Profil użytkownika Norion

Avatar użytkownika

Ogólne

Potęga:
Imię: Norion
Rasa: Upadły Anioł
Wiek: 421


Aura

Pod względem siły magicznej I jej oddziaływania emanacje można zaliczyć do tych nieco ponad przeciętnych. Jej powłoka pokryta została grubą warstwą żelaza, zamaszystymi maźnięciami kobaltu oraz miedzianymi drobinkami, które unosi w powietrze nawet najmniejszy podmuch. Całość otula niezbyt intensywna szafirowa poświata. Nieustannie towarzyszy jej przyjazna, wesoła melodia niosąca uczucie spokoju. Można również wyczuć nieprzyjemny smród siarki, który wciąż jeszcze miesza się z coraz słabszą wonią lilii. Powierzchnia natomiast jest bardzo elastyczna, a zarazem niezwykle twarda. Dodatkowo posiada ostre brzegi, gotowe do obrony. Jednocześnie, wręcz paradoksalnie pokryta została aksamitnym puchem. Na koniec można już tylko poczuć suchy posmak w ustach, czasami również jest lepka, ale zdarza się to raczej rzadko.


Wygląd

Norion jest bardzo przystojnym i urodziwym Aniołem. Młodzieniec liczący ponad trzy setki lat nie powinien już wyglądać młodo, a tymczasem długo czasu stępiło się na jego cerze zanim zdążyło wyryć na niej choćby najmniejszą zmarszczkę. To oczywiście nie tylko zasługa niebiańskiej rasy, ale też zyskania nieśmiertelności. Jedynym najbardziej widocznym i najszybszym efektem ubocznym opuszczenia planów Niebiańskich było zabarwienie śnieżnobiałych włosów na kolor czystej czerni. Pozostała ich długość do której się przyzwyczaił.
Mierzy sześć stóp wysokości, jest szczupły, wysportowany, ale niezbyt wybitnie umięśniony. Podczas wysiłku, czy też walki nadmiar mięśni tylko by mu ciążył, bo jego ruchy są precyzyjne i polegają na szybkości i zręczności, nie zaś na sile.
To co go charakteryzuje to wielkie, wydawać by się mogło, że ciężkie, pierzaste skrzydła wyrastające mu zza pleców. Niegdyś emanowały blaskiem pełni księżyca w środku zimowej nocy, teraz przygasłe, ale wciąż białe jak śnieg na szczytach Fellarionu, jednakże gdzieniegdzie bieg czasu zdążył już lekko wyszarzyć co niektóre piórka.
Dłonie Anioła nie są stworzone do nawlekania igieł. Są to ręce wojownika, a nie zniewieściałego fircyka, czy leśnego elfa. Ale gdy się postara, w chwilach natchnienia potrafi być delikatny, jednakże próżno od niego wymagać miękkich palców poety - już bliżej mu do kowala, albo górnika.
Jego oczy są bardzo wyraźnie zaznaczone ciemnymi obwódkami. Ich kontrastowość niejako odwzorowuje jego zdecydowanie i determinację. Nie ma w nich nawet śladu melancholii, czy smutku. W tęczówkach wciąż dostrzegalny jest najczystszy błękit, którego nie sposób przeoczyć i się w nim nie zatracić. Czerń źrenic jest jak otchłań bez dna z jednym tylko małym punkcikiem na środku przypominającym samotne światełko. Niektórzy sądzą, że to oznaka błogosławieństwa Najwyższego. Norion nawet po swoim rozstaniu z planami niebiańskimi nie utracił blasku w oczach, ani nie zmienił koloru tęczówek na karmazynowy, jaki to spotykał u każdego Upadłego. Tak jak jego skrzydła, które nie zabarwiły się na czarno, ale tylko straciły swój nieskazitelny blask.
Nosi równo przystrzyżoną brodę okalającą twarz i dodającą poważnego wyglądu. Wąs i broda pasują do jego lekko pociągłej twarzy i proporcjonalnie szerokich ust osadzonych pomiędzy płaskimi policzkami, ale wygładzonymi łagodnie naciągniętą na nie skórą o jednolitym pigmencie.
Jak na Upadłego Anioła, można powiedzieć, że fizycznie niewiele się w nim zmieniło, nawet pomimo już setki lat, wciąż cieszy się wyglądem Anioła Światłości. Niestety nie do końca jest aż tak kolorowo. Norion nie emanuje już taką dobrą aurą jak kiedyś, a do tego doszła niezbyt subtelna, ale nie aż tak dokuczliwa woń siarki.
Norion chodzi w oficjalnych strojach szytych na miarę. Na górze zazwyczaj przyodziewa się w aksamitną, białą koszulę zapinaną guzikami. Kołnierz wykańczany jest posrebrzanymi nićmi tworzącymi ładny wzór bluszczu pod szyją. Na to nakłada długą, ciemnozieloną szatę obszytą srebrnymi i złotymi nićmi. Szata ma specjalne wycięcia na skrzydła, których właściciel nie chowa przed światem. Na dół zakłada ładne, ciemno-szare spodnie, dobrze skrojone, aby na nogawkach nie tworzyły się mu wory, tylko idealnie przylegały do ciała. Na pasku usytuowana na środku, lśni dumnie srebrna klamra. Jedyną „biżuterią” jaką nosi, jest godło Alathel odlane na ciężkim medalionie zawieszonym na złotym łańcuchu z szerokimi oczkami, zawieszonym na szyi podczas oficjalnych spotkań.


