Profil użytkownika Ophelia

Avatar użytkownika

Ogólne

Potęga:
Imię: Ophelia
Rasa: syrena
Wiek: 110


Aura

Emanacja charakteryzuje się niewielką siłą magiczną. Wokół stale, leniwie przelatują szmaragdowe kule światła, przypominające coś w rodzaju gwiazd. Powłoka pokryta jest grubą, miedzianą warstwą, na której widnieją wyryte różne nutki, czasem, gdy zbliży się do nich ucho, można usłyszeć dźwięk, za jaki odpowiadają. Niekiedy wychodzą ze swych pięciolinii i zaczynają tańczyć, zostawiając za sobą kobaltowe zawijasy. Można też usłyszeć szum morskich fal i poczuć ich woń, jakby właśnie się stało na plaży. Ponadto gdzieś w oddali rozbrzmiewa niezwykła pieśń. Powierzchnia ponadto jest niezwykle miękka i elastyczna, potrafi przybrać naprawdę dziwaczne kształty. Posiada także bardzo ostre krańce, które kryją się gdzieś z tyłu na wszelki wypadek, zwykle jednak prezentowany jest przyjemny meszek z przodu. W ustach niespodziewanie można odczuć dziwną lepkość, a gdy wszystko inne znika, pozostaje jedynie ten ślad.


Wygląd

Ogień migocący pod ciemną taflą wody. Zdaje się tylko przywidzeniem. "To zachodzące słońce odbija się w wodzie." Utwierdzasz się w tym przekonaniu zauważając złote refleksy goniące płomień. Z tyłu głowy jednak jedna myśl niebezpiecznie uderza w czaszkę i wzmaża czujność. "Wpłynąłeś na strzeżone terytorium." Spoglądasz więc jeszcze raz na wodę, oczekując wynurzających się z morza nagich torsów trytonów z włóczniami i mieczami w dłoniach, lecz zamiast nich twoim oczom ukazuje się sen. Sen tak piękny, że chciałbyś aby trwał jak najdłużej. Na drugim końcu łodzi smukłe ramiona splatają się na burcie. Ponad łokciami okrywa je złoto-zielona łuska, kończąca się dopiero na grzbiecie dłoni, niczym balowe rękawki. Widzisz dotykające drewna palce połączone cienkimi błonami i zakończonymi długimi paznokciami. Nie za blisko, lecz wciąż odważnie niedaleko, duże oczy wpatrują się w ciebie mieniąc odcieniami słońca odbijanego przez wodę. Zdają się być o wiele bardziej żywe niż u jakiejkolwiek innej istoty, a zaklęte w nich refleksy hipnotyzują tak, że nie możesz przestać patrzeć. Ciężko więc jednoznacznie określić ich kolor, choć wydaje się, że mimo wszystko przeważa delikatna zieleń. Otaczają je jasne i długie rzęsy, jak firanka zasłaniając czasem figlarne spojrzenie. Patrząc czujesz przejmujące pragnienie zbliżenia się do tej zarumienionej twarzyczki, tego delikatnie zadartego noska i złożenia pocałunku na tych, przypominających kolorem wnętrze muszli, ustach. Wilgotne lśnią niczym perła i wydają się być zbyt delikatne, by rozsądne było wystawianie je na działanie wiatru. Wiatru, który nagle rozwiał bajecznie rude loki na oblicze snu, odsłaniając znajdujące się za uszami skrzela. To przypomina ci, że nie masz do czynienia z człowiekiem, lecz to nie wydaje się szczególnie istotne. Perlisty śmiech niesie się ponad ciemną taflą oceanu, a cichy głos, jakby niezdolny do wypowiadania słów głośno, dociera do twoich uszu przełamując ciszę niemal naturalnie. Nie rozumiesz jednak języka, ale istota przed tobą zdaje się na to nie zważać. Uśmiecha się tak, że chciałbyś na ten uśmiech patrzeć wieczność, lecz wtedy nagle jego właścicielka odwraca się i w mgnieniu oka znika pod wodą. Rzucasz się do burty. "Nie! Zostań tu jeszcze!" i jakby twoje pragnienia miały zostać spełnione widzisz nagle rudy czubek głowy, powoli wynurzający się ponad powierzchnię. Jej włosy są już mokre, lecz nadal piękne. Tylko dlaczego jest tak daleko? Czemu sny zawsze muszą tak szybko umykać i pozostawać niedostępne? Szczególnie, gdy zaczynają pięścić twoje uszy pieśnią pozbawioną słów, a przynajmniej bez znanych istotom lądu. Dlaczego śpiewa, powoli obracając się wokół własnej osi, unosząc smukłe dłonie do góry, na wysokość tafli wody, i łapiąc w sieć rzęs promienie słońca? Dlaczego głos ten jest tak piękny, że nie jesteś w stanie powstrzymać już rąk, które chwytają liny, by złapać wiatr w żagle i nakierowują łódź w stronę marzenia? Słuchasz i patrzysz na obraz, który chcesz wyryć sobie w pamięci na zawsze. Zapamiętujesz jasną, niemal białą skórę, która wydaje się być zbyt delikatna jak dla strażniczki wód, przez prześwitujące miejscami żyły. Ale może wcale nie jest aż tak cienka? Może to tylko brak koloru? Być może, niestety nie jesteś w stanie tego sprawdzić, bo za każdym razem, kiedy zbliżasz się już wystarczająco blisko do bajecznej istoty, ta nagle odwraca się ukazując przedziwny widok - kręgosłup nie przypomina ludzkiego, złożonego z obłych kręgów. Te przyjmują ostry kształt, wystając niczym łuski, lecz tak naprawdę są pozostałością po płetwach grzbietowych. Wydają się nie pasować do łagodnego obrazu kobiety. Po chwili jednak woda zasłania ten widok, a ty już o nim nie myślisz, przesuwając tylko wzrok po ogonie istoty, zakończonym dwumetrową płetwą pokrytą z pewnością skórą grubszą niż na reszcie ciała i mieszającą barwy głębokiego granatu i zieleni. Przypomina toń oceanu, a porusza się szybko i płynnie sprawnie pokonując odległości. Ogon pokryty łuskami przypominającymi kosztowności, które większość kobiet pewnie pragnęłaby mieć, zaczyna się pod pępkiem ozdobionym malutką zieloną perełką. Masz ochotę położyć dłonie na talii wcinajacej się mocno do środka i podkreślającej szerokie biodra i pełne, lecz niezbyt duże piersi. Te nie są zaś zasłonięte niczym, poza kilkoma złotymi łuskami rozmiesczonymi jakby w przypadkowych miejscach. Wszystko to jednak niknie, niknie coraz szybciej... Sen ucieka gwałtownie i kapryśnie. Znikają wyraźnie zarysowane obojczyki, znikają tajemnicze pręgi na szyi, znika uśmiech roztapiajacy lód otaczajacego cię oceanu... Być może wszystko tylko ci się przewidziało?

Podobno marzenia wynurzające się z morskiej piany, schodząc na ląd przyjmują typowo ludzką postać. Gdybyście więc ujrzeli to konkretne dotykające płetwą suchego lądu, ujrzelibyście, jak z jego ciała znikają łuski, a ogon dzieli się na dwie części przyjmując kształt długich, smukłych nóg. Nogi, te drżące, gdy muszą utrzymać ciało w pozycji pionowej nie prezentują się dobrze – choć nieruchome wyglądają zgrabnie, to gdy tylko wprawi się je w ruch, widać jak są nieporadne w nowych warunkach. Poza tym z ciała marzenia znikają błony spomiędzy palców, a kręgosłup chowa się łagodnie pod skórą, przyjmując kształt połączonych ze sobą kręgów – nie odstają tak jak w wodzie. Skrzela zaś zamieniają się w cienkie linie za uszami, a skóra nabiera delikatnych rumieńców, gdy tylko chłodny wiatr owieje nieprzyzwyczajone do suchości ciało. Tak właśnie marzenie staje się prawie ludzką kobietą.


Charakter

Ophelia ≈ ophelos ≈ pomoc


Kiedy twe ciało ląduje w morskich głębinach i los wydaje się być już przesądzony – liczyć możesz tylko na cud. Objawić się on może pod postacią rudowłosej piękności o bladej skórze, która wyłania się z samych odmętów. Kiedy przez twój umysł przemknie myśl, że oto nadpływa wysłanniczka samej śmierci – ta zaskakuje cię po raz kolejny raz w życiu. Szczupłe dłonie wsuwają się pod ramiona i ciągną do góry – z powrotem ku krainie żywych.
Jak to możliwe, że istota wychowana wśród największych niewdzięczników, wyrosła na nadzieję kadego, kto potrzebuje pomocy?
Ophelia zawsze miała w sobie niespodziewanie dużo entuzjazmu i zapału do niesienia pomocy, choć sama nie zawsze ją otrzymywała. Być może swoje braki rekompensowała u innych, a może po prostu niektórzy rodzą się ze złotym sercem. Zawsze jednak zaskakiwała wszystkich swoich braci i siostry, gdy potrzebę – i wręcz społeczny nakaz – samowystarczalności umiejętnie łączyła z nienachalnym, lecz skutecznym naprawianiem świata. Choć niektórzy postawę tą uważali za naiwną – i rzeczywiście czasem przysparzyła ona poważnych problemów – Ophelia była i jest jej w pełni świadoma i nie dała innym zgasić swego płomienia. Powodem jest coś, co zauważyła w czasie dorastania i uznała za swoją misję: w połączeniu z innymi jej przymiotami (m.in. wrażliwością, cierpliwością, ale i zakskaującą stanowczością) płomień ów okazał się ratunkiem i plastrem scalającym każde społeczeństwo, w którym przyszło jej żyć. Zarówno w Głębi, jak i na dworze syreniego Królestwa, jej zapał do zmian na lepsze stawał się motywacją dla wszystkich innych, by stanąć ramię w ramię, bez względu na wszystko i razem stworzyć coś ważnego. Poczucie, że faktycznie jest w stanie coś zmienić, na dobre odkryła, gdy poślubiła księcia. Wtedy, mając w rękach jeszcze skuteczniejsze narędzia, zobaczyła, że może rzeczywiście ona i jej marzenia są czegoś warte.
Żyjąc w Głębi czuła się bezpiecznie i otoczona szczerą miłością (jakkolwiek absurdalne wydaje się być takie uczucie w tak mrocznym miejscu), jednak dopiero, gdy ją opuściła poczucie odmienności rozpuściło się w przejrzystych wodach Morza Cieni. Poczuła, że narzeszcie jest rozumiana, lecz tęsknota za domem nigdy nie zniknęła. W końcu to w Głębi się wychowała i to tam zostawiła wszystkich, których naprawdę kochała. Wciąż nie może się też pogodzić z bezwględnym traktowaniem jej mieszkańców, przez „praworządnych”.
Wciąż jednak odczuwa potrzebę udowadaniana swojej wartości, jakby to od niej zależało jej życie. Nic dziwnego, kiedy w Królestwie otaczają ją nie tylko kochający, ale i tacy, którzy uważają że absolutnie nie powinna była nigdy przekraczać progu pałacu. Musi być więc wytrwała, czujna i zawsze idealna. To, w połączeniu z tęsknotą, wielokrotnie wprowadza ją w melancholijny nastrój i sprowadza coraz to nowsze lęki, którym daje ujście wyłącznie w swych pieśniach.
Głównie jednak widzi się ją jako uśmiechniętą, elegancką syrenę, może trochę zbyt swobodnie traktującą podwładnych, dzieci i zwierzęta. Potrafi przyjąć postawę poważną i dumną, choć zdecydowanie nie jest to jej prawdziwa natura. W takich momentach jednak, czasem widać w jej oczach wspomnienie Głębi – hardość charakteru wyniosła właśnie stamtąd i dopiero w obecnym domu wyszlifowała. Oczy te kryją też dużo więcej. Czasem Ophelia musi się opierać sposobom myślenia i pragnieniom spędzania czasu na wzór swoich dawnych sióstr. Momentami więc wymknie jej się nieodpowiednie słówko, innym razem na zwiadach ma ochotę przystanąć, by wypróbować znów swych umiejętności kuszenia żeglarzy, a jeszcze kiedy indziej szturchnie kogoś w bok i czasem... przypomną jej się własne lęki. Bo choć jest niesamowicie ciekawa świata i uważa, że kluczem do rozwiązania wszystkich problemów jest budowanie wspólnoty, tolerancja i próba zrozumienia „innego”, to... niejednokrotnie odczuwa konflikt wewnętrzny. Pamięta bowiem historie z Głębi, a przede wszystkim własne porwanie.

Atrybuty

Krzepa:Niezbyt silny, Delikatny,
Zwinność:Zręczny, Bardzo szybki, Dokładny,
Percepcja:Dobry słuch, Przytępiony smak, Wyostrzone czucie, Czuły zm.mag,
Umysł:Bystry, Ineligentny,
Prezencja:Olśniewający, Godny, Przekonywujący,

Cechy specjalne

Przemiana [Z]Kiedy ogon dotknie stałego lądu, zamienia się w smukłe, ludzkie nogi. Znikają łuski, błony między palcami, a skrzela zamieniają się w cieniutkie, prawie niezauważalne otwory za uszami. W ludzkiej postaci może przebywać 12 godzin, potem zaczyna mieć problemy z oddychaniem, jej skóra robi się coraz suchsza, a nogi odmawiają posłuszeństwa. Niestety, w przypadku Ophelii, nawet tuż po przemianie nie jest za wesoło. Jej nogi są bardzo słabe, porusza się z trudnością i czasem miewa syrenie odruchy. Wynika to z faktu, że po raz pierwszy przemieniła się bardzo późno, w porównaniu do innych ze swej rasy. Wszystko jest jednak kwestią wyćwiczenia.
(Nie)znajomość mórz [S]W myślach często wydaje nam się, że potrafimy o wiele więcej, niż w rzeczywistości. Ophelia jest doskonałą teoretyczką. Na pamieć zna mapy wielu mórz i oceanów, zagrożenia w nich czychające oraz istoty je zamieszkujące (wie również jak się z nimi porozumieć). Jest w stanie opracować plan dalekiej wyprawy, sama wysyła patrole na zwiady, ale gdy samodzielnie musi się gdzieś udać... Zaczynają się kłopoty. Ophelia zwyczajnie ma paskudną orientację w terenie, czego bardzo się wstydzi i co nie raz przysparza jej wielu problemów.
Syreni śpiew [Z]Unoszący się nad spokojną taflą wody czy rozbijający o szaleńcze fale, wydaje się być melodią twoich skrytych w głębi serca pragnień. Rozbrzmiewa słowami, których nie zrozumiesz, jeśli nie jesteś istotą morza, lecz to bez znaczenia. I tak działa na ciebie tak czarująco, że chętnie zmienisz kurs, by go słuchać dalej. Jest w nim jakaś magia, która skłania istoty o słabszej sile woli do bezrozumnego podążania za śpiewającą, jednak silniejsze istoty mogą co najwyżej zachwycić się pięknem głosu i melodii, bo to w nim najważniejsze. Ophelia ma głos piękny, niczym najczystsze perły i doskonale go wykorzystuje snując ciche, melanholijne opowieści. Czasem zapomina, że ten może być aż tak kuszący dla istot innych niż ona – nie działa bowiem na inne syreny, czy trytony.

Umiejętności

(Nie)znajomość języków [O] Oczywiście poza mową własnej rasy, Ophelia nauczyła się mowy elfiej, choć w szczególnym dialekcie - elfów morskich zamieszkujących Morze Cieni. I na tym właściwie koniec. Syrena nie zna mowy wspólnej, poza kilkoma zwrotami zasłyszanymi u marynarzy i piratów (więc na pewno niezwykle pięknych!).
Śpiew [M] Jej głos ujmuje nawet serca nawet najmniej wrażliych na sztukę, a melodie i pieśni, które układa zapadają na długo w pamięć
Kartografia [W] Choć ma paskudną orientację w terenie, to teoretycznie wody zna bardzo dobrze. Nie dotyczy to umiejętności sporządzania map. Po prostu się na nich zna.
Czytanie [P] Choć w świecie syren umiejętność ta nie jest tak istotna, jak na lądzie, to ciekawość i życie w królestwie nauczyło ją podstaw.
Taniec w wodzie [W] Kuszenie, zabawa, zwyczajna przyjemność. Wydaje się, że Ophelia ma do tego talent, który można by było szlifować.
Czytanie aur [P] Wrażliwość objawia się w różnych aspektach. Opehlia ma nosa do ludzi, między innymi dzięki umiejętności czytania aur.
Poezja [O] Pozwala jej wyrazić siebie oraz ułożyć proste wiersze, których słowa unozą się później nad powierzchnią wody. Z reguły jednak śpiewając stawia na emocjonalność samych dźwięków, pozbawionych znaczenia słownego.
Strategia [P] Żyjąc u boku księcia, dwór zadbał o jej odpowiednią edukację. Nie jest w tym najlepsza, nie zdążyła się zbyt wiele nauczyć, ale czas spędzany na poznawaniu prawa, wojska, własnego państwa wyrobił w niej umiejętność odpowiedniego planowania.
Prawo morskie [W] Kolejny etap edukacji przyszłej księżnej. Ophelia bardzo sobie wzięła do serca te nauki, poznając dzięki nim sposób w jaki funkcjonuje królestwo, w którym żyje i o które musi dbać. Mając jednak w głowie wspomnienie głębi, szczególną uwagę poświęciła prawu karnemu, próbując zrozumieć czy jest szansa na lepsze rozwiązanie kwestii wygnańców.
Poławianie pereł [M] Zajmowała się tym od zawsze. Od małego, jeszcze w Głębii przyczyniała się w ten sposób dla dobra ogółu, w późniejszym czasie - już w królestwie - nie rezygnując z tego zajęcia. Wie gdzie znaleźć najlepsze skupiska małż i ślimaków, które perły są najlepsze, jak je wydobywać sprawnie i szybko.
Gospodarka wodna [O] Kolejna rzecz której poświeciła uwagę, przy okazji studiowania prawa morskiego. Uważa, że skupiając się na gospodarce wodnej jest w stanie najlepiej pomóc własnemu państwu.
Przetrwanie [O] Życie w Głębii nauczyło jej tej sztuki, jednak zawsze polegała na innych. Dotyczy tylko warunków wodnych.
Leczenie [W] Poza naturalną zdolnością wykorzystania magii w celach leczniczych, syrena z zapałem uczy się sposobów doraźnej i stałej pomocy chorym istotom. Wie jak pomóc zarówno przedstawicielom własnej rasy, jak i zwierzętom, z którymi żyje. Wie więcjak przygotować lecznicze mikstury, podstawowe, naturalne lekarstwa, opatrzeć rany i służyć radą. Wciąż jednak się uczy. Czuje się spełniona, mogąc pomagać innym.

Magia

        Sposób rzucania zaklęć: Moce
Wody [A]
Życia [A]

Magiczne przedmioty

Kryształek Domu [ZAC]Prezent od księcia w formie małego, granatowego kryształka, osadzonego na cieniutkiej, srebrnej bransoletce. Dzięki niemu Ophelia może oddalić się od królestwa i nigdy nie zgubi drogi. Magiczne imuplsy wskazują bowiem syrence właściwy kierunek, w którym należy zmierzać. Wszystko więc będzie w porządku - byle tylko go nie zgubić!

Towarzysz


Historia

Głębiny mórz od zawsze pozostają zagadką dla żeglarzy. Widywałam ich pod różnokolorowymi banderami. Wielu naiwnie miała się za panów słonych akwenów, większość jednak była wystarczająco pokorna, by uszanować potęgę żywiołu. Najrozsądniejsi zaś nigdy nie zapominali, że nie są sami, a pycha to zaledwie naiwność.
My, dzieci wody, jesteśmy po to, by o tym przypominać. To my chronimy morza, wszystkich ich mieszkańców, wszystko co się w w nich znajduje.
Narodziliśmy się, by pouczać próżnych i by każdy mógł czuć się tutaj bezpiecznie.
Ludzka ciekawość nie jest grzechem, jednak wymaga szacunku, nad którym trzeba się czasem dużo napracować.
Tak się mówi poza Głębią. W to wierzę. Tylko dlaczego wszyscy są tak poważni? Czemu syreny i trytony zawsze wolą pozostawać symbolem, zamiast próbować nawiązać nić porozumienia?

Wynurzając zaledwie oczy ponad taflę wody, obserwowałam rozchichotane siostry zalecające się do rybaków. Widziałam, jak niektóre z nich przecinają im sieci, a inne szykują im miejsce na dnie. Nie odważyłam się jednak do nich dołączyć. Nie należałam już do nich, zresztą zbyt szybko poznałam istoty lądowe od tej niebezpiecznej strony. Wiedziałam jednak, że nie wszyscy są tacy i pragnęłam ich poznać oraz zrozumieć. Pozwoliłam sobie jednak tylko na schowanie się z powrotem pod wodę i odpłynięcie na dalszy zwiad z trytonami. Tylko granice wodnego królestwa zapewniały nam codzienne atrakcje.
Teraz nie wolno mi już nawet spoglądać na syreny, czy trytony. Jedyne co mogę zrobić to pozwolić, by fale prowadziły mnie ku brzegowi.

Ale jak to się stało? Być może myślicie, że to śmieszne pytanie - w końcu każda syrena żyje w ten sposób, jednak chciałabym Wam przypomnieć z jaką ostrożnością należy generalizować. Nie zawsze żyłam tak jak Wy, drogie siostry i drodzy bracia. Nie zawsze byłam częścią naszej pięknej wspólnoty. Jeśli jakimś cudem, ktoś z Was jeszcze nie wie jak to możliwe, to teraz nadeszła pora, by poznać prawdę. Dzisiaj, kiedy patrzycie na mnie z pogardą. Dzisiaj, kiedy zostałam okrzyknięta zdrajczynią. Dzisiaj, kiedy muszę Was opuścić.

☽☸☾


Głębia to miejsce wyrzutków. Tutaj przybywają tylko te syreny i trytony, które niegodnym zachowaniem wyłamały się ze wspólnoty. Nie są w stanie żyć ze swymi braćmi nie szkodząc im, a jednak, od kiedy coraz więcej wygnańców zaczęło pojawiać się w tym miejscu, wytworzyła się między nimi dziwna więź i tym samym stworzyli nowe społeczeństwo. Wciąż jednak Głębia to miejsce szczególne i z pewnością wszystkim, poza jej mieszkańcami kojarzy się wyłącznie z mrokiem, niebezpieczeństwem i porzuceniem pięknego, wygodnego świata. Zapewne też powinnam się tak o niej wyrażać, ale byłoby to nieszczere. Jak mogłabym to zrobić, skoro tam właśnie się narodziłam?

Zdarzyło się tak, że ikra spadła w najciemniejsze i najgłębsze miejsce Morza Cieni. Nie wszystkie przetrwały – niektóre zjadły ryby, inne osiadły w miejscu zbyt ruchliwym i zimnym, jeszcze inne prądy chwyciły i wyniosły w odległe rejony morza. Te, które nie napotkały żadnych problemów opadły na dno Głębi i wkrótce stały się jej najmłodszymi mieszkańcami. Nie wiedziano co z nami zrobić, kiedy z małej komórki powstały maleńkie istotki, z każdym dniem coraz chętniej eksplorujące swój „dom”. Nie zostaliśmy jednak przepędzeni. Pogodzono się z naszym istnieniem i wkrótce staliśmy się wspólnymi dziećmi wszystkich skazańców. Opiekowano się nami wspólnie, mieliśmy więc wiele matek i ojców. Myślę, że każdy z nich w ten sposób odnajdywał sposób na okazanie serca, którego istnienie syrenie królestwa zanegowały. Przecież nie każdy z nich był zły do szpiku kości.

Kiedy podrosłam i zaczęłam zdawać sobie sprawę, że nie jestem wyłącznie wspólnotą, ale też autonomiczną jednostką, zaczęłam nawiązywać przyjaźnie. Lubiono mnie. Byłam perełką wśród niegodziwców. Pełna życia, radosna, pomocna... Zupełnie inna niż syreny dookoła, ale byłam dzieckiem, więc wszyscy uznawali to za naturalny etap w rozwoju i cieszyli się z niego. Do wszystkiego podchodziłam z entuzjazmem: do każdej nauki, którą mi dawali i do każdego nauczyciela. A uczono mnie rzeczy, które w królestwach nie są mile widziane. Uczono mnie pieśni kuszących żeglarzy i opowiadano niepokojące historie o życiu na lądzie. Syreny spoza Głębi nazywano wrogami, a ich pomysły i sposób porządkowania otaczającej rzeczywistości określano śmiesznym i nieskutecznym. Próbowano uczyć mnie walczyć, ale zupełnie mi to nie wychodziło, więc w końcu zrezygnowano, zauważając, że o wiele bardziej przydaję się tworząc, niż niszcząc.
Dorastając zaczęłam interesować się swoją przeszłością, widząc jak jest odmienna od tej, którą dzielili otaczający mnie bracia i siostry. W ten sposób poznałam Rheyaen – syrenkę, która, jak się okazało przyszła na świat w ten sam sposób co ja. Pochodziłyśmy z tej samej ikry i to sprawiło, że połączyła nas silna więź, choć wydawało się dziwne, że tak różne osoby mogą się tak... kochać. Tak, kochałam ją, gdyż byłą moją przyjaciółką i siostrą o wiele bliższą niż cała reszta. Była jednak zupełnie ode mnie odmienna i jestem pewna, że gdybyśmy mieszkały w Królestwie, to uznano by tę znajomość za toksyczną, ale w świecie, w którym naprawdę się wychowałam to nie było aż tak dziwne. To ja byłam... inna. Rhey za to pomagała mi jakoś przetrwać, gdyż była bardziej podobna do wygnańców z Głębi. Uczyła mnie życia, przetrwania, zabawy. Tak, jak to się robiło tutaj. Wielokrotnie razem wybierałyśmy się na odległe wyprawy, by kusić żeglarzy (Rhey szczególnie chętnie śpiewała piratom), przecinać sieci rybakom, ścigać się z delfinami i zwyczajnie poznawać świat. Czasem razem wyglądałyśmy spomiędzy skał na ląd, ale nigdy nie odważyłam się na niego wyjść – w przeciwieństwie do niej. Pragnęłam tego. Chciałam poznawać świat, ale jednocześnie bałam się, straszona historiami zasłyszanymi z Głębi. Chciałam się do tego przygotować.
Nie zdążyłam.

Zwykle nie wybierałam się poza Głębię sama, gdyż szybko odkryłam swoją zawstydzającą słabość – z zadziwiającą łatwością się gubiłam. Jako malutka syrenka, jeszcze dziecko, udałam się kiedyś poza dom, i gdyby ktoś się mną nie zainteresował, to najpewniej bym już nie wróciła. Dorastając jednak u boku Rhey nabierałam pewności siebie i wydawało mi się, że po tylu wspólnych wyprawach, z pewnością nie stanie się już nic złego, jeśli udam się gdzieś sama. Przede wszystkim był to jednak czas, kiedy już jako dorosła syrenka, zostałam na nowo określona. Moi bracia i siostry kochali mnie, choć byłam od nich tak różna, jednak zrozumieli, że moje podobieństwo do istot z Królestwa nie jest tylko etapem w rozwoju, który minie. Nie wiem jak było naprawdę, możliwe, że trochę wszystko wyolbrzymiałam, ale poczułam się gorsza przez to, że nie potrafię spędzać czasu tak jak robią to inni. Nie byłam dobra w kuszeniu – to znaczy byłam, ale nigdy tego nie wykorzystywałam do celów, które w Królestwie uznawane byłyby za złe. Nigdy nikogo własnoręcznie nie utopiłam, nie przeraziłam, nie wychodziłam z inicjatywą niszczenia pułapek na ryby istot spoza Głębi. Nigdy nie postawiłam nogi na lądzie, by przynieść stamtąd fascynujące historie.
Któregoś razu rozmyślałam o tym przy poławianiu pereł – przynajmniej w tym byłam dobra. Nie wystarczyło mi to jednak, chciałam pokazać, że stać mnie na więcej. Z niepełną więc torbą pereł zostawiłam moje towarzyszki i ruszyłam przed siebie.

Śpiew spełniał swą rolę jak zawsze. Smutna melodia stała się moją pieśnią przyszłości. Zwabiłam piratów, specjalnie dla Rhey, by pokazać jej ile jestem warta. Widzieli, że jestem sama i to była ta rzecz, o której nie pomyślałam. Byłam młoda i głupia. Ich było wielu – a ja, jakkolwiek potrafiłam namieszać w głowie, byłam na straconej pozycji. Nie minęło wiele czasu, podczas którego pogrywaliśmy ze sobą nawzajem, jak mój los został przypieczętowany. Zarzucono sieć. Nie zdołałam uciec. Wciągnięto mnie na pokład i uwięziono w balii z wodą. Z tego co zrozumiałam zamierzano mnie sprzedać komuś z lądu. Nie wiedziałam wtedy, jak bardzo powinnam być wdzięczna temu przypadkowi, gdyż inaczej pewnie podzielono by się mną tak, jak piraci mają w zwyczaju dzielić się łupami. Byłam przerażona i zrozpaczona. Myślałam, że to mój koniec, że swoją naiwnością zasłużyłam sobie na śmierć. Przez kilka kolejnych dni robiłam się coraz słabsza, odmawiając przyjmowania posiłków i czekając na własny koniec. Wtedy jednak, po raz kolejny los się do mnie uśmiechnął.
Moim ratunkiem okazał się sztorm. Był to jeden z tych legendarnych monstrów, nawiedzających wody, ktore łamią maszty i zatapiają największe żaglowce. Tak było z tym, na którym się znalazłam. Statek zatonął, a ja poszłam na dno wraz z piratami. Wciąż skuta kajdanami, lecz te nie były już przymocowane do balii, która rozprysła się na kawałeczki. Uciekłam.

Pragnęłam wrócić do Głębi, do domu. Obiecałam sobie, że już nigdy nie będę próbowała być tym kim nie jestem. Przez wiele dni krążyłam szukając swych sióstr i braci, ale nie poznawałam nawet terenu, na którym się znalazłam. Nigdy nie odnalazłam drogi powrotnej.

Znów myślałam, że to koniec. Jak miałam poradzić sobie sama? Wtedy jednak po raz trzeci zdarzył się cud.

Na skałach siedziała żaba. Była bardzo brzydka i wielka jak moja dłoń. Siedziała na czubku najwyższej skały, a z jej wyłupiastych oczu spływały łzy, tworząc wokół mokrą kałużę. Nie powinna była tu być. Była zbyt daleko od lądu.
- Co tutaj robisz? - spytałam.
- Nie mogę wrócić do domu, bo jestem zbyt mały i słaby. Poza tym udusiłbym się po drodze.
- Zabiorę cię, tylko mi powiedz gdzie mieszkasz.
- Jeśli to zrobisz, zapłacę ci królestwem.
Okazało się, że żaba mieszka w syrenim Królestwie. Nie byłam w stanie pojąć jak to możliwe, w końcu zwierzęta te nigdy nawet nie docierały w takie miejsca, jednak te konkretne upierało się, że właśnie tam będzie uratowane. Wytworzyłam więc w wodzie bąbel z powietrzem, żeby żaba mogła czasem z niego czerpać, wzięłam ją na ręce i ruszyłyśmy w podróż.
Płynęliśmy przez wiele dni. W tym czasie żaba opowiadała mi wiele fascynujących historii o miejscu, w którym mieszka, ale nigdy nie mówiła nic o sobie. Zdążyłam ją jednak polubić. Była mądra i sympatyczna.
Kiedy dotarliśmy na miejsce, był to mój pierwszy raz w syrenim Królestwie, czego z pewnością nikt nie mógł nie zauważyć. Byłam zachwycona. Żaba zaś.... Chyba pamiętacie co się z nią stało. Dobrze wiedzieliście, że nie jest zwykłym płazem i powitaliście ją tak, jak wita się rodzinę królewską. Gdy tylko przekroczyła próg podwodnego pałacu i pokłoniła głowę przed królem, poznałam prawdę, a wy cieszyliście się i dziękowaliście mi jak prawdziwej bohaterce. Zniknęła bura skóra, pełna wypustek i wyłupiaste oczy. Nie było śladu po brzydkiej żabie, kiedy na jej miejscu stanął urodziwy książe.
Historia jak z bajki, prawda? Jeśli jednak przypomnicie sobie te prawdziwe wersje ślicznych opowieści, możecie się domyślić, że nie było mowy o jednoznacznie pięknym zakończeniu. Zresztą sami wiecie dlaczego. Kiedy książe uklęknął przede mną i powiedział, że teraz zostanę jego żoną... Nikt nie był zadowolony z tego faktu. Syn króla był nieco szalony i to swoimi nieprzewidywalnymi pomysłami i nierozwagą zasłużył na klątwę, która przez wiele miesięcy trzymała go z dala od domu, pod postacią żaby. Jego słowa - choć rodzina królewska była mi wdzięczna za uratowanie następcy tronu (przynajmniej pewna jej częsć) – wzburzyły wszystkich. Woda zrobiła się mętna od chaosu, jaki zapanował. Po pierwsze, okazało się, że nie wszyscy jednak, tak bardzo pragnęli powrotu księcia, czego można się domyślić po losie, jaki go spotkał. Po drugie wszyscy wiedzieli, że był niespełna rozumu, ale najgorsze było to, że w tym wszystkim potrafił się przed podwładnymi prezentować godnie i obiecująco. Był stanowczy, zawsze chciał dobra swojego królestwa, a jego pomysły nie raz zaskakiwały najpoczicwszych i najbardziej szanowanych doradców. Nie chciał źle, lecz jego metody były niekonwencjonalne, zaskakujące, a tempremanet trudny do opanowania. Po trzecie – ja. Kim ja byłam? Nieznaną nikomu syrenką, bez dachu nad głową, bez przeszłości, bez szczególnych uzdolnień. W dodatku nieszczególnie chętnie widzącą się w roli księżnej. Początkowo. Byłam tylko piękna i dobra. A jednak... Stało się. Bo co też innego miałam zrobić? Nie mogłam wrócić do Głębi, nie miałam niczego, nie poradziłabym sobie sama, w dodatku szybko zdałam sobie sprawę jak bardzo pasuję do syren i trytonów z Królestwa.
Zostałam więc księżną w najmniej oczekiwany sposób. Szybko okazało się, że książe jest dobrym mężem, a królestwo miejscem dającym wiele możliwości. Przede wszystkim mogłam nareszcie skupić się na tym, co umiałam – na pomaganiu. Postanowiłam więc być najlepszą księżną, jaką może mieć to miejsce.
Wtedy dowiedziałam się, że Królestwo w którym żyje znajduje się najbliżej Głębi, ze wszystkich...
Wtedy zaczęła się ta część mojej histroii, którą dobrze znacie i którą z taką łatwością oceniacie...
Nazwaliście mnie zdrajczynią.

Dane gracza: Ophelia

Nazwa użytkownika:
Ophelia
Ranga:
Zbłąkana Dusza
Inne Postacie:
Kerhje, Smilla, Eldrizze, Umm, Zgniłek, Øra, Spinka,
Martwe postacie:
Status:
OFFLINE
 
 
PW:
Wyślij prywatną wiadomość
GG:
3358059
Grupy:
Dołączył(a):
Wt maja 29, 2018 8:55 am
Ostatnia wizyta:
Wt wrz 25, 2018 5:01 pm
Liczba postów:
5 | Znajdź posty użytkownika
(0.01% wszystkich postów / 0.04 posty dziennie)
Ostatni post:
Poszukiwany/Poszukiwana
Wt wrz 25, 2018 11:14 am
Najaktywniejszy w dziale:
Księga Boskich Praw
(Posty: 2 / 40.00% postów użytkownika)
Najaktywniejszy w wątku:
[Głębiny Morza] Pieśń stęsknionej krwi
(Posty: 2 / 40.00% postów użytkownika)
cron