Profil użytkownika Reinar

Avatar użytkownika

Ogólne

Potęga:
Imię: Reinar "Lodden" Nolleson
Rasa: Nord
Wiek: 26


Aura

Wciąż jeszcze młoda aura o przeciętnej sile, lśni intensywnymi barwami żelaza i cyny, mieszającymi się ze sobą i mieniącymi się w świetle niczym śnieg na lodowcach. W tle połyskuje obsydian w dziwny sposób nadający odbiorowi aury chłodu, zupełnie jakby wiał on od widma śniegu i lodu. Nawet do twoich nozdrzy dotrze woń mrozu i licznej broni pokrytej konserwującym ją olejem i szronem, uzupełniające zimowy krajobraz. Wśród pustkowia próżno szukać schronienia. Nawet trzaskające cichutko płomienie niosą się jedynie falami brzmienia i wypatrywanie ich ciepła nie odniesie skutku, zupełnie jakby zbyt odległe, nie były w stanie rozgrzać oziębłego powietrza. Wtórują im liczne głosy odzywające się z różnym nasileniem, które nikną wraz z kojącą melodią. Aura jest twarda podobnie do bryły lodu. Również jak ona ma niebezpiecznie ostre brzegi. To jednak co może zaskoczyć to niespodziewana giętkość. Smak powietrza jest trudny do zinterpretowania z jednej strony zdaje się lepkawy, a zaraz potem wyda się suchym, pozostawiając cię bez jednoznacznego zdania na ten temat. To co jest bezsprzeczne, to wyczuwalna łagodność i intensywny smak soli wydobywanej w lodowych krainach, które cię odprowadzą.


Wygląd

Zima z roku 771 na 772, Wielkie Bory Zimowe, "Schronisko Bjorgesonna", na północny-zachód od miasta Gorla

Do wieczora zostało jeszcze trochę czasu, jednak przez wiszące nad lasem ciemne chmury było już dość ciemno. Wiał wiatr, padał śnieg. Nikt rozsądny nie wychodził w taką pogodę na zewnątrz, bo po co narażać się na bycie złapanym przez zamieć. Mimo to, na drodze prowadzącej do schroniska prowadzonego przez Fala Bjorgesonna pojawiła się samotna postać.

Pieszy był odziany w wyblakły czarny płaszcz, kilkukrotnie już zszywany (widać było po szwach w nietypowych miejscach) i łatany. Twarz wędrowca była zakryta przez naciągnięty na głowę obszerny kaptur i ciepły, wełniany szalik w ludowe nordyckie wzory. Na plecach miał sporych rozmiarów skórzany plecak, do którego przytroczony był długi miecz. Poły płaszcza powiewającego na wietrze (nie wszystkie guziki były na swoich miejscach) przytrzymywały ręce w podbitych futrem, sięgających za nadgarstki rękawicach z ćwiekami na knykciach. Zostawiając za sobą głębokie, wydeptywane ciężkimi zimowo-bojowymi butami ślady, postać powoli szła w kierunku zabudowań.

Siedzący w głównej sali poczuli chłód, usłyszeli wizg wiatru i spojrzeli na drzwi, w których stanęła lekko ośnieżona postać. Przybysz zamknął drzwi za sobą, otrzepał się, odwinął szalik, zdjął kaptur, rozejrzał się. Miał długie, jasne włosy związane w koński ogon, na twarzy kilkudniowy zarost (widać na drodze nie miał dostępu do brzytwy) i "kozią" brodę, tym razem ewidentnie nie efekt braku narzędzi - po wplecionych koralikach widać było, że zapuszczona była specjalnie. Niebieskie oczy zlustrowały pomieszczenie, długi prosty nos wciągnął ciepłe powietrze przesycone zapachem drzewnego dymu. Cienka linia ust rozciągnęła się w delikatnym uśmiechu, a przybysz skierował się do jednego z dwóch ostatnich pustych stołów. Zdjął plecak, położył go na ławie, odpiął miecz, który odłożył na bok, a plecak przełożył na podłogę. Pozbył się rękawic, po czym zsunął z ramion płaszcz.

Z przeciwległego końca sali przybysza obserwowała jedna para oczu, której posiadacz zastanawiał się czy widzi tego na kogo czekał. "Długie blond włosy, niebieskie oczy. Szczupły, słabo zbudowany jak na Norda. Wzrost około 6 stóp, może nieco więcej. Broda z powplatanymi koralikami. Uzbrojony w miecz półtoraręczny. Zazwyczaj ma przy sobie torbę z księgą." Wszystko zgadzało się z opisem. Obserwujący odczekał, aż karczmarz przyniesie przybyszowi kufel swojego specjału - grzanego piwa - i ruszył w kierunku ławy, przy której teraz odbywała się degustacja lokalnych trunków. Podszedł w momencie, w którym na stół został z torby wyłożony dziennik i grafitowy przyrząd do pisania.

- Zgadzasz się z opisem, który dostałem, więc podejrzewam, że to na ciebie czekałem. Reinar, prawda? Reinar Nollesonn? - zapytał obserwator, i usiadł na przeciw przybysza. - Nazywam się Olke Ulsonn, i mam dla ciebie propozycję.


Charakter

Reinar siedział ze Starym przy ognisku przed chatą. Noc była zimna, ale nie wiało. Ogień dawał ciepło, ale powoli zaczynał gasnąć.

- ... więc najważniejsze co musisz zrobić, to przeżyć. Pamiętaj o tym. Kogo uzdrowi martwy szaman? Od kogo przyjmie pieniądze martwy najemnik? Ty sam jesteś swoją najcenniejszą wartością. Nie twoja broń czy pancerz. Na co ci one jeśli zginiesz? Najważniejsze co musisz zapamiętać z naszej dzisiejszej rozmowy to właśnie to: przede wszystkim przeżyć.

----

Kupiec obejrzał się za siebie, żeby zobaczyć czy udało mu się zgubić zabójcę. Nie udało się. Więc biegł dalej. Pech chciał, że wbiegł w ślepą uliczkę. Usłyszał za sobą kroki. Odwrócił się.

- Mam pieniądze! Zapłacę ci! - spróbował negocjacji.
- Nie. - napastnik zbliżał się.
- Nieważne ile ci dają, ja dam więcej. Dogadajmy się!
- Nie. - W jego ręce pojawił się nóż.
- Ile chcesz? - rzucił mieszkiem w bandytę. - Masz, bierz. Mało? Dam więcej, tylko mnie zostaw w spokoju.
- Nie. - szybki wykrok, zabójca wbił nóż pod pachę kupca, wyszarpnął, poderżnął mu gardło. - Ktoś już za ciebie zapłacił. A ja muszę dbać o reputację - powiedział Reinar.

Wytarł i schował nóż. Rozejrzał się. Cisza. Spokój. Wszystko tak jak być powinno. Profesjonalnie.

----

Był już niedaleko. Rozpoznawał okolicę. Za następnym zakrętem była chata Starego.

Z otworu w dachu unosił się dym, czyli szaman był w środku lub kręcił się gdzieś w pobliżu. Reinar zajrzał do środka chaty. Stary spał, a nad paleniskiem bulgotało coś w kotle. Zaszumiało, podmuch wiatru ze świstem wdarł się do środku.

- Wejdź. Nie rób przeciągu - odezwał się Stary.
- Przepraszam. - Reinar wszedł i zamknął za sobą drzwi. - Mam dla ciebie trochę zapasów. Miód. Zioła. Przyprawy. Papier, atrament. Jakiś olej, który pali się długo i jasno; nie wiem z czego jest, ale da ci więcej światła niż twoje świece.
- Wiesz, że nie musisz tego robić, prawda Reinarze?
- Wiem. A ty nie musiałeś mnie wyciągąć z Hvene. Mogłeś pozwolić żeby mnie zlinczowali.
- Mogłem.
- Wiesz, że nie musiałeś tego robić, prawda Uke? - zwrócił się do starego szamana po imieniu.
- Wiem.
- Ja po prostu wyrównuję rachunki. Tak jak należy. A poza tym - miałem po drodze.

----

- Mogę się przyłączyć? Noc zimna, a ty masz już rozpalone ognisko - powiedział wędrowiec, który nie wiadomo skąd nagle pojawił się koło Reinara. - Od siebie mogę dorzucić trochę jedzenia i całkiem przednią gorzałkę!
Najemnik przesunął swoje rzeczy żeby zrobić miejsce na zwalonym pniu, na którym siedział, i gestem zaprosił niespodziewanego towarzysza.
- Powiem ci, życie kapłana włóczęgi nie jest łatwe. Mieszkańcy wsi i mniejszych miasteczek czują respekt przed wiarą, za dobrą radę czy napisanie listu przenocują i nakarmią sługę bogów. Kupcy są przeważnie ciekawi wieści więc można się zabrać z ich karawaną. Ale wracać do miasta? Do świątyń? Niemożliwe - zaczął mówić przybysz - a tym bardziej jeśli na włóczęgę to właśnie świątynia cię skaże za "poglądy zmierzające w niewłaściwym kierunku". A wystarczy poddać w wątpliwość nieomylność świątyni... - roześmiał się i puścił oko do Reinara. - Co ciebie sprowadza na ten zapuszczony szlak?
- Zabiłem niewłaściwego człowieka. Wystawili za mną list gończy. Musiałem uciekać - odpowiedział Reinar.
- Widać, że zarabiasz na siebie przemocą, ale... Mówisz o tym tak otwarcie? - zdziwił się kapłan.
- Nie kłamię jeśli nie muszę. Taka zasada. Zapytałeś więc odpowiadam.

Atrybuty

Krzepa:Raczej silny, Wytrwały, Wytrzymały,
Zwinność:Szybki,
Percepcja:Dobry słuch, Wyostrzony węch, Przytępione czucie, Słaby zm.mag.,
Umysł:Pojętny, B. silna wola,
Prezencja:

Cechy specjalne

Mniejszy gigant [Z]Z uwagi na domieszkę ludzkiej krwi, jest niższy i słabszy od reszty Nordów.
Poszukiwany [S]Popełnił kilka przestępstw, i może mieć problemy jeśli zostanie rozpoznany.
Odporność psychiczna [Z]Jego reakcje na wszelkie emocje są przytłumione, co w zależności od sytuacji może być wadą lub zaletą. Nie jest podatny na sugestie, ale też ich po prostu nie zauważa. Zastraszanie na niego nie zadziała, ale też może nie zauważyć kiedy powinien dać za wygraną. Stoicki spokój może być łatwo pomylony z apatią.
Socjopata [S]Reinar z powodu problemów w młodości nie nauczył się do końca współżyć w społeczeństwie. Nie wykształcił w sobie empatii ani współczucia - ponieważ kiedy trafił na Starego szamana, który chciał pokazać mu na czym one polegają, było już za późno. Reinar nie jest z gruntu zły. Jego moralność jednak odbiega od typowej, a poczucie dobra i zła (choć je posiada) jest spaczone. Zamiast opierać się, jak większość, na subkietywnych odczuciach Reinar używa obiektywnych rachunków zysków i strat. Za zabicie kupca ktoś mu zapłaci? Kupiec zginie. Złodziej zapłaci za ochronę pleców podczas włamania? Nic mu się nie stanie. Prostota oceny uczynków sprawia, że Reinar jest w pewnych aspektach "naiwny". Nie kłamie. Kłamstwo jest ryzykowne jeśli ktoś by je odkrył więc ma wartość ujemną. Jest lojalny, respektuje mocodawców i zleceniodawców. Jeśli jego reputacja zostałaby naruszona to trudniej byłoby mu negocjować - więc lojalność ma wartość dodatnią.

Umiejętności

Pisanie i czytanie [O]
Przetrwanie [O] Podczas ucieczek przed prawem Reinar musiał się nauczyć kluczyć bezdrożami i kryć poza miastem.
Skradanie się [W] Ukrycie się za rogiem w ciemnej uliczce żeby zgubić pościg, albo nie zostać dostrzeżonym przez ochronę celu nie są obcymi Reinarowi sytuacjami.
Skrytobójstwo [W] Niektórzy mówią, że walka mieczem na ubitej ziemi jest bardziej honorowa, ale dla Reinara ważne jest by zabić przeciwnika i samemu przeżyć, nie to żeby walczyć.
Kowalstwo [O] Reinar jest synem kowala, więc musiał nauczyć się rzemiosła. Potem podążył inną ścieżką, ale umiejętności nabyte podczas terminowania zostały.
Płatnerstwo [P] Wykorzystując wiedzę kowala, Reinar nauczył się podstwowej obróbki broni - czy to żeby ją naprawić, czy naostrzyć - oraz pancerzy.
Poliglotyzm [O] Będąc najemnikiem Reinar wynajmował swój miecz wielu osobom posługującym się przeróżnymi językami. Nie włada biegle żadnym z nich (poza wspólnym, staronordyckim, i krasnoludzkim), ale w wielu potrafi się dogadać na tyle żeby zdobyć podstawowe informacje i handlować.
Uniki [O] Reinar wychodzi z założenia, że lepiej nie dopuszczać do sytuacji kiedy można być trafionym, ale jeśli przyjdzie co do czego to lepiej umieć się uchylić niż dać się zranić.
Władanie mieczem (miecz długi) [W] Zarabiając jako najemnik Reinar musiał nauczyć się posługiwać bronią.
Szamanizm [O] Kiedy jeszcze mieszkał w rodzinnej wsi często spędzał czas z lokalnym szamanem, który przekazał mu część swojej wiedzy. To dzięki niemu Reinar był w stanie opanować i chociaż w ograniczonym stopniu rozwinąć swoje umiejętności magiczne.
Jeździectwo [P] Reinar nie jest mistrzem jazdy, ale umie wsiąść na konia i nie spadając z niego dojechać do celu.
Krawiectwo [P]
Garbarstwo [P] W okresie kiedy wychowywał go Stary szaman, Reinar zajmował się między innymi oprawianiem skór i przygotowywaniem z nich wszelkiego rodzaju rzeczy.
Gotowanie [O] Niezwykle przydatna umiejętność. Nabył ją podczas okresu kiedy mieszkał ze Starym szamanem.
Gra na instrumencie (bęben obręczowy) [W] Będąc na wychowaniu u szamana, nauczył się ujeżdżać szamańskiego rumaka. Wykorzystując magię umysłu potrafi wprowadzać siebie i innych w trans podczas rytuałów. Czasami korzysta z tej umiejętności przed walką.

Magia

        Sposób rzucania zaklęć: Rozkazy
Ognia [U]Pierwsza magia jaką Reinar zaczął się posługiwać. Służy mu zarówno do rozniecania ognisk czy pochodni, oraz podpalania i zastraszania wrogów. Nawet delikatny płomień może chwilowo osłabić wzrok przeciwnika jeśli błyśnie w ciemności, a wybuch kręgu ognia (nawet delikatny) może wystraszyć wrogów jeśli dookoła Reinara jest ich zbyt wielu - co pozwala na ucieczkę lub szybkie zabicie pojedynczego przeciwnika.
Chaosu [U]Reinar wykorzystuje głównie aspekty powodujące rozpad. Jest to bardzo przydatne przed walką do stępienia ostrz przeciwników, zablokowania ich kusz, i osłabieniu pancerzy (kolczugi rdzewieją, ćwieki odpadają z kurtek, a płytki się wyginają), włamań (zawiasy się luzują, a pułapki psują i nie aktywują) i ucieczek (kładki łamią się po przebiegnięciu po nich, zamki się blokują po trzaśnięciu drzwiami za sobą).
Umysłu [N]Słabszy od reszty Nordów, Reinar nauczył się skłócać ich, siać zamęt i nieufność między nimi żeby zyskać przewagę w konfliktach. Nigdy nie nauczył się ani całkowicie kontrolować umysłu innych, ani spoglądać w przeszłość czy przyszłość - jego znajomość Magii Umysłu kończy się na wywoływaniu niepokoju, zdenerwowania, agresji i niechęci, oraz przekierowywaniu tych emocji w wybraną przez niego stronę. Bliżej jest jego zdolnościom do sugerowania niż narzucania czegoś innym.

Magiczne przedmioty

Towarzysz


Historia

Reinar "Lodden" Nolleson. Syn Nolle Janson i Lianet Svensdottir. Urodzony w Wielkich Borach Zimowych, w czasie siarczystych mrozów jakimi rozpoczął się rok 748.

----

Rok 759, granica Wielkich Borów Zimowych i Lasów Terengoru, Hvene

Stary szaman był już zmęczony podróżą. Mimo iż był Nordem i dłuższy marsz nie powinien sprawiać mu problemów, to jednak miał już swoje lata i czuł, że ma coraz mniej sił. Musiał jednak zajść do osady żeby wymienić swoje usługi na niezbędne do przeżycia rzeczy. Robił to już od lat i nie widział powodu, dla którego miałby zmieniać swoje przyzwyczajenia. Jego celem była Hvene - mała osada nad Morzem Cienia, której mieszkańcy po części trudnili się rybołówstwem (i okazjonalnym piractwem), a po części ochroną wypraw kupieckich, które przypływały do znajdującego się w osadzie niewielkiego portu, by potem wyruszyć dalej na północ bądź wschód.

W osadzie prowadziło swoje zakłady również kilku kowali - między innymi Nolle Janson, którego szaman miał zamiar odwiedzić żeby kupić nowy sierp (stary złamał mu się podczas pracy).

Wchodząc do osady Stary nie poczuł jej zwyczajnej atmosfery handlu i dobijanych targów, poczucia, że każdy - kupcy i mieszkańcy - gdzieś zmierza. Tym razem czuł napięcie i niepewność, połączoną z pełzającym gniewem i wstydem. Na głównym placu jak zawsze zebrany był tłum ludzi, ale zamiast kręcić się przy kramach i targować wszyscy zebrani byli na środku, dookoła obelisku wyznaczającego umowne centrum osady. Stary usłyszał krzyki.

- Nolle! To już nie jest pierwszy raz kiedy twój chłopak coś takiego zrobił!
- Wypędzić go! Albo lepiej od razu zabić, żeby więcej kłopotów nie było!

Kuśtykając zbliżył się do zbiorowiska, przecisnął przez ludzi i wyszedł na środek placu.

- Co tu się stało? - zapytał.
- Szkodnik Nollego poparzył mi syna! I jak on teraz będzie pracować? Taki zdolny jest, a już nie wiadomo czy wydobrzeje! - usłyszał odpowiedź od mężczyzny stojącego przy obelisku, naprzeciw Nollego i, jak podejrzewał Stary, jego syna.
- Nie martw się, spojrzę na twojego syna, pomogę mu. - próbował uspokoić wściekłego mężczyznę. - Nolle, weź syna i idźcie do domu. Przyjdę do was później.

...

Szaman poinstruował rodzinę poparzonego jak mają dbać o rany chłopaka, zabalsamował je, i zostawił maść. Nie było ryzyka, że młody nie będzie mógł wrócić do pracy, oparzenia były bolesne, ale nie były groźne. Parę tygodni i wydobrzeje. Jednak rany zostały zadane magicznie - więc nie mógł tego zignorować. Ruszył do domu Nolle i Lianet.

...

- Jak to się stało? - zapytał szaman.
- Byliśmy w kuźni. Czeladnicy jak zawsze drwili z Reinara. - zaczął Nolle. - I dobrze, bo się do niczego nie nadaje, chyba żeby węgle nosić. Nawet porządnie nie umie młotem uderzyć, słaby... - dodał już ciszej. - I nagle temu chłopakowi pękły obcęgi, a z materiału buchnął gorąc i płomień i dym, no i poparzyło mu ręce i twarz. A ten stał i się gapił, i tylko się uśmiechał.
- Tak było... Reinar, tak? Tak było, Reinarze? - zapytał szaman, ale za jedyną odpowiedź od chłopca dostał tylko kiwnięcie głową.
- Nolle... - Szaman zamyślił się, a na jego twarzy było widać skupienie. - mogę zdjąć z ciebie ten problem. Twój chłopak ma szczątkowy talent magiczny. Nieduży, ale niekontrolowany może być niebezpieczny dla otoczenia. Zabiorę go stąd.
- I więcej mnie nie zobaczycie! - krzyknął Reinar. Pobiegł do swojego kąta, wrzucił wszystkie swoje rzeczy (nie było tego dużo) do worka, po czym stanął przy drzwiach. - Ja jestem gotowy, możemy iść.

...

Tego samego wieczora Stary wyruszył na powrót do swojej samotni. Tym razem jednak nie szedł sam.

----

Rok 769, Wielkie Bory Zimowe, "Schronisko Bjorgesonna", na północny-zachód od miasta Gorla

- Miałeś czas do wczoraj. Udało ci się do nas dotrzeć tylko i wyłącznie dlatego, że nie mogliśmy odjechać z powodu zamieci. - Człowiek, naprzeciwko którego siedział Reinar był co najmniej poirytowany, ale starał się nie podnosić głosu. Po co zwracać na siebie uwagę, nawet w takim miejscu jak to. - Ale skoro już tu jesteś, to czy masz dla mnie papier? Jeśli my musieliśmy poczekać dzień, to inni również. - Interesy jednak wzięły górę nad emocjami.

Reinar sięgnął do wąskiej torby, w której nosił swój dziennik, i wyjął wytartą, skórzaną teczkę. Umieścił ją na stole blisko siebie, zapiął torbę, po czym wyciągnął rękę przed siebie. Lewą dłoń położył otwartą na środku stołu w geście sugerującym "czekam na zapłatę", prawą położył na teczce nie odsuwając jej od siebie, spojrzał rozmówcy w oczy. Ten wyciągnął zza poły kaftanu drobny płócienny woreczek. Zabrzęczał nim, informując o tym jaka jest jego zawartość, i podał swojemu rozmówcy. Najemnik cofnął dłoń z pieniędzmi, wysunął teczkę przed siebie. Włożył woreczek do kieszeni podczas gdy tamten zlustrował zawartość teczki. Na jego twarzy pojawił się delikatny grymas, uśmiech satysfakcji z drobnego sukcesu, po czym kiwnął głową na znak, że wszystko się zgadza. Reinar wstał, odwrócił się i ruszył w kierunku drzwi. Jego sprawy tutaj były skończone.

W rogu sali poruszyło się dwóch mężczyzn, ludzi. Oni również ruszyli w kierunku drzwi. Reinar odwrócił się, ocenił swoje szanse: mierne. Nie był mistrzem miecza, ani nie czuł się na siłach żeby stawać przeciwko dwóm. Spojrzał w oczy większego, zmrużył swoje i zaczął bezgłośnie poruszać ustami. "Nie dzisiaj. Po za tym, po co marnować czas na jakiegoś biedaka, przecież widziałeś ile dostał. Za to się nawet nie najesz." Sugestia zadziałała zupełnie odwrotnie do zamierzeń, i zamiast zrezygnować bandyta przyspieszył - nie chciał żeby marny łup zajął mu dużo czasu. Zaczął przeciskać się między stołami. Popchnął swojego towarzysza, a ten potknął się.

- Patrz, kurwa, gdzie leziesz! - ryknął.

- Bo co? - odwarknął i zdzielił popchniętego w twarz. Zaczęła się bójka.

Reinar wyszedł nie będąc niepokojonym.

----

Rok 771, Wielkie Bory Zimowe, miasto Lydia

Siąpił zimny deszcz. Wilgoć wisiała w powietrzu, osiadała na budynkach, bruku, ubraniach. Kto mógł ten chował się wewnątrz - okna błyszczały blaskiem lamp i świec, wylewając ciepłe światło na śliskie, ciemne ulice. Reinar, ukryty w cieniu stosu skrzyń, próbował się schować pod wystający dach magazynu, ale niewiele to dawało - mżawka była tak lekka, że podmuchy wiatru znosiły ją na niego cokolwiek by nie robił. Zaklął cicho, i szczelniej owinął się płaszczem. Nawet mimo kaftanu, zaczynał już czuć wychładzającą się kolczugę.

...

- Jutro będzie robił spis towarów. Potem zazwyczaj idzie chlać do karczmy, dopiero później wraca do domu. Zabij go tuż po tym jak wyjdzie. Może mieć ze sobą ochroniarza, jego też zabij - streszczał mu zadanie mężczyzna siedzący naprzeciwko, dobrze ubrany, nieco już starszy. - Nic nie zabieraj, nie przeszukuj ciał. Potrzeba nam tylko trupów, nic poza tym - podkreślił. - Czy wszystko zrozumiałeś?

- Tak, wszystko zrozumiałem - potwierdził Reinar.

...

W oknie magazynu, który obserwował Reinar, zgasło światło, po czym rozbłysło na nowo, słabiej, kiedy przebywający wewnątrz rozpalili przenośną lampę. Chwilę później otworzyły się drzwi i na zewnątrz wyszły dwie postaci. Jedna wyraźnie większa od drugiej - obstawa. Ochroniarz rozejrzał się, kiwnął głową na znak, że wszystko w porządku. Drobniejsza postać zrobiła krok, wychodząc spod dachu na ulicę, skręciła w prawo. Ochroniarz podążył krok z tyłu.

Reinar ruszył za nimi. Nieco szybciej, żeby ich dogonić, ale nie na tyle szybko żeby wywołać zbędny hałas. Wyjął nóż, chciał to załatwić szybko, a w zwarciu nóż jest wygodniejszy od miecza. Zaczął już rozróżniać szczegóły w wyglądzie obu postaci.

Nagle mniejszy ze śledzonych potknął się. Stracił równowagę, przewrócił się. Z torby wysypały mu się papiery. Reinar zwolnił nieco, ale kontynuował skradanie się w kierunku celu, chcąc wykorzystać zdarzenie mogące odwrócić uwagę dwóch mężczyzn od otoczenia. Krok za krokiem, noga przed nogą, powoli, ostrożnie... Ochroniarz rozejrzał się po okolicy. Reinar nie zdążył odwrócić wzroku, ich spojrzenia spotkały się.

Ochroniarz zareagował szybko - wyciągnął okutą żelazem pałkę i ruszył na przeciwnika. Reinar wyciągnął przed siebie nóż. Zrobił dwa kroki do przodu. Machnięcie pałką. Cięcie noża. Unik, żelazny pręt skierowany na dłoń nożownika. Krok w bok, pchnięcie... Unik, machnięcie pałki. Zbyt mocne, obróciło ochroniarza i odsłoniło go. Krok, wypad w przód, dźgnięcie na klatkę... poślizgnął się na zmoczonym mżawką bruku, przewrócił się. Ochroniarz wykorzystał sytuację.

- Panie, uciekamy. - krzyknął do mniejszego mężczyzny popędzając go.

Reinar podniósł się, klnąc. Ruszył biegiem za nimi. Schował nóż, w biegu wyciągnął miecz. Czas na subtelności minął.

Dogonił uciekających. Ciął ochroniarza niemal na oślep przez plecy. Ten jęknął, zatrzymał się, odwrócił. Uniósł pałkę do ciosu. Zabójca przebił go mieczem na wylot, zostawił broń (zaraz tu po nią wróci), i puścił się za ciągle biegnącym przed siebie drugim mężczyzną - jego głównym celem, który już znikał za rogiem najbliższego magazynu.

Reinar wybiegł za nim, skręcił.

Na przeciwko niego stał patrol, za którym właśnie chował się jego cel skamląc "Panowie, ratujcie!". Trzymane przez strażników pochodnie i lampy rozświetlały ulicę. Niektórzy z nich zauważyli, że trzyma w dłoni nóż. Zaczęli wyciągać miecze i długie, okuwane żelazem pałki.

Odwrócił się na pięcie, i puścił się biegiem przed siebie. Za wielu na raz. Wbiegł w tą samą ulicę, którą wcześniej gonił cel. Ochroniarz leżał na boku w kałuży krwi. Reinar dobiegł do niego, odwrócił się, zamknął oczy, rzucił cichy rozkaz "Płoń". Fala gorąca i płonieni załamała pościg. Kilku strażników przewróciło się, kilku złapało za poparzone twarze. Rozbłysk oślepił wszystkich. Reinar wyszarpnął miecz z brzucha ochroniarza, i rzucił się biegiem w najbliższą uliczkę. Skręcił w jakąś jej boczną odnogę. Przebiegł przez pusty magazyn. Znów skręcił.

Po jakimś czasie odgłosy pogoni ucichły. Szedł na azymut magazynu, pod którym zostawił cel. Dotarł pod przeciwną ścianę pechowego magazynu. Mżawka stał się mniej uciążliwa, wiatr rozganiał chmury. Blask księżyca dosięgnął ulic, rozświetlił je nieco. Tak jakby chciał pomóc. Reinar wspiął się po stertach skrzyń na daszek nad parterem magazynu, i zaczął skradać na drugą stronę.

- Muszę uciekać! Proszę. Mam ważne papiery przy sobie. Muszę już iść. Proszę. Tu nie jest bezpiecznie. - błagał mężczyzna, którego Reinar miał zabić.
- Nie. Protokół mówi, że do momentu powrotu patrolu, osoba zaatakowana ma pozostać w miejscu odbicia. - odpowiedział strażnik. - Poza tym, zdaje się, że już wracają.

Reinar też już słyszał zbliżające się kroki reszty strażników. Miał mało czasu. Złapał jedną ręką za krawędź daszku, w drugą ujął nóż, ostrzem do góry. „Kręci ci się w głowie. Zamknij oczy, to zaraz minie.” wydał bezgłośnie rozkaz strażnikowi. Jego cel stał minimalnie poza krawędzią daszku. Reinar zeskoczył, obracając się. Chwycił za kaptur celu. Miał szczęście. Mężczyzna zgiął się, nadziewając na nóż. Zacharczał. Reinar wyszarpnął ostrze, dźgnął jeszcze raz. I jeszcze. I jeszcze. Złapał cel dłonią pod brodę, uniósł, wbił nóż w gardło. Mężczyzna dygotał, trząsł się w konwulsjach. Charczał. Świszczał. Broczył krwią. Reinar rzucił ciało na bruk.

Strażnik dopiero orientował się co się stało. - Ja cię pier… - zaczął wyciągać miecz. Nie zdążył. „Płoń!” wyszeptał rozkaz Reinar. Buchnęła fala gorąca, strażnik odruchowo targnął się w tył. Przewrócił.

Reinar rzucił się do ucieczki, nie patrząc za siebie. Serce waliło mu jak młotem, miał wrażenie, że zaraz się porzyga. Ręce miał śliskie od krwi, do twarzy lepiły mu się mokre włosy. Był tak spocony, że czuł zapach swojego potu. Różnica temperatur sprawiła, że wilgoć dostała mu się do butów. Wbiegł w ciasne, ciemne uliczki starej dzielnicy magazynów. Kluczył. Przeskakiwał skrzynie. Omijał beczki. Uciekał.

Dopiero po dłuższym czasie zorientował się, że nie słyszy hałasu pogoni, a on sam już nie biegnie, a wlecze się. Był wyczerpany, ale udało mu się. Uciekł. Wszedł na strych pierwszego opuszczonego magazynu, wciągnął drabinę za sobą. Zmęczenie przytłumiło strach przed pojmaniem, pozwoliło zasnąć.

----

Przez dwa Reinar nie opuszczał mniej ruchliwych dzielnic magazynowej i biedoty. Można było się w nich ukrywać przez długi czas. Jednak w końcu musiał odebrać pieniądze za wykonaną pracę. Wieczorem udał się do piwnicy gdzie była urządzona karczma, której głównym produktem było piwo. Nad schodami wisiał szyld wskazujący, że jeśli zejść poniżej poziomu ulicy można odwiedzić "Pub".

Wnętrze było ciemne, zadymione. Było głośno. Miejsce idealne do sfinalizowania transakcji. Reinar przeleciał wzrokiem po ścianach, zlokalizował stół pod łbem dzika. Podszedł do siedzącej przy nim kobiety.

- Przyszedłem po pieniądze za pracę na magazynie - powiedział.
- Pan Reinar? Oczywiście, należność zostanie wypłacona. Wystąpiły jednak pewne, jakby to delikatnie ująć, kompilacje - zaszczebiotała, i uśmiechnęła się. Reinar poczuł się dziwnie. Drobna, niewysoka, atrakcyjna, w skrojonym na miarę płaszczyku, z leciutkimi kolczykami w płatkach uszu i bursztynowym naszyjnikiem na szyi zdecydowanie odstawała od reszty bywalców "Pubu". I do tego ten uśmiech; szczery, promienny, ciepły. Gdyby nie okoliczności to pewnie wydawałby na nią pieniądze zamiast je od niej brać.
- Komplikacje? Nie rozumiem - odpowiedział.
- O, widzi pan. Otóż wystawiono za panem list gończy - poinformowała go z uśmiechem - jednak niech się pan nie martwi. Umożliwimy panu opuszczenie miasta. Nam też nie jest na rękę żeby ktoś się do pana... dobrał - mrugnęła do niego. Uśmiech zmienił się w uśmieszek, nieco ironiczny. - Tutaj są pana pieniądze. - sięgnęła do torebki i wyjęła mieszek i jakiś papier. - Tutaj proszę o podpis, muszę mieć pokwitowanie... - zakłopotany uśmiech. - Dziękuję. To wszystko z mojej strony. Proszę udać się tylnym wyjściem, iść korytarzem prosto, aż nie trafi pan na schody. Wtedy proszę wejść w drzwi po prawej i znów prosto, aż do schodów. Tymi proszę wyjść. Będzie na pana czekał człowiek, który pomoże w opuszczeniu miasta. Do widzenia!

Wstała, poprawiła płaszczyk, narzuciła na kruczoczarną fryzurę kaptur, na delikatne dłonie włożyła rękawiczki ze skórki i wyszła. Reinar został w pełnej karczmie sam. Z pieniędzmi, nakazem opuszczenia miasta i listem gończym.

Dane gracza: Reinar

Nazwa użytkownika:
Reinar
Ranga:
Zbłąkana Dusza
Martwe postacie:
Płeć:
Mężczyzna
Status:
OFFLINE
 
 
PW:
Wyślij prywatną wiadomość
Grupy:
Dołączył(a):
Śr wrz 19, 2018 8:51 pm
Ostatnia wizyta:
So lis 17, 2018 1:33 pm
Liczba postów:
4 | Znajdź posty użytkownika
(0.00% wszystkich postów / 0.07 posty dziennie)
Ostatni post:
[Wzgórza i ich okolice] Każdy tunel skrywa tajemnicę
Śr lis 14, 2018 7:02 pm
Najaktywniejszy w dziale:
Księga Boskich Praw
(Posty: 2 / 50.00% postów użytkownika)
Najaktywniejszy w wątku:
[Wzgórza i ich okolice] Każdy tunel skrywa tajemnicę
(Posty: 2 / 50.00% postów użytkownika)
cron