[Doliny] Pragnienie


Tajemnicza kraina, nad którą od wieków zalega mrok. Słońce świeci tu niezwykle rzadko. Nie ma tu tętniących życiem wiosek, jedynie jedno, warowne miasto ostało się w tej czeluści mroku, a i o nim nie można powiedzieć, pełne życia...

Postprzez Mitra » N wrz 02, 2018 12:49 pm

        Mitra cofnął się, gdy Aldaren gwałtownie się do niego odwrócił, poruszając kwestie moralne związane z nekromancją. Patrzył na niego z byka, często uciekając wzrokiem w stronę obozowiska, jakby spodziewał się, że któryś z archeologów wtrąci się w tę wymianę zdań, później jednak po raz kolejny próbował utrzymać kontakt wzrokowy z wampirem. Pod osłoną maski zacisnął usta. Sapnął, ale nie odezwał się słowem, jedynie wywrócił oczami w manifestacji niezadowolenia - nie wiadomo czy nie zgadzał się ze swoim towarzyszem, czy tylko nie podobało mu się to, że był pouczany przy świadkach. W gruncie rzeczy zachowując milczenie wyświadczał Aldarenowi przysługę - gdyby zaczęli teraz dociekać kto lepiej zna przepisy regulujące praktykowanie nekromancji w Maurii, archeolodzy na pewno nie zapałaliby do nich sympatią. Wyjaśnią sobie najwyżej tę kwestię, gdy będą już sami…

        Aresterra spiął się jednak momentalnie, gdy z ust Aldarena padło jego imię. Obawiał się co też wampir może wygadać - nie ustalili żadnej wersji wydarzeń i istniało ryzyko, że ze swoim charakterem może on zbyt wiele wygadać. Najpierw jednak nie zająknął się ani słowem z nazwiskami: dobrze, to było słuszne posunięcie, bo mogli ich podejrzewać co najwyżej o przyjazne zamiary i chęć przejścia od razu na ty. Później zaś… Mitra musiał w milczeniu słuchać pomysłu Aldarena na ich wspólną historię licząc na to, że będzie w stanie się w nią wczuć. Gapił się w jego plecy, nerwowo zaciskając wargi pod osłoną maski. Nabrał trochę głębiej tchu słysząc o zjawach. Nie znał się na magii duchów, skąd ten pomysł? Chociaż nie, nie było tak najgorzej - to można było łatwo podpiąć pod nekromancję, bo sama historia była ogólnikowa. Dobrze, dadzą radę to ciągnąć.
        Mitra nadal pozostawał z tyłu i nie wtrącał się w rozmowę. Tylko raz skinął głową - na samym początku, gdy został przedstawiony, dla formalności podkreślając, że faktycznie to o nim mowa. Później tylko słuchał uważnie - najpierw Aldarena, a potem archeologia, którego cele były najwyraźniej zaskakująco zbieżne z ich celem… Czy był to szczęśliwy czy też nieszczęśliwy zbieg okoliczności, trudno było mu ocenić. W pierwszym odruchu kląłby na czym świat stoi, bo wcale nie podobało mu się to, że mieliby walczyć o zawartość tych krypt. Z drugiej jednak strony… Może udałoby się ich wykorzystać do zyskania tego, czego szukali, im zostawiając nędzne ochłapy? W końcu nie szukali konkretnie informacji o Czarnej Księdze - nie powiedzieli tego, nie zająknęli się słowem. Ziemie Krazenfirów były rajem nekromantów i można było znaleźć tu wiele innych przedmiotów związanych z kultem śmierci… A w istnienie grymuaru stworzonego przez ostatnich synów władców tych ziem wiele osób nie wierzyło. Jeśli więc utrzymać wszystko odpowiednio długo w tajemnicy, może byłoby to opłacalne. O ile oczywiście zostaną w tym obozie - Aldaren bardzo się starał, by tak pozostało, a jedyne co robił Mitra, to nie przeszkadzał.
Avatar użytkownika
Mitra
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Sanaya, Jorge, Dżari, Skowronek, Yastre, Tioyoa, Kinalali, Widugast, Ijumara, Nikolaus, Kaikomi, Rael, Mniszek, Rianell, Sadik,
Rasa: Błogosławiony
Aura: Kiedy odwrócisz głowę, skuszony wyrazistością emanacji, dotrze do Ciebie niemal od razu jej świetlisty blask - nieskalany, anielski, kojący - migoczący żywo wśród zapachu fiołków, błogosławionego kwiecia. Po gładkich licach spływają jednak słone łzy, nie mające nic wspólnego z radością, a z ust oblepionych srebrną krwią płyną co prawda słowa łagodne, lecz także ostre i padające znienacka. Ale kto usłyszałby je wśród rozdzierających duszę krzyków agonii, gdy poczucie dojmującej straty tępi zmysły i każe spojrzeć głęboko w pełne goryczy oczy, gdzie w smętnej poświacie turmalinu odbija się nieprzewidywalna jaskrawość topazu? Błyska jak nagłe zafascynowanie i ginie niczym zduszone pragnienie, po czym pojawia się znowu, nie dając pozbierać myśli i gwałtownie przyspieszając puls. Może ukojenie przyniosą falujące swobodnie pod stopami atłasy w kolorze kobaltu, które ujrzysz gdy spłoszony w końcu spuścisz wzrok? Nie. Pod nimi ukryte są połamane kości. Resztki tworów z cynku, o brzegach ostrych i niebezpiecznych, nadal całkiem twarde, choć możesz na nie nastąpić licząc, że pokruszą się prędzej niż przebiją podeszwę buta. Jeśli tak się nie stanie, zbrukasz je posoką, lecz jeżeli siła będzie po Twojej stronie, wtedy pozostanie po nich jedynie miałki, miedziany pył, po którym wyjdziesz na zewnątrz.
Wygląd: Po ulicach Maurii włóczy się postać jakich wiele. Wysoka na równe sześć stóp, szczupła, na pewno żaden wojownik, raczej mag albo sługa. Chodzi szybko i porusza się energicznie, nie jest to więc żaden z nieumarłych. Ma szczupłe dłonie o długich palcach bez zgrubień w stawach, a krótkie i szerokie płytki paznokci świadczą o tym, że właściciel kiedyś obgryzał paznokcie. ... (Więcej)

