[Mauria i okolice] Pragnienie


Miasto położone na północny-zachód od Mglistych Bagien, otoczone gęstą puszczą, jedyną droga prowadząca do miasta jest dolina Umarłych lub też nie mniej niebezpieczne bagna. Niewielu tutaj przybywa miasto zaczyna wymierać, gdyż młodzi jego mieszkańcy uciekają stąd jak najdalej od tajemniczej Doliny Umarłych.

Postprzez Mitra » So sty 19, 2019 11:51 pm

        - Podziwiam szczerość - zgodził się Mitra, bo faktycznie, nie spodziewał się, że wampir będzie aż tak bezpośredni. A towarzyszący mu przy tym dobry humor był tym bardziej zaskakujący, jakby cieszyło go to, że nekromanta może kiedyś przejąć nad nim kontrolę. I gdyby chodziło tylko o to, że użyje tej umiejętności do samoobrony, to może faktycznie byłby to powód do radości, lecz…
        - Nie obawiasz się, że wykorzystałbym to przeciwko tobie? - dopytał, bo właśnie to zatruwało jego myśli.
        - Co prawda mogę ci obiecać, że ci tego nie zrobię i nawet tego nie rozważam ani nie rozważałem, ale twoja wiara we mnie mnie zaskakuje - mruknął, jakby był po równi zażenowany i zadowolony tym, jak dużą wiarę pokładał w nim skrzypek. - Dziękuję.

        Aresterra patrzył na Aldarena wzrokiem bardzo spokojnym - nie miał mu za złe, że chciał się ulotnić, gdy on będzie zajęty przegrzebywaniem ksiąg, choć żałował trochę, że wampir opuści go tak szybko. Chyba przyzwyczaił się do jego towarzystwa i do tego, że ma z kim skonsultować swoje myśli, nawet jeśli nie otrzyma elokwentnej, merytorycznej odpowiedzi. Skrzypek władał innymi dziedzinami magii, a poza tym miał rozliczne inne talenty, nekromanta nie oczekiwał więc od niego, że będzie znał się również na nekromancji.
        - Rozumiem, spokojnie - zapewnił wampira, gdy ten nagle uznał, że jego porównanie mogłoby go urazić, choć tak naprawdę nie zwrócił na nie większej uwagi. - Nawet nie zwróciłem na to uwagi, naprawdę. To tylko powiedzenie.
        Mitra wyglądał na zaskoczonego, a może nawet lekko przerażonego tą lawiną pytań, którą wylał z siebie Aldaren chwilę później. Starał się wszystkie z nich zapamiętać, by na nie odpowiedzieć, ale na niektóre nie było wcale tak łatwo znaleźć odpowiedź. Na przykład na to o pomoc Adama. On był, owszem, fachowcem, ale czy Mitra chciał się z nim konsultować i dzielić swoimi problemami?
        - Hm, tak… - zaczął Aresterra, gdy już pozbierał swoje myśli. - Nic nie potrzebuję, dziękuję. Wczoraj i dziś przyniosłeś mi tyle jedzenia, że będę to jadł dwa dni, nie potrzebuję więcej. Nie jadam zresztą ani wiele, ani regularnie, więc tym się naprawdę nie przejmuj. Ale nie jestem jakby co wybredny, choć lubię ostre, kwaśne jedzenie - to tak na przyszłość gdybyś był ciekaw. Na ten moment jednak niczego mi nie potrzeba, dziękuję. I nie chcę widzieć dell Amerdy, bez urazy, ale jest zbyt wścibski, bym chciał go bardziej w to mieszać. A ty wróć kiedy tylko będziesz miał ochotę… Jeśli o mnie chodzi nawet nie musisz wychodzić, mógłbyś po prostu tu ze mną posiedzieć, ale skoro masz coś do załatwienia, nie będę cię powstrzymywał. Do zobaczenia, Aldarenie. Dziękuję, że do mnie wpadłeś. I dziękuję za poczęstunek - dodał, salutując wampirowi miseczką z cząstkami pomarańczy.
        Mitra patrzył za wampirem, gdy ten wychodził z jego posiadłości nawet wtedy, gdy był na korytarzu i już go nie było widać. Opuścił wzrok dopiero gdy usłyszał trzaśnięcie zamykanych drzwi. Zaraz jednak drgnął, bo usłyszał na piętrze straszny raban i dźwięk brzmiący jak skrzek smoka. Po chwili rozległ się łomot na schodach, po którym ujawnił się twórca tego zamieszania - Żabon, który chyba dopiero teraz się ocknął i jak strzała pomknął do przedpokoju, by zeżreć intruza.
        - Spóźniłeś się z leksza - sarknął na niego Aresterra. Mały demon jednak trochę się jeszcze dla formalności poawanturował pod drzwiami, a potem bardzo z siebie zadowolony, że przegnał niebezpieczeństwo, poszedł do salonu, gdzie przebywał Mitra. Rozpędził się od progu i wskoczył na fotel niedawno zajmowany przez Aldarena - jedyną wystarczająco dużą, miękką przestrzeń w pokoju. Z ukontentowaniem zaczął się wiercić i wywijać w powietrzu łapami.
        - Leń - skomentował go Mitra. - Jak będziesz tyle leżał i żarł, to zaraz będziesz się toczyć, a nie chodzić.
        Żabon wydał z siebie bulgot pogardy, bo wcale nie brał sobie do serca komentarzy nekromanty. Umościł się w końcu i nakrywając mordę uszami zasnął. Aresterra przez moment jeszcze się na niego patrzył, jakby chciał się upewnić, że demon nie będzie rozrabiał, po czym wrócił do przeglądania ksiąg.

        Kilka godzin później wokół Mitry leżał imponujący wianuszek otwartych na różnych stronach ksiąg, choć gdyby chcieć szukać jakiegoś klucza, na którego podstawie wybrane zostały te konkretne fragmenty, trzeba by się naprawdę nieźle naszukać. Myśli Aresterry krążyły po wielu torach jednocześnie, zmierzając jednak do jednego celu. Na moment zupełnie skupił się na szukaniu jakiegoś remedium na swój paraliż. Ba, niedługo po wyjściu Aldarena spróbował najprostszego z możliwych rozwiązań i spróbował sam zdjąć z siebie skutki działania klątwy. Był wszak niebianinem i całkiem nieźle znał magię życia, miał szansę powodzenia… Lecz brak czucia nie ustąpił ani na jotę. Uszkodzenie było natury magicznej i działanie na nie druidycznymi czarami leczniczymi na wiele się nie zdało. Mitra dość szybko doszedł do wniosku, że szansę miałby korzystając z magii niebiańskiej, lecz tej jak na złość nie znał i co więcej nie miał na jej temat żadnej księgi - ot, jak to się mówi, szewc bez butów chodzi, a niebianin nie zna własnej szkoły magii.
        Po pewnym czasie Aresterra zrobił sobie przerwę. Zaschło mu w gardle i poczuł głód, choć wcześniej zjadł kawałek chleba i przyniesione przez Aldarena owoce. Oczywiście nie wszystkie, bo pożarcie ich tak bezmyślnie na raz byłoby barbarzyństwem - Mitra wolał zostawić sobie kilka pomarańczy na później, by móc się nimi dłużej delektować. Naprawdę je lubił, ale sam nigdy nie zadbał o to, by jakoś się w nie zaopatrzyć. Jadł po to, aby żyć, nie zaprzątając sobie specjalnie głowy jakością potraw i smakiem, o ile nie było to coś, za czym wybitnie nie przepadał. Teraz więc - by zaspokoić głód - sięgnął po resztę tego, co przyniósł mu Aldaren. Jednemu ze sług kazał przynieść sobie talerz i sztućce, by nie odgryzać kęsów mięsa z całego kawałka jak jakiś barbarzyńca. Chleb również wolał mieć pokrojony tym razem na przyzwoite kromki, lecz z racji tego, że sam nie był w stanie tego zrobić, znowu skorzystał z pomocy swoich ożywieńców. Zapach przygotowywanego jedzenia sprawił, że obudził się Żabon i doskonale pamiętając, że Mitra nie zgadzał się na podbieranie swoich posiłków, obrał nową taktykę, dość łatwą do przewidzenia - szantaż emocjonalny. Zeskoczył na ziemię i zbliżył ostrożnie do nekromanty. Wyglądał żałośnie - kulił się, a jego uszy wisiały smętnie, gdy patrzył na Mitrę smutnymi oczami i cichutko popiskiwał. Mitra z początku patrzył na niego niewzruszenie, czekając aż mu się znudzi. Później westchnął.
        - Takie sztuczki na mnie nie działają - oświadczył. Żabon przez moment się wahał, ale nie odpuścił odgrywania swojego małego dramatu.
        - Przestań udawać wymoczka. Siad. Siad, mówię.
        Żabon stęknął, ale posłusznie posadził zadek na ziemi - wtedy Mitra rzucił mu jedną z przygotowanych kanapek, którą cwana bestia złapała w locie.
        - O, teraz nie jesteś już taki biedny i zbolały? - sarknął nekromanta, a demon zaskrzeczał na niego z pełną mordą, by się od niego odwalił.
        Mitra podrzucił Żabonowi jeszcze jedną taką kanapkę, po czym wrócił do swoich poszukiwań. Skupił się na księgach z posiadłości Fausta, bo doszedł do wniosku, że skoro to wampir maczał palce we wszystkich pułapkach w kryptach, odpowiedź mogła czaić się w jego księgozbiorze - w końcu to z nich wampir czerpał swoją wiedzę.
        Jednak cały czas gdzieś z tyłu głowy Mitry kołatała się myśl, że to być może grymuar będzie odpowiedzią na jego dolegliwość. Ilość wiedzy, jaka zawierała się w tej księdze, przyprawiała o zawrót głowy - jeśli czegoś tam nie było, to nie istniało… A być może Krazenfirowie, znając możliwości swojego patrona i jego zakusy, zawarli w swoim dziele informację o tym, jak sobie z nim poradzić. Aresterra coraz bardziej przywiązywał się do myśli, że to, co miało być tylko prowokacją, która miał udowodnić mu czy Aldarenowi bardziej zależy na nim czy na księdze, nie było tylko hipotetycznym pytaniem, a realnym rozwiązaniem. W końcu ta wersja przeważyła - Mitra zdecydował, że to z pomocą grymuaru postara się znaleźć odpowiedź na dręczące go pytanie.
        - Chcę iść na górę - oświadczył swojemu słudze, który miał za zadanie tam go odholować. Obiecał co prawda Aldarenowi, że poczeka na niego z otwieraniem księgi, ale o klucz mógł postarać się jeszcze przed jego przybyciem - to chyba nie liczyło się jako złamanie obietnicy?
        Już będąc w sypialni Mitra usiadł na swoim łóżku z podkulonymi nogami i wyciągnął z szafki nocnej oba naszyjniki należące do braci Krazenfir. Położył je obok siebie na narzucie, jeszcze chwilę rozważając czy powinien ich użyć. Podniósł wzrok na stojące przed nim duchy nekromantów.
        - To tylko przedmioty - oświadczył.
        - Zastanów się jeszcze - odpowiedział mu Wergilus.
        - Nie przyjmę waszych warunków.
        - Wiesz z czym to się wiąże? - drążył duch.
        - Wiem. Otworzę go bez waszej pomocy. Wasze pragnienie zemsty na Aldarenie jest bezzasadne - oświadczył.
        - Jesteś zuchwały.
        - I bardzo głupi.

        - A wy jesteście martwi - podpowiedział jakże uprzejmie Mitra, zaczynając ostrożnie składać naszyjniki ze sobą.

        Gdy Aldaren wrócił do posiadłości nekromanty, tym razem został wcześniej dostrzeżony przez Żabona, który od razu słyszał, że ktoś wchodzi i pobiegł się z nim policzyć. Widząc jednak, że to przyjaciel zatrzymał się w progu salonu, pogapił chwilę, po czym wrócił do swojej przerwanej drzemki. Zamiast niego jednak na korytarz wyszedł Mitra. Szedł o własnych siłach, choć ostrożnie, cały czas asekurując się o ścianę. Wyglądał na jednocześnie zadowolonego i onieśmielonego, był jednak jeszcze bledszy niż poprzednio, o ile to jeszcze możliwe.
        - Udało mi się - powiedział cicho, to podnosząc wzrok na Aldarena, to znów go opuszczając. - Wszystko ustąpiło, gdy to założyłem...
        Mitra ostrożnie wziął do ręki naszyjnik, który spoczywał na jego piersi. Nie była to biżuteria, którą można by przeoczyć - na podwójnym łańcuchu spoczywał wisior wielkości dłoni, w którego środkowej części wyróżniała się wklęsła, gładka powierzchnia, jakby powinien się w niej znajdować okrągły kamień, którego albo nigdy nie wprawiono, albo później wydłubano.
        Aresterra podniósł na wampira wzrok, w którym widoczne było nieme pytanie "co sądzisz?", nie zadał go jednak na głos, bo chyba bał się co może usłyszeć w odpowiedzi.
Avatar użytkownika
Mitra
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
 
Inne Postacie: Sanaya, Jorge, Dżari, Skowronek, Yastre, Tioyoa, Kinalali, Widugast, Ijumara, Nikolaus, Kaikomi, Rael, Mniszek, Rianell, Sadik, Maximilaan, Rammi,
Rasa: Błogosławiony
Aura: Kiedy odwrócisz głowę, skuszony wyrazistością emanacji, dotrze do Ciebie niemal od razu jej świetlisty blask - nieskalany, anielski, kojący - migoczący żywo wśród zapachu fiołków, błogosławionego kwiecia. Po gładkich licach spływają jednak słone łzy, nie mające nic wspólnego z radością, a z ust oblepionych srebrną krwią płyną co prawda słowa łagodne, lecz także ostre i padające znienacka. Ale kto usłyszałby je wśród rozdzierających duszę krzyków agonii, gdy poczucie dojmującej straty tępi zmysły i każe spojrzeć głęboko w pełne goryczy oczy, gdzie w smętnej poświacie turmalinu odbija się nieprzewidywalna jaskrawość topazu? Błyska jak nagłe zafascynowanie i ginie niczym zduszone pragnienie, po czym pojawia się znowu, nie dając pozbierać myśli i gwałtownie przyspieszając puls. Może ukojenie przyniosą falujące swobodnie pod stopami atłasy w kolorze kobaltu, które ujrzysz gdy spłoszony w końcu spuścisz wzrok? Nie. Pod nimi ukryte są połamane kości. Resztki tworów z cynku, o brzegach ostrych i niebezpiecznych, nadal całkiem twarde, choć możesz na nie nastąpić licząc, że pokruszą się prędzej niż przebiją podeszwę buta. Jeśli tak się nie stanie, zbrukasz je posoką, lecz jeżeli siła będzie po Twojej stronie, wtedy pozostanie po nich jedynie miałki, miedziany pył, po którym wyjdziesz na zewnątrz.
Wygląd: Po ulicach Maurii włóczy się postać jakich wiele. Wysoka na równe sześć stóp, szczupła, na pewno żaden wojownik, raczej mag albo sługa. Chodzi szybko i porusza się energicznie, nie jest to więc żaden z nieumarłych. Ma szczupłe dłonie o długich palcach bez zgrubień w stawach, a krótkie i szerokie płytki paznokci świadczą o tym, że właściciel kiedyś obgryzał paznokcie. ... (Więcej)

Postprzez Aldaren » Pn sty 21, 2019 1:30 pm

        - Wątpię byś zaszkodził mi bardziej niż ja sam sobie szkodzę - odpowiedział z pogodnym uśmiechem, Drugi jednak nie podzielał jego zdania.
        - "Czyżbyś coś insynuował?" - Niemalże zawarczał z oburzeniem.
        - "Jakże bym śmiał" - zripostował z rozbawieniem i skupił się w pełni na Mitrze.
        - Nie musisz obiecywać, wiem, że tego nie zrobisz - poprawił nekromantę z zaskakującą pewnością siebie. - Jak już wczoraj wspominałem w drodze powrotnej, to, że spotkało cię w życiu wiele złego nie znaczy, że jesteś złym człowiekiem - powtórzył z ciepłym grymasem na twarzy.

        Po niedługim czasie i pożegnaniu się z Mitrą, wampir wyszedł z jego domu. Ciężkie ołowiane chmury wiszące złowrogo nad miastem groziły niemałą ulewą, a może nawet burzą, ale dzięki temu niewiele osób kręciło się ulicami miasta, przez co Aldaren miał spokojną drogę do swojego dawnego domu. Nie chciał tam znów zachodzić, ale musiał się dokładniej rozejrzeć. Obiecał to błogosławionemu. Po drodze jednak był świadkiem szarpaniny między młodą wampirzycą ledwo po przemianie i chłopcem, któremu wczoraj podarował swój płaszcz. Na środku drogi leżał jego pies oddając ostatnie tchnienie życia. Krwiopijczyni miała w kilku miejscach poszarpane ubranie, więc Aldaren nie musiał się dłużej zastanawiać co się tutaj stało.

        Podszedł do tej dwójki i położył dłoń na ramieniu kobiety, gdy w końcu udało jej się unieruchomić sierotę i przymierzała się właśnie do pożywienia się nim.
        - Prosił cię, żebyś go puściła. Łamiesz prawo, jeśli nie chcesz mieć nieprzyjemności ze strony swojego mistrza, lepiej wypuść dziecko - powiedział spokojnym tonem, patrząc surowo na bladą twarz, gdy nieumarła na niego spojrzała.
        - Odwal się! To mój syn, mogę z nim zrobić co chcę! - syknęła na skrzypka i uderzyła go w twarz, odwracając się gwałtownie. Trzy głębokie szramy na jego policzku zaraz zaczęły się goić, a on nawet na moment jej nie puścił. Jego spojrzenie niepokojąco spochmurniało, prawie że zmętniało.
        - Kto jest twoim mistrzem? Za wyrządzone szkody, choćby zabicie psa tego chłopca, powinnaś ponieść karę, a małemu należy się odszkodowanie. Zostaw go w spokoju jeśli nie chcesz narażać się na gniew swojego mistrza. W przeciwnym wypadku dopilnuję by twój pan nie wypłacił się do późnej starości tego chłopca. Wierz mi, lepiej zrobisz jeśli zapomnisz o synu i dasz mu spokój - powiedział stanowczo, wampirzyca struchlała, a chwilę później odeszła.

        W Aldarenie krew się gotowała. Jak można napadać bezdomne dzieci tylko przez to, że ma się więcej od nich przywilejów, siły i taki kaprys. Najgorsze, że ludzie, którym jakoś wiedzie się w życiu, mają dom i środki na jedzenie nie chcą zauważać tego problemu, a wspomagając od czasu do czasu jedzeniem czy ubraniami bezdomnych starają się zrzucić z siebie te wyrzuty sumienia. Odetchnął głęboko by opanować emocje i chciał w końcu poświecić uwagę chłopcu, ale tego nigdzie nie było. Westchnął ciężko z zakłopotaniem drapiąc się po karku, ale nie mając nic do roboty poszedł dalej. W końcu nie będzie się uganiał po mieście za jakimś dzieckiem, przecież nie był wcale lepszy od innych krwiopijców i przy nim maluch na pewno nie byłby bezpieczniejszy niż żyjąc na mauryjskich ulicach.

        Zamek obszedł trzy razy, zaglądając go każdego najmniejszego kąta u siebie w pokoju, w komnatach Fausta i na korytarzu. Nie było żadnych śladów, nawet kawałki mięsa mielonego, które było kiedyś sługami Fausta zniknęły. Jakby nigdy się tutaj nic nie wydarzyło. Aldaren miał coraz większy mętlik w głowie i zastanawiał się czy to wszystko nie są czasem jego urojenia, albo jakiś pokraczny sen... Właśnie! Może go już tak naprawdę nie ma, wykończony przez tamtego demona w kryptach, a może zmarły po dźgnięciu w bok przez Mitrę?
        - "Nie myśl tyle, bo ci to nie wychodzi" - burknął Drugi, ale nie kwapił się do pomocy czy wyjaśnień.
        - To co według ciebie powinienem zrobić? - westchnął z rezygnacją.
        - "Rzuciłbyś to wszystko w trzy diabły i wyjechał w góry. Nie rozumiem po co się stresować i nadwyrężać swoje i tak ograniczone już szare komórki."
        - A czemu mam się ciebie słuchać? Wolę tu zostać i pomóc Mitrze z grymuarem.
        - "Sam pytałeś i nie rozśmieszaj mnie. Znaczysz dla niego tyle co śnieg sprzed milenium, z resztą jak wszyscy i dla wszystkich. Pogódź się z tym, że jesteś nikim i..."
        - Znalazłem coś...
        - "Słuchaj co starsi mają ci do powiedzenia!"
        - Dobrze, jeśli będą mieli coś interesującego do powiedzenia - odgryzł się upiorowi i wszedł do niezamkniętej skrytki Fausta. Drugi się pieklił i miotał, tylko i wyłącznie dlatego, że Aldaren przestał go słuchać.

        W ukrytym pokoju nie znalazł według siebie nic interesującego oprócz masy zapisków w różnych językach... Choć z drugiej strony może właśnie coś udało mu się odkryć. Tym bardziej, że jedna z notatek była tak zapisana jakby Faustowi się nudziło i postanowił przyozdobić pergamin misternymi zdobieniami ciągnącymi się po całej długości od lewej do prawej, z góry do dołu strony. Nie miał pojęcia dlaczego te zdobienia tak przykuły jego uwagę, dopóki nie schylił się po tę kartkę, by włożyć ją do kieszeni płaszcza. Wtedy też wypadła mu z wewnętrznej kieszeni książeczka, którą wyjął z pudła dla Mitry. Bez większego wahania zdjął okrywającą dziennik skórę i ledwo go otworzył, gdy znalazł wystającą z niego kartkę z wypalonym, misternym napisem: "SKRZYPCE", zdradzającym się tym samym charakterem pisma, co zaadresowana do niego czy Mitry paczka.

        Nie przeglądając zawartości dziennika, opuścił zamek i szybkim krokiem skierował się w stronę cmentarza. Tam przywitał się z kopiącym kolejny dół grabarzem i poszedł do krypty gdzie zostawił wszystkie swoje rzeczy. Skupił swoją uwagę na instrumencie, którego bacznie oglądał aż nie zwrócił uwagi, że niektóre zdobienia są podobne do tych z tamtej kartki. W końcu zrozumiał, że to co wziął za niewiele znaczący ozdobnik w rzeczywistości było niezwykle artystycznym pismem, ale... nie umiał go rozpoznać. Będzie musiał się udać do jakiegoś skryby, albo kaligrafa by zasięgnąć pomocy. W tym wszystkim nie zwrócił uwagi na to, że miecz, który postawił ku pamięci Fausta między nagrobkami syna i narzeczonej, pokrył się krwistą rdzą i to w przeciągu jednej nocy. Włożył instrument do pustej torby i wyszedł zamykając za sobą wrota krypty.

        Po drodze do Mitry zastanawiał się czy jeszcze nie znaleźć kogoś, kto rozszyfrowałby znaki na skrzypcach, bądź chociaż podpowiedział jaki to język, ale zbliżała się już noc i coraz więcej wampirów chodziło po ulicach, więc wolał nie ryzykować ponownego zarobienia w twarz za niewinność.

        Tym razem zapukał i czekał. Minuty mijały, nikt nie otwierał. Westchnął ciężko i przepraszając w myślach nekromantę, wszedł do jego domu, gdzie od razu został "przywitany" przez Żabona. Jego groźny wyraz pyszczka wyglądał bardzo groteskowo nim demon stracił zainteresowanie i wrócił do drzemki.
        - Ciebie też miło widzieć, cieszę się, że dobrze się tu czujesz. Mam nadzieję, że nie sprawiasz Mitrze kłopotów - powiedział łagodnie, z rozbawieniem i zamknął za sobą drzwi po wejściu do środka.
        Po niedługim czasie usłyszał odgłos kroków na schodach, na które zwrócił swój wzrok. Niemałym zaskoczeniem był dla niego widok schodzącego o własnych siłach nekromanty, lecz szok szybko ustąpił miejsca niezmiernej radości. Był szczęśliwy widząc, że Mitra wraca do formy, choć jednocześnie zakuło go w piersi. Zignorował jednak to nieprzyjemne uczucie.
        - Nawet nie wiesz jak się cieszę, widząc, że odzyskałeś sprawność - odpowiedział szczerze i przełożył torbę tak by mieć ją za sobą, w końcu to nie było obecnie najważniejsze.
        Podszedł do schodów by pomóc Mitrze po nich zejść i być dla niego oparciem w drodze do salonu, ale jedyne co zrobił to zastygł i po chwili się cofnął. To nie miałoby najmniejszego sensu i spowodowałoby tylko konflikt jeśli wampir by go dotknął.
        - Cieszę się, naprawdę - mruknął z zakłopotaniem i jeszcze nieco usunął się z drogi, by po tym za nekromantą pójść do salonu. - Jak rozumiem nie posyłać po pana dell Amerda by cię przebadał? - zapytał dla pewności i siadł na przyniesionym z kuchni krześle by nie zrzucać drzemiącego w fotelu demona.  
        - Opowiesz mi? - spytał łagodnie, patrząc z zainteresowaniem na błogosławionego.
Avatar użytkownika
Aldaren
Mieszkaniec Sennej Krainy
 
Inne Postacie: River, Yve, Valerian, Kiraie, Dantalian, Dragosani, Veryvin, Selim, Mana,
Rasa: Wampir - przemieniony z człowieka
Aura: Już z daleka widnieje dosyć silny, szmaragdowy blask. Przypomina promienie słońca powoli skrywające się za linią horyzontu. Powłoka natomiast swym żelaznym kolorytem przywodzi na myśl różnorakie oręże i walki rycerzy w lśniących zbrojach. Kobaltowe, wijące się w nieregularny sposób pasma natomiast są niczym rzeki, a występujące gdzieniegdzie plamy barachitu można przyrównać do zaznaczenia lasów na mapie. Tu i ówdzie ktoś wymalował miedzianą farbą w bardzo staranny sposób nuty układające się w przyjemną melodię, wesoło poukładane na rtęciowej pięciolinii. W pewnym momencie naprawdę można to usłyszeć, muzyka jest na tyle spokojna, iż przynosi miłą ulgę dla zmysłów. Niespodziewanie można usłyszeć głosy i dźwięki tak dziwne i nietypowe, że nie da się ich sklasyfikować. U niektórych osób mogą spowodować niepokój, który potęgują niemożliwe do przewidzenia nagłe trzaski płomieni i chaotycznie sypiące się iskry oraz narastające ciepło. Można także wyczuć zapach świeżej krwi, a od czasu do czasu również ludzki pot, choć jest dość rzadkie zjawisko, stale zanikające. W dotyku natomiast twarda, co pasuje do jej głównego odcienia, giętka niczym falujące na wietrze liście drzew. Dodatkowo ostra niczym kieł wampira oraz niebywale aksamitna. Pozostawia po sobie pikantny posmak, połączony z lepkością, a czasem z suchością.
Wygląd: Ten młody, przystojny mężczyzna atletycznej budowy, rzeźbionej jak w kamieniu przez najznamienitszych artystów tchniętych bożą łaską oraz błogosławieństwem, mierzy sobie dziewięć i pół piędzi (188,1 cm) przy czym waży około czterech i pół kamieni (ok. 86 kg). Porusza się z gracją godną arystokraty, a jego miękki, łagodny głos rozbrzmiewa echem w uszach słuchających ... (Więcej)

Postprzez Mitra » Pn sty 21, 2019 11:41 pm

        Mitra leżał na swoim łóżku na piętrze - chyba się zdrzemnął po tym, jak złożył wisior Krazenfirów i wyczerpany napięciem nie umiał już utrzymać powiek. Dobrze, że w domu był Żabon, bo to on zaalarmował nekromantę, że ktoś dobija się do drzwi. Aresterra był trochę zaskoczony, bo spodziewał się, że wampir będzie już czuł się jak u siebie i nie będzie wygłupiał się w pukanie, ale najwyraźniej jednak jakieś stare przyzwyczajenia nie pozwalały mu z tego zrezygnować. W związku z tym Aresterra postarał się w miarę szybko pozbierać i zejść na dół, ale w międzyczasie skrzypek zdążył już sam wejść i nawet chyba przywitał się z tym małym głupolem, który bardzo poczuwał się do obrony domu, choć niezbyt póki co mu wychodziło.

        Mitra nie spodziewał się, że Aldaren będzie tak szczęśliwy na jego widok. Widział, jak wyraz zaskoczenia ustępuje miejsca radosnemu uśmiechowi, gdy do niego podchodził… I jemu również zrobiło się miło. Nawet wyraz jego twarzy - na co dzień czujny i spięty - lekko złagodniał, jakby już, już zaraz miał się uśmiechnąć. Kto jednak znał Aresterrę wiedział, że on się nie uśmiecha, więc nawet jeśli to miałoby się zmienić za sprawą skrzypka, było jeszcze sporo do zrobienia.
        Lecz zdarzyło się coś, co było ewenementem, bo gdy Aldaren zbliżył się do Mitry z jasnym zamiarem pomocy mu przy schodzeniu, ten zamiast się cofnąć, zatrzymać albo choćby wzdrygnąć, wyciągnął do niego rękę, jakby chciał tę pomoc przyjąć. Skoro jednak skrzypek zawahał się i odpuścił, błogosławiony udawał, że również nie to miał na myśli i kontynuował ruch ręki, sięgając poręczy. Nic się nie stało, wszystko było po staremu.
        - To miłe, dziękuję - odpowiedział Mitra, gdy Aldaren po raz kolejny zapewnił, że cieszy go jego stan. W milczeniu udał się do salonu, gdzie nie miał już tego komfortu, by asekurować się ścianami bądź meblami, szedł więc ostrożnie, powoli, jakby kroczył przez środek sali balowej, gdzie wszyscy na niego patrzyli w oczekiwaniu na to, aż się potknie albo popełni inną gafę. Przechodząc obok fotela przechylił się przez jego oparcie i trzepnął śpiącego tam Żabona w zadek, nie mocno, raczej po to by go tylko obudzić.
        - Złaź - rozkazał mu. - Na ziemię, paskudo, sio.
        Żabon ociągał się, ględził i udawał, że jeszcze śpi, ale gdy Aresterra po raz kolejny klepnął go w tyłek, powtarzając ostrzejszym tonem “złaź”, demon poczuł już, że żarty się skończyły i zeskoczył na ziemię.
        - Wybacz za niego - mruknął Mitra, otrzepując z fotela wyimaginowane kłaki i gestem zapraszając wampira by usiadł. - Nie będziesz się podporządkowywać tej małej cholerze i siedział na jakimś taborecie, mowy nie ma. Niech sobie znajdzie inne miejsce.
        Żabon z poziomu podłogi próbował dyskutować, ale został przez nekromantę zignorowany. Przynajmniej na moment, bo chwilę później Mitra podszedł do kanapy, na którą opadł z wyraź ulgą, po czym odsunął trochę papiery i poklepał siedzisko w dobitny sposób pozwalając małemu demonowi położyć się w tym miejscu. Oczywiście zaproszenia nie trzeba było dwa razy powtarzać.
        - Nie potrzebuję go, czuję się już coraz lepiej - zapewnił Aldarena bez chwili wahania i nie było w tym żadnego głupiego bohaterstwa. Po prostu czuł się już lepiej i nie obawiał się, żeby ten stan miał się pogorszyć.
        - Oczywiście - zgodził się z prośbą wampira. Nim jednak zaczął, wziął w obie dłonie masywny naszyjnik i chwilę obracał go w palcach.
        - Nie planowałem zaczynać bez ciebie - zaczął. - Nie spodziewałem się po prostu, że to będzie tak wyglądało. To, co mam na szyi, to naszyjniki noszone przez braci Krazenfir, zabrałem je z krypty. Wiedziałem, że to one są kluczem do otwarcia grymuaru. Myślałem, że tylko je razem złożę, ale okazało się, że to nie takie proste… Trochę ciężko było to zrobić jedną ręką, są prawdziwą łamigłówką i teraz pewnie bym ich już nie rozłączył, ale nie zamierzam tego robić. Ten medalion jest przesycony taką siłą Krazenfirów, że aż czułem to na skórze i coś mnie tknęło, by go założyć. Cóż… bolało - przyznał, poruszając palcami prawej dłoni, jakby sprawdzał czy jednak było warto. - Jakbym zanurzył rękę we wrzątku. Gdybym miał też sparaliżowaną twarz i bym to poczuł to chyba bym zemdlał z bólu. Ale gdy to przeszło, wróciło mi czucie. Jeszcze trochę mrowi, trochę jakbym wcześniej ścierpł, ale z każdą chwilą jest lepiej. Odzyskałem czucie i władzę nad ciałem - podsumował nekromanta, spoglądając na Aldarena, jakby teraz oczekiwał jego opinii. Z początku zdawało się, że był z siebie całkiem zadowolony, ale po chwili zacisnął wargi i opuścił wzrok.
        - Przepraszam, że zrobiłem to pod twoją nieobecność - powiedział. - Ale nie spodziewałem się, że to takie ważne… Że to zadziała na mój paraliż. Myślałem raczej, że odpowiedź będzie tkwiła w grymuarze. Te naszyjniki póki były osobno ledwo miały jakąś aurę, ale gdy je połączyłem to prawie oślepiają, tak silna magia w nich jest. Nie zastanawiałem się nawet nad tym co robię zakładając je, to było instynktowne.
        Mitra odetchnął. To była prawda - nie planował nosić tego medalionu, z natury był bardzo ostrożny w podejściu do tego typu artefaktów, jednak coś mu podpowiedziało, że to mu pomoże. I tym czymś nie byli bracia Krazenfir. Ci, wyklinając na nekromantę w wysublimowany, ale jadowity sposób, zniknęli gdy zaczęło mu iść z naszyjnikami. Ostrzegli, że jeszcze pożałuje, ale póki co nic nie zapowiadało, że spełnią swoje groźby. Mitra czuł się coraz silniejszy i wierzył, że poradzi sobie bez pomocy nieżyjących od lat braci.
        - A jak tobie minął dzień? - zapytał jeszcze, zmieniając temat dyskusji. Mieli czas, by jeszcze spokojnie porozmawiać nim zajmą się otwieraniem grymuary, które miało rozpocząć się dopiero o północy.
        Mitra wstał z kanapy. Cały czas asekurując się o meble skierował się w stronę barku, a widząc, że Aldaren wyrywa się by mu pomóc, wstrzymał go gestem.
        - Dam radę - zapewnił go. - Pozwól, że tym razem to ja ciebie obsłużę, proszę.
        To powiedziawszy nekromanta wybrał z barku dwie szklanki i postawił je na stoliku między fotelem a kanapą. Otworzył przyniesiony wcześniej przez skrzypka koniak i nalał go szczodrze do obu kieliszków, przekonany, że skrzypek również go lubi.
        - Na zdrowie - życzył wampirowi, przesuwając mu jedno z napełnionych szkieł. Sam wziął do ręki drugie i usiadł na swoim poprzednim miejscu. - I na szczęście.
Avatar użytkownika
Mitra
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
 
Inne Postacie: Sanaya, Jorge, Dżari, Skowronek, Yastre, Tioyoa, Kinalali, Widugast, Ijumara, Nikolaus, Kaikomi, Rael, Mniszek, Rianell, Sadik, Maximilaan, Rammi,
Rasa: Błogosławiony
Aura: Kiedy odwrócisz głowę, skuszony wyrazistością emanacji, dotrze do Ciebie niemal od razu jej świetlisty blask - nieskalany, anielski, kojący - migoczący żywo wśród zapachu fiołków, błogosławionego kwiecia. Po gładkich licach spływają jednak słone łzy, nie mające nic wspólnego z radością, a z ust oblepionych srebrną krwią płyną co prawda słowa łagodne, lecz także ostre i padające znienacka. Ale kto usłyszałby je wśród rozdzierających duszę krzyków agonii, gdy poczucie dojmującej straty tępi zmysły i każe spojrzeć głęboko w pełne goryczy oczy, gdzie w smętnej poświacie turmalinu odbija się nieprzewidywalna jaskrawość topazu? Błyska jak nagłe zafascynowanie i ginie niczym zduszone pragnienie, po czym pojawia się znowu, nie dając pozbierać myśli i gwałtownie przyspieszając puls. Może ukojenie przyniosą falujące swobodnie pod stopami atłasy w kolorze kobaltu, które ujrzysz gdy spłoszony w końcu spuścisz wzrok? Nie. Pod nimi ukryte są połamane kości. Resztki tworów z cynku, o brzegach ostrych i niebezpiecznych, nadal całkiem twarde, choć możesz na nie nastąpić licząc, że pokruszą się prędzej niż przebiją podeszwę buta. Jeśli tak się nie stanie, zbrukasz je posoką, lecz jeżeli siła będzie po Twojej stronie, wtedy pozostanie po nich jedynie miałki, miedziany pył, po którym wyjdziesz na zewnątrz.
Wygląd: Po ulicach Maurii włóczy się postać jakich wiele. Wysoka na równe sześć stóp, szczupła, na pewno żaden wojownik, raczej mag albo sługa. Chodzi szybko i porusza się energicznie, nie jest to więc żaden z nieumarłych. Ma szczupłe dłonie o długich palcach bez zgrubień w stawach, a krótkie i szerokie płytki paznokci świadczą o tym, że właściciel kiedyś obgryzał paznokcie. ... (Więcej)

Postprzez Aldaren » Pt sty 25, 2019 10:59 pm

        Choć zapewne nigdy by się do tego nie przyznał, Aldarenowi ciężko było spuścić wzrok z Mitry, gdyż obawiał się, że jego przyjaciel zaraz runie na podłogę bez władzy w ciele i zacznie się zwijać z bólu. To, że nie ufał zgromadzonym przez nekromante artefaktom z Thulle było mało powiedziane. Choć zdawał się nadążać za postępem cywilizacyjnym, wciąż był "starej" daty i nie wierzył, że takie przedmioty mogły być nieszkodliwe dla właściciela. Według wampira działały one na zasadzie cyrografów podpisywanych z piekielnymi najczęściej, które w zamian za coś rościły sobie prawo do ciała i duszy desperata... W sumie obecne Kontrakty Ciała działały na tej samej zasadzie i również zawierane były z mrocznymi mocami, acz nekromanci i liche mogli być bardziej wyrozumiali, bo sami kiedyś byli ludźmi. Najchętniej przekonałby Mitrę do spalenia wisiorów i księgi, i choć sprowadzały jedynie kłopoty, wątpił by to coś dało oprócz oczywiście prawdopodobnej kłótni. Skrzypkowi więc nie pozostało nic innego jak tylko przełknąć swoje obawy i pomóc blondynowi z otwarciem grymuaru, co musiało być jego największym pragnieniem może nawet przez ostatnich kilkanaście lat.
        - "A po tym nie będziesz mu już potrzebny, staniesz się jedynie kulą u nogi" - uświadomił go Drugi pełny przekonania, że tak na pewno będzie. - "Pamiętaj tylko, że wciąż jestem za wyjechaniem w góry, dawno nie byłem w okolicach Łez Rapsodii. W porządku, od biedy może być Karnstein, będziesz się czuł tam jak w domu." - Zaśmiał się z rozbawieniem, a huczący w głowie skrzypka, nieprzyjemny rechot przyprawiał go o migrenę.
        - "Nie raz już mówiłem co zrobię jeśli przestanę być potrzebny, a ktoś taki jak ty na pewno nie zmieni mojej decyzji" - odparł posępnie, choć już dawno był pogodzony z takim stanem rzeczy i cokolwiek się nie stanie, tak właśnie skończy się ostatecznie jego nędzna egzystencja.
        - "Ni w ząb ciebie nie rozumiem. Wychowywał cię arystokrata, dorastałeś jak arystokrata, jesteś arystokratą, więc na wszystkie nie świętości tego świata czego zachowujesz się jak niewolnik?!" - wydarł się na niego, powoli tracąc cierpliwość i coraz bardziej mając w poważaniu to, że Aldaren nie chce mu dobrowolnie oddać nad sobą kontroli.
        - "To ty chcesz zrobić ze mnie swojego niewolnika twojej woli. Moja egzystencja nie ma większego znaczenia, więc jeśli choćby przez chwilę będzie ktoś, komu będę potrzebny i moja pomoc go uszczęśliwi, sam będę szczęśliwy."
        - "Kup sobie pierdzącego tęczą jednorożca, uszczęśliwisz wszystkich i póki nie zdechnie będziesz musiał żyć! Genialny plan, więc zabieraj dupę w troki i szukaj handlarza jednorożców! Mi jesteś potrzebny! Dlaczego mojej potrzeby nie uszanujesz i nie oddasz mi kontroli nad swoim ciałem, skoro dla ciebie ono nie ma większej wartości!" - Gniew Drugiego niemal boleśnie rozsadzał Aldarenowi czaszkę od wewnątrz, ale lazurowooki nie zamierzał ani na moment ustąpić upiorowi.
        - "Nie martw się przyjacielu, dopilnuję byśmy razem skończyli w Czeluściach." - Uśmiechnął się smętnie do swoich myśli i na ten moment odciął się od demona.

        W salonie, widząc na swoim poprzednim siedzisku śpiącego uroczo Żabona, Aldaren postanowił przynieść sobie coś do siedzenia, lecz słysząc uwagę nekromanty, zrezygnował i usiadł na fotelu, ustawiając torbę obok siebie by i tych skrzypiec nie zgnieść. Co prawda były podejrzane, ale obecnie były jedyną rzeczą w życiu, której mógł powierzyć wszystko. Swoje serce, myśli, uczucia, całego siebie, bez obaw, że wywoła tym jakiś konflikt. Poza tym muzyka była ostatnią miłością jaka jeszcze mu pozostała w jego żałosnym nie-życiu, acz było blisko by i jej nie stracić. Z faktu, że mała pokraka przez niego została przegoniona, nie czuł się najlepiej, więc spojrzał na małego demona przepraszająco, będzie musiał później kupić mu coś w ramach przeprosin. W końcu Żabon był na swoim, a to Aldaren był gościem-intruzem. Szybko uciekł od swoich myśli, widząc, że nie dążą one w dobrym kierunku i skupił uwagę na Mitrze. Tym bardziej, że sprawa jaką mieli do omówienia, była ważniejsza od wszystkiego innego.

        - W porządku - odpowiedział i można by się zastanowić czy chodziło mu o przeprosiny Mitry, czy o pomysł przyprowadzenia elfiego medyka.
        Nie było sensu nic więcej mówić, bo liczył się jedynie stan błogosławionego i jego zdrowie, tym bardziej, że zapewnił, iż czuł się już lepiej. Poza tym chwilę później blondyn zaczął relacjonować krwiopijcy łączenie amuletów. Aldaren słuchał go z uwagą i powstrzymywał się od komentarza nawet gdy słyszał o bólu jaki został na Mitrę zesłany. Może i nic nie mówił, ale wyraźnie było widać na twarzy nieumarłego spięty grymas, po którym spuścił z przyjaciela wzrok na Żabona. Że też zebrało mu się na spacer... Gdyby został...
        - "...niewiele by to zmieniło, co najwyżej nekromanta wciąż by nie chodził" - prychnął Drugi, dokańczając tę myśl za Aldarena. Wampir westchnął dalej mając sobie za złe, że wyszedł i nie był z Mitrą, nawet jeśli faktycznie nie byłoby żadnej różnicy.
        - "Chuchasz i dmuchasz na niego jakby był dzieckiem. To dorosły facet, który bez większego namysłu mógłby przebić cię srebrnym kołkiem, albo uczynić cię jednym ze swoich sługusów... Acz do jednego dążysz, a drugim już jesteś, ehhh..."
        - Nie masz za co przepraszać, naprawdę. - Uśmiechnął się do niego przyjaźnie, acz musiał włożyć w to masę wysiłku by nie wyglądało to wymuszenie. - Cieszę się, że pomogło na paraliż... - "choć mogło to być tragiczne w skutkach, nawet jeśli skończyło się jedynie na okropnym bólu" - dokończył w myślach. Nie chciał sprawiać Mitrze przykrości, dlatego wolał starać się cieszyć jego szczęściem.

        - Mi? - ocknął się nagle, nieco wybity z rytmu tą zmianą tematu. Zamyślił się przez moment, jakby wybierał momenty ze swojego popołudnia, które bardziej by zainteresowały nekromantę. - Zamczysko jest kompletnie opustoszałe, jeszcze nigdy nie widziałem żeby było tam tak niepokojąco martwo. Nie znalazłem nic ciekawego oprócz tego, że niektóre zdobienia na skrzypcach mogą być tak naprawdę literami... może pisma którejś z naturiańskich ras, ale nie jestem pewien, bo nigdy się tym nie interesowałem. Ale... nie o to pytałeś. Wybacz - mruknął spuszczając głowę.
        Przygnębiała go myśl, że za kilka godzin już więcej nie zobaczy nekromanty, lecz według Aldarena nie było innej możliwości by mieć pewność, że przez swoją naturę nigdy nikogo nie skrzywdzi i jednocześnie nie będzie zaśmiecał Łuski swoją bezproduktywną egzystencją. Nie miał już Mistrza, któremu mógł służyć, rodziny, którą mógłby się opiekować, a przyjaciele starali się go unikać, by pozostać bezstronnymi w konfliktach jakie skrzypek wszczął wśród części wampirzej społeczności. Był Mitra, ale Drugi miał rację. Na co mu wampir skoro liczyła się jedynie księga, a do tej już za niedługo błogosławiony w końcu zyska niczym nie ograniczony dostęp. Zostanie jeszcze tylko jedna kwestia do rozwiązania - poprosi o audiencję u Ariszii by zaostrzyła prawo i skazywała każdego nieumarłego mieszkańca, który chciałby lub zmuszał nieletnich do podpisania z nim jakiegokolwiek kontraktu. Wiedział, że będzie ciężko, ale nie miał nic do stracenia, mógł więc poświęcić dosłownie całego siebie by nakłonić ją do wprowadzenia tego przepisu w życie.
        Nagle dostrzegł kątem oka jakiś ruch i skierował wzrok w stronę kanapy, z której właśnie wstawał nekromanta. Skrzypek podniósł się by służyć pomocą i zająć się nalewaniem koniaku zamiast blondyna, ale jego słowa zatrzymały go w miejscu. Słyszał w nich niemą prośbę, a może chęć udowodnienia, że doskonale sam sobie poradzi skoro, samemu udało mu się pokonać paraliż. Aldaren uszanował jego wolę i z powrotem usiadł w fotelu, nie spuszczając czujnego spojrzenia z Mitry. Siedział jak na szpilkach gotów w każdej chwili rzucić się z miejsca, gdyby błogosławiony się potknął albo gdyby niedowład na nowo powrócił.
        - Dziękuję - mruknął pod nosem zawieszając spojrzenie na stojącej przed nim szklance. Nie mógł jednak po nią nie sięgnąć, a tym bardziej nie wypić wraz z przyjacielem, słysząc jego życzenia. Nieco się uśmiechnął i pokręcił lekko głową. - Mi się nie przydadzą, ale za twoje wypiję - odpowiedział może trochę enigmatycznie, ale nie dał szansy by o tym podyskutować, gdyż zaraz opróżnił szkło, przypieczętowując tym samym życzenia dla Mitry.
        - Jestem szczęśliwy, że dane było mi cię poznać. - Uśmiechnął się szczerze, ciepło do niebianina i odstawił naczynie na stół unikając już dalej jego spojrzenia, albo wpatrując się dla niepoznaki niby na niego, a tak naprawdę gdzieś w przestrzeń za nim, bądź po prostu zawieszając wzrok na Żabonie.
        - Masz jakiś konkretny plan działania co do otworzenia grymuaru? - zapytał dla zmiany tematu i odwrócenia uwagi od swoich wcześniejszych słów.
        Może on się za bardzo na tym nie znał, ale zdążył zauważyć, że to był temat, który Mitrę interesował, który potrafił sprawić, że nekromanta się rozgadywał, jak nie on. To było najlepszym dowodem na to, że pragnienie otworzenia księgi z Thulle i zgłębienie zawartej w niej wiedzy nie było wymyślone od tak z nudów tydzień temu, a raczej rozkładało się na przestrzeni kilku lat wstecz. Mógł się oczywiście mylić, ale wiedza niebianina w tym temacie i odpowiednie przygotowanie się do osiągnięcia tego celu bez wątpienia były bardzo żmudne i czasochłonne. Nie miał wątpliwości, że wysiłek i trud nekromanty jaki w to wszystko włożył na pewno mu się opłaci. Może po tym wszystkim blondyn będzie miał więcej czasu by zadbać o siebie i swoje życie towarzyskie. Może... może napotka na swej drodze piękną kobietę i będzie szczęśliwy u jej boku.
        - "Pierdzący tęczą jednorożec... Nie denerwuj mnie" - ostrzegł gniewnie Drugi widząc, jak jego nosiciel coraz bardziej odchodzi w mrok.
        - "Nie zamierzam. Daj spokój, proszę. Jeszcze tylko kilka godzin, naprawdę jestem już tym wszystkim zmęczony" - odparł mu żałośnie krwiopijca, można nawet rzec błagalnie i westchnął ciężko, uśmiechając się nieznacznie pod nosem za każdym razem, jak tylko Żabonowi zdarzyło się zachrapać.
Avatar użytkownika
Aldaren
Mieszkaniec Sennej Krainy
 