Charakter

Norion dobrze wie jak duże zmiany zaszły w nim po opuszczeniu Nieba. Nigdy nie nazwałby siebie upadłym. Wręcz odwrotnie. Z wielką satysfakcją określiłby swoją przemianę jako odrodzenie. I nie byłoby w tym krzty przechwałek. O nie. Nie jest jak jego bracia, wywyższający się, obojętny, arogancki. "Upadek" otworzył mu oczy na świat. Pokazał go z zupełnie innej perspektywy, uwolnił zmysły i zachwycił różnorodnością. Jedyne czego żałuje, to, że Pan go opuścił. Jest z tego powodu bardzo smutny. Czuje się samotny i - jak nigdy przedtem - bezsilny. Chciałby służyć Najwyższemu jak kiedyś, ale to już nie takie proste. Nie dlatego, że wypowiadając posłuszeństwo swojemu Panu został na wieki strącony z Nieba. Nawet, gdyby jakimś cudem ponownie otworzono przed nim drogę do domu, sumienie nie pozwoliłoby mu tam żyć i patrzeć na świat tak jak mu każą go widzieć. Nie jest łatwo być Aniołem Światłości, dlatego w pewnym sensie rozumie Upadłych, ale dopiero po tym jak i jemu otworzono oczy. Po raz pierwszy mógł sam zobaczyć jak żyją ludzie i inne rasy, jakie mają problemy i co im sprawia radość. Przed upadkiem jego oczy były jak lód na jeziorze, rzucające lodowate spojrzenia dwa zmatowiałe krążki z maleńkim światełkiem pośrodku źrenicy. Okazało się, że uwalniając się spod rozkazów Pana, zyskały na błękicie i blasku o niepojętej głębi. Zupełnie jakby coś odegnało gęste mgły przesłaniające letnie niebo. Od tamtej pory czerpie garściami to co podsunie mu los. Jest bardzo ciekawski otaczającego go świata. Z zaangażowaniem głodnego wiedzy dziecka poznaje kultury, ludzi i nieludzi, słucha zapierających dech w piersiach historii. Jest przy tym trochę naiwny i łatwo go okłamać, ale praktycznie nie da się go przeciągnąć na stronę zła. Z tym jak walczył, tak będzie walczył dalej.
Z Aniołami Światła też nie jest w pełnej zgodzie. Jeśli jest taka potrzeba, to pokrzyżuje im plany bez namysłu jeśli w grę wchodzi krzywdzenie ludzi.
Z kobietami Norion miał mało do czynienia i z tego powodu trochę ich unika. Owszem, umie się ładnie zachowywać, zagadać, czy nawet miło uśmiechnąć. Nasz skrzydlaty bohater wie tyle o romantyzmie, co prostytutka o wierności małżeńskiej. Może to wulgarne porównanie, ale oddaje istotę problemu Upadłego.
Rozdział o waleczności można streścić w trzech punktach: opanowany, nieustępliwy, bezwzględny.
W życiu nie podjąłby się opieki nad dziećmi. Oczywiście krzywdy żadnemu by nie zrobił, ale to dla niego wyjątkowo stresujące istoty. Płaczą, brudzą, jedzą inne jedzenie, chcą się bawić, ciągle chce im się siku, są głośne, szybkie jak diabli i do tego trzeba je myć! Już wolałby tortury w Piekle.
Monotonia go nie nudzi, ale nie lubi zamknięcia w ciasnych pomieszczeniach gdzie nie dociera światło słońca. Nie jest to jeszcze objaw klaustrofobiczny, lecz raczej efekt przyzwyczajenia. Kiedy się uśmiecha, robi to szczerze i widać to na całej jego twarzy. Nie trudno go rozbawić, albo sprowokować do ożywionej dyskusji na prawie każdy temat. Lubi rozwiązywać czyjeś problemy, ale nie przyjmuje za to żadnych nagród czy upominków zadowalając się tylko słownymi podziękowaniami. A to dlatego, że nie jest materialistą i nie kręcą go bogactwa ani manie posiadania. Na dobrą sprawę mógłby spać pod gołym niebem i nigdy by mu to nie przeszkadzało.