Postprzez Aldaren » Cz wrz 13, 2018 11:55 am

        Nie mając żadnego odzewu na swoje słowa ze strony Miry i ignorując uspokajanego przez innych badaczy krasnoluda, Aldaren zaczął spuszczać z tonu i się uspokajać, skupiając całą swoją uwagę na głównodowodzącym całym tym bałaganem. Błogosławionemu pewnie nie było to wszystko na rękę i w sumie nie było się czemu dziwić, skoro istniały podejrzenia, że szukają tego samego co oni, ale wampir nie podzielał jego opinii na ten temat. Więcej, widział dla nich szansę na łatwiejsze wykonanie zadania i może jeszcze zyskanie czegoś więcej. Musiał jedynie to dobrze rozegrać, w czym krasnolud nie za specjalnie mu pomagał, ale przez swój stan i samo podejście do życia, chyba nikt go tutaj nie brał na poważnie. Aldarenowi skojarzył się z groźnym psem, który skutecznie odstrasza niebezpieczeństwo, acz przez kaganiec i krótki łańcuch, nigdy nie został tak naprawdę dopuszczony do ataku. Miało to dużo sensu i rację istnienia, zwłaszcza, że widział jak inni archeolodzy korygują brodacza.

        - Proszę nie się nie wygłupiać panie Aldaren - wyrwał go z rozmyślania uprzejmy, może nawet zażenowany zachowaniem krasnoluda, głos głównego archeologa. - Zapraszam do naszego obozowiska. Proszę, rozgośćcie się. Jeśliście głodni w tamtym namiocie dostaniecie ciepły posiłek. Musiałbym nie mieć serca, pozwalając wam się błąkać po tych nieprzyjaznych człowiekowi terenach i to jeszcze w środku nocy. Ah, byłbym zapomniał... Matus jestem, kierownik tej ekspedycji badawczej, miło mi - powiedział wyciągając do wampira dłoń, którą ten z uśmiechem uścisnął.
        - Cała przyjemność po mojej stronie. Nie wiem jak mam dziękować za gościnę - odparł, może ze zbytnią przesadą, ale nie wyglądało na to, by się ktoś tym przejął. Dopiero teraz faktycznie zbliżył się do obozowiska i ogniska, jakby wcześnie uniemożliwiała mu to niewidzialna granica. Oczywiście gdyby chciał, mógłby wtedy już po prostu podejść do paleniska, ale z racji dobrego wychowania, którego krasnoludowi najpewniej brakowało, choć chyba cała rasa miała z tym problemy, wolał bez zaproszenia nie wkraczać na teren wykopalisk.

        Wampir rozsiadł się wygodnie przy ogniu po prawicy Matusa i przysłuchiwał się z uwagą jego opowieści o tych terenach i relacji jak postępują ich prace. To drugie nie bardzo go interesowało, ale udawał, że słucha. Najbardziej go jednak zainteresowało to, że jego legenda o tym miejscu jedynie szczątkowo pokrywała się z tym co mówił mu wcześniej Mitra, dla którego mieszkali tu zwykli ludzie z niezwykle wybitnymi rządzącymi tą osadą. Ze słów archeologa natomiast wynikało, jakby tutejsi mieszkańcy mieli bliskie kontakty z diabłami, a nawet się od nich bezpośrednio wywodzili, przez co na okoliczne tereny notorycznie spadały jakieś nieszczęścia, zsyłane właśnie przez nich. Niby w każdej historii jest ziarno prawdy, ale w tej opowiadanej przez Matusa, skrzypek nie mógł się doczekać kiedy "nagle" pojawią się smoki i jednorożce. Alkohol się przelewał, rozmowa się wzmagała, a on z braku ciekawszego zajęcia, zaczął przygrywać na swoich skrzypcach melodie pasujące i budujące napięcie do opowieści badacza. Miał do tego talent, zwłaszcza, że pierwszy raz spotkał tego mężczyznę, a jego muzyka i tak zdawała się idealnie pasować do płynących z jego ust historii, jakby co najmniej od kilku tygodni to intensywnie ćwiczyli.
        - "Kiedy wszyscy zasną ściągniesz tu kilku nieumarłych by narobili rabanu, a wtedy rozejrzymy się po tych kryptach. Może mają jakiś związek z grymuarem i otworzą się w jego pobliżu." - podesłał Mitrze w myślach, swoją magią umysłu, a po tym się skupił by przyśpieszyć realizację swojego planu i za pomocą właśnie magii, wszystkich położyć spać. No może z wyjątkiem krasnoluda, którego już i tak idealnie ululał alkohol.

        Po dłuższej chwili zaczęły się być dostrzegalne pierwsze efekty jego działań, a po kolejnych piętnastu minutach obóz zaczął pustoszeć. Nawet Matus w pewnym momencie przeprosił nowych towarzyszy, ziewając sennie raz po raz i udał się na spoczynek. Aldaren uśmiechnął się pod nosem, ale był tym wyczerpany, nie mógł jednak puścić Mitry samego. Zwłaszcza, że mając świadomość tylu bezbronnych i nieświadomych źródeł pożywienia w swojej najbliższej okolicy, ciężko było mu się powstrzymać i skupić na czymś innym niż swój głód krwi.
        - Gotowy? - burknął nieprzyjemnym, surowym tonem patrząc na towarzysza czerwonymi oczami. - Więc do dzieła, im szybciej to załatwimy tym szybciej wrócimy - dodał i zaczął się kierować w stronę krypt, gdzie zamierzał wyeliminować ewentualne zagrożenie i poczekać na Mitrę.
Avatar użytkownika
Aldaren
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
 
Inne Postacie: River, Yve, Valerian, Kiraie, Dantalian, Dragosani, Veryvin, Selim, Mana,
Rasa: Wampir - przemieniony z człowieka
Aura: Już z daleka widnieje dosyć silny, szmaragdowy blask. Przypomina promienie słońca powoli skrywające się za linią horyzontu. Powłoka natomiast swym żelaznym kolorytem przywodzi na myśl różnorakie oręże i walki rycerzy w lśniących zbrojach. Kobaltowe, wijące się w nieregularny sposób pasma natomiast są niczym rzeki, a występujące gdzieniegdzie plamy barachitu można przyrównać do zaznaczenia lasów na mapie. Tu i ówdzie ktoś wymalował miedzianą farbą w bardzo staranny sposób nuty układające się w przyjemną melodię, wesoło poukładane na rtęciowej pięciolinii. W pewnym momencie naprawdę można to usłyszeć, muzyka jest na tyle spokojna, iż przynosi miłą ulgę dla zmysłów. Niespodziewanie można usłyszeć głosy i dźwięki tak dziwne i nietypowe, że nie da się ich sklasyfikować. U niektórych osób mogą spowodować niepokój, który potęgują niemożliwe do przewidzenia nagłe trzaski płomieni i chaotycznie sypiące się iskry oraz narastające ciepło. Można także wyczuć zapach świeżej krwi, a od czasu do czasu również ludzki pot, choć jest dość rzadkie zjawisko, stale zanikające. W dotyku natomiast twarda, co pasuje do jej głównego odcienia, giętka niczym falujące na wietrze liście drzew. Dodatkowo ostra niczym kieł wampira oraz niebywale aksamitna. Pozostawia po sobie pikantny posmak, połączony z lepkością, a czasem z suchością.
Wygląd: Ten młody, przystojny mężczyzna atletycznej budowy, rzeźbionej jak w kamieniu przez najznamienitszych artystów tchniętych bożą łaską oraz błogosławieństwem, mierzy sobie dziewięć i pół piędzi (188,1 cm) przy czym waży około czterech i pół kamieni (ok. 86 kg). Porusza się z gracją godną arystokraty, a jego miękki, łagodny głos rozbrzmiewa echem w uszach słuchających ... (Więcej)
Uwagi: - Słońce nie wyrządza mu żadnej szkody, jedynie drażni oczy i osłabia pozbawiając nadprzyrodzonych zdolności, mimo to stara się jednak ograniczyć przebywanie na nim, często poruszając ... (Więcej)

Poprzednia strona

Powrót do Mroczne Doliny

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron