Oglądasz profil – Astragon

Ta postać nie została jeszcze zaakceptowana
Awatar użytkownika

Ogólne

Godność:
Astragon Lamende
Rasa:
Płeć:
Nieokreślono
Wiek:
200 lat
Wygląda na:
45 lat
Profesje:
Mag, Alchemik, Wędrowiec
Majątek:
Dostatni
Sława:
Znany

Aura

Informacje o graczu

Nazwa użytkownika:
Astragon
Grupy:
Martwe postacie:

Skontaktuj się z Astragon

PW:
Wyślij prywatną wiadomość

Statystyki użytkownika

Rejestracja:
1 tydzień temu
Ostatnio aktywny:
4 godziny temu
Liczba postów:
0
(0.00% wszystkich postów / średnio dziennie: 0.00)

Połączone profile

Brak profili posiadających połączenia.

Atrybuty

Krzepa:zanik mięśni, padaka, kruchy
Zwinność:fajtłapa, Żółwi, niezwykle niedokładny
Percepcja:Ślepy, głuchy, pozbawiony węchu, pozbawiony smaku, pozbawiony czucia, pozbawiony zmysł magiczny
Umysł:niepojętny, bezmózg, bezwolny
Prezencja:maszkaron, odszczepieniec, zbędna materia

Umiejętności

Pisanie i czytaniePodstawowy
Odnajdywanie portali/źródeł magiiPodstawowy
Sporządzanie truciznPodstawowy
Czytanie AurPodstawowy
KreomagowaniePodstawowy
BestiologiaPodstawowy
DemonologiaPodstawowy
HistoriaPodstawowy
MedycynaPodstawowy
NekromancjaPodstawowy
Pismo runicznePodstawowy
RytualizmPodstawowy
Wiedza o światachPodstawowy
Wiedza tajemnaPodstawowy

Cechy Specjalne

Klątwa

Magia:

Nowicjusz

Przedmioty Magiczne

Mroczny

Charakter

Wygląd

Historia

Życie nigdy nie rozpieszczało Astragona. Urodził się w biednej części dzielnicy slumsów w dość sporym mieście, którego nazwy nie pamiętał ponieważ był on wtedy jeszcze za mały. Jego rodzice nie chcieli żeby źle kojarzył swój dom w którym został poczęty, dlatego o nim nie wspominali. Niedługo po jego narodzinach musieli wraz z chłopcem opuść swoje rodzinne strony przez obawę o napaść hordy barbarzyńców. Szybko okazało się, że plemienia te poszukiwały wybrańca mającego jak mówi przepowiednia oczyścić świat z dzikich najeźdźców. Dlatego wybito przez nie większość mieszkańców mających jakiekolwiek powiązania z tą legendą.
Władze wielu prowincji ustanowiły, że każdy kto ma podejrzenia co do pojawienia się wybrańca powinien wraz z nim wyruszyć do Białej Twierdzy położonej na terenie Nordmarczyków. Tam gdzie przetrwać mogą tylko nieliczni wędrowcy.

Gdy Astragon skończył osiem lat był bardzo wygłodzony i wychudzony. Nie mogąc dłużej wyżywić rodziny z polowań, jego ojciec wyruszył w głąb lasu tam gdzie było najwięcej zwierząt łownych jak i również groźnych drapieżników.
Minęły dwa dni, a mężczyzna nie powrócił. W końcu ktoś znalazł jego ciało w grupowej mogile. Mimo, że zwłoki były zmasakrowane to udało się rozpoznać jego zwłoki po amulecie, który ofiarowała mu jego żona, wystrugany z drewna przypominający głowę lwa.
Kobieta będąc w żałobie postanowiła, że odda resztę swojego życia Astragonowi. Z powodu swojej desperacji odwiedziła wieże potężnego maga z prośbą o pomoc w uratowaniu syna. Mag ten był okryty złą sławą. Spowodował on wiele chorób i plag a sam był często nieuchwytny dla tych, którzy próbowali go znaleźć. Tym razem było trochę inaczej. To czarodziej poszukiwał kogoś kto mógłby posłużyć mu za obiekt badań nad piekielną magią. Złapał więc kobietę w pułapkę i uwięził w barierze stworzonej z potężnej magi elektrostatycznej.
Jej syn Astragon również został przez niego obezwładniony. Gdy mag przygotowywał się do rytuału w pierwszej kolejności zajął się matką chłopca. Niestety nie wytrzymała aż tak dużego natężenia energii magicznej i jej ciało eksplodowało rozrywając ją na kawałki.
Chłopiec był w szoku widząc to co właśnie się stało.
Czarodziej z niesmakiem pokiwał głową i zaraz potem użył kolejnego zaklęcia by posprzątać kałuże krwi wraz z rozrzuconymi wnętrznościami. Potem mężczyzna zanotował błędy i odpowiednio przygotował kolejny rytuał do którego miał użyć chłopca.
Strach który odczuwał przewyższał wszystko co do tej pory się wydarzyło.
Śmierć z głodu byłaby mniej okrutna niż to co spotkało jego rodziców.
A jednak nie podzielił ich losu.
Rytuał został ukończony pomyślnie a mag z uśmiechem na ustach obserwował pierwszy etap przemiany chłopca w demona.
W trakcie początków bolesnej metamorfozy mag wyjawił mu cel swoich eksperymentów. Pragnął on odzyskać ukochaną, która sprzedała duszę diabłu by uratować go z więzienia. Został on skazany na karę śmierci za to że ośmielił się zbliżyć do kobiety będącej córką wysoko postawionego generała i narzeczoną szlachcica, który to chciał położyć łapy na jej majątku.

Astragon nie rozumiał jeszcze jaką rolę miał pełnić w jego planie i nie chciał wiedzieć do czego posunie się jeszcze ten szalony mag byle ponownie złączyć się ze swoją kochanką.
Kilka dni obserwacji w pomieszczeniu podobnym do izolatki wyjaśniło powód przeżycia chłopaka podczas rytuału.
Jego doczesna rodzina nie była jego prawdziwą rodziną. Został on najprawdopodobniej adoptowany albo porzucony i znaleziony w slumsach. A jego pierwotne dziedzictwo było związane z rasą czarodziejów lub pokrewnych im istot.
Nie chcąc dowierzać swojemu oprawcy chłopak uciekł z wieży czarodzieja gdy ten ponownie próbował go przebadać. Użył on magii która wydobyła się nagle z jego ciała. Powstała wtedy eksplozja, która odparła mężczyznę i go ogłuszyła na kilka minut dając chłopcu czas na ucieczkę.

Biegnąc przed siebie dotarł do lasu, tego samego w którym zginęło wiele ludzi jak i jego ojciec. Świadomość iż w tym miejscu znaleziono mnóstwo rozszarpanych i zmasakrowanych ciał wywoływała u niego jeszcze większy strach przed tym co miało go wkrótce spotkać.
A spotkać miał kogoś wyjątkowego.

Idąc od dłuższego czasu w niekończącą się dzicz widział i słyszał rzeczy o których mógłby powiedzieć, że zostały stworzone z najgorszych koszmarów. Latające insekty ze szponami będące wielkości tygrysa, węże o sześciu głowach, czy wodne osobniki z kłami potrafiącymi przegryźć najtwardszą stal lub statek. To wszystko wydawało się być tuż przed nim, a jednak żadne z tych stworzeń go nie zaatakowało.
Jego obecność wywołała nagłe poruszenie w tym nadnaturalnym środowisku powodując u nich silny zgiełk i podniecenie. Wszystkie te istoty natychmiast wyruszyły w głąb puszczy tam skąd najprawdopodobniej pochodziły.
Jako, że Astragon niezbyt rozumiał to co się wtedy działo, intuicyjnie powędrował za nimi. Mimo że nie odczuwał tak mocnego strachu jak w wieży czarodzieja, to można powiedzieć, że był zaciekawiony obecnym zjawiskiem niż żeby powodowało ono u niego jakieś głębsze lęki.
Chłopiec zawędrował do czegoś w rodzaju gniazda w głąb w jaskini. Tam to też zniknęły wszystkie stworzenia. Z wnętrza wydobył się straszny jazgot a po chwili łomotanie jakimś ciężkim narzędziem czy przedmiotem. Światło które pojawiło w środku było niezwykle jaskrawe i biło z niego ciepło, dające wrażenie bezpieczeństwa oraz chęci zaproszenia do zbadania epicentrum tego źródła.
Wnętrze jaskini okryte słomą i mchem było dobrze oświetlone a czym bardziej w głąb przemieszczał się chłopiec tym więcej napotykał różnego rodzaju tuneli i rozgałęzionych ścieżek. Gdyby nawet chciał się cofnąć to nie był by w stanie znaleźć drogi powrotnej samemu. Najdziwniejsze w tym było to, że nie spotkał jeszcze zmutowanych stworzeń , za którymi podążał. Zupełnie jakby wyparowały bez śladu.

Gdy Astragon przeszedł już dość spory dystans, jego oczom ukazała się brama. Nie była jednak podobna do tych wiodących do większych miast i metropolii. Ta była o wiele bardziej solidna choć było widać na niej upływ czasu. Pnącza roślinne oplatały ją zasłaniając inskrypcje oraz obrazy przedstawione na jej głównej powierzchni. Chłopak odsłaniając je ręką, lekko odskoczył zaskoczony tym co zobaczył. Te rysy i ta postura na tym właśnie wizerunku przypominała samego Astragona a pod nim szereg rozrzuconych ciał martwych mężczyzn. Trzymając miecz w ręce został przedstawiony jakby przebijał ostrzem kogoś w koronie przypominającego króla lub watażkę jednych z dzikich plemion.
Będąc ciekawym tym co skrywa wnętrze pomieszczenia Astragon próbował popchnąć wrota jednak nie miał wystarczająco siły. Dopiero po chwili zauważył na manuskrypcie miejsce na przyłożenie dłoni. Idealnie dopasowanej do jego własnej.
Gdy chłopak dotknął tego właśnie miejsca przejście otworzyło się powoli wywołując głośne trzeszczenie i wprowadzenie światła do wewnątrz opustoszałej komnaty. Jedyną rzeczą jaką napotkał była dość spora zielono biała kula na podeście w samym centrum pomieszczenia. W takich miejscach łatwo o pułapki, lecz Astragon jeszcze nie miał doświadczenia w tego rodzaju sytuacjach i bez większych podejrzeń dotknął powoli kulę. Wtedy to otworzyła się pod nim zapadnia i spadł do wody. Nigdzie nie było widać wyjścia a słabe światło z otworu przez który spadł nie dawała mu nadziei na wspięcie się na górę z powodu braku możliwości zaczepienia o cokolwiek w tej głębokiej wodnej jaskini.
Wtedy to właśnie po raz pierwszy usłyszał głos w swojej głowie mówiący: „Wezwij imię swego stwórcy...” – szept ten wydawał się niezbyt głośny a jednak wyraźny i stanowczy. –„ Świat pragnie krwi, wypowiedz imię stwórcy, a zaspokoisz głód wojny.”
Głos powtarzał w kółko te niezbyt zrozumiałe słowa. Astragon nie wiedział co ma zrobić, ale po kilku minutach bezsensownego szukania wyjścia zaczął pytać czego chce od niego ten mroczny odgłos. Jedyną odpowiedzią było słowo „Varchimonde Lamende.”
Gdy chłopak powoli zaczął odczuwać skutki zbyt długiego przebywania w zimnej wodzie nagle zauważył że obok niego utknęła w szczelinie kula, którą przed chwilą próbował dotknąć. W dodatku okazało się że to z niej wydobywały się dźwięki i głosy które słyszał. Zagubiony w myślach Astragon w końcu poddał się woli kuli i wypowiedział słowa „Varchimonde Lamende”.


Wszystko zaczęło się rozpadać na kawałki zwalając kamienne gruzy ze ścian. Zanim jednak oderwany głaz zdążył go przygnieść został on szybko i niespodziewanie teleportowany do pokoju w którym zdezorientowany chłopak zaczął odczuwać ciepło bijące z pobliskiego kominka.
Pomieszczenie to miało przyjemną aurę przypominającą domowe zacisze w którym wychowywała się szlachta zamieszkała w większości miast.
Rozglądając się wokół chłopak zauważył wypchane głowy zwierząt jak i dywan z lisiej skóry. Dom w którym się znalazł najpewniej należał do kolekcjonera lub byłego myśliwego. Gdy Astragon wyszedł już z szoku zauważył postać siedzącą na bujanym fotelu przy rozgrzanym kominku. Czytała ona książkę. I choć chłopiec na początku nie zauważył nikogo to jednak był zdziwiony obecnością starszej osoby, która zachowywała się zupełnie jakby od dłuższego czasu go oczekiwała.
„Długo kazałeś na siebie czekać potomku rodziny Lamende” – starzec mówiąc te słowa odłożył książkę i położył na okrągłym drewnianym stole. – „Wyglądasz na zaskoczonego. Pozwól, że się przedstawię. Gregor Dancering. Witaj w domu Astragonie.”
Chłopak miał mętlik w głowie. Odkąd zmarł jego domniemany ojciec i matka, ci sami którzy go wychowywali, to cały czas wisiało nad nim fatum. Wszystko wokół wydawało się niespójne i zagmatwane. A on sam nie wiedział komu ma ufać w obecnej sytuacji.
Staruszek przez chwile milczał skupiając wzrok na chłopcu. On również go obserwował. Niezręczną cisze przerwało lśnienie kuli która to wraz z nim się teleportowała. Wydawało by się że miała własną świadomość i to ona sprowadziła Astragona w to miejsce. Tylko po co?
Głos ponownie wydobył się z kuli tym razem jakby chciała odpowiedzieć na pytanie zadane w jego głowie.
„Jesteś tu by zmienić karty historii. Twoja rola będzie polegać na uzyskanie kontroli nad teraźniejszością, przyszłością i przeszłością.”

Po długiej rozmowie ze staruszkiem Astragon zrozumiał wreszcie wszystko co do tej chwili się wydarzyło. Zaczynając od jego narodzinach w odległej Marrtogenie i porzuceniu go w slumsach jednego z bardziej znanych miast Alaranii dla zmylenia potencjalnych agresorów i najeźdźców którzy to wybili prawie cały ród potężnych czarodziejów rodziny Lamende w celu zgładzenia bardziej inteligentnej rasy w obawie przed dominacją nad plemionami będącymi uzależnionymi od krwawych i brutalnych walk. Jednym z barbarzyńców który wypowiedział wojnę magom był Teodor Złoty Topór. Zgromadził on potężną armie wystarczającą do zniszczenia każdej mniejszej prowincji. Obarczył on winom za nieszczęścia spotykające dzikie plemiona głównie magów pochodzących z rodziny Lamende. Bowiem przodkowie tego rodu wprowadzali wśród nich naukę oraz wiedze odnośnie alchemii, ziół, magi i zasad funkcjonowania świata. Chcieli ucywilizować agresywnych cudzoziemców co widocznie obróciło się przeciwko nim.
Od tego czasu wielu magów straciło życie walcząc z hordami najeźdźców. Ich jedynym ratunkiem była ucieczka do głównych terenów Alaranii. Tam wojska dzikich watażków nie mogły otwarcie zaatakować granic obcego królestwa ze wzgląd na rozejm który został z nimi zawarty.

Aby prześladowani magowie nie mogli uwolnić się od wrogości i dyktatury Teodora, szamani i jego doradcy uknuli spisek głosząc iż jeden z czarodziejów których mają zamiar wytępić jest wybrańcem który ma wyrżnąć wszystkie barbarzyńskie osady i obalić rządy brutalnego króla zwanego Złotym Toporem. A jednak w każdym kłamstwie jest ziarno prawdy.
Tak powstała legenda o niezwyciężonym czarodzieju Lamende. A gdy jeden z nich wpadł na pomysł, żeby ożywić legendę. Użyto całej zgromadzonej przez nich wiedzy by przewidzieć kiedy mniej więcej znajdzie się ktoś kto powinien dać im nadzieje i zostać wybrańcem, takim który zdarza się raz na tysiąc lat.
Wszystko to co dotychczas spotkało Astragona było spisane w księdze, którą czytał staruszek oczekując jego przybycia.
Wskazał on palcem na stół na którym leżała odłożona lektura i powiedział, żeby przeczytał fragment na stronie trzynastej.
„...Kula maga Estregona Lamende została przeze mnie stworzona by w odpowiedniej chwili odnaleźć osobę która będzie w stanie wyzwolić mój ród z niewoli i prześladowania. Pisze ten dziennik by przyszły bohater i jego nauczyciel, któremu wręczam mój rękopis mogli dojść do tego jak zmanipulować czas by zapobiec rzezi moich braci i sióstr.”
Gregor poklepując chłopca po ramieniu przyznał, że to jego ulubiony fragment, zwłaszcza ten o manipulowaniu czasem.

Droga, którą przemierzył Astragon w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie dlaczego właśnie on został wybrany była zawiła i niezbyt zrozumiała. Jego prawdziwi rodzice najwyraźniej spodziewali się, że to właśnie on będzie tym komu zostanie powierzona przyszłość rodziny Lamende. A jednak w dniu gdy wyrocznia ogłosiła, że uzyska on zwierzchnictwo tejże przepowiedni został jednocześnie naznaczony jarzmem przeznaczenia.
Gregor Dancering choć nie należał do rodu Lamende, był związany z jego historią od pokoleń. Nadano mu tytuł szlachecki i dostatnią długowieczność jeszcze zanim usłyszano o wybrańcu. Jako daleki krewny był od dawna zaufanym przyjacielem i dłużnikiem Estregona Lamende. Gdyby nie on Gregor już dawno skończyłby na szubienicy za prowadzenie buntu przeciwko obecnej władzy. Jednak było to według zgromadzonych dowodów oszustwem i pomówieniem, więc oczyszczono go z zarzutów. Od tego czasu starszy mężczyzna jest jego dłużnikiem i obiecał, że zrobi wszystko co w jego mocy by się odwdzięczyć.
I tak oto został powołany na mentora Astragona. Zanim jednak go spotkał przestudiował księgi dotyczące czasoprzestrzeni. Niewiele dowiedział się o podróżach w czasie, ale wierzył, że wybraniec pomoże mu odpowiedzieć na jego pytania.

A jednak zdarzyło się coś niespodziewanego. Coś co zmieniło losy wszystkich wtajemniczonych w przepowiednie a w szczególności wybrańca Lamende.
Gdy Gregor wyruszył wraz z chłopcem w podróż po świecie zauważył, że jego skóra z czasem zaczęła się łuszczyć a z tylnej części ciała zaczął wyrastać mu ogon jak u jaszczurki. Był to bezsporny znak piekielnej magi pozostawionej po spotkaniu szalonego czarodzieja z Wieży.
Mijały lata a Astragonowi coraz trudniej było ukrywać swoje mieszane pochodzenie. Po jego dawniejszym wyglądzie nie pozostało wiele lecz przynajmniej nie był wychudzony i wygłodzony. To jedna z niewielu zalet bycia wybrańcem. Ale czy na pewno nim był? Wszystko wskazywało , że tak ale... Astragon miał wątpliwości.
Pewnego razu w dniu jego dwunastu urodzin napotkał kogoś kto zmienił jego spojrzenie na to co się do tej pory zdarzyło i miało zdarzyć.
Spędzając popołudnie na badaniu ksiąg i spisywaniu notatek w jednej z największych bibliotek w Alaranii. Został wtedy zaczepiony przez mężczyznę w czarnym kapturze i habicie. Powiedział chłopakowi, że popełnia błąd za który będzie musiał zapłacić życiem. Nie podając swego imienia odszedł równie szybko jak się pojawił. Zdążył jednak zostawić list z pieczęcią na kopercie. Tego typu zabezpieczenie pozwalało na ochronę korespondencji przed nieupoważnionymi osobami i nawet gdyby próbował otworzyć ją siłą to uległa by samozniszczeniu. Dlatego też zastanawiał się po co ktokolwiek dawałby mu list, którego nie potrafił otworzyć. Uznał to jednak za pomyłkę i schował ją do kieszeni by później ją zwrócić.
Wracając do domu napotkał kolejną osobę. Tym razem była to kobieta w zbroi. Powiedziała mu żeby wyruszył do jaskini na zachód od miasta tam gdzie „wszystko ma swój początek i koniec.” W przeciwnym wypadku stanie się coś złego.
Robiło się ciemno a chłopak wiedział, że podróżowanie po nocach nie jest najlepszym pomysłem dla tego wrócił do Gregora mając nadzieję, że pomoże on mu wyjaśnić zainteresowanie jego osobą.

Starszy mężczyzna uspokoił Astragona przekonując go, że w tej części miasta jest sporo dziwaków i obłąkanych istot. W ten sposób zignorował bardzo ważny ślad prowadzący do poznania całej prawdy. Prawdy którą jak wydawało się dwunastoletniemu chłopcu Gregor chciał ukryć. Ale w końcu był on jedyną osobą której mógł zaufać, zwłaszcza, że wychowywał go w dobrobycie i zapewnił mu wykształcenie na poziomie nauk magisterskich.
Gdy już zjedli razem kolacje snując hipotezy co do możliwych mechanizmów wpływających na czasoprzestrzeń i jej zastosowanie w przyszłości postanowili, że spędzą ten wieczór przestudiowując księgi i listy opisujące zdarzenia jakimi rządzi historia powstała w wyniku manipulacji czasem. Po kilku godzinach wywnioskowali, że najlepszą drogą do zmiany w historii są wyładowania elektrostatyczne. Słowo „burza mózgów” nabrało w tej chwili nowego znaczenia.
Po ciężkiej dyskusji obydwóch zmógł sen. A gdy tylko Astragon zmierzał do swojej sypialni Gregor upomniał go by nazajutrz nie szwendał się po okolicy i po zakupie prowiantu na dalszą drogę wrócił prosto do domu tym bardziej, że jego obecny wygląd odstraszał i prowokował ludzi, którzy mogli by go skrzywdzić.
Tej samej nocy Astragonowi przyśniło się dwóch gości tych samych których spotkał w bibliotece i w drodze powrotnej. Obydwoje chcieli go ostrzec przed spiskowcami którzy - jak to mówili - chcą go wykorzystać by przejąć władze nad światem. Wtedy to obudził się cały spocony i będąc poddenerwowany resztę nocy spędził na przemyśleniach.
Nastał poranek i Gregor jak zwykle przygotowywał wszystkie niezbędne rzeczy, potrzebne do dalszej podróży. Gdy jednak zapukał do drzwi pokoju chłopca nie usłyszał odzewu. Chcąc wejść do środka pociągnął za klamkę i otworzył drzwi za którymi nikogo nie było, a to co zwróciło jego uwagę to otwarte okno na oścież oraz zapieczętowany list który chłopak dostał od nieznajomego w czarnym kapturze.
Gregor znał pieczęć widniejącą na kopercie. Staruszek był pewien, że jego podopieczny wpakował się w kłopoty. Musiał więc poprosić kogoś o pomoc z czego nie był zadowolony, ale najwyraźniej nie miał innego wejścia.

Jaskinia będąca miejscem kultu w której zbierali się kapłani z całego świata dzisiejszego dnia nie była przepełniona przez wiernych. Możliwie, że to przez wczesną porę, albo tamtejsi osadnicy oczekiwali ważnego gościa. Na przykład kogoś o kim mówi się, że jest wybrańcem.
Zanim chłopak trafił do środka nabył habit kapłana w dzielnicy handlowej na targowisku z ezoterykom. Taki kamuflaż nie był może najlepiej przystosowany do ucieczek lub pogoni, ale przynajmniej użytkownik miał pewność, że nikt bez powodu go nie zaczepi. Na wszelki wypadek zakupił też kadzidło z ziołami usypiającymi, gdyby plan A nie wypalił.
Wejścia do jaskini pilnowało dwóch strażników. Obydwoje wyglądali jakby nie przespali nocy, ledwo stojąc na nogach. W takich niezbyt majętnych przybytkach warta trwa całe dwadzieścia cztery godziny na dobę nie licząc drobnych przerw i czasu na posiłek w trakcie którym świątynia jest zamknięta.
Ktokolwiek chciał by chłopak znalazł się w tym miejscu musiał być głęboko wierzący. W takich miejscach spotykają się urzędnicy chcący zmyć ze swojego sumienia przewinienia których się dopuścili oraz weterani wojenni szukający przebaczenia za swoje zbrodnie.
Przejście przez straż nie była trudna, można powiedziedzieć, że nawet najgłośniejszy hałas nie zwróciłby ich uwagi bo byli tak zmęczeni, że mogliby nawet zasnąć na stojąco.
Wewnątrz pomieszczenia znajdowały się typowe dla pobożnych domów obrazy oraz ołtarz. Dla kogoś nie odwiedzającego tego typu komnat mógłby być to ciekawy element poznawczy. Mimo że chłopak był wykształcony w dziedzinie religioznawstwa to od zawsze dziwiło go dlaczego ludzie modlą się do istot o których prawie nic nie wiedzą a większość z wiernych im wyznawców nie widziała ich nawet na oczy.

A skoro już mowa o wzroku to gdy już Astragon zdążył zadomowić się w świątyni na swoim ramieniu odczuł dotyk dłoni mężczyzny. Szybki obrót był jego instynktowną reakcją lecz zanim zdążył dobyć broni schowanej pod ubraniem, ujrzał staruszka mającego opaskę na oczach. Nie był on kapłanem ani weteranem wojennym. Zanim jednak się przedstawił powiedział coś czego Astragon nie zapomniał aż po dziś dzień. „Dobrze wiesz, że nie jesteś nim, ale jesteś kimś, kto go poprowadzi.”

W tym czasie Gregor spotkał się z kilkoma osobami mającymi zdolności metamagiczne. Co prawda od dawna miał on u nich długi, ale zdołał przekonać jednego z nich żeby pomógł mu w odczytaniu zapieczętowanego listu. Jego treść zaniepokoiła starszego mężczyznę.

„Upoważniam osobę, która posiada ten list by mogła zapoznać się z naszym archiwum. W szczególności dział o nadnaturalnych umiejętnościach wybrańca i odkrytym przez nas zjawisku synergii organicznej. Niech prawda zostanie ujawniona przed jego obliczem. Tak jak tego pragnął Najwyższy...”

Reszta pisma była słabo czytelna i zamazana. To było kolejne zabezpieczenie przed ujawnieniem informacji niepowołanym osobom. Jako, że Dancering Nie miał czasu na dokładniejszą dedukcje wyruszył natychmiast do Archiwum Najwyższego. Jedynego znanego miejsca o którym mogła być mowa.

Najwyższy był jedną z niewielu istot które przeszły do legendy nie przez brutalną siłę czy przemoc lecz za sprawą tworzenia pięknej literatury i listów protestacyjnych przeciwko skorumpowanej władzy. Większość jego korespondencji została spalona ale szczęśliwie jej kolekcjonerzy zachowali kopie. Tak powstało mało znane archiwum dotyczące biografii Najwyższego.
Ślepy kapłan długo przekonywał młodzieńca, że został oszukany przez istoty pragnące zagłady ludzkości. Dowody miały się znaleźć w liście, który zostawił mu wręczony z pobliskiej biblioteki. Jednak gdy ślepy starzec usłyszał, że zostawił go w domu. Natychmiast zerwał się z miejsca i ciągnął chłopaka za ramię prosząc by ten mu zaufał i bezzwłocznie za nim podążył.