Profil użytkownika Lilianna

Avatar użytkownika

Ogólne

Potęga:
Imię: Lilianna (Lily) Shasamo
Rasa: Wampirzyca (Jeszcze rok temu człowiek)
Wiek: 22 lata


Aura

Aura charakteryzuje się znacznie ponadprzeciętną siłą magiczną. Już z oddali widać topazowe rozbłyski niosące ze sobą woń świeżej krwi wciąż jeszcze mieszającą się z ludzkim potem. Gdy podejdziesz bliżej, ujrzysz platynową, twardą powłokę, którą obwiązują kobaltowe wstęgi o żelaznych, lśniących końcówkach, delikatnie falujące, nawet gdy nie ma wiatru. Tu i ówdzie wiruje miedziany pyłek, opadając ostrożnie na powłokę i wszystko wokół. Niespodziewanie do uszu dociera echo czyichś słów, nim jednak zdoła się określić treść, jaką niesie, zanika w niepokojącej ciszy, która pochłania wszelki dźwięk. Emanacja popisuje się elastycznością, skutecznie unikając dotyku, straszy ostrymi jak brzytwa brzegami, a równocześnie kusi aksamitnym meszkiem na całości. Na koniec pozostawia pikantny posmak i nieprzyjemną lepkość w ustach.


Wygląd

Liliana jest kobietą przeciętnego wzrostu, mierzy pięć i pół stóp. Raczej drobnej budowy, o delikatnych rysach twarzy. Można powiedzieć nawet, że nieco szlacheckich, w końcu jest, znaczy było w niej coś ze szlachetnej krwi przed przemianą. Jej jasnobrązowe tęczówki czasem przechodzą w złotawy odcień, zależnie od światła lub emocji bohaterki. Długie ciemne blond włosy zazwyczaj związane ma w warkocz, lub coś innego, często prostego tylko i wyłącznie ze względu na własną wygodę. Uśmiech, mimo że nie gości na jej twarzy zbyt często jest zazwyczaj szczery, ale tylko w drobnym ułamku przebija się przez ogólnie chłodne, nie wyrażające wielu emocji oblicze dziewczyny. Jej ubiór codzienny zazwyczaj, gdy nie musi się akurat przed niczym ukrywać, bądź uciekać jest bardzo zwyczajny. Zwykła biała koszula, niekiedy prześwitująca, gdy jest w odpowiednim nastroju. Przede wszystkim wampirzyca wyznaje zasadę, że ma być wygodnie, a ubiór nie powinien krępować ruchów. Stąd też często pomija górną część bielizny, bo po pierwsze nie lubi jej nosić, a po drugie jej młode ciało zdecydowanie dodaje jej argumentów w wielu codziennych sytuacjach. Jeśli chodzi o dolne części garderoby to lubi, gdy są przylegające, ale też pozwalają na schowanie paru ostrzy to tu, to tam, bo z nimi się praktycznie nie rozstaje. Często nosi dość szerokie pasy, nie tylko przy spodniach, lecz również wokół ud. Może się tam znaleźć ostrze, bądź parę flakoników z krwią, lub innym przydatnym fluidem. Gdy ma przy sobie takie rzeczy zazwyczaj na całość zarzuca długi czarny płaszcz z szerokim kapturem, co by nie zwracać na siebie jakoś szczególnie uwagi. Ogólnie młoda Shasamo ma zgrabną i zwinną sylwetkę, czym często zwraca niezbyt pożądaną przez siebie uwagę płci przeciwnej. Sama zainteresowana bardziej ceni ją za to, że długie nogi i zwinne ciało pozwala jej przemknąć się tam, gdzie inni nie byliby w stanie, a nie za to jak działa na czystość myśli osób wiecznie podążających za nią wzrokiem.


Charakter

Bardzo ciężko jest jednoznacznie określić charakter młodej wampirzycy. Zwłaszcza nieznajomym, gdyż jest on w dużej mierze wypadkową cech, które powstały i kształtowały się razem z upływem kolejnych lat jej życia, które jakby nie patrzeć potoczyło się bardzo szybko i przewrotnie. Z czasów dworskich, jako mała dziewczynka Lily nauczyła się etykiety, chłodnego dystansu, ale i uprzejmości, oraz kultury. Później był sierociniec, czyli okres, który chyba najmocniej ukształtował Lilianę jako osobę. Tam właśnie poznała w sobie takie rzeczy jak egoizm, uparcie, a z czasem pewność siebie. Zimną już obojętność na nieistotne w jej opinii zdarzenia, czy nawet osoby. Pomimo szlacheckiego pochodzenia można określić, że dziewczyna wychowała się poniekąd na ulicy i stąd jej charakter z pewnością można określić jako trudny. Potrafi, a nawet więcej - uwielbia postawić na swoim i z satysfakcją pozbawia innych nadziei, jeśli tylko mieli czelność przeciwstawić się jej woli. Zazwyczaj kalkuluje, ale ostatnimi czasy często też daje się ponosić emocjom, co po czasie zdarza jej się nie raz pożałować. Obecnie jest zdecydowanie bardziej wybuchowa i zdaje się chwilami kompletnie zapominać o podstawowych zasadach zachowania się. Potrafiłaby się pewnie zachować w wyższych sferach, jeśli tylko by chciała, ale z reguły nie lubi się podporządkowywać, więc mogłyby to wyjść po prostu różnie. Oswajając się ze swoją nową, wampirzą postacią i przypominając fragmenty historii nieco po przemianie wraca ta jej zimna i totalnie pozbawiona emocji i uczuć część charakteru. Można więc określić, że Lil jest dość niestabilną mieszanką ułożonej dworskiej panienki, z wybuchową nastolatką i kompletnie wyrafinowaną zimną oszustką bez skrupułów. Najgorszym problemem jest fakt, że nigdy nie wiesz, w jakim humorku właśnie się znajduje... Tak, czy siak lepiej więc, byś nie wchodził jej w drogę, jeśli nie jesteś gotowy na... w zasadzie wszystko.

Atrybuty

Krzepa:Wytrzymały,
Zwinność:Bardzo zręczny, Bardzo szybki, Dokładny,
Percepcja:Czuły słuch, Wyostrzony zm.mag,
Umysł:Bystry, Ineligentny, B. silna wola,
Prezencja:Piękny, Charyzmatyczny,

Cechy specjalne

Wczesne fazy wampiryzmu. [S]Silna wrażliwość na światło słoneczne, czosnek i srebro. Marnie kontrolowane, nagłe i dość chaotycznie występujące napady głodu. Dodatkowo dziewczyna zyskała umiejętność telekinezy, z której kontrolą radzi sobie nieco lepiej, niż z zewem krwi. Ma ona również naturalnie dla swojej nowej rasy zwiększoną regenerację, oraz odporność na wszelkiej maści choroby. Jej i tak dobre już zmysły zostały wyostrzone i z czasem, gdy Lily przywyknie do swoich nowych możliwości z pewnością jej percepcja będzie na dużo wyższym poziomie.
Przemiana w kota. [D]Liliana potrafi przemienić się w burą dachową kocicę. Nie przychodzi jej to jeszcze z łatwością, ale często pozwala uniknąć niekomfortowych sytuacji.

Umiejętności

Skradanie się. [W] Zawsze lubiła podążać swoimi ścieżkami, nie musisz wiedzieć jakimi.
Otwieranie zamków. [W] A, że czasem coś kuszącego znajdowało się za zamkniętymi drzwiami... Spinki do włosów przecież nie muszą służyć tylko do jednego.
Szulerstwo. [M] Już od małego Lily uwielbiała udowadniać wszystkim wokół, że jest sprytniejsza, a jej zmysły ostrzejsze. Jako dzieciak mogła sobie nabawić tym nieco wrogów, zresztą w późniejszych etapach życia również, nawet groźniejszych. Sęk w tym, że nic jej to nie ruszało, dopóki miała tę satysfakcję z oszukania kogoś, wzbogacenia się, czy poniżenia innej osoby. Dodajmy do tego, że wampirzyca bardzo nie lubi przegrywać, więc szybko i skutecznie nauczyła się takich sztuczek, które pozwalają jej nie zaznawać goryczy porażki zbyt często.
Walka nożami. [O] Bo nie zawsze można załatwić coś paroma mrugnięciami ładnej pary oczu.
Opatrywanie ran. [P] W razie wypadku przy pracy...
Zielarstwo [P] Sama z siebie nauczyła się rozpoznawać podstawowe rośliny i wykorzystywać je do opatrunków, jako pożywienie, bądź do tworzenia najprostrzych trucizn, czy innych tworów. Zazwyczaj sobie tym nie szkodzi.
Jeździectwo. [P] Z konia nie spadnie, ale porządnego pościgu to i na nim nie zgubi.
Perswazja. [M] Umiejętność poniekąd łącząca wszystkie pozostałe. Jej największy atut, przysłowiowe ładne oczka. Oczywiście jej perswazja nie opiera się wyłącznie na uwodzicielskim spojrzeniu, a wręcz przeciwnie. Z czasem Liliana opanowała liczne techniki manipulacji psychologicznej, a dokładając do tego jej walory aparycji i pozostałe dary, jakimi jest na przykład magia iluzji dziewczyna stała się na prawdę dobra w przekabacaniu na swoją stronę tych, których uznała za wartych tego. Ogólnie z łatwością przekonuje przeciętnych ludzi do swoich racji, bądź manipuluje ich emocjami. Z bardziej odpornymi na tego typu sztuczki istotami też radzi sobie całkiem nieźle, chociaż pewnie brakuje jej jeszcze nieco doświadczenia, które zaczyna dopiero zdobywać na tym wyższym poziomie przekonywania.
Taniec. [W] Subtelny taniec, kuszące spojrzenie.
Zręczność, uniki. [O] Zwinne kroki, uniknięte okaleczenie.
Gimnastyka. [W] Dość giętkie ciało, spełnione marzenie?
Znajomość etykiety. [W] Mimo wszystko jako kobieta z wyższych sfer trochę tam wie, jak powinna się zachować. (Teoretycznie.)
Szpiegostwo. [O] Bo z natury ciekawska z niej dziewucha.
Anatomia. [O] Trzeba wiedzieć gdzie zakłuć, albo pogłaskać...
Akrobatyka. [W] Szeroko pojęta zwinność i umiejętność poruszania się w czasami dość specyficzny, aczkolwiek bardzo optymalny sposób.
Żonglerka.(głównie nożami) [M] Kocha każde ostrze, mniejsze, większe. Stalowe, z gorszego metalu, byle nie srebra! Zdobione, lub nie. Pasja wampirzycy do tego rodzaju broni przerodziła się nie tylko w umiejętności bojowe, ale też cyrkowe. Lubi od czasu do czasu zabawić publikę w karczmie paroma sztuczkami, zwłaszcza jeśli ugada z karczmarzem za taką usługę jakieś wynagrodzenie, albo chociaż miejsce do schowania się. Dodatkowo w niektórych poważniejszych repertuarach wspomaga się magią iluzji, żeby niektóre triki wyglądały jeszcze bardziej spektakularnie.

Magia

        Sposób rzucania zaklęć: Moce
Pustki [U]Liliana odkryła w sobie umiejętności tej szkoły już jako dziecko, wykorzystywała je, by zdobyć przewagę od samego początku swojej przygody z magią. Tworzenie iluzji przychodziło jej z łatwością, a motanie zmysłów rówieśników w tamtych czasach błogiego dzieciństwa było dla niej wielką frajdą. Aktualnie wciąż dzięki swojejmu sprytowi i kreatywności magiczne zaklęcia pozwalają jej uniknąć wielu niepotrzebnych konfrontacji, lub po prostu nieźle i szybko się dorobić.
Przestrzeni [U]Tę dziedzinę postać poznała dopiero po przemianie, więc włada jej mocami dość niezdarnie, acz szybko się ucząc. Pierwszy kontakt z teleportacją zaraz po incydencie przemiany w wampirzycę był bardzo nieprzyjemny. Właściwie kobieta nie pamięta z tej historii wiele, ale mimo ciężkich początków stara się trenować i tę sztukę, gdyż uważa ją za bardzo przydatną w wielu aspektach nowego życia.

Magiczne przedmioty

Sygnet rodzinny Shasamo. [ZAK]Srebrny pierścień ze starym, nieco wyblakłym już niewielkim szafirem. Ma wygrawerowane nazwisko rodowe - Shasamo. Wpływa nieco na umiejętności magiczne i rasowe cechy Liliany, która jest jeszcze tego nieświadoma.
Talia znaczonych kart i kości. [ZAC]Zawsze jakoś łatwiej się z nimi gra. Po co chować asy po rękawach, skoro można je mieć na stole.
Długi czarny płaszcz. [ART]pozwala bardzo skutecznie chronić się przed światłem słonecznym, ma również przyszyty przez pewną poczciwą znajomą czarny głęboki kaptur z kocimi uszkami... Ta część ubioru poza licznymi kieszeniami i miejscami, w których można przechowywać przydatne przedmioty służy Lil głównie do przemieszczania się tam, gdzie technicznie rzecz biorąc nie powinna przebywać. Shasamo zdobyła go kiedyś na targu, gdzie jakiś kupiec zza morza wykrzykiwał o jego magicznych właściwościach. Jego słowa wyolbrzymiały oczywiście cechy, ale na tyle skutecznie, że dziewczyna postanowiła zabrać drogocenne okrycie na darmową przechadzkę próbną. Ku zaskoczeniu kupca, po chwili nieuwagi dzięki magicznym umiejętnościom, wampirzym cechom i mocy płaszcza dziewczyna zniknęła za paroma zaułkami i uniknęła pogoni wściekłego burżuja zza morza i jego ludzi. Po założeniu go na siebie i odpowiednim nakierowaniu magii płaszcz pozwala na płynne omamianie zmysłów pobliskich osób, sprawiając wrażenie niewidzialności, dzięki czemu idealnie wpasowuje się w potrzeby wampirzycy, która akurat musi od czasu do czasu przejść przez miasto za dnia, bądź dostać się tam, gdzie nie powinna, a chce się w danej chwili znaleźć.
Kolekcja noży. [ZAC]Zwykłe noże wszelkiej maści. Do rzucania, nacinania, czy pchnięć. Ukryte w pasie przy spodniach, lub tym na udzie, może jesze za cholewą buta. Lily lubi mieć interesujący i zawsze idealnie naostrzony arsenał. Można powiedzieć, że dziewczyna ma drobną słabość do zbierania dobrej jakości zabawek ze stali, najlepiej fikuśnie zdobionych.

