby zostawiać obóz pod opieką jakiejś głupiej kaczki!" Przyspieszył tempa. Gdy dotarł na miejsce kaczka spała w wygrzebanym w ziemi dołku. Mężczyzna zagotował wody i wrzucił do niej żywokrzew. Czekając na Anayę myślał o ciotce. Nie wiedział jak jej pomóc. Do tego potrzebna była Anaya. Ona na pewno coś wymyśli.
Avatar użytkownika
Alan
Szukający drogi
 
Rasa: Człowiek Mag-Alchemik
Aura: Silna aura promieniuje szafirowym blaskiem, zza którego dojrzeć można srebrzystą barwę mieszają się z rtęciowymi pasami. Słychać przy niej spokojny szmer wody połączony z uczuciem wilgotności. Jeśli dobrze się przyjrzy można dostrzec unoszące się nad powłoką maleńkie skrzące się błękitem kropelki. Z zamyślenia wybudzają grzmoty, które okazują się jeszcze wciąż odległe, choć można poczuć delikatne drętwienie na skórze. Po chwili rozbrzmiewa śmiech dzieci wraz z innymi wesołymi głosami, sprawia to iż puls przyspiesza. Niesie woń starych, zakurzonych ksiąg. Powierzchnia gnie się z łatwością, pozwalając na ujrzenie ostrych wykończeni, skrywających jej gładkość. W smaku raz lepi się uparcie by niespodziewanie stać się suchą, a następnie taką jak wcześniej.
Wygląd: Wysoki mężczyzna, ma niewiele ponad sążeń wzrostu. Jego włosy są koloru ciemnobrązowego z lekkimi odcieniami czerni, gęste i zdrowe opadają luźno na skronie. Oczy bystre, jaskrawoniebieskie z ciekawością i uwagą obserwują otoczenie. Twarz pokryta lekkim zarostem pociągła, młoda, próżno szukać na niej blizn czy innych skaz. Nie często gości na niej choćby cień ... (Więcej)
Uwagi: Bardzo, a wręcz panicznie boi się pająków. Nie znosi także ciasnych pomieszczeń (klaustrofobia).

