Profil użytkownika Kuna

Avatar użytkownika
[Ta karta nie została jeszcze zaakceptowana]

Ogólne

Potęga:
Imię: Kuna (Vianna)
Rasa: Czarodziejka
Wiek: 50 lat (fizycznie 15)


Aura



Wygląd

Jakby ktoś pytał mnie jak wyglądam odpowiedziałabym - zwyczajnie. Bo nie mam ani żadnych wyjątkowych mankamentów urody, ani żadnych pozytywnych cech, które by mnie wyróżniały, choć tak jak ja, wyglądam tylko ja - Kuna.

Nie rzucam się w oczy, bo nie jestem wyjątkowo niska, ani też zanadto wysoka (161 cm). Z budowy to raczej ze mnie smukła flądra i przypominam młodego chłopca, co jak sądzę minie mi z wiekiem. Nogi, ręce, szyja i tułów wydają się długie i są chude dość, choć dbam o to, by miały porządny zarys, ha! Kiedyś dorobię się prawdziwych mięśni, a wtedy będę mogła się lać z kim trzeba. Póki co przesadnej siły nie mam, raczej kondycję i to mi wystarcza. Jeśli mam być szczera różnice między kobietami, a mężczyznami guzik mnie obchodzą, dlatego wybieram stroje, które są dla mnie wygodne, a nie, które moją pozycję w oczach ludzi zmieniłyby na lepszą. O płciach zaś wspomniałam, bo moje ubranka pożyczam sobie od chłopców lub biorę przyduże łachmanki starszych dziewcząt, wszystko jedno. W lato ma być przewiewne, w zimie… również niezbyt warstwowe, bo chodzi o to aby nic nie ograniczało mi ruchów. Nie znoszę tego. Gdyby nie niewłaściwe spojrzenia chodziłabym naga, ale tak to po co się wydurniać. Lubię więc wszystko na ramiączkach i krótkie lub szerokie spodenki. Nie noszę żadnych dodatków o ile nie mają praktycznego zastosowania, a choć większość wymyślonych przez ludzkość jakieś ma, to nie dla mnie. Mogę nosić sakiewki na sznurku lub pasku, albo cacaną magiczną bransoletkę (nie mam takiej), ale nie potrzebuję niczego na kształt zbroi, pancerzy, a ochraniaczy nie mam bo po pierwsze nie stać mnie, a po drugie ciężkie są, a moim atutem jest szybkość i zręczna ucieczka w razie kłopotów lub ochoty. Ozdoby pogubiłabym lub zahaczyłyby się o coś i tyle z nich pożytku. Kieszenie są miłe, kieszenie lubię, ale nadal lepsze są sznurowane sakiewki, bo nic z nich nie wypadnie. Chyba, że masz kieszeń z guzikiem, ale kto u mnie widział guziki! Doszyć sobie mogę co najwyżej jaką kostkę zwierzęcą, pętelkę dorobić i tak zapinać. Tak, to w sumie niezły pomysł jest!

Ruszam się jak większość młodocianych - żywo, sprawnie, niekiedy lekko nerwowo lub chaotycznie. Rozciągnięta jestem jak mało kto (z tych, których znam), a wspinanie się na balkony, bramy czy ogrodzenia to dla mnie chleb powszedni. Przejść przez czyjś ogródek milej niż ulicą, tam brudno aż szkoda patrzeć, a tu? Kwiaty, trawka, grządeczki… niekiedy moje ślady, ale staram się nie bałaganić. Czasem wypocznę u kogoś na tarasie, ale słowo daję, że zostawiam wszystko jak zastałam! Może coś ze szklaneczki dopiję, a to tyle. Ostatecznie jak nie ja to muchy, a tym maluchom to szkoda cokolwiek oddawać.

