Profil użytkownika Sugarro

Avatar użytkownika

Ogólne

Potęga:
Imię: Sugarro z Klanu Szczęścia
Rasa: Centaur
Wiek: Około 239 lat


Aura

Emanacja jest słaba, jednakże jej powłoka należy do tych ponadprzeciętnie twardych, kompletnie nie do zarysowania. Spod niej wydobywa się szmaragdowe światło z rubinowymi drobinkami, przypominającymi świetliki. Całość została niedbale, ale konkretnie pomazana farbą w kolorze żelaza. Gdzieniegdzie przemykają drobne linie kobaltu przypominające pulsujące żyły, przyozdobione miedzianymi drobinkami. Aura nie szczyci się żadnym dźwiękiem, aczkolwiek towarzyszy jej przesłodka kwiatowa woń. Ponadto, choć zwykle bywa sztywna, to czasami zachwyca niespodziewanymi, elastycznymi ruchami. Jej końce są tępe, więc ciężko się nimi zranić, jednakże nieco wyżej powłoka między gładkimi powierzchniami jest także chropowata na tyle, by się móc przypadkowo skaleczyć. Pozostawia po sobie pikantny posmak, niezwykle wzmagający pragnienie.


Wygląd

Sugarro to dosyć stereotypowy mięśniak o ponadprzeciętnych rozmiarach i dopasowanym do wielkiej siły ciele, o ile można o takim czymś mówić w przypadku centaura. I choć zbroja nie często pozwala na to, to jednak jeśli spróbować, można dostrzec nieco uroku w wyglądzie naturianina, choć jest to ten specyficzny rodzaj piękna, za którym nie wszyscy przepadają.





Ciało centaura


Zwalisty Olbrzym - te dwa słowa doskonale podsumowują go w całości, na kopytach zaczynając, po czubek głowy kończąc. Ważący ponad trzydzieści osiem centarów (około półtora tony) oraz mierzący aż trzy kroki (około dwa i jedna dziesiąta metra) w kłębie, ten centaur mógłby spokojnie konkurować o tytuł największego przedstawiciela swojego gatunku. Rzecz jasna, jego ciało to tułów konia, z którego to, w miejscu, gdzie powinna być szyja, wyrasta górna część człowieka, przez co jego wysokość od ziemi do czubka głowy, gdy jego ciało jest wyprostowane, to ponad cztery kroki (około trzy metry). I choć mogłoby się wydawać, że z takimi rozmiarami musi być on dość groteskowym stworzeniem, to jednak jego ciało, zarówno końska, jak i ludzka część, jest zadziwiająco proporcjonalne.

Zarówno powierzchnia jego ciała, pokryta futrem o ciemno-kasztanowej maści, jak i skóra o jasnej karnacji pochwalić się mogą porozrzucanymi gdzieniegdzie bliznami, pamiątkami po walkach, które stoczył z ludźmi. Jest to jednak dosyć pasujący dodatek, biorąc pod uwagę to, iż jest on widocznie umięśniony, a jego ludzka sylwetka jest mocno zbudowana - co za tym idzie, ocieka wręcz męskością. Długi, bujny ogon o prostym włosiu dodaje tej specyficznej, centaurzej urodzie czegoś bliżej nieokreślonego, co może od niechcenia można by było nazwać pięknem.

Przechodząc do jego twarzy, pomimo dosyć znacznego wieku zachował on urodę młodego mężczyzny - ostre rysy twarzy, na której to nie da się spostrzec żadnych poważnych oznak upływających lat, jak i również spojrzenie brązowych oczu, pełne energii i życia, to cechy charakterystyczne Sugarro. Poza tym jednak jego głowa jest raczej przeciętna - nos jest dosyć typowy, nie za duży, nie za mały, jego słaby zarost zaś, pokrywający powierzchnię nad ustami, jak i również u dołu głowy, jest w miarę zadbany. Jego włosy mogą rzucać się nieco bardziej w oczy, posiada on bowiem brązowe, mocno kręcone loki, które niemal sięgają do jego ramion.





Ubrania i Ekwipunek


Jak na naturianina przystało, zawsze był blisko natury, co oczywiście oznaczało, że utrzymywał ukrywanie swojego ciała do praktycznego minimum. Nie nosił także przy sobie niczego, nie było bowiem w jego życiu przedmiotu na tyle ważnego lub potrzebnego, by ten był zawsze pod ręką. A przynajmniej tak było do czasu, kiedy to zdobył swoją zbroję wraz z Kopią. Warto zaznaczyć, iż ten ekwipunek wykuty został ze specyficznego metalu, prawdopodobnie nasączonego swego rodzaju naturalną magią, przy każdym silniejszym uderzeniu bowiem metal nagrzewa się i sypie się z niego snop iskier, które są w stanie wywołać ogień oraz poparzenia.

Pancerz po założeniu w pełni zakrywa całą ludzką część ciała Sugarro, a także najbardziej narażone na ataki części końskie, takie jak grzbiet, miejsce poniżej ludzkiego fragmentu ciała oraz fragmenty nóg. Ludzki fragment zbroi został zbudowany tak, by zapewnić wymagane minimum ruchów potrzebnych w walce, oferując jednocześnie tak dużo ochrony przed atakami, jak to było możliwe. Zbudowana z wielu grubych, połączonych ze sobą na różne sposoby płyt, ozdobiona jest z wierzchu ostrymi krawędziami oraz strukturami przypominającymi rogi bądź kolce, które nie tylko stanowią zagrożenie dla wroga będącego za blisko, ale także służą do straszenia potencjalnych przeciwników. Na tej samej zasadzie zbudowany hełm ogranicza pole widzenia tak bardzo, jak to było możliwe, w zamian za poziom ochrony niespotykany w gorzej zaprojektowanych pancerzach.

Końska część zbroi została zbudowana niemalże na odwrót - zakrywa tylko to, co niemal na pewno mogłoby być celem wroga, w zamian niemalże nie ograniczając ruchów i nie ciążąc aż tak podczas chodu czy też nawet galopu. Grubość metalu prawie nie została zmieniona, co by pancerz mógł wytrzymać tyle, co ludzka część, dzięki czemu zarówno płyty pokrywające cały grzbiet, jak i kawałki pancerza na nogach, odsłaniające jedynie stawy oraz tylną część nóg, potrafią zatrzymać większość konwencjonalnych ataków.

Jego broń, z którą to nie rozstaje się, jeśli to tylko możliwe, stanowi kopia o rozmiarach i wadze, które zachęciłyby ludzkiego wojownika. Dwa i pół centara (około sto kilogramów) metalu zostało ukształtowane w broń o rękojeści długiej na dwa łokcie (około jeden metr dwadzieścia centymetrów), z której to końca wyrastała część właściwa broni, długa na ponad pół pręta długości (około dwa i pół metra), licząc od szerokiej, zdobionej podstawy aż po ostro zakończony koniec.





Zachowanie, głos, mowa ciała


Jest dosyć prostą istotą o raczej niezbyt wybitnym intelekcie, nic więc dziwnego, że tak też się prezentuje. Głos jego donośny, o niskim tonie; na sam dźwięk słów wydobywających się z ust Sugarro umysł zaczyna wyobrażać sobie osiłka bądź najemnika, do którego to taki głos by pasował. I nie byłoby to dalekie od prawdy, bo tak też się zachowuje centaur, przynajmniej pod względem mowy ciała - nie dba on bowiem o swoją postawę, a także wykonuje gesty często przypisywane zbirom, jak choćby spluwanie na ziemię czy też przybieranie agresywnej pozy przy rozmawianiu z nieznajomymi. Często nie może ustać w miejscu przez długie chwile, dlatego też zdarza mu się albo tupać kopytami o podłogę, albo też zacząć powolny kłus po okolicy.


Charakter

Sugarro jest prostą istotą - jeśli czegoś chce, to stara się to osiągnąć. Jeśli po drodze coś nie idzie po jego myśli - narasta w nim gniew, aż w końcu płomień tej emocji pochłonie przeszkodę na drodze centaura. Kiedyś idealny członek klanu, teraz, za sprawą utraty samokontroli nad swoimi emocjami, jest inny. Gorszy, można by rzec.

Odkąd opuścił klan, szukał sposobu na to, jak ugasić swój gniew, który niezwykle łatwo wzbudza się z byle powodu. Jest gotowy zrobić wiele, by tylko ukoić swoje nerwy - kiedyś był gotowy zrobić wszystko, ale pewnego dnia przekroczył granicę. Sprawiło to, iż gniew, który go ogarniał, przestał dotyczyć innych, a zamiast tego rozbrzmiewał w wyniku niezmiernego poczucia winy, przez co trudniej ugasić go było dawnymi sposobami. Dzięki temu wydarzeniu nabrał też pokory i świadomości tego, w jak kiepskim stanie jest jego psychika. Z tego też powodu zaczął pracować u Imeldy, szukał bowiem czegoś, co nie tylko pozwoliłoby mu ukoić nerwy, ale także byłoby, w przeciwieństwie do atakowani ludzkich osad, bardziej spokojnym zajęciem.

Praca przy dzieciach daje mu niejaką ulgę. Może i nie jest w pełni spokojny, ale przez większość czasu panuje nad swoim gniewem. Nie oznacza to jednak, że nie zdarza mu się utracić kontroli. Jest więc niczym niebezpieczne zaklęcie, gotowe wybuchnąć w każdej chwili. A gdy ogarnie go gniew, można powiedzieć, iż staje się w pewnym sensie zaślepiony - nie każde rozumowanie do niego dotrze, a i niezwykle łatwo mu wtedy wylewać tę złość na innych - czy to fizycznie, czy w inny sposób.

Rzecz jasna, w obecnych czasach Sugarro nie chce, by tak było, dlatego też stara się jak może, by nie być zagrożeniem. W wyniku tego często bywa bardzo konkretny podczas rozmów z innymi, oschły nawet, nie chce bowiem ryzykować poprzez otwieranie się wobec innych. Unika on też zbędnych kontaktów z innymi, jeśli jest to możliwe i jeśli wie, że robiąc tak, nie zaszkodzi swoim relacjom z daną osobą. W kwestii kontaktów z innymi warto też wspomnieć, iż sierociniec, w którym uczy, jest dla niego niejako drugą szansą w jego oczach - traktuje on to miejsce jak klan, o który może zadbać, tym razem bez krwawego zakończenia.

Jako naturianin szanuje wszystkie wytwory Matki Natury, a także prawie każdą rasę. Ma oczywiście awersje do ras wywodzących się od zła bądź śmierci, jak również wobec ludzi - ludzie bowiem byli pierwszą rasą, jaką spotkał po opuszczeniu klanu i wrażenie, jakie na nim wywołali, zostało w umyśle Sugarro do dziś. Z tego to powodu widzi on w tych “dwunogach” wroga natury, wobec którego nie musi hamować swojego gniewu, a którego nawet trzeba obdarować jak największą ilością takowego.

Jest mocno przywiązany do legend i tradycji, które pamięta jeszcze z czasów, gdy starał się być jak najlepszym członkiem klanu Szczęścia; pamięta słowo w słowo każdy z mitów, każdą historię, każde ustne przesłanie, które było warte zapamiętania. Lubi także słyszeć takowe pochodzące od innych ras, choć tych - jak dotąd - zna niewiele.

Atrybuty

Krzepa:Stalowe mięśnie, Niezłomny, Odporny,
Zwinność:Niezbyt zręczny, Szybki, Niedokładny,
Percepcja:
Umysł:Niezbyt bystry, Niezbyt błyskotliwy, Słaba wola,
Prezencja:Ładny, Barbarzyński,

Cechy specjalne

Cechy rasowe - Centaur [D]Jak na centaura przystało, potrafi rozmawiać ze zwierzętami i roślinami. Ma on również potencjał magiczny wynikający z jego urodzenia, jednak nigdy nie ujawniła się w nim żadna zdolność włądania magią, jak i również nie jest on wystarczająco inteligentny, by samodzielnie opanować arkana magii, przez co jest to jedynie nic nieprzydatną ciekawostką.
Niegasnący Gniew [Z]Odkąd opuścił swój klan w przypływie gniewu, ta emocja na zawsze zamieszkała w jego sercu, rosnąc z każdą możliwą chwilą. I choć obecnie źródłem wściekłości centaura jest jego własne poczucie winy, to jednak to uczucie wciąż nabiera sił, w wyniku czego Sugarro musi uspokajać się na różne sposoby, co by nie zaćmiło to w pełni jego umysłu. Jak dotąd skuteczne w uciszaniu furii było atakowanie bezbronnych, jednak obecnie Sugarro przeszedł na opiekę nad dziećmi, która choć nie tak skuteczna, to jednak jest o wiele łatwiejsza. W niewielkim stopniu pomaga też gra na flecie lub spokojna osoba z osobą, której centaur ufa.

Umiejętności

Walka Wręcz (i kopytami) [W]
Polowanie [W]
Przetrwanie [W]
Kulturoznawstwo - Centaury [W]
Walka Lancą [O]
Gra na Flecie [O]
Rolnictwo [O]
Zadawanie bólu [P]
Pływanie [P]
Nauczanie [P]
Kulturoznawstwo [P]
Wiedza o Rasach [P]
Czytanie i Pisanie [P]

Magia

Nie potrafi używać magii.

Magiczne przedmioty

Zbroja i Lanca [ZAC]Metal, z którego jest wykonany zarówno pancerz, jak i broń Sugarro, jest nasączony magią - prawdopodobnie pochodzenia naturalnego - która sprawia, iż metal po każdym mocniejszym uderzeniu o cokolwiek nagrzewa się, eksplodując zarazem snopem gorących iskier zdolnych do podpalania okolicznych przedmiotów oraz powodowania oparzeń. Zbroja ani też lanca nie zużywają się szybciej przez to, jednak temperatura metalu może wzrosnąć do stopnia, gdzie noszenie bądź używanie tego metalu w walce staje są niebezpieczne.

Towarzysz


Historia

“Krwi nie zmyjesz, bo ta zostawia dwa ślady - jeden na uzbrojeniu, drugi na sercu. Owszem, zbroja może lśnić, ale serce, póki bije, wciąż obciążone jest posoką zabitych” ~ Sugarro







Wspomnienia Członka Klanu



Wiele, wiele lat temu istniało miejsce w Dolinie Maurat, gdzie nikt się nie zapuszczał ze względu na brak czegokolwiek, co mogłoby wzbudzić zainteresowanie, bądź mogłoby służyć za źródło zarobku. To właśnie tam, od czasów, których niewielu pamięta, istniał klan centaurów o wdzięcznej nazwie Klan Szczęścia. Ze względu na swoje położenie, jak i również na to, że członkowie klanu zdawali się wystarczająco zadowoleni z życia bez przemierzania odleglejszych terenów, byli oni w pewnym sensie odizolowani od reszty świata, żyjąc własnym życiem i nie przejmując się tym, co może istnieć poza granicami tego, co nazywali domem.

Z tego względu nazwa klanu była szczególnie na miejscu - od setek lat żadna tragedia nie dotknęła którejkolwiek z rodzin będących częścią tego społeczeństwa, największe niebezpieczeństwo zaś, jakiego mogli się spodziewać, to spontaniczny pożar okolicznych terenów bądź ukąszenie przez wystraszone jadowite zwierzę. Z tego to powodu kolejne pokolenia kładły coraz mniejszy nacisk na walkę i trening do tejże przygotowujący. Zamiast tego, cieszyli się życiem, dopóki ono trwało.

Przynajmniej tak było w przypadku większości centaurów. W którymś pokoleniu bowiem znalazło się dwóch braci. Ich narodziny były zwyczajne, lecz to, co im towarzyszyło, już nie. Centaur, którego to Matka Natura obdarzyła zdolnością odczytywania przyszłości innych, stwierdził, iż każdy z nich - w swoim czasie - zmieni nieodwracalnie klan Szczęścia. Rzecz jasna wszyscy odebrali to za dobrą nowinę - ci, którym na myśl przyszło, że to może równie dobrze oznaczać tragedię, nie śmieli nawet otworzyć ust, co by nie obrazić matki i ojca nowo narodzonych.

Ledwo zaczęli galopować, a ich rozwój poszedł w dwie przeciwne strony w każdej możliwej dziedzinie. Peperro był wątłym, niemalże zniewieściałym blondynem, co zresztą dobrze współgrało z jego nad wyraz niskim potencjałem fizycznym. Rekompensował to sobie jednak tym, że magia zdawała się współgrać z nim na równi z tym, jak lewa ręka współgra z prawą; już kilka dni po urodzeniu potrafił - nieświadomie - kontrolować magię. W wieku kilku lat potrafił w pełni zapanować nad skutkiem tego, co wywoła, a gdy nadchodziły jego trzydzieste urodziny, czyli czas, po którym został uznany za pełnoprawnego członka klanu, nawet wszyscy inni członkowie centaurzej wspólnoty razem wzięci nie potrafili przewyższyć Peperro pod względem czystego potencjału magicznego czy nawet zdolności korzystania z tychże.
Był on także niezwykle inteligentnym osobnikiem, który bez trudu potrafił nie tylko pochłaniać wiedzę starszych, ale także na jej podstawie zdobywać nową.

Brązowowłosy Sugarro, jak wcześniej wspomnianio, różnił się od Peperro diametralnie. Rósł w niespotykanym, czasami nawet niepokojącym tempie, przez co górował nie tylko nad swoimi rówieśnikami, ale także nad centaurami o kilka lat starszymi od niego. Na dodatek jego ciało nabierało zarówno siły, wytrzymałości jak i również czysto męskich cech, z zastraszającą prędkością. Gdy był ledwie nastolatkiem, dorównywał wysokością w pełni dorosłym członkom klanu, a na widok tego, jak jest umięśniony, żartowano, iż bliżej mu do bycia w połowie bykiem, niż koniem. Sugarro zdawał się być w pełni tego świadomy i akceptował to, bowiem na tym skupił swój rozwój - na trenowaniu swojego ciała w celu wzmocnienia jego aspektów fizycznych. Był on z tego powodu jednym z nielicznych centaurów klanu Szczęścia, który z własnej woli pielęgnował - niejako zaniedbaną przez jego współbratymców - sztukę walki. Nie był może zbyt bystrym przedstawicielem swojej rasy, ale fascynowały go tradycje klanu, jego historia oraz legendy, co zresztą wyuczyło w nim silne zasady moralne, jak i również przywiązanie do społeczeństwa, w którym to żył.

Chociaż obydwoje różnili się od siebie znacznie, to jednak jeden brat wspierał drugiego i cieszył się jego szczęściem. Razem często spędzali czas oraz rozmyślali nad tym, w jaki sposób każdy z nich zmieni klan na lepsze. Peperro od zawsze wiedział, że chce zostać szamanem klanu, co by jego magia i wiedza mogły służyć dobru wszystkim w każdą godzinę dnia. Sugarro z początku nie wiedział, kim będzie, jednak z czasem zdecydował, iż jego przeznaczeniem musi być zostanie wodzem, co by jego siła mogła obronić klan przed wszelkim zagrożeniem, a jego zasady zaś byłyby przykładem dla młodszych pokoleń.

Marzenie Peperro spełniło się tak szybko, jak to było możliwe - Ledwie przyznano mu, ze względu na trzydzieste urodziny, tytuł pełnoprawnego członka klanu, a dotychczasowy szaman oddał swój tytuł jemu, widząc w nim potężną magię oraz godnego zastępce. To zdarzenie, wraz z ciągłym zapewnianiem ze strony brata, że i jego pewnie spotka szczęście, sprawiło że Sugarro starał się jeszcze bardziej pokazać się jako dobry potencjalny wódz klanu. Pomagał wszędzie, gdzie jego rozmiary i siła były atutem, nieważne, czy został poproszony o asystę. Rzecz jasna wszyscy byli mu za to wdzięczni za to, że z jego pomocą nie tylko lżej było, ale także szybciej szły codzienne obowiązki członków Klanu.

W ten sposób minął rok, później kilka lat, a jeszcze później kolejne kilkanaście. Zanim wybiło Sugarro sto lat, nadszedł czas, na który tak cierpliwie czekał. Obecny wódz był już za stary, wybrał więc swojego zastępcę, lecz nie był nim Sugarro, a inny, mniej wyróżniający się wśród naturian osobnik. Tego dnia Sugarro wyraził swój sprzeciw, kiedy tylko ta wieść dotarła do niego. Z trudem opanowując gniew, przemówił do wszystkich, przysięgając, że postara się jeszcze bardziej, co by następnym razem to on stał się osobą odpowiedzialną za opiekę nad klanem. Nie były to rzecz jasna słowa rzucone na wiatr, o czym świadczyła jego śmiertelnie poważna mina. Od tego czasu Sugarro nie miał dla siebie litości - jeśli coś było to zrobienia, a on był w stanie to zrobić, to wtedy robił to najlepiej jak umiał. Możnaby powiedzieć, że przemienił swój gniew na energię, której nadmiar nie dawał mu spać spokojnie w nocy.

To wszystko jednak nie zmieniało jednak faktu, że krew kipiała mu dziką furią za każdym razem, gdy przypominał sobie, że ktoś inny został uznany osobą bardziej godną od niego na stanowisko wodza. Gdy tylko miał wolną chwilę, odchodził w okoliczny las, gdzie wyładowywał swój gniew na drzewach, które łamał - a czasem i powalał - uderzeniami swych mocarnych kopyt. W gorszych momentach własnymi pięściami bił w pnie drzew, nieraz pozostawiając po nich wyraźne ślady pod postaciami wgnieceń. Choć mogło to wydawać się drastyczne jak na naturianina, to jednak dzięki temu panował nad swoim gniewem, który ze względu na centaurze pochodzenie, był niezwykle łatwy do wzniecenia i tak samo trudny do utrzymania w ryzach.

Tak oto upłyneło wiele, wiele lat. Sugarro, choć nadal wypełniał swoje obowiązki wobec klanu, był oschły wobec wszystkich, nawet wobec własnego brata, któremu w głębi serca zazdrościł sukcesu w spełnieniu marzenia. Wielu tłumaczyło mu, że może bycie wodzem nie jest mu pisane, lecz szły te słowa na marne, centaur bowiem był uparty jak osioł, a nawet gorzej. Najgorsze było jednak to, że z każdym rokiem, który przemijał, furia coraz bardziej pochłaniała naturianina. Pragnął jedynie tytułu, który byłby okazaniem wdzięczności klanu wobec jego czynów, ale ten nie dość, że wciąż był nieuchwytny, to na dodatek na jego oczach był nadawany słabszym osobnikom.