Postprzez Anaya » Pt sie 14, 2015 8:09 pm

Kiedy słońce chyliło się ku zachodowi Anaya wędrowała znajomą drogą przez las ku rzece. Na plecach niosła dość sporą łanię, a do paska przywiązane były cztery wiewiórki. W oddali ujrzała blask ogniska. Będąc nieco bliżej już widziała, że na wyspie jest jedynie mag, po tym drugim ani śladu. Ponad nią leciała Zeheryzalda pohukując jakby oznajmiała jej przybycie. Elfka zwinnie balansując całym ciałem przedostała się na drugi brzeg. Zrzuciła z pleców zdobycz prosto pod nogi Alana, następnie odpięła wiewiórki i również odłożyła na ziemię.
-Trzeba przygotować zapasy, czeka nas długa podróż. Najpierw wyruszymy do Maurii poszukać informacji o Visarro, potem zaś prosto na wschód w stronę Rapsodii. Tam załatwisz swoje sprawy i ruszymy w dalszą drogę, o ile wciąż będziesz chciał mi towarzyszyć. Ruszamy o wschodzie słońca.
-A co to za paskuda?-powiedziała na widok kaczki, która swoim kaczym chodem spacerowała wokół ogniska.-hm.. świetnie, że ją złapałeś! Będzie pieczona kaczka na kolację. Ale najpierw trzeba zająć się tym...-wskazała na łanię i wiewiórki.
Anaya poczuła zapach herbaty, którą kiedyś już poczęstował ją mag. Bezceremonialnie przysiadła obok łani i zabrała się za oprawianie. Liczyła, że mag jej w tym pomoże, ale ani myślała go o to poprosić, przecież to człowiek. Oddzieliła mięso od skóry, którą potem dokładnie oczyściła i powiesiła niedaleko paleniska, aby się suszyła. Mięso podzieliła na porcje, przyprawiła ziołami, które znalazła w lesie i natarła solą. Ponownie była we krwi po same łokcie, ale nie martwiło jej to. Podobnie postąpiła z wiewiórkami. Po zakończonej pracy postanowiła wziąć kąpiel w jeziorze.
-Nie waż się mnie podglądać, jeżeli cię na tym przyłapię wylądujesz w krzakach ze strzałą między oczami-jej słowa wcale nie brzmiały jak żart. Mówiąc to była śmiertelnie poważna. Weszła w gęste sitowie tak, że z wyspy, ani z brzegu nie można było jej dostrzec. Powiesiła ubrania na jednej z gałęzi rozłożystego drzewa rosnącego tuż przy brzegu i pogrążyła się w ciemnej toni jeziora.
Gdy księżyc był już dość wysoko tataraki zakołysały się, sitowie zaszeleściło, a z odmętów wody wyłoniła się elfka. Miała na sobie nowy,czyściutki strój podróżny, włosy były jeszcze mokre. Pachniała kwiatem róży.
-Położę się już. Tobie też to radzę, przed nami długa droga.-powiedziała rozkładając skórę blisko ogniska. Położyła się i przymknęła oczy. Usypiała spokojnie słuchając kumkania żab i gry świerszczy, usypiała spokojnie, bo nie była sama. Tuż obok był ktoś, przy im czuła się bezpieczna, ktoś, komu ufała... przyjaciel...
Avatar użytkownika
Anaya
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Eloise,
Rasa: Lodowy Elf
Aura: Silna aura o barwie głównie cynowej, mieszającej się z przebłyskami żelaza. Cała powłoka pokryta jest srebrzystą spiralą, wśród której widnieją batrachitowe kropki. Otacza ją szmaragdowy blask, w którym widać cień dawnego, szafirowego odcienia. Słychać dźwięki przypominające zawodzenie upiorów lub czegoś, co już raczej żywe nie jest, powoduje ciarki i wywołuje lekki strach. Zmysłowy szept wymieszany z przepiękną wonią perfum uspokaja, natomiast śmiech dzieci oraz liczne głosy sprawiają, iż łatwo zapomnieć o tym, co dało się słyszeć z początku. Niesie wraz z sobą zapach lasu iglastego. Powierzchnia emanacji charakteryzuje się twardością oraz daje popis przez wyginanie się w najróżniejsze strony, kusząc swą aksamitnością, by następnie zaniepokoić ostrymi brzegami. Lepi się do podniebienia, pozostawiając gorzki posmak, który niechętnie znika.
Wygląd: Szczupła, wysoka - ma nieco ponad sążeń wzrostu. Jej duże, błyszczące oczy o bystrym spojrzeniu miały kolor jaskrawego błękitu. Gęste i miękkie jak jedwab włosy w kolorze biało-złotym sięgały za łopatki. Z pomiędzy lekko falowanych kosmyków sterczą spiczaste uszy. Jej cera była blada, policzki delikatnie zarumienione, a usta jasnoczerwone. Łagodne rysy twarzy sprawiały, ... (Więcej)

Postprzez Alan » Pt sie 14, 2015 8:56 pm

Anaya wreszcie przybyła. Rzuciła z impetem jakieś zwierzę pod nogi Alana.
- No wreszcie, musimy...  
Anaya nie dała mu skończyć zauważając Ewę. Mówiąc jej, że jest brzydka i chcąc ją upiec wytrąciła maga z tematu.
- Ona nie jest do zjedzenia. Poznaj Kaczkę. Ma na imię Ewa. Ewa kaczka. Czyż to nie ładne imię dla kaczki?
Elfka znów przerwała Alanowi mówiąc o Visarro.
- Jak cherbatka? Muszę zrobić jej trochę na drogę. Bardzo dobrze nawadnia organizm. Ponownie się ciebie zapytam. Co chcesz zrobić z Visarro gdy go znajdziemy. On może być groźny. Masz jakiś plan?
Zapytał poważnie mag lecz nie uzyskał odpowiedzi. Elfka najwyraźniej go nie słuchała, gdyż krzyknęła coś o strzale między oczami i zniknęła w krzakach. Zrezygnowany alchemik urwał kawałek łani i dał go Zeheryzaldzie. Sowa popatrzyła na Ewę. Wyraźnie chciała się podzielić lecz głupia kaczka nie zrozumiała o co chodzi. Zrobiło się ciemno. Krzaki zatrzęsły się a z nich wyłoniła się Anaya. Pachnąca i czysta. Mag popatrzył na nią. Jej piękno zaparło mu dech w piersiach. Gdy białowłosa się położyła mag chcąc jej zaimponować również wziął kąpiel. Poszedł na brzeg. Wymawiając jakąś formułkę sprawił, że tatarak utworzył gęstą ścianę.
- No teraz to jest kąpiel.
Powiedział zadowolony polewając się ciepłą od słońca wodą. Anaya tak pachniała, że nawet mag przesiąkł zapachem róż. Przytulając Zeheryzaldę usnął jak małe dziecko z pluszakiem.
Rano wstał pierwszy. Nie budząc Anayi przygotował nieudolnie śniadanie. Gdy elfka wstała zastał ją ciekawy obraz. Alan stał nad nią z talerzem. Na talerzu tym widniały korzenie. Dwa żółte i trzy czarne.
- Smacznego! To żółte to pokrzywnik, a czarne... nie ważne. Sam nie wiem co to jest. Ja zjadłem i żyje, tak więc możesz spokojnie jeść. Może nie smakuje najlepiej ale na pewno jest zdrowe. Wszystko co niedobre jest zdrowe. Pokrzywnik bardzo dobrze wspomaga trawienie i przyspiesza gojenie ran. Z tego czarnego moja mama robiła sałatki, z tym, że korzeń wyrzucała. Nie ważne. Smakuje?
Zapytał uśmiechnięty i zaczerwieniony mag.
- Myślałem nad zemstą. Teraz nie chcę zabijać ciotki. Chcę jej pomóc. Jeżeli ona rzeczywiście nie kontroluje co robi to wuj Albert jest w niebezpieczeństwie. Masz pomysł jak jej pomóc? Wiesz co się stało z tamtą osobą którą znałaś. Mam nadzieje, że ciotka nie zrobiła sobie czegoś złego.
Avatar użytkownika
Alan
Szukający drogi
 
Rasa: Człowiek Mag-Alchemik
Aura: Silna aura promieniuje szafirowym blaskiem, zza którego dojrzeć można srebrzystą barwę mieszają się z rtęciowymi pasami. Słychać przy niej spokojny szmer wody połączony z uczuciem wilgotności. Jeśli dobrze się przyjrzy można dostrzec unoszące się nad powłoką maleńkie skrzące się błękitem kropelki. Z zamyślenia wybudzają grzmoty, które okazują się jeszcze wciąż odległe, choć można poczuć delikatne drętwienie na skórze. Po chwili rozbrzmiewa śmiech dzieci wraz z innymi wesołymi głosami, sprawia to iż puls przyspiesza. Niesie woń starych, zakurzonych ksiąg. Powierzchnia gnie się z łatwością, pozwalając na ujrzenie ostrych wykończeni, skrywających jej gładkość. W smaku raz lepi się uparcie by niespodziewanie stać się suchą, a następnie taką jak wcześniej.
Wygląd: Wysoki mężczyzna, ma niewiele ponad sążeń wzrostu. Jego włosy są koloru ciemnobrązowego z lekkimi odcieniami czerni, gęste i zdrowe opadają luźno na skronie. Oczy bystre, jaskrawoniebieskie z ciekawością i uwagą obserwują otoczenie. Twarz pokryta lekkim zarostem pociągła, młoda, próżno szukać na niej blizn czy innych skaz. Nie często gości na niej choćby cień ... (Więcej)
Uwagi: Bardzo, a wręcz panicznie boi się pająków. Nie znosi także ciasnych pomieszczeń (klaustrofobia).