Atrybuty

Krzepa:Raczej wytrwały,
Zwinność:Bardzo zręczny, Bardzo szybki, Precyzyjny,
Percepcja:Dobry wzrok, Kiepski węch, Przytępiony smak, Przytępione czucie, Czuły zm.mag,
Umysł:Pojętny, B. silna wola,
Prezencja:Piękny, Szarmancki, Charyzmatyczny,

Cechy specjalne

Latanie [D]Dzięki skrzydłom potrafi wznieść się w powietrze i przemieszczać z dużą prędkością z miejsca na miejsce.
Czytanie aur [D]Potrafi demaskować nawet próbujących ukrywać się za magicznymi sztuczkami piekielnych i niebian.
Regeneracja [D]To proces nieskończony dzięki któremu upadły nie starzeje się, a jego obrażenia goją się szybciej i są mniej bolesne. Próżno szukać na jego ciele jakichkolwiek blizn mimo, że w trakcie swojego życia odniósł wiele ran.
Słaby łeb do alkoholi [W]Stroni od alkoholu, gdyż już po jednym piwie ziemia pod nogami zaczyna się mu lekko kołysać. Po dwóch piwach udziela mu się radosny nastrój, a po trzech dopada go depresja. Po czwartym toaście już niczego nie kojarzy, gada od rzeczy gotów wyzwać na partyjkę bezika samego nawet Diabła.

Umiejętności

Walka sztyletami [M] Wieki treningów i praktyk pozwoliły mu osiągnąć perfekcji we władaniu niemal każdym znanym orężem. Jako były dowódca specjalnego oddziału aniołów specjalizującego się w eliminowaniu upadłych i piekielnych, wykazywał się wybitnymi umiejętnościami bojowymi. Jego ulubionym orężem były dwa poświęcone sztykety.
Walka wręcz [M] Równie niebezpiecznym orężem są jego dłonie i nogi. W walce wręcz jest zdecydowanie niezrównany, zwinny i przebiegły. Nie polega na sile, chociaż tej mu nie brakuje. Jego atutami są zwinność i zręczność, a przewidywanie ruchów przeciwnika weszło mu w krew dzięki niezliczonym walkom i zabójczym treningom.
Pływanie [P]
Jazda konna [O]
Czytanie i pisanie [W]
Anatomia [O] Anatomia istot humanoidalnych nie ma przed nim sekretów, szczególnie w zakresie miejsc które są ważne z punktu widzenia życia i sprawności fizycznej.
Bestiologia [P]
Demonologia [P]
Naturianizm [P]
Taniec [O]
Piekielnologia [W]
Wiedza o duchach [W]
Wiedza o światach [O]
Uniki [W]
Wspinaczka [P]
Tropienie [W]
Odnajdywanie portali [O]
Skradanie się [W]
Kartografia [O]
Etykieta [O]
Prawo [W]
Polityka [W]
Kaligrafia [O]
Walka dwuręcznym mieczem [W] To jedna z podstawowych broni, którymi musiał nauczyć się posługiwać w walce. Kilkadziesiąt lat praktyki we władaniu dwuręcznym mieczem zaowocowało ponadprzeciętnymi umiejętnościami.
Walka włócznią [O] To nie jest jego domena. Ale musiał nauczyć się tym tradycyjnym wśród Aniołów rodzajem broni. Nauczył się wykorzystywać ją w ataku i obronie. Zna kilkanaście ciekawych trików, ale do mistrza mu daleko. Gdyby miał wybrać, czy walczyć z włócznią, czy bez - wolałby walczyć z wrogiem gołymi pięściami.

Magia

        Sposób rzucania zaklęć: Rozkazy
Dobra [A]

Magiczne przedmioty

Towarzysz


Historia

- Idzie, idzie! - Z jakże konspiracyjnym szeptem odwrócił nieznacznie głowę od swego rozmówcy, co by podkreślić przypadkowość tego spotkania. Potem, dla niepoznaki zaczął coś bredzić o walorach wziętej z przypadku za zakładnika w intrydze, porcelanowej wazy, której bardzo szybko, na poczekaniu, zaczął nadawać historycznego znaczenia. Tymczasem zakurzone, popękane naczynie, ku wielkiemu żalu, roniło kolejną rysę rozpaczy, niewerbalnie zezwoliło Hedrichowi vi Dizzlerowi na znęcanie się nad biednym Norionem. Doradca i samozwańczy wielki przyjaciel Anioła, zawsze bezwzględnie poszukujący rozrywek dla swojego władcy, tym razem za cel i punkt honoru obrał sobie wzięcie na swoje barki trudnej i niewdzięcznej roli swatki. Niestrudzenie szukając dla swojego skrzydlatego przyjaciela drugiej połowicy imał się różnych podstępów i pułapek. Natomiast zadania wcale prostego nie miał, bowiem Norion nie wykazywał jak dotąd zainteresowania co piękniejszej przedstawianej damie. Zresztą, trudno się dziwić, skoro Hedrich zawsze popełniał ten sam, trywialny błąd szukając kandydatek wśród dworek i według własnego gustu, który raczej nie miał szans odbicia w upodobaniach Upadłego. Wypudrowane, sztucznie wymalowane, skrępowane do granic absurdu ciasnymi gorsetami, z szerokimi, szeleszczącymi sukniami i ogromnymi biustami, zdumiewająco bezwstydnie wyeksponowanymi by przykuć uwagę i krzyczeć na przedzie: "patrz na mnie!"; jakoś niespecjalnie go pociągały. To właśnie dlatego Norion nie znosi balów, podczas których musi znosić taneczne tortury i - o zgrozo! - za żadne skarby nie dać się wyciągnąć do różanego ogrodu, ze swej złośliwości sąsiadującego bezpośrednio przy audiencyjnym skrzydle pałacu w którym odbywają się wszystkie bale. To właśnie dlatego Norionowi najlepiej żyje się ze służbą, która nie ma dość śmiałości, żeby wykorzystywać jego otwartości.
Norion widząc z daleka podejrzaną parę i ten oryginalny pióropusz na czubku szerokiego kapelusza, już przeczuwał co go czeka. A podstępny Hedrich przyłapał go w jedynym miejscu w pałacu, z którego nie wychodziły żadne drzwi, czy otwieralne okna. Z tymi oknami akurat wiązała się bardzo zabawna historia, bowiem któregoś razu, będąc w podobnej sytuacji, Norion, przytomnie skorzystał z otwartego na rozcież okna i wyskoczył przez nie dokonując umownego samobójstwa, które miało swoje niespodziewane konsekwencje w postaci zerwania kontraktu handlowego z przybyłą w tym (i innym) celu Księżną Brouhelliną, której uroda utożsamiała najgorsze koszmary Upadłego.
Niestety, Hedrich nie zrozumiał tamtej subtelnej aluzji. Co gorsza Norion zasłonił się kłamstwem, że ratował wypadłą z okna służkę. Ślubu po tym nie było, więc przyjaciel z uporem maniaka dalej próbował postawić na swoim, niezmiennie bazując na swoich wizjach. To w pewien pokrętny sposób było jedną z niewielu rozrywek, których Norion nie mógł mu odmówić. A widząc z daleka kolejny ciekawy "egzemplarz", przeczuwał, że dzisiejszej nocy nie będzie mógł zmrużyć oczu. Tak się składało, że miał dobrą wymówkę i obejdzie się bez wyważania okien.
Kiedy zbliżył się do nich na odstęp dwóch kroków wyfiołkowana dama dygnęła przed nim i niejako tym przerwała interesujący wazowy monolog doradcy. Hedrich obejrzał się wachlując kolorowym pióropuszem. Udając kompletne zaskoczenie uśmiechnął się serdecznie do Anioła i od razu zagrodził mu drogę.
- Ach witaj Panie. Jak dobrze, że tu jesteś. Co za fortunny zbieg okoliczności.
- Tak, w istocie - uśmiechnął się cynicznie do drucha. - Wybacz, ale tro...
- Tak, wiem, ale to zajmie dosłownie chwilę - wszedł mu w słowo Hedrich. Doradca wyciągnął rękę w stronę kobiety, która zareagowała na ten gest podejściem do niego. Norion śledził ją wzrokiem i musiał przyznać, że z bliska była nawet, nawet. Niestety, wszystko się popsuło, kiedy uraczyła go swoim wybrakowanym uśmiechem. Co prawda Norion nie był znawcą w tej branży, bo patrzył na wszystkich ludzi przez pryzmat zgoła inny niż zwykli ludzie, ale przebywając pośród nich zdołał już poznać pewne nieprawidłowości w ich wyglądzie.
Ukłonił się wybiórczo uzębionej kobiecie jak nakazywała etykieta, natomiast do Hedricha zwrócił najbardziej nieprzychylne spojrzenie jakim kiedykolwiek obrzucił kogokolwiek z dworu.
- Hedrich, wybacz, ale teraz naprawdę nie mam czasu - przemówił nadając swojemu głosu bardzo zmęczony ton.
- Ale, to tylko moment! - zaprotestował niski mężczyzna.
- Nie mam momentu. Miło było panią poznać - skłonił się na odchodne i minął parę znacząco przyspieszając krok. Tak naprawdę wcale się nie spieszył, bo zebranie w sprawie nadchodzącego festynu było przesunięte o godzinę, ale musiał przecież jakoś uciec od wyjątkowo dziś złośliwego przyjaciela. Jeśli Hedrich myślał, że jego żart (oby to był żart!) był zabawny, to w istocie udałoby mu się rozbawić publikę, ale nie Noriona, który uznał to za okrutne nabijanie się z czyiś wad.
Jak co rano udał się prosto do kuchni, gdzie niepodzielną władzę sprawowała Zeffa - królowa wypieków, władczyni słodkości, tyran i zbawiciel w jednym, i osobista "mamuśka" karmiąca swojego "gołąbka" - jak zwykła go pieszczotliwie przezywać. Norion uwielbiał siadać u niej w kuchni na małym, drewnianym taborecie i wpatrywać się z fascynacją ruchom jej dłoni, kiedy z mistrzowską wprawą przygotowuje ciasto na pyszne bułeczki. Zapach ziół i przypraw jest tu niemal odurzający. Oczywiście jak to gołąbeczek swojej mamusi, Norion zawsze może liczyć na pierwszy kawałek świeżego, dopiero co upieczonego chlebka, czyli tak zwaną "piętkę". Chrupiąc przypieczoną skórkę, nikomu nie wadząc, oddaje się pouczającej rozmowie z sympatyczną, ale stanowczą kucharką. Jak to kucharka, od próbowania swoich potraw i wypieków, z lekka odbiło się to na jej talii, ale nie wyobrażał jej sobie chudziutkiej. Do chorobliwej otyłości było jej jeszcze daleko, ale nie brakowało jej krągłości z którą było jej do twarzy i podkreślało charakter. Zeffa nie dawała sobie w kaszę dmuchać. Kiedy trzeba było potrafiła ustawić tego i owego. Nawet Norionowi dostało się nie raz, nie dwa razy po głowie za podkradanie ciasteczek, czy nieprzyzwoite słownictwo. Była dla Upadłego odskocznią od problemów. Nazywał ją osobistą mentorką człowieczeństwa.
- Heniek! Gdzież ty był z tym chwastem?! Piec mi dogasa bucu głupi. Dawajże tu, bo obiecuję, że do końca życia będziesz obierał ziemniaki! - zagroziła młodemu kmiotkowi swoja ulubioną bronią, czyli drewnianą łyżką. To już trzeci model w tym miesiącu, wzmocniony, z dębowego drzewa. Poprzednie były zbyt kruche, albo pomocnicy mieli za twarde głowy, czy pośladki. Nawet Anioł miał już zaszczyt poczuć moc kuchennego oręża i od tamtej pory stał się ostrożniejszy.
- Przepraszam gołąbeczku, ale dzisiaj jakby wszystkie diabły się na mnie uwzięły i nic mi nie wychodzi. Rano rozerwałam worek mąki, potem wypadło mi jajko i roztłukło się na podłodze. Potem się na nim poślizgnęłam i obiłam se biodro – wyżaliła się Upadłemu. Norion nie miał jej za złe tych narzekań „mamuśki”. Siedział potulnie na taboreciku ze skrzydłami wciśniętymi we wnęce pod półką z wystawą porcelanowych słoiczków z przyprawami. Z racji tego, że było tu tak ciasno szybko polubił ten przytulny kącik z którego mógł bezpiecznie obserwować kuchenną zawieruchę.
- Muszę wreszcie pomówić z tym kogucikiem, Henrichem – oznajmiła dokładając przyniesione drewno do paleniska pod wielkim, wielopoziomowym piecem. - Kto to widział, żeby prowadzać po pałacu jakieś kokietki? Niech się do pracy weźmie dureń, a nie...
Norion milczał jak zwykle. Skubał zarumienioną skórkę pieczywa rozmyślając o zebraniu, które go zaraz czeka. Dzień na tym się nie kończył, jako, że jego rolą było podpisanie kilku dokumentów, omówienie harmonogramu atrakcji, omówienie kwestii bezpieczeństwa z pilnującymi porządku tajniakami, wyznaczenie miejsc dla straganów, których miało być blisko dwa razy więcej niż ostatnio. Czekała go również codzienna praca typu spotkań z ludźmi, którzy pojawiali się w zamku z różnymi problemami, albo po prostu z błahymi prośbami. Z natury bardzo cierpliwy Anioł poświęcał swojemu ludowi więcej czasu niż zatrudnieni do tego urzędnicy i jakoś tak się utarła tradycja, że jeśli czegoś nie udało się załatwić w urzędzie, to szło się bezpośrednio „do góry”. Norion zachowywał przy tym rozsądek, bo nie od dziś wiedział, że nie można uszczęśliwić wszystkich i w dodatku nie krzywdząc przy okazji innych. Dyplomatą był słabym, negocjatorem jeszcze gorszym, ale przyjął obowiązki namiestnika nie dla wygody czy prestiżu, tylko po to, żeby dać czas następcy tronu na osiągnięcie dojrzałości. A do tego brakowało mu już tylko dwóch lat. Do tego czasu Upadły dobrze się spisywał w roli zastępcy i z pewnością zostanie tu z braku innych pożytecznych zajęć.

~
Minęło 115 lat od czasu upadku, a on wciąż miał białe skrzydła. Wiedział jednak, że taki stan rzeczy długo już nie potrwa i kiedyś zmienią kolor. Stanie się to samoistnie, albo z jego winy.
Z wyrokiem było podobnie. Czułby się zagrożony, tymczasem brakowało wierzących w zdradę Anioła Światła, tak wiernie wykonującego polecenia Pana. Wyrok nie zapadł, co niestety nie zmieniało nic w kwestii wykluczenia ze społeczności Niebian. Oczywiście zdarzali się tacy, co porywali się z motyką na słońce i próbowali podstępem zaskoczyć upadłego, lecz nikomu jak dotąd to nie wyszło. Niegdysiejsi towarzysze broni Noriona, wyszkoleni przez niego, nawet nie próbowali się z nim mierzyć. Na doczesnym padole Norion wiódł życie takie jak kiedyś. Tropił piekielnych, demaskował ich i zabijał. Jak dawniej. Nienawidził ich, nawet walczył u boku Aniołów jak dawniej. Zachowywał wartości jakie wpojono mu od małego, oprócz jednej kwestii: już zawsze między wizjami zaślepionych sług Pana, a bezbronnymi ludźmi, stał Anioł, którego wiarę w te wizje okrutnie zdradzono.

~
Królestwo Alathel chyliło się ku upadkowi. Niegdyś bardzo silne mocarstwo zostało splądrowane przez okropną epidemię gruźlicy, która podstępem dziesiątkowała ludność i nie oszczędziła nawet królewskiej pary. Krótko przed ich śmiercią, do miasta przybył Norion z wieścią o złym stanie zdrowia przyjaciela i władcy Alethel oraz jego małżonki. Anioł pomimo upadku nie złamał zasady Aniołów i odmówił uzdrowienia przyjaciela. Jedyne co mógł zrobić, to szczerze modlić się, żeby jego przyjaciela przyjęto w gronie Błogosławionych, choć wiedział, że do tego raczej nie dojdzie. Król odszedł, a niedługo potem do Światłości udała się także Królowa. Ostatnim życzeniem i jednocześnie dekretem Królewskiej pary było ustanowienie Noriona Namiestnikiem Alathel aż do czasu, gdy ich osierocony syn ukończy wiek 21 lat i będzie mógł objąć tron po swoich rodzicach. Nie było to marzeniem niebiańskiego wojownika, żeby rządzić krajem, ale nie mógł odmówić przysługi jedynego przyjaciela, który nie odwrócił się od niego nawet po jego upadku. Tym bardziej, że 21 lat z jego perspektywy powinno minąć jak dłuższy wypoczynek od wiecznych bitew. Początkowe obawy co do słuszności przekazania władzy Upadłemu Aniołowi szybko przeszły w niepamięć, głównie przez procesy, które na polecenie nowego Namiestnika musiały być szybko wdrożone, aby ratować resztkę ludności przed zabójczą epidemią. Państwo podniosło się z kolan i wkroczyło na ścieżkę nowej, świetlanej przyszłości.

~
Rozsadzała go ekscytacja. Jego pierwszy w życiu trening! Pod ścianą stał na baczność szereg rozmaitych broni. Od wielkich dwuręcznych mieczy, po drobne, naprawdę małe nożyki. Norion od początku mierzył wysoko. A po cóż mu małe nożyki? Większe widział w dłoniach kucharzy, tych obierających ziemniaki! On od razu chciał chwycić za największy i najcięższy miecz i siekać nim na lewo i prawo. Patrzył na Fortisa przesuwającego manekiny ćwiczebne. Dzielnie stał w miejscu i czekał aż jego instruktor poprosi go o wybór broni. Słyszał od rówieśników i starszych, że tak właśnie wyglądało szkolenie. Nie dosłyszał tylko, że wybór broni należy do nauczyciela.
- Zanim zaczniemy, pokażesz mi jak się ruszasz - powiedział Fortis biorąc pod pachę drewnianą kukłę na podstawce i postawił ją przed nosem zdziwionego aniołka.
Norion pomyślał, że to taki wstęp, więc zgodził się i wykonywał polecenia "mistrza". Kopał, okładał pięściami i udawał uniki. Wszystko według poleceń. Fortis tylko kiwał głową wygładzając palcami ostrą bródkę. Starszy Anioł był bardzo znanym szkoleniowcem. Spod jego skrzydła wyszło wielu legendarnych niebiańskich wojowników. Norion miał ogromne szczęście, że udało mu się dostać akurat pod jego rozkazy. Znany był ze swej surowości i niekiedy wręcz chorobliwej dyscypliny. Norion od początku wiedział, że doskonale będą się dogadywać.
- Mhm. Dobrze. Ale nie napinaj tak mięśni. Widzę, że masz potencjał, ale jesteś dzisiaj bardzo rozkojarzony. Będziemy trenować twoją lewą stronę, bo prawą masz zdecydowanie lepiej zgraną. Masz tu być codziennie po wschodzie słońca i trenować do zachodu. Jak chcesz być najlepszy musisz najpierw opanować swoje ciało. A potem pomyślimy nad dodatkami.
Norion myślał, że się przesłyszał. Nie chciał się przyznać przed przyjaciółmi, że Fortis uczy go walenia pięściami w manekiny. Zachował tą tajemnicę dla siebie i choć było mu trudno - zaufał swojemu mistrzowi i ćwiczył wytrwale. Z coraz lepszym zaangażowaniem, aż wreszcie zapomniał o swoich oczekiwaniach, akurat w momencie, kiedy po kilku latach treningów zmierzył się oko w oko z Fortisem. Mistrz oczywiście pokonał swojego ucznia, ale nie bez dwóch otrzymanych ciosów. Zaznaczyć należy, że dokonało tego wyczynu zaledwie trzech Aniołów i jeden Palladyn.

Potem przyszedł czas na uzbrojenie młodego Noriona. Fortis pozwolił Norionowi wybrać oręż i ku wielkiemu zaskoczeniu młody wojownik wybrał dwa bliźniacze sztylety. Sam Norion, jeszcze kilka lat temu, nie uwierzyłby w taki obrazek, a tymczasem teraz był przekonany, że lepiej wybrać nie mógł. I tak było naprawdę.
Treningi stały się jego obsesją. Pod okiem Fortisa rodził się nowy mistrz walki sztyletami. Wirujące w dłoniach ostrza nie pozostawiały żadnych złudzeń, że Norion dorósł do wyjścia w teren. Ale mistrz miał jeszcze kilka innych broni z którymi chciał zapoznać Noriona.

- Wiesz co to jest?
- Włócznia.
- Tak, ale nie taka zwykła. To tradycyjna oręż Aniołów Światłości, niegdyś podstawowe uzbrojenie niebiańskich wojowników. Na ich widok drżały plugawi piekielni. Niektóre z nich zaklinano potężnymi zaklęciami - wytłumaczył gładząc zimny grot włóczni zanim przekazał go w dłonie Noriona, który zdziwił się jej lekkością. - Nie zstąpisz z nieba jeśli nie nauczysz się nią władać, Norionie - zapewnił go dość łagodnie.
Norion obrócił ją kilka razy wokół własnej osi, ale od początku coś mu nie szło. To raczej normalne uczucie, skoro był wyszkolony do walki zwartej, a tu trzeba było się douczyć nowych pozycji i szacowania odległości.
Mijały kolejne lata, a Fortis postanowił, że nie będzie więcej torturować swojego ucznia. Zmienił więc broń na tą, którą na początku Norion upodobał sobie jako najfajniejszą. Długi dwuręczny miecz pasował do młodego Anioła jak ulał, ale i tu nie obyło się bez drobnych zawodów. Owszem, zdecydowanie lepiej mu szło niż z włócznią, ale brakowało mu tej finezji jaką wykazywał się w trakcie ćwiczeń sztyletami. Nie mniej to wcale nie oznaczało, że było tragicznie. Wręcz przeciwnie. Norion bardzo szybko robił postępy, ale kiedy jego mistrz zauważył, że się zatrzymał postanowił dać mu spokój.

- To już koniec. Nie mogę cię już niczego więcej nauczyć.
- A łuki? Jeszcze są bronie miotające przecież - zaprotestował Norion chcąc wyprosić od Fortisa jeszcze kilka lat, ale Anioł pokręcił głową i położył rękę na ramieniu swojego ucznia. Uśmiechnął się przy tym, a to był widok naprawdę rzadki.
- Masz w sobie tyle zapału co ja, gdy byłem w twoim wieku. To dobrze, ale mnie życie nauczyło, że na wojnę nie powinno iść się z opaską na oczach. Zamiast tego z sercem na dłoni.
Norion sądził, że dobrze zrozumiał co miał na myśli nauczyciel. Szkoda, że tak późno zrozumiał jak bardzo się mylił.

~
Od dłuższego czasu czuł, że coś się święci. Każdy chyba zna to uczucie, kiedy nie może zasnąć atakowany przez różne, chaotycznie chronologicznie myśli z dnia poprzedniego. Tylko, że to nie była noc, a Norion nie próbował zasnąć. Był sam, na wilczej misji. Miał dorwać upadłą, która dopuściła się zdrady dla ukochanego człowieka. Tyle wiedział, a że wyrok zapadł, więc wyruszył na polowanie. Namierzył ją w portowym miasteczku i czekał na nią w pokoju. Nie wiedział jak wyglądała, ani czemu zrobiła coś tak obrzydliwego. Zazwyczaj nie udzielano mu zbyt wielu informacji. Rozkaz to rozkaz. A że Norion nie zadawał pytań, był katem idealnym.
Zaczaił się na nią w jej pokoju. Na pościeli widział jej poczarniałe pióra i patrzył na nie z odrazą. Miał zamiar to szybko zakończyć. Zabrać jej ciało i zrzucić je do oceanu, gdzie w nieprzeniknionych ciemnościach będzie z czasem zanikać.
Plan był prosty i, jak na umiejętności Noriona, nie powinien napotkać żadnych przeszkód z jego wykonaniem. Dopóki nie otworzyły się drzwi, a do środka nie weszła mała dziewczynka. I oczywiście, nie była sama. Za nią weszła Anielica. Niczego nie spodziewająca się młoda dziewczyna z czarnymi jak smoła skrzydłami zamknęła za sobą drzwi i opuściła szary kaptur odsłaniając znajome skądinąd fantazyjnie spięte włosy. Norion ukryty w cieniu za plecami anielicy nie mógł postąpić kroku, a ręce zrobiły się mu ciężkie jak z kamienia. Usta same, niewładne, zdradziły jego obecność.
- M-matko...?

Musiał usiąść. Opadł ciężko na łóżko z twarzą ukrytą w dłoniach. Bliźniacze sztylety leżały na szarych deskach podłogi tuż pod jego stopami.
Anielica dopadła do jego kolan i utuliła go jak matka syna. Płakała, ale nie ze strachu. Norion dobrze wiedział dlaczego. Jemu też łzy płynęły z oczu, pierwszy raz czując potworny ból jakby mu ktoś serce przeszył strzałą.
- Czemu? - powtarzał wielokrotnie to samo pytanie, ale matka unikała odpowiedzi. Bardzo dobrze wiedziała jak strasznej próbie postanowiono poddać jej syna. Wyprosiła na zewnątrz małą dziewczynkę dając jej parę drobnych by poszła i kupiła coś z targu. Kiedy byli sami usiadła obok kompletnie zdruzgotanego Noriona i otuliła go swoim czarnym skrzydłem. Nie miała sumienia zostawiać go w niewiedzy lub pozwolić, aby prawdę o jej upadku spaczono łgarstwem. Opowiedziała więc o swojej misji, którą zaniechała przez wzgląd na sumienie. Norion, głuchy przez setki lat na uczucia, zaczął rozumieć czemu to było tak trudne. Złożyło się na to zbyt wiele czynników, by je teraz wymieniać. Najtrudniejsza była jednak decyzja, która była dla Anielicy zbyt oczywista, bo w końcu znała swojego syna aż za dobrze. W momencie, kiedy obiecywał jej, że nie pozwoli żeby włos spadł jej z głowy ona chwyciła szybko za jeden ze sztyletów i wbiła go sobie w serce chcąc zdążyć zanim jej syn zaprzepaści swoją przyszłość i pochłonie go piekło. Niestety było już za późno. Dużo za późno. Zanim jeszcze zdążył to wyraźnie zaznaczyć.
Norion, ze złamanym sercem, zabrał ciało matki i złożył je w jaskini której wejście zawalił znoszonymi kamieniami. Był to czas w którym młody Anioł poświęcił na układaniu duszy z potłuczonych kawałków. Wiedział, że Pan go opuścił, choć mówiono, że było na odwrót. Norion po części zgadzał się z tymi głosami, aczkolwiek nigdy tego nie żałował. Uważał, że postąpił słusznie, choć kochał Go i nigdy nie dane mu było zrozumieć czemu nie pozwolono mu z Nim nigdy więcej porozmawiać.

Dane gracza: Norion

Nazwa użytkownika:
Norion
Ranga:
Zbłąkana Dusza
Inne Postacie:
Marvel, Night, Peter, Eleanael, Tarla,
Martwe postacie:
Płeć:
Mężczyzna
Status:
OFFLINE
 
 
PW:
Wyślij prywatną wiadomość
Grupy:
Dołączył(a):
So gru 29, 2018 10:23 am
Ostatnia wizyta:
Śr lut 20, 2019 5:38 pm
Liczba postów:
3 | Znajdź posty użytkownika
(0.00% wszystkich postów / 0.03 posty dziennie)
Ostatni post:
Prośby o akceptacje zmian w KP
Śr sty 09, 2019 11:29 pm
Najaktywniejszy w dziale:
Księga Boskich Praw
(Posty: 3 / 100.00% postów użytkownika)
Najaktywniejszy w wątku:
Prośby o sprawdzenie KP
(Posty: 1 / 33.33% postów użytkownika)
cron