Towarzysz


Historia

Było szare jesienne popołudnie w jednej z kupieckich, niewielkich mieścinek w okolicach Nowej Aerii. Nie lało, nie wiało, więc i kupcy wszelkiej maści siedzieli na targowisku tego dnia nieco dłużej. Właściwie jak na taką porę dnia główny plac był całkiem mocno zaludniony. Akurat przez miasto przejeżdzały dwie większe karawany, więc i jedni, i drudzy przechwalali się swoimi towarami i wielkością sakiewek, a jakże. Purpura wszędzie wokół, a bruk po którym stąpają brudny i pełny błota. Pośrdód szarych ludzi przemierzających ulice tego dnia można było dostrzec dość nietypową postać, ubraną bardzo zwyczajnie młodą kobietę. Miała długie blond włosy, splecione starannie w warkocz, ładne, delikatne rysy twarzy, oraz inteligentne spojrzenie nieco złotawych oczu. Dziewczyna imieniem Liliana miała na sobie zwykłą białą koszulę z podwiniętymi rękawami, oraz spodnie z szerokim, ładnym paskiem. Dodatkowo miała nietypowe skórzanie niewielkie paski na przedramionach i udach. Szła w stronę karczmy, rozglądając się ciekawie pośród kupieckich stoisk, a właśnie zaczynało się chmurzyć. Lily zarzuciła na siebie czarny płaszcz z kapturem i szybko wtopiła się w tłum pozostałych, czyniących podobnie, bo wyraźnie zbierało się na deszcz. Tym samym stoiska kupieckie również zaczęto dość pośpiesznie pakować. Nie byłaby sobą, gdyby nie skorzystała z okazji. W końcu za drobny kawałek biżuterii, lub kamyka z którejś z lad może przeżyć nawet parę dni na wysokim poziomie. Dostrzegła więc nieco otyłego handlarza klejnotów zza morza, który cały czerwony już i mokry od deszczu wydzierał się na swoich ludzi, by szybciej zwijali stoisko. Dziewczyna doskonale odnajdowała się w chaosie, więc wykorzystała go, oraz nieco iluzji, by zdobyć krwistoczerwony kamyk, bo akurat ten jej się spodobał.
- Mości Panie, mości Panie, jak klejnoty Ci zmokną, to co się stanie? - zażartowała z niego, grając swoim chłodnym głosem na jego nerwach, na co kupiec jedynie odburknął coś pod nosem, ale dziewczyna kontynuowała.
- Jestem zainteresowana większą dostawą, szmaragdów zza gór Thargornu. - wiedziała, że tymi słowami wzbudzi zainteresowanie jegomościa. Znała się nieco na mapie i zdawała sobie sprawę, że nic jak możliwość dużego zysku nie ogłupi kupca, ten wydał się zakłopotany. Ludzie o jego profesji często spotykali się z tego typu tajemniczymi klientami, więc wziął zapytanie dziewczyny na poważnie, naturalnie zaczął opowiadać o swoim kunszcie, umiejętnościach i jakości towarów. Liliana nie słuchała zbyt uważnie, a za to spokojnie postawiła jeden krok w przód. Upatrzony przez nią czerwony kamyk leżał na skraju lady, kiedy ludzie kupca sprzątali ostatnie sztuki ten upadł przypadkiem obok. No, może nie do końca przypadkiem, drobny gest dłoni okapturzonej dziewczyny nieco mu pomógł. Ta zbliżyła się jeszcze bardziej do kupca, który właśnie kończył swoją pasjonującą wypowiedź. Była blisko na tyle, że rubin znajdował się tuż pod jej dłonią, na brudnym bruku. Nachyliła się nieco i kładąc delikatną dłoń na mokrym i pewnie drogim materiale jego szaty na ramieniu wyszeptała na ucho.
- Będę tu jutro, o tej samej porze. Dopełnimy formalności, mości Panie. - uśmiechnęła się, ale bardziej sama do siebie, gdy poczuła w dłoni cenny klejnot, który uniosła z pomocą magii. Odwróciła się zgrabnie, zarzuciwszy peleryną i poprawiając kaptur ruszyła w drugą stronę zostawiając za sobą wpatrzonego przez następne parę sekund w jej postać kupca. Bogowie wiedzą, czy zahipnotyzowały go tak jej szczupłe biodra i kuszący głos, czy myśl o nadchodzącej fortunie.

Dziewczyna oddaliła się z szerokim uśmiechem. Szła w kierunku karczmy, by jak co wieczór zarobić nieco grosza na żonglerce. Miała już ugadany całkiem niezły układ z karczmarzem, więc nawet chętnie tam chodziła. Największy problem miała z upitymi mężczyznami, bo ciężko im było zachować się w sposób... nie zwierzęcy. A jej dość urokliwa aparycja wcale nie pomagała ich od siebie odgonić. Tego wieczoru, może z powodu pogody w zajeździe miejscowych było bardzo niewiele. Zdecydowana większość do przejezdni, lub żyjący na ulicy, którzy chcieli się schronić przed deszczem i zimnym, jesiennym wiatrem. Liliana po prostu robiła swoje, odebrała kolekcję noży spod lady, bo zazwyczaj woli z nimi nie paradować po mieście. Wybrała jakiś cichszy zakątek budynku i żonglowała, wykonując od czasu do czasu mniej, lub bardziej skomplikowane ruchy, sztuczki, czy iluzje. Od czasu do czasu ktoś sypnął groszem do niewielkiej sakiewki, którą postawiła na stoliku obok. Przy zabawach z nożami tacy artyści jak ona mają o tyle łatwiej, że zwykłe szare złodziejaszki boją się wyciągnąć po jej uczciwie zarabiane pieniądze swoje lepkie łapska... i bardzo słusznie, bo mogliby się skaleczyć.
Mimo wszystko przyjezdni goście karczmy nie byli tak szczodrzy, jak niektóre miejskie, znajome już dla Liliany osobistości, więc nie bawiła się długo. Za oknami i tak była już ciemnica, a wiatr hulał wraz z deszczem bijącym groźnie o bruk nie tworząc w żaden sposób przyjemnej atmosfery. Właściwie to za zebrane datki kobieta zdecydowała się wynając pokój, bo wcale nie widziało jej się wychodzenie na zewnątrz. W środku było dość przyjemnie, światła pochodni oświetlały wnętrze, a parę kominków ogrzewało budynek. Z niewielką zniżką karczmarz wydał jej niewielką klitkę, która właściwie składała się tylko z łóżka, szuflady przy nim, drzwi i dachu nad głową. Zdecydowanie wystarczało, poszła na górę, a na zewnątrz właśnie zaczynało grzmieć...

Noc nie była w żaden sposób spokojna, dziewczyna nim zasnęła zmieniała pozycje dziesiątki, albo i setki razy. Zdawało jej się nawet, że zbliża się świt jeszcze zanim zdążyła zmrużyć oczy. Gdy jej się już to udało wcale nie było lepiej. Lily od jakiegoś czasu dręczyły swego rodzaju koszmary, wspomnienia przeszłości. Pochodziła z pomniejszego, skromnego, ale szlachetnego rodu z Nowej Aerii. Jej matka pasjonowała się sztuką, a zwłaszcza malarstwem, ojciec natomiast był spadkobiercom niewielkiego rodzinnego majątku i bardzo przedsiębiorczym kupcem zamorskim. Rodzice dbali o malutką Lilianę na tyle, na ile mogli, jednak z czasem coraz częstsze wyprawy taty sprawiały, że widywała go często tylko raz na parę tygodni, bądź miesięcy w porcie, przy przeładunku towaru. Dworskie służby starały się, by córka kupca nie odczuwała za bardzo samotności, jednak brak zainteresowania ze strony rodziny nieco drażnił jej wrażliwą osobę. Z czasem rodzina miewała się coraz gorzej, a co gorsza ich majątek zaczął podupadać. Wiadomo, że w tych sferach nikt nie chciałby stracić szacunku, a czasem przede wszystkim miana zamożniejszych. Ojciec Lilianny robił co mógł, próbując utrzymać dość duży jak na swoje możliwości dwór, ale podczas licznych rejsów podupadł nieco na zdrowiu. Ludzie w mieście zaczęli plotkować. Mówiono o tym, jak głowa rodziny bywa w domu. Przeróżne, okropne historie tworzone głównie przez plotki, paplane przez kolejne, zupełnie obce osoby. Lil nie było lekko, zwłaszcza, że sama odczuwała nieduże zainteresowanie swoją osobą, ale słuchanie tego, co czasem ludzie mówili o nich, gdy przechadzała się ulicami było bardzo nieprzyjemne. Ten męczący okres, upadek rodu właściwie nie mógł trwać długo. Schorowany mężczyzna nie był w stanie utrzymać dworu, a przy kolejnych powrotach słyszano nawet plotki o cudzołóstwie jego ukochanej. Lilianna usłyszała nie raz, że jest bękartem. Szczere troski i próby zaopiekowania się dziewczynką przez ludzi z dworu były na nic, właściwie sama z czasem już w ogóle nie chciała tam przebywać. Związek jej rodziców rozpadł się na tyle, że matka opuściła upadający dwór, a schorowany ojciec nie był w stanie się nim w ogóle zająć. Podjął bardzo ciężką decyzję, by ktoś odprowadził jego córkę do sierocińca, sądząc z bólem serca, że nawet tam będzie ona miała lżejsze i przyjemniejsze życie. Nie do końca było to prawdą, a o obu tych okresach właściwie do dziś przypominają kobiecie bardzo nieprzyjemne nocne mary...
Mała, kilkuletnie dziewczynka znajdowała się właśnie w wielkiej sali bankietowej, pośród mgieł, lub szarych chmur, które za wielkimi okiennicami wyglądały raczej ponuro. Pustka na wielkiej przestrzeni i samotność też sprawiały, że ta wizja nie była zbyt przyjemna. Wspominała prawdopodobnie dworskie lekcje tańca i faktycznie, z czasem zaczęły pojawiać się tam postaci, jakby utkane z mgły, duchy... Elegancko ubrane kobiety i małe tańczące dziewczynki, jak w jakimś spektaklu, muzyka była spokojna, bardzo zimna w swoim brzmieniu. Gdy zabiły dzwony i zegary, wskazując północ wszystkie postaci zwróciły się w strone śniącej Liliany. Zdawał się przeszywać ją wzrokiem, lodowatym, nieprzyjemnym. Pełnym wysokich oczekiwań, wymagań. We śnie dziewczynka kompletnie nie wiedziała, jak powinna się zachować i mimo, że w rzeczywistości radziła sobie z dworską etykietą i zwyczajami nieźle, nocne zmary przypominały jej o tych czasach w bardzo nieprzyjemny sposób. Wszystkie zmory rzuciły się na dziewczynę, która po prostu padła na kolana. Sala bankietowa rozpłynęła się wśród mgieł, czemu towarzyszył głośny grzmot.
Dziewczynka wstała z kolan, zamiast eleganckiego ubioru miała na sobie mokre, brudne ubrania. Zaczęła biec przed siebie z całych sił, ciemnymi, niewielkimi uliczkami. Lało.
W tle szczekały jakieś psy, niepokojące okrzyki ludzi zdawały się ją otaczać. Szukali kogoś, może mnie? - pomyślała śniąca. Czuła się sparaliżowana, ale nie mogła przestać biec przed siebie. Bosymi stopami wbiegając w kolejne brudne kałuże, chowając się w cieniach i coraz mroczniejszych zaułkach. Skuliła się, zmoknięta i wycieńczona w jednym z nich, gdy odgłosy pościgu na chwilę ucichły. Czego chcieli od tej małej dziewczynki, dlaczego tak pragnięto ją złapać? Cóż, to właśnie wspomnienia okresu sierocińca, w którym musiała się znaleźć z powodu bardzo wielkiego niebezpieczeństwa, w którym znalazła się jej rodzina. Poza tym, przez społeczeństwo uważana była za bękarta i odmieńca. Nocne mary przypominające jej o życiu na ulicy, wśród innych sierot były bardzo brutalne i męczące. Kiedy już myślała, że może złapać oddech zakaszlała. Gardło miała zdarte, prawdopodobnie przez chorobę z wyziębienia. Wtedy właśnie na drugim końcu uliczki pojawił się płomień pochodni, a dziewczynka była w ślepym zaułku.
Mężczyzna niosący pochodnie przyśpieszył kroku w jej kierunku, obudziła się w szoku, zrywając się szybko z łóżka. Westchnęła ciężko... To tylko koszmary, cholerne, pieprzone koszmary.
Zabrała swoje rzeczy i opuściła karczmę nawet nie żegnając się z zaprzyjaźnionym karczmarzem. Była wyraźnie pochłonięta przez myśli i to niestety te niezbyt optymistyczne.

Cały dzień minął jej mimo wszystko dość spokojnie, poza nieco dręczącymi ją myślami o przeszłości nie działo się nic szczególnego. Przeszła się po lesie, wzięła kąpiel w pobliskim jeziorze. Naostrzyła wszystkie swoje ostrza siedząc na leśnej polanie. Jej wczorajsza zdobycz - krwistoczerwony rubin mienił się prześlicznie w blasku porannych promienio słonecznych, okryty delikatnymi kroplami czystej wody. Uśmiechnęła się do kamyka, chowając go ponownie, wstała z pniaka i skierowała się z powrotem do miasta, ot tak, by się po nim pokręcić. Z oczywistych względów unikała ścisłego centrum, bo wcale nie chciała się spotkać z tym grubym kupcem, ale co się miało dopiero okazać on i jego ludzie mieli niestety inne plany. Klejnot, który sobie wczoraj wypatrzyła był prawdopodobnie bardziej cenny, niż myślała, bądź już zarezerowany do sprzedaży, bo widziała ludzi z tej karawany kupieckiej przemierzających ulice w dość nietypowy sposób, jakby szukali czegoś, lub kogoś... Bardzo starała się uniknąć ich uwagi, jednak nie udało jej się to i kiedy słońce chyliło się już ku zachodowi, a cienie zaczęły tańczyć przy blaskach pochodni na miejskich uliczkach, któraś z bystrzejszych par oczu rozpoznała w dziewczynie tajemniczą kobietę z wczoraj. Rozpoczął się pościg.
- Nic wielkiego. - pomyślała zaczynając uciekać. W końcu robi to już od tak wielu lat, nie sądziła, że coś może pójść nie po jej myśli. Krzyczeli i biegali za nią, zdawali się być dość sprawni, ale nie znali tych uliczek na tyle, by za nią nadążyć. Problem zrobił się dopiero wtedy, gdy prócz pochodni wyjęli rówież bronie.
- Cholera. - pomyślała. - Musiałam zabrać coś bardzo, bardzo cennego, jeśli tak im zależy. -
Pościg nabierał tempa, a przypływ adrenaliny nieco utrudniał planowanie trasy. Znów musiała być tą nieszczęsną zwierzyną, na którą polują. Noży się nie bała, wiedziała, że jej nie sięgną, ale jeden, czy dwóch miało kuszę. Przeklinała ich istnienie za każdym razem, gdy goniono ją z takowymi. Długi bieg osłabił ją już na tyle, że nie wyrabiała sobie wystarczającej przewagi. Jedna z uliczek była za długa i nie zdążyła skryć się za rogiem, gdy posłano w nią bełty. Była już tak blisko swojej idealnej kryjówki, serce biło jej zdecydowanie za szybko, a i oddech trzymała już z trudem, gdy pierwszy bełt świsnął obok jej ramienia. Nie zdążyła nawet odetchnąć z ulgą, gdyż drugi wbił się z tyłu w jej udo. Przeklnęła pod nosem, ale utrzymała równowagę. Jeszcze parę skoków i znalazła się na poddaszu jednego ze starych budynków, ranna, ale bezpieczna... Tak przynajmniej jej się zdawało. Chciała odpocząć, chociaż chwilę, zaraz po tym zabrać się za ranę...
Mrok przymknął jej powieki, zemdlała prawdopodobnie z wycieńczenia i upływu krwi, a jej oddech z bardzo przyśpieszonego zwolnił do niemal minimum.

Kolejna niespokojna noc, niepokojące sny, koszmary... Aura taka jak zawsze, ciemno, zimno i ponuro. Tym razem jednak od samego początku całe jej ciało przeszywał dziwny ból. Wyjątkowo fizyczny, zdawała się być wycieńczona, jakby na granicach swojej wytrzymałości. Odczucie to sprawiało bardzo realistyczne wrażenie. Słyszała odgłosy karawany, być może kupieckiej... Z jakiegoś powodu nie była w stanie podnieść powiek, otworzyć oczu. Na zewnątrz lało, a konie zdawały się pędzieć bardzo prędko. Zdecydowanie za szybko, jak na regularną karawanę. Cóż mogły oznaczać te koszmary, dlaczego leżała tak pozbawiona wszelkich możliwości. Co jej umysł chciał znów przekazać przez ten niepokojący sen.
Grzmot. Jej serce zabiło. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, że przez ostatnie dłuższe parę chwil nie czuła, żeby ten mięsieć pracował. Coś zdawało się dzieć z całym jej organizmem. Wciąż nie mogąc otworzyć oczu poczuła, że coś ukuło ją w szyję, natychmiast skierowałą tam swoją dłoń, ale z trudnością mogła ją w ogóle unieść. Mrok otulił ją jeszcze dokładniej, bliżej, czulej... Zasnęła ponownie, ostatni grzmot zdawał się jej bardzo cichy, a stukot kopyt o trakt wybrzmiewał, jak przez mgłę, jakby z oddali.
Następnym obrazem była bardzo szeroka polana i jakiś dwór w oddali. Ciężko stwierdzić, czy widziała to własnymi oczyma, czy była to tylko wyobraźnia. Zdawało jej się, że ktoś ją przenosił. Znów mgła i ściana łysych już drzew, ponuro kłaniających się jej na wiatrze, gdzieś w oddali, na horyzoncie. Zmokła, ułożono ją jakby na stole. Nie było wygodnie. Dziewczyna wciąż nie była w stanie w pełni kontrolować ruchów swojego ciała, paraliż jednak stopniowo ustępował, czuła swoje dłonie i poruszała palcami. Zdawała się słyszeć rozmowy, szepty. Mówiono o niej, lecz nie mogła dosłyszeć całych słów, ani połączyć ich w całość. Wszystko szumiało jej w głowie mieszając się ze świstem wiatru z zewnątrz, który czuła w jakiś specyficzny, lodowaty sposób całym swoim ciałem. Usnęła ponownie.

Otworzyła oczy i zerwała się nagle. Kolejny chory sen. Chciała się rozejrzeć, ale ból przeszył ją całą po raz wtórny. Z trudem usiadła na sofie... Meblu, którego wcale sobie nie przypominała z karczmy. Rozejrzała się, poznając jakiegoś rodzaju arystokratyczny dworek. Inny niż te eleganckie, które zazwyczaj pamiętała ze swoich snów.
- Co do cholery... -
Zaklnęła sama do siebie. Zdobienia i drogocenne przedmioty, duże okiennice, ale w mrocznym stylu... Słyszała pewne historie, ale nie była w stanie połączyć faktów w spójną całość, wciąż będąc w pewnego rodzaju szoku. Miała na sobie swoje ubrania, choć były nieco pobrudzone i gdzieniegdzie miały na sobie plamy krwi.
- Nic wielkiego. - pomyślała widząc je i podeszła do okna. Zobaczyła obraz, który już wcześniej widziała, albo czuła. Ciężko stwierdzić. Długi, ponury i ogrodzony czarnym płotem dwór i ściana ponurych drzew w oddali. To był wampirzy dwór. Usłyszała kroki nad sobą, na piętrze. Naturalnie pierwszym, o czym pomyślała były kłopoty. Bardzo duże kłopoty, w które dość często się pakowała, więc naturalny instynkt wręcz wrzeszczał do niej, by się jak najszybciej z tego miejsca ewakuowała. Osoba drepcząca po wyższej kondygnacji chyba nie zdawała sobie sprawy, że dziewczyna się wybudziła, po chwili kroki ucichły. Liliana wiedziała jak poruszać się, by nie zwrócić na siebie uwagi. Uważała na każdy panel, każdy ruch. Przemieszczała się niemal bezszelestnie, prawie na oślep w poszukiwaniu wyjścia. Z wieszaka przed drzwiami zawinęła płaszcz, bo jak zwykle padało. Duże, drewniane wrota nieco zaskrzypiały, dziewczyna wybiegła przed siebie. Bezmyślnie, bądź dalej w amoku po tym, co się stało, nie bardzo zdając sobie jeszcze ze wszystkiego sprawę. Po prostu miała zakodowane z tyłu głowy najlepsze wyjście na tego typu sytuacje. - biegnij.
Była dość przestraszona, miała tylko nadzieję, że drzwi nie narobiły hałasu i nie zwróciła niczyjej uwagi. Nawet nie pomyślała o zabraniu jakichś fantów z prawdopodobnie dość bogatej posiadłości. Chciała tylko uciec jak najdalej.
Płaszcz okazał się idealnie chronić przed deszczem, oraz mimo niewiedzy Lily dobrze maskował jej postać, gdy uciekała podwórzem w stronę mrocznej bramy i lasu. Tam właśnie znalazła schronienie. Nie zatrzymała się na długu, ale chcąc chwilę odsapnąć wlazła na drzewo, rozejrzała się po okolicy i postarała się połączyć wszystko, co się stało w całość.
Wcale nie śniła ostatniej nocy, została porwana... A może uratowana. Czy bełt w udzie okazał się śmiertelny?
Jej dłoń powędrowała na szyję. Poczuła dwa znaki, ugryzienie. Wampir. Była niemal pewna, czuła to w sobie. Nie była w stanie stwierdzić, czy ta istota chciała ją skrzywdzić, czy może uratować dzięki transfuzji krwi. Wtem dziewczyna poczuła ogromny, przeszywający głów. Właściwie pragnienie, wampirzy zew. Była już pewna. Upewniła się tylko, czy ma swoje noże, przy okazji dostrzegła na swoim palcu dziwny sygnet. Była pewna, że nie miała go wcześniej. Było zbyt ciemno, by mogła się mu przyjrzeć, ale zdecydowanie zachowała, jako dodatkowe świecidełko. Kolejny impuls, który wewnątrz jej umysłu i ciała bardzo domagał się posiłku od razu przekonał ją, do zejścia z drzewa. Musiała koniecznie zaspokoić pragnienie...
A co później? Liliana nawet nie miała pojęcia gdzie się znalazła, ani co stało się przez ostatnich parę dni. Nie czuła się mimo wszystko bardziej przytłoczona całym tym losem, niż przedtem. Można rzec, że przywykła do... nietypowych zwrotów akcji. Po paru dniach w lesie, starając się ustabilizować i kontrolować swoją nową naturę dziewczyna postanowiła obrać kurs na północ. Przeciwny do lokalizacji dworu, z którego uciekła. Może natrafi na jakąś niewielką mieścinę i karczmę, przyda jej się trochę cywilizacji.
Kto wie jednak, co spotka Lilianę w tym nowym, po raz kolejny kompletnie innym od poprzednich etapie jej tułaczki po świecie Alaranii...

Dane gracza: Lilianna

Nazwa użytkownika:
Lilianna
Ranga:
Zbłąkana Dusza
Inne Postacie:
Yao, Sven, Frey, Hessan,
Martwe postacie:
Płeć:
Mężczyzna
Status:
ONLINE
 
 
PW:
Wyślij prywatną wiadomość
Grupy:
Dołączył(a):
Śr paź 03, 2018 2:21 pm
Ostatnia wizyta:
Pt paź 19, 2018 10:34 pm
Liczba postów:
3 | Znajdź posty użytkownika
(0.00% wszystkich postów / 0.19 posty dziennie)
Ostatni post:
Raciczkami po rozżarzonym węglu
Pt paź 05, 2018 5:33 pm
Najaktywniejszy w dziale:
Księga Boskich Praw
(Posty: 2 / 66.67% postów użytkownika)
Najaktywniejszy w wątku:
Prośby o napisanie aury
(Posty: 1 / 33.33% postów użytkownika)
cron