Postprzez Anaya » So sie 15, 2015 1:15 am

Gdy elfka się obudziła Alan stał nad nią z talerzem.
-Śniadanie do łóżka? Jak miło...-pomyślała. Jednak zmieniła zdanie gdy zobaczyła co na nim jest. Pięć korzonków - dwa żółte i trzy czarne. Podniosła się, wzięła talerz i włożyła do ust jeden z żółtych. Na zewnątrz twardy, suchy i chrupki o lekko słonawym posmaku. Po rozgryzieniu wypływał z niego słodki, gęsty, lekko ostry syrop. Raczej mało sycący, ale ten smak przypadł kobiecie do gustu. Skosztowała czarnego. Był miękki i elastyczny. Z wierzchu smakował tak samo jak w środku. Był kwaśny, delikatnie gorzki i orzeźwiający. Jego gęsta konsystencja sprawiała, że już kilka kęsów zadowalało żołądek.
-Tak, są bardzo dobre. Nazbieraj ich więcej, poza Mrocznymi dolinami ich nie znajdziemy.-odpowiedziała.
-Jeżeli chodzi o magów chaosu... jak już mówiłam znałam jednego, ale popełnił samobójstwo wiele lat temu. Ludzie gnębili go za to, co stało się przez jego magię. Jeżeli twoja ciotka ma pozbyć się tej magii to tylko w jeden sposób: poprzez wyrzeczenie. Niestety to nie będzie takie proste jak w twoim przypadku. Wyrzekłeś się magii, której nauczyła cię Adelajda. Jej moc jest wrodzona i z tego co mówiłeś bardzo silna. Potrzebna nam będzie magia, silna magia, kiedyś słyszałam o czymś takim...-wstała i zabrała się za zwijanie skór, zbieranie rzeczy i pakowanie torby podróżnej.-jak Va'khun. Jest to potężna magiczna istota zdolna spełnić najskrytsze pragnienia, jednak zanim to zrobi trzeba ją pokonać. Według legendy zamieszkuje ona jaskinie najwyższego szczytu gór Fellarionu. Gdybyśmy go  pokonali razem z twoją ciotką każdy mógłby czegoś sobie zażyczyć.
Kiedy już wszystko było gotowe Anaya zalała popiół ogniska wodą z jeziora i ruszyli w drogę zgodnie z planem najpierw na południe do Maurii. Do miasta, z którego pochodzili bandyci. To tam prawdopodobnie spotkali się z Visarro i odebrali zlecenie. Elfka i mag wędrowali piechotą. Rozmawiali coraz swobodniej, mówili coraz więcej, ufali coraz bardziej. Anaya opowiedziała towarzyszowi jeszcze więcej o sobie i wyjaśniła całą swoją nienawiść do ludzi. Słuchała w skupieniu jego opowieści, dowiadywała się nowych rzeczy. Jej wilcza postać zapewniała ochronę przed drapieżnikami. Poza tym jako wilk szybciej i sprawnej polowała. Dzięki jego umiejętnościom magicznym (i Zeheryzaldzie) nie błądzili.
Avatar użytkownika
Anaya
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Eloise,
Rasa: Lodowy Elf
Aura: Silna aura o barwie głównie cynowej, mieszającej się z przebłyskami żelaza. Cała powłoka pokryta jest srebrzystą spiralą, wśród której widnieją batrachitowe kropki. Otacza ją szmaragdowy blask, w którym widać cień dawnego, szafirowego odcienia. Słychać dźwięki przypominające zawodzenie upiorów lub czegoś, co już raczej żywe nie jest, powoduje ciarki i wywołuje lekki strach. Zmysłowy szept wymieszany z przepiękną wonią perfum uspokaja, natomiast śmiech dzieci oraz liczne głosy sprawiają, iż łatwo zapomnieć o tym, co dało się słyszeć z początku. Niesie wraz z sobą zapach lasu iglastego. Powierzchnia emanacji charakteryzuje się twardością oraz daje popis przez wyginanie się w najróżniejsze strony, kusząc swą aksamitnością, by następnie zaniepokoić ostrymi brzegami. Lepi się do podniebienia, pozostawiając gorzki posmak, który niechętnie znika.
Wygląd: Szczupła, wysoka - ma nieco ponad sążeń wzrostu. Jej duże, błyszczące oczy o bystrym spojrzeniu miały kolor jaskrawego błękitu. Gęste i miękkie jak jedwab włosy w kolorze biało-złotym sięgały za łopatki. Z pomiędzy lekko falowanych kosmyków sterczą spiczaste uszy. Jej cera była blada, policzki delikatnie zarumienione, a usta jasnoczerwone. Łagodne rysy twarzy sprawiały, ... (Więcej)

Postprzez Alan » So sie 15, 2015 12:15 pm

Szli bardzo długo. Mieli coraz więcej tematów do rozmowy. Zeheryzalda latała nad nimi wskazując drogę. Ewa dreptała za nimi powoli wciąż kwacząc.
- Ta kaczka mogłaby być chociaż przez chwilę cicho?!
Powiedział Alan rozdrażniony monotonny dźwiękiem.
- Ewa, cicho bądź!
Kaczka popatrzyła na maga swoimi czarnymi oczami. Mógł sobie mówić ile chciał lecz kaczka nie słuchała.
- Ile razy mam mówić!? Cicho bądź bo wrócimy do pomysłu Anayi i zostaniesz zjedzona!
Kaczka nagle zniknęła.
- Gdzie ona się podziała???
Zapytał mag drapiąc się po głowie. Coś go zmusiło do sięgnięcia po sakiewkę. Niestety jej zawartość - pieniądze zniknęły.
- Aaaa! Gdzie moje pieniądze!? To ona je ukradła! Zeheryzaldo szukaj jej! Anaya przygotuj broń! Idziemy na polowanie!
Wściekły mag nie dał dojść do słowa elfce i ruszył przed siebie.
Wyciągnął księgę i przystanął na chwilę.
- Szukam pewnego zaklęcia. Ta roślinność mnie denerwuje. Nie dość, że ma kolce,  to jeszcze oplata się wokół nóg. Tak się nie da iść!
Mag zaznaczył palcem zaklęcie aby go nie pomylić i przeczytał je na głos stukając raz kosturem o ziemię. Schował księgę i ruszył dalej. Kolczaste krzewy i inna plącząca się pod nogami roślinność jakby przesuwała się aby mag i elfka mogli przejść. Zeheryzalda zleciała na ziemię pokazując jakiś domek. Był mały, drewniany i stary. W dachu było widać dziury. Budynek wyglądał na opuszczony. Było w nim jednak słychać kwakanie.
- No, mamy ją! Wstrętna bestia! Zaraz. Coś jeszcze tam słychać. Czyjś głos?
Podeszli bliżej i zobaczyli starszą panią. Swym chrypliwym głosem uciszała kaczkę.
- Znowu ci się udało. Jesteś dobrą kaczunią. Tylko bądź cicho bo nas ktoś usłyszy.
Alan słysząc brzęk jego monet wyskoczył z zarośli i zdradził obecność całej trójki.
- Ewa!?
- Jaka tam Ewa. Joanna.
Alchemik zrozumiał, że kobieta się przedstawia. Myślał, iż swą gwarą mówi ,,Jo Anna". Bez wahania odparł.
- A jo książę z bajki. Oddawaj pieniądze złodziejko!
- Jak ty nie poprawnie mówisz dziecko! Nie mówi się ,,jo" tylko ,,ja".
- To ty pierwsza tak powiedziałaś i jeszcze mnie poprawiasz!
- Ja mam na imię Joanna! Ci magowie to są tacy niezrozumiali. Widzę, że jest z tobą jakiś elf. Jakim cudem jeszcze żyjesz głupcze. Przy pierwszej okazji zostaniesz zabity i zjedzony!
- Jak śmiesz tak mówić!? Nie znasz jej!
- Wszystkie elfy są takie same.
Avatar użytkownika
Alan
Szukający drogi
 
Rasa: Człowiek Mag-Alchemik
Aura: Silna aura promieniuje szafirowym blaskiem, zza którego dojrzeć można srebrzystą barwę mieszają się z rtęciowymi pasami. Słychać przy niej spokojny szmer wody połączony z uczuciem wilgotności. Jeśli dobrze się przyjrzy można dostrzec unoszące się nad powłoką maleńkie skrzące się błękitem kropelki. Z zamyślenia wybudzają grzmoty, które okazują się jeszcze wciąż odległe, choć można poczuć delikatne drętwienie na skórze. Po chwili rozbrzmiewa śmiech dzieci wraz z innymi wesołymi głosami, sprawia to iż puls przyspiesza. Niesie woń starych, zakurzonych ksiąg. Powierzchnia gnie się z łatwością, pozwalając na ujrzenie ostrych wykończeni, skrywających jej gładkość. W smaku raz lepi się uparcie by niespodziewanie stać się suchą, a następnie taką jak wcześniej.
Wygląd: Wysoki mężczyzna, ma niewiele ponad sążeń wzrostu. Jego włosy są koloru ciemnobrązowego z lekkimi odcieniami czerni, gęste i zdrowe opadają luźno na skronie. Oczy bystre, jaskrawoniebieskie z ciekawością i uwagą obserwują otoczenie. Twarz pokryta lekkim zarostem pociągła, młoda, próżno szukać na niej blizn czy innych skaz. Nie często gości na niej choćby cień ... (Więcej)
Uwagi: Bardzo, a wręcz panicznie boi się pająków. Nie znosi także ciasnych pomieszczeń (klaustrofobia).

Postprzez Anaya » So sie 15, 2015 1:31 pm

Po dłuższym marszu kwakanie kaczki Ewy stało się uciążliwe. Anaya Bardzo żałowała, że mag nie pozwolił jej  przerobić zwierzęcia na kolację. Samego Alana sytuacja ta zaczęła irytować. Próbował rozmawiać z kaczką tak jak ze sową. ale nic z tego. Nagle kwakanie ucichło, a kaczka po prostu rozpłynęła się w powietrzu. Jak się później okazało wraz z pieniędzmi Alana. Natychmiast ruszyli na poszukiwania kwaczącej złodziejki. Mag użył zaklęcia, które sprawiło, że roślinność rozstępowała się aby łatwiej im się szło. W końcu dotarli do małej,  drewnianej chatki z dziurawym dachem. Przed nim stała staruszka trzymająca zaginioną kaczkę na rękach. Zwierzę zakwakało radośnie i zwymiotowało dość sporą garść monet do fartucha kobiety. Wściekły alchemik wyszedł z ukrycia i zaczął się wykłócać z babcią. Anaya stała z boku z obojętną miną  póki nie usłyszała ze strony staruszki obelg na swój temat:
-Widzę, że jest z tobą jakiś elf. Jakim cudem jeszcze żyjesz głupcze. Przy pierwszej okazji zostaniesz zabity i zjedzony! Wszystkie elfy są takie same.
Zerwała się jak oparzona, szybkim krokiem podeszła do właścicielki Ewy, w jej oczach paliła się wściekłość. Zdawało się, że zaraz gołymi rękami udusi babcię. Alan starał się bronić dobrego imienia elfów, ale Anaya nawet nie zwróciła na to uwagi. Podeszła do Joanny bardzo blisko,tak blisko, że tamta mogła zobaczyć swoje odbicie w jej szkolących się ze wściekłości oczach, wyciągnęła sztylet, przycisnęła go kobiecie do krtani.
-Wszyscy ludzie są tacy sami!-wykrzyknęła-fałszywi, bezlitośni, bezmyślni,bezwzględni, aroganccy, zapatrzeni w siebie!
Odepchnęła Joannę kolanem od siebie i zaczęła iść w jej stronę wymachując sztyletem.
-Nie macie co się równać z elfami! Żyjemy dłużej od was, nasza magia i nauka nie mogą się równać z waszą. Macie nas za dzikusów podczas gdy sami zarzynacie się wzajemnie, niszczycie przyrodę, zabijacie zwierzęta na ogromną skalę. Starsze ludy potrafią żyć w harmonii ze sobą jak i innymi istotami! Co wy potraficie?  Małpoludy! Nic! Wszystko, co wiecie, co umiecie zaczerpnęliście z naszej kultury! I ty śmiesz oskarżać mnie o takie rzeczy? Wiem więcej rzeczy, niż ty zdążysz dowiedzieć się do końca swojego nędznego życia!!!
Anaya zamarła w pół ciosu od lewego barku kobiety.
-Wiesz dlaczego teraz cię nie zabiję? Bo nie jestem jak ty, nie jestem jak ludzie...-odwróciła się plecami do niej i zaczęła iść w stronę maga.
-Niedoczekanie twoje dzikusko!-usłyszała za plecami skrzeczący głos. Wtem uderzyła ją przeszywająca fala energii. Pociemniało jej przed oczami, ciało przeszył ostry ból, poczuła go w każdej kości, każdym mięśniu, nagle całe ciało odmówiło jej posłuszeństwa. Przestała czuć nogi i ręce, przestała odczuwać cokolwiek. Padła na ziemię. wciąż miała otwarte oczy.
-Hej, ty! Czarodzieju,jedno zaklęcie i rozczłonuję twoją słodką towarzyszkę. Rób co mówię, albo oboje pożałujecie. -mówiąc to rzuciła czar, który objął Alana polem siłowym, niby klatka. Nie mógł wyjść.
-O, tak, nasz pan ucieszy się z takiej ofiary!-powiedziała Joanna wlokąc Anayę do chatki.
Avatar użytkownika
Anaya
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Eloise,
Rasa: Lodowy Elf
Aura: Silna aura o barwie głównie cynowej, mieszającej się z przebłyskami żelaza. Cała powłoka pokryta jest srebrzystą spiralą, wśród której widnieją batrachitowe kropki. Otacza ją szmaragdowy blask, w którym widać cień dawnego, szafirowego odcienia. Słychać dźwięki przypominające zawodzenie upiorów lub czegoś, co już raczej żywe nie jest, powoduje ciarki i wywołuje lekki strach. Zmysłowy szept wymieszany z przepiękną wonią perfum uspokaja, natomiast śmiech dzieci oraz liczne głosy sprawiają, iż łatwo zapomnieć o tym, co dało się słyszeć z początku. Niesie wraz z sobą zapach lasu iglastego. Powierzchnia emanacji charakteryzuje się twardością oraz daje popis przez wyginanie się w najróżniejsze strony, kusząc swą aksamitnością, by następnie zaniepokoić ostrymi brzegami. Lepi się do podniebienia, pozostawiając gorzki posmak, który niechętnie znika.
Wygląd: Szczupła, wysoka - ma nieco ponad sążeń wzrostu. Jej duże, błyszczące oczy o bystrym spojrzeniu miały kolor jaskrawego błękitu. Gęste i miękkie jak jedwab włosy w kolorze biało-złotym sięgały za łopatki. Z pomiędzy lekko falowanych kosmyków sterczą spiczaste uszy. Jej cera była blada, policzki delikatnie zarumienione, a usta jasnoczerwone. Łagodne rysy twarzy sprawiały, ... (Więcej)

