Profil użytkownika Lourendril

Avatar użytkownika
[Ta karta nie została jeszcze zaakceptowana]

Ogólne

Potęga:
Imię: Lourendril
Rasa: Przemieniony (Z czarodzieja)
Wiek: 875


Aura



Wygląd

Patrząc na mężczyznę, na myśl nasuwa się jedno stwierdzenie: Przeciętny. Człowiek w wieku trzydziestu może czterdziestu lat, posiadający już pewne mniej lub bardziej widoczne zmarszczki. Jego cera jest nieco bardziej blada od większości z tłumu a przyglądając się jego sylwetce można by zasugerować anemię. Tak samo, jak jego skóra, jego wargi, zwykle zwarte, cechują się nikłą barwą. Podobnie jak większość społeczeństwa jego budowa jest raczej koścista niż zadbana. Połączywszy to z jego raczej niskim wzrostem, około sześciu i pół stopy można określić go jako jedną z wielu ofiar niedożywienia, wskazywałoby na jego dość mierne pochodzenie społeczne. Jego czarne, matowy włosy, przystrzyżone do długości uszu i raczej zaniedbane oraz łamliwe. Oczy, ciemne i przyciągające swą głębią, zdają się spoglądać uważnie w każdym kierunku, z rzadka tylko zatrzymując się na obcych twarzach. Jego uzębienie wydaje się ciągle być pełne i w całkiem dobrym stanie.

Najczęściej można go spotkać w zwykłym, ciemnym lub szarym płaszczu z kapturem, narzuconym na dość ściśle przywierającą skórzaną zbroję o zbliżonym kolorze. Przy dokładniejszym przyjrzeniu się można wywnioskować, że zbroja ta miała już swoje lata za sobą i pełna jest mniejszych czy większych poprawek. Dominuje w niej przestarzała technika i choć nadal wygląda dość solidnie, to ewidentnie nie wyszła spod rąk krawieckiego mistrza. Pełno w niej mniejszych lub większych kieszeni, wypełnionymi różnymi raczej dość podejrzanymi przedmiotami. Najczęściej na jego stopach znajdują się lekkie, ciemnobrązowe buty uszyte z jeleniej skóry. Na jego pasie, pod płaszczem dostrzec można dwa sztylety, po jednym po lewej i po prawej stronie. Do tylnej części pasa przytwierdzona została niewielka sakwa z kilkoma przedmiotami, które nie zmieściłyby się w kieszeniach. Co więcej, w jego prawym bucie ukryte zostało niewielkie stilleto, jako broń ostatniej potrzeby. Mimo nieco zniszczonego ekwipunku można dojrzeć, iż jest on starannie zadbany i pozbawiony brudu i mniejszych lub większych dziur. Sterylności dodaje dodatkowo fakt, iż nie można wyczuć żadnego bardziej wyrazistego zapachu, nawet potu.

Od czasu do czasu tego rzadkiego osobnika można również w całkowicie innym wystroju. Charakterystycznym elementem będzie zdecydowanie biały fartuch wraz z wysoką czapką lub siateczką na głowie. Kieszenie fartucha zapełnione są także utensyliami kuchennymi, od łopatek po noże i tasak. Spoglądając za pazuchę można również dostrzec komplet różnych tajemniczych przypraw. Nosząc ten strój zwykle emituje szeroką gamę zapachów i aromatów. Niektórzy wyczują również nikły aromat spalenizny lub alkoholu, w co bardziej nietypowych sytuacjach.


Charakter

Charakter skrytobójcy jest dość złożony. Składa się na niego nie tylko obecne, codziennie życie, ale i bagaż doświadczeń, jaki wyniósł z przeszłości i który nadal stopniowo przypomina o sobie. Choć jego pamięć do wydarzeń dawnych jest nieco szczątkowa lub lekko zamglona nie przeszkadza to we wpływaniu na jego zachowanie i odczucia.

Należy zacząć, iż Lou jest osobą ostrożną i powściągliwą. Dwa razy pomyśli, zanim coś zrobi. Jest raczej zimny dla otoczenia. Nie ma w zwyczaju pomagać ludziom bez korzyści, ale zwykle nie kopnie też losowego psa na ulicy. Zwykle jest skupiony na swoim celu i stara się unikać zakłócania swej uwagi, gdy jest zajęty. Podziela pogląd, iż w świecie obowiązuje prawo dżungli, choć w swoim wypadku uważa się za co najmniej większego drapieżnika. Zarówno jego praca główna, jak i poboczna daje mu pewną przyjemność i radość z jej wykonywania. Jest raczej cynikiem, nie poddaje się zbytnio emocjom. Z rzadka stosuje używki i stosuje w nich umiar.
Zabójca określiłby siebie raczej jako honorową osobę. Choć nie przejmuje się zbytnio prawem lokalnym to wciąż podąża według dawnego kodeksu swej grupy i mimo upływu lat starał się go nie złamać. Złożywszy przysięgę będzie starał się jej dotrzymać. Stara się nie kreować nadmiernego chaosu.

Niechętny jest do przyjmowania zleceń od niepewnych źródeł, niepodających zbyt wiele niezbędnych informacji. Z rzadka podaje dane stosowne do skontaktowania się z nim przez półświatek a sam nie jest zbyt częstym bywalcem miejsc, w którym mógłby dostać zatrudnienie w swej profesji. Zazwyczaj udaje się tam, dopiero gdy jest do tego zmuszony finansowo, jest zbyt znudzony lub jego wizje nakierowały go ku temu. Zwykle jednak korzysta z ustalonego wcześniej systemu znaków i sygnałów, mających doprowadzić do spotkania pomiędzy zleceniodawcą a wykonawcą na neutralnym gruncie.

Podczas wykonywania zleceń nigdy nie zapomina o stosownym przygotowaniu ekwipunku, większym lub mniejszym rekonesansie czy też próbie przesłuchania kilku osób w poszukiwaniu możliwie istotnych sytuacji. Jeśli nie znajdzie drogi ucieczki nawet nie myśli o wzięciu ryzyka. Zawsze pamięta o kamuflażu i maskowaniu twarzy. Robotę starą załatwić się dość czysto, pozostawiając jak najmniej śladów i ofiar, zawsze jednak zostawia ich więcej niż potencjalnych świadków, mogących dać jakiekolwiek poszlaki i nakierować oskarżenia w jego stronę. W miarę możliwości korzysta z różnych metod likwidacji celów, odsuwając trop od swej tożsamości. Z racji swoich umiejętności teatrem jego akcji jest zwykle noc.

Gdy nie pracuje w zawodzie stara się nie wykazywać zbytnio swych umiejętności w sztuce, zachowując jednak przyzwoitą, wyuczoną na przestrzeni lat, ostrożność. Przywiązuje uwagę do szczegółów. Przy wkraczaniu do każdego budynku uważnie przygląda się każdemu w środku i szacuje potencjalną drogę ucieczki. Stara się w miarę możliwości uczynić owe nawyki jak najmniej rzucające się w oczy.

Relacje międzyludzkie są raczej dość powściągliwe. Choć z zewnątrz stara się utrzymać uprzejmy dystans, z rzadka tylko rozmawiając z kimś, jeśli nie ma takowej potrzeby. Trudno nawiązać z nim głębszą i dłuższą relację towarzyską. Nawet ci, którym wydaje się, że znają go długo trudno podać jakieś bardziej szczegółowe i bardziej wartościowe informacje o nim. Stara się unikać bezpośrednich konfliktów, ewentualne problemy rozwiązując według zasady „ Zemsta najlepiej smakuje na zimno z dodatkiem lubczyku. Zwykle nie ujawnia ludziom faktu, iż potrafi posługiwać się magią, nie ma przecież zamiaru im żonglować. W miarę możliwości trzyma się na uboczu, obserwując sytuacje. Lubi przyglądać się sytuacjom i wyczekuje na dalszy obrót akcji.

Gdy udaje mu się znaleźć chwilowe zatrudnienie w swojej pracy marzeń, to jest na stanowisku kucharza można dostrzec lekkie załagodzenie szorstkości jego charakteru. Wobec klientów i współpracowników stara odnosić się nawet z życzliwością. Oczywiście, zdarzają się również zniknięcia niektórych z nich w tajemniczych okolicznościach lub pewne nieszczęśliwe wypadki, lecz są to raczej unikatowe wydarzenia.

Wyszkolony w nieistniejącej już organizacji nauczony został stosownej ostrożności i niechęci wobec niebian. Dobrze przeprowadzona logiczna dedukcja połączona z kilkoma praktycznymi eksperymentami utwierdziła go w przekonaniu, iż niebianie są prawdziwymi antagonistami świata i po części nieszczęśliwymi ofiarami, piekielni zaś są jedynie obocznościami i pewnego rodzaju robactwem, które jednak należy traktować nieco pobłażliwie, w porównywaniu do zorganizowanego systemu indoktrynacji i zniewolenia. Niestety, zdaje się nieco osamotniony w swym planie uwolnienia ludzkości spod tyrańskiego jarzma z racji upadku swej sekty podczas jego nieobecności. W wolnym czasie zdarza mu się likwidować zagrożenie dla wolności ludzkości, ku chwale sekty!

Atrybuty

Krzepa:Niezbyt silny,
Zwinność:Zręczny, Dokładny,
Percepcja:Wyostrzony węch, Czuły język, Przytępione czucie, Czuły zm.mag,
Umysł:Pojętny, Ineligentny, B. silna wola,
Prezencja:Brzydki,

Cechy specjalne

Aspekt Zmierzchu [M]Na skutek (prawie) udanego rytuału mężczyzna uległ dość silnej mutacji, przystosowującej go do uzyskania większej efektywności w przebywaniu i posługiwaniu się siłami cieni i ciemności. Po zmroku lub w przestrzeniach pozbawionych światła lub posiadających go w niewielkich ilościach jego zwinność i percepcja ulegają poprawie. Jest w stanie widzieć w ciemności.
Po świcie [K]Promienie słoneczne lub intensywne magiczne światło działa negatywnie na moce oparte na ciemności i cieniach. Jest również bardziej podatny na oślepienie. Zmniejszona odporność na ogień.
Telekineza [Z]Bohater urodził się ze zdolnością do telekinezy, którą stosuje niezależnie od magii inkantacji.
Echa Przeszłości [D]Na skutek eksperymentu postać wpadła w torpor na okres wielu, wielu lat. Pewna część jego wspomnień uległa zatarciu. Pewne miejsca, osoby lub przedmioty zdają się emitować specyficzne promieniowanie. Na skutek fizycznego kontaktu ze zjawiskiem mag jest w stanie zobaczyć "
Przemieniony [Z]Posiada cechy, które są efektami ubocznymi przemiany. Jego aura jest o wiele mniej dostrzegalna. Wykształcił postać pół eteryczną, która pozostaje poza jego kontrolą w świetle. Ograniczona zdolność kontroli w ciemności. Bezpłodny oraz aseksualny.

Umiejętności

Skrytobójstwo [M]
Gotowanie [M]
Uniki [W]
Wiedza tajemna [W]
Władanie bronią [W] Sztylety
Skradanie się [W]
Wspinaczka [O]
Sporządzanie trucizn [W]
Zielarstwo [W]
Matematyka [O]
Czytanie i Pisanie [W]
Poliglotyzm [W]
Pismo Runiczne [O]
Jeździectwo [O]
Anatomia [O]
Torturowanie [O]
Otwieranie zamków [O]
Unieszkodliwianie Mechanizmów [O]
Odczytywanie Aur [P]
Krawiectwo [O]
Niebianologia [O]
Piekłologia [O]

Magia

        Sposób rzucania zaklęć: Inkantacje
Istnienia [M]
Pustki [A]
Przestrzeni [M]
Energii [A]
Umysłu [A]

Magiczne przedmioty

Maska Godfryka Majera [ART]Ta stworzona z dziwnego, matowego metalu maska w kolorach wahających się od czerni po całą gamę szarości przy próbie założenia okrywa całą twarz właściciela i ukrywa jego twarz w cieniach, nie utrudniając mu jednak wizji. Modyfikuje głos mówiącego. Pozwala zniwelować dźwięk magicznych inkantacji. Blokuje ingerencje w umysł nosiciela.
Igły Christiana z Andurii [ZAK]Magiczne igły, które z łatwością mogą być sterowane przy pomocy magii przestrzeni. Zdolne do przebicia lżejszych pancerzy i spenetrowania spojeń zbroi. Możliwość aplikacji trucizny. Stosunkowo łatwe do ukrycia. Komplet składa się z pięciu zestawów o różnych rozmiarach po osiem sztuk.

Towarzysz


Historia

Kurz i uderzająca duchota była pierwszą rzeczą, która przyszła mu na myśl po przebudzeniu. Po chwili doszedł potworny, pulsujący ból głowy, połączony z uczuciem dezorientacji. Próba powstania i złapania się za głowę zakończyło się uderzeniem głową w twardy i zimny obiekt. Mężczyzna pozostał na chwilę w bezruchu i otworzył oczy. Dookoła było niezwykle ciasno i, o dziwo, dość jasno. Przedmoir był długim, kamiennym czymś zdolnym pomieścić jego ciało i niewiele więcej. Przyglądając się dokładniej zauważył, iż ubrany był w oficjalny strój adepta, który noszony był jedynie wewnątrz terenów należących do jego sekty. Z nieznanych jednak powodów nie był on w kolorze eleganckiej czerni, lecz przybrał barwę szarą. Przy nim nie leżało nic poza kompletem igieł, wykutym dla niego z okazji osiągnięcia przez niego dojrzałości oraz jego ulubiony sztylet, teraz kompletnie zardzewiały. Ból w skroniach powoli odpuszczał. Ciasne pomieszczenie nie ułatwiało próby wydostania się z tej dziwnej sytuacji. Żadna ściana nie chciała ustąpić pod jego naciskiem, nie licząc drobnego drgnięcia tego, co znajdowało się bezpośrednio nad nim. Starał się zachować spokój, czekając aż jego organizm przestanie się buntować. Czuł się niezwykle słabo jak nigdy dotąd. Nie będąc w stanie wydostać się dzięki swoim fizycznym możliwością pozostało mu tylko jedno- użycie magii. W tym wypadku jednak inkantacje były utrudnione, jeśli nie niemożliwe. Użył więc jedynej alternatywy- telekinezy, swej wrodzonej specjalności. Po chwili skupienia umysłu pokrywa zaczęła się lekko przesuwać w lewo, aż upadła z ciężkim, gwałtownym trzaskiem na podłoże. Mężczyzna, opierając się o krawędzie, z trudem wydostał się z pułapki. Po nabraniu głębokiego wdechu w piersiach rozejrzał się dookoła. Lokalizacja po namyśle stała się dla niego znajoma. Był to cmentarz przynależący do jego organizacji a miejsce, z którego się wyczołgał było jednym z licznych sarkofagów, w którym znajdowały się ciała tych, którzy przysłużyli się dobru ich grupy. Niepokój wkradł się w jego umysł a włosy stanęły mu dęba, gdy zdał sobie sprawę, że w miejscu, które znajdowało się głęboko pod ziemią i nigdy nie miało dostępu do światła widział jak za dnia. Ponowne próby przypomnienia sobie czegokolwiek co mogłoby mu pomóc nie tylko spełzły na niczym, ale poskutkowały w gwałtownej, penetrującej jego czaszkę fali i sprawiły, że stracił przytomność, opadając tępo na ziemie.

Po ponownym odzyskaniu świadomości Lou postanowił być o wiele bardziej ostrożnym. Choć w jego głowie była głucha pustka dotycząca jakichkolwiek szczegółów to jednak był w stanie skojarzyć nie tylko miejsce, w którym się znajdował, jego podstawowa wiedza wyglądała na całą. Próba użycia magii, której nauka była poprzedzona długoletnim i bolesnym wysiłkiem, okazała się sukcesem. Paradoksalnie, sztylet, który został uformowany z cieni, wyglądał na lepiej wykonany niż w przeszłości. Krótki spacer po okolicznych grobach utwierdził go w przekonaniu, iż jego grupa miała poważne kłopoty. Jedna z najbardziej kluczowych i historycznych lokacji, którą według dawnych zasad miał odwiedzić każdy, by złożyć hołd swoim poprzednikom, była całkowicie opuszczona. Kurz i pył znajdował się na każdej pokrywie, nie można było dostrzec już żadnych śladów na ścieżkach a niewielki, drewniany magazyn, w którym zwykle przechowywano pochodnie i inne przedmioty niezbędne do eksploracji tego typu miejsc, był spróchniały i po części zawalony. Co takiego musiało się wydarzyć, aby to miejsce zostało zapomniane?

Próba wydostania się główną drogą okazała się porażką- Dawny tunel prowadzący na powierzchnie był całkowicie zawalony. Przekopanie się przez niego, zakładając, że nie kolejne kamienie nie zaczną spadać, trwałoby wiele dni. Powoli przypominający się głód sugerował, że podjęcie się tego wyzwania skończyłoby się źle. Na szczęście, w okolicach zawaliska zebrała się całkiem sporych rozmiarów kałuża stęchłej wody, która pozwoliła ukoić jego pragnienie. Mężczyzna usiadł na ziemi i zaczął rozmyślać o tym, co go spotkało. Najwidoczniej uznano go za zmarłego, co mogło być zrozumiałe, gdyby nie pochówek w tym miejscu. Sprowadzenie ciała tu musiało trwać długie dni, co powinno wykluczyć możliwość otrucia go truciznami symulującymi śmierć. Ponadto, wszystko wyglądało tak jak gdyby minęła więcej niż chwila od momentu, gdy został pochowany. Brak drogi wyjścia nie pomagał niskim już morale mężczyzny. Zdecydował, że musi najpierw się przespać z całą zaistniałą sytuacją, zanim podejmie kolejne kroki.

Sen mężczyzny nie okazał się jednak ani spokojnym, ani zwyczajnym. Był on niezwykle realistycznym, gdzie wszystko obserwował jak gdyby za swoich pleców. Szedł on tą samą, ciemną ścieżką, lecz w przeciwnym kierunku, w głąb nekropolii, ku części, której nie powinno tam być. Podróżując bez widocznego planu zatrzymał się on tuż obok najbardziej ozdobnego pomnika, na którym litery nie zostały jeszcze wytarte. Przekręcił jednak głowę z widocznym brakiem zadowolenia i poszedł dalej, schylając się przy typowym sarkofagu, znajdującym się pięć nagrobków dalej. Wizja ta nagle urwała się tym miejscu a on sam obudził się zlany zimnym potem, z drżącymi dłońmi.

Mężczyzna wstał z twardej i zimnej ziemi, otrzepując ubranie. Spojrzał w stronę, która została mu zasugerowana. Wytężając swój umysł przez krótką chwilę poczuł nikłą, ledwie wyczuwalną aurę czegoś, co nigdy wcześniej nie odczuwał. Wydawało się to nadawać jak gdyby sygnał, przywołujący go do siebie. Nie mając innego tropu czarodziej zdecydował się wyruszyć w kierunku danym mu przez to mistyczne doświadczenie. Podróż, jaką musiał odbyć, była o wiele dłuższa niż się spodziewał. Miejsce, gdzie on został pochowany, które było w tamtym momencie praktycznie końcem jaskini, nie znajdowało się nawet w połowie drogi do celu. Przekroczywszy ów punkt dało się zauważyć, iż wystrój i typ i ilość nagrobków zaczął ulegać zmianom. Choć były one w gruncie rzeczy równie proste co poprzednio gatunek kamienia użytego do ich produkcji stał się o wiele bardziej pośledni. Grobowce były również co raz to bliżej do siebie, sprawiając wrażenie ciasnoty. Mężczyźnie udało się dojść praktycznie do końca. Był w stanie zobaczyć ścianę kończącą cały kompleks. Była ona skuta w dość obskurny sposób, bez przykładania do niej większej uwagi. Jego cel, czyli znajdująca się w pośrodku ogromna kolumna. Można było na niej dostrzec liczne nazwiska, pod którymi znalazła się jedna data. U podstawy widoczne były figury licznych ciał wykute w skale, powyginane w agonalnych pozycjach, z powykrzywianymi twarzami w okrzykach bólu. Tło pobojowiska stanowiło znajdujące się w oddali miasto, stojące w płomieniach. Styl i miejsce sugerowałoby, iż jest to nic innego jak masowy grobowiec.Znalazłszy tuż obok monumentu po raz kolejny wytężył umysł. Wyczuł, iż sygnał, jaki otrzymał był znacznie silniejszy niż wcześniej, przypominający teraz pulsowanie w jego głowie. Podążywszy za wołaniem znalazł się na skraju dwóch ścian budujących ową jaskinię. Zobaczył tam raptem trzy groby, które z trudem można było odróżnić od skały, zaledwie w środku wydrążonej. Dwa z nich były bezimienne, tylko jeden z nich, pośrodku, posiadał prosty napis: Godfryk Majer. Z każdym krokiem ku grobowi uczucie, które go ogarniało nasilało się, dopóki nie stanął bezpośrednio nad nim. Powoli odsunął płytę grobowca, która po upadku na grunt się roztrzaskała . W środku znalazły się tylko dwie rzeczy: Wysuszony szkielet z ciemną, matową maską, której materiału nie mógł określić. Wyglądała jak gdyby została utkana z cieni i odlana z ciemności. Wyciągnął ręce i podniósł maskę, tylko aby uczucie, które na chwilę go opuściło powróciło z tysiąckrotną siłą, wprowadzając go w trans.

Ciemność panowała wokół, rozproszona jedynie światłem jednej pochodni. Cisza przerywana była rytmicznymi, tępymi uderzeniami dłuta w kamień. Kamieniarz, pochylony nad płytą opartą o ścianę, otarł pot z czoła, aby powrócić do swojego zajęcia. Pozostało mu zaledwie kilka ciosów, aby ukończyć napis na grobie Majera. W oddali ukazało się kolejne, inne światło. Troje ludzi, jeden z nich niosący pochodnie, dwaj pozostali zaś nieśli zwłoki, ciasno zawinięte w biały całun. Rzemieślnik pozdrowił nowo przybyłych salutem, odkładając swoje narzędzia. Jego robota była skończona. Całun został położony na ziemi i odwinięty. Wewnątrz znajdował się mężczyzna, a raczej to, co z niego pozostało. Raczej w dojrzałym wieku, o jasnych włosach, raczej niski, ubrany w ciemną szatę. Jego twarz była w całości zakryta była ciemną maską. Ciało jego usiane było licznymi bruzdami, ranami kłutymi i ciętymi. Co więcej, brakowało mu lewej nogi. Widać, iż nie zakończył swojego żywota w spokoju. Zebrani przyglądali się przez chwile zwłokom, po czym bez słowa podnieśli je i włożyli do wciąż otwartego sarkofagu. Jeden z nich za pomocą magii podniósł świeżo wykończoną pokrywę i zakrył nią grobowiec, inny zaś spopielił materiał. Trzymający pochodnie przełamał ciszę głośnym westchnieniem:
- I tak swój żywot zakończył ostatni syn naszego patriarchy, nasza jedyna nadzieja na odrodzenie. Po śmierci jego ojca i utracie naszej świętej ziemi już nic nie było takie samo... Niech ci ziemia lekką będzie, wkrótce spotkamy się ponownie.
Po wygłoszeniu monologu mężczyzna odwrócił się i zaczął kierować się w stronę monumentalnego pomnika. Gdy zbliżył się do niego, przyklęknął przy jednej z figur. Przedstawiała ona starszego człowieka, którego twarz, w odróżnieniu od innych była spokojna, wręcz stoicka. Wyglądał na pogodzonego ze swoim losem. Przewodzący grupie nagle wbił swe palce pomiędzy oczy starca. Cały obraz nagle rozmazał się a trans został przerwany.

Gwałtowne i niespodziewane zdarzenie poskutkowało w przewróceniu się mężczyzny i rozbiciu łuku brwiowego o grób. Krew ciekła prosto na jego oczy, utrudniając mu wizje. To, co zobaczył i usłyszał co najmniej go zaniepokoiło. Gdyby nie pewien szkopuł pewnie zmarszczyłby brwi. Przeszłość nie obeszła się łagodnie z jego braćmi i siostrami. Wiedząc, iż to, co zobaczył poprzednim razem nie zawiodło go, założył, że i tym razem doprowadzi go do jakiegoś tropu. Nieśpiesznym krokiem doszedł ponownie do monumentu. Po zastanowieniu się był on jak gdyby nie do końca na miejscu. Po co komu ogromna kolumna, którą musiałoby objąć co najmniej 6 ludzi, w miejscu, gdzie właściwie nikt jej nie zobaczy? Zbadawszy ją już poprzednio nie miał wielkich problemów z odnalezieniem tego samego wizerunku spokojnego starca. Jego oczodoły, w odróżnieniu od całej reszty, były nieco wytarte, sygnalizując, iż było coś z nimi nie tak. Mag wepchnął swe palce głęboko w otwór. Kamień ustąpił pod jego naciskiem aż do cichego, acz wyraźnego kliknięcia. Rozległ się powolny dźwięk mechanizmów, które błagały wręcz o konserwacje. Boczna ściana pomnika wsunęła się w podłoże, odsłaniając niewielkie pomieszczenie, którego jedynym elementem wyposażenia była długa drabina, biegnąca powyżej poziomu sklepienia. Nie czekając nawet na zamknięcie się wrót, rozpoczął wspinaczkę. Drabina pełna była dłuższych niż zazwyczaj przerw, z biegiem czasu wiele z jej szczebli musiało odpaść. Nie potrafił zliczyć ile razy pod jego lekkim naciskiem kolejne z nich spadały, w co raz to dalszą czeluść.

Po upływie prawie połowy godziny wspinaczka uległa zakończeniu. Znalazł się w komorze w głębi jaskini, która zabezpieczona była głazem wtapiającym się w górę, praktycznie niedostrzegalnym z zewnątrz przy braku wiedzy o jego istnieniu. W środku można było wyczuć bryzę świeżego powietrza, coś, co pragnął poczuć od momentu przebudzenia. Ku jego zaskoczeniu dostrzegł tu także zwłoki, które były stosunkowo świeże w porównaniu do tych znajdujących się poniżej. Mające co najwyżej 10 lat ciało było już dość słabo rozpoznawalne, gdyż nie zostało z niego wiele więcej niż szkielet, ze wbitą między żebrami strzałą. Najwidoczniej został ranny w walce, lecz udało mu się wydostać do jego zdaniem bezpiecznego miejsca. Posiadał przy sobie jednak coś niezwykle cennego dla przebudzonego: Plecak, wyposażony w komplet prostych ubrań i niezbędnych przedmiotów dla każdego podróżnika. W porównaniu z rozsypującą się z każdym krokiem szatą nawet włosiennica byłaby zbawieniem. Po przebraniu się w swój nowy strój, schowaniu swego niewielkiego dobytku do plecaka wyszedł na krawędź jaskini, spoglądając na horyzont. Wolność!

Dane gracza: Lourendril

Nazwa użytkownika:
Lourendril
Ranga:
Zbłąkana Dusza
Martwe postacie:
Status:
OFFLINE
 
 
PW:
Wyślij prywatną wiadomość
GG:
49322558
Grupy:
Dołączył(a):
Pn cze 04, 2018 8:16 pm
Ostatnia wizyta:
Pn lip 02, 2018 10:11 pm
Liczba postów:
1 | Znajdź posty użytkownika
(0.00% wszystkich postów / 0.01 posty dziennie)
Ostatni post:
Prośby o sprawdzenie KP
Pt cze 22, 2018 10:45 pm
Najaktywniejszy w dziale:
Księga Boskich Praw
(Posty: 1 / 100.00% postów użytkownika)
Najaktywniejszy w wątku:
Prośby o sprawdzenie KP
(Posty: 1 / 100.00% postów użytkownika)
cron