Gestykuluję jak mi się podoba - nie przesadnie, nie za mało, choć podobno mową ciała wyjątkowo mało się zdradzam. Tak mi jeden z braciszków powiedział. ,,Co ci chodzi po głowie?” spytał ,,Bo jak tak na ciebie patrzę, to nigdy nie wiem, czy ty poważnie mówisz, czy sobie żarty stroisz.”

Ja też nie wiem co wtedy myślałam, więc trudno mi powiedzieć. Mówią, że patrzę się kpiarsko i tak jakby mnie ludzkie zdanie nie obchodziło. Jak zwierzątko, które chodzi swoimi ścieżkami i w nosi ma czy na tej ścieżce stoi właśnie jabłonka czy czyjaś posesja. Ale przerazić się też umiem jak mnie kto pogoni. I śmiać się. Lubię się śmiać. I uśmiechać - nawet jeśli głównie łobuzersko. No już nic nie poradzę - taką twarz mam to takiej używam. Mi się podoba, moja jest.

Owalna trochę, dziewczęca i pełna z bladymi, szerokimi ustami, zgrabnym, krótkim noskiem i niewydatnym podbródkiem. Często mam na policzkach rumieńce, bo robią mi się tak od ekscytacji jak i najlżejszego wysiłku - pół twarzy potrafią mi zalać, ale szybko też bledną, choć znikają zupełnie tylko jak dłuższy czas siedzę bez pomysłów lub śpię. Co do ust to uśmieszek zadowolenia jest w nie już wpisany - kąciki naturalnie do góry mi idą, lekko co prawda, ale skutecznie. Oczy mam całkiem duże i podłużne z lekka, a tęczówki wyjątkowego moim zdaniem koloru. To taki niebieski z fioletem. Blady. Jak to szło?… Nie no, właśnie taki. Nie będę poetyzować skoro nie umiem. Może kiedyś jaki przemiły poeta powie mi jak to po ichniemu się nazywa. Albo jakiś ogrodnik?

Ludzie często zwracają uwagę na rzęsy, ale u mnie nie są jakieś niezwykle długie - i tak spełniają swoją podstawową funkcję, więc po co więcej i bardziej? Kiedyś będę jeszcze nimi łapała mężczyzn, ale na to przyjdzie czas.

Nad oczami mam cienkie brwi, a jakże, dość proste, ściągające się niekiedy wewnętrzną krawędzią do góry lub w dół - ponoć jednak częściej je unoszę iż marszczę. Chyba to może być prawda.

Jako, że słabo widzę czasem przymykam powieki jeśli próbuję się czemuś przyjrzeć, ale takie mrużenie znowu tak dużo nie daje.
Włosy ścinam zwykle dość krótko i nierówno, a noszę potargane i w nieładzie - puszyste są dosyć i lubią się kołtunić, więc co ja poradzę? Są popielato brązowe i miłe w dotyku o ile nie zaplątały się w nie żadne gałązki lub trujące żuki.

Mój głos jest przenikliwy i nieco szorstki, wręcz suchy, może i nieco skrzekliwy, a przy tym na swój sposób melodyjny. Nie mam jednak zbyt pięknej barwy do śpiewania, ale to nie znaczy, że będę się tym zanadto przejmować. Grunt, że nie fałszuję, a kiedy chcę to mnie i z daleka usłyszą.

Nie wspomniałam jeszcze o dłoniach, a je także mam - nieduże, zgrabne, o długich paluszkach i brudnych paznokciach - oraz stopach - długich i smukłych i także przybrudzonych. W ogóle często jestem umorusana ziemią, pyłami czy sokami roślin - jak jest sposobność to się umyję i przepiorę wdzianko, ale jak nie to nie. Nie śmierdzę jakoś karygodnie chyba, a przynajmniej nie ponad to jak wonieją mieszkańcy miast. Przynajmniej nie przegrzewam się w przydługich ubrankach. Staram się tylko regularnie przemywać rany czy zadrapania - wiem, że z tym nie ma żartów. Poza tym odrobina łoju i brudu nikomu (chyba) nie zaszkodziła. Jak będę chciała to się wyszorować mogę i wodą kwiatową, ale szczerze mówiąc jakoś nie lubię być przesadnie czysta. To jakieś takie aż nadto wydumane jest… niepokojące. Czyści ludzie często knują.

ale dość o nich, a więcej o mnie - skoro byliśmy przy skórze to nadmienię, że karnację mam nieco nadbrzeżną, bo śniadą i łatwo się opalam, słońce natomiast nie jest mi znowu aż takie straszne. Mam na ciele trochę blizn, mniejszych czy większych, przeważnie pamiątki po moich wybrykach i nieudanych próbach dostania się gdzieś lub na coś, ale giną pod pudrującym nalotem otoczenia. Fajnie nie?


Charakter

Podobno jak ktoś o sobie mówi to zawsze podkręci coś w jakąś stronę. A to doda sobie zalet i powabów, a to pchany nieśmiałością przesadnie uskromni swój charakterek. Ja tak nie zrobię. Tak myślę. A przynajmniej się postaram - będę szczera, bo jestem szczera i nieco krytyczna… bo taka też jestem. A nie ma chyba sensu tutaj niczego ukrywać, prawda? No, to się dogadamy!

Kiedy spotykam jakąś nową osobę to zależenie od aury (jej aury) mówię o sobie dużo lub mało. Potrafię uparcie milczeć i wymigiwać się od odpowiedzi jak komu nie ufam, ale i rozgadać o sobie jak kogoś polubię. Nie ma dla mnie znaczenia wtedy czy będzie starszy czy młodszy (z tym wiekiem to w ogóle jakieś straszne zawirowania są u nas) ani co tam będzie robił - grunt, żebyśmy czuli się dobrze w swoim towarzystwie.

Załóżmy więc, że ci ufam - i stoję teraz przed tobą jako Vianna, nie do końca człowiek. Bo nie jestem człowiekiem. I mogę się chyba przyznać, że nie wiem czym jestem - czymś co długo żyje i wolno się starzeje i w sumie tyle. Nie mam pojęcia ile jeszcze będzie trwała moja młodość, niemalże dzieciństwo, ale jakoś za bardzo się tym nie przejmuję - żyję raczej z dnia na dzień, nie planując zbyt wiele. Bo i co mogłabym planować?