W końcu nadszedł dzień, kiedy Sugarro nie wytrzymał. Minęło ponad dwieście dwadzieścia wiosen od jego urodzenia, a on wciąż, pomimo całej ciężkiej pracy, pomimo poświęcenia, był jedynie zwykłym członkiem klanu. Coś w nim pękło. Wykrzyczał wszystkie, dosyć nieliczne, przekleństwa, jakie znał, w stronę swojego klanu. Oskarżył ich o zaniżanie jego osiągnięć, o ignorowanie jego czynów, o to, że najwyraźniej nie zaakceptowali go jako członka klanu. Wszyscy rzecz jasna - zgodnie z prawdą - zaprzeczali. Lecz na nic słowa rodziny, przyjaciół, on już zdecydował. Rzucając groźbę, iż pożałują tego, jak go potraktowali, zaczął galop w pierwszym lepszym kierunku.




Wspomnienia Mordercy


Pierwsza wioska ludzi, jaką spotkał, była ledwie kilkunastoma drewnianymi budynkami ustawionymi obok siebie. Była, bowiem Sugarro z pomocą swoich kopyt i gołych rąk zdołał zutylizować znaczną część drewna w drzazgi. Tamtejsi mieszkańcy nie spodziewali się czegoś takiego, ale gdy tylko dotarło do nich, że naturianin jest gotowy stratować ich w swoim szale, uciekli jak najdalej w stronę najbliższego miasta, szukając schronienia. To była jego pierwsza interakcja naturanina z rasą ludzką, jednak centaurowi nie przeszkadzało to zbytnio. Zniszczenie, które przyniósł na ludzką osadę, dało mu - jak się później okazać miało - chwilowe ukojenie nerwów, zaś przyjrzenie się temu, jakie rzeczy pozostawili po sobie ludzie, sprawiło, iż nie dręczyły go wyrzuty sumienia. Tutejsi byli bowiem myśliwymi, więc oczywiste było, że skóry zabitych zwierząt i wypchane trofea były w niemal każdym domu. Choć porzucił swój klan, nadal był centaurem, czyli niejakim obrońcą natury, nic więc dziwnego, że na tej podstawie zaczął widzieć rasę ludzką jako wrogów, na których śmiało może spaść jego wciąż gorejący gniew.

Skorzystał ze wszystkiego, co tylko było przydatne, a co znalazł pośród roztrzaskanych domów - zjadł, napoił się, a także miał szczęście trafić na kilka książek w Mowie Wspólnej - nie wiedział bowiem, czy ludzie będą z tego języka korzystać - które to ukazały mu skrawek kultury tej dwunożnej rasy. Co by tu nie mówić, Sugarro miał jeden powód więcej, by pod ciężarem swych kopyt przynieść cierpienie i ból na tych, którzy wyglądają na wrogów Matki Natury.. Wiedział, że uciekający mieszkańcy pobiegli do najbezpieczniejszego miejsca, jakie znali, dlatego nie poszedł ich śladem, zamiast tego obierając inny kierunek. Może to był jego pierwszy raz poza terenami należącymi do już-nie-jego klanu, ale nie oznaczało to, że bał się nieznanego, wręcz przeciwnie - krew kipiała mu w żyłach nie tylko ze złości bowiem, ale także od żądzy poznania tego, co jeszcze będzie miał okazję ujrzeć swoimi oczami w tym zadziwiająco ogromnym i dotąd nieznanym dla niego świecie.

Znalazł w ten sposób dwie podobne wioski, które skończyły tak samo, jak pierwsza - wszyscy mieszkańcy uciekli, nim dosięgnął ich gniew centaura, zaś z budynków zostały okaleczone struktury, które już nie nadawały się do zamieszkania. Po raz kolejny posilił się kosztem tych, którzy to uciekli, a także zyskał nieco wiedzy, która utwierdziła go w jego postępowaniu. Widział w dotychczas spotkanych ludziach tylko osoby wykorzystujące naturę ponad wszelkie granice, dlatego też uznał, że dalsze rozładowywanie jego wciąż narastającego gniewu w ten sposób będzie zarazem dobrą karą dla tych istot, u których brak poszanowania dla zieleni.

Kilka drobnych wiosek później zdarzył się moment, kiedy to gniew Sugarro osłabł na tyle, by ten postanowił w bardziej pokojowy sposób zapoznać się z mieszkańcami kolejnego miejsca, do którego dotrze, idąc przed siebie. Oczywiście w jego przypadku “bardziej pokojowy” oznaczało jedynie, że zamiast aktywnie niszczyć budynki i przeganiać ludzi, centaur postraszy ich jak tylko może, w międzyczasie zdobywając tak wiele cennych informacji - i zapasów - ile mógł. Było to łatwe, bowiem tak jak wcześniej, nie natknął się na kogokolwiek, kto byłby choćby gotowy do walki z nim. O dziwo, wystraszeni ludzie byli gotowi oddać mu niemal wszystko w zamian za to, że nie zostaną stratowani przez ogromnego naturianina, co było dla Sugarro bardzo przydatne. Z tego też powodu, gdy zjadł, co dał radę zjeść i gdy dowiedział się tego, co mógł od tutejszych, ruszył dalej, by z mieszkańcami kolejnych wiosek zrobić to samo.

Powoli zaczynał mieć pełen obraz ludzkości, której to przedstawicieli zaczynał określać za pomocą nowo poznanego słowa - heretyk. Lubił, jak ono brzmiało, a także jego znaczenie pasowało do powodu, przez który to nie pałał on do dwunożnych sympatią. W ten oto sposób nachodził kolejne wioski “heretyków”, łagodząc swój gniew ich kosztem. Już od początku jego zachowanie zwracało na niego uwagę osób, które to odpowiedzialne są za pilnowanie porządku, jednak dopiero po kilkudziesięciu dniach Sugarro został dogoniony przez pościg - grupę ciężko uzbrojonych rycerzy na koniach. Mówiąc w dużym uproszczeniu, walka okazała się nieunikniona. Chociaż centaur ostatecznie wygrał, to jednak ucierpiał od broni przeciwników. Po części zazdrościł im pancerza, który to wytrzymać potrafił kilkanaście jego najsilniejszych ciosów. Postanowił, iż zanim zwróci na siebie uwagę poprzez najazd na kolejną osadę, spróbuje pozyskać uzbrojenie podobne do tego, które posiadali ludzie.

Nie było to jednak łatwe. Żaden ludzki kowal, nawet pod groźbą śmierci, nie podołał zadaniu - Sugarro żądał bowiem wykonania możliwie najgrubszej zbroi, która pokryłaby całą jego ludzką część ciała, jak i również część końskiego. Wyzwanie to przerastało ręce nawet bardziej doświadczonych rzemieślników - ciężko było pracować z metalem o grubości, jakiej oczekiwał wiecznie gniewny centaur. Zdesperowany naturianin, za radą jednego z kowali, udał się na zimną północ w poszukiwaniu krasnoluda, który podoła jego żądaniu.

Podróż była długa i owocna w wiedzę i doświadczenia, ale najważniejsze było to, że dotarł w śnieżne tereny, które, choć nieprzyjazne dla kogoś takiego jak on, to jednak nie stanowiły wyzwania dla jego silnego ciała. Pierwsi krasnoludzcy rzemieślnicy okazali się niezbyt chętni do współpracy - uparcie domagali się waluty w zamian za robotę, a nie ciągłych gróźb i krzyków. Naturianin już miał opuścić te tereny, kiedy to do niego przybył krasnolud, co to słyszał o jego żądaniu. Najwyraźniej ten konkretny kowal uznał zamówienie centaura za wyzwanie, którym mógłby udowodnić swoje umiejętności, nie prosił bowiem on o nic a nic, współpracując przy tym w pełni z Sugarro, co zresztą zadziwiło kopytnego równie mocno, jak to, że po ukończeniu zbroi otrzymał on, poza nią, także lance, która służyć mu miała za broń. Było to na tyle podejrzane, że aż zapytał o to, co w zamian musi zrobić - krasnolud żądał jedynie, by centaur wymawiał jego imię przed każdym spotkaniem z wrogiem, co miało służyć za reklamę.

W końcu mógł zniknąć ze śnieżnych terenów i powrócić do zaspokajania swego gniewu poprzez atakowanie ludzi i ich osad, co zresztą szło jeszcze lepiej niż zwykle - dzięki broni potrafił łatwiej odeprzeć jakikolwiek opór, zaś zbroja świetnie chroniła go przed większością ataków. Wszystko to jednak jedynie tymczasowo przygaszało jego furię, o czym naturianin dobrze wiedzial. Rozmyślał długo nad tym, jak mógłby pozbyć się źródła tej emocji i choć z początku wątpliwości nim szargały, to jednak w końcu zdecydował się na pozbycie się problemu - a to oznaczało unicestwienie jego klanu z powierzchni ziemi.

Z początku chciał to zrobić sam, jednak za każdym razem wycofywał się w ostatniej chwili. Najwyraźniej resztki szacunku do swego własnego ludu nie pozwalały mu dokonać tego straszliwego czynu. Znalazł jednak rozwiązanie tego problemu - po kilku rozmowach z ludźmi, na których najechał w międzyczasie, znalazł bandytów, którzy bardzo chętnie przyjęli ofertę łatwego zdobycia dużej ilości centaurzych niewolników czy też końskiego mięsa i skóry w celu spieniężenia. Zgodnie z radą Sugarro, udawali przyjaznych po przybyciu na tereny klanu, tylko po to, by z zaskoczenia wybić bądź schwytać każdego żywego centaura - czy to mężczyznę, czy kobietę, czy nawet dzieci.

Kilka dni po tych wydarzeniach, naturianin w zbroi przeszedł po zgliszczach swego dawnego domu, mając nadzieje, że gniew ustąpi. Ten jednak trwał pomimo świadomości, iż ci, którzy nie uszanowali jego ciężkiej pracy, już nie byli wśród żywych. Krzyczał z całych sił - sam nie wiedział, czy do siebie, czy do bogów, czy do duchów niedawno zabitych - nie rozumiejąc, czemu gorejący ogień wewnątrz niego nie przygasa. Dopiero gdy opadł z sił, zrozumiał, że choć stary gniew zniknął, to nowy zastąpił jego miejsce. Może i atakował i mordował ludzi z wielką brutalnością, ale klan Szczęścia był jego rodziną, bez względu na to, co zrobili. Jego sumienie i wychowanie wywołało w nim poczucie winy, a to, zgodnie z naturą centaurów, przemieniło się w czystą furię. Był w punkcie wyjścia, tyle że teraz było o wiele gorzej, nie miał bowiem miejsca, do którego mógłby wrócić.

Zły na siebie za to, że zaślepił go gniew, w wyniku czego splamił swój własny rodowód, powrócił do łagodzenia swojego gniewu poprzez atakowanie ludzi. Szybko jednak odkrył, że to już nie pomagało - każda próba przypominała mu o tym, co się stało z klanem. Zdesperowany, zaczął szukać innych sposobów. Próbował tej tak zwanej “medytacji”, szukał ukojenia w uciechach życia, a także nauczył się gry na flecie, lecz żadna z tych rzeczy nie ugasiła ognia, który powstał w wyniku zagłady klanu. Mając coraz mniej opcji uznał, iż jedynym sposobem może okazać się zastąpienie klanu czymś, czym mógłby się opiekować. Zaczął szukać jakiegokolwiek miejsca, które by go przyjęło, lecz to nie było łatwe - jego czyny były znane znacznej większości ludzi, lecz nawet ci, co go nie znali, nie potrzebowali ani też nie chcieli go. Inne klany, które napotkał, nie chciały go przyjąć, czując hańbę i krew na naturianinie.

Rozwiązanie przyniósł przypadek - dotarła do niego plotka o miejscu, gdzie sprawuje się opiekę nad porzuconymi i samotnymi dziećmi ras wszelakich. To mogła być jego jedyna szansa na ugaszenie ognia, dlatego też nie zawahał się z udaniem się natychmiast we wskazane miejsce. Na szczęście dla niego najwyraźniej nikt nie znał tam jego historii, bowiem Satyrka zarządzająca tym miejscem, Imelda, przyjęła go z otwartymi ramionami. I choć początki były bardzo trudne - Sugarro nie miał żadnego doświadczenia z nauczeniem, szczególnie dzieci - to jednak w końcu kopytny zdołał zaadaptować się do sytuacji, w międzyczasie z radością akceptując fakt, iż jego gniew, choć nie zanikł, to jednak zmalał do rozsądnego poziomu. Z czasem zdołał nawet zyskiwać uznanie i przyjaźń zarówno Imeldy, jak i również pozostałych osób, które to zajmowały się młodocianymi.




Wspomnienia Nauczyciela - Czasy obecne

Dane gracza: Sugarro

Nazwa użytkownika:
Sugarro
Ranga:
Zbłąkana Dusza
Inne Postacie:
Lullasy, Hyiaxinthe, Urzaklabina, Drim, Evangeline, Avarralie, Siyne, Violetine, Fonos, Krakenia, Toffee, Elion, Sargeras,
Martwe postacie:
Shadei
Status:
OFFLINE
 
 
Strona WWW:
http://vulcarae.deviantart.com/
PW:
Wyślij prywatną wiadomość
GG:
51103480
Grupy:
Dołączył(a):
So cze 30, 2018 11:54 am
Ostatnia wizyta:
Pn wrz 03, 2018 8:24 pm
Liczba postów:
2 | Znajdź posty użytkownika
(0.00% wszystkich postów / 0.02 posty dziennie)
Ostatni post:
[Góry Stare, sierociniec i okolice] Pani Kozo, on mnie bije!
Pn wrz 03, 2018 8:24 pm
Najaktywniejszy w dziale:
Dalekie Krainy
(Posty: 1 / 50.00% postów użytkownika)
Najaktywniejszy w wątku:
[Góry Stare, sierociniec i okolice] Pani Kozo, on mnie bije!
(Posty: 1 / 50.00% postów użytkownika)
cron