Inne Postacie: River, Yve, Valerian, Kiraie, Dantalian, Dragosani, Veryvin, Selim, Mana,
Rasa: Wampir - przemieniony z człowieka
Aura: Już z daleka widnieje dosyć silny, szmaragdowy blask. Przypomina promienie słońca powoli skrywające się za linią horyzontu. Powłoka natomiast swym żelaznym kolorytem przywodzi na myśl różnorakie oręże i walki rycerzy w lśniących zbrojach. Kobaltowe, wijące się w nieregularny sposób pasma natomiast są niczym rzeki, a występujące gdzieniegdzie plamy barachitu można przyrównać do zaznaczenia lasów na mapie. Tu i ówdzie ktoś wymalował miedzianą farbą w bardzo staranny sposób nuty układające się w przyjemną melodię, wesoło poukładane na rtęciowej pięciolinii. W pewnym momencie naprawdę można to usłyszeć, muzyka jest na tyle spokojna, iż przynosi miłą ulgę dla zmysłów. Niespodziewanie można usłyszeć głosy i dźwięki tak dziwne i nietypowe, że nie da się ich sklasyfikować. U niektórych osób mogą spowodować niepokój, który potęgują niemożliwe do przewidzenia nagłe trzaski płomieni i chaotycznie sypiące się iskry oraz narastające ciepło. Można także wyczuć zapach świeżej krwi, a od czasu do czasu również ludzki pot, choć jest dość rzadkie zjawisko, stale zanikające. W dotyku natomiast twarda, co pasuje do jej głównego odcienia, giętka niczym falujące na wietrze liście drzew. Dodatkowo ostra niczym kieł wampira oraz niebywale aksamitna. Pozostawia po sobie pikantny posmak, połączony z lepkością, a czasem z suchością.
Wygląd: Ten młody, przystojny mężczyzna atletycznej budowy, rzeźbionej jak w kamieniu przez najznamienitszych artystów tchniętych bożą łaską oraz błogosławieństwem, mierzy sobie dziewięć i pół piędzi (188,1 cm) przy czym waży około czterech i pół kamieni (ok. 86 kg). Porusza się z gracją godną arystokraty, a jego miękki, łagodny głos rozbrzmiewa echem w uszach słuchających ... (Więcej)

Postprzez Mitra » Pn sty 28, 2019 7:42 pm

        Choć Mitra mówił bez zawahania, w pewnym momencie lekko spuścił głowę i patrzył na Aldarena z byka. Zorientował się, że zrobił coś, co jemu się nie spodobało. Był przekonany, że zawiódł jego zaufanie, lecz trudno mu było za to przepraszać, bo naprawdę nie spodziewał się, że to będzie aż tak przełomowe. I… nie chciał też by Aldaren przy tym był przez wzgląd na duchy Krazenfirów, choć trudno było mu powiedzieć czego się obawiał. Wiedział już, że duchy nie mają żadnej mocy sprawczej, bo gdyby było inaczej, już dawno same zajęłyby się swoją zemstą na skrzypku, a nie starały się dokonać jej rękami niebianina. Ponadto było pewne, że tylko on je widział, bo nigdy nikomu nie uciekł wzrok w ich kierunku, choć przecież poruszali się w polu widzenia - nie chciał wyjść na wariata. Radził sobie z nimi, mimo że próbowali szeptać mu różne oszczerstwa pod adresem Aldarena, że próbowali go przekupić, składali nęcące obietnice i na zmianę to obrażali - w tym przodował Marius - to pochlebiali, co było domeną Wergilusa. Mitra z początku był w stanie nabrać się na ich sztuczki, lecz teraz nie było argumentów, które by go przekonały, bo miał już swoje własne zdanie na temat skrzypka i był w stanie wiele nad to przedłożyć.
        A jednak gdy tak czasami rozmawiali widać było, że choć oboje mieli szczere intencje, coś nie szło. Każdy miał swoje tajemnice, którymi nie dzielił się z drugim. Mitra milczał na temat duchów, na temat swojego samookaleczania się, o przeszłości wspominał niechętnie. Aldaren zaś za każdym razem gdy został o coś zapytany sprawiał wrażenie, jakby został wyrwany do odpowiedzi, na którą nie był przygotowany. Aresterra chciałby to zrzucić na karb nieśmiałości, lecz zdążył już zorientować się, że wampir wcale taki nie był, był wręcz duszą towarzystwa. Może… bał się mówić, bo myślał, że był przez niebianina uwodzony i sobie tego nie życzył, ale był zbyt kulturalny by go wprost odrzucić? Ale na wszystkie diabły, to były niewinne pytania, które zadawało się nawet kramarzom na targu. Może więc coś było w oczach Mitry, że był tak źle odbierany? Albo w tonie jego głosu? Błogosławiony nie wiedział co poradzić na to drugie, lecz na to pierwsze miał remedium: maskę. Gdy ją nosił wszystko było w porządku, nikt nie podejrzewał go o niejednoznaczne zamiary. Był wtedy odludkiem i obcesowym gburem, bo swoje myśli formułował szybko i jasno, lecz gdy teraz chciał się postarać być miłą, normalnie funkcjonującą w społeczeństwie jednostką, nagle okazywało się, że starał się za bardzo… Miał tego dość. Lepiej gdy był sam, gdy nie dawał się ponieść fałszywym nadziejom.
        Żadnej z tych myśli Mitra nie wypowiedział na głos. Nie można też było wyczytać z jego oczu jak złe były jego myśli, gdyż nie patrzył na wampira. Nagle jakby bardzo skupił swoją uwagę na Żabonie, który właśnie wiercił się przez sen i pochrapywał. Jedyne co go zdradzało to dłonie, które nie umiały znaleźć sobie miejsca i przesuwały się z jego kolan do naszyjnika, po czym splatały się razem, by zaraz znowu spocząć znowu na kolanach. Poniekąd zamaskowaniu tego zachowania służył pomysł z drinkiem: miał jednocześnie udowodnić Aldarenowi, że Mitra jest sprawny i spokojny.
        Wszystko szło niby dobrze, lecz odpowiedź skrzypka na jakże prozaiczny toast zaskoczyła nekromantę. Przez to nie od razu się napił, choć wampir szybko opróżnił swoją szklankę.
        - To brzmiało jak pożegnanie - wyznał szeptem, ale również nie zamierzał pozwolić na rozwinięcie tematu i napił się koniaku. Alkohol w takiej ilości palił przełyk i szybko rozgrzewał, Mitra nie powstrzymał dreszczu, który go przeszył zaraz po fali ciepła. Westchnął, kręcąc resztką koniaku w szklance.
        - Plan… - mruknął, obracając w palcach magiczny wisior i przyglądając mu się w zamyśleniu. - Tak. Częściowo. Wiem na pewno, że to jest klucz do kłódki. Nie wiem czy zwróciłeś uwagę, że ona nie ma dziurki na normalny klucz. Jest magiczna, to oczywiste. Nie mam na to dowodów, ale z materiałów, które zebrałem wnioskuję, że bracia Krazenfirowie byli kreomagami-hobbystami - powiedział takim tonem, jakby było to całkiem zabawne odkrycie. - Do tej wersji pasowałoby to w jaki sposób łączą się naszyjniki i kłódka na grymuarze. A znając już poniekąd relację między nimi a Faustem rozumiem, że bardzo zależało im na dobrym ukryciu swojej wiedzy. Aż dziw, że nie zdecydowali się spalić tego grymuaru… Ale rozumiem dlaczego tego nie zrobili. Każdy z nas ma w sobie pychę - zauważył trochę jakby sentencjonalnie, po czym zwilżył usta koniakiem.
        - Więc pytałeś o plan - wrócił do meritum sprawy. - Niestety nie zachowały się żadne informacje na temat tego jak przeprowadzić otwarcie grymuaru, ale jestem przekonany, że to będzie działało tak samo jak drzwi prowadzące do ich krypty… Ach tak, nie było cię, gdy je otwierałem, wybacz. W każdym razie to było coś w rodzaju magicznego pojedynku, pewnej zdolności manewrowania własną magią w sposób, by rozsadziła strukturę zaklęcia ochronnego od środka, jak woda wpuszczona w pęknięcie skały. Nie wiem jak będzie przebiegał ten rytuał, wolałbym więc przeprowadzić go w mojej pracowni w piwnicy - jeśli coś wybuchnie, nie zniszczę połowy miasta. Wolałbym jednak nie zostać po śmierci wcielony do straży za wysadzenie kilku dzielnic - zażartował w trochę kiepski sposób.
        - Chciałbym, byś był przy tym - dodał. - Nie wiem jak będzie przebiegał ten rytuał i czy dam mu radę albo co się będzie ze mną działo. Chciałbym, byś mnie pilnował. Byś przerwał jeśli zacznie dziać się coś złego. Ale też byś nie działał za szybko - zastrzegł. - Obiecasz mi, że postarasz się czekać do ostatniej chwili? Na pewno będzie to dla mnie sprawdzian moich umiejętności magicznych, może wyglądać źle, ale nie wiem czy jak raz przerwę to czy będę mógł powtórzyć próbę. Nie uwierzysz mi pewnie, ale na ból jestem bardzo odporny, nawet jakbym krzyczał to naprawdę wiele zniosę… Dasz radę to zrobić? - upewnił się Mitra. - Nie chodzi o moje bezpieczeństwo, chodzi o to, by to nie wymknęło się spod kontroli.
        Nekromanta spojrzał na wampira bardzo poważnie. On byłby w stanie coś takiego zrobić, był pewien, że nie pozwoliłby, aby sentymenty go powstrzymały… Ale co do Aldarena miał wątpliwości. Był wrażliwy i nie chciał krzywdzić nikogo w swoim otoczeniu, więc czy będzie gotowy na to, by przerwać rytuał, nawet jeśli będzie się to wiązało ze śmiercią Aresterry?
        - Pokażesz mi te skrzypce? - zapytał nagle, wyciągając lekko drżącą prawą rękę do wampira. - Może będę w stanie odczytać te transkrypcje... Trochę znam się na runach.
Avatar użytkownika
Mitra
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
 
Inne Postacie: Sanaya, Jorge, Dżari, Skowronek, Yastre, Tioyoa, Kinalali, Widugast, Ijumara, Nikolaus, Kaikomi, Rael, Mniszek, Rianell, Sadik, Maximilaan, Rammi,
Rasa: Błogosławiony
Aura: Kiedy odwrócisz głowę, skuszony wyrazistością emanacji, dotrze do Ciebie niemal od razu jej świetlisty blask - nieskalany, anielski, kojący - migoczący żywo wśród zapachu fiołków, błogosławionego kwiecia. Po gładkich licach spływają jednak słone łzy, nie mające nic wspólnego z radością, a z ust oblepionych srebrną krwią płyną co prawda słowa łagodne, lecz także ostre i padające znienacka. Ale kto usłyszałby je wśród rozdzierających duszę krzyków agonii, gdy poczucie dojmującej straty tępi zmysły i każe spojrzeć głęboko w pełne goryczy oczy, gdzie w smętnej poświacie turmalinu odbija się nieprzewidywalna jaskrawość topazu? Błyska jak nagłe zafascynowanie i ginie niczym zduszone pragnienie, po czym pojawia się znowu, nie dając pozbierać myśli i gwałtownie przyspieszając puls. Może ukojenie przyniosą falujące swobodnie pod stopami atłasy w kolorze kobaltu, które ujrzysz gdy spłoszony w końcu spuścisz wzrok? Nie. Pod nimi ukryte są połamane kości. Resztki tworów z cynku, o brzegach ostrych i niebezpiecznych, nadal całkiem twarde, choć możesz na nie nastąpić licząc, że pokruszą się prędzej niż przebiją podeszwę buta. Jeśli tak się nie stanie, zbrukasz je posoką, lecz jeżeli siła będzie po Twojej stronie, wtedy pozostanie po nich jedynie miałki, miedziany pył, po którym wyjdziesz na zewnątrz.
Wygląd: Po ulicach Maurii włóczy się postać jakich wiele. Wysoka na równe sześć stóp, szczupła, na pewno żaden wojownik, raczej mag albo sługa. Chodzi szybko i porusza się energicznie, nie jest to więc żaden z nieumarłych. Ma szczupłe dłonie o długich palcach bez zgrubień w stawach, a krótkie i szerokie płytki paznokci świadczą o tym, że właściciel kiedyś obgryzał paznokcie. ... (Więcej)

Postprzez Aldaren » Śr sty 30, 2019 1:36 am

        Relacja między nimi znów się niepokojąco oziębiła i nawet ślepy by to zauważył, lecz wbrew pozorom wina nie leżała po stronie nekromanty tylko skrzypka. Zaczął nabierać coraz większego dystansu, nie przez to co Mitra zrobił - postanowił obadać naszyjniki pod nieobecność wampira, a już na pewno nie przez to co mówił, gdyż akurat słowa z jego strony nie miały większego wpływu na całą sytuację. Raczej te padające z ust nieumarłego wszystko niszczyły, lecz prawdziwym winowajcą był tu kiepski stan psychiczny Aldarena, który zwyczajnie przestał sobie radzić ze wszystkim co wydarzyło się w jego życiu w przeciągu ostatnich dwóch miesięcy. Do tego Drugi jeszcze wszystko pogarszał, choć miał rację. Największym problemem w tym było to, że choć upiór faktycznie przyczyniał się do coraz to większej chęci izolacji Aldarena od świata, to jednak wciąż była to decyzja wampira i jego nie przymuszonej przez nikogo woli.
        Brakowało mu teraz kogoś kto by dopomógł, coś doradził. Może nie koniecznie Fausta, choć ten zapewne najlepiej by wiedział jak pozbyć się problemu skrzypka... Albo chociaż powiedzieć co mu jest, by on sam mógł sobie z tym poradzić przy pomocy odpowiednich mikstur albo mieszanek ziołowych.
        - "Nikogo nie potrzebujesz. Wmawiasz sobie to jedynie na siłę, bo boisz się być sam. Pogódź się z tym, że nie zawsze będziesz otoczony rzeszą wielbicielek skandujących twoje imię, gotowych w każdej chwili wyjść za ciebie i zapewnić dożywotni zapas najsmaczniejszej w świecie krwi oraz pokaźnego grona rozwrzeszczanych bachorów, którymi mógłbyś się w nieskończoność zajmować, albo do momentu aż ci nie nadepną na odcisk i nie nakarmisz nimi demonów. Skończyłbyś się nad sobą użalać i faktycznie znalazłbyś sobie jakiś konkretny w życiu cel, bo to co obecnie robisz jest jedynie ucieczką i oznaką tchórzostwa" - burknął Drugi, acz mówił bez większego przekonania. Tak naprawdę powinien siedzieć cicho i dać w spokoju się wampirowi pogrążać aż jego wola nie osłabnie do takiego stopnia, że demon bez problemu będzie mógł nad nim przejąć absolutną kontrolę i zniszczyć cień dawnego Aldarena, tak dla bezpieczeństwa.

        Na słowa Mitry, poniósł na niego otępiałe spojrzenie i się niemrawo uśmiechnął. Po tym spuścił wzrok na Żabona i słuchał blondyna jak jakiegoś wielkiego wieszcza, albo mędrca. Co prawda nie miało dla niego większego znaczenia to co Mitra mówił, bo kwestia grymuaru, naszyjników, bliźniaków i wszystkiego co związane z Thulle oraz Krazenfirami go nie obchodziły, ale liczyło się dla niego tylko to, że z ust nekromanty wydobywał się potok słów płynący niemalże na jednym wdechu, bez najmniejszej przerwy, zawahania czy zająknięcia się. W jego głosie słychać było ogromną pasję i jeszcze większy poziom ekscytacji z tego co odkrył i czego już za niedługo dokona.
        Dla kogoś z zewnątrz mogłoby się to wydać dziwne, ale dla krwiopijcy taki monolog był muzyką dla uszu. Możliwość wypowiedzenia się rozmówcy na temat, który był jego konikiem sprawiała temuż niemałą przyjemność, gdyż osoba o niskiej wartości, która uważa się za zawsze ignorowaną była ten nieliczny raz w centrum uwagi, mogła się swobodnie wypowiedzieć, choćby tylko w kwestii spostrzeżeń odnośnie jakiegoś zagadnienia, ale to potrafiło sprawiać przyjemność rozmówcy. W końcu mógł poczuć, że ktoś go naprawdę słucha, być z tego faktu szczęśliwym, nieco odbudować swoją pewność siebie, a to przemieniając na całe zestawienie pozytywnych emocji jakie może wtedy odczuwać sprawiało, że i Aldaren był naprawdę szczęśliwy, bo oto właśnie choć na krótką chwilę sprawił komuś niemałą przyjemność, przydał się na coś, a to zarazem mu pomagało nawet na niedługi moment odkryć sens swojego istnienia i jego potrzebę.
        Blondyna słuchał w milczeniu i ogromnym skupieniu. Nie czuł się co prawda najlepiej pod względem psychicznym, ale zaabsorbował całego siebie w wychwytywanie i analizowanie w głowie każdego słowa jakie wypełniło przestrzeń salonu. Może nie patrzył na niebianina, unikając jego spojrzenia, ale nie chciał go niepokoić, nie chciał by przerywał swój monolog. Nie zwrócił nawet uwagi kiedy przymknął oczy, a jego umysł zdawał się wtedy jakby wyciszyć i wyklarować. Zabawne, taki mały ruch powiek, a może wywołać taki chaos w głowie - przywrócić pozory harmonii. Powinno być to pozytywnym uczuciem, ale on czuł się nieswojo przez nie.
        To było dla niego nie pojęte bo przecież nieumarli nie potrzebowali snu, a przecież właśnie wyglądało na to jakby to właśnie go brakowało skrzypkowi by odzyskać spokój ducha. Ale przecież po walce z demonem w kryptach stracił przytomność, lepiej - wydawało mu się, że naprawdę umarł, ale może to, a tego typu odpoczynek były dwiema zupełnie różnymi rzeczami? Jedno było pewne, Aldaren zaczął czuć się przytłoczony ostatnimi wydarzeniami, własnymi doświadczeniami i ciężarem niesionych na barkach lat oraz grzechów. Już niedługo... już niedługo w końcu wypocznie. Hmm... Czy on kiedykolwiek spał odkąd stał się wampirem? Wydawało mu się, że tak, ale szczerze nie mógł sobie wyobrazić siebie śpiącego w łóżku jak normalny człowiek. W trumnie jeszcze bardziej nie. Zaśnie... za kilka godzin i wszystko powinno wrócić do normy.
        - Zrobię wszystko co w mojej mocy jeśli tego sobie życzysz, w końcu po to tu jestem... by ci pomoc - powiedział cicho i westchnął ciężko, odciął się od tego kojącego stanu pozornej harmonii i otworzył lazurowe oczy. Podniósł na towarzysza zbolałe spojrzenie, lecz uśmiechnął się ciepło i szczerze, jakby tym jednym grymasem chciał obiecać i zapewnić, że wszystko będzie w porządku. Musiało tak być, bo należało się to niebianinowi, który w życiu już tyle wycierpiał. Aldaren w to wierzył, a wiara ta była kojąca jak balsam na rany, a tych wampir miał masę, choć po żadnej nie było śladu, zagojone serki lat temu.

        - Oczywiście - powiedział spokojnie, wyjął z torby amatorsko ciosane z kawałka świerkowego drewna skrzypce i podał je Mitrze. - Proszę... - I zaraz się zakłopotał, jakby właśnie dotarło do niego jakie będzie jego zadanie podczas otwierania grymuaru. To czego od niego nekromanta będzie wymagał może i nie należy do najprzyjemniejszych, ale przynajmniej faktycznie krwiopijca się na coś przyda i jego obecność nie ograniczy się jedynie do obserwacji czy podania chusteczki gdy wszystko się skończy... Dla niebianina najpewniej się zacznie - nowa droga życia.

        - Jeśli mógłbym... - zaczął formalnie, jak nakazywała etykieta - chciałbym spytać, o ile to żaden problem, co zamierzasz po otwarciu księgi? - zapytał z cieniem łagodnego grymasu na twarzy wpatrując się w niego.
        Chciał jedynie z czystej ciekawości poznać jego dalsze plany, choć z góry zakładał, że ograniczą się one raczej do dalszego studiowania nekromanckich arkan, ich historii i prawdziwej istoty, może hobbystycznego gromadzenia związanych z nimi artefaktów, ewentualnie faktycznie poznanie kobiety i założenie z nią rodziny. Z drugiej strony wampir pragnął mieć chociaż widmo pewności, że jego przyjaciel będzie w życiu szczęśliwy gdy ich spotkanie dobiegnie końca.
        - Wybacz mi... To było zbyt osobiste pytanie... Nie powinienem się wtrącać... - odchrząknął nagle i spuścił wzrok na swoje dłonie. Lekko drżały choć nie wiedział czemu, zacisnął je więc w pięści, a następnie z sobą splótł. Żałował, że wcześniej opróżnił na raz całą swoją szklankę bo teraz z chęcią by się czegoś napił. Może nie pomoże mu to z jego obecnymi problemami, ale przynajmniej, choć przez chwilę, skupi się na czymś innym... Być może uda mu się uciec myślami... gdzieś. A może to nie alkoholu by się napił tylko czegoś innego. Nic nieznacząca, przelotna myśl wyła wystarczająca by wampir poczuł jak żołądek pochodzi mu do gardła i wywija niebezpieczne fikołki.
Avatar użytkownika
Aldaren
Mieszkaniec Sennej Krainy
 
Inne Postacie: River, Yve, Valerian, Kiraie, Dantalian, Dragosani, Veryvin, Selim, Mana,
Rasa: Wampir - przemieniony z człowieka
Aura: Już z daleka widnieje dosyć silny, szmaragdowy blask. Przypomina promienie słońca powoli skrywające się za linią horyzontu. Powłoka natomiast swym żelaznym kolorytem przywodzi na myśl różnorakie oręże i walki rycerzy w lśniących zbrojach. Kobaltowe, wijące się w nieregularny sposób pasma natomiast są niczym rzeki, a występujące gdzieniegdzie plamy barachitu można przyrównać do zaznaczenia lasów na mapie. Tu i ówdzie ktoś wymalował miedzianą farbą w bardzo staranny sposób nuty układające się w przyjemną melodię, wesoło poukładane na rtęciowej pięciolinii. W pewnym momencie naprawdę można to usłyszeć, muzyka jest na tyle spokojna, iż przynosi miłą ulgę dla zmysłów. Niespodziewanie można usłyszeć głosy i dźwięki tak dziwne i nietypowe, że nie da się ich sklasyfikować. U niektórych osób mogą spowodować niepokój, który potęgują niemożliwe do przewidzenia nagłe trzaski płomieni i chaotycznie sypiące się iskry oraz narastające ciepło. Można także wyczuć zapach świeżej krwi, a od czasu do czasu również ludzki pot, choć jest dość rzadkie zjawisko, stale zanikające. W dotyku natomiast twarda, co pasuje do jej głównego odcienia, giętka niczym falujące na wietrze liście drzew. Dodatkowo ostra niczym kieł wampira oraz niebywale aksamitna. Pozostawia po sobie pikantny posmak, połączony z lepkością, a czasem z suchością.
Wygląd: Ten młody, przystojny mężczyzna atletycznej budowy, rzeźbionej jak w kamieniu przez najznamienitszych artystów tchniętych bożą łaską oraz błogosławieństwem, mierzy sobie dziewięć i pół piędzi (188,1 cm) przy czym waży około czterech i pół kamieni (ok. 86 kg). Porusza się z gracją godną arystokraty, a jego miękki, łagodny głos rozbrzmiewa echem w uszach słuchających ... (Więcej)

Postprzez Mitra » Śr sty 30, 2019 10:16 pm

        Mitra faktycznie odnajdywał pewną przyjemność w mówieniu, gdy był szczerze słuchany - rzadko zdarzała mu się ku temu okazja, więc pozwolił sobie z niej skorzystać, nie zatracił jednak z zasięgu wzroku celu, do jakiego powinna zmierzać jego wypowiedź. Miesiącami poznawał wszelkie dostępne informacje na temat Krazenfirów, ich otoczenia a nawet czasów, w których żyli, więc mógłby o nich opowiadać bez ustanku do rana, komu jednak chciałoby się tego słuchać? Nawet uprzejmość Aldarena miała swoje granice, a Mitra nie chciał jej testować - wolał nie odbierać sobie tych niewielkich przyjemności tylko przez to, że próbowałby ugryźć zbyt duży kawałek na jeden raz. Sprawnie przeszedł więc do meritum i prośby, którą miał do Aldarena, choć głos mu się zawahał, gdy zobaczył jego zamknięte oczy. Czyżby spał? Ale nie, otworzył je, więc może tylko odpoczywał… Miał za sobą trudny dzień - może nekromanta powinien być przez to dla niego łagodniejszy? Lecz otwarcia grymuaru odpuszczać nie zamierzał. To tylko kilka godzin, chwilę po północy może być już po wszystkim. Chyba skrzypek tyle wytrzyma, prawda? A może nie…
        - Jeśli to dla ciebie zbyt trudne, zrozumiem – zastrzegł niebianin bez cienia urazy, której można by się po nim spodziewać. Mitra jednak był osobą, która nade wszystko lubiła jasne sytuacje. Spodziewał się już wcześniej, że przerwanie rytuału może być dla Aldarena za trudne ze względu na jego wrażliwy charakter, ale chciał usłyszeć od niego, że nie da rady. Potrzebował prawdy, a nie fałszywej odwagi i pewności siebie.
        - Posłuchaj, istnieją inne sposoby na zabezpieczenie takiego rytuału – wyjaśnił mu, głosem nadal spokojnym i rzeczowym. – Wymagają dłuższych przygotowań, ale są dla mnie osiągalne. Zrozumiem, jeśli mi odmówisz i nie będę żywił urazy… O wiele cię poprosiłem - dodał. - Ale do północy mamy jeszcze czas - oświadczył na koniec, w ten sposób ucinając temat i pozostawiając wampirowi czas na przemyślenia.

        - Dziękuję… - mruknął Mitra przyjmując od skrzypka jego nowy instrument. Nie był jeszcze pewny chwytu swej prawej ręki, więc gdy tylko poczuł ciężar skrzypiec, dołożył drugą dłoń, by na pewno ich nie upuścić. Widać było, że trochę zaskoczył go wygląd tego tajemniczego daru. Nie był melomanem, ale wiedział jak powinny wyglądać skrzypce… Cóż, na pewno nie tak, niczym ledwo ociosany kawałek drewna. Niebianin ostrożnie powiódł palcami po ich powierzchni, starając się przesuwać palce wzdłuż słojów, bo był pewny, że jeden fałszywy ruch wystarczył, by wyciągać z ręki drzazgi.
        - Zaskakujące - mruknął jakby sam do siebie, po czym obrócił instrument tak, aby dobrze widzieć znajdujące się na nim inskrypcje. Lekko zmrużył oczy - pismo było skomplikowane, faktycznie przypominało raczej ornament niż napis, ale po przyjrzeniu się można było dostrzec pojedyncze litery. Mitra mistrzem pisma runicznego jednak nie był i były to dla niego naprawdę tylko oderwane od siebie litery. Nie wiedział, że faktycznie ornament nie niósł za sobą większej informacji.
        - Jednak nie jestem w tym najlepszy - wyznał. - Tu jest jedyny fragment, w którym widzę litery, ale składają się w słowo, którego nie rozumiem. Zarel. Być może to imię, a być może jakieś miejsce. Albo po prostu przypadkowy zlepek liter, którego nie rozumiem - przyznał się gorzkim tonem do własnej niewiedzy. - Ale jeśli dasz mi czas by się przygotować, przyjrzę się dokładniej całości.
        To powiedziawszy Mitra oddał Aldarenowi jego skrzypce, podając mu je gryfem do przodu, położone na otwartych dłoniach jakby był giermkiem, a instrument był mieczem jego rycerza. Nie przesadzał odgrażając się, że mimo ograniczonej wiedzy własnej może próbować dalej - w końcu skoro posiadało się taki księgozbiór jak on, na pewno znajdzie się w nim jakiś słownik runów. Mitra wstał więc, by go poszukać, co mimo panującego w pokoju bałaganu nie było aż tak trudne - z grubsza wszystkie dzieła były posegregowane według klucza tematycznego, więc teren poszukiwań był mocno zawężony. Aresterra podszedł do konkretnego regału i wodząc palcami po stosach książek szukał tych poświęconych runom. W końcu znalazł pierwszą z nich - od razu opasłe tomiszcze w grubej oprawie, prawdziwy leksykon poświęcony tej trudnej sztuce. Wyciągnął go spomiędzy pozostałych ksiąg, przecenił jednak siłę swojej prawej ręki, która dopiero od niedawna była ponownie sprawna, i przez to zaraz poszukiwany tom upuścił. Ten upadł na ziemię, wywołując konkretny łomot, po którym nastąpił od razu syk niezadowolenia Mitry i przebudzenie Żabona - mały brzydal zamajtał gwałtownie łapami w powietrzu, po czym z przeraźliwym, choć nie wiadomo czy groźnym czy też wystraszonym, skrzekiem zerwał się do pozycji stojącej.
        - Niech to… - mruknął Mitra, zupełnie ignorując wojowniczego demona na kanapie.

        - Dlaczego osobiste? – zapytał zaskoczony nekromanta, wracając na kanapę. – To bardzo prozaiczne pytanie, nie masz za co mnie przepraszać. Jeśli mi się uda i wszystko pójdzie dobrze, spędzę pewnie noc na sprawdzaniu czy to nie jest po prostu bardzo udany falsyfikat, a później się upiję, z radości albo ze złości, zależy co wykażą oględziny.
        Mitra mówił lekkim tonem, zupełnie się nie spodziewając, że za tym pytaniem stało coś więcej, że to wcale nie była odpowiedź, jakiej oczekiwał Aldaren. To była chyba kwestia pojmowania czasu, tak zależna od rasy i przeżytych lat. Aresterra był jeszcze młody, a jego rasa choć żyła dłużej niż ludzie, nie była też równie długowieczna co wampiry, dlatego też on jako jej przedstawiciel nie planował zbyt daleko, żył chwilą niczym śmiertelnik. Skrzypek planował w innych kategoriach i w znacznie szerszej perspektywie, takiej też odpowiedzi oczekiwał… Był jednak zbyt dobrze wychowany – czego cały czas dawał dowód – by nalegać, lecz mimo to Mitra zorientował się, że coś jest nie tak. Przez moment przyglądał się uważnie swemu przyjacielowi, aż nie dostrzegł drżenia jego rąk. Wtedy westchnął ledwo zauważalnie, a w jego oczach pojawił się żal.
        - Co chciałbyś ode mnie usłyszeć? – zapytał cicho, wychylając się do Aldarena. – Dlaczego cały czas czuję się, jakbyś chciał się ze mną pożegnać? – dodał nagle, opuszczając wzrok i mówiąc przez zaciśnięte zęby, bo dotarło do niego, że ta cała boleść, którą widział w jego oczach i którą słyszał w jego słowach składała się w jedną całość. Już wcześniej przedstawił wampirowi swoje obserwacje, może wręcz skryte obawy. Coś się w nim gotowało od kiedy tylko zaczął tę rozmowę z Aldarenem i choć uporczywie ignorował to uczucie, to wiedział, że jeśli znajdzie ono ujście, może to być naprawdę bolesne doświadczenie.
Avatar użytkownika
Mitra
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
 
Inne Postacie: Sanaya, Jorge, Dżari, Skowronek, Yastre, Tioyoa, Kinalali, Widugast, Ijumara, Nikolaus, Kaikomi, Rael, Mniszek, Rianell, Sadik, Maximilaan, Rammi,
Rasa: Błogosławiony
Aura: Kiedy odwrócisz głowę, skuszony wyrazistością emanacji, dotrze do Ciebie niemal od razu jej świetlisty blask - nieskalany, anielski, kojący - migoczący żywo wśród zapachu fiołków, błogosławionego kwiecia. Po gładkich licach spływają jednak słone łzy, nie mające nic wspólnego z radością, a z ust oblepionych srebrną krwią płyną co prawda słowa łagodne, lecz także ostre i padające znienacka. Ale kto usłyszałby je wśród rozdzierających duszę krzyków agonii, gdy poczucie dojmującej straty tępi zmysły i każe spojrzeć głęboko w pełne goryczy oczy, gdzie w smętnej poświacie turmalinu odbija się nieprzewidywalna jaskrawość topazu? Błyska jak nagłe zafascynowanie i ginie niczym zduszone pragnienie, po czym pojawia się znowu, nie dając pozbierać myśli i gwałtownie przyspieszając puls. Może ukojenie przyniosą falujące swobodnie pod stopami atłasy w kolorze kobaltu, które ujrzysz gdy spłoszony w końcu spuścisz wzrok? Nie. Pod nimi ukryte są połamane kości. Resztki tworów z cynku, o brzegach ostrych i niebezpiecznych, nadal całkiem twarde, choć możesz na nie nastąpić licząc, że pokruszą się prędzej niż przebiją podeszwę buta. Jeśli tak się nie stanie, zbrukasz je posoką, lecz jeżeli siła będzie po Twojej stronie, wtedy pozostanie po nich jedynie miałki, miedziany pył, po którym wyjdziesz na zewnątrz.
Wygląd: Po ulicach Maurii włóczy się postać jakich wiele. Wysoka na równe sześć stóp, szczupła, na pewno żaden wojownik, raczej mag albo sługa. Chodzi szybko i porusza się energicznie, nie jest to więc żaden z nieumarłych. Ma szczupłe dłonie o długich palcach bez zgrubień w stawach, a krótkie i szerokie płytki paznokci świadczą o tym, że właściciel kiedyś obgryzał paznokcie. ... (Więcej)

Postprzez Aldaren » Cz sty 31, 2019 3:06 am

        - "Jeśli to dla ciebie aż tak ważne, dopilnuję byś spełnił prośbę tego nekromanty i obiecuję, że nie zabiję go, chyba że będzie to konieczne do uszanowania jego wolo. W zamian jedynie proszę byś nie robił głupot i wyjechał w góry jeśli ci tu tak źle" - zaproponował Drugi starając się podejść wampira od drugiej strony, choć  w jego słowach nie było słychać najmniejszego cienia podstępu.
        Był szczery i chyba po raz pierwszy Aldaren miał wrażenie jakby mieszkający w nim upiór naprawdę chciał mu pomóc. Co prawda nie można było powiedzieć, że mu ufał, bo cały czas chciał go nastawić przeciwko błogosławionemu, ale w tym wypadku aż nazbyt wyczuwał szczerość w jego głosie. Fakt, nie dziwił się takiemu zachowaniu demona, bo każdy przyparty do muru, w akcie desperacji jest zdolny do największych "poświęceń", dlatego nie tak łatwo było skrzypkowi odmówić propozycji Drugiego. W końcu jeśli Aldaren się zabije, upiór chyba również podzieli jego los, jeśli nie opuści jego ciała, prawda? Przynajmniej tak to wyglądało w przypadku Drugiego, który według skrzypka pojawił się znikąd, do przygód w Thulle epizodycznie się pojawiał i dość kurczowo trzymał się jego umysłu. Wampirowi się wydawało, że opuścił jego ciało, gdy otoczyli go przemienieni Fausta i wtedy upiór przejął kontrolę nad jednym z nich, a gdy tamten opuszczał ten świat, Drugi wrócił z powrotem do Aldarena...
        - "Kiedyś może ci to wyjaśnię. Skup się na obecnych sprawach, a nie na nic nieznaczących błahostkach" - zrugał go od razu, a nieumarły głośno westchnął, co mogło wyglądać jakby słowa Mitry trafiły w sedno. Podniósł na niego spojrzenie.
        - Wiem, że nie jestem do takich rzeczy odpowiednią osobą, lecz z równym trudem co spełnienie twojej prośby jest dla mnie odmówienie ci pomocy. Nie jestem zdolny zignorować czyjegoś cierpienia i nie zareagować, ale ty o tym wiesz... A jednak poprosiłeś mnie o coś takiego - odpowiedział z poważnym, zaciętym wyrazem twarzy.
        Nie spuszczał z niego wzroku, bo była to nazbyt delikatna sprawa by od tak się od niej zdystansować, można jednak było dostrzec, że sama myśl o spełnieniu takiej prośby sprawia skrzypkowi niemały dyskomfort, niemniej jednak widać po nim było szczerą chęć pomocy, nawet jeśli będzie musiała tak wyglądać. Nie wiedział, czy Mitra celowo tego właśnie żądał i starannie ukrył drugie dno tej prośby, czy po prostu nie miał innego pomysłu dla krwiopijcy by nie czuł się jak kula u nogi podczas rytuału. Bez względu na jego powody była w tym ukryta spora dawka zaufania wobec nieumarłego...
        Może miało to w jakiś sposób naprawić to, że Aldaren poważnie je nadszarpnął napadając na Mitrę w kryptach, może błogosławiony dał mu szansę odkupienia. Jedna prośba, a tyle wątpliwości i domysłów powodowała. Pewnym było to, że przynajmniej dla nekromanty wydawała się być niezwykle ważną, gdyż lazurowooki myślał o niej jedynie jak o chyba najcięższym sprawdzianie w całym swoim życiu. Sekunda wahania, jeden zły ruch z jego strony i wszystko mogło zostać przekreślone, a on albo żyłby dalej zżerany wyrzutami sumienia, albo zginąłby z Mitrą i nie wiadomo jaką ilością niewinnych osób. Mimo wszystko widać po nim było, że nie zamierzał rezygnować.
        - Wierzę, że wszystko się powiedzie i nie będę ci tak naprawdę potrzebny. Dodatkowe środki ostrożności mogą jedynie stracić twój cenny czas i nadwątlić siły, zaprzepaścić twoje marzenia, lub z góry skazać twoje starania na niepowodzenie jeśli tylko choć o uderzenie serca spóźnisz się z przystąpieniem do otwarcia księgi. Prosisz o wiele, a sama myśl o spełnieniu twojej prośby rozdziera mi serce, niemniej jednak będę z tobą i ją spełnię jeśli zajdzie taka konieczność. Zaufaj mi, przysięgam, że zaczekam do ostatniej chwili nim zainterweniuję i przerwę rytuał - odpowiedział ze stanowczością w głosie. Może była to decyzja, której będzie żałował do końca swych dni, ale skoro ten koniec nastąpi zaraz po rytuale nie było sensu tak naprawdę niczego żałować.
        - "Jeśli tego będzie wymagała sytuacja, a ja nie dam rady, pozwolę ci przejąć nade mną kontrolę, byś mógł spełnić wolę Mitry" - dodał zaraz w myślach Drugiemu w odpowiedzi na jego propozycję.
        Upiór był zaskoczony jego zgodą, ale miał wgląd do umysłu swojego naczynia, wiedział co wampir o tym myślał, przez co dużo łatwiej było mu pojąć jego wybór. Co prawda ostatnia część jego refleksji nie zgadzała się z zapłatą dla demona za pomoc, ale skoro ten będzie mógł przejąć wtedy kontrolę, nie będzie musiał jej wcale oddawać. Umowa, ani decyzja skrzypka nic o tym nie wspominały, więc taki obrót sytuacji wydawał mu się jeszcze bardziej na rękę, choć spowodowane to było niedopatrzeniem Aldarena i jego zmęczeniem, albo raczej skupieniem się na czymś zupełnie innym i dużo ważniejszym. Cóż... demon nie będzie z tego powodu ubolewał... Teraz tylko pozostawało mu trzymać kciuki za to by rytuał nie poszedł tak gładko jak brzmiał. O to czy Aldaren da radę się dostosować do woli nekromanty się nie martwił, bo aż nazbyt dobrze wiedział, że słaby nieumarły polegnie na całej linii.

        Później Drugi miał już niewiele do roboty, gdyż mężczyźni zainteresowali się bardziej tajemniczymi skrzypcami, więc jedynym co mu pozostało to czekanie i ewentualne kontrolowanie rozmów między nimi, by wampir nie popełnił żadnego głupstwa. Aldaren podał Mitrze skrzypce i wpatrywał się to na nie, to na śpiącego Żabona, to gdzieś w przestrzeń, albo w bok. Wszystko byleby nie na Mitrę, byleby nie myśleć o swoim zadaniu i... o tym co po nim.
        - Zarel? - zapytał wbijając w niego swoje spojrzenie, choć przez jakiś czas uporczywie tego unikał. Jego twarz ściągnął grymas poważnego zamyślenia, bo wydawało mu się, że coś kojarzył, ale na Prasmoka, nie miał pojęcia co to tak właściwie było. Zaraz przypomniał sobie jak skrzypce się w ogóle u niego znalazły i jakoś tak od niechcenia połączył fakty. - Może to on jest tym "Z" - podzielił się od razu swoimi podejrzeniami.
        Co prawda nie znał nikogo takiego, choć wydawało mu się, że właśnie wręcz przeciwnie - znał i to aż nazbyt dobrze tylko z jakiegoś powodu nie pamiętał, podobnie jak tego, jak w ogóle znalazł się u Fausta i być może tego co było jeszcze wcześniej. Był pewien, że rozwikłanie zagadki tajemniczych pakunków znajdowało się tuż za jego plecami, ale jednocześnie miał jeszcze więcej co do tego pytań i wątpliwości. Wśród znajomych Fausta i jego sług na pewno nie było nikogo o tym imieniu, nikt nie grał na skrzypcach, a instruktorzy, czy napotkani na wieczorkach grajkowie nie mieli by dostępu do księgozbioru niedawnej głowy rodu Van Der Leeuw, tym bardziej żaden z nich nie mógłby z taką dokładnością przypatrzeć się oglądanym przez Mitrę tytułom i nie zostać przez niego dostrzeżonym, a przecież niebianin wspominał, że wtedy nikogo nie było przy nim. Tak blisko, a tak daleko jak mówi stare porzekadło.
        - Mogę popytać, może ktoś o nim słyszał jeśli to faktycznie imię - mruknął nim to dokładniej przemyślał. Drugi był szczęśliwy z takiego pomysłu, bo jeśli jego plan się nie powiedzie to przynajmniej dłużej pożyją i może uda mu się jakoś zmusić Aldarena do zmiany decyzji.
        - "Nie zapomnij, że miałeś się skontaktować również z Ariszią"  - przypomniał niewinnie, jakby przez przypadek i od niechcenia. Krwiopijca nie był w stanie zignorować jego uwagi, gdyż to również była sprawa najwyższej wagi.

        W tym czasie Mitra postanowił nie tracić czasu i dokładniej zapoznać się ze wzorami na skrzypcach, a nóż mogła być na nich zawarta jakaś istotniejsza informacja, tylko była zaszyfrowana w znakach, których nekromanta nie za dobrze znał. Gdy Aldaren zorientował się, że jego przyjaciel zniknął, zaraz powiódł spojrzeniem po pomieszczeniu w jego poszukiwaniu i dość szybko znalazł go przy regale z książkami.
        - Co ty...? Mitra, naprawdę nie musisz... - powiedział zaskoczony jego zachowaniem i chęcią jak najszybszego rozszyfrowania reszty znaków. Wyglądało jednak na to, że słowa wampira niezbyt docierają do blondyna, którego najsilniejszą cechą wydawał się ośli upór.
        Aldaren nie mając większego wpływu na to co robił nekromanta, postanowił po prostu mu na to pozwolić i zawiesił spojrzenie na pustych szklankach po koniaku, zastanawiając się czy ich nie uzupełnić, lecz wtedy doszedł go potężny huk. Od razu zerwał się na nogi i spojrzał w stronę jego źródła. Westchnął ciężko i skierował się w stronę biblioteczki i klnącego przy niej niebianina, głaszcząc Żabona po głowie by się uspokoił, gdy przechodził obok kanapy. Przy biblioteczce stanął nieco za Mitrą i naprawdę się zapominając położył mu delikatnie dłoń na ramieniu.
        - Pozwól... - powiedział jedynie i schylił się po upadły leksykon, który choć ogromny, dla wampira ważył jedynie tyle co przez cały czas niesiony w wewnętrznej kieszeni jego płaszcza, niewielki dziennik i położył tomiszcze na stoliku, wracając na swoje miejsce.
        Szczerze? Nie zarejestrował tego co zrobił, oprócz oczywiście pomocy przyjacielowi, gdyż jego myśli wypełnione były treściami związanymi z innymi kwestiami, choćby nieznany, a zarazem znany, ale zapomniany Zarel, jego skrzypce, powody dlaczego oraz sposoby jak przyniósł Mitrze interesujące go książki, bezpośrednia prośba do Ariszii o zaostrzenie prawa związanego z Kontraktami, wprowadzenie jakiejś kontroli i najważniejsze - rytuał, prośba nekromanty i... wieczny spoczynek.

        - Hmm... Ah, no tak... Rozumiem... - odpowiedział i się uśmiechnął z lekkim zakłopotaniem by ukryć to jak bardzo nie satysfakcjonująca była dla niego ta odpowiedź. Mógł się domyślić, że tak będzie wyglądała odpowiedź Mitry, że jego pytanie było zbyt...niedoprecyzowane, by żyjący z dnia na dzień śmiertelnik udzielił nieumarłemu prawdziwie interesującej go odpowiedzi. Ale... w sumie Aldaren sam był sobie winny. - Mam nadzieję, że okaże się prawdziwa - dodał by...by po prostu coś dodać więcej od siebie w odpowiedzi i może uchronić rozmowę przed wkroczeniem na niebezpieczny grunt, na który przynajmniej wampir nie chciał wchodzić.
        Po tym zapadła niezręczna cisza, która coraz bardziej zaczęła przytłaczać skrzypka, wywołując u niego zdenerwowanie, niepokój i niekontrolowane tiki, jak choćby drżenie rąk, na które, miał nadzieję, Mitra nie zwrócił uwagi. Jakże naiwnym był tak myśląc. Tym bardziej, że po niedługiej chwili nekromanta wyczuł, że coś może być nie w porządku i się odezwał. Aldaren nie podniósł już na niego spojrzenia, uporczywie wpatrywał się w swoje dłonie, które go zdradziły. Przez krótką chwilę, zaledwie uderzenie serca, wydawało mu się, że widział na nich krew, a od tego zrobiło mu się niedobrze. Do tego jeszcze miał nieodpartą ochotę rozszarpać sobie wszystkie żyły i wypłukać z nich tę odrażającą ciecz, która, miał wrażenie, że paliła go żywym ogniem i mąciła mu w głowie. Kilka razy rozprostował i zacisnął jedną z dłoni, po czym odetchnął głęboko. Nie mógł zignorować pytania Mitry, nie mógł mu niczego nie wyjaśnić, bo zasługiwał na wyjaśnienia... I tak wiszący w powietrzu konflikt z tego powodu był nieunikniony.

        - "Może w końcu ktoś ci przemówi do rozumu" - prychnął z obrazą Drugi.
        Było to poniżej jego godności, że jakiemuś nekromancie mogłoby się udać odwieść wampira od jego poronionego pomysłu, co jemu się nie udało, ale w sumie niewiele go to obchodziło. Był pewien, że i blondynowi się to nie powiedzie i z jednej strony było to pocieszającym faktem, w końcu byle błogosławiony nie będzie od niego lepszy, z drugiej jednak upiór naprawdę się niepokoił o to co jeśli wszystko się powiedzie i Aldaren dopnie swego?

        Skrzypek podniósł wzrok i nim odpowiedział uśmiechnął się ciepło, łagodnie i pokrzepiająco, jak z resztą za każdym razem w trudnej sytuacji by zapewnić, że wszystko będzie w porządku.
        - Drugi ma rację. Nie jestem nikomu do niczego potrzebny, a tobie jestem jedynie kulą u nogi. Może źle to odbieram, wybacz mi... Ale naprawdę nie mam już siły... Nie wiem co robić, a przez to nie widzę innej możliwości - zaczął, coraz to bardziej spuszczając z nekromanty wzrok na pilnującego go żabiego demona. Mimo to ten pocieszający uśmiech cały czas utrzymywał się na jego twarzy. - Masz przed sobą jeszcze kawał dobrego życia, jestem pewien, że znajdziesz w nim w końcu szczęście i stabilizację, pokochasz kogoś, ożenisz się... Znajomość ze mną, moja obecność mogą to jedynie zniszczyć i wprowadzić chaos... Naprawdę nie jestem nikomu potrzebny - prychnął z rozbawieniem, jakby faktycznie było się z czego śmiać, chciał tym jedynie zatuszować drżenie głosu i się uspokoić. - W kryptach powiedziałeś, że skoro nie ma już Fausta mogę w końcu być wolny i kroczyć przez życie własną ścieżką. Nie zrozum mnie źle, naprawdę się starałem, lecz obawiam się, że dotarłem do ślepej uliczki i jestem zbyt zmęczony by wrócić. Jeśli pójdę dalej, spadnę w przepaść, jeśli spróbuję przeskoczyć - również... Czego nie zrobię tak to się właśnie skończy, najwidoczniej zasłużyłem. - Znów się krótko zaśmiał i pokręcił głową.

        - Wybacz, nie powinienem był tego mówić, skupmy się na otworzeniu grymuaru, byś TY mógł iść dalej, w porządku? - zapytał łagodnie, podnosząc na niego zaszklone spojrzenie, grymas subtelny, wcale nie wymuszony grymas ani na moment nie zszedł z jego twarzy.
        - "Jesteś żenujący" - warknął z obrzydzeniem Drugi i postanowił przejąć kontrolę nad wampirem by i tym razem naprawić sytuację. Jakież było więc jego zaskoczenie, gdy... natrafił na blokadę wokół swojej postaci.
        - "Byłem uczony magi z dziedziny umysłu, w tym również ochrony własnego. Nie pozwolę ci znów się mieszać i wszystkiego popsuć" - zastrzegł łagodnie, choć z ukrywającą się pomiędzy, niepokojącą groźbą, która dodatkowo powstrzymała Drugiego przed realizacją jego planów.
Avatar użytkownika
Aldaren
Mieszkaniec Sennej Krainy
 
Inne Postacie: River, Yve, Valerian, Kiraie, Dantalian, Dragosani, Veryvin, Selim, Mana,
Rasa: Wampir - przemieniony z człowieka
Aura: Już z daleka widnieje dosyć silny, szmaragdowy blask. Przypomina promienie słońca powoli skrywające się za linią horyzontu. Powłoka natomiast swym żelaznym kolorytem przywodzi na myśl różnorakie oręże i walki rycerzy w lśniących zbrojach. Kobaltowe, wijące się w nieregularny sposób pasma natomiast są niczym rzeki, a występujące gdzieniegdzie plamy barachitu można przyrównać do zaznaczenia lasów na mapie. Tu i ówdzie ktoś wymalował miedzianą farbą w bardzo staranny sposób nuty układające się w przyjemną melodię, wesoło poukładane na rtęciowej pięciolinii. W pewnym momencie naprawdę można to usłyszeć, muzyka jest na tyle spokojna, iż przynosi miłą ulgę dla zmysłów. Niespodziewanie można usłyszeć głosy i dźwięki tak dziwne i nietypowe, że nie da się ich sklasyfikować. U niektórych osób mogą spowodować niepokój, który potęgują niemożliwe do przewidzenia nagłe trzaski płomieni i chaotycznie sypiące się iskry oraz narastające ciepło. Można także wyczuć zapach świeżej krwi, a od czasu do czasu również ludzki pot, choć jest dość rzadkie zjawisko, stale zanikające. W dotyku natomiast twarda, co pasuje do jej głównego odcienia, giętka niczym falujące na wietrze liście drzew. Dodatkowo ostra niczym kieł wampira oraz niebywale aksamitna. Pozostawia po sobie pikantny posmak, połączony z lepkością, a czasem z suchością.
Wygląd: Ten młody, przystojny mężczyzna atletycznej budowy, rzeźbionej jak w kamieniu przez najznamienitszych artystów tchniętych bożą łaską oraz błogosławieństwem, mierzy sobie dziewięć i pół piędzi (188,1 cm) przy czym waży około czterech i pół kamieni (ok. 86 kg). Porusza się z gracją godną arystokraty, a jego miękki, łagodny głos rozbrzmiewa echem w uszach słuchających ... (Więcej)

Postprzez Mitra » Cz sty 31, 2019 10:16 pm

        Wyrzut wampira Mitra poczuł prawie w sposób fizyczny i ta świadomość wprawiła go w wielkie zaskoczenie, lecz zaraz zdołał się opanować. Przełknął ślinę, jakby zaschło mu w gardle.
        - To nie było złośliwe – zastrzegł cicho. Faktycznie, nie było. Nie zamierzał karać Aldarena za cokolwiek, szczerze powiedziawszy liczył nawet na to, że jego interwencja nie będzie potrzebna, bo gdyby wiedział, że nie ma cienia szansy, nie podejmowałby się tej próby. Gdyby chodziło tylko o popełnienie samobójstwa, wybrałby prostszy sposób – najpewniej podcięcie sobie żył, bo przecież w tym miał wprawę. Choć często myślał o swojej śmierci i planował ją na różne sposoby, nigdy nie uwzględniał w nich dobrowolnego udziału osób trzecich, więc nie było mowy, by chciał w ten sposób wplątać w to Aldarena. To był sposób na okazanie olbrzymiego zaufania, jakim go obdarzył – w końcu dał mu zgodę na to, by go zabił w chwili, którą uzna za stosowną…

        W trakcie rozmowy o inskrypcjach na skrzypcach, Mitra skinął z zadowoleniem głową.
        - Może to on – powtórzył prawie jak echo. Nie zapytał jednak nawet czy wampir mógł kogoś takiego znać, bo przecież gdyby znał, zareagowałby pewnie inaczej. Był to więc ślepy zaułek, a tymczasem Mitra bardzo chciał mu pomóc poznać tożsamość tajemniczego darczyńcy. Wydawało mu się, że to mogłoby wiele zmienić… I że była to osoba, której zależało na Aldarenie. Wszak dostał od niej skrzypce, a tak kochał muzykę. Siebie samego Mitra w tym równaniu nie uwzględniał, choć przecież również został obdarowany - na ten moment to skrzypek był najważniejszy, nekromanta chciał się postarać dla niego, zrobić mu przyjemność. Szkoda, że tak źle zaczął, upuszczając księgę i robiąc wokół siebie zamieszanie…
        Zupełnie niespodziewany dotyk sprawił, że Mitra wzdrygnął się i zerknął na dłoń, która spoczęła na jego ramieniu. Aldaren doskonale wiedział, że on tego nie lubi, ale jednak to zrobił – zapomniał się? Aresterra z zaskoczeniem spostrzegł, że właśnie takie było jego pierwsze podejrzenie – nie, że skrzypek chciał go zaatakować tak jak zrobił to w krypcie, łapiąc go w podobny sposób. Po prostu potraktował go jak każdą inną znajomą osobę… Czuł z tego powodu dziwną mieszaninę radości i niezadowolenia, które przerodziły się w bardzo osobliwy dreszcz. To go trochę zatrzymało w miejscu i sprawiło, że tylko patrzył tępo na wampira, który schylił się po jego książkę, podniósł ją i odniósł na stolik. ”Czy teraz właśnie tak będzie?”, zastanawiał się patrząc na plecy skrzypka, nim obrócił się do regału, wziął jeszcze dwie mniejsze książki i wrócił z nimi na kanapę. Nie wiedział, że czeka go za chwilę rozmowa, która to wszystko zrujnuje.

        Mitra nadal miał zwieszoną głowę, lecz podniósł wzrok na Aldarena – patrzył na niego czujnie spomiędzy opadających mu na czoło loków, jakby jednak zła odpowiedź miała sprawić, że się na niego rzuci. Było w tym trochę prawdy, bo gdyby skrzypek próbował go zbyć, Aresterra pewnie by nie wytrzymał i go zaatakował, werbalnie lub fizycznie, tego jeszcze nie był pewny. Wiedział jednak, że to udawanie że wszystko jest w porządku w chwili, gdy wampir wyglądał jakby go straż miejska torturowała przez okrągły miesiąc, przestało już być wiarygodne. A ten ciepły, pokrzepiający uśmiech… Mitra aż zacisnął zęby, by na Aldarena nie nawrzeszczeć. Dlaczego on cały czas chował się za tym uśmiechem? Coś było nie tak, a on nadal się uśmiechał.
        - Przestań proszę – powiedział ledwo poruszając wargami, choć niewiele brakowało, by po prostu skrzypkowi przywalił. Może by w końcu to zrobił, gdyby wampir nie zaczął mówić. Wtedy w końcu Aresterra podniósł głowę i spojrzał na niego normalnie. Wyraz twarzy miał bardzo neutralny, chłodny, lecz Aldaren nie musiał wcale mówić wiele, by ten wyraz spokoju zastąpił nerwowy tik. Wystarczyło, że zaczął drugie zdanie, a na twarzy Mitry pojawił się nerwowy spazm. Ten jednak zaraz złagodniał, a nekromanta nie okazywał już więcej niezadowolenia. Obrócił głowę patrząc gdzieś w bok, na jeden z wielu stosów książek, a jego spojrzenie było tak matowe, jakby zupełnie stracił kontakt z rzeczywistością. Wampir jednak tego nie widział – oboje na siebie nie patrzyli. Mitra zaczął ciężko oddychać, jakby z trudem tłumił emocje i zaraz miał się rozpłakać albo zacząć krzyczeć. Gdy jednak Aldaren skończył, nekromanta uspokoił oddech.
        - Znowu robisz to samo – oświadczył. – Znowu wkładasz w moje usta słowa, których nigdy nie powiedziałem, myśli, których nigdy nie miałem. Kulą u nogi? Ty? Gdybym cię za takiego uważał, powiedziałbym ci wczoraj to wszystko? Tyle znaczą dla ciebie moje słowa? I twoje własne? Zapewniałeś, że tak cię cieszy to co ci wyznałem. Ja mówiłem poważnie. Chciałem, byś stał się mi bliski, powiedziałem ci to, powiedziałem ci o sobie więcej niż komukolwiek innemu przez całe swoje życie. Pozwoliłem, byś widział mnie takiego, jakim nie widział mnie nikt przed tobą, słabego i kalekiego. Powierzyłem życie w twoje ręce i otworzyłem przed tobą drzwi swojego domu, lecz teraz twierdzisz, że jesteś tylko kulą u nogi? Dlaczego? W jaki sposób dałem ci to do zrozumienia?
        Mitra mówił coraz głośniej i głośniej, na koniec już krzyczał. Przerwał jednak gwałtownie, jakby wylewający się z jego ust potok żali coś mu uświadomił. Odchylił się do tyłu, mierząc Aldarena czujnie wzrokiem.
        - Brzydzisz się mnie – ni to oświadczył, ni to zapytał. – Właśnie przez to, co wczoraj powiedziałem. To twój powód? Więc powiedz mi to w twarz. Pozbaw mnie złudzeń, przestań mamić słowami, że świat jest piękny i dobry. Przestań okłamywać, że mogę zaznać uczuć i to da mi szczęście. Skoro sama myśl, że mógłbym cię kochać sprawia, że się mnie brzydzisz... Nigdy nikogo nie kochałem, nigdy! I nikt nigdy nie kochał mnie! Jestem plugawy i nie zasługuję na to! Nie zasługuję nawet na twoją przyjaźń.
        Mitra mówiąc wstał ze swojego miejsca i stanął naprzeciw siedzącego w fotelu Aldarena. Zaraz po nim wstał również Żabon, którego zaniepokoił wyczuwalny od Mitry gniew. Demon nie wiedział jednak co się dzieje i czy powinien bronić czy atakować, a jeśli tak to kogo? Wiercił się w miejscu i piszczał. Aresterra w tym czasie nachylił się nad Aldarenem, by ten musiał patrzeć tylko na niego.
        - Nie ufasz mi, więc co to za przyjaźń?! - kontynuował krzycząc. - Mówisz tak jakby chodziło o mnie, a tu chodzi o ciebie! Tak, mówiłem o twojej własnej ścieżce, ale nie o tym, że masz iść sam! Nie potrafisz iść sam, więc dlaczego próbujesz?!
        Mówiąc Mitra postawił stopę na siedzeniu przy udzie Aldarena i wbił kolano w jego splot słoneczny, by go unieruchomić. Znał ten chwyt z lazaretu. Wiedział, że jest skuteczny, bo nawet kiedyś poprosił innego felczera, by mu go zademonstrował - przekonał się, że od tego bólu naprawdę można zamrzeć i zaniemówić.
        - Dlaczego najpierw dałeś mi nadzieję, którą teraz odbierasz? - zapytał go, już nie krzycząc. - Odtrącasz moją rękę i jesteś głuchy na to co mówię... Jeśli naprawdę zamierzasz odejść, jeśli naprawdę uważasz, że jesteś dla mnie tylko narzędziem i jesteś tu po to, by wypełnić jakieś głupie zobowiązanie i nic dla mnie nie znaczysz, wynoś się. Natychmiast - wycedził przez zęby. - Moje słowo najwyraźniej nic dla ciebie nie znaczy.
        To powiedziawszy nekromanta puścił Aldarena i wyprostował się, a gdy ostatni raz spojrzał na wampira w jego oczach widać było żal tak silny, jak nigdy wcześniej. Zadziwiająco szybkim jak na jego stan krokiem wyszedł z salonu i udał się w stronę zejścia prowadzącego do piwnicy.
        - Van der Leeuw - warknął pod nosem, trzaskając za sobą drzwiami aż tynk poleciał ze ścian.

        "Czyż nie mówiłem, że będziesz żałował?"
Avatar użytkownika
Mitra
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
 
Inne Postacie: Sanaya, Jorge, Dżari, Skowronek, Yastre, Tioyoa, Kinalali, Widugast, Ijumara, Nikolaus, Kaikomi, Rael, Mniszek, Rianell, Sadik, Maximilaan, Rammi,
Rasa: Błogosławiony
Aura: Kiedy odwrócisz głowę, skuszony wyrazistością emanacji, dotrze do Ciebie niemal od razu jej świetlisty blask - nieskalany, anielski, kojący - migoczący żywo wśród zapachu fiołków, błogosławionego kwiecia. Po gładkich licach spływają jednak słone łzy, nie mające nic wspólnego z radością, a z ust oblepionych srebrną krwią płyną co prawda słowa łagodne, lecz także ostre i padające znienacka. Ale kto usłyszałby je wśród rozdzierających duszę krzyków agonii, gdy poczucie dojmującej straty tępi zmysły i każe spojrzeć głęboko w pełne goryczy oczy, gdzie w smętnej poświacie turmalinu odbija się nieprzewidywalna jaskrawość topazu? Błyska jak nagłe zafascynowanie i ginie niczym zduszone pragnienie, po czym pojawia się znowu, nie dając pozbierać myśli i gwałtownie przyspieszając puls. Może ukojenie przyniosą falujące swobodnie pod stopami atłasy w kolorze kobaltu, które ujrzysz gdy spłoszony w końcu spuścisz wzrok? Nie. Pod nimi ukryte są połamane kości. Resztki tworów z cynku, o brzegach ostrych i niebezpiecznych, nadal całkiem twarde, choć możesz na nie nastąpić licząc, że pokruszą się prędzej niż przebiją podeszwę buta. Jeśli tak się nie stanie, zbrukasz je posoką, lecz jeżeli siła będzie po Twojej stronie, wtedy pozostanie po nich jedynie miałki, miedziany pył, po którym wyjdziesz na zewnątrz.
Wygląd: Po ulicach Maurii włóczy się postać jakich wiele. Wysoka na równe sześć stóp, szczupła, na pewno żaden wojownik, raczej mag albo sługa. Chodzi szybko i porusza się energicznie, nie jest to więc żaden z nieumarłych. Ma szczupłe dłonie o długich palcach bez zgrubień w stawach, a krótkie i szerokie płytki paznokci świadczą o tym, że właściciel kiedyś obgryzał paznokcie. ... (Więcej)

Postprzez Aldaren » Pt lut 01, 2019 4:24 pm

        Niebo nad Maurią nigdy nie było pocieszające i choć opady były tu raczej umiarkowane, ponuro wiszące w tym rejonie chmury groziły częstszymi ulewami. Tego dnia jednak, gdy Aldaren szedł do Mitry, czy nawet jak pod wieczór do niego wracał, nie spodziewał się nadchodzącej burzy. Nie, nie nad miastem, ale nad domem błogosławionego nekromanty. A jeszcze z rana wszystko wydawało się takie proste i klarowne. Miał zapewnić Mitrze towarzystwo, miło spędzić z nim czas do północy, pomóc mu przy otworzeniu księgi i pożegnać się z życiem. Łatwy i przyjemny plan. No, przynajmniej dla niego, bo niebianinowi kwestia żegnania się nie przypadła szczególnie do gustu. Niestety im dalej w las tym więcej drzew i w tym przypadku również wszystko zaczęło się bardziej komplikować.

        Wampir odpowiedział na zadane pytanie, wyjaśnił nawet powody podjętej przez siebie decyzji i chciał porzucić ten temat, nie dopuścić by rozwinęła się jakaś dyskusja, bo przecież nie było o czym rozmawiać. Dla Aldarena kwestia swojego "odejścia" nie była tak ważna by się nią zająć i podjąć jakaś dłuższą rozmowę, gdyż ich uwaga, szczególnie Mitry powinna być skupiona na otworzeniu księgi, której czas zbliżał się nieubłaganie. Cóż, jak widać mieli odmienne zdanie w tej sprawie, a nekromanta... wydawał się jakby wpadł w swój osobliwy rozdaj szału. Wampir go jeszcze takim nie widział, ale w sumie znali się zaledwie od kilku dni i to tylko formalnie, bo przecież była jeszcze masa rzeczy, o których o sobie nie wiedzieli. Tym bardziej, że każdy z nich skrywał nie jedną tajemnicę. Teraz właśnie dopadły ich konsekwencje tego, że choć tyle z sobą rozmawiali, w rzeczywistości tak naprawdę jeszcze więcej milczeli, tuszując to jedynie mało znaczącymi pozorami.

        Gdy nekromanta zaczął się unosić w swojej wypowiedzi, coraz bardziej targany emocjami, skrzypek spojrzał na niego krótko, a po tym uciekł wzrokiem w bok, krzywiąc się i łapiąc za kark z zakłopotaniem. Na jego twarzy widać również było niezadowolenie spowodowane tym, że tak to wyszło, że temat, który miał się skończyć po jego monologu był kontynuowany i to z taką intensywnością. Przykro mu się tego słuchało, bo faktycznie mógł bardziej doprecyzować i zapobiec konfliktowi. Postanowił spróbować jeszcze wszystko naprawić i zakończyć w ostateczności neutralnym poziomem ich relacji.
        - Mitra - starał się wtrącić i przerwać jego wypowiedź, lecz niebianin chyba całkiem się zatracił i Aldaren nie był w stanie go przekrzyczeć, postanowił jednak kontynuować w trakcie jego wyrzutów. Może coś do niego trafi. - Posłuchaj mnie! Źle to powiedziałem, chodzi... ty masz własne życie, krwiopijca jest w nim zbędny... Zrozum, ja... boję się, że mógłbym cię skrzywdzić jak wtedy! - krzyknął, niestety wybrał na to nieodpowiedni moment, gdyż blondyn domagał się odpowiedzi, czemu wampir uważał się za kulę u nogi, po czym na moment zamilkł. Martwa cisza, choć w rzeczywistości krótka, zdawała się trwać wieki, a od ścian jakby odbijała się ostatnia część tłumaczeń Aldarena. To był jednak zaledwie wierzchołek góry lodowej.
        - Czek... C-co?! - Lazurowooki zamarł słysząc wytłumaczenie przyjęte przez niebianina. Poczuł się jakby smok uderzył go z całej siły swoim ogonem w brzuch. Zacisnął pięści i powstrzymał chęć szarpnięcia Mitrą za to co powiedział. Jak on... Czyżby tak myślał przez to, że Aldaren zwrócił jego krew? Ale... To nie miało najmniejszego sensu! I dlaczego on uważał, że to przez to co wczoraj wyznał nieumarłemu?! Przecież on nie powiedział nic takiego, przyznał się jedynie, że tak naprawdę lubi krwiopijcę. To skrzypek źle go zrozumiał i się wydurnił, to Mitra powinien się go brzydzić i bać, grajek nie miał ku temu powodów! Ale blondynowi najwidoczniej wydawało się inaczej... Dlaczego?!
        - Mit... czek... jak... ty... ko... CO?!
        Całkiem odebrało mu mowę. Czy Mitra właśnie...? Nie! Na pewno znów zrozumiał... Czy... czy on naprawdę nie rozumiał co mogły znaczyć takie słowa? Czy na prawdę nie umiał używać innych wyrazów, które lepiej by wszystko zobrazowały, a przy okazji nie były tak konfliktowymi? Czemu on coś takiego mówił? Czemu, do diabła stawiał "kochać" przy "przyjaźń"?! To było nie do pojęcia!
W wampirze rosła irytacja spowodowana dezorientacją. Miał ogromny mętlik w głowie, a to jeszcze wcale nie był koniec. Najbardziej frustrujące było to, że błogosławiony zdawał się go nie słuchać, ba! Nawet nie dawał mu dojść do słowa, uniemożliwił mu naprawienie sytuacji i wyjaśnienie tak drażniących jego towarzysza kwestii. Jeszcze chwilę starał się go przekrzyczeć, lecz zamilkł, gdy zobaczył, że nekromanta się do niego zbliża z niepokojącym wyrazem twarzy. Jego kolejne oskarżenia również powodowały, że słowa grzęzły skrzypkowi w gardle. Był w ciężkim szoku przez co w ogóle nie spodziewał się okrutnego ataku ze strony blondyna.
        Sapnął zduszenie, gdy poczuł silny ucisk na swój splot słoneczny, wbijający go w oparcie fotela. Ciężko mu było złapać oddech i chciał się uwolnić z tej pułapki, lecz... Czy jeśli odepchnie od siebie błogosławionego, będzie miał jeszcze szansę uratować ich przyj... relację, której Aldaren nie mógł zidentyfikować, bo dostawał dwa, odmienne od siebie sygnały ze strony blondyna. Do tego jeszcze pamiętał, że Mitra nie lubił być dotykany, przy czym, jeśli skrzypek go odepchnie, może się młodszemu stać krzywda... Zacisnął pięści i zęby, patrząc na gospodarza z niemałym bólem, zdziwieniem i pytaniem. Czemu niebianin mówił o kochaniu i jaki to miało związek z wampirem oraz ich przyjaźnią. Z trudem łapał oddech przez ten ucisk i nagle go wstrzymał, gdy nekromanta kazał mu się wynosić. Nieumarły przestał walczyć z bólem i o złapanie powietrza, odwrócił wzrok, w który zaczął się szklić. Może i nie rozumiał takiego zachowania blondyna, może nie rozumiał tego jak tak na prawdę wyglądała dla niego ich przyjaźń, ale... niebianin miał rację. Przez cały ten czas Aldaren myślał jedynie o sobie i sam siebie oszukiwał mówiąc, że robi to dla innych. Właśnie to do niego dotarło, bo przecież gdyby było inaczej nie chciałby się zabić od razu po rytuale. Musiał spotkać się z Ariszią, dowiedzieć się kim był tajemniczy Zarel i czemu zostawił im obu paczki, a co najważniejsze mieć na oku Mitrę, by nic mu się nie stało po otwarciu księgi.
        Był egoistą, słabeuszem i tchórzem, skoro przez zwykłe znużenie życiem i według niego, brak sensu istnienia chciał zakończyć swój żywot. Mitra naprawdę zasługiwał na lepszego przyjaciela niż on. Nie! To przez takie myślenie teraz są te wszystkie problemy. Nie mógł się poddać, wziąć do siebie tylko części, najbardziej raniących słów nekromanty i odejść. Nie może znów stchórzyć i uciec z podkulonym ogonem. Naprawdę nie chciał odchodzić, ale nie wiedział innego wyboru. Sądził, że jedynie będzie przeszkodą dla przyjaciela, ale najwyraźniej był idiotą myśląc w ten sposób, bez skonsultowania z nim czy mogłaby to być prawda. Może wtedy nie rozpętałaby się ta burza.

        Odetchnął głęboko i zgiął się w ataku kaszlu gdy blondyn go wypuścił i zaczął odchodzić w stronę piwnicy. Aldaren zerwał się na równe nogi i chciał go złapać, zawahał się jednak i stracił szansę na wyjaśnienie tego wszystkiego w tym pomieszczeniu. Westchnął ciężko i opadł z powrotem na fotel, łapiąc się wściekły za głowę. Nie wiedział jedynie jakie są powody jego gniewu. Na Mitrę nie miał prawa być zły bo to on był w tym wszystkim poszkodowany tak naprawdę. Na siebie również nie mógł, bo gdyby wtedy nie odpowiedział, zostawiłby nekromantę samego bez pożegnania i wiedzy, co też on do niego tak naprawdę czuł. A może jednak nie... Czy to nie była czasem jego własna nadinterpretacja? Czy naprawdę błogosławiony mógłby do niego coś czuć? Dlaczego? Na pewno wampir i tym razem źle zrozumiał jego wyznanie, chociaż raz w życiu powinien poprosić o wyjaśnienia.

        - "Nie oszukuj się" - prychnął upiór, który własnie wyswobodził się z więzienia wampira i zmaterializował przed nim jako cień, albo raczej czarny obłok dymu ze świecącymi czerwonymi punktami, najpewniej oczami. Demon rozejrzał się, spojrzał z pogardą na zdezorientowanego Żabona i "cupnął" sobie na kanapie w miejscu, z którego zerwał się Mitra w trakcie swojego wybuchu.
        - "Ta sytuacja jest ci z jednej strony na rękę, przyznaj to przed samym sobą. W takim rozrachunku co prawda nekromanta jest na ciebie wściekły, ale przynajmniej wie o twoim durnowatym pomyśle. Ty wiesz o tym co mu drażni śledzionę i mało znaczącym jest to, że nie do końca rozumiesz znaczenie jego słów. Gdybyś po prostu odszedł o niczym byś nie wiedział, tak jak on, a jego gniew zapewne by się ani trochę nie różnił od obecnego. Ty naprawdę się zastanawiasz czy teraz nie odejść, racja?" - zapytał z obojętnością w głosie. W prawdzie nie potrzebował odpowiedzi, bo aż nazbyt było to po krwiopijcy widać, ale dla dopełnienia formalności i być może wyperswadowania czegoś temu lazurowookiemu matołowi został do tego niejako zmuszony.
        Aldaren milczał i spuścił głowę.
        - "Posłuchaj no mnie uważnie. On jasno powiedział co sądzi o twoim pomyśle, co sądzi o powodach takiej decyzji, dlaczego wahasz się przed pójściem do niego i wyjaśnieniem tego? Dlaczego łamiesz przy okazji obietnicę, jaką mu złożyłeś - że pomożesz mu przy otwarciu księgi, że będziesz z nim w tym czasie. Nie mydl mi tu tylko oczu, że to nic nie znaczy i sam sobie poradzi, bo inaczej nie przyszedłbyś dziś z rana do niego, nie kupiłbyś mu tych chędożonych owoców i nie zostałbyś z nim wczoraj, po tym jak odstawiłeś go do domu, a co najważniejsze nie byłbyś teraz taki rozdarty." - Brak choćby najmniejszej reakcji ze strony skrzypka zaczynał działać Drugiemu na nerwy. - "Powiem po twojemu, bo obawiam się, że twój martwy mózg jest bardziej ograniczony niż u zombie. Idź do niego, wyjaśnij sprawę i staraj się do niej dostosować. Jeśli coś schrzanisz albo okaże się, że już schrzaniłeś i nie da się tego naprawić - mówi się trudno, możesz iść się zabijać bez skrępowania. A może wyjdzie wręcz przeciwnie i będziesz miał przy nim zostać? Ja ci za niego nie odpowiem, bo nie wiem, a po drugie mógłbym nie miałbyś pewności czy go nie wypowiadam się na jego niekorzyść. Dam ci w tym momencie wolną rękę i nie wtrącę się choćby słowem. Zostanę tu z tą obrzydliwą pokraką coby sprawa została między wami, ale w zamian będziesz moim dłużnikiem, a po spłatę długu zgłoszę się w swoim czasie." - Oparł się ze znudzeniem na oparciu, nie dając nawet możliwości na przedyskutowanie tego.
        Przynajmniej skrzypek w końcu zaskoczył. Westchnął ciężko i wstał z fotela. Nie wyglądał na nazbyt przekonanego i nastawionego optymistycznie, ale Drugi miał rację, jeśli tego nie wyjaśni, a skończy ze swoim żywotem wątpliwe by zaznał spokoju. Do tego jedynym co miał obecnie do stracenia było tylko to, że Mitra nie pozostawi mu decyzji o opuszczeniu jego domu, a najzwyczajniej w świecie sam go z niego wyrzuci. Że też wcześniej Aldaren był taki ślepy. Albo może chciał być ślepy... Obecnie były ważniejsze sprawy.
        - "Ty, pokrako! Weź się usuń, bo naruszasz moją przestrzeń osobistą" - burknął Drugi do Żabona i zwalił go z kanapy, by samemu się ułożyć po całej długości jak normalny człowiek, a nie cień otoczony czarnym dymem. Jeszcze żeby mu faktycznie takie wylegiwanie się było potrzebne, a nie jedynie pokierowane własnym kaprysem i pokazaniem mniejszemu demonowi, kto tu jest panem.
        Aldaren zerknął na nich kątem oka i pokręcił jedynie głową kierując się w stronę piwnicy.

        Zatrzymał się przed drzwiami i zawahał. Z jakiego powodu? Błahego! Zastanawiał się czy do zamkniętych drzwi od piwnicy w nieswoim domu również powinno się pukać. Westchnął zażenowany, gdy dotarło do niego jak irracjonalny problem sobie znalazł i chwycił za klamkę, by zaraz po tym zniknąć za drzwiami prowadzącymi na dół.
        - Masz rację. Jestem kłamcą i egoistą, wybacz mi - powiedział schodząc po schodach, pozwalając by niewielkie echo poniosło jego głos. Szczerze nie wiedział co powiedzieć i czy cokolwiek mówić póki nie stanie twarzą w twarz z Mitrą. Chciał się skonfrontować, teraz nie mógł od tego uciec, musiał stawić temu czoła i wszystko wyjaśnić, by ukoić gniew nekromanty i naprawić własny błąd. Tym bardziej, że w końcu do niego dotarło jak egoistycznie i lekkomyślnie chciał postąpić.
        Przystanął na płaskim gruncie i odetchnął głęboko patrząc na błogosławionego.
        - Może nie powinienem o nic prosić, przez to, że doprowadziłem cię do takiego stanu, ale proszę, zamknij oczy - powiedział łagodnie, choć w jego głosie pobrzmiewało zdenerwowanie. - Zamknij je jeśli mi ufasz i nie otwieraj, proszę - powtórzył, zbliżając się ostrożnie do niego. Wcisnął mu w dłoń sztylet spod swojego płaszcza, by Mitra nie czuł się bezbronny i zaraz zrobił coś na co niebianin najpewniej nie wyraziłby zgody gdyby wampir zapytał, ale przynajmniej krwiopijca tego potrzebował - objął i ostrożnie przytulił do siebie.
        - Ja swoje życie powierzyłem tobie już wczoraj - odezwał się miękko półgłosem. - Chciałbym jedynie byś zrozumiał, że naprawdę boję się, że mógłbym cię skrzywdzić, choć... już to zapewne zrobiłem. Wybacz mi - mruknął i przytulił go do siebie jeszcze pewniej.
Avatar użytkownika
Aldaren
Mieszkaniec Sennej Krainy
 
Inne Postacie: River, Yve, Valerian, Kiraie, Dantalian, Dragosani, Veryvin, Selim, Mana,
Rasa: Wampir - przemieniony z człowieka
Aura: Już z daleka widnieje dosyć silny, szmaragdowy blask. Przypomina promienie słońca powoli skrywające się za linią horyzontu. Powłoka natomiast swym żelaznym kolorytem przywodzi na myśl różnorakie oręże i walki rycerzy w lśniących zbrojach. Kobaltowe, wijące się w nieregularny sposób pasma natomiast są niczym rzeki, a występujące gdzieniegdzie plamy barachitu można przyrównać do zaznaczenia lasów na mapie. Tu i ówdzie ktoś wymalował miedzianą farbą w bardzo staranny sposób nuty układające się w przyjemną melodię, wesoło poukładane na rtęciowej pięciolinii. W pewnym momencie naprawdę można to usłyszeć, muzyka jest na tyle spokojna, iż przynosi miłą ulgę dla zmysłów. Niespodziewanie można usłyszeć głosy i dźwięki tak dziwne i nietypowe, że nie da się ich sklasyfikować. U niektórych osób mogą spowodować niepokój, który potęgują niemożliwe do przewidzenia nagłe trzaski płomieni i chaotycznie sypiące się iskry oraz narastające ciepło. Można także wyczuć zapach świeżej krwi, a od czasu do czasu również ludzki pot, choć jest dość rzadkie zjawisko, stale zanikające. W dotyku natomiast twarda, co pasuje do jej głównego odcienia, giętka niczym falujące na wietrze liście drzew. Dodatkowo ostra niczym kieł wampira oraz niebywale aksamitna. Pozostawia po sobie pikantny posmak, połączony z lepkością, a czasem z suchością.
Wygląd: Ten młody, przystojny mężczyzna atletycznej budowy, rzeźbionej jak w kamieniu przez najznamienitszych artystów tchniętych bożą łaską oraz błogosławieństwem, mierzy sobie dziewięć i pół piędzi (188,1 cm) przy czym waży około czterech i pół kamieni (ok. 86 kg). Porusza się z gracją godną arystokraty, a jego miękki, łagodny głos rozbrzmiewa echem w uszach słuchających ... (Więcej)

Postprzez Mitra » Pn lut 04, 2019 10:28 pm

        Mitra po zatrzaśnięciu za sobą drzwi wcale nie zszedł od razu na dół. Na wąskim podeście panował mrok, jego oczy musiały się dopiero przyzwyczaić, a drżenie kończyn musiało nieco ustąpić… Błogosławiony cały dygotał. Ze złości, frustracji, żalu, zmęczenia, zwykłej słabości. Przez krótki moment wahał się czy nie wrócić do salonu, ale nie wiedział nawet po co. By nadal na Aldarena wrzeszczeć? Na pewno nie by go przeprosić - za bardzo był na niego zły. A przynajmniej tak mu się wydawało, bo jednocześnie, choć kazał mu się wynosić, wcale nie chciał usłyszeć trzaśnięcia frontowych drzwi, zamykających się za skrzypkiem. Stał więc i nasłuchiwał, a ciszę piwnicy przerywał tylko jego oddech. W końcu jednak nekromanta syknął, uderzył mocno pięścią w ceglaną ścianę, co trochę przywróciło mu jasność myślenia, po czym zaczął schodzić.
         Dwadzieścia stopni - tyle miał do przejścia, przebył je jednak tak szybko, jakby nie schodził a spadał. Nie chciał już słyszeć dochodzących z parteru odgłosów - ponownie narósł w nim gniew. Było to zasługą uwagi jednego z braci Krazenfir, która była zaskakująco prawdziwa i tym bardziej bolesna.
        - Zamknijcie się - warknął. A mimo to Mitra jakby się poddał, bo w jego głosie brakowało zdecydowania.
        Wszedł do jednej z pracowni, którą na własny użytek nazywał “czystą”. Tutaj nie wnosił zwłok, nie przeprowadzał też żadnych reakcji chemicznych ani alchemicznych - tutaj rysował kręgi do rytuałów, planował eksperymenty, słowem robił wszystko, co nie brudziło rąk. W pomieszczeniu panował umiarkowany ład - na ciągnących się wzdłuż dwóch ścian blatach leżały równe stosy ksiąg, przyrządów piśmienniczych i tub ze zwojami, trzecią zaś zajmowały szafy i regały z różnymi magicznymi narzędziami, od wahadełek począwszy, na nożach skończywszy. Czwarta - ta z drzwiami - była pusta, nie licząc ustawionego w kącie manekina-służącego. Mnogość różnych akcesoriów powodowała wrażenie bałaganu, lecz wszystko było uporządkowane, poukładane i nigdzie nie znalazłoby się ani odrobiny kurzu. Taki był plus posiadania nieumarłych służących - sprzątali często, dokładnie i z bezmyślną pedanterią odkładali wszystko dokładnie tak, jak leżało wcześniej, nie ruszając przy tym tego, co do czego nie byli pewni.
        Mitra po wejściu pobudził wszystkie alchemiczne lampy, jakie tylko miał - były one w ciepłym, żółtym kolorze, imitującym w udany sposób światło świec. Gdy to zrobił, stanął na moment na środku pomieszczenia, zastanawiając się co dalej. Parsknął. Nadal był wściekły, dłonie mu drżały i nie mógł się skupić na pracy, choć zszedł tu z jasnym zamiarem przeprowadzenia rytuału samodzielnie, bez pomocy Aldarena.
        ”Aldaren…”. Mitra zacisnął wargi, oparł łokcie o najbliższy blat i wsparł czoło na dłoniach. Nadal go nosiło gdy przypominał sobie rozmowę przeprowadzoną w salonie. Pozwolił, by zaślepiła go złość i przez to nie pozwolił wampirowi mówić, ale pamiętał wszystkie jego słowa - te wypowiedziane i te ledwo zaczęte. Pamiętał również wyraz jego twarzy i to zdezorientowane, sfrustrowane spojrzenie, jakim na niego patrzył. Mówił, że boi się, że go skrzywdzić. Cholera, jakby już tego nie zrobił… Da się bardziej? Głupie pytanie, oczywiście, że się da, ale nie, Aldaren by tak nie potrafił. Tym bardziej Mitra uważał, że to tylko słaba wymówka, by jakoś wycofać się z tej przyjaźni. Pomyśleć, że tyle dla niego zrobił, tyle dla niego poświęcił - skrzypek nawet nie domyślał się, jak bardzo nekromanta się dla niego starał. Lecz pewnie znudził się tą wieczną pomocą, bo przez ostatnią dobę nic tylko coś mu przynosił, pomagał, podawał… Każdy by się zniechęcił. Szkoda tylko, że nie miał dość odwagi, by się do tego wszystkiego przyznać, tylko wymyślał jakieś mętne wymówki.
        ”Może więc teraz zamiast się nim przejmować skupisz się na chwilę na sobie? Dość już mu poświęciłeś… Nadaremno”, zauważył uprzejmie Marius.
        - Musisz wypominać? - warknął na niego Aresterra.
        ”Nie wypominam… Ale zastanów się czy nie wycierpiałbyś znacznie mniej, gdybyś tak naiwnie nie chciał wpakować mu się w ramiona”.
        Mitra zacisnął wargi. Duch ujął to w sposób bardzo dosadny, ale jednocześnie prawdziwy. Gdyby nie Aldaren, już dawno odzyskałby władzę w ciele, już dawno otworzyłby ten grymuar, bo pewnie to wszystko zrobiłby już w kryptach, wiedząc, że i tak nikt mu nie pomoże - po prostu by zaryzykował, a nie pieścił się ze sobą. Nie ciąłbym się z taką pasją poprzedniej nocy i nie przejmował tak bardzo cudzym zdaniem, tylko po prostu parł przed siebie.
        A jednocześnie gdyby nie Aldaren, już dawno by nie żył albo właśnie umierał, zależy jak długo chciałby się z nim bawić Faust…
        ”Nie bądź taki miękki”.

        Gdy Aldaren wszedł do pracowni w piwnicy, Mitra zaraz się wyprostował i szybko odwrócił, by stać twarzą w twarz z wampirem. Na jego obliczu nadal widać było złość, wyzwanie - był gotów kontynuować tę awanturę… Ale też przyjąć przeprosiny, tłumaczenia. Cokolwiek. Bo skoro skrzypek tu przyszedł, chciał doprowadzić tę rozmowę do końca i być może miał coś ciekawego do przekazania… Na razie jednak milczał. Oboje milczeli. Stali naprzeciw siebie i patrzyli sobie w oczy. W spojrzeniu Mitry widać było gniew i wyczekiwanie i naprawdę niewiele brakowało by krzyknął “no dalej, mów!”. Jednak na to, o co został poproszony, nie był przygotowany. Widać było, że to go zaskoczyło. Przestąpił z nogi na nogę, odsunął się nieco od stołu i założył ręce na piersi. Schowany za jego przedramionami naszyjnik jarzył się mdłym, błękitnym światłem.
        - O co… - zaczął, gdy już odzyskał język w gębie. Gdy jednak Aldaren powiedział o zaufaniu nekromanta nie miał już nic do powiedzenia. W końcu sam wcześniej na górze tyle mówił o tym, że Aldaren mu nie ufa, że gdyby teraz nie przystał na jego warunek, wyszedłby na hipokrytę. Poza tym… Chciał. Naprawdę chciał. Westchnął więc, jeszcze trochę manifestując swoje niezadowolenie, ale zamknął oczy, opuścił ręce i głowę. Usta lekko zacisnął - denerwował się, bo nie wiedział co kombinuje skrzypek. Słyszał jego kroki i wiedział, że podszedł do niego na wyciągnięcie ręki. Głęboko nabrał powietrza, gdy został złapany za rękę, a gdy poczuł na palcach rękojeść noża, prawie wyrwał dłoń, lecz Aldaren trzymał go na tyle pewnie, że nie było odwrotu. Aresterra zacisnął palce na uchwycie i już miał się odezwać, zaprotestować, zwyzywać skrzypka za to, że po raz kolejny chce popełnić samobójstwo jego rękami… Lecz wampir był szybszy z realizacją swojego planu niż on z wyrażeniem swojego oburzenia. Mitra lekko stracił równowagę, gdy został pociągnięty do przodu… i wpadł w ramiona Aldarena. Bardzo cicho jęknął, gdy otoczyły go ręce skrzypka. Co się działo? On… On go przytulił, nie tylko złapał by nie upadł. Objął i tak trzymał. Nie widział wyrazu twarzy Mitry, ale mógł poczuć, jak jego ciało zaczyna całe drżeć. Drżenie jednak ustało, gdy tylko Aldaren skończył mówić. Prawie jakby Mitra zemdlał z tych emocji… Nim jednak wampir zdążył się zaniepokoić, mógł poczuć na swoich plecach nieśmiały dotyk drżących dłoni nekromanty. Aresterra odwzajemnił jego gest - przytulił się do niego szczerze, lecz były to objęcia bardzo nieśmiałe, bez wprawy. Przywarł do niego jeszcze odrobinę mocniej, twarz chowając w zgięciu jego szyi. Z początku był przerażony taką bliskością, zamknięte oczy jedynie potęgowały doznania, którymi do tej pory tak się brzydził. Jednocześnie jednak - trochę ku własnemu zaskoczeniu - poczuł, że istniała różnica między tym jak obejmował go chociażby Sarazil, a tym jak robił to Aldaren… I to drugie było wręcz uspokajające. Nadal serce waliło mu jak oszalałe, ale może następnym razem będzie lepiej…
        - Co ty…
        ”Nie myśl, że będziesz ot tak zmieniał sobie zdanie”.
        Mitra chciał zapytać co wampir opowiada za głupoty, ale nie dokończył. Jęknął boleśnie, ale też cicho jakby zupełnie nie miał na to siły.
        - Odsuń się - wypluł z siebie pośpiesznie, ale wbrew swoim słowom przytrzymał Aldarena przy sobie. Jedną rękę odsunął od jego pleców - tę, w której nadal trzymał sztylet. Jakże skrzypek był głupi dając mu do ręki broń i dopuszczając go tak blisko siebie… Oby ten sztylet był srebrny. Chociaż nie, wcale nie musiał być - równie dobrze można było poprawić. Raz, drugi, trzeci. Jeśli Mitra by przy tym zginął… I tak było warto.
        Nóż jednak nie wbił się w plecy Aldarena. Z jakiś niezrozumiałych powodów nekromanta wyciągnął rękę przed siebie i ostrze przeszło na wylot przez jego dłoń, ale nie dosięgnęło ciała skrzypka. Bolesny krzyk Aresterry był tak podobny do tego, który wyrwał się z jego ust w kryptach - ból musiał być podobny.
        Nagle za plecami Aldarena rozległ się dziwny drewniany łomot. Coś szarpnęło go w bok. Kolejny rumor - Mitra pchnięty przez własnego manekina wpadł na zasłany księgami stół. Drewniana figura jednak na tym nie poprzestała. Złapała swego pana za szyję i docisnęła do ściany, przytrzymała go też za zdrową rękę - w drugą nadal wbity był sztylet. Widać było, że Aresterra walczył o oddech, lecz o dziwo w pewnym momencie bez trudu odepchnął manekina, który jakby stracił siły i wolę poruszania się. Mitra zaraz wyciągnął zdrową rękę w stronę Aldarena i wypluł z siebie jakieś słowo. Kołnierz wampira zaczął zacieśniać się wokół jego szyi. Lecz i tym razem rzucane przez niego zaklęcie przerwał manekin. Niezgrabnie, bo przecież nie znał się na walce, znowu rzucił się na nekromantę. Uderzył go w rękę, a Aresterra ryknął z bólu.
        - Aldaren, wiej! - krzyknął, nim po raz kolejny został przyduszony do ściany. Wierzgał nogami, jakby instynkt kazał mu się wyrywać, ale on wcale tego nie chciał.
Avatar użytkownika
Mitra
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
 
Inne Postacie: Sanaya, Jorge, Dżari, Skowronek, Yastre, Tioyoa, Kinalali, Widugast, Ijumara, Nikolaus, Kaikomi, Rael, Mniszek, Rianell, Sadik, Maximilaan, Rammi,
Rasa: Błogosławiony
Aura: Kiedy odwrócisz głowę, skuszony wyrazistością emanacji, dotrze do Ciebie niemal od razu jej świetlisty blask - nieskalany, anielski, kojący - migoczący żywo wśród zapachu fiołków, błogosławionego kwiecia. Po gładkich licach spływają jednak słone łzy, nie mające nic wspólnego z radością, a z ust oblepionych srebrną krwią płyną co prawda słowa łagodne, lecz także ostre i padające znienacka. Ale kto usłyszałby je wśród rozdzierających duszę krzyków agonii, gdy poczucie dojmującej straty tępi zmysły i każe spojrzeć głęboko w pełne goryczy oczy, gdzie w smętnej poświacie turmalinu odbija się nieprzewidywalna jaskrawość topazu? Błyska jak nagłe zafascynowanie i ginie niczym zduszone pragnienie, po czym pojawia się znowu, nie dając pozbierać myśli i gwałtownie przyspieszając puls. Może ukojenie przyniosą falujące swobodnie pod stopami atłasy w kolorze kobaltu, które ujrzysz gdy spłoszony w końcu spuścisz wzrok? Nie. Pod nimi ukryte są połamane kości. Resztki tworów z cynku, o brzegach ostrych i niebezpiecznych, nadal całkiem twarde, choć możesz na nie nastąpić licząc, że pokruszą się prędzej niż przebiją podeszwę buta. Jeśli tak się nie stanie, zbrukasz je posoką, lecz jeżeli siła będzie po Twojej stronie, wtedy pozostanie po nich jedynie miałki, miedziany pył, po którym wyjdziesz na zewnątrz.
Wygląd: Po ulicach Maurii włóczy się postać jakich wiele. Wysoka na równe sześć stóp, szczupła, na pewno żaden wojownik, raczej mag albo sługa. Chodzi szybko i porusza się energicznie, nie jest to więc żaden z nieumarłych. Ma szczupłe dłonie o długich palcach bez zgrubień w stawach, a krótkie i szerokie płytki paznokci świadczą o tym, że właściciel kiedyś obgryzał paznokcie. ... (Więcej)

Postprzez Aldaren » Wt lut 05, 2019 10:52 pm

        Przez to co się stało i co jeszcze go czekało wampir był bardzo zdenerwowany i to wcale nie w tym negatywnym sensie. Po prostu czuł się przytłoczony tym wszystkim, ale nie mógł odejść. Nie chciał odchodzić, a Drugi miał całkowitą rację, choć bardziej niż o dobre relacje między mężczyznami martwił się o możliwość swojej dalszej egzystencji. Aldaren musiał porozmawiać z Mitrą i to wszytko wyjaśnić inaczej po śmierci na pewno nie zaznałby spokoju, o ile wampiry mogą odrodzić się jako zjawy. Co prawda nie miałoby to większego sensu, ale w Maurii różne dziwne rzeczy dość często lubią się dziać. To rodziło też pewną nutę niepokoju czy aby Faust nie mógłby tak powrócić do świata żywych. Nie była to pocieszająca myśl, ale skrzypek miał obecnie ważniejsze problemy na głowie. Poza tym w życiu oraz nie-życiu jeszcze nie słyszał o takim przypadku, więc szczerze wątpił w zaistnienie takiej możliwości. Nie było już Fausta, przez co lazurowooki był rzeczywiście wolny, nawet jeśli nie wiedział co począć z tą wolnością i jej nie do końca chciał; a co najważniejsze Mitra był bezpieczny. Przynajmniej dla nieświadomego kłopotów nekromanty wampira.

        Wchodząc do piwnicy Aldaren w ogóle nie był spokoju, choć tak bardzo się starał o to przed otworzeniem drzwi do pomieszczenia na dole. Do tego jeszcze nie do końca ufał zapewnieniom demona, że tę rozmowę będą mogli przeprowadzić w cztery oczy. W tym przypadku oboje - Aldaren i upiór - nie mieli najmniejszego pojęcia jak bardzo byli w tej kwestii naiwni. Nie było już jednak czasu na odwrót, przedstawienie się rozpoczęło.
        Schodząc ze schodów i mówiąc do Mitry, Aldaren całkowicie skupił się jedynie na postaci blondyna przez co cały wystrój wnętrz nie miał dla niego najmniejszego znaczenia i nie został w ogóle zauważony. Po chwili też i wahanie opuściło skrzypka, całkowicie zatraconego w swoich zamiarach i próbie pogodzenia się z nekromantą. Był durniem, że wcześniej nie zwracał uwagi na myśl, że Mitra był dla niego kimś ważnym i chciałby dla niego zrobić wszystko, czego dowodem mogło być to, że bez wahania w kryptach stanął po stronie niebianina i sprzeciwił się swojemu ojczymowi. W sumie nie miał za specjalnie czasu by o tym myśleć, gdyż jeśli blondynowi nie pomagał, nie dotrzymywał mu towarzystwa, to zaraz martwił się jego stanem, albo rozmyślał żałośnie o swoim wiecznym spoczynku, który miał niby wszystkich uszczęśliwić i przed wampirem uchronić. Jak widać temu, dla którego zrobiłby wszystko, daleko byłoby do bycia szczęśliwym gdyby krwiopijca się zabił, o czym Aldaren zdążył się już przekonać. Ale może to dobrze, że tak się sprawy potoczyły i dostał od niebianina reprymendę, choć trzeba przyznać, że to niezbyt zdrowy sposób na odbywanie rozmowy o tym co siedzi cierniem w boku.

        Gdy Mitra dał mu się przytulić, choć wbrew własnej woli i z zaskoczenia, skrzypek był naprawdę szczęśliwy, że tak to wszystko wyszło, bo inaczej może nigdy by się na coś takiego nie odważył. Owszem, miał świadomość, że po wszystkim najpewniej dostanie po głowie od nekromanty i więcej już nie zbliży się do niego na mniej niż odległość jednego łokcia, a może i sążnia, nie mówiąc już o dotknięciu go, ale czuł, że przynajmniej wciąż będzie miał w nim przyjaciela, którego będzie mógł zadowolić swoim towarzystwem i służyć mu pomocą. Nic więcej nie oczekiwał, bo i prawa by oczekiwać nie miał. Grunt to możliwość życia z nim w zgodzie i przyjaźni.
        - Chciałbym móc ci towarzyszyć do końca twoich dni, jeśli mi pozwolisz przyjacielu - szepnął do niego dalej tuląc z niemałym szczęściem i ulgą rysującymi się na jego twarzy, przez to, że Mitra odwzajemnił jego uścisk choćby tak niepewnie i zapewne również z rezerwą oraz dystansem. To i tak było już zawsze coś, tym bardziej, że wampir był bardziej niż pewien, że blondyn go przebije sztyletem, w końcu to przez mistrza Sarazila i jeszcze kilku innych z przeszłości nekromanty, doprowadziło do tego, że ten brzydził się teraz i bał dotyku.

        Bardzo ciężko było mu puścić niebianina, ale wiedział, że nie powinien przeginać, ani wystawiać na próbę jego cierpliwości oraz tolerancji. Poza tym przyszedł tu by porozmawiać i omówić... kilka niezrozumiałych dla niego spraw związanych z wcześniejszą wypowiedzią błogosławionego. Jego szczęście zostało ścięte jak mieczem, gdy doszło jego uszu polecenie Mitry, przez co wampir od razu się skruszył.
        - Ależ oczywiście... Wybacz i... zapo...
        Bardzo chciał uszanować jego wolę, ale jak, skoro teraz to niebianin nie chciał go puścić. Wampir starał się na niego spojrzeć, ale nie było to zbyt proste, a po chwili poczuł jak Mitra odrywa od jego pleców zaciśniętą na rękojeści ostrza dłoń. Westchnął nieco drżącym głosem pełnym zawodu i jednocześnie zrozumienia. Podejrzewał, że swoim wygłupem - tym przytuleniem - przekroczy niebezpieczną granicę i jak widać się doigrał, ale skoro nekromanta tego chciał... Z resztą skrzypek mu to już raz proponował, przytulił bardziej przyjaciela.
        - Mam nadzieję, że będziesz szczę...

        Wtem zapach krwi mężczyzny zaczął nagle wypełniać powietrze dokoła nich i niebezpiecznie drażnić nos krwiopijcy. Nieumarłego sparaliżował nagły przypływ dzikiego pragnienia i jednocześnie niewyobrażalne mdłości. Nie wiedział co się dzieje i co to wszystko ma znaczyć. Jego oczy zabarwiły się na czerwono, a on nieco odepchnął od siebie blondyna, by się uwolnić z jego objęć. Wtedy też został przewrócony przez drewnianego manekina.
        - Mitra, co ty...?! - krzyknął zbierając się z ziemi i znów zamarł widząc jak jeden z manekinów nekromanty go popycha i zaczyna dusić.
        Mimo Głodu Aldaren był kompletnie zdezorientowany, zareagował jednak gdy spostrzegł, że nekromanta wyciąga w jego stronę dłoń i próbuje coś z siebie wydusić. Nieumarły od razu wstał na równe nogi i był gotów skoczyć mu na ratunek, obronić go przez zbuntowaną kukłą, jednakże wtedy poczuł, że coś zaczyna go dusić. Padł na kolana starając się chwycić dłońmi tę marę i poluźnić uścisk, lecz nic nie było na jego szyi. Zaraz się zorientował, że to jego własny kołnierz został zaklęty i właśnie utrudnia mu złapanie tchu. Czyli Mitra jednak chciał go wykończyć, ale kukła z jakiegoś powodu mu to uniemożliwiała...
        - Drugi!!! - wysapał wściekle i znów się podniósł, gdy zaklęcie zostało przerwane.

        Wbrew jednak swoim domysłom upiór wcale nie opętał tej kukły i to nie on uniemożliwiał nekromancie wykończenie nieumarłego. Gdy po kilku uderzeniach serca blondyn do niego krzyknął, by uciekał, Aldaren miał już całkowity mętlik w głowie. Skrzywił się niemiło szczerząc groźnie do samego siebie nie do końca ludzkie uzębienie i w jednej chwili spalił manekina duszącego Mitrę. Wtedy też drzwi od piwnicy z trzaskiem się otworzyły, a na dół zbiegł pospiesznie manekin z parteru z niesionym za uszy Żabonem, trzymanym w jednej dłoni.
        - "Co ty do diabła wyrabiasz debilu?! Atakujesz nie tego!" - warknął na wampira upiór, który rzucił w błogosławionego małym demonem by ten odwrócił jego uwagę, a opętany manekin z parteru, zbliżył się do krwiopijcy i z całej siły walnął go w twarz, tak mocno, że drewniana pięść nieco się pokruszyła. - "Twój kochaś chce cię zabić wbrew swojej woli, został opętany..." - przerwał gdy jedno z zaklęć władających rzeczami nieumarłymi go trafiło, ale to jedynie rozsierdziło demona kontrolującego kukłę, gdyż on nie był powstrzymywany przez swojego obecnego nosiciela i przez to łatwiej było mu ochronić się przed tym czarem.
        - "Zdejm mu ten cholerny naszyjnik!" - polecił Aldarenowi, który właśnie został oświecony w sytuacji, acz szczerze mówiąc dalej niewiele wiedział.
        - "Ty kanalio!" - warknął w stronę Mitry, gdy ten uwolnił się od kąsającego go Żabona i wtedy sam Drugi stanął w szranki z nekromantą, by dać wampirowi szansę. Wiedział, że gdyby skrzywdził blondyna, skrzypek najpewniej nigdy by mu tego nie wybaczył, a to mogłoby się dla upiora źle skończyć, jednakże bez kilku uderzeń się nie obejdzie i lazurowooki będzie musiał mu wybaczyć.

        Aldaren zacisnął pięści i patrzył bez chwilę bezradnie na tę szamotaninę. Postanowił zaufać Drugiemu, zmienił się w kruka by mieć więcej miejsca do uników w tym pomieszczeniu i z pomocą Żabona spróbowali zdjąć z szyi Mitry przeklęty naszyjnik, jeszcze bardziej przeklętych braci.
Avatar użytkownika
Aldaren
Mieszkaniec Sennej Krainy
 
Inne Postacie: River, Yve, Valerian, Kiraie, Dantalian, Dragosani, Veryvin, Selim, Mana,
Rasa: Wampir - przemieniony z człowieka
Aura: Już z daleka widnieje dosyć silny, szmaragdowy blask. Przypomina promienie słońca powoli skrywające się za linią horyzontu. Powłoka natomiast swym żelaznym kolorytem przywodzi na myśl różnorakie oręże i walki rycerzy w lśniących zbrojach. Kobaltowe, wijące się w nieregularny sposób pasma natomiast są niczym rzeki, a występujące gdzieniegdzie plamy barachitu można przyrównać do zaznaczenia lasów na mapie. Tu i ówdzie ktoś wymalował miedzianą farbą w bardzo staranny sposób nuty układające się w przyjemną melodię, wesoło poukładane na rtęciowej pięciolinii. W pewnym momencie naprawdę można to usłyszeć, muzyka jest na tyle spokojna, iż przynosi miłą ulgę dla zmysłów. Niespodziewanie można usłyszeć głosy i dźwięki tak dziwne i nietypowe, że nie da się ich sklasyfikować. U niektórych osób mogą spowodować niepokój, który potęgują niemożliwe do przewidzenia nagłe trzaski płomieni i chaotycznie sypiące się iskry oraz narastające ciepło. Można także wyczuć zapach świeżej krwi, a od czasu do czasu również ludzki pot, choć jest dość rzadkie zjawisko, stale zanikające. W dotyku natomiast twarda, co pasuje do jej głównego odcienia, giętka niczym falujące na wietrze liście drzew. Dodatkowo ostra niczym kieł wampira oraz niebywale aksamitna. Pozostawia po sobie pikantny posmak, połączony z lepkością, a czasem z suchością.
Wygląd: Ten młody, przystojny mężczyzna atletycznej budowy, rzeźbionej jak w kamieniu przez najznamienitszych artystów tchniętych bożą łaską oraz błogosławieństwem, mierzy sobie dziewięć i pół piędzi (188,1 cm) przy czym waży około czterech i pół kamieni (ok. 86 kg). Porusza się z gracją godną arystokraty, a jego miękki, łagodny głos rozbrzmiewa echem w uszach słuchających ... (Więcej)

Postprzez Mitra » Śr lut 06, 2019 9:43 pm

        Mitrze wydawało się, że był topiony. Duchy braci w pojedynkę były słabe, ale dobrze ze sobą współpracowały. Nekromanta choć stawiał im silny opór, co chwilę był spychany pod powierzchnię i to one przejmowały kontrolę nad jego ciałem. On jednak cały czas walczył. Gdy udawało mu się przełamać opętanie, czuł się jakby wypłynął na powierzchnię lodowatego jeziora. Ledwo nabierał tchu, szybko orientował się w sytuacji i robił wszystko, by pokrzyżować ich plany. Może gdyby skupił się na tym, by je od siebie odepchnąć, choć chwilę skupił się na tym opętaniu a nie na pomocy wampirowi, może wtedy przełamałby ich atak i zmusił do ustąpienia nie na chwilę, a na wieczność. Dla niego liczył się jednak tylko Aldaren. Już słysząc głos Mariusa wiedział co planują Krazenfirowie - że jego rękami postarają się zgładzić skrzypka, bo nekromanta na chwilę spuścił gardę. Musiał im to za wszelką cenę uniemożliwić, choć za pierwszym razem ledwo zdążył - dlatego został ranny. Później jednak działał metodycznie. Wiedział, że bliźniacy czarowali w bardzo klasyczny sposób, posługując się inkantacjami, które angażowały i słowa i gesty. Wystarczyło ich unieruchomić, zabrać im głos, a nie mogliby czarować. Dlatego tak skupiał się na tym, by swojemu manekinowi kazać blokować własne ręce, uniemożliwić mówienie… Chociaż ożywieniec mógł mu tylko zatkać usta. Mitra liczył jednak na to, że spanikowane duchy albo odstąpią od przejęcia duszonego ciała, albo zginą razem z nim. Dla niego oba rozwiązania były dobre. Byle Aldaren dał radę uciec i nic mu się nie stało, bo tego nigdy w życiu by sobie nie wybaczył. W krótkim, krótszym niż mrugnięcie przebłysku, wyobraził sobie, że gdyby teraz zginął, stałby się upiorem, którego w tym świecie uwiązałaby jedynie silna potrzeba chronienia skrzypka.
        A jednak po raz kolejny się ocknął. Tym razem czuł, że bolały go już obie ręce, tak cholernie bolały, że aż nie umiał powstrzymać krzyku. Zaraz jednak poczuł, że coś ciągnie go na dno, pod powierzchnię, że już woda się nad nim zamyka. Miał mało czasu na wydanie kolejnego rozkazu, a mimo to go zmarnował, bo zamiast skupić się na manekinie, spojrzał na Aldarena. Za wiele słów by go kosztowało wyjaśnienie tej sytuacji, lecz ostrzeżenie… To mógł zrobić. I jedynie liczyć, że wampir w jego oczach zobaczy, że nie żartuje. Może to sobie kiedyś wyjaśnią. A jeśli nie… Przynajmniej Aresterra będzie miał świadomość, że zrobił w tym momencie wszystko, by go ochronić. Gdy już prawie stracił kontakt ze światem zewnętrznym, zdołał wydać jedno polecenie - oszczędne w słowa, ale bogate w treść. “Duś”. Bo czyż nie jest to najlepszy sposób, by nie pozwolić komuś mówić?

        Kolejne przebudzenie było dziwaczne. Mitra gwałtownie nabrał tchu. Szyja go bolała, lecz już nie był duszony - jego manekin zamienił się w stertę popiołu i węgla drzewnego, a powietrze w piwnicy w jednej chwili zrobiło się duszne i gęste. Sprawka Aldarena, to było pewne. Co on tu jeszcze robił?! Nim jednak Mitra wyraził na głos swoje niezadowolenie, w drzwiach prowadzących do pracowni pojawił się kolejny manekin. To go przeraziło - wiedział, że w piwnicy znajdowała się tylko jedna taka lalka, kolejne były na wyższych piętrach, więc ten musiał pochodzić co najmniej z parteru… Bracia mieli tyle mocy, by działać na takim obszarze? To by oznaczało, że zdecydowanie ich nie docenił, a oni być może oszczędzali siły, choć byli zdolni do jeszcze większych czynów…
        Aresterra ponownie zapadł się w ciemność, w ostatnim przebłysku świadomości dziwiąc się co tu u licha robił Żabon. Mały demon tymczasem już leciał, rzucony w stronę swojego aktualnego pana. Wyczuł jednak najwyraźniej, że coś było nie tak, bo wcale nie kwapił się do tego by być dobrym demonem, a raczej zachowywał się jak wściekły kot. Szamotał się z Mitrą, jakby jednocześnie chciał uciekać i go atakować. Podrapał nekromantę po twarzy, gdy ten jęcząc boleśnie złapał go za futro na karku, by go z siebie zdjąć. Nie dał się! Spadł jednak na tors niebianina i uczepił się jego ubrania. Dziabnął dłoń, która próbowała go zabrać, wtedy z ust Mitry wydobyło się przekleństwo. Niezwykłe zjawisko, zważywszy, że błogosławiony nigdy nie przeklinał. Nikt z obecnych jednak się nad tym nie zastanawiał, nie było na to czasu.

        Po kolejnym odzyskaniu władzy nad ciałem Mitra nie zastanawiał się nad Żabonem, nad tym, że bolała go twarz i jeszcze bardziej ręka. Dostrzegł kukłę, która się tu pojawiła i niewiele nad tym myśląc zdecydował się z niej skorzystać - w końcu do tego była. Odebrać ją spod kontroli Krazenfirów, wykorzystać może, by w końcu wyrzucić z tej piwnicy Aldarena, który jak ostatni osioł nadal tu siedział… Ale gdy spróbował, napotkał opór tak silny, że nigdy by się tego nie spodziewał. Został momentalnie odepchnięty od manekina i ponownie wciągnięty w mrok.
        Opętany nekromanta w końcu zdołał zrzucić z siebie Żabona - złapał go ponownie za futro na karku i cisnął nim gdzieś w bok, niedbale, jakby był to jedynie mały worek ziemniaków. Już gramolił się na równe nogi, gdy został ponownie zaatakowany. Tym razem przez znacznie większy kaliber… Zgięło go w pół, gdy manekin z zadziwiająco dobrą techniką rąbnął go w brzuch. Poleciał do tyłu, zatrzymał się jednak na blacie roboczym i przechylił do przodu, rannymi rękami obejmując się w pasie. Zaraz podniósł na opętanego przez upiora manekina spojrzenie pełne nienawiści i już było widać, jak z najwyższym wysiłkiem próbuje złożyć dłonie do czaru, wydobyć z siebie odpowiednie słowa… Wtedy jednak dostał kolejny raz - jego przeciwnik musiał być doświadczonym bokserem, bo dopadł nekromanty i sprzedał mu kilka konkretnych ciosów pięścią w żebra. Bolało tak bardzo, że aż niebianinowi zrobiło się biało przed oczami…

        I wtedy do głosu znowu dotarł Mitra. On był bardziej odporny na ból niż bracia, dlatego łatwiej zorientował się w sytuacji. Choć i tak nie było łatwo. Lecz zrozumiał jedno: zasłużył na łomot, który otrzymał, bo on służył temu, by można mu było zdjąć naszyjnik. Tak, też na to w międzyczasie wpadł - to przez tę błyskotkę Krazenfirowie tak łatwo go dopadli. Zlekceważył ich, a teraz nie potrafił sam tego przerwać. Gdy więc zorientował się w sytuacji, po prostu pozwolił im działać. Nie stawiał oporu, podniósł głowę i opuścił ręce, lecz gdy nagle przestał trzymać się stojącego przed nim manekina, zrobiło mu się słabo i upadł na kolana.
        Bracia również wiedzieli, co się przeciwko nim kroi i to dodało im sił do walki. Po raz kolejny opętali Mitrę i próbowali się bronić. Ryknęli pośpiesznie formułowanym zaklęciem, ale jednocześnie manekin dał im w mordę otwartą dłonią, rozsmarowując krew po policzku, a Żabon ugryzł ich w dłoń, tym razem drugą, by równo puchło. Tak osaczeni Krazenfirowie nadal próbowali walczyć i ożywić cokolwiek, by sobie pomóc, ale już było za późno, musieli poddać się przewadze liczebnej przeciwnika i ograniczeniom tego ciała, którym dysponowali.

        W końcu w trakcie szarpaniny naszyjnik został Mitrze zdjęty, choć ten nawet nie wiedział czy zdjęto go jak należy przez głowę, zerwano łańcuszek czy może zniszczono medalion. Nagle jednak wynurzył się na powierzchnię świadomości i czuł, że już nic go nie wciągnie z powrotem. Wraz z odzyskaną świadomością wrócił jednak ból i to tym razem w całej krasie.
        - Stój! - zawołał, by nie oberwać po raz kolejny, bo wiedział, że już jest bezpieczny. Podniósł dłonie by się nimi zasłonić, w jedną jednak nadal miał wbity nóż, a druga wyginała się pod jakimś dziwnym kątem. Obie były pokąsane i strasznie bolały. Aresterra jęknął i rozejrzał się. Zrobiło mu się słabo, musiał oprzeć się o stół za sobą by nie upaść, lecz przytomnie nie wsparł się na dłoniach, a od razu na łokciach. Wtedy, zerkając kątem oka na pomieszczenie, w końcu się odezwał.
        - Przepraszam - jęknął jedynie chrapliwym głosem, kręcąc głową. - Przepraszam…
        Żabon, który do tej pory skakał wokół niego i skrzeczał groźnie, teraz jakby stracił cały animusz. Zatrzymał się i burcząc dziwnie zbliżył się do nekromanty, a gdy ten go nie kopnął ani nie odepchnął, klapnął zadkiem na ziemię, jakby zamierzał go pilnować.
        - Już… - Mitra ciężko przełknął ślinę. Gardło cholernie go bolało, mógł się wręcz założyć, że na szyi zaczęły rodzić mu się siniaki. - Już nikomu nic nie zrobię. Przepraszam… - powtórzył nim się rozkaszlał. - Aldaren… Muszę to wyjąć - powiedział, pokazując wampirowi swoją zranioną rękę. Mógł to zrobić sam, nie było w tym najmniejszego problemu, lecz pamiętając gwałtowną reakcję skrzypka z krypty wolał go uprzedzić, że poleje się krew.
        Nogi jednak nie chciały go słuchać i gdy tak stał, gapiąc się na swoją dłoń jakby wcale nie należała do niego, osunął się nagle na kolana.
        - On jest jadowity? - zapytał słabym głosem, patrząc na Żabona. Chyba miał to być żart, a jego niemoc brała się z nowych ran i nowej walki, która była prawie ponad jego siły. Chociaż kto tam wie: demon jakby rozumiejąc pytanie oblizał się dumnie.
Avatar użytkownika
Mitra
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
 
Inne Postacie: Sanaya, Jorge, Dżari, Skowronek, Yastre, Tioyoa, Kinalali, Widugast, Ijumara, Nikolaus, Kaikomi, Rael, Mniszek, Rianell, Sadik, Maximilaan, Rammi,
Rasa: Błogosławiony
Aura: Kiedy odwrócisz głowę, skuszony wyrazistością emanacji, dotrze do Ciebie niemal od razu jej świetlisty blask - nieskalany, anielski, kojący - migoczący żywo wśród zapachu fiołków, błogosławionego kwiecia. Po gładkich licach spływają jednak słone łzy, nie mające nic wspólnego z radością, a z ust oblepionych srebrną krwią płyną co prawda słowa łagodne, lecz także ostre i padające znienacka. Ale kto usłyszałby je wśród rozdzierających duszę krzyków agonii, gdy poczucie dojmującej straty tępi zmysły i każe spojrzeć głęboko w pełne goryczy oczy, gdzie w smętnej poświacie turmalinu odbija się nieprzewidywalna jaskrawość topazu? Błyska jak nagłe zafascynowanie i ginie niczym zduszone pragnienie, po czym pojawia się znowu, nie dając pozbierać myśli i gwałtownie przyspieszając puls. Może ukojenie przyniosą falujące swobodnie pod stopami atłasy w kolorze kobaltu, które ujrzysz gdy spłoszony w końcu spuścisz wzrok? Nie. Pod nimi ukryte są połamane kości. Resztki tworów z cynku, o brzegach ostrych i niebezpiecznych, nadal całkiem twarde, choć możesz na nie nastąpić licząc, że pokruszą się prędzej niż przebiją podeszwę buta. Jeśli tak się nie stanie, zbrukasz je posoką, lecz jeżeli siła będzie po Twojej stronie, wtedy pozostanie po nich jedynie miałki, miedziany pył, po którym wyjdziesz na zewnątrz.
Wygląd: Po ulicach Maurii włóczy się postać jakich wiele. Wysoka na równe sześć stóp, szczupła, na pewno żaden wojownik, raczej mag albo sługa. Chodzi szybko i porusza się energicznie, nie jest to więc żaden z nieumarłych. Ma szczupłe dłonie o długich palcach bez zgrubień w stawach, a krótkie i szerokie płytki paznokci świadczą o tym, że właściciel kiedyś obgryzał paznokcie. ... (Więcej)

Postprzez Aldaren » N lut 10, 2019 9:11 pm

        Ciężko było Aldarenowi przyglądać się temu, jak Drugi okładał Mitrę i jeszcze na to z własnej woli pozwalać. A przecież chciał go chronić! To było dla wampira nie do zniesienia i przyprawiało go o szaleństwo wraz ze wszechobecną wonią krwi wypełniającą całą piwnicę, a do tego jeszcze ten mętlik w głowie. Skrzypek zacisnął zęby i pięści, spuszczając głowę. Nie mógł już dłużej wytrzymać tej niemocy, lecz nim całkowicie poddał się instynktom i ślepej furii, dotarło do niego polecenie upiora i prawdopodobna przyczyna takiego zachowania nekromanty. Albo raczej artefakt.

        Nie czekając ani sekundy dłużej, Aldaren przeobraził się w kruka i zaczął się siłować z łańcuszkiem by jakimś sposobem zdjąć go przez głowę, a nie brutalnie zrywać. Niestety sprzeciwiające się temu pomysłowi duchy bliźniaków nie ułatwiały mu zadania nawet jak Żabon z powrotem uczepił się ubrania blondyna i również postarał się zdjąć amulet. Nie było dobrze, zwłaszcza, że widząc ich bezcelowe starania, Drugi zaczął się niecierpliwić, co mogło się źle skończyć dla nich wszystkich tu obecnych, lecz ptakowi w końcu się udało.
        Z początku nie był pewny czy to coś w ogóle dało, dlatego poleciał za kukłę opętaną przez Drugiego i chwilę się unosił w powietrzu za jego plecami z naszyjnikiem w szponach. Na efekty jednak nie trzeba było długo czekać. Aldaren wrócił do poprzedniej postaci, a widząc w oczach Mitry poprawę, domyślił się, że to faktycznie podziałało. Upiór zdawał się jednak tego nie zauważać i już szykował się do zadania kolejnego ciosu, lecz skrzypek przytrzymał jego dłoń. Patrzył karcąco na drewnianą lalkę.
        - "Nie patrz tak na mnie! Dzięki mnie wszystko dobrze się skończyło!" - burknął z wyrzutem, lecz odpuścił kolejny atak. Zaraz obaj skupili się na blondynie.

        - W porządku Mitra, wszystko już jest dobrze - powiedział uspokajająco Aldaren, choć mógł obecnie wyglądać niepokojąco i niezbyt przekonująco przez wyraźne na twarzy oznaki boleści i strachu, że coś takiego przytrafiło się nekromancie, jak również zmartwienie. Szkarłatnoczerwone oczy natomiast przypominały ślepia wygłodniałej, może nawet oszalałej z głodu bestii.
        Skrzypek stąpał bo bardzo cienkiej linii i poważnie kusił los nadal dając się otumanić wypełniającej pomieszczenie woni krwi, choć ta jednocześnie stała się również powodem coraz to bardziej nasilających się mdłości u wampira. Naprawdę w chwili obecnej wyglądał okropnie i to może nawet jeszcze bardziej niż w trakcie poważnej rozmowy jaką między sobą nieumarły i nekromanta niedawno odbyli, a której skutki doprowadziły do tej sytuacji. Starał się jednak kontrolować najlepiej jak potrafił i zbliżył się o krok by pocieszyć oraz pomóc niebianinowi, jednakże kukła opętana przez Drugiego go powstrzymała.
        - "Idź się przewietrzyć, dobrze ci zrobi. Obiecuję, że nie zatłukę tego lalusia podczas twojej nieobecności. Jeśli nie dotrzymam słowa dam ci spokój i niech mnie Czeluście pochłoną" - powiedział, pokazując otwarte dłonie w uspokajającym geście, zapewniającym, że na pewno nic nie zrobi. - "Jeśli nie chcesz później żałować, rób jak ci mówię. Zaufaj mi, wiem jak to się skończy jeśli zbliżysz się do niego w tym stanie. Po stracie żony ledwo się pozbierałeś, a gdyby teraz historia się powtórzyła z udziałem twojego jedynego obecnie przyjaciela?" - dodał, a swoimi słowami trafił w punkt.
        Wampir, choć się wyraźnie spiął na to wspomnienie, a następnie wzdrygnął wyobrażając sobie, że mogłoby się to powtórzyć, westchnął ciężko i postanowił odpuścić, dostosowując się do rady - bo tak wypadałoby określić słowa Drugiego, przekazując mu amulet Krazenfirów, bo ciężko byłoby opętać, opętującego innych upiora prawda? Na demona moc bliźniaków mogła niemieć żadnego wpływu, albo mieć, ale nieszkodliwy. Wierzył, że Drugi najlepiej przypilnuje naszyjnika, by Mitra mógł go później wykorzystać do otwarcia grymuaru, choć zapewne już nie dzisiejszej nocy.

        - Poczekam na górze - mruknął ochryple i z ociąganiem opuścił piwnicę, zostawiając w niej Mitrę z kukłą i Żabonem.

        Nawet dobrze się złożyło, bo akurat jak Aldaren zamykał za sobą drzwi, nogi nekromanty odmówiły posłuszeństwa i się pod nim ugięły, a upiór był pewny, że gdyby tylko krwiopijca to zobaczył, nie chciałby tak łatwo opuścić pracowni niebianina i doprowadzić się do porządku. Drugiemu tak naprawdę nie podobała się sytuacja, w której się znalazł - najchętniej dobiłby błogosławionego, bo stanowił poważne zagrożenie dla naiwnego i nazbyt ufnego skrzypka, lecz nie mógł złamać danego słowa. Co prawda wizja skończenia w Piekle nie była aż tak zła, ale szczerze powiedziawszy nie zamierzał się jeszcze żegnać z tym światem, tym bardziej, że słaby stan psychiczny wampira utrzymujący się ostatnimi czasy, obudziła go z letargu.
        Potarł drewnianym palcem powierzchnię amuletu, gdyby go zgniótł nie byłoby już żadnego zagrożenia i problemu. Nie zrobił jednak tego - po pierwsze wolał poczekać na rozwój wypadków, może urodzi się z tego coś ciekawego albo korzystnego dla niego samego, a poza tym aż nazbyt dobrze pamiętał swoją egzekucję za niszczenie mienia...a może to było przez morderstwo? Kij z tym.

        - "Jeśli w ciągu ostatnich sześciu godzin nie żarł nic toksycznego to nie, nie jest... Poza tym czy błogosławieni nie są czasem odporni na trucizny i choroby?" - odpowiedział telepatycznie Mitrze i przeciągnął się ze znudzeniem. - "Rób co masz robić, najlepiej się pospiesz, a przez to nie gadaj za wiele. Jeśli będziesz tu zbyt długo siedział Aldaren przyjdzie sprawdzić czy nie dzieje się nic niepokojącego, a wierz mi smrodu krwi unoszącej się w powietrzu nie pozbędziesz się czarem regenerującym rany" - burknął oschle i z, delikatnie ujmując, nutą wrogości w głosie.
        Wraz z Żabonem pilnowali Mitrę, w razie konieczności pomógł mu stanąć na nogi i ewentualnie dojść do salonu.

***

        Aldaren po wyjściu z piwnicy przeszedł przez salon, w ogóle nie zwracając na otoczenie uwagi i od razu wyszedł z domostwa błogosławionego. Nie odszedł jednak daleko, ledwo schował się za rogiem budynku i od razu zgiął się wpół poddając się dręczącym go nudnościom.
        Dłuższą chwilę wyrzucał z siebie skromną zawartość żołądka i w większości wypity koniak, po czym nieco osłabiony i całkowicie skołowany oparł się o ścianę i usiadł na ziemi, pozwalając rozpoczynającej się ulewie i smagającemu go co jakiś czas wiatrowi ukołysać do snu jego wampirze instynkty, jednocześnie też pomagając skrzypkowi powrócić do psychicznej normy, odzyskać jasność umysłu i być pewnym, że ma całkowitą kontrolę nad sobą, że głód ani krwiożercza natura nie dojdą do głosu, gdy tylko zbliży się do Mitry, że wszystko z lazurowookim wróci do normy i będzie tak sprzed jego przemiany - dalej będzie mógł udawać zwykłego, nieszkodliwego dla innych człowieka.
Avatar użytkownika
Aldaren
Mieszkaniec Sennej Krainy
 
Inne Postacie: River, Yve, Valerian, Kiraie, Dantalian, Dragosani, Veryvin, Selim, Mana,
Rasa: Wampir - przemieniony z człowieka
Aura: Już z daleka widnieje dosyć silny, szmaragdowy blask. Przypomina promienie słońca powoli skrywające się za linią horyzontu. Powłoka natomiast swym żelaznym kolorytem przywodzi na myśl różnorakie oręże i walki rycerzy w lśniących zbrojach. Kobaltowe, wijące się w nieregularny sposób pasma natomiast są niczym rzeki, a występujące gdzieniegdzie plamy barachitu można przyrównać do zaznaczenia lasów na mapie. Tu i ówdzie ktoś wymalował miedzianą farbą w bardzo staranny sposób nuty układające się w przyjemną melodię, wesoło poukładane na rtęciowej pięciolinii. W pewnym momencie naprawdę można to usłyszeć, muzyka jest na tyle spokojna, iż przynosi miłą ulgę dla zmysłów. Niespodziewanie można usłyszeć głosy i dźwięki tak dziwne i nietypowe, że nie da się ich sklasyfikować. U niektórych osób mogą spowodować niepokój, który potęgują niemożliwe do przewidzenia nagłe trzaski płomieni i chaotycznie sypiące się iskry oraz narastające ciepło. Można także wyczuć zapach świeżej krwi, a od czasu do czasu również ludzki pot, choć jest dość rzadkie zjawisko, stale zanikające. W dotyku natomiast twarda, co pasuje do jej głównego odcienia, giętka niczym falujące na wietrze liście drzew. Dodatkowo ostra niczym kieł wampira oraz niebywale aksamitna. Pozostawia po sobie pikantny posmak, połączony z lepkością, a czasem z suchością.
Wygląd: Ten młody, przystojny mężczyzna atletycznej budowy, rzeźbionej jak w kamieniu przez najznamienitszych artystów tchniętych bożą łaską oraz błogosławieństwem, mierzy sobie dziewięć i pół piędzi (188,1 cm) przy czym waży około czterech i pół kamieni (ok. 86 kg). Porusza się z gracją godną arystokraty, a jego miękki, łagodny głos rozbrzmiewa echem w uszach słuchających ... (Więcej)

Postprzez Mitra » Pn lut 11, 2019 2:42 pm

        Zaskakujące jak wiele znaczyły te słowa - “wszystko już jest dobrze”. W głosie Aldarena było coś, dzięki czemu Mitra naprawdę w to uwierzył i sprawiło mu to ulgę. Był przerażony, że gdyby tylko na moment odpuścił, Krazenfirowie mogliby osiągnąć swój cel i zabić Aldarena. Nigdy by nie przypuszczał, że posuną się do opętania i będą tak zawzięci. Teraz jednak zaprzepaścili wszelkie swoje szanse, bo Aresterra nie da się drugi raz nabrać na coś takiego, a co więcej teraz pałał do nich nienawiścią tak silną, że bracia powinni już drżeć ze strachu - on im na pewno nie odpuści, ale jak to mówią, zemsta najlepiej smakuje na zimno. Teraz były ważniejsze rzeczy do zrobienia.
        Mitra podniósł wzrok na skrzypka, a w jego oczach było widać boleść, nadal odrobinę zdenerwowania, ale też wyraźną wdzięczność. Czułość? Może bez przesady… Wszystko to jednak zastąpił niepokój, gdy dojrzał te czerwone oczy patrzące na niego z takim dzikim pragnieniem. Myślał, że już ich więcej nie zobaczy, a jednak… Spiął się odrobinę, ale nakazał sobie spokój. Jakimś cudem przeoczył to, że drewniana kukła powstrzymała Aladrena przed podejściem do niego. Później zaś naszła go fala słabości, nie zwrócił więc uwagi na to, że za namową ożywionego manekina skrzypek wyszedł z piwnicy. W sumie nawet dobrze, że to zrobił, bo przynajmniej nie nęcił go zapach krwi, której zresztą zaraz miało polać się znacznie więcej…

        Mitra podniósł na drewnianą kukłę wściekłe, nieprzychylne spojrzenie, zaraz jednak pojawiła się w nim doza uznania.
        - Masz rację - przyznał, nie wysilając się na ukierunkowywanie myśli do rozmowy telepatycznej. Nie kłopotał się również wstawaniem i po prostu tak jak klęczał, tak klapnął na tyłek, krzyżując przed sobą nogi. Patrzył na swoje ręce nadal tak, jakby nie były jego. Drżały, były blade, ale wbrew pozorom nie było najgorzej. Nóż jakimś cudem trafił między kości i nie dokonał aż tak wielkich zniszczeń jak mógł - dużo magii i nie będzie śladu, a dłoń zachowa sprawność. Druga… Mitra poruszył nią na próbę i dotknął jej, ale nie za mocno, bo przez ten wbity w rękę nóż wszystko go bolało. A potem zabolało jeszcze bardziej. Syknął.
        - A, cholera, złamana - ocenił szybko, choć już wcześniej coś czuł, że taka będzie diagnoza. Co więcej wszystko wskazywało na przemieszczenie… Ale to później, teraz ważniejsze było pozbycie się tego noża. Z racji tego, że Mitra nie miał ani jednej sprawnej ręki, Żabon był na to za głupi, a temu… czemuś… nie ufał za grosz, musiał to zrobić inaczej. Był jednak zawzięty, samodzielny i nieufny tak bardzo, że zaraz znalazł sposób, by sobie z tym poradzić. I tak jednak potrzebował małej pomocy, do której idealnie nadawał się równie mały demon.
        - Żabon - zwrócił się do niego. - Patrz na mnie i słuchaj uważnie. Skup się! W pokoju obok na stole jest niebieska skrzyneczka. Masz mi ją przynieść, ale niech cię ręka boska chroni byś tego nie upuścił, bo ci łeb urwę - ostrzegł go, a w jego spojrzeniu widać było tak sugestywne ostrzeżenie, że demon nie śmiał dyskutować. Zaskrzeczał z lekkim przestrachem i pokicał we wskazanym kierunku. Mitra został sam z… tym czymś. Oczywiście, że od razu sprawdził jego aurę. Silna, ale matowa, zimna jak powietrze w krypcie, rubinowa. Upiór… ”Bosko”, sarknął w myślach Mitra.
        - Kim jesteś? Skąd się tu wziąłeś? - zapytał, podnosząc na niego wzrok. Owszem, upiór kazał mu się jak najmniej odzywać, ale niech nie myśli sobie, że będzie rozkazywał panu tego domu. Wcześniej dał radę odeprzeć nekromantę by ten nie opętał jego kukły, ale gdyby teraz mieli walczyć, Aresterra już nie dałby się tak łatwo zepchnąć do defensywy, tym bardziej, że chciał usłyszeć odpowiedzi na swoje pytania, co do których miał już pewne przypuszczenia.
        Powrót Żabona zwiastowało dzwonienie szkła w niesionej przez niego skrzyneczce i skrzek, gdy już stanął w progu. Swoim kaczym chodem przydreptał do nekromanty i postawił przed nim skrzyneczkę, gdy ten wskazał mu miejsce.
        - Dobry demon - pochwalił go Aresterra. - Nagrodę dostaniesz później.
        W pudełku przedzielonym drewnianą kratownicą znajdowały się przeróżne eliksiry wzmacniające. Mitra nie musiał nawet patrzeć na etykietki, by wybrać te, których w tym momencie potrzebował. Wyciągnął więc trzy buteleczki i duszkiem wypił ich zawartość, uprzednio wyciągając zębami korki.
        - Przynieś mi jeszcze z tamtego pomieszczenia worek, który leży na najniższej półce zaraz obok drzwi. Migiem - rozkazał Żabonowi, by zabić czymś czas nim eliksiry zaczną działać. Wskazany przez niego worek był w gruncie rzeczy polową apteczką ze wszystkim, co było potrzebne do opatrywania ran, wliczając w to nawet igły chirurgiczne i skalpele. Z tych ostatnich Mitra co prawda nie zamierzał korzystać, ale wiedział, że na dłoń przyjdzie mu założyć kilka szwów, bo leczenie tej rany magią będzie musiało przebiegać w kilku etapach: nie był tak silnym i doświadczonym w tej dziedzinie magiem, by załatwić sprawę od ręki. ”Od ręki… ha ha ha”, pomyślał nekromanta w przejawie słabego poczucia humoru.
        Po powrocie Żabona przyszła kolej na tę najmniej przyjemną część - zajęcie się tą cholerną raną. Mitra w pierwszej kolejności przygotował sobie wszystkie opatrunki i nawlekł igłę do zszycia rany, co było nie lada wyzwaniem przy jego obrażeniach. Syczał pod nosem, ale nie odezwał się słowem, skupiony na tym co go czekało. Gdy wszystko było gotowe, obrócił dłoń z wbitym nożem tak, by jego ostrze było skierowane ku górze, po czym przytrzymując rękojeść między stopami wyszarpnął broń z rany. Krzyknął, bo to cholernie bolało, ale zaraz się opanował i dysząc ciężko oblał ją płynem dezynfekującym i zaczął szyć. Dwa szwy z jednej strony, dwa z drugiej - nie było źle. Zaraz też użył czarów, by w miarę zespolić tkanki - tak, by mógł bez bólu ruszać palcami. Po to wziął wcześniej te eliksiry, miały mu przywrócić siły magiczne. Gdy to już było gotowe, założył na tę dłoń prowizoryczny opatrunek, lecz zaraz po tym nie zabrał się za drugą rękę, lecz za twarz i zadrapania oraz ugryzienia będące dziełem Żabona. Je również obmył i posmarował maścią izolującą je od środowiska zewnętrznego, tak by nie wdała się infekcja. Została ta złamana ręka… Ale do niej Mitra potrzebował pomocy. Nie zamierzał przy tym prosić o nią tej kukły, a Żabon by sobie nie poradził. Wampir jednak mówił, że zna się na tradycyjnej medycynie, a że nie była to krwawiąca rana to powinien dać radę mu z tym pomóc…
        - Idę do Aldarena - oświadczył ożywionemu manekinowi gramoląc się z ziemi. - Odłóż ten wisior tu na stole i chodź, nie zostaniesz tu. Chyba, że chcesz sprzątać - dodał z przekąsem. - Żabon, idziemy - zwrócił się jeszcze do tego małego brzydala. Miał dość sił, by iść o własnych siłach, nie potrzebował asekuracji.
        - Aldaren! - zawołał, by namierzyć wampira, odpowiedziało mu jednak tylko echo. To go trochę zaniepokoiło. Jeszcze raz powtórzył swoje wezwanie, ale i tak bez rezultatu. Poczuł jednak aurę wampira gdzieś na zewnątrz i zrozumiał, że ten poszedł się przewietrzyć. Momentalnie się uspokoił. Przywołał jednego ze swoich manekinów i kazał mu posprzątać pracownię w piwnicy, a gdy ten zszedł na dół, nekromanta wyszedł na zewnątrz.

        - Aldaren?
        Mitra zerknął zza rogu na siedzącego na ziemi wampira. Padało, ale żaden z nich nie miał na sobie płaszcza, przez co mokli, ale najwyraźniej żadnemu z nich to nie przeszkadzało. Nekromanta był blady, a w jego oczach widać było pewien żal i ostrożność. Opatrzoną ręką przytulał do siebie tę złamaną.
        - Wracaj do środka, bo się zaraz rozpuścisz - odezwał się cicho. - Już się w miarę ogarnąłem, raczej nie będzie cię już męczył ten zapach… Wybacz to co zaszło… Wszystko ci wyjaśnię w środku.
        Mitra lekko zacisnął wargi i spuścił wzrok, po czym znowu podniósł go na Aldarena.
        - Pomożesz mi? - zapytał cicho, bo nie był przyzwyczajony o to prosić. - Mam złamanie z przemieszczeniem… Dam radę to opatrzyć, ale potrzebuję pomocy przy nastawianiu... mógłbyś? - upewnił się.
Avatar użytkownika
Mitra
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
 
Inne Postacie: Sanaya, Jorge, Dżari, Skowronek, Yastre, Tioyoa, Kinalali, Widugast, Ijumara, Nikolaus, Kaikomi, Rael, Mniszek, Rianell, Sadik, Maximilaan, Rammi,
Rasa: Błogosławiony
Aura: Kiedy odwrócisz głowę, skuszony wyrazistością emanacji, dotrze do Ciebie niemal od razu jej świetlisty blask - nieskalany, anielski, kojący - migoczący żywo wśród zapachu fiołków, błogosławionego kwiecia. Po gładkich licach spływają jednak słone łzy, nie mające nic wspólnego z radością, a z ust oblepionych srebrną krwią płyną co prawda słowa łagodne, lecz także ostre i padające znienacka. Ale kto usłyszałby je wśród rozdzierających duszę krzyków agonii, gdy poczucie dojmującej straty tępi zmysły i każe spojrzeć głęboko w pełne goryczy oczy, gdzie w smętnej poświacie turmalinu odbija się nieprzewidywalna jaskrawość topazu? Błyska jak nagłe zafascynowanie i ginie niczym zduszone pragnienie, po czym pojawia się znowu, nie dając pozbierać myśli i gwałtownie przyspieszając puls. Może ukojenie przyniosą falujące swobodnie pod stopami atłasy w kolorze kobaltu, które ujrzysz gdy spłoszony w końcu spuścisz wzrok? Nie. Pod nimi ukryte są połamane kości. Resztki tworów z cynku, o brzegach ostrych i niebezpiecznych, nadal całkiem twarde, choć możesz na nie nastąpić licząc, że pokruszą się prędzej niż przebiją podeszwę buta. Jeśli tak się nie stanie, zbrukasz je posoką, lecz jeżeli siła będzie po Twojej stronie, wtedy pozostanie po nich jedynie miałki, miedziany pył, po którym wyjdziesz na zewnątrz.
Wygląd: Po ulicach Maurii włóczy się postać jakich wiele. Wysoka na równe sześć stóp, szczupła, na pewno żaden wojownik, raczej mag albo sługa. Chodzi szybko i porusza się energicznie, nie jest to więc żaden z nieumarłych. Ma szczupłe dłonie o długich palcach bez zgrubień w stawach, a krótkie i szerokie płytki paznokci świadczą o tym, że właściciel kiedyś obgryzał paznokcie. ... (Więcej)

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Mauria

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości

cron