Nie mam żadnego zawodu, ani stałego miejsca zamieszkania. Robię to co chcę i kiedy chcę, a także gdzie chcę. Ale w granicach rozsądku.
Przyzwyczaiłam się żyć wśród ludzi i im podobnych, w Nowej Aerii i potrafię trzymać się tamtejszych zasad, a one są różnorodne zależnie od dzielnicy. Znam je, pamiętam i staram się nie drażnić nikogo, kto drażniony nie powinien być. Unikam silniejszych typków spod ciemnej rozgwiazdy, ale od jakiegoś czasu lubię sobie poprzepłaszać rzezimieszków, którzy wiem, że przegrają z moją malutką magią. Jednak normalnie nie wchodzę im w drogę. Ludzie bez sumienia są straszni i groźni bez względu na to ile umieją. A ja… ja nie chcę się denerwować, że coś może się na mnie czaić za zaułkiem. Tyle ostrożności ile mi już z przyzwyczajenia siedzi we krwi wystarcza mi dla reszty i nie potrzebuję zawracać sobie głowy bardziej.
Zwykle nikt mnie nie ściga, bo jak wspomniałam - unikam kłopotów. Owszem, przechodzę przez cudze posesje jak przez ulicę, ale komu to robi krzywdę? Ja na pewno nikomu nic nie robię. Lubię czuć swobodę, ale nie jestem ani wredna (nazbyt) ani głupia - nikogo nie okradam (z resztą nie muszę), ani nic nie pożyczam bez pozwolenia. Lubię prosić o pozwolenie o nocleg w ogródku, bo mam już gdzieniegdzie reputację nieszkodliwego stworzonka. I tak, ludzie wpuszczają mnie do siebie - czasem za nic czasem za pomoc. A jak obiecam, że pomogę to słowa na wampirzy bank dotrzymam! Nie zwykłam kłamać ani oszukiwać - z chłopakami czasem się pobije, ale to tak dla ustalenia porządku i odpowiedniej hierarchii. Choć nie kleję się do wszystkich ludzi potrzebujących pomocy to nie omijam ich - jeśli moje bezdomne umorusanie nie będzie mi przeszkadzać to i na drugi koniec miasta z nimi pójdę! Bo czemu nie?
Nie ograniczają mnie żadne zajęcia (przeważnie), chyba, że sama sobie coś ustalę. Żyję ze zbierania drobnych upominków, śmieci i darów natury czego sporo jest poza miastem. Mogę też dożywiać się energią, jestem więc w pewien sposób przez los uprzywilejowana.
Mam ‘swoich’, o których dbam, reszta nie tyle co mnie nie obchodzi co wiem, że różnie mogą się do mnie odnosić. Nie jestem kimś na czyj widok rozwiera się ręce i krzyczy… coś bardzo pochlebnego. Jestem dzieciakiem z ulicy, w dodatku część mieszkańców pamięta mnie zza swych młodych lat. Więc wiedzą, że zwykłym człowiekiem być nie mogę - mało kto w tym mieście zwraca na to uwagę, ale niekiedy czujność wzrasta. Były nawet przypadki, że uważano mnie za zjawę!
Kręcę się po ulicach trochę omijając strażników, choć mam takiego jednego swojego ulubieńca co znam go od dzieciaka. Prowadziłam go do szkoły jak był jeszcze smarkiem, a teraz - ha! Jest taki duży, silny i wąsaty! Ale spróbowałby mnie tknąć!
Ze wszystkim staram się koegzystować. Rasy są różne, osobnicy z nich są odmienni, jest wiele budowli, wynalazków, roślin i ziwrząt. Są pory roku i pogoda. I tak ma być, tak właśnie jest w porządku. Nie narzekam na nic.
No dobrze, zdarza mi się. Bywam nawet trochę kapryśna i marudna, ale przede wszystkim cięta na osoby, które mi nie podpasują lub za wysoko zadzierają nosa. Bo wszyscy jesteśmy równi, nie? Choć każdy ma inną pozycję i zajęcie to ostatecznie życie zaczyna się i kończy zawsze tak samo. Ale obawiam się, że niektórzy o tym zapominają.

Pomijając ludzką tępotę lub zafiksowanie przeróżnych person na zadziwiających błahostkach takich jak władza, pieniądze czy luksusy (a nie kiedy posiadanie jednego, konkretnego przedmiotu!) to sądzę, że rozumne rasy są naprawdę fajne i pożyteczne. Lubię w zasadzie wszystkich. Poza naprawdę złymi gośćmi. Słyszałam też bardzo nieprzychylne opowiaski o wampirach, demonach i mieszkańcach piekła i w sumie ich zaliczam chyba do zupełnie odmiennej kategorii.

Choć dbam o swoje zdrowie i jakiśtam komfort to w sumie do większości spraw podchodzę z godną pozazdroszczenia niefrasobliwością. Póki nikt z głodu nie ginie póty jest w porządku, świat kręci się dalej, a my powinniśmy korzystać! Mogę zagadywać nieznajomych, plątać gdzie mi się podoba, patrzeć na burze, wschody i zachody słońca, wybierać się nad rzeczkę i uczyć różnych drobnostek, które zawsze lepiej w zanadrzu mieć. Muszę przyznać, że już nie jestem naiwna, wiem jak działa świat, ale czasem czuję, że to co dzieje się dookoła mnie nie dotyczy. Żadne układy, ceny, rodzinne porachunki, zmiana władzy, poglądy kogośtam z domku naprzeciwko… jeśli nie są to klęski nieurodzaju nie widzę w tym większego zagrożenia. I inni też rozumieją, że to mnie nie dotyczy.
Gdy idę ulicą poznają, że ja to ja i idziemy dalej. Wiem, kto za mną przepada, w jakich dzielnicach będę witana jak w domu i gdzie się nie zapuszczać po zmroku. Jak znudzi mi się miasto to opuszczę je na jakiś czas. Albo ktoś na wsi przyjmie mnie do pomocy albo ulokuję się w stodole i będę grać mu na nerwach, by zobaczyć gdzie stoją granice. Ale i tak myślę, że tym samotnym ludziom to umilam czas. Mam w końcu młodość, charakterek, a ogólnie to jestem porządną dziewczyną - kto jak kto, ale oni bardzo to doceniają, bo do pewnych rzeczy tęsknią.

Umiem z resztą nie tylko trzepotać jęzorem, ale i słuchać. I słyszę dużo historii. Różnych. I widzę niektóre przez tę moją moc… dlatego właśnie wiem tak dużo, choć nie wszystko potrafię pojąć. Mogę być wiernym słuchaczem, pomocnikiem i przyjaciółką - moi znajomi cenią mnie, a ja ich. Ale potrafię być też rywalem lub konkurentem, bo choć na dużo spraw macham tylko ręką to nie lubię jak się robi ze mnie smarkacza (a już zwłaszcza jak robią to chłopcy młodsi ode mnie). Skoro omijają mnie przepisy bywa, że zaczepię i kogoś poważniejszego (z majątku tylko). Tacy dobrze sytuowani młodzieńcy w ślniących ciuszkach to grupa, z której najlepiej się żartuje. Ich duma jest nadęta jak worek na gardle fregaty wielkiej, a zarazem często nie mają absolutnie żadnej władzy i nic na docinki nie mogą zrobić komuś, kto nie jest nawet zakwaterowany w mieście. Trudno!
Ale i miło by było mieć wśród nich przyjaciół - tylko traf tu na takiego.

Jeżeli jest coś do czego się przykładam, to są to dzieciaki. Nie robienie ich oczywiście, ale znajdywanie i upychanie po ludziach. W domku pod górami mogę je tam nawet trzymać, ale nie mam środków, by zapewnić im wyżywienie. Korzystam więc z siateczki znajomości i sprawdzam kto ma w ‘nadmiarze’ miejsca czy jedzenia. Niektórzy wyrzucają niechciane potomstwo do lasu lub zostawiają gdzieś na ulicy - domy dziecka porobiły się u nas dziwne lub przepełnione, bo i jest ich niewiele. Po naszym otworzono tylko jedną placówkę, której ufam, ale nie wszystkie smarki mogę tam zanieść. Mało tolerują magię. To jest - nie tolerują jej. Ja widzę często czy ktoś ma szanse na jakieś uzdolnienia, choć aury dzieci są często łudząco do siebie podobne i nieukształtowane - jednak jeżeli czuję, że jest taka szansa to staram się im znaleźć inny dom. Starsi i silniejsi mogą mieszkać w sroższych warunkach tam, gdzie będzie miejsce - w opuszczonych budynkach, w pustych piwnicach. I ta banda jest moja. Wszystkie porzucone dzieciaki to moi bracia i siostry - zawsze tak było. Musimy trzymać się razem, zwłaszcza gdy brak jest dorosłych, którzy by się nami zajęli. Lub zajęli poprawnie - znam paru uciekinierów, którzy zwyczajnie nie mogli wytrzymać we własnych domach. Uczę ich jak poradzić sobie na ulicy, jak omijać zasady, a jednocześnie czego robić kategorycznie nie wolno. I oceniam jakie mają szanse. Jak marne z nich łobuzy to szukamy jakiejś pracy dla nich. W sumie wielu to wychodzi na dobre. Ja czuję się wyjątkiem, bo żeby przetrwać nie muszę ani zarabiać ani kraść. A tego drugiego nie popieram u nikogo. Może miałeś pecha, ale to nie znaczy, że musisz zabierać innym.

Nie zaprzeczę jednak, że choć sama raczej błagam o jałmużnę to nie powstrzymuję jak jacyś desperaci postanawiają zwinąć komuś parę owoców. To niesprawiedliwe, wiem, ale każdy ma prawo walczyć o swoje przetrwanie. A jak robią to dla kogoś słabszego to już w ogóle nie wypada mi nic powiedzieć. Choć jestem zdania, że można inaczej, trzeba tylko się uprzeć - uwierzysz jak powiem, że pracowałam kiedyś jako służka u jednego lorda? Paskudna robota, nie znosiliśmy się zdrowo z resztą, ale zarobiłam na porządne zapasy. Tak się to robi!

Ale do tego trzeba mieć charakter i jakieś doświadczenie. Moje zbieram już wiele lat i pewnie dlatego daję sobie radę z tym, co paru- i kilkunastolatków zwyczajnie przerasta. Żyję w innym trybie niż oni. Niż wszyscy właściwie. Oczywiście, jestem do nich podobna, ale żaden ze mnie człowiek czy elf. Nie jestem nawet zmiennokształtnym. Ale z życia do nich mi chyba najbliżej. Dlatego nazwałam się Kuną. To synantropijne zwierzątko, sprytne i trudno uchwytne. Proste to też w wymowie, krótkie i jeśli mam być szczera ma dla mnie znaczenie symboliczne. Bo kiedyś byłam jedynie Vianną, nazwaną przez kogoś, być może bez powodu. Na miano Kuny natomiast musiałam sobie zapracować. To jak odznaczenie. Jak zdobyty zawód. A ja jestem w nim dobra. Bo i nie ma drugiej takiej Kuny jak ja!

Atrybuty

Krzepa:Niezbyt silny, Wytrzymały,
Zwinność:Bardzo zręczny, Szybki, Niedokładny,
Percepcja:Niedowidzący, Wyczulony na magię,
Umysł:Ineligentny, B. silna wola,
Prezencja:Nieokrzesany,

Cechy specjalne

Nieczytająca [S]Przez wadę wzroku nie widzę zbyt dobrze przedmiotów znajdujących się nazbyt blisko. Mogąc z liter dojrzeć co najwyżej te na tabliczkach przy domach lub drogowskazach nigdy nie nauczyłam się sztuki czytania (i pisania). Znam jednak litery od A do G oraz cyfry, więc w mieście mam szansę się nie pogubić… aż tak zupełnie.
Podlotek [W]Mimo pięciu dekad na karku, przez wzgląd na rasę nadal pozostaję chyba ledwo podrosłą trzpiotką. Wolno rozwija się nie tylko moje ciało, ale - nie ukrywajmy - i umysł, mentalnie więc nie jestem do końca dorosła i na niektóre rzeczy patrzę jeszcze oczami dziecka, na inne zaś tak jak patrzeć umie tylko ktoś niedojrzały, a posiadający wiele doświadczenia. Witajcie różnice rozwojowe!

Umiejętności

Czytanie aur [P]
Opieka [O]
Pływanie [O]
Przetrwanie [W]
Skradanie się [O]
Targowanie się [P]
Wspinaczka [O]
Opatrywanie ran i zielarstwo [P]
Bestiologia [P]
Rasologia [P]
Liczenie [P]
Mowa wspólna [O]
Elficki [P]
Szycie [P]
Gotowanie [P]
Bitka [P]
Ucieczki [W]
Gimnastyka [O]
Śpiew [O]
Używanie magii [W]

Magia

        Sposób rzucania zaklęć: Rozkazy
Energii [U]Magia, którą posługuję się najsprawniej, ale z niewielką siłą. Pomaga mi przetrwać, kiedy energią z otoczenia rekompensuję sobie braki żywieniowe. Umiem też bronić się z jej pomocą. Najciekawsze co mi przychodzi do głowy na jej temat to fakt, że mogę wyssać magię z różnych zaczarowanych przedmiotów (w tym magicznych zwojów) i użyć jej do, na przykład, silniejszego ataku lub przechować w innym przedmiocie i trzymać na czarną godzinę.
Mocy [U]Powiedziałabym, że to manipulacja tym co mnie otacza, ale nie do końca wiem jak ja to robię. Słyszałam, że to bardzo naukowa magia, ale mi wystarczy, że mogę się dzięki niej wspinać po pionowych murkach, rzucić kamieniem baaardzo daleko albo czasem nawet stać się taka dziwnie lżejsza! Bardzo pomaga przy sprawnym przemieszczaniu się, ale nie ryzykuję za bardzo z wysokością - nie do końca ufam swojemu doświadczeniu i wolę bardziej namęczyć się z bieganiem niż spaść raz a za dobrze.
Umysłu [N]Bo to jest tak, że czasem gdy skupiam się na jakiejś osobie w pobliżu, widzę w głowie wydarzenia z jej przeszłości. Niekiedy zaś widzę to co się może wydarzyć. Nie za bardzo nad tym panuję i nie zawsze chcę wiedzieć to co wiem, ale niekiedy… no, mogę z tego mieć jakieś korzyści! Tylko czy mi się zdaje czy to jest też pewna odpowiedzialność?

Magiczne przedmioty

Towarzysz

Dukat
Dukat to bury kundelek. Mały, krępy, niewywrotny. Siedząc sięga łbem nieco za kolano Kuny. Niezbyt inteligentne stworzenie, wierne za to i niefrasobliwe. Ma przynajmniej na tyle sprytu, by się ukrywać w dzień, a po ulicach szwendać się jedynie nocą, gdy ludzkie oczy słabną, a powód ku temu ma jeden - jest aligadogiem. Z daleka niezgrabny piesek, gdy mu się bliżej przyjrzeć odsłania gadzie stópki pokryte łuskami, silny krokodyli ogon, bezsierstne podgardle i podłużną paszczękę z wystającymi na zewnątrz kłami. Ma przy tym psi nos i uszy, ale gadzie złote oczy i zdaje się pole widzenia ustawione nieco na boki, więc to co jest przed nim sprawdza na węch. Poluje na szczury, ryby i resztki, a gdy czas sprzyja towarzyszy Kunie gdzie tej się tylko spodoba iść. Nie umie za bardzo wykonywać sztuczek, ale instynktownie wie, kiedy przy dziewczynce zostać, kiedy na nią czekać, a kiedy sobie iść. We dnie nie wiadomo gdzie się kręci, choć czasem można dopatrzeć się go w pobliżu domów przyjaciół Vianny. Nie gryzie przedstawionych mu ludzi, niezwykle też łagodnie traktuje dzieci. Na koty szczeka, ale chyba dlatego, że się ich boi.

Historia

Dane gracza: Kuna

Nazwa użytkownika:
Kuna
Ranga:
Zbłąkana Dusza
Inne Postacie:
Kana, Funtka, Mansun, Lucy, Daro, Maka, Noa, Kito, Nutria,
Martwe postacie:
Płeć:
Kobieta
Status:
OFFLINE
 
 
PW:
Wyślij prywatną wiadomość
Grupy:
Dołączył(a):
So lip 14, 2018 10:53 pm
Ostatnia wizyta:
Śr wrz 12, 2018 10:08 pm
Liczba postów:
1 | Znajdź posty użytkownika
(0.00% wszystkich postów / 0.01 posty dziennie)
Ostatni post:
Poszukiwany/Poszukiwana
Pn wrz 17, 2018 4:30 pm
Najaktywniejszy w dziale:
Góra Przeznaczenia
(Posty: 1 / 100.00% postów użytkownika)
Najaktywniejszy w wątku:
Poszukiwany/Poszukiwana
(Posty: 1 / 100.00% postów użytkownika)
cron