Profil użytkownika Quarantio

Avatar użytkownika

Ogólne

Potęga:
Imię: Quarantio
Rasa: Kaer Natherini
Wiek: 743 lata


Aura

Siła aury należy do ponadprzeciętnych, jednak to nie ona najbardziej zwraca uwagę. Za szczególne wrażenia odpowiada dziwna woń, pierwsze co przychodzi do głowy to coś jak siarka lub dym, jednakże potem da się wyczuć coś łagodniejszego, co kompletnie się nie zgadza z wcześniejszym założeniem. Ostatecznie nie da się dokładnie przypisać woni do czegokolwiek znanego i typowego. Gdzieś w tle majaczy słaba, obsydianowa poświata, towarzyszą jej odgłosy grzmotów oraz uderzenia kowalskiego młota, mieszające się ze sobą nawzajem. Ponadto gdzieś, jakby z boku dosłyszeć można dziwne, niepokojące i obce dźwięki połączone z pewnego rodzaju obecnością. Powłokę okrywa gruba warstwa kobaltu. Na niej widnieją skrzyżowane, srebrne linie tworzące siatkę drobnych kwadracików. Wewnątrz nich widać żelazne drobinki. W dotyku zaskakująco miękka i bardzo elastyczna. Ponadto nie zachwyca swą szorstkością i groźnie wyglądającymi, ostrymi zakończeniami. W losowy sposób pozostawia po sobie suchy lub lepki posmak w ustach.


Wygląd

Pośród swojej rasy nie sprawia zbyt wielkiego wrażenia; obdarzona wzrostem nieco ponad siedmiu stóp (215 cm) należała raczej do dosyć niskich przedstawicieli Kaer Natherini, aczkolwiek podobny rozmiar sprawia, że przez wiele z istot zamieszkujących Alaranię uważana jest za niezłego wielkoluda. Uroda jest dla jej gatunku rzeczą abstrakcyjną, gdyż w wyniku braku rozmnażania płciowego nie posiadają także fizycznego pociągu do innych osobników, jednakże pod tym względem prezentuje się jako dosyć standardowa Kaer Natherini. Twarz jej szczęki jest łagodniejszy niż w przypadku samców, ale blizny – naturalne i powstałe w wyniku polowań – przyozdabiające jej twarz, brak ust czy nosa oraz obecność jej małych, upiornych oczu sprawiają, że zdecydowanie nie jest to piękne stworzenie. Dosyć szpetne, szczególnie biorąc pod uwagę resztę jej ciała – wychudzone, kościste, nawet jak na Kaer Natherini. Jej długie palce kończą się ostrymi szponami, co raczej nie należy do cech sprawiających przyjazne ani miłe dla oka wrażenie. Jej skóra, zdająca się być nawleczoną na szkielet, jest blada oraz sprawia wrażenie pergaminu, którym ktoś próbował zakryć zbyt wielki obiekt – rozciągnięta oraz wątła.

Wszystko to jednak ma drugorzędne znaczenie. Dlaczego? Powód jest dosyć prosty – Kaer Natherini nie zwykła pokazywać śmiertelnikom swego ciała, nawet jeszcze w dawnych czasach. Dziś natomiast, dzięki swej kryształowej zbroi, sprawia wrażenie pięknej istoty, a wielu zastanawia się, jaką piękność może owa skrywać. Zabawne, czyż nie? Tak czy owak, Quarantio rzadko kiedy zdejmuje ze sobą pancerz – brak potrzeb fizjologicznych znacząco to ułatwia, a przywykła do niego w tak dużym stopniu, że pozbawiona go czuje się nienaturalnie. Przechodząc jednak do kwestii wizualnych...

Zbroja stworzona jest ze specyficznej odmiany kryształów, dosyć wytrzymałej, możliwej do uzyskania jedynie w Otchłani. Ich struktura jest dodatkowo wzmocniona magicznie, co usunęło ich kruchość oraz uczyniło znacznie wytrzymalszymi od stali. Oprócz tego jest nadzwyczaj... piękna. Półprzezroczyste klejnoty mienią się różnymi kształtami błękitu, a ich powierzchnia przyozdobiona jest wzorami utworzonymi przez elfią pomocniczkę Natherini. Nie przedstawiają niczego konkretnego, ale są hipnotyzujące, szczególnie że światło jest w stanie w różnoraki sposób nieco zmieniać ich kształt, oświecając je i odbijając się pod różnymi kątami.

Hełm jest dosyć nietypowy, pozbawiony przyłbicy, a obdarzony jedynie dwoma owalnymi otworami na oczy, które zakrywa wyjątkowy rodzaj szkła – to na zewnątrz mieni się błękitem energii wypełniającej pancerz, z wewnątrz zaś nie ma po owym śladu, a Quarantio jest w stanie wszystko doskonale widzieć. Ten fakt wraz z wyraźnie zarysowanym, wąskim podbródkiem sprawia, że przybiera bardziej wrażenie maski. Po części nią właśnie jest, gdyż przód hełmu, sięgający zarówno boków, góry jak i dołu, nakłada się osobno, a ten następnie jest przymocowany do pozostałej części pancerza przez magię, łączącą ze sobą wiązania kryształów. Hełm posiada niezwykłą ozdobę – srebrzyste poroże wykonane w całości przez elfkę; od razu da się w nich widać rękę jednego z owej rasy. Nie jest to rzecz najbardziej praktyczna, ale Natherini nijak nie była w stanie wyrzucić jej tej myśli z głowy, a miało być to ich wspólne dzieło. Substancja imitująca srebro, ale będąca od niego znacznie wytrzymalsza, wije się w zgrabnym, elfim stylu. Wokół hełmu znajduje się kaptur wykonany z cienkiej warstwy ciemnego, elastycznego stopu, choć nie najbardziej wytrzymałego – o wiele bardziej od zwykłej tkaniny choć daleko mu do stali. Boki kaptura także przyozdobione są srebrnymi wzorami. Na szyi pancerz przyjmuje kształt swobodnych, kryształowych płytek luźno ze sobą połączonych, dzięki czemu obrót głowy jest dosyć swobodny.

Tułów składa się z dwóch elementów, łączących się ze sobą nadzwyczaj mocnymi wiązaniami – napierśnika oraz tyłu zbroi. Kiedy jest założona, nie w sposób dostrzec po nich śladów. Jak pozostałe, ta cześć pancerza też jest wyjątkowo smukła, podkreślając płeć niosącej ją osoby. Klejnoty pomiędzy klatką piersiową, a brzuchem zostały magicznie uczynione nieco bardziej elastycznymi, dzięki czemu możliwe są delikatne obroty tej części ciała. Osłabia to nieco to miejsce, ale w tym akurat miejscu zrobione to jest w na tyle małym stopniu, aby nie było to problemem. Gorzej jest z ramionami. Każda zbroja ma swoje słabe punkty, a w zwyczajnych są to luki pomiędzy pancerzem. Pancerz dzięki magii pozbawiony jest takich, ale nie przez idealne rozwiązanie. Miejsce łączące ramię z tułowiem jest na tyle elastyczne, że wyjątkowo łatwo naruszyć tamtejszą strukturę, jednak podobny zabieg jest niezbędny – w przeciwnym wypadku Quarantio nie mogłaby w ogóle poruszać rękami. Kryształowy napierśnik, przyozdobiony srebrnymi zdobieniami, nieco ochrania to miejsce przed atakami, jednak i to nie zapewnia całkowitej ochrony.

Ramiona Natherini chronione są dosyć stałymi częściami pancerza, niezbyt elastycznymi, w swojej strukturze przypominające napierśnik, choć posiadającymi odpowiednio smukły kształt. Zmienia się to dopiero w okolicach łokci, gdzie kryształy robią się na tyle elastyczne, aby możliwe było sprawne zginanie kończyną. Przedramię się wyróżnia, nad łokciem pancerz przyjmuje bardziej wydłużony kształt, przypominający nieco kroplę. Tutaj kryształy coraz bardziej się zwężają, aż docierają do dłoni. Stworzenie rękawic okazało się największym wyzwaniem stojącym przed dwiema mistrzyniami kowalstwa. Muszą być wytrzymałe, jednak jednocześnie zapewniać dosyć dużą swobodę. Poświęcili wiele czasu, ale w ciągu roku udało im się wykonać owe rękawice, zarówno wytrzymałe, jak i elastyczne. Jedynie w miejscach dosyć nieruchomych, takich jak zewnętrzna część dłoni czy pewien procent części wewnętrznej zostały utwardzone na tyle, aby dorównać wytrzymałością reszcie pancerza. Przy palcach kryształy są mocne, jednak nie aż tak bardzo.

Do pleców Quarantio przymocowana jest peleryna, wykonana z tego samego materiału, co jej kaptur, połączona z nim, a w miejscu złączenia przyozdobiona srebrzystymi wzorami. Ona także nie należy do najbardziej praktycznych i w chwilach krytycznych Natherini odłącza ją od pancerza, ale... elfki i ich upór... Fakt jednak jest taki, że z nią pancerz rzeczywiście prezentuje się niesamowicie. Podobnie jak z jest to w przypadku materiału, przyczepionego do srebrzystego pasa pancerza oraz opadającego swobodnie bo bokach nóg, aby zwęzić się do jednego punktu, znajdującego się z tyłu, nieco ponad powierzchnią ziemi. Owa pseudosuknia także potrafi nieco ograniczać ruchy, lecz w znacznie mniejszym stopniu i rzadziej Quarantio się jej pozbywa. Do pasa przymocowany jest wielki, dwuręczny miecz, który Natherini odnalazła i który zainspirował ją do stworzenia pancerza. Broń rzadko jest w użytku, ale umieszczony w rękojeści kryształ pełni istotną rolę w zbroi, rezonując z nią oraz dodatkowo wzmacniając jej właściwości. Często jednak staje się nieporęczny na tyle, aby Kaer go odrzuciła, jeżeli nie ma zamiaru użyć. Znajduje się w wielkiej pochwie, wykonanej także przez dwie kowalki do kompletu.

Dolna część pancerza w znacznym stopniu przypomina górę. Uda pokrywają bardziej zwarte, wytrzymalsze kryształy, przy kolanach natomiast pojawia się podobna „łza” co w przypadku łokci, tym razem jednak znajdująca się z przodu kończyny, a nie z tyłu. Pancerz na podudziach jest nieco bardziej elastyczny, jednak wielki skok następuje przy kostce, gdzie swobodne, słabsze kryształy umożliwiają dosyć spore możliwości manewrowania stopą. Sam zaś „but” nie został zbudowany tak jak w przypadku rękawic, będąc zwartym kryształem – poruszanie palcami raczej nie jest zbyt potrzebne Kaer Natherini, szczególnie w walce.

Gdy Quarantio odzywa się do kogoś telepatycznie, kieruje na niego wzrok zupełnie tak, jak czynią to ludzie, kiedy mówią na głos – to nie tak powszechna maniera pośród jej rasy. Jej przekaz nie jest czymś, co można usłyszeć, to myśli przekazywane do umysłu, jednak składające się w zdania, na tyle w swej naturze obce oraz skupione, że nikt nie ma problemów z odróżnieniem ich od własnych. Czymś nietypowej dla jej gatunku jest gestykulacja, która w przypadku Quarantio w porównaniu z innymi rasami jest nieco uboga, ale dla jej podobnych – nadzwyczaj bogata. Natherini chodzi dumnie, wyprostowana, prezentując się niezwykle w swym pancerzu, choć często da się wyczuć w jej ruchach pewien dystans, którego w sumie nie można się aż tak dziwić, biorąc pod uwagę jej rasę. Pomimo tendencji do chodzenia wyprostowaną, często jednak zmuszona jest się uchylać, gdyż mieszkańcy Alaranii w większości przypadków nie budują z myślą o kimś jej wzrostu. Szczególnie przy drzwiach jest to dostrzegalne.


Charakter

Choć w znacznym stopniu różni się od swoich pobratymców, Quarantio posiada pewne cechy bardzo charakterystyczne dla każdego Kaer Natherini. Przede wszystkim jest to nadzwyczajny pociąg do wiedzy oraz magii, chęć poszerzania swoich intelektualnych możliwości aż po wszystkie granice. W przypadku tej rasy misja ta jest o wiele bardziej dominująca nawet niż w przypadku Górskich Elfów – cały sens życia oraz starania nakierowane są na spełnieniu tego celu, zastępując to typowe dla innych ras społeczne interakcje. To kolejna rzecz, o której warto wspomnieć. Natherini jest samotniczką. Na standardy swojej rasy jest nadzwyczaj towarzyska, a nawet w przypadku tych z twierdzy – którzy nauczyli się współpracować dla osiągnięcia swoich celów – przedstawia się jako wyjątkowo otwarta. Dla bardziej towarzyskich istot jednak... postrzegają ją jako okropnie ponurą osobę. Bardzo często jest zdystansowana oraz nieco zimna w obyciu, nie czując powiązania pomiędzy jednostkami oraz nie będąc w stanie postrzegać siebie jako integralną część społeczeństwa, nie będąc nauczona do tego, nie czując tego. Jednakże nie jest nieśmiała, nie brakuje jej pewności siebie. Przez większość życia hardo parła do celu, nie zwracając uwagi na przeciwności losu, pokonując kolejne przeszkody. Mimo to jednak nie sprawia wrażenia najbardziej przyjaznej. Zbyt dużo czasu spędza pośród swej rasy, aby taką być, a jednocześnie na tyle dużo przebywa w Alaranii, że inni Kaer Natherini uważają ją za nazbyt towarzyską. Tkwi więc w rozkroku pomiędzy tymi dwiema, zupełnie różnymi postawami, nie będąc w stanie zadowolić nikogo.

Posiada zimny, analityczny umysł, rozpalony jednak poprzez szczątki empatii oraz duże pokłady poczucia winy. Jednocześnie jest w stanie spokojnie przyjmować wiele tragedii, obserwować ginących w okropny sposób ludzi oraz wyciągać z tego widoku wszystkie potrzebne informacje, w środku swojej duszy jednakże cierpiąc przez to, co widzi. Czyni ją to praktyczną, choć wielu nie znających ją zbyt dobrze uważa ją przez to za wypraną z emocji. Tych jednak często nie potrafi po prostu pokazać, a jej gesty oraz sposoby wyrażania siebie często są błędnie rozumiane, choć w sumie nie ma co się dziwić. Jeżeli pozna się ją jednak nieco lepiej, dostrzeże się znaki mówiące o tym, że Natherini przejmuje się o wiele bardziej, niż znaczna część ludzkości. Niepokój, poczucie winy, chęć pomocy, wdzięczność dla każdego okazanego gestu sympatii, ciekawość, radość, smutek – to wszystko Quarantio skutecznie ogranicza poprzez opanowanie, jakie zyskała dzięki setkom lat doświadczeń i polowań na bestie w najbardziej nieprzystępnych warunkach. Jest niczym owoc szorstki i nieprzyjemny zewnątrz, ale przepyszny i miękki w środku. Szczególnym problemem są wizje, które nawiedzają demonicę – z tymi nauczyła się już nieco radzić, choć za każdym razem przysparzają jej wielu emocji. Jest to wyraźny znak, że wciąż nie pogodziła się ze swoją przeszłością.

Atrybuty

Krzepa:Niezbyt silny, Niezbyt wytrwały, Delikatny,
Zwinność:Bardzo zręczny, Szybki, Precyzyjny,
Percepcja:Pozbawiony węchu, Pozbawiony smaku, Czuły zm.mag,
Umysł:Bystry, Błyskotliwy, B. silna wola,
Prezencja:Odpychający, Nieokrzesany,

Cechy specjalne

Brak potrzeb fizjologicznych [Z]Quarantio, jak wszyscy Kaer Natherini, nie posiada mechanizmów typowych dla większości istot żywych. Nie potrzebuje spożywać posiłków ani pić wody. Jedyną formą odżywiania jest pożywianie się energią z otoczenia – proces ten w większości przypadków jest na tyle szybki, aby w czasie rzeczywistym gasić wszelkie zapotrzebowanie Quarantio, powolny jednak zaczyna się wydawać w momencie, w którym ta zużyje wyjątkowo dużo energii. Dzięki magii Natherini jest w stanie jednak spożywać moc z odpowiednich magazynów na ową, dlatego ona dosyć rzadko jest wyczerpana.
Regeneracja [M]Kaer Natherini posiadają jedną z najpotężniejszych mocy regeneracyjnych pośród wszystkich ras. W przypadku Quarantio jest ona nieco osłabiona, podobnie jak jej kondycja fizyczna, lecz nadal robi spore wrażenie. Rany nie goją się w ciągu kilku, ale kilkudziesięciu minut, każda kończyna jest także w stanie odrosnąć, choć zajmuje jej to więcej czasu niż gdyby podobny uraz spotkał jej pobratymca.
Telepatia [D]Jej rasa nie posiada ust, a zamiast tego komunikuje się poprzez mentalne sygnały. Quarantio nie stanowi pod tym względem żadnego wyjątku i potrafi skutecznie porozumiewać się ze światem jedynie poprzez telepatię. Choć dla wielu istot ten sposób przekazu jest niezbyt przyjemny, to nie da się odmówić mu skuteczności. Nie da się go praktycznie zagłuszyć, a w dodatku jest o wiele szybszy od mowy. Kaer Natherini jest zdolna przekazać całe przemówienie w bardzo krótkim czasie, uzależnionym tylko od możliwości oraz mózgu istoty, z którą się komunikuje. Im bardziej umysł jest bystrzejszy, wypoczęty i skupiony, tym szybsze jest tempo przekazu. W ten sposób jest także w stanie wysyłać obrazy, choć jest to znacznie trudniejsze i nie aż tak precyzyjne – często są rozmazane i potrafią być zniekształcone.
Oburęczność [Z]Nie ma co zbytnio się rozpisywać. Quarantio jest w stanie posługiwać się równie zręcznie obiema dłońmi.

Umiejętności

Polowanie [M]
Przetrwanie [W]
Skradanie się [W]
Skrytobójstwo [O]
Tropienie [W]
Zastawianie pułapek [W]
Czytanie aur [W]
Jubilerstwo [O]
Kowalstwo [M]
Kreomagowanie [M]
Anatomia [M]
Wiedza tajemna [W]
Bestiologia [M]
Demonologia [W]
Fizyka [O]
Goegrafia [O]
Kulturoznawstwo [O]
Matematyka [W]
Naturianizm [O]
Niebianologia [O]
Piekielnologia [O]
Pismo runiczne [W]
Wiedza o światach [W]
Walka włócznią [M]
Walka mieczem dwuręcznym [P]
Uniki [W]

Magia

        Sposób rzucania zaklęć: Źródło
Energii [M]
Mocy [A]
Demonów [A]

Magiczne przedmioty

Kryształowy miecz [ZAC]Ostrze wykonane z magicznie utwardzonego kryształu, które znajdowało się w elfim grobowcu. Broń jest dwuręczna, o długiej rękojeści oraz ostrzu. Quarantio nosi ją w specjalnej pochwie przypiętej do pasa. Jakby materiał, z którego jest wykonana, nie był wystarczająco niezwykły, broń posiada także wyjątkowy klejnot umieszczony w rękojeści, magazynujący wielkie ilości energii. Moc ta w dawnych czasach napędzała ją, jednak teraz jest uszkodzona. W wyniku uderzeń uwalnia się chaotyczna fala mocy, co potrafi być efektywne, jednak zdecydowanie nie jest pierwotną funkcją miecza. Trudno powiedzieć, co takową jest, Quarantio nie jest w stanie odszyfrować tego, a tym bardziej naprawić broni. W związku z tym boi się nawet aktywować kryształy, aby móc w nich magazynować energię, jak to czyni w przypadku zbroi. Używa go nadzwyczaj rzadko, gdyż nie zna się zbyt dobrze na posługiwaniu nim.
Kryształowa zbroja [ART]Wyjątkowy pancerz wykuty przez Natherini oraz jej elfią przyjaciółkę w kuźni w twierdzy w Otchłani. Zbudowana jest w większości z niezwykłych kryształów, które uzyskać można tylko poprzez wystawienie odpowiedniego stopu na działanie magicznych burz grasujących w demonicznej krainie. Oprócz tego składa się także z srebrzystego metalu na zdobieniach oraz cienkiego, elastycznego metalu zastępującego tkaniny. Wyjątkowo piękna, zapewnia wielką ochronę, a przy tym wygodna – na tyle, aby Quarantio jej nie opuszczała. Stanowi także doskonały magazyn na energię, dzięki czemu Natherini nie musi już nosić ze sobą pojedynczych klejnotów. Magia w nim zmagazynowana nie jest jednak wykorzystywana tylko do potrzeb Natherini – pancerz ma także własne możliwości. W jeszcze większym stopniu zwiększa wytrzymałość noszącego, pozwalając zeskakiwać w niej bezpiecznie z wysokości do trzydziestu stóp. Posiada także drugi tryb działania, wyjątkowo przydatny do podkradania się do zwierzyny. Pancerz potrafi całkowicie ukryć noszącego go, zakrywając iluzją niewidzialności oraz ciszy, zmniejszając w tym trybie ochronę, za to zwiększając zręczność i szybkość. To działanie jednak pochłania wyjątkowo wiele energii magicznej, dlatego Quarantio nie jest w stanie używać go zbyt długo bez uzupełnienia zapasów.

Towarzysz

Iskierka
Quarantio nie jest do końca pewna, skąd się wzięło to stworzenie. Po ujrzeniu w Alaranii węży zaczęła podejrzewać, że może być przemienionym ich przedstawicielem. Iskierka jednak nie pochodzi z tej Łuski Prasmoka – narodziła się w Otchłani, podczas ścierania się dwóch magicznych burz. Początkowo kompletnie brakowało jej formy i posiadała postać jedynie eteryczną, jednak dzięki żywieniu się energią różnych stworzeń zaczęła się zmieniać, nabierać materialnych cech. Dziś prezentuje się jako po części energetyczne, po części płynne stworzenie z pyskiem w stanie stałym, przypominającym kryształy ze zbroi Quarantio. Jest w stanie w pewnym zakresie manipulować swoim kształtem, ale nie zmieniać masy. Z reguły jest rozpłaszczony, dzięki czemu rozpościera się na długość około szesnastu stóp długości (5 metrów) i jest to jego optymalny rozmiar. Jeżeli postanowi rozrzedzić swój „ogon”, może sięgnąć aż pięćdziesięciu czterech (15 metrów), ale wtedy przypomina bardzo cienki strumień wody. Jest w stanie także skupić swoje ciało, zwiększając jego wytrzymałość, ale wtedy ledwo sięga sześciu stopom (1,8 metra). Niezwykłą cechą Iskierki jest to, że żywi się ona energią, podobnie jak Natherini, jednak nie jest w stanie pozyskiwać jej z samego otoczenia, potrzebując jej skupisk. Z reguły oznacza to sztuczne magazyny magii albo... istoty żywe. Jest w stanie w dosyć krótkim czasie wyssać ze stworzenia pozbawionego magicznej ochrony moc życiową. Jest dosyć inteligentna, ale jak na zwierzę – posiada rozum na poziomie mądrego psa. Nie widzi ani nie czuje zapachów, za to doskonale wyczuwa wszelką magię, nawet lepiej od Quarantio. Ta posługuje się z nim za pomocą telepatycznych komend, na które stworzenie dosyć inteligentnie reaguje.

Historia

Początek życia Qaurantio przedstawiał się pozornie podobnie, jak większości pośród jej pobratymców – nie narodziła się z naturalnego zbiorowiska energii, ale została powołana do życia poprzez wspólne zebranie innych Kaer Natherini oraz odprawienie odpowiedniego rytuału, nadającego jej zarówno moc życiową, jak i formę jej ciała. To, co było niezwykłe, to fakt, iż w owym zaklęciu uczestniczyło aż kilkadziesiąt demonicznych magów, cel, w jakim została powołana, a także forma, którą przybrała. Ale po kolei. Pomimo tego, że większość z Kaer Natherini to samotnicy, to jednak w długiej historii Otchłani kilkakrotnie zdarzało się, iż łączyli się w większe grupy, po to, aby wspólnie, porzucając dzielące ich bariery, postarać się wznieść ponad wiedzę każdej istoty, która miała okazję zrodzić jakąkolwiek myśl. Tak było także i w tym przypadku. Quarantio narodziła się w wielkiej sali olbrzymiej twierdzy położonej na skraju Otchłani, powstałej dzięki połączonym siłom kilkunastu Kaer Natherini, a potem poszerzana wraz z tym, jak zwiększała się liczba ich mieszkańców. W tamtej chwili sięgała około pięćdziesięciu. Celem każdego z nich było badanie natury świata oraz magazynowanie swojej wiedzy w księgach, które następnie były trzymane w schronieniu przed światem w wielkiej bibliotece twierdzy; często także zabierali księgi innych, te wyjątkowo znaczące, aby zatrzymać tę wiedzę tylko dla siebie oraz swoich „potomków”. Zdobywanie wiedzy było imperatywem, należało to czynić niezależnie od środków. Jeżeli zaś chodzi o naszą młodą Kaer Natherini... narodziła się z wyraźnym defektem. Pierwszym, co rzucało się w oczy, było to, że nie grzeszyła wzrostem – chociaż według standardów ludzi była niezłym olbrzymem – w porównaniu do swoich pobratymców, jednakże różnica była na tyle mała, aby zrozumiała. Gorzej, że kondycja fizyczna Quarantio od początku pozostawała wiele do życzenia. Była nadzwyczaj słaba oraz krucha jak na swoją rasę, co miało się okazać dla niej poważnym problemem. Od razu mówiono, że nie poradzi sobie w kontakcie z trudami Otchłani i wieszczono dla niej życie w całości spędzone w twierdzy na bardziej bezpiecznych badaniach.

Jako iż Kaer Natherini nie są rasą obdarzoną tak radosnym i długim dzieciństwem jak większość ras, Quarantio niemal od pierwszych dni swojego życia zajęła się zgłębianiem treści ksiąg, do czego nie musiała nawet być szczególnie zachęcana, popychana w ich stronę naturalnymi instynktami swojego gatunku. Nauka czytania zajęła jej krótko, nawet jak na standardy Natherini, co było pozytywnym zaskoczeniem w kontraście do jej kondycji. Z początku całe dnie spędzała w bibliotece, na najniższym, dostępnym każdemu poziomie, zawierającą obszerną wiedzę, ale dotyczącą bardziej elementarnych spraw. Poznała więc z grubsza historię Otchłani, nauczyła się podstaw na temat magii, fizyki, biologii oraz alchemii, a także dowiedziała o istnieniu innych wymiarów, których studia obecnie jednak były mniej naglące od innych dziedzin. Po jakimś czasie zaczęła też być przydzielana do starszych Kaer Natherini w charakterze pomocniczki, aby mogła przy tym i nauczyć się odrobiny praktyki. Okazało się, że wątła Quarantio nadrabiała swój stan fizyczny nadzwyczaj lotnym umysłem, szybko pochłaniając wiedzę oraz nigdy nie będąc w stanie zaspokoić swojej ciekawości nazbyt długo. Doceniano to, dlatego sugerowano jej dalsze kształcenie w bibliotece, umożliwiając dostęp do wyższego jej poziomu nadzwyczaj wcześnie, a także zachęcając do studiów nad magią. Młoda demonica upodobała sobie Dziedzinę Energii, a wybór ten bardzo zadowolił tych, którzy nad nią czuwali. Jednocześnie upewniali się, że nie jest skierowywana do bardziej wymagających szczególnie eskapad na zewnątrz, w poszukiwaniu obiektów do badań.

Ach, wyprawy do serca Otchłani... istoty, które rozszalała magia była w stanie utworzyć w tej krainie, dziwiła często nawet jej mieszkańców. Nic więc dziwnego, że Kaer Natherini z twierdzy często wyruszali na łowy, aby powrócić z taką istotą – najlepiej żywą. Badania nad nimi nieraz były nadzwyczaj ekscytujące, a owe polowania z kolejnymi wiekami przerodziły się w formę rozrywki oraz rywalizacji pomiędzy znaczną częścią społeczności, szczególnie u tych młodszych. Po latach spędzonych na nauce, Quarantio w pewnym okresie odkryła jej istnienie, a jej rasowe instynkty się odezwały. Poczuła potrzebę prześcigania innych pod tym względem, udowodnienia swoich zdolności, ale także stanowienia integralnej części tej nietypowej społeczności. Dużym impulsem było także to, że coraz bardziej interesował ją świat poza twierdzą – tę stopniowo poznawała coraz lepiej, zza wyjątkiem miejsc zabronionych jej, przeznaczonych jedynie dla wyższych w hierarchii. Początkowo nie śmiała wspomnieć o tym pomyśle, a w późniejszym czasie długo się nie zgadzano, aby się tego podjęła. Zdanie zmieniono dopiero gdy miała już trzynaście lat, a jej wiedza oraz znajomość magii rozwinęła się na tyle, że mogłaby okazać się w miarę użyteczna na polowaniu. Przydzielono więc ją do jednej z drużyn – polowano zarówno w grupach, jak i indywidualnie, choć ta druga opcja postrzegana była jako o wiele odważniejsza i chwalebniejsza. Tak czy owak, polowanie nie było szczególnym, zdobycz należała do dosyć standardowych, a przeprowadzone badania nie przyniosły żadnego przełomu. Jednak było to coś wyjątkowego dla Quarantio. Pierwszy raz dostrzegła Otchłań na własną oczy, nie tylko znając ją już z ksiąg oraz spojrzeń przez okna twierdzy. I przeżyła niemały szok. To wszystko... znacznie odbiegało od jej wyobrażeń. Choć inaczej. Wielokroć je przerastało. Była zafascynowana jakby odkrywała nowy świat, choć tak wiele o nim już wiedziała. Wielu już wiadomym rzeczom się dziwiła, choć już o nich przeczytała. Ta ciekawość wraz z jej słabą kondycją sprawiły, że przez większość czasu szła na końcu, a drużyna nieraz musiała na nią czekać. Im dłużej trwały łowy, tym bardziej jednak wymagające się robiły. Choć Otchłań była miejscem niezwykłym, to jednak także i niebezpiecznym. Gdy powrócili do twierdzy, Quarantio padła wykończona i musiała spędzić nieco czasu przy głównym źródle energii budowli, aby się zregenerować.

Przeżyła szok umysłowy i fizyczny i przez wiele miesięcy nie prosiła o ponowny przydział – choć jej myśli wciąż wracały do wyruszenia w teren, to przez stan jej ciała obawiała się, czy następnym razem podoła. Jednak w końcu postanowiła, że nie podda się tak łatwo. Wyruszyła na kolejne łowy. Potem na kolejne. Z każdy wracała w kiepskim stanie i każde były dla niej nadzwyczajnym wyzwaniem. Jej opiekunowie byli przekonani, iż ta w końcu sama dojdzie, że to nie dla niej i pogodzona z sobą zajmie się delikatniejszymi sprawami, często rozmawiali z nią, nie twierdząc niczego wprost, a jedynie podsuwając myśli, co się takiego stanie, jeżeli następne łowy przybiorą bardzo niekorzystny obrót. Wyrażali o nią troskę. Była gotowa, się poddać i skupić na rozwoju w dziedzinie energii, ale wtedy... Wtedy przyszła kolej na narodziny kolejnego Kaer Natherini.

Quarantio miała szesnaście lat, kiedy po raz pierwszy w jej życiu miało dojść do tej ceremonii. Wedle tradycji miał w niej wziąć udział każdy członek zgromadzenia, w ten sposób wierzono, iż każdy może dać część siebie następnemu spośród nich. Problemem okazała się obecność najmłodszej przedstawicielki ich społeczności. Wiele głosów sprzeciwiało się temu, twierdząc, że upośledzona na ciele Natherini nie powinna ryzykować przekazaniem tej cechy kolejnemu z nich. Jednakże na to pojawiły się dwa argumenty – mniej podobający się Quarantio mówił, że ta powstała przy udziale wszystkich, także jej skażenie musiało już wcześniej być obecne i nic nie zmieniała swoją obecnością, ten lepszy wspominał, iż młoda nadrabia przywary ciała umysłem, a to jest zaleta, którą warto przekazać potomkowi. Ostatecznie została dopuszczona do rytuału. W jego trakcie po raz drugi mogła ujrzeć Wielkiego Mistrza ich społeczności – potężnego, wielkiego Kaer Natherini, od którego biła potęga; ponoć żył już tysiące lat. Pierwszy raz widziała go w czasie narodzin, ale wtedy nie była świadoma, kim jest. Tak czy owak, danie życia innemu z ich rasy było dla niej znaczącym przeżyciem i sprawiło to, że nieco inaczej spojrzała na niektóre sprawy. Podczas kłótni o nią była zmuszona podjęcia walki oraz pokazania, że jest coś warta. Wtedy po raz pierwszy poczuła satysfakcję z postawienia na swoim. Spędziła całe noce w bibliotece, rozpoczynając naukę nowej dziedziny magii. Magii siły.

Po dwóch latach wyruszyła na kolejne polowanie, podczas którego dzięki nowej magii była w stanie o wiele lepiej sobie radzić. Nie była wciąż zbyt dobrze z nią obeznana, ale nawet pomagając sobie nią w drobnych sprawach była gotowa wiele sobie ulżyć. Powróciła zmęczona, ale dumnym krokiem o własnych siłach ruszyła do swojego pokoju. Gdy dowiedzieli się o tym wszystkim jej opiekunowie, jeden z nich wypytał ją, co właściwie zamierza. Ona z zadowoleniem odpowiedziała, że zgłębiając tę dziedzinę będzie w stanie zadośćuczynić swoim naturalnym słabościom. W dodatku udając się na polowania nie dość, że będzie w stanie poznawać Otchłań, ale i ćwiczyć się w nowej magii. Obmyśliła to wszystko tak sprawnie, że wyżej postawieni Kaer Natherini nie byli w stanie powiedzieć, że jej rozumowanie jest błędne. Wydajne, podstępne, rozsądne. Pozwolili jej więc na to wszystko, a z czasem Quarantio coraz częściej zaczęła udawać się na polowania. Nie tylko dzięki stawaniu się coraz lepszą w dziedzinie sił szło jej lepiej, ale znalazła także sposób, jak sobie w tym ułatwić. Odkryła, że jest w stanie o wiele wydajniej wykorzystywać swoje zasoby magiczne, jeżeli – gdy te osiągną maksimum – przeleje je do magazynu w postaci odpowiednich kryształów, a następnie poczeka, aż w spokoju ta siła się zregeneruje – przy nauce ta energia tak czy owak nie była jej potrzebna. Sprawiło to, że po kolejnych trzydziestu latach zaczęła nawet sama udawać się na polowania, co było dla niej prawdziwym osiągnięciem. Tylko najbardziej pewni siebie Natherini się na to zdecydowali, a nikt nie podejrzewał, że ona – upośledzona na ciele – będzie w stanie kiedyś zrobić z tym więcej niż co najwyżej pomarzyć o tym.

Kwestia łowów jednak – choć ba rdzo dla niej ważna – przez pryzmat czas poświęconemu na to, należała raczej do pobocznych spraw. Przede wszystkim Quarantio dalej rozwijała się w kręgach magii, pomagała w sekcjach upolowanych stworzeń – o tych, przy których schwytaniu była obecna, mogła zawsze powiedzieć kilka rzeczy, a także zgłębiała wiedzę ogólną. Jej osiągnięcia wkrótce umożliwiły jej dostęp do trzeciego poziomu biblioteki, w którym zawarta wiedza mogła się okazywać niebezpieczna. Młoda Natherini była nadzwyczaj inteligentna, choć nie wszystkim się to podobało – wielu o wiele starszych od niej wciąż czekało na pozwolenie zdobywania wiedzy z trzeciego piętra biblioteki. Przekornie przestała na siebie zwracać spojrzenia pełne politowania i pogardy, a zawiści i zazdrości, choć te niemal zawsze odziewane były w przebrania tych pierwszych.

Gdy rozpoczęła samotne polowania, zostało dla niej przeznaczone miejsce w rankingu tych, którzy upolowali najwięcej. Bardzo długo tkwiła na samym dole, szczególnie, iż jej pierwsze polowania nie kończyły się wyjątkowym sukcesem – oprócz magii Natherini była uczona posługiwania się włócznią i to ta broń, wyposażona w magiczne liny do pętania bestii, nadająca się do rzucania, była jej głównym narzędziem podczas polowań. Jedne z nich okazały się szczególne oraz znaczące na przestrzeni czasu. Dostrzegła bowiem nietypową istotę – coś na kształt węża złożonego na wpół z ciała, na wpół energii, przemieszczającego się w powietrzu oraz oplatającego się wokół innych istot, by te zaraz opadły bez życia. Początkowo myślała, że je dusi, ale po bliższych oględzinach odkryła, że istota żywi się ich energią, wysysając ją z nich całą – ona sama także potrafiła to zrobić. Stworzenie utrzymywało się przy życiu podobnie, jak jej rasa z tą różnicą, że nie było w stanie pobierać energii jedynie z otoczenia, niemal niezauważalnie. Musiało to robić bezpośrednio, szybko, brutalnie... Quarantio zastawiła na nie pułapkę, a przynętą był jeden z jej kryształów. Obserwowała, jak wąż powoli się zbliża i nachyla się nad kryształem. Uniosła włócznię, ale powstrzymała się, zaciekawiona. Obserwowała, jak istota pochłania jej własną energię, a przy tym ona sama ulegała pewnym zmianom. Subtelnym, ale przy dłuższej obserwacji można je było dostrzec. Po chwili czmychnęła, pozostawiając jałowy klejnot. Natherini powtórzyła to kilka razy, zafascynowana, spoglądając, jak wąż się przemienia konsumując jej energię. Zmieniał się nieco kształt jego ciała, barwa, ale przede wszystkim kształt pyska. Robił się spłaszczony, wyposażony w rogi, świecący czerwienią. W końcu Kaer zdecydowała się na coś ryzykownego. Stworzenie zbliżało się do kolejnego kryształu i przystąpiło do pochłaniania jego energii. Nagle w połowie procesu dostrzegło ruch. Podniosło łeb, dostrzegając siedzącą tuż przed kryształem, dotąd nieruchomą Quarantio, która teraz wyciągnęła rękę, na której znajdowało się kolejne świecidełko. Tkwili w bezruchu, a Natherini zastanawiała się, licząc sekundy, czy za chwilę wąż po prostu się na nią nie rzuci. Drgnęła, gdy się poruszył, ale zbliżył łeb do jej dłoni i zaczął pochłaniać energię z kryształu. Quarantio ostrożnie podniosła drugą dłoń i pogłaskała go. Czmychnął zaraz. Jednak przy kolejnych polowaniach znowu się pokazał, śledząc ją. Podzieliła się z nim częścią kryształów, a po jakimś czasie do siebie przywykli. Nie mogła zabrać go do twierdzy, bo by go pokroili, ale istota krążyła wokół niej, posiłkując się energią pobliskich istot, czekając na powrót Natherini. Wąż okazał się bardzo przydatny przy polowaniach. Quarantio nazwała go Iskierką.

Przez kolejne setki lat Quarantio żyła niemalże tak, jak przebiegało życie każdego Kaer Natherini w twierdzy. Jej badania postępowały coraz bardziej, często już samodzielnie przystępowała do sekcji stworzeń oraz innego rodzaju eksperymentów, zyskała nowy, o wiele bardziej przestrzenny pokój, a także zaczęto przydzielać do niej pomocników, początkowo jedynie rotacyjnie, choć w późniejszych etapach także uczyniono ją jedną z opiekunów nowo narodzonego demona. Jeżeli już o tym mowa, to brała także regularnie udział w ceremoniach przywołania kolejnych spośród jej rasy, które to odbywały się co kilkanaście lat. Wraz z rozwojem ich społeczności, pojawiły się także zapotrzebowania na rozbudowę twierdzy. Quarantio odkryła, że lubi bardzo techniczne aspekty, dzięki swojej magii sił bardzo pomagając w budowie. Jeżeli chodzi o kwestię polowań, to dziarsko pięła się w górę, po części dzięki własnym umiejętnościom oraz zaparciu, po części przy nieocenionej pomocy Iskierki, która to doskonale sobie radziła w trudnym środowisku Otchłani, prowadząc ją przez zniszczoną krainę i w ostateczności wysysając energię z zagrażających jej istot. Żywe były lepsze niż truchła, ale te zdecydowanie znaczyły więcej niż nic. Oczywiście nie była w stanie wyprzedzić tych, którzy od samego początku zajmowali się łowami, ale jej imię w końcu znajdowało się wyżej od wielu wyprzedzających ją wiekiem – dla uczciwości przy imieniu każdego kandydata znajdowała się liczba oznaczająca, po jakim czasie od rozpoczęciu rywalizacji przystąpił do niej. Quarantio więc prowadziła całkiem satysfakcjonujące życie Kaer Natherini, wspinając się coraz wyżej w hierarchii twierdzy i zyskując dostęp do kolejnych pięter biblioteki, co oznaczało jeszcze więcej wiedzy. Wszystko się jednak zmieniło, kiedy pojawiła się kwestia Alaranii. Natherini zafascynowała ta kraina, z którą Otchłań miała tak bliską styczność, że można było przedostać się do niej za pomocą portali. Przeczytała wiele ksiąg poświęconych tamtejszym istotom, ale twierdza nie skupiała się aż tak na ich badaniu. Ciekawiły ją te nowe stworzenia, które były w stanie zostać pogrupowane wedle pewnych reguł – to była nowość. Postanowiła więc, że wyruszy na łowy i do niej.

Kilkadziesiąt lat spędziło jej przestudiowanie magii demonów w dostatecznie dużym zakresie, aby być w stanie bezpiecznie przenieść się na tę Łuskę Prasmoka, z pewnością, że będzie w stanie bez problemu powrócić. Także na te łowy zabrała ze sobą Iskierkę. Szybko przekonała się, jak niezwykłą oraz inną krainą była Alarania. Pierwsze jej wyprawy skutkowały uprowadzaniem głównie zwierząt, których to dogłębnymi badaniami zajmowała się w twierdzy. Naczytała się jednak także o stworzeniach, które tworzyły własne cywilizacje i to one najbardziej ją zaciekawiły. Wkrótce zaczęła także je porywać, początkowo z wiosek, potem jednak zrozumiała, że często będzie zmuszona zapuszczać się do miast, a jej wygląd zdecydowanie nie przysparza jej sympatii czy zaufania. Dlatego też zaczęła nosić maskę oraz szatę zasłaniającą jej resztę ciała, objawiając się jako bardzo wysoka kobieta. Przez kolejne sto lat zbierała liczne rasy, porywając je do twierdzy w Otchłanii i tam poświęcając się eksperymentom na nich, za każdym razem w końcu doprowadzających do pocięcia ich na kawałki. Tak było aż do chwili, w której nie porwała się na stworzenie, które ją przerosło – smoka. Walka ze złocistym drapieżnikiem skończyła się jej porażką, a nieomal i śmiercią, gdy raniony ogonem cisnął ją do skalnej przepaści. Połamała sporo części swojego ciała i leżała tam, niezdolna się poruszyć. Pewnie spędziłaby tam tak wiele czasu, aż w końcu wyssałaby całą magię z okolicy i umarłaby, zanim ta by się uzupełniła. Iskierka jednak sprowadziła pomoc. Umięśnionego mężczyznę oraz kobietę o mądrych oczach, którzy postanowili zaopiekować się Natherini, nawet pomimo jej szpetnego wyglądu. Przynieśli ją do swojego górskiego domu, tam opatrzyli oraz zapewnili jej opiekę. Quarantio była zdumiona ich postępowaniem. Ludzie nie powinni jej pomagać, kierowani strachem i obawami powinni ją zostawić sobie samej i nie ryzykować swojego życia. Nie była w stanie zrozumieć, skąd wzięła się chęć, aby jej pomóc. Zafascynowało ją to. Zdumiało. Jednak wieloletnie eksperymenty na nich oraz sekcja ich ciał nie była w stanie przynieść jej odpowiedzi.

To jednak było coś... innego.

Kaer Natherini wierzyła, że wszystkie te istoty są podrzędnymi wobec jej rasy, nie stały wiele wyżej od zwierząt. Nie były w stanie porozumiewać się telepatycznie, ich myśli były płytkie, zamknięte w czaszkach no i wydawały z siebie podobne okrzyki bólu i grozy jak wszystkie zwierzęta. Doświadczenia na tej dwójce jednak... zmieniły coś w niej. Pierwszym objawem było to, że podczas samotnego czytania książki nagle ujrzała kobietę stojącą tuż obok niej. Przestraszyła się, ale ta zaraz zniknęła. W ciągu następnych dni wiele razy widywała tę samą zjawę, która jednak zaczęła być coraz bardziej nachalna. Przez kolejne razy pojawiała się po wielokroć, a często towarzyszyły jej także inne istoty rozumne, które Quarantio pocięła. Niekiedy pokazywali się po prostu, czasami kiedy brakowało im skóry, kiedy połowa ich twarzy była rozcięta i odsłaniała czaszkę – w kolejnych fazach, do jakich doprowadzała je Kaer Natherini. W jakim stopniu były to zjawy czy inna magiczna manifestacja Natherini nie potrafiła stwierdzić, ale przede wszystkim były to... wyrzuty sumienia. Quarantio coraz bardziej zatracała się w poczuciu winy, tak mało znanej jej rasie. Ukrywała to przed swoimi pobratymcami, wstydząc się tego, ale zaprzestała sprowadzania do twierdzy istot rozumnych z Alaranii. Tylko zwierzęta. I... w pewnym momencie zorientowała się, że z Otchłani na sąsiednią Łuskę Pramoka przybywają niekiedy pewne bestie. Postanowiła, że będzie się ich pozbywać. Postrzegała siebie już jako intruza na alarańskiej ziemi, tym bardziej zaś wszelakie bestie z Otchłani. Zabijaniem ich chciała zmazać część winy. Aż pewnego dnia mieszkańcy wioski nie podziękowali jej za to. Zaoferowali, aby zamieszkała wraz z nimi. To był dla niej szok, ale kiedy dostrzegła sylwetkę tej samej kobiety, która ją uratowała, tuż za plecami tłumów, czmychnęła przez portal. Kolejne lata były dla niej koszmarem – zagłębiała się w tematy dotyczące psychologii, by jakoś wytłumaczyć sobie i zrozumieć ten stan, w którym tkwiła. Niewiele pomagało. Wizje nie ustępowały.

W oczach innych mieszkańców twierdzy zaczęła żyć jak cień dawnej siebie. Nieskora do udowadniania własnej racji, polowań, przygasła oraz spędzająca całe dnie w samotności... Natherini jednak chciała wierzyć, że żyje teraz o wiele lepiej niż kiedyś. Wymykała się często do Alaranii, by próbować pomóc tym, którym była w stanie. Jednakże upiory przeszłości nigdy nie pozwalały jej zapomnieć, w każdej chwili triumfu i podziękowań jej składanych, pojawiając się ponownie. Quarantio w końcu zrozumiała, że nie ma dla niej wybaczenia za te czyny, które wykonała. Nic nie przywróci im życia, a ich wspomnienia muszą żyć w niej, jako iż nie mogą nigdzie indziej. Tak przynajmniej to sobie tłumaczyła. Bez grobu, bez pogrzebu, pociachane na kawałki... Zamieszkałe w jej głowie, ciągle niedające o sobie zapomnieć, aby po prostu nie zaniknąć... Mimo to tym bardziej tylko pragnęła, aby udało jej się komuś pomóc. Jej głównym celem było polowanie na demony, na tym znała się najlepiej. Przy okazji rzecz jasna zabierała je do twierdzy na badania... Jej energia się zmieniła, tak samo Iskierka. Żyła tak przynajmniej sto lat, aż nie natrafiła na kogoś wyjątkowego...

Elfi kowal zafascynował ją sztuką, którą się posługiwał. Był prawdziwym mistrzem w swoim fachu, a Quarantio uratowała jego żonę sprzed szczęk wielkiej bestii z Otchłani. Chciał jej się jakoś odwdzięczyć, jednak wstydząca się Natherini – jej rasa uznawała uczenie się od innych za coś pogardliwego – oraz nękana duchami przeszłości, nie poprosiła o nic, odchodząc. Powróciła po pięciu latach, pięciu latach walki ze sobą. W tym czasie stwierdziła, że przecież księgi też ktoś pisze. Poprosiła więc elfa o naukę jego sztuki. Kowal zgodził się na to z uśmiechem. Quarantio wpadała do niego, kiedy udawała się na „polowanie” - te często trwały całymi dniami, a tygodniowe nie były też niczym dziwnym. Choć po części nauka była w częściach, to dla długowiecznego kowala wiele to nie przeszkadzało. Quarantio nie grzeszyła siłą, ale dzięki magii siły była w stanie funkcjonować nawet lepiej niż większość uczniów, których elf miał przed nią. Choć nigdy nie trafił mu się ktoś aż tak wysoki! To, jak często nazywał ją olbrzymem było dla Natherini nieco kłopotliwe – przywykła raczej do porównań ją z karłem. Dzięki tej relacji zasmakowała nieco, jak to jest żyć z innymi istotami, tak po prostu. Bez obsesji na punkcie wiedzy. Zwłaszcza, że w czasie ich nauki elfowi narodziła się córka. Quarantio była nawet na ceremonii nadania jej imienia, co było dla jednego z jej rasy czymś naprawdę dziwnym. Nawet wpadła na elfią zabawę, choć nieco przestraszyła ją ta cała beztroska oraz szaleństwo.

Wracając jednak do najważniejszego, w ciągu trzydziestu lat dzięki przerywanym lekcjom zdołała opanować umiejętności kowalskie na tyle, aby kowal mógł wręczyć jej zawód kowalski. Quarantio była zdziwiona, argumentowała, że przecież nie jest częścią żadnej społeczności. Elf na to odpowiedział, że przecież jest częścią ich. To wzruszyło Natherini. Ukazały się zjawy jej przyszłości, ale po raz pierwszy udało jej się je zignorować. Obiecała, że będzie ich odwiedzać, czasami pomagając kowalowi wyczuć coś, czasami jedynie aby ich zobaczyć. Tak też robiła przez kolejne sto lat, obserwując, jak mała dorasta i rodzina szczęśliwie żyje. Twierdzili, że jest jej integralną częścią, ale Kaer nie była w stanie uwierzyć, aby to rzeczywiście była prawda. Jeżeli chodzi o jej życie w twierdzy... jej pozycja w polowaniach ustabilizowała się, nie tak znowu nisko, głównie dzięki Iskierce. Jednak jej nowe kowalskie zainteresowanie sprawiło, że zarezerwowała osobną salę tylko dla siebie, gdzie zdobyła narzędzia kowalskie i zaczęła spędzać wiele czasu na wykuwaniu. Inni Kaer Natherini przyglądali się sceptycznie tej fizycznej sztuce, ale zdołała odnaleźć dwójkę uczniów, zainteresowanych także kowalstwem, których zaczęła uczyć. Alternatywnie rozwijała także inne zainteresowania, ale coraz bardziej fascynowały ją bronie i pancerze, które wyjątkowe zaczęła zbierać, gromadząc małą kolekcję artefaktów. Zrobiła nawet sobie małą, prywatną zbrojownię. Bardzo dużo zmieniło pewne odkrycie.

Podczas jednej z wypraw albowiem Iskierka nagle zakręciła się w powietrzu, po czym pomknęła do pobliskiej jaskini; Quarantio podążała za nią krętymi korytarzami, aż w końcu obydwie dotarły do wielkiego, zapieczętowanego wejścia. Jej towarzyszka desperacko próbowała dostać się do środka, dlatego też Kaer Natherini złamała wrota na pół, po czym jej oczom ukazała się wielki grobowiec, wyraźnie elfi. Iskierka od razu powędrowała do trumny – na jej wieku wyrzeźbiony był wojownik trzymający miecz, ale ten nie był stworzony z kamienia. Broń była prawdziwa, umieszczona w kamiennych dłoniach, zbudowana jakby z kryształu. Wielki, oburęczny miecz. Iskierka nie wysysała z niego energii – Quarantio nauczyła ją już, że potrafi niszczyć to artefakty. Zabrała broń do twierdzy i tam przebadała. Ostrze okazało się stworzone w istocie z kryształów, trwale wzmocnionych. Jej uwagę przykuł jednak największy, znajdujący się w klindze, który zdawał się magazynować energię. Cokolwiek miecz ten pierwotnie robił, okazał się uszkodzony, wyrzucając z siebie moc w niekontrolowanych falach przy każdym zamachnięciu. Kaer Natherini zachwyciło jednak jego wykonanie i postanowiła dowiedzieć się, jak powtórzyć podobne osiągnięcie.

Na poszukiwaniu odpowiedzi spędziła kilkanaście lat, aż odnalazła Klasztor Mrocznych Sekretów i tam zapoznała się z dziełami pióra niejakiego Sholihiana dotyczącymi sztuki kreomagowania. Postanowiła się jej nauczyć, chociaż na własną rękę. W niej dostrzegała sekret tworzenia wytrzymalszych i niezwykłych broni. Myśl, że mogłaby sama tworzyć artefakty, niezwykle ją podniecała. Na nauce spędziła kilkadziesiąt lat, aż opanowała w stopniu rzemieślniczym, dzięki czemu była w stanie podjąć się wykucia pancerza z kryształu. Potrzebowała jednak kilka rzeczy... Pierwszym oczywiście był sam kryształ. Quarantio poświęciła wiele czasu na dowiedzenie się, z czego tak naprawdę wykonany jest jej miecz oraz gdzie może znaleźć tego więcej. Ze zdziwieniem odkryła w fakturze kryształów demoniczną magię i zrozumiała, że te zostały przemienione. Testowała to, wiele stopów zostawiając przy dzikich burzach magii, aż po siedmiu latach odkryła idealny, który przemieniał się w nich w pożądany przez nią materiał. Zebrała go na tyle dużo, aby nie musieć się martwić o jego ewentualne zabraknięcie. Potrzebowała jednak jeszcze jednej rzeczy.

Córka elfa, od którego Quarantio nauczyła się kowalstwa, wyrosła na wielką mistrzynią sztuki swojego ojca, a także przyjaciółkę Kaer Natherini. I to właśnie jej pomocy potrzebowała. Przemyciła ją do twierdzy, udając, że jest jej obiektem testowym. Zamknęły się w kuźni i tam wzięły się razem do pracy. W ten sposób, w ciągu kilku miesięcy powstał pancerz, do złudzenia przypominający część zestawu do ostrza. Quarantio wykorzystała jednak pewną właściwość kryształów, czyniąc ze swojej nowej zbroi wielki magazyn na energię magiczną, pozwalający jej zbierać olbrzymie jej pokłady na chwile tego wymagające. Odpowiednio zaklęty kryształ sam w sobie był piękny, nadzwyczaj elastyczny oraz wytrzymały, jednak ambicje dwóch kobiet sięgały jeszcze wyżej. Kaer Natherini swoim kreomagowaniem sprawiła, że zyskał jeszcze bardziej niezwykłych możliwości, obdarzając noszącego ją – a raczej noszącą, bo był dopasowany tylko i wyłącznie na nią – nadzwyczajną, magiczną obronę, a także zdolność kamuflażu, tak przydatną podczas polowań. Córka elfa uparła się, że pierwotny jej wygląd jest zbyt suchy oraz nieelegancki, choć dla Quarantio to nie było wielkim problemem. Jej towarzyszka jednak uparła się, aby przemycić do niego część elfiej sztuki. Stąd wziął się kaptur z cienkiego, elastycznego metalu, peleryna oraz wszelkie dodatkowe zdobienia, w większości srebrne – szczególnie w okolicach hełmu.

Inni Kaer Natherini początkowo wyśmiewali pancerz swojej towarzyszki, stwierdzając, że kompletnie już oszalała. Szybko jednak ich telepatyczne przekazy zrzedły, gdy powróciła z kolejnych polowań, ciągnąc za sobą olbrzymią, spętaną bestię. W nowym pancerzu szybko zaczęła piąć się w górę hierarchii, pozbawiona wad z początku swego życia. Magia siły rekompensowała jej wyjątkowo słabe mięśnie, pancerz kruchość jej ciała. Jedynie na wzrost nie była w stanie nic poradzić, ale kpiny z niego były ostatnim aktem desperacji tych, którzy chcieli wciąż nazywać ją ułomną. W rankingu polowań zaczęła piąć się dosyć szybko, choć jeszcze sprawniej by jej to pewnie szło, gdyby nie jej wycieczki do Alaranii. Wciąż nie pozbyła się grzechów swoich przeszłości, ale powoli zaczynała z nimi żyć, już nie przeżywając w aż tak wielkim stopniu wizji ofiar, będąc w stanie po części je odrzucić i skupić się na zadaniu. Choć znoszenie ich wciąż nie jest łatwe. W ciągu kolejnych stu lat zyskała bardzo wiele. Pośród wielu ludzi, szczególnie w wioskach zaczęła krążyć legenda o odzianej w kryształową zbroję łowczyni demonów. Jeżeli zaś chodzi o twierdzę... Quarantio pięła się przez ten czas w górę hierarchii, w końcu osiągając stanowisko jednej z bardziej znaczących Kaer Natherini, mogącej wpływać na dalszy kierunek kształtowania się ich społeczności. Jednak polityka niewiele ją obchodziła, a starała się zawsze zmieniać tak decyzje, aby dawały większe szanse tym osobom, o których powodzeniu istnieją wielkie wątpliwości. Tak oto dożyła dzisiejszych dni, upośledzona przez los przy swoich narodzinach Kaer Natherini, która jednak w ten sposób była w stanie wykorzystać wiedzę oraz szczęście, aby poradzić sobie ze wszystkimi przeciwnościami. Nękana przez sumienie łowczyni demonów, pojawiająca się w Alaranii, by chociaż spróbować nieco oczyścić swoją duszę. No i opiekunka przemienionej istoty zwanej Iskierką – ta przez żywienie się energią pochodzącą ze zbroi zmieniła ponownie swój kształt. A może... może to energia Quarantio się zmieniła, podobnie jak Kaer Natherini, nie będąc w stanie pozostać w bezruchu?

Dane gracza: Quarantio

Nazwa użytkownika:
Quarantio
Ranga:
Zbłąkana Dusza
Inne Postacie:
Dérigéntirh, Ognaruks, Sarpedon, Malawiasz, Vaela, Ziharria, Natanis, Sitrina,
Martwe postacie:
Status:
OFFLINE
 
 
PW:
Wyślij prywatną wiadomość
Grupy:
Dołączył(a):
Pn cze 25, 2018 10:54 pm
Ostatnia wizyta:
Wt sie 14, 2018 9:04 pm
Liczba postów:
7 | Znajdź posty użytkownika
(0.01% wszystkich postów / 0.03 posty dziennie)
Ostatni post:
Kaer Natherini
Pt gru 07, 2018 10:45 pm
Najaktywniejszy w dziale:
Fargoth
(Posty: 6 / 85.71% postów użytkownika)
Najaktywniejszy w wątku:
Kaer Natherini
(Posty: 6 / 85.71% postów użytkownika)
cron