Postprzez Alan » So sie 15, 2015 9:57 pm

Alan był w szoku gdy ujrzał, iż jest w polu siłowym i nie może nic zrobić. Słowa wiedźmy brzmiały poważnie i groźnie. Zeheryzalda niestety też była koło maga. Na szczęście podsunęła mu księgę zaklęć.
,,Co my tu mamy? Bla bla bla to nie pomoże, to też nie, ale to..."
Alchemik wypowiedział formułkę i stuknął kosturem.
,,Nie pomogło!? Jak to!? To moje najsilniejsze zaklęcie."
Alan rzucił księgą o ziemię.
- Anaya zostanie poćwiartowana, a ja nie umiem się wydostać z pola siłowego. Chwila... mam pomysł!
Mężczyzna zawołał głośno Joannę. Staruszka wyszła po chwili z chatki.
- O co chodzi?
- Przemyślałem twoją propozycje. Co chcesz abym uczynił?
- Wiesz, sama nie pomyślałam. Chwileczkę. Aha, mam dla ciebie zadanie. Będzie bardzo trudne, a zarazem proste do wykonania. Zabijesz tę dzikuskę! Hahahhaha!
Zaśmiała się przeraźliwie wiedźma. I uwolniła maga.
- Teraz cię do niej zaprowadzę. Ależ pan będzie zadowolony. Mag zabija dzikuskę. Hahaha!
- Wcale mi na niej nie zależy. Zabiję ją bez problemu. Też mi zadanie.
- Oczywiście, oczywiście.
Alan wszedł do domu. Kazał Zeheryzaldzie zostać na zewnątrz. Wnętrze domu było ciemne i szare. Pachniało tam różnymi ziołami. Nagle wiedźma otworzyła klapę w podłodze. Zeszli po schodach. Wąski korytarz sprawiał, iż Alanowi robiło się słabo.
- Nieźle się urządziłaś. Tylko dlaczego te korytarze są takie wąskie?
- A co? Masz klaustrofobie kochany? Nie martw się już dochodzimy.
- Ależ skąd!
Weszli do dużego pomieszczenia, jakby jaskini. Na środku stał marmurowy stół a na nim leżała Anaya. Wyglądała jakby umarła. Joanna dała magowi srebrny nóż.
- Proszę. Czyń swą powinność. Pan tu jest i patrzy na ciebie.
- Tak, już.
Alan stanął nad Anayą z nożem. Uniósł srebrny sztylet do góry i zadał cios. Wycelował w stół między ręką a klatką piersiową.
- Brawo, brawo! Panie to dla ciebie!
Joanna zdjęła zaklęcie z elfki tańcząc i śpiewając ze szczęścia.
- Ty głupia jędzo! Myślałaś, że ci się uda!? Jesteś naiwna i głupia!
- Mylisz się, wszystko przewidziałam. Hahaha!
Rozległ się śmiech straszniejszy od poprzedniego.
Avatar użytkownika
Alan
Szukający drogi
 
Rasa: Człowiek Mag-Alchemik
Aura: Silna aura promieniuje szafirowym blaskiem, zza którego dojrzeć można srebrzystą barwę mieszają się z rtęciowymi pasami. Słychać przy niej spokojny szmer wody połączony z uczuciem wilgotności. Jeśli dobrze się przyjrzy można dostrzec unoszące się nad powłoką maleńkie skrzące się błękitem kropelki. Z zamyślenia wybudzają grzmoty, które okazują się jeszcze wciąż odległe, choć można poczuć delikatne drętwienie na skórze. Po chwili rozbrzmiewa śmiech dzieci wraz z innymi wesołymi głosami, sprawia to iż puls przyspiesza. Niesie woń starych, zakurzonych ksiąg. Powierzchnia gnie się z łatwością, pozwalając na ujrzenie ostrych wykończeni, skrywających jej gładkość. W smaku raz lepi się uparcie by niespodziewanie stać się suchą, a następnie taką jak wcześniej.
Wygląd: Wysoki mężczyzna, ma niewiele ponad sążeń wzrostu. Jego włosy są koloru ciemnobrązowego z lekkimi odcieniami czerni, gęste i zdrowe opadają luźno na skronie. Oczy bystre, jaskrawoniebieskie z ciekawością i uwagą obserwują otoczenie. Twarz pokryta lekkim zarostem pociągła, młoda, próżno szukać na niej blizn czy innych skaz. Nie często gości na niej choćby cień ... (Więcej)
Uwagi: Bardzo, a wręcz panicznie boi się pająków. Nie znosi także ciasnych pomieszczeń (klaustrofobia).

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Mroczne Doliny

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron