[Marmurowe Miasto] Świt


Kraina marmurowych pałaców i kryształowych fontann. Położona gdzieś między Ziemią a nieskończonością, gdzie anielskie istoty przechadzają się między białymi kolumnadami pałaców, a różane ogrody oplatają mury miast.

Postprzez Dżari » Cz maja 18, 2017 8:07 pm

        Pierwsze kilka tygodni po powrocie do Planów było dla Dżariego zdecydowanie najcięższe. Całymi dniami tłumaczył się przed tuzinami osób z tego, co zaszło na ziemi przez te lata - najpierw spowiadał się przełożonym, Panu, a potem rodzinom Tallasa i Dżariela. Rozmowa z bliskimi włócznika była szczególnie trudna - Dżari nie chciał kłamać, lecz niestety prawda była bardzo gorzka. Z rodzicami Avry było łatwiej - mógł im powiedzieć, że ich jedyny syn był bohaterem, miał czyste serce, a dla Lakiego był najwierniejszym, najlepszym przyjacielem, o którym większość może tylko marzyć. Powiedzieli, że nie wybaczą mu tego, że nie uratował ich syna, bo nie mają czego wybaczać - nigdy nie mieli Dżariemu tego za złe, dziękowali mu wręcz za to, że przyniósł im wieści o tym, iż ich syn nie był zdrajcą. Strata jedynego dziecka bolała, lecz oni nie szukali winnych. Rozumieli, jaka łączyła ich więź. Chociaż przelano wiele łez, był to płacz oczyszczający, który nie pozostawiał po sobie goryczy. Tiirunowie zaś... Rodzice Tallasa przez całą wizytę nie rzekli ani jednego słowa poza oficjalnym powitaniem na początku i pożegnaniem na końcu, trudno było przy tym orzec czy wierzą w to co słyszą i jakie emocje nimi targają. Jego matka nieustannie obracała wzrok, by nie patrzeć na Dżariego, chodziła po pomieszczeniu wyglądając przez okno. Lakiemu wydawało się, że widzi jak ukradkiem ociera łzy. Zaś żona Tallasa mówiła za wszystkich. Nie do końca było wiadome kogo chce obwinić i czy sama wierzy we własne słowa. Na początku powtarzała, że to manipulacja, choć nie powiedziała kto i w jakim celu miałby to robić. Później winny był każdy po kolei, w tym Laki i Avra, jej teściowie, przełożeni jej zabitego męża, nawet ona sama i jej dzieci. Dżari więcej słuchał niż mówił, starając się trzymać nerwy na wodzy, lecz było to trudne. Rozumiał, że Diana utraciła mężczyznę, którego kochała, swoją drugą połowę, ojca swych dzieci i taka strata może powodować wiele gorzkich myśli. Liczył na to, że gdy się wygada, poczuje ulgę. Im dłużej jednak to spotkanie trwało, tym nadzieje były słabsze, a jemu coraz trudniej było mówić tak, by zachować takt i nie użyć zbyt ostrych słów. Nie mógł nazwać Tallasa bohaterem, tak jak to uczynił w przypadku Dżariela, mógł mówić, że zbłądził, że chciał dobrze, lecz wybrał złą drogę, ale nie zaprzeczał przy tym temu, że włócznik miał krew na rękach. Po opuszczeniu domu Tiirunów Laki był wykończony, zdołowany, wyczerpany fizycznie i psychicznie. Po powrocie do siebie spał całą noc i cały dzień, a gdy się obudził trzy dni nie odezwał się słowem, myślami cały czas będąc przy tamtej rozmowie. Diana drugi raz rozmawiała z nim dopiero gdy minął czas oficjalnej żałoby, wtedy wzajemnie sobie wybaczyli i przeprosili się, lecz od tamtej pory ich stosunki uległy mocnemu rozluźnieniu.
        Mijały lata. Dżari po swej misji był w takim stanie, że nie powierzano mu kolejnych zadań aż nie odzyska sił, nie tylko fizycznych, ale przede wszystkim psychicznych. Bez względu na ewentualne konsekwencje odrzucił miecze i przysiągł, że nigdy więcej nie weźmie ich do ręki i nie przeleje niczyjej krwi. Nie chciał walczyć, nie miał duszy wojownika. To wsparcie przyjaciół dawało mu siłę do wykonywania tych zadań, lecz teraz... Sam doprowadził do ich śmierci. To jego miecz, kierowany jego ręką, przeszył ciało Tallasa, to w jego walkę wmieszał się Dżariel, by go ratować. Z walki nie wynikło nic dobrego, tylko ból, rozpacz i śmierć, a on nie potrafił z tym żyć. Całe szczęście dzięki Shantti, która była przy nim w tamtym tragicznym dniu, nie popadł w rozpacz i nie wypalił się. Był spokojniejszy niż wcześniej, mówił może trochę mniej, ale to mogło się skończyć o wiele gorzej. Nie znalazł sobie nowych przyjaciół, gdyż to wcale nie było takie łatwe gdy już raz oddało się komuś serce, ale nadal miał kilku kolegów jeszcze sprzed czasu tej obarczonej tyloma nieszczęściami misji. Bardzo pomogła mu również siostra, dbająca o to, by jej brat się nie zaniedbał. Wszystko szło więc ku dobremu. By nie siedzieć bezczynnie i nadal być przydatnym Panu, Dżari podjął naukę medycyny, której podstawy już wcześniej znał, a której arkana pomógł mu rozwijać jego ojciec oraz jego znajomi medycy, bardziej utalentowany niż stary Laki. Chociaż w Planach niebiańskich nie znano chorób, Dżari czasami zajmował się przyjmowaniem porodów czy opatrywał wojowników, którzy ledwo wrócili z misji i trzeba było wspomóc ich naturalną regenerację. Doceniano jego umiejętności - był bardzo stanowczy, opanowany, ale przy tym cichy, jego obecność dawała poczucie komfortu.

        - Dżari...
        Od powrotu do Planów minęło kilkanaście lat. Były wojownik akurat porządkował pokój, w którym przed chwilą przyjmował rannego wracającego z misji. Na wezwanie stojącego w progu ojca odpowiedział mruknięciem i podniósł na niego pytający wzrok.
        - To coś poważnego - zauważył, gdyż jego spojrzeniu nie umknęły specyficzne gesty jego rodzica; jakby nie wiedział co zrobić z rękami, gdzie podziać wzrok, jakby był w obcym miejscu i rozmawiał z osobą, którą ledwo znał.
        - Mów wprost - zachęcił go Dżari.
        - Pan wysyła cię na misję.
        Dało się spostrzec, jak młody anioł wyraźnie drgnął słysząc te słowa. Jego ręka, w której trzymał niedawno zdezynfekowane narzędzia, zatrzymała się w połowie gestu i nim minęło jedno uderzenie serca, dokończyła swój ruch. Dżari wyraźnie się spiął i zaczął unikać spojrzenia ojca.
        - W końcu sobie o mnie przypomnieli - zauważył po chwili. - Czemu to ty je mi przekazujesz?
        Ojciec Dżariego nie odpowiedział. Uśmiechnął się z zakłopotaniem i to w zupełności wystarczyło - jego syn już wiedział, że nie został mu wyjawiony powód takiego wybiegu, musieli więc zaufać Panu. Młody Laki poprosił jedynie swego rodzica, by ten dał mu czas na skończenie sprzątania i by rozmowę odbyli w jego domu. Nie chciał omawiać tak ważkich kwestii stojąc w progu.

        ”Udasz się na ziemię. Nie ma kierunku, w którym masz zmierzać, nie musisz się nigdzie spieszyć. Twoim celem jest stać się siłą i podporą osoby, którą spotkasz w trakcie swej wędrówki. Pan zapewnił, że będziesz wiedział kto to gdy tylko ją spotkasz"

        Dżari bez dyskusji, choć z pewnym niepokojem w sercu, udał się na powierzoną mu misję. Nie brał ze sobą nic ponad to, co zmieściło się w niewielkiej torbie noszonej na ramię - zamierzał podróżować jako wędrowny znachor, idąc od miasta do miasta, od wioski do wioski. Było to zgodne z jego aktualnym powołaniem i pozwalało poznać wiele osób, a wśród nich pewnie tę, o którą chodziło Panu. Nie wiedział, o co chodzi z tym, że miał stać się siłą tej osoby, liczył jednak na to, że nie chodziło o ponowne sięgnięcie po broń, gdyż tego za nic w świecie by nie zrobił, nawet gdyby wiązało się to z unicestwieniem. Droga była jednak przed nim długa i kto wie, co się jeszcze w trakcie niej wydarzy...

Ciąg dalszy: Dżari
Avatar użytkownika
Dżari
Błądzący po drugiej stronie
 
Nagrody: ObrazekObrazek
Inne Postacie: Sanaya, Jorge, Skowronek, Yastre, Tioyoa, Kinalali, Widugast, Ijumara, Nikolaus, Kaikomi, Rael, Mniszek,
Rasa: Anioł światła
Aura: Postać anioła otacza srebrny mur. Widać w nim żelazne pęknięcia. Trudno stwierdzić czy może są one oznaką siły czy też słabości, lecz to właśnie z nich wydobywają się giętkie gałązki i łodygi w barwie barachitu. Utrzymują pęki głów kwiatów, do złudzenia przypominających róże oraz lilie, chociaż oba gatunki oblane są miedzianą powłoką. Strach jest je naruszyć w obawie, że za chwilę płatki rozsieją się wokół emanacji. Z serc roślin wydobywa się mgiełka gęstnąca przy każdym ruchu niebianina. W stanie spoczynku lśni jedynie ametystowym pyłkiem, lecz każda zmiana położenia jest w stanie całkowicie okryć wytworzony, majestatyczny obraz łagodności mleczną poświatą. Samo dno aury usypane jest cynowym piaskiem, z którego wydobywa się mocny zapach mirry, a łamie go balsamiczna woń lilii. Emanacja subtelnie lepi się do ust gorzkim smakiem, który kryje w sobie nutkę kwaśności. Na zewnątrz rozbrzmiewa śmiechem radosnych dzieci. Odnosi się wrażenie, że biegają wciąż po tych samych ścieżkach wokół muru. Ciepła w dotyku trzaska przyjaźnie płomieniami. Odbiorca od razu nabiera pewności iż nigdy się nie sparzy, dlatego też z wielką chęcią niejeden czytelnik pokusi się na dotyk. Gładka w odbiorze posiada jedynie ostre krawędzie szczelin, ale pozostaje przy tym twarda, nie do złamania. Obraz sielanki wzbudza jednakże niepokój. Zdaje się zbyt idealna, lśniąca i tylko ów złamania mogą wzbudzić pewne zastanowienie… że za murem… że za murem kryje się coś więcej.
Wygląd: Wędrowny znachor tylko na pierwszy rzut oka pasuje do swej profesji - nosi proste szaty, ma dużą torbę z lekami i nie można by go posądzić o bogactwo. Gdy jednak patrzy się na niego chociaż chwilę dłużej, dostrzega się, że nie jest to twarz biedaka, który tuła się przez całe życie. Jego oblicze jest niezwykle piękne, młodzieńcze, skóra gładka i lekko opalona na odcień ... (Więcej)

Powrót do Plany Niebiańskie

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron