Profil użytkownika Kolindar

Avatar użytkownika

Ogólne

Potęga:
Imię: Kolindar Aodan
Rasa: Upiór
Wiek: 340 lat


Aura

Emanacja charakteryzuje się średnią siłą, nawet nieco niższą niż przeciętna. Otacza ją bursztynowe światło, jednakże jeśli odpowiednio przymruży się oczy, można dostrzec jeszcze rubinowy blask bijący od środka. Na powłoce natomiast widać migające, srebrzyste niteczki wywołujące wrażenie poruszania się, natomiast całość utrzymana jest w żelaznym kolorycie. Bardzo wyróżniające są na niej kobaltowe odpryski tu i ówdzie. Uszy z łatwością wyłapują głęboki ton i tajemnicze buczenie. Gdzieś obok słychać także echo czyichś słów oraz melodie z oddali. Nie mogą one jednak zagłuszyć wcześniejszego dźwięku. Czuć także burzową woń połączoną z zapachem ozonu. Do tego dochodzi także smród ludzkiego potu. Przechodząc do wrażeń dotykowych, można powiedzieć o znacznej twardości i elastyczności, a także o niebezpiecznie ostrych brzegach. W smaku zaś kompletnie sucha, wywołująca silne pragnienie.


Wygląd

Kolindar wraz z postępującą w jego ciele asymilacją z upiorem, coraz bardziej wyglądem upodabnia się do niego z czasów, gdy chodził po ziemi we własnej osobie. Blond włosy, długo nie strzyżone pokryły się popielatą czernią, która swą starczą aurą kontrastuje z dyskusyjnie młodą twarzą. Oczy koloru srebrzystej stali patrzą na świat niezmiennie kamiennym spojrzeniem, które miast fascynować oryginalną barwą raczej wywołują u patrzącego niepokój, niekiedy nawet dreszcz. Znużony wyraz twarzy wraz z całą posturę Kolindara dają raczej wątłe uczucie bezpieczeństwa, lub ujmując do dokładniej - takie, którego nie wiadomo czy łaknąć, czy unikać.
Przez długi czas podróżował nie mając przy sobie praktycznie niczego, skupiony na swojej osobistej krucjacie, jednak po jej zakończeniu powoli zaczynał zauważać drobne niedogodności. Z tego powodu widząc go dzisiaj na trakcie pierwszym, co rzuci się w oczy, jest tradycyjny strój łowców z krain opanowanych przez wampiry, co świadczy o ich nadnaturalnej wytrzymałości na przetarcia oraz deszcz. Składa się na niego sięgający kolan dwurzędowy płaszcz skórzany o strategicznie rozrzuconych klamrach na ramionach, biodrach i tułowiu, pozwalając ciasno owinąć się ubiorem, zachowując ciepło. Nogi chronione są pikowanymi spodniami, które dzięki swojej grubości i dobremu dopasowaniu - też za sprawą klamr - nie zawadzają podczas użytkowania, a dodatkowo stanowią lepszą ochronę ud niż standardowe materiałowe galoty. Buty na twardej podeszwie zostały uszyte z jednego kawałka skóry, przez co nawet brodząc po kolana w bagnie wilgoć nie dostanie się do środka, co w deszczowej krainie wampirów było jednym z głównych zmartwień podróżujących. Nie można też zapomnieć o jednym z ulubionych elementów wyposażenia Kolindara, a mianowicie o rękawicach. czarna skóra obita metalem, chroniącym kości przed złamaniem po odpowiednio silnym przydzwonieniu dowolnej twarzy. Praktyczne i skuteczne. Dodatkowym, choć generalnie zbędnym w tym wypadku wyposażeniem dowódcy jest brązowawy płaszcz, na którym łaty stanowią większość nad oryginalnym materiałem.
Po odpowiednio silnym użyciu magii, jego postać przechodzi znaczącą metamorfozę. Kształt ciała zamazuje się, a oczom postronnych ukazuje się niepokojąca figura w czerwony kapturze. Ubiór przybiera kolor nocy, rękawice oplatuje stal, a skryta twarz niknie; w jej miejsce zapalają się dwa niebieskie ogniki, wydające się całkiem pozbawione człowieczeństwa. Może być to jedynie twór wyobraźni, jednak tym, którym udało zbliżyć się do tej postaci Kolindara wydawało się, że słyszą cichy szept, pochodzący niczym z ust ducha Otchłani.


Charakter

Pozostawiony sam sobie Kolindar jest typem milczka - mało mówi, dużo robi. Lubi skupiać się na swoich obowiązkach, pozostawiając mało myśli błądzących w eterze. Gdy jest wystawiony na interakcje, stara się być uprzejmy. Nie bywa duszą towarzystwa, ale umie wyciągać z ludzi potrzebne mu informacje; stare nawyki. Zważając na swoją przeszłość dobrze idzie mu odgrywanie ról, które uskutecznia w nieznanych mu towarzystwach. Dla osób znajomych i dla wąskiej grupki których lubi stara się nie komplikować relacji. Posługuje się kłamstwem i intrygą tak jak większość ludzi - gdy jest mu to potrzebne. Jest to też jednym z następstw jego dotychczasowych doświadczeń. Nie polega na obowiązującym prawie. Jest zdania, że prawo które nie chroni ludzi jest nic niewarte. Zgorzknienie i zawód w tej kwesti uformowało jego podejście do życia. Nie ma większego celu, jego podejście do swojego istnienia ma dla niego bardzo małe znaczenie. W niektórych sytuacjach przekuwa to w altruizm, choć bardzo wątpliwy z punktu widzenia norm w społeczeństwie.

Atrybuty

Krzepa:Silny, Wytrwały,
Zwinność:Szybki,
Percepcja:Szczątkowy węch, Pozbawiony smaku,
Umysł:B. silna wola,
Prezencja:

Cechy specjalne

Klatka [K]Aodan jest uwięziony w ciele swojego żywiciela, jako że opuszczenie naczynia w bardzo krótkim czasie spowoduje dezintegrację jego istnienia
Teleportacja [Z]Umiejętność przydatna, lecz niepewna. Przenosi Aodana i jego naczynie na krótkie dystanse w naturalnej postaci upiora - czarnym dymie- jednak przez niestabilność upiora może w niespodziewanym momencie się przerwać, powodując zazwyczaj spektakularny upadek.

Umiejętności

Odnajdywanie źródeł magii [O]
Pływanie [P]
Polowanie [P]
Kowalstwo [P]
Walka ostrzami [W]
Łucznictwo [W]
Uniki [P]
Kreomagowanie [P]
Demonologia [O]
Prawo [W]
Walka bez broni [O]

Magia

        Sposób rzucania zaklęć: Rozkazy
Przestrzeni [U]Nic większego niż wiedza potrzebna do unoszenia i nadawania pędu przedmiotom. Niezawodna na rzeczy nieożywione, gorzej radząca sobie z wszelkimi formami życia
Istnienia [A]Specjalizacja w przywoływaniu broni i pancerzy. Może być to dowolna z tych rzeczy, jednak ograniczenie wynika z przymusu zobaczenia takiej broni osobiście choć raz w życiu. Dodatkowo, większość z przywołanych rzeczy po dłuższej stracie kontaktu z rzucającym rozpływa się, pozostawiając po sobie garstkę pyłu rozwiewanego przez wiatr.

Magiczne przedmioty

Towarzysz


Historia

Stukot kopyt i pochrząkiwanie koni rozchodził się po lesie, gdy grupa siedmiu mężczyzn pędziła poprzez mroki nocy między drzewami. Każdy z nich nasunął sobie na głowę kaptur, starając schronić przed mroźnym powietrzem z północy, który od kilku tygodni nawiedzał te rejony. Przy pasach i siodłach wisiały im wypchane po brzegi sakwy. Znajdowały się tam wina, jedzenie, a także połyskujące metalami szlachetnymi przedmioty, podejrzanie kontrastujące z brudnymi, zaśnieżałymi ubiorami ich posiadaczy. Niedługi czas minął gdy na swojej drodze napotkali osamotnioną na trakcie karczmę. Skierowali się od razu do stajni, jakby obeznani z architekturą budynku, zostawiając wodze chłopcu stajennemu. Odpięli sakwy, otrzepali kurz z płaszczy, po czym w grupie ruszyli ku wejściu tawerny.

- Mówię wam, drogi dzisiaj stały się niebezpieczne - sapnął Garen, gdy wreszcie pozwolili opaść swoim kościom na podłużne drewniane ławy. Laiyk machnął na karczmarza, który bez słowa skinął głową i zaczął przygotowywać kufle z piwem.
- Dobrze o tym wiemy, szefunciu - odparł Yalen, choć bardziej brzmiało to jak syknięcie węża. - My przecież jesteśmy tym niebezpieczeństwem!
- Do niedawna tak było, prawda. Jednak ostatnio w teren wyszedł jakiś mściciel, celujący w taki rodzaj jak my - Garen rozejrzał się ukradkiem dookoła. W sali nie było wiele osób; poza nimi widział jedynie karczmarza, pomagającą mu dziewczynę, jakiś dwóch upitych w trupa opojów i nieznanego mu jegomościa, który usiadłszy w kącie nasunął kapelusz na oczy, wyraźnie odpłynął.
- Masz na myśli przystojny, męski, niebojący się brudnej roboty jak my? - wyszczerzył się Laiyk. Karczmarz podszedł i zwinnie rozłożył przed całą siódemką kufle, a dodatkowo stawiając kosz z chlebem pośrodku. Garen przyglądał się jego pracy, lecz kontynuował dopiero, gdy mężczyzna się oddalił.
- Dokładnie ten. Dlatego ty Laiyk nie musisz się martwić - urodą nawiązujesz najwyżej do cielaka, którego matkę posuwał kozioł.
Grupa zarechotała szyderczo, poklepując złośliwie obrażonego. Laiyk przegryzł wargę i przysunął kufel bliżej, nie odzywając się już zbytnio.
- A teraz na poważnie. Gdy byliśmy ostatnio w Anvil, podkupiłem tamtejszego strażnika, który opowiedział mi, że w co większych miastach równiny Maurat pojawiły się plotki o "Palowniku". Ponoć stacjonujące tam rzezimieszki, od dłuższego czasu unikające kontaktu z prawem, nagle zostawali znalezieni z kompletnie zmasakrowanymi ciałami.
- Wróć - przerwał mu Yalen. - to skąd " Palownik"?
- A stąd - wyjaśnił Garen, dobitnie nielubiący, gdy się mu przerywa - Że większość tych ciał znajdowano nabite na miecze.
Ciche rozmowy ich grupy nagle ucichły, skupiając się całkowicie na słowach swojego zwierzchnika.
- I to jest w tym najbardziej niepokojącego - Nikt nie wie, jak ten ktoś to zrobił. jeśli ktoś wbił włócznię w ziemię i na to nasadził tego nieszczęśnika, to rozumiem. Ale jakim cudem przybito Łysego Anselma czterema mieczami do ściany sześć metrów nad ziemią?
- Coś mi świta w głowie - mruknął po chwili milczenia Caleb. - Gdy ostatnio byłem u zielarza po dostawę trucizn do moich strzałek, klienci za mną szeptali coś o podobnym człowieku. Miał być to były dowódca straży miejskiej Meot, który tropił jakiegoś mordercę od dłuższego czasu. Wyższym instancjom to się nie spodobało, bo zaczął docierać do faktów, które miały zostać głęboko zakopane pod ziemią. Nie jest to nic pewnego, ale ponoć został zabity w ciemnej uliczce, poza wzrokiem całego świata. Może to jego duch teraz przyszedł szukać zemsty?
- Ja słyszałem, że zabito mu żonę - wtrącił Hassan, przyciągając zdziwione spojrzenia.
- A ty to niby skąd wiesz?
- Moja żona pracuje jako barmanka w Złotym Pawiu w Meot. Zdziwilibyście się, ile zdobywa tam informacji.
- To opowiadaj - ponaglił go Garen.
- Ten człowiek też miał być dowódcą straży, więc te pogłoski chyba są faktem. Mówiono też, że podczas powrotu z jesiennego jarmarku stracił z nią kontakt, by kilka dni później znaleźć jej zwłoki wrzucone do rynsztoka. Przestano go wtedy widywać na posterunku, a ludzie powiadali, że widziano go przemykające po podejrzanych rejonach. Faktycznie mógł poszukiwać prawdy, czym naraził się komuś większemu niż sobie i prawdopodobnie sam sobie wykopał grób.
- No dobra, ale co te wasze opowieści mają do tych rozczłonkowywanych ludzi? - zapytał milczący dotąd Layik.
- I właśnie tutaj zaczyna się ciekawa część - wyszczerzył się Caleb, pobekując głośno. - Większość plotek kończy się w założeniu, że zdechł gdzieś pod płotem. Jednak później zaczęto znajdować ciała. Postronni gapie rozdygotani opowiadali, że widzieli latająca w powietrzu ostrza, unoszące, a potem bezlitośnie miażdżące ciała o ściany budynków. Gdzieś ktoś tam ponoć widział jakiegoś osobnika, jednak nie potrafił podać nic oprócz czerwonego kaptura, który tamten miał na sobie.
- Czyli mówisz nam, że ten umarlak nagle zyskał demoniczne moce i co, zaczął mordować postronnych ludzi? - Garen splunął na podłogę.
- Nie postronnych. Rabusi, złodziei, bandytów. I to najwyraźniej konkretnych, bo wielu uszło z życiem; a patrząc na metodykę tego szaleńca, raczej nie mieli wiele do powiedzenia co do swojego życia. Znalazło się też kilku wysokich urzędników, przez co nagle stało się to sprawą państwową. Rozesłano listy gończe, okup wzrastał z każdym dniem i z każdym ciałem. Nagle jednak wszystko ustało. Jak za dotknięciem magicznej różdżki skończyły się ciała.
- Przestał zabijać? - dopytał się Caleb.
- No nie do końca - odparł Garen. - Może i w Meot ucichło, ale nagle znajome mi szajki zaczęły cichnąć. Chyba przeniósł się w teren, i teraz ściga grupy jak nasza.
- Tak nagle zmieniła mu się branża? Przecież to popieprzone - warknął Yalen, stawiając pusty kufel na rogu. Karczmarz podszedł żwawo, zbierając puste kufle. Wszyscy jednak zamarli, gdy usłyszeli cichy, lecz przebijający się przez całą salę głos.
- To nie była jego żona, lecz bardzo bliska przyjaciółka. Jej mordercę znalazł już na samym początku, ale puścił go, gdy dowiedział się o większym planie za tym wszystkim. Nie zginął w ciemnej uliczce, lecz bliski śmierci i osamotniony znalazł tam niespodziewaną pomoc. Tropił i karał wszystkich, którzy wiedzieli i nic nie zrobili. Którzy nie wiedzieli, a przyłożyli do tego rękę. Którzy wzięli za to pieniądze. A gdy skończyli się winni, opuścił miejsce, z którym nic go już nie łączyło.
Zapadła cisza. Wszyscy zebrani na sali wstrzymali oddech, jakby niepewni, czy pozwolono im oddychać. Wiercący w uszy bezdźwięk przerwał nagle głos:
- Jak on to robił? Jak ich wszystkich zabił?
Garen i Caleb zwrócili gniewne spojrzenia w stronę Layika, który rozłożył ręce w geście " No co?".
- Władcy miasta mieli do ukrycia o wiele więcej, niż mogłoby się wydawać. Grzebanie w sprawach państwa spuściło ukryte ogary żądne krwi. Dowódca zapędzony w kozi róg został ogłuszony, zaprowadzony do lochów, a tam torturowany, by wyjawił ile wie. Nawet czysta szczerość im nie wystarczyła. Niedługo mu zajęło domyślenie się, że wcale im nie chodziło o informacje- był to po prostu okrutny sposób za pozbycie się świadka. Przebywał tam tak długo, mimo że w rzeczywistości nie minęło dużo czasu, że przestał rozróżniać sen i bycie świadomym. Zakwestionował całe swoje życie, bycie człowiekiem prawa i sprawiedliwości. Jaka bowiem sprawiedliwość pozwalała na takie cierpienie. Wtedy, pojawił się on.
Garen obrócił się nieznacznie w stronę chłopaków i dał znak głową. Caleb powoli podniósł się z siedzenia, sięgając po swoją miniaturową kuszę zza pleców. Yalen zsunął się z ławy, po czym bezszelestnie zaczął przemieszczać się pod ścianą w stronę nieznajomego, który kontynuował swój monolog.
- Duch z Otchłani, którego przyciągnęła udręka strażnika. Sam był w pośpiechu, gdyż w podziemiach nie pozwalano na samowolne kontaktowanie się z powierzchnią. Mając mało czasu, zaproponował mu układ, na którym obaj by skorzystali. Człowiek zyskałby moc, dzięki której odpłaciłby się wszystkich, którzy ściągnęli na niego nieszczęście. Upiór zaś zysykałby naczynie i moc, którymi uciekłby z krainy demonów - przybysz uśmiechnął się słabo pod kapeluszem. - Jak się później okazało, miał też co innego na względzie, czym mógł się od razu podzielić.
- Co się więc z nim stało później? Z tym dowódcą? - zapytał Garen, sięgając powoli po nóż przy boku. Jego ludzie powoli zajmowali już miejsca, reszta zaś ostentacyjnie mlaskała chleb i dopijała resztki piwa, by zrobić jak najwięcej niepodejrzanego hałasu.
- To co uznał za słuszne - skwitował krótko człowiek. - Wymierzył sprawiedliwość tym, którzy zbaczyli z drogi prawa. Odebrał życie tych, którzy na to zasługiwali. A potem usunął się ze światła pochodni, zstępując w cienie za murami miasta - nieznajomy wreszcie odchylił kapelusz, spod którego dało się ujrzeć błysk dwóch srebrnych tęczówek. - Gdzie zajął się parszywcami jak wy.
Krótki okrzyk Garena dał znak. Caleb wypuścił strzałkę, która jednak nim dotarła do celu, została odbita szybkim błyskiem, który okazał się szerokim sztyletem wbitym w stół przed przybyszem. Yalen rzucił się ze zduszonym okrzykiem przed siebie, jednak nagle dwa ostrza pojawił się znikąd i z morderczą siłą przyszpiliły go do ściany przez gardło i brzuch. Nieznajomy z impetem wstał z siedzenia, odpychając stolik na bok. Jego postać spowił ogień, po czym z dymu wyłonił się przerażający widok. Człowiek miał teraz czerwony, tlący się jeszcze od ognia kaptur, spod którego jaśniały oślepiająco dwa niebieskie ogniki. Cichy szept rozchodził się pośród trzaskania ulatującego ognia. W mgnieniu oka rozbłyski w każdym kącie sali rozpaliły się, a błyskające ostrza włóczni i mieczy z przerażającym świstem przeleciały przez karczmę, przebijając i zabijając na miejscu większość kompanii rabusiów. Najmłodszy, Layik, z przemoczonymi spodniami zaczął czołgać się do tyłu z oszalałymi ze strachu oczami.
- Zaraz, chwila! N-nie możesz mnie osądzić bez sądu, wyroku. To niezgodne z prawem! - wypiszczał, zasłaniając się ręką. Palownik ruszył w jego stronę, materializując katowski miecz w ręku.
- Ja jestem prawem - warknął.

Po pozostającym w pamięci spotkaniem z człowiekiem wydawałoby się równie zniszczonym co i on, Kolindar udał się w jedynie sobie znanym kierunku, mając nadzieję na znalezienie odpowiedzi na nurtujące go pytania. Coraz więcej podróżując, powoli zaczął otrząsać się z łańcuchów, które od dawna skuwały jego umysł. Powoli, jakby nieumiejętnie, rozpoczął otwierać się na nowe możliwości, choć walka z ogólno pojętym złem dalej zajmowała część jego myśli.
Cóż za ironia z jego strony.

Dane gracza: Kolindar

Nazwa użytkownika:
Kolindar
Ranga:
Błądzący na granicy światów
Inne Postacie:
Slade,
Martwe postacie:
Płeć:
Mężczyzna
Status:
OFFLINE
 
 
PW:
Wyślij prywatną wiadomość
Grupy:
Dołączył(a):
Śr lip 04, 2018 12:54 pm
Ostatnia wizyta:
N wrz 30, 2018 10:26 pm
Liczba postów:
17 | Znajdź posty użytkownika
(0.02% wszystkich postów / 0.10 posty dziennie)
Ostatni post:
Prośby do Pani Losu
So paź 06, 2018 7:34 pm
Najaktywniejszy w dziale:
Równina Drivii
(Posty: 9 / 52.94% postów użytkownika)
Najaktywniejszy w wątku:
[Okolice jeziora Doren] Karczma "Pijany alchemik"
(Posty: 9 / 52.94% postów użytkownika)
cron