Profil użytkownika Stradivion

Avatar użytkownika

Ogólne

Potęga:
Imię: Stradivion Var
Rasa: Człowiek
Wiek: 37 wiosen


Aura

Lśniąca aura wyłania się z cienia ukazując wpierw klęczącego właściciela podpierającego się o wielki żelazny miecz, za nim można dostrzec pobłyskujące cyną pogożelisko i parę grobów. Dawno wypalone drewno jest szorstkie a od całego miejsca bije, co dziwne, dojmującym chłodem. Czuć ludzki pot wymieszany z krwią ale nie ludzką, wyjaśnia się to za chwilę kiedy przed klęczącym ujrzymy ścierwo różnych bestii. Podchodząc żeby się im przyjrzeć można usłychszeć trzaski zeschłej trawy na twardym, choć czasem uginającym się pod naciskiem gruncie. Wśród nich można też wyróżnić nikły dźwięk płomienia. Na domiar złego z czasem zaczyna padać ostro zacinający deszcz którego krople lepią się do skóry a w ustach zostawiają gorzki acz łagodny posmak.


Wygląd

Mimo powolnego zbliżania się do czterdziestki, ciało Stradiviona utrzymane jest w świetnej kondycji. Nic dziwnego - codziennie ma okazję biegać i próbować swoich sił w walce z potężniejszymi formami życia. Lata spędzone w zawodzie najemnego łowczego, ukształtowały jego ciało.
Jest to barczysty, umięśniony mężczyzna o bladej karnacji. Życie wymaga, aby każdy jego mięsień był w dobrym stanie, co widać. Skoczne nogi potrafiące przebiec wiele kilometrów, stalowy brzuch oraz żelazne mięśnie rąk, przyzwyczajone do trzymania miecza. U większości budzi to respekt połączony z szacunkiem. Nie można nazwać jego postury chudą, cherlawą, a tłuszczu również mu brakuje. Jest to stan utrzymany gdzieś pomiędzy.
Głowę okalają brązowe, długie do połowy pleców włosy. Stradivion lubi ten element swojego wyglądu, dlatego jeszcze ich nie ściął. Do walki upina je w prosty kok lub kitkę, która swobodnie leży mu na plecach. Z racji braku szczotki dość rzadko ma okazję zadbać o porządek na jego głowie. Uznajmy, iż to rozczochranie i włosy rozrzucone w każdym możliwym kierunku to po prostu artystyczny nieład, dobrze?
Czasem przydługa grzywka zasłoni jego małe oczy z uwagą obserwujące otoczenie. Lekko, zmrużone przemykają od prawej do lewej, od góry do dołu, uważnie wypatrując wszelkich oznak niebezpieczeństwa. Ich kolor to połączenie ciemnego zielonego z błotnistym brązem. Bardzo dobrze wpasowuje się to w scenerię, w jakiej ma okazję zwykle przebywać. Obok prawego oka czmychnął mu kiedyś nóż, czyniąc paskudną ranę, która teraz jest niczym więcej, jak blizną.
Przechodząc niżej, mamy dość zwyczajny nos, trochę zbyt szeroki, aby można było nazwać twarz mężczyzny estetyczną. Szczątkowy węch, który charakteryzuje ten organ jest zapewne kwestią spożywania eliksirów, które wraz z latami, stopniowo zabijają węch łowczego. Nie ubolewa nad tym specjalnie mocno, zwłaszcza, że ma do dyspozycji świetny wzrok oraz dość wyczulony słuch.
Usta są wąskie, zaciśnięte. Rzadko można zobaczyć je otwarte, jeszcze rzadziej w uśmiechu. Pod nimi znajduje się mało bujna broda zawijana na końcu w dwa krótkie warkoczyki.
Idąc dalej, mamy klatkę piersiową przeoraną paroma bruzdami. A to bies walnął, a to wilk chapsnął. Stradivion nie przywiązuje do blizn większego znaczenia. Jest raczej pogodzony ze swoją brzydotą oraz skazaniem na brak partnerki. Co chyba mu odpowiada. W każdym razie, klatka piersiowa dobrze zbudowana, jak całe ciało.
Wzrostem mierzy trochę ponad sześć stóp, tj. mniej więcej metr dziewięćdziesiąt. To dodatkowy atut w walce, kiedy może spojrzeć na nią z trochę wyższej perspektywy.
Stradivion dzierży miecz z przeważeniem prawej ręki, ponieważ ta u niego dominuje. Z latami coraz bieglej posługuje się lewą, aczkolwiek prawą zawsze wykorzystuje do czynności wymagających dokładnego chwytu. Ta też jest silniejsza. Nie jest to jednak nowicjusz w walce, wie, że jego przewodnictwo prawej ręki jest widoczne. Wie także, że każdy przeciwnik po praworęcznym mężczyźnie będzie się spodziewał parady wyprowadzonej z prawego zamachu. Tymczasem Stradivion, łamiąc zasady atakuje głównie z lewej strony. Co myli jego przeciwników. W walce nie szczędzi także kopnięć, a dzięki silnym mięśniom, wyrzucają na całkiem dużą odległość.
Jego krok poza walką jest zwykle nieśpieszny, spokojny. Chodzi wyprostowany, czujnie badając otoczenie. Praktyka nauczyła go spodziewać się niebezpieczeństwa w każdej chwili. A to zbłąkana strzała nadleci z wysokiej gałęzi, a to do wnyk i nogi stracenia dwa kroki. Nauczył się obserwować i wyciągać wnioski. To ważne w dziczy. W walce porusza się szybko, zwinnie. Nie lubi długich zabaw tak jak niektórzy jego "koledzy" po fachu. Woli załatwić sprawę raz dwa, sporadycznymi, acz mocnymi cięciami. Bez zbędnego ryzyka.
Jeśli czasem już coś powie, zwykle do konia lub zleceniodawcy, są to słowa chłodne, stonowane i spokojne. Nie sili się na piękne słówka mogące zachwycić poetę, w jego mowie tak jak w walce - prosto i dosadnie. Jasno przekazuje wszystko co ma do powiedzenia, aczkolwiek nigdy nie wcina się komuś do zdania, nie wyraża swoich opinii i nie daje się sprowokować. Ot, oaza spokoju.
Jego ubiór jest raczej taki sam. Pod skórzaną kurtą przydatną w zimniejsze dni kryje się kolczuga wykonana z solidnych materiałów. Bardzo długo na nią zbierał, ale przynajmniej może czuć się bezpiecznie. Na głowie nie zobaczymy raczej niczego oprócz kaptura przykrywającego cieniem oblicze. Przez plecy przerzucona pochwa na piecz, odwrotnie niż u większości wojaków. Tak go nauczył mistrz, to też przeniósł do walki. Spodnie bez kieszeń, wytrzymałe acz dające spore możliwości dla zwinności Stradiviona. Łatwo nie przemokną, gwarantują ulgę w zimę.
Buty proste, bez sznurówek, obite małymi blaszkami, co tylko potęguje siłę jego kopnięć.
Stradivion nosi przy sobie torbę, która jest dobrym uzupełnieniem dla kieszeni oraz ośmiu uchwytów na eliksiry przy pasie. Nosi w niej drobiazgi i zioła.


Charakter

Charakter Stradiviona został ukształtowany głównie przez nauczyciela, którego darzył wielką sympatią, oraz lata spędzone w dziczy. Jak można się domyślić, nie sprzyja to towarzyskości. To człowiek wycofany z życia społecznego, zamknięty. Nigdy nie dzieli się swoimi emocjami, przemyśleniami. Woli je zostawić dla siebie, jak to mówi "na lepsze czasy". Prawda jest taka, że do niego też mało kto się odzywa. Gdy wjeżdża do wioski, matki każą dzieciom wracać do domu. Blizna na twarzy oraz miecz na plecach nie wróżą zwykle dobrze. Ludzie się go po prostu boją. Świadczy o tym fakt, że poza nauczycielem, nigdy nie miał żadnego ludzkiego przyjaciela ani partnerki. I nic nie świadczy o tym, aby miało się to zmienić. Bywają okresy, kiedy nie mówi nic całymi miesiącami, celebrując ciszę i spokój dziczy. Okazjonalnie przeprowadzi dyskusję z Anubisem zakończoną zwykle rżeniem. Tak jak mówiłem, wszelkie umiejętności społeczne u niego leżą. Nie potrafi tańczyć za grosz, chyba, że naśladowałby swoje ruchy podczas walki. Ale która kobieta chciałaby poczuć się jak osaczony bies? Nie zna też zasad dobrego wychowania, o sztućcach nie słyszał. Nie chodzi o to, że jest gburem... po prostu brak mu obycia.
Absolutnie nie wie, jak się prowadzi rozmowę. Wątpi też, czy ktoś byłby zainteresowany słuchaniem o anatomii wilka krasnoludzkiego czy biesa bagiennego. A więc brakuje mu tematów, jeśli jakaś zdesperowana panna zdecyduje się do niego zagadać. Czy szuka dłuższych relacji? Zdecydowanie nie. Gdyby było odwrotnie, a samotność by mu wadziła, już dawno by to zmienił. To człowiek czynu, co jest ważne w niebezpiecznych zawodach, takich jak łowczy.
Niebezpieczeństwa traktuje z dużą rezerwą. Boi się śmierci. To fakt. Jest przecież zdrowym psychicznie człowiekiem. Ale nie dopisuje do niej żadnego głębszego wymiaru, żadnej religii czy filozofii. Dawno pogodził się z tym, że padnie rozszarpany przez pazury jakiejś bestii w zatęchłej norze, po śmierci zeżarty przez dzikie hieny. "Ryzyko zawodowe", jak zwykł mawiać.
O ile nie jest człowiekiem łatwo poddającym się wszelkiego rodzaju emocjom, o tyle pewna rzecz budzi w nim skrywane gdzieś pod kluczem pokłady gniewu i chęci zemsty. Wrzeszczą one o wolność, ale Stradivion szybko się otrząsa spychając je w otchłań przeszłości. Prawda jest taka, że on ciągle pamięta. Ciągle pamięta, jak bandyci spod znaku kruka wyrżnęli w pień całą jego wioskę, całą jego przyszłość. Może dlatego ciągnie go do samotności? Może boi się, że w dużej grupie ludzi przypomniałby sobie o masakrze, którą widział, a o której tak bardzo nie chce pamiętać?

Atrybuty

Krzepa:Raczej silny, Raczej wytrwały, Wytrzymały,
Zwinność:Zręczny, Szybki,
Percepcja:Wyostrzony wzrok, Dobry słuch, Szczątkowy węch, Pozbawiony smaku, Szczątkowe czucie, Słaby zm.mag.,
Umysł:Pojętny, Ineligentny, Żelazna wola,
Prezencja:Odpychający, Nieokrzesany,

Cechy specjalne

Uczulenie na płyny [W]Jego ciało nie toleruje żadnej większej ilości płynów. Jednym wyjątkiem jest tu woda. Z tego powodu wyjątkowo rzadko ma ustach alkohol, co ma też swoje plusy. Oczywiście, czasem niezbędne jest wypicie eliksiru przed wymagającą walką, aczkolwiek są one głównie na bazie wody, tracąc na jakości, aczkolwiek zyskując na wartości dla łowcy. Uczulenie posiada od dziecka. Objawia się to swędzeniem przełyku oraz wysypką w okolicach szyi. W krańcowych przypadkach kończy się mocną gorączką i skrętami brzucha.

Umiejętności

Walka mieczem dwuręcznym [W] Miecz towarzyszy mu przez większość życia. Dzięki temu ma dość dobre pojęcie, jak się nim posługiwać. Został kupiony przez jego nauczyciela, jako nagroda za staranną naukę. Jest to dobrej jakości stal. która już wielokrotnie uratowała mu skórę. Nosi go na plecach, inaczej od większości rycerzy i wojowników.
Wiedza o faunie [W] Naturą jego zawodu jest obcowanie z różnorodnymi formami życia. A że nie mało się trakcie tułaczki najeździł, zna i niemało bestii. Bez trudu rozpoznaje zwierzęta w gąszczu, wie także jak z nimi walczyć, oraz co można z nich pozyskać. Zna naturalne ekosystemy oraz posiada niezłą wiedzę na temat zwierzęcej anatomii.
Przetrwanie [W] W ciągu dorosłego życia Stradiviona nie było dłuższego okresu, kiedy to przebywał blisko cywilizacji. Woli towarzystwo dziczy - lasów i gór. Z tego powodu wyszkolił się w tak potrzebnej sztuce przetrwania. Bez trudu rozpali ognisko czy zorganizuje sobie legowisko na większej gałęzi.
Polowanie [W] No cóż... dziwnym by było, gdyby łowczy nie potrafił polować. Nauczyciel za pomocą kijaszka dobrze wbił do głowy Stradiviona informacje o budowie pułapek oraz prowizorycznych broni. Wyćwiczył także umiejętność maskowania się oraz cichego poruszania nawet na runie leśnym. A przy jego gabarycie - uwierzcie, nie było to łatwe zadanie.
Tropienie [W] Bez trudu rozpoznaje wszelkie ślady zwierząt. Jest w stanie po kształcie nadgryzionego liścia przy ścieżce rozpoznać zwierzę, które jeszcze niedawno tędy przechodziło. Skutecznie odnajduje się także w odchodach, jakkolwiek dziwnie to nie brzmi. Z łatwością rozpoznaje także ślady pozostawione na ziemi, oraz charakterystyczne dźwięki wydawane przez stwory.
Wspinaczka [O] W skład jego treningu wchodziły zabójcze ćwiczenia fizyczne, które wykształtowały w mężczyźnie silny chart ducha, oraz sporo umiejętności natury czysto fizycznej. Dzięki temu, nie jest dla niego większym problemem wspiąć się na drzewo czy niską półkę skalną. Choć ma wrażenie, że wraz z wiekiem ta umiejętność co raz bardziej mu ucieka.
Jeździectwo [O] Posiadanie tylko jednego konia nie było dla nauczyciela Stradiviona problemem, aby zadawać mu codziennie godzinę jazdy. Z tego powodu całkiem nieźle radzi sobie na siodle. Zwłaszcza na z Anubisem jako wierzchowcem. Wraz z jeździectwem przyszło trochę wiedzy o koniach, więc zna mniej więcej rodzaje pokarmów, maści i tempa. Jest w stanie walczyć w siodle, choć dość mizernie.
Pływanie [P] To w zasadzie najmniej ulubiona dziedzina, której musiał się nauczyć. Może to przez to, że w jeziorze, w którym ćwiczył żył mały, złośliwie kąsający gatunek ryb? Nieważne. W każdym razie - unika pływania jak może, ale bywa, że dostaje zlecenia na wodne bestie. Takie potwory mają paskudny zwyczaj przewracania łódek, dlatego niezbędna jest umiejętność pływania.

Magia

        Sposób rzucania zaklęć: Inkantacje
Ognia [N]Zna kilka prostych zaklęć pozwalających mu rozpalić ognisko czy odstraszyć dzikie zwierzęta. Korzysta z tego rzadko, zdecydowanie bardziej woli konwencjonalne metody, takie jak ostrze miecza. W każdym razie, została mu przekazana jedyna wiedza magiczna, jaką posiadał jego mistrz.

Magiczne przedmioty

Towarzysz

Anubis
Anubis to koń gorącej krwi. Jego imię zostało mu nadane przez Stradiviona. "Anubis" to słowo z archaicznego języka elfów, który mało kto obecnie dziś zna. Łowczy znalazł je wykute na drzewie, spodobało mu się jego brzmienie. Zwierzęciu najwyraźniej też.
Stradivion odebrał go pokonanym w walce bandytom, na których natknął się podczas wędrówki. Zaskoczyli go na szlaku myśląc, iż jest to przybłęda, szalony kupiec zdecydowany pokonać las piechtą. Och, jak bardzo się mylili. Kilka ciachnięć mieczem przekonało ich o słuszności powodzenia lat treningów. Nie mieli szans. Jako, że Stradivion nigdy nie cierpiał szczególnie z powodu biedy, która czasem mu doskwierała, nie chciał okradać ciał. Jego uwagę zwrócił jednak koń, na którym przybiegł jeden z bandytów.
Piękny, szlachetny ogier. Patrzył dumnie na swych niedawnych towarzyszy. Chyba nad nimi specjalnie nie ubolewał. Stradivion zdziwił się, dlaczego tak piękne zwierzę znalazło się pod pieczą bandytów. Za uchem znalazł wypalony znak rodowy. Od razu stwierdził więc, że bandyci musieli napaść wcześniej jakiegoś szlachcica. Nie zastanawiając się długo, postanowił przygarnąć konia, który również się nim zainteresował. Od tamtej pory są nierozłączni. Stradivion nigdy nie oddał go do stajni, załatwiając sprawy w mieście. Dba o niego bardziej, niż o siebie. Jedzą wspólne posiłki. O ile mężczyzna nie zawsze ma co włożyć do garnka, o tyle zawsze się stara, aby dla konia jedzenia nie brakowało.
Wygląd Anubisa cieszy oko już od pierwszych chwil. Zmusza także do podświadomego respektu dla majestatu zwierzęcia. Jego sierść jest w całości czarna jak nieprzebyte cienie. Wyróżnia się doskonały kontrast, stworzony dzięki białej grzywie. Koń mierzy świat dość spokojnym spojrzeniem. Czai się w nim jednak iskra, która jest znakiem żywotności oraz pragnienia przygody.
Koń obarczony jest jukami, w których Stradivion trzyma najpotrzebniejsze rzeczy. Koń cherlakiem nie jest, to też dodatkowy ciężar mu niestraszny.
Niestety, nie wszystko jest takie piękne. Bandyci w jakiś sposób musieli uszkodzić nogę konia. Rana co prawda zagoiła się już, tak że zobaczenie jej graniczy z cudem, aczkolwiek Stradivion wie, że galop jest maksymalną prędkością dla jego towarzysza.
Wie także, że gdyby była potrzeba, zwierzę przekroczy dla niego każdą granicę.
I odwrotnie.

Historia

Stradivion urodził się w małej wiosce położonej na skraju lasu. Ludzie żyli tam z uprawy rolnej oraz zbieractwa. Cisza, spokój - tak można opisać codzienną atmosferę. Kilku staruszków przechadza się po ścieżce, wspominając lepsze czasy, starsze panie siedzące na ganku, niby zastygłe posągi, relikty głaszczące kotki. Dzieci ze śmiechem na ustach, biegające jak małe myszki wciskające nosek wszędzie, gdzie się da. Śmiechy w karczmie, ktoś gra w kości, ktoś zapija dzień pracy. Farmer na polu, odganiający muchy. Słowem: sielanka. A w jednej z chatek - on, mały chłopiec o imieniu Stradivion.
Jego matka pracowała jako praczka, czyszcząc ubrania mieszkańców. Była szanowana, miała grono koleżanek, a jako panna wielu mężczyzn się do niej zalecało. Dbała o syna i spędzała z nim większość czasu. Ojciec był myśliwym wioski, codziennie rano wychodził do lasu. Po kilku godzinach wracał zwykle z dwoma dzikami lub sarną. Oboje kochali się nawzajem oraz kochali swoją czteroletnią pociechę, która rosła jak na drożdżach.
Mężczyzna niewiele pamięta z tamtego okresu. To jedynie szczątkowe obrazy ciepłej twarzy matki oraz dumy, jaką odczuwał gdy ojciec wracał z udanego polowania, aby wyżywić całą wioskę. Nie przypomina sobie żadnych szczegółów, głosu rodziców, tego co planowali. Prawdopodobnie tata chciał, by syn przejął po nim pałeczkę wioskowego myśliwego. Nigdy jednak nie było mu to dane.
Był dzień taki, jak wszystkie inne. Słońce lekko przygrzewało kark, równoważone przez chłodniejszy wiaterek. Nagle, wszystko się zmienia. W jednej chwili czyjeś życie się kończy. Wszystkie marzenia, przemyślenia, cały dorobek. Ile to jest warte?
Po raz pierwszy raz w życiu Stradivion usłyszał dźwięk rogu zwiastujący niebezpieczeństwo dla wioski. Dmuchał weń stary wartownik, przyjaciel wioski i jedyny zbrojny, którego miała.
Dźwięk się urywa. Słychać podniesione głosy. Matka każe wejść mu do domu.
Tętent kopyt. Szczęk chłodnej, ostrej stali. Czarne kaptury, twarze skryte w cieniu.
Krzyk matki. "Stradivion! Do domu, natychmiast!". Ostatnie słowa. W następnej chwili cicho rzęziła plując krwią, ze strzałą sterczącą z płuc.
Wrzeszczał. Oj, jak wtedy wrzeszczał. Można powiedzieć, że starczyło mu na całe życia. Bolało go po tym gardło przez parę tygodni. To jeden z tych wrzasków, może nie uświadomionych niebezpieczeństwa, ale wiedzących, że na jego oczach dzieje się coś bardzo, bardzo złego. Dziecięcy wrzask brzmiał wtedy jak okrzyk przepełniony najbardziej dojrzałym cierpieniem.
Wieśniacy nie mieli szans, ich jedyną bronią były widły. Mężczyźni zasłaniali kobiety oraz dzieci własnymi ciałami. Bandyci nie patrzyli jednak, nie słuchali błagań o litość, obietnic całkowitego oddania. Mordowali wszystkich. Włócznie, miecze, szable, strzały. Wszystko poszło w ruch. Często nawet w tego samego człowieka.
Chłopak widział wszystko. Obserwował, niezdolny do wyrażenia emocji płaczem. Widział rozpruwanych ludzi. Był świadkiem widoków, których chłopiec w jego wieku nie powinien być.
I ta krew. Wszędzie ta cholerna krew.
W pewnym momencie zobaczył swojego tatę wychodzącego z lasu, zaniepokojonego odgłosami rzezi. Stradivion chciał do niego biec, lecz nie zdążył. Jeden z bandytów, pędząc galopem, po prostu wystawił rękę, trzymającą śmiertelnie ostrą szablę. Ostatnie spojrzenie, jakie rzucił mu ojciec... "Uciekaj!". Potem już nie było spojrzeń.
Chłopak w otumanieniu wybiegł z wioski, potykając się co chwilę. Nie rozumiał, co się stało. Nie chciał rozumieć. Liczył, że za następną ścieżką będą czekali na niego rodzice, mówiący "Spokojnie, nic się nie stało". Tak jednak nie było. Biegł długo, o wiele dłużej, niż normalnie pozwoliłyby mu na to dziecięce nóżki. Pod wieczór z wyczerpania zasnął na chłodnej ziemi, z łzami w oczach.
Obudził go dziwnie wyglądający człowiek. Siwy, ale nie starzec. Miał miecz, ale niepodobny do tych, którymi walczyli bandyci. Przedstawił się jako Avyyl, łowczy. Spytał, dlaczego tak mały chłopiec jest w środku lasu pełnego dzikich zwierząt. Chłopiec opowiedział mu o sytuacji, przerywając słowa napadami płaczu. Mężczyzna przytulił chłopca, mówiąc, że jest już bezpieczny. Że to się już skończyło. Powiedział, że podejdzie do wioski, a on ma zaczekać z boku. Miał zamiar rozeznać się w stanie poszkodowanych, oraz w tym, co zostało.
No cóż... kamień na kamieniu się nie ostał. Wszystko, czego nie dało się zabić, zostało spalone. Zamordowano wszystkich - mężczyzn, kobiety, dzieci, zwierzęta...
Chłopiec nie usłuchał polecenia nowego opiekuna, udał się za nim do wioski. I tam znowu ich zobaczył. Swoich rodziców na stosie ciał, może już nie o takim kolorze, jaki miałby normalny stos ludzkich ciał. Zanim wrzasnął i uciekł, zdążył zobaczyć kątem oka błysk. Zbliżył się do niego. Był to naszyjnik z wizerunkiem kruka, upuszczony przez bandytę. Zabrał go i ma do dziś.
Avyyl odnalazł go znowu. Powiedział, że zaopiekuje się nim, że chłopiec zacznie wszystko od nowa.
Przez następne lata obcy stał się dla niego prawie jak ojciec. Codziennie dowiadywał się nowych rzeczy z dziedziny, którą Avyyl się parał. Był on łowcą bestii. Przypadło to do gustu Stradiviona, który jeszcze bardziej utożsamił go z ojcem. To dało mu zapał do nauki. Zapał do codziennych, kilkugodzinnych, morderczych treningów, do wkuwania setek stron poświęconych bestiom oraz zwierzętom.
Trwało to do 20 roku życia. Wtedy to Avyyl zadecydował, że chłopak jest gotowy na samodzielną wędrówkę. Osiadł w małej, leśnej chatce wysyłając Stradiviona w świat.
Zimny.
Okrutny.
Świat.

Dane gracza: Stradivion

Nazwa użytkownika:
Stradivion
Ranga:
Zbłąkana Dusza
Martwe postacie:
Płeć:
Mężczyzna
Status:
OFFLINE
Zainteresowania:
RPG-i, fantastyka, książki i zwierzęta. :)
 
 
PW:
Wyślij prywatną wiadomość
Grupy:
Dołączył(a):
Pn wrz 17, 2018 4:32 pm
Ostatnia wizyta:
Śr lis 14, 2018 10:46 pm
Liczba postów:
2 | Znajdź posty użytkownika
(0.00% wszystkich postów / 0.02 posty dziennie)
Ostatni post:
[Gdzieś w górach] Na szlaku wspomnień
N paź 07, 2018 10:54 am
Najaktywniejszy w dziale:
Księga Boskich Praw
(Posty: 1 / 50.00% postów użytkownika)
Najaktywniejszy w wątku:
Prośby o napisanie aury
(Posty: 1 / 50.00% postów użytkownika)
cron